Dodaj do ulubionych

Dobry poród tylko w domu

12.04.09, 19:43
Jestem po dwóch CC teraz jak na to patrze raczej ze wzgredów
psychicznych niz jakilkolwiek medycznych. Mam kontakt z polożnymi,
doradcami laktacyjnymi i dziewczynami z dziecmi i uwazam ze gdy
zdecyjemy się na trzecie dziecko urodze w domu.
Bez indukowania, lekarzy, lekcewarzenia kobiety i jej krocza,
głupich uwag, masazu szyjki, ciagłego lezenia i krzyków. Powiem
szczerze, to moje marzenie. Sama stawic temu czoło. Z polozną, mężem
i w domowym spokoju z przygaszonym swietle i nie na plecach. Teraz
jak na to patrze to uwazam poród szpitalny za barbarzyństwo, żeźnie
i katorge. Oczywiscie wypowiadam sie o zdrawej kobiecie i zdrowym
dzicku i ciąży.
Dlaczego sie nie mówi ze fotel porodowy jest dla wygody lakarza.
Dlaczego milczy się o tym ze wsród lekarzy jest zwyczaj nie
zostawiania pacjentek z rozpoczęta akcja porodową koledze na
nastepnym dyzuże. Po co wywołuje sie porów kroplówka z oksytocyny.
Dlaczego nie mówi sie ze pourodzeniowy spadek masy dziecka w
szpitalu zwiazany jest ze stresem.... Dlaczego po cc nie dostawia
sie dzieci do piersi. Nie kładzie na piesi matki. Dlaczego nie pyta
sie o zgode czy dokarmiac takie dzieci butelka. Dlaczego nie pozwala
sie kobiecie chodzic w czsie pordu tylko lezec plackiem pod ktg....
Dlaczego lekarz podchodzac do rodzacej kobiety nie informuje jej co
bedzie jej robil...
Dlatego ze kobiety nie idą rodzic dzieci jak na wojne ale przezyc
najcudowniejsze chwile swojego życia. Nie są nastawione na walke o
swoje dobro i swoich dzieci.
Mam zal i tak sobie napisałam...
Edytor zaawansowany
  • mama.rozy 12.04.09, 21:10
    żalu faktycznie dużo.może miałaś pecha co do szpitala?ja urodziłam troje
    dzieci,dwoje w szpitalu w krakowie,trzecie w warszawie na solcu.poród to nie
    bajka,nie wszystko wygląda różowo,niektóre rzeczy trzeba przejść.co oczywiście
    nie znaczy,że mamy,jako rodzące,na wszystko się zgodzić.ale...po dwóch cesarkach
    możesz mieć problem z rodzeniem w domu,w zależności od tego,z jakich były
    powodów wykonane.jakiekolwiek zaburzenia w poprzednich ciążacghsą raczej
    przeciwwskazaniem do porodu domowego.a piszę tak dlatego,że sama byłam
    zwolenniczką takich porodów.zaparłąm się,że trzecie urodzę w domu,ciąża
    książkowa,żadnych powikłań w poprzednich.z powodów rodzinnych tak się nie
    stało.na szczęście-mała urodziła się za wcześnie o 2 tyg,miała problemy z
    oddychaniem i krążeniem.długo wymiotowała wodami(czystymi),miała wysokie
    crp.nikt nie wie dlaczego,skąd,moje wyniki tez były idealne(poród najlepszy z
    całe trójki,bez oksy,z super położną,która miała dyżur...).dlatego poród w domu
    jest ok tylko wtedy,kiedy masz blisko szpital i naprawdę doświadczoną
    położną,która sobie ze wszystkim poradzi.warto walczyć o to,żeby w każdym
    szpitalu było dobrze,po ludzku...
    przepraszam za chaos,miłego wieczoru.
    --
    www.boniowka.pl
  • magd007 16.04.09, 12:54
    Ja jestem jeszcze przed porodem...tak jeszcze z 6 m-cy ale już się zastanawiam nad porodem w domu. Chciałabym , żeby to było jednak aczkolwiek bolesne to jednak miłe przeżycie, a nie koszmar dodatkowo spowodowany niesprzyjającą atmosfera w szpitalu itp. Fakt jest taki, że jak szukam jakiś info na ten temat to problem powikłań i możliwość reakcji na nie jest zdecydowanie odmienna w przypadku warunków domowych. I z jednej strony znajduję coś takiego: www.edziecko.pl/ciaza_i_porod/1,79332,2856716.html a z drugiej takie opinie: ebobas.pl/artykuly/czytaj/209/zdrowie/porod-w-domu-nie-zawsze-jest-bezpieczny. Rozterka trwa ale chyba nie am co liczyć na jedną poprawną odpowiedź, ech...
    --
  • woda-niegazowana 13.04.09, 09:47
    rybka789 napisała:

    > Jestem po dwóch CC teraz jak na to patrze raczej ze wzgredów
    > psychicznych niz jakilkolwiek medycznych.

    Próbuje sobie to wyobrazić, ale ciężko mi idzie ;)))


    Mam kontakt z polożnymi,
    > doradcami laktacyjnymi i dziewczynami z dziecmi i uwazam ze gdy
    > zdecyjemy się na trzecie dziecko urodze w domu.
    > Bez indukowania, lekarzy, lekcewarzenia kobiety i jej krocza,
    > głupich uwag, masazu szyjki, ciagłego lezenia i krzyków. Powiem
    > szczerze, to moje marzenie. Sama stawic temu czoło. Z polozną, mężem
    > i w domowym spokoju z przygaszonym swietle i nie na plecach. Teraz
    > jak na to patrze to uwazam poród szpitalny za barbarzyństwo, żeźnie
    > i katorge.
    Zgadzam się z Tobą chociaż nie do końca. Mam koleżankę która pracuje na sali porodowej. Jej zdaniem jak się da z rodzącą współpracować to można wszystko. Niestety są też takie z którymi współpraca jest niemożliwa. I co wtedy ??? Ona mówi, że jak kobiecie nie zależy to jej tym bardziej.

    Oczywiscie wypowiadam sie o zdrawej kobiecie i zdrowym
    > dzicku i ciąży.

    Z tym też różnie bywa :((( Byłam zdrową, świadomą ciężarną. Trafiłam na porodówkę w 38 tyg. ciąży. Niestety było tak dużo porodów, że musiałam czekać na wolne łóżko :))) Bóle były coraz silniejsze, przerwy coraz krótsze, a właściwie to jeden się kończył, drugi zaczynał. Jak położyłam się na łóżku i podpięto mi ktg okazało się, że tony są nie do końca dobre. Położyłam się na boku, a w tym czasie podłączono mi wenflon (później do niego kroplówkę) i dostałam domięśniowa Dolargan ( bóle już były nie do wytrzymania). A potem to już było tak szybko, żeeeee. Ponieważ pomimo pozycji na boku tony nie wróciły do normy, a za chwilę zaczęły spadać do zera.Lekarz określił, że głowa wysoko w skośnym, ból zachodzący na ból). Nie było mowy, żeby dowieść mnie na salę operacyjną. Najpierw próżnociąg, potem kleszcze. Dziecko urodziło się na 4 pkt. Apgar, ale po przewentylowaniu szybko zaczęła oddychać i dostałam ją na piersi, gdzie oddała smółkę ( to z niedotlenienia). Potem jeszcze okazało się, że łożysko nie chce się oddzielić, więc miałam ręczne wydobycie ( już mnie uśpili ). Na sam koniec lekarz powiedziała, ze miałam dużo szczęścia, że z powodu dużej ilości porodów przyjechał tzw. trzeci dyżurant i że dziecko nie było bardzo duże. Ja wiem jeszcze, że jak bym trafiła na innych dyżurantów to nie miałabym dziecka, albo miała kalekę :((((
    Aha.lekarz nie był w stanie podać mi przyczyny takich zaburzeń w tonach... :(

    > Dlaczego sie nie mówi ze fotel porodowy jest dla wygody lakarza.
    > Dlaczego milczy się o tym ze wsród lekarzy jest zwyczaj nie
    > zostawiania pacjentek z rozpoczęta akcja porodową koledze na
    > nastepnym dyzuże. Po co wywołuje sie porów kroplówka z oksytocyny.

    Zgadzam się chociaż nie generalizujmy.
    > Dlaczego nie mówi sie ze pourodzeniowy spadek masy dziecka w
    > szpitalu zwiazany jest ze stresem....

    Ten spadek to spadek fizjologiczny i ja myślałam że głównie to dlatego, że dziecko oddaje smółkę, mocz i zaczyna "parować" .

    Dlaczego po cc nie dostawia
    > sie dzieci do piersi. Nie kładzie na piesi matki. Dlaczego nie pyta
    > sie o zgode czy dokarmiac takie dzieci butelka.

    Większość kobiet jest "tak zmęczona", że nawet nie chcą oglądać dziecka ( słowo honoru ) a o dokarmianie walczą jak lwice i stawiają na nogach całą rodzinę, łącznie z przynoszeniem mleka do szpitala i dokarmianiu po kryjomu .

    Dlaczego nie pozwala
    > sie kobiecie chodzic w czsie pordu tylko lezec plackiem pod ktg....
    > Dlaczego lekarz podchodzac do rodzacej kobiety nie informuje jej co
    > bedzie jej robil...
    > Dlatego ze kobiety nie idą rodzic dzieci jak na wojne ale przezyc
    > najcudowniejsze chwile swojego życia. Nie są nastawione na walke o
    > swoje dobro i swoich dzieci.
    > Mam zal i tak sobie napisałam...

    Wierzę, że masz żal. Sama widzę, że wiele kobiet ma prawo go mieć, ale każdy medal ma dwie strony.
  • silije.amj 13.04.09, 22:23
    Trochę dziwne rzeczy piszesz Wodo Niegazowana.
    Czyż można podać dolargan jeśli dziecko ma już kłopoty z tętnem?
    I co to za nowość, że kobiety są tak zmęczone że nie chcą na brzuch
    swego dziecka tuż po urodzeniu! Pewnie są takie nieliczne wyczerpane
    trudnym szpitalnym porodem. Ja w życiu tego nie widziałam, a
    obejrzałam kilkadziesiąt filmów porodowych - i niemal wszędzie te
    ręce wyciągnięte do maleństwa, tak jak u mnie w czasie 3 porodów.
    Mam nawet takie zdjęcia jak wyciągam ręce w sekundę po urodzeniu, by
    przytulić dzieci :-)

    Rybko rozumiem twoje rozżalenie. Poród domowy po dwóch cc w Polsce
    może się nie udać, ale odwiedź nas na forum, są tam podobne historie:
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=45447
  • rybka789 13.04.09, 23:35
    pragne nadmienic ze wystarczy dziecko przystawic do piersi i łozysko
    samo sie urodzi.
  • memphis90 13.04.09, 23:38
    > pragne nadmienic ze wystarczy dziecko przystawic do piersi i łozysko
    > samo sie urodzi.
    Nie zawsze, nie generalizujmy...

    Ja rodziłam akurat w szpitalu i jestem b. zadowolona. Nie doświadczyłam nic z
    tego, co opisujesz jako normę i standard. Więc nie wszędzie tak jest- na szczęście.
  • lukrecja34 14.04.09, 07:49
    no i tym sposobem dziewczyny w ciąży,po przeczytaniu postu autorki,dowiedzą
    się,że poród to rzeźnia,katownia i coś,czego wręcz nie da się przeżyć a lekarze
    przy porodzie są tylko po to,żeby za wszelką cenę utrudnić życie rodzącej..brawo..
    --
    Oczko mu się odlepiło...temu misiu..
  • woda-niegazowana 14.04.09, 09:23
    Ty obejrzałaś kilkadziesiąt filmów( oczywiście nagrane porody to wybrane porody ) a ja widzę kilkaset porodów rocznie. I rodzą takie "zwykłe" kobiety z ulicy.I w głowie maja raczej to co opowiedziała im babka, matka, siostra. Często kopią, zaciskają nogi. Kobiet odwiedzających forum jest....no właśnie ile ??? A porodów w całej Polsce ????
    Co do dolarganu nie jestem w stanie dokładnie opisać ci chwili podania.przykro mi było to dawno temu, a i biorę pod uwagę też błąd w sztuce. Jednak perspektywa nieuniknionego porodu zabiegowego też zmienia zasady.
    I do postu niżej............że przystawienie dziecka do piersi powoduje oddzielenie się łożyska. Taaaa.:( pójdę i zrobię awanturę, że jaki śmieli moja urodzoną na 4 pkt Apgar córkę zabrać i nie przystawili jej do piersi.......przecież mniej roboty by mieli niż przy ręcznym wydobyciu łożyska. Co za ignorant wymyślił ręczne wydobycie łożyska skoro zawsze można przystawić dziecko do piersi :/
    I na koniec jeszcze jedna refleksja. Kiedyś kobiety rodziły tylko w domu.
    Tylko jaka była umieralność kobiet i noworodków ??? Niestety popieram opinię warunków i atmosfery na salach porodowych. Często jest to żenujące, ale nie jest to wina szpitala jako instytucji, ale personelu tam pracującego. Niewiele porodówek idzie z czasem. Często jest to taki beton, że ręce opadają, ale czy warto ryzykować życie, zdrowie swoje i dziecka ??? Widziałam odklejające się łożyska, widziałam dzieci urodzone po przetoczeniu wewnątrzmacicznym płodowo-matczynym. W szpitalu ciężko uratować:((((( Niestety nic tych tragedii nie zapowiadało :(
    Oczywiście każdy ma prawo do własnego zdania. Szkoda tylko, że dostępne są filmy ze szczęśliwych narodzin, a jakoś nikt nie pokazuje że może być inaczej. Jak swiadomy wybór to powinno wiedzieć się wszystko.
  • lillika 14.04.09, 15:16
    woda-niegazowana napisała:

    > Tylko jaka była umieralność kobiet i noworodków ???
    takie, jakie były wówczas warunki życia, zdrowia, odżywiania,
    czystości, higieny itd. Baaardzo dużo się zmieniło od tamtego czasu.

    ale nie jest
    > to wina szpitala jako instytucji, ale personelu tam pracującego.
    a co za różnica? Przecież szpital tworzą ludzie a nie kosmici. Jak
    widać ludzie, którzy źle wybrali swój zawód. Może ktoś im wreszcie
    uświadomi, że jak im tak źle to mogą zawsze się przekwalifikować.

    Często jest to taki beton, że ręce opadają, ale czy warto
    > ryzykować życie, zdrowie swoje i dziecka ???
    sorry, ale takie stawianie pytania w polskiej rzeczywistości uważam
    za szczyt draństwa, podłości i szantażu emocjonalnego. Bo taka
    kobieta ma czasami w praktyce 2 możliwości:
    - albo rzeźnia która swoimi praktykami przypomina gestapowskie
    tortury ale za to z jakąś tam gwarancją życia fizycznego bo
    psychicznego już nie,
    - albo normalne, bezpieczne i przytulne miejsce porodu ale bez
    gwarancji życia w wypadku nagłego problemu.
    Stawianie kobiet w takiej sytuacji jest niemorlane. Inna rzecz, że
    niemorlane jest doprowadzenie, że często istanieją tylko takie 2
    skrajności.

    Szkoda tylko, że dostępne są film
    > y ze szczęśliwych narodzin, a jakoś nikt nie pokazuje że może być
    inaczej. Jak
    > swiadomy wybór to powinno wiedzieć się wszystko.
    bo najczęściej, gdy nie ma bezsensownej ingerencji z zewnątrz, to są
    właśnie takie szczęśliwe narodziny. Każdy wie, że może być inaczej,
    tak jak każdy wie, że samolot może się rozbić, że może nas potrącić
    auto na ulicy a jednak ludzie nie rezygnują z latania, nie zamykają
    się dla bezpieczeństwa w domach.
    Proszę tego nie odczytywać, że uważam, że każdy poród powinien być w
    domu.

    --
    walczmy o godne rodzenie
  • failte 30.10.09, 10:20
    "Często kopią, zaciskają nogi. "
    To nie jest, za całym szacunkiem, wina tych kobiet, ale wina położnej.
    Takie zachowanie rodzącej jest wynikiem stresu, strachu, przerastającego je
    bólu. Jesli tzreba pzreć, a parcie powoduje ból nie do zniesienia, to opanowany
    szokiem i nie myślący logicznie mózg moze wysłać impuls: zaciśnij nogi. To, ze
    kobieta kopie, to najprawdopodobniej wynik zbyt czestych i bolesnych badań.
    Pewnie nie chce, by jej ktoś dotykał. Jej prawo.
    Położna musi umieć rozpracowywać stres, a nie mówić, ze "jak kobiecie się nie
    chce współpracować, t ona też nie będzie". Paniczne nie do opanowania zachowanie
    położnej będzie wg mnie w 98% wynikiem niewłaściwej współpracy położnej. Reszta
    to wg mnie fobie, do leczenia przez lekarza psychologa.

    koleżankom, które na te słowa sie nie zgodzą, a maja do tego prawo, chciałam
    powiedzieć jeszcze jedno. Pracowałam wiele lat jako trener grupowy. Zdarzały sie
    czasem grupy (lub uczestnicy) tzw. "trudne" - nie współpracujące,
    nieskoncentrowane, aroganckie. Mówiłam sobie wtedy: "No nie dało się, co ja
    mogłam zrobić, skoro ta grupa taka do niczego." Aż sama znalazłam sie na
    skzoleniu z pokonywania trudnych sytuacji szkoleniowych. Trener powiedział wtedy
    jedno: "To nie była wina grupy, tylko trener był do d...."
    I po kolejnych latach doświadczeń zawodowych przyznaję mu 100% rację.

    failte
  • quick-share 14.04.09, 08:32
    to z jakich wkońcu powodów miałaś cc? jeśli można spytać oczywiście..
    zabrzmiało jakbyś miała wykonane cc po próbie porodu siłami natury
    jeśli dobrze wnioskuję, to skąd wiesz ze tym razem udałoby sie
    urodzić naturalnie, w domu?

    wiesz, ja nie wspominam swojego porodu i pobytu w szpitalu jak
    katorgi i rzeźni
    większą część porodu spędzilismy z mężem w domu a jak wkoncu
    pojechalismy do szpitala to okazało sie ze mam juz 8cm rozwarcia i
    po pół godziny urodziłam
    być może dlatego ze to tak szybko poszło to nie wiem co to masaż
    szyjki, oksytocyna itp
    na głupie uwagi to mysle ze mój mąż by napewno nie pozwolił :) ale
    ja byłam "normalna" dla położnej to i ona była dla mnie przemiła, to
    samo lekarze
    rodziłam na fotelu i ta pozycja mi bardzo odpowiadała (taka siedząca)

    myśle ze bardzo dużo zalezy od naszego nastawienia, od tego jak same
    sie zachowujemy, ja myslalam pozytywnie, słuchałam poleceń położnej
    i było dobrze

    chodziłaś do szkoły rodzenia?
    dowiedziałaś sie czegoś wiecej na temat szpitala/personelu zanim
    pojechałaś do porodu?
    był przy Tobie mąż (tudzież ktoś inny kto by dbał o przestrzeganie
    Twoich praw)??
  • cota 14.04.09, 12:05
    eeee autorka straszsnie generalizuje...naprawde nie w każdym szpitalu tak
    strasznie traktują kobiety :) naprawdę...a idelizowanie porodu domowego,
    coż..no comments. Ja też jestem po dwóch cc i naprawde nikt mi krzywdy w
    szpitalu nie uczynił, naprawdę. A poza tym jak wywnioskowałam - jesteś po dwóch
    cc i próbach pn, czyli coś poszło nie tak skoro lekarze zadecydowali o cięciu -
    decydowanie sie w tak wypadku na 3 ciążę z porodem w domu..jak dla mnie
    nieodpowiedzialnosć i głupota, szkoda, jeśliby sie źle skończyło dla dziecka, bo
    mamie sie szpital nie podoba. Nikt nie idzie do szpitala jak do SPA. Wkurza mnie
    generalizowanie w wątkach o porodach domowych, jaka to rzeźnia szpital, a
    lekarze i położne tam pracujący to potwory (oczywiście oprócz położnych
    domowych, bo te to już anioły -po zainkasowaniu oczywiście 1500 zł), naprawdę
    można spotkać też wiele dobrego od osób tam pracujących, a niektóre czynności
    (czytaj:badania) są po to, aby monitorowac stan dziecka i matki..ale niektóre
    kobiety w płacz, jaką im się krzywde robi..jak dzieci normalnie
    --
    fotoforum.gazeta.pl/photo/3/vf/ui/ssvf/CZIIaILN6Wx3xKbGtX.jpg""
    target="_blank">fotoforum.gazeta.pl/photo/3/vf/ui/ssvf/CZIIaILN6Wx3xKbGtX.jpg"</a>
    alt="Natalia (tunia)" title="Natalia (tunia)" /></a>
  • oldzinka 14.04.09, 14:57
    Coś mi się zdaje, że wątek został wrzucony na stronę główną :/
  • katarzynaoles 14.04.09, 15:25
    Poczytałam dyskusję i jestem poruszona jej przebiegiem. Ale po kolei.
    Do autorki wątku : bardzo mi zawsze przykro, jeśli ktoś ma
    dramatyczne wspomnienia z porodu - tym bardziej, jeśli wynikają one
    z niedopatrzeń personelu. To prawda, że sytuacje opisane przez Panią
    się zdarzają, choć nie powinny - ale nie uprawnia to do uogólniania.
    Każda rodząca ma prawo do zindywidualizowanej opieki i poszanowania
    jej oczekiwań - ale i personel szpitala ma prawo do tego, by
    szanowano jego pracę. Niewiele dobrego przyniesie wzajemne
    oskarżanie się, bez wysłuchania racji drugiej strony - oby tylko
    była chęć do słuchania...
    Niestety, nie mam dla Pani dobrych wieści –w Polsce poród w domu po
    dwu cc nie jest możliwy. Jeśli znajdzie Pani położną, która się tego
    podejmie, to muszę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że
    wolałabym nie znaleźć się pod jej opieką. Nie mogę się też zgodzić z
    twierdzeniem, że wystarczy przystawić dziecko do piersi, aby
    urodziło się łożysko - czasem nie wystarczy. Spadek wagi dziecka
    może być spotęgowany przez stres, ale zdarza się większości dzieci z
    powodów fizjologicznych.
    Rozumiem, że przez Panią przemawia rozgoryczenie, ale nie mogę się
    zgodzić z twierdzeniem, że tylko poród w domu jest dobry. Tak samo
    nie podpiszę się pod zdaniem, że tylko poród z zzo, albo cc - po
    prostu myślę, że nie ma jedynie słusznego sposobu rodzenia. O tym,
    jak najlepiej ma przyjść na świat konkretne dziecko konkretnych
    rodziców decyduje wiele czynników medycznych, społecznych,
    osobistych i dopiero po ich rozważeniu można planować najlepszy
    sposób rozwiązania nie zamykając się jednak na inne opcje, bo poród
    jest wydarzeniem dynamicznym i często wymaga zmiany założeń już w
    trakcie. Po prostu życie rewiduje nasze zamierzenia - i jest to
    dobry trening przed wyzwaniami macierzyństwa. Trzeba też mieć
    świadomość, że nie wszystko do końca da się przewidzieć i nie na
    wszystko ma się wpływ - i nie dotyczy to tylko porodu, ale w ogóle
    życia. Rodzenie jest elementem życia i podlega takim samym prawom,
    jak wszystkie inne wydarzenia - nie da się wyeliminować ryzyka,
    można się tylko starać je ograniczyć. Poród szpitalny niesie inne
    zagrożenia niż domowy - ale statystycznie są one podobne. Źle
    prowadzony poród w szpitalu może być bezpośrednim zagrożeniem życia
    matki i dziecka, nieprzygotowany i źle prowadzony poród domowy
    także. Dobrze rozegrany poród - niezależnie od miejsca jego odbycia
    czy zastosowanych zabiegów - daje poczucie satysfakcji i zdrowe
    dziecko oraz mamę i staje się dobrym startem we wspólne życie.
    Innych kryteriów nie ma.
    Bardzo prosiłabym, aby nie używać argumentów typu „widziałam wiele
    porodów, które skończyły się tragicznie i dlatego uważam, że poród w
    domu to niebezpieczna rzecz”. To tak, jakby powiedzieć „byłam
    świadkiem wielu wypadków samochodowych, jazda samochodem grozi
    życiu, tylko nierozsądni ludzie podejmują takie ryzyko i w dodatku
    wożą swoje dzieci samochodami”. Zapewniam, że relatywnie o wiele
    więcej osób ginie w wypadkach komunikacyjnych niż przy porodach
    domowych. I nie jest to tylko moje osobiste zdanie, ale wyniki
    badań. W Polsce (według mojej wiedzy) przy planowanych porodach
    domowych nie było przypadku śmierci matki ani dziecka, ani
    poważniejszych uszczerbków na zdrowiu co najmniej w ciągu ostatnich
    20 lat – myślę, że to świadczy o tym, że nieźle radzimy sobie z
    kwalifikacją do takich porodów ich prowadzeniem. Nie sądzę, że byśmy
    od 20 lat „miały szczęście”, jak nam się to często sugeruje.
    Myślałam, że już się uodporniłam, ale jednak zabolała mnie sugestia,
    że jesteśmy miłe dla swoich rodzących, bo nam płacą. Znam osobiście
    wszystkie położne domowe w Polsce i nie umiałabym wskazać żadnej,
    dla której motywacja finansowa jest podstawowym kryterium takiego
    sposobu wykonywania zawodu. Pozdrawiam :)
  • soul_asylum 14.04.09, 15:43
    więc, ja tez powiem, ze nie można generalizować, bo ja spotkałam położne/lekarzy
    bardzo fajnych podczas mojego cc i pobtu w szpitalu. I pobyt to nie była jakaś
    straszna trauma, pomagali, uczyli, nie męczyli jaimiś badaniami, a jeśli robili
    to rozumiałam ich cel - nie na zasadzie utrapienia, a upewnienia sie czy
    wszystko ok. Co do porodu domowego - osobście bym się nie zdecydowała, dla mnie
    zbyt duże ryzyko, leżałam na patologi, potem na położnictwie i widziałam, jakie
    rzeczy mogą się dziać w ciągu paru minut. Ale jak kto chce. natomiast cena za
    poród domowy (gdzieś wyczytałam 1500, czy 1700 zł) to chyba trochę zbyt
    wygórowana cena..zważywszy że położna nie ponosi odpowiedzialności - prawnie
    matka dziecka, a jak sie coś dzieje to taka położna wzywa karetkę i reszte robią
    lekarze w szpitalu; nakład środków - no raczej żaden, więc ta cena za udział w
    porodzie jednak jest duża. Jeśli chce sie propagować poród domowy to chyba na
    początek czas zejść z ceny, w sumie zakładajac, ze poród trwa dobę to za dobę
    taka cena..wysoko, ojjj wysoko. A reasumując - do autoriki - poczytaj sobie
    historie na forum CiP - tak jest wiele fajnych opowieści i ze szpitali.
  • katarzynaoles 14.04.09, 18:09
    Przede wszystkim wcale nie jest niczyją intencją przekonywanie
    kogokolwiek do porodów domowych. Ale dobrze byłoby, żeby była taka
    możliwość dla tych, którzy mogą i chcą - dlatego też walczymy o
    refundację. Ciekawe, że już któryś raz czytam, że położna nie ponosi
    odpowiedzialności za udział w porodzie domowym. Skąd taka
    informacja? Ponosimy pełną odpowiedzialność cywilno-prawną i
    zawodową - w związku z tym zresztą płacimy dodatkowe, wcale niemałe,
    ubezpieczenie. Cena porodu obejmuje nie tylko obsługę samych
    narodzin, ale także co najmniej dwie wizyty poporodowe (często
    więcej - według potrzeb), koszty utylizacji odpadów medycznych,
    sterylizacji, zakupu sprzętu jednorazowego i obowiązkowego
    wyposażenia, użytkowania samochodu, telefonu, podatki. No i dążymy
    do tego, żeby - jeśli to tylko możliwe - przy porodzie być we dwie.
    Żadne pieniądze nie zrównoważą 24 godzinnej dyspozycyjności świątek,
    piątek i niedziela. Łatwo oceniać czyjąś pracę niewiele wiedząc o
    jej specyfice. A jednocześnie nikogo nie dziwi konieczność
    zapłacenia co 100zł za 15 minut wizyty u lekarza...
  • joana.mz 14.04.09, 21:26
    dużo - niedużo.. nie ma co oceniać. nie każdego stać na taką kwotę,
    z drugiej strony są kobiety które płacą podobne kwoty lekarzom czy
    położnym w szpitalu za niewiadomo co - za uprzejmość? No i inna
    sprawa - nie każdy ma możliwość porodu w domu - ja nie miałam bo w
    mojej okolicy niestety nie ma położnej, która by taki poród
    odebrała, a pewnie bym się zdecydowała.

    Jestem z kolei ciekawa, jeśli już mówimy o kosztach, ile kosztuje
    poród w szpitalu? Tzn ile szpital dostaje kasy od jednego porodu,
    opieki nad kobietą i jej dzieckiem i kilkoma dniami pobytu w
    szpitalu. Przypuszczam, że ta kwota jest o wiele wyższa od tej,
    którą otrzymują położne domowe. Natomiast rodząca nie ma możliwości
    wykorzystać tych pieniędzy w inny sposób a przecież prawo unijne
    daje nam możliwość wyboru miejsca porodu prawda?
  • orzechowa1 14.04.09, 22:09
    Hmm... ja w 2006 roku za poród w PAŃSTWOWYM szpitalu w Warszawie
    zapłaciłam z własnej kieszeni 2300 PLN (umówiona położna 1500 PLN +
    sala do porodu rodzinnego 800 PLN). To był komfort rodzenia przy
    położnej którą mogłam poznać wcześniej i 'namówić się' przed porodem
    - to było dla mnie b. ważne, i jednocześnie rodzenia w szpitalu,
    który znałam. Umawiając się z położną musiałam wykupić indywidualną
    salę. Cieszę się że mogłam sobie na to pozwolić... i jednocześnie: a
    co mają powiedzieć ubezpieczone w NFZ kobiety które nie mogły sobie
    na taki luksus pozwolić ???

  • back-to-black 12.03.10, 17:14
    Koszty porodu szpitalnego? Tylko w którym szpitalu? Bo niestety panuje jakaś
    schizofrenia w tym temacie, każdy szpital ma inne "stawki". A co przepraszam
    pobierane są te opłaty, skoro wszyscy opłacamy składki? Spróbujcie poprosić w
    szpitalu o rachunek za poród rodzinny. Nie "cegiełkę na szpital" tylko rachunek
    za usługę "poród rodzinny". Niczego takiego szpital Wam nie da, bo nie może. Tak
    jak nie może pobierać opłat. Ale pobiera.
    W niektórych szpitalach wisi jak byk lista położnych, z którymi można się
    kontaktować, umawiać a płacenie im jest rozwiązane tak, że np. połowa trafia do
    położnej a druga połowa do szpitala. To samo województwo, ale inny szpital -
    absolutny zakaz i skutecznie uniemożliwione szanse na to, by jakkolwiek płacić
    położnym.
    W jednym szpitalu poród rodzinny płatny, w innym nie. W jednym zzo za darmo, w
    innym nawet gdyby się chciało zapłacić - brak takiej możliwości lub stawka typu
    600 zł za zastrzyk.
    To jest paranoja!

    Koszt porodu szpitalnego może wynieść zarówno 2500 PLN jak i 250 zł (np. za
    poród w wannie).

    To po co te składki płacimy? (I tu powinna się zacząć długa dyskusja na temat
    prywatnej służby zdrowia. blablabla ale nie o tym miało być).

    Wracając do tematu opłacania położnej w domu, to uważam, że 1700 zł za bycie
    cały czas w pełnym pogotowiu przez całą dobę to i tak niewiele.
  • kropkaa 14.04.09, 22:01
    Bardzo chętnie się odniosę do kosztów porodu domowego. Często
    słychać, że tyle kosztuje, takie pieniądze itd.
    Ja osobiście za żadne pieniądze bym się tej pięknej działalności nie
    podjęła. Dlaczego? Bo to jest praca non stop, czekanie na telefon
    jest częścią życia, tak samo jak wyjazdy w środku nocy, w niedzielny
    obiad czy urodziny dziecka/wnuka/męża/swoje.
    Kładziesz się spać i nie wiesz, czy za chwilę nie będziesz jechać do
    porodu. Idziesz na imieniny i nie wiesz, czy będziesz do końca, czy
    ledwo życzenia złożysz. Gotujesz zupę - loteria: uda się czy się nie
    uda.
    To tak obrazowo, ale prawdziwie.
    Poza tym nie płacisz położnej za to, że była z Tobą te kilka godzin
    w najlepszym przypadku, tylko za całokształt. Za odpowiedzialność,
    jaką bierze, za nie wiadomo ile telefonów, kiedy Cię pociesza,
    uspokaja, informuje, za cały bagaż doświadczenia zawodowego (nie
    spotkałam osoby, która zaczyna karierę od porodów w domu), który
    musiała przejść, by do porodów domowych być gotową, za to, że,
    brzydko mówiąc, jest na Twoje zawołanie.
    Nie raz słyszałam od koleżanek, które rodziły w szpitalu z lekarzem
    prowadzącym, że przy "prośbie" (czytaj: kopercie) przed porodem
    lekarz dając nr komórki zaznaczał z góry: w nocy i w niedzielę
    proszę nie dzwonić, bo i tak nie przyjadę. O zwrocie koperty w takim
    przypadku nie słyszałam. Nie wyobrażam sobie położnej domowej z
    takimi zastrzeżeniami.
    Mój poród był sam w sobie bardzo krótki, ale sama wizyta położnej w
    dniu porodu to było ładne kilka godzin, daleko po północy. A czasem
    położna śpi u rodzącej...
    Słyszałam też o takich przypadkach, że ktoś urodził w domu, a potem
    położnej nie wpuścił, bo nie chciał zapłacić. Dla nie to był SZOK.
    Albo położna wydzwania kilkanaście razy, bo termin porodu dawno
    minął, a dziewczyna nie odbiera, bo nie jakoś tak "wstyd" jej
    powiedzieć, że już dawno urodziła w szpitalu...
    Ja osobiście nie walczę o prawo refundacji, choć powinnam, bo po
    takich kwotach składek, jakie zapłaciliśmy w życiu i takim ich
    wykorzystaniu to poród na pod palmą gdzieś na Malediwach z moją
    położną, należy mi się jak psu buda. Ale mi się nie chce. Bo poród w
    domu potraktowaliśmy jako prezent dla dziecka, który to szybko się
    okazał prezentem dla nas samych - dla nas to była istna bajka -
    uśmiechnięte, zadowolone dziecko, niepłaczące, pogodne.
    Pomijając, że "darmowy" poród w państwowym szpitalu to koszt
    niewiele mniejszy niż "fanaberia" rodzenia w domu. A jakość narodzin
    bez porównania.
    --
    a może by tak urodzić w domu?
  • szampanna 14.04.09, 22:26
    ja tam nie uważam, żeby ta kwota była wygórowana, mimo że nie należę
    do tych świetnie zarabiających. Myślę, że za samą odpowiedzialność i
    bycie pod telefonem 24/7 już tyle się należy. Potrzeba refundacji
    jest dla mnie oczywista - w końcu po coś człowiek płaci te składki
    całe życie...
    --
    lipcowy Bobik w drodze ;)
  • kropkaa 15.04.09, 00:53
    Ja też nie należę, ale policz sobie ile na zdrowotne idzie z pensji
    brutto, dodaj to, co płaci pracodawca, dodaj do tego te dwie kwoty z
    pensji ojca dziecka i wyjdzie niemała sumka. Nawet przy średnich
    zarobkach. Do tego jeśli wezmę pod uwagę, że za prywatne przychodnie
    też płacimy to służba zdrowia powinna mi zapewnić coś więcej niż
    dolargan dlatego, że tani. Tyle, że z tego, co czytałam, starania o
    refundaję z NFZ to droga przez mękę, bez happy endu. Systemowo
    powinno to byc rozwiązane, prywatnie szkoda mi czasu i nerwów na
    walkę z wiatrakami.
    --
    a może by tak urodzić w domu?
  • mudasiru1 12.03.10, 13:53
    hm ja natomiast mieszkam w holandii jestem teraz w 8 miesiacu ciazy
    i wlasnie sie dowiedzialam ze pomimo iz place co miesiac 130 euro na
    ubezpieczenie to i tak jak chce rodzic w szpitalu to musze zaplacic
    300 euro porod domowy jest bezplatny, dostalam kartke na ktorej jest
    napisane kiedy moge zadzwonic po polozna, ja bardzo bym chciala
    urodzic w szpitalu teraz rozumiem dlaczego w holandii jest najwyzszy
    wskaznik umieralnosci nowordkow ludzi nie stac na porod w szpitalu a
    tam jest wszystko kroplowka leki w razie czego tlen podadza no i
    lekarze, a w domu to jakis koszmar jak kazdy polak zagranica
    wynajmuje pokoj, mieszkam z innymi ludzmi, tutaj wszystko jest tak
    droge nie mam pracy szef mnie wywalil bo jestem w ciazy i na serio
    bardzo bym chciala rodzic w szpitalu przynajmniej czujesz sie
    bezpiecznie a tu w domu i jeszcze sama mam wiedziec czy juz rodze,
    najlepiej sama urodzic z tego wniosek
  • hydrazine 12.03.10, 14:18
    mudasiru1 napisała:

    > ja bardzo bym chciala
    > urodzic w szpitalu teraz rozumiem dlaczego w holandii jest najwyzszy
    > wskaznik umieralnosci nowordkow ludzi nie stac na porod w szpitalu a
    > tam jest wszystko kroplowka leki w razie czego tlen podadza no i
    > lekarze, a w domu to jakis koszmar

    Przepraszam, a mogłabyś podać źródło danych na temat wysokiej śmiertelności noworodków w Holandii? Pierwszy raz o tym słyszę.
  • zonajana 08.05.10, 15:31
    :D :D :D

    Ja jestem w 9 mcu ciazy w Holandii i nie mieszkam "jak kazdy Polak" w jednym
    wynajetym pokoju.
    A argumet o tym, ze Holendrzy sa za biedni, by rodzic w szpitalu, jest tak
    niedorzeczny, ze az szkoda gadac. Poza tym, coz Ty za ubezpieczenie masz za 130
    euro??? Ja place 103 euro i mam w tym darmowy porod w szpitalu z darmowym zzo i
    co tam jeszcze sobie zazycze. A osoby o kiepskiej sytuacji finansowej moga bez
    problemu dostac dofinansowanie do kosztow ubezpieczenia w wys. ok 50% skladki.
    Bzdura jest tez twierdzenie o wysokiej smiertelnosci niemowlat w NL.
    Polozna do porodu w domu tez przynosi ze soba kroplowke i moze podac tlen ;)

    To, ze sama jestes kompletnie niedoinformowana, to Twoj problem. Ale prosze, nie
    powielaj tych idiotyzmow.
    --
    [img]http://www.naobcasach.pl/m.linijka.i.5491.jpg[/IMG]
  • rybka789 16.04.09, 00:50
    Dobry miało znaczyc raczej komfortowy dla mamy i dziecka. Pewnie
    bezpiecznej jest w szpitalu, więc zacznijmy po zakupu do sklepiku
    osiedlowego w kasku chodzic bo a noż widelec...

    Nie miałam zamiaru nikogo straszyc ale naocznic sytuacje w naszych
    szpitalach. Nie jest tak kolorowo jak się uważa.

    CC mialam z powodu problemów z dziecmi i własna głową,

    Jestem pod wrażeniem dla połoznych domowych. A pieniadze jakie biora
    sa dla mnie do przyjecia.

    Mężowie raczej nic nie maja do gadania przy porodach zon. Raczej
    wszyscy staja się bezradni, musza czekacna decyzje lekarzy.
  • quick-share 16.04.09, 07:58
    co to są porody zon?

    mężczyźni nie są wcale tacy bezradni, mogą pilnować aby nikt sie do
    kobiety nieprzyjemnie nie odzywał itp..
  • kropkaa 17.04.09, 00:45
    > co to są porody zon?
    Z Obecnością Nie wiem czego ;)

    >Mężowie raczej nic nie maja do gadania przy porodach zon
    Mężowie raczej nic nie maja do gadania przy porodach żon
    --
    a może by tak urodzić w domu?
  • quick-share 17.04.09, 16:53
    aaaa hehe :D
    naprawde usiłowałam rozgryźć ten "skrót" :D
  • vraja 17.07.09, 12:07
    Witam, przeczytałam wasze posty i w sumie każda z was ma trochę
    racji.
    Sama chcę rodzić w domu, i robię niezbędne przygotowania mam
    nadzieje że wszystko pójdzie gładko i bez komplikacji ale
    jedmnocześnie spakuję torbę na wszelki wypadek, samochód stoi pod
    domem a do szpitala jest 20min:-)
    Ale nie zgadzam się z twierdzeniem, że podczas porodu mąż nie
    pomaga. Na pewno są panowie, którzy widząc cierpienie, nie
    rozumiejąc co się właściwie dzieje z ich ukochaną żoną traci głowe.
    Ale czasami można to przejśc poprzez wspólne przygotowania do
    porodu, rozmowy, obrjrzenie filmu aby mężczyzna wiedział że to nie
    koniec świata i jego zona nie umiera. Dla kobiety sam fakt, że jest
    z nią mąż jest bardzo pomocny, czuje psychiczne i emocjonalne
    wsparcie, ma na kogo pokrzyczeć:-))
    Ja jestem za obecnością męża przy porodzie ale aby żeby uchronić go
    przed traumą, i neprzyjemnymi wrażeniami lepiej żeby podczes porodu
    stał koło głowy swojej żony i nie widział co się dzieje z drugiej
    strony. Nie wszyscy mężczyźni ale większość ma słabszą psychikę od
    kobiet i po obejrzeniu tego co dzieje się z punktu widzenia lekarza
    czy położnej nie jest dobre dla panów. Dlatego wszystko można zrobić
    jesli jest się świadomym pewnych różnic:-)
    pozdrawiam wszystkie panie.
  • justcam 17.07.09, 14:00
    mój mąż miał się doskonale , można by rzec jak rybka w wodzie ;-)
  • kropkaa 21.07.09, 23:24
    > jednocześnie spakuję torbę na wszelki wypadek

    Nie na wszelki wypadek, tylko obowiązkowo:) Taki wymóg na pewno
    postawi Ci położna.
    --
    a może by tak urodzić w domu?
  • sugarka 12.03.10, 18:58
    Rybka, no ale maz, czy parter jest wlasnie po to by byc adwokatem
    rodzacej.
  • anja0123 20.07.09, 14:07
    ja mialam taki wlasnie porod, o jakim piszesz. W domu, w obecnosci
    meza i poloznej, przy przygaszonym swietle i we wlasnym lozku
    (rodzilam wprawdzie na lezaco, bo taka pozycja mi odpowiadala). Bez
    naciecia, bez jednego szwu. Potem dziecko na brzuchu. Potem prysznic
    i powrot do czystego juz lozka. Nie widzialam ani kropli krwi,
    wszystko zostalo natychmiast posprzatane. Porod byl bolesny, i juz
    moj ostatni, ale wspomnienia - wspaniale. Wlasnie dlatego, ze moglam
    urodzic w domu.

    Rodzilam w Holandii, nie w Polsce. Tam rodzi sie w domu co trzecie
    dziecko.
  • kawo-szka 29.10.09, 10:54
    Właśnie trafiłam na niezwykle uskrzydlającą wiadomość:
    Poród
    w domu bez pośpiechu


    Myślę, że jeśli tylko pani Kopacz pójdzie za słowem i obietnicą, to będzie
    wielka rewolucja. Czas najwyższy na takie zmiany, bo gdy czytam wyznania matek,
    które miały szczęście rodzić poza granicami naszego kraju, to ewidentnie -
    jesteśmy 100 lat za Murzynami (z całym szacunkiem do ludzi odmiennej rasy, to
    tylko powiedzenie, którym chcę zobrazować bezmiar rozpaczy mojej jako przyszłej
    matki - rodzę za 3 m-ce).

    Jednocześnie chciałam pochwalić Panią Katarzynę Oleś za niezwykle stonowane i
    mądre wypowiedzi, których lektura (szczególnie w dyskusjach porodów domowych)
    sprawia mi niezwykłą przyjemność - takich ludzi, jak Pani, i takich postaw
    położnych - powinno być jak najwięcej! :) Czego sobie i innym kobietom życzę z
    całego serca :)
  • katarzynaoles 29.10.09, 21:37
    Bardzo miłe słowa, dziękuję :)
  • lucy_cu 30.10.09, 10:25
    Zgodzę się, że w polskich szpitalach różowo nie jest.
    Ale na pewno nie można generalizować.

    Mam za sobą cztery porody- owszem, pierwszy taki, że najgorszemu
    wrogowi nie życzę. Personel zachowujący się tak, jakby do pracy
    wysyłany był za karę, pod przymusem. Procedury na pierwszym miejscu,
    pacjent na ostatnim. Dzieci odbierane od matek, dokarmiane kiedy
    pielęgniarkom wygodnie, zero wsparcia przy problemach laktacyjnych.
    Ściana, ba!, jaka ściana?- MUR! nie do przebycia między pacjentem i
    personelem. Kilka miesięcy po tym porodzie ktoś mnie zapytał, czy
    nie prościej było dać położnej kilkaset złotych "do kieszonki", nie
    przeżyć takiego upodlenia i nie ryzykować zdrowiem własnym i
    dziecka. Nie- nie żałuję. Odcierpiałam swoje, dziecko przeżyło
    zapewne wielki stres. Trudno.

    Trzy kolejne porody, w innym szpitalu, były juz naprawdę piękne- a
    za każdym razem szłam "z ulicy", nie miałam żadnych znajomości, nie
    dałam ani złotówki łapówy, bo korupcją się brzydzę. Akurat trafiłam
    tak, że każdy z tych trzech porodów przyjmował inny zespół- i
    wszyscy byli cudowni. Delikatni, życzliwi, kompetentni. Szpital
    malutki, bez "wypasionego" sprzętu- ale ludzie w nim pracujący z
    gatunku tych, co do pacjenta idą z sercem na dłoni. To naprawdę było
    komfortowe rodzenie- położne proponowały pozycje (byłam w pionie
    niemal do końca, bo tak było mi najwygodniej, samo wypieranie na
    siedząco), informowały o wszystkim, po porodzie przez cały pobyt
    personel dosłownie co pół godziny zagladał do każdej pacjentki z
    pytaniem, czy wszystko ok. Czysto, miło, spokojnie. Nie było słychać
    płaczu dzieci, maluchy spały sobie zadowolone przy matkach. Aż się
    nie chciało wychodzić. ;-)))To nie bajka, to fakt. Kraków,
    klinika "Spes", gdyby ktoś pytał. Prywatna, ale na umowie z NFZ,
    czyli rodzenie bezpłatne. Nawiasem mówiąc teraz zamknięta po podobno
    niepomyślnej dla szpitala kontroli z Sanepidu- kompletna szopka,
    ciekawe, że tego, co się dzieje w innych szpitalach nikt nie
    widzi...:-/

    Kolejny poród, w maju, planuję w domu- ale nie jest to ucieczka
    przed szpitalem. Po prostu, tym razem chciałabym powitać dziecko
    jeszcze piękniej. Jeśli z jakichś względów nic z tego nie wyjdzie-
    nie będzie to dla mnie dramat. Wierzę, że znów spotkam na swojej
    drodze dobrych ludzi i dobrych fachowców. Być może to bardzo naiwne
    podejście- ale tak mam i już. ;-)

    Wiesz, pewnie i trochę winy za to, że realia w szpitalach są takie,
    a nie inne, ponosimy my, rodzące. Może gdyby radykalnie przerwać ten
    obrzydliwy zaklęty krąg łapówek i znajomości, sytuacja samoistnie by
    się po jakimś czasie poprawiła? To już jest machina nakręcona w obie
    strony- powiedziałabym, że to wręcz zaczyna byc ponura norma: kto
    nie da w łapę, ten nie ma. Ale wina leży tak samo po stronie
    DAJĄCYCH! Poza tym lekarz czy położna to tez człowiek- ja jestem
    osobą z natury pozytywnie nastawioną do ludzi i jakoś mam wrażenie,
    że moja życzliwość i uprzejmość w większości przypadków się opłaca.
    Rodzić przychodzą różne kobiety- te największe zrzędy i nerwuski
    też, że o zwykłych ordynarnych i paskudnych nie wspomnę, taka
    prawda. ;-) Oczywiscie, zadaniem personelu jest pomóc każdej
    rodzącej- ale na pewno milej jest pracować z kimś, kto nie widzi w
    położnej wroga i nie krytykuje w chamski sposób każdego jej
    posunięcia.

    Nie chciałabym być źle zrozumiana- nie chodzi mi o to, że pacjentka
    ma przychodzić na porodówkę z nastawieniem "przepraszam, że żyję" i
    przy kryzysie 7. centymetra prawić położnej komplementy, a potem
    najlepiej sama sobie odebrać dziecko, żeby nie przeciążać i tak już
    zmęczonego personelu. ;-)
    Chodzi mi o to, żeby widzieć w położnej człowieka, który, owszem,
    jest w pracy i ma za zadanie rzetelnie wykonac swoją robotę- ale też
    ma prawo być potraktowany z szacunkiem.
    W każdym zawodzie są dobrzy rzemieślnicy i partacze- wszystkim
    życzę, żeby nigdy nie spotykali na swojej drodze przedstawicieli tej
    drugiej grupy. :-)
    Poród w szpitalu to nie musi byc rzeźnia- mam wrażenie, że niewiele
    trzeba, żeby był fajnym przeżyciem. Ale na bank trzeba do tego
    dobrej woli po obu stronach barykady.
    Acha, Rybko, to oczywiście nie do Ciebie o tej dobrej woli, bo
    zabrzmiało może trochę tak, jakbyś Ty jej nie przejawiała a
    oczekiwała tylko dobrej "obsługi"- piszę całkowicie ogólnie. :-)

    --
    Zenon Witek Emilka
    Tereska
  • sugarka 12.03.10, 18:38
    Rybka789, wszystko co piszesz to jest idealna sytuacja. Pewnie ze
    tylko niewielka liczba porodow wymaga szpitalnej interwencji, ale
    podobne warunki mozna osiagnac takze w szpitalu.

    Tu gdzie mieszkam porody domowe sa nielegalne (podobnie jak dzieci
    urodzone poza zwiazkiem malzenskim), ale szpitale sa dobrze
    przygotowane na respektowanie zyczen mam. Przedstawilam swoj plan
    porodu mojej lekarce, ona jest zadowolona, do tego bedzie przy mnie
    moj Maz i doula.

    Mam komfort bycia w pojedynczym pokoju, bede mialam swoja muzyke i
    przygaszone swiatlo. Oczywiscie o ile nie bedzie koniecznosci
    interwencji nie zamierzam korzystac z oksytocyny i innych
    dobrodziejstw wspolczesnej medycy.

    Wiele zalezy od lekarza prowadzacego i od szpitala, no i oczywiscie
    od rodzacej, przeciez to NASZE porody!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.