Ja papiętam jeszcze z minionej epoki ustrojowej taką historyjkę.
Pewien pan mający tytuł naukowy, na Akademi Sztuk Pięknych w
Krakowie prowadził zajęcia z zakresu fotografii. Tenże pan chcąc
poprawić sobie byt postanowił otworzyć zakład fotograficzny i
wówczas okazało się, z nie może tego zrobić bo nie ma papierów
czeladniczych czyli nie ma odpowiednich kwalifikacji.
Myślę, że tu w pemnym stopniu o to samo chodzi. Czy jak idziemy na
prywatną wizytę do pana profesora to on dysponuje w swoim gabinecie
czymś więcej niż krzesełkiem w poczekalni i długopisem, jak tu ktoś
wczesiej napisał? Nie, ma tylko tą przewagę, że zleci poza
kolejnością badania w państwowej czyli "swojej" klinice. Na
szczęście nie musiałem jeszcze korzystać z usług wymienionych w
artykule specjalistów, ale myślę, że są wsród nich miernoty ale są
również fachowcy, którzy zaliczyli już nie jedno szkolenie czy
sympozjum naukowe. To pacjent powinien decydować u kogo się chce
leczyć u kogo nie. Jedno jest pewne, ta sytuacja służy NFZ-owi a
nie pacjentowi, część pacjentów przestanie chodzić do lekarza,
część pójdzie do lekarza rodzinnego po "przedłużenie recepty", część
prywatnie w ten sposób znikną kolejki w przychodniach, podobnie
będzie jak z dentystami, resort zdrowia zadowolony, że do dentystów
nie ma kolejek, ale że 90% Polaków ma w ustach próchnicę to co to
ich obchodzi.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.