Ja wiem, gdzie są specjaliści.
W sumie w swojej branży też jestem specjalistą. Skoro nie miałem szansy
udowadniać tego w Polsce, to bez problemu swoją fachowość mogę pokazywać u
sąsiadów. W odpowiednich warunkach, za odpowiednim wynagrodzeniem, to się
liczy. W końcu życie ma się tylko jedno.
Czasem człowiek musi tutaj pójść do lekarza. Nigdy nie było z tym żadnych
problemów. Tutejsza Krankenkasse woli zapłacić za profilaktykę, niż za
leczenie skomplikowanego, zastarzałego schorzenia. Mnie to kosztuje 10
Euro na kwartał, ale o ilości wizyt i terminach decyduje lekarz. Jeśli zapłacę
10 Euro lekarzowi medycyny ogólnej, a ten będzie chciał oddać pacjenta
specjaliście, to ze skierowaniem 10 Euro się nie płaci. Płaci się, jeśli
pacjent sam, wie co mu dolega i od razu, bez skierowania idzie do konkretnego
specjalisty.
Nie ma żadnych kolejek. To znaczy, na termin się czeka, czasem nawet do
jednego miesiąca, ale upokarzających kolejek nie ma. Wchodzi się o dowolnej
porze do recepcji i miła pani wypisuje kartkę, w jakim terminie przyjmie nas
lekarz. kolejki to upokarzający wymysł polskich przychodni, w których
nie chce się zainwestować w kalendarz, umożliwiający odpowiednie planowanie
pracy lekarza. Przecież można to wymyślić inaczej, mniej upokarzająco dla
chorych ludzi! Oni nie muszą stać w zimnie od czwartej rano!
I jeszcze procedury. Po ekstrakcji zęba dentysta zaszywa dziąsło i umawia się
za tydzień na zdjęcie szwów. Na pytanie po co odpowiada - ranę należy zamknąć.
Oczywiście regułą jest, że na następny dzień po zabiegu udziela zalecenia
ograniczenia wysiłku (by nie wywołać krwotoku), nawet dając zwolnienie
lekarskie. Lekarz szyjący ranę palca (rozcięcie) jakoś tak trzy razy wbija
igłę (znieczulenie aż pod łokieć!) na pytanie dlaczego - bo taki sposób szycia
nie pozostawi blizny. I jeszcze ciekawostka, przyjście do pracy w stanie
choroby może być przyczyną nawet zwolnienia dyscyplinarnego (narażanie siebie
i kolegów). A trzeba powiedzieć, że w Niemczech pracodawca płaci pierwsze trzy
miesiące zwolnienia!
Co ciekawe, w Niemczech spotyka się bardzo dużo lekarzy, z polskim nazwiskiem
i doskonałą znajomością języka polskiego. Trafili tu, podobnie jak ja. Tu mają
sprzęt, odpowiednie warunki i dopiero na trzecim miejscu wymieniłbym
wynagrodzenia. Kiedyś słyszałem, czemu lekarze wyjeżdżają z Polski. Nie chodzi
tylko o pieniądze dla nich. Po pierwsze liczy się spokój w pracy, brak
dziesiątków nadliczbowych godzin, a po drugie możliwość odpowiedniego
leczenia. Jeśli pacjent wymaga, by go lekarz widział dwa razy na tydzień, to
taką częstotliwość wizyt lekarz ustala i żaden urzędnik nie ma prawa
kwestionować, czy taka częstotliwość badań jest potrzebna. Oczywiście sprzęt
nie stanowi żadnego problemu. W każdym gabinecie dentystycznym jest np.
nowoczesny aparat do wykonywania zdjęć pantomograficznych. Od tego zaczyna się
pierwsza wizyta.
I jeszcze mała dygresja. Osoby, które nie mają co najwyżej zielone pojęcie
biorą się w Polsce za wiele prac, wymagających fachowej wiedzy, sprzętu i
doświadczenia. To dotyczy nie tylko lekarzy. Tak się w Częstochowie buduje
drogi, robi projekty architektoniczne (no po co pytać urbanisty?), urządza
komunikację miejską, organizuje życie mieszkańców miasta. Może czas by
wreszcie pomyśleć, czy społeczeństwo jest dla tych, którzy decydują o życiu
społeczeństwa, czy to raczej decydenci powinni podporządkować się oczekiwaniom
społeczeństwa. Bo prawda jest prosta. Organizowanie "dni zapisów do
specjalisty", czy inne podobne akcje to karygodne lekceważenie ludzi i za
takie "akcje" ktoś powinien odpowiedzieć. W końcu nie wszystko rozbija się o
pieniądze. Czasem wystarczy pomyśleć, jak coś zorganizować, a jak ktoś nie
potrafi, to niech da szansę innym. Bo w efekcie przecież wszyscy nie mogą
wyjechać za granicę.
Mniej marnotrawstwa, więcej działań z głową. Ba, prosto powiedzieć, ale jak
przekonać zastygły, beznadziejny w swoich poczynaniach beton, że można
inaczej, taniej, że można mniej upokarzająco. Wszak upokarzanie innych do dla
jednostek czasem bardzo duża satysfakcja. czy można to zmienić? Gdybym w to
wierzył, to jadłbym teraz chleb z masłem, a nie Brot mit Butter. Ale za to do
lekarza mogę się dostać w każdej chwili. No cóż, coś za coś, szkoda, że tak
wielu musi stawać przed takim wyborem.