Marcin Maranda zapisał się w mojej pamięci jako jedyny z kandydatów na radnego któremu chciało się ruszyć cztery litery i osobiście zapukać do drzwi w trakcie kampani wyborczej. Za to ma u mnie dużego plusa.
Potem został rzecznikiem znienawidzonego przeze mnie MPK (nienawidze ich za jakość ich usług i genialne rozkłady tpu autobusy jeżdzą stadami a potem nic nie jeździ przez godzinę) i wywołało to u mnie litość (trzeba z czegoś żyć) i niesmak (podział łupów).
To, że broni swojego pryncypała jest zrozumiałe. To, że broni w taki sposób też. Nie oszukujmy się zagrania na emocje doskonale trafiają. To nie my to oni.
Fakt, że miasta aglomeracji zjadają większość unijnego tortu jest znany i nie wierzę, że bez własnego województwa można to zmienić. Można tylko walczyć o jak najwięcęj okruchów co Wronie nie specjalnie sie udaje.
Jego wizja miasta jako zaplecza klasztoru i seminarium jest wizją miasta dla którego nie potrzeba wielkich inwestycji a wystarczy nieco odnowić i pomalować.
Inna sprawa jak pobudzić prowincjonalne w swej mentalności miasto do rozwoju. Regres trwa. Objawia się upadkiem lokalnych uczelni (niezdolnych w swoim czasie do połączenia w uniwersytet bo po co lepiej się napić w kanciapie i popieścić studentki) i emigracją młodych inteligentnych ludzi, dla których układanie bruku to kiepska wizja rozwoju zawodowego.
Jestem ciekaw co zrobią Wrona, Maranda, Rozpondek, Bałt, kamienicznicy by upadek zatrzymać. Obawiam się, że sami tego nie wiedzą i nie będą wiedzieć bo ten prowincjonalizm jest wygodny jak stare kalesony. Dziurawe, żółtawe ale wygodne i swojsko pachną.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.