Uważam, że należało 15 lat temu o tym myśleć. Dziś w świecie /poza Polską/ każda
orkiestra czy filharmonia jest w dużym stopniu nastawiona na samodzielne
zarabianie pieniędzy. Rzecz jasna, że pensje dostają z zarządów czy państwa, ale
na resztę - sami, prowadząc działalność gospodarczą i mając do tego specjalistów.
Dzisiaj dzwonię do szkoły muzycznej i proponuję wydany świeżo zeszyt nutowy, a ci:
- Poproszę o 1 egzemplarz, bo my nie mamy pieniędzy, nie mamy z czego zapłacić
za światło i telefon /szok!!/.
Wiadomo w tym wypadku, jak nic tam nie robią - daj, daj i daj im. A z czego dać
temu Państwu, jak biedne. Więc, należy zarabiać, pomysłów jest mnóstwo.
Instytucja kultury - to też swoiste przedsiębiorstwo i jeśli jest w miarę
niezależne, inaczej układają się relacje z włodarzami - cieszą się większym
szacunkiem i u władz i u pracowników, bo wynagrodzenie też można, pracując
rzetelnie i na pełną parę, mieć dodatkowe. Relacja proszącego i dającego na
przestrzeni setek lat pozostaje niezmiennie upokarzająca.
Gość portalu: pływak przybrzeżek napisał(a):
> Tak, tak, biznes z kultury. Tylko tak.
--
Rava