• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Porodówka na Kordeckiego - kto pamięta? Dodaj do ulubionych

  • IP: *.czestochowa.agora.pl 30.01.06, 16:33
    Wąska poczekalnia, listy wysyłane przez mężów do rodzących żon za pomocą
    małej windy towarowej, panowie (czasem podpici) wystający pod budynkiem. Kto
    pamięta szpital położniczy na Kordeckiego? A może panie mają jakieś ciekawe
    wspomnienia z przebywania wewnatrz tego przybytku?
    Edytor zaawansowany
    • Gość: nemo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.01.06, 16:50
      a ja sie tam urodzilem , w 1982:):)
    • Gość: Moniś IP: 82.160.21.* 30.01.06, 16:59
      Ja też się tam urodziłam, parę lat wcześniej niż nemo :)
      • Gość: nemo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.01.06, 17:14
        a z ktorego roku jestes:):)duzo mlodsza??:>
        • Gość: szcz IP: *.czestochowa.agora.pl 30.01.06, 17:21
          Nemo, skoro „moniś” pisze, ze urodziła się parę lat wcześniej to znaczy, ze
          jest od Ciebie starsza, a nie młodsza.
          • 30.01.06, 17:27
            ;-PPPPPPPPPPPPPPP
            Ja też się tam urodziłam, więc nie pamietam.
            --
            "A cóż to jest bajka? Wszystko to być może!
            Prawda, jednakże ja to między bajki włożę"
          • Gość: Moniś IP: 82.160.21.* 30.01.06, 18:28
            właśnie Moniś jest starsza niż nemo hahaha a o ile to pozostanie moją słodką
            tajemnicą ;)
            Pozdrowienia dla nemo, szcz i wszystkich którzy swój pierwszy krzyk wydali na
            porodówce na Kordeckiego :)
            • Gość: nemo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.01.06, 19:48
              sorki moniś:):)zle przeczytalem i myslalem ze jestes mlodsza:)a to sie okazuje
              ,ze starsza:)to moze zdradzisz tajemnice o ile hehehe??
      • Gość: LopezMiki IP: 82.160.21.* 30.01.06, 18:45
        Moj brat urodzil sie w tym szpitalu i lacza go wspolne cechy z Monis,a jakie to
        cechy to juz pozostanie moja slodka tajemnica;)Miki za sztabe zlota moze ujawnic
        o ile lat Monis jest starsza od Nemo;)
    • Gość: józiu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.06, 18:00

      Wspaniałe wspomnienia związane z narodzinami mojego syna zmącone niezwykłą
      pazernością braciszków w białych sukienkach, którzy to bardzo dzielnie
      wypieprzyli szpital wraz z personelem oddając budynek we władanie złotego
      cielca. Tym właśnie przejawiała się miłość zakonu do bliźniego aby każdy miał
      łatwy dostęp do banku! Bydlęta!!!
      • Gość: szcz IP: *.czestochowa.agora.pl 30.01.06, 18:31
        Józiu, Jasna Góra odebrała swoją własnosć zawłaszczoną przez PRL-owskie państwo.
      • Gość: Gonz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.06, 18:33
        Yeah, ja się tam urodziłam ^^
        • Gość: 21 X 88 IP: *.net 10.05.06, 22:52
          no to ja 4 dni później :D
    • 30.01.06, 18:23
      Pewnie, że pamiętam!
      1983 rok, pani pielęgniarka o 2 w nocy witająca mnie z nieukrywana niechęcią. Przyszłam pieszo w asyście męża, niedaleko bo ze Śródmieścia - taksówek na telefon wtedy nie było.
      Pamiętam ciuchy rzucone mi do przebrania i worek na ubranie, który w pierwszej chwili wzięłam za coś do przebrania i gorączkowo kombinowałam jak się w to czerwone ubrać. Pamiętam jak dziś nożyczki, jakimi tnie się gips, takie zakrzywione i z takimi okrągłymi końcówkami, które dała mi pielęgniarka, żebym sobie obcięła paznokcie.
      Pamiętam liściki podawane przez salowe i szyby z nieprzezroczystego szkła na ulicę i moje zdziwienie, że nie można zorganizować podawania kartek w jakiś cywilizowany sposób, bez nabijania kieszeni komukolwiek i jeden rozklekotany telefon, z którego wolno było zadzwonić tylko przez jedną godzinę dziennie, chyba między 16, 17.
      Pamiętam opowiadanie męża, jak to próbował się do mnie dostać i zaliczał noszeni butli z tlenem na drugie piętro, albo nawet noszy z jakąś kolejną bidulą. Nic z tego, nie udało mu się do mnie dostać.
      Pamiętam strasznie niewygodne łóżka, na których ani siedzieć się nie dało, a leżenie też nie było przyjemne. Pamiętam swoje zdziwienie, że w szpitalu nie ma natrysku, żeby się umyć i pierwsze kroki w domu do łazienki, pod prysznic.
      85 rok, też 2 w nocy i też na piechotę, (co za nocne marki mi się trafiły?) i serdeczność położnej, która wtedy się mną zajmowała. Zaznaczam, nikomu wtedy, tak jak i dwa lata wcześniej nie dawałam łapówki.
      Pani doktor, teraz już nieżyjąca, słynna "Wichurzanka", która przychodziła na dwie godziny o 12, a której bały się wszystkie pielęgniarki. Tylko o 12 poza maseczkami na twarz do karmienia trzeba było założyć też chustę na włosy. Wyglądałyśmy jak hurysy w haremie, pot kapał po twarzy.
      I pamiętam radość kiedy można było już wyjść do domu i obejrzeć w całości to swoje nowonarodzone cudo, bo w szpitalu widać było tylko dziubek wystający z ciasno zawiniętego tłumoczka.
      Mimo wszystko dziś z sentymentem to wszystko wspominam.
      • Gość: jowita771 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.06, 19:32
        ładnie to napisałaś, wiesz? miło się Ciebie czyta:) pozdrawiam.
        • Gość: m IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.06, 19:55
          Ja również pamiętam był październik 82 r.
          Urodziłam po 40 minutach pobytu w szpitalu.
          Wcześniej o godzinie 14 wykupłam wyprawkę jaka się należała dla dziecka w Domu
          Dziecka na obecnym placu Daszyńskiego, obecnie jest tam Bank Śląski. Wszystko
          skrzętnie odnotowano (pieluchy, kocyk itp.)w książeczce ubezpieczeniowej, która
          byłaby pamiątką, niestety została mi skradziona.
          Sam pobyt nie wspominam bardzo przykro, były tam bardzo miłe, uczynne uczennice
          ze szkoły średniej, które dużo pomagały pacjentkom.
          Ciekawe czy pracują w swoim zawodzie?
          Pozdrawiam.
          • Gość: piotrekm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.06, 20:03
            ja też stamtąd (1987) podobno :)
            • Gość: oj mamuśka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.06, 20:55
              1.Worek na ubrania
              2.golenie żyletką
              3.koszulka tylko do pół pośladka
              4.wyjęta poduszka i pościel spod pleców podczas akcji/bo sie zabrudzi/
              5.koniecznośc trzymania własnym palcem przy nosie szarej rurki-którą podobnież
              lecial tlen
              6.poród "wspólnie" z trzema innymi kobietami
              7.przemycony słoik kompotu pod fartuchem sprzątaczki/ileś zeta/
              8.dyktowanie przez całą porodówke-/położna w korytarzu/ własnych danych :
              imie ,nazwisko ,wiek ,zawód imię męża,która ciąża itd.
              9.polowanie na korytarzu na dostawę /w metalowych pudełkach/ -środków
              higienicznych
              9.Ranne "przemywanie intymne" /na łózkach /wszystkich położnic przez
              wyspecjalizowaną pielegniarkę wyposażoną w roztwór czegoś tam ,szczypce i
              kłebuszki waty.
              10.Wichurzanka ściskająca pierś ,aż do posikania z bólu.
              11,Rozkładanie nóg na obchodzie .
              12.Zabite okna i szyba nieprzeźroczysta-widziałam tylko wierzchołki drzew.
              13.Przegląd wyprawki dziecka przez połozną"cyt.Co tu nawymyslałaś?
              14.Do końca życia -smak kisielu polanego śmietaną z cukrem.
              15.dzieci dowożone na oddział w piętrowym kontenerze z koszykami
              i niesione "za tasiemki"

              &&&&&&&
              Epilog

              Dziecko niesione przez położną,która wyszła do rodziny, ja za nią.
              Siedząca rodzina/rodzice ,mąż/ nie zwrócili uwagi na mnie -patrzyli- i mnie nie
              poznali -dopóki ich nie zawołałam.

              Dzisiaj można by przewidywać,ze szok poporodowy byłby "murowany"
              -a wtedy-tak było))))))
              • Gość: babajaga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.06, 21:03
                Ja tez tam 78 rok :)))
              • Gość: fila IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.05.06, 18:55
                Dziewczyny super opisałyscie te sytuacje lat 80, a niektórzy twierdza że było
                tak cudownie, skleroza serca i mózgu jest najgorsza. Ja rodziłam za granica
                panicznie sie bałam tego szpitala, który nie miał nic zwiazanego z
                człowieczeństwem, tak rodziło sie tylko w Rosji ile upokorzeń trzeba było
                przejść aby urodzic dziecko!!!, młode pokolenie ta historie powinno znać.
          • Gość: nemo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.01.06, 21:52
            moze zrobimy spotkanie rocznika 1982??????
    • Gość: Virago IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.06, 21:16
      Ja pamietam :-). Urodzilem sie tam ;-)
      • Gość: Andrzej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.06, 21:51
        Urodziłem sie tam i na dodatek było to 30 stycznia.
        Pozdrowienia dla obchodzących dziś urodziny.
        • Gość: nemo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.01.06, 21:52
          pozdrowienia dla ciebie Andrzejku .Duzo zdrówka i 100 lat :):):):
          • Gość: Andrzej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.06, 22:02
            Dziękuje bardzo
            • Gość: mama2 IP: *.org / *.org 30.01.06, 22:21
              Ja rodziłam w 1979r. Mimo zimy stulecia i "komuny" , ulice były odśnieżone,
              samochody jeżdziły, telefony dzwoniły, a najbardziej się bałam tego, że będę
              miała hemglobinę poniżej 60% i dostanę krew (obowiązkowo), co przedłuzy mój
              pobyt w szpitalu.
              • Gość: Ruda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.06, 22:37
                Rok 80 .......
                Czerwiec,gorąc ,a okna zamkniete..........
                Strach, tepa żyletka,kusa koszula rozcieta do pasa........
                Połozna ...jak sie da , to sie da......
                Szósta rano , zegar na wieży Jasnej Góry.......
                Z daleka płacz niemowląt........
                Pielegniarki z dziecmi pod pachami...
                Zwijanie waty..........
                Robienie podkładów.........
                Widok z korytarza na kotłownię i lezace tam na stercie łożyska......
                Położna z nadmanganianem i myciem porannym...
                Powoli po schodach w dół........
                No i juz z rodziną...........
              • Gość: Elżbieta IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.05.06, 20:15
                ja też tam rodziłąm rok 1979, 22 , grudzień, Wichurzanki nie było akurat
                wtedy ,ale straszono nią i to bardzo.Ogólnie to taki obraz dawnego systemu i
                to dokładny, pieniądze niewiele mogły zmienic, ale bez nich to nie wiem jak by
                było?.A szpitala zabranego szkoda!
              • Gość: edyta IP: *.21.pl / *.21.pl 02.06.06, 18:07
                Pozdrawiam urodziłam sie tego samego roku.Również w zime stulecia 21 stycznia.
          • Gość: nemo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.05.06, 16:07
            ja nie pamietam bo malutki wtedy bylem ,ale podobno sie tam urodzilem i bylo niezle
    • Gość: kemot IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.06, 22:34
      ja z 86.z opowiesci Mamy wiem ze pielegniarki wybitnie niemiłe, łaske robiły że
      w ogóle się przerażoną rodzącą kobieta zajęly(tak samo w przypadku mojego brata
      z 82)ale to dla czasów komuny charakterystyczne.trzy dni po porodzie Tata wrócił
      z wyprawy w himaleje-zobaczyć synka?? człowieku zapomnij.ale to w końcu
      komuna-skromny prezecik i wszystko sie dało załatwić... a tak na marginesie: czy
      to ze teraz tam jest bank wplynie na nasze finanse w przyszłości???:)
      • 31.01.06, 01:52
        uFFFFFFFFF
        rok 1973..lipiec.....upal ze ach!!!.....
        postanowienie .../konflikt serologiczny.....Porod TYLKO NA KORDECKIEGO!!!
        wyczekalam do ostatniej chwili jak zacząl sie dyzur o 18.oo w sobote./ nastepny
        za 4 dni/
        pare minut po 18.oo w asyscie meza i Mamy pojechalam taksowka /zgarnieta komus
        sprzed nosa przy dworcu na Swierczewskiego/ na haslo taksowkarza "DO WYLĘGARNI"
        do szpitala.
        Na wejsciu pozegnanie z rodzina a potem juz samotnie z polozna.
        Przebranie, golenie zyletka ale wlasna i ostra, dane personalne, koszulina
        zakrywajaca ledwo co z rozcieciem do pepka i wio na sale.
        Co jakis czas pytanie BOLI? - jeszcze troche.
        Jedna noc z soboty na niedziele za mna.
        Zmeczenie i strach nie pozwala spac. A tu kaza lezec i odpoczywac "{przed".
        cala niedziela a ja chodze w bolach, dobrze ze z krzyza, to nie za bardzo boli.
        W tym czasie przyjmowane sa "nagle" przypadki.
        Na salach coraz ciasniej.
        Niedziela......kartki od rodziny z pytaniem JUZ?? Kiedy?
        -Nie wiem..ale jeszcze NIC.
        Nastepna noc.........wody juz prawie poszly , a ja nastepna noc chodze i nie
        spie.
        Polozne sie denerwuja. Kaza spac a nie łazic.
        W koncu rano obchod.
        Jest nas tyle, ze juz lezymy na bloku porodowym w zaslanych lozkach porodowych,
        bo na salach brak miejsc.
        a Wichurzanka sie drze na caly oddzial.......jeszcze troche to poloznice
        bedziecie kladli jedna na druga, cholera.....co to prywatna klinika!!!!!
        Wizyta........znow pelno stazystow.....cala ekipa......wypytywanie a co a kiedy
        a ile .......badanie i stwierdzenie
        O...Pani to jeszcze !!!.
        A ja czuje, ze juz cos nie tak.
        Telefon do Mamy.
        Nagle slysze Ją na korytarzu jak "wypożycza" sobie ordynatora, ktory schodzi z
        wizyty.
        Za chwile juz sa przy mnie .....na lozko znow badanie.........wydane polecenia
        poloznym
        Juz leze przypieta........w jednej rece kroplowka........jest 8.30
        i tak do 13.oo kroplowka, badanie i NIC
        w końcu decyzja......jakies zastrzyki na przyspieszenie, cos nie tak z dzieckiem
        Bole sa i uciekaja........
        Zamiast cesarki.......wydusili ze mnie dziecko.Jest 13.20
        Posladkowe.
        Biora ode mnie tlen,,,,,,,,peka manometr, dziecku podaja tlen i dopiero za
        dluzsza chwile slysze cichy placz.
        UFFFF chyba bedzie dobrze?
        Szycie prawie godzine....bez znieczulenia
        Nie powinnam wstawac po takim porodzie na drugi dzien....
        ale rano kazali wstac........a ja ledwo stalam na nogach,
        Zanim przyszla wizyta......nie mial mnie kto przebrac, umyc.
        wiec tuz przed......rozebralam sie z brudnej koszuli, zrzucilam pod
        lozko "podklad" i lezalam jak mnie bog stworzyl.
        Na wizycie jak mnie odkryli......a lekarz zobaczyl... tak w tempie zawrotnym
        zrobili kolo mnie to co potrzeba.
        Wichurzanka.......oj pamietam jak potrafila powiedziec matkom, ktore Jej
        mowily, ze nie maja pokarmu.
        Udowodnila, ze sikalo z piersi na pol sali.
        i nie wiadomo co wiecej bolalo......porod czy tez Jej dowody.
        Karteczki, kompoty, jakies jedzonka......przez salową...oczywiscie za oplata.
        Zdziwieniem był telegram od Dyrekcji Zakladu w ktorym pracowalam wyslany do
        szpitala z gratulacjami.
        Po tygodniu wreszcie w domu.
        Dopiero po kilku latach okazalo sie , ze dziecko mialo klopoty po porodowe.
        Nikt nie zwrocil mi uwagi, ze dziecko bylo slabiutkie, wykonczone porodem.
        2pkt.Apgara.
        Ale dzieki Bogu jakos pomalu wyrosl na przystojniaka.

        Karteczki i listy........dzieci maja w swoich archiwach.


        Teraz rodzić ......to przyjemność




      • Gość: Anna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.06, 08:30
        mój brat urodził się tam w 1981, zapytam mamy o szczególy.
        • Gość: inga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.06, 08:59
          Rodziłam tam swoje dzieci. 1983 - maj i 1987-kwiecień. Opisałam to w
          akcji "rodzić po ludzku" i nawet nagrode dostałam! Szkoda ze musze isc do
          pracy, oj jest co pisać. Wichurzanka (paląca sporty w pokoiku obok noworodków),
          maseczki, paznokcie przycięte b.krótko, wrzaski nie tylko rodzących i całkowite
          wyzucie z kobiecości, ba.. z człowieczeństwa... Koszulki zakrywające pępek,
          demonstracja krocza na oczach całego oddziału - " o jak ładnie się goi", "
          doktortze, prosze zobaczyc jakie ladne krocze, a tak popękała przy porodzie".
          Mogłabym film nakręcić. Moje dzieci przeżyły te szaleństwa.... żyja i mają się
          całkiem dobrze...
          Fajny wątek, przypomina mi to wspomnienia absolwentki liceum
          Pozdrawiam
          Inga
          • Gość: taka jedna IP: *.realestate.net.pl 31.01.06, 09:32
            Ja sie tam urodziłam, i moja matka..... Ale mojego pierwszego syna bałam się
            tam urodzić w 1987 roku. Poszłam rodzić po oczywistym "załatwieniu" na 1000-
            Lecie. Drugie też. Ale z łezka w oku zadzieram głowę do góry na okna dawnej
            porodówki na Kordeckiego, gdzie narodziły sie rzesze częstochowian..........
            • Gość: gazon IP: *.czestochowa.agora.pl 31.01.06, 11:23
              Moja żona tam rodziła. Zawiozłem ją, bo była po terminie. Ale kilka godzin nikt
              sie nią nie zajął, więc stała w oknie - a, że były matowe do polowy, to
              widziałem tylko głowę. Wyrzucała mi informacje na kartkach złożonych w samolot.
              Ale potem nie było już to możliwe, bo w sali, gdzie leżała okna były zamknięte.
              Komunikowało się za pomocą listu, ktore z portierni na góre wysyłane były małą
              windą towarową.
              Coś mi się jeszcze kołacze po głowie, że były jakieś problemy z prysznicem.
              • Gość: 16.09.90 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.01.06, 13:21
                Ja,do końca życia jej nie zapomnę.Wrzesień 1990 rok-niemiłe położne,a syn wypisany z posocznicą i z żółtaczką.Bo mieli zakażenie wewnątrzszpitalne.Wiele matek miało poważne problemy z dziećmi urodzonymi w tym terminie.Chętnie poznam inne matki,które w tym terminie rodziły dzieci,jak im się wiedzie?
    • Gość: marta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.06, 13:35
      Rodziłam w 1979 i 81roku. Długo nie mogłam zapomnieć tego koszmaru i cieszę
      się ,że zlikwidowano ten szpital.Było dokładnie tak jak opisywałyście -bolesne
      badanie,golenie tępą żyletką,lewatywa,wrzaski położej a przede wszystkim
      całkowite wyzucie z człowieczeństwa i ogromna samotność.Za chwilę na swiat miał
      przyjść nowy człowiek a ja miałam jedno skojarzenie ,że jestem w obozie.Nie
      dziwię się tylko jednemu, że okna były pozabijane nawet przy 30* upale. Mam
      nadzieję ,że nie ma już takich szpitali i kobiety mogą przeżyć te wspaniałe
      chwile narodzin swoich dzieci w ludzkich warunkach.Samych radosnych chwil
      przyszłym mamom.
      • Gość: Angela IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.06, 15:46
        Ja się tam też rodziłam i z tego co słyszałam z opowieści rodziców to nie było
        aż tak źle jak opisujecie. Znacznie gorszy był szpital w Blachowni. Dziwi mnie
        tylko fakt opisywany przez marthę. Jak juz tam raz rodziłaś i było tak źle to
        czemu poszłaś tam drugi raz??
        • Gość: Inga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.06, 17:34
          • Gość: Inga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.06, 17:42
            Kiedyś nie można było wybierać sobie szpitala jak się komus podobało.
            Mieszkałam w Sródmieściu i należałam do przych. na Kopernika i do szpitala na
            Kordeckiego. Jeśli chodziło się prywatnie - była możliwośc porodu w szpitalu w
            którym przyjmował ten prywatny lekarz. Przypuszczam że obecnym młodym mamom
            nawet w głowie sie to nie mieści, że była rejonizacja...
    • Gość: jasiu... IP: 82.160.8.* 31.01.06, 18:41
      Dawno, oj dawno temu.

      Ponoć personel likwidowanego szpitala wylądował w końcu na Parkitce. Czyżby stąd
      brały się nie najlepsze opinie tego miejsca? Wiele osób (moja żona też) wolały
      rodzic na Tysiącleciu, a nawet na Mickiewicza, byle tylko nie na Parkitce. Tak
      było właśnie tuż po utworzeniu oddziału, tacy ludzie jak w końcu złapany na
      łapówkarstwie dr. K.

      A teraz dziewczyn z brzuchem wyraźnie mniej. I tak by w końcu ten szpital
      przestał istnieć.
    • Gość: 1973 lipiec 17 IP: *.parkitka.prenet.pl 05.02.06, 19:54
      Niestety, nie pamietam.... Mimo,ze rodziłam sie tam 17 lipca 1973 roku.
      • Gość: gość:T IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.02.06, 21:44
        Rodziłam tam w 1979 i w 1986 roku. Zgadzam się z Autorkami poprzednich postów.
        Najgorsza była samotność , te koszule do pępka, golenie, *rodzenie w
        towarzystwie*, po trzy w jednej sali. Ale mimo wszystko wspominam te czasy z
        rozrzewnieniem. Mam dobre zdanie o lekarzach tam pracujących, zwłaszcza o
        doktorze Janie Pieczyńskim. I szpital ten cieszył się bardzo dobrą opinią,
        rodziło tam wiele kobiet spoza rejonu.
        • Gość: r IP: *.inds.pl / *.inds.pl 14.02.06, 16:33
          Urodzilam sie tam ja , moje rodzenstwo i dwoje moich dzieci. Marzec rok
          1978.Bardzo nieprzyjemnie -golenie tepa zyletka -bole przez cala noc - zadnej
          pomocy.Rano. Godzina 8,30.Wpada dr Stoszek i zaczyna sie ruch.Rodze o
          9,30.Grudzien 1981 .Na nastepny dzien Mikolajki. Na sali porodowej 2
          polozne.Jedna z nich matka 3 synow mowi , ze nie ma nic na Mikolaja dla nich a
          te tam czyli rodzace daly tylko po 100 zlotych.I co ona kupi za 200 zlotych?
          Leze od 8 rano. O 15 -tej przychodzi moja kolezanka. Pyta poloznych o mnie . I
          co sie dzieje. Po pol godzinie rodze corke.Wiecej dzieci nie chcialam rodzic ,
          bo musialabym rodzic na Kordeckiego. A tam warunki do porodu i pologu nie byly
          takie jak teraz,po korytarzu krecili sie jacyc "pseudofachowcy"-hydraulicy i
          spogladali na kobiety idace do toalety bez szlafrokow z podpaska z ligniny
          dluga na pol metra miedzy nogami.Widok taki nie byl przyjemny nawet dla kobiet
          tam rodzacych.


          ""
    • 06.05.06, 23:55
      ja też się tam urodziłam. Rocznik 1974.Pani Wichurzanka może ostra dla matek
      byŁA wspaniała dla dzieci. Wdł. słów mojej mamy zawdzięczam jej życie i to, że
      dziś mogę cieszyć się swoim synkiem. Za uratowanie mi życia jestem jej bardzo
      wdzięczna. Dziękuję za życie.
      • Gość: Arek IP: 80.53.75.* 06.05.06, 23:58
        ja 74,brat 79
        • Gość: fiona IP: 82.160.21.* 07.05.06, 09:53
          ja sie tu urodzilam :) rocznik 85
          • Gość: de-mo-ne-czek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.05.06, 10:58
            Dołączam do grona - dzień wagarowicza 1975
            • Gość: tam urodzony IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.05.06, 14:56
              Ja się tam urodziłem ale nie pamiętam :-) , ale moja mama tam mnie urodziła (
              1971 ) , pamięta to doskonale :
              sala 4 osobowa , okna zamalowane na biało , bez klamek z zakazem otwierania ze
              względu na przeciągi , wyjścia na klatkę schodową były zamknięte na łańcuch (
              pewnie dlatego , żeby bakterie nie przedostawały sie na oddział , hihihih )
              Listy zbierała salowa jak jej dałeś parę groszy i zanosiła na parter do
              specjalnego koszyczka i jak ktoś przyniósł list to też go zostawiał na dole w
              koszyczku. Nastój panował fatalny , gorzej niż w więzieniu. Natomiast racje
              żywieniowe były lepsze niż teraz, jak pacjentka nie zjadła obiadu to 2-3 razy
              podgrzewano obiadek żeby tylko pacjentka go zjadła . Zakaz
              wnoszenia/otrzymywania kwiatów . Ograniczony kontakt matki z noworodkiem-tylko
              przy karmieniu.
              • 09.05.06, 12:36
                Też się tam urodziłam. Listopad 1983 :-)

                --
                Koszutka!
                • Gość: Ela IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.06, 14:37
                  Ja urodzilam sie na Kordeckiego w 1952 roku, syna tez tam urodzilam w 1978 w
                  grudniu, nie bylo tak zle
    • Gość: bruk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.06, 18:14
      walki kościoła z aborcją klinika została wywalona na bruk.
      • Gość: piotr IP: *.brama.prenet.pl 09.05.06, 22:26
        01.03.1975 tam zobaczyłem świat.
        • 10.05.06, 22:48
          Ja i moja siostra również się tam urodziłyśmy.
          Ja w listopadzie 72.
          Mama opowiadała podobne zdarzenia jak tu opisane.
          Tata za to opowiadał, że mu powiedzieli, iż musi "skombinować" krew dla
          szpitala, bo inaczej dziecka nie wypiszą. Znalazł chętnego z odpowiednią grupą
          (za flaszkę;-)) i dopiero zajęli się wypisem. A to niby dlatego, że tyle krwi
          musieli podać mojej mamie. A ona ledwie się przez tych konowałów nie wykrwawiła
          gdy prawie 2 godz. czekała na zszycie po bardzo ciężkim porodzie (porozrywało
          ją trochę). Było wówczas bardzo dużo porodów i jakoś na końcu się nią zajęli
          zamiast na początku przy takich ranach.
          Potem leżała 2 tygodnie w szpitalu ze względu na jej zły stan.
          A jak położna ubrała dziecko przy wypisie to brała za to wynagrodzenie ;-)
          I za liściki też trzeba było płacić.
          Wichurzankę też wspominali - postrach oddziału.
          I jak tak słucham mamy i czytam to forum to dochodzę do wniosku, że jednak
          trochę się w tej dziedzinie zmieniło.
          Rodziłam 6 miesięcy temu na Tysiącleciu i to już całkiem inna bajka ;-)

          p.s. moj kumpel opowiadał przeżycia swojej mamy gdy go rodziła także na
          Kordeckiego podczas kręcenia "Potopu". Pod Jasną Górą waliły armaty i ciężarne
          kobiety chciały uciekać, bo myślały, że wojna nastała! ;-)


    • Gość: Kasia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.05.06, 23:31
      Ktoś pytał o szpital.Ja tam nie rodziłam, ale miałam operację.To było w 1980r.
      Miałam 22 lata. Pozwolono mi wziąć, co przyniosłam, byle było w przezroczystym
      worku.Tak więc wzięłam wszystkie potrzebne mi wówczas "skarby" - pilniczek,
      kremy, przybory toaletowe, radykjo, lekarstwa(szpital nie mógł zagwarantować) i
      weszłam na salę. Dziewczyny myślały, że jestem w ciąży, taki bagaż niosłam
      przed sobą.Bardzo miłe i opiekuńcze babeczki leżały ze mną.Tydzień minął nie
      najgorzej.Ktoś z rodziny musiał oddać krew.Trzeba było dostarczyć rękawiczki
      gumowe. W dniu operacji zapomniano mi dać "Głupiego Jasia" i tak poszłam, nie
      wiedząc, że mogłabym się o to upomnieć.Też byłam ogolona tępą żyletką i po
      innych niemiłych "zabiegach".Na sali operacyjnej pielęgniarka "pocieszyła"
      mnie, że w takim stanie (zdenerwowania, nie stłumionego "Jasiem")trudno mnie
      będzie uśpić. Nie powiem, żeby to wpłynęło na mnie pozytywnie.Po operacji w
      nocy pielegniarki spały na korytarzu, ale u mnie nie pojawiła się żadna.Ktoś
      przyszedł mnie odwiedzić i struchlał, gdy sama dźwigałam sobie basen. Toaleta
      była bardzo "mądrze" usytuowana- na końcu długiego korytarza.Gdy wróciłam na
      wspólną salę, znów "koleżanki" opiekowały się mną.Gdy kasłałam, to przybiegały
      przyciskać mi brzuch.Tak, miło wspominam ich opiekę...Lekarz wywiązał się
      dobrze z powierzonego zadania, zrobił to "czysto". Obyło się bez
      komplikacji.Potem koleżanka, która miała mamę w służbie zdrowia przyniosła mi
      luksus- bandaż elastyczny...
    • Gość: Sphinx IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.05.06, 23:43
      Można powiedzieć, że pamiętam. Trochę dawno to było ale urodziłem się tam.
      • Gość: Gosia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.06.06, 19:09
        Urodziłam się tam w kwietniu 76. Mam opowiadała, że mogła mnie dopiero zobaczyć
        chyba przy wypisie, czyli po tygodniu. A potem było zdziwienie, że nie ma
        pokarmu w piersiach...
        • Gość: Emeryt111 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.06.06, 19:54
          Moje dzieci urodziły się tam w 1964 i 1974.Nie mam pretensji do obsługi.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.