Dodaj do ulubionych

Ile sie zarabia w biurze?

16.06.08, 19:53
Czy moze mi ktos powiedziec ile sie zarabia teraz w biurze???
Edytor zaawansowany
  • Gość: malwina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.06.08, 20:38
    Ja dostaje po 4 latach pracy 1750 zł, rejestracja 850 na rękę.
    W razie choroby pracodawca płaci 80% od rejestracji.
    Pracuję tylko na II zmiany (fakturzystka).
    Właśnie szukam innej pracy w NORMALNYCH GODZINACH.
    Nawet gdybym miała dostawać 3 tyś to nie będę już pracować jak osioł
    od 14-22 - tak na marginesie za marne 1750. Wiem,że praca w biurze
    nie zawsze jest lekka i przyjemna ale podobna pensję otrzymują
    panie, które pracują w firmowych sklepach.
    Człowiek nie widzi dzieci, męża , nie zje obiadu ...
    A tak wogóle: czy ktoś szuka pracownika do biura?
  • Gość: ja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.06.08, 20:43
    Zależy w jakim biurze. W poprzednim gdzie pracowałem miałem 1000 na rękę, teraz
    mam ponad 2000 :)
  • 16.06.08, 20:57
    Hehe Rozwalają mnie teksty typu: Czy ktoś szuka pracownika do biura?
    Bierność, ludziska, nie da fajnej pracy. Czasami trzeba mocno się naszukać, żeby
    dobrze trafić.
    A swoją drogą jest praca w biurze i praca w biurze. Pewnie niektórzy myślą, że
    praca w biurze polega na siedzeniu przy biurku, piciu kawy i robieniu pasjansa
    na kompie. Cóż... Nic dziwnego, że narzekają na wynagrodzenie. Chociaż reguł nie
    ma. Ja na swoją płacę nie narzekam. Praca w godz. 8-16 (czasami, fakt, biorę do
    domu) za +/- 3 t. Zależy od miesiąca.
    Uprzedzę pytanie, Malwino. Mamy komplet pracowników.
    Pozdro i powodzenia w poszukiwaniach życzę.
  • Gość: xx IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.06.08, 21:22
    Bo baranow debilow tu piszacych cwokow przeciez nie brakuje ! proste.
  • 17.06.08, 21:08

    Do Martiny Ston :

    Toś szczęściara .
    Ja jako nauczyciel , chociaz od 8 do 14, 15.00 z jakimś okienkiem
    plus to co w domu - raz mnie a raz 200 klasówek w ciągu tygodnia do
    dwóch . I tylko 1600 ( to 24/18 etatu - mam szczęście , że tyle ) .

    Są nauczyciele co mają mniej i do tego w kilku szkołach ( ja za to
    dośc daleko ) .
  • Gość: cz-wa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.08, 21:17
    Zamykac szybko !!!
    Angrusz zaczal pisac !
    tylko patrzeć jak dominik.wu sie włączy i bedzie p.r.z.e.j.e.b.a.n.e
  • Gość: do malwina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.08, 16:31
    Jeśli zarabiasz 1750 zł brutto to netto masz 1400zł tyle co asystent na
    uczelni(a dużo więcej musi się dokształcać i pracować). Wiem bo akurat jestem
    asystentem i brutto to 1750zł netto dostaję 1400zł. Malwina to ile tak naprawdę
    masz?
  • 17.06.08, 22:06
    Sądzę, że Malwina miała na myśli inną sytuację. Rzeczywiście dostaje 1750 zł "na
    rękę", natomiast oficjalnie zgłoszona jest do ubezpieczeń i podatku od kwoty 850
    zł. Niestety, są takie przypadki. To ewidentne przestępstwo ze strony
    przełożonego/właściciela firmy.
    Znam jedną, która jest w podobnej sytuacji. Dostaje 2500 do kieszeni, a
    składki/podatki płaci od 1000. Dziwię się tylko, że nikt z US czy ZUS nie
    zastanowi się (może nie mają takiej wiedzy, ale mogłaby to zweryfikować pierwsza
    z brzegu kontrola), że zastępca dyrektora czy kierownika (nie pamiętam
    dokładnie) ma przychód 1000 zł miesięcznie.
  • Gość: frogman IP: *.adsl.inetia.pl 18.06.08, 00:19
    sam się skontroluj chłopie,najlepiej głowę
    poziom pazerności tego panstwa przerasta wszystko.
    jeśli dostaje 1750 po zgłoszeniu dostałaby 1200 zł , pięć stów w
    kosmos na nierobów urzędniczych.
    jeśli te 500 stów przeznaczyłaby na samodzielna inwestycję, mogłaby
    sobie państwową emeryturkę wsadzić głeboko gdzieś.
    Od ilu byś się nie ubezpieczał emerytury nie dostaniesz.
    Popatrz sobie co się dzieje z II filarem, właśnie przychodzi do
    pierwszych wypłat a nie ma instytucji która by wyacała hehehhe
    I masz to swoje prsestępstwo
  • 18.06.08, 09:37
    Racja, ale częściowa. Moja znajoma przez to, że nie ma składek płaconych od
    pełnego wynagrodzenia, nie może iść na zwolnienie lekarskie, nawet opiekę na
    dziecko, bo rodzina będzie miała znacznie mniejszy dochód (niższy zasiłek
    chorobowy), a są bardzo obłożeni kredytami, pożyczkami. Kiedyś chodziła do pracy
    z zapaleniem oskrzeli.
    Jestem za tym, żeby składki były niższe. Zresztą chyba każdy. Ale w obecnej
    sytuacji należy zachować zdrowy rozsądek.
  • Gość: ksawi IP: *.eranet.pl 17.06.08, 23:10
    to musisz sie jeszcze troche dokształcić, z 1750 za chiny nie
    wyjdzie 1400 netto, żadnego z Was w swoim biurze bym nie widział.
  • Gość: malwina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.08, 12:13
    Tak jak powiedziałam - 1750zł do ręki - ale na papierze netto - 850zł.
    Czasami , ale tylko czasami idę do pracy w sobotę - jeśli jest duży ruch.
    Ogólnie lubię swoja pracę a dlaczego zapytałam o przyjęcia do innych firm? -
    chyba każdy się z tym spotkał - ukazuje się ogłoszenie w prasie, które niestety
    jest już dawno nieaktualne dawno :(
  • Gość: fakturzystka IP: *.profiline.pl 17.06.08, 08:54
    Witam
    ja tez niby w biurze pracuje (jak fakturzystka i kasjerka) ,50
    godzin w sezonie ,szcześć dni w tygodniu ,ubezpieczenie na 845,17 gr
    netto, jak jest dobry miesiąc ( 23 dni pracujeące + 4 soboty )2 000
    na ręke,musiałam wymówienie dać żeby mi podnieśli ,robota jak
    robota ,da sie przeżyć ,tylko po 2 latach rutyna mnie
    dobija,niedługo urlop może coś da sie zmienić pozdrawiam
    FAKTURZYSTKI WSZYTSKICH KRAJÓW ŁĄCZCIE SIE :))))
  • Gość: Czarodziejka IP: 80.54.171.* 17.06.08, 09:41
    Witam!
    ja też pracuje w biurze tylko,że rachunkowym i zarabiam marne grosze,bo o
    podwyżce nie mam co myśleć (900zł do ręki - śmieszne )dorabiam na umowy zlecenia
    prowadząc książki przychodów i rozchodów w domu.
    Odwalam najbrudniejszą robotę a szefowa zgrania co najlepsze. Księguje bieżące
    dokumenty,wszystko sprawdzam,przygotowałam 4 firmy do bilansu.Szefowa dostała
    gotowe dokumenty do bilansu i wystawiła tym firmom faktury za zrobienie bilansu
    na ponad 2000 tyś zł ja z tego nic nie zobaczyłam. I gdzie tu sprawiedliwość??
    Szukam pracy i mam nadzieję,że znajd coś lepszego. A może wiecie ile zarabiają w
    innych biurach rachunkowych??
  • Gość: emm IP: *.zimorowicza.trustnet.pl 17.06.08, 11:06
    Ja też pracowałam w biurze rachunkowym, gdzie górna granica wynagrodzenia to
    940zł, a oprócz na stałe przydzielonych zadań trzeba było również wykonywać
    różne dodatkowe "podrzutki".. czy we wszystkich biurach rachunkowych oferują tak
    "wysokie" wynagrodzenie??
  • Gość: mati IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.06.08, 11:40
    W biurze rachunkowym za 1000 zł ??? Wierzyć mi sie nie chce :0
  • Gość: kati IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.08, 12:00
    zależy co potrafisz.Jeśli masz tylko otwierać i zamykać drzwi lub
    liczyć idących ulicą ludzi na wsi to nie więcej jak 2 € z uśmiechem.
  • Gość: emm IP: *.zimorowicza.trustnet.pl 17.06.08, 12:54
    W biurze rachunkowym za nawet mniej niż 1000zł. Wiem co mówię, bo właśnie
    rzuciłam tą pracę. Generalnie odpowiedzialna, ale za grosze i trzeba się liczyć
    z zostawaniem po godzinach. (Nie twierdzę że w każdym biurze rachunkowym tak
    mało płacą)
  • Gość: mati IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.06.08, 12:59
    Ksiegowi tyle nie zarabiaja w biurach rachunkowych. Piszesz ze
    pracowałaś w biurze ale nie wiemy na jakim stanowisku. Wiec za te
    pieniadze to raczej nic odpowiedzialnego nie było.
  • Gość: emm IP: *.zimorowicza.trustnet.pl 17.06.08, 13:24
    Biuro rachunkowe, stanowisko: księgowa, zakres obowiązków: w skrócie to
    kompleksowa obsługa księgowa przydzielonych firm. Jak już wspomniałam nie
    twierdzę że takie niskie stawki są we wszystkich biurach, ba mam nawet nadzieję
    że tak nie jest bo nadal szukam pracy w tej branży, może akurat ja na takie
    trafiłam.
  • Gość: hu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.08, 13:24
    pracowala w biurze ksiegowym przy xero
  • Gość: Czarodziejka IP: 80.54.171.* 17.06.08, 14:08
    Emm mówi prawdę. Pracuję w biurze rachunkowym i takie są stawki,ale również nie
    twierdzę, że we wszystkich. Zakres obowiązków księgowej w biurze rachunkowym:
    sprawdzanie dokumentów, księgowanie faktur sprzedaży, zakupów, wyciągów
    bankowych,raportów kasowych,dekretowanie,sporządzanie deklaracji do urzędów
    skarbowych,pełna obsługa kadr,list płac, sporządzanie deklaracji do ZUS, a do
    tego dochodzi dodatkowa praca,którą ci zleci szef nie związana z zakresem
    obowiązków i to wszystko za 900 zł lub 1000zł. I ciągle się słyszy,że za mało
    pracujemy, że nie czytamy przepisów ( na co już zostaje nie wiele czasu albo w
    ogóle ) a jak się pomylisz ( pomyłka ludzka rzecz ) to awantura na całego i
    potrącanie z pensji, która i taj już jest marna. Aha rejestracja tylko 1/2
    etatu. Nie wierzycie można to sprawdzić.
  • Gość: K. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.06.08, 14:20
    Jeśli jesteś taka świetna, to załóż własne biuro i płać sobie sama
    ile tylko zdołasz.
  • Gość: mati IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.06.08, 14:46
    Naprawde nie moge uwierzyć.
    Piszesz ze jestes "pełnowartosciowa" ksiegowa -prowadzisz pełna
    ksiegowosc(nie kilka miesiecy w zawodzie). Pracujesz tez w domu wiec
    masz uprawnienia/certyfikat.
    Dlaczego nie założysz własnego biura ? Wiesz przeca jakie sa stawki
    za obsługe firm wiec wiesz ze ten tysiac to ochłapy.
    Za te kase nie ma sie sensu meczyc.
  • Gość: Czarodziejka IP: 80.54.171.* 17.06.08, 16:21
    Prowadzę w biurze pełną księgowość lecz certyfikatu nie mam.Jestem pracownikiem
    więc certyfikat jest nie wymagany. Nie jestem śmieciem. Pracuję,bo muszę. Moje
    koleżanki pracują też w burach rachunkowych i zarabiają więcej. Ne muszą
    zostawać po godzinach ( chyba,że to konieczność)w soboty też nie chodzą.
    Uważam,że większość właścicieli biur rachunkowych wykorzystują pracowników.
    Dostajemy ochłapy za odpowiedzialną pracę. Aż mi się czasami nie chce wstać do
    pracy.
    Słyszałam kiedyś od jednego z pracodawców u którego pracowałam, że dobrze
    opłacany pracownik pracuje dobrze i wydajnie. Szkoda,że musiałam się zwolnić z
    tamtej firmy ( problemy osobiste )Mało jest takich pracodawców
  • Gość: mati IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.06.08, 17:01
    > Prowadzę w biurze pełną księgowość lecz certyfikatu nie mam.Jestem
    pracownikiem
    > więc certyfikat jest nie wymagany. - Teraz nie jest wymagany ale
    jak byś chciała miec własna firme to musisz go miec . Postaraj sie o
    niego teraz bo jeszcze tylko rok (do 30.06.2009) mozna go zdobyc bez
    egzaminu.
    Jak juz bedziesz miec certfikat to zakładaj własne biuro, przyjmiesz
    sobie jakiegoś łosia za 1000 zeta - skoro w czestochowie ludzie
    zgadzaja sie za tyle pracować.
    Ja rozumie, po szkole ktoś chce nabyc doswiadczenia i zatrudnia sie
    za grosze ale doświadczony pracownik ?
  • Gość: kurka dziobka IP: *.centertel.pl 18.06.08, 11:05
    > przyjmiesz sobie jakiegoś łosia za 1000 zeta - skoro w czestochowie ludzie
    > zgadzaja sie za tyle pracować.

    No właśnie, typowe podejście pracodawców w naszym mieście, wydoić pracownika,
    wycisnąć z niego wszystko, płacąc mu za to ochłapy.
    Po studiach pracowałam po kilkanaście miesięcy w dwóch miejscach. Nawet
    pracownikowi z doświadczeniem, pracodawca najchętniej zapłaciłby minimum, żeby
    się czasem nie obciążyć - wiadomo, że zaraz po studiach, czy po stażu nie jest
    się Bóg wie kim w zawodzie, ale po kierunku inżynierskim, ma się troche więcej
    pojęcia o pewnych rzeczach niż po jakimś Wydz Zarządzania (czytaj:Wydziale Gier
    i Zabaw) na PCz. (Studiowałam na obu kierunkach i wiem,że na Zarządzaniu się
    poprostu lezy i umiera z nudów.)

    Szukałam pracy w Częstochowie, jak powiedziałam, że oczekuję stawki minimum 1500
    na rękę na okresie próbnym, to mi dziękowano. No ludzie! Trzeba być swiadomym
    swoich umiejętności i predyspozycji do wykonywania zawodu, Nie wyobrażam sobie,
    żeby już w ogóle po roku pracy w danej firmie, z wiedzą techniczną i znajomością
    języka obcego zarabiać 1000-1200 na rekę. Chyba na głowę trzeba by upaść. Jak
    dalej tak będzie to wyjeżdzamy z mężem za granicę, bo tu nie ma czego szukać.
    Szczególnie w tej zapyziałej Częstochowie. Lekarze (patrz wątek z Tysiąclecia)
    traktują człowieka, jak jedno wielkie g..., jak nie idzie się prywatnie to
    zachowują się tak, jakby łaskę robili; pracodawcy traktują kogoś jak idiote i
    bydło pociągowe. Śmieszne jest to, że nie jeden szef jest człowiekiem bez
    zainteresowań, jest totalnym cepem, który często nie rozumie, co się do niego
    mówi. Wciśnie się taki w garnitur i myśli, że jest Bogiem. Nawet na zmywaku w
    Londynie by nie umiał sobie poradzić.:/ Ludzie, żal że musimy się użerać z
    takimi idiotami.




  • Gość: frogman IP: *.adsl.inetia.pl 18.06.08, 19:35
    kurde , większoś z was to cepy, narzekacie, narzekacie, a brać się
    za swoje.
    przejdź na drugą stronę, zobaczysz jak jest fajnie.
    prawda jest taka że całe życie będziecie sra.. pod siebie ze strachu
    i narzekać na wszystko, dobrze że są fora, możecie wypluć z siebie
    ten jad,
    Człowiek aktywny, znający swoją wartość nie pisze głupot na forum.
    Wie gdzie są jakie możliwości, i się do tego przystosowuje. Dla was
    jedyne przystosowanie to podwyżka.
    Powinni was łoic aż do bulu
  • Gość: kurka dziobka IP: *.centertel.pl 19.06.08, 10:56
    Mój mąż był po drugiej stronie i wiele razy widziałam, jak wygląda ludzkie
    traktowanie pracownika. Okazuje się, że TEŻ MOŻNA TRAKTOWAĆ PRACOWNIKA, JAK
    CZŁOWIEKA! Więc nie ucz mnie, i nie opowiadaj historii, jak to jest po stronie
    pracodawcy.
    Dlatego mam prawo, pełne prawo wymagać ludzkiego traktowania osób
    wykształconych, posiadających odpowiednie predyspozycje do wykonywania danego
    zawodu. Nie po to się kończyło studia, było na stażu, żeby potem ktoś zwał ludzi
    takich, jak ja cepami. Jeszcze jedno. Jest pewna granica przystosowania się do
    otoczenia. Tyranizować nikt normalny się nie pozwolu, pracować za ochłapy, będąc
    świadomym własnej wiedzy i umiejętności też nie.

    > Powinni was łoic aż do bulu

    Do "bUlu" powiadasz??? Wlaśnie tacy szefowie się niektórym trafiają, nie znający
    nawet ortografii własnego języka. A z łojeniem to ostrożnie, miejsce
    zatrudnienia to nie obóz pracy.
  • Gość: here_i_am IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.06.08, 10:17
    sam jestem pracodawcą i nie podchodzę do ludzi w ten sposób. jeśli piszesz tak o
    innych to pewnie zarabiaja u ciebie 500 zl i orają od świtu do zmierzchu. gdybys
    płacił im uczciwe pieniądze to bylbys uczciwie traktowany
  • Gość: wkurzony IP: *.adsl.inetia.pl 19.06.08, 12:26
    ..że nie użyję mocniejszego słowa. Czytam na forum wynurzenia takich
    osóbek, jak Kurka Dziobka - i ręce opadają. Ludzie, kiedy wreszcie
    zrozumiecie, że praca jest takim samym towarem, jak każdy inny.
    Jeżeli nie tworzy wartości dodanej - nie jest nic warta pomimo
    ukończenia i 5 kierunków studiów. W jednym zdaniu piszesz, że studia
    na wydziale zarzadzania to stracony czas, a w następnym zgłaszasz
    pretensje, że z tego tytułu należą Ci się już na dzień dobry ekstra
    profity. Może trzeba było nie marnować czasu na studiowanie gier?
    Jeśli tak samo potraktowałaś studia inżynierskie, to może tu tkwi
    przyczyna, że nikt nie chce zaproponować Ci pracy na miarę twoich
    aspiracji. Był niedawno na szczytach władzy taki prawnik, który
    ponoć 13 lat studiował prawo (niejaki Gosiewski). Czy te 13 lat ma
    świadczyć o wyjątkowych kwalifikacjach i uzdolnieniach? Ja bałbym
    się powierzyć mu napisanie prostego pisma procesowego w obawie, że
    może spieprzyć. Jeśli jesteś rzetelnie przygotowana do zawodu - daj
    komuś szansę, aby to docenił, a nie stawiaj zaraz na starcie
    ultimatum: mnie sie należy, bo mam studia. Desperatem byłby
    pracodawca, który dla zaoszczędzenia kilkuset zł pozbywałby się
    dobrego pracownika, a uwierz, że ci ludzie najczęściej potrafią
    dobrze liczyć. Dyplom to kapitał początkowy i mając go w kieszeni
    trzeba zachować trochę pokory, bo niepoparty rzeczywistymi
    umiejętnościami niewiele znaczy. Może tu tkwi odpowiedź, dlaczego
    praca robotnika po zawodówce potrafi być więcej warta? Może po
    prostu on w swoim fachu jest profesjonalistą, a nie pełnym pretensji
    amatorem? A już określanie takich ludzi "robolami" rzuca na Ciebie
    nieciekawy cień! Znam robotników fizycznych, którzy po pracy chodza
    na koncerty do Filharmoni i piszą wiersze, chociaż nikt im z tego
    tytułu nie dorzuci parę złotych do pensji - bo też tego nie
    oczekują. I powiem szczerze, że z taką filozofią życiową pewnie
    Europę i świat też Ci będzie ciężko zawojować!
  • Gość: Czarodziejka IP: 80.54.171.* 17.06.08, 16:24
    Właściciele biur rachunkowych zacznijcie doceniać swoich pracowników!!!!!!!!
  • Gość: Czarodziejka IP: 80.54.171.* 17.06.08, 23:21

    Nie jestem pazerna na pieniądze. A jak miałabym otwierać coś swojego to
    nie biuro rachunkowe. Chodzi mi o to,że właściciele biur nie zdają sobie sprawy
    ile my pracownicy wkładamy pracy,aby wszystko było dobrze,zostajemy po
    godzinach,przychodzimy w soboty,zabieramy część pracy do domu, ale tego nikt nie
    widzi i za to pieniędzy nie dostajemy.
    U mnie w biurze nikt tego nie docenia i mam zamiar zmienić pracę,bo nie chcę być
    popychadłem ani kimś od brudnej roboty.
    A od 1750 brutto to jest netto 1274,16.
  • Gość: aaanka IP: 89.174.23.* 17.06.08, 18:56
    Otwórz swoje biuro rachunkowe i będziesz zgarniać kasę dla siebie.Będzie
    sprawiedliwie
  • Gość: Czarodziejka IP: 80.54.171.* 18.06.08, 18:54
    Pracowałam w jednej z częstochowski firm i kiedyś przyszła dziewczyna po
    studiach. Powiedzieli jej, że z takim wykształcenie to nie chcą,bo sie będzie tu
    wymądrzać.
    Jestem przerażona podejściem pracodawców myślą,że pozjadali wszystkie rozumy i
    są najmądrzejsi na świecie, a nas pracowników traktują jak śmiecie.
    Muszę pracowac za te marne 900 zł,bo nie mam wyjścia, bo gdybym powiedziała,że
    chcę więcej to usłyszałam bym,że tam są drzwi przyjdzie inny i będzie pracować
    za 900 zł i nie będzie marudził.
  • Gość: mati IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.08, 19:11
    Jeszcze raz: "wyrób" Certyfikat i olej te prace. To nic nie kosztuje.
    no chyba ze wolisz do końca zycia narzekać :P
  • Gość: pracownik IP: *.ingram.com.pl 18.06.08, 21:21
    a słyszeliście ten kawał? przychodzi chłopak na budowe i majster mu propnuję
    1500zł, on na to ze jest po studiach a majster ze jak po studiach to płaci 700.
    prawda jest taka ze większość polskich przedsiębiorców to zwykłe chamy bez
    wykształcenia co potrafią tylko wykorzystywać ludzi i biadolić ze im sie nie
    opłaci. jak się nie opłaci to zwijać firmę i na etat np. do trw. chcieli by być
    szlachtą XXI wieku. ludzie buntujcie się i nie dajcie z siebie zdzierać, co
    macie inne żołądki niż oni????
  • Gość: frogman IP: *.adsl.inetia.pl 18.06.08, 21:35
    taaa tak masz racje chamy bez wykształcenia ale mają to czego Tobie,
    i większości z pracowników brakuje: PRZEDSIĘBIORCZOŚĆ, powinneś
    sobie to nad łóżkiem powieśić zamiast badolić na forum.
    Buntuj się buntuj, on sobie poradzi a ty nie przeżyjesz :-)
    bez tych chamów jesteście tylko nic nie wiedzącymi "wyształconymi"
    trybikami
    Niestety większość z tych "wykształocnych" nie rozmumie czytanego
    tekstu, ale to insza historia...
    Buntuj się chłopie buntuj, to może byc niezła dieta.
    Pomyśłę, może da się na tym zarobić
    frajerów nie brakuje :-)
    Żołądki macie może takie same, ale już głowy to nie
  • Gość: pracownik IP: *.ingram.com.pl 19.06.08, 09:17
    tutaj gosciu wcale mnie nie "ugryziesz" bo ja i mam wykształcenie(wtrakcie) i
    jestem przedsiębiorczy. i co zatkało ??? pracuje na etacie i mam małą (narazie)
    firmę, jak skończe studia na pewno ja rozwinę, ale ludziom tez dam zarobić ( w
    miare możliwosci) bo tego wszystkiego i tak do grobu nie zabiorę. i wcale sobie
    nie musze nic nad łóżkiem wieszać:)
  • Gość: kurka dziobka IP: *.centertel.pl 19.06.08, 11:06
    > bez tych chamów jesteście tylko nic nie wiedzącymi "wyształconymi"
    > trybikami

    A co, "chamy" za mnie nabędą praktykę i włożą mi wiedzę praktyczną do głowy???
    Chyba sobie pochlebiasz człowieku. Gdyby nie my, to firmy tych "chamów" w ogóle
    nie miałyby racji bytu, bo to nasza wiedza i nasze umiejętności przynoszą Wam
    kasę. A ludzi przedsiębiorczych jest w tym kraju naprawdę dużo, coraz więcej z
    wykształceniem, coraz więcej świadomych własnych umiejętności.

    I z jakiej racji jakiś robol po zawodówce ma dostawać większa wypłatę, niż
    absolwent uczelni wyższej???
    Może myślisz, że nauka to jest zabawa i to nic nie kosztuje??? Przedsiębiorczy
    idioto przeczytaj sobie gdzie trzeba, że najbardziej obciążonymi osobami są
    właśnie osoby uczace się, bo nie dosyć, że muszą odsiedzieć w szkole swoje i
    nabyć tam wiedzę, przez średnio 6-8 godzin dziennie, to jeszcze muszą ją
    pogłębić w domu, jeśli cokolwiek chcą osiągnąć więcej. I to są kolejne 4-5
    godzin. Czego fizyczny pracownik i nie tylko fizyczny w domu generalnie już nie
    dokonuje, bo odwali swoje 8 godzin i ma gdzieś. A my przeszlismy czasem i
    niektórzy 10 lat takiej ciężkiej nauki, więc nie mów, że jesteśmy nic nie
    znaczącymi trybikami.
    To dzięki nam przedsiębiorstwa istnieją, nie będzie nas, nie będzie i Was.

  • Gość: cz-wa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.06.08, 11:20
    A my przeszlismy czasem i
    > niektórzy 10 lat takiej ciężkiej nauki, - jak sie robiło kazdy rok
    2 X to z 5 zrobiło sie 10
  • Gość: kurka dziobka IP: *.centertel.pl 19.06.08, 14:34
    No jeśli ktoś kończył studia magisterskie - które są 5-cioletnie, jak wiadomo- i
    to jedne po drugich, to wychodzi 10 lat studiów. A jesli nawet ktoś ukończył
    tylko jeden kierunek, to sądzisz, że nauka w technikum to było jedno wielkie nic?
  • Gość: kurka dziobka IP: *.centertel.pl 19.06.08, 14:38
    Coraz bardziej popularne staje się kończenie studiów technicznych podwójnych
    (matematyka, a potem informatyka przykładowo, lub kombinacja matematyki i
    budownictwa, lub towarzysząco do kierunku technicznego wiele osób na 5 roku
    rozpoczynało dzienne studia filologiczne, np anglistykę, germanistykę, czy
    romanistykę), chyba nie trudno sobie tego wyobrazić?
  • 19.06.08, 19:57

    Do Kurka dzioba :

    "Coraz bardziej popularne staje się kończenie studiów technicznych
    podwójnych "

    Coraz bardziej popularne to dośc nieściłe pojęcie .
    To ile procent studentów kończy jedne studia - techniczne zwykle
    trudne np ja chemia Pol.Śl . a potem drugie studia ( z postu
    wynika , że równocześnie ) np filologia ang . Tez nie łatwo tak
    równoczesnie . Ja ekonomiczne na AE Katowice ale tzw licencjat (
    wtedy 1987 r. ) i nie równolegle ale kilka lat po pierwszych .

    To ilu jest takich ambitnych , zdolnych , ba pracowitych ?
    1 % , 2 % czy 30 % by w ogole mówic o popularnym zjawisku .

    A ilu ma jeszcze studia podyplomowe np prawnicze na U.Śl - prawo w
    handlu zagranicznym .

    No do tego dodać można angielski potwierdzony egzaminem TOEFL na 563
    pkt .

    Czy takie wykształcenie jest " popularne " ?.

  • 19.06.08, 22:10
    A powiedz mi, Angrusz, ilu jest takich skromnych jak Ty? ;)
  • Gość: kurka dziobka IP: *.centertel.pl 20.06.08, 11:11
    > Czy takie wykształcenie jest " popularne " ?

    Nie chodziło o umniejszenie jakości wykształcenia ambitnych studentów. Moja
    odpowiedź nawiązywała do poprzednika, który pod pojęciem długości studiów = 10
    lat rozumiał studiowanie powtarzanie każdego roku na studiach magisterskich, w
    domyśle: spowodowane głównie nieuctwem.

    "Popularne" w cudzysłowiu robi się studiowanie, jako takie. Ukończenie studiów
    jest teraz norma społeczną. Jednostki wiedzą po co tak naprawde przyszły na te
    studia, poza imprezowaniem:/


    "Popularne" w cudzysłowiu ironicznie staje się studiowanie na dwóch kierunkach,
    bo to jest modne. A nie w cudzysłowiu, czyli z pełną świadomością tylko
    jednostki wiedzą, dlaczego wybrali drugi- taki, a nie inny- kierunek.

    > To ile procent studentów kończy jedne studia - techniczne zwykle
    > trudne np ja chemia Pol.Śl . a potem drugie studia ( z postu
    > wynika , że równocześnie ) np filologia ang . Tez nie łatwo tak
    > równoczesnie .

    To nie takie proste jednocześnie, dlatego ja skończyłam jeden z kierunków
    technicznych na politechnice, a dopiero potem studiowałam fil. germańską. tego
    typu kierunki jednocześnie jest trudno pogodzić, ale znam osoby, które pogodziły.
    Ile %? Znaczny... w mojej grupie na politechnice, na 30 osób takiego wyboru
    dokonało około 8-miu.
    Z ludzi spotkanych na filologii - w mojej grupie 15-sto osobowej było około 4-5
    takich osób.

    U mojego męża na studiach, obecnie 2-ch w grupie, na poprzednich było z 3.

    Więc nie jesteśmy wyjątkami, a już Ty z pewnością:)

    pozdrawiam, KURKA DZIOBKA (a nie dzioba:/ )
  • Gość: Czarodziejka IP: 80.54.171.* 18.06.08, 22:41

    Wyrobienie certyfikatu kosztuje i to sporo.Przede wszystkim trzeba zdać egzamin
    w Ministerstwie Finansów ( nie mam wykształcenia w tym kierunku, które jest
    wymagane, ale mam staż ponad 10 lat w rachunkowości).
    Jeżeli wszyscy założą firmy to kto będzie w nich pracować????
  • Gość: mati IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.08, 22:49
    Gość portalu: Czarodziejka napisał(a):

    >
    > Wyrobienie certyfikatu kosztuje i to sporo. - Nic nie kosztuje !


    > Jeżeli wszyscy założą firmy to kto będzie w nich pracować???? - Ok.Pracuj
    sobie w tej firmie za 1000 zł, moze ci obniza nawet (powinni) - tylko nie narzekaj.
    Typowe czestochowskie podejscie.
  • Gość: Czarodziejka IP: 80.54.171.* 19.06.08, 10:12

    Może ty masz certyfikat za darmo dzięki znajomością. Sam wyjazd do Warszawy i
    pobyt tam ok 3 dni kosztuje,a za egzamin też trzeba zapłacić.
  • Gość: mati IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.06.08, 11:15
    Gość portalu: Czarodziejka napisał(a):

    >
    > Może ty masz certyfikat za darmo dzięki znajomością. - Typowe
    czestochowskie podejscie do sprawy. Od razu musiały byc znajomości.
    Nie, nie miałem ich i nie mam. Poprostu skończyłEM rachunkowośc.

    >Sam wyjazd do Warszawy i
    > pobyt tam ok 3 dni kosztuje,a za egzamin też trzeba zapłacić.
    - a cóż ja bym tam 3 dni robił :P no chyba ze zwiedzał ale to już
    nie wliczam do kosztów zdobycia certyfikatu :)

    Myslałem ze jesteś ksiegowa (z wykształcenia i udokumentowanym
    stażem pracy) i dlatego pisałem o tym abyc uzysłała ten "papierek".
    radziłem ci dla twojego dobra. Niestety Czestochowski lud od razu
    odwraca kota ogonem i wypomina mi ze skoro ktos cos ma to musi miec
    po znajomości.

    Pracuj sobie tam gdzie pracujesz i nie narzekaj bo skoro nie chce Ci
    sie nic zrobić żeby było lepiej to napewno nie będzie.
    A tak wogóle to same problemy widzisz: Do warszawy trza by było
    jechać (a dalej jak w Kłobucku nie była), egzamin zdać ( a skońzcyła
    gastronomik albo handlówke).
    Moze idz do TESCO ? Na nocki ponoc przyjmuja.
  • Gość: Czarodziejka IP: 80.54.171.* 19.06.08, 13:36
    Jak jesteś taki mądry to sam sobie zrób,certyfikat i otwórz biuro. Nie narzekam
    na pracę,bo ją lubię,ale chciałabym, aby godnie nas wynagradzano, za
    odpowiedzialną pracę i zaczęto nas doceniać. Płacono za nadgodziny ,soboty i za
    to co zabieramy do domu. Jestem zorganizowaną osobą i potrafię wywiązać się ze
    swoich obowiązków na czas, ale kosztem mojego wolnego czasu, który mogłabym
    poświęcić rodzinie.
  • Gość: mati IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.06.08, 13:46
    Certyfikat mam. Nie po znajomości tylko spełniajac ustawowe wymogi.
    Na swoja prace nie narzekam (w przeciwieństwie do Ciebie).
    Biuro i owszem moze kiedyś sobie załoze - w Czestochowie bo tam
    ludzie pracuja za 1/3 tego co w Krakowie.

    > Nie narzekam na pracę - tylko co piszesz w 10 swoich postach ?

    >chciałabym, aby godnie nas wynagradzano - za co ? za siedzenie ma
    forum w godzinach pracy ?
  • Gość: Czarodziejka IP: 80.54.171.* 19.06.08, 14:15
    Mam wole spędzam czas w domu, chyba urlop też mi się należy???
    Nie siedze przy papierkach tylko cięzko pracuje, ale tego nikt nie widzi,szkoda.
    Ludzie pracują za tą 1/3 co w Krakowie,bo nie mają wyjścia. Sprzątaczka lepiej
    zarabia niż większość ludzi wykonujących odpowiedzialną pracę. Mnie tylko zależy
    na sprawiedliwości, której nie ma.
  • Gość: mati IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.06.08, 14:45
    Wyjscie zawsze maja ale maja takie podejscie do sprawy jak Ty !
    Bo trzeba by było zrobić to albo tamto.
    mieszkałem kilka lat w czestochowie to znam mentalnośc ludzi w tym
    miescie - identyczna jak Twoja. Do tego albo sie obrazaja albo
    obrażaja innych. Wiecznie narzekaja na wszystko: władze,
    pracodawców, pogode :P
    Widziałas na forum innego miasta tyle tematów o zakładach pracy -
    uwagach gdzie nie pracować ?
    Czestochowa to specyficzne miasto ze wzgledu na mieszkańców. Czy
    dobre ? Tu bym polemizował.
  • Gość: aga_76 IP: 80.54.171.* 19.06.08, 15:23
    Jak masz certyfikat to czemu jeszcze nie otworzyłeś biura??Przecież to takie
    dochodowe,a Ty się marnujesz na jakimś etacie. A może się boisz, bo to bardzo
    duża odpowiedzialność??łatwo mówić zrób certyfikat,a jeśli ktoś ma praktykę i
    studia, ale nie w tym kierunku co wymagane i tak musi zdać egzamin. A egzamin
    kosztuje i nie wszystkich na to stać.
  • Gość: mati IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.06.08, 15:48
    A czy ja narzekam na forum na swoja prace albo zarobki ? Chyba nie.
    Wiec dlaczego chcesz mnie uszczesliwiac na siłe ?

  • Gość: hihi IP: *.iplus.com.pl 19.06.08, 16:21
    Jak masz certyfikat to czemu jeszcze nie otworzyłeś biura??Przecież
    to takie
    > dochodowe,a Ty się marnujesz na jakimś etacie. A może się boisz,
    bo to bardzo
    > duża odpowiedzialność??łatwo mówić zrób certyfikat,a jeśli ktoś ma
    praktykę i
    > studia, ale nie w tym kierunku co wymagane i tak musi zdać
    egzamin. A egzamin
    > kosztuje i nie wszystkich na to stać.

    Kobito jaka odpoweidzialnośc .jezeli zle wypełnisz jakiegoś PITa
    do skarbówki tłumaczyc sie idzie wląsciciel firmy /Chyba co się
    bardzo rzadko zdaża masz notarialne upowaznienie od niego / .
    A on dopiero póżniej jezeli przezyje US i bedzie miał za co załozy
    ci sprawęw sądzie hi,hi,hi,hi.
    I nawet jezeli wygra to zapłaci firma która Cie ubezpiecza !!!
  • Gość: Czarodziejka IP: 80.54.171.* 19.06.08, 10:19

    Rozporządzenie Ministra Finansów w sprawie uprawnień do usługowego prowadzenie
    ksiąg rachunkowych.

    &9 Osoba zakwalifikowana do egzaminu uiszcza opłatę egzaminacyjną w wysokości
    480 zł, na rachunek bankowy wskazany przez organizatora egzaminu.
    Poczytaj sobie będziesz lepiej poinfornowana.
  • Gość: Aga IP: 80.54.171.* 18.06.08, 22:53
    Widzę,że większość ludzi wypowiadających się na tym forum ma swoje firmy i są
    bardzo mądrzy i nie rozumieją zwykłych ludzi.
    Większość naszych pracodawców to chamy wciśnięci w garnitury i udających
    wielkich biznesmenów po zawodówce.
    W naszym kraju pracodawca nie szanuje pracownika, a uważam że dobrze opłacany
    pracownik pracuje dobrze.
  • Gość: edi041 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.06.08, 00:21
    Nie pytam o wasze opinie na temat tego czy pracodawcy są chamami itp.
    Pytanie brzmi: ILE ZARABIACIE PRACUJAC W BIURZE? (mam na myśli prace jako
    sekretarki itp. Nie chodzi mi o biura rachunkowe) Jeśli możecie to napiszcie
    jaki jest zakres waszych obowiązków i ewentualnie nazwe firmy.
  • 19.06.08, 09:00
    Na przyszlosc zmień sobie nick!!!!
  • Gość: Realjola59 IP: *.multimo.gtsenergis.pl 19.06.08, 11:04
    Nie wierzycie...ja poszlam na rozmowe do biura rachunkowego na wypalankach Aktywa to praca oczywiscie za najnizsza krajowa nie cale 700 zl wtedy bylo. i caly dzien w papierach. wlasciciel wraca o 16 i mozesz isc do domu..po czym on zgarnia cala kase i jest szczesliwy... Czestochowa bo wzgledem runku pracy<i nie tylko> poprostu jest żałosna...
  • Gość: kurka dziobka IP: *.centertel.pl 19.06.08, 11:18
    Jeśli informatyk po studiach, ze znajomością conajmniej 4-rech języków
    programowania, dwuletnią praktyką w zawodzie, w Częstochowie w małej firmie,
    zatrudniającej do 10 osób zaraia 1000zł na rękę... to chyba nie sądzi ktoś, że
    taka firma zaproponuje pracownikowi biurowemu, od odbierania telefonów,
    przekładania papierków więcej niż 700zł na ręke.

    A większe firmy stawiają wymagania w postaci biegłej znajomości języków obcych,
    dyspozycyjności, odporności na stres, pracy pod presją, można by domyslnie dodać
    bycie na każde kiwnięcie palcem pana prezesa, no i najlepiej nie-mężatka, i
    bez-dzietna, i tu się zarobi nie więcej niż ze 2000 brutto, więc zostanie
    znacznie mniej na rękę.

    Ale są też miejsca... jak na przykład dziekanat pewnego wydziału na PCz, gdzie
    wchodzi się do pracy raczej bocznymi drzwiami, a pensja takiej mega cepowatej
    pracownicy dziekanatu (nie wszystkie takie są, ale akurat ta, która mnie
    obsługiwała to była poniżej krytyki), która nawet nie rozumie co się do niej
    mówi i wydrukowanie papierka to dla niej problem, dostaje okolo 3500 (tak tak
    trzy i pół tysiąca!!) pensji.

    Około lutego/marca byłam świadkiem oburzenia takiej pracownicy, że jak śmieli
    dac jej tylko 600zł podwyżki, bo to będzie zaledwie 4100zł brutto! Byłam w szoku.
  • Gość: kurka dziobka IP: *.centertel.pl 19.06.08, 11:23
    aha dodam jeszcze, że wykładowca z tytułem doktora na innym wydziale dostaje
    około 2000zł. Jak usłyszał o pensji tej pracownicy był w niemałym szoku. Tak się
    proszę Państwa traktuje ludzi wykształconych w tym kraju, czym większy cep, czym
    szersze plecy, tym lepsza praca i wyżej płatna. Na szczęście się to powoli
    zaczyna zmieniać.
  • Gość: xx IP: 217.113.159.* 19.06.08, 12:05
    W Polsce na pytanie o zarobki kazdy z reguly podaje mniej niz
    zarabia w rzeczywistosci. PCz tez to dotyczy.
  • Gość: kurka dziobka IP: *.centertel.pl 19.06.08, 12:22
    Szczególnie na PCz, co ja będę Ci szanowny xx-sie mówić, skoro sam jesteś
    pracownikiem tej "firmy":)
    Większość prowadzących z uczelni realizuje zlecenia na boku, bo za tą pensyjkę
    uczelnianą, to nie sądzę, żeby rodzina mogła do końca wyżyć. Chyba, że ktoś ma
    profesurę, to już wtedy wynagrodzenie robi się dość godziwe.

    Nie wszyscy niestety są w stanie dorobić na drugim etacie lub na zlecenie co
    nieco, bo tak ich wykańcza robota na pierwszym z nich.

  • Gość: xx IP: 217.113.159.* 19.06.08, 13:10
    Mniej wiecej wiem ile zarabiaja doktorzy na stanowisku adiunkta.
    Dlatego napisalem co napisalem.
  • Gość: PCz IP: 83.2.140.* 19.06.08, 19:11
    Pracuję na Polibudzie w administracji i o takiej pensji nawet nie słyszałam.
  • Gość: kurka dziobka IP: *.centertel.pl 20.06.08, 10:23
    A ja jestem studentką studiów zaocznych na PCz, i głucha napewno nie jestem,
    wielokrotnie ta suma była wymieniana "zza szafy" gdzie reszta grona
    dziekanatowego piła niezwykle aromatyczną kawę.

    Suma była dla mnie niemałym szokiem. Znam osobiście dwóch-trzech pracowników
    administracji na PCz, wiem, jak niektórzy z nich są zaangażowani w to, co robią.
    Gdy jednak usłyszałam, że taka osoba z dziekanatu dostaje taką pensję, nogi mi
    podcięło.
    Nie chcę nikomu ubliżać, ale jest to bardzo młoda osoba, około 28-30 lat, ładna
    zadbana, ale to jedyne, czym się może pochwalić. Jej zachowanie da się określić
    jednym " słoma z butów, wieś tańczy i śpiewa". Odzywki tej pani pozostawiają
    wiele do życzenia, a bez swojej przełozonej nie jest w stanie z palcem do tyłka
    trafić.

    Zaocznie studiują różni ludzie, i tacy, dla których jest to pierwsza przygoda ze
    studiami, i tacy, dla których studia zaoczne to drugi kierunek - niektórzy są
    już po licencjacie, inni po studiach magisterskich (jak np. ja). Dla mnie ta
    pani jest moją można powiedzieć rówieśnicą, a zachowuje się do ludzi dorosłych,
    jakby im wielką łaske robiła, że w ogóle stoi za tą ch.olerną ladą, a już
    wyłuskać jakąkolwiek informację - to wielki problem (Szczególnie, gdy nie ma
    "starszej koleżanki z dziekanatu" przy niej, bo ona sama nic nie wie).

    Więc pytam, za co się płaci takim osobom? Za arogancję? Głupotę? Za brak
    znajomości zasad dobrego wychowania?
  • Gość: cz-wa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.06.08, 10:47
    > Więc pytam, za co się płaci takim osobom? - kilka linijek wyżej
    sama sobie na to pytanie odpowiedziałas :
    > jest to bardzo młoda osoba, około 28-30 lat, ładna
    > zadbana
  • Gość: kurka dziobka IP: *.centertel.pl 20.06.08, 10:58
    napisałam też, że to jest jedyne, czym może się pochwalic... Za ladą
    dziekanatową uroda to najmniej istotna rzecz. Kompetencja i umiejętność rozmowy
    z ludźmi się liczy, a ta pani tym nie grzeszy niestety.
  • Gość: cz-wa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.06.08, 11:05
    > napisałam też, że to jest jedyne, czym może się pochwalic... -
    moze ma jeszcze inne aututy :P np kompetencje i komunikatywnośc w
    stosunkach z przełozonym :)
  • Gość: absolwent IP: *.centertel.pl 20.06.08, 11:18
    nie sądzę, żeby na pcz droga do kariery dziekanatowej wiodła przez szeroko
    pojęte kompetencje tu i ówdzie, lecz raczej przez plecy mamusi, tatusia, cioci,
    lub ewnentualnie załatwienie komuś czegoś...
    Mojej znajomej zaproponowano pracę na pcz, miałaby prowadzić ćwiczenia i
    laboratoria z pewnego przedmiotu, pod warunkiem, że komuś miałaby załatwić pewne
    zlecenie za dużą kasę na boku, tak, żeby sobie ktoś z katedry mógł na tym dobrze
    zarobić. Żenada:/
  • Gość: xx IP: *.icis.pcz.pl 21.06.08, 13:44
    Pracownicy Dziekanatow nie prowadza zajec dysdaktycznych. To jakies
    pomieszanie z poplataniem.
  • Gość: absolwent IP: *.centertel.pl 21.06.08, 14:25
    czytaj ze zrozumieniem, chodziło o przypadek absolwenta, który po obronie
    dyplomy dostał taką "propozycję nie do odrzucenia" :/

    Było to nawiązaniem apropos sytuacji dziekanatowej i jak to się na PCz pracę - w
    dużej mierze za plecy - dostaje.
  • Gość: xx IP: *.icis.pcz.pl 21.06.08, 15:10
    Na naszym Wydziale WIMI absolwent moze trafic na uczelnie tylko jako
    doktorant, prowadzac 30 godzin zajec w roku.
    Do pracy mozna sie dostac jesli ma sie stopien doktora co najmniej.
  • Gość: absolwent IP: *.centertel.pl 21.06.08, 18:27
    Wydział Inżynierii Mechanicznej i Informatyki nie jest jedynym wydziałem na PCz.
    Ale zwróć uwagę również na to, że NIE KAŻDEMU proponuje się doktorat. Czasami
    zależy to także od ilości smaru na rączkę osoby mającej zostać promotorem.

    btw. znam osobiście jednego delikwenta, który podjął decyzję o zostaniu "na
    doktoracie" na WIMII, tylko dlatego, że jego koledzy z roku (tzw. "paczka")
    została "na doktoracie". Tyle tylko, że liczył na to, że koledzy z "paczki"
    pomogą mu przy doktoracie, tyle, że koledzy się obronili już dawno, a on nie.
    Chyba w ogóle zrezygnował, być może zrozumiał po 4-rech latach, że do pracy
    doktorskiej trzeba się "trochę" przyłożyć, i tu się nie da liczyć na fuksa, czy
    przejście studiów doktoranckich na umiejętnościach kolegów.

    Na marginesie jest to człowiek, który uczył kiedyś studentów i uczniów w
    technikum rzeczy, o których sam nie miał za dobrze pojęcia.
    Więc nie można powiedzieć, żeby studia doktoranckie były oferowane osobom, które
    na to zasługują do końca, lecz również niezbyt rozgarniętym cwaniakom, którym
    wydaje się, że wszystko da się załatwić na cudzych plecach...
  • Gość: xx IP: *.icis.pcz.pl 21.06.08, 18:30
    Tzw. smar to typowa polska-czestochowska legenda.

  • Gość: absolwent IP: *.centertel.pl 21.06.08, 18:41
    Niestety realna...
  • Gość: mmm IP: *.adsl.inetia.pl 19.06.08, 23:18
    Temat watku jest zaje... "Ile sie zarabia w biurze?" Co to znaczy w biurze??? "W
    biurze" mozna pracowac jako np telemarketerka, ksiegowa, fakturzystka, kadrowa,
    handlowiec, kasjerka... "W biurze" jako ksiegowa mozna zarabiac 4000 zl, a jako
    zwykla fakturzysta, ktora "klepie" faktury 1000 zl. Zakladajcie sensowne watki,
    nie zasmiecajcie forum glupotami!!!
  • Gość: Czarodziejka2 IP: 80.54.171.* 20.06.08, 17:00
    Księgowa w biurze rachunkowym też zarabia ok 1000 zł i to jeszcze dostaje tą
    wypłatę w ratach,bo właściciel się buduje, albo ma swoje wydatki a pracowników
    ma gdzieś. Zwalniam się z tego biura nie jestem śmieciem ani popychadłem.
  • Gość: aaanka IP: 89.174.23.* 20.06.08, 18:07
    Do czarodziejki:Zdaj egzamin,postaraj się o certyfikat i otwórz własne biuro
    rachunkowe.Jeśli jesteś dobrą księgową to zdobędziesz klientów. Proste. A
    znalezienie dobrego biura to też sztuka.
    Płacę 1600 zł/f vat/ za obsługę 20 osobowej firmy. Księgowa przyjeżdża ze
    swojego biura do mojej firmy /nie pozwalam zabierać dokumentów/. Zajmuje jej to
    dwa razy w miesiącu po ok 4-5 godzin. Zapeniam, że może szukałabym oszczędności
    np. przez zatrudnienie księgowej na 1/4 etatu.
    Ale nie znalazłam kompetentnej osoby, która zna przepisy na bieżąco.
    A naprawdę szukałam. Potencjalne księgowe /zarządzanie na PCz/ robiły nawet
    błędy w płatniku,sprawozdaniach do GUS,sypały się na prostych pytaniach.Gotowa
    byłam zapłacić 1000 zł za 1/4 etatu, oczywiście zgłoszone do ZUS.Zrezygnowałam i
    dalej korzystam z usług księgowej z zewnątrz czyli biura. Przez 9 lat nie
    zaliczyła żadnej wpadki i nigdy nie miałam problemów z żadnym urzędem.
  • Gość: Czarodziejka IP: 80.54.171.* 20.06.08, 21:00
    Jeśli mialabym otwierać cos swojego to nie biuro rachunkowe. życie w ciągłym
    stresie, brak czasu dla rodziny całe dni spędzone w pracy. Ponad wszystko cenię
    sobie rodzinę i stawiam ją na pierwszym miejscu.
    W całym tym wątku ciągle mi sugerują otwórz biuro, ale mnie tylko chodzi, aby
    pracodawcy wszystkich przedsiębiorstw szanowali swoich pracowników i ich
    doceniali. Nie jesteśmy sieciami jesteśmy ludźmi i za naszą pracę należy nam się
    godne wynagrodzenie, a nie ciągłe wykorzystywanie nas, nie płacenie pensji w
    terminie, albo w ratach, a wymagania coraz większe. Bez Nas nie byłoby Was
    przedsiębiorców. To dzięki Nam istniejecie.My wam sprzedajemy naszą wiedzę,a Wy
    przedsiębiorcy tego nie doceniacie.Macie Nas pracowników gdzie. Nie twierdzę, że
    wszyscy pracodawcy tacy są, ale większość niestety, ale tak i przykro mi z tego
    powodu.Jestem dobrym pracownikiem,wszystko mam zrobione na czas. Dziś 20,a ja
    mam już zrobione deklaracje VAT i złożone,wszystko po sprawdzane, a wypłaty nie
    zobaczyłam na oczy i po co się tak starać jak Wy pracodawcy Nas tak olewacie.
    Przyjdzie robol,zrobi, a ja mu zapłacę jak będę mieć ochotę,takie jest myślenie
    większości pracodawców.
  • 20.06.08, 21:39
    Ktoś mądry powiedział: Ludzie traktuję cię tak, jak sam się pozwalasz traktować.
    Skoro ludzie zgadzają się na pracę za 800 zł, to pracodawca jest zadowolony. W
    końcu kieruje się rachunkiem ekonomicznym, a koszty pracy są sporą częścią
    kosztów całego przedsiębiorstwa.
    Tylko, błagam, nie bądźcie kolejną grupą, która pójdzie strajkować. Negocjujcie
    ze swoim bezpośrednim pracodawcą, bo rząd nim na pewno nie jest.
    Dzisiaj w mediach podano, że sanepidowcy domagają się 500-złotowej podwyżki.
    Nic, tylko roszczenia. Krew mnie zalewa. Brrrrrrr!
  • Gość: Ela IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.06.08, 23:54
    Martina, jesteś dorosła?
    To chyba słyszałaś o czymś takim, jak przymus ekonomiczny. Jeżeli ktoś
    (normalny, nie menel) nie będzie miał bez pracy co jeść (bo np. nie utrzyma go
    współmałżonek czy rodzice:), podejmie prawie każdą, nawet najgorszą pracę.
    Też mnie wkurzają pindzie, które proponują, że popracują za pół darmo "żeby sie
    nauczyć czegoś" lub "nie siedzieć w domu" (buahaha...)
    Ale dla wielu osób po prostu nie ma wyboru. Całe szczęście, że ludzie coraz
    bardziej zaczynają się szanować. Niestety, tak bardzo szanować się nie mogli,
    gdy bezrobocie było dwucyfrowe. Niektórzy jeszcze nie zajarzyli, że czasy się
    powoli zmieniają (pracodawcy też, zwłaszcza, jak jęczą, że ludziom nie chce się
    pracować:) za 800 zł:))
    A Ty od pół roku masz pracę za 2500-3000 zł - a wcześniej - też się pozwalałaś
    źle traktować?
    Jak Ty dobrze zarabiasz - to jest OK. Jak ktoś chce więcej - to są roszczenia. O
    Kalim (jako polonistka) czytałaś?
  • 21.06.08, 15:29
    Nie czytasz uważnie, Ela.
    W poście było o grupach zawodowych typu sanepidowcy, które żądają wydumanych
    podwyżek z racji należenia do tej grupy zawodowej. Uzmysłów sobie, że na te
    podwyżki składałby się cały kraj płacący podatki, a taki pomysł nigdy nie
    znajdzie u mnie zrozumienia. Z jakiej racji? Dlaczego rząd ma ulegać naciskom?
    Tylko dlatego, że ktoś zagrozi strajkami?
    Uważam, że człowiek powinien najpierw zacząć od siebie. Pokazać, co sam jest
    wart, i starać się poprawić swoją sytuację.
    Fakt, są pracodawcy, którzy wykorzystywali (mnie też to kiedyś spotkało) i
    wykorzystują pracowników, mimo że sytuacja na rynku pracy uległa zmianie.
    Niezgłaszanie pełnego wynagrodzenia do ubezpieczeń nie zawsze wynika z
    porozumienia dwustronnego między szefem a podwładnym, czasami pracownik stawiany
    jest przed faktem i albo pracuje dalej, albo szuka.
    Sposób myślenia i spojrzenia na pracę też często ulega zmianie w czasie. Czasami
    warto odejść (taka była moja decyzja kilka lat temu), by zaryzykować i trafić na
    coś, co bardziej odpowiada i zawodowo, i finansowo.
    Tak, jak ja zarabiam - to jest OK. I Kali nie ma tu nic do rzeczy, bo próbujesz
    wywołać u mnie wyrzuty sumienia, ale Twoje rozumowanie niesie w sobie błąd
    logiczny. To, że zarabiam, i ile, zawdzięczam sobie, swojej pracy i mojemu
    pracodawcy, a nie szantażowi, że jak nie dostanę podwyżki (w dodatku w wysokości
    wziętej z sufitu), to zablokuję drogi, nie będę uczyć dzieci, nie pojadą pociągi
    czy nie będą wykonywane badania żywności. Takie podejście jest wstrętne.
    Nikomu nie zabraniam dobrze zarabiać. Co więcej, wolę, kiedy każdy jest
    zadowolony ze swojego życia, pracy, płacy, bo to wpływa również na relacje
    międzyludzkie. Ale szantażu i tych krótkowzrocznych działań związków
    pseudo-zawodowych (które wolą doprowadzić zakład do upadku, niż ustąpić - vide:
    PKP, stocznie, kopalnie) nigdy nie poprę.
  • Gość: Gość IP: *.centertel.pl 21.06.08, 18:40
    > Też mnie wkurzają pindzie, które proponują, że popracują za pół
    > darmo "żeby sie
    > nauczyć czegoś" lub "nie siedzieć w domu" (buahaha...)

    Nie wiem co Cię tu tak strasznie śmieszy,a tym bardziej wkurza. Jeśli założmy
    mąż zarania na tyle, że jest w stanie utrzymać rodzinę, ale żona już odchowała
    dziecko po porodzie, ma się kto nim zająć, to nie widzę powodu, żeby miała
    siedzieć w domu i od ścian się odbijać z domu i nie iść do pracy np. do banku,
    jeśli jest to zgodne z jej wykształceniem, tylko po to, żeby po 1) dołozyć się
    troche do budżetu domowego, po 2)douczyć się czegoś, bo to praktyka jest
    najważniejsza, po 3) być wśród ludzi, bo samemu w domu można oszaleć, człowiek
    popada w izolację.
    Podałam dla przykładu bank, bo tam akurat zarabia się ochłapy (temat był gdzieś
    na forum niedawno), w stosunku do stawianych wymagań.

    Iść do banku, żeby się nauczyć czegoś? A czemu nie??? Potem można zemigrować za
    2 lata za granicę z rodziną i za zdobytą wiedzę zarabiać konkretną sumę w euro,
    tylko dlatego, że w Polsce "nauczyło się czegoś" nawet nie za pół ceny, ale za
    jakąś 1/4 wynagrodzenia, które powinno się uzyskać.

  • Gość: Ela IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.06.08, 00:08
    Wiesz, tylko takie pindzie psuja niestety rynek pracy. Także i Tobie. Tylko
    wtedy, jeżeli braknie takich pindź, coś się może poprawić. Taka jest brutalna
    rzeczywistość. Dużo bardziej skuteczne niż strajki (do Martiny Ston: strajkować
    w Polsce od 1989 roku wolno, taki urok demokracji, więc kto chce lub może, ma
    prawo z tej możliwości korzystać) jest rzeczywisty brak pracowników do pracy.
    Wtdey kasa na przyzwoite lub chociaż przyzwoitsze pensje szybciutko się znajduje.

    Ja takich ofert nie przyjmowałam, bo nikt mi nie naleje za darmo benzyny do
    baku, żebym mogła dojechać do takiej "pracy" ani także za darmo nie zajmie się
    moimi dziećmi. Podjęłam taką pracę, żeby to było opłacalne dla mnie i mojej
    rodziny. Trzeba było zawsze poszukać (mam już wprawę, pracę zmieniałam wiele
    razy), ale udało się. Gdybym pracowała za 1000 zł to byłoby tylko na opiekunkę i
    dojazdy, a więc dalej nie dokładałabym się do budżetu domowego (a za to
    dołożyłabym mężowi obowiązków). Znacznie wcześniej, kilkanaście lat temu, także
    nie podejmowałam takich prac za półdarmo, bo wtedy, gdy moi rówieśnicy żyli za
    pieniądze rodziców, ja już za swoje własne. "Do ludzi" to sobie mogę wyjść
    zawsze i wszędzie, do pracy jeżdżę pracować i zarabiać.
    Niestety to właśnie kobiety celują w podejmowaniu prac "bo się nauczę" (i
    po"nauczeniu się" zarabiają o 100 zł więcej:) albo "żeby nie być zależną od
    męża". Z pensją 1000 zł to ja nadal byłabym zależna, bo więcej wydaję na opłaty
    mieszkaniowe.
    Znajdźcie mi faceta, który pójdzie do takiej pracy (istnieją oczywiście różne
    wyjątki i nie o nich będziemy mówić). Założę się, że żona by go szybko wyrzuciła
    z domu (możliwe, że to ta sama żona, która pracuje "żeby nie siedzieć w domu".

    Dlaczego nikt (nie mówię tu o wolontariacie, itp.) nie jedzie na saksy do pracy
    za pół darmo, poniżej kosztów utrzymania "żeby się nauczyć"? To już byłby czad
    zupełny:)

    Pozdrawiam serdecznie wszystkich szukających pracy - jak się człowiek naprawdę
    zaweźmie, to znajdzie. Trzeba działać, nikt nie mówił, że będzie lekko.
  • Gość: GOŚĆ IP: *.centertel.pl 22.06.08, 09:10
    To ile to Twoje auto pali???:))
    U mnie na miesiąc wychodzi z dojazdami do pracy i wypadami poza miasto raz w
    tygodniu około 300zł przy dość dużej pojemności silnika, tylko, że ja myślę
    logicznie, i nie jeżdzę na benzynie:)))

    Sama kiedyś byłaś taką pindzią po szkole, która nic nie wiedziała i nie umiała
    z praktyki, a teraz się wymądrzasz. Myślisz, że kobieta, która na okoliczność
    ciąży i wychowania dziecka musiała pozostac w domu na conajmniej 2 lata, nie
    wypadła z zawodu???
    Przecież u diaska trzeba się jakoś wdrożyć. Nikt nie zapłaci osobie, która
    wypadła z obiegu na 2-3 lata - kokosów.

    Znam takiego faceta który pracował w magistracie za marne 1200zł, nabył praktyki
    przez kilka lat, skonczył dodatkowo dwa kierunki studiów na renomowanej uczelni,
    a teraz wyemigrował poza granice kraju, zeby zarabiać jak człowiek z pełnym
    przygotowaniem zawodowym.

    a na marginesie pełno jest takich, jak Ty to nazywasz "pindzi" za granicami
    kraju. Tylko, że one dostają całkiem niezły socjal na wychowanie dzieci i z
    nudów (autentycznie z nudów) idą sobie dorobić w biurze na 4-6 godzin dziennie,
    jak ich pociechy pozostają w szkole, po to tylko, żeby mieć na drobne wydatki i
    pobyć z ludźmi.

    Tak, właśnie pobyć. Obywanie się w kręgu tych samych znajomych przyprawia o
    zdziczenie, ciągle trzeba jakiejś świeżości i urozmaicenia w kontaktach
    międzyludzkich. Ludzie są nieprzewidywalni w swoich zachowaniach, w
    przeciwienstwie do ludzi-znajomych, którzy są przewidywalni w swoich zachowaniach.
  • Gość: Ela IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.06.08, 22:35
    Nie tylko wydatki na auto (paliwo + inne koszty użytkowania) są kosztem mojej
    pracy. Jeszcze jest opiekunka do dzieci - więcej niż auto:) Nie mamy niestety
    nikogo "chcącego się nauczyć" (he, he, ze wstydu bym się spaliła), kto za darmo
    dopilnuje moich dzieci podczas mojej nieobecności (wyjaśniam: przedszkole i
    świetlica szkolna są otwarte w określonych godzinach, nie cały dzień i cały
    tydzień - w naszym przypadku jest to wydatek niezbędny).
    A kiedy byłam "pindzią" po szkole, to już sporo umiałam (częściowo ze studiów,
    częściowo z praktyki - pierwsza moja "poważniejsza" praca była ściśle związana z
    moim hobby i wykonywałam ją praktycznie samodzielnie (miałam wtedy 20 lat).
    A co najważniejsze - wtedy NIKT (albo prawie nikt) nie godził się na pracę za
    darmo "w celu przyuczenia". To było kilkanaście lat temu, wtedy ludzie jeszcze
    się szanowali. Od razu po studiach znalazłam pracę na umowę o pracę, oczywiście
    nie super odpowiedzialne stanowisko, ale też wykonywałam ją w zadowalającym
    mojego pracodawcę stopniu.
    Patologia ze stażami absolwenckimi (dlaczego ja ze swoich podatków mam
    finansować pracownika komuś?) to już późniejsze lata.
    A z większości zawodów nie wypada się z obiegu po 2-3 latach.
    I jeszcze jedno drobne pytanie - ten pan z magistratu to skończył dwa kierunki
    renomowanych studiów finansując je ze swojej pensji 1200 zł? Czy mieszkał w tym
    czasie z mamusią? Bo dla mnie to kolejna patologia - 30-letnie dzieci na
    utrzymaniu mamusi:)

  • Gość: Czarodziejka IP: 80.54.171.* 22.06.08, 23:13
    Nigdy nie byłam "pindzią".Pracę zaczęłam mając 18 lat jako fakturzystka w
    hurtowni( na wakacje ) Po skończeniu szkoły dostałam w tej samej hurtowni pracy
    na umowę o pracę też jako fakturzystka. Po dwóch latach przeszłam do księgowości
    i tak pracowałam przez 5 lat.Wynagrodzenie takie sobie. Niestety zachorowałam i
    ta sytuacja zmusiła mnie do odejścia z pracy.Po kilku miesiącach gdy już w miarę
    doszłam do zdrowia zaczęłam szukać pracy i tak trafiłam do biura rachunkowego.
    Miałam nadzieję, że jeśli będę dobrze pracować,czytać przepisy i poświęcać swój
    wolny czas na pracę ktoś to doceni - niestety bardzo sie przeliczyłam..A w
    księgowości nie pracując kilka miesięcy już się wychodzi z obiegu - trzeba być
    na bieżąco.
  • Gość: zowik-nieporadek IP: *.centertel.pl 23.06.08, 08:33
    Czarodziejko, zawsze trafi się jakaś "Ela" która wszystkie osoby, poza sobą
    nazywać będzie pindziami.
    Ja po studiach też nie podjęłam pracy od razu, zachorowałam dość ciężko i pół
    roku byłam w trakcie leczenia, drugie pół dochodziłam do siebie. Potem w mojej
    pierwszej pracy pracowałam za minimum, bo nikt mnie nie chciał zatrudnić bez
    pleców. W naszym mieście to powszechność...:/ Czy to miałoby oznaczać, że byłam
    "pindzią" na utrzymaniu rodziców? Oczywiście, że nie. Choroba nie wybiera,
    podobnie jak sytuacje życiowe.
  • Gość: Czarodziejka2 IP: 80.54.171.* 24.06.08, 12:49
    Masz rację. Ja sobie wypruwam sobie flaki, żeby zarobić chociaż to 1000 zł. bo w
    mojej sytuacji nie mam wyjścia. Mama chora na stwardnienie boczne zanikowe gdzie
    leki przy tej chorobie to ponad 600 zł miesięcznie (renta mamy ok 1000 plus
    zasiłek pielęgnacyjny), a ja mam uszkodzony kręgosłup ( dzięki Bogu,że chodzę )i
    renty nie mam,bo "pindzia" z ZUS-u powiedziała,że mi się nie należy. Pracuję za
    te ochłapy, bo zmusiła mnie sytuacja. To co zarobię to pakuje w dom i na
    jedzenie, a na przyjemności od czasu do czasu już mi nie starcza. Udało mi sie w
    zeszłym roku wjechać na tydzień nad morze, ale to dzięki mojemu kochanemu
    chłopakowi, który praktycznie wszystko z finansował ( a je nie lubię gdy jestem
    od kogoś zależna, wolę za swoje sama płacić ). A te "pndzie" pewnie co roku
    jeżdżą na wczasy i to zagranice, znam takich kilka.
  • Gość: gosc IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.06.08, 13:10
    Oooo biedna. Pindzie w zusie nie chciały jej na wczasy dać. Musiała
    doopy dawac sponsorowi za wyjazd.
  • Gość: Czarodziejka2 IP: 80.54.171.* 24.06.08, 14:28
    Widzę,że jesteś bardzo inteligentny i pewnie zarabiasz dość duuuzzzooo, albo na
    Ciebie zarabia jakaś pindzia.Nie wiesz co to znaczy mieć problemy. Jesteś durny!!!!
  • Gość: zowik-nieporadek IP: *.centertel.pl 24.06.08, 14:50
    Te "pindzie" ZUS-owskie czasem nie umieją się dobrze podpisać,a co dopiero
    myśleć. Nie mówię, że wszystkie, ale : mój mąż pobiera rentę z ZUS-u i kiedyś
    jedna taka "pindzia" po 7.00 rano zadzwoniła, że musimy się stawić u nich na
    Dąbrowskiego, bo im się w dokumentach nie zgadza nic, a nic.Pojechaliśmy, jak
    się okazało pani "pindzia" wpadła w popłoch, bo mąż wpisał mnie "pod siebie" do
    ubezpieczenia, ponieważ jeszcze studiowałam i nie pracowałam, no ale żeby wpisać
    małżonka do ubezpieczenia - muszą być zgodne adresy zameldowania, bo "system nie
    przyjmnie tego". Oczywiście mąż jest zameldowany u mnie w domu na pobyt czasowy
    (maksymalny - bodajże 1 rok), ale na pobyt stały w domu swoich rodziców
    (mniejsza o to dlaczego- ważne, że jest to raczej normalne), no i pani "pindzia"
    w ZUSie miala problem "bo jak tu to wpisać". No i tutaj zaczeła biegać z pokoju
    do pokoju " Halinka pomóż mi bo nie wiem, jak to ma być napisane, Wiesia bo tu u
    państwa jest ogromny problem..." i takie tam...
    Dziewczyno, jak ona miała problem ze zrozumieniem, że mąż mieszka ze mną pod
    jednym dachem, gdzie jest zameldowany na pobyt czasowy, co jest przedłużane
    rokrocznie, a na pobyt stały jest zameldowany u rodziców, to co się dziwić nad
    innymi decyzjami ://
    Współczuje Ci bardzo...
  • Gość: Ela IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.06.08, 21:36
    Czarodziejko, ale czy ja Ciebie nazywam "pindzią"?
    Ty jesteś doświadczonym pracownikiem, więc ile zarabiają Twoje koleżanki? Te,
    które przychodzą do pracy?
    Na pewno sporo mniej. I jakoś są chętne.
    Gdyby ich nie było, to Ty stawiałabyś warunki. Niestety, nie możesz, bo twoją
    pracę wykonają powiedzmy dwie panienki za półdarmo pod kierownictwem jednej
    doświadczonej (bardziej doświadczonej - nie mówimy tu o pełnej księgowości,
    tylko o książkach i ryczałtach, a takich jest chyba w biurach rachunkowych
    najwięcej, jeśli nie większość).
    Ty nie masz wyjścia - rozumiem Cię. Ja naprawdę nie mogłabym pracować za 1000
    zł, bo byłoby to po kosztach własnych.
    A tak na marginesie, czy nie pracujesz przypadkiem u O.G?
  • Gość: Czarodziejka2 IP: 80.54.171.* 28.06.08, 10:25
    Nie, nie pracuje u O.G.. Wykonuję pracę,którą mogłyby wykonywać dwie
    osoby.Prowadzę cztery firmy na pełnej księgowości od początku do końca,a
    wczoraj usłyszałam,że to 900 zł, które nam płaci to i tak za dużo za to co
    wykonujemy - ręce opadają, aż sie popłakałam. Szukam na gwałt nowej pracy i
    jeszcze czegoś do domu ( P.K.P. i R.,ZUS,płace ).Pracuję ponad 11 lat w zawodzie
    księgowej.
  • Gość: Ela IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.06.08, 18:17
    Czarodziejko, może coś Ci podpowiem (to nie będzie Amway ani inny łańcuszek
    świętego Antoniego).
    Zaloguję się (teraz jakoś nie mogę i napiszesz do mnie na priva, jeżeli
    oczywiście chcesz:).
    A ten tekst, że 900 zł to za dużo, to śmiech na sali:) Niestety, to naprawdę nie
    śmieszne, tylko straszne.
  • Gość: Czarodziejka2 IP: 80.54.171.* 28.06.08, 19:14
    jak chesz napisz do mnie na meila n.aga76@gmail.com
  • Gość: Ela IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.07.08, 22:22
    Sorry, mam aktualnie dostęp do netu tylko z doskoku:) Słyszałam, że biuro
    rachunkowe pp.Sławików (aktualnie za przychodnią kolejową na Wolności, w stronę
    ronda)przyzwoicie płaci. Ale to tylko opinia mojej dalszej znajomej, ja tam
    nigdy nie pracowałam, ani nie współpracowałam.
    A może poszukasz w Katowicach? "Linia normalnych zarobków" zaczyna się podobno w
    Siewierzu. Dojechać sie da, dużo osób codziennie jeździ pociągiem (widocznie się
    opłaca).
  • Gość: n_aga76 IP: 80.54.171.* 05.07.08, 23:28
    Niestety w mojej sytuacji rodzinnej nie ma mowy o szukaniu pracy po za
    Częstochową. Muszę być na miejscu. A pracy w Bulcharterze nie polecam. Byłam tam
    na rozmowie i jestem przerażona. Znajoma tam pracowała i odeszła po kilku
    miesiącach. Nawet nie umiałabym się skupić na pracy.
  • Gość: n_aga76 IP: 80.54.171.* 06.07.08, 09:21
    Muszę mieć pracę w Częstochowie. Moja sytuacja rodzinna jest ciężka i nie mogę
    tracić dwóch godzin na dojazdy. W razie jakby sie cos działo z mama muszę być na
    miejscu.
  • Gość: Ela IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.07.08, 18:03
    Ale to nie jest Buchalter z siedzibą w centrum Jagiellończyków, to zupełnie inne
    biuro. Chyba, ze też klimaty podobne:(
  • 29.06.08, 13:34
    Gość portalu: Ela napisał(a):

    > to nie będzie Amway ani inny łańcuszek
    > świętego Antoniego).

    W stosunku do AMWAY nazwy "łańcuszek" używają tylko osoby kompletnie
    niezorientowane w zasadach działania mlm.


    --
    "Jeśli nie masz nic do powiedzenia, nic nie mów".
    Charles Caleb Colton
    www.finans-edu.pl
  • Gość: angrusz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.06.08, 09:26

    Do Eli :

    Masz dużo racji ale jesteś zbyt pewna siebie .

    Chyba nie spadło na ciebie kilka nieszczęść - albo po prostu
    problemów życiowych jednocześnie .

    O pracę nie jest łatwo . Dlatego najpierw trzeba się solidnie
    uczyć , kiedy pora i okazja - czyli w szkole , na studiach , a
    języka nawet w domu .

    Ten kto to zaniedbał sam sobie winien , że tak mu mało płacą .

    Ale także są i sytuacje , że awans zawdzięcza się układom a nie
    wiedzy , doświadczeniu , umiejętnościom i pracowitości .
    Zbyt długo żyję , żeby tego nie widzieć - szczególnie w Częstochowie.

    Radzę, ogólnie ,więcej pokory .
  • Gość: asssiiiiaa IP: *.iplus.com.pl 24.06.08, 16:54
    Do Eli :
    >
    > Masz dużo racji ale jesteś zbyt pewna siebie .
    >
    > Chyba nie spadło na ciebie kilka nieszczęść - albo po prostu
    > problemów życiowych jednocześnie .
    >
    > O pracę nie jest łatwo . Dlatego najpierw trzeba się solidnie
    > uczyć , kiedy pora i okazja - czyli w szkole , na studiach , a
    > języka nawet w domu .
    >
    > Ten kto to zaniedbał sam sobie winien , że tak mu mało płacą .
    >
    > Ale także są i sytuacje , że awans zawdzięcza się układom a nie
    > wiedzy , doświadczeniu , umiejętnościom i pracowitości .
    > Zbyt długo żyję , żeby tego nie widzieć - szczególnie w
    Częstochowie.
    >
    > Radzę, ogólnie ,więcej pokory .

    Angruszku kochany a to znasz " uczył Marcin Marcin a sam głupi jak
    świnia "
    Tyle fakultetow pokonczonych , a co roku musisz szukac roboty .I
    wszystko zwalasz na układy .A zastanowiłeś sie chłopczyku, dlaczego
    bez układów cie przyjmują a po roku wyrzycają
    całuski asia
  • Gość: angrusz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.06.08, 22:32

    Do assiiiaa :

    Wszystko byłoby w porządku gdybyś miała więcej rozumu .
    Umowy podpisuje się na rok .
    Za rok dyr np technikum nie wie ile uczniów mu się zgłosi , jest niż
    demograficzny to po co wiązać się z nauczycielem a potem nie móc mu
    zapewnić pracy , czasami część uczniów nie zdaje i liczba w klasie
    spada poniżej 25 wtedy nie ma podziału na grupy .
    Po drugie.zastępstwo za nauczycielkę będącą po porodzie zwykle trwa
    rok i po roku ona wraca .
    Po trzecie obowiązuje prawo , dwie umowy terminowe a trzecia bez
    terminu .Tego też się boją dyrektorzy .
    Owszem mogą i wyrzucać .
    Ale wyrzucenie to wypowiedzenie umowy w trakcie trwania .
    A i wtedy są różne powody i to nie z winy nauczyciela .
    Dyrektorzy też mają swoje zależności ( od rodziców , od gminy
    starostwa UM , itp )
    Pożyjesz dzieweczko to i rozumu i doświadczenia nabierzesz .
    Może . Nie każdemu to się udaje .
    Więcej pokory a mniej złośliwości
  • 24.06.08, 22:39
    Gość portalu: angrusz napisał(a):

    > Wszystko byłoby w porządku gdybyś miał więcej rozumu .

    > Pożyjesz to i rozumu i doświadczenia nabierzesz .
    > Może . Nie każdemu to się udaje .
    > Więcej pokory a mniej złośliwości

    I vice versa. Ehehehe!
  • Gość: aaanka IP: 89.174.23.* 20.06.08, 21:50
    No cóż ludzie są różni, pracodawcy też bywają podli. Jedynym wyjściem jest
    szukanie do skutku pracy zapewniającej godne warunki.Zapewniam Cię,że są takie
    miejsca. Jeśli pracownicy kiepsko i nieterminowo opłacani zaczną się zwalniać to
    może coś się zmieni. A gdy pozwalają się wykorzystywać to jest jak jest.
    Druga strona medalu wygląda tak: dobre firmy mają małą rotację kadr i trudno w
    nich o wolne miejsce.Powodzenia w poszukiwaniu nowego miejsca
    bo dotychczasowe rzeczywiście jest kiepskie. Jeśli ktoś nie płaci w terminie i
    finansuje prywatne sprawy pieniędzmi na wynagrodzenia to taka firma nie ma
    przyszłości.
  • Gość: Czarodziejka IP: 80.54.171.* 21.06.08, 09:41
    Będę szukać do skutku może wreszcie ktoś mnie doceni.Muszę na razie tak
    pracować,bo mam ciężką sytuację.
    Gdy poszliśmy ostatnio porozmawiać z właścicielką o podwyżce to powiedziała
    nam,że jak się nie wyrabiamy w czasie to zatrudni jeszcze kogoś.My się wyrabiamy
    w czasie,ale kosztem tego,że zostajemy po godzinach,albo przychodzimy w soboty.
    Od początku roku,byłam tylko na 2 dniach urlopu.Nie pamiętam kiedy posiedziałam
    w domu z rodziną.Dla mnie to koszmar.Aby utrzymać rodzinę muszę dorabiać na
    umowy zlecenia w domu.Czy tak powinno być w cywilizowanym kraju??
  • Gość: formułowicz IP: *.ingram.com.pl 21.06.08, 12:18
    Czarodziejko nie chcesz otworzyć własnego biura to w porzadku, w końcu nie kazdy
    ma dar do robienia biznesu i woli tak jak Ty pracowac na etacie. Ale postaraj
    się o dobrą pracę, w firmie w której pracuje jako kierowca pracuje nas 12 osób,
    ksiegowa zarabia 1500zł jest w biurze 3 razy w tyg. po 4 h. inna znajoma ma
    biuro rachunkowe i za zaksięgowanie jednej faktury trzeba jej zapłacić 2,5
    brutto. Więc jeśli zarabiasz 1000 to rzeczywiście mało więc poszukaj coś
    lepszego, możesz pracować a rozgladać się za czymś lepszym. pozdrawiam i życze
    powodzenia.
  • Gość: Czarodziejka IP: 80.54.171.* 21.06.08, 18:27
    Formułowicz,nie będę dziękować,bo to zapesza. Szukam pracy i wierzę,że ją znajdę.
  • Gość: biuro rach IP: *.ingram.com.pl 21.06.08, 12:21
    a jaką firmę aniu prowadzisz bo może taniej było by gdybyś umówiła się z
    księkowa na jakąś kwote od zaksięgowanej faktury. ale to zależy od typu
    działalnosci jaka prowadzisz.
  • Gość: aaanka IP: 89.174.23.* 21.06.08, 15:35
    Faktyr w mojej firmie jest niewiele /ok.70-100 wszystkich/ bo sprzedaż i zakupy
    są hurtowe więc transakcje między firmami mają miejsce 2-3 razy w miesiącu.Nie
    szukam biura/osoby tanio księgującej ale fachowej, wiedzącej o zmianach
    przepisów. Nie wszystkie kandydatki potrafiły odróżnić np.koszty od zakupów.
    Kwota, którą płacę jest dla mnie realna zważywszy na fakt,że biuro przyjeżdża do
    mnie. Dostają dokumenty przygotowane i nie zajmują się sprawami kadrowymi typu
    umowy, terminy badań okresowych- przygotowują tylko listę wynagrodzeń. Złożono
    tańsze oferty, ale nie przekonały mnie szefowe. Na zadane pytanie albo nie
    umiały odpowiedzieć, albo źle.
    A prowadzę firmę produkcyjną- nie spożywczą, więc przepisy dość proste, i na
    razie jeszcze książka przychodów- rozchodów.















  • Gość: Czarodziejka IP: 80.54.171.* 21.06.08, 18:25
    U nas pewnie byś płaciła mniej za książkę przychodów i rozchodów. I też
    prowadzimy księgowość u klientów w firmie wg życzenia. Zmiany w przepisach na
    bieżąco.
    Czasami tak bywa,że zaraz po studiach, a myśli,że wszystko wie na temat
    księgowości, a nie zna prostych i najważniejszych przepisów. Coś o tym
    wiem,przez taką miałam dużo pracy. Myślałam,że nigdy nie wyjdę na prostą.
    Szukam pracy mam nadzieję, że znajdę dobrą pracę i normalnego pracodawcę.
  • Gość: ziuta-1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.06.08, 08:09
    Ja się wypowiem tak. Pracuję na niskim stanowisku w biurze
    państwowym. Chcieliśmy jasko grupa dostać podwyżkę. Zaznaczam , że
    część z nas jest po studiach, a część w trakcie. Osoba na wyższym
    stanowisku lecz po ZAWODÓWCE stwierdziła że tyle ile chcemy dostać
    na rękę to nawet ona nie ma a jest na stanowisku o stopień wyższym.
    Tyle że po zawodówce, a pracę dostała po dobrej znajomości. Niestety
    u nas tylko liczą się znajomości
  • Gość: Czarodziejka2 IP: 80.54.171.* 24.06.08, 12:38
    To w koncu ile zarabia sie w biurze?? Każdy z nas jest mądry po swojemu, ale gdy
    by miał nóż na gardle to podjął by się pracy w biurze za 1000 zl lub 900 zł.??
    Są tacy ludzie w naszym społeczeństwie, a pracodawcy umieją to dobrze wykorzystac.
  • Gość: pracownik biurowy IP: *.prenet.pl 25.06.08, 09:38
    1140 zł na rękę, 6 lat pracy (asystent dyrektora), praca 6 dni w
    tygodniu. Jak jest dobrze to dochodzi "premia" (oczywiście nigdzie
    nie dokumentowana) ok. 200 zł. Na bilet tracę ok 100 zł m-cznie, 1
    dziecko, partner zarabia w granicach 1000 - 1200 zł m-cznie. I tak
    jakoś .. zyjemy:/
  • Gość: angrusz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.08, 23:01


    Do pracownika biurowego :

    Cienko .A kiedy drugie może trzecie dziecko ?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.