Ile sie zarabia w biurze? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Czy moze mi ktos powiedziec ile sie zarabia teraz w biurze???
    • Gość: malwina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.06.08, 20:38
      Ja dostaje po 4 latach pracy 1750 zł, rejestracja 850 na rękę.
      W razie choroby pracodawca płaci 80% od rejestracji.
      Pracuję tylko na II zmiany (fakturzystka).
      Właśnie szukam innej pracy w NORMALNYCH GODZINACH.
      Nawet gdybym miała dostawać 3 tyś to nie będę już pracować jak osioł
      od 14-22 - tak na marginesie za marne 1750. Wiem,że praca w biurze
      nie zawsze jest lekka i przyjemna ale podobna pensję otrzymują
      panie, które pracują w firmowych sklepach.
      Człowiek nie widzi dzieci, męża , nie zje obiadu ...
      A tak wogóle: czy ktoś szuka pracownika do biura?
      • Gość: ja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.06.08, 20:43
        Zależy w jakim biurze. W poprzednim gdzie pracowałem miałem 1000 na rękę, teraz
        mam ponad 2000 :)
      • Hehe Rozwalają mnie teksty typu: Czy ktoś szuka pracownika do biura?
        Bierność, ludziska, nie da fajnej pracy. Czasami trzeba mocno się naszukać, żeby
        dobrze trafić.
        A swoją drogą jest praca w biurze i praca w biurze. Pewnie niektórzy myślą, że
        praca w biurze polega na siedzeniu przy biurku, piciu kawy i robieniu pasjansa
        na kompie. Cóż... Nic dziwnego, że narzekają na wynagrodzenie. Chociaż reguł nie
        ma. Ja na swoją płacę nie narzekam. Praca w godz. 8-16 (czasami, fakt, biorę do
        domu) za +/- 3 t. Zależy od miesiąca.
        Uprzedzę pytanie, Malwino. Mamy komplet pracowników.
        Pozdro i powodzenia w poszukiwaniach życzę.
        • Gość: xx IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.06.08, 21:22
          Bo baranow debilow tu piszacych cwokow przeciez nie brakuje ! proste.

        • Do Martiny Ston :

          Toś szczęściara .
          Ja jako nauczyciel , chociaz od 8 do 14, 15.00 z jakimś okienkiem
          plus to co w domu - raz mnie a raz 200 klasówek w ciągu tygodnia do
          dwóch . I tylko 1600 ( to 24/18 etatu - mam szczęście , że tyle ) .

          Są nauczyciele co mają mniej i do tego w kilku szkołach ( ja za to
          dośc daleko ) .
          • Gość: cz-wa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.08, 21:17
            Zamykac szybko !!!
            Angrusz zaczal pisac !
            tylko patrzeć jak dominik.wu sie włączy i bedzie p.r.z.e.j.e.b.a.n.e
      • Gość: do malwina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.08, 16:31
        Jeśli zarabiasz 1750 zł brutto to netto masz 1400zł tyle co asystent na
        uczelni(a dużo więcej musi się dokształcać i pracować). Wiem bo akurat jestem
        asystentem i brutto to 1750zł netto dostaję 1400zł. Malwina to ile tak naprawdę
        masz?
        • Sądzę, że Malwina miała na myśli inną sytuację. Rzeczywiście dostaje 1750 zł "na
          rękę", natomiast oficjalnie zgłoszona jest do ubezpieczeń i podatku od kwoty 850
          zł. Niestety, są takie przypadki. To ewidentne przestępstwo ze strony
          przełożonego/właściciela firmy.
          Znam jedną, która jest w podobnej sytuacji. Dostaje 2500 do kieszeni, a
          składki/podatki płaci od 1000. Dziwię się tylko, że nikt z US czy ZUS nie
          zastanowi się (może nie mają takiej wiedzy, ale mogłaby to zweryfikować pierwsza
          z brzegu kontrola), że zastępca dyrektora czy kierownika (nie pamiętam
          dokładnie) ma przychód 1000 zł miesięcznie.
          • Gość: frogman IP: *.adsl.inetia.pl 18.06.08, 00:19
            sam się skontroluj chłopie,najlepiej głowę
            poziom pazerności tego panstwa przerasta wszystko.
            jeśli dostaje 1750 po zgłoszeniu dostałaby 1200 zł , pięć stów w
            kosmos na nierobów urzędniczych.
            jeśli te 500 stów przeznaczyłaby na samodzielna inwestycję, mogłaby
            sobie państwową emeryturkę wsadzić głeboko gdzieś.
            Od ilu byś się nie ubezpieczał emerytury nie dostaniesz.
            Popatrz sobie co się dzieje z II filarem, właśnie przychodzi do
            pierwszych wypłat a nie ma instytucji która by wyacała hehehhe
            I masz to swoje prsestępstwo
            • Racja, ale częściowa. Moja znajoma przez to, że nie ma składek płaconych od
              pełnego wynagrodzenia, nie może iść na zwolnienie lekarskie, nawet opiekę na
              dziecko, bo rodzina będzie miała znacznie mniejszy dochód (niższy zasiłek
              chorobowy), a są bardzo obłożeni kredytami, pożyczkami. Kiedyś chodziła do pracy
              z zapaleniem oskrzeli.
              Jestem za tym, żeby składki były niższe. Zresztą chyba każdy. Ale w obecnej
              sytuacji należy zachować zdrowy rozsądek.
        • Gość: ksawi IP: *.eranet.pl 17.06.08, 23:10
          to musisz sie jeszcze troche dokształcić, z 1750 za chiny nie
          wyjdzie 1400 netto, żadnego z Was w swoim biurze bym nie widział.
        • Gość: malwina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.08, 12:13
          Tak jak powiedziałam - 1750zł do ręki - ale na papierze netto - 850zł.
          Czasami , ale tylko czasami idę do pracy w sobotę - jeśli jest duży ruch.
          Ogólnie lubię swoja pracę a dlaczego zapytałam o przyjęcia do innych firm? -
          chyba każdy się z tym spotkał - ukazuje się ogłoszenie w prasie, które niestety
          jest już dawno nieaktualne dawno :(
    • Gość: fakturzystka IP: *.profiline.pl 17.06.08, 08:54
      Witam
      ja tez niby w biurze pracuje (jak fakturzystka i kasjerka) ,50
      godzin w sezonie ,szcześć dni w tygodniu ,ubezpieczenie na 845,17 gr
      netto, jak jest dobry miesiąc ( 23 dni pracujeące + 4 soboty )2 000
      na ręke,musiałam wymówienie dać żeby mi podnieśli ,robota jak
      robota ,da sie przeżyć ,tylko po 2 latach rutyna mnie
      dobija,niedługo urlop może coś da sie zmienić pozdrawiam
      FAKTURZYSTKI WSZYTSKICH KRAJÓW ŁĄCZCIE SIE :))))
      • Gość: Czarodziejka IP: 80.54.171.* 17.06.08, 09:41
        Witam!
        ja też pracuje w biurze tylko,że rachunkowym i zarabiam marne grosze,bo o
        podwyżce nie mam co myśleć (900zł do ręki - śmieszne )dorabiam na umowy zlecenia
        prowadząc książki przychodów i rozchodów w domu.
        Odwalam najbrudniejszą robotę a szefowa zgrania co najlepsze. Księguje bieżące
        dokumenty,wszystko sprawdzam,przygotowałam 4 firmy do bilansu.Szefowa dostała
        gotowe dokumenty do bilansu i wystawiła tym firmom faktury za zrobienie bilansu
        na ponad 2000 tyś zł ja z tego nic nie zobaczyłam. I gdzie tu sprawiedliwość??
        Szukam pracy i mam nadzieję,że znajd coś lepszego. A może wiecie ile zarabiają w
        innych biurach rachunkowych??
        • Gość: emm IP: *.zimorowicza.trustnet.pl 17.06.08, 11:06
          Ja też pracowałam w biurze rachunkowym, gdzie górna granica wynagrodzenia to
          940zł, a oprócz na stałe przydzielonych zadań trzeba było również wykonywać
          różne dodatkowe "podrzutki".. czy we wszystkich biurach rachunkowych oferują tak
          "wysokie" wynagrodzenie??
          • Gość: mati IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.06.08, 11:40
            W biurze rachunkowym za 1000 zł ??? Wierzyć mi sie nie chce :0
            • Gość: kati IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.08, 12:00
              zależy co potrafisz.Jeśli masz tylko otwierać i zamykać drzwi lub
              liczyć idących ulicą ludzi na wsi to nie więcej jak 2 € z uśmiechem.
            • Gość: emm IP: *.zimorowicza.trustnet.pl 17.06.08, 12:54
              W biurze rachunkowym za nawet mniej niż 1000zł. Wiem co mówię, bo właśnie
              rzuciłam tą pracę. Generalnie odpowiedzialna, ale za grosze i trzeba się liczyć
              z zostawaniem po godzinach. (Nie twierdzę że w każdym biurze rachunkowym tak
              mało płacą)
              • Gość: mati IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.06.08, 12:59
                Ksiegowi tyle nie zarabiaja w biurach rachunkowych. Piszesz ze
                pracowałaś w biurze ale nie wiemy na jakim stanowisku. Wiec za te
                pieniadze to raczej nic odpowiedzialnego nie było.
                • Gość: emm IP: *.zimorowicza.trustnet.pl 17.06.08, 13:24
                  Biuro rachunkowe, stanowisko: księgowa, zakres obowiązków: w skrócie to
                  kompleksowa obsługa księgowa przydzielonych firm. Jak już wspomniałam nie
                  twierdzę że takie niskie stawki są we wszystkich biurach, ba mam nawet nadzieję
                  że tak nie jest bo nadal szukam pracy w tej branży, może akurat ja na takie
                  trafiłam.
                • Gość: hu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.08, 13:24
                  pracowala w biurze ksiegowym przy xero
                  • Gość: Czarodziejka IP: 80.54.171.* 17.06.08, 14:08
                    Emm mówi prawdę. Pracuję w biurze rachunkowym i takie są stawki,ale również nie
                    twierdzę, że we wszystkich. Zakres obowiązków księgowej w biurze rachunkowym:
                    sprawdzanie dokumentów, księgowanie faktur sprzedaży, zakupów, wyciągów
                    bankowych,raportów kasowych,dekretowanie,sporządzanie deklaracji do urzędów
                    skarbowych,pełna obsługa kadr,list płac, sporządzanie deklaracji do ZUS, a do
                    tego dochodzi dodatkowa praca,którą ci zleci szef nie związana z zakresem
                    obowiązków i to wszystko za 900 zł lub 1000zł. I ciągle się słyszy,że za mało
                    pracujemy, że nie czytamy przepisów ( na co już zostaje nie wiele czasu albo w
                    ogóle ) a jak się pomylisz ( pomyłka ludzka rzecz ) to awantura na całego i
                    potrącanie z pensji, która i taj już jest marna. Aha rejestracja tylko 1/2
                    etatu. Nie wierzycie można to sprawdzić.
        • Gość: K. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.06.08, 14:20
          Jeśli jesteś taka świetna, to załóż własne biuro i płać sobie sama
          ile tylko zdołasz.
          • Gość: mati IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.06.08, 14:46
            Naprawde nie moge uwierzyć.
            Piszesz ze jestes "pełnowartosciowa" ksiegowa -prowadzisz pełna
            ksiegowosc(nie kilka miesiecy w zawodzie). Pracujesz tez w domu wiec
            masz uprawnienia/certyfikat.
            Dlaczego nie założysz własnego biura ? Wiesz przeca jakie sa stawki
            za obsługe firm wiec wiesz ze ten tysiac to ochłapy.
            Za te kase nie ma sie sensu meczyc.
            • Gość: Czarodziejka IP: 80.54.171.* 17.06.08, 16:21
              Prowadzę w biurze pełną księgowość lecz certyfikatu nie mam.Jestem pracownikiem
              więc certyfikat jest nie wymagany. Nie jestem śmieciem. Pracuję,bo muszę. Moje
              koleżanki pracują też w burach rachunkowych i zarabiają więcej. Ne muszą
              zostawać po godzinach ( chyba,że to konieczność)w soboty też nie chodzą.
              Uważam,że większość właścicieli biur rachunkowych wykorzystują pracowników.
              Dostajemy ochłapy za odpowiedzialną pracę. Aż mi się czasami nie chce wstać do
              pracy.
              Słyszałam kiedyś od jednego z pracodawców u którego pracowałam, że dobrze
              opłacany pracownik pracuje dobrze i wydajnie. Szkoda,że musiałam się zwolnić z
              tamtej firmy ( problemy osobiste )Mało jest takich pracodawców
              • Gość: mati IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.06.08, 17:01
                > Prowadzę w biurze pełną księgowość lecz certyfikatu nie mam.Jestem
                pracownikiem
                > więc certyfikat jest nie wymagany. - Teraz nie jest wymagany ale
                jak byś chciała miec własna firme to musisz go miec . Postaraj sie o
                niego teraz bo jeszcze tylko rok (do 30.06.2009) mozna go zdobyc bez
                egzaminu.
                Jak juz bedziesz miec certfikat to zakładaj własne biuro, przyjmiesz
                sobie jakiegoś łosia za 1000 zeta - skoro w czestochowie ludzie
                zgadzaja sie za tyle pracować.
                Ja rozumie, po szkole ktoś chce nabyc doswiadczenia i zatrudnia sie
                za grosze ale doświadczony pracownik ?
                • Gość: kurka dziobka IP: *.centertel.pl 18.06.08, 11:05
                  > przyjmiesz sobie jakiegoś łosia za 1000 zeta - skoro w czestochowie ludzie
                  > zgadzaja sie za tyle pracować.

                  No właśnie, typowe podejście pracodawców w naszym mieście, wydoić pracownika,
                  wycisnąć z niego wszystko, płacąc mu za to ochłapy.
                  Po studiach pracowałam po kilkanaście miesięcy w dwóch miejscach. Nawet
                  pracownikowi z doświadczeniem, pracodawca najchętniej zapłaciłby minimum, żeby
                  się czasem nie obciążyć - wiadomo, że zaraz po studiach, czy po stażu nie jest
                  się Bóg wie kim w zawodzie, ale po kierunku inżynierskim, ma się troche więcej
                  pojęcia o pewnych rzeczach niż po jakimś Wydz Zarządzania (czytaj:Wydziale Gier
                  i Zabaw) na PCz. (Studiowałam na obu kierunkach i wiem,że na Zarządzaniu się
                  poprostu lezy i umiera z nudów.)

                  Szukałam pracy w Częstochowie, jak powiedziałam, że oczekuję stawki minimum 1500
                  na rękę na okresie próbnym, to mi dziękowano. No ludzie! Trzeba być swiadomym
                  swoich umiejętności i predyspozycji do wykonywania zawodu, Nie wyobrażam sobie,
                  żeby już w ogóle po roku pracy w danej firmie, z wiedzą techniczną i znajomością
                  języka obcego zarabiać 1000-1200 na rekę. Chyba na głowę trzeba by upaść. Jak
                  dalej tak będzie to wyjeżdzamy z mężem za granicę, bo tu nie ma czego szukać.
                  Szczególnie w tej zapyziałej Częstochowie. Lekarze (patrz wątek z Tysiąclecia)
                  traktują człowieka, jak jedno wielkie g..., jak nie idzie się prywatnie to
                  zachowują się tak, jakby łaskę robili; pracodawcy traktują kogoś jak idiote i
                  bydło pociągowe. Śmieszne jest to, że nie jeden szef jest człowiekiem bez
                  zainteresowań, jest totalnym cepem, który często nie rozumie, co się do niego
                  mówi. Wciśnie się taki w garnitur i myśli, że jest Bogiem. Nawet na zmywaku w
                  Londynie by nie umiał sobie poradzić.:/ Ludzie, żal że musimy się użerać z
                  takimi idiotami.




                  • Gość: frogman IP: *.adsl.inetia.pl 18.06.08, 19:35
                    kurde , większoś z was to cepy, narzekacie, narzekacie, a brać się
                    za swoje.
                    przejdź na drugą stronę, zobaczysz jak jest fajnie.
                    prawda jest taka że całe życie będziecie sra.. pod siebie ze strachu
                    i narzekać na wszystko, dobrze że są fora, możecie wypluć z siebie
                    ten jad,
                    Człowiek aktywny, znający swoją wartość nie pisze głupot na forum.
                    Wie gdzie są jakie możliwości, i się do tego przystosowuje. Dla was
                    jedyne przystosowanie to podwyżka.
                    Powinni was łoic aż do bulu
                    • Gość: kurka dziobka IP: *.centertel.pl 19.06.08, 10:56
                      Mój mąż był po drugiej stronie i wiele razy widziałam, jak wygląda ludzkie
                      traktowanie pracownika. Okazuje się, że TEŻ MOŻNA TRAKTOWAĆ PRACOWNIKA, JAK
                      CZŁOWIEKA! Więc nie ucz mnie, i nie opowiadaj historii, jak to jest po stronie
                      pracodawcy.
                      Dlatego mam prawo, pełne prawo wymagać ludzkiego traktowania osób
                      wykształconych, posiadających odpowiednie predyspozycje do wykonywania danego
                      zawodu. Nie po to się kończyło studia, było na stażu, żeby potem ktoś zwał ludzi
                      takich, jak ja cepami. Jeszcze jedno. Jest pewna granica przystosowania się do
                      otoczenia. Tyranizować nikt normalny się nie pozwolu, pracować za ochłapy, będąc
                      świadomym własnej wiedzy i umiejętności też nie.

                      > Powinni was łoic aż do bulu

                      Do "bUlu" powiadasz??? Wlaśnie tacy szefowie się niektórym trafiają, nie znający
                      nawet ortografii własnego języka. A z łojeniem to ostrożnie, miejsce
                      zatrudnienia to nie obóz pracy.
                    • Gość: here_i_am IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.06.08, 10:17
                      sam jestem pracodawcą i nie podchodzę do ludzi w ten sposób. jeśli piszesz tak o
                      innych to pewnie zarabiaja u ciebie 500 zl i orają od świtu do zmierzchu. gdybys
                      płacił im uczciwe pieniądze to bylbys uczciwie traktowany
                  • Gość: wkurzony IP: *.adsl.inetia.pl 19.06.08, 12:26
                    ..że nie użyję mocniejszego słowa. Czytam na forum wynurzenia takich
                    osóbek, jak Kurka Dziobka - i ręce opadają. Ludzie, kiedy wreszcie
                    zrozumiecie, że praca jest takim samym towarem, jak każdy inny.
                    Jeżeli nie tworzy wartości dodanej - nie jest nic warta pomimo
                    ukończenia i 5 kierunków studiów. W jednym zdaniu piszesz, że studia
                    na wydziale zarzadzania to stracony czas, a w następnym zgłaszasz
                    pretensje, że z tego tytułu należą Ci się już na dzień dobry ekstra
                    profity. Może trzeba było nie marnować czasu na studiowanie gier?
                    Jeśli tak samo potraktowałaś studia inżynierskie, to może tu tkwi
                    przyczyna, że nikt nie chce zaproponować Ci pracy na miarę twoich
                    aspiracji. Był niedawno na szczytach władzy taki prawnik, który
                    ponoć 13 lat studiował prawo (niejaki Gosiewski). Czy te 13 lat ma
                    świadczyć o wyjątkowych kwalifikacjach i uzdolnieniach? Ja bałbym
                    się powierzyć mu napisanie prostego pisma procesowego w obawie, że
                    może spieprzyć. Jeśli jesteś rzetelnie przygotowana do zawodu - daj
                    komuś szansę, aby to docenił, a nie stawiaj zaraz na starcie
                    ultimatum: mnie sie należy, bo mam studia. Desperatem byłby
                    pracodawca, który dla zaoszczędzenia kilkuset zł pozbywałby się
                    dobrego pracownika, a uwierz, że ci ludzie najczęściej potrafią
                    dobrze liczyć. Dyplom to kapitał początkowy i mając go w kieszeni
                    trzeba zachować trochę pokory, bo niepoparty rzeczywistymi
                    umiejętnościami niewiele znaczy. Może tu tkwi odpowiedź, dlaczego
                    praca robotnika po zawodówce potrafi być więcej warta? Może po
                    prostu on w swoim fachu jest profesjonalistą, a nie pełnym pretensji
                    amatorem? A już określanie takich ludzi "robolami" rzuca na Ciebie
                    nieciekawy cień! Znam robotników fizycznych, którzy po pracy chodza
                    na koncerty do Filharmoni i piszą wiersze, chociaż nikt im z tego
                    tytułu nie dorzuci parę złotych do pensji - bo też tego nie
                    oczekują. I powiem szczerze, że z taką filozofią życiową pewnie
                    Europę i świat też Ci będzie ciężko zawojować!
            • Gość: Czarodziejka IP: 80.54.171.* 17.06.08, 16:24
              Właściciele biur rachunkowych zacznijcie doceniać swoich pracowników!!!!!!!!
              • Gość: Czarodziejka IP: 80.54.171.* 17.06.08, 23:21

                Nie jestem pazerna na pieniądze. A jak miałabym otwierać coś swojego to
                nie biuro rachunkowe. Chodzi mi o to,że właściciele biur nie zdają sobie sprawy
                ile my pracownicy wkładamy pracy,aby wszystko było dobrze,zostajemy po
                godzinach,przychodzimy w soboty,zabieramy część pracy do domu, ale tego nikt nie
                widzi i za to pieniędzy nie dostajemy.
                U mnie w biurze nikt tego nie docenia i mam zamiar zmienić pracę,bo nie chcę być
                popychadłem ani kimś od brudnej roboty.
                A od 1750 brutto to jest netto 1274,16.
        • Gość: aaanka IP: 89.174.23.* 17.06.08, 18:56
          Otwórz swoje biuro rachunkowe i będziesz zgarniać kasę dla siebie.Będzie
          sprawiedliwie
    • Gość: Czarodziejka IP: 80.54.171.* 18.06.08, 18:54
      Pracowałam w jednej z częstochowski firm i kiedyś przyszła dziewczyna po
      studiach. Powiedzieli jej, że z takim wykształcenie to nie chcą,bo sie będzie tu
      wymądrzać.
      Jestem przerażona podejściem pracodawców myślą,że pozjadali wszystkie rozumy i
      są najmądrzejsi na świecie, a nas pracowników traktują jak śmiecie.
      Muszę pracowac za te marne 900 zł,bo nie mam wyjścia, bo gdybym powiedziała,że
      chcę więcej to usłyszałam bym,że tam są drzwi przyjdzie inny i będzie pracować
      za 900 zł i nie będzie marudził.
      • Gość: mati IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.08, 19:11
        Jeszcze raz: "wyrób" Certyfikat i olej te prace. To nic nie kosztuje.
        no chyba ze wolisz do końca zycia narzekać :P
        • Gość: pracownik IP: *.ingram.com.pl 18.06.08, 21:21
          a słyszeliście ten kawał? przychodzi chłopak na budowe i majster mu propnuję
          1500zł, on na to ze jest po studiach a majster ze jak po studiach to płaci 700.
          prawda jest taka ze większość polskich przedsiębiorców to zwykłe chamy bez
          wykształcenia co potrafią tylko wykorzystywać ludzi i biadolić ze im sie nie
          opłaci. jak się nie opłaci to zwijać firmę i na etat np. do trw. chcieli by być
          szlachtą XXI wieku. ludzie buntujcie się i nie dajcie z siebie zdzierać, co
          macie inne żołądki niż oni????
          • Gość: frogman IP: *.adsl.inetia.pl 18.06.08, 21:35
            taaa tak masz racje chamy bez wykształcenia ale mają to czego Tobie,
            i większości z pracowników brakuje: PRZEDSIĘBIORCZOŚĆ, powinneś
            sobie to nad łóżkiem powieśić zamiast badolić na forum.
            Buntuj się buntuj, on sobie poradzi a ty nie przeżyjesz :-)
            bez tych chamów jesteście tylko nic nie wiedzącymi "wyształconymi"
            trybikami
            Niestety większość z tych "wykształocnych" nie rozmumie czytanego
            tekstu, ale to insza historia...
            Buntuj się chłopie buntuj, to może byc niezła dieta.
            Pomyśłę, może da się na tym zarobić
            frajerów nie brakuje :-)
            Żołądki macie może takie same, ale już głowy to nie
            • Gość: pracownik IP: *.ingram.com.pl 19.06.08, 09:17
              tutaj gosciu wcale mnie nie "ugryziesz" bo ja i mam wykształcenie(wtrakcie) i
              jestem przedsiębiorczy. i co zatkało ??? pracuje na etacie i mam małą (narazie)
              firmę, jak skończe studia na pewno ja rozwinę, ale ludziom tez dam zarobić ( w
              miare możliwosci) bo tego wszystkiego i tak do grobu nie zabiorę. i wcale sobie
              nie musze nic nad łóżkiem wieszać:)
            • Gość: kurka dziobka IP: *.centertel.pl 19.06.08, 11:06
              > bez tych chamów jesteście tylko nic nie wiedzącymi "wyształconymi"
              > trybikami

              A co, "chamy" za mnie nabędą praktykę i włożą mi wiedzę praktyczną do głowy???
              Chyba sobie pochlebiasz człowieku. Gdyby nie my, to firmy tych "chamów" w ogóle
              nie miałyby racji bytu, bo to nasza wiedza i nasze umiejętności przynoszą Wam
              kasę. A ludzi przedsiębiorczych jest w tym kraju naprawdę dużo, coraz więcej z
              wykształceniem, coraz więcej świadomych własnych umiejętności.

              I z jakiej racji jakiś robol po zawodówce ma dostawać większa wypłatę, niż
              absolwent uczelni wyższej???
              Może myślisz, że nauka to jest zabawa i to nic nie kosztuje??? Przedsiębiorczy
              idioto przeczytaj sobie gdzie trzeba, że najbardziej obciążonymi osobami są
              właśnie osoby uczace się, bo nie dosyć, że muszą odsiedzieć w szkole swoje i
              nabyć tam wiedzę, przez średnio 6-8 godzin dziennie, to jeszcze muszą ją
              pogłębić w domu, jeśli cokolwiek chcą osiągnąć więcej. I to są kolejne 4-5
              godzin. Czego fizyczny pracownik i nie tylko fizyczny w domu generalnie już nie
              dokonuje, bo odwali swoje 8 godzin i ma gdzieś. A my przeszlismy czasem i
              niektórzy 10 lat takiej ciężkiej nauki, więc nie mów, że jesteśmy nic nie
              znaczącymi trybikami.
              To dzięki nam przedsiębiorstwa istnieją, nie będzie nas, nie będzie i Was.

              • Gość: cz-wa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.06.08, 11:20
                A my przeszlismy czasem i
                > niektórzy 10 lat takiej ciężkiej nauki, - jak sie robiło kazdy rok
                2 X to z 5 zrobiło sie 10
                • Gość: kurka dziobka IP: *.centertel.pl 19.06.08, 14:34
                  No jeśli ktoś kończył studia magisterskie - które są 5-cioletnie, jak wiadomo- i
                  to jedne po drugich, to wychodzi 10 lat studiów. A jesli nawet ktoś ukończył
                  tylko jeden kierunek, to sądzisz, że nauka w technikum to było jedno wielkie nic?
                  • Gość: kurka dziobka IP: *.centertel.pl 19.06.08, 14:38
                    Coraz bardziej popularne staje się kończenie studiów technicznych podwójnych
                    (matematyka, a potem informatyka przykładowo, lub kombinacja matematyki i
                    budownictwa, lub towarzysząco do kierunku technicznego wiele osób na 5 roku
                    rozpoczynało dzienne studia filologiczne, np anglistykę, germanistykę, czy
                    romanistykę), chyba nie trudno sobie tego wyobrazić?

                    • Do Kurka dzioba :

                      "Coraz bardziej popularne staje się kończenie studiów technicznych
                      podwójnych "

                      Coraz bardziej popularne to dośc nieściłe pojęcie .
                      To ile procent studentów kończy jedne studia - techniczne zwykle
                      trudne np ja chemia Pol.Śl . a potem drugie studia ( z postu
                      wynika , że równocześnie ) np filologia ang . Tez nie łatwo tak
                      równoczesnie . Ja ekonomiczne na AE Katowice ale tzw licencjat (
                      wtedy 1987 r. ) i nie równolegle ale kilka lat po pierwszych .

                      To ilu jest takich ambitnych , zdolnych , ba pracowitych ?
                      1 % , 2 % czy 30 % by w ogole mówic o popularnym zjawisku .

                      A ilu ma jeszcze studia podyplomowe np prawnicze na U.Śl - prawo w
                      handlu zagranicznym .

                      No do tego dodać można angielski potwierdzony egzaminem TOEFL na 563
                      pkt .

                      Czy takie wykształcenie jest " popularne " ?.

                      • A powiedz mi, Angrusz, ilu jest takich skromnych jak Ty? ;)
                      • Gość: kurka dziobka IP: *.centertel.pl 20.06.08, 11:11
                        > Czy takie wykształcenie jest " popularne " ?

                        Nie chodziło o umniejszenie jakości wykształcenia ambitnych studentów. Moja
                        odpowiedź nawiązywała do poprzednika, który pod pojęciem długości studiów = 10
                        lat rozumiał studiowanie powtarzanie każdego roku na studiach magisterskich, w
                        domyśle: spowodowane głównie nieuctwem.

                        "Popularne" w cudzysłowiu robi się studiowanie, jako takie. Ukończenie studiów
                        jest teraz norma społeczną. Jednostki wiedzą po co tak naprawde przyszły na te
                        studia, poza imprezowaniem:/


                        "Popularne" w cudzysłowiu ironicznie staje się studiowanie na dwóch kierunkach,
                        bo to jest modne. A nie w cudzysłowiu, czyli z pełną świadomością tylko
                        jednostki wiedzą, dlaczego wybrali drugi- taki, a nie inny- kierunek.

                        > To ile procent studentów kończy jedne studia - techniczne zwykle
                        > trudne np ja chemia Pol.Śl . a potem drugie studia ( z postu
                        > wynika , że równocześnie ) np filologia ang . Tez nie łatwo tak
                        > równoczesnie .

                        To nie takie proste jednocześnie, dlatego ja skończyłam jeden z kierunków
                        technicznych na politechnice, a dopiero potem studiowałam fil. germańską. tego
                        typu kierunki jednocześnie jest trudno pogodzić, ale znam osoby, które pogodziły.
                        Ile %? Znaczny... w mojej grupie na politechnice, na 30 osób takiego wyboru
                        dokonało około 8-miu.
                        Z ludzi spotkanych na filologii - w mojej grupie 15-sto osobowej było około 4-5
                        takich osób.

                        U mojego męża na studiach, obecnie 2-ch w grupie, na poprzednich było z 3.

                        Więc nie jesteśmy wyjątkami, a już Ty z pewnością:)

                        pozdrawiam, KURKA DZIOBKA (a nie dzioba:/ )
        • Gość: Czarodziejka IP: 80.54.171.* 18.06.08, 22:41

          Wyrobienie certyfikatu kosztuje i to sporo.Przede wszystkim trzeba zdać egzamin
          w Ministerstwie Finansów ( nie mam wykształcenia w tym kierunku, które jest
          wymagane, ale mam staż ponad 10 lat w rachunkowości).
          Jeżeli wszyscy założą firmy to kto będzie w nich pracować????
          • Gość: mati IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.08, 22:49
            Gość portalu: Czarodziejka napisał(a):

            >
            > Wyrobienie certyfikatu kosztuje i to sporo. - Nic nie kosztuje !


            > Jeżeli wszyscy założą firmy to kto będzie w nich pracować???? - Ok.Pracuj
            sobie w tej firmie za 1000 zł, moze ci obniza nawet (powinni) - tylko nie narzekaj.
            Typowe czestochowskie podejscie.
            • Gość: Czarodziejka IP: 80.54.171.* 19.06.08, 10:12

              Może ty masz certyfikat za darmo dzięki znajomością. Sam wyjazd do Warszawy i
              pobyt tam ok 3 dni kosztuje,a za egzamin też trzeba zapłacić.
              • Gość: mati IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.06.08, 11:15
                Gość portalu: Czarodziejka napisał(a):

                >
                > Może ty masz certyfikat za darmo dzięki znajomością. - Typowe
                czestochowskie podejscie do sprawy. Od razu musiały byc znajomości.
                Nie, nie miałem ich i nie mam. Poprostu skończyłEM rachunkowośc.

                >Sam wyjazd do Warszawy i
                > pobyt tam ok 3 dni kosztuje,a za egzamin też trzeba zapłacić.
                - a cóż ja bym tam 3 dni robił :P no chyba ze zwiedzał ale to już
                nie wliczam do kosztów zdobycia certyfikatu :)

                Myslałem ze jesteś ksiegowa (z wykształcenia i udokumentowanym
                stażem pracy) i dlatego pisałem o tym abyc uzysłała ten "papierek".
                radziłem ci dla twojego dobra. Niestety Czestochowski lud od razu
                odwraca kota ogonem i wypomina mi ze skoro ktos cos ma to musi miec
                po znajomości.

                Pracuj sobie tam gdzie pracujesz i nie narzekaj bo skoro nie chce Ci
                sie nic zrobić żeby było lepiej to napewno nie będzie.
                A tak wogóle to same problemy widzisz: Do warszawy trza by było
                jechać (a dalej jak w Kłobucku nie była), egzamin zdać ( a skońzcyła
                gastronomik albo handlówke).
                Moze idz do TESCO ? Na nocki ponoc przyjmuja.
                • Gość: Czarodziejka IP: 80.54.171.* 19.06.08, 13:36
                  Jak jesteś taki mądry to sam sobie zrób,certyfikat i otwórz biuro. Nie narzekam
                  na pracę,bo ją lubię,ale chciałabym, aby godnie nas wynagradzano, za
                  odpowiedzialną pracę i zaczęto nas doceniać. Płacono za nadgodziny ,soboty i za
                  to co zabieramy do domu. Jestem zorganizowaną osobą i potrafię wywiązać się ze
                  swoich obowiązków na czas, ale kosztem mojego wolnego czasu, który mogłabym
                  poświęcić rodzinie.
                  • Gość: mati IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.06.08, 13:46
                    Certyfikat mam. Nie po znajomości tylko spełniajac ustawowe wymogi.
                    Na swoja prace nie narzekam (w przeciwieństwie do Ciebie).
                    Biuro i owszem moze kiedyś sobie załoze - w Czestochowie bo tam
                    ludzie pracuja za 1/3 tego co w Krakowie.

                    > Nie narzekam na pracę - tylko co piszesz w 10 swoich postach ?

                    >chciałabym, aby godnie nas wynagradzano - za co ? za siedzenie ma
                    forum w godzinach pracy ?
                    • Gość: Czarodziejka IP: 80.54.171.* 19.06.08, 14:15
                      Mam wole spędzam czas w domu, chyba urlop też mi się należy???
                      Nie siedze przy papierkach tylko cięzko pracuje, ale tego nikt nie widzi,szkoda.
                      Ludzie pracują za tą 1/3 co w Krakowie,bo nie mają wyjścia. Sprzątaczka lepiej
                      zarabia niż większość ludzi wykonujących odpowiedzialną pracę. Mnie tylko zależy
                      na sprawiedliwości, której nie ma.
                      • Gość: mati IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.06.08, 14:45
                        Wyjscie zawsze maja ale maja takie podejscie do sprawy jak Ty !
                        Bo trzeba by było zrobić to albo tamto.
                        mieszkałem kilka lat w czestochowie to znam mentalnośc ludzi w tym
                        miescie - identyczna jak Twoja. Do tego albo sie obrazaja albo
                        obrażaja innych. Wiecznie narzekaja na wszystko: władze,
                        pracodawców, pogode :P
                        Widziałas na forum innego miasta tyle tematów o zakładach pracy -
                        uwagach gdzie nie pracować ?
                        Czestochowa to specyficzne miasto ze wzgledu na mieszkańców. Czy
                        dobre ? Tu bym polemizował.
                    • Gość: aga_76 IP: 80.54.171.* 19.06.08, 15:23
                      Jak masz certyfikat to czemu jeszcze nie otworzyłeś biura??Przecież to takie
                      dochodowe,a Ty się marnujesz na jakimś etacie. A może się boisz, bo to bardzo
                      duża odpowiedzialność??łatwo mówić zrób certyfikat,a jeśli ktoś ma praktykę i
                      studia, ale nie w tym kierunku co wymagane i tak musi zdać egzamin. A egzamin
                      kosztuje i nie wszystkich na to stać.
                      • Gość: mati IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.06.08, 15:48
                        A czy ja narzekam na forum na swoja prace albo zarobki ? Chyba nie.
                        Wiec dlaczego chcesz mnie uszczesliwiac na siłe ?

                      • Gość: hihi IP: *.iplus.com.pl 19.06.08, 16:21
                        Jak masz certyfikat to czemu jeszcze nie otworzyłeś biura??Przecież
                        to takie
                        > dochodowe,a Ty się marnujesz na jakimś etacie. A może się boisz,
                        bo to bardzo
                        > duża odpowiedzialność??łatwo mówić zrób certyfikat,a jeśli ktoś ma
                        praktykę i
                        > studia, ale nie w tym kierunku co wymagane i tak musi zdać
                        egzamin. A egzamin
                        > kosztuje i nie wszystkich na to stać.

                        Kobito jaka odpoweidzialnośc .jezeli zle wypełnisz jakiegoś PITa
                        do skarbówki tłumaczyc sie idzie wląsciciel firmy /Chyba co się
                        bardzo rzadko zdaża masz notarialne upowaznienie od niego / .
                        A on dopiero póżniej jezeli przezyje US i bedzie miał za co załozy
                        ci sprawęw sądzie hi,hi,hi,hi.
                        I nawet jezeli wygra to zapłaci firma która Cie ubezpiecza !!!
            • Gość: Czarodziejka IP: 80.54.171.* 19.06.08, 10:19

              Rozporządzenie Ministra Finansów w sprawie uprawnień do usługowego prowadzenie
              ksiąg rachunkowych.

              &9 Osoba zakwalifikowana do egzaminu uiszcza opłatę egzaminacyjną w wysokości
              480 zł, na rachunek bankowy wskazany przez organizatora egzaminu.
              Poczytaj sobie będziesz lepiej poinfornowana.
          • Gość: Aga IP: 80.54.171.* 18.06.08, 22:53
            Widzę,że większość ludzi wypowiadających się na tym forum ma swoje firmy i są
            bardzo mądrzy i nie rozumieją zwykłych ludzi.
            Większość naszych pracodawców to chamy wciśnięci w garnitury i udających
            wielkich biznesmenów po zawodówce.
            W naszym kraju pracodawca nie szanuje pracownika, a uważam że dobrze opłacany
            pracownik pracuje dobrze.
            • Gość: edi041 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.06.08, 00:21
              Nie pytam o wasze opinie na temat tego czy pracodawcy są chamami itp.
              Pytanie brzmi: ILE ZARABIACIE PRACUJAC W BIURZE? (mam na myśli prace jako
              sekretarki itp. Nie chodzi mi o biura rachunkowe) Jeśli możecie to napiszcie
              jaki jest zakres waszych obowiązków i ewentualnie nazwe firmy.
              • Na przyszlosc zmień sobie nick!!!!
              • Gość: Realjola59 IP: *.multimo.gtsenergis.pl 19.06.08, 11:04
                Nie wierzycie...ja poszlam na rozmowe do biura rachunkowego na wypalankach Aktywa to praca oczywiscie za najnizsza krajowa nie cale 700 zl wtedy bylo. i caly dzien w papierach. wlasciciel wraca o 16 i mozesz isc do domu..po czym on zgarnia cala kase i jest szczesliwy... Czestochowa bo wzgledem runku pracy<i nie tylko> poprostu jest żałosna...
                • Gość: kurka dziobka IP: *.centertel.pl 19.06.08, 11:18
                  Jeśli informatyk po studiach, ze znajomością conajmniej 4-rech języków
                  programowania, dwuletnią praktyką w zawodzie, w Częstochowie w małej firmie,
                  zatrudniającej do 10 osób zaraia 1000zł na rękę... to chyba nie sądzi ktoś, że
                  taka firma zaproponuje pracownikowi biurowemu, od odbierania telefonów,
                  przekładania papierków więcej niż 700zł na ręke.

                  A większe firmy stawiają wymagania w postaci biegłej znajomości języków obcych,
                  dyspozycyjności, odporności na stres, pracy pod presją, można by domyslnie dodać
                  bycie na każde kiwnięcie palcem pana prezesa, no i najlepiej nie-mężatka, i
                  bez-dzietna, i tu się zarobi nie więcej niż ze 2000 brutto, więc zostanie
                  znacznie mniej na rękę.

                  Ale są też miejsca... jak na przykład dziekanat pewnego wydziału na PCz, gdzie
                  wchodzi się do pracy raczej bocznymi drzwiami, a pensja takiej mega cepowatej
                  pracownicy dziekanatu (nie wszystkie takie są, ale akurat ta, która mnie
                  obsługiwała to była poniżej krytyki), która nawet nie rozumie co się do niej
                  mówi i wydrukowanie papierka to dla niej problem, dostaje okolo 3500 (tak tak
                  trzy i pół tysiąca!!) pensji.

                  Około lutego/marca byłam świadkiem oburzenia takiej pracownicy, że jak śmieli
                  dac jej tylko 600zł podwyżki, bo to będzie zaledwie 4100zł brutto! Byłam w szoku.
                  • Gość: kurka dziobka IP: *.centertel.pl 19.06.08, 11:23
                    aha dodam jeszcze, że wykładowca z tytułem doktora na innym wydziale dostaje
                    około 2000zł. Jak usłyszał o pensji tej pracownicy był w niemałym szoku. Tak się
                    proszę Państwa traktuje ludzi wykształconych w tym kraju, czym większy cep, czym
                    szersze plecy, tym lepsza praca i wyżej płatna. Na szczęście się to powoli
                    zaczyna zmieniać.
                    • Gość: xx IP: 217.113.159.* 19.06.08, 12:05
                      W Polsce na pytanie o zarobki kazdy z reguly podaje mniej niz
                      zarabia w rzeczywistosci. PCz tez to dotyczy.
                      • Gość: kurka dziobka IP: *.centertel.pl 19.06.08, 12:22
                        Szczególnie na PCz, co ja będę Ci szanowny xx-sie mówić, skoro sam jesteś
                        pracownikiem tej "firmy":)
                        Większość prowadzących z uczelni realizuje zlecenia na boku, bo za tą pensyjkę
                        uczelnianą, to nie sądzę, żeby rodzina mogła do końca wyżyć. Chyba, że ktoś ma
                        profesurę, to już wtedy wynagrodzenie robi się dość godziwe.

                        Nie wszyscy niestety są w stanie dorobić na drugim etacie lub na zlecenie co
                        nieco, bo tak ich wykańcza robota na pierwszym z nich.

                        • Gość: xx IP: 217.113.159.* 19.06.08, 13:10
                          Mniej wiecej wiem ile zarabiaja doktorzy na stanowisku adiunkta.
                          Dlatego napisalem co napisalem.
                          • Gość: PCz IP: 83.2.140.* 19.06.08, 19:11
                            Pracuję na Polibudzie w administracji i o takiej pensji nawet nie słyszałam.
                            • Gość: kurka dziobka IP: *.centertel.pl 20.06.08, 10:23
                              A ja jestem studentką studiów zaocznych na PCz, i głucha napewno nie jestem,
                              wielokrotnie ta suma była wymieniana "zza szafy" gdzie reszta grona
                              dziekanatowego piła niezwykle aromatyczną kawę.

                              Suma była dla mnie niemałym szokiem. Znam osobiście dwóch-trzech pracowników
                              administracji na PCz, wiem, jak niektórzy z nich są zaangażowani w to, co robią.
                              Gdy jednak usłyszałam, że taka osoba z dziekanatu dostaje taką pensję, nogi mi
                              podcięło.
                              Nie chcę nikomu ubliżać, ale jest to bardzo młoda osoba, około 28-30 lat, ładna
                              zadbana, ale to jedyne, czym się może pochwalić. Jej zachowanie da się określić
                              jednym " słoma z butów, wieś tańczy i śpiewa". Odzywki tej pani pozostawiają
                              wiele do życzenia, a bez swojej przełozonej nie jest w stanie z palcem do tyłka
                              trafić.

                              Zaocznie studiują różni ludzie, i tacy, dla których jest to pierwsza przygoda ze
                              studiami, i tacy, dla których studia zaoczne to drugi kierunek - niektórzy są
                              już po licencjacie, inni po studiach magisterskich (jak np. ja). Dla mnie ta
                              pani jest moją można powiedzieć rówieśnicą, a zachowuje się do ludzi dorosłych,
                              jakby im wielką łaske robiła, że w ogóle stoi za tą ch.olerną ladą, a już
                              wyłuskać jakąkolwiek informację - to wielki problem (Szczególnie, gdy nie ma
                              "starszej koleżanki z dziekanatu" przy niej, bo ona sama nic nie wie).

                              Więc pytam, za co się płaci takim osobom? Za arogancję? Głupotę? Za brak
                              znajomości zasad dobrego wychowania?
                              • Gość: cz-wa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.06.08, 10:47
                                > Więc pytam, za co się płaci takim osobom? - kilka linijek wyżej
                                sama sobie na to pytanie odpowiedziałas :
                                > jest to bardzo młoda osoba, około 28-30 lat, ładna
                                > zadbana
                                • Gość: kurka dziobka IP: *.centertel.pl 20.06.08, 10:58
                                  napisałam też, że to jest jedyne, czym może się pochwalic... Za ladą
                                  dziekanatową uroda to najmniej istotna rzecz. Kompetencja i umiejętność rozmowy
                                  z ludźmi się liczy, a ta pani tym nie grzeszy niestety.
                                  • Gość: cz-wa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.06.08, 11:05
                                    > napisałam też, że to jest jedyne, czym może się pochwalic... -
                                    moze ma jeszcze inne aututy :P np kompetencje i komunikatywnośc w
                                    stosunkach z przełozonym :)
                                    • Gość: absolwent IP: *.centertel.pl 20.06.08, 11:18
                                      nie sądzę, żeby na pcz droga do kariery dziekanatowej wiodła przez szeroko
                                      pojęte kompetencje tu i ówdzie, lecz raczej przez plecy mamusi, tatusia, cioci,
                                      lub ewnentualnie załatwienie komuś czegoś...
                                      Mojej znajomej zaproponowano pracę na pcz, miałaby prowadzić ćwiczenia i
                                      laboratoria z pewnego przedmiotu, pod warunkiem, że komuś miałaby załatwić pewne
                                      zlecenie za dużą kasę na boku, tak, żeby sobie ktoś z katedry mógł na tym dobrze
                                      zarobić. Żenada:/
                                      • Gość: xx IP: *.icis.pcz.pl 21.06.08, 13:44
                                        Pracownicy Dziekanatow nie prowadza zajec dysdaktycznych. To jakies
                                        pomieszanie z poplataniem.
                                        • Gość: absolwent IP: *.centertel.pl 21.06.08, 14:25
                                          czytaj ze zrozumieniem, chodziło o przypadek absolwenta, który po obronie
                                          dyplomy dostał taką "propozycję nie do odrzucenia" :/

                                          Było to nawiązaniem apropos sytuacji dziekanatowej i jak to się na PCz pracę - w
                                          dużej mierze za plecy - dostaje.
                                          • Gość: xx IP: *.icis.pcz.pl 21.06.08, 15:10
                                            Na naszym Wydziale WIMI absolwent moze trafic na uczelnie tylko jako
                                            doktorant, prowadzac 30 godzin zajec w roku.
                                            Do pracy mozna sie dostac jesli ma sie stopien doktora co najmniej.
                                            • Gość: absolwent IP: *.centertel.pl 21.06.08, 18:27
                                              Wydział Inżynierii Mechanicznej i Informatyki nie jest jedynym wydziałem na PCz.
                                              Ale zwróć uwagę również na to, że NIE KAŻDEMU proponuje się doktorat. Czasami
                                              zależy to także od ilości smaru na rączkę osoby mającej zostać promotorem.

                                              btw. znam osobiście jednego delikwenta, który podjął decyzję o zostaniu "na
                                              doktoracie" na WIMII, tylko dlatego, że jego koledzy z roku (tzw. "paczka")
                                              została "na doktoracie". Tyle tylko, że liczył na to, że koledzy z "paczki"
                                              pomogą mu przy doktoracie, tyle, że koledzy się obronili już dawno, a on nie.
                                              Chyba w ogóle zrezygnował, być może zrozumiał po 4-rech latach, że do pracy
                                              doktorskiej trzeba się "trochę" przyłożyć, i tu się nie da liczyć na fuksa, czy
                                              przejście studiów doktoranckich na umiejętnościach kolegów.

                                              Na marginesie jest to człowiek, który uczył kiedyś studentów i uczniów w
                                              technikum rzeczy, o których sam nie miał za dobrze pojęcia.
                                              Więc nie można powiedzieć, żeby studia doktoranckie były oferowane osobom, które
                                              na to zasługują do końca, lecz również niezbyt rozgarniętym cwaniakom, którym
                                              wydaje się, że wszystko da się załatwić na cudzych plecach...
    • Gość: mmm IP: *.adsl.inetia.pl 19.06.08, 23:18
      Temat watku jest zaje... "Ile sie zarabia w biurze?" Co to znaczy w biurze??? "W
      biurze" mozna pracowac jako np telemarketerka, ksiegowa, fakturzystka, kadrowa,
      handlowiec, kasjerka... "W biurze" jako ksiegowa mozna zarabiac 4000 zl, a jako
      zwykla fakturzysta, ktora "klepie" faktury 1000 zl. Zakladajcie sensowne watki,
      nie zasmiecajcie forum glupotami!!!
      • Gość: Czarodziejka2 IP: 80.54.171.* 20.06.08, 17:00
        Księgowa w biurze rachunkowym też zarabia ok 1000 zł i to jeszcze dostaje tą
        wypłatę w ratach,bo właściciel się buduje, albo ma swoje wydatki a pracowników
        ma gdzieś. Zwalniam się z tego biura nie jestem śmieciem ani popychadłem.
        • Gość: aaanka IP: 89.174.23.* 20.06.08, 18:07
          Do czarodziejki:Zdaj egzamin,postaraj się o certyfikat i otwórz własne biuro
          rachunkowe.Jeśli jesteś dobrą księgową to zdobędziesz klientów. Proste. A
          znalezienie dobrego biura to też sztuka.
          Płacę 1600 zł/f vat/ za obsługę 20 osobowej firmy. Księgowa przyjeżdża ze
          swojego biura do mojej firmy /nie pozwalam zabierać dokumentów/. Zajmuje jej to
          dwa razy w miesiącu po ok 4-5 godzin. Zapeniam, że może szukałabym oszczędności
          np. przez zatrudnienie księgowej na 1/4 etatu.
          Ale nie znalazłam kompetentnej osoby, która zna przepisy na bieżąco.
          A naprawdę szukałam. Potencjalne księgowe /zarządzanie na PCz/ robiły nawet
          błędy w płatniku,sprawozdaniach do GUS,sypały się na prostych pytaniach.Gotowa
          byłam zapłacić 1000 zł za 1/4 etatu, oczywiście zgłoszone do ZUS.Zrezygnowałam i
          dalej korzystam z usług księgowej z zewnątrz czyli biura. Przez 9 lat nie
          zaliczyła żadnej wpadki i nigdy nie miałam problemów z żadnym urzędem.
          • Gość: Czarodziejka IP: 80.54.171.* 20.06.08, 21:00
            Jeśli mialabym otwierać cos swojego to nie biuro rachunkowe. życie w ciągłym
            stresie, brak czasu dla rodziny całe dni spędzone w pracy. Ponad wszystko cenię
            sobie rodzinę i stawiam ją na pierwszym miejscu.
            W całym tym wątku ciągle mi sugerują otwórz biuro, ale mnie tylko chodzi, aby
            pracodawcy wszystkich przedsiębiorstw szanowali swoich pracowników i ich
            doceniali. Nie jesteśmy sieciami jesteśmy ludźmi i za naszą pracę należy nam się
            godne wynagrodzenie, a nie ciągłe wykorzystywanie nas, nie płacenie pensji w
            terminie, albo w ratach, a wymagania coraz większe. Bez Nas nie byłoby Was
            przedsiębiorców. To dzięki Nam istniejecie.My wam sprzedajemy naszą wiedzę,a Wy
            przedsiębiorcy tego nie doceniacie.Macie Nas pracowników gdzie. Nie twierdzę, że
            wszyscy pracodawcy tacy są, ale większość niestety, ale tak i przykro mi z tego
            powodu.Jestem dobrym pracownikiem,wszystko mam zrobione na czas. Dziś 20,a ja
            mam już zrobione deklaracje VAT i złożone,wszystko po sprawdzane, a wypłaty nie
            zobaczyłam na oczy i po co się tak starać jak Wy pracodawcy Nas tak olewacie.
            Przyjdzie robol,zrobi, a ja mu zapłacę jak będę mieć ochotę,takie jest myślenie
            większości pracodawców.
            • Ktoś mądry powiedział: Ludzie traktuję cię tak, jak sam się pozwalasz traktować.
              Skoro ludzie zgadzają się na pracę za 800 zł, to pracodawca jest zadowolony. W
              końcu kieruje się rachunkiem ekonomicznym, a koszty pracy są sporą częścią
              kosztów całego przedsiębiorstwa.
              Tylko, błagam, nie bądźcie kolejną grupą, która pójdzie strajkować. Negocjujcie
              ze swoim bezpośrednim pracodawcą, bo rząd nim na pewno nie jest.
              Dzisiaj w mediach podano, że sanepidowcy domagają się 500-złotowej podwyżki.
              Nic, tylko roszczenia. Krew mnie zalewa. Brrrrrrr!
              • Gość: Ela IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.06.08, 23:54
                Martina, jesteś dorosła?
                To chyba słyszałaś o czymś takim, jak przymus ekonomiczny. Jeżeli ktoś
                (normalny, nie menel) nie będzie miał bez pracy co jeść (bo np. nie utrzyma go
                współmałżonek czy rodzice:), podejmie prawie każdą, nawet najgorszą pracę.
                Też mnie wkurzają pindzie, które proponują, że popracują za pół darmo "żeby sie
                nauczyć czegoś" lub "nie siedzieć w domu" (buahaha...)
                Ale dla wielu osób po prostu nie ma wyboru. Całe szczęście, że ludzie coraz
                bardziej zaczynają się szanować. Niestety, tak bardzo szanować się nie mogli,
                gdy bezrobocie było dwucyfrowe. Niektórzy jeszcze nie zajarzyli, że czasy się
                powoli zmieniają (pracodawcy też, zwłaszcza, jak jęczą, że ludziom nie chce się
                pracować:) za 800 zł:))
                A Ty od pół roku masz pracę za 2500-3000 zł - a wcześniej - też się pozwalałaś
                źle traktować?
                Jak Ty dobrze zarabiasz - to jest OK. Jak ktoś chce więcej - to są roszczenia. O
                Kalim (jako polonistka) czytałaś?
                • Nie czytasz uważnie, Ela.
                  W poście było o grupach zawodowych typu sanepidowcy, które żądają wydumanych
                  podwyżek z racji należenia do tej grupy zawodowej. Uzmysłów sobie, że na te
                  podwyżki składałby się cały kraj płacący podatki, a taki pomysł nigdy nie
                  znajdzie u mnie zrozumienia. Z jakiej racji? Dlaczego rząd ma ulegać naciskom?
                  Tylko dlatego, że ktoś zagrozi strajkami?
                  Uważam, że człowiek powinien najpierw zacząć od siebie. Pokazać, co sam jest
                  wart, i starać się poprawić swoją sytuację.
                  Fakt, są pracodawcy, którzy wykorzystywali (mnie też to kiedyś spotkało) i
                  wykorzystują pracowników, mimo że sytuacja na rynku pracy uległa zmianie.
                  Niezgłaszanie pełnego wynagrodzenia do ubezpieczeń nie zawsze wynika z
                  porozumienia dwustronnego między szefem a podwładnym, czasami pracownik stawiany
                  jest przed faktem i albo pracuje dalej, albo szuka.
                  Sposób myślenia i spojrzenia na pracę też często ulega zmianie w czasie. Czasami
                  warto odejść (taka była moja decyzja kilka lat temu), by zaryzykować i trafić na
                  coś, co bardziej odpowiada i zawodowo, i finansowo.
                  Tak, jak ja zarabiam - to jest OK. I Kali nie ma tu nic do rzeczy, bo próbujesz
                  wywołać u mnie wyrzuty sumienia, ale Twoje rozumowanie niesie w sobie błąd
                  logiczny. To, że zarabiam, i ile, zawdzięczam sobie, swojej pracy i mojemu
                  pracodawcy, a nie szantażowi, że jak nie dostanę podwyżki (w dodatku w wysokości
                  wziętej z sufitu), to zablokuję drogi, nie będę uczyć dzieci, nie pojadą pociągi
                  czy nie będą wykonywane badania żywności. Takie podejście jest wstrętne.
                  Nikomu nie zabraniam dobrze zarabiać. Co więcej, wolę, kiedy każdy jest
                  zadowolony ze swojego życia, pracy, płacy, bo to wpływa również na relacje
                  międzyludzkie. Ale szantażu i tych krótkowzrocznych działań związków
                  pseudo-zawodowych (które wolą doprowadzić zakład do upadku, niż ustąpić - vide:
                  PKP, stocznie, kopalnie) nigdy nie poprę.
                • Gość: Gość IP: *.centertel.pl 21.06.08, 18:40
                  > Też mnie wkurzają pindzie, które proponują, że popracują za pół
                  > darmo "żeby sie
                  > nauczyć czegoś" lub "nie siedzieć w domu" (buahaha...)

                  Nie wiem co Cię tu tak strasznie śmieszy,a tym bardziej wkurza. Jeśli założmy
                  mąż zarania na tyle, że jest w stanie utrzymać rodzinę, ale żona już odchowała
                  dziecko po porodzie, ma się kto nim zająć, to nie widzę powodu, żeby miała
                  siedzieć w domu i od ścian się odbijać z domu i nie iść do pracy np. do banku,
                  jeśli jest to zgodne z jej wykształceniem, tylko po to, żeby po 1) dołozyć się
                  troche do budżetu domowego, po 2)douczyć się czegoś, bo to praktyka jest
                  najważniejsza, po 3) być wśród ludzi, bo samemu w domu można oszaleć, człowiek
                  popada w izolację.
                  Podałam dla przykładu bank, bo tam akurat zarabia się ochłapy (temat był gdzieś
                  na forum niedawno), w stosunku do stawianych wymagań.

                  Iść do banku, żeby się nauczyć czegoś? A czemu nie??? Potem można zemigrować za
                  2 lata za granicę z rodziną i za zdobytą wiedzę zarabiać konkretną sumę w euro,
                  tylko dlatego, że w Polsce "nauczyło się czegoś" nawet nie za pół ceny, ale za
                  jakąś 1/4 wynagrodzenia, które powinno się uzyskać.

                  • Gość: Ela IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.06.08, 00:08
                    Wiesz, tylko takie pindzie psuja niestety rynek pracy. Także i Tobie. Tylko
                    wtedy, jeżeli braknie takich pindź, coś się może poprawić. Taka jest brutalna
                    rzeczywistość. Dużo bardziej skuteczne niż strajki (do Martiny Ston: strajkować
                    w Polsce od 1989 roku wolno, taki urok demokracji, więc kto chce lub może, ma
                    prawo z tej możliwości korzystać) jest rzeczywisty brak pracowników do pracy.
                    Wtdey kasa na przyzwoite lub chociaż przyzwoitsze pensje szybciutko się znajduje.

                    Ja takich ofert nie przyjmowałam, bo nikt mi nie naleje za darmo benzyny do
                    baku, żebym mogła dojechać do takiej "pracy" ani także za darmo nie zajmie się
                    moimi dziećmi. Podjęłam taką pracę, żeby to było opłacalne dla mnie i mojej
                    rodziny. Trzeba było zawsze poszukać (mam już wprawę, pracę zmieniałam wiele
                    razy), ale udało się. Gdybym pracowała za 1000 zł to byłoby tylko na opiekunkę i
                    dojazdy, a więc dalej nie dokładałabym się do budżetu domowego (a za to
                    dołożyłabym mężowi obowiązków). Znacznie wcześniej, kilkanaście lat temu, także
                    nie podejmowałam takich prac za półdarmo, bo wtedy, gdy moi rówieśnicy żyli za
                    pieniądze rodziców, ja już za swoje własne. "Do ludzi" to sobie mogę wyjść
                    zawsze i wszędzie, do pracy jeżdżę pracować i zarabiać.
                    Niestety to właśnie kobiety celują w podejmowaniu prac "bo się nauczę" (i
                    po"nauczeniu się" zarabiają o 100 zł więcej:) albo "żeby nie być zależną od
                    męża". Z pensją 1000 zł to ja nadal byłabym zależna, bo więcej wydaję na opłaty
                    mieszkaniowe.
                    Znajdźcie mi faceta, który pójdzie do takiej pracy (istnieją oczywiście różne
                    wyjątki i nie o nich będziemy mówić). Założę się, że żona by go szybko wyrzuciła
                    z domu (możliwe, że to ta sama żona, która pracuje "żeby nie siedzieć w domu".

                    Dlaczego nikt (nie mówię tu o wolontariacie, itp.) nie jedzie na saksy do pracy
                    za pół darmo, poniżej kosztów utrzymania "żeby się nauczyć"? To już byłby czad
                    zupełny:)

                    Pozdrawiam serdecznie wszystkich szukających pracy - jak się człowiek naprawdę
                    zaweźmie, to znajdzie. Trzeba działać, nikt nie mówił, że będzie lekko.
                    • Gość: GOŚĆ IP: *.centertel.pl 22.06.08, 09:10
                      To ile to Twoje auto pali???:))
                      U mnie na miesiąc wychodzi z dojazdami do pracy i wypadami poza miasto raz w
                      tygodniu około 300zł przy dość dużej pojemności silnika, tylko, że ja myślę
                      logicznie, i nie jeżdzę na benzynie:)))

                      Sama kiedyś byłaś taką pindzią po szkole, która nic nie wiedziała i nie umiała
                      z praktyki, a teraz się wymądrzasz. Myślisz, że kobieta, która na okoliczność
                      ciąży i wychowania dziecka musiała pozostac w domu na conajmniej 2 lata, nie
                      wypadła z zawodu???
                      Przecież u diaska trzeba się jakoś wdrożyć. Nikt nie zapłaci osobie, która
                      wypadła z obiegu na 2-3 lata - kokosów.

                      Znam takiego faceta który pracował w magistracie za marne 1200zł, nabył praktyki
                      przez kilka lat, skonczył dodatkowo dwa kierunki studiów na renomowanej uczelni,
                      a teraz wyemigrował poza granice kraju, zeby zarabiać jak człowiek z pełnym
                      przygotowaniem zawodowym.

                      a na marginesie pełno jest takich, jak Ty to nazywasz "pindzi" za granicami
                      kraju. Tylko, że one dostają całkiem niezły socjal na wychowanie dzieci i z
                      nudów (autentycznie z nudów) idą sobie dorobić w biurze na 4-6 godzin dziennie,
                      jak ich pociechy pozostają w szkole, po to tylko, żeby mieć na drobne wydatki i
                      pobyć z ludźmi.

                      Tak, właśnie pobyć. Obywanie się w kręgu tych samych znajomych przyprawia o
                      zdziczenie, ciągle trzeba jakiejś świeżości i urozmaicenia w kontaktach
                      międzyludzkich. Ludzie są nieprzewidywalni w swoich zachowaniach, w
                      przeciwienstwie do ludzi-znajomych, którzy są przewidywalni w swoich zachowaniach.
                      • Gość: Ela IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.06.08, 22:35
                        Nie tylko wydatki na auto (paliwo + inne koszty użytkowania) są kosztem mojej
                        pracy. Jeszcze jest opiekunka do dzieci - więcej niż auto:) Nie mamy niestety
                        nikogo "chcącego się nauczyć" (he, he, ze wstydu bym się spaliła), kto za darmo
                        dopilnuje moich dzieci podczas mojej nieobecności (wyjaśniam: przedszkole i
                        świetlica szkolna są otwarte w określonych godzinach, nie cały dzień i cały
                        tydzień - w naszym przypadku jest to wydatek niezbędny).
                        A kiedy byłam "pindzią" po szkole, to już sporo umiałam (częściowo ze studiów,
                        częściowo z praktyki - pierwsza moja "poważniejsza" praca była ściśle związana z
                        moim hobby i wykonywałam ją praktycznie samodzielnie (miałam wtedy 20 lat).
                        A co najważniejsze - wtedy NIKT (albo prawie nikt) nie godził się na pracę za
                        darmo "w celu przyuczenia". To było kilkanaście lat temu, wtedy ludzie jeszcze
                        się szanowali. Od razu po studiach znalazłam pracę na umowę o pracę, oczywiście
                        nie super odpowiedzialne stanowisko, ale też wykonywałam ją w zadowalającym
                        mojego pracodawcę stopniu.
                        Patologia ze stażami absolwenckimi (dlaczego ja ze swoich podatków mam
                        finansować pracownika komuś?) to już późniejsze lata.
                        A z większości zawodów nie wypada się z obiegu po 2-3 latach.
                        I jeszcze jedno drobne pytanie - ten pan z magistratu to skończył dwa kierunki
                        renomowanych studiów finansując je ze swojej pensji 1200 zł? Czy mieszkał w tym
                        czasie z mamusią? Bo dla mnie to kolejna patologia - 30-letnie dzieci na
                        utrzymaniu mamusi:)

                        • Gość: Czarodziejka IP: 80.54.171.* 22.06.08, 23:13
                          Nigdy nie byłam "pindzią".Pracę zaczęłam mając 18 lat jako fakturzystka w
                          hurtowni( na wakacje ) Po skończeniu szkoły dostałam w tej samej hurtowni pracy
                          na umowę o pracę też jako fakturzystka. Po dwóch latach przeszłam do księgowości
                          i tak pracowałam przez 5 lat.Wynagrodzenie takie sobie. Niestety zachorowałam i
                          ta sytuacja zmusiła mnie do odejścia z pracy.Po kilku miesiącach gdy już w miarę
                          doszłam do zdrowia zaczęłam szukać pracy i tak trafiłam do biura rachunkowego.
                          Miałam nadzieję, że jeśli będę dobrze pracować,czytać przepisy i poświęcać swój
                          wolny czas na pracę ktoś to doceni - niestety bardzo sie przeliczyłam..A w
                          księgowości nie pracując kilka miesięcy już się wychodzi z obiegu - trzeba być
                          na bieżąco.
                          • Gość: zowik-nieporadek IP: *.centertel.pl 23.06.08, 08:33
                            Czarodziejko, zawsze trafi się jakaś "Ela" która wszystkie osoby, poza sobą
                            nazywać będzie pindziami.
                            Ja po studiach też nie podjęłam pracy od razu, zachorowałam dość ciężko i pół
                            roku byłam w trakcie leczenia, drugie pół dochodziłam do siebie. Potem w mojej
                            pierwszej pracy pracowałam za minimum, bo nikt mnie nie chciał zatrudnić bez
                            pleców. W naszym mieście to powszechność...:/ Czy to miałoby oznaczać, że byłam
                            "pindzią" na utrzymaniu rodziców? Oczywiście, że nie. Choroba nie wybiera,
                            podobnie jak sytuacje życiowe.
                            • Gość: Czarodziejka2 IP: 80.54.171.* 24.06.08, 12:49
                              Masz rację. Ja sobie wypruwam sobie flaki, żeby zarobić chociaż to 1000 zł. bo w
                              mojej sytuacji nie mam wyjścia. Mama chora na stwardnienie boczne zanikowe gdzie
                              leki przy tej chorobie to ponad 600 zł miesięcznie (renta mamy ok 1000 plus
                              zasiłek pielęgnacyjny), a ja mam uszkodzony kręgosłup ( dzięki Bogu,że chodzę )i
                              renty nie mam,bo "pindzia" z ZUS-u powiedziała,że mi się nie należy. Pracuję za
                              te ochłapy, bo zmusiła mnie sytuacja. To co zarobię to pakuje w dom i na
                              jedzenie, a na przyjemności od czasu do czasu już mi nie starcza. Udało mi sie w
                              zeszłym roku wjechać na tydzień nad morze, ale to dzięki mojemu kochanemu
                              chłopakowi, który praktycznie wszystko z finansował ( a je nie lubię gdy jestem
                              od kogoś zależna, wolę za swoje sama płacić ). A te "pndzie" pewnie co roku
                              jeżdżą na wczasy i to zagranice, znam takich kilka.
                              • Gość: gosc IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.06.08, 13:10
                                Oooo biedna. Pindzie w zusie nie chciały jej na wczasy dać. Musiała
                                doopy dawac sponsorowi za wyjazd.
                                • Gość: Czarodziejka2 IP: 80.54.171.* 24.06.08, 14:28
                                  Widzę,że jesteś bardzo inteligentny i pewnie zarabiasz dość duuuzzzooo, albo na
                                  Ciebie zarabia jakaś pindzia.Nie wiesz co to znaczy mieć problemy. Jesteś durny!!!!
                              • Gość: zowik-nieporadek IP: *.centertel.pl 24.06.08, 14:50
                                Te "pindzie" ZUS-owskie czasem nie umieją się dobrze podpisać,a co dopiero
                                myśleć. Nie mówię, że wszystkie, ale : mój mąż pobiera rentę z ZUS-u i kiedyś
                                jedna taka "pindzia" po 7.00 rano zadzwoniła, że musimy się stawić u nich na
                                Dąbrowskiego, bo im się w dokumentach nie zgadza nic, a nic.Pojechaliśmy, jak
                                się okazało pani "pindzia" wpadła w popłoch, bo mąż wpisał mnie "pod siebie" do
                                ubezpieczenia, ponieważ jeszcze studiowałam i nie pracowałam, no ale żeby wpisać
                                małżonka do ubezpieczenia - muszą być zgodne adresy zameldowania, bo "system nie
                                przyjmnie tego". Oczywiście mąż jest zameldowany u mnie w domu na pobyt czasowy
                                (maksymalny - bodajże 1 rok), ale na pobyt stały w domu swoich rodziców
                                (mniejsza o to dlaczego- ważne, że jest to raczej normalne), no i pani "pindzia"
                                w ZUSie miala problem "bo jak tu to wpisać". No i tutaj zaczeła biegać z pokoju
                                do pokoju " Halinka pomóż mi bo nie wiem, jak to ma być napisane, Wiesia bo tu u
                                państwa jest ogromny problem..." i takie tam...
                                Dziewczyno, jak ona miała problem ze zrozumieniem, że mąż mieszka ze mną pod
                                jednym dachem, gdzie jest zameldowany na pobyt czasowy, co jest przedłużane
                                rokrocznie, a na pobyt stały jest zameldowany u rodziców, to co się dziwić nad
                                innymi decyzjami ://
                                Współczuje Ci bardzo...
                          • Gość: Ela IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.06.08, 21:36
                            Czarodziejko, ale czy ja Ciebie nazywam "pindzią"?
                            Ty jesteś doświadczonym pracownikiem, więc ile zarabiają Twoje koleżanki? Te,
                            które przychodzą do pracy?
                            Na pewno sporo mniej. I jakoś są chętne.
                            Gdyby ich nie było, to Ty stawiałabyś warunki. Niestety, nie możesz, bo twoją
                            pracę wykonają powiedzmy dwie panienki za półdarmo pod kierownictwem jednej
                            doświadczonej (bardziej doświadczonej - nie mówimy tu o pełnej księgowości,
                            tylko o książkach i ryczałtach, a takich jest chyba w biurach rachunkowych
                            najwięcej, jeśli nie większość).
                            Ty nie masz wyjścia - rozumiem Cię. Ja naprawdę nie mogłabym pracować za 1000
                            zł, bo byłoby to po kosztach własnych.
                            A tak na marginesie, czy nie pracujesz przypadkiem u O.G?
                            • Gość: Czarodziejka2 IP: 80.54.171.* 28.06.08, 10:25
                              Nie, nie pracuje u O.G.. Wykonuję pracę,którą mogłyby wykonywać dwie
                              osoby.Prowadzę cztery firmy na pełnej księgowości od początku do końca,a
                              wczoraj usłyszałam,że to 900 zł, które nam płaci to i tak za dużo za to co
                              wykonujemy - ręce opadają, aż sie popłakałam. Szukam na gwałt nowej pracy i
                              jeszcze czegoś do domu ( P.K.P. i R.,ZUS,płace ).Pracuję ponad 11 lat w zawodzie
                              księgowej.
                              • Gość: Ela IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.06.08, 18:17
                                Czarodziejko, może coś Ci podpowiem (to nie będzie Amway ani inny łańcuszek
                                świętego Antoniego).
                                Zaloguję się (teraz jakoś nie mogę i napiszesz do mnie na priva, jeżeli
                                oczywiście chcesz:).
                                A ten tekst, że 900 zł to za dużo, to śmiech na sali:) Niestety, to naprawdę nie
                                śmieszne, tylko straszne.
przejdź do: 1-100 101-121
(101-121)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.