• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Rodzice!Czy macie problemy ze swoimi nastolatkami?

  • 25.02.09, 11:15
    Moje dzieci to syn 17 i córka 15 lat. Wychowuje je sama, na pomoc ich ojca nie mam co liczyc. Syn nie chce chodzic do szkoły, którą sam sobie wybrał. Nie chce pomagać mi w domu, nawet nie sprząta po sobie.Stał się wulgarny i agresywny w stosunku do swojej siostry i do mnie. Co robić? Do kogo sie zwrócic o pomoc?Jaką terapie zastosować? Rozmowy juz nie skutkują. Kary w postaci braku dostępu do internetu i nawet telewizora odnoszą odwrotny skutek. Nagrody za dobre zachowanie szybko odchodzą w niepamiec itp.Co jeszcze mogę zrobić aby poprawic sobie komfort psychiczny?
    Edytor zaawansowany
    • Gość: vvvv IP: *.54.174.97.tvksmp.pl 25.02.09, 18:59
      isc razem z nim do psychologa
      • Gość: ........... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.02.09, 19:17
        Tak, to byłoby rozwiązanie. Ale niech teraz powie temu zbuntowanemu
        nastolatkowi: synu musimy wybrać się do psychologa....już widzę jak idzie.
        Dopiero będzie się działo.
        • 25.02.09, 23:09
          Tak juz było, już mówiłam ze pojdziemy do psychologa , no to mi odparł ze "sama se idz"
          • Gość: Karol IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.09, 08:33
            Zacznij go ignorować, nie chcesz chodzic do szkoły? Prosze bardzo, jesli jesteś
            juz taki dorosły to prosze iśc do pracy ja nie bede na ciebie pracować.Nie
            sprzatj jego pokoju niech utopi sie we własnym syfie, nie pierz niech sam sobie
            pierze, nie wdawaj sie z nim w rozmowy, praktycznie wogóle z nim nie rozmawiaj,
            nie szykuj mu jedzonka pod nos, a jak cos ci powie czemu nie ma jedzenia to mu
            powiedz dała bozia raczki? Niech smarkacz wie kto tu rządzi to twoj dom a nie
            jego i dopoki on w nim mieszka to ma robic jak ty chcesz, a nie on. On tylko
            zgrywa takiego, zobaczysz jak zmięknie jeszcze weź go spakuj i powiedz droga
            wolna. Uczniowie w Rykach tez byli twardzielami przed nauczycielem, a później
            przed kamerami jeden z nich mało sie nie popłkal, bo grunt pod nogami sie palil.
            Miłośc matczyna to jedno, a rozsądek to drugie. Powodzenia.
            • 09.03.09, 10:13
              Zrobilam tak , zaczelam ignorowac moje dzieci. Nie lece do nich na kazde zawolanie itp ale zanim to zrobilam przezylam jeszcze dwie wielkie klotnie z ktorych o malo nie doszlo do tragedii. Corka ma w sobie ogromną agresje. Nie panuje nad emocjami jakie wyzwala jej brat. Ale ja ubieram sie i wychodze. Wylanczam telefon( corka zawsze dzwoni po kilkanascie razy) i umieram ze strachu ale zauwazylam ze to przedstawienie jest dla mnie . Przychodze a tu cisza, jesli nadal probują wciągnac mnie w swoje klótnie znow sie ubieram i wychodze. Ignorancja. na dzien dzisiejszy troche pomoglo zobaczymy co dalej.
    • Gość: bleble IP: 195.242.90.* 26.02.09, 08:21
      Jeżeli chcesz tylko poprawić sobie komfort psychiczny to wyprowadź
      się z domu i żyj na luzie. A w kwestii pomocy dla Twoich dzieci
      sprawiających problemy wychowawcze to jest trochę za późno. Dziecko
      zaczyna się wychowywać od urodzenia a nie w wieku 17 lat. Z tego co
      piszesz w Twojej rodzinie nie dzieje się najlepiej, brak ojca i
      właściwego wzoru do naśladowania w jego osobie powoduje poszukiwania
      wzorca wśród rówieśnikow, którzy najpewniej nie są tego godni. Wiek
      17 lat jest wiekiem bardzo trudnym, gdyż obecne zachowania są
      odzwierciedleniem zabiegów wychowawczych lub bardziej ich brak w
      okresie dzieciństwa i dorastania, więzi emocjonalnej z rodziną oraz
      właściwie pojętej miłości rodzicielskiej. Zrób sobie szczery
      rachunek sumienia w kwestii "ile dałam siebie i co zrobiłam dla
      swoich dzieci by dobrze je wychowac" Jeżeli zrobisz to rzetelnie,
      bez oszukiwania siebie wynik może być dla ciebie trudny i
      traumatyczny, ale będziesz wiedziała, że to nie one są złe ale ja
      się nie sprawdziłam jako rodzic. Pomyśl jak rozwijałaś
      zainteresowania dzieci, ile czasu im poświęcałaś, czy widziały w
      tobie żandarma czy sprzymierzeńca, czy i w jaki sposób okazywałaś
      pozytywne uczucia rodzicielskie. Teraz sadzę zmiana jest niemożliwa,
      chyba, że syn sam dojdzie do wniosku, że chce się zmienić, albo
      zaistnieje jakieś wydarzenie w jego życiu, impuls, który go do tego
      skłoni. Generalnie rodzice zostają rodzicami nie mając pojęcia o
      wychowaniu dzieci. Najczęściej powielają wzorce wychowawcze swoich
      rodzin pozostawiając wychowanie przypadkom lub preferując ostatnio
      modny model wychowania bezstresowego (czytaj: mama jest na tyle
      leniwa, że nie chce jej sie reagować na nieodpowiednie zachowanie
      dziecka, lub odrobinę wytężyć szare komórki by znaleźć sposób na
      właściwą reakcję). Jeżeli chcemy zmieniać świat musimy zmienić
      najpierw SIEBIE. Życzę Ci byś znalazła właściwą drogę w zmianach na
      lepsze życie w Twojej rodzinie.
      • Gość: Gość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.09, 08:41
        Bzdury wypisujesz, znam ludzi którzy bardzo starannie wychowywali swojego syna, właśnie to że interesował sie wieloma rzeczami to pomagali mu w zgłebianiu tych zainteresowań, matka nie pracowała tylko zajmowała się synkiem, wspólne rodzinne spacery, obiady ogólnie sielanka, ojciec przykładny wzór do nasladowania. I, co? Synus idzie do szkoły średniej i zaczyna mu palma odbijać, alkohol, imprezy, narkotyki wiele innych głupot. Rodzice walczyli o niego ze wszystkich sił, ale nie wyszło. Szkoły nie skończył, rozpił sie i jest zwykłym menelem, więc nie pisz, że winny jest rodzic bo źle wychowuje. Bardzo dobrze napisał Karol, jednym słowem olej gó...arza. I nie słuchaj takich głupot, ze ty jesteś winna i masz sobie zrobic rachunek sumienia.
        • Gość: do gościa IP: 195.242.90.* 26.02.09, 10:23
          Nie wiesz ile rodzin z wierzchu wygląda fantastycznie, mówi sie jaka
          dobra rodzina - a w środku gnój! Nadopiekuńczość w opisanym przez
          Ciebie przypadku też jest drogą do nikąd. Wszystko ma być wyważone i
          relacje, obowiązki, zasady których się nabywa od dzieciństwa. Nie
          jest wyjściem wyrzucić z domu 17 latka. Zmarnuje sie tak jak
          opisałeś. Postraszyć owszem, ale matkę serce boli jaka by ona nie
          była, a przecież prosi o pomoc, wiadomo chce rady. Może ktoś ma
          jeszcze jakieś wyjście? Ja nie znam takiego przypadku by coś
          poradzić.
      • Gość: ziuk IP: *.128.126.130.static.crowley.pl 26.02.09, 09:56
        wkeiłeś pare zdań z www.psycholog.pl i na tym koniec jakoś własciwej
        drogi koleżance nie wskazałeś jesteś egoistą i masz podobne problemy
        jak ten 17 latek
        • Gość: do bleble IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.09, 10:50
          Ale pie....ysz głupoty. To tak jakby w domach ''idealnych'' nie mieli problemów
          z nastolatkami? Nie ma tatusia w domu, więc jej wina ,że młody tak się zachowuje
          a nie inaczej?
          Nie dośc ,że kobitka ma nie lada problem z chłopakiem, to trzeba jeszcze ją
          dołować,iż to jej wina, bo go źle wychowała.
          • Gość: Karol IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.09, 12:46
            Przecież powiedział matce "idź se sama" Może iśc ale cóż jej ten psycholog
            poradzi, zapewne że trzeba z nim szczerze porozmawiać i powiedziec spokojnie
            czego od niego ona jako matka oczekuje i takie tam banialuki.
            On powinien otrzymac terapie wstrząsową, nie mówie przeciez żeby go z domu
            wyrzucała, ale żeby dała mu właśnie do zrozumienia " Ja pracuje, utrzymuje cię,
            więc wymagam od ciebie tego i tego, a jak ty tego nie doceniasz i masz do w
            głębokim poważaniu to proszę sobie radzic samemu"
            W tym przypadku nie trzeba krzyczeć, prowadzić wojny tylko po prostu na pytanie
            gdzie jest obiad powinna mu odpowiedzieć tak jak on "nie ma zrób se sam"
            Jeśli dajesz mu pieniadze na przyjemności to przestań mu dawać, niech nie mysli
            że wszystko mu się należy. Powiedz mu, że gdyby był jak nalezy i szanował twoje
            zdanie i wypełaniał swoje obowiązki to byśmu nie żałowała, ale w takiej sytuacji
            niestety.
            Spróbować nigdy nie zaszkodzi, zwyczajnie go ignoruj o nic nie pytaj, badź
            asertywana.
            Pewnie że nigdy nie ma złotego środka, ale kto nie ryzykuje w kozie nie siedzi.

      • Gość: ŻABKA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.09, 10:53
        Scyzoryk sie otwiera jak czyta się takie wypowiedzi jak Bleble!
        Jak masz za dużo wolnego czasu to weź się za szydełkowanie albo
        hafciarstwo, bo pomaganie ludziom Ci zdecydowanie nie wychodzi!!!
        Myślę, że psycholog to bardzo dobry pomysł. Na razie idź sama,
        jeżeli trafisz na mądrą osobę to powinna pomóc Ci porozumieć się z
        synem. Nigdy nie należy rezygnować z walki o własne dziecko!!
        Chociaż pomysł z zabawą w "dorosłość" jest kuszący, ale to chyba nie
        tędy droga!
        Pozdrawiam i powodzenia!!
        • 26.02.09, 12:57
          Witam. Rachunek sumienia zrobiłam juz dawno.Ogólnie myśle ze mojej winy za nadopiekunczosc tez jest sporo. Starałam sie dawać dzieciom to czego sama nie mialam.Stworzyc warunki jakich ja nie posiadalam.Ogólnie myśle ze moje dzieci nie są najgorsze. Jakby nie patrzeć nie mam problemów typu narkotyki, alkochol, papierosy. Syn lubi sport i uprawia go.Przez to wlasnie zaniedbuje nauke.Bardzo trudne jest dla mnie bycie jednoczesnie matką i ojcem. Jako matka staram sie dbac o dom. Pracuję. Jako ojciec rozmawiam o sporcie, o sprzecie jaki mu jest niezbędny , czasem odwoze na treningi. Myśle ze dla syna robie jak na swoje mozliwosci duzo. Sytuacja materialna jak prawie w kazdym domu, w normalnej rodzinie, w Polsce nie jest najlepsza ale nie jest tez tragiczna. Ojciec dzieci zalega z alimentami i nie placi na bierzaco ale jakos daje rade bynajmniej staram sie.Od dzieci wymagam niewiele tylko sprzatac po sobie , czasem pomoc w zakupach, uczyc sie i jak najmniej spedzac czasu przed kompem. A i tak to za wiele.Oni na nic nie mają czasu.Za to na kłótnie jakie prowadzą ze sobą, wyzwiska, bójki mają czas i tym doprowadzają mnie do szału.To o pilota, to o kompa, o wszystko co sie da. Nie wiem skąd wzielo sie tyle nienawisci złosci agresji w nich. Są przeciez rodzenstwem. Czy w Waszych domach tez tak jest? Ja wychowywalam sie z moim rodzenstwem takze w jednym pokoju i az takich problemów nie było.
          • Gość: Karol IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.09, 13:23
            W pierwszym poście przedstawiłaś swojego syna mało ciekawie teraz stwierdzasz,
            że tak naprawdę to dzieci nie są złe i takie tam....
            A syn ma nawet zainteresowania i chyba taki zły nie jest.
            Nie odniosłaś sie do powyższych wypowiedzi tylko zadałaś kolejne pytanie.
            Czyli, najpierw czy my mamy problemy z nastolatkami, ale tu raczej
            każdy doradzał niż dzielił się swoimi problemami, więc zadałaś kolejne pytanie
            czy nasze dzieci tez sie kłócą.
            Odnosze wrażenie, że ktoś tu pisze jakąś pracę na temat zachowań nastolatków i
            sztucznie podbija watek.
            A jeśli nie to zdecyduj sie o co ci tak naprawdę chodzi?
            Chcesz porady czy interesujesz sie naszymi dziećmi?
            • 26.02.09, 23:09
              Witam . Nie piszę zadnej pracy -szczerze? Nie posiadam zadnego wykształcenia dlatego tak wielki nacisk klade na szkole.Aby moje dzieci nie popełniły takiego samego błędu jak ja.Nie lubiłam sie uczyc.Probuję opisać swój problem i oczekuję informacji. Być moze ktos zidentyfikuje się ze mną, ktoś kto zna tego typu problem i sobie świetnie poradzil.Być może i mam taką nadzieję ze to jakas przejsciowa fala związana z dorastaniem , dojrzewaniem itp.Pomysł terapii wstrząsowej Karola mi sie spodobał tylko pytanie czy nie pogorszę sytuacji, czy nie wzbudzę jeszcze wiekszego buntu. Mam obawy ale chętnie spróbuje.A moze ktos juz tak postąpił i zadziałało? Ale bardzo dziękuję za zrozumienie.
              • Gość: aka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.09, 13:53
                kobieto , doskonale cię rozumię. Przeszłam to samo, tylko córka (starsza) okres
                dojrzewania przechodziła trochę łagodniej. Syn młodszy o 2 lata - gorsza sprawa
                . Od dzieciństwa sportowiec , w miarę ambitny w szkole . Wszystko zaczęło się
                sypać od 2 kl gimnazjum . Papieroski, wagarki zdarzyła się marichuana coraz
                słabsze oceny. Teraz ma 19 lat i nie myśl sobie że od razu spróbował wszystkiego
                , to powoli postępowało . Zrobił się bezczelny , z siostrą wojna na okrągło , w
                domu nic nie chciał robić. Powoli zaczynam widzieć jakąś poprawę , nieśmiało
                powiem że zaczyna mądrzeć. Ciągle walczę , tłumaczę , proszę , ignoruję , albo
                sie kłócę - jednym słowem próbuje wszystkiego - i nie ma złotego środka.
                Generalnie moge powiedzieć jedno jak mam mu coś do powiedzenie to musi być
                krótko w 3-4 zdaniach , bo jak zbyt długo gadam to truję - jednocześnie staram
                się stosować radę pewnej starszej kobiety - do dziecka trzeba mówić , mówić , i
                tłumaczyć ....1000 godzin na dobę, a jak z tego dotrze do niego 5 min ,to możesz
                powiedzieć że osiągnęłaś sukces. Nie jest to łatwe, ale nie odpuszczaj . Córka
                ma 21lat , a syn 19 zaczynają się dogadywać całkiem nieźle , czasami nawet ja z
                nim porozmawiam. Niestety pali , ale nic więcej... a więc nie jest tak źle
                • Gość: Dyzio / walnięty/ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.09, 13:41
                  ...no to masz problem, nie da się ukryć.
                  Jednak uważam, że jest jeszcze wyjście: - warunek, posłuchasz a
                  następnie postąpisz w/g zaleceń " Karola".
                  Przeczytałem te wszystkie "rady" na tym forum i doszedłem do wniosku, że jak większość " nowatorskich metod naukowych w kwestii
                  wychowania" - można je o d....pę potłuc! Skończą się jak w Rykach.
                  Jeden " Karol" a właściwie jego rady mają sens.
                  Jak się smarkaczowi nie podoba, że mu gotujesz, nie gotuj.
                  Jak raz i drugi pójdzie głodny spać zrozumie że łaski nie robi.
                  Zmywanie też im zostaw. Najlepiej, gdybyś pojechała na jakiś czas do sanatorium lub do swojej rodziny. Zostaw im stówę na jedzenie a sama
                  na tydzień do rodziny, wypocząć.
                  Tylko jak powiedziałem stówę a nie tysiąc. Karol ma rację,
                  im jest potrzebna terapia wstrząsowa a nie wizyta u psychologa.
                  W przeciwnym razie, za pięć lat będzie Cię synal żelazkiem przypalał jak mu nie dasz na piwo.
                  pozdrawiam,
                  Dyzio
                  • Gość: Eryk XiI IP: 195.242.90.* 11.03.09, 14:20
                    Już zrobiłaś pierwszy konkretny krok. Zaproponowałaś synowi wspólne
                    pójście do psychologa. Syn odpowiedział Ci " a idź sobie sama ".
                    Tu nie jestem pewien czy on z pewnością odróżnia psychologa od
                    psychiatry, no ale jeśli odróżnia, to z pewnością Twój syn popełnił
                    kolejny błąd w życiu.
                    Musisz rzeczywiście iść sama do psychologa na bardzo szczerą
                    rozmowę - poradę. Zastosuj się do zaleceń psychologa. Nie rób
                    kolejnych błędów, które mogą źle skutkować zarówno dla Ciebie jak i
                    Twoich kochanych Tobie dzieci.
                    One jak widać dają Ci sygnały, że mają problemy w swym życiu.
                    Ty sama nie umiesz ich prawidłowo rozwiązać.
                    Bacznie obserwuj poczynania swoich dzieci, bo wszystko może mieć
                    znaczenie w wydaniu odpowiedniej diagnozy przez psychologa.
                    Co do terapii wstrząsowej, to mogą być różne wyniki, choć zazwyczaj
                    działa ona skutecznie, lecz wszystko niech będzie pod całkowitą
                    kontrolą. Nie wolno Ci ( prawnie ) porzucić swoich dzieci i
                    eksperymentować. Musisz je chociaż w pweien sposób znany Tobie
                    obserwować i być czujna.
                    Nie zwlekaj z wizytą u psychologa.
                    Po wizycie możesz się odezwać, lecz ostrożnie, bo Twoje dzieci też
                    mają oczy i uszy.
                    Widać, że Twoje dzieci wyrażają troskę o Ciebie. Bądź optymistką.
                    • 11.03.09, 17:23
                      Na psychologa na razie jeszcze nie mam ochoty. Jakos do mnie to nie pasuje. A faktycznie prawdą jest ze " prawnie " nie moge porzucic dzieci wiec sanatorium ani zaden wyjazd nie wchodzi w grę. Calkowicie stracilabym kontrolę nad nimi.A oni dopiero mieliby luz i pomyslom ich nie byloby konca. Mogloby dojsc do jakiejs tragedii. Wystarczy mi tego kiedy nie ma mnie w domu, bo jestem w pracy, po przyjsciu czekaja na mnie rozne niespodzianki.
    • 11.03.09, 14:28
      Rzeczywiście brak ojca to problem .

      Gdyby był to już wcześniej synuś dostałby pasem i wiedział kto tu
      rządzi .
      A tak czuje się bezkarny .
      A jak w szkole się zachowuje ?
      • Gość: do helaeasy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.09, 15:38
        Uważam,że wychowanie dzieci i młodzieży to dzisiaj coraz większy
        problem wielu rodziców.Więcej nie będę pisała bo głownie młodzież
        siedzi na internecie i zaraz tyle bzdur wypisze że aż trudno zgadnąć.
      • 11.03.09, 17:14
        Szkoła? No cóż. Najlepiej by było, zeby jej nie bylo.Więcej czasu byłoby na przesiadywanie przed kompem i na granie w piłke.Ale puki co, chodzi, a zachowanie? Bywaja problemy. Czasem wzywana jestem do szkoly, najczesciej za aroganckie zachowanie. Potrafił wyjśc z klasy i trzasnąc drzwiami za sobą. No i za opuszczanie nagminnie pierwszych godzin lekcyjnych, jak i calych dni. Nie wagaruje ale czesto choruje , bol glowy, biegunka itp zeby tylko nie isc.Nie usprawiedliwiam mu juz tych godzin, choc na poczatku to robilam wierząc w jego "pecha" ze zaspal, ze musial sie wrocic itp.Nie mam pojecia jaka kara byłaby najbardziej skuteczna.On i tak wszystko dzielnie znosi i jeszcze bardziej oddalamy sie od siebie.Nie odzywa sie ,ale ja tez nadal go ignoruje. Jednak jesli cos potrzebuje wie gdzie mnie znalezc. Natychmiast wykorzystuję takie sytuacje, ze w zamian za "to czy tamto" chce "to". I na tym konczy sie rozmowa.Nie dyskutuje juz , wiem ze jako rodzic powinnam zadbac o wszystkie potrzebne rzeczy ale w tej sytuacji musze jakos zmusic go do współpracy. Musi w koncu zrozumiec ze nie ma nic za darmo i ze wlasnie nauka jest jego pracą jak rowniez sprzatanie po sobie , ja wiecej nie wymagam.A i tak to dla niego za duzo.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.