Dodaj do ulubionych

Denerwujące przedszkolne zwyczaje

20.01.10, 23:02
Czy jest coś w Waszym przedszkolu co Was wkurza? Co powtarza się mimo próśb?
Ja do tej pory byłam zadowolona, ba! wręcz zachwycona przedszkolem (drugi rok) niestety do czasu.

Nie podoba mi się, wręcz bardzo mi przeszkadza pożyczanie ubrań mojego dziecka innym, zupełnie mi nie znanym dzieciom.
Zawsze chętnie pomogę ale w tej kwestii sorry..
Jeżeli ktoś lubi pożyczać ok, nie neguję, sama tego nie robię i chciałabym aby uszanowano mój wybór.

Dodam ,że nie był to jeden incydent ale panie robią to nagminnie.
Dlaczego??
Może dlatego, że do przedszkola chodzimy pieszo, synek ma założone na drogę ocieplane sztruksu lub dżinsy. W przedszkolu w szafce leżą "na wszelki wypadek" dresy, rajstopy, majtki itp.Oprócz tego grube spodnie na szelkach, od kombinezonu specjalnie do biegania po przedszkolnym podwórku.
Co jakiś czas podobna akcja: sztruksy synka mokre suszą się na kaloryferze. Pytam dlaczego?? Bo XY był za lekko ubrany więc trzeba było mu pożyczyć. Dodam ,że rodzice XY mają dwójkę starszych dzieci więc wiedzą jak je ubierać, dodatkowo mama nie pracuje i mieszkają po drugiej stronie ulicy.
Za kilka dni mimo, że grupa synka nie wychodziła jego spodnie "do biegania" wiszą mokre. Pytam dlaczego? a bo ktoś z innej grupy pewnie pożyczył. Bo mamy za lekko ubierają dziewczynki.
I tak w kółko. A ja zabieram, piorę, prasuję (już zdążył przynieść owsiki) i od nowa to samo.

--
"Nie działa mi dekoder telewizji Trwam..."
Edytor zaawansowany
  • alpepe 20.01.10, 23:06
    poszłabym do dyrektorki przedszkola i postraszyła sanepidem. Nic innego mi nie
    przychodzi do głowy.
    --
    Drogi Moje nie są drogami waszymi, ani ścieżki wasze nie są Moimi ścieżkami.
  • mruwa9 20.01.10, 23:21
    To, co mnie piekielnie wkurzalo w polskim przedszkolu, to slodkie
    podwieczorki (drozdzowki, paczki, wafelki, Prince Polo sie zdarzalo)
    i slodzona, slodka jak ulepek, herbata nalewana z wielkiego gara
    lub wiadra, bez pozostawienia wyboru dziecku czy rodzicom, co
    dziecko ma pic, czy slodzone, czy nie. I wkurzalo mnie niewietrzenie
    pomieszczen, kiszenie dzieci w sali od jesieni do wiosny, zadnych
    wyjsc na powietrze. Ponoc sie to zmienilo, na szczescie problem
    polskiego przedszkola juz nas nie dotyczy.
  • upsy.daisy 20.01.10, 23:42
    no to prosze odpowiedziec na pytanie: co byscie zrobily w takiej sytuacji
    przedszkole - dziecko zasikalo ubranie
    nauczycielka szuka zapasowego ubrania, nie ma, rodzice nie dali,zapomnieli
    dzwoni do nich, ale nie odbieraja telefonu, dzieciak siedzi goly, wstydzi sie
    no i co ma zrobic wychowawczyni?
    jedynym wyjsciem jest zalozenie mu ubrania innego dziecka
    to sa incydenty, sytuacje rzadkie - dla nauczyciela to tez nie jest latwe, musi
    podjac jakas decyzje, najlepsza z mozliwych
    i uwazam, ze jesli cos takiego sie zdarzy nie ma co robic problemu, tylko
    zrozumiec sytuacje
  • a_gurk 21.01.10, 00:01
    Ogólnie się zgadzam. Jednakowoż wypadałoby przede wszystkim na
    początku roku szkolnego zapytać rodziców na wypadek podobnych
    sytuacji, prawda? Nie wiem, czy chciałabym, zeby spodnie mojego
    dziecka były zasikiwane/moczone/brudzone etc. notorycznie przez inne
    dzieci. Kwestia higieny- owsiki, ospa i in. Autorce watku proponuje
    ponowna rozmowę z wychowawczyniami w przedszkolu (czemu nie wymagają
    zapasowych ubrań od wszystkich rodziców?). Jeżeli to nie pomoże to z
    dyrektorką. Oczywiście na spokojnie i rzeczowo. Powodzenia!
  • upsy.daisy 21.01.10, 00:06
    oczywiscie, ze na poczatku roku wychowawcy wielokrotnie przypominaja rodzicom
    zeby ich dzieci mialy dodatkowe ubrania (wiadomo, rozne sa sytuacje), ale i tak
    zdarzaja sie sytuacje, ze jakies dziecko nie ma ubrania na przebranie
    i to nie wina pracownikow przedszkola, a rodzicow
  • donkaczka 21.01.10, 00:36
    widzisz, nasze przedszkole ma wlasne ubrania, wlasnie na takie przypadki
    znoszone, ale sa, byc moze rodzice je daja, byc moze kupione w ciuchlandzie, ale
    nie ma potrzeby pozyczac od innych dzieci
    proste? da sie? no da
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • upsy.daisy 21.01.10, 00:47
    donkaczka napisała:

    > widzisz, nasze przedszkole ma wlasne ubrania, wlasnie na takie przypadki
    > znoszone, ale sa, byc moze rodzice je daja, byc moze kupione w ciuchlandzie, al
    > e
    > nie ma potrzeby pozyczac od innych dzieci
    > proste? da sie? no da

    fantastyczny pomysl - genialny w swojej prostocie
    az dziw, ze nikt na to nie wpadl w przedszkolu, w ktorym pracuje smile
    wlaczajac w to mnie smile
    dzieki smile
  • zona_mi 21.01.10, 21:17
    Podpowiem jeszcze coś - kiedy mój syn wyrasta z eleganckich sponi i
    białej koszuli, też oddaję je do przedszkola. Czasem zdarza się, że
    dzieci, które z jakiejś okazji powinny przyjść ubrane bardziej
    uroczyście, mają zwykłe ubranka i wstydzą się np. przy jakimś
    występie, więc galowe zapasowe też się świetnie przydają.

    --
    - No cós, po prostu mam to, ocywiście, z tyłu bioder.
  • miss.swiss 27.01.10, 13:09
    U nas tez tak jest, jest "bank" ubran awaryjnych, bardzo dobre
    rozwiazanie. zawsze mozna rodzicow poprosic o przyniesienie zbyt
    malych ubranek, na pewno wiekszosc cos odda.
    --
    miss.swiss czyli dawna Agi40
  • lia.13 24.01.10, 18:03
    Moim zdaniem jest to wina jak najbardziej przedszkola, które przyzwyczaja
    rodziców, że nie trzeba dzieciom przynosić dodatkowych ubrań, bo w razie czego
    wychowawczyni "pożyczy" ubranie od innego dziecka. Dzieciak raz by wrócił mokry,
    zasikany do domu, albo przesiedział w pomieszczeniu zamiast pójść się pobawić z
    innymi dziećmi na ogród, to na drugi dzień rodzice zaraz by przynieśli dodatkowe
    ubranie. A tak, to po co mają się trudzić?
  • yoopi1 25.01.10, 09:36
    Zgadzam się z 100%. Co to w ogóle za zwyczaje? Można zrozumieć
    incydentalne zdarzenie, ale nie jesli to jest już reguła. Każdy
    rodzic jest odpowiedzialny za swoje dziecko i nie może pasożytować
    na innych, którzy zadają sobie trud by przygotować należycie swoje
    dziecko do przedszkola. Przecież inna matka nie może opierać,
    prasować, myśleć ciągle o tym, by inne dzieci miały się w co ubrać.
    To jakaś paranoja. Spotkałam się z tym w jednym prywatnym
    przedszkolu, do którego przychodziłam razem z córką przez tydzień by
    się przyjrzeć przedszkolu. Między innymi z tego powodu, choć nie był
    to najważniejszy powód, nie zdecydowałam się na tę placówkę.
    Panowały tam inne, równie dziwne zwyczaje. W przedszkolu, które
    wybrałam każde dziecko ma w szatni swój worek z 3 zapasowymi
    kompletami ubrań z rajstopami i skarpetkami włącznie. Rodzice
    zaniedbujący ten obowiązek są chyba skutecznie wzywani do porządku
    ponieważ te sytuacje się po prostu nie zdarzają. Przedszkole ma też
    swoje (tanie, ale ma) zapasowe pieluchy dla tych, którym zabrakło
    oraz dwie pary spodni na śnieg dla tych dzieci, których rodzice z
    jakichś powodów nie założyli danego dnia spodni odpowiednich do
    pogody. Bardzo się cieszę, że znalazłam przedszkole, w którym
    pilnuje się porządku bo praktyka o której wspomniała autorka postu
    jest naprawdę obrzydliwa i uczy dzieci niepodporządkowywania się
    ogólnie panującym zasadom oraz pasożytowania na innych. Wspaniała
    lekcja jak przeżyć życie szukając wokół siebie frajerów,
    prześlizgnąć się przez życie cwaniacko i sprytnie. To takie polskie
    prawda?
  • morekac 25.01.10, 00:47
    Ale dlazego konsekwncje zapominalstwa jednych rodziców mają ponosić
    inni rodzice?
  • magdasul 05.02.10, 14:36
    U nas w przedszkolu to samo - od moich zdarza sie pozyczyć bluzę - ale j się nie
    denerwuję, jak by mój synek jedne spodnie zasikał, drugie oblał i w końcu nie
    miałby nic na przebranie - to nie chciałabym aby chodził goły!x A Ty byś chciała?
    --
    magda
  • najma78 21.01.10, 00:37
    A czy przedszkole nie mogloby zakupic albo chocby poprosic rodzicow o
    przyniesienie zbednych ubran i miec kilka kompletow w roznych rozmiarach na
    takie wlasnie nagle wypadki. Przeciez to zupelnie normalne, w przedszkolu moich
    dzieci od dawna cos takiego funkcjonuje, ale i tak zapasowe ubrania dzieci maja
    wlasne, opiekunki sprawdzaja ewentualne braki i jesli zachodzi potrzeba robia
    haczyk w okienku na codziennej informacji dla rodzica. Proste.
  • anyx27 21.01.10, 00:49
    I własnie dlatego moje dziecko nie chodzi do przedszkola państwowego (ze względu
    na higienę i dietę).
  • mama-008 21.01.10, 08:17
    znam wiele dobrych panstwowych przedszkoli na pozimie wyzszym niz
    nie jedno pół panstwowe czy privat
  • anetazb 21.01.10, 12:09
    racja! moje dziecko chodzi do prywatnego przedszkola i niestety też
    znalazłabym kilka rzeczy, ktróree mnie denerwują. z pożyczaniem
    ubranek nie ma problemu, ja się przynajmniej z tym nie spotkałam -
    moja córcia zawsze ma przygotowany awaryjny zestaw. moim zdaniem,
    jeśli nie będzie to częste, to chyba nie robiłabym wielkiego
    problemu. Nie zdodziłabym się tylko na jedno - na pożyczanie
    majtek!!! bądź co bądź jest to bielizna osobista i nie wiem, czy
    któraś z wychowawczyń chciałaby pożyczyć komuś swoje majtki...!

    Ale wkurza mnie inna rzecz - dzieciaki dostają picie do każdego
    posiłku, ale pomiędzy posiłkami panie czasami zapominają, że
    dzieciom też może chcieć się pić, zwłaszcza jeśli jest gorąco albo
    zakończyły właśnie zabawę w berka lub zajęcia z rytmiki. Moja Patka
    czasem skarży się, że muszą kilkakrotnie dopominać się o picie...
  • yoopi1 25.01.10, 09:41
    Myślę że to nie zależy od tego czy przedszkole jest państwowe czy
    prywatne tylko od ludzi, którzy tam pracują. Ja się z tym przykrym
    zwyczajem pożyczania ubrań innym dzieciom spotkałam w prywatnym
    przedszkolu i była to jedna z wielu rzeczy, które mi się tam bardzo
    nie podobały. Nie jest to ani higieniczne ani wychowawcze ani
    zwyczajnie uczciwe. A już prywatną placówę jeśli nie umie
    zdyscyplinować rodziców powinno być stać by zakupić kilka kompletów
    ubrań na zmianę dla swoich niesubordynowanych klientów.
  • zenia78 24.01.10, 16:55
    A moze rodzice by zaczeli dbac o wlasne dzieci???

    Sa tam jakies zebrania???Wstac i glosno do rodzicow powiedziec zeby przynosili
    zapasowe bo Ty wiecej swoich nie dasz.Jak znam zycie to przedszkolanki pewnie
    przypominaja a ludzie maja to w d...A co ma zrobic pani w przedszkolu jak
    dzieciak sie zeszczal...a golym ma siedziec???Tu akurat ona robi co moze zeby o
    dzieciaka zadbac...raczej inni rodzice maja to e d...
  • tijgertje 21.01.10, 07:52
    upsy.daisy napisała:

    > no to prosze odpowiedziec na pytanie: co byscie zrobily w takiej
    sytuacji
    > przedszkole - dziecko zasikalo ubranie
    > nauczycielka szuka zapasowego ubrania, nie ma, rodzice nie
    dali,zapomnieli
    > dzwoni do nich, ale nie odbieraja telefonu, dzieciak siedzi goly,
    wstydzi sie
    > no i co ma zrobic wychowawczyni?

    U nas w szkole (od 4 lat) wpadki u najmlodszych dzieci sie zdarzaja,
    kiedys przy epidemii jelitowki w II klasie 4 zdrowych rano dzieci po
    rpostu nie zdazylo do ubikacjisad rozwiazanie? Znaleziono wczesniej i
    w Wiatrakowie chyba we wszystkich szkolach tak jak u nas maja
    ubrania "dyzurne", zazwyczaj podarowane przez rodzicow, ktorych
    dzieciaki powyrastaly. Baaardzo roznej jakosci, ale maja 2 czy 3
    spore pudla z czystymi ubraniami, wszystko sie tam znajdzie, jak
    trzba, zazwyczaj majtki i spodnie, ale mlody czasem przychodzil w
    jakiejs bluzie, innych skarpetach, rekawiczkach (jak swoich nie mogl
    znalezc, bo mial w kieszeni, jak zawsze), kurtka czy czapka tez sie
    znajdzie. Takie ubrania trzeba wyporac, wyprasowac i odnbiesc do
    szkoly, czasem sie zdarza, ze cos po drodze nie wiadomo u
    kogo "wyparuje", wowczas umieszczaja informacje dla rodzicow z
    prosba o przeglad szaf. Polecam, jest to naprawde dobre rozwiazanie.
  • beatulek 21.01.10, 09:08
    Gdyby mojemu dziecku załozono ubranie innego dziecka, z mojej winy
    (nie dałabym zapasowego) to zabrałabym ubranie do domu, wyprała,
    wyprasowała i oddała do przedszkola. Gdybym wiedziała czyje to
    ubranie miłym gestem byłoby obdarowanie rodziców dziecka jakąś kawą
    czy dobrą czekoladą. No i miałabym nauczkę, że mam przyniesc
    zapasowe ubrania dla dziecka.
  • hanalui 22.01.10, 20:28
    upsy.daisy napisała:

    > no to prosze odpowiedziec na pytanie: co byscie zrobily w takiej
    sytuacji
    > przedszkole - dziecko zasikalo ubranie
    > nauczycielka szuka zapasowego ubrania, nie ma, rodzice nie
    dali,zapomnieli
    > dzwoni do nich, ale nie odbieraja telefonu, dzieciak siedzi goly,
    wstydzi sie
    > no i co ma zrobic wychowawczyni?

    Moje przedszkole ma na ta okazje zapasowe rzeczy, zwykle sa to
    rzeczy zostawione przez rodzicow, zapomniane, ktorych zaginiecia
    nikt nie zglaszal czy cos w tym stylu. Nie wiem...jakos rodzice u
    mnie srednio przywiazuja wage do rzeczy, mi tez sie mnostwo razy
    zdarzalo czegos zaponiec, dziecko z czegos juz wyroslo i bylo mi
    zbyteczne, cos poszlo do prania w przedszkolu bo bylo brudne i tak
    zostalo, czasem jak mi sie przypomnialo przegladalam ten kosz z
    rzeczami, lub jak mi sie rzucilo w oczy ze to na wierzchu jest moje.
  • moniowiec 25.01.10, 10:16
    mały jeszcze żłoobkowy, ale mimo zostawiania jednej torby z ciuchami na zamianę zdarzało się że się raz zasikał potem oblał piciem i potrzebny był drugi komplet. dostawał albo rzeczy dyżurne albo cudze
    --
    W dyskusji nie zniżaj się do poziomu idioty, bo pokona cię doświadczeniem.
    Mój brzdąc
  • memphis90 23.01.10, 21:10
    > no to prosze odpowiedziec na pytanie: co byscie zrobily w takiej sytuacji
    > przedszkole - dziecko zasikalo ubranie
    > no i co ma zrobic wychowawczyni?
    A przedszkole nie może zapewnić sobie jakiegoś kompletu ubrań na zapas?
    --
    "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
    Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
    Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
  • zenia78 24.01.10, 16:58
    > A przedszkole nie może zapewnić sobie jakiegoś kompletu ubrań na zapas?

    Jak rodzicow wali ich wlasne dziecko z golym tylkiem to rozumiem, ze przedszkole
    musi sie zainteresowac???
  • slonko1335 24.01.10, 19:37
    Jak rodzicow wali ich wlasne dziecko z golym tylkiem to rozumiem, ze przedszkol
    > e
    > musi sie zainteresowac???

    a kto? obcy ludzie??? przedszkole pieniądze dostaje za pobyt tego dziecka, więc
    skoro tak często takie wpadki się zdarzają to może wystarczy sprawę rozwiązać
    tak jak tutaj to przedstawiono i kupić jakieś ubranka w ciuchlandzie albo
    poprosić rodziców o niepotrzebne. Mogę w każdej chwili zanieść do przedszkola
    mojej córki worek ubrań, problem tylko w tym, że nikt go tam nie chce....
    --
    Moje Promyczki kochane: ALICJA (15.03.2006) SZYMON (23.09.2008)
  • tonik777 24.01.10, 22:42
    W ostateczności można pożyczyć czyjeś ubranie, ale wypadałoby potem
    poinformować właścicieli o tej sytuacji a także uprać i dopiero
    wtedy oddać. Suszenie na kaloryferze to zdecydowania za mało.
  • attiya 25.01.10, 08:04
    można odwrócić sytuację - twoja koleżanka z pracy zasiusiała ubranie a ty masz
    zapasowe i łącznie z bielizną pożyczasz jej
    na tablicach ogłoszeń zarówno w żłobkach jak i w przedszkolach są wywieszone
    info o tym, ż e dziecko powinno w szafce mieć na zmianę ubranko - jeśli nie ma
    to niech posiedzi w brudnym - na drugi raz mamusia nie zapomni
  • kasulka79 31.01.10, 17:50
    > jedynym wyjsciem jest zalozenie mu ubrania innego dziecka
    nieprawda, u nas panie mają ubrania "służbowe" na taką ewentualność; to chyba
    nie problem zabezpieczyć kilka kompletów ubrań na niespodziewane wpadki. Dzieci
    nie muszą siedzieć gołe wink a nikt nie czuje się niekomfortowo, że akurat w
    ubraniu jego dziecka chodzi jakieś inne.
  • mamusiamartusia 21.01.10, 11:41
    U nas tak wyglądają bale w przedszkolusad
    --
    "Nie działa mi dekoder telewizji Trwam..."
  • freederike 21.01.10, 13:41
    podpisuję się pod tym, najbardziej wkurza mnie ten zaduch i kiszenie
    dzieci w sali. U nas wyjścia na dwór były codziennie, ale przed
    obiadem. Potem, niezależnie od pogody, dzieciaki męczyły się w sali.
    Sporadycznie zdarzało się, że odbierałam małą z dworu sad
  • ewa_mama_jasia 21.01.10, 07:59
    Faktycznie dziwne zwyczaje. Mnie się nigdy nie zdarzyło, aby
    pożyczono coś bez mojej wiedzy. A też mam ciuchy dla dziecka na
    zmianę, zawsze spodnie ocieplane nieprzemakalne. Natomiast na
    przebranie w razie awarii gdy dziecko nie ma zapasowych ubrań jest
    skrzynia przedszkolna, gdzie ląduje wszystko, co zostało zgubione i
    nie znalazł się własciciel, podarowane etc.
    --
    Jasiek urodził się 23.10.2005r. o godz. 18.20
  • mama-008 21.01.10, 08:14
    ja bym napewno tak zrobiła i poinformowała przedszkolanki że nie
    życze sobie aby ubrania mojego dziecka używały inne dzieci.
    przedszkolanki same powinny zadbac o to i poinformowac matki aby
    bardziej dbały o swoje dzieci - po to chyba sa głownie zebrania w
    przedszkolu?
  • pacynka27 21.01.10, 09:05

    PRZEDSZKOLANKA to dziewczynka uczęszczająca do przedszkola.
    Pani pracująca z dziećmi to NAUCZYCIELKA wychowania przedszkolnego.
  • mama_kotula 21.01.10, 09:52
    pacynka27 napisała:
    > PRZEDSZKOLANKA to dziewczynka uczęszczająca do przedszkola.

    Chciałabyś. To myślenie życzeniowe przedszkolanek z zaniżonym poczuciem własnej wartości - czyli tych nauczycielek, co się czują wielce urażone, gdy się je mianuje, o zgrozo, "przedszkolankami", która to forma jest dla języka polskiego PRAWIDŁOWA.

    Dziewczynka chodząca do przedszkola to "przedszkolaCZka". Ponieważ formę żeńską od wyrazu rodzaju męskiego zakończonego na -ak tworzymy przez nadanie sufiksu -ka i zmiękczenie wygłosowego "k". Czyli:
    rybak - rybaczka
    cwaniak - cwaniaczka
    i analogicznie:
    przedszkolak - przedszkolaczka.


    > Pani pracująca z dziećmi to NAUCZYCIELKA wychowania przedszkolnego.

    No popatrz pani, pani nauczycielko. A jednak przedszkolanka też:
    sjp.pwn.pl/lista.php?co=przedszkolanka

    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • najma78 21.01.10, 12:13
    Wlasnie , co do tych nauczycielek podobnie odpowiedzialam oburzonej osobie, moja
    prosba do ''nauczycielki'' o przypomnienie o czyms, to robienie z niej
    ''popychadla''. W przedszkolach mi znanych nie pracuja nauczyciele tylko
    opiekunki przedszkolne (to chyba najlepsze tlumaczenie) a nauczyciele pracuja w
    szkolach.



  • mama_kotula 21.01.10, 12:27
    Przedszkolankom/nauczycielkom/opiekunkom mojej córki nazewnictwo jest kompletnie obojętne. Są one jednocześnie wymarzoną kadrą przedszkolną, najlepszą, jaka się mogła dziecku przytrafić.

    Z wykształcenia są nauczycielkami - jedna jest nauczycielem dyplomowanym, druga mianowanym, ja nie wnikam jakie studia kończyły, nie wnikam w ich stopnie - dla mnie się liczy np. fakt, że kiedy córka miała fazę na Harry'ego Pottera, jedna z nauczycielek sama z siebie i własnej inicjatywy na swoim domowym komputerze drukowała dla młodej kolorowanki, obrazki, naklejki itp.; liczy się dla mnie fakt, że kiedy młoda dostała biegunki w przedszkolu, odebrałam ją czystą i przebraną, a zabrudzone wcześniej ubranie było wyprane i właśnie dosychało na kaloryferze (nikt nie musiał tego robić, zwyczajową praktyką w innych grupach było opłukanie ubrania - albo i nie - i wciśnięcie zwiniętego w woreczku w szafkę w szatni). I różne inne takie niby małe szczegóły - ale to one własnie tworzą całokształt.

    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • najma78 21.01.10, 13:15
    Wlasnie na ''Przedszkolu'' staram sie to wytlumaczyc jednej forumowiczce.
    Masz calkowita racje.
  • pepsilight 21.01.10, 14:31
    skoro kobieta to przedszkolanka, to facet przedszkolanek? big_grin
    oczywiscie potocznie mowi sie przedszkolanka, ale na umowie o prace jest to etat
    nauczyciela
    zreszta nauczyciele w przedszkolu robia staze tak samo jak nauczyciele w
    szkolach, a wiec najpierw jest nauczyciel stazysta, potem kontraktowy, mianowany itd
    stara nazwa "przedszkolanka" utzymuje sie do dzis, ale to kiedys kobiety
    pracujace w przedszkolach byly na etacie przedszkolanki, bo konczyly szkoly dla
    przedszkolanek, nie mucialy miec wyksztalcenia pedagogicznego, a przygotowanie
    przedszkolne
    podobnie bylo z nauczycielami nauczania poczatkowego

    natomiast teraz jest tak, ze nauczyciel pracujacy w przedszkolu musi skonczyc
    studia wyzsze i posiadac tytul magistra



    --
    W życiu nie uwierzę, że za komuny na półkach był tylko ocet i olej... Może w
    jakichś małych sklepach, ale w Carrefourze????
  • pepsilight 21.01.10, 14:33
    pepsilight napisała:

    > skoro kobieta to przedszkolanka, to facet przedszkolanek? big_grin
    > oczywiscie potocznie mowi sie przedszkolanka, ale na umowie o prace jest to eta
    > t
    > nauczyciela
    > zreszta nauczyciele w przedszkolu robia staze tak samo jak nauczyciele w
    > szkolach, a wiec najpierw jest nauczyciel stazysta, potem kontraktowy, mianowan
    > y itd
    > stara nazwa "przedszkolanka" utzymuje sie do dzis, ale to kiedys kobiety
    > pracujace w przedszkolach byly na etacie przedszkolanki, bo konczyly szkoly dla
    > przedszkolanek, nie mucialy miec wyksztalcenia pedagogicznego, a przygotowanie
    > przedszkolne
    > podobnie bylo z nauczycielami nauczania poczatkowego
    >
    > natomiast teraz jest tak, ze nauczyciel pracujacy w przedszkolu musi skonczyc
    > studia wyzsze i posiadac tytul magistra
    >
    > poprawka "utrzymuje" , a nie "utzymuje" - nie wcisnela sie literka r
    >


    --
    W życiu nie uwierzę, że za komuny na półkach był tylko ocet i olej... Może w
    jakichś małych sklepach, ale w Carrefourze????
  • mama_kotula 21.01.10, 16:25
    Ale wszyscy wiedzą, że w przedszkolu pracuje nauczyciel, niemniej jest ten nauczyciel potocznie zwany panią przedszkolanką. Si? Tak jak się idzie do lekarza i mówi się doń "panie doktorze", mimo, że nie każdy lekarz ma tytuł doktora. Do farmaceutki mówi się zwyczajowo "pani magister" - mimo, że może to być i doktor, i profesor, teraz owszem, trzeba mieć wyższe wykształcenie, ale kiedyś mówiono "pani magister" i do absolwentów studium farmacji czy liceum chemicznego.

    Naprawdę tak ci uwłacza to określenie?

    Będę niemiła i do bólu subiektywna i niesprawiedliwa - z moich obserwacji subiektywnych, podkreślam, subiektywnych - nauczycielki przedszkolne "z prawdziwego zdarzenia", zaangażowane w swoją pracę zupełnie nie przywiązywały wagi do tego, czy mówi się o nich "przedszkolanka", "opiekunka", "ciocia", "nauczycielka" czy po prostu "pani Iwonka". Zaś nauczycielki ustawiające grupę krzykiem z poziomu biurka, rano kawkujące z koleżankami i nie odpowiadające dziecku na "dzień dobry" z reguły pałały wielkim oburzeniem na hasło "przedszkolanka". Coś w tym jest.

    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • pepsilight 21.01.10, 22:12
    mama_kotula napisała:

    > Ale wszyscy wiedzą, że w przedszkolu pracuje nauczyciel, niemniej jest ten nauc
    > zyciel potocznie zwany panią przedszkolanką. Si? Tak jak się idzie do lekarza i
    > mówi się doń "panie doktorze", mimo, że nie każdy lekarz ma tytuł doktora. Do
    > farmaceutki mówi się zwyczajowo "pani magister" - mimo, że może to być i doktor
    > , i profesor, teraz owszem, trzeba mieć wyższe wykształcenie, ale kiedyś mówion
    > o "pani magister" i do absolwentów studium farmacji czy liceum chemicznego.
    >
    > Naprawdę tak ci uwłacza to określenie?
    >
    > Będę niemiła i do bólu subiektywna i niesprawiedliwa - z moich obserwacji subie
    > ktywnych, podkreślam, subiektywnych - nauczycielki przedszkolne "z prawdziwego
    > zdarzenia", zaangażowane w swoją pracę zupełnie nie przywiązywały wagi do tego,
    > czy mówi się o nich "przedszkolanka", "opiekunka", "ciocia", "nauczycielka" cz
    > y po prostu "pani Iwonka". Zaś nauczycielki ustawiające grupę krzykiem z poziom
    > u biurka, rano kawkujące z koleżankami i nie odpowiadające dziecku na "dzień do
    > bry" z reguły pałały wielkim oburzeniem na hasło "przedszkolanka". Coś w tym je
    > st.
    >

    nie wiem czy Twoj post byl akurat skierowany do mnie, ale chyba tak
    mnie jak najbardziej nie przeszkadza okresenie "przedszkolanka" (nawet nie
    pracuje w przedszkolu smile)
    napisalam tylko jak jest, ze tak powiem oficjalnie w papierach, w umowie
    ze slowo "przedszkolanka" jest dzis slowem potocznym
    ale oczywiscie masz racje - nauczycieli z prawdziwego zadarzenia zupelnie nie
    obchodzi jak sie do nich zwracaja ludzie, czy przedszkolanka, czy nauczyciel
    z kazdym Twoim zdaniem zgadzam sie w 100% smile
    --
    W życiu nie uwierzę, że za komuny na półkach był tylko ocet i olej... Może w
    jakichś małych sklepach, ale w Carrefourze????
  • black.joanna 24.01.10, 15:54
    Zawsze musiały mieć wykształcenie pedagogiczne. Tyle, że wcześniej było to np.
    studium pedagogiczne, a nie studia.
  • lia.13 24.01.10, 18:17
    albo i liceum pedagogiczne, jak bywało jeszcze przed powstaniem tzw. SN-ów,
    czyli 2-letnich Studiów Nauczycielskich.
  • pacynka27 22.01.10, 08:59
    To stara forma, użwana kiedy to jeszcze pracowały w przedszkolach panie po LO
    bez wykształcenia pedagogicznego. Od kilkunastu już lat jest to forma
    nieprawidłowa i nieobowiązująca.

    Ja nauczycielką nie jestem. Jestem pedagogiem terapeutą i nie tylko ale to nie
    ma tu znaczenie, pracuję przede wszystkim z młodzieżą czasem z małymi dziećmi z
    różnymi zaburzeniami (ale to jako hobby i wyłącznie na prośbę znajomych). Tak
    czy inaczej pracy nauczycielskiej nie wykonuję, tylko terapeutyczną i mediacyjną.

    Skoro degradujesz nauczycielki przedszkola i uważasz że z ich poczuciem wartości
    coś nie teges, to czemu posłasz swoje dziecko do przedszkola?? Wszak pracują tam
    zakompleksione, niedouczone baby -dziecko po kontakcie z takimi osobami może
    mieć traumę do końca życia.
  • najma78 22.01.10, 11:10
    Nie o degradacje tu chodzi, ale o to, ze niektore nauczycielki przedszkolne sa
    przeczulone na punkcie nazewnictwa oraz roli jaka pelnia. Dowiedzialam sie
    niedawno, ze nauczycielka w przedszkolu jest od nauczania i wychowywania dzieci
    a nie od spelniania drobych prosb rodzicow dot. np. czesci garderoby dziecka czy
    tez podcierania pupy 4-latkowi, bo to szanujacej sie nauczycielce uwlacza i
    czyni z niej ''popychadlo''. Czytam tego radzaju watki i coraz wiecej glosow
    nauczycielek jest utrzymywanych w tym tonie. W przedszkolu mojego dziecka nie
    pracuja nauczyciele tylko w najprostrzym tlumaczeniu opiekunowie przedszkolni
    (sa i mezczyzni), ktorzy ukonczyli kursy (tak wiem kojarza sie z kolem gospodyn
    wiejskich) trwajace 2-3 lata, uczac sie min. 30 godzin tygodniowo praktycznego i
    teoretycznego zawodu opieki nad dziecmi przedszkolnymi. Pracuja z dziecmi uczac
    ich piosenek, organizujac ciekawe zabawy, zajmujac malowaniem itp, ale tez
    usypiaja, przytulaja gdy jest potrzeba, zmieniaja pieluchy (czasem i 3-latek
    tego wymaga i nie jest to rzadkosc) rozmawiaja z rodzicami i spelniaja ich
    prosby nt. dzieci jesli to mozliwe, bo taka ich rola, w koncu opiekuja sie
    malymi dziecmi, ktore rodzice zostawiaja po ich opieka. W moim odczuciu
    ksztalcenie poprzez 5-letnie studia nauczycieli do pracy w przedszkolu jest
    pomylka gdyz nauczyciele pracuja w szkolach. Jaka jest rola nauczycielki
    przedszkolnej? Czy ogranicza sie ona tylko do nauczania, a jesli tak to czego
    konkretnie, bo z tego co wiem obowiazek szkolny jest od 6-roku zycia, a reforma
    ma na celu zlikwidowanie odzialow tzw. zerowek w przedszkolach i przeniesienie
    ich do szkol, co zreszta jest sluszne. Tytul nauczyciela przedszkolego zdobyty
    poprzez 5-letnie studia powoduje u niektorych odczucia wyzszosci roli jaka maja
    do spelnienia i odsuwanie innych obowiazkow na kogos kogo nie ma, czyli jesli
    zatrudnia sie nauczycielki w przedszkolach do nauczania to nalezaloby zatrudnic
    opiekunki (chocby po liceum) do podcierania pupy, pamietania czyje spodnie
    naleza do Wojtusia a czyje do Jacusia i wielu innych przyziemnych, ale rownie
    waznych spraw.
  • zenia78 24.01.10, 17:11
    > Nie o degradacje tu chodzi, ale o to, ze niektore nauczycielki przedszkolne sa
    > przeczulone na punkcie nazewnictwa oraz roli jaka pelnia.

    a w innych zawodach to nie???Prawie zawsze mozna lepiej,wyzej,ambitniej...

    piszesz:nauczycielka w przedszkolu jest od nauczania i wychowywania dzieci
    > a nie od spelniania drobych prosb rodzicow
    No i tak jest...od podcierania tylka sa panie opiekunki tzn.panie zatrudnione na
    stanowisku"pomoc nauczyciela"
  • mama_kotula 22.01.10, 11:32
    CytatSkoro degradujesz nauczycielki przedszkola i uważasz że z ich poczuciem
    wartości coś nie teges, to czemu posłasz swoje dziecko do przedszkola?? Wszak
    pracują tam zakompleksione, niedouczone baby -dziecko po kontakcie z takimi
    osobami może mieć traumę do końca życia.



    Nie degraduję wszystkich, tylko wskazuję na to, że przywiazywanie tak dużej wagi
    do nazewnictwa jest śmieszne i świadczy o kompleksach i przesunięciu priorytetów
    ("bo ja jestem poważna pani nauczycielka, a nie jakaś tam przedszkolanka!").

    I nie rozumiem, dlaczego reagujesz agresywnie. Uderz w stół, a nożyce się odezwą?

    Do postu Najmy - przedszkole jest placówką edukacyjno-OPIEKUŃCZĄ, więc z tego
    logicznie powinno wynikać, iż do obowiązków nauczyciela powinny należeć też
    czynności z tej drugiej kategorii.
    I tak, panie w grupie córki wycierają tyłki, pomagają w ubieraniu, kiedy moja
    córka ma nasilenie objawów łuszczycowych smarują ją - CAŁĄ - co dwie godziny, i
    robią setki różnych rzeczy - mimo, że wcale nie muszą tego robić, robią to z
    własnej woli, z własnej inicjatywy i widać pasję, widać zaangażowanie,
    najzwyczajniej widać, że to kochają. I nie krzyczą oburzone, że nie są
    popychadłami. Ale to nie są Wielce Szanowne Panie Nauczycielki, którym uwłacza
    miano przedszkolanki. Taką WSPN miał mój syn w zeszłym roku i szczerze jej nie
    cierpi.


    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • pacynka27 22.01.10, 19:50

    Agresja w moim poście??? Dżizas, gdzie????
  • mama_kotula 22.01.10, 19:53
    pacynka27 napisała:

    >
    > Agresja w moim poście??? Dżizas, gdzie????

    W cytowanym przeze mnie fragmencie smile

    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • pacynka27 22.01.10, 20:36
    Błędna interpretacja big_grin
  • hela6 24.01.10, 13:46
    pacynka27 napisała:

    > To stara forma, użwana kiedy to jeszcze pracowały w przedszkolach panie po LO
    > bez wykształcenia pedagogicznego. Od kilkunastu już lat jest to forma
    > nieprawidłowa i nieobowiązująca.

    Właśnie w ubiegłym tygodniu prof. Miodek wspominał z zażenowaniem świeżą
    historię kiedy pani matematyczka zwróciła mu uwagę że nie jest matematyczką
    tylko nauczycielką matematyki.
  • zenia78 24.01.10, 17:12
    Denerwuje mnie jeszcze przyprowadzanie chorych dzieci ktore zarazaja inne zdrowe.
  • koko387 25.01.10, 05:30
    > Właśnie w ubiegłym tygodniu prof. Miodek wspominał z zażenowaniem świeżą
    > historię kiedy pani matematyczka zwróciła mu uwagę że nie jest matematyczką
    > tylko nauczycielką matematyki.

    Według mnie miała rację. Matematyk, w dziedzinie matematyki coś tworzy. Nauczyciel jest li tylko odtwórcą.
    I do jakich wniosków doszedł Miodek?
  • zenia78 24.01.10, 17:02
    mama-008 napisała:

    > ja bym napewno tak zrobiła i poinformowała przedszkolanki że nie
    > życze sobie aby ubrania mojego dziecka używały inne dzieci.
    > przedszkolanki same powinny zadbac o to i poinformowac matki aby
    > bardziej dbały o swoje dzieci - po to chyba sa głownie zebrania w
    > przedszkolu?
    Sugerujesz, ze nie informuja??/Przychodzisz po dziecko, ono w obcych spodniach
    bo sie zaszczalo i co robisz???Acha zapomnialas dac zapasowe ciuchy...Normalny
    czlowiek na drugi dzien przynosi:wyprane i wyprasowane obce ciuchy i wlasne na
    zmiane.Acha i dziekuje,ze ubrano mu dzieciaka mimo ze mamusia zapomniala dac
    gacie na zmiane.
  • slonko1335 21.01.10, 08:55
    Odpowiadasz na:
    mamusiamartusia napisała:

    > Czy jest coś w Waszym przedszkolu co Was wkurza? Co powtarza się mimo próśb?

    Jest mnóstwo takich rzeczy które mnie wkurzają i do których mam mnóstwo
    zastrzeżeń. Na szczęście Alka przedszkolem zachwycona...

    Nie wiem czy jest coś takiego jak "pożyczenie" rzeczy bo nikt nie ruszał rzeczy
    Alki jeszcze. Widziałam na początku roku jak mama odbierała dziewczynkę i
    wychowawczyni przyprowadziła małą w samej spódnicy bez majtek i rajstop bo je
    zasikała a nie było na zmianę ale ponoć to się zdarzyło chwilę przed przyjściem
    mamy.
    --
    Moje Promyczki kochane: ALICJA (15.03.2006) SZYMON (23.09.2008)
  • bukmacherka34 21.01.10, 08:58
    dziwię się,że nie powiedziałaś ostro paniom co myslisz o ich zwyczajach! w
    przedszkolu jak chcą to niech założą szafkę dla tych co czegoś nie mają , same
    piorą i prasuja, ale branie cudzych rzeczy to dla mnie beszczelność i nie
    pozwoliłabym na to!
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/f2wlanlindejn6y9.png
  • phantomka 21.01.10, 09:36
    To ja tak na fali ostatnich akcji wystepow dzieci z roznych okazji.
    Denerwuje mnie potwornie taka stresujaca atmofera przed ich
    wystepami, wszyscy biegaja, spinaja sie, jakby te dzieciaki mialy
    wystepowac w teatrze narodowym conajmniej. Przeciez dla rodzicow
    jest to sprawa conajmniej drugorzedna, czy ich dziecko bedzie mialo
    rowno przedzialek i powie swoja role slowo w slowo.
    --
    Maryjka
  • mniemanologia 21.01.10, 10:16
    O, mylisz się smile
    Są rodzice, co bardzo ambicjonalnie podchodzą do takich występów.

    A co do pożyczania ubranek - ja nie mam nic przeciwko. Ale w
    przedszkolu mamy ok. 10 dzieci, a nie 30 czy 50.

    --
    Jak się podoba, to wiesz co smile
    www.ciazowy.pl/kohol,album-konkurs-koszulkowy-47,99,zdjecie-420.html
  • mw144 21.01.10, 10:11
    W przedszkolu, do którego chodzi mój syn jest to niemożliwe i niedopuszczalne z
    3 powodów:
    1. to niehigieniczne,
    2. właścicielka wymaga zostawiania zapasowych ubrań dla dziecka, każde dziecko
    ma swoją szafkę z rzeczami mu potrzebnymi,
    3. nawet w razie jakiejś dużej "katastrofy" właścicielka ma własne zapasowe
    ubranka.

    --
    "Rottweiler jest jak MEDIA MARKT - nie dla idiotów"
  • mamusiamartusia 21.01.10, 11:33
    W naszym przedszkolu też są ubrania zagubione lub podarowane przez
    rodziców "na wszelki wypadek" ale tu nie chodzi o sytuację awaryjną.
    Moje dziecko (nie ono jedno) ma grube spodnie od kombinezonu +
    ocieplane na drogę do i z przedszkola. No i chyba ma za dużo bo te
    własnie ciuszki są pożyczane dla róznych dzieci niekoniecznie z jego
    grupy. Rolą rodzica jest ubranie dziecka stosownie do pogody. Tak mi
    się bynajmniej wydaje. Najgorsze, że te incydenty stają się normą.
    Przeszkadza mi to właśnie ze względów higienicznych.
    W przypadku mojego dziecka każda infekcja wiąże się z robieniem
    podstawowych badań i mimo braku przeciwskazań co do uczęszczania do
    przedszkola naprawdę trzeba dmuchać na zimne.

    Wspomnę jeszcze o fakcie kradzieży przez pewną mamę chusteczki pod
    szyję mojego synka oraz próbie kradzieży bezrękawnika(poważniesmile)
    Jeżeli ktoś z małym dzieckiem nas odwiedzi i dziecku temu coś
    się "przytrafi" to zawsze chętnie pomogę ale również dostaję rzeczy
    uprane i uprasowane czyli takie jakie dałam.

    I na zakończenie tematu: ocieplane spodnie można kupić w lumpeksie
    za 5-8 zł albo..popytać znajomych może mająsmile nie jest to zbyt
    wielki uszczerbek budżecie domowymwink


    --
    "Nie działa mi dekoder telewizji Trwam..."
  • tijgertje 21.01.10, 13:03
    Wiesz co, zrobcie zebranie i niech kazdy powie, co mysli.
    Podejrzewam, ze z tym ubieraniem odpowiednio do pogody moze byc
    problem. wcale bym sie nie zdziwila, jakby sie okazalo, ze
    przedszkolanki wciskaja w czyjes ocieplane spodnie dzieci, ktorych
    rodzice uwazaja, ze w ten sposob dziecko jest przegrzewane i
    faktycznie u takiego dziecka, nieprzyzwyczajonego do takiego
    cieplego ubrania moze sie to konczyc infekcja, a panie, zeby uniknac
    awantur z drugiej strony wybieraja mniejsze zlo poizyczajac rzeczy
    twojego synka. Najlepszym wyjsciem jest zorganizowanie zapasu
    ciuchow "wpadkowych" w przedszkolu, ale jednoczesnie poinformowac
    duyzmi literami wszystkich rodzicow, ze dziecko ma byc przygotowane
    na wyjscie na zewnatrz i to rodzicoe, nie przedszkole ponosza
    odpowiedzialnosc. panie powinny dzieciom pomoc w ubraniu sie i
    pilnowac, jesli w ciagu dnia pogoda nagle diametralnie sie zmieni,
    ale pozyczanie cudzych rzeczy bez zgody wlasciciela jest dla mnie
    niedopuszczalne.
  • zenia78 24.01.10, 17:05
    Mnie denerwuje picie w szklankach...tak w szklankach ze szkla...i notoryczne
    tluczenie tychze...przedszkole prywatne...szklanki z ikeii...dosc tanie.Wiadomo
    oszczednosc!!!
  • mama_kotula 25.01.10, 01:45
    zenia78 napisała:
    Cytat
    > Mnie denerwuje picie w szklankach...tak w szklankach ze szkla...i notoryczne
    tluczenie tychze...przedszkole prywatne...szklanki z ikeii...dosc tanie.Wiadomo
    oszczednosc!!!


    Niekoniecznie oszczędność.
    W przedszkolach Montessori na przykład nie uświadczysz "nietłukacych" naczyń czy
    plastików. Wszystkie naczynia są zwyczajne, dzieci same nakrywają do stołu, do
    tego o zgrozo same nalewają wodę/herbatę z normalnych szklanych dzbanków. Jak
    się rozbije - nie ma najmniejszego problemu, dziecko pomaga w zamiataniu szkła.
    Nie, nie z oszczędności - jest to celowe działanie, aby dziecko nauczyło się
    ostrożności w postępowaniu z normalnymi naczyniami, aby zwiększało precyzję
    ruchu itp.


    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • jagabaga92 21.01.10, 12:16
    W przedszkolu, do którego chodzi mój synek, jest kilka "awaryjnych"
    zestawów ubrań. Mój synek kiedyś też z tego skorzystał (wylał na
    siebie wodę przy malowaniu farbami). Po dwóch dniach odniósł ubranko
    uprane i uprasowane przeze mnie. Pożyczanie ubrań wyjściowych tylko
    dlatego, że któryś z rodziców nie zadbał np. o ciepłe spodnie dla
    swojego dziecka też by mnie porządnie wkurzało. Na szczęście w
    przedszkolu mojego synka nie jest to praktykowane.

    --
    Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko... - Słownik języka dziecięcego
  • budzik11 21.01.10, 13:21
    Wkurza mnie tylko jedna rzecz - że dzieci od mniej listopada do marca w ogóle
    nie wychodzą na dwór.
    Co do ubrań - w szafce córki dyżuruje komplet na przebranie, w maluszkach leżał
    cały rok nieużywany, w 4-latkach już we wrześniu młoda wylała na siebie zupę.
    Dostałam ją czystą, następnego dnia oczywiście córka dostała czysty komplet
    zapasowy. Ale ciekawostka - do jej torby z tym kompletem czasem ktoś coś dokłada
    - a to rajstopy, a to koszulkę.
  • batutka 21.01.10, 14:36
    budzik11 napisała:

    > Wkurza mnie tylko jedna rzecz - że dzieci od mniej listopada do marca w ogóle
    > nie wychodzą na dwór.

    ja to? w ogole?? :-o

  • myelegans 21.01.10, 15:19
    U nas dzieci wychodza 2 razy dziennie, po rannych zajeciach przed
    lunchem i po podwieczorku.
    Kazde dziecko ma w swojej szafce zamykany pojemnik, w ktorym rodzice
    zostawiaja dodatkowa odziez awaryjna. Oprocz tego jest mnostwo ubran
    w szafce na wyposazeniu przedszkola, podarowanych przez rodzicow, w
    spadku po robionym 2 razy w roku "wyprzedazy rzeczy" na wypadek
    awarii.
    W zimie kazde dziecko mam miec spodnie ortalionowe ocieplane,
    sniegowce, czapke i rekawiczki w swojej szafce. Niektorzy przynosza
    codziennie, ja zostawiam na stale. Jak sie wylamuja, to panie
    przypominaja i upominaja rodzicow.
    Przedszkole ma pralke i suszarke i piore te rzeczy, tak samo jak
    latem piora reczniki kapielowe i stroje kapielowe.

    Wlasciwie nic mi nie przeszkadza, nawet gdybym bardzo sie czepiac
    chciala, ale ja z nieczepialskich: opieka fachowa, jedzenie zdrowe,
    dziecko przedszkole lubi.
  • aurita 21.01.10, 22:29
    u mnie to samo: dzieci caly dzien siedza w sali sad

  • mama-ola 21.01.10, 16:24
    Mnie by akurat nie wkurzyło, gdyby ktoś pożyczył ubranie Antosia,
    oczywiście musiałby oddać wyprane. Ale rozumiem, że ktoś może sobie
    nie życzyć - na Twoim miejscu powiedziałabym wyraźnie nauczycielkom,
    że się nie zgadzam.
    Może włóż zapasowe rzeczy do dużej reklamówki, zaklej od góry lekko
    taśmą samoprzylepną - będzie trudniej dostępne, panie wezmą tylko
    wówczas, gdy będą musiały, czyli gdy Twoje dziecko będzie
    przemoczone.

    Mnie wkurzyło to, że chłopiec, o którym powszechnie wiadomo, że jest
    narwany, wszystkich bije itp., miał nożyczki bez nadzoru. Siedział
    akurat przy stoliku bez nauczycielki, zaczął w pewnym momencie
    machać i dziabnął Antosia centymetr od oka. Po tym incydencie wolno
    mu mieć nożyczki tylko, gdy nauczycielka siedzi obok. Lepiej późno
    niż wcale.

    Nie podoba mi się też, że jest tyle słodyczy, np. ciasta,
    drożdżówki, a nas pożegnanie mamba lub cukierek (dzieci przed
    wyjściem są częstowane z wielkiego słoja, który stoi zazwyczaj na
    szafie).
    --
    Mama Antosia (4 lata i 8 m-cy) i Maciusia (9 m-cy)
  • mamusiamartusia 21.01.10, 17:48
    Gdyby oddał wyprane to tak. Wobraź sobie sytuacje kiedy przychodzisz
    do przedszkola okazuje się, że dzieci są na dworze. Ok fajne.
    Zabierasz smyka do szatni i chcesz go przebrać ze spodni od
    kombinezonu w te, w których przyszedł do przedszkola. Szukasz. Nic.
    Pytasz panią. Ona z uśmiechem odpowiada, że właśnie ubrała XY bo
    swoje miał za cienkie na śnieg.
    Za dwa dni pytasz gdzie sztruksy, w których dziecię przyszło??? Były
    suche, na przebranie ma dresy, na śnieg inną parę. Suszą się bo inne
    dziecko w nich było na sniegu.

    Za kilka dni przychodzisz i pytasz czy dzieci były na spacerze? Nie
    bo był teatrzyk i angielski, zaraz mają iść. To dlaczego spodnie od
    kombinezonu wiszą mokre na wieszaczku?
    Hmmm pewnie inna grupa pożyczyła.
    To jakieś dziwne.
    --
    "Nie działa mi dekoder telewizji Trwam..."
  • mama-ola 21.01.10, 21:05
    Masz rację, Mamusiamartusia, to rzeczywiście kuriozalne. Zrób tak,
    by Twoje rzeczy nie były zbyt łatwe do wzięcia, nie wieszaj na
    wieszaczku, leż włóż do podpisanej siatki czy woreczka. Może wówczas
    spodnie kogoś innego nawiną się paniom pod rękę, a nie Twoje.
    Pozdrawiam smile
    --
    Mama Antosia (4 lata i 8 m-cy) i Maciusia (9 m-cy)
  • myelegans 21.01.10, 21:17
    mama-ola napisała:
    > Mnie wkurzyło to, że chłopiec, o którym powszechnie wiadomo, że
    jest
    > narwany, wszystkich bije itp., miał nożyczki bez nadzoru.

    Sorry, ale przedszkole powinno miec nozyczki przeznaczone DLA DZIECI
    czyli z zaokraglonymi koncami i ostrzem zabezpieczonym tak, zeby sie
    przypadkowo nie zranily. Kosztuja mniej niz te dorosle.
    Takie sa w naszym przedszkolu i nikt dzieci specjalnie pilnowac nie
    musi, zreszta jak upilnowac 20 wycinajacych za raz przedszkolakow.
  • sabka22 21.01.10, 22:26
    U nas w przedszkolu są ciuchy "przedszkolne"takie na wszelki
    wypadek,wtedy jak dziecko sie posiusia lub zupą poleje to bez
    problemu je przebierają a rodzice oddaja wyprane na drugi dzien.
    Słodyczy u nas nie ma,przewaga owoców po obiedzie.
    Do picia jest i woda i cherbata i kompot więc wybór jest.
    Sale są wietrzone.
    Wygląda na to że nie mam się do czego przyczepić...dobrze trafiłam.
    (przedszkole państwowe)
    --
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,sabka22.html
  • tijgertje 22.01.10, 13:10
    myelegans napisała:
    Sorry, ale przedszkole powinno miec nozyczki przeznaczone DLA DZIECI
    > czyli z zaokraglonymi koncami i ostrzem zabezpieczonym tak, zeby
    sie
    > przypadkowo nie zranily.

    Hehe, niektore dzieciaki potrafia zranic jedno drugie bez
    specjalnych narzedz zbrodniwink Moj mlody zaraz na poczatku szkolnej
    kariuery (4 lata) dostal zupelnie niechcacy od kolegi lopatkatuz
    kolo oka. Luk brwiowy rozcial do kosci, lekarz jak zobaczyl rane, to
    nie wierzyl, ze to byla zwykla lopatka z grubego tworzywa bez
    ostrych krawedzi. Nawet uchwytem do norzyczek odpowiednio
    skierowanym i uzytych z odpowiednia sila mozna dziecku oko wybicuncertain
  • myelegans 22.01.10, 14:34
    Tijgertje, no ja wiem, ze dzieci do wielu rzeczy sa zdolne, wiec
    trzeba eliminowac, ze oczywiste zagrozenia, typu dorosle, nozyczki z
    ostymi koncami, to tu o wypadek az sie prosi.

    U nas z kolei przegiecie w druga stone.

    Juz wiem do czego sie moge pzryczepic, bo dostaje telefon przy
    kazdym guzie, i "raport wypadku" do przeczytania i podpisania przy
    odbiorze. Moj syn ma wyjatkowa sklonnosc do nabijania guzow, z tym,
    ze on to otrzepuje piorka i nic nie mowiac wraca do swoich zajec.
    Pan/pani zauwaza i rozdmuc... wydarzenie, zaraz jest dochodzenie,
    lod na czolo, telefon do matki, ktora najczesciej jest w srodku
    spotkania itd. itp. Mam juz niezla kolekcje tych raportow.
  • mama-ola 22.01.10, 21:06
    Nigdzie nie napisałam, że to były dorosłe nożyczki z ostrymi
    końcami, chyba zobaczyłaś to oczami wyobraźni smile
    --
    Mama Antosia (4 lata i 8 m-cy) i Maciusia (9 m-cy)
  • hamerykanka 21.01.10, 22:25
    W naszym obecnym przedszkolu kazde dziecko przychodzi z torba z
    imienna zawieszka, ktore wiesza sie na haczyku przed sala dziecka. W
    torbie sa zapasowe ubranka. Mala ma co najmniej godzine dziennie
    zabawy na zewnatrz, chyba ze pada. Co najmniej godzine gimnastyki
    lub zwyklego latania z pilka w duzej sali. Ubranka zapasowe posiada
    tez przedszkole.
    Niebo a ziemia z poprzednim przedszkolem, gdzie maluchy w wieku 1-2
    lata mialy nawet nie sale, ale pol zagrodzonej salki, zastawionej
    lozeczkami, od czasu do czasu muzyka z magnetofonu, na zewnatrz
    rzadko bo paniom nie chcialo sie dzieci ubierac. Nie wiem czy w
    tygodniu spedzaly na zewnatrz jedna godzine. Ubranko brudne
    dostawalam zawiazane w worku foliowym. Jedzenie dla dzieci kazdy
    musial przynosic sam (znikalo mi szybciej niz mala jadla)-dla
    porownania w obecnym posilki sa takie same dla wszystkich dzieci,
    zapewniane przez przedszkole (chyba ze dziecko jest alergikiem).
    Mala byla pogryziona przez inne dziecko kilkukrotnie (miala wtedy ok
    rok), wlacicielka ponoc rozmawiala z rodzicem ale bez rezultatu, w
    koncu po 4 z kolei nawet nie rozmawiala ze mna bezposrednio ale
    przyslala pracownice Polke zeby mnie uglaskac. Brudno i syf, mala po
    jednym dniu miala czarne skarpety-w ulotce pisalo o czyszczeniu
    wykladzin co miesiac, w praktyce jak sie dowiedzialam, robiono to
    raz na rok...ech..duzo by wymieniac..
  • zuzuua 21.01.10, 23:05
    ja jestem zadowolona z przedszkola. kazde dziecko ma swoje zapasowe ubrania. nie zdarzyla mi sie jeszcze zamiana ubran. nie zdarzylo mi sie zgubienie rzeczy jakichkolwiek. jedzenie jest OK. bardzo rozmaite. nie wiem jakie sa II sniadania i obiady - natomiast widzialam kilka podwieczorkow - na pewno bywaly drozdzowki, owoce, budynie. wszystko kolorowe i zachecajace do jedzenia. czasem dzieci dostaja soczki. do picia pomiedzy posilkami jest woda na zyczenie dziecka. panie sa super. zosia chodzi z checia do przedszkola.
    jedynie do czego mozna sie przyczepic - to wyjscia na dwor. w okresie jesienno-zimowym dzieci wychodza rzadko. z drugiej strony w przedszkolu jest b. cieplo. i zanim ostatnie dziecko jest ubrane, to pierwsze jest spocone i u nas zawsze sie to konczy przeziebieniem. wiosna i latem dzieci sa odbierane z podworka.
    moje dziecko bylo gryzione i bite przez inne, zostalam o tym poinformowane przez panie i zapewniono mnie ze panie rozmawialy z rodzicami tego dziecka i wiem od corki ze ma zakaz zabawy z tym chlopcem. podobno jedno na drugie dziala jak plachta na byka.
    dodam ze chodzimy do przedszkola panstwowego
  • anula56 22.01.10, 14:21
    U nas w przedszkolu jest wymog posiadania przez dziecko zapasowego ubrania.
    Kiedy jest snieg, dzieci maja miec nieprzemakalne spodnie. Jakis czas temu dzien
    byl nieco cieplejszy i nie ubralam corce takowych. Pomyslalam, ze jakby
    przemoczyla te, w ktorych przyszla, panie zaloza jej tamte zaspasowe. Kiedy ja
    obieralam powiedziala, ze byli na dworze i pani zalozyla jej nieprzemakalne
    spodnie innego dziecka. Poczulam sie skrepowana, bo nie chce, zeby moje dziecko
    chodzilo w cudzych ubraniach ze wszystkich podawanych tu powodow. Nic to, poki
    bedzie chociaz odrobina sniegu, bede malej zakladala nieprzemakalne portki i
    tyle. Innym razem cora poinformowala mnie, ze pani ubrala jej na dwor sweterek
    innej dziewczynki, bo uznala, ze bedzie jej za zimno w jej wlasnym ubraniu...
    U nas tez podwieczorki sa zbyt slodkie, co zoowocowalo tym, ze moje dziecko,
    ktore wczesniej ich nie znalo nagle zaczelo sie ich domagac.

    Generalnie jestem zadowolna z przedszkola. Coronia bardzo chetnie tam chodzi.
    Poza tym nie wierze w miejsca idealne, gdzie wszystko jest cudownie i pieknie.
  • grzalka 22.01.10, 19:29
    a ja specjalnie przynoszę i zostawiam więcej ubrań, zwłaszcza takich "podwórkowych" czyli spodnie nieprzemakalne, zapasowe rękawiczki- żeby były na w razie czego dla innych dzieci, bo jak czasem patrzę na te dziewczynki w cienkich rajstopkach przy minus 5 i dzieci w przemoczonych szmaciakach (mokra trawa) to wolę przynieść i zostawić niech leży i będzie używane

    a nawet jak pożyczą na przebranie spodnie czy majtki, bo komuś zdarzyła się wpadka i nie miał (my mamy, bo synek jeszcze w zeszłym roku miewał mnóstwo wpadek i mam odruch zostawiania kilku elementów garderoby na wszelki) to tez żaden problem- zresztą zawsze jest oddane wyprane

    gdyby mnie to wkurzało powiedziałabym wprost: proszę nie pożyczać innym ubrań mojego dziecka, bo mnie to irytuje
    --
    Prawo Katza - ludzie i narody będą działać racjonalnie wtedy i tylko wtedy, gdy wyczerpią już wszystkie inne możliwości
  • hanalui 22.01.10, 20:16
    Cytat mamusiamartusia napisała:
    > Dodam ,że nie był to jeden incydent ale panie robią to nagminnie.
    >.... Pyt
    > am dlaczego?? Bo XY był za lekko ubrany więc trzeba było mu
    pożyczyć.



    Na twoim miejscu to bym zrobila bure paniom, po drugie jako matka
    tego dziecka ktoremu panie pozyczaja tez bym zrobila buregdybym sie
    dowiedziala...nie po to ubieram dziecko tak jak ubieram zeby mi
    panie dodatkowo je kutaly bo im sie wydaje ze dziecko ma za malo.
  • ewcia1980 24.01.10, 12:57
    ja nie jestem zadowolona z przedszkola gdzie chodzi moja córka i
    wkurza mnie wiele rzeczy:
    - słodkie drugie śniadanie
    - leżenie po obiedzie na dywanie (u nas maluchy nie maja lezakowania
    ale po obiedzie przez 10 minut odpoczywaja na podłodze)
    - brak zaangażowania pan w zabawe z dziecmi
    - kiepska opieka nad dziecmi (zdarzyło sie,ze w listopadzie moje
    dziecko zesikało sie gdy była na dworze i pzrez dłuzszy czas stało
    na zimnie taka zasikana. panie zorietnowały sie dopiero w szatni jak
    dzieci sie przebierały. efekt - angina)
    - ogladanie bajek (bajki to moge puszczac córce w domu)
    - mało zajec typu lepienie z plasteliny, wycinanie, sklejanie czegos
    (ja wiem, ze córka jest w maluchach ale po co w takim razie była
    taka ogromna wyprawka z plastelina,kolorowym papieram i bibuła)
    - o wszystko trzeba wypytywac panie. same z siebie to o dziecko
    (zachowaniu dziecka w grupie, zdolnosciach, jakis "brakach") nic nie
    powiedza.

    ja akurat jestem z tych rodziców którzy wypytuja o wszystko i jak
    maja jakies zastrzezenia to interweniuja (nie ma nic gorszego jak
    rodzic nauczyciel smile
    w tym roku juz tez byłam z zastrzezeniami
    smile
    no ale juest tez troche rzeczy które bardzo mi pasuja w tym
    przedszkolu.
    --
    Izabela (16.10.2006)
    Remigiusz (20.02.2009)
  • mama_kotula 24.01.10, 13:54
    Cytat- kiepska opieka nad dziecmi (zdarzyło sie,ze w listopadzie moje
    dziecko zesikało sie gdy była na dworze i pzrez dłuzszy czas stało
    na zimnie taka zasikana. panie zorietnowały sie dopiero w szatni jak
    dzieci sie przebierały. efekt - angina)


    To nazywasz kiepską opieką? Że nie nauczyłaś dziecka sygnalizować takich rzeczy?
    To, że twoje dziecko stało zasikane, w głównej mierze jest jego winą. Bo powinno
    pójść do nauczyciela i zgłosić fakt zasikania. Nauczyciel nie zawsze jest w
    stanie zauważyć tego, że jedno z 25 dzieci które ma pod opieką ma mokre majtki i
    spodnie. Szczególnie na dworze.

    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • ewcia1980 24.01.10, 15:35
    mama_kotula napisała:
    > To nazywasz kiepską opieką?

    TAK
    właśnie tak!!!
    to jest bardzo kiepska opieka pan które maja grupe maluchów.
    te dzieci chociaz w domu moga załatwiac sie bez problemów od dawna
    po przyjsciu do przedszkola moga miec z tym problem!!
    jesli nie jestes przedszkolanka mozesz nie miec takiej swiadomosci.
    panie powinny miec!!!


    > Że nie nauczyłaś dziecka sygnalizować takich rzeczy?
    > To, że twoje dziecko stało zasikane, w głównej mierze jest jego
    winą.


    ty tak na serio czy udajesz głupiego???????
    moje dziecko sygnalizuje potrzeby fizjologiczne i to od dość dawna.
    a to, że dziecku, które zaczeło chodzic do przedszkola nie majac 3
    lat zdarzyło sie zrobic siku to nie jest nic nadzwyczajego
    i ze nie poinformowało o tym nikogo to tez nie jest jakims
    dziwactwem -jestes w stanie to pojac????

    > Bo powinno pójść do nauczyciela i zgłosić fakt zasikania

    ta jasne!!!!
    sorry, ale gów.o wiesz o zachowaniu sie maluchów i etapie ich
    przystosowywania sie do pzredszkola.
    i o tym co powinno a czego jeszcze nie musi robic!!

    > Nauczyciel nie zawsze jest w stanie zauważyć tego, że jedno z 25
    dzieci które ma pod opieką ma mokre majtki
    > i spodnie.

    po pierwsze - mylisz sie!!
    ma obowiazek to zauwazyc!!! szczególnie podczas godzinnego pobytu na
    dworze.
    po drugie -nie tylko ma obowiazek to zauwazyc ale ma obowiazek przed
    wyjsciem na spacer spytac kazde dziecko z osobna czy nie potrzebuje
    pójść do toalety (wyjasniajac - mówie o grupie maluchów a nie
    dzieciach w zerówce!!!!)
    a po trzecie - maja obowiazek posprawdzac czy dzieci te maja
    powkładane dobrze podkoszulki, pozakładane rekawiczki a na spacerze
    spytac sie czy któremus nie jest zimno
    a po czwarte - chyba w zadnym przedszkolu nie ma jednej opiekunki na
    25 dzieci. u nas na taka liczbe osób sa 3 wiec nie przesadzaj!!


    --
    Izabela (16.10.2006)
    Remigiusz (20.02.2009)
  • mama_kotula 24.01.10, 15:42
    Nie krzycz na mnie.
    Tak, uważam że podstawową umiejętnością dziecka które ma iść do przedszkola jest sygnalizacja nauczycielowi o wszystkim, również o tym, że zmoczyło majtki. Twoje dziecko nie zasygnalizowało, że chce się załatwić - ok, jak napisałaś, może mieć z tym problem.
    Ale powinno powiedzieć nauczycielce, że się posikało. Nawet jeśli ma 3 lata. I tego trzeba dziecko uczyć, a nie liter i czytania w wieku 18m, jak to się na forum powszechnie uważa - komunikacji z opiekunem.


    I nie, nauczyciel nie ma obowiązku tego zauważyć. Rozumiem, że wg ciebie nauczyciel podczas zabawy dzieci na podwórku powinien co 3 minuty przejść i pomacać każde dziecko w kroku? I rozumiem, że ty byś tak robiła?

    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • ewcia1980 24.01.10, 16:07
    > Tak, uważam że podstawową umiejętnością dziecka które ma iść do
    przedszkola jes
    > t sygnalizacja nauczycielowi o wszystkim, również o tym, że
    zmoczyło majtki.

    smile to twoje zdanie.
    które akurat niespecjalnie mnie interesuje - ale ok


    > Ale powinno powiedzieć nauczycielce, że się posikało. Nawet jeśli
    ma 3 lata.

    nie rozśmieszaj mnie!!!
    czy ty obserwowałaś kiedys maluchy,które dopiero co zaczeły chodzic
    do pzredszkola????
    po przyjściu po dziecko posiedziałaś chwile patrzac jak sie
    zachowuje w grupie a jak zachowuja sie inne dzieci???
    jestem pewna, ze NIE (chociaz napewno bedziesz mnie zapewniac, ze
    jest inaczej!!)

    te dzieci przez pierwsze 2,3 a nawet 4 miesiace maja miny "zbitych
    psiaków" i łzy w oczach.
    przez pierwsze miesiace prawie wcale sie nie odzywaja a jedynie
    kiwaja głowa gdy odpowiedz na potanie jest tak lub nie.

    to,ze dziecko pobiegnie poinformowac pania ze sie zesikało to
    wyjatek a nie reguła.


    > I nie, nauczyciel nie ma obowiązku tego zauważyć.

    ok - masz prawo tak uważać!!
    w sumie to twój biznes czego oczekujesz od osób opiekujacych sie
    twoim dzieckiem.

    ja wiem czego moge wymagac - i egzekwuje tego.
    i tyle!!

    > Rozumiem, że wg ciebie nauczyciel podczas zabawy dzieci na
    podwórku powinien co 3 minuty przejść i pomacać każde dziecko w
    kroku? I rozumiem, że ty byś tak robiła?


    widzisz jak ty mało rozumiesz!!!


  • mama_kotula 24.01.10, 16:16
    Prosiłam cię, abyś nie krzyczała na mnie. W ten sposób nie będę z tobą dyskutować.

    To, że twoje dziecko przez pierwsze 4 miesiące miało minę zbitego psiaka w przedszkolu, oraz że się nie odzywało poza "tak" oraz "nie" - nie oznacza, że wszystkie dzieci tak mają. Bo nie mają.

    I jeszcze raz - to, że panie zauważyły po godzinie, że dziecko jest obsikane, w przypadku zabawy na sali mogłoby być faktycznie świadectwem złej opieki.
    Natomiast na dworze opieka nad dziećmi wygląda inaczej, dzieci są ubrane w grubsze spodnie, dłuższe kurtki - zasikanych majtek NIE WIDAĆ gołym okiem. Chyba, że dziecko jest zasikane tak, że mu chlupie z butów.

    I nie, moja droga, ja całkiem sporo rozumiem. A z twojego tonu, w jakim piszesz posty, rozumiem tyle, że jesteś zwyczajną krzykaczką która nie przyjmuje do wiadomości innego zdania, wszyscy są be i tylko ty jesteś cacy. Oraz twoje dziecko, które najwidoczniej do przedszkola jeszcze nie dojrzało.


    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • ewcia1980 24.01.10, 16:42
    mama_kotula napisała:
    > Prosiłam cię, abyś nie krzyczała na mnie. W ten sposób nie będę z
    tobą dyskutować.

    smile to groźba czy obietnica???

    > To, że twoje dziecko przez pierwsze 4 miesiące miało minę zbitego
    psiaka w przedszkolu, oraz że się nie odzywało poza "tak"
    oraz "nie" - nie oznacza, że wszystkie dzieci tak mają. Bo nie mają.


    umiesz czytac ze zrozumieniem???
    bo wnioskuje ze masz z tym problem!!!

    > Natomiast na dworze opieka nad dziećmi wygląda inaczej, dzieci są
    ubrane w grubsze spodnie, dłuższe kurtki - zasikanych majtek NIE
    WIDAĆ gołym okiem. Chyba, że dziecko jest zasikane tak, że mu
    chlupie z butów.

    i co w zwiazku z tym, ze sa grubiej ubrane???
    ubiór - ubiorem a opieka -opieka!!
    panie przed wyjściem na dwór powinny spytac każdego dzieciak czy
    chce siku.
    a w czasie godzinnej zabawy na dworze tez chociaz z raz podejść do
    kazdego i sprawdzic co i jak - czy nie jest mu zimno, czy nie jest
    za goraco (szczególnie gdy pogoda jest zmienna) czy przypadkiemnie
    chce siku!!


    ja tego oczekuje i wymagam!
    ty wcale nie musisz!
    jesli traktujesz przedszkole jak przechowalnie dziecka i wazne jest
    że w pzredszkolu jakos przezyło to 6 czy 8 godzin

    dla mnie pzredszkole to placówka opiekuńczo-
    wychowawcza a nie pzrechowalnia dziecka.
    i opieki oczekuje.
    a jesli dziecko jest ze szczególnymi potrzebami (chociaz moje
    wcalenie jest) to oczekiwałabym jeszcze wiekszej
    opieki/zainteresowania niz w przypadku pozostałych dzieci!!
    i teznie jest to zadne dziwactwo - tylko swiadomośc co rodzic moze
    oczekiwac od tego typu placówki!!


    > I nie, moja droga, ja całkiem sporo rozumiem. A z twojego tonu, w
    jakim piszesz posty, rozumiem tyle, że jesteś zwyczajną krzykaczką
    która nie przyjmuje do wiadomości innego zdania, wszyscy są be i
    tylko ty jesteś cacy.

    Ty natomiast masz beznadziejna maniere oceniania.
    Nie dyskutujesz - co twierdzisz, ze chcesz robic - lecz oceniasz i
    komentujesz!!

    > Oraz twoje dziecko, które najwidoczniej do przedszkola jeszcze nie
    dojrzało.

    smile
    nie ma to jak fachowa opinia forumowego eksperta
    od siedmiu boleści!







    --
    Izabela (16.10.2006)
    Remigiusz (20.02.2009)
  • mama_kotula 24.01.10, 16:49
    Wciąż krzyczysz. Uspokój się.

    Tak samo krzyczysz do nauczycielek przedszkolnych? smile

    Ewciu, rozumiem, że jesteś ogólnie niezadowolona z opieki przedszkolnej nad twoim dzieckiem, ale nie musisz z tego powodu się wyżywać na mnie tylko dlatego, że wyraziłam moje zdanie, odmienne od twojego.
    Jak nie pasuje ci opieka w przedszkolu, to jedynym wyjściem jest zmiana - albo przeniesiesz dziecko do innego przedszkola, albo pozostawisz w domu z opiekunką. Ale sytuacji nie zmienią krzyki na innych, którzy z sytuacją nie mają nic wspólnego.
    Więc przestań krzyczeć i zastanów się, co możesz zrobić, aby zmienić niewygodną dla ciebie sytuację.

    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • ewcia1980 24.01.10, 17:00
    mama_kotula napisała:
    > Wciąż krzyczysz. Uspokój się.

    hmmm... troche przewrażliwiona jestes!

    > Ewciu, rozumiem, że jesteś ogólnie niezadowolona z opieki
    przedszkolnej nad twoim dzieckiem, ale nie musisz z tego powodu się
    wyżywać na mnie tylko dlatego, że wyraziłam moje zdanie, odmienne od
    twojego.


    ale ja wcale nie pytałam o czyjes zdanie w tej kwestii!!
    nie zakładałam watku z pytaniem co ktos sadzi na temat opieki nad
    dzieckiem w "moim" przedszkolu
    wiec nie rozumiem celu komentowania bo ja naprawde wiem czego moge
    oczekiwac od placówek oświatowych.


    > Jak nie pasuje ci opieka w przedszkolu, to jedynym wyjściem jest
    zmiana - albo przeniesiesz dziecko do innego przedszkola, albo
    pozostawisz w domu z opiekunką

    dziekuje za rade -ale zbedna fatyga!
    ja naprawde wiem co mam zrobic!
    serio

    > Więc przestań krzyczeć i zastanów się, co możesz zrobić, aby
    zmienić niewygodną dla ciebie sytuację.

    doceniam troske - ale ... czytaj wyżej!

    --
    Izabela (16.10.2006)
    Remigiusz (20.02.2009)
  • dymna 24.01.10, 23:35

    Ale dlaczego Ty ciągle na nią krzyczysz? (krzyczenie=stawianie wielu wykrzykników).
    Ona kulturalnie przedstawia swoje racje.

    Nieładnie. Niepoważnie.
    --
    Waldemar, ty się nie martw!
  • lia.13 24.01.10, 22:22
    Nie przejmuj się Mamo_kotulo, Ewcia, jak sam jej nick wskazuje jest pewnie
    dzieckiem wychowywanym bezstresowo. Stąd pewnie jej krzyk w rozmowie zamiast
    rzeczowej dyskusji. Jeśli podobnie krzyczy na swoje dziecko, czy też na męża w
    obecności dziecka, to przestaje dziwić fakt, że mała boi się zgłosić, że się
    posiusiała.
  • hanalui 24.01.10, 22:38
    Cytat lia.13 napisała:
    Jeśli podobnie krzyczy na swoje dziecko, czy też na męża w
    > obecności dziecka, to przestaje dziwić fakt, że mała boi się
    zgłosić, że się
    > posiusiała.


    Tez mam podobne odczucia
  • slonko1335 24.01.10, 19:46
    ewcia1980 napisała:

    > te dzieci przez pierwsze 2,3 a nawet 4 miesiace maja miny "zbitych
    > psiaków" i łzy w oczach.
    > przez pierwsze miesiace prawie wcale sie nie odzywaja a jedynie
    > kiwaja głowa gdy odpowiedz na potanie jest tak lub nie.
    >
    > to,ze dziecko pobiegnie poinformowac pania ze sie zesikało to
    > wyjatek a nie reguła.

    no i ja dołączę do większość, Ewciu wyjątkiem to jest dziecko które nie
    poinformuje, że się zlało w majty.
    po dwóch miesiącach trzylatki w przedszkolu mojej córki miały pasowanie, przez
    pól godziny tańczyły, śpiewały, mówiły wierszyki i nie miały miny zbitych psiaków...

    --
    Moje Promyczki kochane: ALICJA (15.03.2006) SZYMON (23.09.2008)
  • ewcia1980 24.01.10, 20:06
    slonko1335 napisała:
    > no i ja dołączę do większość, Ewciu wyjątkiem to jest dziecko
    które nie
    > poinformuje, że się zlało w majty.
    > po dwóch miesiącach trzylatki w przedszkolu mojej córki miały
    pasowanie, przez
    > pól godziny tańczyły, śpiewały, mówiły wierszyki i nie miały miny
    zbitych psiaków...


    smile no to tylko sie cieszyć, ze wszystkie forumowe przedszkolaki to
    takie przebojowe dzieci.
    nastepna fascynujaca sprawa ze na forum same odwazne a w realu
    trafiłam na takie "niedorobione".
    hmmm...

    a tak jeszcze tylko z ciekawości - ty byłaś na tym pasowaniu na
    przedszkolaka, widzialaś nagranie czy wiesz to z relacji
    pzredszkolanek??


    --
    Izabela (16.10.2006)
    Remigiusz (20.02.2009)
  • slonko1335 24.01.10, 20:15
    a tak jeszcze tylko z ciekawości - ty byłaś na tym pasowaniu na
    > przedszkolaka, widzialaś nagranie czy wiesz to z relacji
    > pzredszkolanek??

    oczywiście, że byłam, byłam tez na Wigilii gdzie występowały a w ostatni piątek
    dziadkowie byli na Dniu Babci i Dziadka.
    A czemu miałabym nie być? na Dzień Dziadka i Babci nie byli rodzice zaproszeni
    to owszem mnie nie było...

    I tak zarówno na pasowaniu jak i na Wigilii było dwoje dzieci które płakało -
    dwoje na trzydzieścioro, więc co jest normą? tych dwoje które płakały czy te
    ponad dwadzieścioro pozostałych które wystąpiły bez najmniejszego problemu?

    Acha moja córka nie jest dzieckiem przebojowym, daleko jej do tego ale potrafi
    powiedzieć opiekunowi, ze nie zdążyła do toalety albo obsikała majtki w trakcie
    załatwiania się bo nie zsunęła porządnie, potrafi powiedzieć, że jej zimno, ma
    mokrą bluzkę, drapie ją metka, chce pić, jest głodna, nie jest głodna, nie może
    czegoś zjeść bo jest uczulona, itd.
    --
    Moje Promyczki kochane: ALICJA (15.03.2006) SZYMON (23.09.2008)
  • ewcia1980 24.01.10, 20:35
    slonko1335 napisała:
    > oczywiście, że byłam, byłam tez na Wigilii gdzie występowały a w
    ostatni piątek
    > dziadkowie byli na Dniu Babci i Dziadka.
    > A czemu miałabym nie być?

    nie w tym rzecz smile
    rzecz w tym, ze dziecko inaczej zachowuje sie w obecności rodziców
    a zupełnie inaczej niz jak jest samo w przedszkolu.
    wiec argumenty jak to dziecko tanczy i spiewa jak jest rodzic w
    poblizu to zaden argument.
    i chyba normalne ze nie ma wtedy smutnej miny i odzywa sie
    normalnie!!

    poobserwowałas kiedys dzieciaki (szczególnie chodzi mi o pierwsze
    miesiace) jak sie zachowywały same,bez rodziców?????
    bo ja tak!!!
    jak przychodziłam po córke (własnie we wrzesniu czy pazdzierniku - a
    przychodziłam szybko bo mam taka mozliwość) to wiekszość (nie
    twierdze ze wszystkie) były smutne i ze łzami w oczach.
    a gdy tylko przyszedł rodzic po któres z tych dzieci to zmiana o 180
    stopni.
    dziecko usmiech od ucha do ucha.
    ja miałam czas wiec bywało,ze i z godzine jeszcze posiedziałam -
    wiec o przedszkolankach i dzieciach moge sporo powiedziec!!


    >I tak zarówno na pasowaniu jak i na Wigilii było dwoje dzieci które
    płakało - dwoje na trzydzieścioro, więc co jest normą? tych dwoje
    które płakały czy te ponad dwadzieścioro pozostałych które wystąpiły
    bez najmniejszego problemu?

    ale rozumiesz ze dla mnie zaden to wyznacznik skoro dziecko jest z
    rodzicem???
    bo moje dziecko jak było ze mna to juz we wrzesniu czy pazdzierniku
    to z przedszkola wychodzic nie chciało.
    ale co z tego skoro tak jest ze mna!!

    owszem - zastanawiałam sie nad tym czy moje dziecko nadaje sie do
    przedszkola i brałam pod uwage konieczność wypisania jej z
    przedszkola (tu bardziej chodziło o kwestie zdrowotne)
    ale, o dziwo, przedszkolanki nie widza absolutnie żadnego powodu.
    wrecz przeciwnie - twierdza, ze bardzo dobrzeradzi sobie w grupie i
    szkoda byłoby ja zabierac.
    --
    Izabela (16.10.2006)
    Remigiusz (20.02.2009)
  • slonko1335 24.01.10, 21:01
    > rzecz w tym, ze dziecko inaczej zachowuje sie w obecności rodziców
    > a zupełnie inaczej niz jak jest samo w przedszkolu.

    no kilka postów wcześniej twoim argumentem był nieszczęsny dzień babci i niechęć
    do występowania na nim...rozumiem, że u Was do ściany dzieci występ mają i
    bliskich nie ma?

    poobserwowałas kiedys dzieciaki (szczególnie chodzi mi o pierwsze
    > miesiace) jak sie zachowywały same,bez rodziców?????
    > bo ja tak!!!

    Owszem obserwowałam wielokrotnie (mama ma okno wychodzące na przedszkolne
    podwórko)i tak są dzieci takie o jakich piszesz ale to garstka w porównaniu do
    reszty, to takich dzieci zahukanych wystraszonych, bojących się własnego cienia
    jest kilkoro w grupie.
    Mam w rodzinie 4 przedszkolanki, więc też mogę o nich trochę powiedzieć i
    kilkanaście razy byłam u nich w pracy z jakiegoś powodu, obserwowałam tez
    wielokrotnie grupę mojego dziecka - tak się składa, że mam jak - nie pracuję,
    dysponuję czasem, mogłam...

    jak przychodziłam po córke (własnie we wrzesniu czy pazdzierniku - a
    > przychodziłam szybko bo mam taka mozliwość) to wiekszość (nie
    > twierdze ze wszystkie) były smutne i ze łzami w oczach.

    oczywiście, ze tak, to dla nich nowa sytuacja, ale to nie znaczy, że wszystkie
    jak jeden mąż sikały w majtki i nie mówiły nic nikomu tylko tak mokre chodziły,
    w czasie kolejnych kilku miesięcy.





    --
    Moje Promyczki kochane: ALICJA (15.03.2006) SZYMON (23.09.2008)
  • ewcia1980 24.01.10, 21:11
    no tak smile
    czego innego mogłam sie spodziewac smile
    forumowe przedszkolaki to bystre dzieciaki, które po dwóch, trzech
    miesiacach traktuja przedszkolanki jak własne ciocie/babcie
    wszystkie roześmiane i bawiace sie w grupie
    oczywiscie komunikujace o swoich potrzebach
    a rodzice - wszyscy obserwujacy zachowanie dziecka
    obserwujace relacje w grupie
    i zachowanie innych dzieci

    to faktycznie jest forumowy świat


    smile
    pozdrawiam
    --
    Izabela (16.10.2006)
    Remigiusz (20.02.2009)
  • slonko1335 24.01.10, 21:23
    > a rodzice - wszyscy obserwujący zachowanie dziecka

    no to faktycznie jest strasznie dziwne i niespotykane...z reguły rodzice swoje
    dzieci w d...mają...

    > obserwujace relacje w grupie
    > i zachowanie innych dzieci

    naprawdę nie wiesz które dzieci w grupie Twojej córki to rozrabiaki, które są
    grzeczne, które płaczą, i tak dalej? Córka przecież dokładnie Ci relacje zdaje -
    to nie opowiada o nich? nawet jakbys nie obserwowała, nie potrafiłabys nic
    powiedzieć?

    > oczywiscie komunikujace o swoich potrzebach

    no nie wszystkie, to już ustaliłyśmy jest garstka dzieci które tego nie robi

    > wszystkie roześmiane i bawiace sie w grupie

    wiesz z trzylatkami raczej o te zabawy w grupie to ogólnie trudno dość ale
    niewiele to ma chyba wspólnego ze zgłaszaniem potrzeb



    --
    Moje Promyczki kochane: ALICJA (15.03.2006) SZYMON (23.09.2008)
  • agata96134 27.01.10, 17:51
    Swoje dziecko po m-cu z przedszkola publicznego zabrałam, wiele rzeczy budziło moje zastrzeżenia. Później jak rozmawiałam ze znajomymi-to doszliśmy do wniosku, że od 25-30 lat jak już nie chodzimy do przedszkola to tak naprawdę wiele się na lepsze w nich nie zmieniło. Nadal są zbyt liczne grupy, za mało przedszkolanek, w sumie małe sale 60 m/kw odliczając meble w tym stoliki dzieląc przez 27 osób wychodzi coś ponad metr na osobę -mało jakoś.
    To infrastruktura, do tego opieka taka sobie.Brak indywidualnego podejścia do dziecka-za dużo ich na to. Pani za biurkiem zamiast na dywanie z maluchami(na własne oczy widziałam), nawijanie rodzicom makaronu na uszy, że będą jasełka i będzie super. Dzieci niedoleczone po infekcjach-tu rodzice się nie popisują, w efekcie choruje grupa.
    Pracy nie zazdroszczę, ale takie są nasze realia.
  • q_fla 27.01.10, 18:12
    Musiałaś po prostu źle trafić, moja córka chodzi do publicznego -
    wszyscy jesteśmy zachwyceni. Jeszcze nie widziałam pani siedzącej za
    biurkiem. Młoda juz w tym roku przedszkolnym zaliczyła: święto
    latawca, pasowanie na średniaka, świeto ziemniaka, wyjście do
    teatru, biblioteki, zajęcia w klubie tanecznym, wycieczkę do
    kopalni, jasełka, dzień babci i dziadka ( w prezencie dla babci i
    dziadka piekli wraz z pania kruche ciasteczka), bal przebierańców.
    Raz w miesiącu mają teatrzyk. Wszystko to w ramach opłaty na radę
    rodziców.
    Nie wspomnę o ogromie prac zmieniajacych się co kilka dni,
    wywieszonych w szatni.
  • mama_kotula 27.01.10, 18:40
    CytatMusiałaś po prostu źle trafić, moja córka chodzi do publicznego - wszyscy jesteśmy zachwyceni. Jeszcze nie widziałam pani siedzącej za biurkiem.

    To zależy WYŁĄCZNIE od nauczyciela, a nie od tego, czy przedszkole jest prywatne czy publiczne.
    W jednym przedszkolu - publicznym - nigdy nie widziałam pani za biurkiem, jeśli już, to otoczona wianuszkiem dzieci, z jednym na kolanach/na krześle obok, przy wspólnej pracy (to zaobserwowałam jakieś 2 tygodnie temu, po raz pierwszy od 2,5 lat pracy nauczycieli z tą grupą). Rano, gdy przyprowadzałam dziecko, pani ZAWSZE siedziała z dziećmi przy stoliku albo na podłodze, bawiła się z nimi, to samo, jak dziecko odbierałam.

    W tym samym przedszkolu - publicznym - dwie sale dalej, pani ustawia dzieci krzykiem z poziomu biurka. Rano, gdy przyprowadzałam dziecko, w sali były stłoczone dzieci z 2 albo i 3 grup, przy biurku na krzesłach siedziały 3 panie, kawkując i plotkując sobie w najlepsze, nie odpowiadając na "dzień dobry" wchodzącego dziecka, pokrzykując coś w stronę sali. Kiedy poprosiłam o wprowadzenie dziecka rano do sali i zaproponowanie mu jakiegoś zajęcia (ponieważ syn miał z tym spory problem - przedłużał pożegnanie, bo nie umiał rano się odnaleźć, ma zaburzone funkcjonowanie społeczne) panie roześmiały się wspólnie i stwierdziły, że jestem przewrażliwioną mamusią.

    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • agata96134 28.01.10, 12:29
    Nie mam nic z założenia przeciwko publicznym przedszkolom. Opisałam konkretną sytuację w jakiej my się znaleźliśmy.
  • dymna 24.01.10, 23:39


    Jak mnie to wkurza.
    Ewciu, stawiaj na końcu zdania JEDEN znak zapytania i JEDEN wykrzyknik.
    Bo uznam, że jesteś furiatką jakąś.
    --
    Waldemar, ty się nie martw!
  • mama_kotula 24.01.10, 20:15
    Cytata tak jeszcze tylko z ciekawości - ty byłaś na tym pasowaniu na
    przedszkolaka, widzialaś nagranie czy wiesz to z relacji
    pzredszkolanek??


    A ty byłaś na tym podwórku, kiedy twoja córeczka się posikała, widziałaś nagranie, czy wiesz to z relacji przedszkolanek? wink

    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • ewcia1980 24.01.10, 20:23
    mama_kotula napisała:
    > A ty byłaś na tym podwórku, kiedy twoja córeczka się posikała,
    widziałaś nagran
    > ie, czy wiesz to z relacji przedszkolanek? wink

    żadne z powyzszych.
    wiem to z relacji córki
    a co??
    --
    Izabela (16.10.2006)
    Remigiusz (20.02.2009)
  • bogdziewcyna 24.01.10, 17:04
    mamo kotula ale weź pod uwagę, że sa dzieci odważne, przebojowe i takie mało
    rozgarnięte, co to buzi się boja otworzyć. Pewnie ewci córka taka jest, więc nie
    dziwne, że się nie odezwała.
  • mama_kotula 24.01.10, 17:10
    bogdziewcyna napisała:

    > mamo kotula ale weź pod uwagę, że sa dzieci odważne, przebojowe i takie mało rozgarnięte, co to buzi się boja otworzyć. Pewnie ewci córka taka jest, więc nie dziwne, że się nie odezwała.

    Zaraz cię Ewcia nakrzyczy, że mówisz iż jej córka jest mało rozgarnięta, bo wszakże wszystkie trzylatki przez 3 albo 4 miesiące mają minę zbitego psiaka i mówią półsłówkami.

    To, że panie nie zauważyły że dziecko jest posikane, podciągam pod kategorię "wypadek". Równie dobrze dziecko mogło posiurać się w 10 sekund po tym, jak pani sprawdziła, czy aby mu nie zimno, nie gorąco, czy nie chce do toalety. Tego nie wiem ani ja, ani ty, ani Ewcia. Natomiast takie a nie inne ocenianie sprawy wynika z tego, żę Ewcia ogólnie uważa, iż to przedszkole jest złe, zatem takie wątpliwe sytuacje będzie oceniać na niekorzyść nauczyciela.

    Nie mówiąc o tym, że angina to choroba gardła, którą wywołują bakterie, a nie mokre majty i przemarznięty tyłek.

    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • bogdziewcyna 24.01.10, 17:15


    Wysłany przez Ciebie post może pojawić się z opóźnieniem do kilku minut.
    Podglad
    Edytuj
    Odpowiadasz na:
    mama_kotula napisała:

    > bogdziewcyna napisała:
    >
    > > mamo kotula ale weź pod uwagę, że sa dzieci odważne, przebojowe i takie m
    > ało rozgarnięte, co to buzi się boja otworzyć. Pewnie ewci córka taka jest, wię
    > c nie dziwne, że się nie odezwała.
    >
    > Zaraz cię Ewcia nakrzyczy, że mówisz iż jej córka jest mało rozgarnięta, bo wsz
    > akże wszystkie trzylatki przez 3 albo 4 miesiące mają minę zbitego psiaka i mów
    > ią półsłówkami.

    le chwila, nie pisałam tego złośliwie no i z tego co ewcia pisze to chyba nie
    przesadzam.
  • ewcia1980 24.01.10, 17:18
    bogdziewcyna napisała:
    > ale chwila, nie pisałam tego złośliwie no i z tego co ewcia pisze
    to chyba nie przesadzam.

    no fakt!!
    przeciwienstwem dziecka odwaznego i przebojowego jest dziecko
    nierozgarniete!!

    zobaczymy "B" za rok lub dwa jak poslesz młoda do przedszkola czy
    faktycznie jest taka przebojowa.
    zebyc czasem sie nie zdziwiła!!


    --
    Izabela (16.10.2006) dziecko niero
    Remigiusz (20.02.2009)
  • bogdziewcyna 24.01.10, 18:12
    no fakt!!
    > przeciwienstwem dziecka odwaznego i przebojowego jest dziecko
    > nierozgarniete!!
    >

    Sama to powiedziałaś.
    A dziecko które stoi zasikane i nie zgłosi to opiekunowi, no wybacz bystrym
    nazwać nie można...


    Tym bardziej pisałaś to było w listopadzie nie w pierwszych dniach września.
  • mama_kotula 24.01.10, 18:33
    CytatTym bardziej pisałaś to było w listopadzie nie w pierwszych dniach września.

    Przypominam, faza "zbitego psiaka" i mówienia półsłówkami trwa 3 do 4 miesięcy wink

    Moja córka w przedszkolu skręciła nogę, bo skoczyła ze schodów, kiedy grupa wracała z rytmiki do sali.

    Powinnam zapewne krzyczeć, że jest zła opieka. Ale znam swoją córkę. Jestem przekonana, że panie dopełniły wszystkich obowiązków. Ale mało kto jest w stanie w 100% upilnować dziecko, które w domu w ciągu minuty z łóżka piętrowego po półce wchodzi na szafę, po szafie na drugą półkę, a z drugiej półki skacze na karnisz i spuszcza się po zasłonie w dół oraz ma w nosie napomnienia, aby tego nie robiło. Ot, wypadek.

    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • ewcia1980 24.01.10, 19:50
    mama_kotula napisała:
    > Przypominam, faza "zbitego psiaka" i mówienia półsłówkami trwa 3
    do 4 miesięcy
    > wink

    no to zszokuje cie bardziej.
    w grupie mojej córki sa dzieci którym do tej pory (czyli do
    stycznia!!!) zdarza sie zrobic siku i przychodzic do przedszkola z
    płaczem!!
    a w czwartek na imprezie z okazji dnia babci i dziadka ze sceny w
    teatrze zeszly z płaczem bo nie chcialy wystepowac.

    no po prostu "niedorobione" jakies!!!!!

    dziwne tylko, ze jakos przedszkolaniki nie widza w tymnic
    niepokojacego.
    zastanawiajace bardzo!

    --
    Izabela (16.10.2006)
    Remigiusz (20.02.2009)
  • mama_kotula 24.01.10, 20:00
    Ewciu, mojej 5,5-latce zdarza się zrobić czasem siku w majty oraz przychodzić do przedszkola z płaczem.
    Ale to niczego nie dowodzi. Fakty są takie, że dziecko które jest od kilku miesięcy w przedszkolu nie zasygnalizowało nauczycielowi problemu. Co może świadczyć o tym, że nauczyciel jest do bani, ale też i o tym, że dziecko nie dojrzało do przedszkola, że miało gorszy dzień, że po prostu zapomniało, że się wstydziło, że boi się nauczyciela i milion innych rzeczy.

    Fakty są takie: wydarzył się wypadek, co do którego masz niepełne dane, bo tak naprawdę NIE wiesz, co się wydarzyło. Nastawiona negatywnie do przedszkola, winą obarczasz WYŁĄCZNIE nauczycielki. Które być może wywiązały się z obowiązków, sprawdziły, zapytały, wymacały (pół minuty przed tym, jak się dzieciątko posikało), ale na wszelki wypadek załóżmy, że się nie wywiązały, bo tak wygodniej.

    Podejrzewam, że jakbyś nie miała nauczycielkom NIC poza tym spacerowym wydarzeniem do zarzucenia, to również uznałabyś to za wypadek, który się może zdarzyć dziecku trzyletniemu. Jak również zaczęłabyś uczyć dziecko, że takie problemy się zgłasza nauczycielce od razu.


    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • ewcia1980 24.01.10, 20:21
    mama_kotula - Ty uważasz,ze takie rzeczy to żaden problem - ok.
    dla mnie to jest zaniedbanie ze strony przedszkolanek i tyle.
    sprawe poruszyłam.
    panie mnie przeprosiły.
    i od tamtej pory dziecko w tej kwestii jest dopilnowane.

    dla mnie wypadek byłby wtedy gdyby faktycznie przed wyjściem na dwór
    posadziły dziecko na toalecie a podczas pobytu na dworze chociaz raz
    podeszły do dziecka i spytały czy nie chce mu sie siku. a pomimo to
    po przyjsciu dziecko byłoby zasikane.
    ale nie w sytuacji gdy przed wyjściem nawet nie zapytały o potrzebe
    skorzystania z toalety.
    podczas zabawy na dworze tak samo bo wtedy ograniczaja sie tylko do
    sprawdzania czy zadne dziecko nie robi sobie lub komus innemu
    krzywdy.
    i tio jest dla mnie zaniedbanie.


    --
    Izabela (16.10.2006)
    Remigiusz (20.02.2009)
  • mama_kotula 24.01.10, 20:47
    Ewciu. Z tego co napisałaś, opierasz się na relacji 3-latki. Dla mnie jakość relacji 3-latki w kwestii "czy pani pytała cię, czy chcesz do toalety, czy pani sprawdziła, czy nie chce ci się siusiu" jest, niestety, wątpliwa - oczywiście, w pierwszej kolejności wierzę dziecku, ale biorę sporą poprawkę na to, co mówi.
    Panie potwierdziły relację dziecka, a może też nie słuchałaś, co do ciebie mówią? Bo dzisiaj nie czytałaś, co do ciebie piszę, tylko krzyczałaś. Na panie też krzyczałaś? wink



    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • ewcia1980 24.01.10, 20:52
    mama_kotula napisała:
    > Ewciu. Z tego co napisałaś, opierasz się na relacji 3-latki. Dla
    mnie jakość relacji 3-latki w kwestii "czy pani pytała cię, czy
    chcesz do toalety, czy pani s
    > prawdziła, czy nie chce ci się siusiu" jest, niestety, wątpliwa

    no dla Ciebie!!
    ty znasz swoje dziecko
    ja znam swoje

    > Panie potwierdziły relację dziecka, a może też nie słuchałaś, co
    do ciebie mówią? Bo dzisiaj nie czytałaś, co do ciebie piszę, tylko
    krzyczałaś. Na panie też krzyczałaś? wink

    daruj sobie! bo w ten sposób to możesz strofowac swoje dziecko.

    pozdrawiam

    --
    Izabela (16.10.2006)
    Remigiusz (20.02.2009)
  • mama_kotula 24.01.10, 21:14
    Ależ ja tylko wnioskuję z tego, co tu piszesz i jak tu piszesz.
    Uzywasz masy wykrzykników, nie słuchasz co się do ciebie mówi i krzyczysz,
    ciskasz się, miotasz się w emocjach. Mogę wnioskować zatem, ze w ten sposób
    rozmawiasz z nauczycielkami w przedszkolu.

    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • bogdziewcyna 24.01.10, 21:20

    > Ależ ja tylko wnioskuję z tego, co tu piszesz i jak tu piszesz.
    > Uzywasz masy wykrzykników, nie słuchasz co się do ciebie mówi i krzyczysz,
    > ciskasz się, miotasz się w emocjach. Mogę wnioskować zatem, ze w ten sposób
    > rozmawiasz z nauczycielkami w przedszkolu.
    >

    Z dziećmi też??To mamy powód czemu dziecko jest zahukane.
  • ewcia1980 24.01.10, 21:25
    bogdziewcyna napisała:
    > Z dziećmi też??To mamy powód czemu dziecko jest zahukane.


    a ty masz cos do powiedzenia w tym watku??
    czy tylko tak pokrzykujesz gdy ktos cos juz powie???

    cos sie tak zainteresowała tym moim zahukanym dzieciakiem??

    --
    Izabela (16.10.2006)
    Remigiusz (20.02.2009)
  • bogdziewcyna 24.01.10, 21:30
    Powinnam się tłumaczyć??rech, rech???


    Prawda w oczy kole?
  • ewcia1980 24.01.10, 21:34
    bogdziewcyna napisała:
    > rech, rech???

    uncertain

    > Prawda w oczy kole?

    przeokrutnie
    wrecz oślepłam!


    --
    Izabela (16.10.2006)
    Remigiusz (20.02.2009)
  • bogdziewcyna 24.01.10, 21:37
    przeokrutnie
    > wrecz oślepłam!
    >

    Znaczy ta zasada działa???
  • q_fla 24.01.10, 21:30
    > czy tylko tak pokrzykujesz gdy ktos cos juz powie???

    big_grin big_grin big_grin big_grin big_grin
    Buahahahahahahahaha
  • najma78 24.01.10, 22:02
    Mowa jest o dziecku i to malym (nawet gdyby bylo starsze) jak mozna nazywac je
    nierozgarnietym lub zahukanym? Ewcia ma prawo oceniac przedszkole niekorzystnie
    pod pewnymi wzgledami, bo ona zaobserwowala jak tam jest i wyciagnela wnioski,
    czy sluszne nie nam oceniac i nie tego sie raczej nie dowiemy, a zreszta dla
    niej moze byc takie a dla innych rodzicow, ktorych dzieci tam chodza calkiem ok.
    Po co jednak sugerowac wine dziecka i oceniac go jako lamage nie znajac
    sytuacji, bo tam was nie bylo? A co jesli rzeczywiscie bylo zaniedbanie? A
    dziecko nie powiedzialo, bo nie musialo, bo jest malym dzieckiem i nie trzeba
    miec zrozumienie, w koncu przedszkole opiekaowac sie powinno dziecmi.
  • mama_kotula 24.01.10, 22:04
    CytatPo co jednak sugerowac wine dziecka i oceniac go jako lamage nie znajac
    sytuacji, bo tam was nie bylo?


    Ewci też nie było i też nie zna sytuacji.
    Czyli sugerowanie domyślnej "winy" nauczyciela jest ok, a sugerowanie domyślnej
    "winy" dziecka nie jest ok?
    Nie każda nauczycielka jest potworem. I nie każde dziecko jest
    superprzedszkolakiem. I na odwrót. Tyle.
    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • najma78 24.01.10, 22:15
    Ale ona zna przedszkole lepiej, bo tam jest codziennie a inni na forum nie wiec
    po co ta dyskusja? Najbardziej nie zrozumiale jest dla mnie to mianowanie
    dziecka jako zahukane, nierozgarniete itd. bo byc moze nie poinformowalo o
    fakcie zsikania sie. Nawet jesli, to wciaz male dziecko i doprawdy nie swiadczy
    to wcale i niedojrzalosci do przedszkola, bo 3-4 czy nawet 5-latki w pelni
    samodzielne jeszcze nie sa, bywaja bardziej i mniej, ale nie znaczy to, ze w
    przypadku np. zsikania sie w majtki i nie poinformowania nalezaloby je wypisac
    z przedszkola i zostawic w domu z niania, za kare?
  • q_fla 24.01.10, 21:21
    Mogę wnioskować zatem, ze w ten sposób
    > rozmawiasz z nauczycielkami w przedszkolu.

    I zapewne z własnym dzieckiem również.
    Zatem nie dziwi mnie fakt, że dziecko Ewci nie potrafiło
    zasygnalizować nauczycielce, że się zesikało.
  • ewcia1980 24.01.10, 21:23
    mama_kotula napisała:

    > Ależ ja tylko wnioskuję z tego, co tu piszesz i jak tu piszesz.
    > Uzywasz masy wykrzykników, nie słuchasz co się do ciebie mówi i
    krzyczysz,ciskasz się, miotasz się w emocjach. Mogę wnioskować
    zatem, ze w ten sposób rozmawiasz z nauczycielkami w przedszkolu.


    No mozesz!!
    Ale co w zwiazku z tym??
    Bo ja cały czas nie rozumiem?
    Ja naprawde nie potrzebuje forumowej psychoanalizy
    Jesli bede potrzebowałato udam sie w bardziej fachowe miejsce po
    porade
    serio


    --
    Izabela (16.10.2006)
    Remigiusz (20.02.2009)
  • mama_kotula 24.01.10, 21:42
    CytatNo mozesz!!
    Ale co w zwiazku z tym??
    Bo ja cały czas nie rozumiem?


    Ano to, Ewciu droga nierozumiejąca i niezrozumiana przez świat, że twoja obserwacja dotycząca nauczycielek córki i ich ewentualnych zaniedbań może być przesycona niezdrowymi negatywnymi emocjami, a zatem nieobiektywna. Nieobiektywna może być również ocena dzieci z grupy córki, ponieważ patrzysz na nie przez pryzmat swojego nadwrażliwego, niekomunikatywnego dziecka, które najwyraźniej nie dorosło jeszcze do przedszkola (co nie jest oceną negatywną - niektóre trzylatki po prostu nie są dojrzałe emocjonalnie do przebywania w placówce). Sporo też mówi na temat twojej komunikacji z ludźmi, w tym z nauczycielkami - jakbym ja była nauczycielką i wpadłą do mnie megaroszczeniowa matka histeryczka z krzykiem, głucha na jakiekolwiek argumenty, również bym przeprosiła dla świętego spokoju i starała się, aby więcej nie być narażoną na takie wybuchy.


    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • ewcia1980 24.01.10, 21:52
    mama_kotula a czy ty "łapiesz" ze mi Twoja ocena mojej osobu
    zupełnie "powiewa"
    doceniam, ze sie wysilasz na analize - ale zupełnie jest ona zbeda
    dlategoz cały czas pytam - w jakim celu to robisz??

    analizujesz, główkujesz
    opisujesz
    ale po co???
    myslisz ze dzis przed snem bede zastanawiac sie nad opinia która na
    mój temat wypisałjakis forumowy, anonimowy dla mnie człowieczek??
    no prosze cie
    skoro taki z ciebie obserwator to chyba zorientowałas sie, że - to
    nie ja
    smile




    --
    Izabela (16.10.2006)
    Remigiusz (20.02.2009)
  • mama_kotula 24.01.10, 21:57
    A ja myślę, że teraz jesteś bardzo zdenerwowana i uderzyło cię to, co napisano
    na forum na twój temat. I silisz się na autoironię i bycie "ponad to". Chociaż
    przed chwilą ze złości krzyczałaś i tupałaś nóżką tongue_out

    Nie chodzi o moją ocenę twojej osoby. Chodzi o twoją ocenę innych osób.

    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • ewcia1980 24.01.10, 22:11
    mama_kotula napisała:
    > A ja myślę, że teraz jesteś bardzo zdenerwowana i uderzyło cię to,
    co napisano
    > na forum na twój temat. I silisz się na autoironię i bycie "ponad
    to". Chociaż
    > przed chwilą ze złości krzyczałaś i tupałaś nóżką tongue_out


    smile
    no jednak ocenianie to twoje drugie imie.
    wiesz - na forum o mnie napisano juz niejedna rzecz
    i gdybym wszystko brała do siebie i przejmowała sie tym to juz
    dawno pzrestałabym sie udzielac na forum.
    i chyba wpadłabym w depresje.
    bo forum jest pełne ekspertów od analizu ludzkich zachowan w realu
    (rzecz jasna)
    a ja ...za bardzo siebie lubie zebym miała sie tym przejmowac.

    > Nie chodzi o moją ocenę twojej osoby. Chodzi o twoją ocenę innych
    osób.

    i tak sie tym pzrejełaś??
    moja ocena innych osób??
    prosze cie


    --
    Izabela (16.10.2006)
    Remigiusz (20.02.2009)
  • brookeforrester 28.01.10, 13:04
    Tak naprawde, Ewciu, jestes w stanie zawierzyc relacji corki..? Nie czepiam sie,
    czytam Twoje wywody, ale jak napisala kotula , nie bylo Cie tam i nie wiesz co
    dokladnie sie stalo. Pytam, bo moj 3latek opowiada rozne rzeczy, bawi sie
    slowami, mowa w ogole, itd, dlatego w jego opowiesci nie moge wierzyc. Jak
    poszlas i zrobilas gnoj, no to dla swietego spokoju nauczycielki przyznaly Ci
    racje i teraz jej bardziej pilnuja. Zatem-troche dystansu.
  • ewcia1980 24.01.10, 20:55
    bogdziewcyna napisała:
    > A dziecko które stoi zasikane i nie zgłosi to opiekunowi, no
    wybacz bystrym nazwać nie można...
    >
    > Tym bardziej pisałaś to było w listopadzie nie w pierwszych dniach
    września.

    smile
    zycze zebys za rok sama przekonała sie jak to z ta bystrościa u
    maluchów bywa!!


    --
    Izabela (16.10.2006)
    Remigiusz (20.02.2009)
  • mama_kotula 24.01.10, 17:20
    No więc ja też pisałam poważnie.
    Jak pisałam, mogło zajść to, co w poście powyżej - pani sprawdziła, wszystko było ok, pół minuty później dziecko się zlało. Mogło? ano mogło. Z doświadczenia z własnymi i niewłasnymi dziećmi mogę powiedzieć, że takie rzeczy się zdarzają i przy najlepszej opiece.

    W szatni pani dziecko przebierała, zobaczyło że jest posikane.
    I teraz - o złej opiece mówiłabym w przypadku, gdyby nauczyciel zostawił dziecko posikane już po zorientowaniu się. Natomiast nie wiem, co wydarzyło się na spacerze. Nie wiem - bo mnie tam nie było. Ewci też nie było. Nie wiem, czy nauczyciel sprawdził, a dziecko polało się potem, nie wiem, czy nauczyciel nie sprawdził, nie wiem, czy nauczyciel zignorował sygnał dziecka o mokrych majtkach - nie wiem, i powtarzam, Ewa też nie wie. Natomiast sądząc po pierwszym poście Ewci w tym wątku - jest ogólnie niezadowolona z przedszkola, więc takie sytuacje będzie interpretować na niekorzyść nauczyciela.





    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • zenia78 24.01.10, 19:32
    Kochana, kazdy normalny czlowiek wie, ze tak sie moglo zdarzyc...Chodzi o to, ze
    dzieciak niemota i w listopadzie nadal boi sie przedszkola i trzeba znalezc
    winnego...wiec na przedszkolanki wypadlowink
  • madziulec 25.01.10, 01:21
    ewcia1980 napisała:
    > a po czwarte - chyba w zadnym przedszkolu nie ma jednej opiekunki na
    > 25 dzieci. u nas na taka liczbe osób sa 3 wiec nie przesadzaj!!

    Genialne.
    W poprzednim przedszkolu syna na 27 dzieci byla JEDNA nauczycielka. To
    byl standard.
    Zwracala sie dodatkowo do dzieci "gnoju".

    --
    http://zum.org.pl/img/banners/zum-234x60.jpg
    Forum dla Rodziców dzieci z
    wadami dróg moczowych

    POMOŻ MOJEMU DZIECKU
  • tendencia 27.01.10, 23:15
    Cyt.: "ja akurat jestem z tych rodziców którzy wypytuja o wszystko i
    jak maja jakies zastrzezenia to interweniuja (nie ma nic gorszego
    jak rodzic nauczyciel)"

    jesteś nauczycielką, tak? hmm... dyskusję prowadzisz od początku na
    mocno zawyżonym tonie - !!! i !!! i jeszcze !!!!, a stwierdzenia
    typu "sorry ale g.wno wiesz..." jakoś nie idą w parze z
    wykształceniem pedagoga.
    Rozumiem Twoje rozgoryczenie, że dziecko było na dworze posikane i
    wiem, że nie zawsze jest tak że dziecko zgłasza to nauczycielce,
    niektóre dzieci się boją, inne wstydzą a jeszcze inne mają gdzieś,
    że bawią się w mokrych ciuchach. Moim zdaniem bystra nauczycielka
    przez godzinny pobyt na dworze jest w stanie wychwycić taką sytuację.
    Mnie denerwuje na przykład nie sprawdzanie u dzieci gołych pleców
    przed wyjściem zimą na spacer, argument że jest to na tyle duże
    dziecko że samo już powinno o tym myśleć jest średni, bo co jak
    jednak nie pomyśli? mróz trzepie po gołym ciele, efekt wiadomy już
    kilka dni po. A wystarczyłby prosty komunikat ogółem do dzieci przed
    wyjściem.
  • hanalui 24.01.10, 20:06
    ewcia1980 napisała:
    Cytat
    > - kiepska opieka nad dziecmi (zdarzyło sie,ze w listopadzie moje
    > dziecko zesikało sie gdy była na dworze i pzrez dłuzszy czas stało
    > na zimnie taka zasikana. panie zorietnowały sie dopiero w szatni
    jak
    > dzieci sie przebierały. efekt - angina)


    A skad wiesz ze stalo dluzszy czas? Skoro panie zorientowaly sie
    dopiero w szatni to nie wiedza kiedy to sie stalo, rownie dobrze
    moglo sie to stac w szatni, zwykle sikac bardziej sie zachciewa po
    wejsciu z zimnego do cieplego.

    No i popre mame kotule...skoro dziecko nie powiedzialo pani ze chce
    sikac, nie powiedzialo ze jest zesikane to cos nie tak z
    komunikacja, moze wcale jeszcze nie kuma o co w tym lata?
    Znam sporo dzieci, ktore nawet pytane po wielokroc czy chca do
    toalety twierdza ze nie po czym sikaja w majtki i wcale im to nie
    przeszkadza bawic sie nadal...i tez podobnie jak ty, mamy te
    twierdza ze dzieci od dawna z nocnikiem i sygnalizowaniem potrzeb sa
    na ty. smile
  • ewcia1980 24.01.10, 22:40
    hanalui napisała:
    > No i popre mame kotule...skoro dziecko nie powiedzialo pani ze
    chce sikac, nie powiedzialo ze jest zesikane to cos nie tak z
    > komunikacja, moze wcale jeszcze nie kuma o co w tym lata?

    błagam Cie!
    nie wypisuj głupot!!
    to,ze 3 letni maluch zrobił siku w przedszkolu i nie poinformował o
    tym to znaczy,ze cos z nim nie tak??
    litosci!

    dziwne, ze uwaza tak wiekszość kółka wzajemnej adoracj na forum.
    natomiast przedszkolanki pytane o to nie widziały w tym problemu.
    to zadziwiajace!

    > Znam sporo dzieci, ktore nawet pytane po wielokroc czy chca do
    > toalety twierdza ze nie po czym sikaja w majtki i wcale im to nie
    > przeszkadza bawic sie nadal...i tez podobnie jak ty, mamy te
    > twierdza ze dzieci od dawna z nocnikiem i sygnalizowaniem potrzeb
    sa na ty. smile

    ale mojemu dziecku zdarzyło sie to tylko jeden,jedyny raz.
    a nie notorycznie.
    od czasu tamtego incydentu jest w tej kwestii dopilnowana i wpadki
    sie nie zdarzaja.




    --
    Izabela (16.10.2006)
    Remigiusz (20.02.2009)
  • mama_kotula 24.01.10, 22:55
    Cytatod czasu tamtego incydentu jest w tej kwestii dopilnowana i wpadki
    sie nie zdarzaja.


    Też bym pilnowała. Choćby po to, aby ta rozkrzyczana mamusia znowu z buzią nie
    przyleciała, bo męcząca jest.

    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • hanalui 24.01.10, 22:58
    Cytat ewcia1980 napisała:
    >> nie powiedzialo ze jest zesikane to cos nie tak z
    > > komunikacja
    , moze wcale jeszcze nie kuma o co w tym lata?
    >

    > to,ze 3 letni maluch zrobił siku w przedszkolu i nie poinformował
    o
    > tym to znaczy,ze cos z nim nie tak??


    A przeczytalas, zrozumialas i dotarlo, co napisalam bo mam wrazenie
    ze nie...nie z dzieckiem cos nie tak tylko z komunikacja

    Cytat
    > dziwne, ze uwaza tak wiekszość kółka wzajemnej adoracj na forum.
    > natomiast przedszkolanki pytane o to nie widziały w tym problemu.
    > to zadziwiajace!


    Ale w czym nie widzialy problemu...ze sie dziecko posikalo, ze
    dziecka nie przebraly czy, ze jak im zrobilas dzika awanture ze
    zaniedbuja dziecko to przeprosily bez problemu...bo trudno
    nieprzeprosic na miejscu przedszkolanki skoro matka nie rozumie ze
    dziecku wpadki sie zdarzaja zwlaszcza takiemu co z mina jak zbity
    psiak kilka miesiecy chodzi

    Cytat
    > od czasu tamtego incydentu jest w tej kwestii dopilnowana i wpadki
    > sie nie zdarzaja.


    A moze juz nie ma miny jak zbity psiak i czesciej komunikuje smile
  • ewcia1980 25.01.10, 16:43
    hanalui napisała:
    > A przeczytalas, zrozumialas i dotarlo, co napisalam bo mam
    wrazenie ze nie...nie z dzieckiem cos nie tak tylko z komunikacja


    taki wniosek po tym, ze dziecku zdarzyło sie nie poinformowac
    opiekuna, ze zrobiło siku w majtki??
    dziecku, które dopiero dwa miesiace chodzi do przedszkola?
    naprawde wierzysz w to co napisałaś??
    bo jesli tak to - no comment!


    > ze jak im zrobilas dzika awanture ze
    > zaniedbuja dziecko to przeprosily bez problemu...bo trudno
    > nieprzeprosic na miejscu przedszkolanki skoro matka nie rozumie ze
    > dziecku wpadki

    smile
    ta jasne....
    juz widze jak kazdy "rwie sie" do przeprosin gdy wszystko zrobił jak
    nalezy i nie ma zastrzezen do swojej pracy.
    smile


    --
    Izabela (16.10.2006)
    Remigiusz (20.02.2009)
  • hanalui 25.01.10, 20:36
    Cytat ewcia1980 napisała:

    > hanalui napisała:
    > > A przeczytalas, zrozumialas i dotarlo, co napisalam bo mam
    > wrazenie ze nie...nie z dzieckiem cos nie tak tylko z komunikacja
    >
    >
    > taki wniosek po tym, ze dziecku zdarzyło sie nie poinformowac
    > opiekuna, ze zrobiło siku w majtki??
    > dziecku, które dopiero dwa miesiace chodzi do przedszkola?


    A jak ty to nazywasz?
    Bo w moim jezyku nazywa sie to brak komunikacji...a w twoim?
  • ewcia1980 25.01.10, 21:32
    hanalui napisała:
    > A jak ty to nazywasz?
    > Bo w moim jezyku nazywa sie to brak komunikacji...a w twoim?

    a w moim języku to sie nazywa "dziecko nie zakomunikowało"
    a nie "dziecko ma problemy z komunikacja"
    widzisz różnice??

    ale spoko - teraz "łapie" czemu na forum jest trend, ze 3-latek musi
    liczyc do 100, znac literki, ukladac 200-stu elementowe puzzle, i w
    ogóle "tanczyc, spierwc, recytowac" bo inaczej to "zahukany niemot"
    genialnie!
    --
    Izabela (16.10.2006)
    Remigiusz (20.02.2009)
  • hanalui 25.01.10, 22:35
    Cytatewcia1980 napisała:
    > a w moim języku to sie nazywa "dziecko nie zakomunikowało"
    > a nie "dziecko ma problemy z komunikacja"
    > widzisz różnice??


    NIE big_grin...ale najwazniejsze ze ty widzisz big_grin

    NIe ma to jak widzenie tego co sie chce widziec, slyszenie tego co
    sie chce slyszec i rozumienie tego co sie chce rozumiec, jak rowniez
    niewidzenie tego czego sie widziec nie chce, nieslyszenie tego czego
    sie nie chce slyszec i nierozumienie tego czego sie zrozumiec nie
    chce.

    Mysle ze tyle osob probowalo ci to wyjasnic a ty w kolko swoje to
    niech i tak zostanie:
    masz blyskotliwa gwiazde ktora nie potrafila zakomunikowac ze sie
    zsiurala i stala taka osiurana przez dluzszy czas na dworze...i zwij
    sobie to jak chcesz big_grin
  • ewcia1980 26.01.10, 10:50

    hanalui napisała:

    > > widzisz różnice?
    >
    > NIE

    no tak tez myslałam.
    jakos nie jestem tym zaskoczona!

    > Mysle ze tyle osob probowalo ci to wyjasnic

    no widzisz - jakos opinie forumowych ekspertów nie sa dla mnie wazne.
    pomocy, jesli potrzebuje, szukam w realu.






    --
    Izabela (16.10.2006)
    Remigiusz (20.02.2009)
  • slonko1335 26.01.10, 08:32
    ale spoko - teraz "łapie" czemu na forum jest trend, ze 3-latek musi
    > liczyc do 100, znac literki, ukladac 200-stu elementowe puzzle, i w
    > ogóle "tanczyc, spierwc, recytowac" bo inaczej to "zahukany niemot"
    > genialnie!

    a możesz wskazać jakies wątki na temat tego że: "3-latek musi
    > liczyc do 100, znac literki, ukladac 200-stu elementowe puzzle, i w
    > ogóle "tanczyc, spierwc, recytowac" bo może muszę popracować nad swoim
    dzieckiem ale jakoś nie zauważyłam czytając inne wątki, że moja córka jest
    bardzo do tyłu..
    --
    Moje Promyczki kochane: ALICJA (15.03.2006) SZYMON (23.09.2008)
  • mama_kotula 26.01.10, 11:12
    Oj tam, Słonko.

    Właśnie o to chodzi, że 3-latek wcale nie musi liczyć do 100 i znać litery oraz układać puzzli też nie musi, aby nie zostać uznanego za "niemota".

    Natomiast nadal będę twierdzić, że 3-letnie dziecko które godzinę stoi zasikane i nikomu o tym nie powie może mieć problem z komunikacją. Oczywiście, mogą być inne przyczyny takiego zachowania (może na przykład się bać powiedzieć, w obawie przed dostaniem reprymendy). Ale to, że stoi zasikany i nauczycielowi o tym nie powie nie świadczy o tym, iż w przedszkolu jest zła opieka.

    Równie dobrze można by powiedzieć, że dowodem złej opieki w przedszkolu jest fakt, iż dziecko nie umie posługiwać się sztućcami - co prawdą nie jest, bo tego akurat dziecko powinno nauczyć się w domu. Niemniej wiem, jest sporo mamuś, które zwalają swoje obowiązki na przedszkole - w przedszkolu dziecko ma nauczyć się jeść samodzielnie, ubierać się itd., a mamusia może umyć ręce - oczywiście, przedszkole pełni funkcję wspomagającą w tych kwestiach, niemniej 3-latek który nie umie samodzielnie jeść, ubrać się i powiedzieć o swoich potrzebach nie powinien znaleźć się w grupie przedszkolnej. Tu oczywiście abstrahuję od Ewy i jej córki, piszę ogólnie.

    Cała ta sytuacja była wypadkiem, który miał prawo się zdarzyć nawet przy najlepszej opiece i wypełnieniu wszystkich obowiązków przez nauczyciela. Tyle. I skłaniam się coraz bardziej do stwierdzenia, że Ewcia szuka winnego sytuacji, że jej dziecko ma problemy z aklimatyzacją.
    Nie zaprzeczam, że winny faktycznie może być nauczyciel - bo sama miałam taką sytuację w przypadku syna; szanowna pani nauczycielka skutecznie zniweczyła wszystko czego dokonałam w kwestii budowania poczucia wartości własnej u dziecka, oraz w kwestii socjalizacji, bo najzwyczajniej na nauczyciela się nie nadaje. Ale nie można tego z góry a priori zakładać, że nauczyciel jest be.


    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • slonko1335 26.01.10, 14:40
    mama_kotula napisała:

    > Oj tam, Słonko.
    >
    > Właśnie o to chodzi, że 3-latek wcale nie musi liczyć do 100 i znać litery oraz
    > układać puzzli też nie musi, aby nie zostać uznanego za "niemota".

    no widzisz tez właśnie nie zauważyłam takiego ciśnienia na forum na te trzylatki
    dlatego zapytałam Ewci skąd wzięła te rewelacje ale widzę, że ona w skrajności
    po prostu bardzo lubi popadać i tyle...
    Niemniej jednak podała kilka przykładów sytuacji które mają miejsce w
    przedszkolu jej dziecka które i mi bardzo by nie odpowiadały i tak sobie myślę,
    że może faktycznie to jej przedszkole jest do d...i dlatego te dzieci tam
    zapłakane, kiwające tylko głowami, nie odzywające się i nie nawiązujące kontaktu
    z nikim - może to jednak wina personelu. W każdym razie ja czegoś takiego u nas
    jako normalne nie zaobserwowałam. Owszem pierwsze dni przy rozstaniu z rodzicami
    była masakra i 80 procent dzieci robiło akcje ale to trwało chwilę zwykle i po
    jakich dwóch tygodniach rano nie było już zapłakanych dzieci, poza nielicznymi
    wyjątkami.

    Moja Alka swoim przedszkolem zachwycona zanim jeszcze do niego poszła ale ja
    pracowałam nad tym, żeby ona traktowała to jako normalna kolej rzeczy. Jest
    mnóstwo sytuacji które są dla mnie szokujące i na jakie moim zdaniem pedagog
    nie powinien sobie pozwalać ale nie dotyczą mojej córki więc nie robię afery,
    choć może powinnam...

    Wiesz co raz zrobiły panie? W listopadzie przyszedł do grupy nowy chłopiec i
    zrobił kupę w majty. Co zrobiła doświadczona pedagog? wzięła obsranego chłopca
    na środek a reszta dzieci stanęła w kółku i robiły "ciuś, ciuś" a wychowawczyni
    reprymendy udzielała, jaki to wstyd robić kupę w majtki. Dla mnie to jakaś
    masakra, jakbym była matka tego dziecka to bym chyba rozszarpała tą nauczycielkę...

    --
    Moje Promyczki kochane: ALICJA (15.03.2006) SZYMON (23.09.2008)
  • mama_kotula 26.01.10, 18:21
    Słonko, mnie nie musisz mówić, jak debilnym zachowaniem potrafią wykazać się nauczycielki - przykład mam mojego dziecka, które pobrudziło majty, powiedziało mi to po cichu, gdy przyszłam po niego. Gdy powiedziałam mu, że pójdę spytać pani, czy możemy skorzystać z łazienki, wpadł w histerię, krzyczał, że nie, bo pani będzie krzyczeć. Uspokoiłam go, o ja naiwna i tępa, że pani na pewno krzyczeć nie będzie, że każdemu się może zdarzyć. Podeszłam do pani i po cichu, dyskretnie przedstawiłam problem. Na co pani wydarła - dosłownie - do syna japę przy wszystkich dzieciach "A pytałam się ciebie na podwórku, czy chesz zrobić kupę?! Pytałam?! A ty mówiłeś że nie, a teraz co? No co?". Byłam bardzo, ale to bardzo dla pani niemiła. O wiele bardziej, niż bywam na forum ;P.

    Stosunki owa pani + mój syn to temat rzeka, wiele szokujących i nieprawdopodobnych. Jak napisałam niżej, pani może ma powołanie, ale na obozowego kapo.
    Tak, że sobie zdaję sprawę z tego, iż zachowanie nauczycieli przedszkolnych bywa jak najgorsze.

    Natomiast cały czas mówię - izolowany fakt, że dziecko stało zasikane na dworze przez x czasu NIE JEST DOWODEM ZŁEJ OPIEKI, co usilnie starała się udowodnić Ewa. Bo nie jest.


    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • ewcia1980 26.01.10, 17:50
    mama_kotula napisała:
    > Natomiast nadal będę twierdzić, że 3-letnie dziecko które godzinę
    stoi zasikane i nikomu o tym nie powie może mieć problem z
    komunikacją.


    smile czyli juz z "ma problemy z komunikacja" przeszlismy na "może miec
    problemy z komunikacja".
    chociaz ja (i nie tylko ja bo i przedszkolanki) nie wysuwałabym
    takiego stwierdzenia po jednorazowym incydencie.
    natomiast nie ma to jak opinia forumowych znawców
    smile


    > Równie dobrze można by powiedzieć, że dowodem złej opieki w
    przedszkolu jest fakt, iż dziecko nie umie posługiwać się sztućcami

    wiesz co? - chyba mówimy w 2 róznych jezykach!!
    ja nie mówie, ze zła opieka jest poniewaz moja córka sie zesikała.

    zła opieka jest to, ze nikt przez dłuzszy czas tego nie zauwazył.
    i to, ze nikt nie posadził dziecka na toalecie przed wyjsciem na
    dwór mimo zasygnalizowanego problemu,ze dziecko nie chodzi w
    przedszkolu do toalety
    (uprzedzajac kolejne głupoty wypisywane przez ekspertów - to tez w
    przypadku malucha dopiero zaczynajacego edukacje przedszkolna nie
    jest żaden wiekszy problem )

    a z w/w sztuccami -to dla mnie zaniedbaniem byloby tez gdyby
    przedszkolanki podały nóz dziecku i zostawiły bez nadzoru wiedzac,
    ze dziecko nie posługuje sie dobrze nozem i dziecko zrobiłoby sobie
    krzywde.

    dla ciebie tez pewnie to tez tylko jakis tam wypadek
    (bardz wyrozumiała jestes - forumowo )
    dla mnie zaniedbanie.


    > niemniej 3-latek który
    > nie umie samodzielnie jeść, ubrać się i powiedzieć o swoich
    potrzebach nie powinien znaleźć się w grupie przedszkolnej.

    a gdzie jest tak napisane??
    wiec dodaj, ze TWOIM ZDANIEM!

    > Cała ta sytuacja była wypadkiem, który miał prawo się zdarzyć
    nawet przy najlepszej opiece i wypełnieniu wszystkich obowiązków
    przez nauczyciela.

    jesli wypełnił wszystkie obowiazki - jest to wypadek
    natomiast to, ze przez godzine pobytu na dworze panie siedza
    plotkujac sobie a dzieci sa puszczone w "samopas" to raczej nie jest
    odpowiednie wypełnienie obowiazków.

    > I skłaniam się coraz bardziej do stwierdzenia, że Ewcia szuka
    winnego sytuacji, że jej dziecko ma problemy z aklimatyzacją.

    boszzz....
    ty jakas wrózka jestes??

    no nic ... pozdrawiam i znikam z tega watku bo robi sie coraz
    bardziej żałosny.


    --
    Izabela (16.10.2006)
    Remigiusz (20.02.2009)
  • mama_kotula 26.01.10, 18:15
    Cytat> niemniej 3-latek który
    > nie umie samodzielnie jeść, ubrać się i powiedzieć o swoich
    potrzebach nie powinien znaleźć się w grupie przedszkolnej.

    a gdzie jest tak napisane??
    wiec dodaj, ze TWOIM ZDANIEM!


    Tak, moim zdaniem i zdaniem większości nauczycieli przedszkolnych. Oraz sporej części rodziców. Ponieważ, o dziwo, udowodniono, że posiadanie wyżej wymienionych umiejętności przez dziecko zmniejsza stres związany z aklimatyzacją w przedszkolu.

    Wiadomo jest, że dziecko trzyletnie przyjmowane do przedszkola nie przechodzi egzaminu umiejętności - niemniej nie sądzisz, że posiadanie ww umiejętności sprawia, iż łatwiej jest i rodzicowi, i nauczycielowi i PRZEDE WSZYSTKIM dziecku? Wyobraź sobie, że jesteś w zupełnie obcym miejscu, z zupełnie obcymi ludźmi, i ktoś wymaga od ciebie czegoś, czego nie potrafisz zrobić, pomoże ci, ale tylko przez chwilę i zaraz idzie do następnego dziecka, któremu też trzeba pomóc...

    Ja nie mówię, że dziecko ma być perfekcyjnie przygotowane do wszystkich tych rzeczy. Bo nie musi. Niemniej nie jest rzadkością podejście rodzica polegające na posyłaniu do przedszkola dziecka które jednocześnie nie potrafi ani się ubrać, ani rozebrać, ani zjeść, ani umyć rąk, z myśleniem "w przedszkolu się nauczy".

    Cytat> zła opieka jest to, ze nikt przez dłuzszy czas tego nie zauwazył. i to, ze nikt nie posadził dziecka na toalecie przed wyjsciem na dwór mimo zasygnalizowanego problemu,ze dziecko nie chodzi w przedszkolu do toalety

    Przepraszam, ale tego nie napisałaś w pierwszym poście - nie napisałaś np. o tym, że istnieje problem, że dziecko nie chodzi do toalety. A to, wybacz, kluczowa kwestia. Jak również o tym, że panie na dworze nie zwracają uwagi na dzieci, tylko siedzą i plotkują. Co zupełnie, zupełnie zmienia postać rzeczy. Napisałaś tylko, że jest zła opieka, bo twoje dziecko stało zasikane i dostało anginy, koniec cytatu.



    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • slonko1335 26.01.10, 21:08
    >
    > Tak, moim zdaniem i zdaniem większości nauczycieli przedszkolnych. Oraz sporej
    > części rodziców. Ponieważ, o dziwo, udowodniono, że posiadanie wyżej wymieniony
    > ch umiejętności przez dziecko zmniejsza stres związany z aklimatyzacją w przeds
    > zkolu.
    >

    a tutaj się zgadzam całkowicie z Kotulą i w takim razie chyba już wiem dlaczego
    moja córka i większość dzieci w jej grupie nie miała przez kilka miesięcy tej
    nieszczęsnej miny zbitego pieska - ich rodzice po prostu tez tak myśleli i
    dzieci to umiały idąc do przedszkola, prawdę mówiąc nawet przez myśl mi nie
    przeszło, ze może być inaczej i jakieś dziecko może nie umieć...oczywiście nie
    mówię o wykonywaniu perfekcyjnie wyżej wymienionych czynności ale też raczej nie
    ubieram córki do przedszkola w koszule wizytowe tylko staram się jej ułatwić jak
    mogę to zadanie, podobnie z jedzeniem - nie wymagam żeby jadła nożem i widelcem
    ale sztućcami posługiwać się potrafi.
    --
    Moje Promyczki kochane: ALICJA (15.03.2006) SZYMON (23.09.2008)
  • mama_kotula 26.01.10, 21:14
    Ja miałam doskonałe porównanie - niemal cała grupa mojej córki przeszła ze
    żłobka, równolegle utworzono grupę trzylatków które w placówce znalazły się po
    raz pierwszy. Doskonale widać było różnicę między dziećmi - choćby w szatni
    podczas zakładania kapci (niby niewielki szczegół, a mimo wszystko istotny).

    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • billy-jo 26.01.10, 21:34
    Tiaaa, nie dziwi juz fakt czemu rodzice tak obsesyjnie
    odpieluchowuja dzieci zaczynajac duzo wczesniej niz sa gotowe. To
    jeden z powodow, bo dziecka do przedszkola nie przyjma i bedzie sie
    bawil z niemowlakami w zlobku do 3-go roku zycia albo i dluzej a
    pozniej albo babcia sie zlituje albo rodzice na nianie wyskrobia.
    Zeby nie bylo ja jak najbardziej jestem za uczeniem dziecka
    wszystkich czynnosci tylko zgodnie z jego rozwojem, bez pospiechu i
    stresu tak dla niego jak i dla rodzicow. Wszystko to przychodzi w
    swoim czasie. Przedszkole powinno byc tak zorganiowane zeby to
    problemem nie bylo. Takie przedszkola istnieja, a jesli nie wie sie
    jak to zorganizowac to trzeba zapytac tych co wiedza i swietnie
    sobie radza, tam dzieciaki szczeliwe bo nikt ich przynajmniej za
    lamagi niedorobione nie uznaje.
  • slonko1335 26.01.10, 21:40
    To
    > jeden z powodow, bo dziecka do przedszkola nie przyjma i bedzie sie
    > bawil z niemowlakami w zlobku do 3-go roku zycia

    No do 3 roku życia to zwykle dziecko do żłobka chodzi (o ile chodzi oczywiście)
    a dopiero później do przedszkola...co w tym dziwnego???
    --
    Moje Promyczki kochane: ALICJA (15.03.2006) SZYMON (23.09.2008)
  • mama_kotula 26.01.10, 22:11
    CytatTo
    jeden z powodow, bo dziecka do przedszkola nie przyjma i bedzie sie
    bawil z niemowlakami w zlobku do 3-go roku zycia albo i dluzej


    A ty wiesz cokolwiek o żłobkach, czy o tak sobie piszesz to, co ktoś komuś mówił, gdzieś usłyszałaś i powtarzasz?
    W żłobku są grupy wiekowe. Trzylatki nie bawią się z niemowlętami. Najmłodszą grupą (dzieci +/- do roku) zajmują się pielęgniarki, potem dziecko zmienia grupę wiekową nawet co pół roku.
    Moja córka w ciągu 2 lat zaliczyła 4 grupy w żłobku, mając 3 lata przebywała z 3-latkami, a nie z niemowlakami.
    Dziecka starszego niż 3 lata do żłobka nie przyjmą. Takie dziecko idzie do przedszkola.

    W przedszkolu przeważnie nikt nie robi afery z tego, że dziecko się posika w majtki. Bo to normalne u trzylatka, zwłaszcza w sytuacji stresowej - to jest fizjologia, panowanie nad fizjologią to coś, do czego dzieci dorastają najpóźniej, później niż do innych umiejętności.

    Ale ja pisałam o czym innym - pisałam o zupełnej niesamodzielności dzieci przychodzących do przedszkola. Dziecko półtoraroczne, czasem młodsze jest w stanie jeść samodzielnie, dwuipółlatek jest w stanie bezproblemowo się rozebrać i ubrać łatwiejsze części garderoby. Nie są to umiejętności takie jak panowanie nad fizjologią, które zależą od dojrzałości układów wewnętrznych dziecka. Są to umiejętności wyuczone. Tymczasem do przedszkola przychodzą dzieci, które przez 3 lata były ubierane, rozbierane, karmione i myte przez rodziców/babcie - bo szybciej, bo wygodniej, bo za malutkie, bo nie potrafi. I to jest zaniedbanie rodzica, a nie to, że dziecko w wieku 3 lat chodzi z pieluchą (bo fizjologia to kwestia osobnicza). I o takich zaniedbaniach mówię. I nie, to nie dziecko jest niedorobioną łamagą w takim przypadku - bo to nie dziecka wina, że ma głupich rodziców.


    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • franczii 26.01.10, 23:43
    No niekoniecznie z tego powodu dzieci nie mialy min zbitych psow.
    W przedszkolu mojego syna tez dzieci takich min nie mialy a przedszkle nie
    stawia zadnych wymagan odnosnie umiejetnosci i nie naciska, dzieci sa tylko
    zachecane i ponoc same sie ucza bardzo szybko w grupach mieszanych wiekowo. Z
    tego co sie dowiedzialam od nauczycielki synka wiele dzieci nawet jesli wyniosly
    z domu pewne umiejetnosci to w poczatkowym okresie sa calkowicie bezradne.
    Dowiedzialam sie o tym, bo moj syn ktory w domu jadal samodzielnie i robil
    siusiu samodzielnie w przedszkolu zmienil sie w wymagajacego obslugi
    dzidziusia. Na szczescie nikt z tego tragedii nie robil i nie naciskal zbytnio
    pewnie to dlatego nie przypominal nigdy zbitego psa.
  • slonko1335 27.01.10, 09:06
    Franczi ale to był początek, więc nic dziwnego że się zagubił, stał się
    bezradny. Jednak czynności te nie były mu obce, nie musiał się ich uczyć,
    potrzebował tylko zachęty aby znowu je wykonywać samodzielnie. W okresie
    adaptacji większość dzieci tak się zachowuje kwestia tylko tego, że jak dziecko
    umiało wykonywać te czynności to ten okres będzie trwał znacznie krócej a już na
    pewno nie 4 m-ce, bo tyle i dłużej to myślę może trwać jak dziecko było
    obsługiwane i nic z tych czynności samodzielnie robić nie potrafi tylko dopiero
    zaczyna się uczyć(oczywiście pomijam gdy są emocjonalne problemy, gdy dziecko
    nie jest gotowe na przedszkole czy rozstanie z rodzicem bo przecież takie i
    starsze dzieci się zdarzają). I nie wierzę, że normalnym jest to, ze trzylatki
    się karmi, ubiera, myje, itd i nikt tego nie uczy dziecka wcześniej i przede
    wszystkim, że trzylatek nie jest na to gotowy...
    Mnie zszokowała wypowiedź o bezradnych psiakach kiwających główkami i nie
    odzywających się do nikogo, przyjrzałabym się dokładniej na miejscu matki temu
    co się tam dzieje jeżeli tak jest naprawdę bo normalne na pewno to nie jest...
    --
    Moje Promyczki kochane: ALICJA (15.03.2006) SZYMON (23.09.2008)
  • mamusiamartusia 26.01.10, 22:22
    odbiegam trochę od tematu ale rzeczywiście ostatnio modne jest:
    -uczyć dziecko niespełna dwuletnie czytać metodą G. Domana.
    czy rzeczywiście będzie bardziej szczęśliwe? Ba znakomita większość znanych mi
    psychologów wykonujących swój zawódwłasnych dzieci nie uczysmilebo po co
    dwulatkowi nauka czytania?
    -nie należy kupować ubrań dla dzieci w sieciówkach bo to nie jest trendy,
    najlepiej zamawiać z USA.
    -jeżeli czapeczki to najlepiej 15 w różnych kolorach -zamawianych oczywiście u
    Anilorak.Buty Geoxy lub Ecco, w domu tylko i wyłącznie boso
    -jeżeli karmimy piersią to absolutnie nie dokarmiamy butelką nawet jak dziecko
    płacze i matka czuje, że pokarmu brak- nie wolno-tak jest napisane na forum
    eksperckim i już!
    Jak najszybciej należy bąbla odpieluchować nawet jak nie bardzo rozumie o co kaman.
    -nauczyć jeździć na rowerze bo dziecko sąsiadów ma dwa latka i już samo pedałuje
    teraz zazdrość przemówi-mój ma cztery i coś nie bardzosmile
    -uczyć dwóch języków obcych zanim zacznie mówić w ojczystym- szybciej się
    osłucha i może wyrośnie geniusz
    -nie nazywać imionami popularnymi Julka czy Kuba- powinien być Franek lub Zosia-
    to świadczy o inteligencji rodziców.

    Pewnie przesadzam w niektórych przypadkach ale.... jeżeli prześledzi się forum
    to zauważcie, że czasami tak się dzieje. Dobrze jak trafi na ludzi
    rozgarniętych. Poczytają, nie podchodzą bezkrytycznie do wszystkiego.Gorzej
    niestety z tymi chyba...trochę zakompleksionymi. Biorą wszystko jak leciwink

    --
    "Nie działa mi dekoder telewizji Trwam..."
  • franczii 26.01.10, 14:38
    > ale mojemu dziecku zdarzyło sie to tylko jeden,jedyny raz.
    > a nie notorycznie.


    Pewnie sie raz na samym poczatku zdarzylo. To samo sie zdarzylo mojemu synowi.
    Niby wiedzial, ze ma potrzebe siku czy kupe zglaszac nauczycielce, wiedzial
    gdzie kibelek a jednak za pierwszym razem zlal sie w majty. Absolutnie mnie to
    nie zdziwilo i nie zdziwiloby mnie tez gdyby nie zglosil. W koncu z takimi
    sprawami zawsze sie udawal do rodzicow a tu nagle trzeba do obcych zupelnie
    kobiet, ktore w dodatku nie skupiaja calej uwagi na nim. Potem zaakceptowal
    nauczycielki w roli swoich opiekunek i juz nie zdarzalo. Na twoim miejscu o to
    bym sie nie wsciekala i zaliczyla do zwyklych wpadek poczatkujacych
    przedszkolakow, pech chciual, ze akutat na zewnatrz sie zdarzylo.

    Zapytam cie o taka rzecz, skad masz pewnosc, jak dlugo twoja corka chodzila w
    mokrym ubraniu,. Piszesz, ze to z relacji dziecka a dziecko nie jest w stanie
    wiarygodnie okreslic ile czasu uplynelo odkad sie zesikalo.

    A co do tych min zbitych psiakow to uwazam, ze mozno przesadzilas. Jesli
    jeszcze po kilku miesiacach przekszkola twoja corka jak i wiekszosc dzieci sa
    takie nieszczesliwe to naprawde bym sie zaniepokoila.
    U mojego dziecka jest jeszcze moze dwoje marudzacych dzieci ale reszta nawet
    tych co mialy naprawde nieszcesliwe miny na poczatku zaaklimatyzowala sie w
    pierwszych tygodniach. Chodzi mi o ten poczatkowy etap aklimatyzacji.
  • ewcia1980 26.01.10, 18:14
    franczii napisała:
    > nauczycielki w roli swoich opiekunek i juz nie zdarzalo. Na twoim
    miejscu o to
    > bym sie nie wsciekala i zaliczyla do zwyklych wpadek poczatkujacych
    > przedszkolakow, pech chciual, ze akutat na zewnatrz sie zdarzylo.

    wiesz ale mnie nie dziwi i nie złości zaistniała sytuacja.
    wiem, ze moze sie zdarzyc.
    natomiast nie powinno sie zdarzyc ze dziecko przez dłuzszy czas stoi
    zasikane.
    juz o tym pisałam ale postów jest sporo wiec powtórze.
    panie wiedziały, ze córka w przedszkolu nie chodzi do toalety
    (powodem było to,ze w wc nie zawsze był papier a córka musi sie
    wytrzec jak zrobi siku - w momencie gdy do tego doszlam
    poinstruowałam córke co trzeba robic i problem zniknał)
    panie miały zasygnalizowana sytuacje
    wiec pzred wyjsciem powinny zapytac spytac maluchy o potrzebe
    skorzystania z toalety.
    a nie zrobiły tego!
    no i w czasie godzinnego pobytu na dworze powinny troche
    zainteresowac sie co w tym czasie robia dzieci.
    a nie robia tego.
    siedza na ławeczkach i plotkuja.
    córka była w dzinsach wiec gdyby chociaz podeszły do niej to od razu
    było widac, ze jest zasikana.
    i o to mam pretensje.

    > Zapytam cie o taka rzecz, skad masz pewnosc, jak dlugo twoja corka
    chodzila w
    > mokrym ubraniu,. Piszesz, ze to z relacji dziecka a dziecko nie
    jest w stanie
    > wiarygodnie okreslic ile czasu uplynelo odkad sie zesikalo.

    tak - masz racje
    czasowo nie okresli ile to trwało.
    ale na pytania
    - czy przed wyjsciem pani pytała czy chcesz siku
    - kiedy zrobiłas siku - na dworze czy w szatni
    - jak zrobiłas siku to co sie działo
    - czy jak byliscie na dworze to pani podchodziła do ciebie
    - kiedy pani cie przebrała
    córka umie bardzodokładnie odpowiedziec.
    bo wbrew eksperckiej forumowej opinii - nie jest dzieckiem
    niedorozwinietym
    smile


    > A co do tych min zbitych psiakow to uwazam, ze mozno przesadzilas.
    Jesli
    > jeszcze po kilku miesiacach przekszkola twoja corka jak i
    wiekszosc dzieci sa
    > takie nieszczesliwe to naprawde bym sie zaniepokoila.

    naprawde?
    w tym watku jest troche tendencja do wyolbrzymiania problemów.

    te dzieciaki do tej pory chodza do przedszkola i choruja półna pół.
    wiec tylko sie troche zaklimatyzuja
    a tu bach - choroba.

    moja córka cały grudzien nie chodziła do przedszkola
    w styczniu poszła i po miesiecznej przerwie pierwszy tydzien to było
    ciagęł powtarzanie "ja nie chce do przedszkola"
    kolejne 2 tygodnie - luzik.
    chetna i wesoła szła do pzredszkola.
    a ten tydzien - znowu siedzi w domu.
    pewnie posiedzi ze 3 tygodnie bo przez kolejne 2 mam ferie wiec w
    połowie lutego wróci do pzredszkola z mina psiaka.
    i inne dzieci tak samo.

    ja wiem czego moge wymagac od przedszkolanek.
    i egzekwuja współpracy.
    na nikogo sie "nie dre" ale majac pewność w jakijs kwestii jestem
    stanowcza.
    a z przedszkola jestem niezadowolona - to fak.
    i od pzryszłego roku zapewne je zmienie.

    pozdrawiam



    --
    Izabela (16.10.2006)
    Remigiusz (20.02.2009)
  • franczii 26.01.10, 23:34
    > naprawde?
    > w tym watku jest troche tendencja do wyolbrzymiania problemów.
    >
    > te dzieciaki do tej pory chodza do przedszkola i choruja półna pół.
    > wiec tylko sie troche zaklimatyzuja
    > a tu bach - choroba.

    Nie wyolbrzymiam, naprawde. Przedszkolaki wszedzie choruja nie tylko w waszym
    przedszkolu. U mojego syna grupki sie przerzedzily strasznie a on sam
    przynajmniej z 1,5 mca siedzial chory i teraz po 1,5 tygodnia chodzenia znow
    chory. Ale wlasnie nie widze tych nieszczesliwych dzieciaczkow a naprawde
    obserwuje zachowanie innych dzieci, to jak sie zachowuja rano i jak sie odnosza
    np. do mojego syna, dzieki czemu udalo mi sie zauwazyc, ze moje dziecko jest
    opoznione jesli chodzi o umiejetnosc nawiazywania kontaktow z rowiesnikami, ale
    to juz zupelnie inny problem.
  • dysann 27.01.10, 22:05

    3 latek ma prawo posiusiać się w majtki, to nic
    strasznego ,wstydliwego, nie dowodzi o "niemoctwie". Ma również
    prawo nie powiedzieć tego opiekunce z 100 powodów które tylko można
    pomysleć. I to też nie świadczy o niczym "poniżej normy" smile
    To są zupełnie naturalne sutyacje które czasami się zdarzają. Nie
    ma co przesadzać, dokłdać dziecku ciężaru - (zamiast przejść do
    porządku dziennego - przecież nic się nie stało) wypytując "pani
    pytała wczesniej czy chcesz siusiu" itp. Lepiej powiedzieć "mała,
    jak następnym razem się posiusiasz - powiedz pani, pani cię
    przebieże i wszystko ok". Mam takie wrażenie, Ewciu, że sama bardzo
    to przeżywasz. Spróbuj może popatzreć z innej strony - ta sytuacja
    nie świadczy o niczym złym co by się działo z Twoim dzieckiem.
    Takie rzeczy się po prostu zdarzają. Dobrze że powiedziałas paniom -
    będą bardziej uważać i już.
    I dziewcyzny - to że 3 latek nie poinformował pani że się
    posiusiał, yyy no naprawdę nie mam zielonego pojęcia jak można
    wnioskować o zahukaniu, czy innych takich. Czasem to najbardziej
    przebojowe też nie powie smile
    Ciekawa jestem która z Was się kiedyś w przedszkolu posiusiała,
    albo i nawet gorzej i co się wtedy działo big_grin big_grin big_grin
  • mama_kotula 27.01.10, 22:13
    CytatI dziewcyzny - to że 3 latek nie poinformował pani że się
    posiusiał, yyy no naprawdę nie mam zielonego pojęcia jak można
    wnioskować o zahukaniu, czy innych takich. Czasem to najbardziej
    przebojowe też nie powie smile


    ...jak również nie można z tego wyciągać wniosków o tym, że jest zła opieka, tylko podciąga się to pod kategorię WYPADEK, albo nawet NORMA. CBDO.
    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • dysann 28.01.10, 13:46
    Zgadzam się z Tobą w 100 % - zdarzenie jakich wiele; normalne
    przedszkolne smile
  • gosiek55 24.01.10, 18:08
    a ja z innej beczki ale uważam że to jest też bardzo denerwujące i nie
    wychowujace mlodego rosnącego społeczeństwa.Odprowadzałam ostatnio dosyć często
    do przedszkola siostrzenicę|moje dzieci wyrosły już z przedsszzkola|i to co
    rzuciło mi sie w oczy to wchodzenie rodzicow z dziecmi do pomieszczenia szatni i
    żadnego slowa Dzień dobry ,zadnego powitania poprostu wrzuca sie dziecko do
    szatni moge tak powiedziec i sie leci .Póżniej to dopiero owocuje po latach jak
    wyrastaja takie snoby zapatrzone w siebie nie widzace innych ludzi.Jak ci
    rodzice chca wychowac swoje pociechy o ktore tak dbaja ,te dzieci mysle nie
    znaja czegoś takiego ,ze wchodzac do pomieszczenia gdzie sa inne osoby i inne
    dzieci nie witaja sie no chyba ,ze z jednej grupy są.A do magicznych slów
    prosze,dziekuję,przepraszam dorzuciłabym jeszcze Dzień dobry i Do widzenia
    Pozdrawiam wszystkich
  • ga-ti 24.01.10, 19:36
    gosiek55 napisała:

    > a ja z innej beczki ale uważam że to jest też bardzo denerwujące i nie
    > wychowujace mlodego rosnącego społeczeństwa.Odprowadzałam ostatnio dosyć często
    > do przedszkola siostrzenicę|moje dzieci wyrosły już z przedsszzkola|i to co
    > rzuciło mi sie w oczy to wchodzenie rodzicow z dziecmi do pomieszczenia szatni
    > i
    > żadnego slowa Dzień dobry ,zadnego powitania poprostu wrzuca sie dziecko do
    > szatni moge tak powiedziec i sie leci .Póżniej to dopiero owocuje po latach jak
    > wyrastaja takie snoby zapatrzone w siebie nie widzace innych ludzi.Jak ci
    > rodzice chca wychowac swoje pociechy o ktore tak dbaja ,te dzieci mysle nie
    > znaja czegoś takiego ,ze wchodzac do pomieszczenia gdzie sa inne osoby i inne
    > dzieci nie witaja sie no chyba ,ze z jednej grupy są.A do magicznych slów
    > prosze,dziekuję,przepraszam dorzuciłabym jeszcze Dzień dobry i Do widzenia
    > Pozdrawiam wszystkich

    O! Ja i mąż i nasza znajoma właśnie dziś, po raz juz chyba setny, o tym rozmawialiśmy. U nas to samo. Mało kto powie "dzień dobry", czy "do widzenia", o jakimś "zagadaniu" już nawet nie wspomnę. To, że nie mówią to nic, nawet nie odpowiadają, gdy im się powie.Dziwne.
    I nie są to jacyś "patologiczni" ludzie, chyba raczej zarozumiali...

    Ja sie czasem poddaję (w końcu kobietą jestem i wchodzącemu tatusiowi nie będę dzień dobry mówić). Mąż uparcie kłania się każdemu. Głośno, dobitnie smile
  • q_fla 24.01.10, 19:43
    A u nas w przedszkolu wszelkie zwroty grzecznościowe sa na porządku
    dziennym, wiekszość dzieci wchodzących do przedszkola głośno mówi
    dzień dobry, również po przekroczeniu progu sali.
    Matki z grupy mojej córki są dosyć zgrane, tworzymy sympatyczną
    grupę, zapraszamy się wzajemnie do domu, w telefonie mam większośc
    numerów rodziców dzieci. Wszelkie spotkania integracyjne typu świeto
    ziemniaka, jasełka są bardzo sympatyczne i w miłej atmosferze.
  • liwia_augusta 24.01.10, 18:11
    Dziwny przedszkolny zwyczaj. I panie nie reagują, kiedy zwracasz
    uwagę ?
    --
    "To bowiem, czym każdy jest dla siebie, co towarzyszy mu w chwilach
    samotności i czego nikt nie może mu ani dać, ani zabrać, jest
    oczywiście dla niego ważniejsze niż wszystko, co mógłby posiadać lub
    czym mógłby być w oczach innych" Arthur Schopenhauer
  • jotembi 24.01.10, 18:17
    "pożyczanie" ubrań to wstrętne, owsiki milion razy wstrętniejsze
    w życiu nie posłałabym dziecka w miejsce gdzie można złapać coś takiego

    jak to dobrze że moja córka nigdy nie chodziła do przedszkola
  • q_fla 24.01.10, 18:23
    Do szkoły też nie chodzi/ła?
    Ze szkoły też można "przynieść" owsiki.
    Zresztą owsicą (i nie tylko) można się zarazić wszędzie, na plac
    zabaw też nie puszczasz córki?
  • lia.13 24.01.10, 23:12
    nie porównuj przedszkola ze szkołą. To diametralnie różne placówki. Szkoła jest
    obowiazkowa, przedszkole - nie. W szkole dziecko jest bardziej rozwinięte - umie
    jasno komunikować własne potrzeby, a także, kiedy dzieje mu się krzywda, w
    przedszkolu - niekoniecznie. I wreszcie, w szkole nikt nie wpadnie na pomysł by
    pożyczyć Twoje osobiste, intymne gacie innemu uczniowi big_grin A przyznasz sama, że
    nosząc wspólne gacie łatwiej jest się zarazić nić przez rozmowę.
  • q_fla 24.01.10, 23:44
    Sądzisz, że owsicą można sie zarazić tylko przez wspólne noszenie
    gaci?

    pl.wikipedia.org/wiki/Owsica
    Wystarczy, że zarażony, wcześniej podrapawszy się po tyłku pożyczy
    koledze np. zeszyt, i na nim zostawił jaja owsików.
    Sama zaraziłam sie owsicą właśnie w szkole, choć moja matka z natury
    jest straszną czyściochą, ręce musiałam myć kilkanaście razy w ciągu
    dnia, obowiązkowo przed każdym posiłkiem, zwłaszcza w szkole.
  • jotembi 30.01.10, 18:01
    taa... do szkoły dziecko oczywiście chodziło, jednej, drugiej i trzeciej, teraz
    studiuje
    na plac zabaw na moje szczęście nie chodziło bo miało własny w ogrodzie i tam
    się zapraszało przyjaciół
    dziecko ma 19 lat i ani razu niczym się od nikogo nie zaraziło... poza katarem
    oczywiście
    a ręce myło normalnie, bez przesady... w domu od zawsze są psy, trudno wymagać
    mycia rąk po każdym podrapaniu psa za uchem
    zgadzam się z przed-przedmówczynią że przedszkole i szkoła to zupełnie co innego

    a gdyby moje dziecko przywlokło skądś jakieś robactwo, nigdy więcej nie poszłoby
    już do tej konkretnej placówki oświatowej
  • q_fla 31.01.10, 19:53
    > na plac zabaw na moje szczęście nie chodziło bo miało własny w
    ogrodzie i tam
    > się zapraszało przyjaciół

    > a gdyby moje dziecko przywlokło skądś jakieś robactwo, nigdy
    więcej nie poszłob
    > y
    > już do tej konkretnej placówki oświatowej

    To wiele tłumaczy...biedne dziecko....
  • jotembi 01.02.10, 09:39
    hehehehe
    cóż, z braku innych argumentów dobry i taki
  • q_fla 02.02.10, 09:07
    Argumenty były podane wyżej, wystarczy uważnie przeczytać big_grin.
  • julialila 24.01.10, 18:40
    problem z dodatkowymi ubrankami tkwi w rodzicach. to rodzice nie przynoszą
    takowych do przedszkola, mimo iż pani 5-10 razy prosi.
    higieny przede wszystkim rodzice powinni dzieci uczyć.

    kwestia przedszkolanek vel nauczycielek. większość pań tak reaguje, bo widzi
    jacy są rodzice. większość mamusiek z ambicjami na wyrost nigdy nic się nie
    podoba, wszystko krytykują, z byle gównem latają i zatruwają czas. większość
    mamusiek zrzuca opiekę na instytucje i myśli, że jak odda dziecko do
    przedszkola, to już sama nic nie musi robić. i nie piszcie tutaj o
    nauczycielkach z powołaniem czy nie. bo chyba tylko człowiek chory na umyśle by
    się kształcił na nauczyciela bez powołania!!!
  • mama_kotula 24.01.10, 18:57
    Cytati nie piszcie tutaj o
    nauczycielkach z powołaniem czy nie. bo chyba tylko człowiek chory na umyśle by
    się kształcił na nauczyciela bez powołania!!!


    Sugerujesz, że nauczycielka mojego syna jest chora na umyśle? Bardzo możliwe.
    Chociaż nie, ona ma powołanie, ale chyba nie jest to powołanie na nauczyciela. Prędzej na kapo obozowego...

    Umówmy się - tak samo jak istnieją rodzice normalni oraz rodzice krzykliwi i roszczeniowi, tak samo istnieją dobrzy nauczyciele i tacy, którym się tylko wydaje, że mają powołanie. I żadne to odkrycie Ameryki - tak było, jest i będzie.


    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • opinia_publiczna_online 24.01.10, 19:11
    Jak tata zacznie wozić dzieci do przedszkola, to znikną wszelkie problemy wink
    --
    Włącz myślenie. Dołącz do najlepszych.
  • doszysz 24.01.10, 20:04
    Jeśli chodzi o pożyczanie cudzych ubranek dla zmoczonego/zasikanego
    dziecka: jako matka 3 dzieci, z czego 2 w przedszkolu, przyznaję że
    nie zawsze pamiętam, czy obojgu dałam (uaktualniłam) komplet ubrań
    na zmianę, zwłaszcza że zawozi dzieciaki mój mąż, a faceci na ogół
    nie zawracają sobie głowy podobnymi drobiazgami wink Przyjmuję że
    incydentalnie można pożyczyć cudze ciuchy, bo w końcu wszyscy
    jesteśmy ludźmi. Jeśli jednak sytuacja się powtarza, konieczna jest
    rozmowa z dyrektorką. No i oczywiste jest dla mnie, że upraniem
    brudnego ubrania ma się zająć nie rodzic właściciela majtek, a
    rodzic pożyczający...
  • shamsa 24.01.10, 22:12
    raczej nieładne to a nawet bym powiedziala nielegalne. a co jak zniszczy? kto
    odda pieniadze, kto odda ciuch?

    moja corka chodzila do przedszkola w niemczech i teraz w finlandii.
    w kazdym jest pula ciuchow niczyich, najczesciej zostawianych przez dzieci, nie
    podpisanych, a nawet kupionych specjalnie. nikomu sie w pale nie miesci dawadz
    cudze rzeczy dzieciom. co to w ogole jest?!
    kazde dziecko ma spora szafke (nie tylko na czapki i buty) ponad wieszakami.
    kaza przyniesc rzeczy zapasowe na zasikanie, zmiane pogody, na zapas. regularnie
    je uzupelniam. polary, rajtuzy, spodnie, bielizne.

    w sumie w szoku jestem, nie ze bez pozwolenia pozyczaja cudze rzeczy, ale ze to
    jest regularny proceder, bo wiadomo, raz na ruski rok cos sie moze zdarzyc, ale
    bez przesady.
  • shamsa 24.01.10, 22:17
    niech przedszkole przygotuje tabliczki do przyczepienia na szafke dziecka
    "prosimy o przyniesienie ubran na zmiane" . rodzic zalatany, moze tez potrzebuje
    przypomnienia.
  • julialila 25.01.10, 08:50
    a najlepiej jeszcze niech nauczyciel pójdzie do domu tego dziecka i weźmie
    ubranka, bo przecież rodzice mogą nie zauważyć kartki????

    ba! jeszcze lepiej - top niech przedszkole kupuje dzieciom ubrania. rodzice mają
    tyle na głowie....
  • nonameuno 24.01.10, 22:23
    dużo osób już o tym wspominało, ale dołożę swoją cegiełkę bo mi to leży na
    wątrobie (i na kieszeni, bo leczenie próchnicy w zębach u pięciolatki tanie nie
    jest)! w moim przedszkolu jedynym minusem, ale bardzo poważnym, na który uskarża
    się wielu rodziców, jest żywienie dzieci. po pierwsze - za dużo cukru, na
    śniadanie słodkie płatki albo inna (słodka!) zupa mleczna, na drugie śniadanie
    ciasto, pączek, drożdżówka, w najlepszym wypadku banan, na obiad słodkie sosy,
    naleśniki z dżemem, omlety z nutellą, desery z batoników albo budyniu z
    konfiturami, podwieczorek - kisiel, chleb ze słodkimi dodatkami typu brzoskwinia
    z kompotu albo jogurt oczywiście w żadnym razie naturalny! na takiej diecie
    większość dzieci albo ma kłopoty z zębami (mój przypadek) albo dzieci tyją
    (zwłaszcza zimą, gdy mniej czasu spędzają na zewnątrz ze względu na aurę).
    próbowaliśmy jako rada rodziców rozmawiać o tym z dyrektorką ale ona nie widzi
    problemu a my de facto nie mamy żadnego wpływu na menu (przedszkole państwowe).
    i w ten sposób bardzo dobre pod innymi względami przedszkole (znacznie lepsze
    niż poprzednie - prywatne, gdzie, owszem był wpływ na dietę, ale zarówno warunki
    lokalowe jak i częsta rotacja personelu i dzieci nie stwarzały dobrego klimatu)
    przysparza mi zmartwień i niepokoju co dalej z zębami mego dziecka! bo co z
    tego, że ja nie daję słodyczy (tylko raz w tygodniu - w niedzielę - mamy
    "słodki" dzień), pilnuję mycia zębów, właściwej diety i wartościowego jedzenia,
    skoro córka cały dzień spędzany w przedszkolu odżywia się cukrem? czy komuś
    udało się rozwiązać podobny problem?
  • tonik777 24.01.10, 22:37
    Moim zdaniem powinnaś powiedzieć wprost, że nie życzysz sobie, aby
    rzeczy Twojego dziecka były pożyczane innym. Bo to co się tam dzieje
    to przerasta moje pojęcie.
    Po pierwsze nie rozumiem jak w ogóle można wziąźć czyjąś rzecz bez
    pytania.
    A po drugie, jak już się weźmie, to wypadałoby samemu poinformować o
    tym właściciela (czyli Ciebie) i doprowadzić rzecz do stanu
    pierwotnego (uprać i wysuszyć).
  • joannag81 24.01.10, 22:48
    Najwiekszym problemem KAZDEGO przedszkola jest to, iz rodzice
    przyprowadzaja doń chore dziecko. Nastepnie to dziecko zaraza
    wszystkie dzieci wokol.....i tak naokrąglo. To jest problem
    nierozwiazywalny dopoki ludzie beda nieodpowiedzialni z powodu m.in.
    strachu o utrate pracy. A cierpia wszyscy...
  • najma78 24.01.10, 23:13
    Co to znaczy chore?
  • julialila 25.01.10, 08:52
    takie, które jest przyprowadzane z temperaturą, z bólem gardła, osłabione etc. i
    jeszcze rodzic wciska pani nurofen lub infacol i mówi:jak będzie miało
    temperaturę to proszę mu tym ją zbić.

    tak robią rodzice
  • myelegans 25.01.10, 14:53
    Ale to jest przeciez w regulaminie przedszkole, ktory kazdy rodzic,
    przynajmniej u nas, musi przeczytac i podpisac.
    Przyprowadzenie dziecka z goraczka i srodkiem przeciwgoraczkowym,
    powinno byc przez pania zablokowane na wejsciui dziecko z rodzicem
    odeslani z powrotem.
    Dziecko z goraczka odsylane jest do domu, jak dostanie goraczki,
    wymiotow, wysypki itd. itp. w przedszkolu to telefon do rodzicow i
    jest pol godziny na odebranie dziecka, ktore jest w tym czasie
    izolowane od innych.

    Dzieci kaszlace, z katarem, niegoraczkujace sa przyprowadzane, ale
    tego regulamin nie zabrania.
  • mka16 27.01.10, 09:45

    doskonale rozumiem autorke watku, dla mnie cos takiego tez nie do
    pomyslenia, a rozwiazanie jest tak proste, wystarczy zeby w
    przedszkolu byl jakis zapas ubran na taka okolicznosc
    --
    cap30.caption.it/347/captionit150112I246D38.jpg
  • heca7 27.01.10, 14:39
    Moja dwójka ani przez chwilę nie miała miny zbitego psa ani łez w oczach. NIGDY
    żadnego nie odrywałam od nogi. Skąd wiem? W przedszkolu pracuje moja ciocia i
    przez pierwsze dni obserwowała z daleka jak się zachowują. Mogę też robiąc
    choćby zakupy popatrzeć jak bawią się w ogrodzie bo to niedaleko mojego domu.
    Jedyna rozpacz była wtedy, kiedy trzeba było iść do domuwink
    Zdarzyło się synowi(córce nigdy) zsikać się w majtki ale niejako z
    premedytacjąwink Po prostu nie chciało mu się iść do łazienki i tak sobie
    popuszczał, popuszczał, spryciarzwink


    Jedno co mi się nie podoba to dziwny system opłat. Ale to ustala gmina. Kiedyś
    całość płaciło się raz w Ii II wtorek miesiąca. Teraz stawkę żywieniową płaci
    się z góry, odliczenia w następnym miesiącu i reszta z dołu. W rezultacie
    płacimy też w... sierpniu! za czerwiec, bodajżewink
    --
    Dzieciaki 2002
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=21428
  • dysann 27.01.10, 20:15
    wiecie co - wg. mnie przedszkole bezdyskusyjnie powinno
    mieć "awaryjne ubranka", tak na wszelki wypadek tragedii losowej -
    zalania noszonego kompletu ubranek i chwilę później zapasowego
    kompletu ubranek. To jest logiczne - w przedszkolach z kórymi ja
    mam kontakt (całe 4 wink) tak jest.
    ale oddawanie za małego kompletu "galowej" odzieży do przedszkola -
    żeby nie było przykro jakiemuś malcowi którego rodzice zapomnieli
    ładnie ubrać na uroczystość - to już śmieszne.
    Rodzic który zapomniał - gna do domu; albo kombinuje innymi nogami
    niż swoje - żeby to ubranko jak najszybciej dostarczyć. Myślenie za
    niego na zapas jest bezsensu. To jak dobrowolna składka rodzica
    żeby kiedyś, jak jakiś rodzic zapomni się złożyć... itd
  • mama_kotula 27.01.10, 20:22
    Cytatale oddawanie za małego kompletu "galowej" odzieży do przedszkola - żeby nie było przykro jakiemuś malcowi którego rodzice zapomnieli ładnie ubrać na uroczystość - to już śmieszne.

    Zaraz, zaraz. Tu nie chodzi o to, że ktoś ZAPOMNIAŁ galowego ubranka, tylko że kogoś NIE STAĆ na galowe ubranko.
    I tak, takie dzieci się zdarzają w państwowych przedszkolach. Dzieci, dla których wybór eleganckiego stroju sprowadza się do wybrania podkoszulka, który jest najmniej rozciągnięty i za dużych dżinsów po starszym bracie.
    Zaraz napiszesz, że każdy wie, że ma dziecko w przedszkolu i może zaoszczędzić na tę białą koszulę z bazarku... fajnie by tak było, ale z reguły takie osoby nie mają pieniędzy na rzeczy codzienne, dla takich osób zakup nowych kapci dla dziecka to mega dziura w budżecie. Więc myślę, że pomysł z galowym ubrankiem jest ok.
    U nas w przedszkolu są jeszcze dostępne kostiumy na bal przebierańców.


    --
    "Skad ja miałam wziąść hentai w PRLu, hę? Z internetu? " - by Lezbobimbo
  • dysann 27.01.10, 21:20
    zona_mi napisała:

    >Podpowiem jeszcze coś - kiedy mój syn wyrasta z eleganckich sponi
    i
    >białej koszuli, też oddaję je do przedszkola. Czasem zdarza się,
    że
    >dzieci, które z jakiejś okazji powinny przyjść ubrane bardziej
    >uroczyście, mają zwykłe ubranka i wstydzą się np. przy jakimś
    >występie, więc galowe zapasowe też się świetnie przydają.

    chodziło mi o tą wypowiedź

    ale masz rację - faktycznie myślę że można po prostu oddać galowe
    ubranko rodzinie potrzebującej niż na zapas dawać do przedszkola.
    Z resztą, nawet rodzina potrzebująca, może zakupić za grosze ładne
    ubranko na ciuchach - bez powodowania dziury budżetowej.

  • mama_kotula 27.01.10, 22:11
    CytatZ resztą, nawet rodzina potrzebująca, może zakupić za grosze ładne ubranko na ciuchach - bez powodowania dziury budżetowej.

    Wiedziałam, że coś takiego padnie, więc już wyjaśniam: rodzina potrzebująca nie zakupi na ciuchach ubranka galowego, bo im się zwyczajnie nie opłaca kupować dla przedszkolaka czegoś, co dziecko założy 2-3 razy i z tego wyrośnie. Biała koszula i eleganckie spodnie są niepraktyczne na co dzień, więc za kwotę 10 zł, którą by to kosztowało, można dziecku na tychże ciuchach kupić np. 3 pary dresów do przedszkola. 10 zł w takich rodzinach JEST dziurą budżetową, tak, wiem, to wydaje się nieprawdopodobne.

    Mam do czynienia z takimi rodzinami i wiem poza tym, niestety, z doświadczenia własnego, jak wygląda rozplanowanie budżetu, którego się praktycznie nie ma.


    --
    Nie przekonuje mnie rezygnacja z kablówki ze względu na dzieci.
    Kablówki chyba nie włączają się same atakując nagle przerażonych
    domowników.
    - by Joa66
  • ewa_mewa 28.01.10, 09:54
    Pierwszy raz od 2 lat bodajże zajrzałam na to forum i przykro mi, że
    generalnie tak mało w was wrażliwości, empatii, zrozumienia. W moim
    przedszkolu (państwowym zresztą i świetnym) są ubrania "służbowe" na
    zmianę więc w ogóle nie wiedziałam o takich praktykach, ale nie
    rozumiem, jakie to ma znaczenie że to rodzice są winni, że dziecku
    nie dali ubrań na zmianę. Oczywiście to prawda. Ale czy naprawdę
    miło wam na myśl że to dziecko przez to marznie na dworze albo nie
    ma się w co przebrać jak mu się zdarzy zsikać? Przerażacie mnie. Co
    takiego się stanie jak inne dziecko czasem założy wasze ubranie?? To
    taki problem wrzucić potem jedną rzecz więcej do pralki? Gadanie o
    higienie i rzekomych zarażeniach tą droga jest żenujące. Dziecko
    należy uczyć juz od małego że innym trzeba pomagać i się z nimi
    dzielić,niezależnie od tego czy nie mają, bo mama nie ma pieniędzy,
    czy też dlatego że zapomniała dać zapasowych rajstop.

    Od zasikania przez kolegę majtek mojego syna stokroć gorsze byłoby
    dla mnie wyhodowanie tak paskudnego egoisty.
    --
    A oto Mareczek
  • zla.kobieta1000 28.01.10, 13:31
    No nie, to już zbyt daleko idąca interpretacja. I śmieszna, i bezsensowna.
    Mogę pomagać komuś, kto faktycznie tego potrzebuje - co jakiś czas góra strojów
    (porządnych!) mojej córki ląduje w Domu Samotnej Matki albo w rodzinnym domu
    dziecka, we współpracy z panią z komisu.
    Natomiast czyjeś zapominalstwo, bałaganiarstwo, brak zastanowienia nad
    potrzebami WŁASNEGO dziecka w przedszkolu... Zostawię bez komentarza.
    Ceną za tę "dobroć" mogą być np. właśnie owsiki itp. sprawy, w wyniku których
    ucierpi potem MOJE dziecko.
    I nie wyobrażam sobie, żeby ktoś bezkarnie zabierał i niszczył porządne ciuchy,
    które potem np. mogę sprzedać w komisie albo dać potrzebującemu, który dzięki
    mnie nie będzie ubierał dziecka w łachy.
    Proponuję dalej idąc tym tropem wspólne szczoteczki do zębów, ręczniki itp., w
    końcu trzeba pomagać tym niedorobionym mamusiom, które nie mogą wpaść na to,
    żeby zapakować dziecku do worka np. ze dwie zapasowe pary ubrań, plus ze 3 pary
    majtek i rajstop. Czy to naprawdę boli?
    A, czy chętnie pożyczyłabyś, ewo-mewo, obcej osobie własne majtkiwink ?
    --
    Je ne regrette rien
  • mamusiamartusia 28.01.10, 17:12
    Również wolę pomóc potrzebującym a nie wszystkim wkoło, nie wiedząc
    w dodatku o tym. Jeżeli mamusie podjeżdżają super autkami, przywożą
    dzieciątka ubrane w ciuszki z nowej kolekcji to raczej nie będzie
    zbytnim obciążeniem finansowym zakup spodenek pasujących odcieniem
    do kurteczki? Tym bardziej sorry za zwrot- brudasom przynoszącym
    owsiki, które moje dziecko również dostało jako dodatkowy bonus
    nic
    pożyczać nie zamierzam.

    Napiszę jeszcze raz-nikt mnie o to nie pytał, nikt nie raczył
    poinformować, że coś takiego miało miejsce dopóki nie okazało się,
    że spodnie, w których dziecko przyszło i miało wrócić do domu ma na
    sobie ktoś inny.
    Co wówczas należało zrobić? poczekać na mamę i dać do wyprania? w
    czym moje własne dziecko miało wrócić? w tych, ubranych przez
    kolegę? Wróciło w spodniach od kombinezonu, mokrych, w śniegu.
    Kolega, któremu spodnie zostały pożyczone założył swoje cienkie ale
    suche i został zabrany do domu a raczej przeprowadzony przez ulicę-
    dzieli ich od przedszkola tylko uliczka osiedlowa. Moje własne
    dziecko szło 15 minut w mokrych, starych portkach. Mam się nie
    wkurzać? Cieszyć się, że spełniłam dobry uczynek? Mam to głęboko w
    poważaniu.
    Nic nikomu z nieba nie spada-przynajmniej mi. Jeżeli ktoś ocenia
    moje postępowanie jako bezduszne-ok, to jest forum- ile ludzi tyle
    opinii. Ja to nazywam troską o higienę i dbałością o swój własny
    interes.
    Ubrania, proszki, woda i energoa kosztują. Przynajmniej w moim
    mieście.Być może u ewy-mewy jest inaczej.
    --
    "Nie działa mi dekoder telewizji Trwam..."
  • dysann 28.01.10, 14:01
    ewa_mewa napisała:

    > Pierwszy raz od 2 lat bodajże zajrzałam na to forum i przykro mi,
    że
    > generalnie tak mało w was wrażliwości, empatii, zrozumienia. W
    moim
    > przedszkolu (państwowym zresztą i świetnym) są ubrania "służbowe"
    na
    > zmianę więc w ogóle nie wiedziałam o takich praktykach, ale nie
    > rozumiem, jakie to ma znaczenie że to rodzice są winni, że
    dziecku
    > nie dali ubrań na zmianę. Oczywiście to prawda. Ale czy naprawdę
    > miło wam na myśl że to dziecko przez to marznie na dworze albo
    nie
    > ma się w co przebrać jak mu się zdarzy zsikać? Przerażacie mnie.
    Co
    > takiego się stanie jak inne dziecko czasem założy wasze ubranie??
    To
    > taki problem wrzucić potem jedną rzecz więcej do pralki? Gadanie
    o
    > higienie i rzekomych zarażeniach tą droga jest żenujące. Dziecko
    > należy uczyć juz od małego że innym trzeba pomagać i się z nimi
    > dzielić,niezależnie od tego czy nie mają, bo mama nie ma
    pieniędzy,
    > czy też dlatego że zapomniała dać zapasowych rajstop.
    >
    > Od zasikania przez kolegę majtek mojego syna stokroć gorsze
    byłoby
    > dla mnie wyhodowanie tak paskudnego egoisty.

    Wiecie co, dla mnie nie protestowanie w takiej sytuacji jest niczym
    innym jak popieranie zachowania "zapominalskich' rodziców i
    nieodpowiedzialnych opiekunek (które po jednej takiej sytuacji
    powinny zatroszczyc się o kilka awaryjnych ubranek niczyich - jak
    to jest w wiekszości przedszkoli) czy też kierownictwa przedszkola.
    A dając majtki swojego dziecka dla innego do zasikania - na pewno
    nie wychowasz "paskudnego egoisty" tylko dziecko nie potrafiące
    troszczyc się o siebie i swoje potrzeby, nieasertywne.
    Co innego wypadek losowy a co innego wspieranie idei "jak zasika to
    nic, są przeciez majtki innych dzieci". To absurd.
  • dysann 28.01.10, 13:51
    no to właśnie wtedy taka potrzebującej rodzinie mogę DAĆ ubranko
    galowe.
    A nie na zapas do przedszkola.
    Rany, pomagajmy z głową a nie zaspakajajmy idee o własnej dobroci.
    I dżizas - na galowe ubranko nadadzą się ładniejsze dżinsy i biała
    koszula - praktyczna na święta i wszystkie inne uroczystości. Sorry
    ale lepiej chyba dwie pary dresów i jeden "galowy".
    Bez sensu jest w sposób "na zapas" uczyć ludzi bezradności
    życiowej - czy to tych zapominalskich czy ubogich.
    Z tym że z ubogimi temat mnie nie rozbawia.
    Z zapominalskimi wręcz śmieszy smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka