Syla_77, jak opisujesz swoją córeczkę, to jakbym czytała opis samej
siebie z czasów wczesnopodstawówkowych. Byłam grzeczna, spokojna i do
tego jeszcze chorowita i sporo osób usiłowało wleźć mi na głowę. Raz
nawet tatuś musiał interweniować jak jakichś dwóch z siódmej klasy
się przywaliło na dłużej

Efekt? Koło dwunastego roku życia zmieniłam szkołę, i stopniowo
(bunt, bunt! szkoła była kretyńsko urządzona i było się przeciwko
czemu buntować) stałam się oporna, pyskata i w miarę asertywna
(czasem coś przemilczę niepotrzebnie, a czasem za szybko jestem
niemiła

). Nic złego z tego nie wynikło

I nikt nigdy tak naprawdę
nie zrobił mi krzywdy

(poza dziecięcymi przepychankami w
podstawówce) Nie martw się o córkę, pozdrawiam