Dodaj do ulubionych

babcie i ich "pyszne ciasteczka"

  • 21.10.10, 16:57
    Też kiedyś będziesz babcią i jak zaczną Ci prawić mądrości, to będziesz w duchu sobie mówić : "Cholerne smarkacze, sama ich wychowałam i są zdrowe i szczęśliwe, to chyba wiem jak to robić". Tak to chyba działa smile Pozdrawiam
  • 21.10.10, 17:02
    Acha, no i zapomniałam dodać, że z moją własną mamą jest bitwa o wiele rzeczy, bogać dzięki mamy dobry kontakt i mogę jej nawrzucać co sądzę o pewnych rzeczach. Jak z czymś szczególnie walczyłam, to po prostu z uporem maniaka powtarzałam argumenty z pisemek, poradników, lekarzy itd i jej podsuwałam gazetki. W końcu uzyłam argumentu, ze osoba tak inteligentna jak ona chyba rozumie słowo pisane? Zadziałało smile
  • 21.10.10, 17:05
    Rozsadek jest bardzo potrzebny. Ciastko od babci nikogo nie zabiło wink
  • 21.10.10, 18:00
    Prawda stara jak świat- mamy, babci nie wychowasz. Mają one swoje zasady, były inaczej wychowane, mają własny światopogląd. Niestety, mają też do tego prawo. Myślę, że powinnaś odpuścić, bo po pierwsze, moim zdaniem, trochę przesadzasz, po drugie to walka z wiatrakami.
    Druga prawda stara jak świat jest taka, że jeśli korzystasz z pomocy babci, to niestety musisz zaakceptować jej warunki. Kropka.
  • 22.10.10, 11:36
    Ja powiedziałam, że postawię świnkę skarbonkę na dentystę - za każde ciasteczko, czekoladkę itp 5 zł i obowiązkowo zabiorę babcię jak trzeba będzie z małą pójść do dentysty na borowanie dla towarzystwa. Wszystko w żartach. Na razie nie mam tego problemu na szczęście.
  • 22.10.10, 11:44
    bo babcie są najmądrzejsze, moja teściowa potrafi wnusiowi z dobrego serca po kryjomu dawać cukierki czekoladowe, nawet 2-3 na raz. wściekam się i co? groch o ścianę.
    ze słodzeniem to samo.
    ja po prostu muszę mieć młodego na oku cały czas jak jestesmy u niej, albo ona u nas. i tłumaczę i zapobiegam, ale ona jest naprawdę dumna, jak uda jej sie przechytrzyć mnie i wcisnąć dziecku słodycz. wrrr...
    --
    http://ebobas.pl/widgety/get/754
  • 22.10.10, 12:15
    A może zamiast reformować babcię, co jest wojną z wiatrakami, to nauczyć dziecko, że nie wolno jeść słodyczy bez zgody mamy (albo np. przed posiłkami, albo, że słodycze wolno jeść tylko w niedzielę.) Trochę to potrwa, ale sukces gwarantowany
  • 23.10.10, 14:32
    jak dla mnie troche przesadzasz, ale rozumiem, ze wkurza cie to, ze babcia np. karmi mala po kryjomu ciasteczkami. moim zdaniem to, czy dziecko bedzie sie obzeralo slodyczami, czy nie nie zalezy tylko do tego, czy babcia je slodyczami czestuje, czy tez nie. na to sklada sie wiele rzeczy, m.in. dziala tu tez "zakazany owoc". w domu slodyczy nie wolno, wiec jak sie trafi okazja, to trzeba zjesc ile wlezie. w domu moich rodzicow slodycze nigdy nie byly przed dziecmi chowane. moja mama zawsze mniala w szafce paczke iryskow czy krowek i wszyscy wiedzielismy gdzie. czasem znikaly w 2 dni, a czasem ta 100-gramowa paczka lezala tygodniami, bo nikt nie mial ochoty na slodkosci. a dzieci bylo siedmioro. nikt nam slodyczy nie bronil, wiec nie czulismy potrzeby najadac sie na zapas.

    teraz obserwuje dokladnie to samo z moim synkiem (4 lata). nie zabraniam mu slodyczy. moze jesc zelki, czekolade, ciastka czy cukierki. no i co? zyje, ze slodyczy najbardziej lubi zelki i gorzka czekolade. czasem zje 20-cm zelka-weza na raz, a czasem przez tydzien nawet nie zapyta o nic slodkiego. na urodzinach swojej kolezanki zjadl pol kawalka tortu (zostal mu na talerz nalozony) i spora porcje pomidorow z mozzarella, ku zdumieniu pozostalych gosci, bo byl jedynym dzieckiem jedzacym salatke. na swoje urodziny 2 tygodnie temu dostal 2 czekolady i duza paczke kinder czekoladek. czekolady leza nieruszone, zjadl chyba ze 4 kinder czekoladki. krotko po wielkanocy znajomi przyniesli malemu 4 jajka milki, a dla nas dobrego lososia. mlody zjadl niemal calego lososia, a ostatnie jajko zjadlam ja chyba z tydzien temu. ma na codzien, wiec nie czuje potrzeby napchania sie na zapas. jest dzieckiem szczuplum i strasznie ruchliwym.

    za to syn mojego meza z pierwszego zwiazku ma w domu absolutny zakaz slodyczy, herbata bez cukru itp. odkad go znam zawsze poza domem pozeral slodycze w niesamowitych ilosciach. jak np. na stole stoi cos slodkiego, to bedzie jadl tak dlugo, dopoki bedzie. jak dorwie sie do slodyczy, to nie potrafi sie opanowac i bedzie jadl, dopoki nie zje wszystkiego. nawet podczas pobytu u nas w wakacje zjadl po kryjomu mlodemu jednego zajaca, ktorych ten kolekcje ustawil sobie na oknie i staly jeszcze od wielkanocy (zeby nie bylo, to nie jestem na niego o to zla, bo w koncu i tak trzeba bylo zjesc te zajace smile, to tak tylko dla przykladu, ze nie potrafi sie powstrzymac). mlody ma 12 lat i nadwage oraz brzuch niemalze jak kobieta w ciazy. szczerze mowiac, to ja wole zachowanie mojego synka, ktory potrafi odmowic wziecia czekolady, bo "jadlem obiad i mam juz pelny brzuszek".

    przesada w kazda strone jest po prostu zla i tyle. nie trzeba dziecku zabraniac slodyczy. wystarczy nauczyc je obchodzic sie z nimi i nie dramatyzowac z powodu ciasteczka. moj maly np. wie, ze na deser slodycze sa ok, ale przed obiadem nie objadamy sie czekolada. a jak czasem gdzies na jakiejs uroczystosci zdazy najesc sie czegos slodkiego, a obiadu zje niewiele, to tez nie robie tragedii. zje kolacje, a jak nie, to jutro bedzie sniadanie.
  • 23.10.10, 17:48
    zamknąć drzwi na cztery spusty, nie wpuszczać babci, unikać jej. jeśli do niej idziesz to tylko bez dziecka. a najlepiej zerwać z babcią wszelkie kontakty.
    innym sposobem może być dopuszczenie odrobiny luzu. dziecku krzywda się nie stanie jak zje ciastko, nawet codziennie. to moje zdanie. druga sprawa to to, że babci nie zmienisz i jest to walka z wiatrakami. moja córka ma trzy lata. ząbki zdrowe, je ciastka/czekoladki raz dziennie. jak idzie do babci to zjada nieco więcej. żyje i ma się dobrze. je też inne posiłki. jedyne czego przestrzegam to jedzenie słodyczy przed posiłkiem.
    --
    OLA 16/09/2007
  • 23.10.10, 19:43
    No tragedia naprawdę...
    Wyluzuj kobieto,dziecko nie umrze od ciastka od babci.Od czasu do czasu jak dostanie słodkiej herbaty to chyba też nie wypadną zaraz zęby co?
    Ale ja nieobiektywna jestem,bo moje dzieci jedzą ciastka i piją herbatę u dziadków. Kompocik słodki też chętnie.A że w domu im ograniczam to moja sprawa. Nie robię afery z tego powodu ani dziadkom ani ciociom ani na forum.

    --
    "Zabijcie wszystkich!
    Bóg rozpozna swoich."
  • 24.10.10, 11:49
    No gdybyś zadała sobie choć trochę trudno, aby przeczytać całość mojej pierwszej wypowiedzi i wypowiedzi kolejnych, to wiedziałabyś, w czym jest problem i że tragedii nie robię z powodu jednego ciastka, a z powodu ciastek fundowanych mojemu dziecku dzień w dzień.

    Nie, zęby nie wypadną, ale po co dziecku fundować coś niezdrowego, skoro można zdrowego?? A afery również nie robię, chciałam poznać opinie innych matek, a że w moim gronie jest ich mało, napisałam na forum.
  • 25.10.10, 12:12
    Przeczytałam całą Twoją wypowiedz a reszta mnie nie interesuje bo odpowiadam na Twój post a nie na innych.
    Skoro napisałaś na forum i czekasz na opinie to licz się z tym że odpowiedzą Ci matki które mogą mieć zdanie nie koniecznie takie samo jak twoje.Taką matką jestem ja na przykład.
    I powtórzę to co już napisałam. W domu ograniczam(chociaż nie zabraniam całkowicie) a w gościach niech sobie jedzą.U babci zjedzą czekoladę a w domu obiad. Nie widzę problemu.



    --
    "Zabijcie wszystkich!
    Bóg rozpozna swoich."
  • 27.10.10, 19:36
    Jesteś pewna, że przeczytałaś całą wypowiedź autorki? I na pewno ze zrozumieniem? To może pomogę odświeżyć pamięć: "babcia mieszka dom dalej od nas i praktycznie codziennie jest u nas". I dalej: "Jest u nas codziennie i codziennie przynosi dla małej ciastka, od progu je jej wręczając, gdyż za punkt honoru uważa, że dziecko ma zjeść codziennie ciasteczko."

    Jakby nie spojrzeć, babcia łamie zasady panujące w domu, w którym to ona sama jest gościem. Ani to zdrowe, ani kulturalne. To naprawdę troszkę głębszy problem, niż nic-nie-szkodzące-ciasteczko-co-jakiś-czas. No, ale przecież Ty nie widzisz problemu w ogóle..
  • 27.10.10, 20:08
    moja mama nie mogła nawet przyswoić faktu, że dzieci mają alergie pokarmowe, bo "od jednego kawałka nic się nie stanie". a ja potem stałam nad dziećmi wijącymi się z bólu albo wysypanymi parchem od stóp do głów i nóż mi się w kieszeni otwierał. zredukowałam zatem chodzenie do babci do minimum, a teraz to już my ją chodzimy karmić, więc problem czas rozwiązał.
  • 27.10.10, 20:58
    Żałujesz dziecku troche słodyczy? Weź się puknij w łeb. Naczytałaś się jakichś głupot i następnym krokiem pewnie będzie zamknięcie jej w piwnicy. Jabłuszkiem i herbatką to możesz psa nakarmić.
  • 28.10.10, 09:18
    Zgadzam się w pełnej rozciągłości tematu. Mamuśki kretynki naczytały się bredni o słodyczach i tera podają jabłuszko i słabiutką herbatkę. Takich debilek to świat nie widział. Pierwszy lepszy magisterek napisze brednie o diecie a te zaraz stosują ją na dzieciach. Pewnie co druga wygląda jak "MORŚWIN" i obcieka fałdami tłuszczu ale dziecko katuje jabłuszkiem i "słabiutką herbatką".
    Drogie mamuśki a co Wy żarłyście gdy byłyście małe ?
    --
    Czy panowie muszą tak napie...ć od bladego świtu...
  • 28.10.10, 10:29
    swoich rodzicow na wlasnych dzieciach. A uzywanie slow "debilki" czy "zarlyscie" swiadczy zle o Twojej kulturze.
  • 28.10.10, 12:37
    Błędem jej rodziców było wychowanie córki na osobę podatną na wszelkiego rodzaju debilne mody.
  • 02.11.10, 20:08
    Nie wiesz, jak wychowali mnie rodzice i czy na mody jestem podatna - wywnioskować tego z moich wypowiedzi nie można:]

    three-gun-max napisał:

    > Błędem jej rodziców było wychowanie córki na osobę podatną na wszelkiego rodzaj
    > u debilne mody.
  • 02.11.10, 20:29
    No cóż, widać że kulturą nie grzeszysz:] Ani nie wiesz, czy jestem kretynką, ani morświnem:] Ty natomiast jawisz się jako osoba, która nie ma nic konstruktywnego do powiedzenia.
  • 27.10.10, 21:10
    Moje dziecko je wszystko, i owoce i warzywa i fast foody, a nawet te obrzydliwe słodycze. Rzecz w tym, że ma to dozowane z głową, zęby myte kilka razy dziennie, wizyty u dentysty odbywa razem z nami. Jest jeden wielki plus takiego wychowania-nie rzuca się na słodycze/fast foody jak głodny na suchary, kiedy gdzieś się wybieramy.
    --
    www.dzieciom.pl/9656


    http://www.suwaczek.pl/cache/3c610c14f5.png
  • 27.10.10, 22:00
    ja właśnie tak robiłam jak, bo podobnie jak twoja babcia moi rodzice (teściowie na szczęście nie) nie mogli się nauczyć niedokarmiania dziecka słodyczami i nie reagowali na żadne prośby, więcej - też w tajemnicy przede mną serwowali dziecku cukierki, czekoladki, ciasteczka ...wszelkie argumenty spływały poz nich, no bo ja i mój brat jedliśmy przecież słodycze na potęgę i zdrowi jesteśmy, więc małej też nie zaszkodzi! tymczasem ja stale mam problemy z wagą a mój młodszy brat ma już więcej implantów jak swoich zębów ... córka też ma próchnicę, wydaję majątek na dentystę, który z kolei drze się na mnie, żeby odstawić słodycze, a jak zje coś słodkiego - natychmiast myć zęby! ponadto mała jest niejadkiem i jak zje te ciasteczko czy czekoladkę, to potem za nic nie chce jeść normalnego posiłku! no i wreszcie nie zdzierżyłam i jak zauważyłam, że dziecko znowu chodzi z jakimś batonikiem, to po prostu zabierałam i do kosza. rodzice byli oburzeni, obrażali się nawet, były ciche dni, ale byłam nieugięta, ograniczyłam też spotkania z dziadkami, a jeśli już to tylko w czasie mojej obecności. i jest lepiej - próchnica opanowana, dziecko jada normalnie a czasem dostaje coś słodkiego na deser ode mnie - nie jestem matką - terrorystką świrniętą na tle zdrowego żywienia, ale chcę mieć kontrolę nad słodyczami, które je moje dziecko i zwyczajnie wypełniam zalecenia stomatologa, po prostu. metoda działa, spróbuj!
  • 27.10.10, 22:28
    ja robiłam tak samo i po kilku miesiącach kłótni i waśni na tym tle teściowie w końcu zrozumieli i o dziwo! nauczyli się znajdywać zamienniki słodyczy i nawet są w tym teraz bardzo pomysłowi, bo kupują owoce świeże i suszone, drobne gadżety, gazetki dziecięce, książeczki, puzzle, kolekcje ludzików, naklejek, samochodzików itp. ja również nie mam nic przeciwko ciastku, czekoladce czy lodom raz na jakiś czas i serwuje je dzieciom, ale moi synowie już mają tendencje do tycia i lekarz zaleca rygorystyczne podejście do ich jedzenia a do teściów ten argument wogóle nie trafiał i mówili, że przesadzamy, bo synowie są po prostu "dobrze zbudowani po tatusiu" - tatuś - 10 kg nadwagi, nawet rower i siłownia nie pomaga! więc po prostu wszystkie przyniesione chłopcom słodycze trafiały do śmieci i - co ciekawe - często przynosili je sami chłopcy smile ostatecznie mają 9 i 12 lat i zaczynają rozumieć, że to jednak dla ich dobra, dziadkowie dłuuuugo tego zrozumieć nie mogli! ale jednak udało się, choć nie bez tarć i zgrzytów, ale chodzi mi bardziej o moje dzieci a nie o dobre samopoczucie teściów!
  • 28.10.10, 13:55
    Dokładnie, w takich przypadkach tylko stanowcze metody. Nawet, jeśli się dziadki poobrażają (u mnie też były scysje), to w końcu im przejdzie, a atmosfera sama się oczyści.

  • 30.10.10, 22:06
    A my uprzejmie poinformowaliśmy teściów, że młoda jest uczulona na czekoladę, co oczywiście prawdą nie jest oraz, że nie lubi słodyczy - a to akurat prawda.
    Przy drugim dziecku już nie trzeba było niczego wymyślać, teściowie się nauczyli, że nasze dzieci słodyczy nie jadają. Na pocieszenie dla teściowej obydwoje uwielbiają jej zupę pomidorową, więc ma poczucie spełnienia smile.
    Młode jedzą słodycze tylko w domu a i tak nad czekoladę przekładają marchewkę - tylko bądźmy tutaj uczciwi -> my jako rodzice też słodyczy nie jemy (ja nie lubię słodkiego a partner ze słodkich rzeczy to kawałek sękacza raz na 3 tygodnie)
  • 27.10.10, 22:30
    staram sie dziecko zdrowo - odzywiac
    tu, gdzie mieszkam,,jakos bardzoej rozumne mamy i znajomi
    ale wpl...
    dali dziecku swojska kielbase... no ja was prosze! bez pytania, w reke kawal, i mowia, ah jak jej smakuje
    pech chcial, ze za dni chyba 2 miala wysoka goraczke, drgawki... szpital, antybiotyxk, nieprzyjemne...
    wykluczyc musieli miedzy innymi salmonelle, rodzina w panice, booo ah ta kielbasa surowa przeciez byc mogla...
    teraz mowie grzecznie, ze jak zje obiad, dostanie ciastko, czy inny slodycz a na pozostale przekaski musze wyrazic zgode
    i juz
    mam gdzies goscinnosc i to, co mysla inni
  • 30.10.10, 23:25
    antybiotyki, to jest dopiero zdrowe dla małego dziecka.... jak byś naprawdę zdrowo odżywiała, to by nie potrzebowało antybiotyków.

    czosnek, kurkuma, miód pszczeli. żadnych margaryn, napojów owocowych chemicznie słodzonych, mleko krowie i przetwory mocno ograniczone. i problemu nie powinno być.

    oczywiście kiełbasy, inne wędliny itp syf.... out.
  • 31.10.10, 11:18
    Z tego co tu czytam to można wysnuć wniosek że babcie to tylko trują biedne dzieci.
    Widziałam nie raz co dzieci na spacerze w parku dostają do ręki do jedzenia od mamuś-chipsy,cukierki,ciacha, gryza hot-doga,lody w wafelku z ręki pani która najpierw skasowała pieniądze.Więc nie bądźcie śmieszne.
  • 28.10.10, 01:18
    Czym ty sie martwisz? Z twojej córeczki wyrośnie piękny dojrzały wielorybek!!! Duże jest piękne!!! W liceum koledzy będą za nią szaleć!!!
  • 28.10.10, 06:07
    moje dziecko miało w podstawówce koleżankę chowaną dokładnie według tych podręcznikowo-internetowych wzorów: słodycze szkodliwe, cukier tylko w owocach, reszta to śmierć

    hehehehe

    panieneczka każdy grosz wydawała w szkolnym sklepiku na batoniki i chipsy big_grin

    kiedyś utracisz kontrolę nad swoim dzieckiem i wtedy dopiero się zacznie
  • 31.10.10, 04:54
    pewnie masz rację, że nie da się upilnować co jada nastolatek ale istotne dla problemu jest słowo "kiedyś" - kiedyś może już nie, ale na początku jak najbardziej da się zapanować nad dietą dziecka, więc dlaczego z tego rezygnować? im dłużej da się dziecko utrzymać z dala od szkodliwego cukru, sztucznych barwników i konserwantów zawartych w wątpliwej jakości słodyczach, tym lepiej i nie warto się martwić tym, że kiedyś po nie sięgnie! kiedyś pewnie wypali swego pierwszego papierosa, wypije swój pierwszy kieliszek alkoholu, ale czy w imię tego dawać spróbować już w niemowlęctwie? przesadzam oczywiście, ale celowo bo to unaocznia problem: kilka lat zdrowej diety bez nadmiarowych cukrów, tłuszczy trans i sztucznych dodatków smakowych to też jest coś i warto to dać swojemu dziecku, to będzie dobra podbudowa na całe przyszłe życie, na które utracimy wpływ i nie warto z tego rezygnować dla dobrego samopoczucia dziadków.
  • 28.10.10, 07:50
    "tylko śmieci tuczą dzieci"

    samice tak mają,że nie obchodzi ich nic poza nakarmieniem swoich mniej lub bardziej bezsensownych w dzisiejszych czasach, zwierzęcych instynktów.

    A zatem zagryzają niechciane/nieudane/nadmiarowe dzieci a tuczą te,
    które instynkt każe im tuczyć.

    W tym świecie zwierząt przydałby się jakiś modry facet, żeby ten głupi
    babilon gonić.
  • 28.10.10, 08:18
    Prababcie! Umierajcie szybciej bo nie mogą sobie z wami poradzić. Prababcia wam radzi!
    Nie denerwujcie swoich dzieci, wnuków i prawnuków.
  • 28.10.10, 08:25
    A Ty jesteś MAMĄ czy MAMKĄ, bo to chyba jest różnica. Nie wiem dlaczego jako mamka tak się pieklisz smile))--
    ALZA mama Michasia --> 21.09.2005
  • 02.11.10, 20:20
    A co, wg Ciebie nick na forum określa mnie jako matkę??
  • 28.10.10, 09:15
    Małe czy nie małe - każde dziecko można z uśmiechem i miłością wziąć za kark i wepchnąć mordą w szczęście. Tak jest i u mnie. Chociaż dziecko już sporawe, żeby nie powiedzieć wyższe ode mnie, babunia z uśmiechem Macierewicza krąży nad wnukiem jak F-16 nad Kabulem i tylko czeka na moment, żeby zrzucić cały ładunek ciasteczek, bananików, ziemniaczków, kotlecików, torcików i innych pychotunich smakołykuniów, bo przecież każdy 15-latek tylko o tym marzy. Zachowuje się tak, jakby czas stanął kilkanaście lat temu, kiedy dziecko było za małe, żeby wejść na dywan, a co dopiero otworzyć lodówkę lub otwór gębowy i niczym Simon's Cat rzec "miaaał". Na nic tłumaczenia, żeby nie gonić z tym całym cateringiem, bo dziecko wielkie jak dąb wie gdzie jest lodówka - zwykle kończy się to fochem godnym głównej roli w brazylijskiej superprodukcji i potem już wielką rodzinną kłótnią mieszczącą się w schemacie doktryny "kto nie jest ze mną ten przeciwko mnie". A dziecko? Gdzie w tym jest dziecko? Nie ma - jest tucznik, którego trzeba porządnie odżywiać i - podobnie jak tucznika - nie pytać o zdanie, bo co on tam o życiu wie.
    --
    Parada Karzełków czyli - ostra kreska
  • 28.10.10, 10:39
    Dziecko 14 -letnie z tendencjami do tycia, pełnosprawne, samoobsługowe, rozgarnięte i wcale nie żrące jakoś nadmiarowo z własnej inicjatywy, ale systematycznie podtuczane przez ogłupiałą z miłości babcię, która nie może ścierpieć tego że dorasta, dla której jest jedynym wnukiem i w zasadzie jedynym sensem życia. A więc co dzień, kiedy rodzice w pracy a dziecko wraca ze szkoły, zjawia się u nas w domu z ładunkiem kotlecików, paróweczek, pierożków, schabików, serniczków, babeczek i czego tam jeszcze! Na nic tłumaczenia, że dziecko je obiady w szkole, więc wraca bezpośrednio po obiedzie, który je, bo chce chodzić na obiady z kolegami, ale przecież co to za obiad stołówkowy, takim można jedynie zagłodzić dziecko! A więc co dzień dostawa babcinych pyszności, które młody je, bo kto by nie jadł jak podsuwają pod nos różne przysmaki? Sęk w tym, że przysmaki są strasznie kaloryczne i ilościach jak dla konia pociągowego, więc kilogramy przybywają. Babcia żadnych tłumaczeń nie przyjmuje, ograniczyć ilości i kaloryczności nie chce, ma życiową misję uczynienia z dziecka opasłego prosiaka, bo tak pojmuje zdrowie i szczęście! Będąc w pracy w zasadzie nie mamy żadnego wpływu na jej wizyty żywieniowe, przestaniemy chyba opłacać obiady w szkole, żeby junior nie jadł dwóch obiadów (trzech w zasadzie, bo z nami po naszym powrocie też czasem jada), liczymy na to, ze niedługo rozpoczyna treningi judo i lekcje tenisa, więc po pierwsze: będzie spalał, po drugie: będzie wracał znacznie później, w porze naszego powrotu, więc babci catering trafi na nas (chętnie zjemy smile
  • 28.10.10, 12:23
    Te nasze babcie to ludzie wojny i komuny. Cierpieli straszliwy głód, a potem nic nie było w sklepach. Trzeba im wybaczyć, za to edukowac dziecko w kwestii co i ile je. Moja babcia, a prababcia mojego synka potrafiła mu powiedzieć "jak nie zjesz tej zupki, to ja cie przestane kochać". Cóż sie dziwić, pamiętam jej opowieści o tym jak miała 40* gorączki z głodu w czasie okupacji. Dla niej jedzenie jest najwyższym dobrem.
    Nie zgadzam się tez z tym, co tu niektórzy piszą, że dziecko niedostające słodyczy rzuca się na nie kiedy ma okazje. Moje się nie rzuca, ale ja go uczę i tłumaczę, co jest w jabłku, a co jest w cukierku i jaki to ma wpływ na zdrowie. Ma 4 lata, a już sam potrafi dokonać mądrego wyboru, zarówno w domu jak i "w gościach". Oprócz tego, sama robię na słodycze "bleeee", a dzieci nas przeciez naśladują.
  • 28.10.10, 14:17
    masz rację, ale ludzie przecież powinni się uczyć, edukować, zmieniać na lepsze i rozwijać, nadążać za światem, prawda? rozumiem wojenne i totalitarne traumy związane z jedzeniem, rozumiem konserwatyzm żywieniowy starszego pokolenia, ale wybacz - to jest świadome robienie krzywdy dziecku w imię swoich wyimaginowanych obsesji i zamykanie się na wszelkie racjonalne argumenty! Młody może być jeszcze głupi, bo ma dopiero 14 lat, choć pewnie i on niedługo zacznie się martwić o wygląd, ale babcia ma 68 i kiedy ma nabrać rozumu jak nie na starość? Poza tym jawnie lekceważy nasze uwagi i zalecenia jako rodziców, podważa nas autorytet i wiesza się na wnuku jak kiedyś na swoi nieżyjącym mężu, którego też tuczyła. ciekawe co zrobi, jak za 2 - 3 lata zacznie latać za dziewczynami i do ust nie będzie chciał wziąć babcinych przysmaków, będzie chodzić za nim na randki z talerzykiem?
  • 31.10.10, 05:15
    tymczasem masz zupełną rację mówiąc, że starszy wiek powinien skutkować rozumem a nie tylko upartą pielęgnacją swoich fobii, bycie osobą starszą nie zwalnia od myślenia, bycie babcią nie uprawnia do robienia krzywdy wnukom w imię swoich wyimaginowanych racji! starszym ludziom wydaje się że wiedzą lepiej. bo dużo przeżyli i mają bogate doświadczenia, problem w tym, że ich doświadczenia i przeżycia są często w dzisiejszym świecie zupełnie nieprzydatne, nieprzystające do obecnego świata, czego oni nie chcą zauważyć! kiedyś jedzenie było zdrowe i wszyscy mieli go za mało, więc dawanie jedzenia oznaczało miłość, dzielenie się czymś cennym, dzisiaj żyjemy w epoce nadmiaru żarcia, na dodatek śmieciowego i chemicznego o babcie dla własnego dobra powinny to zauważać i nie tylko nie dawać wnuczętom ale i same nie jeść ciasteczek, cukiereczków i batoników, bo to prosta droga do wielu chorób i warto im też to uświadamiać, skoro tego nie wiedzą, dla ich dobra. owszem, dziadkowie mają prawo rozpieszczać wnuki, ale dlaczego rozpieszczanie maj się odbywać tylko ten jeden sposób, poprzez jedzenie i słodycze? dzisiaj sklepy są pełne dóbr wszelakich, można kupować zabawki, książki, zabierać w fajne miejsca, zafundować bilet do kina, na basen, sfinansować ciekawe zajęcia dodatkowe, kupić wymarzony ciuch czy buty, mało jest pomysłów na okazanie miłości? nawet dla rocznego dziecka większą frajdą niż batonik będzie długi spacer, poświęcanie mu uwagi, bawienie się w to co lubi, kupienie nowej zabawki i uczenie go jak się nią bawić niż proste zapchanie buzi słodkim ulepkiem! kupienie słodyczy to pójście na łatwiznę, po najmniejszej linii oporu, bo słodycze są wszędzie, w każdym przydrożnym kiosku można je dostać, nie trzeba się starać, wymyślać, jest tanie i niekłopotliwe a wy to usprawiedliwiacie zamiast wskazać babciom, że można inaczej, lepiej, ciekawiej okazać miłość do wnuka. po prostu też wam się nie chce przejawić więcej inwencji i nie chce się wam pilnować diety dziecka, więc można się łatwo w ten sposób usprawiedliwić i też pójść na łatwiznę.
  • 28.10.10, 10:19
    smile u nas ten sam problem smile Tyle tylko, że mój syn jest okropnym niejadkiem (zero mięsa warzyw, jedynie owoce lubi) i również wkurza mnie jak czy to babcia czy jej mama, czyli Kuby prababcia wciskają mu - dosłownie, chodząc za nim - ciastka, placuszek czy inne słodycze. I również wolałabym, aby młody zjadł zamiast tego jabłko, banana czy kiwi, które bardzo lubi, ale ciastka są oczywiście na 1 miejscu... Rozumiem Twój problem, ale nie jestem w stanie pomóc. Mnie samej tez nie udaje się grzecznie prosząc odwieść babci od "paszenia"słodyczami. Ostatnio usłyszałam nawet, że babka (kupna!) jest przecież pożywna!!!! Ręce mi opadły...
    Owszem, jest to czasami fajne i miłe, za to przecież wspominamy nasze ukochane babcie tongue_out, ale we wszystkim musi być umiar, tym bardziej, że są zdrowsze rzeczy do jedzenia.
    --
    Kuba
    i Paula
  • 31.10.10, 11:27
    Chyba nie problem z babciami i prababciami, tylko córciami i wnusiami, które pomyliły kolejność czynności. Tzn. najpierw sobie sprokurowały własne potomstwo, a teraz dopiero zauważają, że same zapomniały się "odpępnić". No to pretensje niechaj do siebie kierują.
  • 30.10.10, 23:16
    mamkaadki napisała:
    > Wróciłam właśnie z imienin od mojej babci, a małej prababci. Generalnie żadna z
    > tego typu imprez nie może się obejść bez ciasteczka w roli głównej. Już od pro
    > gu, kiedy tylko małą rozebrałam z kurtki było pytanie, oczywiście do małej: Adz
    > ia, gdzie są ciasteczka? Mała bezbłędnie wskazała miejsce, z racji tego, że nie
    > stety czasem jestem zmuszona zostawić ją z moją babcią, zdążyła się tego nauczy
    > ć. Moja babcia oczywiście dumna jak paw, że nauczyła prawnuczkę taką
    głupotę -
    > no bo przecież ciasteczka to najlepsze pożywienie dla dzieci.

    Zostawiasz poltoraroczniaka z prababcia? surprised?
  • 30.10.10, 23:54
    a nie mozesz sama sie nia zajac? zatrudnic nianie, ktora zrobi dokladnie to, co jej wyznaczysz? ja wiem, ze niania kosztuje a babcia za free, ale moze jednak tak zrobic? Oboje z mezem pracujemy, wrocilam do pracy jak corka miala 6 miesiecy, mielismy nianie, teraz corka chodzi do przedszkola - wydawalismy krocie na nianie, pracowalismy na okraglo, zeby styarczylo, ale bylo warto. Moja corka (4 lata) widuje sie z babcia/prababciami raz na 2-3 tygodnie i nie mam problemu z rozpieszczaniem slodyczami - raz na jakis czas czemu nie. Zreszta, ktos madrze napisal, ze dla osob ze starszego pokolenia to jest sposob na okazywanie milosci - vide ciezkie czasy, jakie te osoby przeszly. Cos w tym jest.
  • 03.11.10, 09:33
    hanalui napisała:

    > Zostawiasz poltoraroczniaka z prababcia? surprised?

    A dlaczego nie? W czym problem? Oczywiście poza karmieniem ciastkami...
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • 03.11.10, 09:30
    Znam problem, bo moja mama uwielbia podtykać wnuczce czekoladę. Ale pomyślałam, że:
    1. Nie jesteśmy u mamy codziennie, dzieli nas pół Polski.
    2. Mama daje tę czekoladę dość rozsądnie, po małym kawałeczku.
    3. Czekolada jest dobrej jakości, nie dwuzłotowa z bazaru.
    4. Moja córka lubi myć zęby smile
    Więc raczej nie robię z tego tragedii. Nie mam zamiaru chować dziecka bezsłodyczowo, pilnuję tylko, żeby tych słodyczy nie było dużo, żeby miały jakieś wartości odżywcze (młoda na szczęście lubi owoce, rodzynki, suszone śliwki) i nie składały się z substancji identycznych z naturalnymi.

    Na pewno wkurzałoby mnie karmienie czymś dziecka w tajemnicy przede mną.

    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • 03.11.10, 21:35
    Jezeli babcia chce karmić ciasteczkami, poproś ją o upieczenie takich pysznych, domowych i zdrowych. I podsuń jej przepis na jakieś w miarę szybkie i nieskomplikowane wypieki z pełnoziarnistej mąki z np. płatkami owsianymi i rodzynkami i ciemnym cukrem lub miodem zamiast białego. Babcia będzie szczęśliwa, że prawnuczce daje słodkości, ty będziesz miała spokojniesze sumienie, bo zamiast pustych kalorii dziecko będzie dostawać pełnowartościowy posiłek. Uważam takie rozwiązanie za lepsze niż stresowanie starszej pani zakazami, awanturami czy wyrzutami, których meritum do końca nie pojmuje (nie dlatego, że jest głupia, tylko te zasady są dla niej obce i niezrozumiałe). Ewentualni sama zaopatrz swoją kuchnię w takie smakołyki. Możesz też podsunąć babci suszone owoce zamiast landrynek itp. Podobne wypieki/owoce mozesz przynieść na stoł imieninowy w ramach pomocy w organizacji.
    Poza tym przyznam, ze zazdroszczę takiej kochającej babci smile . Wspomnienia mała będzie miała bezcenne.
  • 14.06.13, 02:25
    ja cie rozumiem, choc mnie sie udalo - dziadkowie nie wciskaja slodyczy. Ale to raczej nauczka po innych dzieciach w rodzinie, ktore po zbyt duzej ilosci slodyczy nie maja apetytu i zbyt wielu zdrowych zebow.
    Nie da sie dziecka uchronic przed slodyczami - np. w przedszkolu, jak nie dostanie na podwieczorek, to inne dzieciaki w kieszeniach przyniosą. Co mozesz zrobic? nie miej slodyczy w domu,nie zauwaz ich w sklepach,nie kupuj.
  • 14.06.13, 07:58
    Dziecku wsółczuję, a Ty moim zdaniem ze swoim problemem powinnaś się zwrócić do psychiatry, nie na forum.

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.