Dodaj do ulubionych

sens nauki czytania maluchów

10.11.10, 14:20
tak czytam wątek o "domanie" i głęboko się zastanawiam jaki to ma sens w wieku ok 2 lat??? to nie krytyka broń boże poprostu chciałabym dowiedzieć sie PO CO ?? moja córka ma prawie 2,5 roku , zna dużo literek (bo ją interesują) ale jakoś nie sądze żeby miała potrzebę czytania (nie pyta o to). prosze więc napiszcie mi DLACZEGO uczyć czytać takie szkraby??
--
"spraw aby każdy dzień miał szanse stac się najpiękniejszym dniem twojego zycia"
Edytor zaawansowany
  • elan-o100 10.11.10, 14:27
    Po co? Moim zdaniem dla spelniania ambicji rodzicow. Stąd problemy: czy moje dziecko jest dziwne, bo genialne? Jak wychowac inteligentne dzieci? itd.
    Czytajac forum mozna odniesc wrazenie, ze rodzice boja sie, ze ich dzieci zostaną w tyle, ze cos przeocza, ze nie beda uczestniczyc w wyscigu szczurów.
    Moim zdaniem uczenie czytania tak male dzieci sensu nie ma, nie odbierajmy dzieciom dziecinstwa, jeszcze zdaza wszystkiego sie nauczyc.
    Dzieci maja sie bawic, maja poznawac swiat, swoje emocje, maja sie uczyc relacji spolecznych - to jest w tym wieku najwazniejsze.
    Na wszystko przyjdzie czas.
  • slonko1335 10.11.10, 14:42
    po co uczyć maluchy kolorów w końcu do czego mu ich nazywanie potrzebne? po co mówić do noworodka skoro i tak nic nie rozumie, wreszcie po co czytać maluchom, po diabła uczyć robić papa i jak robi piesek?
    Każdy ma swój sposób na spędzanie czasu z dzieckiem-nie rozumiem w czym to "czytanie" miałoby zaszkodzić? a jeżeli sprawia frajdę i dziecku i rodzicowi to czemu nie? Przecież 3 minuty dziennie domana nie wykluczają zabawy jakoś nie wyobrażam sobie aby można było zmusić dwuletnie czy młodsze dziecko na oglądanie kart jeśli samo ono nie ma na to ochoty......
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • elan-o100 10.11.10, 14:54
    slonko1335 napisała:

    > po co uczyć maluchy kolorów w końcu do czego mu ich nazywanie potrzebne? po co
    > mówić do noworodka skoro i tak nic nie rozumie, wreszcie po co czytać maluchom,
    > po diabła uczyć robić papa i jak robi piesek?
    > Każdy ma swój sposób na spędzanie czasu z dzieckiem-nie rozumiem w czym to "czy
    > tanie" miałoby zaszkodzić? a jeżeli sprawia frajdę i dziecku i rodzicowi to cze
    > mu nie? Przecież 3 minuty dziennie domana nie wykluczają zabawy jakoś nie wyobr
    > ażam sobie aby można było zmusić dwuletnie czy młodsze dziecko na oglądanie kar
    > t jeśli samo ono nie ma na to ochoty......


    a nie jest tez tak, ze dziecko bedzie spelniac oczekiwania matki, bo mama pochwali, nagrodzi?
  • slonko1335 10.11.10, 15:02
    a nie jest tez tak, ze dziecko bedzie spelniac oczekiwania matki, bo mama pochw
    > ali, nagrodzi?

    nie wiem jak ty ale ja dzieci bardzo często chwalę, więc nie wiem w czym problem, chwalę jak próbuje sam się rozebrać i ubrać, jak idzie do kibelka się załatwić-jakbym nie pochwaliła i udała że nie widzę to zapewne drugi raz by tego nie zrobił...oczywiście za coś innego chwalę dwulatka a za coś innego 4,5-latkę a jednak nie wyobrażam sobie aby mój dwulatek zainteresował się domanem choćbym na głowie stanęła, bo takie rzeczy go nie rajcują i tyle..

    -
    Sygnaturka się zgubiła....
  • camel_3d 11.11.10, 11:08
    jak widzisz na tym forum sa nawet mamy, kttore ucza poltoraroczne dzeicko czytac....
    pewnie dziecko samo sie zainteresowalo literkami..i poprosiloo te zabawne karteczki w sklepie.. wink
  • slonko1335 11.11.10, 11:10
    Camel a Twoje dziecko powiedziało Ci, że do nauki lewa-prawa masz mu kupić bobby cara? czy sam stwierdziłeś że wykorzystasz przy okazji zabawy?
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • camel_3d 11.11.10, 21:50
    > Camel a Twoje dziecko powiedziało Ci, że do nauki lewa-prawa masz mu kupić bobb
    > y cara? czy sam stwierdziłeś że wykorzystasz przy okazji zabawy?

    boby car to byla zabawka, zeby sam sie przemieszczal w drodze na plac zabaw. a nie do nauki lewa i prawa.






    --
    BERLIN! DU BIST SO WUNDERBAR!!!
    ___________________________________________
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12488
  • slonko1335 11.11.10, 21:55
    a przy okazji wykorzystałeś do nauki?
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • franczii 12.11.10, 07:47
    Moje sa jakies dziwne bo mialy gleboko moje pochwaly.
    Serio, na moje dzieci pochwaly nie dzialaja.
    Nie tylko ja probowalam tego chwytu, zeby zachecic do zrobienia czegos i nie dziala.
  • jakw 10.11.10, 17:50
    slonko1335 napisała:

    > jakoś nie wyobrażam sobie aby można było zmusić dwuletnie czy młodsze dziecko
    > na oglądanie kart jeśli samo ono nie ma na to ochoty......
    Dziecko , także 2-letnie, można zmusić do wielu rzeczy, np. do połknięcia lekarstwa czy ćwiczeń rehabilitacyjnych, korekcyjnych itp.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • slonko1335 10.11.10, 22:57
    Dziecko , także 2-letnie, można zmusić do wielu rzeczy, np. do połknięcia lek
    > arstwa czy ćwiczeń rehabilitacyjnych, korekcyjnych itp.

    zgadzam się tyle, że młotkiem do głowy tego czytania nie wbijesz jak nie będzie zainteresowane, do przyjęcia leku, zaszczepienia, itp zmusisz siłowo bo nie masz innego wyjścia, możesz dwulatka przywiązać do krzesła na czas demonstrowania wyrazów i zobaczyć czy skupi się na fakcie unieruchomienia czy na tabliczkach z wyrazami....
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • jakw 11.11.10, 09:15
    Słonko, po przeczytaniu na Starszym Dziecku niektórych postów jestem w stanie wyobrazić sobie coś takiego w odniesieniu do 2-latka w wykonaniu jakiejś wyjątkowo nadambitnej mamy. Wariant mniej siłowy typu latanie za dzieciakiem i podsuwanie mu pod nos tych plansz przy każdej możliwej okazji - tym bardziej.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • slonko1335 11.11.10, 09:58
    Jakw pewnie że zawsze znajdą się jakieś takie nawiedzone które tak to robić będą ale i tak jak dziecko nie będzie chciało to się nie nauczy i tyle, a mamusie nawiedzone i wśród nieuczących czytać znajdziemy.
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • jakw 11.11.10, 15:31
    slonko1335 napisała:

    > Jakw pewnie że zawsze znajdą się jakieś takie nawiedzone które tak to robić będ
    > ą ale i tak jak dziecko nie będzie chciało to się nie nauczy i tyle, a mamusie
    > nawiedzone i wśród nieuczących czytać znajdziemy.
    Niestety obawiam się jednak że wśród mam uczących czytać 1,5-roczniaki takie nawiedzone mamy są nadreprezentowane. Więc o ile samo machanie dziecku planszami przed nosem krzywdy mu nie zrobi, o tyle podejście prawdopodobnie całkiem sporej części takich mam do tego tematu - może taką krzywdę dziecku zrobić. A przecież małe dziecko ma tyle rzeczy do poznania czy nauczenia się, że zawężanie tej całej nauki do nauki czytania jest po prostu bez sensu. Chyba że ktoś nie jest w stanie wyłumaczyć dziecku, że ziemia krąży wokół słońca i liczy na to, że samo sobie przeczyta w jakiejś encyklopedii wink

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • franczii 12.11.10, 07:52
    Ale w pewnym wieku dziecko samo zaczyna rozrozniac kolory i interesowac sie nimi.
    Okolo 2 lat chyba dzieci zwykle potrafia nazwac odstawowe kolory bez spejalnych metod nauki.
    Uwazam, ze nie ma sensu przyspieszac tego. Natomiast gdyby dziecko nie rozroznialo kolorow w pozniejszym wieku to wtedy jest sens uczenia.
    Tak samo w wieku ok. 2,5-3 lat nastepuje naturalny etap intensywnego zainteresowania symbolami i dziecko wtedy bez zanych specjalnych metod zapamietuje literki i liczby.
    Ja tez nie rozumiem dlaczego to przyspieszac.
  • slonko1335 12.11.10, 09:06
    > Ale w pewnym wieku dziecko samo zaczyna rozrozniac kolory i interesowac sie ni
    > mi.
    > Okolo 2 lat chyba dzieci zwykle potrafia nazwac odstawowe kolory bez spejalnych
    > metod nauki.

    Mylisz się nie jest to wiek dwóch lat, to stymulowane dwulatki rozróżniają w tym wieku kolory. Poszukaj sobie czegoś o rozwoju dziecka i rozróżnianiu barw. W przedszkolu w trzylatkach ponad połowa dzieci nie umiała nazwać podstawowych kolorów i nie jest to wcale dziwne tylko całkowicie normalne. Tak wiec możemy uznać ze dwuletnie dziecko które to robi ma nadambitną mamę która mu wcisnęła coś na co nie jest gotowe? Po diabła od niemowlęctwa gada się mu o tych kolorach skoro przeciętne dziecko uczy się tych nazw dopiero za jakieś 3 lata, nie lepiej przedszkolakowi dopiero powiedzieć, załapie w dwa dni i po sprawie, po co tyle lat wałkować bez sensu albo wbijać do głowy dziecku które nie jest na to gotowe?
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • franczii 12.11.10, 10:35
    To ja chyba same genialne dzieci znambig_grin Bo wszystkie ok. 2-2,5 roku umialy kolory, nie kazdy kolor ale te podstawowe jak najbardziej. Nie wypowiadac nazwy (wczesniej zle sie wyrazilam) ale rozpoznawac. I to bez zadnych specjalnych metod nauki tylko tak przy okazji. Nauczyly sie w zwyklej codziennej komunikacji a nie przez walkowanie i wbijanie do glowy. Nie pisze, ze bez zadnej stymulacji bo to niemozliwe, dziecko od urodzenia jest stymulowane ale ta stymulacja nie miala na celu nauczenia kolorow bo to bylo ukladanie klockow czy kolorowej trasy dla samochodow, tak przy okazji.
    Tak samo bylo z literkami i cyframi u mojego dziecka. Ale zainteresowanie wyszlo od niego a nie ode mnie, ja tylko podazylam za tym chwilowym zainteresowaniem i bawilam sie z nim literkami w sensie opowiadalam historyjki i opisywalam wyglad a on po opisie zgadywal o jaka literke chodzi a potem juz umial dopasowac nazwe do litery bez zadnego opisu. Blyskawicznie opanowal prawie caly alfabet
    Potem z ciekawosci sprobowalam czy wraz ze znajomoscia liter pojawi sie zainteresowanie czytaniem ale nic takiego nie mialo miejsca. Po 1,5 roku od nauczenia sie literek wracamy do nich bo teraz dopiero zaczyna je skladac z wlasnej inicjatywy.
  • slonko1335 12.11.10, 15:24
    ranczii napisała:

    > To ja chyba same genialne dzieci znambig_grin Bo wszystkie ok. 2-2,5 roku umialy kolo
    > ry, nie kazdy kolor ale te podstawowe jak najbardziej.

    wiesz to że dwulatek kolory rozróżnia nie świadczy akurat o jego genialności ale właśnie o silniejszej niż w przypadku innych dzieci stymulacji na kolory właśnie. Jak dzieciakowi nie będziesz przy każdej możliwej okazji tych nazw kolorów wbijać do głowy, pokazywac kolorów w książce czy nazywać rzeczy kolorami to sam z siebie się w tym wieku nie zainteresuje i co to za kolor nie zapyta bo pojęcie koloru będzie dla niego abstrakcją, tyle tylko że wbijanie kolorów jest ok i tego jakoś nikt się nie czepia....Ale oczywiście nikt nie zauważa że mówi do dziecka na co dzień coś w stylu zobacz jaka ładna bluzeczka, ta bluzeczka jest w kolorze zielonym a moja ma kolor żółty i stąd część dzieci kolory zna teoretycznie bez uczenia się, znakomitej większości jednak to nie wystarcza i jak się go nie nauczy w dosłownym tego słowa znaczeniu to znać nie będzie...
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • franczii 12.11.10, 21:21
    al
    > e właśnie o silniejszej niż w przypadku innych dzieci stymulacji na kolory właś
    > nie.

    Z tym sie nie moge zgodzic. Znajomosc kolorow przede wszystkim juz dla takiego dziecka staje sie umiejetnoscia praktyczna i uzyteczna i dlatego zaczyna sie kolorami interesowac. Po kolorze rozroznia przedmioty, np. swoj ulubiony talerz, swoja ulubiona koszulke lub zabawke. Nigdy nazw kolorow nie pokazywalam w ksiazce, musialabym chyba na glowe upasc, zeby majac tyle ciekawych obiektow wokol siebie, tyle przedmiotow uzytku codziennego pod reka studiowac z dziecmi ksiazki z kolorami. I nigdy nauka koloru nie byla celem jakiejs zabawy wiec nie mozna powiedziec, ze im wbijalam przy kazdej okazji kolory do glowy. Cel byl zupelnie inny a dzieci uczyly sie przy okazji kolorow ale tez innych rzeczy.

    znakomitej większości jednak to nie wystarcza i jak się
    > go nie nauczy w dosłownym tego słowa znaczeniu to znać nie będzie...

    Ale skad masz takie wiadomosci. Wprawdzie danych zadnych nie mam ale moje doswiadczenie pokazuje ze jest dokladnie na odwrot.
  • slonko1335 12.11.10, 21:44
    Po kolorze rozroznia przedmioty, np. swoj ulubiony talerz,
    > swoja ulubiona koszulke lub zabawke.

    oczywiście że tak, przecież kolory widzi już nawet noworodek ale nie ma pojęcia dopóki mu ktoś do głowy nie wbije że jeden ma na imię czerwony a drugi żółty.

    Nigdy nazw kolorow nie pokazywalam w ksiaz
    > ce, musialabym chyba na glowe upasc, zeby majac tyle ciekawych obiektow wokol s
    > iebie, tyle przedmiotow uzytku codziennego pod reka studiowac z dziecmi ksiazki
    > z kolorami.

    a tu się nie zrozumiałyśmy. Bardziej chodzi mi o coś takiego: "to banan. banan jest żółty", ten chłopiec ma zielone spodenki" mnóstwo ludzi tak robi i twierdzi, że kolorów nigdy nie uczyło

    Ale skad masz takie wiadomosci. Wprawdzie danych zadnych nie mam ale moje doswi
    > adczenie pokazuje ze jest dokladnie na odwrot.

    no sprawdź sobie w jakimkolwiek opisie rozwoju dziecka w jakim wieku zaczyna nazywać kolory i kiedy go te nazwy zaczynają interesować. Ja mam przed nosem takie zestawienie umiejętności psychoruchowych jakie dostałam w OWi i jak byk napisane, że dziecko kolory musi rozróżniać (acha żeby była jasność bo rozróżniać w tym kontekście to dla mnie nazywać kolory) dopiero jak idzie do szkoły a jak nie robi tego wcześniej nie ma w tym nic dziwnego, trzylatek ma prawo nie nazywać żadnego z kolorów i też nie jest to nieprawidłowość.

    Pisałaś we wcześniejszym wątku, że próbowałaś czytania ze swoim dzieckiem ale nie przejawił zainteresowania a jakby przejawiał co byś zrobiła kontynuowała? bo ja rozumiem, że te dzieci zainteresowanie przejawiły skoro robić to chcą, oglądanie kart im się podoba, rodzicom także więc jaki jest problem?
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • franczii 12.11.10, 22:09
    Moze nieswiadomie dodawalam nazwe koloru, watpie ale nie dam sobie glowy uciac. strasznie sztuczna taka konwersacja, chyba by mi jednak nie przeszla.
    U nas dzieci sie nauczyly na ciuchach ale ja rano pytalam "chcesz koszulke zielona czy czerwona?" na tym to polegalo. Tak samo na zakupach. W takim kontescie nazwanie koloru ma na celu komunikacje a nie tluczenie kolorow.
    Po tym sie zorientowalam, ze jest jakis kolor preferowany wiec przy innych przedmiotach tez podkreslalam. Nie traktowalam tego jak kolejna umiejetnosc dziecka ale kolejna rzecz ktorej o dziecku sie dowiedzialam ja. Przy ukladaniu klockow i trasy samochodowej to dzieci juz wszystkie podstawowe kolory znaly. Nazywanie to jest inna rzecz tym bardziej, ze moj starszy w wieku 2 lat mowil moze ze 20 slow (ze wzgledu na dwujezycznosc).

    Sprobowalam czy, syn znajac wszystkie litery w krotkim wyrazie bedzie je w stanie zlozyc do kupy ale nie potrafil i nie byl zainteresowany. I stracil zainteresowanie nawet do liter., ktore wczesniej dlugo studiowal, szukal w wyrazach. Juz wszystkie rozpoznawal a nie byl jeszcze gotowy przejsc na kolejny poziom wiec zabawa mu sie znudzila. Gdyby mu sie podobalo tak jak poznawanie liter to bym kontynuowala ale jemu zadne karty do szczescia nie byly potrzebne, na spacerze studiowal manifesty, ogloszenia, nazwy ulic, sklepow.
  • slonko1335 12.11.10, 22:19
    U nas dzieci sie nauczyly na ciuchach ale ja rano pytalam "chcesz koszulke ziel
    > ona czy czerwona?" na tym to polegalo.

    no widzisz a ja pytałam "którą ubieramy tą czy tą? nazywanie kolorem ani mi ani mojemu dziecku nie było do niczego potrzebne. i od razu zaznaczę, że nie twierdzę, że nie powinnaś była ale to tez jest nauka, Ty pokazywałaś koszulkę i nazywałaś jej kolor ktoś pokazuje kartkę i nazywa ciąg znaków, mógł tez pokazywać koszulki z napisami i pytać o napis zamiast o kolor i robiłby dokładnie to samo co Ty ucząc czegoś innego.

    Nazywa
    > nie to jest inna rzecz tym bardziej, ze moj starszy w wieku 2 lat mowil moze ze
    > 20 slow (ze wzgledu na dwujezycznosc).
    a to jeszcze doprecyzuję z tym nazywaniem. Bo jeżeli dziecko nie mówi ale poproszone o kolor czerwony poda właściwy to też jest "nazywanie" koloru oczywiście, bo wie jak dany kolor się "nazywa".

    Gdyby mu sie podobalo tak jak poznawanie liter to b
    > ym kontynuowala ale jemu zadne karty do szczescia nie byly potrzebne, na spacer
    > ze studiowal manifesty, ogloszenia, nazwy ulic, sklepow.

    ano nie były bo zainteresowany czytaniem nie był...
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • franczii 12.11.10, 22:42
    Ale ty w dalszym ciagu nie rozumiesz ze u mnie nauczyly sie w czasie komunikacji, ktora nie miala na celu nauki a samo porozumienie sie.
    Pokazywanie napisu na koszulce ma na celu nauczenie napisu. Chyba ze bym zapytala "Chcesz koszulke z napisem spider man czy scooby doo. Jesli to ostatnie to wychoidzi na to, ze czytac tez uczylambig_grin

    > ano nie były bo zainteresowany czytaniem nie był...

    No otoz to. A gdyby byl zainteresowany to nie sadze, zeby mu bylo potrzebne uczenie sie na pamiec wyrazow.
    Nie chodzi o to, ze mnie takie uczenie oburza ale wyrazam po prostu swe zdziwienie bo nie widze w tym zadnego sensu.


  • slonko1335 12.11.10, 23:00
    ranczii napisała:

    > Ale ty w dalszym ciagu nie rozumiesz ze u mnie nauczyly sie w czasie komunikacj
    > i, ktora nie miala na celu nauki a samo porozumienie sie.

    ale jakbyś nie zapytała o kolor tylko o pokazanie która też byś się porozumiała? ale użwyałas nazwy koloru, jasne naturalnie, nieświadomie ale z tego dziecko wzięło jak się kolor nazywa bo go tego w ten sposób nauczyłaś

    >Pokazywanie napisu na koszulce ma na celu nauczenie napisu.
    a nazywanie koloru ma na celu nauczenie koloru. Pokazywanie obrazka z ciągiem znaków tak jak i koszulki z takim ciągiem i mówienie dziecku jak ten ciąg się nazywa nie jest niczym innym jak mówienie, że koszulka jest w kolorze niebieskim

    A gdyby byl zainteresowany to nie sadze, zeby mu bylo potrzebne ucz
    > enie sie na pamiec wyrazow.

    ale tylko nie sądzisz a nie wiesz na pewno bo nie próbowałaś i oczywiście, że nie musiała by mu odpowiadać taka forma i taki sposób nawet jakby był zainteresowany

    > Nie chodzi o to, ze mnie takie uczenie oburza ale wyrazam po prostu swe zdziwie
    > nie bo nie widze w tym zadnego sensu.

    no i dlatego właśnie nie próbowałaś, ja nie widzę sensu w odpieluchowywaniu swojego dwulatka i tez tego nie robiłam co nie oznacza że nikt inny nie ma prawa próbować i nie oznacza że skoro mój dwulatek w pampersie inne też muszą go nosić...
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • franczii 12.11.10, 23:19
    > ale jakbyś nie zapytała o kolor tylko o pokazanie która też byś się porozumiał
    > a?

    O matulu, nie widze analogii. Owszem, porozumialabym sie z dzieckiem nawet na migi gdybym chciala ale jestesmy ludzmi, porozumiewamy sie jezykiem i nazywanie otaczajacego nas swiata nie jest wbijaniem do glowy tylko nazywaniem po imieniu otaczajacego swiata. Celowo staram sie unikac zaimkow bo nie chce zeby zasob slow i mozliwosci komunikacyjne byly ograniczone do "to, tamto"
    Zas pokazywanie ciagu liter majace na celu zapamietanie tego ciagu przez dziecko jest tylko i wylacznie wbijaniem do glowy tego wlasnie ciagu liter.


    > ale tylko nie sądzisz a nie wiesz na pewno bo nie próbowałaś
    I nie sprobowalabym bo nie uwazam, zeby moje dziecko musialo korzystac z takiej metody i uczyc sie czytac pamieciowo. Gdyby nie bylo w stanie opanowac skladania liter z powodu zaburzen to wtedy nie mialaby oporow korzystac z tego rodzaju metod.
    Uczenie zapamietywania wyrazow uwazam za cos porownywalnego do wysadzania roczniaka na nocnik i lapania sikow. Tak samo bez sensu.
  • mithryl 12.11.10, 23:39
    Ale metoda Domana nie uczy postrzegania wyrazow jako ciagu liter, To nauka czytania globalnego. Wiec blad tkwi w samej interpretacji czytania i tego pojęcia. Mowimy tez o psychologicznej a nie lingwistycznej definicji czytania ,także o jej predkosci i jakosci.

  • franczii 13.11.10, 00:20
    Mi chodzi o to, ze jest to zwykla pamieciowka.
    Uwazasz, ze jesli dziecko w wieku 1,5 roku bedzie potrafic rozpoznac kota na obrazku, w wieku 3 lat rozlozy slowo "kot" na literki ale nie bedzie wiedzialo, ze chodzi o kota a w wieku lat 5 zlozy z tych literek caly wyraz to nie nauczy sie rozumiec tego, co czyta? O co chodzi z predkoscia i jakoscia?
  • mithryl 13.11.10, 08:50
    Metoda Domaga polega kojarzeniu i rozumieniu obrazu graficznego calego słowa , bez nauki liter. Czytanie najpiew liter spowalnia proces czytania. Czlowiek czyta caly wyraz i da rade go zrozumieć nawet jak literki wewnątrz sa nieco poprzestawiane wink
  • franczii 13.11.10, 09:04
    Chodzi ci o to ze dziecko uczone najpierw zasad czytania bedzie jako dorosly czytac wolniej od dziecka ktore uczy sie tylko kojarzenia? Masz moze jakies dane, ktore to potwierdzaja? Mnie sie wydaje, ze cenniejsza umiejetnoscia jest poznanie zasad czytania.
    Z czasem i tak nabiera sie takiej wprawy, ze poszczegolne litery czyta sie mechanicznie i jest sie w stanie przeczytac i zrozumiec wyrazy z poprzestawianymi literkami (zreszta czemu taka umiejetnosc mialaby sluzyc?). Poza tym rozpoznanie sensu niepoprawnie napisanego wyrazu nie zalezy wylacznie od umiejetnosci rozpoznania samego wyrazu ale w wiekszej mierze od zrozumienia calego kontekstu.
    Odpowiedzialam komus kto zapodal tekscik w sasiednim watku.
    Bez kontekstu zrozum np. wyrazy : dengao, ptzosałoe niaedziłe sawrztać.
  • mithryl 13.11.10, 09:34
    Absolutnie sie zgadzam ze wszytko zalezy od kontekstu, ale ja pisalam o podstawowej jednostce znaczącej w zdaniu. Co do reszty ustosunkowałam sie nizej.
  • mithryl 13.11.10, 08:53
    A nie napisalam o predkosci i jakosci. Wiec chodzi mi o to ze literowanie spowalnia proces czytania a jednoczenie czlowiek skupia sie na sylabizowaniu i skladniu dzwiekow zamiast po prostu chlonac tresc. Podtawowa jednostka znaczeniowa jezyka jest slowo a nie litera.

    Tyle tu dyskusji sie toczy, gdybym byla niedowierkiem i przeciwnikiem przeprowadzilabym z ciekawosci test na wlasnym dziecku , na pierwszych lepszych 5 wyrazach .
  • franczii 13.11.10, 09:09
    Wiec chodzi mi o to ze literowanie s
    > powalnia proces czytania a jednoczenie czlowiek skupia sie na sylabizowaniu i
    > skladniu dzwiekow zamiast po prostu chlonac tresc.

    Spowalnia ale tylko w fazie nauki i stawiania piewszych krokow w czytaniu. Czy to ma jakiekolwiek znaczenie w przyszlosci? Przeciez my juz nie sylabizujemy i jestesmy w stanie rozponac po wygladzie wyrazy nawet jesli maja przestawione litery, wiec ta umiejetnosc na moj rozum przychodzi niejako automatycznie. A zasad czytania i tak dziecko uczone metoda pamieciowa bedzie sie musialo nauczyc.
    Nie chodzi mi o to ze jestem niedowiarkiem, jak najbardziej wierze, ze dzieco jest w stanie zapamietac wyraz po wygladzie tylko nie wiem czemu ma to sluzyc.
  • mithryl 13.11.10, 09:32
    Jak na moj gust ma takie znaczenie ze dziecakom , ktore wczes ie lapia czytanie ,nauka nie sprawia im takiego bólu jak tym ktore musza dukac, ( mniejsza frustracja i traktowanie nauki jako czegoś złego) wczesniej i chetniej siegaja tez po ksiazki. A z wartościami jakie one niosa chyba nie będziesz polemizować? nasze czytanie ten "automat" o ktorym piszesz opiera sie właśnie pamiętaniu wyrazów . wyobraź sobie słowo kot czy pies, w wyobraźni zobaczysz obraz graficzny wyrazu.

    poza tym rozwija to pamięć, wyobraźnię, spostrzegawczość, wszytko to zostanie wykorzystane w przyszłości.

    Zastanawia mnie jeden wniosek który wysnuł mi sie po lekturze tego forum... zdecydowana większość przeciwników metody ( i stymulacji rozwoju wogole( argumentuje ze dziecko i tak kiedyś... skąd sie wiec biorą różnicę miedzy uczniami, studentami , a potem fachowcami. Moim zdaniem maja one korzenie w dzieciństwie.
  • malgosiek2 13.11.10, 11:36
    mithryl napisała:

    > Zastanawia mnie jeden wniosek który wysnuł mi sie po lekturze tego forum... z
    > decydowana większość przeciwników metody ( i stymulacji rozwoju wogole( argume
    > ntuje ze dziecko i tak kiedyś...

    Tiaaa............jasne my swoje Ty swoje.
    Proszę wskaż mi,gdzie te które w ogóle są przeciwnikami stymulacji w rozwoju dziecka to napisały.
    Bo widzę,że masz tendencje do nadinterpretacji napisanych tekstów.
    Wiem,wiem jesteś fanatyczką MD i przytoczysz znowu mnóstwo cytatów z tej baaardzo mądrej książki wg.Ciebie,która jest niemal cudembig_grin
    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/8/ci/va/xn1p/ChpFKAjkyH3dL2QBcA.jpg
  • mithryl 13.11.10, 12:05
    No masz , nie ma to jak chwycic kopie i ruszyc do boju. Troche przesadzic, troche przesolic i powykrecac, wybiorczo zacytowac zeby wygubic sens wypowiedzi.

    Dlaczego nie chcesz rozmawiać normalnie, nie umiesz czy , brak ci kontroli nad emocjami , jakieś poczucie winy czy co? Bo nie kumam.

    Doczytaj sobie argumenty i podsumuj- dziecko nauczy sie w swoim tempie, po co brac na zajecia, po co stymulowac, i to wlasne tempo i natura to jedyne argumenty. Malo jak dla mnie.

    Mnie wychodzi na to ze np camel stawaia na to ze ma byc wzoremi przykladem dla dziecka ( na zasadzie wykorzystywania naturalnego nasladownictwa) ale bardzo ogranicza mozliwosc czerpania przez dziecko przykladow na zewntarz takie jak wspolne grupowe zabawy na zajeciach.
  • malgosiek2 13.11.10, 13:03
    Ok.przyznaję Ci rację,że ograniczamy dzieci w rozwoju i nie dajemy żadnej mozliwości rozwojowej,a tym samym krzywdzimy je bardzo ponieważ sa zaniedbane edukacyjnie.
    Mea culpabig_grin
    Och...wiem jestem nieambitną matką co nie umie rozmawiac i rzuca emocjami na prawo i lewo,bo jest ograniczonawink
    Za to Ty spełniasz tę rolę za nas nieambitnych matek,wiec ucz swoją córcię wszystkiego i we wszystkich dostępnych metodach nauczania.
    Przynajmniej Twoje dziecko będzie geniuszem,a moje i inne dzieci głąbamisad
    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/8/ci/va/xn1p/ChpFKAjkyH3dL2QBcA.jpg
  • mithryl 13.11.10, 20:40
    NO masz, uzywajac metafory wyciagnela torebke na targu i walnela w leb..

    Powiedz mi które ze zdan z twojej wypowiedzi zawiera jakies argumenty? Po co wogole pisac takie rzeczy, co to wnosi? ani nikogo nie przekona, ani nic nowego nie wniesie do dyskusji. Klepac paszcza byle klepac i zaznaczyc ze cos sie powiedzialo?

    Najwyzej pare osob przyklasnie na zasadzie" ale jej powiedziala" phi..
  • franczii 13.11.10, 14:49
    Na wiele zajec jest sens zabierac bo tego co na tych zajeciach dostaja, ni dostana w codzienym zyciu.
    W codziennym zyciu 2-3latek naszych czasow nie dostanie odpowiedniej porcji socjalizacji gdyby nie bylo klubikow malucha, przedszkoli i placow zabaw.
    W codziennym zyciu nie zobaczy jak fajne jest plywanie, trzeba mu to pokazac i zabrac na basen
    W codzinnym zyciu w miescie nie pozna zwierzat afrykanskich, nie nauczy sie tanczyc (na pewnym poziomie bo 2latek jeszcze moze potanczyc na luziku z rodzicami)
    Za to w codziennym zyciu dostanie wystarczajaca ilosc bodzcow zeby poznac kolory, nauczyc sie mowic, rozoznawac litery i cyfry oraz zainteresowac sie czytaniem i wiele innych.
  • franczii 13.11.10, 14:38
    Nie zamierzam plemizowac z wartoscia czytania i siegania po ksiazki, skad pomysl?
    Sceptycznie tylko podchodze do przekonania, ze uczenie dziecka w ten sposob zwieksza szanse na chetniejsze czytanie w przyszlosci.
    Skad masz dane ze 2latki uczace sie czytac pamieciowo potem chetniej po ksiazki siegaja? wiekszosc mojego rocznika nauczyla sie czytac dopiero w zerowce, od skladania liter i nie mialo to wielkiego znaczenia, mnie ani wiekszosci znajomych nigdy czytanie bolu nie sprawialo, dukanie to etap przejsciowy, dzieci uczace sie pamieciowego rozpoznawania wyrozow tez beda przez etap dukania przechodzic kiedy beda musialy zrozumiec zasady czytania. A nawet jesli przejda przez etap dukania szybciej (w co watpie) jakie to ma znaczenie ?

    nas
    > ze czytanie ten "automat" o ktorym piszesz opiera sie właśnie pamiętaniu wyraz
    > ów . wyobraź sobie słowo kot czy pies, w wyobraźni zobaczysz obraz graficzny wy
    > razu.

    Oczywiscie ze tak a wyobraz sobie ze nikt mnie tego nie uczyl, jest to skutek uboczny umiejetnosci czytania. Sam sie pojawia u ludzi potrafiacych czytac wiec po kiego tego uczyc?

    Ja nie jestem przeciwniczka stymulowania rozwoju ale uwazam, ze pamiec mozna stymulowac tez w inny sposob. To ze nie ucze dzieci czytac nie znaczy ze ich pamiec nie jest stymulowana. Nie widze potrzeby stymulowania w ten sposob zdrowego dziecka, ktore samo reaguje na bodzce z otaczajacego swiata. Bodzce w postaci wyrazow dziecko odbiera z otoczenia codziennie i to w duzych ilosciach. Jesli jest na te bodzce podatne to zainteresuje sie czytaniem i nauczy sie czytac i bez kart, raczej nie w wieku 2 lat ale troche poznije bo 3 (poznawanie liter) i 4-5 (czytanie) ale jakie to ma znaczenie? Co innego gdyby dziecko mialo z odbiorem bodzcow jakies swoje problemy (wynikajace z zaburzen) badz zylo w izolacji, wtedy rzeczywiscie taka metoda mialaby sens.

    skąd sie wiec biorą różnicę miedzy uczniami, s
    > tudentami , a potem fachowcam

    No wlasnie skad sie one biora?
    Zaden z moich olegow szkolnych nie byl uczony domanem, wzyscy jak jeden maz dukalismy skladajac literki w zerowce.
  • slonko1335 13.11.10, 15:17
    Sceptycznie tylko podchodze do przekonania, ze uczenie dziecka w ten sposob zwi
    > eksza szanse na chetniejsze czytanie w przyszlosci.

    tu się zgadzam całkowicie z Franczii. Niewielu z dzisiejszych moli książkowych uczyło się czytać Domaenem zapewne. Natomiast jest dla mnie sensownym, że osoby które czytają wolno rzadziej są takimi fanami książek niż te które robią to szybciej i nie jest to dla nich żadna trudność, chociaż prawde mówiąc nie wiem czy tak aby jest na pewno...
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • mithryl 13.11.10, 20:37
    jak rozumiem twoim zdaniem, stymulacja czytaniem nie ma sensu i masz prawo tak uwazac. ja natomist a zauwazam pozytywne aspekty takich cwiczen. jestm zdania ze wlasnie przez te zabawy moje dziecko juz mowi, skalda zdania i ma wiekszy zasob słow, dodatkowo wyrabia sobie pamięc. wbrew temu co twoerdzisz mam nadzieje ze etap dukania albo ograniczymy do minimum , albo wlasnie go ominiemy. czas pokaze jak z tym będzie. tu sie nie bede wypowiadac bo to jeszcze przed nami. gdyby jeszcze ta metoda wykluczala ina stymulacje inne zajecia , to pewnie bym sie zastanowiła, ale tak nie jest.
    Sama tez zauwazasz ze te bodzce wyrazow snieustajace w codziennym zyciu, ja po prostu serwuje tych bodźcow ciut wiecej.
    zauwalyma tez ze ta metoda sprawdza sie nie tylo w czytaniu ale i generalnie nauce - kolory poznane podczas trzech sesji , zwierzeta w czterech literki w trzeach , cyferki w dwóch. potem tylko mloda pokazuje w ksiazce co zapamietala czy nazywa zwierzątka na wycieczce w zoo. Dla mnie ma to duza wartośc.


    co do róznic o ktorych pisałam , mnie sie wydaje ze wynikają one właśnie dlatego ze przykładów czytanie, ale moze to byc nauka czegokolwiek innego, muzyki , rysunki, matematematyki wynika z tego jaka jest nasza szkola i ze naukę traktuje sie jako przykry obowiązek a nie dobra zabawe. No właśnie, czy wszyscy twoi koledzy szkolni w podobny sposób sie rozwinęli? Czy podobała im sie nauka, czy była dla nich zabawa? Czy wreszcie nie tylko czytali ale i lubili czytać. Statystyki czytelnictwa w naszym kraju wystawiają jednak niepochlebna opinie na temat zainteresowania literaturą. Mało ludzi czyta i lubi to robić. Statystyki które mówią o umiejętności rozumienia tekstu tez nie sa dobre. wystarczy trochę pogooglac zeby sie przekonać.
    Przy sesjach domanowych dobrze sie bawimy, a dziec dostaje bodzce ktore odpowiadają na jego naturalne zaciekawienie światem. Ja patrze na to bardzo pozytywnie.man nadziej ze to i wspólne oglądanie książeczek , czytanie, opowiadanie historii, będzie impulsem do tego by dziecko zaczęło odkrywać samo.Ze wzbudzi to zaciekawienie. mysle ze to jest trochę tak jak słuchanie muzyki, im częściej słuchamy jakiejs melodii tym bardziej nam sie podoba.


    w kwesti zas czytających dwulatków, ponieważ jestem zainteresowana tematem , często sledze wypowiedzi na temat domana w necie. Znlazlam sporo wypowiedzi osób, których dzieci mialy takie zajęcia , opinie na temat czytelnictwa i latwosci nauki sa podobne. Oczywiście użytkownicy zwracaja tez uwage na to ze zdarzają sie problemy wlasnie przy skladaniu liter.
  • jakw 13.11.10, 08:40
    Imho jest jednak różnica między sposobem nauki "chcesz koszulkę zieloną czy czerwoną" , "zobacz, jakie fajne zielone listki i czerwone buraczki" a machaniem dziecku przed oczami różnokolorwymi kartkami "to jest kolor zielony, to czerwony, który to kolor zielony?". W tym 2-gim przypadku dziecko może jednak czuć presję zapamiętania tych kolorów - choćby po to, żeby rodzic przestał machać tymi kartkami przed nosem wink
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • slonko1335 13.11.10, 10:25
    W tym 2-gim przypadku dziecko może jednak czuć pr
    > esję zapamiętania tych kolorów - choćby po to, żeby rodzic przestał machać tymi
    > kartkami przed nosem wink

    nie sądzę, z tego co pamiętam w domanie pokazuje się kilka wyrazów jednorazowo(5,6??) każdy przez 2-3 sekundy więc jaka to presja i męka? no i nie macha się nimi dziecku przed nosem, więc jak nie ma ochoty może przez kilka sekund się wyłączyć i olać to co pokazuje matka .....
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • ciociacesia 12.11.10, 11:00
    i ona ci pani kolorów nie nazwie bo nazywa tylko rzeczy ktore wydaja charakterystyczne odglosy tongue_out chrum chrum i koko tongue_out
    ale rozpoznaje podstawowe kolory - powiesz jej zeby podala czerwony kubek to nie poda niebieskiego... w tym temacie akurat u nas styumacja jest na poziomie ponizej mułu, wiec załapała z marszu - z normalnych rozmów
    --
    To nie jest moja krówka.
  • camel_3d 10.11.10, 14:54
    zeby sie pochwalic przed innymi rodzicami, ze ma sie madre dzeicko...

  • anettchen2306 10.11.10, 18:39
    Ot i co! Jak to pieknie i dumnie brzmi: "A wiesz co, moja trzylatka sama potrafi juz czytac!" I juz mam przed oczami wizje padajacych z zachwytu lub ze zdziwienia ...
    Moja trzylatka nie potrafi czytac (a moze potrafi, bo szyldy na sklepach i reklamowkach tychze sklepow "czyta" bez zajakniecia i nie pomyli sie za zadnym razem wink), nie zna ani jednej litery, na wszystko mowi, ze jest "niebieskie", potrafi odliczyc do 10 a jako cialo pedagogiczne nie widze najmniejszej potrzeby ani sensu, by uczyla sie teraz liter, cyfr czy czytania smile Moja corka takiej potrzeby tez jakos nie wyraza, lubi ksiazki ogladac pod katem obrazkow.
  • camel_3d 11.11.10, 08:21
    wydaje mi sie, ze trzeba miec niezle kompleksy zeby uczyc np 1.5 roczne dziecko czytania....
    a sa takie genialne mamy...
  • landora 13.11.10, 12:07
    A jeżeli trzylatka umie czytać, bo się nauczyła sama, pytając rodziców "co to za literka?", to jest jakaś tragedia?
    Ja tak miałam, a ręczę, że żadnej metody moja mama w stosunku do mnie nie stosowała. Po prostu mi dużo czytała i mnie to zainteresowało.
  • mikams75 10.11.10, 15:48
    dziecko nie traktuje tego jako nauke (w rozmieniu doroslych to jak za kare) i nikt nie odbiera dziecinstwa. To po prostu zabawa. Dziecko uczy sie ze to kwadrat, to trojkat, to kolor czerwony, a taki ksztalt to literka a, a 3 ksztalty tak ulozone to kot itd.
    Ot, cwiczenie pamieci. Gre memory wiele osob zna i nie potepia. A to ta sama zasada.
    Dla dziecka to zabawa, nauka mimochodem. Moja wyciagala notorycznie litery z maty piankowej na podlodze i sie pytala co to jak miala roczek. Mialam nie powiedziec co to? Mowilam i w bardzo krotkim czasie rozrozniala caly alfabet. I zaczelam jej utrudniac zabawe skladajac proste wyrazy.
    Gdyby nie chciala to by sie nie bawila tak. A ja to wciagnelo wiec nie zgadzam sie z niektorymi opiniami ze dla dzieciaka to zadna frajda.
    Kupilam karty do "nauki" czytania (nie doman, zwykle flash cards) i mala bardzo lubila je brac do raczki, odkrywala literki itd.
    Teraz jak ogladamy ksiazeczke to sie przyglada np. tytulowi i pyta co tu napisane. Na drugi dzien "czyta" sama ten tytul. Wiem, ze nie czyta tylko pamieta ze w tym miejscu to jest napisane. Ale ku mojemu zdziwieniu zobaczyla gdzies na ulicy szyld "baby" po raz pierwszy i poznala. Na tej samej zasadzie rozpoznaje przedmioty, kolory itd. tylko to nie budzi takich kontrowersji jak to ze dwulatek rozpoznaje ciag liter.
    A dla dziecka nie ma to wielkiego znaczenia czy rozpoznaje zestaw liter czy nowo odkryty przedmiot i sie pyta co to.
  • mondovi 10.11.10, 16:04
    co innego, kiedy dziecko INTERESUJE się literami, co innego, kiedy matka jest zainteresowana, aby dziecko je znało.
    --
    nie lubię pustych głów, pustych słów i pustych butelek
  • mikams75 10.11.10, 16:41
    zeby zobaczyc czy dziecko sie interesuje to trzeba mu najpier pokazac, dac mozliwosc. Jesli dziecko jest niezainteresowane taka zabawa to po prostu ucieknie.
  • mondovi 11.11.10, 13:17
    oczywiście, ale jeśli mimo tego się nie interesuje? są mamy, które nie odpuszczają.
    --
    nie lubię pustych głów, pustych słów i pustych butelek
  • slonko1335 11.11.10, 13:21
    no to tracą po prostu te 3 minuty bo dzieciak nic z nich nie wynosi, o ile w dyby nie wkładają to traumy przez te zmarnowane 3 minuty raczej dzieciak mieć nie będzie. ja tam mojemu mogłabym pokazywać do woli a mu by to latało...
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • mikams75 11.11.10, 14:03
    dokladnie, jak dzieciaka cos nie interesuje to ucieka i tyle. Mamusia moze soebie biegac za nim z karteczkami, kondycje sobie wyrobi wink

    jednemu dziecku lata a innemu, jak mojej malej, co nie pokaze albo sama wywlecze to jest szalenie interesujace i sie dopytuje. Z tym ze metoda domana nie jest dla niej, bo z tego co pamietam pokazuje sie szybko te karty. A moja musi wziac w raczki, poobracac, przyjrzec sie, przeanalizowac kazdy szczegol. Przyklad: pokazuje karte z okiem, a ona zaczyna analizowac kazda rzese, zrenice, kolor oka, plamke po ostatniej zabawie, kazda literke z osobka itd.
    U nas to nie sa 3 min. ale znacznie dluzej. Nie patrze na zegarek i nie wyrywam dziecku zabawki/karty po 3 minutach tylko odpowiadam na cala serie pytan dotyczacych tego oka.
    Po analizie obrazka z niebieskimi oczami mala gada dalej np. ooo mama ma oczy, dwa, zielone. I lalka ma... i babcia... oj gadac moze dlugo.
  • franczii 12.11.10, 21:49
    Bez przesady, ze trzeba pokazywac najpierw mozliwosci. Gdyby chodzilo o nauke gry na skrzypcach to tak ale litery, wyrazy podobnie jak kolory sa w naszym najblizszym otoczeniu, dzieci widza je od najmlodszych.
    Tak jak przy kolorach musialabym na glowe upasc, zeby kupowac lub robic dla 2 latka jakies karty z wyrazami a potem studiowac metode wykorzystania tych kart. i nie chodzi mi nawet o strate czasu tylko o sens wlasnie. Tak podstawowych rzeczy chyba kaz<da matka jest w stanie sama dzieci nauczyc. To dla mnie zabawa w stylu takich zabaw edukacyjnych, ktore ucza mowic, ktore ucza nazw przedmiotow codziennego uzytku, mebli, zabawek, produktow spozywczych itp. Tak jakby rodzice sami tego dxiecka nie potrafili nauczyc, ze maslo to maslo a mieso to mieso a pociag to pociagsuspicious.
  • kamelia04.08.2007 10.11.10, 17:11
    włsciwie nie wiem jaki sens, poza aspiracjami rodziców.

    Moje dziecko jest najwyraxniej z tych głupich i zapóźniomych, bo za 1,5 m-ca bedzie miała 2 lata a nadal mówi, ale bardzo marnie i to raczej w sobie zrozumiałym jezyku, nie liczy, nie rozpoznaje ani literek, ani cyferek, z rozpoznaniem kolorów tez jest tak sobie, sika i kupa nadal w pieluchy i w ogóle jest chyba jakas uwsteczniona najwyraxniej, wiec o jakim czytaniu tu mowa.

    Żeby nie było, że jest taka ostatnia, to rozumie co sie do niej mówi, zarówno po polsku, jak i po francusku, posługuje sie widelcem, od stycznia umie pic samodzielnie z kubka, zupę tez je samodzielnie
  • jakw 10.11.10, 18:03
    Osobiście nie bardzo widzę sens posiadania sztuki czytania przez 2-3, czy nawet 4-latki. Bo rozumiem, że taki jest cel nauki czytania w tak młodym wieku. Oczywiście, bardzo fajnie, gdy dziecko sobie czyta , tylko co taki 2,3 czy 4-latek może sobie sam poczytać? Bo ja bym chyba 4-latka nie zostawiła sam na sam z bajką o Czerwonym Kapturku czy z bajką o Jasiu i Małgosi. Mniej horrorowe pozycje literatury dziecięcej i tak pewnie wymagałyby jakiś objaśnień przy czytaniu w tym wieku, więc i tak właściwie trzeba taką książkę czytać razem z rodzicem.
    Btw moja starsza córka całkiem sprawnie czytała dość wcześniej i zaczęła podczytywać gazety. Wiadomo, że na 1-szej stronie są zwykle doniesienia o katastrofach...I głównie to jej wpadało w oczy bo meandrów polityki i tak nie była w stanie zrozumieć więc doniesienia polityczne olewała. A jak dorwała u rodziny jakieś pisemko z obwieszczeniem typu "W 2012 będzie koniec świata" to po prostu była niemal histeria. A ona wtedy 8 czy 9 lat już miała...
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • 18buzka 10.11.10, 18:38
    hej
    moje dziecko zaczeło płynnie czytac w wieku 4 lat. wczesniej znał o tyle o ile literki i nagle zaczał sie mocno nimi interesować i sam nauczył sie czytac. oczywiscie czytający 4 latek takie pozycje jak czerwony kapturek to pomyłka, bo to basnie, czyli lektura trudna nawet dla 5 do zrozumienia. mojemu synkowi umiejetnosc czytania bardzo sie przydaje, sprawia mu satysfakcie, lubi czytac młodszemu bratu szywnostronicowe ksiązeczki.
    mam wsr znajomych 6,5 latka ktory kompletnie nie interesował sie literkami,ale jak przyszedł czas na niego, szybko opanował w wieku 6 lat naukę czytania.
    mysle ze kazde dziecko idzie swoją drogą
    18buzka
  • jakw 10.11.10, 19:30
    Nie neguję tego, że każde dziecko idzie swoją drogą. Jednak sama widzisz, że poza satysfakcją i czytaniem młodszemu bratu książeczek umiejętność czytania nie ma dla twojego synka większego znaczenia praktycznego. I masz też przykłady, że nawet kompletne niezainteresowanie się literkami w wieku 2 lat nie przekreśla szans na nauczenie się czytania w wieku lat 6-ciu. Prawdopodobnie twój starszy, gdy osiągnie wiek lat 6-ciu będzie czytał podobne książki jak tamten chłopiec - będą to raczej książki dla dzieci, a nie omówienie teorii względności.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • slonko1335 10.11.10, 23:04
    . Jednak sama widzisz, że po
    > za satysfakcją i czytaniem młodszemu bratu książeczek umiejętność czytania nie
    > ma dla twojego synka większego znaczenia praktycznego

    no właśnie ma znaczenie jakby nie lubił czytać to by bratu nie czytał i tyle a najwyraźniej mu to sprawia frajdę

    I masz też przykłady, że
    > nawet kompletne niezainteresowanie się literkami w wieku 2 lat nie przekreśla
    > szans na nauczenie się czytania w wieku lat 6-ciu.

    nikt nie twierdzi że przekreśla


    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • pinkdot 12.11.10, 10:09
    > Osobiście nie bardzo widzę sens posiadania sztuki czytania przez 2-3, czy nawet
    > 4-latki. Bo rozumiem, że taki jest cel nauki czytania w tak młodym wieku. Oczy
    > wiście, bardzo fajnie, gdy dziecko sobie czyta , tylko co taki 2,3 czy 4-latek
    > może sobie sam poczytać?

    No, ja byłam takim 3-latkiem czytającym (podobno sama się nauczyłamwink) i w tym właśnie wieku dorwałam książkę "Kobieta, mężczyzna, dziecko" gdzie znalazłam fascynujący rozdział o porodach i nacinaniu krocza, jak nikt nie patrzył. Na pewno plusem było to, że potem już nigdy mamy nie pytałam skąd się biorą dzieciwink. Ten szok jednak do dziś pamiętam...Syna czytać nie uczęsmile.
    --
    I don't believe in a lot of things but I do believe in duct tape.
  • franczii 12.11.10, 22:17
    I ma uwierzyc, ze jako 3latka przestudiowalas i zrozumialas te ksiazke o porodach i nawet wiedzialas ze z tym zainteresowaniem trzeba sie kryc przed rodzicami?big_grin
  • jakw 13.11.10, 08:16
    Przecież Pinkdot nie napisała, że zrozumiała to w wieku 3 lat. Raczej w szoku była. A co do krycia się - może książka stała na półce pt. "Nie ruszaj tych książek - są dla dorosłych"? wink
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • franczii 13.11.10, 15:05
    Zeby byc w szoku to jednak cos musiala zrozumiecbig_grin
  • semi-dolce 10.11.10, 19:08
    Bo czytanie to jedna z najwazniejszych umiejetności naszych czasów.
    --
    www.hugowaferajna.republika.pl/index.htm
  • jakw 10.11.10, 20:14
    semi-dolce napisała:

    > Bo czytanie to jedna z najwazniejszych umiejetności naszych czasów.
    Ale nie dla dzieci w wieku żłobkowym lub przedszkolnym...
    Z tą nauką czytania jest trochę tak jak z "nocnikowaniem". Jedne mamy miesiącami latają albo z nocnikiem za delikwentem albo/i ze ścierą ; inne czekają na tzw. właściwy moment.
    Po czym się okazuje, że w pewnym wieku i tak już wszystkie dzieci latają bez pieluchy , nie mają wpadek, a kwestia, czy któreś po krótszych lub dłuższych bojach korzystało z nocnika w wieku 1,5 , 2 czy 3 lat nie ma znaczenia. Bo liczy się to, że Franek sika dalej niż Jaś , a nie to, do jakiego wieku latali w pampersie.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • slonko1335 10.11.10, 23:16
    Z tą nauką czytania jest trochę tak jak z "nocnikowaniem". Jedne mamy miesiąca
    > mi latają albo z nocnikiem za delikwentem albo/i ze ścierą ; inne czekają na tz
    > w. właściwy moment.

    może tak być, ale uogólniasz bardzo bo nie wszystkie mamy latają z nocnikiem czy ścierą. Są dzieci gotowe na odpieluchowanie w wieku 2 lat (oczywiście dużo rzadziej niż te starsze), są takie które noszą pieluchę jako czterolatki, podobnie z czytaniem, czasami czterolatek może czytać a siedmiolatek być bardzo opornym w tej materii i wcale nie oznacza to, że siedmiolatek jest mniej inteligentny bo być może z czterolatka wyrośnie ignorant matematyczny a siedmiolatek dostanie w przyszłości nobla.
    Mi tam podobają się wszelkie formy spędzania czasu rodzica z dzieckiem może być nauka czytania czy oglądanie bajki, fajnie że razem-mój ani czytać nie chce (nie sam- ze mną książki go nie interesują) ani w telewizor się gapić, najbardziej zainteresowany wspinaniem się do sufitu a jakoś dziwnie nie martwię się, że będzie głupi...
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • jakw 11.11.10, 09:06
    Słonko, przecież ja nie określiłam jaki wiek to jest ten wiek tej gotowości. Większość znajomych dzieci została skutecznie odpieluchowana między 2-gimi a 3-cimi urodzinami, co nie znaczy że nie istnieją dzieci trochę młodsze całkiem świadomie korzystające z nocnika i trochę starsze korzystające z pampersa. Moja starsza córa przesiadła się na nocnik w wieku 2 lat i 2m-cy; młodsza w tym wieku lała sobie w buty. Gdybym się upierała, że ona też ma już porzucić pampersa, prawdopodobnie co najmniej kilka m-cy latałabym za nią ze mopem i ubraniami na zmianę lub z nocnikiem. W 4 m-ce później pewnego dnia po prostu zaczęła korzystać z nocnika. Po prostu czasem trzeba trochę odpuścić i poczekać.
    Zasadniczo w samym oglądaniu obrazków z "Domana" nie ma nic złego, ale np. ostatnio pojawił się post typu "kiedy efekty przy Domanie"? Podejrzewam więc, że skoro ktoś bierze się za naukę czytania roczniaka to oczekuje jednak efektów trochę wcześniej niż w 6-tym czy 7-mym roku życia. Po co? Bo dziecku to czytanie w wieku 3,4 czy może nawet 5 lat praktycznie nie jest do niczego potrzebne. Z obserwacji moich własnych dzieci widzę, że w którymś momencie nadchodzi moment zadania pytania "a co tu jest napisane" w odniesieniu do szyldu na sklepie czy jakiejś ulotki. I być może jest to moment na naukę czytania. Z tym, że nie podejrzewam, żeby roczniaki czy 2-latki takie pytania zadawały. 3-latki raczej też nie.
    Dzieci i tak muszą nauczyć się mnóstwa rzeczy - choćby tego, że zmieniają się pory roku. I to, że dziecko najpierw przeczyta sobie nazwy pór roku nic tu nie zmieni.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • slonko1335 11.11.10, 10:11
    A widzisz ja się zupełnie nie odnoszę do tamtego wątku bo powstał nowy na trochę inny temat jednak a nie ciągniemy poprzedniego w tym wątku, tamten już jest bardzo długi i nie chce mi się go teraz analizować i przeglądać-ten traktuję jako temat do dyskusji, nie piszę tam, nie czytałam tamtego, więc nie mam pojęcia czy są tam nad ambitne mamy czy nie i dlaczego uczą czytać dzieci Domanem. Ktoś zapytał tutaj o sens, wiele osób z góry krytykuje "czytanie" dla zasady tylko dlatego, że ktoś robi coś innego niż one...a ja właśnie uważam, że to może być świetny sposób na spędzanie czasu zwłaszcza zimą gdy trudniej szaleć cały dzień na dworze.
    Bawiłam się kartami nie stricte domanowskimi ze starszą córką na zalecenie neurologa bo polecali mi każdą metodę aktywizacji układu nerwowego ze względu na wadę tego ośrodka u niej. Nie chodziło o czytanie samo w sobie tylko ćwiczenie mózgu, nowe połączenia, stymulację. Ona karty uwielbia do dzisiaj chociaż wykorzystuje je zupełnie niezgodnie z zasadami, czytać nie umie i nie oczekiwałam że będzie inaczej.
    Chodzi na angielski w przedszkolu i od początku roku nauczyła się po angielsku nazw ze 3 kolorów-więc sensu żadnego taka nauka nie ma jako nauka ale ona uwielbia te zajęcia, świetnie sie tam bawi, bardzo lubi panią i chce chodzi to czemu ma nie chodzić skoro mogę za te 26 zł zapewnić jej dodatkową rozrywkę i trochę frajdy? Tak samo traktuję domana, gordona, doron, itp...

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • leneczkaz 10.11.10, 19:37
    Moje dziecko umie tyle ile samo zapyta. Tyle, że moje dużo pyta. Więc zna kolory, kształty, cyfry, już niestety kilka liter, marek samochodów itd. Mogę się 'pochwalić' tym, że zna chyba wszystkie zwierzęta (po ośmiornice, kałamarnice, koalę i morsa).
    Jednak nie uznaję tresury i jakby nie było zmuszania dzieci do nienaturalnych zachować pod presją emocjonalną ('bo mamusia pochwali'). Okropność.

    --
    Maksymilian 10.10.2008
    Aleksander (*02.05.10-19.08.10)
  • halapta 10.11.10, 23:00
    eneczkaz napisała: > Moje dziecko umie tyle ile samo zapyta. Tyle, że moje dużo pyta. Więc zna kolor> y, kształty, cyfry, już niestety kilka liter, marek samochodów itd. Mogę się 'p> ochwalić' tym, że zna chyba wszystkie zwierzęta (po ośmiornice, kałamarnice, ko> alę i morsa).

    Możesz mi napisać, jak twoje dziecko zaczęło Cię wypytywać o kolory i kształty, zwierzątka i te inne ciekawe rzeczy? kiedy i w jaki sposób?
    Skąd wiedziało o co pytać? Skąd wiedziało, że są jakieś zwierzęta, kolory i kształty?

    Myślę sobie, że, żeby zadawać pytania, trzeba mieć jakieś pojęcie o świecie, trzeba trochę wiedzy "liznąć", ludzie którzy się zarzekają, że broń boże nie uczą swoich dzieci niczego, jednocześnie próbują wcinać kit, że ich dzieci urodziły takie genialne, z tymi wszystkimi pytaniami na ustach.
    Czy rzeczywiście nie pokazujecie swoim dzieciom świata? książeczek, nie opisujecie obrazków, przyrody dookoła? nie nazywacie przedmiotów? itd itd...


    leneczkaz napisała: > Jednak nie uznaję tresury i jakby nie było zmuszania dzieci do nienaturalnych z
    > achować pod presją emocjonalną ('bo mamusia pochwali'). Okropność.
    >

    Nie chwalisz swojego dziecko za to, ze zrobiło coś czego oczekiwałaś, ze próbowało coś zrobić, że coś mu się udało?
    Może o tym nie wiesz, ale pochwały w rozwoju małego dziecka są bardo ważne, w każdej książce opisującej rozwój dzieci znajdziesz informację, że dwulatek oczekuje pochwał, zrobi b dużo, żeby dostać pochwałę od mamy. Dla niego to jak powietrze.
    Ty nie oczekujesz uznania dla swoich osiągnięć?
  • leneczkaz 11.11.10, 07:15
    > Możesz mi napisać, jak twoje dziecko zaczęło Cię wypytywać o kolory i kształty,
    > zwierzątka i te inne ciekawe rzeczy? kiedy i w jaki sposób?
    > Skąd wiedziało o co pytać? Skąd wiedziało, że są jakieś zwierzęta, kolory i ksz
    > tałty?
    >
    > Myślę sobie, że, żeby zadawać pytania, trzeba mieć jakieś pojęcie o świecie, tr
    > zeba trochę wiedzy "liznąć", ludzie którzy się zarzekają, że broń boże nie ucz
    > ą swoich dzieci niczego, jednocześnie próbują wcinać kit, że ich dzieci urodził
    > y takie genialne, z tymi wszystkimi pytaniami na ustach.

    Podstawowe pytanie 2-latka to 'cio to?'. I palcem pokazuje na ośmiornicę, kwadrat i wóz strażacki. Chyba tylko kolory mogłam dodać od siebie, ale to daaawno przy sortowaniu klocków.

    > Nie chwalisz swojego dziecko za to, ze zrobiło coś czego oczekiwałaś, ze próbow
    > ało coś zrobić, że coś mu się udało?
    > Może o tym nie wiesz, ale pochwały w rozwoju małego dziecka są bardo ważne, w k
    > ażdej książce opisującej rozwój dzieci znajdziesz informację, że dwulatek oczek
    > uje pochwał, zrobi b dużo, żeby dostać pochwałę od mamy. Dla niego to jak powie
    > trze.

    Oczywiście, że chwalę, klaszczę i tańczę taniec radości smile
    Ale moim zdaniem u nas wychodzi to naturalnie.
    A kiedy ja zasiadam z dzieciem lat 1,5 lub 2 i pach przed oczy karta jedna, dzieć nie wie ocb., ja naprowadzam, on kiedyś tam w końcu za 3-cim razem zgadnie i .. nagle famfary. To nie ma w tym nic naturalnego..

    Jeśli ja się bawię z dzieckiem klockami i przy okazji one są kolorowe i on słuchając jak ja o nich mówiąc nauczy się kolorów to super i świetna zabawa. Tak samo, przeglądając książeczki, spacerując w lesie czy malując farbami. To są 'naturalne' metody nauki 'przy okazji'. Ale nie jak ja zasiadam z kartami i pach przed nos 'ile to kropek'? Koszmarek.
    --
    Maksymilian 10.10.2008
    Aleksander (*02.05.10-19.08.10)
  • halapta 11.11.10, 11:15
    leneczkaz napisała:
    Podstawowe pytanie 2-latka to 'cio to?'. I palcem pokazuje na ośmiornicę, kwadr
    > at i wóz strażacki. Chyba tylko kolory mogłam dodać od siebie, ale to daaawno p
    > rzy sortowaniu klocków.


    W waszym naturalnym środowisku dziecko na co dzień widzi ośmiornice, wóz strażacki itd?
    Nie pokazywałaś mu tego w książeczkach? Podejrzewam ze tak.
    Pytam bo cały czas podkreślasz, że wy naturalnie się uczycie, nie wiem jaka jest różnica miedzy pokazywaniem książeczek i opisywaniem obrazków a pokazywaniem kartoników z napisem i mówieniem "tu jest napisane...". Dlaczego pokazywanie obrazków jest naturalne a napisów nie?

    leneczkaz napisała:
    > Oczywiście, że chwalę, klaszczę i tańczę taniec radości smile
    > Ale moim zdaniem u nas wychodzi to naturalnie.

    Aha czyli twój zachwyt i taniec radości są spontaniczne i naturalne, ale inne matki zachwycają się sztucznie nad swoimi dziećmi? Ich pochwały są wymuszone i udawane?
    Tego zarzutu też nie kumam.

  • slonko1335 11.11.10, 11:41
    Dlaczego pokazywanie ob
    > razków jest naturalne a napisów nie?

    widzę, że obie nie widzimy różnicy w tym względzie, zwłaszcza że pokazywanie napisu nie wyklucza pokazywania obrazka w książce i śmiało można wykorzystać i jedno i drugie skoro ktoś ma ochotę i tak lubi a dziecku się podoba, przecież nikt nie narzuca, że jest to jedyna słuszna droga i nie pisze, że matki które tego nie robią są głupie i będą mieć niedouczone dzieci, za to pod adresem tychże matek pisze się mnóstwo zarzutów zupełnie od czapy.....
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • mithryl 11.11.10, 12:49
    No coz brawo bite przez Leneczkę jest bardziej szczere i naturalne niż przez " domanową mamę" , jak dziecko wodziw wzrokiem za leneczka - swoja mamą to tez jest naturalne za mama domanowa juz nie wink podobniz smiech dziecka leneczki jest bardziej naturalne niz. jak leneczka tresuje swoje dziecko osmiornicą to jest to dobre i normalne. Nauka czytania jest nienormalna bo chyba sama leneczka nie lubi czytac wiec nie bedzie katowac tym swojego dziecka. Z reszta po co wspierac dziecko w rozwoju , rozwinie sie samo, telewizja odwali cala robote.
  • halapta 11.11.10, 13:39
    leneczkaz napisała: Więc zna kolor> y, kształty, cyfry, już niestety kilka liter, marek samochodów itd.

    A mam jeszcze jedno pytanie, dlaczego kolory, marki samochodów są ok, a litery są niestety?
    Jakie masz kryteria doboru wiedzy, która jest właściwa dla twojego dziecka, a która nie?
  • jakw 11.11.10, 15:59
    A komu taki 3- czy 4-latek zaimponuje znajomością literek? Chyba znajomym mamy, bo koledzy z piaskownicy czy przedszkola go oleją - o ile znajomość literek to będą jego jedyne atuty. Znajomość marek samochodów to co innego w tym gronie wink.

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • jakw 11.11.10, 15:55
    Kurcze, osobiście zaczynam się czuć zapóźniona w rozwoju... Marki samochodów rozpoznaję po napisach na karoserii wink
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • hanalui 13.11.10, 22:23
    jakw napisała:

    > Kurcze, osobiście zaczynam się czuć zapóźniona w rozwoju... Marki samochodów ro
    > zpoznaję po napisach na karoserii wink

    To tak jak ja, a jak napisu brak bo niby marka oczywista to tylko koleorem opisac moge, ale w sumie wiedza marek samochodow do niczego mi niepotrzebna big_grin
  • szajma 10.11.10, 23:20
    pytałam o to milion razy w wątku o domanie. nie odpowiedziano mi sensownie. tylko jakieś gadki o tym, że dziecko łatwiej się wtedy uczy. ale dla mnie to nie argument. chętnie więc poczytam twój wątek.

    --
    Rastafarian Way...
  • szajma 10.11.10, 23:36
    na drzwiach pokoju syna wieszam wielkie literki. teraz wisi "B", "A" już :przerobiliśmy". robię to dlatego, że syn pytał co to za literka, interesowało go to. nie mam zamiaru hamować jego pogoni za wiedzą, jak brak nauki czytania nazwała jedna mama. ale robię to tak, jak on sobie życzy, kiedy sobie życzy a nie ileś tam czasu dziennie poświęcam na klepanie tych kart. nie nazywam tego "nauką czytania", bo nią nie jest. uczę go znaków, liter, a nie składania ich w słowa. uczę go, bo jest ciekawy. bo zapytał. i ma 3 lata a nie ledwo rok skończył. nie zaspokajam swoich ambicji. wciąż pytacie, po co się uczy kolorów, że to niby to samo, co nauka czytania. przecież porównanie jest aż śmieszne!!!
    a najbardziej mnie ubawiło, jak mama napisała, że nagrywa filmy z "osiągnięciami" córki w tym "domanowym czytaniu", żeby córka miała pamiątkę. i zarzeka się, że nie uczy czytać, żeby się chwalić i demonstrować, jaką to ma uzdolnioną pociechę. a film wrzuciła na youtubewink

    dodam tylko, że mnie nie obchodzi, czy ktoś uczy czytać, czy nie, czy domanem, czy nie. mnie tylko razi to, jak rodzice zaspokajają ambicje dziećmi i za wszelką cenę chcę udowodnić innym, a raczej sobie, że ich dzieci są lepsze, zdolniejsze. i nie dlatego, że zazdroszczę. dlatego, bo takie dzieci nie są później szczęśliwe. wiem to z racji zawodu.
    --
    Rastafarian Way...
  • slonko1335 10.11.10, 23:52
    , po co się uczy kolorów, że to niby to
    > samo, co nauka czytania. przecież porównanie jest aż śmieszne!!!

    czemu śmieszne, wytłumacz mi po co dwulatkowi umiejętność nazywania kolorów? do czego mu to potrzebne?
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • szajma 11.11.10, 00:37
    już pisałam, prześledź wątek o domanie.
    piszesz w odpowiedzi na pytanie "jaki jest sens nauki czytania maluchów?"
    dlaczego ciągle, gdy pytamy "jaki sens" zamiast normalnej odpowiedzi- odpowiadacie pytaniami "a jaki sens uczenie kolorów?", albo " a dlaczego nie?" itd. jak chcesz, żeby ci ludzie opowiedzieli po co uczą swoje dzieci kolorów, to załóż wątek i będzie burza mózgów. a tutaj napisz, proszę, jaki sens ma uczenia maluszka czytać.
    --
    Rastafarian Way...
  • slonko1335 11.11.10, 00:44
    nie chce mi się czytać wątku o domanie bo jest za długi, to jest wątek w którym piszę i Ty tez, skoro ci się nie chce to po diabła zaczynasz w nowym???
    ja odpowiedziałam na pytanie jaki jest według mnie sens a ty mi nie odpowiedziałaś po co dwulatkowi umiejętność nazywania kolorów piszesz że porównywanie tego jest śmieszne, ja nie rozumiem dlaczego-wytłumacz mi łopatologicznie jeżeli potrafisz oczywiście.....


    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • slonko1335 11.11.10, 00:57
    znalazłam twoje argumenty na kolory

    "kolory przydadzą się trzylatkowi, choćby po to, żeby wiedziało, kiedy można przechodzić przez ulicę a kiedy nie"

    dzięki Bogu zarówno mój dwulatek jak i czteroipółlatka po ulicach same nie hasają a nawet nie mając pojęcia o kolorach świetnie wiedziały który znak oznacza iść a który stać mimo, że nie miały bladego pojęcia że toto czerwone czy zielone się zwie, wiedza ta oczywiście do niczego w tym wieku i tak im potrzebna nie była....czym więc tłumaczenie że ten kolor nazywa się czerwonym rożni się od pokazania karty i poinformowania dzieciaka że te znaczki oznaczają "miś"??

    " albo, że woli założyć żółtą bluzkę a nie czarną"
    o patrz mój ma w d...czy bluzka której nie lubi jest fioletowa czy różowa i bez rozróżniania nazw tychże kolorów bez najmniejszych problemów da mi znać że tej nie założy a chce dzisiaj tamtą i jednego dnia paraduje radośnie w fioletowej a innego zabiera różową bluzkę siostry - nie ma bidak pojęcia że to babski kolor bo niedobra mamusia go nie nauczyła-a fe....

    no więc masz jakieś jeszcze argumenty bo te kiepskie są???
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • jakw 11.11.10, 09:25
    slonko1335 napisała:
    >
    > " albo, że woli założyć żółtą bluzkę a nie czarną"
    > o patrz mój ma w d...czy bluzka której nie lubi jest fioletowa czy różowa i bez
    > rozróżniania nazw tychże kolorów bez najmniejszych problemów da mi znać że tej
    > nie założy a chce dzisiaj tamtą
    I co, prezentujesz mu całą garderobę po kolei aż łaskawie uzna, że to ten kolor? wink
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • slonko1335 11.11.10, 10:15
    I co, prezentujesz mu całą garderobę po kolei aż łaskawie uzna, że to ten kolor

    Nie, mówię idź i przynieś jakąś bluzkę i spodnie a moje dziecko idzie otwiera komodę i wyciąga coś na co ma dzisiaj ochotę, ja to korektuję ewentualnie jeżeli jest nieodpowiednie do danej pogody. Ma w nosie czy kolor w którym bluzkę wybrał nazywa się zielony czy żółty, więc umiejętność nazywania kolorów w tym przykładzie o kant tyłka można rozbić..
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • leneczkaz 11.11.10, 07:25
    Tylko z słonko z tego co mi wiadomo to 2-letnie dziecko może bez problemu operować kolorami w życiu codziennym a ww. czytania to się raczej nie nauczy wink. Będzie znam 5 słów i 4 karty z kropkami. Ot taka różnica.
    Znajomość kolorów jest czasem baaardzo nieprzydatna. Np. jak dzieć lat 2 dojdzie do wniosku, że chce nosić tylko niebieskie majty tongue_out
    Tyle, że w przedszkolu syna jest ten system, że razem chodzą 2-latki i 3,5- latki. I wtedy znajomość kolorów baaaardzo się mu przydaje. Bo gdyby ich nie znał, nie umiałby wykonać prostych poleceń które umieją wykonywać 3,5 latki. Takim oto sposobem ciągnie w górę w 'codziennym życiu'.
    A kartek nikt im w przedszkolu po kątach nie rozwiesza, więc umiejętność nie przydatna wink

    Zresztą gdzieś tam widziałam, że napisałaś, że Szym by olał taką imprezę z kartkami. Mój młodzian także. Ale.. myślę, że i Twojego i mojego można poprzez ich ulubione zajęcia nauczyć tego czy owego (tu zależy co lubią). Bo ukochane samochodziki mają kolory, marki (o marki nie wiem jakim cudem ale 2-latki pytają same). Mój kocha zwierzęta to zna po jakieś dziwne kałamarnice. Nie interesują go litery, ale przez wspomniane kiedyś puzzle u dziadków poznał z 5. I tak dalej...
    Idziesz lasem, dzieć pyta 100x 'a cio to' i możesz tyle ciekawej wiedzy sprzedać. Po co wyskakiwać z kartami. We mnie osobiście budzi to bardzo negarywne emocje. Podobnie tresuje się psy tongue_out
    --
    Maksymilian 10.10.2008
    Aleksander (*02.05.10-19.08.10)
  • slonko1335 11.11.10, 08:40
    Lenka ja się zgadzam, że chyba niewielu się nauczy ale co z tego, że się nie nauczy skoro "nauka" sprawia frajdę i rodzicowi i dziecku, jakie więc to ma znaczenie, że wieku dwóch lata nie czyta mimo nauki skoro ta nauka go nie męczy tylko jest dla niego przyjemna? chodzi o wspólne spędzanie czasu. A zajęcia z angielskiego dla sześciomiesięczniaków, a "nauka" gry na instrumentach dla niemowląt? Przecież najważniejsze jest nowe doświadczenie, spróbowanie czegoś innego, inna forma spędzania czasu-wspólnie w dodatku nikt chyba się nie spodziewa, że sześciomiesieczniak coś więcej z takich zajęć wyniesie i będzie lepszy w tym angielskim na przykład od rówieśników za te kilkanaście lat bo helen Doron przerabił.
    A co do przedszkola i kolorów, jakby nikt nie uczył kolorów dziecka od niemowlęctwa to też by nazw nie umiały i panie musiałyby znaleźć inne sposoby a znajdują bo niewielu dwulatków kolory rozróżnia, ba wielu trzylatków tych podstawowych nie zna i jakoś żyją i w życiu radzą sobie potem.

    Idziesz lasem, dzieć pyta 100x 'a cio to' i możesz tyle ciekawej wiedzy sprzeda
    > ć. Po co wyskakiwać z kartami. We mnie osobiście budzi to bardzo negarywne emoc
    > je

    no i dlatego nie spędzasz w ten sposób czasu z dzieckiem tylko w inny ale nie mamy prawa stwierdzać i rozsądzać co jest fajne dla innych ludzi, zwłaszcza jeżeli ich nie znamy. Poza tym przecież trzy minuty domana dziennie nie wykluczają wycieczki do lasu, więc czemu zakładać, że dzieciak oprócz tych 3 minut żadnej uwagi nie ma, w domu więziony, nikt się do niego nie odzywa, nic mu nie pokazuje i nie tłumaczy.

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • mithryl 11.11.10, 13:20
    leneczkaz napisała:


    > ć. Po co wyskakiwać z kartami. We mnie osobiście budzi to bardzo negarywne emoc
    > je. Podobnie tresuje się psy tongue_out


    Pokazujac karty??? kurde musze na psie wyprobowac. Moze byc ciekawie. tongue_out
  • jakw 11.11.10, 09:21
    slonko1335 napisała:
    > czemu śmieszne, wytłumacz mi po co dwulatkowi umiejętność nazywania kolorów? do
    > czego mu to potrzebne?
    Serio nie jesteś w stanie sobie tego wyobrazić?
    Np. to, żeby powiedzieć, że dzisiaj chce czerwoną koszulkę, a nie niebieską. Albo po to, żeby powiedzieć, że chce tego żółtego dinozaura a nie zielonego. Czyli do wyrażenia swoich preferencji. Rozumiem, że zdanie wyrażane przez dziecko wcale cię nie interesuje? Grunt, żeby umiało czytać?
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • slonko1335 11.11.10, 10:21
    Np. to, żeby powiedzieć, że dzisiaj chce czerwoną koszulkę, a nie niebieską.
    a nie może ci po prostu pokazać jaką chce koszulkę? jaka to różnica? ; poza tym, że ci lepiej że nazwał kolor. Jemu chodzi o konkretną i może pokazać innym sposobem jaką chce nie musi jej nazywać kolorem. nie zrozumiesz jak z dwóch trzymanych w ręce weźmie jedną? nie będzie dla ciebie jasne że tą właśnie chce jeżeli nie powie chcę tą żółtą??? jeżeli nie to jasne bardzo ważne jest aby twoje dziecko umiało kolory.....

    A
    > lbo po to, żeby powiedzieć, że chce tego żółtego dinozaura a nie zielonego. Czy
    > li do wyrażenia swoich preferencji.
    j.w.

    Rozumiem, że zdanie wyrażane przez dziecko
    > wcale cię nie interesuje? Grunt, żeby umiało czytać?

    nie poszło ci trochę. Żadne z moich dzieci ani dwulatek ani czteroipółlatka nie umie czytać, dwulatek nie zna też kolorów poza żółtym, zielonym, niebieskim i czarnym a wyobraź sobie że bluzki ma w całej gamie innych których biedak idąc tokiem twojego rozumowania nie mógłby w ogóle nosić...
    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • jakw 11.11.10, 15:24
    No cóż, skoro uważasz, że umiejętność nazywania kolorów dzieciom do niczego się nie przydaje - w przeciwieństwie do czytania, to twoja sprawa. Spokojnie możesz skupiać się na ewntualnej nauce czytania czy liczenia kosztem poznawania pozostałych kolorów i innych umiejętności przydatnych do precyzyjnego porozumiewania się - z innymi dorosłymi czy innymi dziećmi.
    PS
    Tak się dopytujesz o uzasadnienie potrzeby znajomości kolorów dla 2-latka, ale sama pewnie wiesz, że nie tylko o kolory chodzi - to tylko przykład jednej z rzeczy, która przedszkolakowi jest znacznie bardziej przydatna niż znajomość jakiejkolwiek litery.
    I czy potrafisz uzasadnić potrzebę posiadania umiejętności czytania w tym samym wieku lub ciut starszym?
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • slonko1335 11.11.10, 21:15
    jakw napisała:

    > No cóż, skoro uważasz, że umiejętność nazywania kolorów dzieciom do niczego się
    > nie przydaje - w przeciwieństwie do czytania, to twoja sprawa

    pomyliłaś osoby czy masz problemy z czytaniem??? możesz mi wskazać gdzie napisałam że tak uważam? może jakiś kursik czytania by się przydał?

    Spokojnie możes
    > z skupiać się na ewntualnej nauce czytania czy liczenia kosztem poznawania pozo
    > stałych kolorów i innych umiejętności przydatnych do precyzyjnego porozumiewani
    > a się - z innymi dorosłymi czy innymi dziećmi.

    moje dzieci bez najmniejszych problemów porozumiewają się z innymi dorosłymi i dziećmi, zdaje się, że to ty masz problem ze zrozumieniem swojego dzieciaka jak nazwy koloru nie poda...biedny musiał być jak nie umiał gadać...

    Tak się dopytujesz o uzasadnienie potrzeby znajomości kolorów dla 2-latka, ale
    > sama pewnie wiesz, że nie tylko o kolory chodzi - to tylko przykład jednej z rz
    > eczy, która przedszkolakowi jest znacznie bardziej przydatna niż znajomość jaki
    > ejkolwiek litery.

    no i jest mnóstwo rzeczy które przedszkolakowi są bardziej potrzebne niż nauka kolorów, nieprawdaż? Jak myślisz ważniejsze żeby rozróżniał indygo od seledynu czy żeby sygnalizował potrzeby fizjologiczne albo potrafił sam zjeść śniadanie? a może żadna z tych umiejętności nie wyklucza drugiej?

    I czy potrafisz uzasadnić potrzebę posiadania umiejętności czytania w tym samym
    > wieku lub ciut starszym?

    A teraz uwaga musisz bardzo się skupić. Ten wątek ma tytuł: "sens nauki czytania maluchów"
    a nie" potrzeba umiejętności czytania maluchów" - to taka niezbyt subtelna różnica, którą dość łatwo średnio nawet czytającemu wychwycić. Ja cały czas piszę o metodzie nie tylko czytania a każdej innej która może aktywizować dziecko ale też przede wszystkim pozwolić na jakąś rozrywkę i wspólne spędzanie czasu z rodzicem.

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • jakw 12.11.10, 18:33
    slonko1335 napisała:

    > . Ten wątek ma tytuł: "sens nauki czytania maluchów"
    > a nie" potrzeba umiejętności czytania maluchów" -
    Ależ ja łapię to subtelną różnicę. Ale że maluchy nie potrzebują czytania do niczego to i sensu nie widzę. Btw na razie chyba nie widziałam odpowiedzi z sensem na temat sensu nauki czytania maluchów. Odpowiedzi typu: "bo to fajna zabawa jest"/"jesteśmy razem" mnie nie zadowalają. Bo fajnie bawić się i być razem można robiąc z dzieckiem cokolwiek innego, choćby piec ciasto (fakt, po zabawie w czytanie jest mniej sprzątania) i taka nauka czytania ma pewnie taki sam sens jak takie robienie ciasta ( btw znacznie więcej osób pewnie umie czytać niż robić ciasto). Jakichkolwiek statystyk typu :"dzieci wcześnie uczone czytać mają lepsze stopnie w szkole" jakoś żadna z pań nie przytaczała. Więc jaki dobroczynny wpływ ma taka nauka czytania na rozwój dziecka? Bo takie robienie ciasta może mieć jak najbardziej - a mianowicie zwiększenie sprawności manualnej.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • slonko1335 12.11.10, 21:20
    >Ależ ja łapię to subtelną różnicę.
    no różnica jest tak subtelna mniej więcej jak między czarnym a białym jak już tak bardzo na nazewnictwie kolorów ci zależy...

    Odpowiedzi typu: "bo to fajna zabawa
    > jest"/"jesteśmy razem" mnie nie zadowalają.
    ale zadowalają innych a najbardziej tych co praktykują,...

    Bo fajnie bawić się i być razem mo
    > żna robiąc z dzieckiem cokolwiek innego, choćby piec ciasto

    oczywiście że można ale czemu ty będziesz osądzać co powinno zadowalać kogoś kogo na oczy nie widziałaś?

    Więc jaki dobroczynn
    > y wpływ ma taka nauka czytania na rozwój dziecka?
    A koleżanka wklejała wcześniej. Przeczytaj sobie.


    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • jakw 13.11.10, 08:13
    Słonko, a czy ja osądzam? Ciekawa po prostu jestem. Zwłaszcza patrząc z perspektywy matki starszej latorośli w gimnazjum. Która to latorośl , jak dostaje z matematyki 5- (liczyć do 10 nauczyła się "zaledwie" w wieku 5,5-6) to stwierdza, że jej "nie poszło", za to ma problem z ugotowaniem kartofli ;-/.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • male_a_cieszy 16.11.10, 13:16
    Mojej trzylatce znajomość kolorów jest potrzebna np. gdy ja sama ide do sklepu, a ona mi mówi że mam jej kupić serek/lizaka/spinkę itp. - gdy przyniosę jej pierwszy lepszy to pewnie powie mi, że takiego nie chciała. Więc na moje pytanie "jaki" odpowiada: różowy, biały. Pewnie mogłaby powiedzieć jaki smak, ale ona w pierwszej kolejność ocenia wizualnie - jak nie wygląda tak jak ona chciała to jest złe.
  • mithryl 11.11.10, 16:07
    musze sie przyznac do czegos okropnego....

    nauczylam dzieciak kolorow metoda domana... zabralam mu 3 minuty dziecinstwa..bede sie w piekle za to smazyc..sad
  • mithryl 11.11.10, 09:45
    widze ze do mnie pijesz ( nota bene nie odpowiedzilas mi na pytanie ktore zadalam chyba po raz piaty w watku obok) wiec wyjasniam. Dyskusie nt domana tocza sie nie tylko tutaj, ja metode bardzo lubie , cenie i stosuje. Filki wrzucalam po to by pokazac na domanowym watku na babyboom - jest dost dlugi, merytoryczny, fajny. sporo mozna sie dowiedziec , porownac, zastanowić jesli popelnia sie bledy. POza tym youtube to szansa by obejrzal to babcia , ciotka , ujek, ktorzy mieszkaja daleko i interesuje ich wnuczka. nie ukrywam tez ze mam nadziej na wzbudzenie zainteresowania metoda , bo wtedy jest z kim i o czym pogadac.


    Ale skoro już tu jesteś ponawiam pytanie.

    Jak przejawia sie szkodliwość nauki czytania? skad to świete oburzenie? Co metodzie domana jest u ciebie przedmiotem największej krytyki?

    na twoje pytanie odpowiedziałam w 9 punktach watku obok, Nie odnioslas sie do żadnego.
  • szajma 11.11.10, 23:01
    nie ustosunkowałam się do żadnego z twoich "punktów" i nie zamierzam już w ogóle wchodzić z tobą w dyskusję na ten temat, ponieważ nie skrytykowałam ciebie, metody nauczania domanem ani pomysłu uczenia czytania dzieci jakąkolwiek inną metodą a ty masz mnie za "potwora". zadawałam pytania z ciekawości, chcąc się czegoś dowiedzieć, dopytując i być może naciskając, ale nie byłam dla ciebie nieprzyjemna a ty dla mnie owszem. proszę, śmiej się teraz ile chcesz, że jestem taka wrażliwa itd. nie obchodzi mnie to. staram się nie obrażać ludzi z którymi rozmawiam. bardzo cię ceniłam za wypowiedzi w innych wątkach, pisałaś sensownie ale tutaj widać nadto dałaś się ponieść emocjom. ta dyskusja do niczego nie prowadzi a ja mam lepsze rzeczy do roboty niż gryźć się na forum o takie sprawy jak ta.
    pozdrawiam.

    --
    Rastafarian Way...
  • mithryl 11.11.10, 23:31
    Moze inaczej , mam cie za osobę grajaca a raczej dyskutującą nie fair. Chocby prosty przyklad wmawiasz ze odpowiedzi nie bylo a z tego posta wynika ze jednak byla. To nie jest uczciwa dyskusja.
    Ani unikanie odpowiedzi, ani udawanie ze nie otrzymalo sie odpowiedzi na pytanie.

    Inaczej tez pojmuję wrazliwość.

    niemniej jednak mam nadzieję ze ta dyskusja mimo wszytko skloniła cie do zastanowienia.


    Pozdrawiam
  • mgd3 12.11.10, 09:09
    No ale jaki argument by do Ciebie przemówił? Bo ja właśnie dlatego uważam, że warto uczyć dziecko - bo się łatwiej uczy! Skoro w wieku 6-7 lat dziecko będzie się musiało napracować, namęczyć i starać, żeby nauczyć się czytać - a mogę je nauczyć w formie zabawy jak ma rok-dwa, to chyba warto się postarać? Tak po prostu - z dobrego serca, żeby mu ułatwić życie. Chyba każdy rodzic chce, żeby jego dziecko miało łatwo i przyjemnie w życiu? smile Przecież skoro będzie umiało biegle i szybko czytać to nauka wszystkiego przyjdzie mu łatwiej - bo powtórzy sobie temat przed lekcją czytając cały rozdział w 2 minuty - i ogólnie będzie miało prostsze życie w stresującej szkole. Moim zdaniem nie uczenie dziecka czytać w wieku 2 lat to lenistwo rodziców - po co mała ma się wysilać mając lat 6 skoro teraz, to wysiłek tylko dla rodziców - bo trzeba pamiętać o pokazaniu karteczek ze słówkami. Dla dziecka to żadna praca - parę minut dziennie patrzy na słówka - a zapewniam Cię - czy słówka, czy obrazek z motylkiem - rozrywka podobna.
  • jakw 12.11.10, 18:45
    mgd3 napisała:

    > No ale jaki argument by do Ciebie przemówił? Bo ja właśnie dlatego uważam, że w
    > arto uczyć dziecko - bo się łatwiej uczy! Skoro w wieku 6-7 lat dziecko będzie
    > się musiało napracować, namęczyć i starać, żeby nauczyć się czytać
    Rozumiem, że pamiętasz ten trud włożony w naukę czytania?
    Ja nauczyłam się czytać sama w wieku lat 5 czy 6. Nie pamiętam jak, ale żadnego wysiłku nie pamiętam. Pamiętam wysiłek przy nauce ... wiązania sznurowadeł. Moja starsza córa nauczyła się też sama czytać - tak po prostu.
    Są jakieś badania na temat, że dzieci uczone czytania w wieku 2 lat w wieku lat 10-ciu czytają lepiej niże te, które nauczyły się w wieku lat 6-ciu czy 7-miu?

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • manna_poranna 11.11.10, 09:48
    moja czterolatka nie umie czytać sad Żałuję. Nie musiałabym wtedy godzinami jej czytać, sama by sobie mogła tongue_out
    no a ja bym miała święty spokój smilesmile
    --
    http://img1.jurko.net/avatar_1497.gif
  • moonlight5 11.11.10, 11:39
    Ja mojemu dziecku pokazuję karty odkąd skończył pół roku. Uważam ,że to świetna zabawa dla niego po za każdym razem się cieszy jak widzi karty( teraz ma 1,5 roku). Takie małe dziecko chłonie wszystko jak gąbka więc dlaczego nie miałabym pomagać mu i rozwijać jego umysłu, pamięci itp. Zresztą zanim zaczniecie krytykować metodę Domana radzę wnikliwie przeczytać książkę i wtedy wydawać osądy. Każda matka wie co dla jego dziecka jest najlepsze, a 3, 4 minuty dziennie z kartami , przy których maluszek świetnie się bawi uważam że krzywdy mu nie zrobią a jeśli wspomogą jego rozwój to należy tylko się cieszyć. Jestem z dzieckiem cały czas w domu i nie wyobrażam sobie żeby marnotrawić ten czas na oglądanie tv lub siedzenie w sieci.
  • jakw 11.11.10, 16:29
    moonlight5 napisał:
    >. Każda matka wie co dla jego dziecka jest najlepsze,
    Gdyby tak było - to forum, oraz kilka innych, nie miałoby pewnie racji bytu.

    > a 3, 4 minuty dziennie z kartami , przy których maluszek świetnie się bawi
    > uważam że krzywdy mu nie zrobią
    Zgodzę się, że nie zrobią.

    > a jeśli wspomogą jego rozwój to należy tylko się cieszyć.
    No cóż, jeśli przez rozwój definiuje się tylko i wyłącznie poznawanie nowych liter, to pewnie wspomogą. Ale też te kilka minut dziennie mogłabyś poświęcić np. na naukę wiązania sznurowadeł czy zapinania guzików.

    Jestem z dzieckiem ca
    > ły czas w domu i nie wyobrażam sobie żeby marnotrawić ten czas na oglądanie tv
    > lub siedzenie w sieci.
    Hm, a wątek czytasz i piszesz bez siedzenia w sieci ?

    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • moonlight5 11.11.10, 17:36

    >
    > > a jeśli wspomogą jego rozwój to należy tylko się cieszyć.
    > No cóż, jeśli przez rozwój definiuje się tylko i wyłącznie poznawanie nowych li
    > ter, to pewnie wspomogą. Ale też te kilka minut dziennie mogłabyś poświęcić np.
    > na naukę wiązania sznurowadeł czy zapinania guzików.
    A kto powiedział ,że nie dziecko nie uczy się innych umiejętności oprócz poznawania liter. To chyba dość oczywiste nie sądzisz??
    >
    > Jestem z dzieckiem ca
    > > ły czas w domu i nie wyobrażam sobie żeby marnotrawić ten czas na oglądan
    > ie tv
    > > lub siedzenie w sieci.

    Siedzę w sieci kiedy dziecko śpi albo samo się bawi. Piszę bardziej o sadzaniu dziecka przed TV.
    Polecam czytanie ze zrozumieniem
  • jakw 12.11.10, 18:35
    To pisz ze zrozumieniem wink. Nie śmiałam podejrzewać twojego dziecka o siedzenie w sieci, więc uznałam, że pojęcie marnotrawienia czasu przed tv czy w siecim może dotyczyć przede wszystkim ciebie.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • myelegans 13.11.10, 20:58
    manna_poranna napisała:

    > moja czterolatka nie umie czytać sad Żałuję. Nie musiałabym wtedy godzinami jej
    > czytać, sama by sobie mogła tongue_out
    > no a ja bym miała święty spokój smilesmile

    moj 6-latek czyta, nauczyl sie sam, ale w dalszym ciagu duzo mu czytamy. W szkole rowniez zalecaja czytanie przez doroslych nawet jak dziecko potrafi czytac, zeby uczylo sie intonacji, i plynnosci
  • minerwamcg 11.11.10, 11:57
    > tak czytam wątek o "domanie" i głęboko się zastanawiam jaki to ma sens w wieku
    > ok 2 lat??? to nie krytyka broń boże poprostu chciałabym dowiedzieć sie PO CO
    > ??

    Ponieważ uważam, że DOBRZE jest umieć czytać. I chciałabym, żeby moja córka jak najszybciej mogła korzystać z dobrodziejstw słowa drukowanego.
    Nauczy się - to doskonale. Nie nauczy - trudno, kiedyś przecież i tak to nastąpi. Na razie dobrze się tym wszystkim bawi, lubi jak jej pokazujemy słowa i czytamy głośno. Gdyby nie lubiła, tobyśmy tego nie robili.
    Osobiście nie wyobrażam sobie, żeby ktoś posadził dziecko nieruchomo i wbijał mu do głowy alfabet (czy jak u Domana słowa) bez aprobaty z jego strony. A zdaje się tak to widzą autorki postów o "nawiedzonych mamach" i "wyścigu szczurów".
    Nie wydaje mi się też, żeby ktoś wkładał tyle wysiłku (bo dla rodziców jest to wysiłek!) tylko po to, by móc się pochwalić "zdolnym" dzieckiem. Powodów do chwalenia się dziećmi i sposobów, na jaki można to zrobić jest mnóstwo.
    Osobiście, powtarzam, uczę dziecko czytać, bo chcę, żeby umiało. Albowiem umieć czytać jest pożytecznie a nawet bardzo pożytecznie smile
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • donkaczka 11.11.10, 12:55
    a wiecie czym sie doman w ogole zajmowal?
    i dlaczego sie cwiczy z dzieciakami czytanie?
    i ze to metoda stworzona przez rodzicow i terapeutow dzieci z porazeniem mozgowym?

    generalnie chodzi o rozowoj mozgu, okreslone umiejetnosci aktywizuja okreslone obszary mozgu, nauka czytania sluzy raczej rozwojowi dziecka i cwiczeniu szarych komorek, tworzeniu wiekszej ilosci polaczen miedzy neuronami itp itd czlowiek uzywa niewielkiej czesci mozgu, dzieciaki sa podatne na stymulacje i moga sobie znacznie poprawic mozliwosci intelektualne i temu zabawa sluzy
    bo to w sumie zabawa, jak kazda inna z dzieckiem
    nawet jak dziecko czytac umie, to przeciez nie idzie za tym zrozumienie, a i przyjemnosc z czytania ksiazek z rodzicami tez jest duza

    zreszta, fundacja domana wydala wiecej ksiazek, sa naprawde fajne i mozna znich wdrozyc troche cwiczen, takze fizycznych dla dzieci

    jesli sie komus chce cos z dzieckiem robic, to dlaczego tak to krytykowac?
    ja rozumiem, ze dla niektorych mam plan minimum - piaskownica, proste ksiazeczki i klocki styka, ale inne lubia sie troche wysilic i cos pokombinowac, obowiazku nie ma, ale splycanie takich checi do durnego chwalenia sie przed obcymi jest, delikatnie mowiac, nieladne
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
  • karro80 11.11.10, 18:27
    U nas (w sensie w Polsce)jest Szymańska i ktoś jeszcze własnie - metoda majaca dużo zwolenników i przeciwników, ale z obserwacji skuteczna - faktycznie dzieci z dużymi problemami mają nawet i spektakularne efekty.
    kurka, że wstyd się przyznać na forumiewink, ale młoda moja też robi te ćwiczeniatongue_out, dostajemy je od logopedy - one się różnią od domana, bo widaomo, ze jęz polski mocno się od angielskiego różni.
    --
    Ale cóż, my, inkwizytorzy, do igrania z ogniem jesteśmy, jak by nie patrzeć, przyzwyczajeni...(Piekara)

    Wejdź i pomóż Krzysiowi
  • anettchen2306 14.11.10, 15:20
    A ja wcale ci sie nie dziwie, bo u nas w pracy, w szkole tez stosujemy metode porownywalna z ta domanowska. Stosujemy ja w odniesieniu do dzieci z konkretnymi zaburzeniami (np. logopedycznymi), nie w stosunku do dzieci zdrowych. Sa np dzieci, ktore nastawione sa typowo na bodziec wzrokowy, bodzce dzwiekowe odbieraja gorzej lub w ogole ich nie zauwazaja sad Wtedy ta metoda ma sens, bo usprawnia dziecko wykorzystujac jego "wade" smile a nie walczac z nia. Jezeli takie typu cwiczenia sa zlecane, to sa one zlecane z jakiegos POWODU, nikt nie zaleci ich cwiczenia dziecku w pelni zdrowemu, bez zaburzen bo na takie dziecko metoda ta praktycznie nie dziala, bo ono odbiera swiat szerzej i skomplikowaniej i nie potrzebuje do tego zadnych innych "zewnetrznych" pomocy.
  • karro80 16.11.10, 00:02
    O ciekawiesmile my robimy te ćwiczenia od szymańskiej, ale na razie takie pierwsze, łatwiutkie i jeszcze różne, rózniste inne- np moja jest lepsza słuchowo(i też bardzo lubi muzykę, do tego stopnia, że jak sąsiadka z dołu gra na pianinie, to kładzie się na podłodze z uchem przy ziemi i słucha do 1,5 godziny nawet! -plackiem normalnie leży, czasem ucho tylko zmienismile) - i pani dała nam takie płyty, gdzie sa rózne odgłosy:zwirzęta, morze, deszcz, pociagi itp - to kładziemy się i opowiadam jej co tam słychać - jak mi sie rozgada w końcu jakos konkretnie to ona ma opowiadać potem.
    Efety nie powiem są, a bylismy na zajęciach ledwo parę razy i trochę w domu robimy - ostatnio np. na zakupach ogladam wędline i czytam na głos "szynka z indyka" na co młoda - "eee, z kota...". Poza tym codziennie w tej chwili dochodzą nowe wyrazy(nawet trudniejsze typu "masaż") i nowe krótkie, bo 2-3 wyrazowe zdania(a tak to miała ich tylko kilka na koncie popełnionych chyba przez pomyłkęwink i czasowniki, plus szczątkowa odmiana)
    --
    Ale cóż, my, inkwizytorzy, do igrania z ogniem jesteśmy, jak by nie patrzeć, przyzwyczajeni...(Piekara)

    Wejdź i pomóż Krzysiowi
  • halapta 16.11.10, 08:42
    możesz podać tytuł książki z której korzystacie? Google zna tylko Maria Alicja Szymańska i jej podręczniki "Już w szkole", czy jest jakaś inna Szymańska?
  • karro80 16.11.10, 13:46
    my akurat dostajemy kserówki gotowych ćwiczeń jako "zadanie domowe", ale jesli interesuje Cie temat to tu cos niecoś jest do pobrania
    www.konferencje-logopedyczne.pl/?act=show&cId=download&l=pl
    i na chomikach też jest dużo fajnych ćwiczeń logopedycznych i ogólnorozwojowych z akresu obu motoryk i np poznawczych(nie zapisałam linka niestetysad, ale jakoś łatwo trafiłam), jest też forum logopedyczne, gdzie Cieszyńska odpowiada na pytania(też niestety musisz poguglać, ale jest).

    yyy napisałam Szymańska??? - przepraszam - w błąd wprowadziałm -jakis "tuman" mnie ogranął.


    --
    Ale cóż, my, inkwizytorzy, do igrania z ogniem jesteśmy, jak by nie patrzeć, przyzwyczajeni...(Piekara)

    Wejdź i pomóż Krzysiowi
  • karro80 16.11.10, 13:47
    miało być Cieszyńska nie Szymańska
    --
    Nie myśleliście nigdy, [...] że niebezpieczeństwem zadawania pytań
    jest to, iż możecie usłyszeć odpowiedź? (tyż Piekara)

    Wejdź i pomóż Krzysiowi
  • trynidat55 11.11.10, 19:45
    dziękuę Ci Donkaczka. o taki argument mi chodziło/ tj ten mnie przekonuje smile moja obawa dotyczy przyszłość : czy to nie utrudni potem nauki czytania w szkole?? czy nie spowoduje nudy na lekcjach a w efekcie zniechęcenia do szkoły??
    --
    "spraw aby każdy dzień miał szanse stac się najpiękniejszym dniem twojego zycia"
  • froszka 11.11.10, 23:21
    donkaczka napisała:
    > generalnie chodzi o rozowoj mozgu, okreslone umiejetnosci aktywizuja okreslone
    > obszary mozgu, nauka czytania sluzy raczej rozwojowi dziecka i cwiczeniu szaryc
    > h komorek, tworzeniu wiekszej ilosci polaczen miedzy neuronami itp itd

    No i tu jest sedno sprawy. Gdyby ktoś napisał coś takiego napisał na początku, to nie byłoby tej, jakże pasjonującej, dyskusji. Bo przecież pamiętasz, że zaczęło się od tego, "kiedy efekty" i "patrzcie jak moje dziecko czyta" wink

    Nie ma dowodów na to, że dzieci "traktowane" tą metodą w niemowlęctwie czytają potem lepiej niż ich niewyedukowani rówieśnicy.
    Są za to dowody na to, że dzieci, którym rodzice dużo czytali, uczą się czytać i pisać szybciej niż te, którym nikt nic nie czytał.
    Google zadziwiająco dużo wie na ten tematwink
  • franczii 12.11.10, 22:32
    No wlasnie, o tym Domanie tylko tyle co pare postow na forum ale ogolny opis, ze to chodzi o szybkie pokzywanie kart z wyrazem nie pasuje mi do pracy ze zdrwym dzieckiem, ktore nie ma zadnych zaburzen.
    Potwierdzasz moje podejrzenia. Jaki jest sens takiej pracy z niezaburzonym dzieckiem, u ktorego w wieku 3 lat nalprawdopodobniej pojawi sie naturalne zainteresowanie literami badz cyframi, bo jest stymulowane w sposob zupelnie naturalny, bo litery i wyrazy widzi na kazdym kroku, nie sposob ich uniknac i nie potrzebuje dodatkowych bodzcow w postaci kart. A w wieku 4-5 przecietnie zacznie skladac pierwsze wyrazy bo bedzie tym po prostu zainteresowane tak jak wczesniej literkami.
  • mithryl 11.11.10, 13:04
    Mysle ze z forum nie dowiesz sie czy warto czy nie. Warto natomiast siegnąc do żródla i na podstawie lektury wyrobić sobie opinię. Na jezyk polski zostala przetlumaczona tylko jedna ksiązka Doman " jak nauczyc male dziecko czytać" mozna dostac na allegro czasem mozna znalezc na chomiku - chomik "gdoman" na przykład. Jest tez ksiązka Rojkowskiej " Naucz swoje dziecko myśleć i czuć" takie popluczyny po Domanie , ale czegoś mozna się dowiedziec.

    Mozna tez zrobic sobie w ramach eksperymentu kilka napisow i zobaczyc jak dziecko reaguje. Wiekszosc dzieciakow jakie znam , z ktorymi rodzice sie w to bawia reaguje bardzo entuzjastycznie.

    Pytanie czy watek zostal zalozony z autentycznej ciekawosci , czy zeby po prostu narobić szumu.
  • froszka 11.11.10, 16:04
    how our children really learn--and why they need to play more and memorize less"
    Zainteresowana przez Was tym tematem, chyba poszukam tej książki big_grin

    Ktoś może jest w temacie: czy to prawda, że w francuskich szkołach jest zakaz stosowania metod typu Domana (tzn. karteczki z całymi słowami)?
  • froszka 11.11.10, 16:08
    Dobra, już doczytałam o tych Francuskich szkołachsmile
  • leneczkaz 11.11.10, 18:11
    no i jak zakazali?
    --
    Maksymilian 10.10.2008
    Aleksander (*02.05.10-19.08.10)
  • froszka 11.11.10, 22:49
    2006r. oficjalne stanowisko Ministerstwa Edukacji Francji.
  • myelegans 12.11.10, 04:11
    Nauka czytania 2-latka to tak jak nauka chodzenia 4miesieczniaka. Rozwojowo nie sa do tego zdolne, wiec po co? celem frustracji dziecka i siebie. Poza tym co to dziecko bedzie czytalo ze zrozumieniem? nie bedzie, to wyrabianie odruchow Pawlowa na rozpoznawanie znakow jakimi sa wyrazy. Tak to ja nauczylam dziecko jezyka migowego, nijak sie to nie mialo do rozmowy, to bylo rozpoznawanie i uzywanie znakow.

    Moj nauczyl sie czytac sam, jak przyszla jego kolej rozwojowo, przyszla wczesnie (jeszcze mial pieluche zakladana na noc), bez naszego wiekszego udzialu. Szczerze powiedziawszy nie zaobserwowalam zjawiska.
  • mithryl 12.11.10, 08:38
    A to zaskakujace, bo ja doslam wyraznei komunikaty na migi , ze slyszy muzyke ze mleko jest gorace,ze tam jest piesek, ze chce sie kąpac. cos chyba robilas nie tak.
  • myelegans 13.11.10, 05:21
    Ja tez dostawalm kominkaty,ze tu boli, a tam niewygodnie, konwersacja bym tego nie nazwala.
  • mithryl 13.11.10, 08:54
    a czym?
  • anettchen2306 14.11.10, 15:14
    No wiesz, zasygnalizowac, ze cos jest nie tak, ze cos mi sie nie podoba potrafi swiezo narodzony noworodek, nie potrzeba do tego zadnej nauki smile
    To samo dotyczy sie reakcji na rozne bodzce typu -goraco-zimno, bol - dobre samopoczucie ...
    To potrafi praktycznie kazde zdrowe niemowle a jego matka potrafi ten sygnal odczytac. Tak, to jest komunikacja, komunikacja nonwerbalna. Nikt nie uczy bynajmniej zdrowego niemowlecia lub dziecka sygnalow migowych, by swoj stan warazilo bo to niepotrzebne smile, bo kazde male dziecko to potrafi. To, ze mleko/herbatka jest za goraca potrafi wyrazic kazde zdrowe niemowle smile Moja 4-mczna corka tez to potrafila, jezyka migowego nigdy ja nie uczylam smile

    Znalazlam calkiem ciekawa dyskusje na podobny temat, nauki "czytania", jest jednak w j. niemieckim:

    www.urbia.de/archiv/forum/th-2681010/Lesen-lernen-nach-Doman-Lueckert.html
    Co ciekawe ostatnia wypowiedz pochodzi od matki, ktora metoda Domana tez zostala nauczona "czytania" przez swoja matke, jednak swoje dzieci chce nauczyc czytania w tradycyjny sposob, wiec nie sadze, by byla ta metoda oczarowana czy zafascynowana a to daje wielu matkom do myslenia.

    Tutaj link do ciekawego wywiadu, dlaczego nie powinno sie tak wczesnie "doksztalcac" dziecka, szczegolnie w jednym kierunku:

    www.eltern.de/kindergarten/erziehung/lisette-und-ihre-kinder.html
    Z wiekszosci stron pada jednak krytyka co do metody Domana (stosowana jest jednak u dzieci z zaburzeniami i tam daje efekty, ale to sa dzieci w pewien sposob CHORE, troche inaczej czujace i odbierajace pewne bodzce niz dzieci zdrowe) wiec watpie, by przynosila ona tak wymierne korzysci jak czas w nia zainwestowany lub jak ty entuzjastycznie to opisujesz. Entuzjazmu poza twoimi wypowiedziami nigdzie nie zauwazylam sad No poza tym, ze metode Domana proponuje cale mnostwo prywatnych szkol korepetycyjnych i tym podobnych placowek nastawionych na konkretny zysk i latwowiernosc rodzicow, typu: placisz-masz smile
    Metode Domana omawialismy na studiach jezykowych, raczej jako kuriozum, nie jako metode zdatna do codziennej pracy z malym dzieckiem (tak, uczenie takiego malego dziecka "czatania" to to samo, co uczenie szympansa "czytania", ten sam schemat, te same powtorzenia, nagrody, chwalenie ...). Syna nauczylam czytac konwencjonalna metoda, corke bede uczyc tak samo smile Sama potrafilam czytac biegle w wielu 4 lat, nikt jednak nie pokazywal mi nigdy kart ze slowami smile Nauczylam sie czytac od babci czytajacej mi ksiazki na dobranoc smile Nauczylam sie bo JA tego chcialam, bo JA mialam taka potrzebe, bo przyszedl na to CZAS.
  • mithryl 15.11.10, 21:23
    zupelnie sie nie rozumiemy, jesli chodzi o miganie to jest istotna roznica pomiedzy sygnalizowaniem i domyslaniem sie a precyzyjnym komunikatem. Nie musisz naprawde prawic rzeczy banalnych o mowie ciala , ktora matka z reguly odczytuje, a przejrzystym sygnalem wyrazanym przez dziecko. mamy wtedy do czyninia z mniejsza frustracja bo dziecku latwiej wyrazic swoj potrzeby a matce je odczytac. przy okazji mamy do czyniena z rozwojem inteligencji emocjonalnej bo przeciez w jezyku migowym mimika jest szalenie istotna. tu naprawde nie ma rzeczy niepotrzebnych, kolejny atut to rozwoj sprawnosci manualnej . swoja droga wszyscy rodzice ucza dzieci migania ( pokaz pa pa np - tak to jest miganie smile ( wielu rodzicow cieszy sie kiedy dzicko zaczyna pokazywac ten znak i jest uzywany we wlascwym kontekscie. to samo dotyczy wielu znakow z tego jezyka, bo sa one zupelnie naturalne, a przy okazji bardzo piekne. dochodzi jeszcze poznawanie przez dziecko walsnego cila - gdzie jest oko nos , buzia , reka ( i nie trzeba uczyc gdzie to jest bo przychodzi zupelnie naturalnie).

    jak mozna wogole pisac ze cos takiego jest niepotrzebne? takie opinie wynikaja z pewnoscia z zakorzenionych w naszej swiadomosci stereotypow, braku doświadczenia.
    No i oczywiscie mylisz sie piszac ze nikt nie uczy niemowlat znakow migowych bo staje sie to juz bardzo popularne , wlasnie ze wzgledu na wczesne podkreslam - precyzyjne komunikaty - jakie otrzymuje sie od dziecka.

    jesli chodzi o link do wywiadu , to raczeje nie ma on wiele z tematem naszej rozmowy bo zdanie ze w wychowaniu malego dziecka istotna jest swobodna zabawa jest kolejnym banalem , z ktorego wszyscy zdajemy sobie sprawe.

    widze tez ze nie rozrozniasz metod terapetycznych , ktore faktcznie ze wzgledu na zle i nieumiejetne stosowanie staly sie kontrowersyjne ( szczegolnie to podduszanie) a nauka czytania zdrowych dzieci . Tu krytyki ze strony rzetelnie stosujacych rodzicow nie ma.

    Nie maialm ostanio za bardzo czasu zeby poodnajdywac te wypowiedzi , ale zwracam uwage np na ten post (uzytkownik healthy)

    airbot.net/forum/index.php?action=vthread&forum=6&topic=89&page=1#msg3157

    warto tez przesledzic watek

    www.babyboom.pl/forum/w-co-sie-bawic-f29/nauka-czytania-dla-dzieci-od-0-5-lat-9749/index131.html#post6257736
    gdzi e oprocz wtretow typu a po co i pokrzykiwania ze za wczesnie mozna znalezc naprawde sensowne posty relacjonujace stosowanie metody , wyniki , sa tez osoby ktore byly wczesnie stymulowane przez rodzicow i jakos nie zaluja. odwrotnie sa zadowolone.

    co do chwalenie jest to absolutnie naturalne jesli chodzi o male dziecko - przy wszytkim, nie wyobrazam sobie zeby malucha nie przytulic i nie cieszyc si e kiedy zrobi pierwszy krok czy siusiu do nocniczka. to samo jest z Domanem. I chyba nie uwazalas na zajeciach bo nagrod tutaj nie ma. Nagroda dla malucha jest zaspokojenie ciekawości i usmiech na twarzy mamy.

    domyslam sie ze zaczelas czytac i interesowac sie czytaniem tak pozno poniewaz wczesniej nie pokazywano ci napisow. Prawdopodobnie gdyby stalo sie to wczesniej zarazilabys sie wczesniej i tez wczesniej nadszedl twoj czas, bo to od twoich rodzicow i babci zalezalo kiedy zaczeli pokazywac ci swiat , czytac i pokazywac ze jest cos takiego jak napis.

  • anettchen2306 16.11.10, 09:14
    ale ty nadal nie powiedzialas, PO CO? PO CO matka miala uczyc mnie rok wczesniej "czytania" (bo nawet Doman podkreslal, ze to czytaniem nie jest)? Mimo tego "zapoznienia" (o rok!) w czytaniu skonczylam studia, cale zycie nie mialam najmniejszych problemow z czytaniem, uczeniem sie ... Nie zauwazylam, by fakt braku pokazywania mi kart jakos negatywnie wplynal na moj rozwoj i na moja edukacje ... Ty naprawde uwazasz, ze zainteresowanie sie czataniem 3-4 latka to POZNO??? Dziewczyno - opamietaj sie! Moi rodzice naprawde zadbali o moja/nasza edukacje (mam 2 rodzenstwa, kazde z nas z dyplomen, ciekawa praca, pasja, znajomoscia 2-3 jezykow) ... Pokazywali mi swiat od poczatku, bez stosowania sztucznych metod w postaci kart pokazywanych nam x-razy dziennie. I widocznie wyszlo nam to na dobre smile
    W moim otoczeniu nie ma ani jednego rodzica stosujacego swiadomie jezyk migowy (a mieszkam w kraju roznych "bajerow" ...) lub metode Domana, a wiekszosc ze znajomych to ludzie dobrze wyksztalceni, oczytani ... gdyby ta metoda byla az tak swietna, przanosila az tak "cudowne i boskie" efekty, to wybacz - wg niej uczylby sie caly swiat! Przeciez to takie "naturalne" ...

    I nadal upieram sie (podobnie jak miliardy ludzi na calym swiecie), ze uczenie niemowlecia jezyka migowego narpawde jest niepotrzebne smile Bo jest! Zapytaj dowolnego lekarza, dzieciecego psychologa, czy ten "jezyk mogowy" naprawde dziecku w tym wieku jest niezbedny smile Gdyby byl niezbedny, wtedy mozna by bylo powiedziec, ze dzieci go potrzebuja. A tak, nie, nie potrzebuja - znakomicie radza sobie bez niego, od zarania dziejow.

    A co do nagrod: glosne zachwalanie "o, super przeczytalas, swietnie!" to NAGRODA smile i skad wiesz, ze twoje dziecko ma "potrzebe" czytania, powiedzialo ci o tym? To TY wyszlas z inicjatywa, to TY jakoby "zmusilas" dziecko by "zainteresowalo" sie, to TY zdecydowalas sie na ten eksperyment (pogadamy za x lat, gdy twoje dziecie bedzie w szkole, jak mu idzie z czytaniem wink).

    Ja tez nie zaluje, ze moi rodzice nie pokazywali mi co 5 minut kart smile Mam co zalowac? Ominelo mnie cos "waznego"? Nie sadze. Mimo tak "poznej" edukacji czytelniczej (3-4 lata!) osiagnelam jestem zadowolona calkowicie z tego, co ze mnie "wyroslo" smile
  • mithryl 16.11.10, 11:20
    Po pierwsze dalas sie podpuscic wink po drugie przy twoich zalozeniach robienie czegokolwiek jest bez sensu, bo de facto nie ma czgos takiego co malemu dziecku jest potrzebne.

    swoja droga gratuluje dobrego samopoczucia. Tylko tak trzymac smile
  • franczii 16.11.10, 10:23
    A czy nie uwazasz, ze komunikacja wypracowana przez konkretna matke i konkretne dziecko jest cenniejsza niz zastosowanie gotowej metody? Nawet jesli ta komunikacja z poczatku kuleje, moga sie pojawic problemy rodzace przejsciowe momenty frustracji obu stron nie tylko dziecka. Ale tak naprawde taka komunikacja jest autentyczniejsza, wyzwala przede wszystkim kreatywnosc. Dziecko samo szuka sposobow aby przekazac swoja potrzebe a potem samo doskonali te wlasne komunikaty. Tak samo z matka, ktora uczy sie te komunikaty odbierac. Uczy to otwarcia na interlokutora, czyli czegos co ma ogromne znaczenie przy dogadywaniu sie ludzi. Uwazam tez, ze wbrew pozorom wlasna komunikacja pozwala lepiej poznac sie nawzajem niz wtedy kiedy stosuje sie standardowy opracowany przez kogos innego kod. Bo przeciez w komunikacji wazny jest nie tylko sam komunikat i jego czytelnosc, ale tez wszystkie emnocje, ktore sa z tym komunikatem zwiazane.
    Wszystko co proponujesz brzmi mi bardzo sztucznie, wyglada to jakbys sama nie miala pomyslu na to co z dzieckiem robic i musiala sie na kazdym kroku podpierac gotowymi szablonami stworzonymi przez nieznajacych ani ciebie ani twojego dziecka ludzi.
    To sie tez tyczy nauki czytania pamieciowego ale tez uczenia kolorow, zwierzat na tych "sesjach". I co z tego ze ich bylo 2 czy 3? Rekordow dziecko nie musi bic. Sa to rzeczy, ktorych mozna sie uczyc z otaczajacego nas swiata, przy okazji czytania ksiazki itp.
    Przeciez dziecko uczy sie tez z informacji ktore docieraja do niego z zewnatrz. Uczy sie wylawiacz gaszcza, zapamietywac i przetwarzac interesujace je a potem potrzebne mu informacje. Nie jestem pedagogiem ani psychologiem i chetnie bym wysluchala opinii jakiegos niezaleznego specjalisty, ale intuicja podpowiada mi, ze uczac dziecko elementarnej wiedzy o swiecie przy pomocy kartek blokujesz jego zdolnosc czerpania informacji z otoczenia.
  • mithryl 16.11.10, 11:17
    nie wiem jak wyjasnic osobie , dla ktorej temat jest nieznany i nigdy sie nie bawila w miganie jak niesamowite jest to doswiadczenie. Niemniej jednak twoje wnioski nie sa sluszne. Pozwol ze wyjasnie dlaczego
    1. gdyby bylo tak ze stawiamy wylacznie na kreatywnosc dziecka , nie uczylibysmy go mowic, nie mowili do niego tylko czekali az wypracuje wlasny jezyk. MIganie oopiera sie na podkreslanio slow gestem , tylko tyle i az tyle.
    2. nie jest prawda ze odbiera to dziecku kreatywnosc - dziecko laczy te znaki we wlasne komunikaty i buduje zdania zanim zacznie mowic. To pasjonujacy moment kiedy dziecko zaczyna laczyc gesty wlasnie sposob logiczny i kreatywny . to rozwiaja bardziej bo nie jest zagubone w gaszczu nieporozumien.
    3. to nie jest sztuczne, w jezyku migowym facynujace jst to ze wykorzystuje naturalny jezyk ciala ( ja pokazesz papa? dom ? spać? ciemno?chodz tutaj, marchewka itd.. ) To jest raczej jak namowienie do gestykulacji i wykorzystanie jej w sposob swiadomy. Co wiecej w przedzkolu wykorzystuje sie potem gest np podczas spiewania piosenek. ( moge ,a le jakos na pwdac ci link do filmikow z moentemi zlapanymi przypadkiem gdzie widac jak mloda potrafi cudownie oddac swoje wrazenia gestem i opisac gestami piosenke.
    4. ja juz nawet nie pisze o mozliwosci porozumienia sie z gluchoniemymi dziecmi. To przeciez dodatkowy jezyk.

    jesli chodzi o blokowanie informacji z otoczenia za pomoca ksiazek to mona by tak powiedziec gdyby trwalo to caly dzien a nie dwie minuty dziennie. I ten sam zarzuy mozna posatwaic rodzicom ktorzy pokazuja dzieciom obrazki w ksiązeczkach.

    braku pomysow na spedzanie czasu z dzieckiem nie mozesz mi raczje zarzucic , to kropla w morzu. Zaluz watek z pomyslami na zabawy to ci sporo opisze wink
  • anettchen2306 16.11.10, 11:44
    Ilustracja piosenki gestem nie ma nic wspolnego z jezykiem migowym. To twoje skojarzenia. Studiowalam elementy pedagogiki rozwojowej. Ilustracja piosenki ma glownie za cel lepsze poznanie tekstu piosenki, szybsze opanowanie tekstu, nie komunikacje! Dziecko szybciej zapamietuje, bo laczy w nauce wiele zmyslow na raz: ruch, bodziec dzwiekowy, bodziec wzrokowy ... te sama medote wykorzystuje sie w nauce jezyka obcego.
  • mithryl 16.11.10, 11:53
    no chyba ze wykorzystuje sie w tej ilustracji gesty jezyka migowego wink
  • anettchen2306 16.11.10, 12:34
    Dzieci ILUSTRUJA gestem/ruchem piosenke, nie KOMUNIKUJA sie. Jezyk migowy jak kazdy inny jezyk sluzy KOMUNIKACJI.
    To, ze cos wykorzystuje elementy czegos nie swiadczy, ze tym czyms jest.
    Ilustracja ruchowa piosenki nie sluzy komunikacji.
  • mithryl 16.11.10, 13:50
    A ..no to sie dowiedzialam ze piosenka nie jest forma komunikacji ...ciekawe...wink Sztuka zapewne tez nie tongue_out


    Poza tym pislam o uzywaniu gestow we wlasciwym kontekscie a nie o ilustaracji ruchowej.
  • anettchen2306 16.11.10, 19:25
    Sztuka tak, dla tworcy, ktory chce poprzez sztuke cos przekazac odbiorcy. Piosenka z elementami ruchu to nie komunikacja - to nasladownioctwo smile Ciekawe, co ma zamiar zakomunikowac mi dziecko powtarzajace po mnie jak papuga jakis gest? Nie dopatruj sie ideologii tam, gdzie jej nie ma.
    Piosenka jest forma wyrazu dla jej tworcy.
    Pokazywanie gestow do piosenek to nie komunikacja (sztuka), to nasladownictwo. Mylisz chyba tekst piosenki/melodie z jej ilustracja gestem/ruchem. Te pierwsze to faktycznie sposob na wyrazenie swoich odczuc/uczuc/pogladow ... To drugie to typowe nasladownictwo.
    No chyba, za masz na mysli zaawansowana forme baletu/pantomimy ktora tez potrafi wyrazac praktycznie to samo (a nawet i prawdziwiej), co tekst. Mowimy tu jednak o "gotowcach" w ilustowaniu piosenek, gdzie rodzic/opiekun pokazuje gest - dziecko to powtarza. Gdzie tu wyrazanie uczuc dziecka?
  • franczii 16.11.10, 13:02
    >to rozwiaja bardziej bo nie jest zagubone w gaszczu nieporozumien.

    Nieporozumienie tez jest elementem komunijacji i z tym tez dziecko musi sobie radzic.
    Takze unikanie nieporozumien wcale nie jest w moim mniemaniu rozwijajace.
    Poza tym my zyjemy w gaszczu informacji i dziecko musi sie nauczyc wylawqiac to, co w tym gaszczu jest istotne dla niego.

    jesli chodzi o blokowanie informacji z otoczenia za pomoca ksiazek to mona by
    > tak powiedziec gdyby trwalo to caly dzien a nie dwie minuty dziennie

    Nie za pomoca ksiazek tylko za pomoca kartek. Bo ksiazka nie koncentruje nas na jednym celu.
    Trudno mi uwierzyc w to, ze dajesz dziecku mozliwosc odbierania informacji z otoczenia, zeby samo sobie te informacje wylowilo, zapamietalo a potem przetworzylo. A trudno mi uwierzyc bo skoro je bombardujesz na starcie kartkami z tak podstawowymi informacjami jak zwierzeta czy kolory to gdzie pozostawiasz jej miejsce na wlasne odkrycia?
    A co do tego zarzutu ze nie wiesz co z dzieckiem zrobic to nie bylo w sensie, ze nie potrafisz z nim czasu spedzac tylko nie masz ciekawszego pomyslu, jak je nauczyc kolorow czy zwierzat.
    Ciekawa jestem jakie masz pomysly na uczenie innych rzeczytongue_out
  • mithryl 16.11.10, 13:45
    przykladowo zwierzatka.

    mamy tak ( już pomijajac karty ) cala mase zwierzatek schleicha - polecam bo figurki sa bardzo precyzyjne i świetnie oddaja szczegóły, poza tym to zabawka na dluzej wiec nawet jesli nie jest najtansza to i tak dziecko bedzie sie nia dlugo bawic. nie znam chyba dzieci co nie lubia figurek. Sa tez na tyle male ,ze mozna je zakopac w makaronie czy ryżu , albo zabrac do kapieli.
    Nie moze sie tez obejsc bez wizyty w zoo mozna tam nazwy zwierzat zamigac. jest masa piosenek o zwierzatkach ktore sie świetnie miga ( np tu stoja krokodyle).
    ostanio hitem u nas sa aplikacje na iphone ukladanki , kotek , ktore powtarza wszytko to co powiesz , ryczace lwy , buczace auta, dzwieki instrumentow itp - top jest dobre do samochodu jak dziec ma juz dosc gapienia sie przez okno, jakkolwiek mysle o kupieniu ipada, bo wkurza mneie ten maly ekranik , wiec iphone jest mocno limitowany.

    Świetną rzecza sa normalne puzzle, sporo mamy właśnie ze zwierzętami Oprocz tego jazda na wlasnym psie i wspolne czesanie, glaskanie kotka ( ale to niebezpieczne bo wystarczy odwrocic wzrok i przeradza sie w molestowanie , a kot durny i uległy) Mieszkam w warszawie wiec łazimy do lazienek karmic wiewiorki i gonic pawie. swoja drogę fotografia cyfrowa jest tania wiec fajnie sie pstryka razem foty.
    fajne jest wspolne rysowanie zwierzatek , tzn mama rysuje i pokazuje , ale mloda tez juz umie narysowac kolo i umieścić buzie , oczy i uszy we wlasciwym miejscu.
    świetna rzeczą jest rysowanie w piasku, najlepiej paluchem albo fajne przyciętym piorkiem ( ptasim) i najlepiej na zabudowanym blejtramie bo mozna pukac od dołu.
    z racji zawodu mam w domu podświetlane biurko do rysowanie - to tez sie sprawdza.
    można pochować zwierzątka w pokoju i wspólnie szukać wilka ( dobrze przyczepić kolorowa wstążeczkę zeby łatwiej bylo znaleźć)
    ot kilka przykładów zabawach domowych. I ja wyznaje jedna zasadę, pomagam tylko wtedy kiedy dziecko tego chce, nie wtrącam się dopóki nie poprosi. pokazuje jak cos zrobić , a potem radź se sama.

    Juz nie bede pisac o tym ze dzieki temu dziec sie tez bawi sam , a ja mam spokój bo pakuje te swoje tygrysy do śmieciary czy sadza kota na nocnik i potrafi sie tym naprawdę długo zająć.


    Jeśli chodzi o kartki faktycznie zle napisałam, ale nie widzę roznicy od pokazywania zwierzaka w książce a na pojedynczym obrazku. jaka jest?


    Jeśli opis naszych zabaw ze zwierzakami to dla ciebie malo to daj znac o czym jeszcze napisać.


    Co do nieporozumień, aj akurat stanowczo nie zgadzam sie na to by wykorzystywać frustracje do nauki i poznawania świata, - to ma sprawiać frajdę i radość , a nie zniechęcać.
    U malucha próg frustracji i tak jest wysoki , wystarczy ze nie umie wlozyc jednego puzzla ijuz sie wkurza i to wystarczy. Zachętą i dobra atmosfera wystarcza do wyzwolenia kreatywności , nie trzeba kopać w d.. wink





  • anettchen2306 16.11.10, 14:19
    " I ja wyznaje jedna zasadę, pomagam tylko wtedy kiedy dziecko tego chce, nie wtrącam się dopóki nie poprosi..." - ot, to wlasnie slowa kluczowe w calej dyskusji smile Przeczysz sama sobie i twoim "zasadom". Powiedz teraz wszystkim tutaj mamom, ze twoje roczne dziecko przyszlo do ciebie z gazeta/ksiazka (bez obrazkow) i zamigalo do ciebie "Mamo, naucz mnie czytac!" wyrazajac w ten sposob prosbe zglebiania sztuki czytania ... Wg twojej "zasady" powinnas sie nie wtracac i poczekac, az twoje dziecko SWIADOMIE zechce sie czytania uczyc smile Czyli zupelnie tak samo, jak postepuje wiekszosc z rodzicow, gdy dziecko samo przychodzi z pytaniem: "mamo, a co tutaj jest napisane", "a jaka to literka"?

    Pomysl, jaka frustracje przezyje twoje dziecko w przedszkolu/szkole gdy zalapie, ze nauka to niekoniecznie rowna sie zabawie smile, ze pisanie listerek w zeszycie w rownych rzadkach tez nie zawsze jest "frajda" ... ze nie wszystko w zyciu musi/powinno sprawiac radosc i przyjemnosc - to tez nauka, wazna nauka. Nauka radzenia sobie z problemami, frustracja jest bezcenna. Nie powinno sie tego dziecu odbierac.
    Jezeli do szkoly/przedszkola przychodzi dziecko, ktore w zyciu porazki nie doznalo, bylo pod "szczegolnym nadzorem" (ochrona) ze strony rodzicow, ktore uwaza, ze wszystko jest zabawa, wtedy dopiero zaczynaja sie placze i problemy.


  • mithryl 16.11.10, 14:54
    ...to wybiorcze cytowanie wypowiedzi , zmiana kontekstu i dorabianie wlasnej teorii.

    Dlaczego zacytowalas tylko fragment ( no fakt pasowal ci , ale to nie byly moje slowa)

    Moja wypowiedz to

    I ja wyznaje jedna zasadę, pomagam tylko wtedy kiedy dziecko tego chce, nie wtrącam się dopóki nie poprosi. pokazuje jak cos zrobić , a potem radź se sama.

    dlaczego wyciela s druga czesc zdania?

    W przypadku Doaman to ejst tak pokazuje ci napisy , pokazuje ci jak sie czyta, a teraz radz sobie sama, chyba ze chcesz posluchac jak mama czyta wink


    jeżeli chodzi o przygotowania do przezywania frustracji to nie ma lepszego od mocnych korzeni i rozmowy. Ja nie odbiore dziecku frustracji , ona niestey przychodzi sama, jedno jest jednak ważne , ja nie moge, nie chce ( i tu sie bede starc choc wiem ze nigdy nie da sie idealnie) zeby z mojej strony tej frustracji nie miala. Jako matka nie moge / nie powinnam być jej świadomym zrodłęm, powinnam byc opoką. co nie znaczy oczywiście ze jeżli moje dziecko zarobi od kogos lopatka w glowe to bede leciec z wrzaskiem, nawet jak se poradzi sama, czy też tolerowac histerie . Tu dobry jet brak reakcji.

    Mylisz pojecie nadopiekuńczości z pokazywaniem swiata i podawaniem reki , kiedy trudno wstac.
  • franczii 16.11.10, 17:03
    Ja juz bylam zrodlem frustracji dla moich dzieci nie raz. W pewnym wieku to nawet i kilka rzy dziennie. Zwykle konflikt interesow czyli tzw. zachcianka dziecka, ktora nie moze byc spelniona. Nieporozumienie komunikacyjne to przy tym male piwkowink
    Zakladasz, ze to twoje dziecko zarobi lopatka a nie, ze to ono bedzie chcialo walic lopatka inne dzxiecko albo bedzie chcialo robic cos rownie zabronionego. I frustracja gotowa.
  • mithryl 16.11.10, 17:42
    Na tyle juz chyba znam swoje dziecko , ze wiem ze pierwsze nie zaczyna, a lopatka juz nie raz oberwalo ( przy mnie), slady cudzej szczeki na ciele też mialo .Moze kiedys to się zmieni ale na razie agresji brak. Poza tym nie mam na mysli frustracji wynikającej z konfliktu interesów , a bardziej z frustracji wynikającej z niemożności przekazania jakiegoś komunikatu , z niezrozumienia. czyli generalnie chodzi mi o taka , której można uniknąć ( poprzez kontakt) Poza tym dziecko nie zwierze, sporo rzeczy można wytłumaczyć. trzeba sie tylko jakoś dogadać i trochę wysiłku by to porozumienie osiągnąć włożyć.
  • franczii 16.11.10, 18:32
    Rozumiem, ze chodzilo ci o frustracje wynikajaca z niezrozumienia. Z moich doswiadczen wynika, ze taka frustracja nie powoduje traumy nawet jesli do nieporozumienia doszlo. Nieporozumienie sie wyjasnia. Mnie natomiast chodzilo o pokazanie, ze nie sposob uniknac frustracji dziecka w ogole. Mam dwoje dzieci i jedno jest juz jak najbardziej rozumne a i 2latkowi mimo braku jezyka migowego od dosc dawna da sie wytlumaczyc wiele rzeczy. Zrozumie owszem ale rozum to nie to samo co uczucia i emocje, w przypadku konfliktu interesow uczucie rozczarowania, od ktorego tylko krok do frustracji. To sa przejsciowe momenty ale dziecko jak najbardziej zna to uczucie. Nawet 4latkowi jeszcze jest trudno zapanowac nad frustracja.
  • mithryl 16.11.10, 18:49
    z tym sie zgadzam. natomiast podam ci przyklad czegoś zgoła odwrotnego. Ot anegdota z naszego życia.

    Otóż niecały rok temu wyszłam z młodą ( nie umiejąca jeszcze mówić )na spacer po osiedlu. Odeszla ode mnie na jakąś odległość. W pewnym momencie wraca koślawym jeszcze biegiem wykonując charakterystyczny gest rekami przypominający dyrygowanie ( w języku migowym oznaczający muzykę). Gdyby nie to pewnie nie wpadałbym na to żeby pojsc z nia tam skąd przybiegła. Ale przyjrzałam sie, poznałam gest podeszłam. W mieszkaniu na parterze ktoś sluchal radia, na tyle cicho ze by je uslyszec trzeba było podejść. No i tzreba bylo zobaczyc tego banana na gebie jak stanęłyśmy pod tym oknem razem. Niec nie warty drobiazg? Dla mnie i dla niej znaczył wiele.

    tak samo bylo później jak poznała litery ( domanem nauczyłam) i pod sklepem wyciągnęła paluszek krzyczac ha , ha, ha.. ( szyld z napisem alkohole) . Ale była szczęśliwa smile
  • franczii 16.11.10, 17:27
    Nie pytalam cie o zabawy ze zwirzetami tylko akurat jak zamierzasz uczyc innych, trudniejszych rzeczy dziecko skoro nawet do kolorow musisz stosowac jakas sztuczna metode. Ale skoro juz opisalas o zwirzetach to w takim razie skad mozesz wiedziec, ze twoje dziecko sie nauczylo zwierzat w jedna czy tam dwie sesje pokazywania kartek? suspicious

    Nie widzisz roznicy miedzy kartkami a ksiazka. Jak czytam bajki ze zwierzetami w roli glownej to dzieci ucza sie z nich o zwierztkach, wyciagaja informacje o zwirzatku ale tez zupelnie inne informacje(prawdziwe i nieprawdziwe) z fabuly. Nawet nie wiem kiedy moje dzieci sie zwierzat nauczyly.
    Najodwazniejsza wersja przekazywania wiedzy o zwirzetach byla u nas encyklopedia zwierzat i owadow. Ale i tam pojawiala sie nie tylko nazwa ale tez opis zwyczajow, srodowisko zycia. Wiec z tej ksiazki sie nie tylko nazw zwierzat (tych ktorych nie umial) moj starszy syn nauczyl ale tez zapamietal nazwy kontynentow i wiele innych informacji dotyczacych klasyfikacji i zwyczajow zwierzat. Ja mu czytalam i opowiadalam ale to on decydowal, co jest warte zapamietania. I to przechodzilo najsmielsze wyobrazenia na temat zainteresowan i charakteru mojego dziecka.

    A frustracja w poznawaniu swiata jest rzecza nieodzowna. Dziecko szybko odkrywa, ze nie wszystko moze byc tak jak ono sobie zyczy i nie moze miec wszystkiego czego zechce a to juz frustracje rodzi. Ale rozumiem, ze przy twoim podejsciu to nie grozi bo filtrujesz wszystkie bodzce i tak zajmujesz dziecko, ze nie ma sie kiedy samodzielne odkrycie i pragnienie w nim pojawic.
  • mithryl 16.11.10, 17:54
    A o jakie konkretnie rzeczy ci chodzi?

    skad wiem ze zwierzątek nauczylo sie z sesji?. bardzo prosto. zrobilam mlodej sesje , a kilka dni później pojechałyśmy do zoo, bezbłędnie rozpoznawała zwierzątka, ktorych wcześniej nie miała prawa znac. Potem powtorzyla przy ogladaniu ksiazeczek, dostala pierwsza figurke itd..Ale sesja byla pierwsza.

    co dop frustracji - nie rozumiemy sie zupełnie, dopiero co o tym pisalam , ale powtórzę. mowie o eliminowaniu zbędnej frustracji wynikającej z nieporozumień. frustracja nie jest nieodzowna, ona po prostu jest. Nie widze jednak sensu aby na frustracji budować swoje relacje z dzieckiem, wole dązyc do jej minimalizowania. przyladowo, jeli dziecko rzuca sie na ziemie w akcie protestu ( co u nas zdarza sie systematycznie po powrocie od babci) nalezy to przeczekac, a nie podnsic, szarpac na sile stawiać , jak to jzu nei raz obserwowałam , albo co gorsza brac na rece i uspokajać - co niestety robi babcia. taka terapia u nas dziala blyskawicznie.
    Wyjaśnij mi o co chodzi z tym filtrowaniem wszytkich bodźcow.?
  • franczii 16.11.10, 18:43
    Z filtrowaniem bodzcow to mam na mysli, ze ograniczasz ich dostep do dziecka bo uprzedzasz pewne naturalne odkrycia np. dziecko dopoki kartek ze zwierzetami nie pokazalkas, nie mialo okazji poznac zwierzat w ksiazeczkach lub w naturze, z tego co piszesz. Tak samo kolory. To dla mnie bardzo dziwne. Wiec widac ze ty dziecku wiedze o swiecie podajesz juz przetworzaona na specjalnej tacy zamiast sprobowac zeby samo cos odkrylo. Wiec wywnioskowalam, ze bardzo kontrolujesz doplyw informacji dlatego byc moze dluzerj ci sie uda unikac frustracji dziecka. To dziwne, ze twoje dziecko na drugi dzien po sesji poszlo do zoo i bylo natyczmiast jak na komende zainteresowane zwierzetami. Moje w zoo odkrylo zamiast zwierzat jakies rozowe fascynujace kamyczki i to bylo tyle zwiedzaniabig_grin
  • mithryl 16.11.10, 19:39
    a czym sie rozni naturalne odkrycie na rysunku w ksazce od odkrycia na planszy??? Bo nie kumam raczej.

    I nie przekręcaj proszę, kilka dni później to nie następny dzien.

    ja nie kontroluje dopływu informacji w sensie ograniczania - na odwrót , ja go poszerzam o informacje dodatkowe w celu uniknięcia frustracji ( miedzy innymi oczywiście). ( jestem zaskoczona twoim stwierdzeniem o filtrowaniu - z czego to wywnioskowałaś? czy pokazywanie czegos dodatkowo to dla ciebie filtrowanie??

    zapewniem cie ze wiedza ułatwia odkrycia i pomaga je opisac ( np wczorajsze spostrzezenie mlodej ktora zauwazyla odbicie ksiezyca w kaluzy - o Ksiezyc !, spadło! Piekne prawda, dzieci potrafia zaskakiwac.

    I w tym tkwi sek z zoo ,jak się cos zna to zwraca sie na to baczniejsza uwagę.
  • franczii 16.11.10, 22:12
    Jak czytasz bajke to glownym celem jest opowiedzenie jakiejs historii a przy okazji dziecko zwraca uwage na rozne inne zawarte tam informacje i samo sobie czesc tych informacji przyswaja. Samo decyduje co jest najbardziej godne uwagi. Wedlug mnie tak jest lepiej.
    Pokazywanie czegos dodatkowo mnie nie szokuje, sama to robie jesli widze ze dziecko jest czyms szczegolnie zainteresowane, np. kupuje atlas owadow i ksiazke o prehistorii dla 3latka chociaz chociaz jest to przeznaczone dla starszych dzieci. Ale ty twierdzisz, ze twoja mala nauczylas kolorow, zwierzatek na tych sesjach, czyli wczesniej nie znala a dopiero potem pokazalas ksiazeczki, puzle i figurki itp. To u mnie analogicznie powinno wygladac mniej wiecej tak: wpadam na pomysl uczenia 2,5 latka prehistorii, pokazuje karty z australopitekiem, neandertalczykiem i mamutem itp mojemu synowi. Potem kupuje ksiazke i czytamy a ja z satysfakcja stwierdzam, ze mlody przyswoil wszystkie pojecia. Tymczasem bylo tak: dziecko dojrzalo gdzies plakat piwa Guinness, potem byly pytania o ewolucje a w koncu kupilam ksiazke i mlody sie wtedy obcykal w otoczakach, piesciakach itp.

    > I w tym tkwi sek z zoo ,jak się cos zna to zwraca sie na to baczniejsza
    > uwagę.

    Tiaa, ja nie lubie zoo i gdyby nie to, ze dziecko przejawialo zainteresowanie i znalo zwierzeta z filmow przyrodniczych to w zyciu bym sie do zoo nie wybrala. My tez chcielismy mu zywe pokazac. Zaskoczyl mnie ze nie zainteresowal sie zwierzetami a uwage jego przyciagnely nietypowe kamyki. Poza tym nie pisalam tego tonem narzekania, ja jestem z tego zadowolona.
  • mithryl 16.11.10, 22:27
    A jakie to ma znaczenie jaka jest kolejnośc? Moze byc i taka i taka, jednemu pasuje to drugiemu tamto ja wpadlam na to ze warto mloda zapoznac ze zwierzatkami, wiec zrobilam karty, zapamietala wszytkie w trzy sesje ( kurcze tez bym tak chciala wink ) ... natomiast ona pierwsza odkryla stare auta ( wyciagniety z polki album taty) , teraz dostalam od domanowej kupeli prezentacje z takimi, pokochała i gapi sie jak sroka w kosc.i prosi jeszcze. swoja droga przy kolejnym ogladaniu albumu ( jak mi sie już znudziło pokazywanie - tu kolo , tu lampa tu zderzak) zaczelam jej czytac opisy , nazwy ,roczniki - slucha jak zaczarowana i pamieta ktory jest ktory. nie wszystkie oczywiście , bo tez nie jest tak ze slucha przez caly album jest tak ze obejrzy trzy zdjecia i krzyczy koniec, jest takz e sama oglada caly w skupieniu, albo czytam jej tak 7-8 samochodów ( same nazwy i roczniki). Teraz sama dostal faze na poznawanie marek samochodow na ulicy ( bez domana ) ale chyba jej zrobię.
  • franczii 17.11.10, 08:35
    > A jakie to ma znaczenie jaka jest kolejnośc?

    No toz caly czas ci probuje powiedziec, ze wedlug mnie wlasnie ta kolejnosc ma zasadnicze znaczenie. Bo od dziecka to wychodzi, bo to ono odkrywa, bo samo wybiera z gaszcza informacji i bodzcow to co jest wedlug niego interesujace. A ze w pierwszej kolejnosci dziecko interesuje sie rzeczami zupelnie niepraktycznymi? Zamiast zwierzat zna na wyrywki wszystkich bohaterow marvela wraz z atrybutami? I co z tego? Dlaczego to rodzic musi wpadac na to dziecko powinno poznac zwierzeta i kolory ? Rozumialabym to w przypadku dziecka nie reagujacego na bodzce z zewnatrz, dziecka, ktore sie nie interesuje ale w przypadku zdrowego ciekawskiego nie tylko zadnego sensu nie widze ale wrecz odbieram to jako ograniczanie.
    Ma twoje dziecko faze na marki samochodow? Czemu jej nie pozwolisz odkryc tego samej tylko zaraz jej chcesz podsunac spreparowanego gotowca na tacy? Po to zeby sie potem pochwalic, ze w ciagu jednej sesji zapamietala?
  • mithryl 17.11.10, 09:47
    A dlaczego kupilas dziecku ksiazke o prehistorii i nie pozwalasz odkryc jej samemu?
  • franczii 17.11.10, 10:29
    A skad niby dziecko ma odkrywac te prehistorie jak nie z ksiazki ? Tego akurat w otaczajacej rzeczywistosci nie znajdzie.
    Poza tym z ksiazki tez nie przyswaja sobie wszystkich informacji a jedynie te, ktore jest w stanie ogarnac swoim rozumem lub te ktore uzna za najwazniejsze (dla siebie). Jest wiec chyba roznica i to zasadnicza miedzy ksiazka a spreparowanymi przeze mnie kartami, gdzie ja wybieram i decyduje ktore informacje i w jakiej kolejnosci powinno sobie przyswoic.
  • anettchen2306 17.11.10, 10:19
    No wlasnie, gdzie tu spontanicznosc, chec odkrywania (nawet gdy wiaze sie to z rozczarowaniami)? Bo chyba nie chodzi tu o co, co kto wiecej umie/zna tylko o to, JAK sie te wiedze zdobylo.
    Moja corka wlasnie ma okres zainteresowania samochodami i wojskiem smile
    Mam zrobic jej sesje ze stopni wojskowych, marek samochodow? Po co? Zeby jednym tchem umiala je wymienic (a mama przy okazji mogla sie tym pochwalic i powiedziec, to JA ja nauczylam)? Zabiore ja lepiej na parking i poogladamy sobie "bryczki"smile
    Tez nie wuazam, by zdrowe zdiecko uczylo sie w ten sposob. Bo to sprzeczne z natura dziecka i obecnie panujacym pogladem na uczenie sie jako proces dlugofalowy. Uczenie sie to przede wszystkim zdobywanie konkretnych dowiadczen, umiejetnosc szukania, segregowania ... Chce, by moje dziecko po swojemu widzialo swiat a nie tak, jak ja go widze. Gdy decyduje sie sporzadzic karty juz wowczas przeprowadzam selekcje: to sie nadaje, to sie nie nadaje. Podaje wiedze fragmentaryczna, wyrwana z kontekstu. Dlatego ta metoda do mnie tez nie przemawia.
  • mithryl 17.11.10, 10:34
    rozumiem ze nie pokazesz jej zadnego wojskowego obrazka,poczekasz az spotka żołnierza.




    znowu jedziesz jakimis teoriami , ktorych nawet nie potrafisz potwierdzić, moze jakies żrodła???

    Poza tym wydaje mi sie ze nie doceniaasz mozliwosci dziecka, one nigdy nie beda kopia rodzicow. Wiedza to nie kopiowanie, to dar. a Selekcja jest konieczna.

    Poślesz dzieci do szkoły?

    Bo wiesz tam wiedza tez bedzie wyselekcjonowana. Mysle zenie powinnaś ich tampuszczać, nie beda mialy szansy niczego same odkryć.
  • anettchen2306 16.11.10, 11:36
    Masz racje, metoda Domana wykorzystuje przede wszystkim percepcje wzrokowa (bodziec dzwiekowy jest drugorzedny). Dziecko powinno poznawac swiat przy pompocy wszystkich zmyslow, im wiecej zmyslow w nauke angazujemy, tym lepiej przyswajamy, lepiej zapamietujemy... Zamiast pokazywac dziecku podpisane obrazki ze zwierzetami lepiej zastosowac metode praktyczna: pojsc z dzieckiem do zoo, lasu ... Dziecko wiecej z tego zaczerpnie niz ogladajac kartki smile Przynajmniej mnie tego na studiach uczyli ... I w czasie studiow nie spotkalam ani jednego naukowca, ktory bylby tak mocno zafascynowany metoda Domana jak autorka postu. Raczej podchodzili to tego jak do ciekawostki, ekperymentui odradzali jednostonna prace z dzieckiem, jezeli nie ma ku temu powodow (np wada ktora trzeba korygowac specjalnymi cwiczeniami) . Zamyslem Domana piszacego swoj "hit" nie bylo wcale nauczenie niemowlaka lub 2 letniego dziecka czatania! Podkreslano to takze na naszych studiach. Doman chcial w tej sposob nieco zbulwersowac opinie publiczna i przekazac, ze edukacja zaczyna sie nieco wczesniej niz w szkole, ze dziecko uczy sie znacznie wiecej i szybciej niz dotad przypuszczano. I to byl rewolucyjny chakarter tej pozycji a nie "nauka czytania" - przynajmniej tyle pamietam z wykladow i notatek. I nie znalazlam w necie absolutnie zadnego przekonywujacego do tej medoty filmu, ktory by dokumentowal, ze niemowle/male dziecko (1,5-2 letnie) naprawde potrafilo czytac, czytac - nie zgadywac! By czytalo ze zrozumieniem i bylo ta czynnoscia naprawde zainteresowane. Czytanie w wieku 2 lat przekracza mozliwosci kognitywne dziecka, jest sprzeczne z jego rzeczywistymi potrzebami rozwojowymi. I smiesza mnie filmy, na ktorych dziecko odgaduje 1 wyraz na 5-6 mu pokazanych a mama w zachwycie wyspiewuje peany na jego czesc wink To nie jest czytanie, to nazywa sie rachunkiem prawdopodobienstwa ...
  • mithryl 16.11.10, 11:48
    anettchen2306 napisała:

    I nie znalazlam w necie absolutnie zadnego przekonywujacego do te
    > j medoty filmu, ktory by dokumentowal, ze niemowle/male dziecko (1,5-2 letnie)
    > naprawde potrafilo czytac, czytac - nie zgadywac! By czytalo ze zrozumieniem i
    > bylo ta czynnoscia naprawde zainteresowane. Czytanie w wieku 2 lat przekracza m
    > ozliwosci kognitywne dziecka, jest sprzeczne z jego rzeczywistymi potrzebami ro
    > zwojowymi. I smiesza mnie filmy, na ktorych dziecko odgaduje 1 wyraz na 5-6 mu
    > pokazanych a mama w zachwycie wyspiewuje peany na jego czesc wink To nie jest cz
    > ytanie, to nazywa sie rachunkiem prawdopodobienstwa ...



    klania sie umiejetnosc wyszukiwania wink

    www.youtube.com/watch?v=IshwrLceeI0
    www.youtube.com/watch?v=k1OdBcNAfIw&feature=related
    www.youtube.com/watch?v=2wK7r7ICZJw&playnext=1&list=PL3B8F761E0CF7781F&index=3
    idt wink
  • anettchen2306 16.11.10, 12:31
    Wiesz, moj owczas 2-3 letni syn tez umial "czytac" cale strony na pamiec smile zapamietywal to, co JA mu czytalam, wystarczylo otworzyc na konkretnej stronie i mlody recytowal/czytal to, co tam bylo napisane. Ciekawe, czy gdyby pokazac dziecku napis napisany innym pismem, kolorem, czcionka, w innym kontekscie, czy tez potrafiloby go "przeczytac" smile Bo na tym czytanie przeciez polega ...

    Wyszukane przeze mnie filmy byly w j. niemieckim.
    www.youtube.com/watch?v=67sRaBaKZBs
    Jeden chlopczyk wydaje sie totalnie "zainteresowany" ... Drapie sie po glowie, czesto zgaduje, rozglada na wszystkie strony, owszem "czyta" ... Ale dla mnie te filmy to jak tresura by dzieci mogly wczesniej uczestniczyc w przyslowiowym "wyscigu szczurow", podkreslaja to nawet komentarze, ze metoda ma na celu lepsze przygotowanie dzieci w start szkolny, ze latwiej im bedzie przychodzic nauka szkolna (pracujac w szkole nie zauwazylam jednak, by dzieci ktore w momencie przyjscia do szkoly - w De to w wiekzosci 5-6 latki, wyprzedzaly w pozniejszym etapie inne dzieci).
    Czytaja tam glownie 3-4 latki, ale to nie zaden fenomen. Metoda zajmuje okolo roku. Nigdzie nie doczytalam sie, by byla skuteczniejsza, bardziej owocna niz tradycyjna metoda czytania.

    Jezeli metode te stosujesz - stosuj, nikt ci tego nie zabroni. Gdy osiagniesz jakies ciekawe efekty, udokumentuj to - byc moze w ten sposob znajdziesz wielu nasladowcow, bo jak dotad, to entuzjazmu tutaj wsrod rodzicow jednak brak (mimo przeciez tak spektakularnych efektow jak niektore filmy by sugerowaly), nikt nie jest ta metoda zafascynowany, raczej kazdy sceptycznie do niej podchodzi, nawez swiat naukowy, otwarty na metody niekonwencjonalne ... bo przeciez chyba zalezaloby wszystkim na ksztalceniu spoleczenstwa od pierwszych dni zycia... Nie dalo ci to nigdy do myslenia? Chyba nie tedy droga, by wychowac szczesliwe i inteligentne dziecko.
    Osobiscie znam wiele zdolnych dzieci, ktore takze w wieku 3-4 lat umialy biegle czytac. W szkole jednak byly przecietniakami sad, miewaly czesto problemy natury spolecznej ... Nauka wczesnego czytania wiec nie jest lekarstwem i sukcesem na wszystko.
  • mithryl 16.11.10, 13:20
    No wiesz , problem zasadza sie na tym ze dziecko , nawet ybysmy tego nie chcieli ksztalci sie od pierwszych dni zycia. a od nas zalezy jak, od zabawek jakie damy do reki, od tego w jaki sposob bedziemy do niego mowic , co pokazywac. dziecko turlane na kocyku bedzie umialo upadac i chowac raczki, dziecko pozstawione w kolysce moze miec z tym klopot.

    Mylse tez ze niepotrzebnie sie zapierasz i odrzucasz to co moze byc fajna zabawa i przynosic dobre rezultaty. fakt ze kazdy człowiek moze nauczyc sie czytac ale czy kazzdy bedzie to lubił? Juz gdzies w tym watku pisalam - statystyki czytelnictwa w naszym kraju sa porazajace , 1 i kawalek ksiazki rocznie na osobę. Skads sie ta niechec i roznice biora. W Usa jest jeszcze gorzej - tam 10 i 12 latki nie umieją czytac i wcale nei jest to zjawisko żadkie, choc ja podczas swego pobytu spotkalam sie z grupa dzieci z okreslonej sfery spolecznej. Ale niestety licznej sfery.

    W kwestii zarażania domanem - jak na razie wiem ze udalo mi sie zarazic 3 mamy smile dwie sobie chwala ,jedna dopiero zaczyna.

    Brak entuzjazmu rozumiem - u nas ciągle pokutuje pogląd o zabieraniu dzieciństwa. z reszta sam go wyznawałam ( jeszcze do niedawna) Wszytko jednak zmienilo sie kiedy jeszcze przed powrotem do pracy zapisałam sie z dzieciem na pierwsze lepsze zajecia, ktore byly najbliżej a ja chcialm po prostu wyjsc z domu i podworka. Byly to wlasnie zajecia z jez migowego, a efekt przeszedl moje najsmielsze oczekiwania. A sceptyczna bylam jak nigdy - jesuu - co za bzdura - jezyk migowy dla niemowląt, czy mozna wymyślic coś głupszego??

    A potem zaczelysmy z domaniem i tez bylo niesamowite jak mloda , nie umiejaca jeszcze mowic na migi pokazywala co czyta. teraz mowi pelnymi zdaniami, zadaje konkretne zlozone pytania,( co to jesty , jak ma kolor , idziemy do domu? ) ma podobny zasob slow angielskich i polskich , rozroznia oba jezyki i uzywa tam gdzie sie ich uzywa, czyli ang w zlobku , a polski w pozostalych miejscach, rzadko sie myli. Jest bardzio samodzielna, posluguje sie sztuccami ( lyzeczka od 4 mies zycie ( mam poczatki na filmiku wink )Za miesiac skonczy drugi rok zycia, mysle ze byl on niesamowity.

    Poza tym nikt nie pisze ze nauka czytania jest lekiem na cale zło, ja tu wielokrotnie podkreślam ze jest to jeden z elementów, ale te części wypowiedzi jakos interlokutorom jest wygodnie pominąc wink

  • anettchen2306 16.11.10, 14:34
    "u nas" tzn, gdzie? Bo ja akurat w Polsce od dluuuuzszego czasu nie mieszkam smile a spoleczenstwo "tutaj" jest bardziej otwarte na wszelakie nowinki i "mlody" smile, bardziej tolerancyjne ...
    Czytalas podsumowanie badan wklejone przeze mnie nizej? Reagujesz zupelnie tak samo jak rodzice "badanych" dzieci: rodzice byli zafascynowani efektami, naukowcy nie dostrzegali prawie zadnych roznic ...
    I coraz czesciej "tutaj" pojawiaja sie wypowiedzi znanych pedagogow/psychologow i pediatrow, ze zbyt wczesna nauka/edukacja dziecka nie sprzyja optymalnemu rozwoju malucha. U "was" panuje nadal zauroczenie i dziki ped do tego, zeby dziecko bylo "naj", mamy przescigaja sie w prowadzaniu dzieci na nairozmaitsze kursy, zapisuja 2-latki na nauke angielskiego itp.
    Podstawowym pytaniem autorki watku bylo DLACZEGO dwulatek (lub nawet roczne dziecko) powinno opanowac nauke czytania. Kazdy pediatra lub inny specjalista "od dzieci" odpowie, ze nie ma takiej potrzeby. To kaprys wylacznie rodzicow smile
    Codziennie obserwuje i przekonuje sie, ze moim dzieciom (ani tez mnie) metody w stylu Domana nie sa potrzebne do prawidlowego i harmonijnego rozwoju. Po co mam wiec je u nich stosowac? Moja corka bardzo wczesnie komunikowala sie werbalnie, nie widzialam potrzeby uczenia ja "migania". Nie odrzucam metody. Jezeli komus ona pomoze to niech ja stosuje. Zalecalabym umiarkowany optymizm wink

    A co ma fakt poslugiwania sie sztuccami przez dwulatke do metody Domana, blo nie rozumiem ...
  • mithryl 16.11.10, 15:04
    skleily nam sie dwa watki, sztucce bardziej w kontekscie migania = rozwoju manualnego.

    Mieszkasz w NIemczech? mam informacje z drugiej reki co tamsie dzieje i ze nie warto za bardzo sie rozwijac 9 studia od pewnego wieku itd) znajoma znajomej skonczywszy wczesniej szkole musiala sie bujac po jakis praktykach bo na studia okazla sie za mloda. dla mnei koszmarek prawny.

    Nie wiem jak odpowiada kazdy specjalista ,ale ja moja zlobkowa pania psycholog zarazilam miganiem wink.
    mam tez dostep do wynikow badan jesli chodzi o zastopsowanie jezyk migowego. Tu naukowcy widza akurat duza roznice w rozwoju emocjonalnym i intelektualnym , a takze w rozwju mowy.

    podstawowym pytaniem autorki watku o ile dobrze odczytałam tytul jest sens a nie potrzeba/ powinność wczesnego czytania. dobór slow czynie wielka różnice. O właśnie to tez jest dla mnie ważne , rozumienie tekstu. W globalnym czytaniu przychodzi łatwiej.

    Bo konieczności przeciez nie ma , oczywiście ze da sie zyc i bez Domana i bez migania, i bez wycieczek, i bez basenu i bez tańca i bez muzyki i bez wielu innych rzeczy. ale jest sens je robic.

  • anettchen2306 16.11.10, 19:58
    Ze co? Ze jest sie za mlodym na studia? Jakies bzdury ci ta znajoma wciskala ... albo nie wyjasnila roznicy pomiedzy faktycznymi studiami na uczelni a nauka zawodu (co zesto wiaze sie ze "studiowaniem" w tzw. szkole zawodowej).
    Na pobliskim uniwerku w K-lautern (bo to najblizej nas) mozna podjac studia matematyczne (bo te akurat tez mialam przyjemnosc studiowac) nie skonczywszy jeszcze szkoly smile Mozna byc uczniem i jednoczesnie studiowac (zaocznie, przy komputerze w domu, wypelniajac regularnie cwiczenia, uczestniczyc w dyskusjach internetowych, regularnie zaliczac egzaminy). Mozna robic mature i jednoczesnie byc juz studentem drugiego lub trzeciego semestru smile W Polsce istnieje taka mozliwosc?
    Na studia mozna sie zapisac juz w wieku lat ... 16! Niemieckie Gymnasium (konczace sie matura umozliwiajaca studiowanie) konczy sie majac zwykle 19 lat wiec nie rozumiem, jak ta osoba mogla byc "za mloda" na studia ...
    No chyba, ze byly to takie "studia" bez matury (bo tutaj posiadanie matury nie jest koniecznoscia zawodowa) i skonczyla szkole bezmaturalnie (w wieku wlasnie 16 lat, szkola 10-letnia). Sa tez kierunki, gdzie trzeba osiagnac stosowny wiek ale to z powodu ponoszenia odpowiedzialnosci za to, co sie robi i koniecznoscia odbywania stazu np. na nocnych zmianach (a osobom mlodocianym tego nie wolno). Nie sa to jednak zadne "studia" w polskim slowa tego znaczeniu, chodzi raczej o podjecie nauki konkretnego zawodu, np. chcac "studiowac" poloznictwo trzeba miec 16 lat (wiaze sie z odpowiedzialnoscia prawna za swoje czyny i slowa).
    Z niemieckiego systemu ksztalcenia (przede wszystkim zaplecza materialnego) jestem zadowolona, panuje tutaj wieksza samodzielnosc wsrod uczniow i nauczycieli, lekcja jest otwarta, nie ma sztywnych planow lekcji itp.
  • aretahebanowska 16.11.10, 16:09
    > A potem zaczelysmy z domaniem i tez bylo niesamowite jak mloda , nie umiejaca
    > jeszcze mowic na migi pokazywala co czyta. teraz mowi pelnymi zdaniami, zadaje
    > konkretne zlozone pytania,( co to jesty , jak ma kolor , idziemy do domu? ) m
    > a podobny zasob slow angielskich i polskich , rozroznia oba jezyki i uzywa
    > tam gdzie sie ich uzywa, czyli ang w zlobku , a polski w pozostalych miejscac
    > h, rzadko sie myli. Jest bardzio samodzielna, posluguje sie sztuccami ( lyzec
    > zka od 4 mies zycie ( mam poczatki na filmiku wink )Za miesiac skonczy drugi rok
    > zycia, mysle ze byl on niesamowity.
    Jesteś pewna, że to wszystko dzięki tym karteczkom? A może po prostu Twoje dziecko tak ma. Mój starszak, gdy był w tym wieku, bez żadnego Domana mówił płynnie, pełnymi zdaniami, zadawał złożone pytania itp. Za to młodszy zaczął to robić w wieku 3 lat. I nic z tego nie wynika. Młody uczy się tak samo szybko jak ten większy. A co mają do tego sztućce to już nie nie wiem. Zresztą używanie sztućców w tym wieku też jest dość często widywane.
  • mithryl 16.11.10, 16:25
    Nie. Zdecydowanie nie wszystko dzieki tym karteczkom. Karteczki to promil smile Wlasciwie do nich odnosi sie pierwsza czesc mojej wypowiedzi. i troche namotalam ( tak to jest jak sie w pracy pisze). mialam na mysli rozwoj manualny - w odniesieniu do sztucow, migania.(inny temat i troche zmeandrowałam)
    No i dobre jest tez to ze rozpoznaje wyrazy w książce, przychodzi, pokazuje..podobnie napisy na ulicy. to jest fajne - ze je zna i wie co znaczą . Tego nie byloby bez karteczek na pewno. Niemniej jednak wydaje mi sie ze ta metoda miala wplyw umiejętność budowania zdan i znajomosc slow, choćby i dla tego ze wymaga od rodzica zaangażowania w ich dobór , we wprowadzenie nowych , w tłumaczenie co znaczą. Myślę ze plusem tej metody jest bardziej aktywne rodzicielstwo ( w moim przypadku) Oczywiście mozna sobie znalezc inną formę aktywności , ale ta mi sie podoba. nie jest tak ze twierdze ze jest jedyna , najlepsza itd. Po prostu mi sie podoba, sprawia frajdę i daje efekty. Ale oczywiście mozna sie bez niej obyc. i robic 200 tys innych rzeczy i tez bedzie dobrze. Byle nie siedzieć przed TV wink

    Bo gdybysmy siedziely przed tV to mysle ze moje dziecko moze by i tak mialo , ale mniej.

    Moge o cos zapytac z nadzieja na uczciwa odpowiedź?

  • anettchen2306 16.11.10, 16:49
    "Zdecydowanie nie wszystko dzieki tym karteczkom. Karteczki to promil smile" - skoro promil to prawie zero smile

    " No i dobre jest tez to ze rozpoznaje wyrazy w książce, przychodzi, pokazuje..p
    > odobnie napisy na ulicy. to jest fajne - ze je zna i wie co znaczą . Tego nie
    > byloby bez karteczek na pewno" - to ja ci moge wymienic przynajmniej tuzin takich rozpoznajacych napisy dzieci (w tym moja dwojke), ktore nigdy wczesniej z karteczkami do czynienia nie mialy. Moja rozpoznawala napisy na reklamach, sklepach w wieku okolo roku smile Bez domanowania smile Wystarczyl codzienny spacer po miescie i jazda ta sama trasa samochodem ... Podobnie jak dzieci kolezanek i sasiadow.

    Ja wlasnie wrocilam z dziecmi z basenu, to dla mnie bardziej "aktywne" rodzicielstwo niz domanowanie smile Moja corka wlasnie chce obejrzec film z Barbie - tragedii tez przez to w jej zyciu nie bedzie smile

  • mithryl 16.11.10, 17:45
    diabeł tkwi w szczególach wink Drobiazgi są ważne. Zycie skalda sie z drobiazgów.

    to o czym piszesz tez opisywał doman. Napisy na ulicy wchodzą w skad. i to i karteczki i wyrazy w książeczkach budują wiedze i umiejętności. fajna sprawa smile

    basenowa chwalipieta. my idziemy w sobotę.
  • aretahebanowska 16.11.10, 16:55
    Myślę ze plusem tej metody jest bardziej aktywne rodzicielstwo (
    > w moim przypadku) Oczywiście mozna sobie znalezc inną formę aktywności , ale t
    > a mi sie podoba.
    I o to właśnie chodzi, o aktywne rodzicielstwo, choć akurat ta forma mnie się średnio podoba.
    > Moge o cos zapytac z nadzieja na uczciwa odpowiedź?
    Proszę bardzo.
  • mithryl 16.11.10, 17:46
    Pisalas o roznicach miedzy swoimi dziecmi. ciekawa jestem czy byla roznica w ilosci poswiecanego przez ciebie czasu obojgu dzieciom.
  • anettchen2306 16.11.10, 19:12
    U mnie jest taka roznica: starszemu synowi poswiecalam duuuzo wiecej czasu (pierwsze dziecko), corce znacznie mniej. Roznica miedzy dziecmi to 8 lat. Corka rozwija sie intelektualnie i manualnie znacznie szybciej niz jejczesciej przez nas stymulowany brat smile Z synem spedzalam wieksza ilosc mojego wolnego czasu, wymyslalam zabawy, inspirowalam pomyslami. Corka czesto bawi sie sama, jest bardziej samodzielna niz jej brat w tym samym wieku, bardziej komunikatywna otwarta na nowosci i inne dzieci. Syn mial potezne problemy adaptacyjne w przedszkolu, corka zadnych. Opcja wiec, ze im wiecej czasu rodzic dziecku poswieci tym dziecko bedzie "madrzejsze" w naszym wypadku sie nie sprawdza.
  • aretahebanowska 16.11.10, 19:25
    Wydaje mi się, że mniej więcej tyle samo. W obu przypadkach po macierzyńskim wróciłam do pracy, czasu wolnego miałam więc tyle samo i tyle samo mogłam każdemu poświęcić. Tak naprawdę to młodszy ma nawet trochę lepiej bo towarzyszy starszemu. Gdy starszy (teraz jest w zerówce) np. trenuje sobie w domu szlaczki, co zresztą bardzo lubi robić, to młodszy próbuje go naśladować (zajmuję się w tym czasie głównie młodszym bo starszy dobrze sobie radzi). Czyli tak naprawdę wcześniej niż starszy styka się z tego typu aktywnościami. A jednak łapie trochę później. To dotyczyło mowy, rysowania kształtów, liczenia, gier na komputerze itp. rzeczy. Ale za to jest bardziej muzykalny, ma lepszą koordynację ruchową i większą wyobraźnię. Są po prostu inni.
  • mithryl 16.11.10, 21:08
    pytam bo biore pod uwage posiadanie kolejnego stwora. mam jednak obawy i wahania czy nie za wczesnie i czy ktores na tym nie straci. Z drugiej strony czytalam sobie własnie ( ale to temat jaki zaczynam dopiero zglebiac ) ze często jest tak ze młodsze dzieci rozwijają sie jakby później. w sumie to sorki za wtret bo to problem na inną dyskusję. Bo kwestia innosci to jedno, a mozliwosci zaangażowania to drugie.
  • anettchen2306 16.11.10, 17:02
    Tego mniej wiecej samego dowodza badania (link jest w moim ostatnim poscie) nad roznymi tego typu metodami: rodzice zauwazaja "kolosalne" zmiany (bo chca je zauwazac i tak interpretowac), naukowcy nie notuja praktycznie zadnych wink (lub wlasnie promilowe w stosunku do reprezentatywnej grupy dzieci w tym samym wieku, bez stosowania zadnych dodatkowych "metod").

    Ja za niesamowite uwazam np. ostatnie zachowanie mojej corki podczas bilansu u pediatry: na pytanie, co moja corka widzi na trojwymiarowym szarym obrazku, odpowiedziala za pierwszym razem "nie wiem", na natarczywe pytanie lekarza, czy widzi tam jabluszko, balonik czy samochodzik z przekonaniem odpowiedziala, ze widzi "glupoty" smile Ktos stojacy z boku pomysli: jakie glupawe dziecko, nie wie, co widzi (jakies zapoznione, ze nie odroznia samochodu od jablka?). Inni pomysla: jaka mala inteligentna/spryciara smile, ma juz swoje zdanie ...
    Efekt: wypisanie nam skierowania do okulisty, celem sprawdzenia, czy moje dziecko rzeczywiscie "glupoty" widzi, czy tez nic nie widzi ...

  • mithryl 16.11.10, 17:56
    A to dobre . sprytna bestyjka smile Chcialbym zobaczyc minę lekarza . ( i odniesienia do badań naukowych o ktorych piszesz) Bo mozemy miec zgoal inne żrodła i znac inne badania.
  • mithryl 16.11.10, 13:47
    jak to bodziec dzwiekowy jest drugorzedny???? Jest tożsamy ze wzrokowym i równie ważny. Jak wyobrażasz sobie przedstawienie słowa dziecku???
  • anettchen2306 16.11.10, 14:03
    W metodzie Domana bodziec wzrokowy dominuje (podkresla to sam pan Doman w swojej lekturze). Jezyk pisany - LITERY - to bodziec wzrokowy. Gloska to bodziec dzwiekowy. Metoda Domana wykorzystuje metode graficzna (nie slowna) przedstawiania slow/wyrazow. Po co sa obrazki w tej metodzie? Przeciez wystarczyloby powiedziec ... Bodziec dzwiekowy nie jest w tej metodzie rownorzedny, uprzywilejowany jest bodziec wzrokowy. Te "nadrzednosc" wykorzystuje sie wlasnie w celach terapeutycznych dzieci z ZD, ktore glownie w ten sposob wlasnie ucza sie czytac.

    Od ukazania sie pozycji pana Domana uplynelo pol pol wieku. Przez ten czas przeprowadzono tysiace badan naukowych i dzis wiadomo (bo wynika to z rzetelnych badan a nie przypuszczen), ze mozg dziecka i uczenie sie przez dziecko funkcjonuja nieco inaczej, niz pan Doman to sobie owczas obmyslil. Jest to proces bardziej zlozony i skomplikowany niz zalozenia pana Domana sad
  • mithryl 16.11.10, 14:17
    Moze lepiej oddac glos autorowi metody zamiat przekrecac ile wlezie

    "Kilka lat temu, inteligentny specjalista od rozwoju
    dziecka wyraził za pośrednictwem kilku
    magicznych liter coś bardzo ważnego dla poprawy
    nauczania. Te litery to W.S.D. - wzrokowe,
    słuchowe i dotykowe. Zwrócono uwagę, że dzieci
    uczą się dzięki kombinacji widzenia (W),
    słyszenia (S) i dotyku (D). Tylko matki od zawsze
    bawiły się mówiąc rzeczy takie jak: „Sroczka
    kaszkę warzyła, swoje dzieci karmiła; temu dała,
    bo poprosił...” trzymając paluszki przed oczami
    dziecka aby je widziało (wzrokowe), mówiąc
    słowa by dziecko je słyszało (słuchowe) i zginając
    paluszki tak by dziecko to czuło (dotykowe)."


    Nie ma różnicy dla mózgu czy "widzi" obraz
    czy „słyszy" dźwięk. Może zrozumieć oba
    jednakowo dobrze. Wszystko czego wymaga to to,
    aby dźwięki były dość głośne i dość wyraźne, by
    je słyszało ucho, a słowa pisane dość duże i dość
    wyraźne, żeby je okiem zobaczyć tak, by mózg
    mógł je interpretować.

    rozumiem jednak ze blad w interepretacjiwynika ze skoncentowaniu sie na tym ze czytanie jest glownie czynnoscia wzrokową. Niemniej jednak warto pozbnc cala teorie pana D , oraz przeczytac co nieco o rozwoju fizycznym, o nauce plywania itd,
  • anettchen2306 16.11.10, 14:55
    ... nauke plywania najlepiej zdobywa sie w praktyce, nie z ksiazek wink
    "Kilka lat temu, inteligentny specjalista od rozwoju
    > dziecka wyraził za pośrednictwem kilku
    > magicznych liter coś bardzo ważnego dla poprawy
    > nauczania. Te litery to W.S.D. - wzrokowe,
    > słuchowe i dotykowe. Zwrócono uwagę, że dzieci
    > uczą się dzięki kombinacji widzenia (W),
    > słyszenia (S) i dotyku (D). Tylko matki od zawsze
    > bawiły się mówiąc rzeczy takie jak: „Sroczka
    > kaszkę warzyła, swoje dzieci karmiła; temu dała,
    > bo poprosił...” trzymając paluszki przed oczami
    > dziecka aby je widziało (wzrokowe), mówiąc
    > słowa by dziecko je słyszało (słuchowe) i zginając
    > paluszki tak by dziecko to czuło (dotykowe)."

    Tym inteligentnym panem, ktory to wymyslil nie byl pan Doman, a te trzy litery (nie litery tylko zmysly) wcale nie sa magiczne (sorry, czytajac pozycje Domana - jezyk, jakim jest ta teoria napisana, odnosi sie wrazenie, ze czyta sie pozycje na pograniczu sekty ...).

    Tak ucza sie nie tylko dzieci, tak ucza sie WSZYSCY ludzie ( i to pisalam x postow przed twoim): im wiecej zmyslow zaaznagzuje sie w nauke (czegokolwiek!), tym efekty sa lepsze (np. dluzsze zapamietywanie). A juz przyklad ze sroczka w stosunku do zastosowania metody Domana jest bardzo nieadekwatny, bo wierszyk nijak ma sie do "czytania". To tez ilustracja tekstu. W ten sposob dziecko szybciej zapamietuje - to tez pisalam.
    Poznaniem calej teorii pana Domana zainteresowana nie jestem z prostej przyczyny: teoria ta jest mocno "przeterminowana" wink Kto nie jest na biezaco z nowymi trendami i zaleceniami ten faktycznie moze sie Domanem zafascynowac ... choc metody ta jest moooocno niedoskonala i krytykowana z wszelakich stron, najbardziej ze stony swiata naukowego. Sama widzisz, ze w dyskusji zostalysmy tylko my dwie wink A wlasciwie to chyba sama zostalas wink
    A teraz wybacz: zanim zaczne zglebiac lekture nauki plywania - pojde z dziecmi na basen smile Znacznie przyjemniejsze i owocne, niz zaglebianie sie w pytania nad sensem nauki plywania.
    A potem bedziemy kleic aniolki z makaronu, bo to zajecie bardziej mala pasjonuje niz "czytanie" z kartek smile
  • mithryl 16.11.10, 15:09
    tus mi pojechala... o tak mamy domanowe nie lepie aniolkow i nie chodza na basen..super wnioski.

    jedno mnie fascynuje, po kiego grzyba polemizowac 1, z czyms co nas nie interesuje. 2 czyms czego sie nie zna.


    Co do jezyka - mialam na uczelni pania doktor , ktorej prace trzeba bylo czytac ze slownikiem wyrazow obcych w rece , tylko tresci i wlasnych przemyslen bylo tam tyle co kot na plakał. najtrudniej pisac prosto i zrozumiale - ot wyzsza szkola jazdy..wink

    A po co idziesz z dziecmi na basen ? nie sa za male? wiesz te dzisiejsze trendy zeby juz kilkumiesieczne niemowlaki uczyc plwac..skandal..
  • anettchen2306 16.11.10, 17:14
    Ide, poniewaz potrzeba rozwoju ruchowego (rozwoj motoryki) w tym wieku jest nieporownywalnie wieksza i procentujaca dlugofalowo w przyszlosci niz nauka czytania smile To samo dotyczy trzylatkow jak i niemowlakow smile
    Sama lubie plywac, moje dzieci tez lubia - nie dopatruje sie w tym zadnych teorii smile No i obciachem u nas jest, ze dziecko idace do szkoly (5-6 latek) nie umie plywac ...
    Na plywanie z bobasami chodza prawie wszyscy znajomi (rozwijanie motoryki - w tym wieku to podstawa), wszyscy chodza do "klubu raczka" (rozwijanie funkcji spolecznych), czytac bobasow nie uczy jakos nikt ... Ot, takie luzne spostrzezenie.
    Czy metoda Domana mnie nie interesuje? Fakt, nie interesuje w tym stopniu, by zaczac ja stosowac na wlasnych dzieciach - o tym juz tez pisalam smile Interesowala mnie kiedys czysto zawodowo ale w zawodzie ma sie zupelnie inny stosunek niz do wlasnego dziecka. W pracy stosujemy elementy Domana TYLKO w doniesieniu do dzieci z okreslonymi dysfunkcjami.

    Moje dzieci nigdy nie mialy - nie maja zdiagnozowanych zadnych dysfunkcji (poza zgryzem krzyzowym, ale Doman tego nie wyleczy wink). Nie widzialam potrzeby "ulepszania" ich Domanem.
  • mithryl 16.11.10, 17:58
    hm.. jakby ci to powiedziec - odpowiadasz z powaznym zadęciem na ironię.
  • anettchen2306 16.11.10, 19:39
    Znowu dopasowujesz ideologie do swoich potrzeb: ty to nazywasz ironia, ja nazywam to faktem. Bo to co opisuje to wlasnie FAKT wink
    Faktem jest (a nie ironia), ze czytanie roczniakowi lub dwulatkowi do niczego waznego tak naprawde potrzebe nie jest. Ruch i rozwijanie motoryki jak najbardziej.
    I faktem jest, ze w zachodniej czesci Europy praktyki w stylu Domana sa coraz czesciej krytykowane, w niektorych krajach zabroniono stosowania ich w placowkach oswiatowych.
    Coraz sceptyczniej podchodzi sie do tak wczesnej "edukacji" dzieci, nie poleca ganiania z nimi na wszelakie mozliwe zajecia "rozwijajace". Moda na takie "aktywne" wychowanie zaczyna przemijac, w Polsce trwa jeszcze boom.

    Wypowiadals sie gdzies, ze twoja corka slyszac radio zamigala. Wiekszosc dzieci w tym wieku komunikuje sie werbalnie, mowiac po prostu "la la" (u mojej corki bylo to jedno z pierwszych slow) a ich rodzice nie fascynuja sie kazdym nowym odkryciem i zdobyta umiejetnoscia dziecka. Zwlaszcza, gdy nie jest to ich jedyne dziecko wink
  • mithryl 16.11.10, 19:52
    smutne to co piszesz , ale i prawdziwe, to prawda ze dorosli czasem traca zdolnosc fascynacji i nie dorownuja w tym dzieciom, choc ja znam wiele mam , ktore cieszy kazda nowa umiejetnosc dziecka, przezywa jego pierwszy usmiech , krok , slowo niezleznie od tego czy to pierwsze , czy trzecie dziecko. Wiec nie ejst tak zle jak piszesz. a możne dotyczy to tylko ciebie?

    zastanawiam sie skad ty czerpiesz te pewność , i piszesz o faktach nie podajac żrodeł. myslisz ze rzecz nazwana faktem nim sie stanie.? Nic bardziej mylnego. chyba ze dyskutujesz jedynie po to zeby za wszelka cene udowodnic swoja racje ( a sa do wyciagniecia takich wnioskow przeszlanki)

    ironia byla moja wypowiedź ( ta ze skandalem ) i to jest fakt .A ty sie nadęłaś i zaczęlaś wyjaśniać oczywistą oczywistość.

  • anettchen2306 16.11.10, 20:02
    PIERWSZE slowo dziecka tak, przezywalam, ale nie 20-ste czy 50-te wink Cieszylam sie z PIERWSZEGO kroku, nie ze 30-go.
    Nie, nie fascynuje mnie KAZDA nowa czynnosc mojego dziecka, bo uwazam, ze to naturalne, ze sie rozwija.
  • mithryl 16.11.10, 21:03
    Po pierwsze nie wierze - 3 ci 3 drugi raz przezywasz pierwszy krok ...eee coś ty... ileż mozna wink
    To naturalne ze kazde dziecko go zrobi.

    Boshe , jak tryb myślenia trzeba włączyć zeby cos takiego napisać chyba po to zeby pisać bez zastanowienia po to tylko zeby pisac. celowo wypaczasz zeby osmieszyc prawda? ciekawa jestem czy dyskutujesz ze mna czy raczej chcesz zeby czytelnicy tego wątku cie zauważyli. Wyraźnie Włączyłaś wypieranie argumentów. mam andziej ze to tylko i wyłącznie kwestia zmęczenia dyskusja.


    Swoja drogą nie odpowiedziałaś mi dlaczego cytując wycielas wazniejszy fragment zdania. Przyznasz sie dlaczego to zrobiłaś?
  • anettchen2306 17.11.10, 10:11
    Ze nie przezywam i nie robie blogiej miny, gdy moje dziecko zrobi setny krok, czy powie nastepny kolejny wyraz? Ty to uwazasz za nienormalne? Boszssss - jak piszesz! Ja to codziennie obserwuje w mojej pracy! To moja normalnosc i kolej rzeczy. Coz, taka jestem wink I wiesz, obserwuje tez reakcje innych rodzcow, ktorzy widza swoje dzieci podobnie jak ja: nie jako pepek swiata, tylko odrebna istote, jako CZESC siebie, swojej rodziny.

    Dlaczego "wycielam" dlasza czesc zdania? Bo pasuje do poczatku twojego zdania jak piernik do wiatraka smile Piszesz, ze nie wtracasz sie w to, co robi twoje dziecko tylko mu pokazujesz. Pokazywanie to tez wtracania. A pokazywanie kart roczniakowi, sadzanie go przed kartkami, przy stoliku to naprawde tez wtracanie.

    I dlaczego powolujesz sie na jedyna pozycje dotyczaca czytania w tym wieku? I to pozycje sprzed 50 lat. Uwierz, badania poszly od tego czasu naprawde sporo dlaej, niz pan Doman przypuszczal smile Przesledzilas tabele, ktora zalinkowalam? Jak odniesiesz sie do wynikow zanotowanych przez uniwersytety? Jak wytlumaczysz fakt, ze mimo takiego wysilku wlozonego z twojej strony twoje dziecko opanowalo "promil" wieszy (twoje slowa)? A ogladajac filmik z rocznym dzieckiem, ktore wystrzeliwuje slowa pisane przez tate jak z karabinu niektorzy skomentuja tez z zachwytem inni sie po prostu przeraza. Ja naleze do tych innych. Coz, taka jestem smile

    Ty nie rozumiesz matek zachwycajacych sie kazdym szczegolem zrobionym przez dziecko, ja nie rozumiem ciaglego zachwytu czyms oczywistym. Bardzo latwo wtedy przejsc od zachwytu w samozachwyt.

    I bynajmniej nie staram sie, by mnie zauwazono na jakims forum. Jestem na nim ladnych pare lat, ci ktorzy mnie znaja - znaja mnie po prostu smile

    I faktycznie w tym miejscu zakoncze dyskusje smile
    A jezyk, ktorym napisana jest (lub dokladniej mowiac przetlumaczona) pozycja Domana po prostu nie trawie, podobnie jak jezyka ksiazki "Co zrobic, by dzieci nas sluchaly" . Idea doskonala, jezyk fatalny, infyntylny, co tylko zniecheca czytelnikow, przeklady zupelnie odbiegajace od realiow.
    Chcac sie czegos dowiedziec oczekuje rzetelnego podania tej wiedzy a nie ciaglego powtarzania jak mantre tych samych oczywistosci.
  • mithryl 17.11.10, 10:30
    dlatego ze temat dotyczy Domana , bo to on glownie proponuje wczesna nauke. Poza tym trafia do mnie bardziej niz Roclawski czy Cieszkowska. Z jego badan korzysta tez i wlacza do swojej szkoly Makoto Schchida, Poaz tym wpisuje sie w nurt ktory odbieram pozytywnie, nauki przez zabawę , nasladownictwo , systematyczność - tak jest tez u S. Suzuki.

    w kwestii tabeli nie jestem na tyle dobra w niemieckim zeby byc pewnym czy dobrze rozumiem, bede wdzięczna jak strescisz. Zauwaz ze to forum polskojezyczne i to ze dyskutujemy nie oznacza ze inni nie czytają i tez chcieliby wiedzieć o czym mowa.

    Wyhamowalabym tez na twoim miejscu z wyolbrzymieniami nadinterpretacja. Zauważyłaś jak polemizujesz z wlasnymi wyolbrzmieniami?? Prosze wskaz mi fragment mojego tekstu gdzie pisalam o zachwycie nad setnym czy 30 krokiem czy kazdym wyrazem. Polemizujesz sama ze sobą. A to juz monolog a nie dialog wink

    Dlaczego pokazałaś dzieciom basen wtrącając sie w ich wychowanie? Książeczki tez im kupujesz ? zabierasz na wycieczki mowily ci o tym za tak chca zanim umialy mowic?? Nieźle wink




    chyba sie za bardzo zakręciłaś.
  • anettchen2306 16.11.10, 12:53
    Cos fajnego znalazlam:

    www.uni-koeln.de/phil-fak/fs-psych/serv_pro/skripte/erz/spez_vorschul_tusch2.pdf
    Studium badawcze roznych metod wczesnoedukacynjych, takze metody Domana czy innych metod wczesnego czytania. Praktycznie zadnej euforii, zadnych dlugotrwalych efektow, tyle mniej wiecej zalet co i wad ... Fajny taberaryczny zestaw metod, efektywnosci tychze metod.
  • pali-kotka 16.11.10, 22:21
    Syn mój nauczył się czytać w wieku 3,5 roku, czytał płynnie jako 4-latek, nie było nauki literek, składania itd. Czytałam mu całe wyrazy praktycznie od urodzenia nie stosowałam metod, tylko w windzie, w kasie, na poczcie, w poczekalni u lekarza czytałam napisy, dla zabicia czasu, żeby odwrócić uwagę jak wył. Około 2,5 roku zapytal o litery ale nie literował wyrazwó, a potem jak nie umiał przeczytać długiego wyrazu pokazałm mu sylaby. Po co mu ta umiejętnosć? Czytanie to narzędzie a nie jakiś wyczyn, umiejętnosc dzięki której czyta instrukcje, jadłospis w przedszkolu, informację w necie, książki, nikt nie traktuje tego jako wielkie wow! na pewno taka umiejetnosc daje mu wiecej swobody i więcej możliwosci spędzania czasu niz gdyby jej nie posiadał. Córce też czytam, sama pyta, jeśli załapie równie wczesnie to super, wydaje mi sie, zę tak bo jest bardzo bystra. Sama czytałam jako 4,5 latek i jakoś życiorysu mi to nie skrzywiło wręcz przeciwnie.
  • anettchen2306 17.11.10, 09:53
    Ale tu tez nikt nie kwestionuje samodzielnego czytania w wieku 4-5 lat. W tym wieku wiekszosc dzieci przajawia zainteresowanie tekstem pisanym, wynika to z rozwoju dziecka i na tym etapie jest to jak najbardziej oczekiwane i pozadane. Ja tez czytalam jako niespelna 4- latka, tez moi rodzice (a zwlaszcza codziennie czytajaca mi babcia) zadnych specjalnych metod nie stosowali, bo tak jak piszesz, nie jest to dziecku do szczescia potrzebne.
    Moja 3-latka tez niektore wyrazy "umie" przeczytac (te, ktora na pamiec zna z ulicy, gazety, straganu ...). Literowania i alfabetu (ze na litere "B" mowi sie "be") ucza sie dopiero dzieci w pierwszej i drugiej klasie smile Wczesniej dzieci ucza sie nie literowania tylko gloskowania smile
  • pali-kotka 17.11.10, 14:15
    Warto pokazywać palcem co się czyta nawet kilkumiesieczniakowi i regularnie później, dzięki temu dzieciak może zdobyć doskonałe narzędzie do poznawania świata wtedy, kiedy nasuwa mu się wiele pytań, na które może również sam znaleźć odpowiedź, pod warunkiem ze rodzic uczy czytania nie dla umiejętności samej w sobie, ale pokazuje dziecku co dzięki tej umiejętności może robić - wyszukać informacje, przeczytać komunikat czy ostrzeżenie, albo poczytać sobie książeczkę kiedy nikt na czytanie ma czasu. Jest wtedy okazja na pokazanie atlasu geograficznego czy googla itd. A czy dzieciak głoskuje czy literuje ma drugorzędne znaczenie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.