czy "wychowujecie" cudze dzieci? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Tak mnie natchnęło, mój syn ma kolegę, który nie zna słów dzień dobry dziękuję czy nawet cześć kiedy widzi kogoś znajomego. Ma 9 lat, ewidentnie jest niedopilnowany i niewychowany. Często u nas przebywa, domyślam się że ze względu na warunki panujące u niego w domu. I czy ja mam prawo wymagać od niego takich podstawowych zwrotów.? Kiedy dostaje obiad (chociaż zamierzam już skończyć z dokarmianiem) to wypada zwrócić uwagę że trzeba podziękować? A kiedy wychodzi do domu to powinno się powiedzieć do widzenia? Kolega ubiera się i wychodzi bez słowa. Wkurza mnie to bo chłopak jest zwykłym małym gburem, ale kiedy chcę mu coś powiedzieć to mąż uważa że od wychowywania są rodzice. Ma rację? W sumie to nie moje dziecko więc nie powinnam się spinać, ale mnie to w jakiś sposób uderza, w końcu poświęcam swój czas czy energię też dla tego dziecka a nie dostaję z drugiej strony nic.

    • maz ma racje.. od wychowania sa rodzice. ty dawaj po prostu przyklad i twoje dziecko tez niech daje przyklad. niech mowi dziekuje po obiedzie, niech mowi do widzenia kiedy wychodzi od kilegi z domu. itd---jak zaczniesz go pouczyc to w konu nie bedzie wogole przychodzil..przeciez to nie jego wina, ze nie ma przykladu w domu.
      • btw. - mój syn nigdy u kolegi w domu nie był - on nie może zapraszać do siebie nikogo, zresztą codziennie do 18 jest poza domem, wydaje mi się że NIE MOŻE wcześniej wracać. To jakaś patologiczna rodzina chyba, chociaż chłopak wygląda w miarę ok. Raz zaprosił mojego syna i po minucie oboje wrócili bo mama kolegi powiedizała że nie mogą przyjść.
        No jak dla mnie to chora sytuacja.
    • Mnie cudze dzieci nie interesują (w sensie ich wychowanie). Nie odpowiada ci "mały gdbur" to też go nie wpuszczaj. Mnie by do głowy nie przyszło uczenie kultury cudzych dzieci.
    • pisza, ze nie wychowuj ale to z z TWOIM DZECKIEM tamten maly burak sie koleguje. znajac siebie to bym swoje dziecko zaczela indoktrynowac aby skonczylo te znajomosc.
      najgorsze co moze byc to ludzie bez wychowania! a odnosnie twojego syna- kto z kim przystaje takim sie staje... oby tamten burak dostosowal sie do twojego dziecka a co jesli odwrotnie????!!!

      jak sie nie da skonczyc znajomosci to ja bym mowila- w naszym domu jak zje sie obiad mowi sie dziekuje, jak sie wychodzi do wiedzenia itp.choc Z ZASADY nie wychowuje cudzuch dzieci i nie udzielam ludziom zlotych rad. ale tu chodzi poniekad o twojego syna!!
      --

      http://tickers.TickerFactory.com/ezt/d/1;20722;13/st/20110926/dt/7/k/c4a6/preg.png
    • tak, wychowuje cudze dzieci, dlaczego nie?
      wszystkie dzieci nasze sa, jesli sa moimi goscmi albo sie z moimi dziecmi bawia, to dbam jak o swoje, wlaczajac zwracanie uwagi na niestosowne zachowania
      jakos mnie nigdy nikt nie ochrzanil za to, wlasciwie to nawet na plus jest to odbierane

      za to sie nie wentyluje potem na forach, ze cudze dzieci to i tamto
      --
      "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
      • no nie ma jak rzeczowa odpowiedź,zimowe buty biednym dzieciom też pewnie kupujesz a rodzice kolegów przychodzą tobie podziękować za wkład w wychowanie ich potomków?


        • --
          Anielka 11.10.2007
        • no odpisalam ci co robie, co ci sie nie podoba? ze inaczej?
          jesli sie nie czujesz na silach i w prawie do zwracania uwagi cudzym dzieciom, to nie zwracaj, bo potem sie pogubisz, jak sie to rodzicowi nie spodoba
          ja nie mam problemu ze zwroceniem komus uwagi, jak dzieciak na przystanku papierki na ziemie rzuca, to tez sie odezwe
          jak dorosly rzuci, tez mu powiem, co o tym mysle


          --
          "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
          • > ja nie mam problemu ze zwroceniem komus uwagi, jak dzieciak na przystanku papie
            > rki na ziemie rzuca, to tez sie odezwe
            O, na to też zwracam uwagę. I na wulgaryzmy u małoletnich.
            --
            "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
            Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
            Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
        • aha, tak, wyobraz sobie, ze potrafie w obecnosci rodzicow innych dzieci zrobic porzadek z CALA rozrabiajaca gromada i jakos kolezanki nie tylko nie wsciekaja sie, ale jeszcze dziekuja, ze ustawiam do pionu rowno wszystkie
          ale ja mam normalne kolezanki, nie uwazaja, ze robie zamach na wolnosc ich dziecka i czuja sie na tyle pewnie jako rodzice, ze nie czuja sie zagrozone przez moje wtracanie

          --
          "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
      • Otóż to. Jeśli cudze dziecko jest pod moją opieką ( a jest, jeśli jest gościem mojego dziecka, a jego rodziców z nim nie ma) to traktuję je tak jak swoje i jeśli czuję, że należy zwrócić dziecku uwagę, to to robię.
        A w tej sytuacji szczególnie wydaje mi się potrzebne, żeby ten chłopiec mógł gdzie indziej się nauczyć jak się zachowywać, jeśli w domu nie ma na to szans, poznać inne środowisko, obserwować prawidłowe relacje w rodzinie (jeśli faktycznie rodzina jest patologiczna). Ma chłopiec pecha, że rodzinę ma nie teges, a jak jeszcze inni się wypną, przypną łatkę "burak" - to faktycznie dzieciak żadnych szans mieć nie bedzie sad
        --
        Anielka 11.10.2007
    • Z pewnością poprosiłabym go o umycie rąk przed posiłkiem. Jakby nie poszedł umyć, to bym powtórzała prośbę do skutku. U mnie nie ma jedzenia bez uprzedniej wizyty w łazience.
      Potem (może, ale niekoniecznie) poczekałabym na jego "dziękuję" w sytuacji: ja mówię "proszę", syn odpowiada "dziękuję", przerzucam wzrok na kolegę, a on: ...cisza... Może by się zreflektował, że czekam na identyczną odpowiedź jak u syna. Ale słownie bym jej nie żądała.
      A przy wyjściu dziecka powiedziałabym "już idziesz?, to do widzenia" - może by odpowiedział odruchowo? Też słownie bym nie żądała: "odpowiedz mi".
      --
      Mama A. (6 lat) i M. (2 lata)
      Trójmiasto dla 30+
      • problem w tym, że on nie "rozumie" kiedy mówię PROSZĘ i czekam na odpowiedź dziękuję. Do widzenia też próbowałam pierwsza, ale żadnej reakcji nie było.

        Gburem nazwałam dziecko pierwsza ja, zgodnie ze słownikiem języka polskiego - człowiek niegrzeczny. Więc słowo jak najbardziej stosowne.
    • Wychowywać, jak wychowywać, ale jest w twoim domu, pod twoją opieką, więc moim zdaniem powinien zachowywać się tak, jak ty soie tego życzysz.
      Ja np gdy widzę swojego ucznia, który nie mówi mi dzień dobry, to grzecznie kłaniam się pierwsza, zazwyczaj wtedy są obok jego rodzice. Zgadnij, jaką mają minę?
    • Niespecjalnie uśmiecha mi się wychowywanie cudzych dzieci.
      ALE:
      1. On bywa u ciebie w domu, dajesz mu jeśc, zapewniasz opieke. Nalezy ci sie "dziękuje"
      Powiedz mu, że wypadałoby powiedzieć to magiczne słowo. Nawet powiedz mu w formie żartu.
      Twoj maz poniekąd ma rację- od wychwowywania sa rodzice, ale ten mały agent od rodzicwo tego ewidentnie nie dostaje. Poza tym chyba czesto u was bywa, Skoro go "dokarmiasz" jak twierdzisz. Rozumiem, ze to nie poczestwoanie obiadem raz na dwa miesiące.

      Ja się generalnie ie wtracam, ale zdarzyło mi się:
      O, np. na placu zabaw przesłodka skądinąd dziewczynina ciagle rzucala się na mojego syna celem przytulania go 5 razy na minutę smile
      On się wzbraniał, ale slabo mu szło. W końcu zaczął się za mnie chowac.
      Tamta mama nic, wiec powiedzialam malej damie, że skoro ucieka to najparwdopodobniej nie pasują mu jej czułosci i może raczej niech go nie przytula.
      tatmta mama nadal brak reakcji, ale dziewczę przestało sie kleić i zgoda byla smile

      • Tak, napisałam dokarmiam bo chłopak jest u nas praktycznie codziennie, a min. te 4 dni w tygodniu. I potrafi przyjść o 14, kiedy mój syn jest jeszcze w przedszkolu, a potem co 10 minut dzwonić domofonem czy już przypadkiem nie przyszedł, a potem krąży pod blokiem żeby wytropić moment powrotu mojego syna do domu. I mój syn jest taki że jak jest obiad to najpierw spyta kolegi czy jest głodny, a ten zawsze jest głodny. Więc karmiłam obu, ale skończyłam z tym, bo czuję się wykorzystywana. co innego obiad raz na miesiąc a co innego co 2 dni, potem jakiś owoc, picie. Zwłaszcza że matka tego chłopca nie pracuje, więc jak sądzę ma czas żeby ugotować dzieciom obiad i podać po przyjściu ze szkoły.

        W sytuacjach na placu zabaw też często się wtrącam, nawet za często w opinii mojego męża, moje dziecko jak coś jest nie tak przychodzi do mnie bo wie że zawsze zareaguję (w przeciwieństwie do tatywink Ale tutaj chodzi raczej o cos długofalowego, bo jedno zwrócenie uwagi że np. trzeba podziękować na pewno nie pomoże.

        • wiesz co mnie uderza w twoich wypowiedziach? że oczekujesz czegoś w zamian, że czujesz sie wykorzystywana... wykorzystywać to by cię mógł dorosły człowiek, który by się wpraszał na obiadki, ale dziecko? piszesz, że matka nie pracuje, że ma czas... a nie przyszło ci do głowy, że matka pije, że jest niewydolna wychowawczo, że nie ma pieniędzy na ugotowanie obiadu, że nie ma pracy, sa różni rodzice, chłopczyk nie jest winien sytuacji w domu, nie jest też winien tego że nie nauczono go właściwych manier, może sie wstydzi, nie wie, nie umie... jeśli przebywa codziennie do 18.00 poza domem to można zgłosić w opiece społecznej czy wychowawcy w szkole, pedagogowi szkolnemu, i przedstawić swoje obawy, że dziecko chodzi głodne i niedopilnowane... jeśli cię nie stać na karmienie obiadem dodatkowego dziecka to tego nie rób, ale nie pisz że jestes wykorzystywana! i że przestajesz go żywić bo nie mówi dziękuje...
          w klasie mojego dziecka jest dziewczynka, siedzą nawet razem w ławce - rodzina wielodzietna, problemy różne, częsciowa niewydolność wychowawcza, brak pracy, nadużywanie alkoholu przez ojca, niepełnosprawna dorosla siostra, dziewczynka bardzo słabo się uczy, do 17.00-18.00 też jest poza domem, najczęsciej u jakiejś koleżanki z klasy, albo w szkole, też jest naogół głodna, w kazdym razie ma apetycik, czesto bywa u nas, na obiedzie, kolacji, czasami nocuje, czasami zabieramy ja do kina, na basen, na plac zabaw, itd, była z moją cóką 10 dni nad morzem w zeszłe wakacje, czasami kupuje jej coś z ubrania, tak, ze nicby mojej się nie podobało... córka dzieli się przyborami szkolnymi...
          problem został przeze mnie zgłoszony wychowawcy, pedagogowi szkolnemu, były rozmowy z rodzicami, ale niewiele się da zrobić...
          ale ja na nic nie liczę, akurat ona jest dobrze wychowana i posługuje sie słowami proszę i dziękuję, ale ja nie oczekuję nie wiadomo czego, uważam za normalne dokarmienie głodnego dziecka, pokazanie mu innego świata niż wałęsanie się po boisku czy parku, nie czuję sie wykorzystywana, choć to ja płacę za kino, basen, jedzenie i inne atrakcje i za córkę i za koleżankę...
          znasz słowo bezinteresowność, może warto się nad nim zastanowić...
          • nie znasz mnie, tego chłopca ani sytuacji. Tu gdzie mieszkam 3/4 dzieci (a raczej rodziców) można by zgłosić do opieki społecznej i to żadna przesada z mojej strony. Dzieci chodzą głodne, zmarznięte, a głównym problemem ich rodziców jest to jak znaleźć na kolejnego Specjala i paczkę fajek. I gdybym miała pomagać im wszystkim (a chętnie bym to zrobiła tylko możliwości nie mam) to pewnie żywcem mogłabym iść do nieba. Tyle że nauczyłam się (zgodnie z zasadą kto ma miękkie serce ten musi mieć twardy tyłek) że to nie moim obowiązkiem jest nakarmić OBCE dzieci, pokazać im jak powinno wyglądać normalne życie czy relacje z rodzicami. Wiem jak wygląda sytuacja w domu tego chłopca. Ojciec pracuje, matka "zajmuje się" 5 letnią siostrą (która też ciągle przesiaduje na dworzu) i przez to nie może podjąć żadnej pracy Wiem to bo interesowałam się tym chłopcem, bo sama uważam że dziecko w tym wieku powinno spędzać też czas z rodzicami, powinno dostać obiad jak nie w szkole to po przyjściu do domu. Wychowawca (która jest jednocześnie kuratorem sądowym) uważa że problemu nie ma, a rodzice są wydolni wychowawczo, tyle że leniwi. Żyją od wypłaty do wypłaty, nie obgryzają z biedy ścian, ale też na dużo rzeczy ich nie stać. W moim odczuciu jednak jeśli ktoś ma na 4 piwa i paczkę najtańszych nawet papierosów codziennie (a ojca tego chłopca widuję w sklepie osiedlowym regularnie) to i na jedzenie dla własnych dzieci ma. I myślę że taka świadomość rodzica, że dziecko zakręci się zawsze przy jakimś koledze i dostanie jakiś obiad czy kanapkę, jest bardzo wygodna i pozwala zrzucić problem z własnej głowy.
            Czuję się wykorzystywana przez rodziców tego chłopca, nie przez niego.
            • cisza_i_ja napisała:
              Tyle że nauczyłam się (zgodnie z zasadą kto ma miękkie
              > serce ten musi mieć twardy tyłek) że to nie moim obowiązkiem jest nakarmić OBCE
              > dzieci, pokazać im jak powinno wyglądać normalne życie czy relacje z rodzicami

              W istocie nie masz obowiązku, nikt nie pisze że masz. Nie chcesz pomagać, uważasz, że Cię wykorzystują i że nie powinnaś dalej na to pozwalać - nie pomagaj. Tylko po co w takim razie ten watek założyłaś na forum?

              --
              Anielka 11.10.2007
    • przypuszczam, że jeśli "nie wychowujecie cudzych dzieci" to również nie pozwalacie aby inni wychowywali Wasze, prawda?

      szkoda tylko, że skutkuje to właśnie takimi sytuacjami, kiedy obcemu dziecku nie można zwrócić uwagi, że - przykładowo - nie można bić innych, sypać piaskiem i - jak w tym wątku - należy mówić proszę i dziękuję.

    • cisza_i_ja napisała:

      > Tak mnie natchnęło, mój syn ma kolegę, który nie zna słów dzień dobry dziękuję
      > czy nawet cześć kiedy widzi kogoś znajomego. Ma 9 lat, ewidentnie jest niedopil
      > nowany i niewychowany. Często u nas przebywa, domyślam się że ze względu na war
      > unki panujące u niego w domu. I czy ja mam prawo wymagać od niego takich podsta
      > wowych zwrotów.? Kiedy dostaje obiad (chociaż zamierzam już skończyć z dokarmi
      > aniem) to wypada zwrócić uwagę że trzeba podziękować? A kiedy wychodzi do domu
      > to powinno się powiedzieć do widzenia? Kolega ubiera się i wychodzi bez słowa.
      > Wkurza mnie to bo chłopak jest zwykłym małym gburem, ale kiedy chcę mu coś powi
      > edzieć to mąż uważa że od wychowywania są rodzice. Ma rację? W sumie to nie moj
      > e dziecko więc nie powinnam się spinać, ale mnie to w jakiś sposób uderza, w ko
      > ńcu poświęcam swój czas czy energię też dla tego dziecka a nie dostaję z drugie
      > j strony nic.

      a czy kiedykolwiek zdarzyło sie tobie powiedzieć do niego pierwszej - Do widzenia- jak od was wychodzi?



    • tak
      sama mam towarzyskiego osmiolatka i talatajstwo w domu przyprowadzane
      oczekuje ze powiedza mi dzien dobry i do widzenia
      jak ich czyms czestuje kaze myc rece, nie naswinic i odstawic po sobie brudne naczynia
      robie to zyczliwie i widze ze sa efekty
      jak robia sajgon i sie dra to uciszam i wyganiam
      i nie wyjda poki razem nie posprzataja po wspolnej zabawie
      to nie krole angielskie - korona im z glowy nie spadnie
    • Ja miałam taką 'patologiczną' koleżankę i mama owszem ją uczyła. Nie tyle zwrotów grzecznościowych bo dziewczynka jak to dziewczynka i dziękuję i proszę i skromna.. Ale innych rzeczy których zapita mama i bydlak ojciec jej nie nauczyli. Na pewne przydało jej się w życiu bo wyrosła z niej rewelacyjna kobieta.

      Pomyśl, że tego dzieciaka nikt nic nie uczy (jak widać) i w życiu będzie miał ciężej. No i ze swoim rozmawiaj o tej sytuacji.. Co on o tym myśli..
      --
      Maksymilian 10.10.2008
      Aleksander (*02.05.10-19.08.10)
    • Na moim terytorium - tak.

      --
      Sygnaturka nie powinna przekraczać wysokości czterech wersów.
    • chłopca posadziłabym naprzeciwko siebie (bez syna) i jasno powiedziałabym jakie formy grzecznościowe u nas/w naszym domu panują:
      np DZIEŃ DOBRY na przywitanie, DO WIDZENIA na pożegnianie i inne takie....
      taka szczera rozmowa może przynieść ogromną zmianęsmile
    • generalnie nie popieram wychowywania cudzych dzieci, ale tez nie mialam sytuacji, zeby ktos u nas przesiadywal ciagle i sie zywil.
      Jak dzieciak spedza u was duzo godzin, je, czuje sie jak u siebie w domu, to bym wprowadzila zasady i kazala je przestrzegac. Bo w takiej sytuacji, to on juz nie jest u was gosciem, tylko sobie "pomieszkuje".
      Normalnie mu powiedz, jak sie u was w domu robi/mowi i wymagaj.
    • Sporadycznie wychowuję. Jeśli jakiś dzieciak robi coś mojej małej (sypie piaskiem w twarz, zabiera zabawki itd), a rodzic nie reaguje- to mówię głośno i zdecydowanie, że tak nie wolno. Jeśli robi coś ewidentnie mu zagrażającego (wbiega pod karuzelę)- reaguję. Jeśli robi coś średnio zagrażającego, ale upierdliwego, to mam go w nosie. Np. ignoruję dzieciaki uparcie włażące pod prąd zjeżdżalnią- jak dostaną kopniaka w nos od mojej Lili, to już ich problem- i rodzica, który nie potrafi okiełznać swojego potomka. Gdyby dziecię gościło w moim domu- to musiałoby stosować się do moich zasad. Nie ma tak, że ktoś mi kładzie nogi na stół, bo u niego w domu tak się robi, a ja mam cudzych dzieci nie wychowywać. U mnie nie wolno i albo się dostosujesz, albo wyjazd.
      --
      "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
      Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
      Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
    • 9 latek to nie jest maluch - nie wyobrażam sobie, zeby przychodził do mnie, stołował się, bawił i potem bez słowa wychodził. Uważam, ze dziecko tak dużo przebywa w twoim domu, ze masz prawo do przekazania mu pewnych norm zachowania. Uważam, że zgoda na takie zachowanie prowadzi do znieczulicy. Większość ludzi nie zareaguje na krzywdę jaka dzieje się pod ich nosem - bo to nie ich sprawa - a przeciez oczekujemy, ze ktoś nam pomoże, w sytuacji zagrożenia. Takie dzieci też będą potem miały poczucie bezkarności, no bo skoro wolno być gburowatym i tylko brać od innych to dlaczego ktoś miałby potem zwracać im uwagę przy większych przewinieniach?
      Mnie osobiście szokuje obecnie zachowanie dzieci i ich rodziców zgoda na nie.
      Notorycznie kiedy mijają mnie sąsiedzi z dziećmi kilkuletnimi - dorośli się kłaniają a dzieci nie - co rodziców w ogóle nie dziwi - szok.
      --
      Mały demon 14.01.2009
      • > Notorycznie kiedy mijają mnie sąsiedzi z dziećmi kilkuletnimi - dorośli się kła
        > niają a dzieci nie - co rodziców w ogóle nie dziwi - szok.

        Co do reszty twojego postu - zgadzam się. Ale w tej kwestii niekoniecznie. Moja córka 3,5-letnia też raczej nie mówi dzień dobry gdy spotykamy kogoś. Ona w ogóle na ogół się nie odzywa jak ją kto obcy/mało znany/rzadko widywany zagadnie. Nawet jak jej ciocia przychodzi do nas - nie jest zbyt częstym gościem, to na początku nie chce się przywitać, jest onieśmielona, a potem jak się oswoi ciocia się od niej opędzić nie może. Czy uważasz, że należy zmuszać dziecko do tego "dzień dobry"? Ja się kłaniam, witam, ma przykład i uważam, że to wystarczy. W kwestii dzieci kilkuletnich oczywiście piszę.

        --
        Anielka 11.10.2007
        • Wszystko zależy od dziecka moja córka odkąd nauczyła się mówić wszystkim dookoła krzyczała Dzień dobry,Cześć ,Dowidzenia-sąsiadom,paniom w sklepie.Zobaczyła,że reakcja jest bardzo pozytywna i spodobało jej się to.Gdyby była nieśmiała(a nie jest zdecydowaniesmile) nie zmuszałabym,powoli by się nauczyła,może z wiekiem nabrałaby odwagi(lepiej nie zniechęcać).
          Myślę,że takie 7 latki to juz pomimo nieśmiałości powinny rozumieć co to kultura(wszystko zależy od rodziców.W moim otoczeniu mieszka 10 i 18 latka i jeszcze nigdy nie powiedziały dzień dobry.Dla mnie to dziwne przechodzić obok sąsiada z nosem spuszczonym na kwintę,albo mieszkać za płotem,codziennie się widzieć hmmm.Nie wyobrażam sobie,żebym to ja pierwsza im dzień dobry mówiła(chociaz tej starszej 2 razy powiedziałam jak jako druga wyszłam na podwórko,ale nie było reakcji,więc zrezygnowałamsmileJej brat 23 lata zawsze zagada(widać nie równe dziatki od jednej matkismile)Myślę też ,że takie dzieci lepiej się odbiera,nawet te małe(które z daleka krzyczą Dzień dobry).Wiem,że nie to jest najważniejsze itd itp,ale ważne w relacjach sąsiedzkich i nie tylko.
          --
          Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,
          nie obleka tego faktu w słowa.
          • To zalezy tez od wieku. Moj prawie 5latek kiedy mial 3 lata tez sie ze wszystkimi wital. A potem zaczal wyraznie rozgraniczac osoby mu znane i te ktorych nie znal i z tymi ostatnmi sie nie wital nawet jesli ja to robilam i trudno go do tego przekonac a ja przeciez sceny nie urzadze na ulicy. Mysle ze z czasem sie nauczy. Obecnie nie klania sie kazdemu komu ja sie uklonie tylko pyta mnie "a co to za pan/i?" "a dlaczego mu powiedzialas dzien dobry?" "a czemu z ta pania rozmawialas?".
            Zwykle tez dorosli ktorych ja pozdrawiam pierwsi zwracaja sie do moich dzieci "dzien dobry" dodajac jeszcze imie. Wtedy jest szansa ze dziecko ich zapamieta i tez im zacznie mowic dzien dobry.
          • btw pamietam z dziecinstwa pierwsze samodzielne wyjscia na podworko tak gdzies w wieku 8-9 lat. Mama nanakazala mi mowic "dzien dobry " sasiadom i jakims dalszym znajomym, ktorych niby powinnam znac. Pamietam to skrepowanie kiedy musialam sie pierwsza odezwac. Te dorosle osoby wydawaly mi sie taka powazne, niedostepne i zaabsorbowane swoimi sprawami, w dodatku sprawialy wrazeni jakby mnie w ogole nie znaly a ja musialam pierwsza sie witac. Kilka razy byla tez wpadka ze komus tam nie powiedzialam "dzien dobry" najczesciej jakiejs znajomej babci lub mamy w sklepie lub na poczcie bo albo nie zauwazylam albo wydawalo mi sie ze mnie nie widzi i wstydzilam sie podejsc i zwrocic na siebie uwage. A taka osoba w rzeczywistosci mnie widziala tylko udawala i czekala na moj pierwszy krok. I tragedia byla bo oczywiscie afront wielki iitd. A czy korona komu z glowy spadnie jesli pierwszy odezwie sie do dziecka chociaz po to, zeby osmielic i dac przyklad? Majac w pamieci te wszystkie przejscia i uczucia sama do dzieci mowie "dzien dobry lub czesc. Czytalam w savoir vivrze ze ten kto sie wita pierwszy mijajac na schodach czy ulicy nigdy sie nie mylitongue_out
          • Piszę o dzieciach w wieku 6-10 lat - takich mam sąsiadów. Co do młodszych dzieci, to też uważam, za dziwne, ze matki ani razu nawet nie zachęcają dzieci do witania się z sąsiadami. Rozumiem dzieci chorobliwie nieśmiałe - ale takie można rozpoznać na pierwszy rzut oka. No i tak - korona mi z głowy spadnie jeśli miałabym się kłaniać pierwsza dzieciakom. Sorry ale NIE.
            Kiedys babcia mojej koleżanki obsztorcowała ją, ze kłania się pierwsza sąsiadowi w jej wieku. Bo nie jesteś już dzieckiem wnusiu i szacunek Ci się należy smile - takie są zasady savoir vivre. Zgadzam się z tym i wkurza mnie, ze te zasady zanikają. Wkurza mnie, ze dzieciaki się traktuje właśnie jak święte krowy - ktoś musi je uczyć grzeczności. Nie godzę się na cwaniactwo i gburowatość - a jak widzę to w wykonaniu dzieci to odrazu gadać mi się nawet z nimi nie chce.
            --
            Mały demon 14.01.2009
            • tak ,codziennie w pracy przez 8h.

              --
              http://www.suwaczek.pl/cache/90f1faebf4.png

              http://www.suwaczek.pl/cache/ed018ea0e3.png
            • > Kiedys babcia mojej koleżanki obsztorcowała ją, ze kłania się pierwsza sąsiadow
              > i w jej wieku.

              W wieku babci?
              To babcia sie pomylila bo zasada jest taka, ze nawet kobieta pierwsza sie klania jesli mezczyzna jest duzo starszy.
              Natomiast ogolna zasada mowi, ze zadnego nietaktu nie popelnia ten kto pierwszy powie "dzien dobry" nawet jesli to jemu nalezaloby sie uklonic jako pierwszemu.
              A jesli komus korona spada i czuje sie upokorzony, ze sie przywita z dzieckiem czy ze starszym panem to ta korona nic nie warta.
    • Oczywiście,że zwracam uwagę.W bardzo grzeczny sposób,nie naskakując na dziecko.Cieszy mnie tez jak sąsiadki zwracają mojej córce uwagę(na naszej ulicy sa 3 dziewczynki w wieku mojej córki i cały czas się odwiedzają,a latem jedzą albo u mnie,albo u sąsiadek.Dzieci często ze soba przebywając uczą się od siebie.Niestety nie zawsze w dobrą stronę(nie chcę,żeby dziecko mi powiedziało dlaczego ja mam mówić Dziękuję,Prosze,Dowidzenia skoro przykładowa Ania nie musi???Nie zawsze dziecku wystarczy wyjaśnić dlaczego używa się takich zwrotów,czy co to jest kultura.Dzieci biorą z siebie przykład.
      Tak jak ktoś wcześniej napisał traktuję gościa córki jak swoje dziecko,jeśli jest pod moją opieką.Tak samo dziewczynki są nauczone,że po zabawie razem sprzątają.Córka też wie,że jak pójdzie do sąsiadki to po zabawie pomaga jej sprzątać(dzięki temu bawią sie tak,żeby jak najmniej porozrzucaćsmile)albo nauczyły się od razu po danej zabawie odkładac zabawkę na miejsce.
      Wychodzę z założenia,że CZego Jaś się nie nauczy tego Jan nie będzie umiał(wszystkie dziewczynki akurat są z dobrych domów,dobrze wychowane,ale jak każde dziecko zapominają o pewnych zwrotach i nie widze nic złego,żeby im przypominać-nie musztrować.
      --
      Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia,
      nie obleka tego faktu w słowa.
    • Moja córka ma kolegę, który nie mówi "dzień dobry", "cześć", "dziękuję" i czasem zdarza mu się zakląć, ale nigdy nie w obecności mojej czy córki, bo dwa razy na niego nakrzyczałam jak się brzydko odzywał. Co do reszty wad, to się nie wtrącam, uważam, że z wiekiem chyba się tego nauczy, zresztą czemu miałoby mi to przeszkadzać. Bawi się grzecznie z moją córką, nie przeklina, więc mi on nie przeszkadza zupełnie.

      --
      Klara (styczeń 2006)
      oraz
      Staś (styczeń 2009)
    • Ja mam czasem wielką ochotę wink
    • cisza_i_ja napisała:

      > Tak mnie natchnęło, mój syn ma kolegę, który nie zna słów dzień dobry dziękuję
      > czy nawet cześć kiedy widzi kogoś znajomego. Ma 9 lat, ewidentnie jest niedopil
      > nowany i niewychowany. Często u nas przebywa, domyślam się że ze względu na war
      > unki panujące u niego w domu. I czy ja mam prawo wymagać od niego takich podsta
      > wowych zwrotów.? Kiedy dostaje obiad (chociaż zamierzam już skończyć z dokarmi
      > aniem) to wypada zwrócić uwagę że trzeba podziękować? A kiedy wychodzi do domu
      > to powinno się powiedzieć do widzenia? Kolega ubiera się i wychodzi bez słowa.
      > Wkurza mnie to bo chłopak jest zwykłym małym gburem, ale kiedy chcę mu coś powi
      > edzieć to mąż uważa że od wychowywania są rodzice. Ma rację?
      Masz racje TY nie maz ,ja bym zwracalabym uwage, jesli dziecko nie ma co liczyc na opieke i nie przebywa w waszym domu razem ze swoim rodzicem to ty jestes dorosla,to twoj dom i to ty stawiasz granice. Takie masz zasady pamujace w domu i mozesz wymagac ich od twoich gosci.

      Mnie tez to deneruje bo syn,ma takiego kolege z poprzedniej szkoly,jak mnie widzi na ulicy to ani dzien dobry ani nic,z daleka krzyczy jest darek ,nie wiadomo do kogo i o co mu chodzi .Ignoruje go poprostu i tyle. Ale jak byl u nas to zwracalam mu uwage.Wchodzil do kuchni i mowi chce pic,jesc, ogladac bajki. Wiec mowilam ze mowi sie prosze i dziekuje. Najczesciej rezywgnowal bo przez gardlo nie chcialo mu przejsc grzecznosciowe slowo.
    • Wychowywac to sobie kazdy wlasne dziecko wychowuje, ale pilnuje, zeby w kazdym domu byly przestrzegane reguly panujace w rodzinie. To, ze moj mlody na cos sobie moze pozwolic w domu nie znaczy, ze moze to samo u kogos innego i na odwrot. Jak koledzy mlodego przychodza sie bawic, nawet sporadycznie i zachowuja sie inaczej, niz mamy przyjete w domu, nie mam zadnych oporow, zeby zwrocic dziecku, ba, nawet doroslemu uwage. Dziecku tym bardziej, jesli jest pod moja opieka, a nie przychodzi w gosci z rodzicami. W tym drugim przypadku najpierw czekama na reakcje rodzicow, jesli nie widza niewlasciwego zachowania dziecka (ktore np usiluje wlamac sie do biblioteczki, wspiac na parapet czy wyjesc cukier ze stojacej na stole cukierniczki), to zwracam uwage bezposrednio dziecku, mowiac ze w naszym domu tak sie nie robi. Nikt nie ma z tym problemow . Moj dom = moje zasady. znam w rodzinie rpzypadki takich dodatkowych nieletnich mieszkancow, u ciotki jak na sygnal stawialy sie dzieciaki z calego podworka wprost upominajac sie o obiad. Zdarzalo sie, ze poza swoja czworka karmila i ponad 10 obcych. U niej tez sie miarka przebrala, pytala najpierw dzieci, jak to nie dzialalo, to niektorych rodzicow , czy obiadu w domu nie moga zjesc w swoim domu. Sporadycznie to nie problem, ale tez uwazam za wykorzystywanie pozwalanie wlasnemu dziecku na notorycznie jedzenie obiadow u kogos innego. moja mama tak pare naszych "kolezanek" odstraszyla, mowiac wprost, ze moga przychodzic, ale musza sie dostosowac do zasad obowiazujacych rowniez jej dzieci. dzybko okazalo sie, ktore to kolezanki byly "prawdziwe" wink Mysle, ze na twoim miejscu zrobilabym to samo. 9-latek to nie 3-latek, mozna pewnych rzeczy od niego wymagac. Powiedzialabym mu, ze nie mam nic przeciwko temu przychodzil i siedzial ile chce w wyznaczonych maksymalnych granicach, np przychodzi PO obiedzie i wychodzi o 18.00, 19.00 czy o ktorej ci tam pasuje. Chce zjesc obiad, ma ci o tym powiedziec przynajmniej dzien wczesniej, wtedy ustala z toba o ktorej przychodzi na ten obiad, o ile masz na to ochote, masz wowczas mozliwosc liczyc sie z jego obecnoscia i nie musiec rozdzielac wyliczonych waszych porcji. je obiad, podweczorek czy coikolwiek, ma sie przystosowac do przyjetych w domu zasad i nie ma dyskusji. Wychodzi, mowi do widzenia i uprzedza, jesli ma zamiar np wyjsc na chwile i tego samego dnia wrocic. Powiedz mu,z e o nieo tez sie martwisz, jak o swojego syna, chce przychodzic, dostosowuje sie do przyjetych zwyczajow, nie, przymusu nie ma, przychodzic nie musi. jak mu zalezy, to sie nauczy. Nawet gdyby mial byc ciut kulturalny tylko w twoim domu, to na pewno mu to nie zaszkodzi, a kiedys moze pozwoli wyciagnac jakies sensowne wnioski.
      --
      autystyczne-tygryskowo.blogspot.com/
    • w swoim domu powiedziałabym dziecku: u nas obowiązują takie zasady..... i wylistowała, co do jedzenia, to przykro mi czytać co napisałaś, ale zamiast rozpatrywać to uczucie, chciałabym Ciebie poprosić abyś jeszcze raz, z całą mocą jaką daje Ci złoszczenie się na istniejącą sytuację, spróbowała pomóc na każdy możliwy sposób temu chłopcu
      i chciałabym, żebyś mnie dobrze zrozumiała: nie oceniam Cię i daję Ci prawo do posiadania zdania i uczuć jakie posiadasz
      ale ty masz kilka razy tyle co te dziecko i możesz mu pomóc i w tym celu nie musisz zaniedbywać wcale swojej rodziny
      to takie doświadczenie, które także Twoje dziecko może nauczyć empatii i otwartości na ludzi, podejścia i rozwiązywania problemów


      wiem o czym piszę, bo sama mam za sobą trudne życie, więc to nie jest tak że pouczam Cię, tylko piszę to co wiem i głęboko czuję


      skoro tak dużo dzieci jest w Twojej okolicy z dysfunkcyjnych rodzin, a Twój syn wybrał sobie akurat tego chłopca na bliskiego kolegę, to wpływu na to nie masz
      jak odetniesz syna od tego kolegi, to będzie inny-z dużym prawdopodobieństwem też z dysfunkcyjnej rodziny
      to, że dziecko pochodzi z dysfunkcyjnej rodziny niesie za sobą zagrożenie, że będzie powielać wzorce z domu- np pić jeśli oboje lub jedno z rodziców jest alkoholikami, ale jeśli dzieciak ma w sobie potencjał to będzie w stanie schematu nie powtórzyć.
      do takiego zebrania się w sobie jest konieczne wychodzenie poza najbliższe środowisko, przyjmowanie za swoje cudzych wzorców i wartości innych niż domowe

      informacja życzliwa do dziecka 'u nas w domu mówi się dzień dobry jak się przychodzi, do widzenia jak się wychodzi, proszę jak potrzebuje się coś od kogoś albo komuś się coś podaje, myje się ręce po przyjściu do domu, ....' kosztuje 0 złotych
      obiad, jedzenie-owszem, jeśli Cię nie stać to musisz to inaczej rozwiązać
      rozumiem, że możesz tez mieć najzwyczajniej w świecie dość, że codziennie jest u Ciebie osoba spoza najbliższej rodziny - wówczas wprost określ zasady w jakie dni może przychodzić

      A może te obiady dawałaś mu, bo troszkę jest częścią Waszej rodziny? cos takiego, o czym pisała jedna z dziewczyn -że zabiera koleżankę córki na wyjazdy, do zoo
      jeśli bylibyście w stanie zaakceptować go jako 'członka' waszej rodziny, to dle tego chłopca zrobilibyście bardzo dużo, a Wam by tak naprawdę nie ubyło na tyle, żeby to miało być zagrożeniem dla poziomu życia
      przepraszam, że trochę bezładnie, ale mocno poruszył mnie Twój post
    • minął miesiąc od utworzenia tego wątku - zupełnie o nim zapomniałam, a chciałam coś dodać.
      Po zimie zrobiliśmy generalny porządek w zabawkach mojego syna. Okazało się że brakuje kilkunastu gormitów (mamy chłopaków na pewno wiedzą o co chodzismile i kiku bakuganów. Zbiegło się to w czasie z przynoszeniem przez słynnego kolegę takich samych zabawek do nas - akurat zaczął dziwnym trafem zbierać to samo. Powiedziałam temu chłopcu raz że zginęło coś i ma czas do wieczora żeby to przynieść. Zapierał się oczywiście, nie wiedział o co chodzi. Czekałam 3 dni, potem poszłam do jego matki, właściwie nie spodziewałam się zwrotu zabawek, chciałam tylko powiedzieć tej kobiecie kilka słów. Zostałam przez nią (delikatnie mówiąc) zrugana, jakim prawem zwracam jej uwagę, oskarżam jej dziecko, ba, jak mogę kazać jej zainteresować się jej własnymi dziećmi! mimo, że znalazło się u nich kilka zabawek mojego dziecka, które zabrał jej syn z naszego domu (do końca upierał się że nic nie ukradł)
      Ta kobieta wyzwała mnie od najgorszych, po czym zamknęła mi drzwi przed nosem, po czym przez drzwi KAZAŁA mi nie wpuszczać więcej jej dziecka do swojego mieszkania.

      Tym sposobem wyrobiłam sobie twarde zdanie w temacie obcych dzieci - są one jak nazwa wskazuje nie moje i tak samo będę je traktować, dodatkowo z wielką dozą nieufności.
      WIem że ludzie (dzieci) są różni. Ale tutaj panuje powszechna opinia że trzeba pomagać, bo to tylko dziecko, bo może ma trudne warunki w domu, bo cośtam.

      Pewnie mieliśmy pecha, ale chciałam wam pokazać że świat nie jest piękny, a pomaganie może obrócić się przeciwko nam samym. Bo nie sądzę żeby ten chłopiec nauczył się czegokolwiek, najwyżej tyle że nie warto być uczciwym.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Oferty

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.