Bądź świadoma i bezpieczna w ciąży! Moja Ciąża z eDziecko.pl

     

Wady i zalety chodzenia do przedszkola. Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Proszę wpisywać jakie widzicie.


    --
    Mama Roksany, ur. 16/06/2008 .
    • Ja widze same zalety, choc dziecka jeszcze nie poslalam. Pisze z wlasnego doswiadczenia
      - kontakt z rowiesnikami
      - ciekawe zabawy i zajecia organizowane przez przedszkolanki
      - nauka zycia w grupie
      - nauka rywalizacji

      I wiele innych , a zwlaszcza wspomnienia na cale zycie!Oby dobresmile

      --
      http://www.suwaczki.com/tickers/ex2bdf9hwedbk3ci.png
    • Wady pojawiają się wówczas, gdy rodzic zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że panie nie zawsze będą robiły jak on robi, albo jak sobie życzy. Jeśli ktoś potrafi to zrozumieć i zaakceptować to ok, jeśli nie, to zaczynają się wieczne pretensje.

      Zalet jest na szczęście dużo więcej niż ewentualnych wad. Oczywiście mówię tu o wadach naciąganych przez nadgorliwych rodziców, a nie rzeczywistych i ewidentnych, ale to też czasem trudno odróżnić.
      • ja widzę tylko jedną wadę, przez pierwszy rok (z tego co się słyszy) dziecko łapie często, gęsto wszelkiego rodzaju infekcje, niestety realia są takie a nie inne, rodzice przyprowadzają dzieci zakatarzone, z kaszlem, a jedno od drugiego łapie, a tak po za tym same PLUSY!!! (mój syn na całe szczęście się dostał i od września będzie PRZEDSZKOLAKIEM!!! suspicious
        --
        http://www.suwaczki.com/tickers/mhsvi09kw1ugz34d.png
    • Hmm...Przewiduję płodny watek smile

      Mój trzylatek na razie ma przerwe- tzn chodził do klubu malucha/przedszkola (15 dzieci w wieku 1,5-5 lat) 2 x w tygodniu a we wrześniu idzie do przedszkola.

      Zalety: ma kontakt z dziećmi
      -uczy sie współpracowac z grupa
      na pewno masa ciekawych doswiadczeń

      a wady (na podstawie mojego dziecka):
      -co piątek zaczynal chorowac (nie chodzi, nie choruje)
      -nauczył się brzydkich wyrazow -na razie w stylu "Wynocha", ale jak na trzylatka przegiecie wink dla mnie.

      Zalety pewnie przewyższaja wady. Choć ja ze starchem czekam na wrzesień.
      Michał w przedszkolu byl starsznie grzeczny i wyraźnie spięty. Ciężko się adaptowal. W kontaktach z dziecmi znajomych-super. Uwielbia. Mam nadzieję, ze będzie lepiej.
    • Synek ma 4,5 roku, od ponad 1,5 roku przedszkolak, widzi same zalety wink
      Ja zresztą też.
      Socjalizacja, której nie zastąpi plac zabaw czy posiadanie rodzeństwa /to po prostu zupełnie inna para kaloszy/, istnienie w grupie, co oznacza nie tylko trudną sztukę czekania na swoją kolej czy dzielenia się zabawkami, ale też np. sluchania poleceń innej osoby niż mama, pewien rodzaj dyscypliny siłą rzeczy innej niż w domu.
      Szansa na poznanie różnorodności charakterów, postaw, w przedszkolu są przecież różne dzieci - agresywne i nieśmiałe, zamożne i skromniejsze itd. Szansa na dokonanie pierwszych wyborów, dziecko uczy się dobierać sobie towarzyszy zabaw, wartościować pewne zachowania - jedne akceptować, inne odrzucać. Ono zyskało kolegów, a ja... fantastycznego partnera w procesie wychowania, kształtowania mojego własnego dziecka. A jest nim wychowawczyni - ciepła, mądra i wnikliwa obserwatorka dzieci.
      Samodzielność, organizacja czasu - rano trzeba się szybko zebrać, żeby zdążyć na autobus, w pkolu sprawnie przebrać na gimnastykę itd. A sztukę organizowania np. miejsca do prac plastycznych dziecko samo przeniosło z pkola na grunt domowy.
      Mnogość, różnorodność zajęć, których nie byłabym w stanie zapewnić w domu, bo nikt nie zna się na muzyce, tańcu, plastyce, gimnastyce, logopedii, szachach i językach obcych jednocześnie. Nie uważam, że dziecko musi chodzić na wszystko /i nie chodzi/, ale ma wybór i korzysta z tego. A prócz tego wycieczki, akademie filmowe, teatr, kuchcikowo itd. itp. - to szalenie ubarwia świat dziecka.
      Długo mogłabym wymieniać, widzę, jak dzieci przedszkolne otwierają się na świat, jak fantastycznie wyrównują to, co w każdym przypadku wyrównania wymagało. Oczywiście pod warunkiem mądrej współpracy przedszkola i rodzicow.
      Nawet tego chorowania nie uznaję za wadę - w pierwszym roku parę infekcji było, teraz już nie ma, a kiedyś przeciez trzeba wreszcie to dziecię immunizować.
      Żadnych brzydkich słów nie stwierdziłam.

      Wada? Kasa, tak z pewnoscią. Do niektórych pozycji jadłospisu mogłabym się przyczepić wink
      Aaaa, i system nagradzania. Nie cierpię dawania lizaków w nagrodę. Znacznie bardziej podoba mi się np. naklejka na koszulce.
      --
      Pozdrowionka,
      Tusia
      • jak znajdziesz dobre przedszkole to same zalety smile wad nie widzę , mój syn w przedszkolu prawie nie chorował - noo sporadycznie i nic poważnego na szczęście. Aktualnie jest w szkolnej zerówce i naprawdę widać, które dzieci chodziły do przedszkola a które nie - zresztą ich Pani tez to potwierdza , ze różnica jest baardzo na plus dla byłych przedszkolaków.
    • Każą wadę i zaletę musisz pod kątem danego dziecka rozpatrywać. Są dzieci które do przedszkola się nie nadają, nie odnajdą się w nim, będzie im tam źle, są takie które jak najbardziej uwielbiają tam chodzić. Są dzieci które dużo wyniosą, są takie którym nic ono nie da. No i przede wszystkim są różne przedszkola. Ja osobiście widzę same zalety jeżeli chodzi o moje dziecko i pobyt w przedszkolu, także w kwestii opłaty-moim zdaniem jest bardzo niska za taką opiekę ale widzę tez wady przedszkola (jako placówki tej konkretnej i opiekunek) . Wadą są choroby.
      --
      Sygnaturka się zgubiła....
    • Moja chodzi do zlobka i poki co nie widze zadnej wady. Nawet fnansowej nie widze. Wrecz odwrotnie uwazam ze to zaleta. Dziecko mi nie choruje wiec czeko mozna chciec wiecej?? Tego zawsze wszyscy sie obawiaja

      --
      http://www.suwaczki.com/tickers/km5s8u69jz8calzn.png
    • Zalet dużo, wiadomo jakie.

      Wady:
      - brak spacerów (w 90% polskich przedszkoli w zimie)
      - słodycze na deser i podwieczorek (np. batoniki czekoladowe)
      - brzydkie wyrazy, niepedagogiczne postępowanie niedouczonych przedszkolanek ("kto wstanie od stołu, ten nie dostanie batonika!")
      - zetknięcie z dziećmi z patologicznych rodzin - wyzwiska, bicie, wyśmiewanie
      - zetknięcie z konsumpcjonizmem i telewizją i grami komputerowymi, o których rozmawiają dzieci, więc twoje też musi to mieć (ja nie mam w domu telewizora)
      • może to są jakieś tam wady, ale tak czy inaczej nie unikniesz tego trzymając dziecko w domu smile
        - brak spacerów, OK zgadzam się
        - słodycze, no deser to chyba ma mieć to do siebie, że ma być dobry, po to się myje ząbki, żeby uniknąć powikłań właśnie po tym deserze, zjadł w przedszkolu batonika, to w domu już nie dostanie suspicious
        - brzydkie wyrazy, sorry, ale wychodząc na spacer do parku, sklepu czy gdzie kol wiek indziej też się dobrze może osłuchać,
        - z tym niepedagogicznym postępowaniem to się tez nie zgodzę, przepraszam, ale w jakiś sposób muszą sobie radzić z grupą niesfornych trzylatków, a za batonik dzieci zorbą wszystko suspicious, to lepiej, żeby krzyczały na dzieci, albo dawały jakieś kary (jeśli wstaniesz od stolika to będziesz stał w koncie)
        - co do bicia, to nie musi być z patologicznej rodziny, mój syn pokazał koledze kto tu rządzi (i nie jestem rodziną patologiczną!!!)
        - kurczaki, no ja sobie jakoś nie wyobrażam życia bez TV, moje dziecko ogląda TV (tzn jego bajki Tomek i przyjaciele czy Teletubisie) tak około 30 minut dziennie i żyje smile
        --
        http://www.suwaczki.com/tickers/mhsvi09kw1ugz34d.png
        • > - co do bicia, to nie musi być z patologicznej rodziny, mój syn pokazał koledze
          > kto tu rządzi (i nie jestem rodziną patologiczną!!!)
          No, jeśli uczysz dziecko, że rządzi ten, kto mocniej przypier..., to rzeczywiście- jesteście zupełnie normalną rodziną, żadna patologia.
          --
          "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
          Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
          Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
    • Zalety:
      -nauka życia w grupie
      -kontakt z rówieśnikami
      -nawiązywanie przyjaźni
      -nauka samodzielności i radzenia sobie w różnych sytuacjach, również stresowych BEZ pomocy rodziców, co daje lepszy start w szkolnej rzeczywistosci
      -nauka zabawy z dziecmi (wspolpraca, dzielenie sie, pomaganie)
      -roznorodnosc zajec na przyklad plastycznych, muzycznycch
    • Dla mnie podstawową wadą standardowego przedszkola jest zbyt długa rozłąka z rodzicami, a przez to obluzowanie relacji. Zwykle dzieci w przedszkolu przebywają ok 8-10 godzin. A niestety 2-5 lat jest okres kiedy dziecko najwięcej potrzebuje kontaktu z rodzicami, rówieśnicy są na dalszym miejscu. (Nie mówię, kiedy sytuacja finansowa zmusza, mówię, kiedy rodzice wybierają przedszkole jako lepsze środowisko do rozwoju dziecka niż rodzina).

      Jestem ciekawa dlaczego prawie wszystkie matki będące za żłobkami, czy przedszkolami kontakt dziecka z rówieśnikami przedkłada nad kontakt z rodziną?
      O co chodzi?
      O co chodzi z tą socjalizacją? Czy wy nie potraficie swoich dzieci socjalizować, przygotować do życia w społeczeństwie?
      Dlaczego chcecie to zwalić na nie posiadających umiejętności społecznych, niestabilnych emocjonalnie, ograniczonych umysłowo itd rówieśników?

      --
      Rodzicielstwo profesjonalne
      • estem ciekawa dlaczego prawie wszystkie matki będące za żłobkami, czy przedszk
        > olami kontakt dziecka z rówieśnikami przedkłada nad kontakt z rodziną?

        a z czego to wywnioskowałaś? bo mi się wydaje, że tutaj akurat jest większość matek która uważa wręcz przeciwnie.

        Zgadzam się natomiast iż, dziecko siedzące w przedszkolu cały dzień i widujące rodzica godzinę-dwie dziennie to jakieś nieporozumienie.
        --
        Sygnaturka się zgubiła....
        • Halapta: estem ciekawa dlaczego prawie wszystkie matki będące za żłobkami, czy przedszk> > olami kontakt dziecka z rówieśnikami przedkłada nad kontakt z rodziną?
          > slonko1335 napisałaa z czego to wywnioskowałaś? bo mi się wydaje, że tutaj akurat jest większość m
          > atek która uważa wręcz przeciwnie.



          Aż 4 osoby (z 14) podały socjalizację jako najważniejszą zaletę (umieściły na 1szym miejscu), natomiast wszystkie twierdzą, że jest więcej zalet niż wad, niektóre wręcz, że same zalety. Stąd wywnioskowałam.

          --
          Rodzicielstwo profesjonalne
          • atomiast wszystkie twierdzą, że jest więcej zalet niż wad, niek
            > tóre wręcz, że same zalety. Stąd wywnioskowałam.

            a to błędnie chyba, bo to, że dziecko chodzi do przedszkola czy na zajęcia jakieś lub na plac zabaw i w tym czasie nie piecze bułeczek z mamunia i tatuniem czy nie czyta z nimi książek lub nie gra 12 godzin w monopoly nie oznacza, że ma obluzowany kontakt z rodziną.
            --
            Sygnaturka się zgubiła....
          • Bo to prawda, przedszkole zapewnia taka socjalizacje jakiej ani rodzic ani zajecia dodatkowe nie dadza.
      • halapta napisała:

        > Dla mnie podstawową wadą standardowego przedszkola jest zbyt długa rozłąka z ro
        > dzicami, a przez to obluzowanie relacji. Zwykle dzieci w przedszkolu przebywają
        > ok 8-10 godzin. A niestety 2-5 lat jest okres kiedy dziecko najwięcej potrzebu
        > je kontaktu z rodzicami, rówieśnicy są na dalszym miejscu. (Nie mówię, kiedy sy
        > tuacja finansowa zmusza, mówię, kiedy rodzice wybierają przedszkole jako lepsze
        > środowisko do rozwoju dziecka niż rodzina).
        >
        > Jestem ciekawa dlaczego prawie wszystkie matki będące za żłobkami, czy przedszk
        > olami kontakt dziecka z rówieśnikami przedkłada nad kontakt z rodziną?
        > O co chodzi?
        > O co chodzi z tą socjalizacją? Czy wy nie potraficie swoich dzieci socjalizować
        > , przygotować do życia w społeczeństwie?
        > Dlaczego chcecie to zwalić na nie posiadających umiejętności społecznych, niest
        > abilnych emocjonalnie, ograniczonych umysłowo itd rówieśników?


        Ha ha, ostro jedziesz Halapta! Ja zawsze twierdzę na tym forum, że dziecko nie potrzebuje żłobka, tylko do 3 lat ma z matką siedzieć, jeśli jest taka możliwość, a już to wzbudza wielki sprzeciw (Camel, gdzie jesteś?)
        No ale mimo tego, że jestem maniaczką siedzenia z dzieckiem w domu, to uważam, że przedszkole jest konieczne do rozwoju. A kontakty z rodziną i kontakty z rówieśnikami to dwie różne sprawy. Dziecko potrzebuje odnaleźć się w grupie rówieśniczej - to jest bardzo potrzebne i nie da tego rodzina.
        Ale zgadzam się z Tobą, Halapta, że 8-10 h to za dużo. Optymalnie jest moim zdaniem 4 godziny dla 3-latka i 6 godzin dla 4-latka smile
        No ale do pracy trza iść...
      • > Jestem ciekawa dlaczego prawie wszystkie matki będące za żłobkami, czy przedszk
        > olami kontakt dziecka z rówieśnikami przedkłada nad kontakt z rodziną?
        > O co chodzi?
        > O co chodzi z tą socjalizacją? Czy wy nie potraficie swoich dzieci socjalizować
        > , przygotować do życia w społeczeństwie?
        > Dlaczego chcecie to zwalić na nie posiadających umiejętności społecznych, niest
        > abilnych emocjonalnie, ograniczonych umysłowo itd rówieśników?
        >
        no ale to zalezy jak rozumiemy definicje socjalizacji, bo jak mozna socjalizowac dziecko w domu? chyba tylko teoretycznie, bo socjalizacja to nauka zycia w spoleczenstwie, czyz nie?

        po drugie nie nalezy traktowac wszystkich dzieci jedna miara. jedno potrzebuje innych dzieci w wieku 3 lat, inne dopiero pozniej.
        Ja pisalam o swoim dziecku, ze dla niego przedskzole jest swietnym miejscem wlasnie ze wzgledu na mozliwosc kontaktu z innymi dziecmi, bo po pierwsze jest jedynakiem a po drugie w rodzinie i wsrod znajomych dzieci nie mamy.
        Co to za zycie dla 3-4 latka wsrod doroslych? czy mozna go pozbawiac kontaktu z innymi dziecmi? Uwazam, ze nie. Tym bardziej, ze widze po moim synu jak wazne sa dla niego kontakty z kolegami. Juz widac, ze to pierwsze przyjaznie (ma dwoch najbardziej ulubionych smile
        Czy mama jest lepszym towarzyszem zabaw, gry w pilke, bieganie, skakanie itp. niz rowiesnicy? nie sadze.
        Ale kazdy musi patrzec na swoje dziecko, jak ono reaguje na rozstanie. Czego tak naprawde potrzebuje i do czego dojrzalo.
        Nie mozemy jednak zapominac o jednej najwazniejszej sprawie: Nie wychowujemy dzieci dla siebie tylko dla swiata.
        • elan-o100 napisała: > no ale to zalezy jak rozumiemy definicje socjalizacji, bo jak mozna socjalizow> ac dziecko w domu? chyba tylko teoretycznie, bo socjalizacja to nauka zycia w s
          > poleczenstwie, czyz nie?


          Żebyśmy wiedziały, ze mówimy o tym samym, weźmy pierwszą lepszą definicję z wikipedii: Socjalizacja to proces (oraz rezultat tego procesu) nabywania przez jednostkę systemu wartości, norm oraz wzorów zachowań, obowiązujących w danej zbiorowości. Socjalizacja trwa przez całe życie człowieka, lecz w największym nasileniu występuje, gdy dziecko rozpoczyna życie w społeczeństwie. Największą rolę na tym etapie odgrywają jego rodzice, później także wychowawcy i rówieśnicy oraz instytucje (takie jak szkoła czy kościół). i tak dalej...

          Nie zgodzę się z tobą, że w domu to tylko teoria. Wg tej tezy wychodzi na to, że w rodzinie między członkami nie zachodzą żadne interakcje, w których dziecko może uczestniczyć, obserwować, itd. A o tym jak ludzie żyją dowiaduje się tylko z książek, czy opowieści snutych przez mamę i tatę.
          Jest dokładnie na odwrót. W domu obserwuje relacje mięczy swoimi bliskimi, czyli ludźmi sobie życzliwymi, więc ma dobry wzorzec. Kiedy wychodzi z mamą i tatą (dalej będę pisać mama, bo krócej, ale w domyśle też jest tata) z domu uczy się jak załatwiać codzienne sprawunki, obserwuje jak mama wita się z sąsiadami, z obsługą w sklepie, w urzędach etc. jak się zachowuje i bierze z mamy przykład. Odwiedzają znajomych, rodzinę i dziecko obserwuje, że są osoby z którymi znamy się lepiej i w stosunku do nich jesteśmy serdeczniejsi, natomiast osoby nieznane traktujemy po prostu miło. Czasem obserwuje niemiłe sytuacje (w domu też zdarzają się kłótnie) i może zobaczyć jak rodzic się w nich zachowuje.
          Dziecko pomaga w domu (na tyle ile może), wydaje się, że to zwykła zabawa w dom, a to właśnie nic innego jak nauka współdziałania, pomagania sobie, itd.
          Jak widzisz sama bardzo dużo tej praktyki.


          Co to za zycie dla 3-4 latka wsrod doroslych? czy mozna go pozbawiac kontaktu z
          > innymi dziecmi? Uwazam, ze nie

          Uważam, ze właśnie ten kontakt z rówieśnikami jest przeceniany. Proszę nie wmawiać mi, ze twierdzę, że trzeba małe dzieci izolować od innych rówieśników. Ja uważam, ze kontakt z rówieśnikami nie jest na tyle ważny, bym posyłała małe dziecko na cały dzień do przedszkola. Wg mnie właśnie te spotkania na placu zabaw mogą wystarczyć. Byłabym skłonna posłać na 2 x w tyg po 1-2 godz, ale w mojej okolicy takiej możliwości nie ma, bo albo na pełen etat, albo wcale - smutne.


          Czy mama jest lepszym towarzyszem zabaw, gry w pilke, bieganie, skakanie itp. n
          > iz rowiesnicy? nie sadze.

          To szkoda, że tak o sobie myślisz.
          Natomiast, jeżeli rodzice nie potrafią bawić się ze swoimi dziećmi, wolą oglądać seriale to rzeczywiście dla takiego dziecka lepsze będzie przedszkole i nauka od przypadkowo zebranych w przedszkolu rówieśników.

          Tym bardziej, ze widze po moim synu jak wazne
          > sa dla niego kontakty z kolegami. Juz widac, ze to pierwsze przyjaznie (ma dwoc
          > h najbardziej ulubionych smile


          Pytanie, czy ty pamiętasz swojego najlepszego przyjaciela z przedszkola? Powiem szczerze, że ja na swoich zdjęciach przedszkolnych nie rozpoznaję ani jednej twarzy. Poza tym właśnie w tym wieku nie trzeba mieć fury rówieśników do zabawy, wystarczy jeden, dwóch towarzyszy (twój syn jest tu świetnym przykładem).
          Słyszałaś o teście z przyjęciami urodzinowymi? Dzieci lepiej znosiły je, gdy na przyjęciu było 3-5 rówieśników. Kilkunastoosobowe imprezy były zbyt przejmujące dla tak małych szkrabów, nie umiały sobie potem poradzić z natłokiem emocji.

          Nie ilość rówieśników zaważy na jakości społecznych umiejętności dziecka, a emocjonalna stabilność, poczucie własnej wartości i altruizm.
          Małe dziecko aby nabyć te umiejętności potrzebuje poczucia uwagi skupianej na nim przez rodziców i innych osób, odnoszących się do niego życzliwie oraz dobrych wzorców.


          Nie mozemy jednak zapominac o jednej najwazniejszej sprawie: Nie wychowujemy dz
          > ieci dla siebie tylko dla swiata.


          Wg nie pusty frazes. Możesz napisać co to znaczy, nie dla siebie tylko dla świata?


          --
          Rodzicielstwo profesjonalne
          • tak jak napisalas w definicji: socjalizacja odbywa sie w najwiekszym stopniu, gdy dziecko przebywa w spoleczentwie. W rodzinie czy tego chcemy czy nie jest ono jednak trkatowane wyjatkowo, szczegolnie gdy jest jedynakiem.
            ja nie umnijeszam roli rodzicow i rodziny, wiadomo, ze rodzice sa dla dziecka najwazniejsi. tu nie dyskutuje i gdybym nie pracowala, to byc moze moj syn bylby w przedszkolu przez 4 godziny a nie 7, ale jest jak jest. Nie widze, zeby dziala mu sie jakas krzywda z tego powodu.
            Wracamy o godzinie 15.30 i mamy dla siebie cale popoludnie, czyl okolo 4-5 godzin. Sa to wspolnie spedzone godziny, wspolna zabawa, wyjscia itp. Bo bawie sie z moim synem i to naprawde duzo, ale jednak widze jak pochlania go zabawa z innymi chlopcami, czy chocby z tata. Moj syn mowi: Mama ty jestes dziewczyna, ty do mnie nie pasujesz big_grin

            Sa oczywiscie rozne dzieci i nie wszystkie w wieku 3-4 lat sa gotowe na przedszkole.
            Ja nie chodzilam do przedskzola niestety, dlatego przyjaciol z tego okresu nie mam, ale cale zycie zalowalam tego, bo w szkole trudno nawiazywalam kontakty, bylam dzieckiem zamknietym w sobie.

            Podkreslam jeszcze raz: moj poglad na ten temat dotyczy mojego syna. W jego przypadku nie poslanie go do przedszkola byloby krzywdą.
            Nie wiem, byc moze jego pewnosc siebie i otwartosc na inne dzieci, umiejetnosc zabwy, dzielenia sie itd. wiaze sie z tym, ze to stary zlobkowicz smile
          • socjalizacja pierwotna: od urodzenia do ok 3 roku zycia (plus minus zależy od dziecka) i to jest ( w duzym uproszczeniu) obserwacja rodziców: jak się do siebie odnoszą, jakiego słownictwa sie używa, jak się okazuje emocje itp poprzez to dziecko wyrabia sobie jakis tam obraz świata i poznaje relacje społeczne.
            socjalizacja wtórna: własnie przedszkole, szkoła, grupy rówiesnicze które weryfikują PIERWOTNY obraz relacji społecznych.
            to tak bardzo "łopatologicznie". w każdym razie "prawdziwego" zycia nie nauczysz w domu czy na placu zabaw chocbys pękła.
            również jestem zdecydowaną zwolenniczką siedzenia w domu z dzieckiem do lat ok 3 i potem KONIECZNIE przedszkole. ta terie potwierdza się w obserwacji córki: jeszcze 2 miesiące temu nie była absolutnie gotowa do "puszczenia mamy spódnicy" a teraz już chce do przedszkola, wygania mnie z pokoju jak sie bawi, zostanie z każdym bez problemu i słowa protestusmile i tak jej się zrobiło z dnia na dzieńsmile
            pozdrawiam
            --
            "spraw aby każdy dzień miał szanse stac się najpiękniejszym dniem twojego zycia"
          • W domu obserwuje relacje mięczy swoimi bliskimi, czyl
            > i ludźmi sobie życzliwymi, więc ma dobry wzorzec. Kiedy wychodzi z mamą i tatą
            > (dalej będę pisać mama, bo krócej, ale w domyśle też jest tata) z domu uczy się
            > jak załatwiać codzienne sprawunki, obserwuje jak mama wita się z sąsiadami, z
            > obsługą w sklepie, w urzędach etc. jak się zachowuje i bierze z mamy przykład.
            > Odwiedzają znajomych, rodzinę i dziecko obserwuje, że są osoby z którymi znamy
            > się lepiej i w stosunku do nich jesteśmy serdeczniejsi, natomiast osoby nieznan
            > e traktujemy po prostu miło. Czasem obserwuje niemiłe sytuacje (w domu też zdar
            > zają się kłótnie) i może zobaczyć jak rodzic się w nich zachowuje.

            No wlasnie, "dziecko obserwuje" to wszystko o czym piszesz. Obserwuje do 3 lat a potem przychodzi moment, zeby samo zaczelo w praktyce stosowac to co zaobserwowalo. I przedszkole jest znakomitym miejscem zeby zaczac praktykowac samodzielnie pod okiem nauczycieli i przy wspolpracy rodzicow. W przedszkolu dziecko samo poznaje nowych ludzi, zawiera pierwsze samodzielne znajomosci i zaciesnia pierwsze samodzielne kontakty. Musi samo reagowac na rozne sytuacje w tym konfliktowe.
      • Ja mysle ze rozlaka w wieku 3 lat bardzo czesto jest przymusowa, bo wiekszosc rodzicow poprostu pracuje. A czas spedzony z rowiesnikami a z rodzicami to zupelnie inna kwestia. Obie bardzo potrzebne.
        --
        http://www.suwaczki.com/tickers/ex2bdf9hwedbk3ci.png
      • Zupełnie nie mogę się zgodzić z tym co piszesz, halapta.

        Po pierwsze - trzeba odróżnić złobek od przedszkola. Jestem wielka zwolenniczką przedszkoli i równie wielką przeciwniczką żłobków. Dlaczego? Ano dlatego, że oddawanie w obce ręce niemowlęcia czy kilkunastomiesięcznego szkraba to gwałt na jego naturze, na potrzebach, wśród których na tym etapie dominuje jednak kontakt z matką. Jasne, że dziecko przywyknie, możliwości adaptacyjne ma wielkie, ale to nie oznacza, że takie miejsce, taki sposób spedzania dnia jest dlań korzystny czy naturalny. Do 3 lat dziecko powinno być w srodowisku domowym - i socjalizować się w rodzinie, z czasem na placu zabaw czy w klubie malucha - od czasu do czasu. Niemowlę poznaje świat z bezpiecznych ramion matki, dwulatek idzie zbierać pierwsze doświadczenia piaskownicowo-społeczne ze świadomością, że te bezpieczne ramiona są w zasięgu wzroku i można zawinąć do przystani, ilekroć świat dopiecze.

        Ale dziecko 3-4 letnie rozłąki też musi się nauczyć. I co ważne - rodzic musi się jej nauczyć! Nie wychowujemy dzieci dla siebie, patrzymy jak rosną po to, by pewnego dnia pozwolić im rozwinąć skrzydła. Dojrzewamy do tej chwili znacznie wolniej, niż one...
        A przedszkole jest miejscem, gdzie dokonuje się to po raz pierwszy w taki sposób, gdzie nagle dziecko bez nas - ale wśród innych ludzi - bawi się, cieszy, smuci, je posiłki, odpoczywa, obserwuje świat na spacerach itd. Obserwuje reakcje innych ludzi na wszystko wokoło, inne niz te, do których przywykł w domu. A potem z satysfakcją opowiada o doświadczeniach z przedszkolnego świata - JEGO świata. To fantastyczne przecież!

        Jak odprowadzałam Jasia pierwszy raz do przedszkola to serce mi waliło i chodziłam cały dzień jak błędna, nie mogłam znaleźć sobie miejsca, tylko czekałam na moment, gdy go odbiorę. Jak usłyszałam, że "miał piękne wejście", puchłam z dumy. Patrząc jak miesiąc za miesiącem wrasta w przedszkole, jak radośnie biegnie tam co ranka, jak mi mówi, że tęskni za przedszkolem (!) gdy dłużej tam nie chodzi - to mam się z czego cieszyć.
        Gdy jest w przedszkolu, tęskni za mną - to jasne, nie kryje tego. Ale to zdrowa tęsknota - nie utrzudnia mu radości z tego, co dzieje się w przedszkolu, jest pogodny, zaangażowany. Tęsknota nie przejawia się smutkiem czy biernością, za to np. gdy mogą zrobić jakąś dowolną pracę plastyczną, Jaś niemal zawsze podpisuje ją "dla mamy". Gdy dostanie w przedszkolu łakocia, bo ktos miał urodziny i częstował, dzieli go na pół, "bo drugie pół schowa dla mamy". To jego własne inicjatywy, uczy się myśleć o kimś kochanym, nawet gdy nie ma go w zasięgu wzroku. Czy to nie ważny element rodzinnej socjalizacji? Trzeba dziecku dać szanse doświadczenia i tego uczucia, takiej, powiedziałabym "konstruktywnej" tęsknoty. Ja też przecież tęsknię za nim, siedząc w pracy, frunę po niego jak na skrzydłach, bo każda wspólna chwila to skarb.

        A potem opowiadamy sobie, co robiliśmy przez te godziny rozłąki - nie tylko on mnie, ja jemu też, bo dopytuje o to! Ciekawi go moja praca, znów się uczy - opowiadania o przeżyciach, ale też słuchania o nich. Czy to nie ważny rodzaj socjalizacji w rodzinie?
        Dużo by jeszcze można napisać, ale ten post i tak jest juz niestrawnie długi wink
        --
        Pozdrowionka,
        Tusia
      • Mytsle, ze nieczesto trafiaja sie rodzice, ktorzy nie bedac zmuszeni sytuacja finansowa trzymaja dzieci w przedszkolu po 8-10 godzin.
      • O co chodzi z tą socjalizacją? Czy wy nie potraficie swoich dzieci socjalizować
        > , przygotować do życia w społeczeństwie?

        potrafimy z naszego punktu widzenia - dziecko jednak w zyciu nie będzie spotykało się tylko ze swoimi przewidywalnymi rodzicami, tylko z cała gamą ludzkich zachowań, których musi się po prostu nauczyć.
        > Dlaczego chcecie to zwalić na nie posiadających umiejętności społecznych, niest
        > abilnych emocjonalnie, ograniczonych umysłowo itd rówieśników?
        dlatego, ze moje dziecko jest do nich bardziej podobne niz do mnie? jestem dorosłym człowiekiem, ktory już swoje przeżył i wie. dziecko moje zna mnie i moje zachowania, dzieci dają dużo większe spektrum sytuacji, emocji, z którymi się może zetknąć.
        --
        nie lubię pustych głów, pustych słów i pustych butelek
      • moje dziecko chodzi do przedszkola na 7 godzin, wychodzimy zwykle jako ostatnie, bo do ostatniej minuty sie bawi.
        7 godzin to jest w sam raz, absolutnie nie za dlugo. Popoludnia spedzamy razem.
        Ja widze same zalety przedszkola juz wymienione przez innych. Rodzice nie sa w stanie zapewnic dziecku tylu bodzcow do rozwoju co grupa rowiesnicza i kreatywne panie w przedszkolu. Moje dziecko jest z tych bardzo ciekawych swiata i przedszkole uwielbia smile

        Z reszta nie bylo absolutnie zadnych problemow z adaptacja. Pani przyzwyczajajaca moja corke do przedszkola podbila nasze serca. Jest po prostu swietna. Rodzice tez sie moga duzo od niej nauczyc jak postepowac z dziecmi.

      • > O co chodzi z tą socjalizacją? Czy wy nie potraficie swoich dzieci socjalizować
        > , przygotować do życia w społeczeństwie?
        "Mamę masz, tatę, misia- a wywlekasz uczucia na miasto!" Kabaret Potem o nauce socjalizowania z mamusią i tatusiem.

        > Jestem ciekawa dlaczego prawie wszystkie matki będące za żłobkami, czy przedszk
        > olami kontakt dziecka z rówieśnikami przedkłada nad kontakt z rodziną?
        > O co chodzi?
        O to, że choćbym się nadęła i pękła- nijak nie pobawię się z córką w starego niedźwiedzia czy rolnika w dolinie... W "chodzi lisek" tym bardziej...
        --
        "Bywasz piekącym jadem trollów na internetowym forum
        Wiwat Polonia Frustrata, wiwat to psychopata
        Jam nieudacznik, grafoman i śmieć" Strachy na lachy
    • Jeżeli przedszkole jest dobre to same zalety, jak kiepskie to same wady big_grin

      Moja starsz córka (obecnie uczennica) chodziła do dwóch przedszkoli. Pierwsze było fatalne i mogłabym na jego podstawie napisać wiele wad przedszkoli. Drugie rewelacja. Córka była zachwycona i my też.
      Moja córka raczej nie chorowała w przedszkolu, raz na rok jakieś przeziębienie każdemu się zdarzy.

      A.
    • Ja oprocz chorowania widze same zalety, nawet do kuchni nie moge sie przyczepic.
      Zas problemy np. z socjalizacja, z akceptacja swego rodzaju rutyny, na ktore natrafilismy tez okazaly sie z perspektywy czasu zaletami. Te trudnosci a w zasadzie ich pokonywanie we wlasnym tempie sluzy rozwojowi dziecka.
      • nagroda złotej matki dla mamy która przez cały dzień poświęca swój czas jedynie 3,4,5 latkowi nie sprzata, nie gotuje, nie czyta, nie ogląda telewizji, nie pracuje......... zajmuje się dzieckiem oraganizuje mu zabawy dydaktyczne rysowanki, malowanie, czytanie tance angielski a poza tym zastepuje mu gronoo przyjacół - kolegów buduje z klocków gotuje wirtualne potrawy bawi sie laklami samochodzikami dyskutuje o gasienicach śpiewa piosenki recytuje wierszyki , bawi się w piaskownicy w berka na zjeżdżalni, chodzi za rękę itd przez 12 - 14 godzin na dobę smile........... jest Piotrkiem Zosia Anią i Kacperkiem w jednej osobie GRATULUJĘ


    • Jedyną wadą prywatnego przedszkola jest cena, ale od września trzykrotnie pomniejszam koszty w państwowym. Innych wad nie widzę, reszta to same plusy.
    • zalety juz podano, skupie sie na wadach. Dla mnie to sztuczny "projekt" jak sama nazwa wskazuje przedSZKOLE. Ok, do szkoly trzeba sie przygotowac ale moim zdaniem wystarczy zerowka. Zabawy organizowane przez pania w przedszkolu tez uwazam za wade :"teraz robimy a to a teraz to", teraz jemy teraz spimy. Zycie "od do" zacznie sie w szkole a teraz mysle , nasze maluchy moga jeszcze nacieszyc sie beztroskim dziecinskim i zawierac naturalne kontakty z innymi dzieci, niekoniecznie z tego samego rocznika, np na placu zabaw, u znajomych rodzicow , u rodziny. Wiem, realia sa takie, ze czesto dziecko trzeba po prostu poslac do przedszola, bo mama musi wrocic do pracy, babcia nie moze itd itd To moja opinia a teraz jestem ciekawa waszych reakcji.
      • Przecież dziecko i tak nawiązuje kontakty z różnym dziećmi, uczęszczanie do przedszkola nie wyklucza bywania na placach zabaw czy u rodziny. Przeciwnie - jest tam sporo czasu na swobodną zabawę także w łączonych grupach. Nie wiem też, skąd przypuszczenie, że organizacja czasu dzieciom nie służy - większość maluchów ceni rytualizację życia, bo daje ona poczucie bezpieczeństwa. A systemu koszarowego już teraz w przedszkolach nie ma, nikt nie każe na komendę spać, a pory posiłków w domu także powinny być stałe.
        Zdumiewa mnie tak częste u nas przekonanie, że wszystko co nie jest bezładnym bieganiem po podwórku /też oczywiście potrzebnym/ to "odbieranie dziecinstwa". Przedszkole to nie dziecinstwo, 6-latek w szkole też biedny, bo mu się "dzieciństwo skraca". Skąd takie czarne widzenie tematu?
      • A u mnie przedszkole nazywa sie wlasnie SZKOLAbig_grin I moje dzieci chodza juz do szkoly.
        To tylko nazwa.
        Jesli chodzi o kontakty z innymi to najbardziej naturalne bo w pelni samodzielne kontakty moj syn zawarl wlasnie w przedszkolu. On sam po raz pierwszy w zyciu dobral sobie przyjaciol na podstawie wlasnych upodoban. Potem sie z nimi poklocil i znalazl innychbig_grin
        W przedszkolu poza zajeciami jest tez duzo czasu na wolna zabawe i wtedy jest pelna swoboda.
        A kiedy dzieci byly ze mna w domu to tak samo byly obowiazki, zasady, obowiazywaly pewne godziny. Byl czas na zabawe, czas na jedzenie, czas na zakupy itp.
      • Dodałabym jeszcze, ze nie ma w ogóle miejsca na kreowanie indywidualności w dziecku. Przedszkolanki lubią mieć grupę złożoną z dzieci, które już co najmniej rok uczęszczały, a to dlatego, że takie dzieci są nauczone zachowania stadnego: teraz wszyscy siadają, teraz idziemy jeść, teraz wszyscy kładą się spać. Z nowymi nie jest tak prosto.
        Nasze przedszkola są zbyt liczne, 25 dzieci i jedna nauczycielka,

        Oto standardowe problemy rodziców dzieci przedszkolnych:
        forum.gazeta.pl/forum/w,575,124446072,124446072,Odtracone_dziecko_.html
        forum.gazeta.pl/forum/w,575,124319072,124319072,jak_sie_bronic_przed_zbytnia_socjalizacja_w_grupie.html
        forum.gazeta.pl/forum/w,567,121848778,,dziecko_poparzone_kawa_w_przedszkolu.html?s=2&v=2
        dwa pierwsze z brzegu przykłady, a tego jest mnóstwo, to nie są jakieś odosobnione przypadki. Zdecydowanie uważam, ze mama/tata jest lepsza od przedszkolanki i stada małych dzieci.

        A ty fajny artykuł dla mam, które wszystkich przekonują, że nie są dzieciom potrzebne do zdobywania umiejętności społecznych i nijak się do tego nie nadają

        --
        Rodzicielstwo profesjonalne
        • Przedszkolanki lubią mieć grupę złożoną z dzieci, które już co najmniej r
          > ok uczęszczały, a to dlatego, że takie dzieci są nauczone zachowania stadnego:
          > teraz wszyscy siadają, teraz idziemy jeść, teraz wszyscy kładą się sp

          W przedszkolu moich dzieci klasy sa przemieszane wiekowo.
          Mlodsze duzo rzeczy ucza sie od starszych a starsze sa wciagane do opieki nad najmlodszymi.
          Moj syn sie adaptowal w przedszkolu przez ponad pol semestru. I nikt sie nie czepial, ze nie umie tego czy owego a juz powinien, ze nie bawi sie wedlug zasad. Co wiecej moj syn przez kilka miesiecy nie zawarl zadnej glebszej znajomosci , nie zapamietal imienia zadnego kolegi. Mnie to niepokoilo ale to wlasnie nauczycielki twierdzily, ze trzeba mu dac czas. Nie spal i nikt go nie zmuszal do lezenia. Teraz bawi sie z wybranymi dziecmi i nikt nie zmusza zeby zaciesnial wiezi z tymi , ktorzy mu nie odpowiadaja. Nawet w stadzie i mimo ze obowiazuja zasady, ktorych dziecko uczy sie przestrzegac jest miejsce na indywidualnosc.
    • moje dziecko chodzi drugi rok i są zalety są, ale nie przeceniam tego:
      - faktycznie kontakt z rówieśnikami
      - zajęcia dydaktyczne
      - wspólne wyjazdy, zabawy

      ale to na tyle plusów

      minusy:
      - za publiczne przedszkole płacę ok. 450 zł plus tysiąc innych rzeczy. (dla jednych to kwota duża, dla innych mała, ale w zeszłym roku płaciłam 300 zł i było mi lżej tongue_out)
      - w przedszkolu karmią śmieciowym żarciem, słodkie soczki, czekoladki, ciasteczka. Dramat! Jestem na wojennej ścieżce w tym temacie.
      - Agresja, ogromna wprost (przedszkole mojej córki to typowe przedszkole publiczne, z nawet niezłą opinią, ale szczerze mówiąc nie wiem skąd ta opinia)
      - słownictwo rynsztokowe
      - robienie wszystkiego na komendę, unifikacja, brak szacunku dla indywidualizmu.
      - dzielenie grupy na "grzeczne" i "niegrzeczne"
      - skostniałe zasady, brak tolerancji dla inności (wegetarianizm np.), myślenie stereotypami

      Czy dziś wysłałabym trzylatkę do przedszkola? Myślę ze poczekałabym aż skończy 4 lata (od 2 roku życia córki pracuję, mieliśmy świetną nianię i szkoda, że nie została dłużej). I wybrałabym inne przedszkole.
      Wszystko jest kwestią priorytetów.
      --
      http://img1.jurko.net/avatar_1497.gif
      • Bardzo wnikliwie przestudiowałam oferty zanim wybrałam przedszkole dla córki. Chodzi od wrzesnia, w grudniu skończyła 3 lata. Jestem bardzo zadowolona, ale właśnie dlatego, że przedszkole jest niepubliczne i prowadzone inaczej niz państwowe i prywatne. dziecko posylam na 5 godzin dziennie i tyle jej wystarcza. ma bardzo duzo zajec w trakcie dnia ale dostosowane sa czasowo i merytorycznie do wieku. nie ma zmuszania do niczego, wszystko co dziecko robi jest dobrowolne. nie musi spac, nie musi jesc jesli nie ma ochoty, nie musi rysowac jesli nie chce. poza tym oprócz standardowych zajec typu rytmika, tańce czy jezyki obce wprowadzono świetne zajęcia z muzykoterapii holistycznej, i nie chodzi w nich o zrobienie z dziecka wirtuoza a o ubogacanie , uwrazliwianie i otwartosc na nowosci, na innosc.
        mysle, ze podstawa jest wlasnie dobry wybor, który niestety jeszcze ciagle jest ograniczony u nas.
    • Zalet masa.
      Wady 2: chorowanie i uczenie się debilnych zachowań od innych dzieci.
      --
      "Z jego zachowania wnoszę, że stanowi on niemal doskonały desygnat słowa ćwok." [S. Niesiołowski]
    • Witam
      moja smarkatka chodzi od września do przedszkola (3 latka)
      jestem bardzo zadowolona a co ważniejsze córeczka też smile
      zalet jest całe mnóstwo
      a wady może to ze chorowała na początku średnio co dwa tygodnie teraz odpukać już nie smile
      pokazywanie języka czasem zdarza się jej wystartować z pięścią wcześniej nigdy tego nie robiła więc pewnie gdzieś dopatrzyła w przedszkolu

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Oferty

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.