Dziewczyny mam dosyć spory problem, i zaczynam już mieć powoli kompleksy i fioła na tym punkcie.
Mój 19-miesięczny syn lubi tatę a mamę nie koniecznie, przynajmniej tak się zachowuje. Może od początku. Tata był zawsze wobec niego konsekwentny, czasem surowy, ale jednocześnie jest najlepszym kompanem do zabaw typu podrzucanie, szaleństwa, łaskotanie, czyli to co najbardziej lubi dziecko w jego wieku. Mama - czyli ja, starałam się być konsekwentna, ale oczywiście często wymiękałam w wielu sytuacjach, typu nie wolno, ale po wielkim płaczu wolno. Obecnie stosunki u nas w domu wyglądają tak, że młody uwielbia swojego tatę, uwielbia się z nim bawić, mycie tylko z tatą, zmiana pieluchy tylko z tatą, mycie ząbków tylko z tatą, ubieranie się tylko z tatą, a nawet jak już jest niegrzeczny wystarczy że tata krzyknie i wszystko wraca do normy. Natomiast mama jest kochana jedynie jak wraca z pracy, albo kiedy śnią mu się koszmary i chce się poprzytulać w nocy. Jakiekolwiek próby zmiany pieluchy - darcie, umycia - darcie, szczoteczka do zębów w moich rękach - darcie. Ja nawet w spokoju nie mogę zjeść obiadu, bo młody się po mnie gramoli, wspina i nic go nie obchodz co robię lub mówię, ma być tak bo on tak chce. Czuję się całkowicie bezradna. Czy ja jestem złą mamą? Bo kiedy patrze jak tata daje sobie radę to aż mnie depresja łapie, że ze mną coś nie tak. Nie umiem sobie dać rady z własnym dzieckiem. Wystarczy że coś jest nie po jego myśli, i pół godziny darcia nie wyjęte. Poradźcie co robić, bo ja już ręce załamuje.