Dodaj do ulubionych

2 latka, jakie słodycze dajecie!

19.11.11, 15:13
Witam!
Co niektóre mamy pewnie mnie zlinczują, ale niestety słodycze istnieją, dziadkowie i ciocie również! Ja słodycze jadłam i żyję ale teraz na każdym kroku słyszę że dawać nie wolno i już!! Staram się jak mogę ograniczać ale moje dziecie odda wszystko za ciacho, cukierka, batonika, żelka.
Wcześniej pozwalałam jedynie na słodką bułkę, misia lubisia i na biszkopty albo petitki teraz mam awantury w sklepie przy mentosach (uwielbia miętowe), żelkach, jajku z niespodzianką, delicjach i czasem przyznaje kapituluję!
Powiedzcie proszę czy dajecie słodycze dzieciom i jakie?
Pozdrawiam!
Edytor zaawansowany
  • 19.11.11, 15:27
    Pod pretekstem alergii udało się przekonać rodzinkę do niedawania słodyczy.
    Młody jako słodycz dostaje suszoną żurawinę, ewentualnie rodzynki smile
    Zobaczymy jak długo jeszcze się uda - penie aż do przedszkola nie pójdzie smile
  • 19.11.11, 15:51
    ooo żurawina u nas też rządzi, młody zabiłby za nią wink
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/mhsvcbxmytdr0jes.png
  • 19.11.11, 15:31
    mysia_jrt napisała:

    > Witam!
    > Co niektóre mamy pewnie mnie zlinczują, ale niestety słodycze istnieją, dziadko
    > wie i ciocie również! Ja słodycze jadłam i żyję ale teraz na każdym kroku słysz
    > ę że dawać nie wolno i już!!
    big_grin to tak jak ja. a najbardziej to mnie śmieszyło jak teściowa tłumaczyła, że córka znajomych to nie wie co to soczek ciasteczko i cukierek a swojej wnuczce (mojej córce) co i rusz zafundowała cos słodkiego
    > Powiedzcie proszę czy dajecie słodycze dzieciom i jakie?
    Moja jadła kruche ciastek (sporadycznie z czekoladą). Teraz (ma 3lata) je to co jej smakuje tylko, że po prostu wydzielam. Zęby zdrowe (chyba po tatusiu). Ja uważam, że jeśli dziecko ładnie zjada posiłki to od dwóch ciasteczek czy cukierków nie umrze. I śmiać mi się chce bo nasze pokolenie rypało słodycze aż sie uszy trzęsły a teraz ekologia, zdrowe żywienie itd. Nie dajmy się zwariować.
  • 19.11.11, 18:09
    wiki11110 napisała: I śmiać mi się chce bo nasze pokolenie rypało słodycze aż sie uszy trzęsły a teraz ekologia, zdrowe żywienie itd. Nie dajmy się zwariować.

    Śmiać ci się chce, ze Polska próchnicą stoi? Co 3ci 18letni Polak nie ma już co najmniej 1 stałego zęba, 30latki z pełnym uzębieniem to u nas wybryk natury, statystycznie brakuje im ok 11tu. Tak się reprezentuje nasze pokolenie jedzące w dzieciństwie słodycze aż się uczy trzęsły. Ale wtedy nasi rodzice nie mieli tej wiedzy, którą my teraz mamy.
    Dziecko mojego kuzyna, które od małego miało nałożony słodyczowy reżim w wieku 15 lat nie ma ani jednej plomby - dentysta na wizycie nie mógł się nadziwić.
    --
    To pisałam ja mama Marcysiahttp://lb3f.lilypie.com/iialp2.png
  • 19.11.11, 21:00
    jestem_fajnou_mamou napisała:

    > Śmiać ci się chce, ze Polska próchnicą stoi?

    Ano stoi...teraz zapytaj ile mamus w nocy daje flache (z mlekem, herbatka) dzieciom powyzej roku i jeszcze uwaza ze skoro sie budzi to trza dac.
    Ile mamus na codzien poi dzieci herbatkami z cukrem, zdrowymi kompocikami z cukrem a ile od pierwszych dni daje wode.
  • 23.11.11, 19:18
    Moja córka ma 4 lata i jak zapytasz co chce do picia to odpowie ze wode smile Soczków od niemowlaka nie chciala pic uncertain a mleko uwielbia na dzien wypija szklaneczke.
    Nie dajmy sie zwariowac.
    Ja dawalam i daje lizaki z witamina, kinder kanapki, zelki, chrupki orzechowe smile)
  • 21.11.11, 18:46
    To ja rzeczywiście wybryk jestem. Mam 32 lata i 31 zębów!!!smilesmile
  • 22.11.11, 14:19
    30latki z pełnym uzębieniem to u nas wybryk natury,

    tak się zastanawiam - mój tata nie lubi słodyczy. Postaw przed nim paterę z czekoladkami i tak nie weźmie. W wieku 56 lat ma wszystkie swoje zęby.
    Natomiast mama która za ciastko dałaby się pokroić w kawałeczki - nie ma trzech trzonowców.

    Jakieś wnioski oprócz genów?

    Ja wydzielam słodycze ale owszem jedzą. Wiedzą że od lizaków i gum robią się dziury w zębach ale też są łasi na słodycze.
  • 19.11.11, 15:33
    Ja w sklepie, w domu, w drodze do i ze żłobka ciągle słyszę "ijaka? ijaka?" albo "kiki?", "ciatecko?", "uma?" big_grin No nie ma bata, jak powiem, że nie mam, to mnie za torebkę ciągnie i awantury robi. Czasem dam lizaka, czasem cukierka, biszkopta, herbatnika, gumę rozpuszczalną, albo tik taki smile Niestety, na razie nie da się przetłumaczyć, trzeba przeczekać big_grin
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/km5sdf9h1qxjsl6v.png
  • 19.11.11, 15:49
    Przetłumaczyć? Wiesz mi się wydaję że im będzie starsza tym gorzej, bo pozna nowe smaki, tyle tego jest w sklepach, kuszące reklamy, dojdą czipsy! Masakra! Ja wychodzę z założenia że wszyscy jak byliśmy młodzi jedliśmy i nic nam nie jest, a teraz to jakaś straszna nagonka! Fakt, że jak my byliśmy mali nie było takiej chemii w słodyczach a teraz to mam wrażenie że nawet w czekoladzie chemia! No ale zabraniać nie będę bo to jeszcze bardziej kusi, ograniczać jedynie jak sie da!
  • 19.11.11, 15:48
    czasem daję: wafelki ryżowe, krówkę, wafelki (takie do lodów), kilka cheeriosów
    i to w zasadzie tyle, czekoladą gardzi (autentycznie, wypluwa)
    ale ja mu od początku nie dawałam zbyt wiele cukru i to chyba póki co procentuje, awantur nie robi, bo nie zna (tak wiem, jeszcze)
    jeśli ma do wyboru wodę i sok - wybiera wodę; wafelka i szynkę - wybiera szynkę
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/mhsvcbxmytdr0jes.png
  • 19.11.11, 16:14
    uwierz mi cukier to tez skladnik pokarmowy jak bialka, tluszcze , weglowodany, - potrzebny w pewnych ilosciach.
    Nigdy nie bylam paranoiczka pod tym wzgledem , moje dzieci jedza jakies ciastka ,czekoladki, lizaki sporadycznie, ale baaardzo dbam zeby zaraz po wyszorowaly zeby i jak narazie przy co 6 miesiecznych wizytach u dentysty, widze ze nie popelniam zbrodni przeciwko cialu i umyslowi moich dzieci pozwalajac im na cos slodkiego od czasu do czasu.
    Posune sie dalej w moich rozwazaniach i twierdze ze sama bedac czlowiekim mam nieodparta ochote oslodzic sobie kawe cukrem, czy wsunac ciemna czekoladke raz na jakis czas z preferencja do Lindt czy do Ferrero. Sadze ze dziecko bedac czlowiekim ma tak samo.
    Czy sie myle i dzieci nie sa ludzmi?
    Chorobliwe zakazy slodyczy wywoluja efekt pozadanego zakazanego owocu, ktory wczesniej czy pozniej zostanie w ukryciu zjedzony
    W odpowiedzi na pytanie; dzieci chetnie jedza ciasteczka , najlepiej w malych opakowaniach , czekoladki, lody - oj tak lody chyba najbardziej, codziennie miod jako dodatek do czegos
  • 19.11.11, 16:16
    zgadzam się z Tobą

    --
    http://www.suwaczek.pl/cache/ec4faa2ad6.png
  • 19.11.11, 16:25
    bosh, a czy ja napisałam, że mu zabraniam? wręcz przeciwnie, daję mu wybór
    inna kwestia, że ja jednak uważam, że jest cukier i zdrowszy cukier - i póki to JA decyduję o jego jedzeniu, to decyduję się na zdrowszy cukier - owoce suszone na przykład
    moje dziecko mając wybór przed nosem - nie chce słodkiego, woli wytrawne
    to źle? nie sądzę naprawdę
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/mhsvcbxmytdr0jes.png
  • 19.11.11, 20:29
    no nie
    cukier (sacharoze jak rozumiem wszyscy maja na mysli) to jest weglowodan i o ile organizm weglowodanow potrzebuje, bo znich czerpiemy energie, to cukru jako takiego nie potrzebuje wcale
    wiec napisalas glupstwo

    jasne, cukier to uzywka, mila, dzieciom zabraniac totalnie nie ma sensu, bo dlaczego?
    ale kontrolowanie spozycia i unikanie byle jakich slodyczy jest jak najbardziej pozadane
    nie ma potrzeby codziennego karmienia dziecki cukierkami, lizakami, ciasteczkami, w ramach slodkosci doskonale wystepuje owoce surowe i suszone, kisiel budyn czy jogurt z owocami tez

    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
  • 20.11.11, 12:38
    Jak juz wczesniej ktos napisal dzis jestesmy bardziej swiadome,ze slodycze,to zlo wcielone.Jesli ktos daje dziecku ale rozsadnie,to czemu nie.Moj synek skonczy w lutym 3 latka i dopiero miesiac temu jadl/lizal lizaka.Slodyczy nie daje bo budyn czy serek owocowy jest rowniez slodki.Jest tyle owocow,moj lubi np.gruszki i to mu wystarcza.Nawet gdy niedawno dalam mu batonika dla dzieci,to wyplul go,podejrzewam ze za slodki byl,a maly nie przyzwyczajony.I nawet sie z tego ciesze.Ale kazdy robi jak uwaza.Sa dzieci ktore jedza na okraglo slodycze i maja zdrowe zeby,a sa ktore nie jedza,a maja prochnice.Wazne aby dbac o zeby wtedy mozna jesc wszystko.Wazne aby dziecko mialo w miare zdrowa diete,a nie dania zlozone z samych slodkich produktow.
    --
    "Płacz cudzego dziecka rani uszy, płacz własnego - serce." -Ryszard Podlewski-
  • 19.11.11, 16:13
    Mała 20 m-cy podjada
    bakalie (uwielbia orzechy, suszoną żurawinę i rodzynki)
    domowe ciasta: murzynek, szarlotka, sernik
    czekolady nie lubi
    za ciastkami nie przepada
    uwielbia wszelkie placki i racuchy
  • 19.11.11, 16:14
    a w sklepie chce suchą bułkę tongue_out
    --
    http://www.suwaczek.pl/cache/ec4faa2ad6.png
  • 19.11.11, 16:20
    staram sie nie robic ze slodkosci tematu tabu bo moze byc jeszcze gorzej,zakazany owoc smakuje przeciez lepiejwink
    moja corka lubi praktycznie wszystko co ma czekolade,delicje,pierniczki,kinderki,wafelki.oczywiscie jajko niespodzianke,jakies slodkie buleczki.na szczescie nie lubi lizakow ani gum rozpuszczalnych.po zjedzeniu czegos slodkiego obowiazkowo mycie zebow.czasem udaje mi sie ja zbalamucic i wcisnac zamiast slodyczy np.krakersy albo paluszki.
  • 19.11.11, 17:06
    Szczerze mówiąc to wolę dać kawałek zwykłej,dobrej czekolady niż ciastka i batony ze sklepu.
  • 19.11.11, 17:19
    mój 4-latek da się pokroić za czekoladę, ptasie mleczko i delicje.
    dostaje slodycze, zdarza sie, ze nawet codziennie ale w malej ilosci i po posilkach. Dobrze wie, ze slodycz moze byc na deser, nigdy zamiast posilku.
    Slodyczy nie dostawal w ogole do okolo 1,5 roku. Potem zaczelo sie od czekolady i w zasadzie na niej zostalo, cukierki, gumy i lizaki, czy ciastka inne niz delicje kupujemy sporadycznie.
    Ja tragedii nie widze w tym, ze dziecko zje codziennie cos slodkiego. Sama lubie i nie stronie od slodyczy wink
  • 19.11.11, 17:30
    Moja Córka jada ciastka. najczęściej orkiszowe albo owsiane bez dodatku cukru, ale czasem zwykłe herbatniki itp. Jak jest jakaś okazja i w domu albo u Dziadków jest ciasto, to dostaje kawałek.
    Ale póki nie pójdzie do przedszkola i nie poznawink, to mamy CAŁKOWITY BAN na:
    - lizaki
    - cukierki
    - żelki
    Ale ponieważ NIGDY nie jadła, to w ogóle nie czuje się pokrzywdzona. Czasem mówi, że jak duża będzie, to zje. I tyle.
    Uważam, że do niczego nie są jej potrzebne, a zębów szkoda.
    Prawie wcale nie jada też czekolady, w sumie jadła tylko ciasto czekoladowe raz i bez entuzjazmu.

    Z drugiej strony nie pilnuję diety nie wiem jak, pozwalam czasem na płatki z dodatkiem cukru, choć też kupujemy głównie muesli z płatków owsianych itp z dodatkiem owoców czy rodzynek. Ale nie szaleję w tej kwestii.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/wnid15nm603j2egc.png
  • 19.11.11, 17:32
    A, zapomniałam, czasem dostaje lody. Ale czasem, w swoim 26-miesięcznym życiu zjadła kilka, na palcach obu rąk dałoby się policzyć.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/wnid15nm603j2egc.png
  • 19.11.11, 17:37
    mysia_jrt napisała:

    > Co niektóre mamy pewnie mnie zlinczują, ale niestety słodycze istnieją,
    no i dobrze! czasem trzeba osłodzić sobie życie wink ja jestem "słodkim leonkiem" odkąd pamiętam... jem słodycze, więc dlaczego moje dzieci nie mają?

    > Powiedzcie proszę czy dajecie słodycze dzieciom i jakie?
    Chłopcy spróbowali już wielu słodyczy, ale to nie znaczy, ze jedzą je całymi dniami. Wydzielam im - na podwieczorek, czy w nagrodę.
    Uwielbiają kinder jaja, kinder kanapki, żelki, tik taki, delicje, pierniki (a właściwie, to tylko nie lubią pianek wink), ale to nie znaczy, ze to wszystko zjadają w ciągu jednego czy tygodnia...

    --
    Serduszko 3,7
    Lolitka 2,7
  • 19.11.11, 17:59
    NIe daję dziecku słodyczy, bo chce, nie dają ciocie, bo to mądre ciocie, najwyżej żelki haribo i mamba, ale to zwykle tylko w weekend. Czasami lody, gdy gdzieś wychodzimy. NIe kupujemy cukierków, lizaki, którymi ekspedientki częstują dzieci lądują w koszu. Nie kupujemy ciastek, czasami jakiś mały kawałek sernika, babeczki.
  • 19.11.11, 18:01
    Lubie slodycze, często jadam. Syn dostaje wszystko to co ja jem akurat. W małych ilościach ale zasadniczo wszystko co da rade zjeść (nie dam cukierka czy gumy). Ja jem słodycze więc innego wyjścia nie byłosmile Nie zamierzam przestać. Syn czasem coś skubnie ale że ma dostep do slodyczy właściwie stały to woli kotleta czy jabłko.
  • 19.11.11, 18:19
    daję czekolade, ciasta, w sumie wszystko w rozsadn ej ilosci

  • 19.11.11, 19:55
    mysia_jrt napisała:
    > Powiedzcie proszę czy dajecie słodycze dzieciom i jakie?

    Witam.
    Mój syn jako dwulatek jadał tylko domowe ciasto drożdżowe. Potem od czasu do czasu dostawał czekoladę Lindt 70-85% kakao.
    Teraz ma trzy i pół roku i od czasu do czasu jada czekoladki Lindt, bitą śmietanę, domowe ciasto, próbował krówki, chałwę. Nie zna lizaków, żelków, cukierków, czipsów, nie dlatego, że uważam, że mu zaszkodzą. Nie widzę po prostu potrzeby, żeby je jadał. Nie kupuję czegoś takiego do domu, my z mężem nie jemy, więc nasz syn też nie. Mam o tyle dobrze, że moja mama nie kupuje słodyczy, siostra swoich dzieci nie pasie, więc mojego również. A teściowie, uwielbiający słodycze, widują wnuka raz na kilka miesięcy.
    Nie jada również słodkich jogurtów, serków, soczków itp. Dla mnie to też słodycze.
    Pozdrawiam.
    Agnieszka
    --
    Staś (03.05.2008)
  • 19.11.11, 20:19
    moj ma niecale 2 lata (18 meisiecy) i starszego brata wiec smak slodyczy poznal dawno... Zwlaszcza ze apetyt na wszystko ma nieziemski a jak widzi ze ktos cos je to sie awanturuje uncertain
    Ale NIE daje:
    -landrynek i cukierkow malych typu tic-tac
    -zelkow
    -mentosow

    Daje ciasto, ciastka, kostke czkeolady, czy tez "gryza" czekoladki - ostatnio brat mu dal "Michalka" choc ja z orzechami mu nie daje ale nie zdazylam zareagowac.
    W zlobku nauczyl sie jesc paluszki wiec kupuej mu te "Junior" i daje do zlobka po ok 5 sztuk.
    Najczesciej jednak je biszkopty i Lubisie.
  • 19.11.11, 21:02
    Słyszałyście kiedyś o tłuszczach trans?
    Poczytajcie zanim podacie dzieciom te wszystkie lubisie,kruche ciasteczka,biszkopciki i inne słodkości ze sklepów...
  • 19.11.11, 21:04
    Moja córka 21 mies. nie zna smaku czekolady, nigdy nie jadła cukierków, batoników, ciasteczek. Ze słodkości je tylko owoce suszone, biszkopty, szarlotkę i ciasto drożdżowe. Uważam, że im później pozna smak słodyczy tym lepiej, sama nie pamiętam kiedy jadłam ostatnio czekoladę i wcale nie tęsknię.
  • 19.11.11, 22:07
    Czytam niektore odpowiedzi i bardzo sie ciesze, ze slodycznie nie sa u nas (na razie) zadnym problemem. wrecz zdziwilam sie, ze ten problem wystepuje juz u dwulatkow! uncertain W domu nie jemy slodyczy (latwo tyjemy), nie pijemy napojow gazowanych (nie lubimy). Rodzina cala za granica, wiec obdarowywanie przez babcie/ciocie raz na pol roku. Moje dziecko (2,5 roku) w sklepie nie rzuca sie na slodycze, bo nie wie, co to lizak, mentos, czy mamba, nie mowiac o czekoladowym batonie. W domu jemy sporadycznie ciasto czy lody z jakiejs okazji, wtedy dam i dziecku, czasem gorzka czekolade (lubimy tylko taka). Po prostu wszyscy jemy i pijemy to samo (wode do obiadu, slodycze na urodziny itp), wiec nie ma problemu smile
    --
    Elunia 01.07.2009
    Martin 04.01.2011
  • 19.11.11, 22:18
    Dostają wszystko. Rozsądnie. Nigdy nie pakują słodyczy w sklepie, nie rzucają się na nie w gościach, bo to nie jest nic zakazanego. Zjedzą kawałek i tyle. Mają 2,5 roku.
  • 19.11.11, 22:28
    Normalne. Tylko bez ewidentnych śmieci - żelków, czekolad typu cukier-margaryna-kakao, jakichś gabek, mordoklejek, lizaczków, kinderniespodzianek, batoników, wafelków na wagę po 5.99 za kilogram, nutelli, masła orzechowego, drożdżówek lepiących się od lukru, pączków po 70 groszy za sztukę i reszty świństwa reklamowanego w TV. Dziecko to nie kubeł na śmieci. Najchętniej daję słodkie owoce, słodzony nabiał (jogurty, twarożki z owocami), dżem (roboty mojej mamy). Raz na ruski rok pozwalam na lizaka, niech dzieciak ma coś od życia. Zgadzam się, żeby moja mama czasem częstowała wnuczkę czekoladą - bo wiem, że nie kupuje byle czego. Aha, zostałam wychowana w kulcie dobrego miodu, mój wujeczny dziadek miał pasiekę - więc miód czasem do chleba też daję. Z ciast najchętniej szarlotkę.
    Osobiście lubię słodycze i uważam, że jedzone w rozsądnej ilości poprawiają urodę życia smile

    Aha, i zauważyłam jedno: nasza mała nie jest łakoma. Jeżeli nie ma ochoty, można ją częstować Bóg wie jakimi frykasami - nie ruszy. Nie chce i już. Zdarza się, że odmawia czekolady, a prosi np. o arbuza czy truskawki.
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • 19.11.11, 23:16
    Dla mnie dziecinstwo to: czekolada, podarte portki i obtarte kolana.......
    Daje slodycze Najbardziej lubi czekoladki kinder, hibbibi, hity. Sopradycznie: lizak, zelek, guma
    Moj maz i tesciowa z tych lakomczuchów slodyczowych. Oboje uwielbiaja zajadac sie slodyczami. Oboje nie maja problemu z nadwaga, zebami itp.... Ja od dziecka nie cierpie czekolady zwlaszcza gorzkiej, ani cukierkow. Ja wydalam juz bimbaliony u dentysty moj maz raz w roku robi przeglad...... Dlatego smiem twierdzic ze slodycze chocby w duzej ilosci nie sa TYLKO jako jedyne gwarancja prochnicy. Niestety. Moje dziecko je slodycze. Uwielbia je. Ja kontroluje tylko ich ilosc. Generalnie ta nagonka na slodycze splywa po mnie......
  • 19.11.11, 23:21
    staralem sie ograniczac slodycze do minimum..ale babcia zawsze cos tam mu przemycila..a to m&m-sa a to jakies zelki, a co kawalek czekolady itd... na szczescie nie bylo tego duzo..ale "poznal " smak...
    na szczescie teraz cos takiego jak milk anie przejdzei mu przez usta..za slodka jest. woli zdecydowanie 70% kakao w czekoladzie... i rogaliki. a..i lizaki chupa chups..
  • 20.11.11, 10:37
    Kindery je codziennie- jajka, kanapki, cukierki, batony. 1x dziennie JA mu daję.
    W p-kolu co 2 dzień słodki podwieczorek.
    --
    http://lbdm.lilypie.com/1KPQp1.png
  • 20.11.11, 11:14
    Moja jest strasznym lasuchem na slodycze, tak samo jak ja. Dostaje slodycz 1-max2 razy dziennie, glownie knoppersy, kinder czekolade, jakies chupa chupsy, slodkie bulki, mleko z tubki. Nie lubi lubisi, czy kinder mleczna kanapka, nie smakuja jej.
    Czasem ten 2 raz to poprostu pare lyzeczek miodu, chce, bo kubus puchatek tez je.
  • 20.11.11, 11:23
    to nie uwazam, aby przyczyną były slodycze, zalegający pokarm matki w buzi, czy nocne ciagnięcie butli. Prochnica zazwyczaj rozwija się po chorobie spowodowanej przez paciorkowce, te same paciorkowce atakują zęby.
  • 20.11.11, 13:20
    syn teraz prawie 6 latek smak czekolady poczół dopiero w wieku prawie 3 lat a tak to jadł pieczone przezenie babeczki z zurawiną czy rogaliki z marmolada dżemem, biszkopty lubiśie herbatniki. Jajajek niespodzianek czy czekolad udało nam się unikąć. Niestety przy młodszym nie dało sie tego uniknąć i tak w wieku 1,5 roku wiedziała co to czekoladkawink). Z tym, że moje dzieciaki wiedzą kiedy mogą dostać kawałek więc awantury nie ma w sklepie o to, zeby im kupić coś słodkiego. Jakoś nie widzę nić zdrożnego w tym, że dostaną kawałek. Trzeba zastanowić się raczej, żeby to nie był podstawowy posiłek jak czasem widzę 2 latka wcinąjącego prince polo XXL i drugiego nisącego w zanadrzusmile.
  • 20.11.11, 13:57
    mam dziecko w wieku 2,7. nie zna smaku czekolad ani żelków ani cukierków. na widok dziecka z lizakiem pyta się 'co to?'. je za to jakieś ciasteczka i rogaliki (najlepiej specjalne wypiekane bez proszku do pieczenia bo po nim ma plamy), spróbował kilka razy paluszków. ja akurat mam straszne przeżycia i z zębami i tendencję do tycia więc uważam, że im później tym lepiej.
    --
  • 20.11.11, 18:51
    Dzieci widzace lizaka i ptajace "co to" budza we mnie litosc. Dziecinstwo ma swoje prawa i zupelnie nie rozumiem dlaczego rodzice swoimi uprzedzeniami i wypaczeniami obciazaja dzieci. Bez popadania w skrajnosci chce mocno zaznaczyc ze obsolutnie tez nie popieram dawania slodyczy bez zadnych limitow. Zakladanie im pozniej tym lepiej dla mnie jest jakims wyswiechtanym powiedzonkiem nieadekwatnym do sytuacji. Domi nie wydaje Ci sie ze zabierasz wlasnemu dziecku jakąś częśc dziecinstwa? To z sama mialas straszne przezycia z zebami nie znaczy ze Twoje dziecko tez, a juz napewno nie znaczy ze po spozyciu łakoci te problemu od razu sie pojawią. A tycie? Dlaczego zakladasz ze Twoje dziecko bedzie grubasem od chocby 1 czekoladki dziennie? Nie popadlas w jakąś paranoję?
  • 20.11.11, 19:21
    aniasa1 napisała: Dzieci widzace lizaka i ptajace "co to" budza we mnie litosc. Dziecinstwo ma swoje prawa i zupelnie nie rozumiem dlaczego rodzice swoimi uprzedzeniami i wypaczeniami obciazaja dzieci.

    Wiem, że i tak Cę nie przekonam, nie będę próbowała, piszę dla innych, którym może da to coś do myślenia:
    dlaczego w ludziach wzbudza litość dziecko, któremu rodzice dają zdrowy start w życie i dbają o jego zdrowie nie tu i teraz, ale myślą przyszłościowo i fundują mu "posag zdrowia" na życie dorosłe. Co to dziecko zrobi z tym w życiu dorosłym to jego sprawa, ale bazę ma pierwszorzędną.

    Jakie ja widzę korzyści w ograniczaniu słodkiego w żywieniu mojego dziecka? Przede wszystkim je żeby żyć, a nie żyje, żeby jeść. I jeżeli ktoś myśli, że dawanie słodyczy to jedyny sposób na uszczęśliwienie dziecka i jego dzieciństwa, to gratuluję pomyślunku.
    --
    To pisałam ja mama Marcysiahttp://lb3f.lilypie.com/iialp2.png
  • 20.11.11, 19:46
    zgadzam sie
    jak w tym dowcipie:
    stoi dwoch zuli pod sklepem
    ze sklepu wychodzi klient, wyciaga butelke i pije
    a zulek:
    - tfu, wode pije, jak zwierzeta..

    tez im pewnie bylo zal smile


    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
  • 21.11.11, 01:03
    > Wiem, że i tak Cę nie przekonam,
    mozesz mnie przekonac tylko daj mocne argumenty. Jestem otwarta.

    któremu rodzice dają zdrowy start w
    > życie i dbają o jego zdrowie nie tu i teraz, ale myślą przyszłościowo i funduj
    > ą mu "posag zdrowia" na życie dorosłe
    co masz na mysli? To znaczy ze nie jedzenie slodyczy w dziecinstwie stuprocentowo eliminuje choroby w zyciu doroslym? Cos nie kumam tej mysli? Mozesz rozwinac?

    w życiu dorosł
    > ym to jego sprawa,
    tak samo ze wszystkim. takie jest nasze zycie ze dorosly czlowiek sam decyduje o wszystkim. Rozumiem ze nie ochrzcilas dziecka - sam w doroslosci wybierze wiare, nie puscilas do szkoly - sam kiedys zdecyduje czy chce byc wyedukowany, nie dajesz mu miesa - sam kiedys zdecyduje czy byc veg? No tak mozna o wszystkim.

    > Jakie ja widzę korzyści w ograniczaniu słodkiego w żywieniu mojego dziecka? Prz
    > ede wszystkim je żeby żyć, a nie żyje, żeby jeść. I jeżeli ktoś myśli, że dawan
    > ie słodyczy to jedyny sposób na uszczęśliwienie dziecka i jego dzieciństwa, to
    > gratuluję pomyślunku.
    1. Ja tez widze same korzysci w ograniczani ale ZADNYCH w ZABRANIANIU
    2. zycie nieodlacznie zwiazane jest z jedzeniem i odwrotnie
    3 Nie jedyny, zapewniam Cie. Na wiele sposobow uszczesliwiam swoje dziecko. Uwierz mi dawanie slodyczy to tylko jeden malutki punkcik w calym ogromie innych rzeczy ktore powoduja MEGA usmiech na jego buziaku.
  • 21.11.11, 12:10
    Wiesz co, nie urodziłaś się wczoraj i na pewno nie raz obiło ci się o uszy stwierdzenie, ze słodycze szkodzą. Zapytam tylko, czy obiło Ci się kiedyś stwierdzenie, że jedzenie słodyczy ma dobry wpływ na organizm (nie mówię tu o prawdziwej czekoladzie itp, które można podciągnąć pod słodycze, mówię o batonach, lizakach itd)?
    Dla własnego dobra powinnaś poszukać info (wpisz w google choćby "cukier rafinowany"), czemu tyle się trąbi o ograniczaniu słodyczy i fast foodów. Ja pracę domową odrobiłam i wyciągnęłam wnioski, swoje zdanie przedstawiam bez zbędnych emocji. Nie musisz się z nim zgadzać, ale po co atakujesz i sugerujesz, że rodzice ograniczający słodycze robią swoim dzieciom krzywdę?

    Co do drugiego akapitu: miałam na myśli, że dbając o jego dietę teraz, zmniejszam ryzyko zachorowania na wiele chorób cywilizacyjnych w życiu dorosłym (posag zdrowia).

    aniasa1 napisała: co masz na mysli? To znaczy ze nie jedzenie slodyczy w dziecinstwie stuprocent
    > owo eliminuje choroby w zyciu doroslym? Cos nie kumam tej mysli? Mozesz rozwina
    > c?

    Słyszałaś kiedykolwiek o stu procentowej metodzie na zachowanie zdrowia lub wyleczenie się?

    Rozumiem ze nie ochrzcilas dziecka - sam w doroslosci wybierze wia
    > re, nie puscilas do szkoly - sam kiedys zdecyduje czy chce byc wyedukowany, nie
    > dajesz mu miesa - sam kiedys zdecyduje czy byc veg? No tak mozna o wszystkim.
    >

    Wychowuję swoje dziecko zgodnie z moimi wartościami i to, czy w dorosłym życiu je odrzuci czy będzie się ich trzymał zostawiam jego decyzji. I w ogóle co to ma wspólnego z jedzeniem lub niejedzeniem słodyczy? Rozumiem, ze nie mogłaś się powstrzymać smile


    > 1. Ja tez widze same korzysci w ograniczani ale ZADNYCH w ZABRANIANIU

    a gdzie ja piszę o zabranianiu? A z koleii czy 1 czekoladka dziennie to jeszcze jest ograniczanie? Bo wg mnie to już rozpasanie - ale nie wnikam, Twoje dziecko Twój wybór.

    Widzisz zaczęłaś mi dowalać bo śmiałam zdziwić się Twoim stwierdzeniem o tym, jakie to dzieci 2letnie nie znające smaku lizaka wzbudzają w Tobie litość. Zapewniam Cię zupełnie niepotrzebna im twoja litość.
    --
    To pisałam ja mama Marcysiahttp://lb3f.lilypie.com/iialp2.png
  • 21.11.11, 22:27
    Cos sie zapędziłas kolezanko. Po pierwsze nigdzie nie pisalam ze slodycze to samo dobro. Mam wiedze na temat slodyczy i innych rzeczy w pozywieniu, zgadzam sie ze ze duzo sie trabi o ograniczaniu slodyczy ale: Ty sie nakrecasz albo nie potrafisz pojac tego co przeczytasz. Ja wyraznie napisala ze zal mi dzieci ktore patrzac na lizaka pytaja co to. Co znaczy ze absolutnie nie ma tu mowy o ograniczaniu tylko bezwzglednym ZAKAZIE. To jest roznica. Prawda? Ja nie twierdze i nie przekonuje ze ten lizak czy cokolwiek ma byc codziennie ale TWIERDZE za zakazywanie tego na amen , jest przegieciem w druga stronę.

    ale po co atakujesz i sugerujesz, że rodzic
    > e ograniczający słodycze robią swoim dzieciom krzywdę?
    Ograniczajacych nie atakuje. Wyrazam swoje zdanie na temat tylko tych ktorzy mdleja na sama mysl ze ich dziecko mogloby kiedykolwiek poznac smak lizaka. To tez roznica tak?Jakas zlosc zachlapała Ci oczy i nie potrafisz zrozumiec co czytasz....... moze jednak czujesz sie troche winna ze Twoje dzieco nie ma tego co inne.......

    e dbając o jego dietę teraz, zmniejsz
    > am ryzyko zachorowania na wiele chorób cywilizacyjnych w życiu dorosłym
    Sory ale samo odstawienie slodyczy nie zagwarantuje mu tego. Mam nadzieje ze spelniasz wszytskie inne warunki tak rzetelnie.

    > Słyszałaś kiedykolwiek o stu procentowej metodzie na zachowanie zdrowia lub wyl
    > eczenie się?
    Nie. I dlatego Zero slodyczy czy jakas ilosc slodyczy nie ma tu zasadniczego wplywu. Dlatego ja daje. Bo tez nie slyszalam ze dawanie skutkuje wczesnym zgonem


    > a gdzie ja piszę o zabranianiu?
    Awanturujesz sie pod moim wpisem o "zalu dla dziecka nie znajacego smaku lizaka" a nie w poscie luzem. Gdybys byla za ograniczaniem napisalabys ze dopuszasz jakąs tam ilosc slodyczy na dzien, miesiac lub rok. Ale wykrzykujesz i machasz lapkami pod wpisem "zal mi dziecka ktore nie zna smaku lizaka" co znaczy ze to dziecko nie ma OGRANICZENIA ale absolutny ZAKAZ.

    > Widzisz zaczęłaś mi dowalać bo śmiałam zdziwić się Twoim stwierdzeniem o tym, j
    > akie to dzieci 2letnie nie znające smaku lizaka wzbudzają w Tobie litość
    > . Zapewniam Cię zupełnie niepotrzebna im twoja litość.
    Jedno wyklucza drugie. wiec rozumiesz mnie czy nie? jestes za Zakazem czy ograniczeniem? Bo tu jest pies pogrzebay. Powtorze to co pisalam wczesniej: Nie rozumiem bezkompromisowego zakazu ale jestem jak najbardziej za ograniczaniem.
  • 21.11.11, 23:50
    Ostatni mój post w tym sznureczku, bo odbiegamy od tematu i nie chcę zaśmiecać.
    Wątek dotyczy dzieci 2 letnich.
    Nie dziwią mnie dzieci w tym wieku, które nie znają jeszcze smaku słodyczy (więc nie dorabiam sobie teorii o bezwzględnych zakazach ograniczających ich wolność).
    Starsze o kilka lat pewnie by zdziwiły.

    Ja tylko tę litość nieszczęsną skomentowałam, bo mi się śmieszna wydała w odniesieniu do nieczęstowania dzieci słodyczami.

    We mnie np wzbudzają litość dzieci z domów dziecka, albo te z Afryki z odstającymi brzuszkami, albo ostatnio dziecko w hipermarkecie, które dostało od ojca po łapkach bo się nie subordynowało. Widać mamy zupełnie inną tolerancję na poczucie krzywdy u innych.

    Twój post po prostu sugeruje, że rodzice 2latków nieznających słodyczy, krzywdzą swoje dzieci nie dając im słodyczy - niezgadzam się ze stawianiem tych rodziców, w tak złym świetle dlatego polemizuję.
    --
    To pisałam ja mama Marcysiahttp://lb3f.lilypie.com/iialp2.png
  • 22.11.11, 00:14
    > Ja tylko tę litość nieszczęsną skomentowałam, bo mi się śmieszna wydała w odnie
    > sieniu do nieczęstowania dzieci słodyczami.
    To ze daje slodycze swojemu dziecku nie znaczy ze pozwalam na czestowanie go przez kogos. Tu sa granice.

    > Twój post po prostu sugeruje, że rodzice 2latków nieznających słodyczy, krzywdz
    > ą swoje dzieci nie dając im słodyczy -
    Ja odpowiadalam na post Domi ktorej dziecko ma 2.7 i na widok lizaka pyta "co to" Wiec dziecko prawie 3. kumajace, jedzace juz pokarmy jak dorosli nie zna smaku slodyczy....i ma obsolutny zakaz. I ten zakaz bedzie mialo bo domi ma zle wspomnienia.....
    Dlatego wlasnie zarzucam Ci ze czytasz ale nie przyswajasz......
  • 22.11.11, 17:20
    aniasa1 napisała:
    > Ja odpowiadalam na post Domi ktorej dziecko ma 2.7 i na widok lizaka pyta "co t
    > o" Wiec dziecko prawie 3. kumajace, jedzace juz pokarmy jak dorosli nie zna sma
    > ku slodyczy....i ma obsolutny zakaz. I ten zakaz bedzie mialo bo domi ma zle ws

    Ale dlaczego uważasz, że jak nie wie co to lizak to ma zakaz całkowity słodyczy? Jedno z drugim, jak dla mnie w ogóle się nie wiąże. Mój syn nie zna lizaków, a nie ma zakazu jedzenia słodyczy jako takich.
    A tak w ogóle powiedz, jaki jest SENS podawania tak małemu dziecku takich świństw? Wymień sensowny argument, a nie "bo tak, bo ja tak robię". Każdemu człowiekowi inaczej kojarzy się dzieciństwo, Tobie akurat ze słodyczami. A mi z chlapaniem w błocie i kałużach. Mój syn tapla się w błocie, większość dzieci nie i idąc tropem Twojego rozmyślania powinno mi być ich żal.
    Agnieszka
    Ps. Tak samo jak nie widzę sensu kupowana hamburgerów, fryte i śmieciowego jedzenia w fastfoodach. Ale każdy rodzic robi to co jemu wydaje się słuszne.
    --
    Staś (03.05.2008)
  • 22.11.11, 18:20


    > Ale dlaczego uważasz, że jak nie wie co to lizak to ma zakaz całkowity słodyczy
    > ? Jedno z drugim, jak dla mnie w ogóle się nie wiąże. Mój syn nie zna lizaków,
    > a nie ma zakazu jedzenia słodyczy jako takich.

    mam dziecko w wieku 2,7. nie zna smaku czekolad ani żelków ani cukierków. na widok dziecka z lizakiem pyta się 'co to?'. je za to jakieś ciasteczka i rogaliki
    Ten wpis uwazam jako absolutny zakza slodyczy . Ty nie? Ten lizak jest tu tylko przykladem.


    > A tak w ogóle powiedz, jaki jest SENS podawania tak małemu dziecku takich świńs
    > tw? Wymień sensowny argument, a nie "bo tak, bo ja tak robię". Każdemu człowiek
    > owi inaczej kojarzy się dzieciństwo, Tobie akurat ze słodyczami. A mi z chlapan
    > iem w błocie i kałużach. Mój syn tapla się w błocie, większość dzieci nie i idą
    > c tropem Twojego rozmyślania powinno mi być ich żal.

    Nie nakrecaj sie. Sens: sprawienie przyjemnosci. a nie ze ja tak robie. Oczywiscie napisze wyraznie zebys nie miala problemu z skumaniem: to nie jedyny sposob na zrobienie przyjemnosci ktory mam - to temat rzeka. Poprostu uwazam ze sa jakies granice: W OBIE STRONY. Ze zakaz jest tak samo glupi jak podawanie slodyczy bez limitu. Mowiac szczerze rece opadaja od tego tlumaczenia. Zal mi dziecka bo nie zna smaku slodycza/ KUMASZ? Bo pojdzie do przedszkola, na placyk czy gdziekolwiek i zobaczy ze inne dziecko czyms sie zajada a ono NIE. Ze w koncu zadaje to pytanie "Co to" bo widzi ze inne dziecko ma cos czgo Ono nie ma I kiedys jak moja dorosla teraz kolezanka zapyta swoja mame: dlaczego pozeralas wszystkie slodycze ktore dostalam od babci? Nie moglas mi ich racjonowac?
    Nie wkrecajmy w to jeszcze glodujacych dzieci z Afryki, fastfoodow, molestowanych bitych itp. Dziewczyno, poruszam temat slodyczy wiec nie stawiaj naprzeciw calego zla na swiecie, bo tak mogłybysmy sobie latami pisac. chodzi o ten/takie przypadki.

  • 22.11.11, 19:56
    aniasa1 napisała:
    > mam dziecko w wieku 2,7. nie zna smaku czekolad ani żelków ani cukierków. na wi
    > dok dziecka z lizakiem pyta się 'co to?'. je za to jakieś ciasteczka i rogaliki
    >
    > Ten wpis uwazam jako absolutny zakza slodyczy . Ty nie? Ten lizak jest tu tylk

    Ale przecież je ciasteczka i rogaliki. To nie słodycze? Dla mnie zakaz to: "zabraniam". A jak się nie upomina to dla mnie nie jest zakaz. Mój syn nie jadł jeszcze nigdy lizaków, żelków, ale też NIGDY nie powiedział "Kup mi to". I gdzie tu zakaz? Może dziecko przedmówczyni też takie jest?

    > Nie nakrecaj sie. Sens: sprawienie przyjemnosci. a nie ze ja tak robie. Oczywis
    > cie napisze wyraznie zebys nie miala problemu z skumaniem: to nie jedyny sposob

    Ależ ja się nie nakręcam. I nie mam problemu z myśleniem. Za to mam wrażenie, że Ty usiłujesz wszystkich przekonać, że jedynie Twoja "prawda" jest słuszna.

    > Zal mi dziecka bo nie zna smaku slodycza/ KUMASZ? Bo pojdzie do przedszkola, na placyk czy gdziekolwiek i zobaczy ze inne dziecko czyms sie zajada a ono NIE. Ze w koncu zada
    > je to pytanie "Co to" bo widzi ze inne dziecko ma cos czgo Ono nie ma I kiedys

    No to jak pójdzie do przedszkola i będzie chciało spróbować to według mnie wtedy jest właśnie czas na kupienie czegoś takiego. A poza tym NIGDY nie uda Ci się zrobić tak, żeby Twoje dziecko MIAŁO i ZNAŁO WSZYSTKO to co znają i mają inne dzieci. Zawsze jest możliwość, że jakieś dziecko będzie miało kolejną słodką nowość. I co, wszystko kupisz, bezkrytcznie?
    Agnieszka
    --
    Staś (03.05.2008)
  • 22.11.11, 22:35
    rece mi opadly. Rozmowa z..............
    Nikogo o do niczego nie zamierzam przekonywac. Poprostu wyrazilam swoje zdanie.
    Przepraszam ale nie mam z Tobą juz o czym dyskutowac bo to jałowe.
    To raczej Ciebie irytuje ze ktos mysli inaczej niz Ty.

  • 20.11.11, 19:53
    aniasa1 napisała:
    > Dzieci widzace lizaka i ptajace "co to" budza we mnie litosc. Dziecinstwo ma sw
    > oje prawa i zupelnie nie rozumiem dlaczego rodzice swoimi uprzedzeniami i wypac
    > zeniami obciazaja dzieci. Bez popadania w skrajnosci chce mocno zaznaczyc ze ob

    No to mój syn wzbudza litość, ponieważ nie ma zielonego pojęcia co to jest lizak, ba nawet jajko z niespodzianką to tylko opakowanie zabawki smile Wyciąga zabawkę, resztę wyrzuca. smile
    Ale ja mam w głębokim poważaniu to co inni myślą o mnie. Ja dzieciństwa nie kojarzę z lizakami i słodyczami, nie widzę potrzeby, żeby tak akurat kojarzyło się mojemu dziecku. Kiedyś, jak będzie chciał spróbować to mu dam, ale dopóki się nie dopomina to nie widzę sensu zaznajamiania z takimi świństwami jak żelki, wata cukrowa, lizaki, dropsy itp. W imię czego? Same barwniki, konserwanty, emulgatory, sztuczne zapachy i cukier.
    A słodycze jako nagroda/pocieszenie to najgorsza rzecz jaką można dziecku zafundować, prosta droga do zajadania frustracji słodyczami w życiu dorosłym i tycia.
    Agnieszka
    --
    Staś (03.05.2008)
  • 21.11.11, 00:49
    nawet jajko z niespodzianką to tylko opakowanie zabawki smile Wyciąga zabaw
    > kę, resztę wyrzuca. smile
    No to u was jest zupelnie inna sytuacja. Dziecko moze, ale nie chce, ja tez nie widze powodu zeby wmuszac w niego slodycze. Pisalam juz wczesniej ze sama w dzieinstwie nie lubilam slodyczy, niektore dzieci tak maja


    nie widzę sensu zaznajamiania z takimi świństwami jak żelki, wa
    > ta cukrowa, lizaki, dropsy itp. W imię czego? Same barwniki, konserwanty, emulg
    > atory, sztuczne zapachy i cukier.
    To jest wlasnie teoria ktora dla mnie jest totala bzdura. Przeanalizuj jego i wasze jedzenie. Przekonaj mnie ze dajesz tylko i wylacznie same dobre rzeczy bez konserwantow, barwnikowzapachow itp.... Czy to jest mozliwe w tych czasach?? Chodujesz bydlo? wyrabiasz wedliny? uprawiasz poletko warzywne???? No jak Ci sie to udaje? Powaznie.

    > A słodycze jako nagroda/pocieszenie to najgorsza rzecz jaką można dziecku zafun
    > dować, prosta droga do zajadania frustracji słodyczami w życiu dorosłym i tycia
    Nie wiem skad wydedukowalas ze takie sa moje intencje? Bo rozumiem ze do mnie skierowany byl post. W naszym domu jedzenie slodyczy to zupelnie naturalna rzecz a nie jakies swieto-nagroda
  • 21.11.11, 10:18
    aniasa1 napisała:
    > To jest wlasnie teoria ktora dla mnie jest totala bzdura. Przeanalizuj jego i w
    > asze jedzenie. Przekonaj mnie ze dajesz tylko i wylacznie same dobre rzeczy bez
    > konserwantow, barwnikowzapachow itp.... Czy to jest mozliwe w tych czasach?? C
    > hodujesz bydlo? wyrabiasz wedliny? uprawiasz poletko warzywne????

    Analizuję nasze żywienie i unikam chemii. Czytam zawsze i wszędzie skład produktów, które kupuję. I nie kupuję niczego co ma dodatki chemiczne niezdrowe, niedozwolone w wielu krajach, a u nas stosowane bez przerwy. Wiele produktów gotowych z chemią można zastąpić produktem przygotowanym przez siebie bez świństw np. nie kupuję "kostek rosołowych" sama gotuję wywary warzywne. I wiem, że w warzywach jest chemia, ale nie ma glutaminianu, tony soli, zapachów i barwników.
    Tak, uprawiam ogródek smile część warzyw mam swoich, jajka dostaję od "szczęśliwych" kur. Niestety, mięso jest sklepowe, ale my z mężem jesteśmy roślinożerni, nasz Staś czasem tylko chce "wędlinkę" to kupuję kawałek mięsa i piekę. Zdaję sobie sprawę, że NIE uniknę całej chemii, która jest w żywności, nie da się. Ale póki co minimalizuję jej ilość. Wybór należy do rodzica, nie zamierzam nikogo przekonywać, że robię najlepiej na świecie, każdy żywi tak jak ma na to ochotę

    > kierowany byl post. W naszym domu jedzenie slodyczy to zupelnie naturalna rzecz
    > a nie jakies swieto-nagroda
    A to już ogólne przemyślenie. Bo tak jest w większości domów.
    Agnieszka
    --
    Staś (03.05.2008)
  • 22.11.11, 14:28
    aniasa1 napisała:

    > Dzieci widzace lizaka i ptajace "co to" budza we mnie litosc. Dziecinstwo ma sw
    > oje prawa i zupelnie nie rozumiem dlaczego rodzice swoimi uprzedzeniami i wypac
    > zeniami obciazaja dzieci.

    Chyba trochę przesadziłaś. A co dziwnego jest w tym,że jakiś rodzic nie kupuje dziecku lizaka? Może serwuje mu inne, zdrowsze słodycze? Rozumiem, jeśli zdziwiłoby Cię gdy dziecko nie wie, co to banan, jabłko, pomarańcza, malina itp. Ale lizak?
    --
    Someone Like You
    Hometown Glory
  • 20.11.11, 18:08
    Wszystko dajemy, ale w ilościach "homeopatycznych". Najwyżej kostkę czekolady na raz, ale młody ze słodyczy i tak najbardziej lubi jogurt smile))
  • 20.11.11, 19:05
    A dziś w radiu a propos cukrzycy usłyszałam, że jeszcze przed wojną cukier kupowało się w aptecznych ilościach, dopiero komuna wprowadziła niebotyczne ilości cukru w naszej diecie. Zaczęto wszystko słodzić.
    Bardzo fajna audycja i bardzo uświadamiająca, m.in. o tym, że zdrowi ludzie też nie powinni przesadzać z cukrem. Raz w tygodniu jakiś skromny kąsek jest ok, ale codzienne zajadanie się lizakami, batonami to kręcenie na siebie bicza, w przypadku tego wątku kręcenie bicza na własne dzieci.
    --
    To pisałam ja mama Marcysiahttp://lb3f.lilypie.com/iialp2.png
  • 20.11.11, 19:43
    Masz rację,tyle się mówi o kształtowaniu nawyków żywieniowych,podajemy dzieciom słodycze na deser,na drugie śniadanie i potem dziwimy się dlaczego jako dorosłe osoby nie jedzą owoców czy sałatek...pamietam angielski program o odchudzaniu gdzie facet jako 30 latek pierwszy raz spróbował brokuły,szpinak itp.smile
  • 20.11.11, 19:38
    jw.
    Mój jeśli już je - to mu dam polizać kostkę czekolady jak sama jem raz na miesiąc i jogurt i to tyle ze słodyczy. Cukierki, żelki itp. sobie darujemy bo nie mam zamiaru biegać z nim po dentystach w wieku 2 lat- a i to nie jedyny powód.
    Też są dziadkowie, ciocie- ale to moje dziecko i ja decyduję co je, a czego nie.
    --
    Zmieniłam nicka smile
  • 21.11.11, 08:37
    > Też są dziadkowie, ciocie- ale to moje dziecko (...) decyduje


    Taaaaaaaaaaa, postaw przed nim wszytkie słodycze świata i schabowego. Zobaczymy jak zadecyduje big_grin
    --
    http://lbdm.lilypie.com/1KPQp1.png
  • 21.11.11, 11:54
    leneczkaz napisała:

    > > Też są dziadkowie, ciocie- ale to moje dziecko (...) decyduje
    >
    >
    > Taaaaaaaaaaa, postaw przed nim wszytkie słodycze świata i schabowego. Zobaczymy
    > jak zadecyduje big_grin


    Moje dzieci wybierają owoce,bakalie bo to owoce i bakalie leżą w domu zawsze pod ręką.Ale wiem,że gdyby obok owoców leżały słodycze to one by wygrały,słodycze są tylko czasami np. w weekend.
  • 21.11.11, 12:45
    To może naucz się czytać ze zrozumieniem- że to ja decyduję, a nie moje dziecko.
    --
    Zmieniłam nicka smile
  • 22.11.11, 08:15
    >Też są dziadkowie, ciocie- ale to moje dziecko i ja decyduję co je, a czego nie.

    > To może naucz się czytać ze zrozumieniem- że to ja decyduję, a nie moje dziecko
    > .

    Tabletki się skończyły? big_grin


    --
    http://lbdm.lilypie.com/1KPQp1.png
  • 21.11.11, 12:49
    Taaaaaaaaaaa, postaw przed nim wszytkie słodycze świata i schabowego. Zobaczymy
    > jak zadecyduje big_grin

    Ostatnio na imprezie rodzinnej jedna z cioć poczęstowała Marcysia tortem. W momencie kiedy na stole postawiono przed nim talerz z obiadem wypluł tort "życzliwej" cioci na rękę, żeby zrobić miejsce na prawdziwe jedzenie. Potem zamiast zjeść podarowane kinderki, zażyczył sobie winogrona.

    Pani sklepowa chciała poczęstować go lizakiem, powiedział jej: "Zapytam mamę, czy to się dla mnie nadaje". Za moim pozwoleniem wziął lizaka i schował do kieszeni. Zjadł go po kilku dniach.
    --
    To pisałam ja mama Marcysiahttp://lb3f.lilypie.com/iialp2.png
  • 21.11.11, 15:07
    u mnie dziecko odmowilo wczoraj konsumpcji tortu na imprezie urodzinowej, czekoladowego, poszla po grzanki z czosnkiem smile
    slodkie jest dobre, ale wy tez zawsze wybierzecie slodkie? bo ja czesto mam ochote na ostre, pikantne, a slodkie mnie nie ciagnie - dlaczego uwaza sie, ze dla dzieci slodycze sa esencja istnienia?


    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
  • 22.11.11, 09:04
    Masz calkowita racje. Ja tez nie lubie zbytnio czekolady, a tortu czekoladowego po prostu nie rusze, tak samo lodow czekoladowych. Nie wiem ale po prostu mi nie smakuja sad Sa, ze tak sie wyraze "zbyt czekoladowe" big_grin
    Moj starszy syn preferuje slodkosci. Codziennie na sniadanie sa platki albo bulka z nutella sad Na szczescie inne posilki sa urozmaicone wiec prawdopodobnie ta nutella zdrowia mu nie zrujnuje, z zebami tez na razie ok (ma juz 12 lat i jak na razie wade zgryzu ale to nie od slodyczy). Mlodsza corka preferuje slone i kwasne. Tez z pewnoscia wybralaby grzanki z maslem zilowym/czosnkowym zamiast tortu wink Do tego pomidor, cala surowa papryka albo zielony ogorek (nie musi nawet byc obrany). Nikt jej tego nie "uczyl" a jednak gusta smakowa ma zupelnie inne niz jej starszy brat.
    Slodycze zawsze byly w naszym zyciu obecne, w rozsadnych ilosciach. Ja tez mam czasem ochote na cos slodkiego, dlaczego dzieci mialyby odczuwac inaczej? Mamy w domu kredens ze slodyczami, dzieci maja do niego dostep. Nigdy nic nie bylo wydzielane, porcjonowane. I jakos dzieciaki nie spedzaja przy tym kredensie calego dnia. Zazwyczaj cos raz dziennie sobie z niego wybiora, za to znacznie czesciej zagladaja do lodowki, by siegnac po plasterek jakiejs wedliny, sera lub jogurt. Albo po owoc. Dziadki tez to w miedzyczasie wiedza, "roznioslo" sie po calej rodzinie i dzieciaki nie sa zasypywane slodyczami.
    Dopoki slodycze nie stanowia podstawy wyzywienia, nie zajmuja poczesnego miejsca w jadlospisie, nie kreci sie wokol nich rozklad dnia, nie widze problemow do zmartwien.
  • 22.11.11, 08:19
    No ale mój tortu nigdy w życiu nie zje. Tak samo jak połowy innych słodyczy. Nie lubi żelek, lizaków.
    KOCHA wszytko co ma w nazwie KINDER oraz słodkie produkty mączne.
    Ale spokojnie wystarcza mu 1 cukierek Kinder dziennie. Chyba jest uzależniony od nazwy- 'dzień bez Kinder, dniem straconym' wink.
    Na prezenty prosi kinder (Kinder wygrywa nawet za zabawkami po kilkaset zł..).

    No ale mój jest wegetarianinem więc stanowczo by wybrał coś słodkiego (co lubi) nad kotlecik ..
    --
    http://lbdm.lilypie.com/1KPQp1.png
  • 21.11.11, 15:54
    Wycięłaś sobie część zdania, ułożyłaś swoje i się cieszysz. Nie ma to jak się śmiać najgłośniej z własnego dowcipu, c'nie?
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/9f7jk6nlkptm61kp.png bbcode
  • 22.11.11, 08:16
    jaką część? czytaj ze zrozumieniem. napisała, że decyduje dziecko (..i ona). no ale jak dziecko to idę o zakład, że zamiast 'liznąc' czekoladki od mamy wolałoby ją jednak zjeść big_grin
    --
    http://lbdm.lilypie.com/1KPQp1.png
  • 21.11.11, 15:52
    To znaczy sama wcinasz, a on biedny tylko liże? Co za hipokryzja.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/9f7jk6nlkptm61kp.png bbcode
  • 21.11.11, 17:32
    wtedy gdy ja pije kawę, a on tylko wącha zapach.
    Nie dla psa kiełbasa- ot.
    --
    Zmieniłam nicka smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.