Dodaj do ulubionych

3,5-latka nie chce mnie wysłuchać

30.03.17, 12:58
Chyba jakiś czas kryzysowy... Tylko nie wiem, czy mój, czy dziecka wink

Case study: córka wczoraj wybrała się do małej sąsiadki z bloku na wspólną zabawę. Nie pierwszy i nie ostatni raz, takie wizyty odbywają się u nas lub u nich kilka razy w tygodniu. W porze kolacji przychodzę odebrać 'zgubę'. Od progu krzyk i chowanie się w pokoju, bo nie chce ze mną iść. No ok, potrzebuje pewnie chwili na ochłonięcie. Siadam, rozmawiam z sąsiadką (dużą). Mija 5 minut, 10, ostatecznie chyba kwadrans. Próbuję podejść, zagadać, kucnąć, przytulić. Na każdą próbę kontaktu słownego córka zaczyna piszczeć, żeby mnie zagłuszać albo krzyczy "Nie będę Cię słuchać!". Na każdą próbę kontaktu fizycznego - wyrywa się i ucieka.

W końcu kryzys został zażegnany przez sąsiadkę, która przynajmniej mogła coś powiedzieć bez ryzyka bycia zakrzyczaną. Ale nie jest to pierwsza tego typu sytuacja i przyznaję, że nie wiem, jak sobie poradzić bez sąsiadki na podorędziu.

Case study 2: siedzimy przy śniadaniu, córka się wygłupia. Pokazuje palcem na coś na stole i zaczyna wydawać dziwne odgłosy. Mówię: "Córciu, czy mogłabyś użyć słów?" i w odpowiedzi słyszę "Nie mówię do Ciebie!"*. Nie wiem, co odpowiedzieć. Moje próby argumentacji, że przykro mi, jak tak mówi, a w domu wszyscy możemy rozmawiać spotykają się z jakże logicznym tłumaczeniem "Ale ja przecież nie mówiłam do Ciebie" i szczerym zdziwieniem, że nie rozumiem tego wyjaśnienia.

*Uprzedzając oburzonych spod znaku "skąd trzylatka zna takie odzywki", od razu mówię: podejrzewam, że sama wymyśliła (ewentualnie może usłyszała w rozmowie dorosłych gości?). W domu nikt tak nie mówi (dla mnie ten tekst - oczywiście u dorosłego - jest *bardzo* niegrzeczny i nie wiem, jak musiałabym być wściekła, żeby to komukolwiek powiedzieć). Na przedszkole nie mogę zwalić, bo o ile pamiętam, użyła go po raz pierwszy zanim poszła do przedszkola.
Edytor zaawansowany
  • 30.03.17, 13:32
    Gvalcha, pewnie Cię nie pocieszy, ale ja mam nowy zgryz z moim trzylatkiem - po prostu wali mnie po gębie... A mieliśmy taki piękny okres "tak mamusi, dobla mamusiu, już nie będę" big_grin
    Co do pierwszej sytuacji to rozumiem. Co do niej dokładnie mówisz jak się chowa, czy może co chcesz jej powiedzieć, zanim Cię zagłuszy?
    Co do drugiej sytuacji - nie bardzo czuję. Napisz coś więcej - co Ci przeszkadza, że wydaje odgłosy? I skoro rzeczywiście nie mówi do Ciebie, to co za problem? smile
  • 30.03.17, 13:56
    Mój trzylatek też ma czasem takie zapędy, z uśmiechem na ustach potrafił mi przyłożyć jak mu się coś nie spodoba.
    Na szczęście ten etap powoli się kończy - tłumaczenie, łapanie za rękę kiedy widzę że chce mnie uderzyć, odstawianie do jego pokoju jeśli nie reaguje - to dało jakieś tam efekty. Okres buntu 2/3 latka jest straszny....
  • 30.03.17, 20:47
    Gwoli porządku, bunt 2 latka i bunt 3 latka to dwa różne skoki rozwojowe. smile Ten drugi gorszy.
  • 30.03.17, 21:37
    Racja
    Kurna chata czuje się jakbym zaczynała od zera sad
  • 30.03.17, 13:57
    amiralka, w ogóle nie pocieszyłaś. Ja myślałam, że trzy lata to łohoho, już odchowane i kulturalne dziecię. Ostatnie miesiące takie były i już się zaczynałam relaksować myślą, że to koniec mojej roboty wink

    Sytuacja pierwsza: Zaczynam od "Widzę, że się dobrze dziś bawiłaś". Po czym chcę dodać "Niestety czas już iść do domu na kolację", ale nie dochodzę do drugiego zdania (ba, nie dochodzę do "dobrze"). Ewentualnie, jak już się boczy "Pogadamy?" (tu nie dochodzę do drugiej sylaby wink ).

    W drugiej sytuacji - nie wiem, czy mówi do mnie, czy nie wink Chce coś ze stołu (np. ser), głośno się domaga monosylabami albo jakimś "Bleblebleblebleble", tym głośniej, im mniej jest "zrozumiana". Ja siedzę najbliżej, więc dopytuję. Sytuacja akurat z dziś, ale odpowiedź "Nie mówię do Ciebie" nie tylko z dziś. Mnie to razi, nawet jeśli wiem, że u trzylatki ten tekst znaczy co innego niż u dorosłego.
  • 30.03.17, 14:10
    No mój jest bardzo kulturalny i w żłobku w ogóle widzę, że jest ulubieńcem, choć panie ukrywają trochę ale widzę, że nie mogą się nachwalić, jaki rozumny, usłuchany, jak pomaga maluchom i paniom. Tylko w domu od 2 tyg wali w pysk i zrzuca książki z półekwink
    Ja jak mój syn nie chce skądś wyjść (a nigdy nie chcewink mówię: wiem jakie to trudne przerywać zabawę i się rozstać. Pamiętam to (naprawdę pamiętam te moje dramaty i łzy przy wychodzeniu od koleżanekwink Może po prostu skoro córka i tak Cię nie chce słuchać, to nic nie mów. Patrz ze współczuciem i podawaj płaszczyk? Nie wiem. Może poproś sąsiadkę, żeby ją uprzedziła, albo zadzwoń pięć minut wcześniej i poproś ją do telefonu? Wtedy możesz zaznaczyć czego oczekujesz: pobaw się jeszcze pięć minut, ale potem chciałabym żebyś ubrała buty i płaszcz i powiedziała do widzenia. Bez krzyków. Albo zaznacz to jej za każdym razem kiedy ją zaprowadzasz, powiedz że te krzyki są tak trudne dla Ciebie, że musi z tym skończyć, jeśli chce tam chodzić. Wykaż współczucie, opowiedz że wiesz, jak jest jej trudno jak to się kończy i żeby pamietała, że żegnamy się po to żeby potem znów powitać. I że płakać jest ok, że może się przytulić jeśli to trudne, ale krzyczeć już nie. Po wizycie, już w czasie akcji, lepiej faktycznie już nie mów.Tylko niewerbalne współczucie, ewentualnie możesz cicho powtarzać: ja wiem, ja wiem (ale tylko jeśli faktycznie wiesz czy po prostu jesteś spokojna i "profesjonalna" wink
    A czemu Cię to "razi"? Nie mówię, że to ma Cię nie razić, ale zastanawiam się co wtedy czujesz, jak ona tak do Ciebie mówi? Znacznie nie musisz odpowiadać. Po prostu dobrze zrozum co i dlaczego Cię tak drażni.
    Mój synek też mi czasem mówi, "ja nie mówię do Ciebie, tylko do taty, wyjdź z pokoju, idź idź!" (z tatą bawi się po francusku i lubią przy tym być samismile. Zawsze mówię, że to ja to szanuje, że zostawię ich, ale chciałabym żeby mi to powiedział miłym głosem i nie wyganiał tak, bo mi wtedy przykro. Więc zamienia na "plosę kochana mamusiu o wyjście" big_grin
  • 30.03.17, 15:03
    No podałabym te kapcie (płaszczyka nie, bo to ten sam blok), ale dziecko zamknięte w pokoju i ucieka na mój widok wink I jestem pewna (z doświadczenia...), że jakbyśmy już złapały kontakt, to by było dobrze. Tę część już rozpracowywaliśmy wielokrotnie, więc wiem, czego próbować. Ale żeby w ogóle nie mieć pola do rozmów - to jest nowość.
    A co mnie razi? Chyba to, że mnie wyklucza z rozmowy. Ale rozumiem, że mogę być denerwująca, mam skłonności do kazań. Może się odcina, żeby tego nie słuchać?
  • 30.03.17, 19:42
    Nikt nie lubi kazańwink Dlatego ja bym do złapania kontaktu po prostu była obok i mówiła "ja wiem". A jak już dziecko kooperujące to przegadała z nim całą sytuację. Ale też nie na zasadzie "pogadanki", tyle coś w stylu jak w książce "jak mówić by dzieci nas słuchały". I stawiała warunki - pójdziesz do Asi, ale kiedy powiem koniec, nie chcę żebyś stawała w kącie i krzyczała. Rozumiem, że ci trudno, mogę Ci dać jeszcze pięć minut, ale w naszym domu wyrażamy sprzeciw i negocjujemy inaczej." Czy coś w tym stylu.
    A co do wykluczenia z rozmowy - dalej nie rozumiem. Do kogo ona wydaje te dwizne dźwięki? Do solniczki ? wink Może po prostu chce się powygłupiać. Może też do niej odpowiedz - glublyepituble? I obie się pośmiejecie tylko?
  • 30.03.17, 20:37
    Właśnie z byciem obok jest trudno, bo trwa zabawa w berka. Kiedyś była rozpacz stacjonarna i można było głaskać po pleckach i czekać, aż minie. Potem był okres spokoju i względnej elastyczności, co uśpiło moją czujność wink A teraz w trudnych momentach jest uciekanie i zagłuszanie, więc o kontakt trudno. Co do rozmowy: generalnie pracuję nad ograniczeniem pogadanek na rzecz empatii i dialogu i idzie mi nieźle (a przynajmniej bardzo się staram). Więc też nie ma powodu, żeby zupełnie mieć mnie dość wink
    Przy stole: tak, chce się powygłupiać, ale i oczekuje, że ten "przekaz" zrozumiemy. Z odpowiedzią glublyepituble dobry patent, tyle, że mi nie tyle przeszkadza wygłupianie się - bo jest całkiem zabawne - a bardziej jej reakcja na moją próbę dowiedzenia się, czego konkretnie by chciała.
  • 30.03.17, 23:33
    Czuję podobnie, moja czujność też uśpienia i nie wiem jak wytrzymać to klapie w twarz, plus wywracanie i rzucanie. Jeszcze w szale to bym wybaczyla, bo ja też temperamentu i miałam różne okresy i długo się uczyłam jak w szał.nie wpadać. Ale mój to robi na zimno kurde, rano i wieczorem, jak.cokolwiek idzie nie po jego myśli. Dziś wydawało mi się że mam patent, rozwiązać to przez zabawę. Super potanczylismy przez 15 min a potem... Młody przypomniał sobie, że był niezadowolony i zaczął chodzić i patrzeć czym tu rzucić. Uspokoił się dopiero po ostrzejsze reakcji. Mam od pewnego czasu ciężki okres w pracy i w ogóle, może to tak na niego wpływa? A może się nie przejmować i powiedzieć "bunt 3 latka", minie?
    Ale ale, To twój wątek przecież ! big_grin Na uciekanie stosuje stanowcze łapanie i zabieranie z miejsca zbrodni. Chyba że krzyki jakby prosię zaczynać, to odstawiam, jak pisałam
    Co do pyskowania przy stole... Bo tak chyba się to nazywało za naszych czasów?wink Stawialabym.na nauki Juula, którego znasz. Być szczerym z dzieckiem:" poczułam się niefajnie, jak tak mi powiedziałas. Chciałam tylko dowiedzieć się jak Ci pomóc. Następnym razem powiesz to miłej?" Może przyniesie owoce jak nie teraz, to na przyszłość
  • 30.03.17, 23:35
    Ps przepraszam za błędy. Nowy telefon i automatyczna autokorekta upieraja sie by pozbawić mnie sensu.wink
  • 30.03.17, 14:05
    Co do case study 1 - na mojego syna działa w takiej sytuacji "wcześniejsze przygotowanie gruntu". Tzn w Twojej sytuacji ja bym zrobiła tak - weszła do domu, przywitała się, usiadła z sąsiadką przy stole (żeby córka widziała że tak od razu na wejściu jej nie zabierzesz) ale zakomunikowałabym dziecku, że o określonej godzinie (np o równej 16) wychodzicie. Mojemu pokazujemy na zegarku - jak duża wskazówka będzie na 12 to wtedy wychodzimy. Do tego czasu możesz się bawić. Jeśli nie chce Cię słuchać kiedy po nią przychodzisz, postaraj się jej zapowiedzieć zasady wyjścia od koleżanki przed przyjściem: kochanie, idziesz teraz do Kasi ale o 16 przyjdę po Ciebie i wrócimy do domu.
    Możesz zabrać ze sobą jakąś jej ulubioną zabawkę - skoro córka nie chce słuchać Ciebie to może wysłucha jak jej pluszak do niej mówi wink
  • 30.03.17, 14:14
    Super pomysł z pluszakiem big_grin My też tak "rozwiązujemy" wszystkie problemy. Synek np nie chce chodzić do dzieci w dni kiedy zostaje w złobku na spanie (on już nie drzemkuje, a panie nalegają na choćby 15 minutowy odpoczynek. Już teraz sam przynosi ulubione pluszaki i mamy taką zabawę, że one się kłócą. Jeden krzyczy, że nie chce iść "do dzieci", drugi że on chce i mają wychodzić. Tak się kłócą, przepraszają i znów kłócą, jeden płacze, że nie chce tam spać, aż w końcu sam synek podchodzi i mówi: ale mozecie spać ze mną, ja wam opowiem historie big_grin
  • 30.03.17, 23:39
    Mnie tknelo teraz. Te dudusie mojego synka właściwie nie tyle kłócą się ale po prostu piorą po gębach, ku uciesze właściciela. Może to ja sama wymodelowalam takie zachowanie u mojego synka, stąd to plaskanie po twarzy teraz?
    O rety taka stara a taka głupia 😁 Idę poważnie porozmawiać z dudusiami teraz😉
  • 31.03.17, 09:47
    big_grin
  • 30.03.17, 14:20
    nightdream - to, że przyjdę po nią w porze kolacji, jest zawsze ogłaszane przed wyjściem. Tyle, że to jest dwie godziny wcześniej. Po takim czasie ustalenia są dla niej abstrakcyjne, zwłaszcza, że na zegarku się nie zna.
    Wczoraj zaczęłam tak, jak piszesz - od wejścia nawet nie próbowałam rozmawiać, bo widziałam opór (córka zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, stwierdziła, że nie idzie do domu). Siadłam przy stole i czekałam, aż Młoda dojrzeje do jakichkolwiek negocjacji. Ale te kilka minut niewiele zmieniło w jej gotowości, a godzinę siedzieć ani nie chciałam, ani nie mogłam.
  • 30.03.17, 14:59
    I jak się skończyło...😁eh ja mam 5 latka i też są problemy gdy trzeba wyjść. Nie pociesze bo to u nas trwa i trwa
  • 18.04.17, 10:02
    Wcześniejsze przygotowanie gruntu niestety nie działa, nawet jak jesteśmy w domu. Jeszcze jedne puzzle, jeszcze jedna zabawa, jeszcze trochę pod prysznicem i tak lecą minuty i lecą kolejne. Nie zna żadnych granic i każda prośba lub skrócenie zabawy kończy się awanturą i krzykiem, płaczem. Staramy się zachować rytuał całego popołudnia po przyjeździe z pracy. Już nawet w tygodniu nie jeździmy z nim na żadne zakupy, na żadne mniejsze wizyty do babci, bo wtedy dopiero się nakręca i po powrocie do domu musi koniecznie nadrobić zabawę za całe zmarnowane popołudnie. Nawet po kolacji i kąpieli, tata ma czytać bajki, i czytać bajki i czytać, czytać ....... najlepiej bez końca. Żadne ograniczenia, umowy nie działają.
  • 18.04.17, 12:44
    "Nie zna żadnych granic i każda prośba lub skrócenie zabawy kończy się awanturą i krzykiem, płaczem" -Francuzi to nazywają "nauka frustracji" wink Nie da się zrobić tak, żeby dziecko nigdy nie płakało i nie krzyczało, choć to też zależy od temperamentu. Te umowy, określenie oczekiwań, klepsydry - to ma dziecku pomóc, ale nie jest rozwiązaniem cudem. Nie da się przejść przez dzieciństwo (ani przez życiewink bez frustracji, rozczarowania i niedosytu. Możecie tylko przy nim być i pokazać, że rozumiecie i szanujecie co czuje. Ale granicę wyznaczacie Wy, trudno liczyć, że dziecko samo je będzie "znało".
  • 18.04.17, 13:56
    mja-15, u nas "nauka frustracji" (piękna nazwa, zaiste!) też była okupiona ciężkimi przejściami. W najcięższych okresach, gdy córka była wybitnie skłonna do awantur starałam się redukować sytuacje szczególnie trudne, a więc przede wszystkim takie, gdzie poziom pobudzenia jest wysoki. A więc przez pewien czas (na pocieszenie: nie bardzo długi) nie było żadnych bajek (na ekranie), sklepów, sal zabaw. Za to chodziłyśmy na spacery (natura wycisza), gdzie córa mogła łazić/jeździć gdzie chce i w miarę możliwości sama decydowała o tym, kiedy wracamy. A poza tym, jak pisze amiralka - frustracja jest normalna.
    Co do czytania przed spaniem - tu, jak rozumiem, awantura utrudnia pójście spać. My mieliśmy (w różnych okresach) dwa rozwiązania: albo czasowo (choćby na kilka dni, żeby przerwać rytualne awantur) zastąpić czytanie bajek śpiewaniem kołysanek, albo tak dobrać lektury, żeby "czytanie bez końca" skończyło się szybkim zaśnięciem z nudów wink
  • 18.04.17, 15:46
    Dzięki! smile Wiadomo, że granice muszą być. Tam, gdzie muszą być koniecznie i absolutnie, to są. Tam, gdzie ma to mniejsze znaczenie, on może uczestniczyć w podejmowaniu decyzji i wyznaczaniu granic, tam mu się popuszcza, żeby też wiedział, że może o pewnych rzeczach decydować. W końcu chłop rośnie, za 2 m-ce będzie miał 4 lata.
    Unikanie wyjazdów do sklepów i wizyt u babci, też jest właśnie formą wyciszenia. Oczywiście unikamy też słodyczy po południu, bo one też pobudzają. Syn jest bardzo energetycznym i żywym dzieckiem. On udaje lub tak na razie ma, że nie ma żadnych granic, jak czemuś się oddaje to bez końca i na maksa. Dlatego bawiłby się długo, oglądał czy słuchał bajek długo, a rano mówi, no tak jestem niewyspany, bo za długo .......... robiłem to czy tamto. A jak słyszę jak czasem monotonnym głosem czyta mój mąż, to chyba sama bym szybko zasnęła. wink
  • 30.03.17, 19:30
    Gvalchca, cos jest na rzeczy z tymi 3.5 - latkami. Mnie syn dzis po raz pierwszy w życiu walnął rozgwiazde na środku chodnika i to dwa razyuncertain Raz na przystanku, raz bliżej domu i on ze mna nie pójdzie bo mnie nie lubi, mam sobie isc w świat i go zostawic bo on mnie okrzyczy i popchnie 0_0 i weź tu człowieku bądź mądry...
  • 30.03.17, 19:34
    Ups, przepraszam za 3 takie same posty i prosze o usunięcie nadmiaru.
  • 30.03.17, 20:15
    A do wypoczynku na chodniku to ja się już przyzwyczaiłam. Wolę to niż ucieczki wink U nas działa czekanie i przytulenie po. Czekania dużo. DUUUUŻO. Potem, jak odzyskamy kontakt, to już jakoś idzie.
  • 30.03.17, 21:34
    Dla mnie to był pierwszy raz. Tuliłam, tulilam, ale syn ani rusz, zapowiedział, ze do jutra tak bedziemy stać, a ja mu uwierzyłam bo on jest mega uparty
  • 30.03.17, 21:36
    Wiec ja go za rękę i do domu, ale w pewnym momencie on plask na chodnik a ja w jednej ręce trzymam rowerek w drugiej zakupy i zonkuncertain
  • 30.03.17, 22:02
    biankao, co mam Ci powiedzieć, poza kiepskim pocieszeniem, że u nas też tak bywa. Sytuacja u nas sprzed dwóch tygodni: rozpacz okołoprzedszkolna (koleżanka z przedszkola coś obiecała, a ja nie mogłam zrealizować). Dwoje mobilnych dzieci, dwa rowerki biegowe. Jedno siedzi na chodniku i rozkręca syrenę ("idź sobie!"), drugie nie zamierza stać w miejscu, bo to nie ten temperament (a ma niespełna dwa lata, więc niekoniecznie mogę zaufać, że zadba o swoje bezpieczeństwo). Pat. I to dobre kilka(naście?) minut. Dodajmy, że miejsce tuż przed przedszkolem i szkołą, więc sporo ludzi przechodzących i większa szansa na zgubienie malucha. Jak wreszcie dotarliśmy do domu się rozpłakałam z nerwów.
    Na szczęście: tak bywa rzadko (taki poziom hardkoru był dokładnie raz). A na ogół jest lepiej. Damy radę, a za kilka lat będziemy opowiadać to znajomym jako zabawną anegdotkę wink
  • 30.03.17, 20:58
    W 1. przypadku stawiam na przemęczenie. Jak dziecko przemęczone i nie kontaktuje, albo przeczuwasz, że lada moment do tego dojdzie, najlepiej wymyślić jakiś wabik. Może być bajka czytana lub oglądana.

    W 2. przesadzasz smile Dzieci wydają dziwne odgłosy, to ćwiczenie aparatu mowy. Niepotrzebnie jej zwracałaś uwagę. Jej odpowiedź nie była "odzywką" tylko prawdą, nie mówiła do ciebie. Jeśli będziesz tak krytyczna względem córki, to za bardzo ją utemperujesz. Musi być trochę ekspansywna, czasem upierdliwa. Chłopcom się na to pozwala, a dziewczynki to takie laleczki, nawet pochrumkać przy jedzeniu nie wolno we własnym domu.
  • 30.03.17, 21:07
    1. pewnie racja. Tylko stało się, mleko się rozlało, jest przemęczona. Co robić? Do propozycji bajki nie dochodzimy, bo nie ma kontaktu, zupełnie.

    2. już pisałam wyżej - to nie była zabawa dla zabawy (z tym nie mam problemu, zresztą, córka nadaje cały dzień jak włączone radio) tylko próba poproszenia nas o podanie czegoś ze stołu. To pewne. Jest ekspansywna, na pewno bardziej niż jej młodszy brat. A o oboju można powiedzieć dużo, ale na pewno nie to, że są "utemperowane", o nie smile
  • 30.03.17, 21:40
    Jeśli nie ma kontaktu, to nie ma dobrego rozwiązania. Można spróbować dać coś słodkiego do picia, czasem takie reakcje to efekt pragnienia, głodu.
    Można poczekać aż się wywrzeszczy i padnie, można zabrać na ręce i zanieść gdzie trzeba. Jeśli drugie rozwiązanie da się wykonać fizycznie, to poniekąd jest lepsze, dziecko i tak wrzeszczy, a przynajmniej szybciej znajdzie się w łóżku.

    2. Jeśli w dziwaczny sposób prosiła o podanie czegoś, to pewnie lepiej było powiedzieć ludzkim głosem "aha, chciałaś, żeby podać ci kanapkę" i po prostu to zrobić. Wiele złych zachowań znika, gdy nie przywiązuje się do nich większej wagi. Nie mówię o poważnych sprawach, kwestiach zdrowia i życia, ale o takich drobnych niegrzecznościach.
  • 30.03.17, 21:55
    Ja musze przyznac sie ze w sytuacjach juz gdy naprawde juz nie mam sily czekac mowie "to ja ide sam". Corka wtedy dolacza, ale z placzem. Nie lubie ze tak robie, ale naprawde sa czasami takie sytuacje gdy musze gdzies pojsc, dojsc, itp.
  • 30.03.17, 23:18
    To ja się przyznam, że stosuje rozwiązania siłowe. Na szczęście mam chucherko więc wzięcie delikwenta na ręce nie jest problemem. Niektórzy rodzice czekają i w końcu przychodzi dziecko, moje nie. Jak się wyrywa to odstawiam na podłogę, oczywiście nie utrzymam. I wtedy negocjujemy jakoś, czasem to że go puszczę i mówię - ok zobacz już cię nie trzymam, to mu pomaga odzyskać kontrolę. Bo najczęściej o to tu chodzi.
  • 31.03.17, 08:56
    Ja tez zazwyczaj biorę na ręce, bo syn uparty jest bardzo i wiem, ze jak zapowie, ze sie nie ruszy to tak do lata mozemy stać w jednym miejscuuncertain problem w tym, ze on wazy 18 kg a wczoraj z rowerkiem pod pacha i siatka z zakupami to było to mission impossible tak wiec daliśmy razem niezle przedstawienie na osiedluuncertain
  • 31.03.17, 09:14
    O rety to współczuję!!! Mój waży 13 kg więc pod paszkę i idziemy. Na dodatek w ramionach szybko pęka i po chwili zaczyna się przytulać. A z tym uporem tak samo, gdyby mi zapowiedział, że zostanie, to wiem, że by został big_grin
  • 31.03.17, 09:31
    U mnie siłowanie nie wchodzi w grę, bo ja jestem drobna, a dzieci walczą jak lwy. No i często jest ich dwoje (plus rowerki), więc muszę być kreatywna wink
  • 31.03.17, 09:15
    Też mi się zdarzało (ciut łagodniej, bo starałam się mówić tak, żeby zasugerować, że tak naprawdę nie pójdę sama i czekam na nią). Ale ostatnio na tekst "ja idę" usłyszałam "idź, sama wrócę do domu" big_grin
    Swoją drogą, na mojego młodszego syna ta metoda *nigdy* nie zadziałała. On by chętnie został sam na placu zabaw wink
    Ostatnio przy negocjacjach z synem też dostałam lekcję od mojej córki. Po długich próbach przekonania Młodego do zejścia z placu zabaw zakomunikowałam mu, że my idziemy do domu i odeszłam do podwórkowej bramki. Minęła minuta i córka ze szczerym przejęciem zwraca się do mnie "Mamusiu, a on nie poszedł za nami. Pójdę po niego, co?". Pobiegła, wzięła brata za rękę i łagodnie przyprowadziła, cały czas go zagadując. Także ten. Uczmy się wink
  • 31.03.17, 09:32
    Brawo dla córki! Wiesz, na mojego też nie to nie działało. Po prostu jak idiotka zawsze oddalałam się sama, a potem wracałam i wychodziłam na mało konsekwentną. Synek wyglądał jakby nawet sobie nie zdawał sprawy, że na chwilę się oddaliłam. Myślę, że zawsze wiedział, że na 100 procent wrócę wink
  • 31.03.17, 09:57
    A na moja odchodzenie dziala, tyle ze czuje ze to jest zla metoda, troche taki szantaz. Nie chce by corka uczyla sie szantazu.

    U nas to jednak najlepiej dziala profilaktyka, czyli np. rozmawiamy sobie o tym jak corka widzi jakies dziecko nie chce isc do domu i placze i ja wtedy zawsze probuje spytac o jakies sugestie co moglaby mama wtedy zrobic. Mysle ze nam, mamom, czasami jednak brakuje cierpliwosci, bo to czy tamto jest do zrobienia, tam musimy pojsc, tak sobie w glowie cos ulozylysmy ze to musimy zrobic. A dziecko w swojej glowce ma zas cos innego zaplanowanego. Ktos musi pojsc na kompromis, innego rozwiazania nie widze.

  • 31.03.17, 10:08
    Zgadzam się żabka. Super metoda z pytaniami. U mnie najlepiej też działa porozmawianie przed i pokazanie moich oczekiwań. Problem jest tylko, że tych konfliktów interesów, jak je nazwę może być tak wiele, że nie wszystko przewidzę. Skoro normalnie na hasło wracamy nie ma problemów (trzeba tylko uprzedzić, że jeszcze pięć minut, że jeszcze trzy i że czas się zbierać już), to trudno mi przewidzieć, że akurat w jeden dzień dziecko zrobi blokadę wink
    U nas jest taki problem z wracaniem, że nie używamy już wózka. I synek mniej chętnie czy bardziej pożegna miejsce zabawy ale potem po prostu sabotuje drogę powrotną, wchodzi na każdy murek, do każdej dziury, siada. Ok, niby normalne zachowanie, ale ja wiem, że on robi tak właśnie wtedy kiedy nie ma ochoty na powrót, pewnie jest też już zmęczony, no po prostu za dużo dla niego.
  • 31.03.17, 10:30
    Ja nie używam wózka już z żadnym z dwójki i mam dokładnie taki sam sabotaż. Co więcej, droga kończy się schodami na 4. piętro (bez windy!) i wiem, że jak humory będą zbyt kiepskie, to mi któreś (najczęściej oboje, solidarność rodzeństwa) powie, że nie wchodzi po schodach i mam je wnieść. Dlatego wysilam kreatywność do granic możliwości, bo kręgosłup mam tylko jeden wink
    Na sabotaże najlepiej u nas się sprawdza "quest". Czyli: szukamy kropek z farby na schodach (na spacerze: szukamy kałuż, liczymy słupki), wrzucamy piłkę na półpiętro i ją gonimy (zawsze noszę ze sobą małą piłkę, zawsze!) i tym podobne. Ostatnio oboje pokochali otwieranie drzwi kluczem, więc wystarczy opornemu osobnikowi wręczyć klucze i sam biegnie do domu.
  • 31.03.17, 13:08
    Fajne masz sposoby. Ale jak Twój maluch bierze udział w "quest"? Bo córka to jasne. Ja często stosuję pozytywną motywację: będzie ulubiona audiobajka albo piosenka na youtubie jeśli będzie szedł ładnie, plus daję jakąś przekąskę szybką, typu suszona morela. Ale najczęściej chodzimy i śpiewamy, musi być długa piosenka z fascynującą historią typu o Henryku rozbójniku, lub "koła autobusu kręcą się" z wersją gdzie przebija się oponawink A na schodach (mamy trzecie piętro bez windy, w XIX wiecznej kamienicy więc schody strome) nie uda się inaczej jak z bajką. Mam do perfekcji opanowane wymyślanie bajki na pięć minutwink Jak żaden sposób nie działa to po prostu noszę. Ale jestem potem najwierniejszą klientką mojego osteopaty wink
  • 31.03.17, 13:35
    Maluch to już "duzi" (jak sam twierdzi) chłopak smile Po pierwsze kopiuje po siostrze, po drugie, sam jest fanem kropek z farby na schodach (to wbrew pozorom trudny quest, bo prawie ich nie widać). Zresztą, ta zabawa powstała, gdy córka była jeszcze młodsza niż on teraz. Muszę kiedyś podziękować administracji za tą lekką niechlujność przy malowaniu wink
    Na syna w ogóle działają tylko questy, bo na każdy "rozkaz" reaguje śmiechem i uporem godnym lepszej sprawy. Piłka też jest dla niego, moja poważna córka jest zbyt zajęta opowiadaniem mi ze szczegółami swoich przemyśleń, żeby ganiać za zabawkami. Zresztą, ona wchodzi po schodach od tak dawna (od końcówki mojej drugiej ciąży, miała ledwo ponad 1,5 roku), że protesty są incydentalne. Jak była młodsza, działało śpiewanie (zwłaszcza piosenek w rytm wchodzenia po schodach czy kroków na spacerze), liczenie czegokolwiek, "przekąski mocy", w ostateczności negocjacje typu: jedno piętro idziesz, a drugie Cię wniosę. Czasem przy ciężkim oporze pomagali sąsiedzi - wystarczyło, żeby zagadali, żeby "przełamać" sytuację i można było się dogadać. Syn piosenki lubi mniej, przekąski go nie kręcą, ale piłki kocha od zawsze. A teraz klucze, te działają super.
  • 31.03.17, 14:46
    Przypomniałam sobie że matki dwójki i więcej maluszków to bohaterki... big_grin Ja nie dałabym radę.
  • 30.03.17, 21:58
    2. Tyle, że nie wiedziałam, że chodzi o kanapkę. Właśnie tego, o co chodzi próbowałam się (nieudolnie) dowiedzieć. I ponownie, nie chodzi o wygłupianie się (to trzylatka, zakładam, że jeszcze z 10 lat się będzie wygłupiać) tylko o jej "Nie mówię do Ciebie".
  • 31.03.17, 08:59
    Wydaje mi sie, ze zbyt duzo znaczenia przypisujesz temu zwrotowi, a zazwyczaj jest tak, ze dzieci wyczuwają napięcie jakie ich słowa powodują, wiec je powtarzają, zeby sprawdzić reakcje. Np. Babcia nie moze wytrzymać jak syn mowi, ze nie lubi siostry i faktem jest, ze przy niej powtarza to najcześciej.
  • 31.03.17, 09:19
    Racja. Po prostu zawsze (zdarzyło się to już kilka razy) jestem zszokowana tą frazą w sposób dorosły, a po minie zgaduję, że córa jednak ma na myśli coś zupełnie innego i w zasadzie niewinnego. Ale nadal bym chciała, żeby zrozumiała, że to niemiłe. Przetestuję Juula i uzbroję się w cierpliwość smile
  • 31.03.17, 00:03
    Ojej, ty też big_grin

    Moja też zaczęła mnie zakrzykiwać, choć do tej pory jakoś się dogadywałyśmy mimo róznicy zdań wink
    wydaje mi się,że przyjełaś dobrą taktyke, nie podkręcałaś atmosfery i pobudzenia córki.
    Ja czasem po prostu w sytuacjach gdy mała mówi NIE i nie chce wyjść ze sklepu/placu zabawa mówię że w takim razie muszę iść sama i idę. Jak na razie działa bo córka nie lubi tracić mnie z zasięgu wzroku. Ale już podskórnie czuję,że to na krótką metę i jutro może nie zadziałać wink
    Ja mam w zanadrzu jeszcze : malowanie króliczka ( czeka w szafie ), kupno bębenka i pójście razem do sklepu ( obiecany przedmiot) I na prawdę nie zawaham się użyć tych argumentów w przypadku buntu jeśli wszystkie próby negocjacji zawiodą wink

    --
    "Nie wierzę w żadną magię ani inny zabobon. Pradawni bogowie mnie chronią!"
    By Julian
  • 31.03.17, 00:07

    A i jeszcze nie ustępuję przy próbach zakrzyczenia mnie np w sytuacji "ja, ja chcę, ja chcę" gdy na przykład chcę karmić kota. Mówię spokojnie, bo wiem że pomimo krzyku ona mój spokojny głos słyszy,że dam jej miseczkę jak poprosi spokojnie"mamusiu teraz ja chce nakarmić koteka" .
    Działa smile

    To, że twoja córka komunikuje,że nie chcę z tobą rozmawiać nie oznacza że cię nie słyszy, słyszy wszytko. Moja też tak ma "nie patrz, nie mów" itp.
  • 05.04.17, 13:48
    jak konsekwentnie bedziesz wymagala pewnych rzeczy. To ze dziecko nei chce ist do domu bo sie bawi to nroma. Teraz tylko muszsz sobie system wypracowac. I konsekwentnie wymagac przestrzegania ich. Np mowisz, ze ma jeszcze 10 minut.. oczywiscie ona nie wie co to znaczy, wiec pokazujesz na zegarek i miwsz, ze jak duza wskazowka bedzie TU..to idziecie do domu. I nie dajesz sie zakrzyczec.

    A sytuacja przy stole..kwestia tego jakim tonem to mowi, czy w stylu "zamknij sie, bo to nie do ciebie" czy " to nie bylo do ciebie, tylko tak sobie":.. Od tonu duzo zalezy.



  • 05.04.17, 21:05
    Myślałam, że mam system i działał. Do tamtego dnia wink No bo jak cokolwiek mam pokazywać dziecku, które na mój widok ucieka do innego pokoju i zamyka drzwi? Tu nie jest problemem foch na powrót do domu (to nasz chleb powszedni), tylko to, że dziecko uniemożliwiało jakikolwiek kontakt.
    Druga sytuacja: ton był niewinny, ale tekst i tak niemiły.
  • 06.04.17, 23:30
    > ton był niewinny, ale tekst i tak niemiły.

    Ale jak ci już parę osób w tym wątku pisało: w tekście "nie mówię do ciebie" nie ma dokładnie nic niemiłego. Jest to prosty komunikat, że dziecko, uwaga: nie mówiło do ciebie. Jeśli chciałabyś, żeby córka ten komunikat przekazała innymi słowami, to jej powiedz jakimi. Bo ja na przykład nie wiedziałabym. Mogę wymyślić kilka alternatywnych sformułowań, ale nie mam pojęcia, czy którekolwiek z nich będzie dla ciebie bardziej znośne niż prosty, niewinny komunikat "nie mówię do ciebie". Trzylatka tym bardziej tego nie wymyśli, ona mówi do ciebie dokładnie to, co ma na myśli - a ty nie wiedzieć czemu podkładasz pod jej słowa jakieś swoje interpretacje. Przestań! Nie musisz się jeżyć; nie musisz zgadywać co oznaczają dziwne dźwięki; nie musisz dopytywać się, do kogo właściwie córka mówi, skoro nie mówi do ciebie. Odpowiadasz z uśmiechem "aha, to przepraszam" i konsekwentnie ignorujesz dziwne dźwięki. Bez przekombinowywania.


    --
    Wodospady, fontanny, witraże - mój blog o życiu z małym Aspim.
  • 07.04.17, 10:28
    Napiszę raz jeszcze, bo chyba nie wyjaśniłam tego jasno: te sytuacje są celowo opisane łącznie, bo dla mnie i jedna i druga (i kilkadziesiąt innych w ostatnich dniach) są przejawami "zrywania kontaktu": zatykanie uszu, zagłuszanie mnie, uciekanie, krzyczenie "nie mówię do Ciebie", a wczoraj "masz nie patrzeć" (nie, żebym jakoś się specjalnie przyglądała, normalnie omiatanie wzrokiem własnego dziecka odbieranego z przedszkola). Jakby sytuacja druga była izolowana, to w ogóle bym się nią nie przejmowała. Co dziwne, podobne zachowania występują często w sytuacjach niespodziewanych. W sytuacji pierwszej nawet nie zdążyłam otworzyć ust, w sytuacji drugiej to było naprawdę przyjazne zagadanie. Czasem nawet nic konkretnego nie robię (jak z tym patrzeniem), a wynika z tego jakiś nerw. Jednym słowem: nawiązuję miły kontakt, a reakcją jest foch. Ostatnio zdarza się to często, stąd zastanawiam się, skąd to wynika.
  • 07.04.17, 13:46
    gvalchca napisała:
    Je
    > dnym słowem: nawiązuję miły kontakt, a reakcją jest foch. Ostatnio zdarza się t
    > o często, stąd zastanawiam się, skąd to wynika.

    Mam to samo z córka. Nie analizuje,nie szukam drugiego dna. Akceptuję,próbuje rozumieć ze tak po prostu ma i jest to typowe w tym wieku.
    z drugiej strony pokazuje jak bezpiecznie czuje się dziecko skoro , tak pewne jest miłości rodzica do siebie smile


    --
    Nie chcę więcej, twoje serce do życia wystarczy
    Twoje serce, co zagrzewa do walki o każdy dzień
    Twoje serce, które cierpi i kocha namiętnie,
    które bije coraz prędzej, goręcej...
  • 07.04.17, 13:56
    Jedni analizują, inni nie. Każdy radzi sobie jak mu pasuje.
    Tak mnie teraz naszej - A może córeczka po prostu emancypuje się od matki? Czytałam, że po skończeniu 3 lat dziecko musi jakby "zwalczyć" rodzica tej samej płci, żeby się lepiej z nim identyfikować. Może to takie przejawy i dlatego Cie to boli/zastanawia, bo do tej pory Wasze relacje były zupełnie inne? I czujesz się w ten sposób odrzucona? To takie moje teoretyzowanie, nie musisz oczywiście odpowiadać czy się zgadzać. Ale może gdy uświadomisz sobie, że takie zachowanie jest normalne i typowe, łatwiej będzie Ci złapać dystans?
  • 07.04.17, 22:15
    Fakt, trochę dystansu się przyda. Ale realnie (pomijając całe analizy emocjonalne) takie ciągłe fochy po prostu męczą -trudno się dogadać w najprostszych sprawach. Spodziewam się, że to normalne i typowe, ale szukam doraźnych metod na choćby złagodzenie sytuacji. Testuję różne strategie, zobaczymy, co nam pomoże.
  • 11.04.17, 11:44
    To daj znać potem, która strategia była najlepsza i czy pomogła czy np takie zachowania same przeszły. U nas już bicie przeszło równie szybko jak się pojawiło. Jeszcze synek ma ochotę rzucać i demolować jak coś mu się nie podoba, ale ukrócam to szybko i kiedy widzę, że chce zrzucać książki ze stolików i półek, proponuję konkretną poduszkę lub pluszaka. Entuzjazmu nie ma wobec mojej propozycji, ale potupie jeszcze chwilę i złość przechodzi.
  • 13.04.17, 11:59
    Na razie, tfu, tfu, wygląda na to, że przeszło. Nie wiem, co zadziałało, bo stosowałam kilka strategii naraz wink Z jednej strony przy każdej sytuacji potencjalnie konfliktowej (goście, wyjście, wycieczka, nawet powrót z przedszkola do domu) zaczęłam uprzedzać, jakie są moje oczekiwania (co czasem już wyglądało nieco paranoicznie wink ). Z drugiej - od czasu do czasu mimochodem zaczynałam temat o tym, jakie to ważne, żeby ze sobą porozumieć. Z trzeciej - gdy dziecko w złości odwracało się na pięcie, by zwiać, zaczynałam odstawiać teatrzyk, jak baaaardzooo chccęęęę przytulaaaasaaaa. Pomagało doraźnie. A ogólna poprawa to pewnie kwestia upływu czasu, bo nie tylko minęły denerwujące mnie zachowania, ale i podatność na złość czy rozdrażnienie zmniejszyła się znacznie.
  • 09.04.17, 23:01
    Zignorować, to wszystko normalne zachowania małych dzieci, nic wielkiego.
    Lepiej zachować siły na czas kiedy dziecko wejdzie w wiek nastoletni. Wtedy to dopiero jest prawdziwy hardcore.
  • 10.04.17, 11:55
    Już robię zapas melisy wink
  • 10.04.17, 09:39
    Ja tylko nie bardzo rozumiem co jest tak niegrzecznego w tych slowach? Jezeli Ty nie pozwolilabys sobie nigdy podkreslam slowo nigdy, na dosc naturalne slowa w zlosci, tzn.ze masz ogromne wymagania co do zachowywania sie "wlasciwie"pomimo wlasnych emocji. I wymagasz tego samego od 3 latka. Dziecko wyrazilo sie jasno, ma Cie obecnie w nosie, bo jest zle na Ciebie. Warto dac mu tez przestrzen na zlosc, to naprawde zdrowe zachowanie. I moze nawet uczyc sie od dziecka☺
  • 10.04.17, 11:54
    Pudło wink Moje dziecko jest rodzinnym ekspertem w wyrażaniu złości, co mogą zaświadczyć cztery piętra sąsiadów i trzy panie z przedszkola. Akurat w tamtej sytuacji zła nie była - owszem, w lekko łobuzerskim nastroju, ale na pewno nie w złości.

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.