Dodaj do ulubionych

jak reagowac?

22.05.17, 14:52
Moja niespelna 2,5 latka od jakiegos czasu zaczepia czlonkow rodziny (i nie tylko) z tekstem np "babcia płacz"... nie mowi tego z agresją a z jakby prośbą - wydaje mi się że chodzi jej o to, by wtedy mogla podejsc i przytulic, pocieszyc... jesli ktos nie zacznie udawac, ze placze, to go probuje uderzyc i na nic zdają sie tlumaczenia, ze przytulic moze bez bicia. Na pytanie czy chce zeby komus bylo smutno odpowiada ze stoickim spokojem, ze tak. Jak jej mowie, ze ta osoba nie bedzie sie chciala z nia bawic to albo nie reaguje, albo protestuje ale swojego zachowania nie zmienia. Wkurza mnie to, ze podnosi na kogos reke i nie wiem juz sama jak jej tlumaczyc, ze takie zachowanie mi sie nie podoba i go nie akceptuję. No wlasnie nie akceptuję i co w związku z tym?
Edytor zaawansowany
  • 22.05.17, 15:24
    Próbuj zatrzymać rękę w locie i cały czas tłumacz do skutku. Z czasem powinno do niej trafić.
  • 23.05.17, 08:57
    Bicie w tym wieku jest dość częste, zazwyczaj po prostu wystarczy zatrzymywać rączkę i mówić "nie". Jeśli pobije jakoś mocno, z agresją, to można się na dziecko na chwilę obrazić, tak żeby odczuło, że bicie jest złe. Ten etap mija.
    Co do wydawania przez dziecko polecenia, żeby ktoś płakał - jeśli to osoba z rodziny, to ja bym potraktowała to jako formę zabawy i rzeczywiście udawała, że płaczę. Może dziecko potrzebuje tej zabawy, musi sobie coś ułożyć w głowie. Zabawa to nauka.
    Jeśli to ktoś mniej lub bardziej obcy, to namówiłabym dziecko, że ja się z nią pobawię w płakanie.
  • 23.05.17, 09:01
    Popieram. Plus może niech bawi się tak z lalą? Niech tuli lale. Ale jeśli jej zależy na płakaniu człowieka, to ja bym się bawiła, zaczynając niby płaczem, przechodząc do zabawy w śmiech itd.
  • 23.05.17, 10:55
    Ha, to do glowy mi nie przyszlosmile Sprobuje sie z nia tak pobawic, moze rzeczywiscie cos musi w glowie sobie przerobic (tym bardziej, ze ewidentnie nie robi tego z agresją). Dzieki dziewczyny!
  • 23.05.17, 13:26
    To jest nauka radzenia sobie z emocjami, dziecko uczy się w zabawie. Tylko w zabawie może "panować" nad swoim światem. U nas ta zabawa jest w postaci "mamusiu ide do placy, płacz!" - ja udaje, że zalewam się łzami, a synek śmieje się, albo próbuje coś pocieszać, albo wręcz przeciwnie. Co do podnoszenia ręki na innych - dzieci mają takie etapy. To może wrócić później z większą agresją, na to trzeba być też przygotowanym, reagować stanowczo ale nie z przerażeniem, że to coś nietypowego.
  • 24.05.17, 11:14
    Tez wydaje ni się, ze w ten sposób dziecko przepracowuje sobie emocje. Mój syn tez często prosi w zabawie, żeby dorosły był smutny: "babcia bądź smutna".
  • 31.05.17, 20:27
    Nie chce zakladac nowego watku, juz raz mi pomoglyscie no wiec czekam na pomysly, bo cora funduje nam nowe atrakcje.... od paru tygodni przynajmniej raz dziennie dostaje szalu (zazwyczaj przy znienawidzonej kapieli albo przy zapinaniu pasami w foteliku ale moze to byc tez inna sytuacja gdy na cosjej nie pozwolimy). Ma wtedy obled w oczach, NIC ale to nic do niej nie dociera, wyrywa sie, kopie, wierzga, ucieka, drze sie az dostaje chryby i kaszlu. Trwa to dosc dlugo (albo tak mi sie wydaje) i dziecie jest calkowicie wtedy nie do opanowania. Zaczelismy kapac ja co 2 dni ale co te 2 dni myjemy na sile i to jest jakas porazka no ale przeciez musze ja w koncu umycuncertain
    Cora rozgadana ale na pytanie dlaczego nie chce sie kapac odpowiada jakis glupoty i za kazdym razem cos innego (bo nosek boli, bo pod prysznicem byl wieloryb itp). Zreszta nie o samo kapanie mi chodzi bo mysle ze kupie jej miske/wanienke i tam bedzie ok, ale co robic z tymi napadami szalu? Pozwalac sie wykrzyczec? Przytulac sie wtedy nie chce, kladzie sie na ziemie i wyje. Rozmowa w takim stanie sensu nie ma bo do niej nic nie dociera, gadamy dopiero jak sie uspokoi, ale az zal mi na nia patrzec jak emocje ją rozsadzają...
  • 31.05.17, 21:29
    Odwrócić uwagę. Moja też 22m i czasem też ma różne bunty płacze i się zawiesza w swoim płaczu i wtedy np zabieram ją na balkon i pokazuje dźwig albo otwieram lodówkę i pokazuje coś czego nigdy nie widziała. Zapomina o swoim uporze. A na bunt przed kąpielą u nas działa założenie stroju na basen, udaje że pływa albo obiecam że będę robić banki albo kapie się z nią.
    Ja wiem ze trzeba rozmawiać itp ale pisze co u nas działa.
  • 31.05.17, 21:55
    Dzieki. Probowalam puszczac banki pod prysznicem, probowalam sie z nia kapac i niestety nie dzialauncertain Ale uwielbia swoj kostium kapielowy, wiec jutro to wyprobujemysmile
  • 01.06.17, 08:24
    Ja wstawiałam miskę (z płaskim dnem) do wanny i dawałam do dyspozycji słuchawkę prysznicową odkręconą na niewielki strumień. Dzieci się bawiły nalewaniem do miski, różnych konewek, kubków. Zajęci zabawą, nawet nie zauważali, kiedy już było po myciu. Dawałam też do zabawy w wodzie lego duplo, różne samochodziki. U moich obu chłopców była taka faza lęku przed wodą, było to w okolicach 13-15 miesiąca, czyli trochę wcześniej. Potem mijało.
    Co do histerii z różnych powodów, to czasem pomaga, gdy wyczekasz na właściwy moment. Nie wszystko trzeba robić JUŻ. Czyli np. jak chcesz by dziecko usiadło w foteliku, a ono protestuje, proponujesz, że chwilę się przejdziecie i wtedy wsiądziecie do samochodu. Ja tak prawie zawsze podchodziłam do mycia zębów, nawet 2-3 razy odkładaliśmy tę czynność na chwilę później. Działa cuda. Dziecku pomaga to, że może się przygotować psychicznie na to, co go czeka.
    Druga sprawa, to takie tłumaczenie, żeby dziecko zrozumiało. Czyli np. z fotelikiem można zrobić scenkę na jakimś pojeździe zabawkowym, gdy lala lub pluszanka jedzie nieprzypięta i przy nagłym hamowaniu wypada, uderza się i płacze.
  • 01.06.17, 10:41
    Dzięki Rulsanka. Z tą inscenizacja z fotelikiem to chyba dobry pomysł.
    Córa nie boi się wody-uwielbia basen i chodzi 2 razy w tygodniu. Tam bez problemu daje sobie myć glowe...
  • 01.06.17, 10:55
    To może wystarczy tego mycia głowy? 2x w tygodniu to całkiem dużo. Może umyjcie pupę i ręce pod kranem, nogi w misce i wystarczy?
    Co do mycia głowy to mój młodszy syn ma podobne podejście. Na basenie mokre oczy są ok, ale przy myciu już nie, choć teraz jest już dużo lepiej. Ja go nauczyłam, żeby kładł się na plecach w wannie (wody było różnie, i głęboka i płytka, jak głęboka to asekurowałam) i w ten sposób moczył głowę i następnie tak samo ją spłukiwaliśmy. Tak więc praktycznie przez całe mycie twarz była sucha. Na koniec krótkie płukanie prysznicem i koniec. Musiałam jedynie błyskawicznie wytrzeć mu oczy ręcznikiem.
  • 01.06.17, 11:35
    Głowę myjemy 1 raz na tydziensmile przymierzam się do kupienia takiego daszka na głowę co by woda właśnie do oczu nie leciała. No ale na razie to w ogóle jest wsciek żeby weszła w domu pod prysznic...
  • 01.06.17, 12:59
    Czyli jak rozumiem używasz takiego prysznica, który leje się z góry. Nie masz możliwości użyć słuchawki na giętkim wężu i polewać punktowo?
  • 01.06.17, 13:13
    Miska do wanny i słuchawka od prysznica do zabawy. Wypróbuje i ja.
  • 01.06.17, 21:00
    nie nie, sluchawka jest na wezu, moze sie sama polewac - i kiedys tak robila (i nawet ją to bawiło). Zupelnie nie rozumiem co sie stalo. Kupilam jej dzis gabke z Kubusiem Puchatkiem, zaproponowalam zalozenie kostiumu i nawet zaczela sie rozbierac i nagle STOP, histeria, ubieranie sie z powrotem. Umylam tylko buzie, rece i pupe w umywalce i poszla spac bez awantury...
  • 01.06.17, 21:47
    U nas dostała nowa konewke z zestawu do piasku i weszła do wanny przelewać wodę. Uff
  • 01.06.17, 21:49
    "Umylam tylko buzie, rece i pupe w umywalce i poszla spac bez awantury..."

    Super smile A po tygodniu jej minie smile
    Najlepiej nic na siłę, chyba że jest kwestia życia i śmierci, albo inaczej się nie da.

    Coś mogło się wydarzyć w czasie kąpieli. Mydło w oku, poślizgnięcie...
    Musisz kombinować. Czasem szalone pomysły potrafią zdziałać cuda. Może duży garnek, taki jak na bigos? Do brodzika, napełnij wodą gar i ciekawe, czy córeczka tam wejdzie.
    Moje dzieci w okresie lęku przed zalaniem oczu, o dziwo chętnie pozwalały na polanie głowy... wiaderkiem. I to takim pięciolitrowym, taki duży strumień na raz. Polewały też sobie głowę same. Szklanką, strzykawką, butelką po szamponie. Dzieciątka są przedziwne.
  • 01.06.17, 23:09
    Wiesz Rulsanka, 2 razy wykapalismy ja na sile. To bylo naprawde okropne. Za drugim razem zaczela nas bic, po wyjsciu spod prysznica od nas uciekala, a na proby przytulenia odpychala sie. Zrozumialam wtedy, że musiala sie nas bać i że byla tak przerazona, że nie wiedziala co ze soba zrobicuncertain Nigdy wiecej jej tego nie zrobie, chocbym miala jezdzic na basen co 2 dni zeby ją umyćwink
    Jutro kupie dmuchana wanienke (miala kiedys taka i bardzo ja lubila) i sprobuje umyc poza prysznicem na poczatek. Dzieciece fanaberie ciagle mnie zadziwiajasmile Jakby ktos mi na glowe wylal wiadro wody to chyba zawalu bym dostalasmile))
  • 04.06.17, 12:08
    Vinca ja Cie rozumiem, ja kiedyś nosa dziecku nie czyscilam, bo mialam podobne wrażenie. Zreszta byl taki czas ze kapalismy raz na tydzień, bo widzac kapiel, dziecko jak diabel do wody swieconej podchodzilo. Lęk przed prysznicem wbrew pozorom jest bardzo częsty, z tego co rozumiem nie macie wanny. To moze byc czysto sensoryczne, krople wody z prysznica moga byc za dużym obciazeniem bodźcowym na jakimś etapie i rodzi sie opór. Fajnie ze na basenoe tego nie macie, moze to ekacytacja wyłącza wtedy strach? U nas na basenie wlasnie najgorsza jest konieczność prysznica po i przed...
  • 05.06.17, 20:21
    Od razu dni Młoda myje się w mikroskopijne misce i jest zachwycona. Teraz awantura jest przy wychodzeni i zakładaniu pizamy... zaczyna doprowadzać mnie do furii po kilkanaście razy dziennie... ciągle jeczenie... dziś poszlysmy na rower: najpierw był wsciek bo nie chciała wejść do przyczepki, potem jęki w przyczepce. Później uparla się żeby latać na boso no i pozwoliłam jej do czasu aż zrobiły się jej zimne nogi. Awantura przy zakładaniu butow... potem uciekanie przy próbie nakarmienia jej zupa (na placu zabaw). Potem zdjela majty i wysikala się na trawę a a następnie zaczęła w tym grzebac.... na koniec nie chciała z powrotem wejść do przyczepki (a konkretnie wejść weszła ale nie chciała zapiac pasow) i ponowne jęki przy powrocie do domu... nigdy dotąd moje dziecko mnie tak nie wkurzalo... nic nie dziala-ani uprzedzanie że chce coś zrobić, ani próby umawiania się na coś, czuje się podłe bo na nią krzycze, ona nie lepsza bo drze się aż uszy puchna... jak nie krzyczec?...
  • 05.06.17, 22:15
    "jak nie krzyczec?"

    Pomyśl o tym, że każdy następny skok rozwojowy jest trudniejszy. I że musisz wypracować techniki radzenia sobie z dzieckiem i ze swoimi nerwami, bo później będzie jeszcze gorzej smile
    Na każdą sytuację jest sposób, podobny jak z kąpielą i miską. Tylko trzeba go znaleźć. Czyli przede wszystkim spokój, uśmiech i główka pracuje. Dzieci w magiczny sposób wyczuwają nerwy rodzica i stają się dużo bardziej nieznośne. Gdy masz więcej sił, cierpliwości, uśmiechu, te same problemy robią się dużo mniejsze.

    "Teraz awantura jest przy wychodzeni i zakładaniu pizamy... "

    A próbowałaś gadających ubrań? Spodnie mówią "cześć, mam na imię spodenki, a ty? patrz, mam pusty brzuszek, daj mi nogę, to ją zjem..." i różne tego typu bzdury. Dzieci to uwielbiają. Tak samo mogą gadać buty itp.

    "najpierw był wsciek bo nie chciała wejść do przyczepki, potem jęki w przyczepce"

    Najwyraźniej nie lubi tego typu jazdy, może pora wymyślić coś innego?

    "Później uparla się żeby latać na boso no i pozwoliłam jej do czasu aż zrobiły się jej zimne nogi"

    Zimne nogi to nie problem dla zdrowego dziecka. Jeśli nie ma gila do pasa, niech biega boso, nic się nie stanie.

    "potem uciekanie przy próbie nakarmienia jej zupa (na placu zabaw)"

    bo plac zabaw to niezbyt dobre miejsce na posiłek. Jak ucieka, znaczy że niegłodna.

    "nic nie dziala-ani uprzedzanie że chce coś zrobić"

    A ona też cię uprzedza, że nie chce jeździć przyczepką, jeść zupy, czy założyć butów. Działa to na ciebie? Dziecko z coraz większą intensywnością będzie wyrażało swoje opinie, i będą to często opinie sprzeczne z naszymi. W sprawach błahych najlepiej ustępować lub szukać kompromisów. jeśli będziesz upierać się przy wszystkim, to dziecko również nie będzie skłonne do kompromisów.
    To ciężki czas, potem na jakiś czas będzie poprawa i znowu powtórka z rozrywki. Negocjacje i kreatywność sprawdzają się zawsze.
  • 06.06.17, 00:43
    Tak jak napisała haus.frau mi tez pomogloby na 100% to gdyby Mala nie spedzala az tyle czasu ze mna... Te 2 tygodnie sa wyjatkowo trudne bo zupelnie nie mam z kim jej zostawic i calymi dniami jestesmy razem....

    Jakos jak byla mniejsza moj poziom tolerancji dla niej byl o wiele wiekszy, jakos latwiej tolerowalam wrzaski (bo wyobrazalam sobie ze ją cos boli lub jakis dobry powod by plakac i chyba tak bylo).. ale teraz najczesciej wscieka sie o totalne pierdoly i w magiczny sposob robi to akurat wtedy gdy mi sie spieszy, mam juz wszystkiego dosc i ostatnia rzecza na jaka mam ochote to negocjowanie z nia.... ona jednoczesnie i w tym samym czasie chce i nie chce czegos zrobic... cieszy sie bardzo, ze pojedziemy na wycieczke przyczepka, ale za 5 minut nie chce do niej wsiasc. Kiedy moge staram sie nie narzucać jej swojego zdania - chodzi poubierana czasem bardzo dziwnie (np potrafi ostatnio wyjsc w czapce zimowej przy +25 stopniach) no i ok, tyle ze jak za chwile wscieka sie bo jej goraco, to i tak na mnie sie to skupiasmile

    Widze i czuje podskornie ze cos nie gra, cierpliwa jakos nigdy nie bylam a teraz czuje sie jak wystawiona na jakas probewink Chyba zamiast kawy przerzuce sie na melise... o ile latwiej jest rodzicom ktorych dzieciaki chodza do zlobka/przedszkoli...spedzanie z 2,5 latkiem 100% czasu to jakas katastrofa.
  • 06.06.17, 09:04
    Polecam magnez, dużo magnezu.

    "Jakos jak byla mniejsza moj poziom tolerancji dla niej byl o wiele wiekszy"

    Z perspektywy matki 9-latka i 5-latka mogę powiedzieć to samo smile Poziom tolerancji dla wyczynów dwulatka był o wiele większy...
    Przy młodszym, znając tą zasadę, miałam dosłownie świętą cierpliwość do wszystkich ryków i protestów. Ale fakt, że wiele technik radzenia sobie miałam już opanowanych, a dodawałam nowe i udoskonalałam stare. Na początku trzeba się uczyć wszystkiego od nowa.

    "najczesciej wscieka sie o totalne pierdoly"

    Dla ciebie pierdoły, dla niej ważne sprawy. Poza tym jak jest taka rozstrojona, upewnij się, czy nie brakuje jej czegoś typu jedzenie, picie, sen, odpoczynek.

    "robi to akurat wtedy gdy mi sie spieszy, mam juz wszystkiego dosc i ostatnia rzecza na jaka mam ochote to negocjowanie z nia"

    To akurat norma. Dziecko wyczuwa twój pośpiech, nerwy, ale nie jest w stanie zrozumieć twoich priorytetów. Udziela się jej tylko zdenerwowanie. To nie żadna złośliwość.

    "spedzanie z 2,5 latkiem 100% czasu to jakas katastrofa"

    Oj tak. To cudowny wiek, ale potrzebne jest trochę oddechu. Teraz są długie dni, może wieczorem uda ci się wyrwać na samotny spacer?

    A tak w ogóle macie rowerek biegowy? Dziecko na rowerku jest jakoś bardziej skłonne do współpracy.
  • 06.06.17, 11:45
    Rulsanka, jesteś cudownasmile Ma rowerek taki na 4 kółkach - pięknie na nim pedaluje.
    na pewn problemem jest to, że nie śpi w dzień (już gdzieś z pół rokuuncertain ale nie jestem w stanie jej uspic (ani nikt innysmile
  • 06.06.17, 12:11
    2,5 roku to taki wiek, że jeśli dziecko nie chodzi do żłobka, czy przedszkola, to często już nie śpi w dzień. Mnie się czasami udawało uśpić starszaka w huśtawce w domu, mieliśmy taką zawieszoną do sufitu.
    Ale może warto zorganizować poobiedni odpoczynek w łóżku, z czytaniem książek?

    Co do rowerka, to oprócz roweru z pedałami warto mieć też laufrada. Bo on pojedzie po trudniejszym terenie, no i uczy równowagi.
  • 05.06.17, 22:42
    O rany, dziękuję, uświadomiłaś mi właśnie że to może taki wiek. Moja (ogólnie bardzo fajna) niespełna 3-latka zrobiła mi dziś jakieś 159 awantur, i robi je od jakiegoś czasu, o wszystko, łącznie z awanturami o rzeczy których dokładnie chciała. Poziom abstrakcji (i wrzasku) ma niekiedy tak wysoki, że kiedy w końcu wieczorem zasypia, ja przez godzinę dochodzę do siebie (bo jestem przez cały dzień głównym odbiorcą tej lawiny emocji).

    Nie mam recepty. Staram się tłumaczyć post factum, gdy już się uspokoi, i czasem przy następnych scenach kwestia "pamiętasz jak się zdenerwowałaś, gdy..." trochę pomaga - ale to sposób który na dobre zadziała chyba w perspektywie 5 lat big_grin. Mnie na "nie krzyczenie" na pewno pomogłoby częstsze znajdywanie odskoczni od dziecka, ale niestety mam ograniczone możliwości.
  • 05.06.17, 23:54
    Na trzy latka jest kolejny skok rozwojowy, to nie ten sam, co w wieku 2 lat. Zupełnie inne umiejętności się pojawiają.
  • 14.06.17, 10:03
    Vinca, dobrze diagnozujesz Twoje problemy (bo przecież nie Twojej córki, która zachowuje się jak normalna dwulatka). Musisz znaleźć jakieś zastępstwo w opiece nad córką, z mojego punktu widzenia to szaleństwo życie w takiej zamkniętej bańce z dwulatkiem. Rulsanka Ci dobrze napisała i zanalizowała sytuację po sytuacji, musisz bardziej wczuwać się w sytuację córki, patrzysz na jej świat tylko swoimi oczami.
    > "czuje się podłe bo na nią krzycze, ona nie lepsza bo drze się aż uszy puchna" - przepraszam Cię ale to niezbyt szczęśliwe porównanie. "Ona nie lepsza" - nie, nie nie, ona ma dwa i pół roku, ma niedojrzały umysł, którego neurony i ścieżki pomiędzy nimi tworzą się z szaloną prędkością, na dodatek ma mało kontroli nad wszystkim (czy i kiedy włazić do tej przyczepki, czy chodzić w butach czy bez, czy jeść i nie jeść tej zupy, czy "uwięzić się w pasach czy nie - postaw się w jej sytuacji, gdyby jakiś olbrzym tak Tobą manipulował jak laleczką a Ty nie byłabyś w stanie do końca rozumieć użyteczności tych narzędzi - buty, pasy, przyczepki, łyżki z zupą). To Ty jesteś dorosła, Ty masz narzędzia i powinnaś mieć samokontrolę, żeby nie wrzeszczeć. Dziecko na które matka krzyczy czuje się niedobre i wystraszone, na pewno nie taki obraz jej samej chcesz jej wszczepić.
    Polecam książkę "Wszystkiego już próbowałam" Isabelle Filliozat - w lekki sposób, w wielu ilustracjach pokazany jest właśnie punkt widzenia dziecka, dodatkowo wiele naukowych informacji (naprawdę zwięźle i strawnie podanych) i jakaś propozycja innej ścieżki dla wiecznie sfrustrowanej i krzyczącej mamy.
    Na pocieszenie dodam tylko, że mój syn po trudnym zachowaniu w wieku dwóch i pół roku nagle miał przedziwny i przecudowny etap : Tak mamusiu, dobze mamusiu, ja to lubię mamusiu - jako bazową odpowiedź na wszystko! Szybko minęło,ale to wspomnienie zostało big_grin
    PS A jedzenie na placu zabaw uskuteczniam od zawsze z synkiem, nawet zimą (bezmroźną i bezdeszczową oczywiściewink jemy na placu zabaw, odbieram często w południe i zajadamy coś z pudełka). Trzymam się tylko zasady, że synek sam decyduje ile je, nie biegam za nim, jemy w jednym miejscu, on wie że jeśli nie zje, to zjem ja więc nie lepiej jednak zjeść przed zabawąwink
  • 16.06.17, 23:52
    Amiralko, jak tak siedze wieczorem i w ciszy od 4 godzin, to sie z tym wszystkim zgadzam i dokladnie tak to widzesmile Ale w momencie gdy to wszystko sie dzieje po prostu perspektywa jest inna... staram sie nie robic nic na sile bo skutki to ma oplakane. Natomiast wysluchiwanie 20minutowych wrzaskow przy wsiadaniu do samochodu po prostu wyprowadza mnie z rownowagi, wczoraj 40 minut lezala na podldoze w lazience i wyla bo nie chciala dac sobie umyc glowy. Staram sie pokazac jej, ze dzikim wyciem nic nie osiagnie, bo chocby wyla i 3h to w samochodzie w foteliku jechac musi. Ostatnio bierzemy na przeczekanie (az sie zmeczy tym krzykiem). Doslownie siadamy obok, czekamy i jak mantre powtarzamy dlaczego czegos tam od niej oczekujemy. Zazwyczaj jednak awantura jest o to samo (umycie glowy, przypiecie sie pasami, zakladanie kaloszy - jakby mogla nawet spalaby w kaloszach...).
  • 17.06.17, 12:04
    Vinca, rozumiem Cię jak najbardziej, też mam przecież trzy latka i mam wrażenie, że moja praca wychowawcza to głównie nauka cierpliwości i panowania nad moimi emocjamiwink Reszta jest prostawink
    Ciekawią mnie przykłady które podałaś, bo to są ewidentnie przypadki sensoryczne - samochód, mycie głowy, pasy, kalosze. To nie są sytuacje typu, ja chcę tę zabawkę co kolega, czy pińcsetnego cukierka! Tym bardziej musisz być wczuć się w sytuację córki.
    "Staram sie pokazac jej, ze dzikim wyciem nic nie osiagnie, bo chocby wyla i 3h to w samochodzie w foteliku jechać musi." - jesteś pewna, że ona wyje, żeby "coś osiągnąć"? A może w aucie jej niedobrze lub jej ciało potrzebuje ciągłej stymulacji ruchowej, co w przypadku unieruchomienia i przypięcia pasami jest niemożliwe? W "Mądrych rodzicach" autorka pokazuje że ogromny procent tak zwanych histerii w tym wieku dotyczy właśnie pasów. Dzieci wrzeszczą, bo nie mają innego wyjścia, nie żeby wpłynąć na Ciebie. Niemniej jednak ograniczyłabym auto do jak najrzadszych i najkrótszych tras (sama tak miałam od 0 do roku, auto-koszmar).
    Mycie głowy - też wiele dzieci tego nie lubi, po prostu lejąca się z góry woda to jest za duże obciążenie sensoryczne dla nich. Mus to mus, ale też, zastanów się jak często musisz myć tę włosy. Kalosze - podobnie, to ma jakiś związek z bodźcami i odczuciem w stopach. Mój syn miał tak samo w tym wieku, ludzie dziwnie patrzyli w upał, ale ja nigdy nie naciskałam, po prostu miałam sandały na zmianę. Są dzieci, które np potrzebują w ten sam sposób ciągle nosić czapkę na głowie. Dla nas to są głupoty, dla tych dzieci, ich systemów nerwowych to ma duży sens.
    "Doslownie siadamy obok, czekamy i jak mantre powtarzamy dlaczego czegos tam od niej oczekujemy." Ok, ale co to ma dać? Odwołujecie się do jej racjonalnych części mózgu, które nie dość, że w tym wieku są dopiero w początku rozwoju, to na dodatek, jeśli córka czuje zagrożenie w tym momencie (typu pasy, czy brak kaloszywink to ona w ogóle dostępu do tych wyższych partii mózgu nie ma. Jej umysł nawet nie przetwarza wtedy mowy werbalnej! Postawcie lepiej na przekaz niewerbalny, niech wie, że nawet jeśli nie rozumiecie, jesteście po jej stronie. Najpierw zrozumienie i współczucie, uspokojenie za pomocą własnego spokoju i własnego ciała (!), dopiero potem tłumaczenie. I jak najwięcej elastyczności z Waszej strony. Bo tak naprawdę to te kalosze niczemu nikomu nie przeszkadzają, a włosy można myć dziecku raz na dwa tygodnie, zaręczam bo przetestowałam, są bardzo długo czyste i piękne.
    Zycie z dwu i pół latkiem to mordęga, przyznaje więc powodzenia życzę smile
  • 17.06.17, 21:46
    Tylko wiesz Amiralka, jak pomyślę co może się dziać z jej stopami w 28stopniowym upale po całym dniu chodzenia w kaloszach, to na mój rozum jest to po prostu niezdrowe... I o ile mogę pozwolić jej na decydowanie w kwestiach które nie dotyczą jej zdrowia, o tyle priorytetem jest dla mnie jej bezpieczeństwo (fotelik), no i zdrowie. Uwierz mi, po tygodniu nie mycia włosów jej włosy są straszne... jeden koltun (bo są krecone), posklejane bo często loki wpadają w jedzenie.
    Na pewno masz rację, że coś niehalo jest z integracja sensoryczna bo ciągnie się to za nami od urodzenia (jako niemowlak niedotykalskie raczki), długo chodziła głównie na palcach, lubi gdy mocno się ją glaszcze, itp ale zupełnie świadomie postanowiłam nic z tym nie robić bo widzę, że wyrasta a z zupełnie innych powodów ciągle latamy po lekarzach i nie chce fundowac jej kolejnych rehabilitacji, wizyt u specjalistow itp.
  • 18.06.17, 10:27
    Oczywiście bezpieczeństwo jest najważniejsze. Co do fotelika nie ma dyskusji, zresztą jazda bez niego też byłaby niełatwa, nawet gdyby to było dozwolone i mniej niebezpieczna. Ale z tymi kaloszami bez przesady, ja poczuje, że jej się stopy zaparzają, to wtedy będzie zadowolona, że może zdjąć. Włosy to rzecz jasna kwestia rozsądku, ale można przypiąć, żeby przynajmniej do tego jedzenia nie wpadały i czesać miekką szczotką, żeby się nie kołtuniły (mój syn też ma loki). Nie pisze tego o sensoryce, żeby Cię zachęcić do terapeuty, ale żeby zrozumieć jej punkt widzenia. Ja mam na przykład nadwrażliwość na hałas, są dźwięki, które sprawiają mi ból, a gdy jestem przemęczona to muszę drastycznie ograniczyć bodźce dźwiękowe. Mój mąż tego nie rozumie, czemu go proszę żeby nie pogwizdywał i nie włączał radia, chyba do tej pory po latach myśli, że to taki kaprys. A dla mnie to realna potrzeba.
  • 18.06.17, 13:55
    Też mam nadwrażliwość słuchową i bunt dwulatka mojej córki to był czas fizycznego wręcz cierpienia... Teraz buntuje się młodszy syn i on raczej radzi sobie z frustracją tak, że bije i rzuca przedmiotami - i mimo, że te zachowania (zwłaszcza bicie) są mniej "społecznie akceptowalne", to mi łatwiej to znieść.
    vinca - myślę nad tymi pasami, bo bezpieczeństwa odpuścić nie można, ale szkoda męczyć wszystkich... Jak córka wygadana, to może zapytaj ją, co by jej uprzyjemnilo podróż? Mojej córce pas ocierał ramię - zamontowaliśmy nakładkę-liska i potem przy zapinaniu było "przytulanie liska do ramienia".
    Co do mycia głowy - też przeszliśmy przez (długi) etap awantur. Udalo się to skończyć strategią przeciwną do przymusu: jak ogłaszałam, że musimy wymyć głowę i zaczynało się chlipanie, to mówiłam, że poczekam, aż będzie gotowa, ale głowę i tak musimy wymyć. Czekałam z prysznicem (lekko rozkręconym, żeby był przyjemny strumyczek, a nie atak ciśnienia) i co jakiś czas pytałam, czy już jest gotowa. Za pierwszym razem trochę nie dowierzała, że na pewno nie wymyję jej głowy, dopóki nie wyrazi zgody, ale jak już uwierzyła, to poszło dobrze. Myłyśmy powolutku, jak zaczynał się krzyk, to się wycofywałam i pytałam, czy nie za gorąca, czy nie chlapnęło itp. Mamy też nad wanną (pod sufitem) zawieszoną dekorację, zawsze proszę córkę, żeby na nią patrzyła, to pomaga jej pamiętać o tym, żeby nie opuszczać głowy (co grozi zalaniem oczu czyt. głośnym płaczem) i kontrolować emocje.
  • 19.06.17, 11:31
    Ja jeszcze dodam, co do tego mycia włosów i potrzeby poczucia kontroli, ze mój syn, który bardzo lubi, żeby było "na jego warunkach", sam nam podsunął ułatwiacza - ma prawo sobie wybrać czy włosy spłukujemy prysznicem czy kubeczkiem. Jak był mały to takie alternatywy nie działały, ale jako trzylatek teraz bardzo je lubi. Czasem ma też ochotę sam sobie spłukać te włosy i wtedy dużo lepiej znosi to, że woda mu się leje do oczu i uszu. Wiadomo, że muszę poprawić, ale jest łatwiej. No ale to tylko czasem i tak jak wołam do kąpieli, zawsze jest zastrzeżenie: ale nie włosyyyyy!" wink
  • 19.06.17, 22:47
    No właśnie liczę na to, że z czasem jej to po prostu minie, bo na razie jest hardcoresmile Dzisiaj udało się ją umyć dokladnie po 4 dniach... co ciekawe jak siedziala w misce to pozwolila bez problemu polewac sie sluchawka od prysznica (ale miska stala poza kabina prysznicowa). Bardzo czesto dajemy jej wybor (czesto zludny ale jednakwink, niestety jakos nie bardzo to dziala....
    Teraz po prostu stawiam miske z woda juz nawet w dowolnym momencie dnia, czekam az sama wejdzie i wtedy szybka akcja z myciemwink
  • 19.06.17, 22:54
    U nas były 3 dni bez kąpieli, u koleżanki córka 2,5 roli i 2 miesiące bez kąpieli, tolerowala tylko mycie gąbka w misce i mycie włosów raz w tygodniu po basenie...
    W obu przypadkach pomogły kredki do wanny. Ja mam ze Smyka.
  • 20.06.17, 17:18
    tylko my nie mamy wanny poki councertain Jest tylko bardzo mala miska...
  • 20.06.17, 18:28
    Vinca. Bardzo cie rozumiem. Moja 3 latka tez ma ostatnio jakies jazdy smile i czasami my, rodzice, nie reagujemy tak jak powinnismy, tzn.krzyczymy, zadamy. Tak wczoraj powiedzialam do meza - zobacz, to nie dziwne ze ona sie buntuje. Caly dzien - teraz spac, teraz wstawac (bardzo nie lubi o 7 rano wstawac ), teraz ubierac, jesc, do przedszkola, bawic sie, juz nie bawic sie, itd. Mysle ze musi miec wiecej luzu. Czy to cos zmieni jesli troche sie nie umyje? Kurcze ciezko, ale moze przeczekac? Ciezko zdevydowac, bo np. U nas mycie zebow zdarzalo sie na sile, bo nie mozemy pozwolic na niemycie.
  • 06.06.17, 12:33
    > wydaje mi się że chodzi jej o to, by wtedy mogla podejsc i przytulic, pocieszyc

    To kluczowe zdanie. Twoje dziecko potrzebuje okazywać innym wsparcie i ciepło. Chce się czuć potrzebne.
    Pozwól ma na to - czyli bawcie się w pocieszanie, niech się misie pocieszają, mów "o, palec mnie boli, choć mnie pociesz" itp.

    Bicie to wyraz frustracji - dziecko czegoś potrzebuje (pocieszania innych) nie dostaje tego, więc się złości i bije.

    Na bicie nie pozwalasz, najprościej jest przytrzymać łapkę i stanowczo powiedzieć "nie!".

    Obie te rzeczy trzeba robi na raz - czyli bawicie się w pocieszanie, i reagujesz mocno na bicie.

    >Na pytanie czy chce zeby komus bylo smutno odpowiada ze stoickim spokojem, ze tak. Jak jej mowie, ze ta osoba nie >bedzie sie chciala z nia bawic to albo nie reaguje, albo protestuje ale swojego zachowania nie zmienia

    Dwulatek nie ogarnia takich wywodów. Jest natychmiastowy, nie planuje, żyje to i teraz.


    --
    Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy.
    Pół wieku poezji
  • 16.06.17, 22:08
    Podłącze się pod wątek awantur i buntów.. tylko chodzi o 4 latkę, moją chrześnicę. Podobno (z opowiadań rodziny wiem) robi afery takie że ryczy aż do wymiotów. Przykład w kąpieli - "podaj mi gąbkę" - mama rzucila nią bo miała zajęte ręce, "nie tak, miałaś podać a nie rzucać" i histeria. Inny przykład- Tata ma nie wchodzić do łazienki i nie patrzeć, bo nie. Wszedł histeria. Generalnie większość awantur ma taki przebieg "ja jestem dorosła i macie sie mnie słuchać" (to wieczorami) lub z kolei "jestem dzidzią ubierz mnie, zanieś mnie do samochodu na rączkach" - to rano. Odmowy kończą sie awanturą. Generalnie szwagierka ma poczucie że córa chce nimi rządzić. Czasami ulega jej z braku czasu (poranne akcje). Inna akcja - szwagier odbiera córkę po dniu u dziadków (gdzie dobrze sie bawiła) i takie spazmy przy powrocie aż do rzucania się po samochodzie i przypinania na siłę bo nie chciała jechać.

    Szwagrostwo używa argumentów "my jesteśmy rodzicami i to my decydujemy o pewnych rzeczach. Ty jesteś naszą córką i musisz nas słuchać".

    JAK WAM SIE TO CZYTA? na ile ustępować?
  • 16.06.17, 23:44
    Myślę, że główny problem to kwestia komunikacji. Bo wygląda na to, że rodzice albo oczekują podporządkowania się przez dziecko, albo mu ustępują dla świętego spokoju. Brakuje próby zrozumienia motywacji dziecka, rozmowy. Rodzice widzą wychowaniu dziecka próbę sił, kto postawi na swoim a to zupełnie złe podejście. Ja jestem zwolenniczką ustępowania i kompromisów, ale rodzic musi mieć świadomość, że jest to działanie celowe, a nie wynik (mniej lub bardziej wymyślonych) nacisków. Ja bym w większości z tych sytuacji pewnie ustąpiła, tzn. nie weszła do łazienki, gdyby dziecko tego nie chciało, a ja nie miała jakiegoś ważnego powodu, ubrałabym dziecko, które chce być ubrane. Przypinania czterolatki na siłę w foteliku sobie nie wyobrażam. Naprawdę w tym wieku daje się wytłumaczyć, z jakiego powodu fotelik jest konieczny.
  • 16.06.17, 23:55
    Zgodzę się. Mój starszy syn jest bardzo podobny do Twojej chrześnicy i mam nadzieję, że szybko z tego wyrośnie.

    Dobrze jest zbić dziecko z tropu czyli nie nakręcać się samemu i nie krzyczeć, a zmienić temat, zainteresować czymś innym lub np. rozśmieszyć dziecko (choć sama wiem jak momentami jest ciężko). Dodatkowo często powodem histerii jest niespełnienie potrzeb fizjologicznych dziecka np. głód czy niedospanie. Więc u starszego staram się nie dopuszczać do takich sytuacji, choć jego ciężko położyć spać za dnia, a o 18 jest nie do zniesienia. No i unikanie słodyczy czy tv - one nakręcają dziecko, aczkolwiek z tym drugim momentami u nas ciężko.
  • 17.06.17, 00:29
    Z tą tv to jest w ogóle ciekawe. U nas ostatnio córa w ogóle nic nie chce oglądać bo... się boi. Jakieś znane jej piosenki na youtube owszem, ale bajki zupełnie nie (nawet Peppy nie chce)
  • 17.06.17, 12:23
    Indjanek, no smutno się to czyta. Widać że dziewczynka się miota między aspiracją do bycia dorosłej (może tata ma nie wchodzić, bo zaczyna się rodzić w niej wstydliwość np.) a regresją, czyli potrzebą bezpieczeństwa i pozostania chwilę na wcześniejszym etapie, stąd to dzidziusiowanie. Ale rodzice widać niezbyt to zrozumieli. "Chce mną rządzić" - dzieci w tym wieku bardzo często są dominujące, to jest ich metoda na porządkowanie świata, kontrolowanie go. To nie jest dziwne, bo mają tak mało kontroli nad czymkolwiek. Wyobraź sobie podobną sytuację z dorosłymi - żona świetnie się bawi z koleżankami, a przychodzi mąż i mówi: ok, pora wracać, co, nie chcesz? nie ważne, ja tu decyduję, do auta zaniosę cię więc siłą i siłą cię przypnę". Skóra cierpnie prawda? A dzieciom to fundujemy non stop. Są spazmy bo koniec zabawy - ok. Ja mam bardzo emocjonalne i intensywne dziecko i metodę mam jedną - nie staram się wpływać na jego emocje, zmieniać ich. Jedyne co robię - oferuję zrozumienie i przytulenie. Nawet jeśli to ja sama, jestem "winowajcą" jego łez, bo np arbitralnie przerwałam zabawę czy zdroworozsądkowo zabroniłam czegoś. Weźmy przykład z autem, często wystarczy przytulić i powiedzieć po prostu "ojej, jesteś taka smutna, że żegnamy się z dziadkami tak?", wtedy następuje jeszcze większy wyrzut łez, ale często potem zaczyna się powolne uspakajanie. "Nie chcesz iść do auta, wolałabyś z dziadkami się bawić cały, wieczór? A może nawet całą noc? W ogóle nie poszlibyście spać, tylko odgrywali teatrzyk do rana? Ale byłoby fajnie. A słuchaj, może jutro też przyjedziemy do dziadków i dokończycie zabawę, co myślisz"? Nie przypinałabym tak dużego dziecka siłą do tego fotelika, bo to znaczy tylko, że ono czuje się właśnie niewysłuchane, niezrozumiane, traktowane jak przedmiot - i każdy dorosły by się tak poczuł.
    >Szwagrostwo używa argumentów "my jesteśmy rodzicami i to my decydujemy o pewnych rzeczach. Ty jesteś naszą córką i musisz nas słuchać".
    Ja to widzę inaczej. Ja jestem mamą więc jestem odpowiedzialna za wiele rzeczy (kocham cię więc nie mogę ci pozwolić na oglądanie kolejnej bajki, bo wiem, że to nie jest dla ciebie dobre). Musisz mnie słuchać, bo mi ufasz, że jestem tu by zaspokajać twoje potrzeby, nie robię nic przeciwko tobie i zawsze staram się wziąć pod uwagę w każdej sytuacji, to co czujesz, i znaleźć dobre dla ciebie wyjście (czy po prostu dla nas obojga). Ty jesteś moim synkiem i też jesteś odpowiedzialny za wiele innych rzeczy (może przecież decydować która bluzka, która zabawka idzie z nami, jaki owoc na deser i wiele wiele innych), twoje zdanie jest dla mnie ważne i się liczy w wielu sprawach, które cię dotyczą. Ty wiesz, że ja nie próbuję nad Tobą dominować bo tak, a ja nie podejrzewam, że ty chcesz mną rządzić.
  • 17.06.17, 13:02
    amiralka napisał(a):

    > Indjanek, no smutno się to czyta. Widać że dziewczynka się miota między aspirac
    > ją do bycia dorosłej (może tata ma nie wchodzić, bo zaczyna się rodzić w niej w
    > stydliwość np.) a regresją, czyli potrzebą bezpieczeństwa i pozostania chwilę n
    > a wcześniejszym etapie, stąd to dzidziusiowanie.

    To jest celna diagnoza. Chyba rodzice cisną by była dojrzalsza niż jest, porównują do starszej 7 latki. Do tego doszło zainteresowanie moim synkiem, 1,5 r. Używają niestety jego osoby jako porównania - zabierając jej smoczek (że kuzynowi potrzebny), krzesełko z którego wyrosła, nocnik..
  • 17.06.17, 12:38
    Niestety rodzice chyba czują się bezradni, stąd lęk że im córa na głowę wejdzie. I zmęczeni, jak mówią, chodzeniem na palcach, żeby małej nie zdenerwować. Nie widziałam żadnej z tych afer więc relacja pewnie niepełna, sama się zastanawiam czemu tak bardzo boją się w czymś ustąpić?
  • 17.06.17, 12:54
    Właśnie dlatego, że widzą relację z dzieckiem jako próbę sił. Boją się ustąpić, bo boją się stracić autorytet. Nie widzą tylko, że swoim sztywnym zachowaniem podkopują swoją relację z dzieckiem i sami stwarzają takie sytuacje, jak w tym aucie. Co do sytuacji z gąbką, to rozumiem obie strony. Ja bym odpowiedziała, gdyby na mnie dziecko wyjechało z tą gąbką, że mogę mu podać jeszcze raz ją podać w inny sposób, ale ono powinno powiedzieć mi to jeszcze raz miłym głosem. U nas to działa.
  • 18.06.17, 12:51
    Dokładnie tak. Wiele razy słyszałam, że starszy wchodzi mi na głowę, bo mu ustępuję w wielu, mniej istotnych rzeczach.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.