Dodaj do ulubionych

Małe dziecko a praca zawodowa

26.05.17, 14:33
Czy mając małe dziecko (poniżej 3 roku życia) zrezygnowaliście z pracy zawodowej?
Jak poradziliście sobie z powrotem na rynek pracy i jak zorganizowaliście opiekę nad dzieckiem? Jeśli wybraliście żłobek to czy dziecko chorowało i musieliście korzystać z L4?
Edytor zaawansowany
  • 26.05.17, 17:22
    Do pracy wróciłam jak córka miała mniej więcej 6 miesięcy (przez dwa miesiące przed powrotem pracowałam z doskoku). Wynajęliśmy nianię. Niania to jest genialne rozwiązanie - nie trzeba się martwić o choroby i L4, więc nigdy takowego nie wzięliśmy, ani ja, ani mąż.
    Jak córka miała 14 miesięcy, to dowiedzieliśmy się, że ma autyzm. Przez ponad rok udawało nam się to jeszcze pogodzić z moją pracą, ale rok później kilka różnych czynników (regres córki, zmiana siedziby mojej pracy i dłuższe dojazdy) sprawiło, że postanowiłam zmienić sposób pracy. Zmieniłam pracodawcę, od tego czasu pracuję zdalnie, mam dosyć elastyczny czas pracy, więc mogłam "wrócić" do domu wcześniej i więcej czasu poświęcić córce. Nie zrezygnowaliśmy z niani - po prostu była u nas trochę krócej, nie musieliśmy gonić z mężem na zakładkę. Ja pracowałam częściowo z domu - córka nie wiedziała, że jestem w mieszkaniu, przez część dnia zresztą jej nie było (jeździła z nianią na zajęcia terapeutyczne, kluby malucha). Tak minął nam prawie rok (od lipca do kwietnia kolejnego roku). Pod koniec kwietnia - córka miała trzy lata - zaczęliśmy przygodę z przedszkolem. Niania została z nami bodajże do końca lipca (zakładaiśmy długą adaptację).
    Nie mamy żadnej rodziny tu gdzie mieszkamy, więc do opieki nad córką byliśmy zawsze tylko ja i mąż, plus ewentualnie ktoś, kogo wynajęliśmy.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 27.05.17, 18:40
    agata_abbott napisała:

    > Niania to jest genialn
    > e rozwiązanie - nie trzeba się martwić o choroby i L4, więc nigdy takowego nie
    > wzięliśmy, ani ja, ani mąż.

    Rozumiem, że nawet w sezonie chorobowym niania była zawsze zdrowa?
  • 27.05.17, 18:44
    Pytanie nie do mnie, ale odpowiem. U nas jak na razie niania jest zawsze zdrowa i u znajomych też raczej tak jest, wydaje mi się że w tym zawodzie nabiera się odporności.
  • 29.05.17, 08:46
    Zastanow sie jak czesto choruja dzieci a jak czesto dorosli? Ja w sezonie moge miec najwyzej katar podczas gdy moj syn chodzil do przedszkola w trybie-tydzien w przedszkolu, dwa w domu
  • 29.05.17, 08:59
    To nie był atak, tylko zwykłe pytanie smile Jak często chorują dorośli? Różnie, zależy od odporności. Plus zdarzają się wypadki, typu skręcona kostka czy atak korzonków itd. Obserwując ludzi u mnie w pracy, nie widzę reguły. Dlatego nie twierdziłabym z taką stanowczością, że przy niani dziecko nigdy nie choruje smile

    Odkąd mam dziecko, byliśmy z mężem chorzy cztery razy (dwa razy on, dwa razy ja). Dziecko miało wtedy katar...
  • 29.05.17, 09:12
    Każda z moich niań miała lekkiego hopla na punkcie odporności. Wystarczylo, że czuły drapanie w gardle - już brały witaminę C i robiły inhalacje. Po powrocie z dworu, szczególnie po jeździe komunikacją miejską - myły ręce. To chyba taki nawyk osób, które pracują z dziećmi.

    Córka chorowała mało - jakiegoś wirusa złapała może trzy razy w życiu, oprócz tego raz miała zapalenie dróg moczowych (antybiotyk). Podejrzewam, że złożyły się na to dwa główne czynniki: 1) "ten typ tak ma", 2) odkąd skończyła rok, chodziła codziennie na zajęcia terapeutyczne, później również do klubiku z dziećmi. Zajęcia trwały godzinę-dwie, codziennie, były indywidualne, ale jednak w miejscu, w którym na korytarzu spotykała inne dzieci, a w sali miała możliwość wylizania zabawek, którymi te inne dzieci się bawiłysmile To w dosyć łagodny sposób pozwoliło jej chyba zbudować odporność, dlatego też nie mieliśmy w ogóle problemu, jak poszła już do przedszkola.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 29.05.17, 12:39
    agata_abbott napisała:

    > Każda z moich niań miała lekkiego hopla na punkcie odporności. Wystarczylo, że
    > czuły drapanie w gardle - już brały witaminę C i robiły inhalacje. Po powrocie
    > z dworu, szczególnie po jeździe komunikacją miejską - myły ręce. To chyba taki
    > nawyk osób, które pracują z dziećmi.

    Możliwe, chociaż ja z dziećmi nie pracuję, a jest dla mnie oczywiste, że po powrocie do domu myję ręce wink Czy jechałam tramwajem, czy nie, wszystko jedno. Serio, są ludzie, którzy tego NIE robią? o.O

    > Córka chorowała mało - jakiegoś wirusa złapała może trzy razy w życiu, oprócz t
    > ego raz miała zapalenie dróg moczowych (antybiotyk). Podejrzewam, że złożyły si
    > ę na to dwa główne czynniki: 1) "ten typ tak ma", 2) odkąd skończyła rok, chodz
    > iła codziennie na zajęcia terapeutyczne, później również do klubiku z dziećmi.
    > Zajęcia trwały godzinę-dwie, codziennie, były indywidualne, ale jednak w miejsc
    > u, w którym na korytarzu spotykała inne dzieci, a w sali miała możliwość wyliza
    > nia zabawek, którymi te inne dzieci się bawiłysmile To w dosyć łagodny sposób pozw
    > oliło jej chyba zbudować odporność, dlatego też nie mieliśmy w ogóle problemu,
    > jak poszła już do przedszkola.

    Tylko się cieszyć! smile
  • 29.05.17, 12:51
    rosynanta napisał(a):

    > Możliwe, chociaż ja z dziećmi nie pracuję, a jest dla mnie oczywiste, że po pow
    > rocie do domu myję ręce wink Czy jechałam tramwajem, czy nie, wszystko jedno. Ser
    > io, są ludzie, którzy tego NIE robią? o.O

    smile Też myślałam, że to jest oczywiste, dopóki nie zaczęłam szukać niani. Po spotkaniu kilku już wiedziałam, że to jest pierwszy punkt, na którym potencjalna kandydatka potrafi się "wyłożyć". Rozumiem, że ciężko jest zaraz po wejściu do kogoś do mieszkania, na - było nie było - rozmowę kwalifikacyjną, poprosić o skorzystanie z toalety. Ale jednak kolejnym etapem była właśnie rozmowa z nami i zapoznanie się z niemowlakiem. Te nianie, które ortodoksyjnie pilnowały wtedy mycia rąk, zarabiały dodatkowe punkty (bez których, cóż, nie dało się zdobyć tej pracysmile).

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 29.05.17, 12:52
    Dla mnie tez mycie rak od razu po powrocie do domu to standard. Nawet nie wiedzialam, ze mozna inaczej😁
  • 29.05.17, 09:06
    Tak. W sumie mieliśmy dwie nianie - każda z nich była chora może z raz, krótko. Zresztą, moja corka też praktycznie nie chorowała.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 26.05.17, 19:03
    Ja wróciłam do pracy po roku macierzyńskiego i dla mnie to już był najwyższy czas. Synkowi znaleźliśmy bardzo fajna opiekunkę, która jest z nami do dziś (synek ma ponad 2 latka). Jak synek chorował to mimo niani i tak brałam l4, ale były to sporadyczne sytuację, poza tym początkowo ja lapalam każda infekcje od dziecka, więc i tak bym na l4 była.
  • 26.05.17, 19:54
    Wrócilam do pracy na 3/4 etatu jak synek mial 13 mcy. Od 9 mca na kilka h dziennie chodzil do żlobka. Pierwsze 5 mcy kariery żlobkowej chorowal dużo, teraz (odpukać) już mniej. Z L4 nie korzystalam, pomagal mąż (ma dg, może czasem zostać np rano a do pracy iść po poludniu jak ja wrócę, troszkę dziadkowie (ale to na zasadzie kilku h dziennie). Dajemy radę.
    Ze średnią musialam wrócić do pracy po 20 tyg. (plus trochę urlopu wypoczynkowego)- takie wtedy bylo prawo. Do skończenia roku pomagala babcia i mąż (ja wrócilam wtedy na pól etatu), jak skończyla rok to żlobek.
  • 26.05.17, 22:58
    Nie wracam do pracy. Będę z synem dopóki nie skończy 3 lat. Zrezygnowałam na ten czas z pracy zawodowej. Planuję jeszcze teraz kolejne dziecko, syn ma 14 miesięcy. Jak sobie poradzę na rynek pracy? Nie wiem, czasami się boję, ale wiem, że sobie poradzę. Robię to dla dziecka bo uważam, że jest to dla niego najlepsze co mogę mu dać.
  • 01.06.17, 21:59
    Mogłaś skorzystać z wychowawczego rozumiem?
  • 26.05.17, 23:47
    Nie, nie zrezygnowałam z pracy. Tak, dziecko chodzi do żłobka choruje, nie biorę opieki. Ja siedziałam z dzieckiem w domu roku, teraz choroby ogarnia tata i babcia . Jak miała 13m wróciłam do pracy. Moje warunki to 3/4 etatu 8.30-14.30 do skończenia 2 lat. Plus czasem się uryeam wcześniej bo lekarz itp. Mała chodzi do żłobka który uwielbia. Choruje średnio raz w miesiącu przez 3-5dni. Wtedy zostaje z babcią lub tata (tata ma dg). Dla mnie powrót do pracy po roku to jest max, już naprawdę chciałam.
  • 27.05.17, 09:26
    Nie zrezygnowalam z pracy, to nie dla mnie...wrocilam do pracy gdy synek mial 14mcy. Zajmowali sie nim dziadkowie ( mam to szczescie, ze wszyscy na miejscu i gotowi do opieki ). Dopoki byl w domu to chorowal raz i wzielam wtedy 3 dni zwolnienia glownie dlatego, ze dziecko chcialo do mamy a nie z braku opieki dla niego. Gdy synek mial 2l10mcy poszedl do przedszkola. Troche chorowal ( glownie przeziebienia z goraczka ), nie bralam zwolnien, zajmowali sie nim dziadkowie.
  • 27.05.17, 18:46
    Nie zrezygnowałam z pracy i nie wyobrażam sobie tego ze względu na finanse. Wróciłam po pół roku od urodzenia dziecka, z dzieckiem został tata - podzieliliśmy się urlopem po połowie. Wróciłam do tej samej firmy, przez pół roku nie wypadłam zbytnio z obiegu (to też zadecydowało o szybkim powrocie, no i tata dziecka chciał bardzo tego podziału urlopu).

    Mieliśmy brać nianię, ale nikogo z polecenia nie udało nam się znaleźć, a przypadkowej osoby nie chcieliśmy. Ostatecznie ja przeszłam na pół etatu, a dziecko chodzi do żłobka na 5 h dziennie. Jak dotąd, miało trzydniówkę - w weekend majowy tongue_out Pewnie zaczną się choroby jesienią, ale ja mam możliwość pracy zdalnej, w systemie projektowym, więc jestem dobrej myśli smile
  • 28.05.17, 22:58
    Córka poszła do zlobka jak miała 14 miesiecy. Zaczela bardzo chorowac i z czasem tylko sie to nasilalo wiec ze zlobka po 10 miesiacach musialam zabrac. Pracuje w domu i jest ciezko, bo w dzien zajmuje sie Malą a pracuje albo wczesnie rano albo wieczorami. Nie wiem co by bylo gdybym pracowala na etacieuncertain Ale wiem tez, ze wiekszosc dzieci az tak bardzo jednak nie choruje wiec warto sprobowac wystartowac ze zlobkiem.
  • 29.05.17, 10:07
    ja wróciłam do pracy po 14 miesiach. Od 12 synek chodzi do żłobka. Oboje z mężem pracujemy na etacie i w zasadzie możemy liczyć tylko na siebie. Jest mega ciężko. Wymieniamy się przy opiece nad synkiem jak jest chory, a zdarza się to niestety dosyć często. Zima była masakra, teraz jest lepiej, ale aktualnie np mamy ospę. Babcia pomaga od wielkiego dzwonu - teraz np przy 2 tyg choroby była 2 dni. Mam nadzieje, że z czasem będzie chorował coraz mniej. Zależy mi na tej pracy, dlatego nie chciałam przedłużać nieobecności.
  • 29.05.17, 12:34
    Wróciłam do pracy po 10 m-cach, pozostałe 2 m-ce wziął mąż. Do żłobka dziecko poszło w wieku 10 m-cy, bo łapaliśmy ostatnie miejsce w wybranym żłobku. Na początku było ciężko, bo to wcześniak i często infekcje kończyły się problemami z oskrzelami. Nie wiem, czy chorował szczególnie często, jak twierdzi nasza pediatra, bo średnio raz na 1,5 miesiąca i w żłobku nie było góra tydzień i 2 dni. Tylko z reguły choroba kończyła się antybiotykiem. L4 brał mąż, albo braliśmy zaległe urlopy lub brałam pracę zdalną do domu. Gdy w wieku niecałych 2 lat, końcówka zimy zakończyła się obustronnym zapaleniem oskrzeli, zrobiliśmy miesięczną przerwę od żłobka, wzięliśmy babcię szwagierki, potem pojechaliśmy nad morze. Potem chorował sporadycznie i żadna z infekcji nie kończyła się oskrzelami, a najwyżej zapaleniem gardła. Od września chodzi do przedszkola. Frekwencja 100%.
  • 29.05.17, 23:00
    Mam dwóch Synów, prawie 6latka i 3latka. Generalnie przez cały czas (ciąże, urlopy macierzyńskie i czas po nich) byłam aktywna zawodowo, z tym, że nieustannie wymaga to megaorganizacji i zaangażowania wielu osób. Po starszym wróciłam do pracy jak miał 7 mcy. Wróciłam na cały etat z przerwą na karmienie (pracowałam 7-14). Mąż 2 razy w tygodniu brał południową zmianę - miał specjalną zgodę na rozpoczynanie jej o 15. Więc ja gnałam do domu, żeby być o 14.30, M wychodził. W pozostałe 3 dni małym opiekowali się moi rodzice lub teściowa. Syn ciężko przeżył mój powrót do pracy, przestawił sobie dzień, tak, że do 12-13 spał, a potem zasypiał na noc grubo po północy. Dziadkowie nie budzili rano, i w efekcie ja spałam przez 3-4 godziny na dobę. Po roku takiego funkcjonowania wzięłam całe zaległy urlop wypoczynkowy (prawie 3 mce) z zamiarem przejścia na wychowawczy, ale zaszłam w kolejną ciążę. Trochę jeszcze dopracowałam - tak do 4 mca ciąży, a potem mają firmę zlikwidowano. Od razu po urodzeniu młodszego syna zaczęłam pracę jako wolny strzelec - generalnie pracowałam zazwyczaj w nocy, weekendami i w dni, kiedy mąż chodził na drugą zmianę. nawet jakoś to wszystko wychodziło, gdyby nie pomysł z posłaniem starszego na zajęcia dla maluchów. Całą zimę przechorowaliśmy i to wszyscy i dzieci i rodzice ... W momencie jak mój wówczas 6miesięczniak dostał 3ci antybiotyk z kolei zrezygnowaliśmy z zajęć ... Gdy młodszy syn miał rok dostałam znowu propozycje pracy na etat, ale wywalczyłam pół etatu i tak ciągnęłam przez 18 mcy. Obecnie od 3 mcy pracuję juz na cały etat. Mąż niestety nie może już chodzić do pracy popołudniami, więc do młodszego mamy nianię, na 2 dni w tygodniu i moich rodziców na 3 dni. Starszy chodzi do przedszkola, ale jego frekwencja to może z 20%, resztę czasu choruje, a razem z nim my wszyscy - łącznie z dziadkami ... W trakcie choroby kombinujemy - gdy jest gorączka to ja biorę L4, na czas rekonwalescencji jest niania. Babcia miała już od września 2x zapalenie płuc, leżała w szpitalu, więc dzieci mogą z nią być tylko, gdy są zdrowe. Generalnie jest ciężko i żałuję, że przyjęłam propozycję pracy na cały etat. Mało czasu spędzam z Chłopcami, bo jak już jestem w domu to gotuję, sprzątam, prasuję, a dzieci chowają się tak "mimochodem". Uważam, że jeśli kobieta pracuje na cały etat, a nawet na więcej, to powinna mieć kogoś do pomocy w domu i odbierania dzieci z placówek, tym bardziej, że nie wyobrażam sobie zostawiania dzieci w przedszkolu na 10 godzin (tyle byłyby, gdybym ja je woziła przed i odbierała po pracy, mąż zupełnie podobnie).
  • 30.05.17, 00:13
    Strasznie chorowity ten 6latek. Po takim czasie w placowkach frekwencja 20%? W ogole sie nie uodpornil, badalas go pod tym wzgledem?
  • 30.05.17, 08:35
    Faktycznie sprawdź odporność. Zacznij od pulmonologa.
    BTW, oboje pracujemy. Nie mamy nikogo do pomocy. Przez pierwsze 2 miesiące, gdy mąż był na urlopie rodzicielskim, mały bywał w przedszkolu na 3-4 godziny, żeby przywyknąć. Potem w żłobku i cały czas teraz w przedszkolu spędza 9 godzin. Życie.
  • 30.05.17, 10:41
    My mamy pod tym wzgledem super, bo pracujemy na pelny etat, ale synek jest w przedszkolu tylko 6-6.5godz-odbieraja go dziadkowie i z nimi spedza czas do naszego powrotu.
  • 30.05.17, 14:10
    * errata: bywał na początku w żłobku 3-4 godziny
  • 30.05.17, 11:05
    Ja pracuję naukowo, co wiąże się z elastycznym czasem pracy, ale i potrzebą ciągłego dłubania wink W zasadzie "trochę" (czytanie literatury itp.) pracowałam cały czas, ale na poważnie dopiero od roku (od kiedy Starsza poszła do przedszkola).

    Konkretniej: przy pierwszym dziecku niania na 4h dziennie od 8. miesiąca, pracowałam w domu. Nieudana konfiguracja, bo z tych 4h na ogół co najmniej połowę gotowałam/sprzątałam/karmiłam. Dodatkowo dziecko było bardzo wymagające, źle spało, a ja byłam koszmarnie przemęczona i praca umysłowa była dużym wyzwaniem. Dość szybko druga ciąża, od 7. miesiąca młodszego niania przejęła dwójkę, ale aż do przedszkola starszej córki praca ograniczała się do 4h w domu plus ewentualne wieczory, weekendy, wakacje z dziadkami. Jak córka poszła do przedszkola, syn (wówczas 16 miesięcy) dostał nianię na 6h, ja wyszłam z domu i wtedy praca ruszyła sensownie. Po drodze jeszcze był krótki romans ze żłobkiem (na 4h dziennie) i przedszkolem, spodowowany pobytem za granicą, ale więcej było z tego zamieszania (choroby) niż zysku.
    Dzieci trochę chorowały, ale nie bardzo dużo. Przy gorączce i złym samopoczuciu zostawałam z nimi w domu, potem były z nianią. Więcej chorowały nianie i dzieci niań - mieliśmy niesamowitego pecha (ukochana niania córki złamała nogę, potem niania syna miała kilkutygodniową odrę, następna miała kilkakrotnie rotawirusay). L4 nie przysługuje ani mi, ani mężowi (umowa kontraktowa na dg). Młodszy od września idzie do przedszkola, ja do listopada muszę złożyćpracę, więc teraz ewentualne "urlopy chorobowe" (biorę w cudzysłów, bo formalnie takowych nie mamy) będzie brał mąż.

    Ogólnie: głupio narzekać, bo taka elastyczność w pracy to przywilej dostępny nielicznym, ale de facto z tych prawie 4 lat efektywnie przepracowałam jakieś 1,5 roku. Finansowo ciężko oszacować, ale z grubsza "bezpłatny urlop" to było/będzie (bo jeszcze nie koniec) 1,5-2 lata.
  • 31.05.17, 23:12
    tak, na okres 4 lat zrezygnowałam z pracy, wiązało się to również z przeprowadzką do innego miasta. Postanowiłam być z dzieckiem do 3rż, w praktyce przeciągnęło się do 4 lat, kiedy skończyły się choroby, okres adaptacji i na dobre zaczął korzystać z przedszkola - chodzić do niego regularnie. Okres chorób to pierwszy rok w przedszkolu, potem bardzo dobrze i tak jest do dziś, ma 12 lat. Bardzo rzadko choruje.

    Wróciłam na rynek pracy bardzo szybko, w przeciągu tygodnia od wysłania cv i od razu miałam dwie prace - etat i dorywczą.
    Mąż w tym czasie ustabilizował się w pracy na tyle, że mógł pozwolić sobie na większy luz i większą elastyczność, dlatego ja mogłam trochę przyśpieszyć i te 4 lata nadrobić - dużo kursów, szkoleń, podyplomówka itd.
    Syn bardzo dobrze funkcjonował w grupie, rozwijał się prawidłowo, nie chorował, więc miałam spokojny czas na rozwój zawodowy.
    Zdarzało się, że korzystaliśmy w pojedynczych, wyjątkowych sytuacjach z wsparcia sprawdzonej agencji niań, kiedy syn był już w szkole - fantastyczne wrażenia.
    4 lata z synem to był czas budowania relacji i więzi, która trwa do dziś, to też czas ogromnego rozwoju osobistego. Niedoceniany czas mam wrażenie..
  • 02.06.17, 00:04
    do pracy wrocilam po 6 tygodniach od cesarskiego ciecia.Ale: mialam mozliwosc pracy z domu + wokol byla babcia.
  • 02.06.17, 00:14
    Ja po pół roku na urlopie macierzyńskim zaczęłam dostawać kota. Po pierwsze uwielbiam swoją pracę, po drugie muszę mieć jakąś odskocznię wink Szczęśliwie mam na podorędziu dwie babcie, bo nieznanej osobie bałabym się powierzyć dziecka.
    Jak córka miała pół roku wróciłam do pracy na dwa dni w tygodniu, jak miała 10 miesięcy na cały etat.
    Szczęśliwie mam nienormowany i elastyczny czas pracy, więc to bardzo pomaga. Jak miała prawie dwa lata poszła do żłobka i to był świetny krok, bo wreszcie miała kontakt z rówieśnikami (mieszkamy w dosyć odludnym miejscu) i urozmaicenie. Żłobek uwielbiała od pierwszego otwarcia drzwismile Tak samo przedszkole. Jak zdarza jej się chorować (nie zdarza się to często) to zostaję w domu ja, mąż lub gdy mamy aktualnie natłok pracy któraś z babć. Dość często wyjeżdżam służbowo na dłużej i wtedy też babcie ratują mi życie wink

    --
    Bąbel 15.11.2012
  • 15.06.17, 17:52
    A ktoś z Was szukał nowej pracy (jakiś czas) po urodzeniu dziecka?
  • 15.06.17, 22:28
    Ja będę szukać. Przynajmniej 3,5 roku po zakończeniu poprzedniej pracy. Pracowałam do ostatnich dni przed porodem, szybko podjęłam pracę zdalną, ale okazało się, że synek ma specjalne potrzeby. Jest niepełnosprawny, w tym zaburzenia ze spektrum autyzmu, więc zwyczajnie potrzebował i nadal potrzebuje dużo mojej obecności. W związku z tym postanowiliśmy nie odkładać decyzji o drugim dziecku, za 2 miesiące okaże się, jak sobie dajemy radę we czwórkę. Odchowam młodszego (mąż pracuje naukowo, będzie mógł go "przejąć"), starszego przygotujemy do placówki i dopiero będę szukać nowej pracy.
  • 17.06.17, 20:29
    OK, ale pewnie planując kolejną ciążę byłaś zatrudniona i nie bałaś się, że po urodzeniu dziecko pozostaniesz bez dochodu...
  • 17.06.17, 22:52
    Niestety, akurat nie jestem nigdzie zatrudniona. Mam tylko składki z racji opieki nad dzieckiem (odpowiednik wychowawczego). Dzieci mają u nas priorytet, idziemy na żywioł wink
  • 18.06.17, 18:15
    Rozumiem, ale przynajmniej masz świadomość, że składki lecą.
  • 18.06.17, 11:40
    Ale nie masz jakiegos zasilku na synka z racji jego niepelnosprawnosci? Poprzednia praca, przed urodzeniem dziecka, nie byla na umowe o prace?
    Gratuluje ciazy😀
  • 18.06.17, 15:21
    Ale nawet jeśli ma zasiłek, to to jest 1200 czy tam 1400 zł. To nie jest dużo.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 18.06.17, 15:45
    Wiem, ze to malutko. Ale jednak zawsze cos w porownaniu z byciem w ogole bez pracy bez zadnego wynagrodzenia itp
  • 18.06.17, 17:54
    Dzięki dziewczynysmile Zasiłku nie mam, kolejna komisja dopiero przed nami (pełną diagnozę mamy od niedawna), byłoby miło, ale się nie nastawiam. Będzie 500+ i kosiniakowe. Przed ciążą miałam DG i dżentelmeński układ z moim głównym zleceniodawcą, który okazał się fikcją, bo nie byłam już tak dyspozycyjna. Ot, życie.
    Na szczęście mąż daje radę i rodzina też nas wspiera w naszej decyzji, żeby dzieci rodzić za młodu. Nie mam jeszcze 30-tki, w pracy dopiero raczkowałam i mam naprawdę duży napęd do powrotu, jakoś się nie martwię, nawet jeśli przyjdzie zupełnie zmienić branżę.

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.