Dodaj do ulubionych

Filmiki a małe dziecko

09.06.17, 22:57
Czy pozwalacie oglądać swoim małym dzieciom (poniżej 3 r. ż.) filmiki - np. jakieś piosenki - teledyski dla dzieci albo filmiki, które mają ich czegoś nauczyć, jak chociażby zwierzęta itp.?

Czy wprowadzacie zakaz włączania telewizji albo ograniczacie się do jakiegoś limitu np. 15 minut dziennie?
Edytor zaawansowany
  • 09.06.17, 23:55
    kolejna osoba, ktora wierzy w edukacyjna moc TV smile))

    po co dziecku nauka zwierzat? Idz z dzieckiem do parku i pokaz mu mrowki i motyle w naturze...

    Dziecko poniezej 3 rz TV jest kompletnie zbedna. Aczkolwiek pozawala na chwile oddechu... jednoczenie wmawiajac sobie, ze dziecko sie uczy czegos pozytecznego wink



  • 10.06.17, 11:36
    Tak pozwalam - raczej krótko ale nie restrykcyjnie że pół godziny dziennie i koniec. Wszystko zależy od sytuacji. A i moje dziecko sporo się nauczyło z oglądając dostosowane oczywiście do wieku filmiki - choćby angielskich nazw kolorów. Także nie demonizujmy wszystko jest dla ludzi a dzieci jakby nie patrzył to też ludzie.
  • 10.06.17, 12:40
    hmm,.....pol godziny to wlaczalem kiedy maly mial-4-6 lat.

    teraz ma 9 i moze ogladac max godzine... W weekend dluzej.


    No..a nie moglas go ty tych kolorow nauczyc?

  • 10.06.17, 16:28
    Owszem mogłam ją nauczyć ale wolałam mieć "chwilę dla siebie" ....
  • 11.06.17, 02:45
    a no wlasnie smile)) to juz inna gadka smile)
  • 10.06.17, 12:43
    Ja puszczam, ale umówmy się, robię to dla siebie, a nie dla dzieci wink Z piosenek było Super Simple Songs, z bajek w tym wieku In the night garden, a nieco później Peppa. Limit tego lenistwa to 30 minut dziennie, najczęściej mieszczę się w 15, a w dni robocze w 0.
  • 10.06.17, 12:54
    szczerze mowiac to ja wole wlasnie takie uzadanienie.. "kuzwa, chce miec chwile dla siebie" smile))

  • 11.06.17, 16:38
    Co do zwierząt - to ich oglądanie i słuchanie rozwija mowę dziecka poza tym, iż ułatwia rozpoznawanie w książeczkach zwierząt, których w realu często brak, do tego zwiększa to chęć jedzenia dziecka, pewnie przez odwrócenie uwagi, ale jednak.
  • 12.06.17, 09:53
    no..a potem dzecko wie jak wyglada tygrys..ale nie ma pojecia jak wyglada zwykla glizda w ogrodzie smile)))

    Mowe tez rozwija czytanie dziecku i rozmawianie z nim..

    Wole jednak podejscie, ze tv to czysta rozrywka lub spokoj dla rodzica..niz edukacj.a

    Zastanawiam sie jak tysiace lat dzieci jadly bez telewizorwo smile)
  • 12.06.17, 11:43
    Zgadzam się z camel_3d. Moje dzieci też się czegoś nauczyły z bajek (choćby liznęły angielski), ale jest to raczej argument za niesamowitością dziecięcych umysłów - które z każdej sytuacji "coś" potrafią wyciągnąć - niż za edukacyjną rolą YouTube'a.
    Innymi słowy: dzieci w ciągu tych 20 minut bajki czegoś się nauczyły, ale w ciągu 20 minut ze mną też by się nauczyły (może nawet czegoś bardziej przydatnego). Ale, jak wspomniałam, ja z bajek czasem (głównie w weekendy) korzystam - po to, by moc złapać oddech. Pośrednio dla dzieci zysk jest taki, że po wypiciu w spokoju ciepłej kawy jestem bardziej uśmiechnięta i cierpliwa wink
  • 12.06.17, 12:58
    Nie do końca zgodzę się z tym, że "dzieci w ciągu tych 20 minut bajki czegoś się nauczyły, ale w ciągu 20 minut ze mną też by się nauczyły". Przynajmniej nie było tak w przypadku mojej córki. Teraz jest coraz lepiej pod tym względem, ale kiedyś zwyczajnie ja nie byłam dla niej atrakcyjnym przekaźnikiem wiedzy.
    Przy czym zdaję sobie sprawę, że moja córka może nie być zbyt "reprezentatywnym" osobnikiem - ze względu na swój autyzm i zasadniczo średnie zainteresowanie drugą osobą. Teraz, jak już pisałam, jest coraz lepiej, bo np. czytamy razem dużo książek (powiem więcej: czytamy BARDZO DUŻO książek), ale kiedyś książki były w ogóle ignorowane. Do tego dochodziła konieczność wykonywania różnych ćwiczeń terapeutycznych, które były dla niej średnio atrakcyjne, żeby nie powiedzieć - nudne. Ale jeśli dane ćwiczenie było "podawane" w formie gry na tablecie, gdzie "sukces" nagradzany był jakąś krótką animacją z ulubionym bohaterem - o, to mogła takich ćwiczeń zrobić dużo. Tak więc - był taki okres, kiedy 30 minut z tabletem mogłoby się równać kilku godzinom wymuszonej w bólach pracy - a tablet można było dodatkowo "sprzedać" jako nagrodę.

    Tutaj pojadę cytatem z mojego bloga (nie ma sensu pisać tego po raz drugi):

    A co daje nam telewizja i tablet – oprócz oczywiście funkcji „uspakajacza” dziecka i „świętego spokoju” dla rodzica? 🙂 Lista jest – wbrew pozorom – dosyć długa:

    – Ewa wiele się z bajek nauczyła. Sporo słownictwa, wiele wyrażeń, wręcz cale wypowiedzi – pochodzą z bajek. Ewa obserwuje sceny w bajkach i potrafi później odnieść je do sytuacji z życia. Myślę, że autyści mają większą trudność w budowaniu słownika, bo często potrzebują precyzyjnej definicji danego słowa. Definicja zawarta w książce czy słowniku – to często dosyć mało. Bajki pokazują dane słowo w szerszym kontekście – pokazują sytuację, w której to słowo czy wyrażenie jest używane, pokazują reakcje bohaterów i ich emocje. Oddziałują na więcej zmysłów niż np. książka. Myślę, że dla dziecka, które może mieć problem z wyobrażaniem sobie różnych rzeczy – jest to przekaz, który po prostu lepiej do niego trafi.
    Ewa potrafi podejść do zasłyszanych wyrażeń kreatywnie, jest jednak wiele osób z autyzmem, które tej kreatywności nie posiadają. Potrafią wypowiedzieć tylko takie zdania, które zasłyszeli. Ostatnio głośno zrobiło się o filmie dokumentalnym „Życie animowane” (nominowanym w tym roku do Oscara ), w którym opowiedziana została historia chłopca z autyzmem. Chłopiec bardzo długo nie mówił, a kiedy zaczął – mówił tylko tekstami z bajek Disney’a. Jak usłyszałam o tym filmie, to w ogóle mnie ta historia nie zdziwiła – zaśmiałam się wręcz pod nosem, że ktoś – oprócz nas – zauważył zbawienny wpływ bajek Disney’a na autystówsmile Ale ogromnym plusem „Życia animowanego” jest wg mnie to, że zmienia podejście terapeutów do bajek. Mam nadzieję, że więcej psychologów dostrzeże ich plusy (przykładem takiego terapeuty jest jedna pedagog specjalna z naszego przedszkola – ostatnio przyznała mi się, że zmieniła zdanie o bajkach po obejrzeniu tego filmu).


    – po obejrzeniu danej bajki – bardzo łatwo przywołać u Ewy dobry nastrój, emocje, które odczuwała podczas oglądania tej bajki. Wystarczy włączyć ścieżkę dźwiękową, piosenki albo zainscenizować jakiś dialog. Ewa ma fenomenalną pamięć do tego typu rzeczy! Odgrywanie tego typu scenek świetnie ćwiczy naśladowanie, jest też dobrym treningiem jeśli chodzi o wszelkie „udawane zabawy”. Na szczęście – nie mamy takiej dobrej pamięci jak Ewa, więc teksty przez nas wypowiadane to raczej parafrazy niż oryginalne cytaty – co sprawia, że każdy dialog jest nieco inny i pokazuje Ewie, że dany sens wypowiedzi można przekazać na wiele różnych sposobów. Dzięki temu ona też często parafrazuje cytaty z bajek, no i nie jest tak przywiązana do tego, żeby wszystko było powiedziane i pokazane dokładnie tak, jak w bajce.
    (swoją drogą, odtwarzanie dialogów z Ewą przypomina mi czasy, kiedy w zasadzie to samo robiłam z Filipemsmile Do dzisiaj znam w zasadzie całego „Króla Lwa” na pamięćsmile)


    – Jakakolwiek zabawa/zadanie/czynność staje się automatycznie bardziej atrakcyjna, jeśli jest w jakiś sposób związana z ulubioną postacią z bajki. Pierwsze puzzle kupiłam Ewie dlatego, że na obrazku był rysunek z „Kubusia Puchatka” – nie sądziłam, że je prędko ułoży (miała może dwa lata, puzzle były 24-ro elementowe). Ułożyła. Później było wiele zabaw, w które wplataliśmy różne bajki, wiele zadań „stolikowych”, które zrobiła, bo np. dotyczyły nie jakiegoś dowolnego niedźwiedzia, ale Kubusia Puchatka, z którym miała już masę wspomnień. Jedna kartka do kolorowania potrafiła uruchomić strumień wspomnień: zaczynała odtwarzać ulubione dialogi, scenki, śpiewała piosenki.

    – Bajki powiększają Ewie nie tylko słownictwo, ale ogólną wiedzę o świecie. Dzięki bajkom Ewa zna różne zwierzęta i potrafi opowiedzieć o ich zwyczajach a czasami nawet o miejscu, w którym żyją. Potrafi korzystać z mapy i wskazać miejsca, w których rozgrywała się fabuła jej ulubionych bajek – a dzięki temu wie, gdzie żyją błazenki albo pingwinysmile Wiele sytuacji czy zjawisk byłoby dla nas trudne do wytłumaczenia, bo na codzień się ich nie spotyka. Jak np. wytłumaczyć dziecku, co to jest zorza polarna? Tymczasem znam co najmniej dwie bajki, w których zorza się pojawia. Albo jak wytłumaczyć koncepcję pływania statkiem, jeżdżenia na łyżwach czy gaszenia przez strażaków pożaru? Oczywiście, każdą bajkę trzeba omówić, wyciągnąć atlas z mapami albo odnieść jakoś fabułę do życia codziennego, jednak podstawą jest bajka.

    Sceptycy zapytają – czemu nie książki? Wszystko, co wymieniłam powyżej, da się przecież osiągnąć czytając książki. Otóż – nie do końca. Tak jak napisałam wcześniej – bajka oddziałowuje na więcej zmysłów. To, co dla Ewy jest niezwykle ważne, co ją niezwykle przyciąga, to nie tylko ruszający się kolorowy obraz, ale przede wszystkim – muzyka. Dlatego między innymi bajki Disney’a – bo tam ciągle śpiewająsmile Ewa zaczęła oglądać bajki mając może kilkanaście miesięcy, i nie oszukujmy się, nie nadążała wtedy za fabułą. Ale co chwilę była piosenka, która kompletnie ją pochłaniała.

    Poza tym – dlaczego mamy ograniczać się tylko do książek, skoro ten sam cel możemy osiągnąć szybciej i łatwiej? Skoro to na Ewę działa?
  • 12.06.17, 13:49
    Czuję się wywołana do tablicy, choć tak naprawdę nie chciałam tu wypowiadać się z pozycji eksperta od edukacji wszystkich dzieci. Wręcz przeciwnie, gratuluję znalezienia skutecznej metody bajkoterapii i jestem pewna, że w tym przypadku bilans korzyści z bajek jest zdecydowanie dodatni.
    Podaję tylko swoją intuicję, a jest taka, że *moje* dzieci do 3 lat raczej więcej wynosiły z zabawy niż z Peppy. Wiadomo, że zorzę lepiej objaśni film popularnonaukowy niż mój rysunek, ale moje maluchy jeszcze o zorzę nie pytały.
    Ale poruszasz dwa ciekawe wątki - pierwszy to zastosowanie tv/tabletu jako uspokajacza (w dobrym sensie tego słowa). Był nawet o tym ciekawy artykuł z pogranicza medycyny i psychologii, gdzie sugerowano rodzicom i lekarzom, żeby wykorzystywać tego typu urządzenia przy zabiegach medycznych jako zdrowszą alternatywę dla środków przeciwbólowych/uspokajających.
    Drugi wątek to gra jako motywator (grywalizacja itp.). Tu się w pełni zgadzam, że to świetny pomysł gdy trzeba dziecko "przekonać" do nauki/ćwiczeń. Ale w przypadku maluchów, których rozwój przebiega bez zaburzeń, na ogół nie ma konieczności przekonywać dziecka do nauki czegokolwiek. Terapia to inna bajka i tu mogę tylko przyklasnąć pomysłowości.
  • 12.06.17, 14:08
    Tu się zgadzam - zdaję sobie sprawę, że moja córka jest, hmmm... ciężkim przypadkiemsmile
    Niemniej jednak - i to jest coś, co staram się podkreślać w wielu rozmowach na różne tematy - dzieci są różne. W tym sensie, że nie ma dzieci albo zaburzonych albo niezaburzonych - pomiędzy moim dzieckiem a dzieckiem, które bez problemu przyswaja wszelkie umiejętności "z otoczenia" jest pewnie cała masa dzieci, które z niektórymi rzeczami mogą jednak mieć problem, mogą usztywniać się na niektóre aktywności. Tymczasem często w dyskusjach na forach można spotkać podejście: "moje dziecko uczy się bez problemu z książeczek i wszystkie dzieci tak powinny". No nie. To, co dobre dla jednego dziecka nie musi wcale być dobre/optymalne dla drugiego dziecka.

    Co do "uspokajacza" - przypuśćmy, że bajki oglądamy przez pół godziny dziennie. Oglądamy często bajki długometrażowe - które dzielimy na kawałki. Czyli w trzy dni mamy obejrzaną nową bajkę (chyba, że idziemy do kinawink). W tym czasie - i przez wiele dni potem - wystarczy, że rano włączę córce piosenki z tej bajki, i już radośnie wyskakuje z łóżka i zaczyna kicać po pokoju. Jej nastrój można autentycznie zaprogramować takimi piosenkami - odpowiednia ścieżka dźwiękowa to obrazy, które ona odtwarza w głowie i wrażenia, których doznawała podczas oglądania. Oczywiście, są "minusy" takiej sytuacji - np. to, że czasami jedną piosenkę chce mieć puszczaną przez pół godziny non stop, bo musi ją odpowiednio "wytańczyć" smile

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 12.06.17, 10:51
    droseria napisała:

    > zwiększa to chęć jedzenia dziecka, pewnie przez odwrócenie uwagi, ale jednak.

    Dziwię się, że ludzkość nie wyginęła, przez tysiące lat nie mieliśmy telewizorów...
    Jak nie puścisz dziecku bajki, to też zje. Jak będzie głodne. No, ale to nie będzie pewnie porcja, którą się będzie można pochwalić teściowej, kuzynce czy sąsiadce tongue_out
  • 12.06.17, 15:50
    mam znajomych..ich syn ma 9 LAT!!!! i nie wiem czy to tylko na urlopie czy normalne tez..ale zeby cos zjadl to trzeba go albo prosic pol godziny, albo dac tablet... inaczej zero.. no albo foch bedzie... Albo obrazi sie na pol swiata i mama bedzie wymyslala 10000 sposobow, zeby synek znow mial lepszy humor...
  • 10.06.17, 12:05
    Nasz synek ma 16 miesięcy. Jeszcze do niedawna telefon z filmikiem był rodzajem uspakajcza (w bardzo nerwowych sytuacjach), ale zaniechalismy tego. Mały w ogóle nie dostaje do rączek tabletów, telefonów. Telewizje włączam mu raz w tyg na 30 mint, gdy jest dobranocka, ale popatrzy chwilkę i traci zainteresowanie. U nas w domu raczej stawiamy na radio, telewizja tylko wieczór, gdy Mały idzie spać.
    Pozdrawiam cieplutko 😀
  • 10.06.17, 13:18
    Może oglądać przez pół godziny dziennie (oglądać lub grać w coś na tablecie). Obecnie ma 4 lata, ale ogląda od dawna.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 10.06.17, 21:21
    Oczywiście, że tak. Pół godziny spokoju jest bezcenne. Już bez przesady, że ta telewizja taka szkodliwa.
  • 10.06.17, 22:29
    U mnie dzieci (młodsza 2,5 starszy prawie 6 lat) oglądają dobranockę prawie co wieczór, 20-30 minut, zawsze o stałej porze żeby nie było marudzenia przez resztę dnia (i żebym mogła spokojnie przygotować kolację). Młodsza najbardziej lubi świnkę peppę i baranka timmy. Ale często ogląda z bratem filmy dla nieco starszych dzieci, na przykład wędrówki z dinozaurami smile
  • 11.06.17, 00:16
    Jeśli chciałam coś zrobić, włączałam bajki, choć nie jestem ich zwolenniczkom. Nawet dziecku 1 r.ż. plus.
  • 11.06.17, 09:48
    Nasz syn niestety oglada dosc sporo, szczegolnie jak na forumowa norme wink od dawna juz (teraz ma 3.5 roku), 30-45 minut dziennie. Wstaje bardzo wczesnie jak na nasze mozliwosci wiec przy bajkach przeczekuje az my sie z lozka bedziemy w stanie podniesc. Kupujemy sobie po prostu to pol godziny rano na polezenie i dobudzenie sie.
  • 11.06.17, 12:50
    Robimy to samo z nasza dwulatka smile
  • 12.06.17, 10:56
    Nie mamy telewizji, więc nie tyle nie pozwalam, co po prostu nie mam czego włączyć tongue_out
    Zwierzątka pokazuję w książeczkach, mam też aplikację w telefonie "na ciężkie chwile" i w niej są jakieś zwierzaki wydające dźwięki. Ale używam jej tylko w ostateczności, kiedy muszę zająć czymś malucha, a inne sposoby nie działają.

    Angielskich nazw kolorów nauczyłam się w wieku 6 lat z książki. Po co ta wiedza trzylatkowi?
  • 12.06.17, 11:25
    Mysle, ze wiekszosc osob pisze tu nie tyle o telewizji co o youtubie np.
  • 20.06.17, 11:04
    Autorka wątku pisze o telewizji smile I do jej wpisu się odnosiłam.
    Zdarzyło mi się włączyć filmik na YT zamiast wspomnianej aplikacji. Moje dziecko bierze telefon do łapy i tak długo obmacuje, aż wyłączy, a jak wyłączy, to ryczy. Więc nie włączam, nie widzę sensu.

    Mój mąż czasami ogląda różne filmy na YT (vlogi, teledyski, filmy demonstrujące działanie efektów gitarowych itp). Jeśli dziecko jest w pokoju, to czasem zerknie, chwilę popatrzy.

    Moja znajoma nauczyła swojego roczniaka, że w tablecie/telefonie/telewizorze można włączyć dowolny film i teraz musi oduczać, bo maluch sobie sam włącza (ma już prawie 2 lata), a jak nie może, to się awanturuje. Nie spieszno mi do takich zachowań tongue_out
  • 12.06.17, 14:39
    Nie puszczam dziecku bajek, ani nie ogląda nic w telewizji. Nie włączam telewizora w obecności dziecka. Jednym słowem zero telefonu, tabletu, telewizji. Syn ma 15 miesięcy. Wyczytałam, że do dwóch lat dziecko nawet nie powinno przebywać w pomieszczeniu w którym włączony jest tv. Oczywiście jak jesteśmy u gości to czasem telewizor jest włączony, no ale przecież nie będę komuś mówiła co ma robić we własnym domu! ;P
  • 13.06.17, 14:25
    1. Jeśli to tylko możliwe to podoba mi się koncepcja życia dziecka bez świadomości istnienia telewizora, komputera itp.
    2. Mówię o oglądaniu wyselekcjonowanych plików mp4 z youtube i nie bajek.
    3. Oglądaniu towarzyszy przeglądanie książeczek, np. dziecko porównuje to co widzi w książce z tym co widzi i słyszy na ekranie.
    4. Chodzi o włączanie filmików celem zagadywania dziecka (rozmawiania o tym co widzi) tylko wtedy gdy dziecko nie chce jeść.
    5. Jeśli dziecko będzie jadło wtedy, gdy samo będzie się upominało, tzn. będzie głodne to będzie jadło 2x mniej niż powinno wink.
    6. Rozmawianie z dzieckiem, wykorzystywanie książeczek, wychodzenie na zewnątrz to podstawa a oglądanie filmików dodatek, takie koło ratunkowe.
  • 13.06.17, 21:41
    1. - taka koncepcja jest oczywiście dobra tylko do pewnego wieku, w pewnym momencie to naturalne, że sprzęty takie powinny być dziecku znane i ważne dla mnie aby nie było ono postrzegane przez rówieśników jako dziwak, bo nie zna jakiejś bajki o której dzieci rozmawiają itp.
    2. - Zgadzam się, że jesli już zdecydujemy się coś dziecku w tv czy na youtubie pokazywać to należy to selekcjonować odpowiednio do wieku.
    3. Rozumiem, że masz na myśli jakieś filmiki edukacyjne? Takie rzeczy są ok ale myślę, że w starszym wieku - np. koło 4, 5 lat, w małej dawce nie powinny być szkodliwe.
    4. Niestety tutaj widzę sprzeczność - według mojej wiedzy telewizja czy film na innym ekranie jest na tyle silnym bodźcem, że pochłania dziecko na całego. Zaobserwuj kiedyś jak się zachowuje małe dziecko oglądając takie migające obrazy - nie ma go - jest wyłączone na to co dzieje się na zewnątrz. Oglądanie ekranu wpływa wg. naukowców na spowolnienie nabywania mowy u dziecka i dzieci takie mają mniejszy zasób słów. Jeśli chodzi o jedzenie to zupełnie inna kwestia. Jeśli Twoje dziecko nie chce jeść to należy się zastanowić dlaczego, a nie próbować mu jedzenie wmuszać.
    5. A w jakim wieku dziecko i skąd wiesz ile powinno jeść???
    6. Koło ratunkowe ale do czego? Chodzi tylko o to jedzenie? Moim zdaniem można dziecku wyrobić nieciekawe skojarzenia z jedzeniem karmiąc je tylko w trakcie oglądania czegoś. Jedzenie to przyjemność którą trzeba celebrować, a nie czynność przykra, którą należy wykonać odhaczyć i mieć zaliczone, a takie mi się nasuwają skojarzenia z metoda, którą chciałabyś stosować.

    Napisz coś więcej o tym niejedzeniu twojego dziecka smile Jak to wygląda, czy jecie razem, jak jecie (dziecko samo czy ty je karmisz) itp.
  • 14.06.17, 21:22
    Mam na myśli tylko wybrane pobrane z sieci (youtube-a) filmiki nagrane na pendrive-a odtworzone w telewizorze, które mogą dziecka coś nauczyć a nie migające bajki.
    Co do jedzenia to odpowiedź jest prosta, zasięg tego, co dziecku (15 m-cy) smakuje jest ograniczony, a dietę trzeba urozmaicać, nie można być podporządkowanym dziecku i wybierać tylko te produkty, które dziecko będzie chętnie jadło. Jeśli zachęcone (odpowiedni bodziec dający mu jakąś korzyść) zjada to chyba jest OK? To ile dziecko powinno jeść każdy może określić na oko.
    Można oczywiście spróbować zrezygnować z karmienia, gdy akurat dziecko nie ma ochoty na jedzenie np. wieczorem, i później nadrabiać to w nocy wink.
    Koło ratunkowe - chodzi mi o sięganie po edukacyjne "filmiki", gdy dziecko akurat ma opory z jedzeniem - bo te nie występują cały czas.
  • 15.06.17, 10:00
    "To ile dziecko powinno jeść każdy może określić na oko." Rozumiem, że "każdy" oprócz dziecka? wink Bo najwyraźniej głównemu zainteresowanemu odmawiamy możliwości decydowania, ile "powinno" zjeść.

    Rozumiem, że się martwisz, bo mój młodszy syn też był/jest bardzo wybiórczy. Ale karmienie przez wykorzystywanie nieświadomości dziecka to - moim zdaniem - nienajlepsza droga. Ja bym popróbowała różnych form/konsystencji/przypraw i uzbroiła się w cierpliwość. Mój syn na początku rozszerzania diety nie chciał jeść mięsa - tym w słoiczkach pluł (w ogóle nie tolerował słoiczków), z tym w kawałkach sobie nie radził. Drogą prób i błędów odkryłam, że lubi pulpeciki z mielonego i na początku robiłam je najczęściej. Teraz już je też kawałki, ale zajęło mu to prawie rok. Podobnie z rybą - takiej w kawałku nie tknie do dziś, ale w formie kulek w sosie pomidorowym baaardzo lubi. Nie ustaję w próbach serwowania mu nowości, ale też nie upieram się, że MUSI to jeść. Jak lubi pomidorową, a nie lubi botwinki, to daję mu pomidorową cztery razy częściej niż botwinkę. I jak botwinki nie zje (albo zje tylko ziemniaki, to najnowsza strategia) to trudno, tragedii nie ma. Znam wielu dorosłych, ktorzy nie jedzą botwniki (lub mięsa, mleka, pomidorów, pszenicy) i nikt im nie próbuje tego wmuszać.

    Unikałabym walki o władzę, zwlaszcza przy jedzeniu. Dzieci naturalnie chcą współpracować. Nie mam poczucia, że się "podporządkowałam" dwulatkowi, bo robię mu pomidorową, po prostu chcę mu sprawić przyjemność. A jak sobie chcę sprawić przyjemność, to robię botwinkę i akceptuję to, że syn raczej jej nie zje (choć niestrudzenie proponuję). Od opuszczenia jednego posiłku na pewno z głodu nie zemdleje, a głodny chętniej zje drugie danie.

    Także, odpuść, pogódź się z tym, że w tym wieku smaki SĄ ograniczone (na tym polega nauka, nie?) i nie wmawiaj sobie, że dziecko odmawiając jedzenia Cię "podporządkowuje". Ono po prostu nie ma ochoty jeść, tyle.
  • 15.06.17, 16:27
    OK, czyli jeśli przygotowujesz obiad i dziecko reaguje obojętnością, ze wszystkiego zjada tylko ziemniaki (i za niedługo będzie dopominało się o coś do jedzenia) to kiedy - biorąc pod uwagę, że dziecko chce się z Tobą bawić, musisz je nadzorować, posprzątać, uprać, ogarnąć się, wykonać inne czynności - znajdujesz czas na gotowanie specjalnie dla dziecka?
  • 15.06.17, 17:15
    W skrócie:
    - posiłki są z grubsza o stałych porach. Jeśli syn nie zje zupy, czeka na drugie. Na ogół nie jest głodny. Jeśli jest, a do drugiego jeszcze baaardzo daleko, to dostaje np. kilka suszonych moreli.
    - NIE gotuję specjalnie dla dziecka. Gotuję dla siebie, jak wracam głodna z pracy. I właśnie dlatego czasem jest botwinka zamiast pomidorowej - bo ja lubię. Ale zazwyczaj robię coś, co zasmakuje Młodemu, bo mi smakuje prawie wszystko.
    - w prace domowe angażuję dzieci, to rozwiązuje problem czasu, uwagi, zabawy, no i nawet coś ogarną wink Teraz (4 i 2 lata) są już naprawdę fajną pomocą.
  • 15.06.17, 10:33
    Droseria, proponuję przeczytanie książki "Moje dziecko nie chce jeść" Gonzalesa. Ja mieszkam we Francji, tu metody wychowywania dzieci są raczej tradycyjne (blw raczej nieznane), a posiłki dla Francuzów wiadomo, prawie religia, mimo to każdy pediatra od początku rozszerzania diety dzieci, mówi stanowczo : żadnego zabawiania podczas jedzenia, żadnej tv czy piosenek, żadnych książeczek.
  • 14.06.17, 11:44
    Ad. 4 i 5 - rozumiem desperację, bo mój dwulatek też je wybiórczo i niewiele (acz komu to oceniać ile jest "wiele" i ile "powinno"? wink). Niemniej jednak jeśli nie ma wyższej konieczności* to spróbowałabym sobie poradzić bez bajek. Bajki u takich maluchów są aż nazbyt absorbujące, a w tym wieku szczególnie ważnym jest, aby uczyć się jeść świadomie.
    Może spróbuj uprzyjemnić posiłki? Dziecko je samo, czy je karmisz? Mój małojadek nie znosił być karmiony i od 10 miesiąca życia je sam. Najnowszy jego problem to siedzenie przy stole (taki wiek...), więc chwilowo odpuściłam naukę dobrych manier i pozwalam jeść przy małym stoliku na balkonie (gdzie nie siedzi, tylko łazi wokół). Jeśli problemem jest w ogóle spróbowanie czegoś nowego,, to robię zabawę "kto chce batata?" i krzyczę "jaa!". Po kilku rundkach syn zazwyczaj dołącza. Bajki, samolociki, wpychanie dziecku jedzenia "trikiem" imho w długim okresie może się odbić czkawką.
    *Przez wyższą konieczność rozumiem potwierdzone (a nie hipotetyczne) problemy zdrowotne.
  • 14.06.17, 21:24
    Próby samodzielnego jedzenia są i nawet udane wink, ale zupki to na razie odpadają...
  • 15.06.17, 07:17
    Zupy nie są obowiązkowe wink Zwłaszcza, że nauka obsługi łyżki nie trwa bardzo długo. Odpuść zupki, daj dziecku kawałki jedzenia i pozwól testować. Może się okazać (moja dwójka to potwierdza), że jedzenie samodzielnie spożywane nagle okaże się smaczne wink
  • 15.06.17, 09:26
    Mój maluch zupy zawsze wcinał samodzielnie, najpierw z kubeczka. Polecam samodzielne jedzenie i zastosowanie zasady, że Ty decydujesz co i kiedy je Twoje dziecko, a ono ile.
  • 15.06.17, 16:33
    Samodzielne jedzenie dziecku daje frajdę, ale myślę, że po próbie samodzielnego jedzenia (gdzie połowa (miniporcji) zostaje poza talerzem) powinno się dokarmiać dziecko.
  • 16.06.17, 16:50
    W samodzielnym jedzeniu nie chodzi o frajdę, tylko właśnie o to, że dziecko samo wie, ile mu i czego w danym momencie potrzeba. Pod warunkiem, że nie dostaje jedzenia, które zaburza tę równowagę - czyli za słodkiego czy za słonego.
  • 17.06.17, 19:05
    Samo wie, ile potrzeba dlatego potrafi większość - czyniąc to ze stoickim spokojem - rozsypać po podłodze, rozumiem.
  • 17.06.17, 22:06
    Najwyraźniej to rozsypane nie jest mu potrzebne.
    Sarkazm jest tu zupełnie niepotrzebny. amiralka z podziwu godną cierpliwością próbuje Ci wyjaśnić, dlaczego warto okazać szacunek dziecku i jego apetytowi. Złośliwość jest kiepską odpowiedzią na jej konkretną i kulturalną pomoc.
  • 18.06.17, 11:37
    Prawie dobrze rozumiesz smile Dziecko rzuca też na podłogę, z innych powodów, nie tylko dlatego że ma za dużo na talerzu w stosunku do potrzeb. Dla nas dorosłych jedzenie to jest czynność odrębna, które spełnia konkretne zadanie i koniec. Dzieci mają inne podejście do świata - uczą się cały czas jego praw i zależności. Czy jest lepsza nauka niż właśnie samodzielne jedzenie? Nauka faktur, kolorów, stymulowanie zmysłów i sprawdzanie fizycznych relacji - czy ten makaron spada na podłogę tak jak piłka, czy jednak zupełnie inaczej? Teraz dużo się o tym pisze, że dzieci mają umysł naukowców i bez przerwy stawiają hipotezy i je sprawdzają.
    Mój syn często rozrzucił wszystko i prosił o jeszcze, bo się nie najadł. Jeśli jednak masz wątpliwości czy Twój synek naprawdę nie jest głodny pod koniec posiłku, to możesz mu zaproponować dokarmienie łyżeczką, czemu nie, Twoje prawo. Jak zje to znaczy, że ma jeszcze miejsce i mu to sprawia przyjemność. Ale wracając do tematu - jeśli zrobisz to "po staremu", czyli zajmując go wtedy bajką, to robisz mu po prostu, za przeproszeniem, krzywdę. Poczytaj jak działa telewizja na dzieci, wprawia ich ciało w trans i duże napięcie. Będzie połykał co mu dajesz, zupełnie nie czując smaku i tracąc kontakt ze swoim ciałem i ośrodkiem sytości, który powinien nas alarmować, kiedy kończy się jedzenie zaspokajające nasze potrzeby, a kiedy zaczyna to rozpychające ściany żołądka. To jest trochę tak jak karmić gęsi na siłę. Na dodatek uczysz go złych nawyków - być może do końca życia siadając przed telewizorem, będzie odczuwał potrzebę zapychania w tym samym momencie żołądka. Teraz to jeszcze nie jest problemem, ale potem z tego się właśnie bierze otyłość i różne inne choroby cywilizacyjne. Jedzenie to jest piękna sprawa i super zabawa dla dzieci - naprawdę nie ma sensu robić z tego seansu automatycznego karmienia.
  • 15.06.17, 16:35
    Pytanie jeszcze co z nabiałem, jeśli dziecko nie akceptuje mleka w żadnej formie: zupka/jogurt/twarożek/serek itp. zupełnie opuszczacie?
  • 15.06.17, 16:38
    Shake na mleku z owocami? Kakao?

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 15.06.17, 17:46
    W szejku jeszcze nadzieja smile.
    Kakao - odmowa: odwracanie głowy na boki. Chyba że jest kakao, które nie ma smaku mleka wink.
  • 15.06.17, 18:05
    Ja nie odpuszczam, ale nie wmuszam. To nie jest albo-albo. Probuję, serwuję, ufam, że się nie zagłodzi i w bilansie miesięcznym (a nie dziennym) zje tyle, co potrzebuje.
    Co do nabiału - próbowałaś dać ser żółty? Nieco cięższy niż inne produkty nabiałowe, ale za to niezła koncentracja wapnia. Moje dzieci uwielbiają sery.
  • 15.06.17, 20:11
    To może zacznijmy od definicji wmuszania, bo to o czym piszę moim zdaniem do wmuszania nie pasuje.
    Ser żółty, przynajmniej ten podstawowy, odpada.
  • 15.06.17, 20:41
    Wmuszać = doprowadzać (np. przemocą, podstępem, szantażem) do zjedzenia przez dziecko więcej pokarmu niż dziecko chce.
    A na poważnie: definicje zostawmy lingwistom. Napisałam swoją opinię, a jest taka, że filmy, zabawiacze, cokolwiek, co sprawia, że dziecko nie wie co i ile je, nie jest w długim okresie dobrym pomysłem. I że da się inaczej. Widzę, że się nie zgadzasz, okej, toż za Ciebie karmić nie będę. Dzieci trudno "zepsuć", więc jest spora szansa, że nic złego z tego nie wyjdzie. Ale opinię podtrzymuję.
  • 15.06.17, 22:17
    Też nie jestem za wmuszaniem, jedynie za zachęcaniem - a jeśli dziecko przekonało się tą drogą do jedzenia (bez płaczku, krzyku), to sądzę, że nie ma w tym nic złego.
  • 16.06.17, 06:41
    Let's agree to disagree.
  • 16.06.17, 16:48
    Jeśli dziecko tak konsekwentnie nie akceptuje mleka, to najprawdopodobniej ma jakąś tolerancję czy może nawet skazę białkową. Między innymi dlatego nie wmuszamy nic w dzieci, ufamy w ich instynkt.
  • 17.06.17, 19:10
    W takim układzie to dziecko przyzwyczaja się, że może dyktować, co chce i należy się do niego dostosować. To przypomina trochę zagwarantowanie dziecku wolności.

    Jeśli występuje nietolerancja pokarmowa to już zupełnie inna sprawa.
  • 19.06.17, 12:08
    droseria napisała:

    > W takim układzie to dziecko przyzwyczaja się, że może dyktować, co chce i należ
    > y się do niego dostosować. To przypomina trochę zagwarantowanie dziecku wolności.

    Ręce mi opadły trochę. Dziecko to mały człowiek. Człowiek, który ma potrzeby i instynkty, które pozwalają te potrzeby zaspokajać. Nie stworzenie, które masz sobie podporządkować, bo jest małe, a Ty silniejsza, więc możesz. Nie chcesz, żeby dziecko decydowało o tym, co i ile chce zjeść? A kto decyduje o tym, co i ile Ty zjadasz? Kto Tobie włącza bajkę, żebyś grzecznie zjadła 800 g szpinaku, bo wyglądasz jakoś anemicznie? (Tak, wiem, że szpinak nie działa na anemię, to tylko figura retoryczna).

    Zmuszano mnie do jedzenia na różne sposoby przez całe dzieciństwo. Karmienie przez zabawianie też było. Wspominam to koszmarnie.
  • 14.06.17, 08:35
    Piszesz, że dziecko nie powinno przebywać w pomieszczeniu, w którym jest włączony tv.
    To skoro cenię bardzo dobre kino, to mam oglądać filmy w nocy, gdy dziecko śpi? Lub na kilka lat zrezygnować z ich oglądania?
    Poza tym zauważyliśmy, że inne programy niż dziecięce, czy o przyrodzie, w ogóle go nie interesują.
  • 14.06.17, 09:24
    No my tak zrobiliśmy. Da sięsmile

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 14.06.17, 10:21
    Nie chodzi o to czy się da, bo pewnie, że się da. smile
    Tylko dlaczego rezygnować z czegoś, co się kocha. Skoro do kina człowiek już też nie ma kiedy chodzić.
  • 14.06.17, 10:40
    A kto mówi, że trzeba zrezygnować? Z seksu też nie trzeba rezygnować, co nie znaczy, że należy to robić przy dzieckusmile

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 14.06.17, 10:41
    >Z seksu też nie trzeba rezygnować, co nie znaczy, że należy to robić przy dziecku smile
    big_grin
  • 14.06.17, 09:35
    >To skoro cenię bardzo dobre kino, to mam oglądać filmy w nocy, gdy dziecko śpi?
    Oczywiście. Albo wtedy kiedy dzieckiem się ktoś inny opiekuje. "Dobre kino" nie nadaje się dla dzieci, nie powinny do nich dochodzić nawet te strzępki obrazów czy dźwięków, chyba że piszesz o kinie familijnym, a to już zależy od wieku dziecka.
  • 14.06.17, 10:20
    No u nas właśnie tak to wygląda. Telewizję oglądamy wieczorem. To nie jest mój pomysł, po prostu tak przeczytałam w jakimś miejscu pewnie w sieci i stwierdziłam, że to rozsądne... Ponoć chodzi o to, że dla takiego malucha migające obrazy są o wiele silniejszym bodźcem niż dla dorosłego.
  • 14.06.17, 10:41

    > To skoro cenię bardzo dobre kino, to mam oglądać filmy w nocy, gdy dziecko śpi?
    > Lub na kilka lat zrezygnować z ich oglądania?

    Jezu..to o ktorej godzinie chodzi spac twoje dzeicko????



    --
    Dziecko w podrozy. Grupa na Facebooku.
    ___________________________________________

    www.facebook.com/groups/129829233757830
  • 14.06.17, 13:01
    Koło 19.45, o 20.00. Zależy od dnia. A skąd to "Jezu"???
  • 14.06.17, 13:12
    mama_mil napisał(a):

    > Koło 19.45, o 20.00. Zależy od dnia. A skąd to "Jezu"???

    To było raczej do mojego nocnego oglądania filmów. smile
  • 14.06.17, 13:11
    22-23 nad czym ubolewam. Ale końmi nie zaciągniemy go wcześniej do łóżka. sad
  • 14.06.17, 13:18
    Jeśli dziecko jest młodsze niż 1-2 lata, to sądzę, że to przejściowe. Jeśli w wieku przedszkolnym - to radziłabym jednak zmianę rytmu dnia, dla jego własnego dobra.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 14.06.17, 14:36
    A jaki macie plan dnia i ile ma dziecko? Może da się jeszcze tak ułożyć aby dziecko zasypiało wcześniej i rodzice spokojnie oglądali filmy...
  • 19.06.17, 15:16
    Dziecko pobudka koło 7 rano. 7.30 wyjazd do przedszkola i pracy. W między czasie ma drzemkę w przedszkolu między 12 a 13, choć nie zawsze. 17.00 powrót do domu. 18-18.30 obiad. Przed obiadem lub po wyjście na plac zabaw lub rower. 20-21 kolacja i kąpiel. Chwila bajek. I zawsze tekst, że on nie zdążył się pobawić swoimi zabawkami w domu, bo był na dworze, grał w piłkę, byliśmy na rowerach, zakupach, u babci na kawie itp. I walka do 22-23, w tym czytanie umówionej 1 czy 2 bajek z książki.
  • 19.06.17, 15:22
    Czyli śpi 8-10h na dobę? To jednak trochę mało...
    ja zaganialabym go jednak wcześniej do domy/na kolacje. 20:30 powinien juz być w swoim pokoju, jedna bajka i dobranoc. Jak nie chce spać to nie, ale niech juz siedzi sam i próbuje sie wyciszyć.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 19.06.17, 16:02
    Tylko jak je późno obiad, to trudno zaraz wciskać kolację.
  • 19.06.17, 16:29
    Pozwolę się wtrącić, ale ok 18 to się raczej już je kolacje, może być obiadowa, nawet lepiej. Po co jeszcze coś "wciskać" o 21? Ja bym robiła raczej jak Francuzi - o 17 przekąska czy podwieczorek jeśli jest głodny i od razu na ten plac zabaw czy na rower na godzinkę. O 18 powrót na kolację czy obiad jak to nazywacie i wtedy już bym zaczynała dziecko wyciszać, czemu nie właśnie spokojną zabawą w swoim pokoju, a nie graniem w piłkę, i kłaść między 20 a 21.
  • 19.06.17, 17:27
    Córka tez późno je obiad i w zasadzie częściej uskuteczniamy coś o czym pisze Amiralka.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 19.06.17, 19:01
    Tylko, że on prawie nic nie je w przedszkolu. Więc jest głodny jak wilk.
    Zimą byłoby łatwiej. Ale teraz o 18 wyciszanie, gdy wszystkie dzieci wychodzą na dwór i kiszenie się cały dzień w biurze, a potem w domu. Cóż, będzie trzeba jakoś przecierpieć i może jakoś da się go później wyciszać niż o przysłowiowej 18, gdy życie po południu dopiero się zaczyna.
  • 19.06.17, 19:10
    Mja-15 - ale moja córka tez nic nie je w przedszkolu. Jedynie drugie śniadanie, które jej pakuje, ale nic ciepłego.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 19.06.17, 22:09
    No tak ale nie można i mieć.ciasteczka i zjeść ciasteczkawink Na podwieczorek też może być kanapka, która mu pozwoli dorwać do tej kolacji. Ewentualnie kolacja na dworze, jedno z Was może dołączyć do dwójki z koszyki czy pudełkach czegoś dobrego. Ale moje dziecko też jak szaleje na dworze do późna to nie ma.mowy o spania przed 22.A mi zależy żeby spał 11-12h, bo to jego optimum.
  • 26.06.17, 09:54
    Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję. Tak jak pisały poprzedniczki wydaje mi się, że problem polega na tej próbie łapania reszty dnia po pracy, przedszkolu... Czyli macie wszystko przesunięte na późniejsze godziny. 17 powrót do domu i zrobiłabym tak jak piszą dziewczyny - wtedy wyjście na spacer na godzinkę, powrót do domu kolacja tak jak piszesz 18 - 18.30 (ciepła kolacja jest ok, byle by nie była bardzo syta bo po co wyrabiać dziecku złe nawyki...) A potem już powolne wyciszanie w domu. W przedszkolu zapewne dziecko już się na dworze zdąży nabiegać. Potem kąpiel i tak jak piszą dziewczyny ok. 20.30 ( nie wiem jakie są rzeczywiste potrzeby starszego dziecka, mój teraz 15 miesięczny syn zasypia ok.20) w pokoiku i próba zasypiania.
  • 26.06.17, 12:35
    Niestety to nie działa.
    Przećwiczyliśmy gnicie w domu całymi tygodniami i miesiącami późną jesienią, zimą i wiosną, która w zasadzie była zimą. Powrót z pracy i żadnego wyjścia, na zakupy, do babci, nigdzie kompletnie. I tak nie udało się go zmusić do kąpieli i spania. Na przykład wczoraj "zmuszanie" do kąpieli o 20.30 poprzez zapraszanie, prośby i groźby po 1,5 godzinie skończyło się awanturą, histerią i wścieklizną. Nic na siłę. Jak mu wystarcza tyle spania i jest zdrowy i ciągle ma nadmiar energii, to widocznie, ten typ tak ma. Tylko, my musimy "cierpieć" z nim do późnych godzin, co utrudnia nam normalne funkcjonowanie. tongue_out
  • 27.06.17, 09:05
    Być może są takie typywink Ja bym się zastanawiała czy totalnie nie skasować mu drzemki jednak, jeśli jest jakaś różnica. U nas drzemka (3 lata) = spanie o północy. I sprawdziła jaką synek dawkę cukru przyjmuje dziennie, licząc wszystkie posiłki, przekąski, drzemy itd.
  • 27.06.17, 12:21
    Drzemek nie ma w weekendy i jest ta sama historia z późnym zasypianiem.
    Cukier może mieć w małym jogurcie, który je rano. W przedszkolu oprócz zup czy ziemniaków i makaronów, za wiele nie je. Ale i oni mają ograniczenia w używaniu cukru. W domu zakaz słodyczy, jedynie może przegryźć kilkoma chrupkami kukurydzianymi.
  • 27.06.17, 13:36
    Myśle, ze w weekend powtarza ten sam schemat, co w tygodniu - tylko, ze bez drzemki, której może mu brakować, przez co po południu i pod wieczór jest zmęczony, ale w sensownej porze spania trudno mu zasnąć i zasypia o "starej" godzinie.
    To, co ja usłyszałam na temat zasypiania wieczornego to to, ze wieczorem przed snem nie powinno sie jeść mięsa - białko zwierzęce trudniej sie trawi i dziecko jest wtedy pobudzone.

    --
    trzecipasazer.wordpress.com/
  • 20.06.17, 11:10
    mja-15 napisała:

    > Piszesz, że dziecko nie powinno przebywać w pomieszczeniu, w którym jest włączo
    > ny tv.

    No nie powinno. Nawet jak śpi. Ilość bodźców plus barwa światła, jakie emitują ekrany, mogą przestymulować dziecko i wpłynąć na wzorce snu.

    > To skoro cenię bardzo dobre kino, to mam oglądać filmy w nocy, gdy dziecko śpi?
    > Lub na kilka lat zrezygnować z ich oglądania?

    Albo zostawić dziecko z ojcem/dziadkami i wyjść wieczorem do kina. Moi rodzice tak robili.
    Naprawdę sprawia Ci przyjemność oglądanie filmu przy jednoczesnym zajmowaniu się dzieckiem? Nadążasz za fabułą, łapiesz wszystko? Jakoś trudno mi uwierzyć, chyba że masz zupełnego maluszka, który nie wymaga wiele uwagi wink

    > Poza tym zauważyliśmy, że inne programy niż dziecięce, czy o przyrodzie, w ogól
    > e go nie interesują.

    To, że się nie interesuje, nie oznacza, że nie słyszy czy nie widzi. Moje dziecko olewa kompletnie włączony telewizor, jak jesteśmy u kogoś. Chwilę popatrzy, po czym wraca do swoich zajęć. Ale jeśli na ekranie ktoś na kogoś krzyczy, jest nerwowo, albo ktoś płacze, jest jakaś pełna napięcia muzyka, to reaguje na to, nawet jeśli jest odwrócone plecami.
  • 27.06.17, 01:23
    Rano na 4funtv bardzo fajne teledyski dla dzieci lecą. Nie zawsze, ale często rozpoczynamy dzień od tańca. Synek, 1,5 roku, bardzo lubi takie w których występują dzieci. Naśladuje je. Taka namiastka muzykoterapii jaką mamy na turnusach, tylko oczywiście na turnusach inne dzieci mamy "na żywo". No I z umiarem, pół godziny, nie dłużej, zresztą nic na dłużej jego uwagi nie przykuje w tv. Przesadzić też można. Ostatnio leżeliśmy na sali w szpitalu z dziewczynką (3 lata) która mogła spać tylko przy teledyskach, w efekcie tablet grał nawet późną nocą. Widywałam też dzieci młodsze od mojego synka u których tablet był lekarstwem na wszystko I wszędzie, nawet na stołówce.
  • 27.06.17, 09:51
    ja widuje 9 latka---- ktory bez tabletu obiadu nie zje...albo bedzie tak dlucho fochal walisl, tak przy tym jedzeniu dziubal, ze dostanie w koncu ten tablet bo mama uwaza, ze dziecko sie zaglodzi...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.