Dodaj do ulubionych

Sąsiad wariat a małe dziecko

14.06.17, 10:23
Miałam pare miesięcy temu scysję z sąsiadem - poszło o wózek że niby tarasuje wyjście z klatki. Ogólnie zaczął się drzeć że to nie miejsce na wożek źe on wyjść nie może że od tego jest wózkarnia (owszem wózkarnia jest w piwnicy strome schody w dół i jdynie wąska spacerówka się tamtędy przeciśnie) zaczął mi grozić że mi ten wózek na dwór wystawi - tu już mnie zirytował także doszło do niezbyt miłej wymiany zdań-cała ta akcja była przy mojej 3,5 latce. Od tego czasu sąsiad czepia się o,wszystko - a to dzrzwi nie zamknięte a to skrzynkę za głośno zamykam - no byle co i się drze. Młoda w tej chwili się go normalnie boi. Staram się wariata unikać ale nie zawsze się da ( jeżdzi taksówką więc non stop się plącze po klatce - pewnie dzięki uberowi biznes się nie kręciwink ) Jak reagować?
Naprawdę już z nim nie dyskutuję no ale jak on takie jazdy robi przy dziecku a ona jest przerażona to chyba trzeba by zaregować?
Edytor zaawansowany
  • 14.06.17, 10:39
    A może powiedz mu następnym razem, bez złości, że nie chcesz dyskutować przy wystraszonym dziecku, ale zapraszasz go wieczorem, kiedy dziecko śpi a mąż w domu oczywiście, na przedyskutowanie wszystkich problemów na spokojnie przy piwku. Raczej nie przyjdzie ale może to rozbroi sytuację? Miałam podobnym problem z sąsiadką, która ciągle się nas czepiała, że dziecko skacze i biega i że jej to przeszkadza. Przez pół roku byliśmy bardzo grzeczni, nauczyliśmy synka, że może skakać tylko po swoim materacu, zwracaliśmy uwagę, żeby po domu chodził spokojnie, ale to nie pomagało. Pomogło dopiero jak mi puściły nerwy i powiedziałam jej szczerze, że zatruwa nam życie i że nie życzę sobie, że jeszcze kiedykolwiek zaczepiała męża (który jest bardzo uprzejmy) na schodach, kiedy wychodzi rano z dzieckiem. Dopiero to zadziałało, przestała w ogóle przychodzić i jest słodka jak miód, kiedy się mijamy. Niektórzy są jak dzieci, będą sprawdzać gdzie jest Twoja granica i posuną się tak daleko jak na to pozwolisz. Ale jak znam takich typów jak Twój sąsiad, to to raczej jakiś frustrat, on tylko czeka na tę awanturę więc dlatego może lepiej rozbroić go jakimś nieoczekiwanym sposobem.
  • 14.06.17, 11:01
    No moźe i to jest sposób ale on mi tak działa nerwy że z trudem się powstrzymuję żeby nie powiedzieć mu dosadnie co o nim myślę a pozatym jak z nim rozmawiać kiedy albo lezie po tej klatce i się wydziera kompletnie nie słuchając co się mówi albo ( to akcja z dziś) wsiada do tej swoje taxy otwiera szybę i jadąc powoli drze paszczę...
    Że też nigdy nie ma żadnych wątów jak mijamy go razem z mężem ( mój też z tych z mega spokojnych i uprzejmych chyba źe chodzi o dzieci to lepiej mu zejść z drogi wink )
  • 14.06.17, 11:14
    Czyli uderza w "słabego" - matkę z dzieckiem, a niech go. W sumie z moją sąsiadką było podobnie, jakoś zawsze oskarżenia padały nie w moją stronę... To może niech Twój mąż, skoro ma w sobie demonawink, zapuka do niego, albo przyczai na klatce i mu powie coś do słuchu - przyjaźnie lub mniej. Np, mam taki pomysł - niech idzie z flaszeczką i powie, że to takie przeprosiny, za przeszkadzający wózek i wytłumaczy sytuacje z wózkownią. I tylko na odchodne doda, że na razie przyszedł po dobroci, ale nie jeśli ktokolwiek będzie jeszcze zaczepiał jego żonę i dziecko, to jest w stanie się zdenerwować. Tacy taksówkarze faktycznie nie mają łatwego życia i może jakiś gest dla frustrata trochę go wyciągnie z tej frustracji i dowartościowuje, a Tobie i córce zapewni święty spokój. Albo niech mąż od razu z gębą i groźbami idzie - musicie sami wyczuć i też zależy na co Was "stać".
  • 14.06.17, 13:31
    Hehehe demona to raczej ja mam w sobie. A że od 4 lat jedynie zajmuję się domem i dziećmi to naprawdę łatwo go we mnie wyzwolić. Małżonek jeszcze nie wie o tej dzisiejszej akcji - zobaczę co powie. A z tą flaszeczką to pewnie by zaczął się drzeć że alkoholika z niego robimy wink
    Kurczę żeby on tych wątów przy dziecku nie zaczynał to raz bym go olała drugi raz powiedzała coś w podobnym do niego stylu i byśmy sobie jakoś żyli. Ale żeby mi się dziecko bało "że jak wyjdziemy to znowu pan będzie krzyczał" to już przesada...
  • 14.06.17, 14:37
    Myślę, że niepotrzebnie się hamujesz...
    Ja ostatnio miałam sytuację w ppp, pani psycholog spóźniona 15 minut, sfochowana. Wypytuje mnie w niezbyt przyjemny sposób (starszak ma problemy z koncentracją). Po pytaniu "ale czy ma pani jakieś zasady wychowawcze" coś we mnie pękło i mówię "nie, nie ma zasad, totalny chaos". Ją trochę zamurowało, a ja dalej, że czuję się jak na przesłuchaniu i w ogóle co to za rozmowa. Nie byłam bardzo wzburzona, a potrafię, ale w asertywny sposób powiedziałam, co mi się nie podoba. I nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, pani zrobiła się słodka jak miód. Z niektórymi bycie uprzejmym daje odwrotny skutek.
  • 15.06.17, 14:30
    Hamuję się bo to sąsiad no i starszy facet. Ale tak sobie myślę że w sumie co z tego? Jak on mi takie jazdy robi i do tego przy dziecku to czemu ja mam mieć skrupuły?
    No zobaczymy co będzie - narazie wyjeżdżamy na dłużej więc będę miała od wariata trochę spokoju. Ciekawa jestem czy do małżonka będzie miał jakieś wąty ( on zostaje)
  • 15.06.17, 21:35
    Z wózkiem sąsiad ma rację. mając już tak duże dziecko nie widzę racjonalnego argumentu z powodu którego nie znosisz wózka do wózkowni.

    Co do czepialstwa - akcja równa się reakcji. Możliwe,że sąsiad odreagowuje twoje zachowanie a że niewiele może to czepia się o drobiazgi. Proponuję ignorować lub rozwiązać problem wyjaśniając go na spokojnie - np mówiąc, że wózek był zostawiany od czasu do czasu bo nie mogłaś go znieść na przykład z powodu bólu kręgosłupa ale starasz się go nie zostawiać i rozumiesz jego trudności itp.
    I uśmiech.

    Ja sama mieszkam w bloku bez wózkowni i sąsiadka notorycznie zostawia wózek przy zejściu do piwnicy w taki sposób że nie dam rady znieść roweru do piwnicy - i tak jest codziennie. Wystawiam jej wózek więc do wiatrołapu ( drzwi mają domofon wiec jest bezpieczny ) a ja bez nadmiernego obciążenia mogę wtedy zejść do piwnicy. Drobiazg ale po kilkunastu takich kombinacjach wzbudza złość. A tu ani pogadać bo nie cche budzić jej maluszka, bo wracam w porach snu a wieczorem nie mam czasu pogadać, rano wychodzę b.wcześnie



    --
    I była zgroza nagłych cisz! I była próżnia w całym niebie!
    A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie? B.L.
  • 15.06.17, 21:47
    No cóż ja 4 latki wózkiem nie wożę natomiast 10 miesięczniaka jak najbardziej. To,raz. Dwa że tak jak pisałam wózkownia jest ale nie bardzo wyobrażam sobie znoszenie/wnoszenie wózka po stromych schodach z niemowlęciem na jednym ręku i 4 latka za rękę bo by się na tych schodach zabiła. Już pomijam że wózek zwyczajnie się na tych schodach nie przeciśnie.A trzy że wózek stoi właśnie w wiatrołapie nikomu nie przeszkadza - No z jednym wyjątkiem. Wogóle całe osiedle trzyma w ten spsób wózki bo te wózkowniew blokach to jedna wielka porażka.
    Nie to nie wózek jest problemem - problem ma ten wariat (ze ssobą prawdopodobnie) tylko nie wiem jaki. A jaki by on nie był nie pozwolę żeby odbijał się on na moim dziecku...
  • 15.06.17, 21:52
    Rozumiem,że ci ciężko z dójką dzieci ale wózek na klatce naprawdę jest problemem. I to,że stawiają inni swoje wózki tylko to potwierdza.
    Czy masz możliwość innego rozwiązania problemu z wózkiem?

    --
    I była zgroza nagłych cisz! I była próżnia w całym niebie!
    A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie? B.L.
  • 15.06.17, 22:54
    Nie chodzi o to czy mi ciężko czy nie ani nawet o wózek (który stawiam tak że naprawdę trzeba być wrednym świrem żeby uważać że w czymkolwiek przeszkadza) Chodzi o zachowanie tego człowieka i o to że moje dziecko się go boi.
    Notabene mi też wiele rzeczy typowo blokowych się podoba ale mieszkam w bloku i muszę się dostosować,albo kupić sobie domek w środku lasu robić co uważamza stosowne.
  • 15.06.17, 23:01
    Piszesz,że musisz się dostosować bo mieszkasz w bloku a stawianie wózka na klatce świadczy,że się robisz coś przeciwnego, nie stosujesz się nawet do przepisów p.pożarowych. Miejsce wózka jest albo w wózkowni albo w domu. Nie na klatce, nie w wiatrołapie.

    Co do zachowania: trudno mi się coś zaproponować bo nie wiem jaki charakter ma ten człowiek. Może jest życzliwy i pomógłby ci z wózkiem przy zniesieniu do wózkowni - szerokość klatek, schodów jest narzucona przepisami -to kamienica przedwojenna,że jest wąsko?


    --
    "Nigdy nie powiedziałem, że nie jesteś dobry w tym, co robisz... Po prostu to, co robisz, jest bezwartościowe."
    by Sheldon Cooper
  • 16.06.17, 08:57
    Dobra Ty o wózku ja o zachowaniu przy dziecku - widzę że zupełnie nie rozumiesz o co mi chodzi więc dziękuję Ci za wypowiedz ale niewiele ona wniosła do tematu posta.
  • 16.06.17, 22:33
    To takie chamskie zachowanie kolesia, może się wyżyć na słabszych. Widzę 3 rozwiązania - 1 to pójść pogadać po dobroci. Zacisnąć zęby i mieć na uwadze, że chodzi o to, żeby przestał Cię zaczepiać i straszyć dzieci. Na infoliniach stosują taką taktykę, że pozwalają się wygadac ludziom, czasami tylko o to chodzi, żeby sobie "ulac". Można powiedzieć, że go rozumiecie, ale z wózkiem to chwilowe itd. 2. to iść do kolesia z awanturą - być może jak ktoś się na niego wydrze, to poczuje respekt i się odczepi. 3. to zgłosić sprawę na policję, że jesteś nękana. Może wizyta mundurowych ostudzi jego krewki charakter.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.