Dodaj do ulubionych

Kary i program przedszkolny

26.06.17, 18:31
Wiem, że takie wątki już były ale zastanawiam się jak to w Pl ewoluuje. I jak to jest w innych krajach, w których mieszkacie? Czy w Waszych przedszkolach stosuje się kary wobec dzieci, jeśli tak to jakie? I ogólnie, jak panie radzą sobie z dyscypliną?
Drugie pytanie - jak wygląda program u takich maluchów? Jest dużo zajęć, z czym wychodzi czterolatek z maluchów, z jakimi umiejętnościami (literki, pisanie czy układanie swojego imienia, czy nic z tych rzeczy?)
Edytor zaawansowany
  • 26.06.17, 20:13
    Moj synek ma 3.5roku, chodzi do grupy maluszkow. Szczerze-nie wiem jak to jest z karami, ale on jest z tych dzieci grzecznych, wobec niego nie stosowano chyba niczego, bo na pewno by powiedzial. Grupa jest mala ok.13 dzieci ale komplet przychodzi rzadko.
    Program-nawet dla takich maluchow jest program, maja swoj podrecznik z cwiczeniami, ktore po kolei realizuja. W roku szkolnym codziennie maja zajecia z podstawy programowej ( realizowane od 9-14 ). Jakie umiejetnosci powinien wyniesc-nie sadze zeby cokolwiek ponadto czego nauczylby sie w domu tak czy inaczej😉. Sam z siebie nauczyl sie dodawac i odejmowac. Teraz chyba musza jakies sylabizowanie czy gloskowanie przerabiac bo czesto sylabizuje wyrazy. Na pewno przedszkole rozwinelo go spolecznie, nauczylo samodzielnosci ale nie sadze, zeby mialo jakis wielki wplyw na stan wiedzy - czytac i pisac nie potrafi ale chyba jeszcze nie musi.
  • 26.06.17, 20:57
    PL, Wwa, samorządowe przedszkole, grupa maluchów.
    Z dyscypliną lepiej niż myślałam. Kary i nagrody - naprawdę niedużo, wbrew moim obawom - a przynajmniej niewiele o nich słyszę (a córkę wypytuję dużo). Córka nigdy nie była ukarana. Z kar widziałam kiedyś jakiegoś urwisa usadzonego "karnie" na krzesełku koło pań, wiem też, że dzieci "muszą" przeprosić, jeśli kogoś uderzą, ale tylko to. Tabelek z naklejkami, punktów i punktów karnych nie ma.
    Program - myślę, że jeśli chodzi o "twardą wiedzę", to corka nauczyła się mniej niż by się nauczyła w domu, ale akurat ja wiedzę przekazywać lubię wink No i nie tego oczekiwałam od przedszkola, a raczej rozwoju społecznego. Tu był wielki skok, a na wiedzę przyjdzie jeszcze czas...
    Konkretniej: nie ma zeszytów ćwiczeń (z czego osobiście się cieszę). Dużo zabaw artystycznych, ale fajniejszych niż za moich czasów (stemple z różnych przedmiotów, wypukłe farby, malowanie na różnych fakturach, lepienie w glinie itp.). Oczywiście, bez przesady, nadal nie ma zabaw typu malowanie stopami, albo na szkle, bo to w 25-osobowej grupie jest trudne do przeprowadzenia, ale widać, że panie robią coś więcej niż rozdanie dzieciom kredek.
    Literek nie przerabiali żadnych. Córka zna niektóre z domu, ale ani pisania ani czytania sensu stricto nie było. Liczby przerabiali w podstawowym zakresie, bodajże 1-4, chyba (?) bez symboli. Trochę wiedzy przyrodniczo-kalendarzowej (było dość dokładnie o zimowych ptakach, ale np. o liściach różnych drzew jeszcze nie), trochę kulturowo-społecznej (co robi fryzjer, jakie są zwyczaje świąteczne, jak wygląda flaga Polski itp.), trochę self-care (naprawdę dużo było o warzywach, owocach i ogólnie żywieniu, higienie, zasadach bezpieczeństwa itp.).
  • 26.06.17, 22:04
    Przedszkole prywatne z wpływami montessori, porozumienia bez przemocy i rodzicielstwa bliskości. Nie ma nagród ani kar. Panie rozmawiają z dziećmi, tłumacza, modelują poprawne zachowanie. Gdy dziecko nosi, wyprowadzają je z sali, żeby się wyciszyło (ale nie "za karę"). Realizowana jest podstawa programowa MEN - syn uczył się o owadach, planetach, kontynentach itd. Przewijają się jakieś cyferki, ale syn mało rozpoznaje. Podobnie z literami. Jakoś nie widzę, żeby tryskał wiedza nabyta w przedszkolu, ale podobnie jak poprzedniczki od przedszkola oczekiwałam głównie rozwoju społecznego oraz samodzielności.
  • 27.06.17, 11:10
    Bianka, rozumiem że wybór takiego nie był spowodowany brakiem miejsc w przedszkolu publicznym?
  • 27.06.17, 19:27
    Nawet nie ubiegaliśmy się o publiczne, bo na tamta chwile nie mieliśmy szans - za mało punktów. Kierowałam się podejściem do dziecka. Mysle sobie, ze skoro mój syn ma przebywać więcej niż pół dnia w tym miejscu to podejście opiekunów będzie miało ogromny wpływ na jego rozwój a nawet charakter i to właśnie podejście do dziecka i w ogóle filozofia przedszkola jest dla mnie ważniejsze niż fakt czy recytuje wierszyki lub zna literki.
  • 27.06.17, 08:57
    Dzięki dziewczyny. Piszę, bo wczoraj byłam na wizycie w jednym francuskim przedszkolu, najmłodsza grupa 2,5 - 3 latki (czyli pod koniec roku szkolnego to raczej już 3-4 latkiwink Dzieci podchodziły do tablicy i układały z literek swoje imię! Byłam trochę w szoku, ale inne mamy powiedziały mi, że dzieci tak dużo się nauczyły przed ten rok. Spokojnie znały dni tygodnia i potrafiły znaleźć na kalendarzu dzień 26 czerwca! (ale to myślę, że patrzyły raczej, który dzień już jest na czerwono, a który na niebieskowink
    Poza tym siedząc na ławeczkach były ciągle przesadzane, ktoś kto za dużo gadał, musiał usiąść na ławeczce z tyłu, a klasowy urwis, nie wiem dokładnie za co, bo chyba coś prowokacyjnie rzucał pod nosem, został w pewnym momencie bez pardonu wyprowadzony z klasy i nie bardzo wiem, gdzie zaprowadzony. Zastanawiam się czy tak wyglądają przedszkola.
  • 27.06.17, 09:43
    To jest w ogóle ciekawa i nieoczywista kwestia: jak bardzo "akademicki" powinien być program przedszkolny czy wczesnoszkolny. Śledzę z zainteresowaniem risercz w tej kwestii i z jednej strony jest mocna hipoteza, że edukacja "instruktażowa" powinna być wprowadzana jak najpóźniej, a w okresie przedszkolnym kluczowa jest swobodna zabawa. Z drugiej strony, dzieci naturalnie interesują się literami i cyframi przed 7. rokiem życia i sztuczne odraczanie tego może imho przynieść więcej szkody niż pożytku.
    Co do dyscypliny: ja miałam wrażenie, że w przedszkolu za dużo jest przywiązania do ciszy (np. jak przyszlam czytać do przedszkola i dzieci się zaangażowały w historię, to Panie je niepotrzebnie uciszały), ale fakt, że jest to osiągane raczej łahodnym strofowaniem niż poważniejszymi metodami.
  • 27.06.17, 11:04
    Ale jak pogodzić swobodną zabawę z wymogiem ciszy? Ale może ja się nie znam, może trzeba tego wymagać już od 3-4 latków przez określony czas?
  • 27.06.17, 12:19
    Pisząc "swobodna" miałam (i badacze mieli) na myśli zabawę, której formę ustalają dzieci, w odróżnieniu od zabawy instruktażowej, w której forma jest narzucona. A więc, jeśli pani/rodzic mówi "dziś zbudujemy domek, zacznijmy od zebrania desek i powiem Wam, jak je ustawić" to nie jest swobodna zabawa, a jeśli dzieci pozostawione w ogrodzie same zaczną budować domek, to o to chodzi smile
    Imho "swobodna" nie wyklucza się z "przestrzegającą pewnych społecznych zasad" - w szczególności swobodna zabawa może mieć limit głośności (tak samo, jak może mieć zasadę "nie bijemy"). Ale wymaganie od trzylatków ciszy absolutnej jest za dużym wyzwaniem, niezależnie od formy zabawy wink
  • 27.06.17, 12:30
    Masz rację, pomieszałam dwa pojęcia. Zastanawiam się nad tą swobodną zabawą, też w kontekście domowym. Moje dziecko uwielbia wymyślać różne zabawy, mimo to czasem staram się mu coś zaproponować innego "rozwojowego"wink typu zgadywanie dźwięków, czy zapachów itp. Mam wrażenie, że nam dorosłym się wydaje, że jak nie wepchniemy dzieci w jakąś strukturę, to te ich całodzienne budowanie zamków i zabawy w piratów czy strażaków są takie miałkie.
  • 27.06.17, 12:40
    Ja też mam takie zapędy wink Skutecznie mnie z nich leczy młodszy syn, który ma absolutnie gdzieś wszystkie moje pomysły na edukacyjne zabawy. Córka lubi i często coś robimy "rozwojowego", ale im dalej w las, tym staram się mniej instruować. No i pocieszam się, że w przedszkolu i na podwórku jest dużo swobodnej zabawy wink
  • 27.06.17, 12:46
    Ja chyba jednak jestem minimalistką edukacyjną (poza nauką czytania, bo chciałabym, żeby mi synek nauczył się czytać szybciej po polsku niż po francusku, co jednak widząc tutejsze tempo może być niewykonalne), może inaczej: jestem raczej mało dyrektywna. I wczoraj dostałam szoku, bo nawet tańce w kółeczku, to nie były jakieś "baloniku nasz malutki", które zapamiętałam z dzieciństwa, ale to było skomplikowane dość układy i kroki tradycyjnych tańców ludowych! Co ciekawe, ja byłam trochę skonfundowana, ale mój synek zachwycony, wmieszał się w grupę nieznanych w końcu dzieci i próbował pojąć cały ten system, który dzieci ewidentnie ćwiczą od początku roku szkolnego.
    Ciągle nie wiem co o tym myśleć, bo mojemu dziecku bardzo się podobało to przedszkole, a mi tak, ekhm średnio. Zresztą sama nie cierpiałam przedszkola jako dziecko i nigdy nie miałam zapędów, żeby zmieszać się z grupą i robić tak jak wszyscy... ewidentnie mam mniejszego indywidualistę.
  • 27.06.17, 13:53
    Nieźle smile Przedszkole mojej córki jest chodzi o śpiewy i tańce w grupie jest zdecydowanie "niewymagające" - do tego stopnia, że ostatnio na występie dla rodziców nie byłam nawet w stanie domyślić się zamysłu układu choreograficznego wink
    Moim zdaniem dobrze jest znaleźć równowagę pomiędzy indywidualizmem a robieniem czegoś grupowo i między swobodą tu-i-teraz a dlugoterminowym celem. Fajnie jest mieć poczucie, że jesteśmy częścią czegoś większego (typu układ taneczny, drużyna piłki nożnej itp.). Ale niefajne, jak się jest w to wtłoczonym.
    Ja mam teraz podobną zagwozdkę - rozważamy zapisanie córki od września na lekcje skrzypiec (bardzo chce). I im bliżej września, tym coraz bardziej obawiam się, że to będzie taki mały kroczek w stronę końca "wolnego" dzieciństwa. Bo to już jest zobowiązanie do konkretnych ćwiczeń, codziennie. Z drugiej strony - długoterminowy zysk jest niezaprzeczalny.
  • 27.06.17, 18:16
    Jeśli bardzo chce, to niech spróbuję. Osobiście bym się nie zdecydowała, chyba że dziecko naciska, bo znam wiele osób, które grały całe dzieciństwo na skrzypcach i nie dotykają już instrumentu. Śpiew na przykład rozwija mózg w podobnym stopniu lub bardziej. Ale oczywiście spróbować można.
  • 28.06.17, 10:45
    Ja znam sporo osób, które grały (niekoniecznie na skrzypcach) i nadal kochają muzykę. Choć fakt, że typowa szkoła muzyczna kojarzy mi się trochę właśnie z nadmierną dyscypliną. Córka ma chodzić na lekcje Suzuki, wygląda to sympatycznie, ale i tak ćwiczyć trzeba.
    Przewagą instrumentu nad śpiewem jest ćwiczenie koordynacji rąk.
    Co do przedszkola - rozumiem Twoje obawy. Syn zapewne się nie domyśla, że za fajnym układem tanecznym stoi konkretny obowiązek ćwiczeń, a przesadzanie dzieci to konkretny wymóg dyscypliny. Z drugiej strony - jeśli jest entuzjastycznie nastawiony, to to już jest połowa sukcesu smile
  • 29.06.17, 14:50
    Pytanie tylko co jest sukcesem. Jeśli adaptacja mojego syna, to nie spodziewam się większych trudności. Jeśli jego harmonijny rozwój w harmonijnym otoczeniu, to mam wątpliwości...
  • 29.06.17, 15:23
    Zupełnie poważnie - myślę, że dzieci znajdą sposób na harmonijny rozwój o ile tylko nie są w bardzo złych warunkach. Podobnie, jak urosną według swoich predyspozycji genetycznych, o ile tylko nie są bardzo źle karmione. Ale rozumiem wątpliwości, bo też bym je miała. Kluczowa kwestia: czy masz inną opcję?
  • 27.06.17, 12:32
    Ps. Pisząc, że swobodna zabawa jest kluczowa nie mam na myśli tego, że dzieci mają się tylko nią zajmować. Ale nie powinno się przesadzać z "ambitnym" programem, ani w domu ani w przedszkolu, bo dzieci oprócz twardej wiedzy muszą się nauczyć wielu innych rzeczy np. eksperymentować, stawiać hipotezy, organizować swoją pracę, komunikować się z zespołem i uczyć na błędach.
  • 29.06.17, 19:21
    gvalchca napisała:

    > Ps. Pisząc, że swobodna zabawa jest kluczowa nie mam na myśli tego, że dzieci m
    > ają się tylko nią zajmować.

    a czemu nie? Moej zajmowalo sie od rana do wiwczora czysta, dzika zabawa. Z przerwa na obiad, drzemke i poobiadek.

    > eksperymentować, stawiać hipotezy, organizować swo
    > ją pracę, komunikować się z zespołem i uczyć na błędach.


    No..tego wlasnie dzieci ucza sie podczas zabawy....




    --
    Dziecko w podrozy. Grupa na Facebooku.
    ___________________________________________

    www.facebook.com/groups/129829233757830
  • 29.06.17, 21:58
    Ależ dokładnie to miałam na myśli - znaczy, że te eksperymenty, hipotezy i błędy są efektem swobodnej zabawy. Z ustrukturyzowanych zabaw jest często więcej "twardej" wiedzy (literki, cyferki, nazwy miesięcy), ale mniej miękkich kompetencji. A nie samymi literkami żyje człowiek...
  • 06.07.17, 12:07
    dokladnie..a na nauke literek przyjdzie czas w 1 klasie.
  • 27.06.17, 11:14
    Dni tygodnia i miesiace synek zna od dawna-nie sadze zeby w przedszkolu sie tego nauczyl, chyba tak po prostu. Lubi znac plan zajec - kiedy jest rytmika a kiedy dogoterapia itp. Potrafi np wbic kod do naszego domofonu, ipada itp. Wiec cyfry najwyrazniej kojarzy. O pisaniu mowy raczej nie ma - przynajmniej nic takiego nie zauwazylam.
    Byli juz na dwoch wycieczkach calodniowych i strasznie mu sie podobalo jezdzenie autokarem.
  • 27.06.17, 18:33
    Co kraj to obyczaj, szkolnictwo szwajcarskie jest nastawione głównie na przygotowanie do praktycznej nauki zawodu i szybkiego rozpoczęcia pracy, dzieci nie są zachęcane do studiowania, zresztą tylko 20% uczniów ma szansę na wyższe wykształcenie (czemu, to inny temat). Przedszkolaki mają mało konkretnej wiedzy, nie wolno uczyć czytać ani pisać (niektóre przedszkolanki to robią, ale wiele moich koleżanek miało nieprzyjemności, kiedy okazało się, że dzieci znały już litery, pisały), duży nacisk kładzie się za to na samodzielność, samoobsługę, zabawy ruchowe i plastyczne, ruch na świeżym powietrzu - więc jakieś plusy jednak są. Przekonamy się jak to będzie od połowy sierpnia... Przedszkola nie oferują zajęć dodatkowych ani opieki popołudniowej, trzeba to organizować osobno. Język francuski zaczyna się od 3 klasy podstawówki, angielski od 5 (!). W żłobkach jest różnie, ale te prywatne oferują np. opiekę native speakerów anglojęzycznych, lekcje francuskiego (w formie zabawy), muzykę itd. Kiedy dziecko pójdzie do obowiązkowego przedszkola sytuacja się zmienia i ja np. już jestem niezadowolona, bo dodatkowe zajęcia będą się odbywać kosztem wolnego czasu, zabawy. Trudno mi jednak wyobrazić sobie dziecko, które mówi komunikatywnie po angielsku, po czym nie ma z językiem kontaktu przez najbliższe 7 lat uncertain Zakaz czytania całkowicie ignoruję, synek uwielbia książki, na razie czyta sylabami i ciągnie go do dalszej nauki. Uważam, że wczesne czytanie baaardzo ułatwia późniejszą naukę w szkole, sama czytałam wcześnie i moja mama polonistka też jest wielką zwolenniczką takiego rozwiązania. Co do dyscypliny, to ponoć szwajcarskie przedszkola/szkoły wymagają znacznego stopnia dyscypliny/umiejętności skupienia, ale akurat nasze dziecko samo z siebie i bez zachęt potrafi długo się skupiać na wykonywanej pracy - zajęciach plastycznych, budowaniu z lego, układaniu torów czy puzzli. Sama nie wiem jak to będzie, ale alternatyw za bardzo nie ma, są tylko prywatne przedszkola Montessori i steinerowskie (niższy poziom, mało przekazywanej konkretnej wiedzy = mniejsze szanse na dostanie się do gimnazjum i kontynuację edukacji), ew. international school, ale tam językiem wykładowym jest angielski, no i wiele dzieci szybko odchodzi (rodzice na kontraktach expackich).
  • 29.06.17, 14:53
    Nie wiem czy dobrze zrozumiałam, bo jeśli piszesz o niskim poziomie w przedszkolu publicznym a w Montessori czy steinerowskim jeszcze niżej i trudno się do gimnazjum po takim przedszkolu dostać?
  • 29.06.17, 17:12
    Chyba nie do konca jasno sie wyrazilam - szkolnictwo publiczne jako takie jest na "niskim" poziomie w tym sensie, ze nie ma zachecac do zdobywania wyksztalcenia wyzszego, tylko do nauki zawodu i szybkiej aktywnosci na rynku pracy. Egzaminy do gimnazjum, ktore otwieraja najprostsza (najkrotsza) sciezke do uni sa za to trudne, wymagaja sporej wiedzy akademickiej. Szkoly alternatywne typu wlasnie Steinera nie przygotowuja do nich. W Steinerze wogole trzeba pod koniec przepisac sie na rok do normalnej szkoly, zeby moc zdawac do gimnazjum.
  • 29.06.17, 19:30
    serio..takie brednie nie czytalem dawno... to nie jest tak, ze dzeicko ma gorsze szanse.. tylko z wrobla, orla nie bedzie. Jak dzeicko jest kiepskie lub srednie to nawet siedzac po 10 godzin dzeinnie nad nauka, nie bedzie geniuszem.

    Moje caly dzein sie bawilo. W Przedzskolu nie uczylo sie ani jezyka, anie czytania, ani pisania, anie literek, ani cyferek.. Lazilo brudne i umorusane.. I bylo szczesliwe. W CH zabrania sie zauki czytania e przedzskolu.. To zle? Nie..to dobzre. W PL mamy sa przeambicjonowane i mysla, ze im wiecej nauki i im wczesniej dziecko zacznie tym lepsze i zdolnniejsze bedzie.. gdyba to byla prawda to idac tym tokiem myslenia w PL 90% osob powinno studiowac..bo od poczatku ucza sie duzo wiecej niz w DE czy CH.. a tym czasem..niespodzianka.. Wcale nie sa lepsze. ..

    W DE i CH stawia sie na nauke zawodu, bo nie potrzeba 10000 kulturoznawcow i 10000000 anglistow... Potrzeba specjalistow w konkretnych dzeidzinach...

    Mozesz swoje dzeicko edukoqac, doksztalcac, na korepetycje sla. Jak bedzie kiepskie to nie wyrosnie na Einsteina. I Odwrotnie..ja bedzie dobre i zdolne to bez duzego nakladu pracy bedzie po prostu dobre...

  • 29.06.17, 19:53
    big_grin big_grin i pewnie to dlatego wsrod wysoko wykwalifikowanej kadry przewazaja obcokrajowcy? Taka polityka edukacyjna obowiazuje z prostego powodu - taniej niz edukowac wlasnych obywateli jest sciagac wyksztalconych za cudze pieniadze obywateli innych krajow... prosta kalkulacja. W Niemczech jest inny odsetek studiujacych. Polski model zdecydowanie nie jest dobry, ale sytuacja, w ktorej dzieciom w wieku 10-11 lat wmawia sie, ze powinny porzucic marzenia o dyplomie, bo moga isc szybko do pracy i zarabiac pieniadze tez jest daleka od idealu. Dzieci trzeba wspierac wedle ich zdolnosci, jeden bedzie dobrym fryzjerem, inny lekarzem... a co powiedz na angielski od 12 rz?
  • 03.07.17, 09:32
    Nie... po prostu nie masz pojecia. Przewazaja obcokrajowcy, bo wsrod lokanlyhc brakuje. Al eni edlatego ze jest zla edukacja, tylko dletago, ze nie kazdy moze byc wysoko wykfalifikowanym fachowcem. Proste, prawda? Nie kazdy nadaje sie na IT, nie kazdy nadaje sie na lekarza..zebys nie wiem ile czasu spedzila nad ksiazkami.. to i tak nie bedziesz informatykiem, czy dobryl lekarzem.. jezeli jeste srednio zdolna.. i tyle.
    Tak samo jest w DE. Jest duze zapotrzebowanie na informatykow, programistow itd. Po prostu brakuje ich i tyle. Tak samo jak kiedys sprowadzano do pracy Turkow, Wlochow itd..bo brakowalo ludzi do pracy w fabrykach.


    > W Niemczech jest inny odsetek studiujacyc
    > h. Polski model zdecydowanie nie jest dobry,

    Ze jak?? W Pl studiuje bardzo duzo ludzi... I niestety bardzo duzo ludzi nie ma pracy po studiach. W Niemczech stawia sie na nauke zawodu. Co wedlug mnie w niektoryhc przypadkach jest durne. Tu nawet zeby byc sekretarka musisz miesz 2 letnia szkoe zawodowa w tym kierunku. A zeby sprzedawac bulki w piekarni musizs miec wyksztalcenie piekarza lub sprzedawcysmile)) Czasem z tymi zawodami jest jakas paranuja. Siostrzenica dostala prace w firmie zajmujacej sie wynajmem powierzchni reklamowych. Szefowa obiecala jej staly prace, tylko wted ykiedy pojdzei do 2letniej szkoly zawodowej..medienkauffrau... Przez dwa lata nei miala kompletnie NIC co jej sie przydalo w pracy. Umowe dostala, ale dwa lata stracila na durna nauke zawodu. W DE faktyzcnie duzo ludzi studjiuje... i podobnie jak w PL ..oblrzymia ilosc tych ludzi nie ma pracy. Bo brakuje niestety specjalsitow, informatykow, inzynierow, programistow.. a nie historykow, kultoroznawcow, anglistow, dziennikarzy i bog wie czego jeszcze...

    > wieku 10-11 lat wmawia sie, ze powinny porzucic marzenia o dyplomie,

    Jakim dyplomie? Zdolne dzieci spokojnie i tak pojda na studia. Nie wiem jak w CH, ale w Niemczech szybciej znajdzeisz prace jako mechanik samochodowy niz jako kulturoznawca wink

    > c szybko do pracy i zarabiac pieniadze tez jest daleka od idealu. Dzieci trzeba
    > wspierac wedle ich zdolnosci, jeden bedzie dobrym fryzjerem, inny lekarzem...
    > a co powiedz na angielski od 12 rz?

    W Ch i tak dzieci ucza sie chyba 2 innych jezykow (wloski francuski - o ile dobrze pamietam)..wiec angielkiego od 12 roku zycia tez sie naucza. Chodzi ci o to, ze za pozno? Nie sadze. Ja zaczalem sie uczyc angielskiehgo w sredniej (15 r.z) i nie mam problemow.

    Obawiam sie, ze wiele dzeici nie "marzy" o dyplomach tylko ich rodzice. Jak wspomnialas CH potrzebuje specjalistow. Ale nie od byle czego... Niemcy tez potrzebuja. Ciagle sprowadzaja obcokarkowcow. Po prostu duzo ludzi tu studiuje, ale nie to co daje prace... niestety.







    --
    Dziecko w podrozy. Grupa na Facebooku.
    ___________________________________________

    www.facebook.com/groups/129829233757830
  • 03.07.17, 13:51
    Sorry Camel, ale nie wiesz o czym piszesz. Jasne, nie kazdy powinien studiowac i wypychanie na studia ludzi sredniointeligentnych to bezsens, podobnie jak produkowanie absolwentow wyzszych szkol tego i owego. Czym innym jest jednak sytuacja, kiedy dzieci zdolne zniecheca sie do studiowania, przekonuje, ze po zawodowce zacza szybciej zarabiac, kiedy nie stawia im sie wymagan na miare ich mozliwosci, o ile nie zainterweniuja rodzice. Moja kolezanka uczy w gimnazjum i powiedziala, ze trafiaja do nich dzieci wcale nie najzdolniejsze, tylko te, ktorych rodzice non-stop siedzieli w szkole i naciskali na nauczycieli, zeby zadawali dzieciom wiecej i nie przyklaskiwali byle czemu. Wg mnie dzieci powinny otrzymywac wsparcie wg swoich mozliwosci, nie tylko checi. Poza tym nie porowonuj Niemiec i Szwajcarii, pracuje z wieloma Niemcami i jednak poziom wyksztalcenia ogolnego jest inny (na korzysc Niemiec). W Szwajcarii brakuje specjalistow, bo nie ksztalci sie ich w dostatecznej liczbie, a ze sie to krajowi oplaca, to inna sprawa... Np. w wielkich koncernach farmaceutycznych ciagle poszukiwani sa Szwajcarzy, chocby po to zeby poprawic statystyki - szalu nie ma. Moj maz pracuje na Akademii Muzycznej - jak myslisz, ilu studentow to Szwajcarzy? Ilu nauczycieli w szkolach muzycznych to lokalni muzycy? I nie chodzi o oszczednosc, bo siatka plac jest sztywna.
    Pewnie, mozna powiedziec, ze bardzo zdolne dziecko ze wszystkim sobie poradzi, ale w cywilizowanym kraju standartem powinno byc raczej dawanie wszystkim adekwatnych do zdolnosci szans.
    Co do angielskiego, to absolutnie sie nie zgadzam... ja zaczelam nauke w wieku 7 lat i widze roznice pomiedzy tempem przyswajania angielskiego, a jezykow, ktorych uczylam sie w szkole sredniej. Kilkulatkow zreszta nie trzeba uczyc, nikt przeciez nie zadaje im slowek, nie odpytuje z gramatyki... w zlobku mial po prostu native speakerki, ktore towarzyszyly im w codziennych czynnosciach, bawily sie z nimi, czytaly - dzieki temu potrafi sie dzis porozumiewac po angielsku, struktura przyjdzie pozniej. "Nauka" u przedszkolaka nie musi i nie powinna polegac na sleczeniu nad ksiazkami w zamknietym pomieszczeniu, dobry nauczyciel przekazuje wiedze o swiecie, uczy liter, cyfr czy obslugi zegara w trakcie i poprzez zabawe, gry. W tym wieku odbywa sie to w zasadzie przy okazji... A sleczec nad ksiazkami akurat moje dziecko uwielbia, bo duzo czytamy smile
  • 03.07.17, 22:13
    No ja mieszkam w Niemczech, wiec mam pojecie jak tu jest. Pomojajac beznadziejna organizacje i brak centralnego materialu, egzaminow i matur.. Gdzie kazdy land sobie sam ustala material do szkoly i matury. W Saksonii, o ile pamietam, matury i tematy ustala sobie szkola. Ale podobnie jak w CH, tu tez jest nacisk na nauke zawodu. Zacheca sie do nauki zawodu po maturze i eventualne pozniejsze studiowanie. Ma to w sumie na celu, wlasnie ograniczenie ilosci studentow, Ktos kto nauczyl sie dobrego zawodu i dostal dobra prace, czesto rezygnuje ze studiow byle czego. Szwajcaria ma tylko 8 mln ludzi.. raptem tyle co 2 x Berlin wink Wiec ciezko oczekiwac, ze wszycy beda studiowac.
    Berlin ma koszmarny sytem szkolnictwa. 6 lat szkoly podst. po 4 klasie zdolniejsze dzieci dostaja pisemko polecajace do gimnazjum, moga 5 i 6 juz w szkol egimnazjalnej robic. Kolejne dzieci ida po 6 klasie..tez okolo 3-4 na klase..reszta idzie to jakichs zbiorowych szkol, gdzie ciezko mature zrobic. Mam np porownanie do Kapsztadu, gdzie szkola idzie programem Badenii - 12 lat razem... po 10 klasie odchodza ci, ktorzy nie chca robic matury.. ci ktorzy chca zostaja jeszcze 2 lata. .

    DE ma podbny tok myslenia jak CH.. gdzie najwazniejszy jest zawod. Studia to jakies widzimisie wink


    > dzieciom wiecej i nie przyklaskiwali byle czemu. Wg mnie dzieci powinny otrzymy
    > wac wsparcie wg swoich mozliwosci, nie tylko checi.

    Tu sie zgadzam. Tylko jak napisalem wczesniej z wrobli orlow nie bedzie... Gdyby np porownac ilosc prac domowych w DE i PL..to w DE nie robia NIC... bo nie robia. Natomiast ilosc prac domowych w PL nie przeklada sie na jakosc ogolnie. Teoretyzcnie w PL powinni sami geniusze byc.. a tak nie jest... Masa idze na studia..i konczy na bezrobociu albo na zmywaku w UK wink

    Innym swietnym przykladem jest Korea Poludniowa. Niepojsc na studia to jest bez mala kleska dla rodziny.. a jednoczesnie KP ma ponad 30% bezrobocie wsrod absolwentow studiow. Jasne, ze znajda najpewniej zatrudnienie gdzies indziej..ale w kraju przy tej konkurencji..brakuej zwyklych robotnikow smile Za to maja mase inzynierow...bezrobotnych




    > Co do angielskiego, to absolutnie sie nie zgadzam... ja zaczelam nauke w wieku
    > 7 lat i widze roznice pomiedzy tempem przyswajania angielskiego, a jezykow, kto
    > rych uczylam sie w szkole sredniej.

    Mysle, ze to jest przede wszytskim kwestia przydatnosci. Oczywisice, ze idealne jest kiedy dzeicko uczy sie jezyka najwczesniej jak sie da. Tyle, ze 45 minut tygodniowe niewiele daje, bez kontaktu. Mlody uczyl sie w 2 klasie... rok.. jakies tam takie zabawowe pierdy. Bylismy w Kapsztadzie 3 miesiace. Po tych 3 miesiacach potrafil juz wiele rzeczy sam opowiedziec, sam zamowic jedzenie w restauracji, dogadac sie z instruktorem surfowania..itd.. Po prostu tam musial uzywac jezyka. Nauka bez koniecznosci uyzwania jest bez sensu...aczkolwiek przynajmniej cos sie liznie.... No i wazna jest metodyka. Moja nauczycielka od angielskiego byla beznadziejna...


    >Kilkulatkow zreszta nie trzeba uczyc, nikt
    > przeciez nie zadaje im slowek, nie odpytuje z gramatyki... w zlobku mial po pro
    > stu native speakerki, ktore towarzyszyly im w codziennych czynnosciach, bawily
    > sie z nimi, czytaly - dzieki temu potrafi sie dzis porozumiewac po angielsku, s
    > truktura przyjdzie pozniej.

    Tak, taka nauka jest super..ale to co w polksich przedszkolach jest..raz na tydzien 40 minut... to zadna nauka... Za to sporo znajomych studiowalo anglistyke, a jezyka zaczeli uczyc snawet w liceum... WIadomo, wtedy msuieli sie go uczyc, a nie przyswajali jak male dzeici...





    --
    Dziecko w podrozy. Grupa na Facebooku.
    ___________________________________________

    www.facebook.com/groups/129829233757830
  • 09.07.17, 17:40
    Kraje azjatyckie to w ogóle jest dobry przykład "wczesnoedukacyjnego przegięcia". Nie tylko w Korei ambitni rodzice posyłają dzieci do elitarnych przedszkoli, gdzie już dwulatki siedzą w ławkach i uczą się czytać. Nacisk na dobre oceny i bycie "małym geniuszem" we wszystkich możliwych dziedzinach jest ogromny, a efekt, jak pokazują badania, mierny. Owszem, np. chińskie dzieci mają większą wiedzę niż europejskie, bo w azjatyckich szkołach uczy się dużo i szybko i nie ma miejsca dla metod aktywizujących (oraz w ogóle dla własnej aktywności dzieci, bo lekcji jest dużo i zadań domowych też). Natomiast wychodzą z tego systemu młodzi ludzie, którzy wcale nie sprawdzają się na rynku pracy: są wypaleni wieloletnią ciężką pracą, pozbawieni kreatywności i w ogóle własnego zdania (nastawiona na sukcesy szkoła uczy głównie dyscypliny), nieskłonni do ryzyka. Czyli nie mają wszystkich tych cech, jakie są współcześnie pożądane.

    Polski system leży pośrodku, ale z "odchyłem" w stronę azjatyckiego. Nie ma tego wyścigu szczurów i pędu do sukcesu, ale jest rygor i struktura oparta na władzy, przycinanie wszystkich do jednego wzoru, kompletne ignorowanie tego, czy dzieci na danym etapie rozwoju rzeczywiście są gotowe, żeby przyswajać założone z góry przez "specjalistów" pojęcia. Do tego dochodzi teraz przeładowana, nastawiona na tępe przyswajanie wiedzy nowa podstawa programowa. I to oddziałuje na przedszkola, ten klimat rygoru, jak przyswajania jak największej liczby wiadomości, jak najwcześniejszego rozpoczynania nauki. A przecież kiedy się porówna dzieciaki, które przeszły przez tradycyjne przedszkole i szkołę i te, których rodziców stać było na szkolnictwo alternatywne (przedszkola i szkoły Montessori, steintrowskie czy tzw. wolne) to okazuje się, że większych różnic w wiedzy nie ma. Tyle, że te drugie mają większe kompetencje społeczne, są bardziej otwarte i pewne siebie. Ale cóż, kto by u nas wyciągał wnioski z jakichś badań, próbował otwierać przedszkola (w ogóle kto by się interesował przedszkolami, skoro to taka przechowalnia dzieci przed szkołą, nie?), kiedy wciąż mnóstwo ludzi uważa, że najlepsza jest dyscyplina, kary (najlepiej cielesne) i posadzenie gó...arza jak najwcześniej nad książkami, bo inaczej będzie głąbem. Niestety.
  • 28.06.17, 12:55
    nie bylo zadnych kar. Jakie stam konsekwencje byly, ale mlody chodzil bardzo chetnie i do zlobka i do przedszkola.

    Nie bylo ZADNYCH zajec, ani literek, ani cyferek - dzieci od rana do wieczora sie bawily. Byl raz w tygodniu basen i raz szkola muzyczna. Dzieci chodowaly myszy, slimaki afrykanskie, motyle, patyczaki.. I wogole.. Zero nacisku na jakies zajecia zorganizowane..o litekach i cyferkach juz nie wspomionajac... uwazam, ze takie zajecia sa zbedne w przedszkolu.
  • 30.06.17, 22:25
    U nas w przedszkolu Panie rozwiązują problemy z niesubordynacją wychowanków rozmową i tłumaczeniem, kar nie ma (przedszkole nie ma nic wspólnego z Montessori).
    Jeśli chodzi o podstawę nauczania w PL to:
    W podstawie programowej wychowania przedszkolnego jest zapis, że pobyt dzieci w przedszkolu podzielony został na pięć części:
    • co, najmniej jedna piąta pobytu dziecka w przedszkolu powinna być przeznaczona na dowolną zabawę
    • co najmniej jedną piątą dzieci powinny spędzać w ruchu na świeżym powietrzu,
    • jedna piątą można przeznaczyć na zajęcia dydaktyczne,
    • pozostałe dwie piąte pobytu dziecka w przedszkolu nauczyciel może zagospodarować dowolnie (np: czynności opiekuńcze, samoobsługowe, organizacyjne)
    Według nowej postawy programowej podstawowymi formami organizacyjnymi zajęć w przedszkolu są: zabawy dowolne dzieci oraz zabawy/ruch na świeżym powietrzu.
    U córki w przedszkolu są zajęcia typu odimienna nauka czytania, więc w jakiejś formie są zaznajamiani z literami, są zajęcia z podstawy programowej (tu są podstawy liczenia, z tego co widziałam), są zajęcia dowolne, są zajęcia dodatkowe.
    Ale dziecko idąc do szkoły nie musi umieć czytać, pisać i liczyć tego uczy szkoła. Musi mieć natomiast inne kompetencje społeczne i emocjonalne, musi być samodzielne w wymaganym stopniu i to jest dużo ważniejsze.
    Mój brat umiał czytać w wieku 3 lat (nauczył się sam zamęczając rodziców pytaniami o litery itd.), ja nauczyłam się czytać dopiero w szkole. Radziłam sobie jednak lepiej, bo byłam bardziej samodzielna, nie miałam problemów adaptacyjnych i społecznych. Córka znajomych poszła do szkoły w wieku 6 lat, umiała już pisać i czytać. Nudzi się w związku z tym w szkole niemiłosiernie i swoje siły twórcze przelewa na niezbyt bezpieczne i mądre zabawy ku przerażeniu wychowawczyni i rodziców.
    Każdego roku na początku roku przedszkolnego i na jego koniec dostaję arkusz rozwoju dziecka, gdzie na podstawie zajęć i obserwacji Pani jest ocena około 60 kompetencji dziecka...umysłowych, fizycznych i emocjonalno-społecznych to jest bardzo pomocna dla rodziców wskazówka dotycząca rozwoju jego dziecka w niemal każdym aspekcie.


    --
    Bąbel 15.11.2012
  • 03.07.17, 09:35

    > • co, najmniej jedna piąta pobytu dziecka w przedszkolu powinna być przeznaczon
    > a na dowolną zabawę

    wedlu mnie minimu 3/4 to ponna byc zabawa.


    > • co najmniej jedną piątą dzieci powinny spędzać w ruchu na świeżym powietrzu,

    czyli 1 godzine dziennie???

    > • jedna piątą można przeznaczyć na zajęcia dydaktyczne,

    ok. zgadzam sie

    > • pozostałe dwie piąte pobytu dziecka w przedszkolu nauczyciel może zagospodaro
    > wać dowolnie (np: czynności opiekuńcze, samoobsługowe, organizacyjne)


    Wedlu mnie dzieko powinno na 8 godzin w przedzskolu minimum 5 miec na zawabwe na swiezym powietrzu. O ile nei leje. 1 na jakies tam zajecia. Reszta to jakies spanie, odpoczynek itd idt...

    Te polskie przedszkola sa przeambicjonowane, a i tak w Pl nie ma jakos proporcjoalnie wiecje geniuszy niz w innych krajach.



  • 19.07.17, 23:38
    Lubię takie "przeambicjowane" przedszkola, gdzie ,mam nadzieję, nauczą chociaż czytać ze zrozumieniem smile

    1/5 czasu na DOWOLNĄ zabawę, wszelakie zajęcia edukacyjno-poznawczo-rozwojowe też są w formie zabawy i, uwierz mi, dzieci to uwielbiają (zresztą na tym polega nauka w przedszkolu, że jest w formie zabawy, a nie ślęczenia nad książkami). I tam jest takie słowo jak "co najmniej" smile

    1/5 ze wspomnianych 8 godzin dziennie to raczej 1h 36 min wink na świeżym powietrzu w ruchu. I znów to "co najmniej".

    2/5 czasu w przedszkolu może być zagospodarowane DOWOLNIE (dowolnie - znaczy jak jest pogoda to idziemy na plac zabaw, a jak jej nie ma to lepimy z plasteliny wink). Czynności samoobsługowe i organizacyjne naprawdę nie zajmują aż tyle czasu ...to tylko przykład wink

    W rzeczywistości w naszym przedszkolu wygląda to tak, że w okresie letnim niemal zawsze odbieram córkę z placu zabaw, bo wykorzystują dobrą pogodę (o ile jest), ale w okresie jesienno-zimowym to niestety czas na powietrzu jest mocno ograniczony przez kiepską aurę.

    Reszta może być

    --
    Bąbel 15.11.2012
  • 03.07.17, 09:16
    My na razie jesteśmy na etapie rekrutacji więc nie mogę powiedzieć nic konkretnego, chociaż przy okazji trochę tych przedszkoli zwiedziłam (na ile się dało). Nie wiem, jak jest z karami i dyscypliną a przyznam, że trochę się tego boję - dla trzylatków wszędzie jest obowiązkowe leżakowanie a mój już od dawna nie śpi w dzień i nie widzę go leżącego spokojnie na leżaczku przez 1,5-2h (zależy od przedszkola). Ale na moje pytania o to, co z takimi dziećmi dowiaduję się tylko, że wszystkie grzecznie leżą i już.

    Każde przedszkole musi realizować podstawę programową - nie wiem, czy przy obecnej reformie się ona zmieniła, pewnie trochę tak. W podstawie jest napisane, co powinno umieć dziecko kończące przedszkole i idące do zerówki, np. że powinno nazywać zjawiska atmosferyczne, znać różne techniki plastyczne i samodzielnie korzystać z toalety (czego większość przedszkoli i tak wymaga już na wstępie - w jednym mi powiedzieli, że nawet nie pomagają trzylatkom się podcierać, bo boją się oskarżeń o molestowanie). Konkretny program to już chyba albo kwestia przedszkola, albo gminy (bo przedszkola podlegają pod władze miasta) - nie wiem dokładnie. W poprzedniej podstawie było tak, że dzieci miały umieć liczyć i dodawać na palcach, ale nie było nic o czytaniu. To dopiero w zerówce.

    Na pewno od gminy zależą zajęcia dodatkowe, bo to gmina za nie płaci - np. we Wrocławiu z braku pieniędzy właściwie zlikwidowano już rytmikę (a nie, przepraszam, jej prowadzenie ma być obowiązkiem pań przedszkolanek tongue_out), wszędzie jest za to angielski (chyba pół godziny tygodniowo) i katecheza, ale nie w maluchach. Niektóre przedszkola mają jeszcze jakieś teatrzyki, czasem inny język (prowadzony chyba przez przedszkolanki), ale to wszystko kwestia prężnych działań dyrekcji. Za dodatkowe zajęcia nie można brać opłat od rodziców, więc w praktyce organizowane są tylko te, za które zapłaci miasto plus jakieś dodatkowe eventy, wyjścia, zajęcia organizowane już przez sam personel.
  • 03.07.17, 09:38
    jezu..katecheza???
    wspolczuje,... wczesnie to pranie mozgu sie zaczyna...

    musze powiedziec, ze jestem szczesliwy, ze moje dzeicko roslo bez katechezy i podstaw programowych w przedszkolu... Za to z duza iloscia zabawy i ekperymentow.

  • 03.07.17, 17:55
    Szczerze zazdroszczę. Od przyszłego roku pewnie zacznę bój o niekatechizowanie mojego dziecka i niepiętnowanie go z powodu niechodzenia na religię uncertain
  • 09.07.17, 23:09
    Serio? Katecheza w przedszkolu? Świat się wali.
  • 10.07.17, 08:38
    Nie mieszkacie w Polsce, więc Was to dziwi. Mnie niestety nie. W przedszkolu jest ciężej niż w szkole, bo zajęcia dodatkowe są w sali, nie ma osobnych "lekcji". Więc dziecko albo musi brać udział, albo idzie do innej grupy (słyszałam o wywalaniu dzieci przez zakonnice na korytarz, ale to chyba skrajne przypadki). W obu przypadkach zazwyczaj traktuje to jako karę.
  • 10.07.17, 08:49
    tez cos takiego slyszalem. Dla dzeicka to oczywiscie kara. inne dzieci sie bawia a ono jedno siedzi na korytarzu, albo w innej grupie jest.


  • 10.07.17, 09:58
    Mnie dziwi i oburza. I lepiej, żeby oburzało więcej osób, bo jeśli nic nas już dziwić nie będzie, to jaki świat zostawimy tym dzieciom. No właśnie, rodzicom to nie przeszkadza? Rozumiem, że Tobie tak, ale innym? Nie możecie się skrzyknac i zażądać, żeby ta "katecheza" była przeprowadzana w jakiś inny sposób, nie wiem, dzieci, których rodzice wyrażą taka wolę niech wychodzą z zakonnica do innej sali?
  • 09.07.17, 17:26
    Problem w tym, że nie mają zbyt wiele do gadania. Chyba, że stać ich n a prywatne przedszkole - wtedy to inna bajka.
  • 03.07.17, 12:36
    U nas w publicznym przedszkolu karą jest standardowo odosobnienie dziecka. Z tego co wiem ostatnio mój syn często zalicza 'oślą ławkę'. Odnoszę wrażenie, że nic to nie daje w jego przypadku.

    Odnośnie nauki - mój syn umie liczyć do 10, liter nie zna. Jest raczej przeciętny intelektualnie, za to mógłby cały dzień spędzić w ruchu i wszelkie zabawy wymagające skupienia są dla niego nudne (ku mojej ogromnej uciesze).
  • 03.07.17, 22:17
    nie wiem czemu wyhcodzisz z zalozenia, ze twoj syn jest przecietny intelektualnie...

    moj w przedszkolu wogole niczego si enie uczyl, ani cyfr, ani pisania, ani literek.. zero.. za to caly dzien by sie bawil... i do tej pory tak ma.. mogolby caly dzien biegac, grac w pilke. Uczy sie malo..a jest jednym z 3 dzieci w klasie, ktorre nauczycielka typuje do gimnazjum po 4 klasie... Cyferek, literek itd, nauczyl sie w pierwszej klasie...

    poczekaj do szkoly..i dopiero wtedy ocenisz...

    Daj mu sie wybiegac.. dzeiki temu mozg produkuje komorki, niezbedne do nauki... nie przez sleczenie nad ksiazkami, ale wlasnie przez ruch.
  • 04.07.17, 07:34
    Nie zamierzam go zmieniać, będzie jako będzie. Po prostu wiem, że są dzieci, które z siebie potrafią się skupić i już w tym wieku chłoną wiedzę. Sama wiem jak sport też jest ważny w życiu.
  • 04.07.17, 23:23
    moje nie potrafi sie zbyt skupic. Uczy sie szybko a potem sie nudzi...

    Potrzebuje 2-3 dni na opanowanie materialu z matematyki, na ktory sa przewidziane 2-3 tygodnie.

    Gorzej niestety z pisaniem. Pisze szybko, zeby zdazyc z przelaniem mysli na papier..i niestety wychodza dluuuuuuie zdania. smile Pracujemy wlasnie nad skupieniem sie.

  • 08.07.17, 15:45
    A "przeciętnie intelektualny" to jest obelga? Większość z nas w końcu jest przeciętnie intelektualna, co nie znaczy że sobie nie radzimy w życiu profesjonalnym i nie tylkowink
    Elu, ja właśnie jestem przeciwniczką takich kar, bo też mi się wydaje, że nic nie dają, oprócz strachu przed upokorzeniem, ale nie wiem czy to o to chodzi w wychowaniu.
  • 05.07.17, 23:25
    Wiele zależy od konkretnego przedszkola. U nas już czterolatki mają podręcznik i zajęcia dostosowane do wieku. Nie ma typowych kar typu stanie w kącie, o biciu nie wspomnę, raczej wspieranie pozytywne, karą czasem jest brak pieczątki za dobre zachowanie. Wszystko na luzie i bez stresu. Raczej jest nastawienie na wspólną zabawę, na integrację, niż na rywalizację, co kto umie. Młoda (4 lata) w przeciągu roku nauczyła się pisać swoje imię, wielu innych liter (ale my ją też uczymy, więc trudno ocenić, na ile przedszkole miało decydujący wpływ). Liczyć do 20 umiała już przed przedszkolem (oficjalnie liczą do 10). Córka jest leworęczna, pani o tym wie i rozumie, że może mieć pewne problemy z pisaniem czy rysowaniem. Nauczyła moją córkę wycinać nożyczkami. Są tez zajęcia wspierające mowę i z sylabizowaniem (wstęp do nauki czytania). Dzieci mają mnóstwo zajęć dodatkowych w obrębie zajęć przedszkolnych, wycieczki, przedstawienia teatralne, była nauka pierwszej pomocy, , straż pożarna, policja, nauka mycia zębów, nauka tańców ludowych, 2x w tygodniu darmowe 15 minut angielskiego. Do tego imprezy okolicznościowe i integracyjne dla rodziców. Państwowe przedszkole na zasadach ogólnych, żadne tam prywatne.

    Córka w przedszkolu usamodzielniła się i lepiej nawiązuje relacje z rówieśnikami, umie też reagować na nieprzyjemne sytuacje typu docinki czy inne nieporozumienia.

    --
    "Odwal się od moich kóz i pomidorów, ja to mam od dawna zaplanowane w szczegółach." (c)mathiola
  • 09.07.17, 23:02
    O matko! Czyli jednak przedszkola bardzo się zmieniły przez te 30 lat..
  • 14.07.17, 23:50
    Młoda kadra jest naprawdę fajna. Ma podejście jako uczenie przez zabawę i dzieci to uwielbiają. Oczywiście nie wszystkie, bo jak to zwykle bywa są dzieci zdolniejsze i mniej zdolne, może to prowadzić do różnych spięć, dlatego nie ma parcia na wyniki, tylko zachęcanie do ćwiczenia. I to działa.

    --
    "Odwal się od moich kóz i pomidorów, ja to mam od dawna zaplanowane w szczegółach." (c)mathiola
  • 07.07.17, 13:06
    Tutaj bardzo ciekawy artykul na ten temat: www.weforum.org/agenda/2017/04/its-all-work-and-almost-no-play-in-kindergarten-but-does-it-matter?utm_content=bufferb77f6&utm_medium=social&utm_source=twitter.com&utm_campaign=buffer

    Badacze w Stanach alarmuja ze 5 latki w tamtejszych przedszkolach maja 15 min na zabawe dziennie.
  • 09.07.17, 23:07
    Dzięki za ciekawy artykuł. Przerażający jednak trochę, tka jakby trzeba było wywazac otwarte przecież drzwi.

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.