Dodaj do ulubionych

troche smutne..Basia na urlopie...

30.07.17, 19:15
U nas dopiero 2 tydzien wakacji...
W hotelowym.. basenie, sporo dzieci, glowie niemeicki, francuskie, hiszpanskie... i jedna mala Polka, ktory nie zna zandego z tych jezykow. Patrzy troche z zazdroscia na inne dzieci, ktore bawia sie w 2-3-4 ..itd.. Na brzegu basenu na lezaczku lezy mama, tata drzemie...
Ile razy dzeicko nie zagada, zeby mama, albo tata weszlo do wody, tyle razy mama odpowiada, ze nie ma sily a tatus jest zmeczony.. eee?

I tak to 3 godziny trwalo. Mala plywala w motylkach 2-3 m od rodzicow i co jakis czas chciala zagadac, mama zniecierpliowona bo przeszkadzalo jej to w opalaniu, tata.. drzemal....

Na koniec wyszla..powiedziala, ze jej sie nudzi i zeby rodzice weszli z nia do wody. Tata sie zirytowal, poszedl kupil duze magnum i dal corce do zjedzenia...A corka i tak juz jak na swoje 4-5 lat otyla... Czego nie mozna powiedziec o rodzicach..oboje szczupli....

Wytrzymala jeszcze godzinke... zaczala tak jeczec, zeby sie z nia ktos pobail, ze w koncu mama sie zdenerowala i powiedziala, ze jak sie nei umie sama soba zajac w wodzie to pojda do ppokoju. Zwinale manatki i zabrala mala.. Tatus drzemal dalej...

Pewnei wlaczy jej tv, albo da tablet....

Smutne... zastanawialem sie po jakiego diabla maja to dzeicko, jako ozdobe? CHociaz otyle dzeicko u szczuplych rodzicow nie jest ozdoba, jest oznaka, ze o nie nie dbaja...




--
Dziecko w podrozy. Grupa na Facebooku.
___________________________________________

www.facebook.com/groups/129829233757830
Edytor zaawansowany
  • 30.07.17, 20:19
    No coz...takich rodzicow jest na peczki. I to na pewno nie sa tylko Polacy.
  • 01.08.17, 21:17
    Nie..no na 100% w kazdym narodzie tacy sa. Tu akurat bylo to bardzo rzucajace sie w oczy bo w tym hotelu bardzo rzadko sa polskie rodziny... Wieszosc tych "solo" dzieci szybko znajduja znajomych, bo wiekszosc to jednak mali neimcy, francuzi lub hiszpanie. Wiec szybko sie dogaduja...





    --
    Dziecko w podrozy. Grupa na Facebooku.
    ___________________________________________

    www.facebook.com/groups/129829233757830
  • 30.07.17, 22:10
    To moze trzeba bylo ją trochę przygarnac? Zaproponować zabawę (umiejętnie i głośno poczynione mogło zadziałać terapeutycznie dla mamusi, bo tatuś i tak przez sen by nie usłyszał). Oczywiście kiedy jestem sama to nie wyskakuje do obcych dzieci z niczym, ale kiedy jestem/bawie sie z córką, to moge tez powiększyć stado, jesli taka sytuacja, konieczność etc. Szkoda takich dzieciaków.

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/relgt5odpew4ev0j.png
  • 31.07.17, 03:39
    Dokładnie najlepiej krytykować, zamiast synowi pokazać lekcje życiowa i zagadać do małej i zaproponować wspólna zabawe z synem. Syn mógłby przetłumaczyć jeśli byłaby taka potrzeba.

    Niestety ale wakacje sa dla odpoczynku.
    Ja tez był leżała , bo chce odpocząć.
    Gdyby nie to ze mam syna z autyzmem i musze to tak leżałaby nad brzegiem basenu.
    A inne dzieci co znały Francuzki niemiecki i inne? Wszystkie sie dogadywali w 3 językach?
    Znowu chcesz udowodnić ze polskie dzieci to debile, bo nie znają języków, czy chcesz udowodnić ze polscy rodzice sa beznadziejni.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 31.07.17, 12:17
    Syn ma 9 lat i bawil sie z kolezanka i innymi niemieckojezyczntmi dziecmi. 9 latki nie bawia sie z 4 letnimi dziecmi. Pewnie gdyby mial 4 lata czy 5 to bym wykorzystal sytuacje zeby po polsku porozmawial.




    --
    Dziecko w podrozy. Grupa na Facebooku.
    ___________________________________________

    www.facebook.com/groups/129829233757830
  • 31.07.17, 12:20
    Wogole nie wiem gdzie wyczytalas ze polskie dzieci to debile. Inne byly niemiecko francuskp lub hiszpanskpjezyczne... ciezko to zrozumiec? Wspolczuje ywpjemu dziecku.. jezwli kazalabys sie 4 latkowo samemu bawic 4 godzinz zeby tylek na lezaku powygrzewac...
  • 31.07.17, 18:29
    No ok inne dzieci sie bawiły mimio ze inne języki. To czemu ta dziewczynka nie mogła sie bawić tez? Choćby z twoim synem Polakiem?
    Tak to zabrzmiało inne dzieci sie bawiły, ta nie dosc ze bez języka to jeszcze gruba i z głupimi rodzicami.
    A to grzech ze rodzice tez potrzebują wypoczynku?
    4 godziny to duzo?
    Nie sadze. Ja nad swoimi dziećmi stać nie musze, fajnie się integrują z obcymi dziećmi.
    Gdzie nie poszliśmy zawsze dzieciaki znajdowały znajomych.
    Teraz maja 14 i 19 lat wiec współczuć im nie musisz
    Bo moje dzieci wiedza kiedy sie bawimy to sie bawimy, kiedy rodzice maja czas dla siebie.
    I oni tez potrafią sie zając sobą.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 01.08.17, 21:24
    Lo matko.. bo te dzieci bawily wie razem z dziecmi, ktore mowily tym samym jezykiem...



    > No ok inne dzieci sie bawiły mimio ze inne języki. To czemu ta dziewczynka nie
    > mogła sie bawić tez? Choćby z twoim synem Polakiem?

    nie mogla, bo mlody ma 9 lat, a ona 4. Mlody plywa jak ryba od 4 roku zycia, a ona w motylkach... No i mlody mial swoja kolezanka i kilkoro dzieci, ktore poznal na miejscu..


    > Tak to zabrzmiało inne dzieci sie bawiły, ta nie dosc ze bez języka to jeszcze
    > gruba i z głupimi rodzicami.


    INNE DZIECI BAWILY SIE Z DZIECMI MOWIACYMI TYM SAMYM JEZYKIEM... A dziecko nie jest debilem, tylko ma durnych rodzicow, ktorzy wyleguja sie na lezaczkach zamiast chociaz troche pobawic sie z dzieckiem.. Pewnie wystarczyloby jej pol godziny..



    > A to grzech ze rodzice tez potrzebują wypoczynku?

    Nie popadajmy w przesadyzmy... nie wiem co moze tak zmeczyc na urlopie na basenie...
    chyba tylko slonce i wiatr,..

    > 4 godziny to duzo?

    tak. BARDZO. dla dziecko to bardzo duzo, szczegolnie kiedy widzi, ze inne sie ciesza i wyglupiaja.. a ono jest samo..




    > Nie sadze. Ja nad swoimi dziećmi stać nie musze, fajnie się integrują z obcymi
    > dziećmi.

    A ta dziewczynka nie mogla, nie umiala, nie potrafila..i co?


    Nie kazde dziecko jest jak twoje. Moje tez nie ma problemu. Ale inne maja...
  • 31.07.17, 14:09
    że otyłe debile i maja wujowych, leniwych rodziców.
  • 01.08.17, 22:04
    bookends napisał(a):

    analfabetyzm wtorny.. to sie nazywa... Wiezs, niby sie przyczytalo, ale zrozumiec to juz sie nei zrozumialo.



    --
    Dziecko w podrozy. Grupa na Facebooku.
    ___________________________________________

    www.facebook.com/groups/129829233757830
  • 31.07.17, 12:14
    No nie bardzo. Moje dziecko ze swoja niemieckojezyczna kkolezanka. A samemu to by dosc dziwnie wygladalo...

    --
    Dziecko w podrozy. Grupa na Facebooku.
    ___________________________________________

    www.facebook.com/groups/129829233757830
  • 31.07.17, 12:38
    W sumie 4 letnie dziecko już chyba powinno umieć trochę zająć się sobą i bawić się z innymi dziećmi? Jedynaki mają pod tym względem przekichane że są same. Też uważam, że to smutne dlatego chcę mieć więcej dzieci niż jedno. Ale dziwi mnie raczej, że to dziecko nie potrafiło nawiązać kontaktu z innymi dziećmi, bariera językowa w tym wieku nie powinna mieć dużego znaczenia bo dzieci potrafią się dogadać bez słów bawiąc się, czy pływając z wodzie.
  • 31.07.17, 13:35
    Ciekawe w jakim wieku masz sama dziecko mama_mil. Z opisu camela wyłania się obraz dziecka samotnego i odizolowanego. Spora część dzieci może się przez chwilę zając sobą i camel pisze, że dziewczynka trochę pływają, ale musi mieć naładowane baterie uwaga rodziców. Gdyby tata pofikal z dzieckiem 15 min, a potem próbował ja jakoś zintegrować z innymi dziećmi w jej wieku, może to by jej pomogło.
    Jeśli to w ogóle prawdziwa historia, bo camel uwielbia tu takie wrzucać na rozruch forum.
  • 31.07.17, 14:06
    Abstrahujac od sytuacji z postu startowego, to jednak mama_mil troche racji ma, czterolatek powinien umiec sie soba zajac i bawic z rowiesnikami, sama mam czterolatka i nie wyobrazam sobie go zabawiac, przeciez jego by juz to nawet nie interesowalo! Owszem - zorganizowac jakas zabawe, czy pojsc razem poplywac jak najbardziej, ale poza tym na tyle duze dziecko umie juz sobie chyba znalezc zajecie, no chyba ze to byla sytuacja typu basen+beton i tyle. Inna rzecz, ze dla nas takie wakacje to smiertelna nuda, wolimy bardziej aktywne (i wspolne) zajecia, a plaza to taka odskocznia na jeden dzien.
  • 31.07.17, 16:04
    Zgadzam się z Tobą w pełni. Też mamy 4-latka pełnego wyobraźni, lubiącego poznawać inne dzieci, samodzielnie i nie jeździmy nad morze, bo nuda i wolimy bardzo aktywny wypoczynek, czym zarażamy młodego.
  • 31.07.17, 16:16
    My jezdzimy, bo ja z kolei morze uwielbiam, ale najczesciej sa to wakacje mieszane - duzo sie przemieszczamy, nie siedzimy w jednej miejscowosci/kraju dluzszy czas. Zreszta "nad morzem" to pojemne pojecie, ostatnio np. wybralismy sie z synkiem na hiking naokolo polwyspu (park narodowy), piekna trasa - czesciowo po skalach, czesciowo przez zielen, czesciowo plaza, ok. 6 km w sumie. Takze mozliwosci jest sporo smile Maz jezdzil juz z synkiem na skuterze (blisko plazy dla bezpieczenstwa), plywal kajakiem, kolezanka jezdzi z dziecmi konno po plazy itd.
  • 01.08.17, 22:06
    mja-15 napisała:

    > Zgadzam się z Tobą w pełni. Też mamy 4-latka pełnego wyobraźni, lubiącego pozna
    > wać inne dzieci, samodzielnie i nie jeździmy nad morze, bo nuda i wolimy bardzo
    > aktywny wypoczynek, czym zarażamy młodego.

    ta..tylko nad morzem inne dzeici mowia po polsku...




    --
    Dziecko w podrozy. Grupa na Facebooku.
    ___________________________________________

    www.facebook.com/groups/129829233757830
  • 02.08.17, 08:48
    Po górach chodzimy, więc nie mamy czasu, a raczej młody nie ma czasu, spędzać towarzysko czas z innymi dziećmi.
  • 31.07.17, 18:13
    Mój syn ma 17 miesięcy dlatego nie jestem ekspertem od 4 latków i dałam znak zapytania. Oczywiście wiem mniej więcej jak wygląda i jak zachowuje się 4 latek bo widzę dzieci na placu zabaw i mamy znajomych z córką w tym wieku. Z opisu rzeczywiście wyłania się taki obraz jak piszesz, ale celowo nie poruszałam kwestii tego kto jest odpowiedzialny za taki stan rzeczy jak opisany w poście bo nie wiem.
    A że camel lubi wrzucać tu takie historie to dobrze wiedzieć...
  • 31.07.17, 21:11
    >A że camel lubi wrzucać tu takie historie to dobrze wiedzieć...
    A jak dobrze działa, zobaczwink
  • 01.08.17, 22:11
    bo nagle czesc mam sie moze poczula osobiscie urazona wink

    zastanawiam sie tylko czy to bylo takie skomplikowane, zeby zrozumiec, ze inne dzeici nie mowily po polsku i bawily sie z dziemi, mowiacymi tym samym jezykiem.

    Najwyrazniej trzeba jakos bardziej kawa na lawe.







    --
    Dziecko w podrozy. Grupa na Facebooku.
    ___________________________________________

    www.facebook.com/groups/129829233757830
  • 01.08.17, 22:08
    z opisu wylania sie obraz, dzeick, ktore nie moze sie bawic z uinnymi dziecmi, bo mowi po poslku, a inne dzieci NIE MOWIA PO POSLKU i bawia sie juz z dzeicmi, ktore mowia tym samym jezykiem... ... tak, wiem..skomplikowane...

    postaw sie sama w sytuacji...nie znasz jezaka, mowiasz wlyacznei po polsku. W sali sa osoby mowiace wylacznie innymi jezykami, i rozmawiajace z osobami mowiacymi w tych samych jezykach... No..i nawiaz teraz przyjazn.. powodzenia zycze.

  • 01.08.17, 21:28
    raczej by mu sie nie udalo, bo inne dzieci nie mowily po polsku i bawily sie juz w swoich grupkach. Chociaz kto wie, moze by mu sie udalo.. ale szczerze mowiac watpie...sad
  • 27.08.17, 22:46
    Dzieci potrafią porozumiewać się i bawić bez znajomości języka.
    W tym roku byliśmy nad polskim morzem, w hotelu nie było chłopców w wieku syna 8 lat, za to 3 małych norwegów, w wieku zbliżonym do syna. Oni bawili się razem, mój syn pierwszego dnia siedział na ławce i przypatrywał się im, potem wziął piłkę i zaczął kopać. I tak rozkręciła się zabawa, najpierw grali w piłkę, potem wspinali się po drzewach, ganiali, oglądali piłkarskie karty syna. Na plaży niedaleko hotelu zamki budowali, łapali meduzy do wiaderek, pływali i wygłupiali się w wodzie. Codziennie umawiali się na konkretną godzinę na plażę, pisząc na ziemi. Syn przez cały pobyt nie bawił się z polskimi dziećmi nawet na plaży, gdzie jak wiadomo większość jest polaków, wolał swoich kolegów z hotelu. Jakoś potrafił się z nimi porozumieć.
  • 31.07.17, 13:39
    To ja trochę z innej strony... Bo ja mogłabym być bohaterką takiej anegdotki wink

    W ramach wstępu: ze Starszą popełniliśmy ten błąd, że przez pierwsze 2-2,5 lata życia ją nieustannie "zabawialiśmy", przez co trudno jej było samemu się sobą zająć (co nie tyle jest istotne dla lenistwa rodziców, ale dla samego dziecka!). Koło 2,5 lat zaczęliśmy powoli nad tym pracować, delikatnie zachęcając do samodzielnej zabawy. W przedszkolu idzie jej super, ale w towarzystwie nieznanych dzieci nadal często woli zwrócić się do nas niż do nich, mimo, że lgnie do rówieśników.

    Ostatnio byliśmy w górskiej chacie na wyjeździe wakacyjnym. Kupa dzieciaków, również w wieku córy. Widać, że baaaardzo chce się z nimi pobawić, ale przychodzi i "maaaamooo, pobaw się ze mną". Na co ja - dokładnie jak w Twojej historii - "Przepraszam kochanie, ale teraz czytam, spróbuj może zaprosić tamtą dziewczynkę do zabawy?". Wyrodna matka? Nie, po prostu chciałam jej pomóc się przełamać. Jeden dzień się snuła, drugiego dnia dołączyła do towarzystwa "biernie", trzeciego już normalnie się bawiła. Także, ja bym się nie spieszyła z osądzaniem rodziców, może po prostu nieco nieudolnie próbują zachęcić dziecko do samodzielności.
  • 31.07.17, 13:41
    Chociaż akurat do basenu to mnie zaganiać nie trzeba wink
  • 31.07.17, 20:57
    Gvalchca, no to naprawdę dokładnie jak w tej historii z pierwszego wątku. Wypisz, wymaluj, empatyczni rodzice, chcący pomóc dziecku się przełamać i nawiązać kontakt z innymi dziećmi, dlatego taktownie wycofywali się z interakcji wink
    Naprawdę czasem się zastanawiam, czy czytacie spokojnie te historie, czy po prostu od razu myślicie o sobie i przez ten pryzmat odpowiadacie. Tak jak z tym aktywnym wypoczynkiem, hiking (czyli chyba po polsku chodzenie po górach?wink czy riding horses po plaży z dzieckiem to też trudno porównywać chyba z sytuacją z punktu wyjścia? Gdzie akurat rodzice uprawiają zacięcie "plażing", starając się wyizolowane językowo i głodne uwagi dziecko zapchać słodyczem czy karając je pójściem do domu?
  • 31.07.17, 21:15
    A ty zapewne znasz tych rodziców osobiście i wiesz dobrze, że na tym basenem byli już drugi tydzień nie ruszając tyłków z leżaków, nie mają za sobą np. mega trudnego okresu w pracy, nie byli dzień wcześniej na wyczerpującej wędrówce itd. Camel zresztą lubuje się w sytuacjach, w których jest tylko przypadkowym obserwatorem, za to inni rodzice to patologia, leniwe, otyłe i bezmózgie istoty, które nie wiadomo po co sprowadziły na świat swoje potomstwo, skoro nie chcą się nim zajmować - i jeszcze nie dbają o ich zęby. Rzeczywiście, na podstawie jednorazowej obserwacji można sobie wyrobić opinię na czyjś temat uncertain Za uwagę o hikingu dziękuję, to faktycznie wędrówki.
  • 31.07.17, 21:52
    Nie znam tych rodziców i szczerze mówiąc nawet nie wiem czy nie istnieją one tylko w głowie camelawink Camel jak camel, można albo go olać, albo popłynąć i polemizować, w końcu po to tu jest (jego dziecko ma 9 lat; po co inaczej facet siedziałby na czacie dla dzieci do lat 5wink Jedyne co mi pozostaje to wczucie się w hipotetyczną sytuację dziewczynki opisanej przez camela tak jak to zrobił, bez moich własnych projekcji. To trochę tak jak by ktoś Ci opowiadał bajkę o Jasiu i Małgosi, też nie będę pisać, że ta Baba Jaga może była po prostu starą samotną kobietą i nie miała co jeść i że po co te rozpieszczone dzieciory tam do niej polazływink Tak samo, w tym świetle, trudno też mi obwiniać dziewczynkę o jej brak towarzyskości (a nawet jeśli, to też trudno winić dziecko, że ma problemy w relacjach) i wybielać jej rodziców.
  • 31.07.17, 21:59
    Ja z kolei widzę dwie strony medalu i byłoby mi trudno oceniać rodzinę na podstawie scenki nad basenem, tym bardziej, że na wakacjach z reguły żyje się nieco inaczej niż w domu. To trochę jak z klubami dziecięcymi - moje dziecko chętnie do nich chodzi (będzie reklama - Eris na Mazurach - top miejsce dla dzieci!), ale ja nie mam potrzeby tam go posyłać, bo wakacje to nasz czas z dzieckiem, na brak pośpiechu, rozmowy, wycieczki. Mogę jednak zrozumieć np. matkę, która jest z dziećmi cały rok w domu i podczas urlopu ma po prostu ochotę poczytać w spokoju książkę i odzyskać równowagę psychiczną. A ile się można o tych okropnych "klubikowych" rodzicach naczytać...
  • 01.08.17, 09:11
    Dzięki za reklamęwink Chętnie skorzystam, jeśli się tam znajdę. Ja tam nic przeciwko klubikom nie mam, choć nie bardzo znam, bo my wakacje spędzamy trochę inaczej póki co. Ja też zgadzam się, że choć wakacje są dla rodziny to nie znaczy to, że trzeba być przyklejonym do dziecka 24/24 i udawać, że rozmowy i zabawy z czterolatką są jedyną potrzebną stymulacją dla dorosłego człowieka. I gdyby nawet camel napisał, że rodzice mieli dość jęczenia i że małą do takiego klubiku odprowadzili, to bym pomyślała, że dobrze zrobili - sami odpoczną, a dziecko wreszcie będzie miało rozrywkę i towarzystwo. Wiem, że camel uwielbia najeżdżać na innych rodziców z trzech powodów - bo przekarmiają dziecko, bo nie dbają o jego zęby i nie uczą języka rodzicówwink I wiem, że jest ochota, by mu pokazać tę drugą stronę każdej sytuacji. Ale też nie popadajmy w przesadę, żeby gloryfikować znudzonych rodziców, którzy ani z dzieckiem nie chcą się pobawić (w scence camela przez 4h! to już samo to podkreśla niewiarygodność sytuacjiwink, ani tej zabawy mu jakoś zorganizować z kimś innym.
    Ciekawie opisany jest podobny przykład w "Mądrych rodzicach" Margot Sunderland, tyle że sytuacja na plaży a nie przy basenowym hotelu. Autorka dokładnie wyjaśnia czemu nie wolno tak długo ignorować dziecka, że dziecko ma często potrzebę po prostu zobaczyć na twarzy rodzica swoje emocje, np "yupi ale fajnie", a czasem trzeba wzniecić jego ciekawość poznawczą - zainicjować zabawę w piasku, pokazać jak zrobić tamę, czy coś. Jak ta ciekawość się obudzi, wtedy będzie czas na poczytanie gazety.
  • 01.08.17, 11:10
    A to jest akurat prawda - najczesciej wystarczy zorganizowac jakas zabawe i co jakis czas podziwiac efekty/postepy. To troche jak z lego, to zreszta moja recepta na home office - kupic synkowi duze pudlo i raz na jakis czas pozachwycac sie, ze zbudowal juz jakas czesc/jest juz na 15 stronie itd.
  • 01.08.17, 21:32
    amiralka napisał(a):

    > Gvalchca, no to naprawdę dokładnie jak w tej historii z pierwszego wątku. Wypis
    > z, wymaluj, empatyczni rodzice, chcący pomóc dziecku się przełamać i nawiązać k
    > ontakt z innymi dziećmi, dlatego taktownie wycofywali się z interakcji wink

    z dziecmi nie mowiacymi po polsku i bawiacymi sie ze swoimi kolegami i kolezankami.. mala szansa...

  • 31.07.17, 21:11
    "W ramach wstępu: ze Starszą popełniliśmy ten błąd, że przez pierwsze 2-2,5 lata życia ją nieustannie "zabawialiśmy", przez co trudno jej było samemu się sobą zająć (co nie tyle jest istotne dla lenistwa rodziców, ale dla samego dziecka!)"
    Bardzo mnie zastanawiają takie teorie. To trochę chyba jak z tym "przyzwyczajaniem do noszenia" czy psuciem przez karmienie na żądanie itp. Przecież dzieci są różne, mają różne temperamenty i różne zapotrzebowanie na kontakt z drugą osobą. To tak jak to że jedne są bardziej płaczliwe, czy potrzebujące tulenia i noszenia, a inne mogą sobie leżeć w łóżeczku i wpatrywać z uwielbieniem w karuzelkę, niczego do szczęścia już nie potrzebując. Przecież Ty gvalchca nie raz pisałaś, ze masz wrażliwą dziewczynkę, która potrzebuje uwagi i raczej nie będzie od razu gwiazdorzyć w nowym środowisku. Wątpię czy to jest efekt "dwu i pół letniego zabawiania", choć pewnie są rodzice, którzy zaduszają dzieci swoją obecnością (choć w to wątpię, to raczej domena babć, które są spragnione wnuków, dorośli siłą rzeczy będą musieli zajmować się innymi rzeczami).
    I można też czekać trzy dni, aż mniej przebojowe dziecko oswoi się z nieznanymi dziećmi, zanim dołączy do zabawy, ale z mojego doświadczenia, wynika raczej, że rodzic może aktywnie pomóc dziecku te lody przełamać i przyspieszyć budowanie mostów. Dokładnie przez zainicjowanie wspólnej zabawy z obcymi dziećmi, czy na początku dołączenie do nich delikatnie i swoją "śmiałością" dać dziecku, które ma tu trochę trudności. To może trwać tylko parę chwil a dużo zmienić, mówimy tu też o czterolatkach, nie nastolatkach przecież.
    Dzieci naprawdę są różne - ja mam śmiałego chłopca, który się odnajduje w każdym towarzystwie i po chwili zabawy z dziećmi np. anglojęzycznymi jest w stanie podłapać od nich parę słów. A sama byłam dziewczynką nieśmiałą, z trudem, długo się oswajałam, poza tym dzieci w moim wieku mnie po prostu nudziły i wolałam towarzystwo dorosłych.
  • 31.07.17, 21:21
    Dużo zależy od rodziców i od tego jak się z dziećmi od początku postępuje, gdzie się z nimi bywa, co robi. Mamy sporą grupę znajomych/przyjaciół, z którymi spotykamy się na piknikach/grillach/parapetówkach/urodzinach ich i dzieci (ile tego jest, można sobie wyobrazić). Mają dzieci w wieku od niemowlęcia do nastolatków. I pewnie, że są dzieci bardziej lub mniej wrażliwe i nieśmiałe, ale wszystkie - co do jednego - po przybyciu na imprezę oddalają się z radością i bawią się z dziećmi przez kilka godzin, przychodząc ew. po coś do jedzenia/picia. Nie trzeba szczególnego zachęcania. Co zresztą miałoby robić dziecko, które zostałoby w grupie dorosłych? wink Cała grupa jakoś się integruje - "starzy" wciągają do zabawy nowych, starsi młodszych. Widzę dużą różnicę między dziećmi ludzi towarzyskich, a domatorów, samych z trudem nawiązujących kontakty. Nie ma oczywiście przełożenia 1:1, ale dzieci "cygańskie" od urodzenia mają w kontaktach z innymi łatwiej.
  • 31.07.17, 21:22
    Dla uzupełnienia - niemowlęta oczywiście same nigdzie się nie udają, za to są maskotkami starszaków i większość imprezy przechodzą z rąk do rąk smile
  • 31.07.17, 21:45
    ...maskotkami, ale najwidoczniej też białymi kartami, bez własnego charakteru i preferencji, które rodzice mogą ulepić jak chcą wink A przykład Waszych regularnych i częstych jak podkreślasz imprez w stałym gronie, to również prawie bliźniak opisanej sytuacjiwink
  • 31.07.17, 21:54
    No tak, w końcu towarzyskie dziecko to tragedia wink I gwałt na jego psychice. Ale chyba już się przyzwyczaiłam, że na tym forum co drugie dziecko jest wrażliwcem/noszakiem/cycocholikiem itd., a dzieci normalnie funkcjonujące w grupie rówieśników to wybryk natury. A serio - ja bazuję na obserwacjach i doświadczeniu rodziców starszych dzieci, nierzadko więcej niż dwójki. I wszyscy podkreślają rolę wczesnej socjalizacji i włączania dziecka w życie rodziny i otoczenia od początku. Nie musisz się z tym zgadzać, zachowaj tylko proszę trochę dystansu do przypadkowych sytuacji, których jesteś świadkiem (lub nawet nie). Owszem, są dzieci zaniedbywane przez rodziców, odpychane, łaknące ich uwagi, ale raczej trudno wysnuwać takie wnioski nad basenem. Zresztą - ja na wakacjach skupiam się głównie na mojej rodziny i unikam przeludnionych hoteli, więc może stąd moja niewiedza wink
  • 01.08.17, 09:39
    >No tak, w końcu towarzyskie dziecko to tragedia wink
    Tu mnie trochę zgubiłaś ashraf smile
    >Ale chyba już się przyzwyczaiłam, że na tym forum co drugie dziecko jest wrażliwcem/noszakiem/cycocholikiem itd., a dzieci normalnie funkcjonujące w grupie rówieśników to wybryk natur
    Tu też nie rozumiem, są wrażliwce, noszeniaki i cycoholiki, które będą super funkcjonować w grupie. I są odludki, introwertycy, nawet wychowywani we wspaniałych wielodzietnych rodzinach, których grupa będzie po prostu męczyć. Nie znasz naprawdę takich ludzi - czy dzieci czy dorosłych w swoim otoczeniu?
    > zachowaj tylko proszę trochę dystansu do przypadkowych sytuacji
    Tak jak pisałam - dla mnie to sytuacja hipotetyczna i wczuwam się w sytuację opisanego dziecka. Co do łaknących uwagi dzieci to nie muszę nawet na jakieś basenowe wakacje jechać, żeby to zauważyć, nie raz wystarczy mi plac zabaw. Coś czuję, że jesteś z tych, którzy takich miejsc nie lubią, nie chodzą i zaraz to podkreślą. Ale ja z moim dzieckiem na placach zabaw bywam bardzo często i czasem widzę, jak wystarczy jeden uśmiech do dziecka (zwłaszcza starszego), czy jeden okrzyk jak widzę, że im udaje się jakaś akrobacja na drabinkach, żeby mieć wokół siebie wianuszek zagadujących mnie dzieciaków (w przypadku mojego męża to często prawie cała drużyna piłkarska) podczas gdy ich rodzice/nianie gdzieś sobie odpoczywają daleko, przecież są zmęczeni po pracy, placów zabaw nie lubią i kultywują samodzielność samodzielność u dziatwywink
  • 01.08.17, 11:16
    Oczywiscie, ze znam rozne dzieci, ale takiego nagromodzenia tych "wyjatkowo wrazliwych" jak na tym forum to w zyciu nie widzialam wink no i wszystkie znane mi dzieci dobrze funkcjonuja w grupie rowiesniczej i mieszanej, po prostu wybieraja inne konfiguracje/inne zabawy. Zabawa z rowiesnikami jest naturalna potrzeba dziecka i nie ma co z odstepstwa robic normy. Placow zabaw rzeczywiscie nie lubie i uwazam za nudne dla opiekunow, ale wiem tez, ze sa potrzebne dziecku, dlatego wybralam placowke, ktora takie atrakcje codziennie zapewnia. Nie wszystko trzeba robic samemu. Zaczekaj zreszta sama na czas wycieczek rowerowych, wspinaczek, nart i wtedy powiesz, czy plac zabaw byl tak samo fascynujacy wink
  • 01.08.17, 13:18
    Nagromadzenie wrażliwców na forum to problem niereprezentatywnej próbki (sample selection). Czyli: jeśli masz wrażliwe dziecko, chętniej szukasz pomocy na forum. Jak masz dziecko z podręcznika, to nie musisz wiedzieć, że fora istnieją wink
  • 01.08.17, 20:56
    Wszystkie chyba "placówki" zapewniają place zabaw, bo dzieci mają na nie duże zapotrzebowanie. I ja ze swoim dzieckiem też jeżdżę na rowery i narty (czy na nartkiwink, ale mimo to w trakcie wycieczek zawsze odwiedzamy okoliczne place zabaw (tak, zimą też są frajdą). Myślałam nawet, żeby zrobić serię przewodników po różnych krajach i miastach tylko o placach zabawwink Nawet mam teorię, że można dużo się dowiedzieć o danym kraju obserwując jedynie place zabaw, od urządzeń począwszy, do obserwacji tubylców. Jasne, że w moim życiu znam większe atrakcje, wolę np dobry koncert jazzowy albo ciekawą książkę (choć ta akurat do placów zabaw pasuje czasem), ale akurat mam małe dziecko więc osobiście przed takim koncertem np. staram się na ten plac zabaw z nim pójść. Całkiem nieźle się bawię, widząc jaką ma tam ze mną frajdę.
    A zabawa z rówieśnikami oczywiście jest bardzo ważna, zgadzam się. Ale jedni łatwo dołączą do wielkiej bandy hałaśliwych dzieciaków, a inni poczekają na jakąś spokojniejszą koleżankę czy kolegę. Jedni pójdą do innych spontaniczni, inni z chęcią przyjmą na początek jakiegoś dorosłego łamacza lodów.
    A co do wrażliwych dzieci, to nie wiem jak to wygląda na forum, bo chyba jeszcze statystyk nikt nie prowadził, ale w realnym życiu liczy się około 10-15% nadwrażliwych ludzi na daną populację. Nie wiem czy to pasuje do Twoich obserwacji i doświadczeń, ale to może też kwestia sposobu obserwacjiwink
  • 01.08.17, 21:36
    Nie we wszystkich placówkach dzieci wychodzą codziennie na długie spacery niezależnie od pogody - nawet tu, gdzie mieszkam musiałam się trochę naszukać. To był dla mnie priorytet, bo po odebraniu dziecka z placówki mogłam z nim iść do domu, a nie na nielubiany przeze mnie plac zabaw. Czasami się na nim pojawiamy - np. podczas podróży, kiedy robimy przerwę w trakcie jazdy - szukamy wtedy miejsca z dużym placem zabaw. I przy innych okazjach - ale nie jest to celem samym w sobie. Co nie znaczy, że innym zabraniam lubić smile
  • 01.08.17, 23:05
    Ja zamawiam ten twoj przewodnik o placach zabaw.

    Jak cos zwiedzam to sprawdzam zawsze gdzie bedzie plac zabaw. A najpiekniej jest jak plac jest w parku lub na ocienionym skwerku i obok kawiarnia! Wow. Takie place to kocham.
  • 07.08.17, 22:49
    To polecam park w Grodzisku Mazowieckim obok stacji. Plac zabaw ogrodzony z toaletą, wokół dużo miejsca dla starszych, fontanna i kafejka.

    --
    "Odwal się od moich kóz i pomidorów, ja to mam od dawna zaplanowane w szczegółach." (c)mathiola
  • 02.08.17, 15:45
    No wlasnie tak to pamiętam z dzieciństwa: Odbebnilo sie kilka obowiazkowych minut przy wspolym stole i z radością oddalalo do innego pokoju zeby bawić sie w swoim, dziecięcym sosie.
    Teraz jak spotykam sie z całymi rodzinami to dzieci zostają w tym samym pokoju, proszą ciocie i wujków zeby sie z nimi bawili, grali. Ci zwykle chętnie to robią, ale oczywiście do czasu. Ostatecznie siadają do dorosłej pogawędki a znudzone maluchu zapadają w fotele , wciąż w tym samym pokoju co dorośli i odpalaja telefony.
    Ostatnio czułam sie troche zawstydzona kiedy poproszono mnie o opowiedzenie mojej drogi do macierzyństwa w obecności 9-latki i 7- latka.
    Martwi mnie to w kontekście mojego jedynaka. Nie chce zeby wyrosl z niego taki stary malutki co to o menopauzie woli posluchac albo o upierdliwym szefie zamiast cos cichaczem spsocić w pokoju obok.
  • 03.08.17, 09:17
    Czyli to sławetne kiedyś było lepiej? wink Ale myślisz, że to wina elektroniki? Czy rodziców za dużo zabawiających dzieci? Ja niestety mam inne doświadczenia, bo jedynak ma masę kuzynów ze strony ojca (mimo że też jedynaka zresztąwink i te dzieci bawią się w dużych gromadach. Czy pod większym czy pod mniejszym nadzorem, to zależy od filozofii danej rodziny. Za to byłam trochę zawiedziona jak pojechaliśmy do miejsca, gdzie były dwie dziewczynki 8 i 6 lat, i niby wiem, że to duża różnica z trzylatkiem, ale one za to zupełnie nie złapały z nim kontaktu, bo właśnie przez większą część czasu w coś tam sobie grały i mówiły mu, że jest za mały.
  • 03.08.17, 11:59
    duzo zalezy od dzieci samych...

    kiedy do mlodego przychodza koledzy, z gory wiem, co beda robili.
    Niektorzy od reki chca na dwor, biegac z Nerf albo grac w pilke, inni najchetnie przesiedzieliby w domu przy tablecie i jakiekolwiek proby i propozycje wyjsca sa przyjmowane niechetnie...

  • 03.08.17, 12:37
    *mam NA SZCZĘŚCIE inne doświadczenia, nie niestetywink
  • 03.08.17, 13:12
    Nie, kiedys nie bylo lepiej. Większość ojców np w ogole nie angazowala sie w wychowywanie dzieci, nie miała z nim żadnej relacji. Pamiętam ze przytulenie do ojca bylo dla mnie abstrakcja powodujaca usztywnienie całego ciała, choc nie zwracałam sie do niego nigdy inaczej niż "tatusiu". No ale z tym ze sie ciotek o zabawe nie prosilo to jednak jakieś sensowniejsze mi sie wydaje. Po co prosić ciotkę do gry skoro sa inne dzieci? Nie wiem co poszło nie tak ze po wycofaniu rodziców dzieci szybko tracą inwencję. Zapraszam np rzeczonych 9cioi 7mio latkow do siebie z nadzieja ze zabawia mi dzieciora a dzien kończę umęczona rola KOwca dla całej bandy.
    Moze kwestia wieku? Sa tez oczywiście różnice indywidualne: Jedno da sie wyciągnąć na dwór, drugie baaardzo niechętnie.
    Ktoś tu już wspomniał ze rodzice raczej rzadko przesadzają z zabawianiem bo z natury rzeczy maja więcej spraw na głowie. To raczej babcie przecinają z uwaga i opiekunczoscia. Moze to to? Przywoluje w tym momencie obraz sprzed roku mojej mamy karmiącej tortem łyżeczka 6cio latka, "zeby bidulek cos zjadl"
    A no i jest jeszcze taka kwestia jak dystans do dorosłego. Kiedyś sie go miało jako dziecko. Teraz dzieci sa bardzo bezpośrednie żeby nie powiedzieć bezczelne w stosunku do dorosłych. "ty idziesz!", "oszukujesz!" "ciężko zapamiętać twoje imię, bede do ciebie mówić Marta. Marta podaj pilke" To ostatnie zapodala mi na podwórku 5latka.
    Czemu piszesz ze niestety masz inne doświadczenia? Opis tej bandy kuzyniatek brzmi dla mnie wlasnie dość fajnie.
  • 03.08.17, 13:14
    Dobra, doczytałam korektę z tym "na szczęście"
  • 03.08.17, 13:24
    Zastanawia mnie czemu te dzieci wola zabawe z doroslymi niz z dziecmi, czemu potrzebuja "zabawiania"? Rozumiem, kiedy dziecko jest samo, ew. maluchy, ale zeby cztero- i wiecej latki potrzebowaly zabawiaczy, to juz wydaje mi sie dziwne. A moze trzeba czasem powiedziec, ze owszem, dziecko moze zawsze przyjsc sie przytulic czy opowiedziec o czyms waznym, ale od zabawy sa inne dzieci, a tu rozmawiaja dorosli na dorosle tematy? Mowienie na ty bardzo mnie denerwuje i nie pozawalam na to, podobnie jak na przerywanie rozmowy, przy czym dziala to w obie strony - dziecku nie wolno przerywac rozmowy np. mojej z mezem, ale tak samo nam nie wolno przerywac jemu. To kwestia szacunku dla rozmowcy, niezaleznie od wieku.
  • 03.08.17, 14:56
    Zgadzam sie po całości. Aczkolwiek jeśli dzieci maja już więcej lat i takie już sa i nie sa moimi dziećmi, to oprócz tego ze mogę tylko zaproponować zeby pobawily sie w pokoju dziecięcym nic już chyba zrobić nie mogę. Czy mogę?
    Z mówieniem na ty to specyfika polskiego języka jest taka ze do cioci czy babci w zasadzie mówi sie na ty dodając tylko na końcu grzecznosciowe "ciociu" lub "babciu". No i sek w tym ze one tego nie robią. Robię to ja.
    No i zastanawiam sie czy od przebywania z takimi uzaleznionymi od dorosłych dziećmi moje nie stanie sie takie samo. Póki co widzę ze takie nie jest. Chętnie sie oddala, bawi sam choc wraca czasem do bazy matki. Oby tego nie zepsuć.
  • 03.08.17, 15:05
    Tego bym sie akurat nie obawiala smile Mysle, ze dziecko, ktore zna smak niezaleznosci i samodzielnosci, przecielo te symboliczna pepowine nie bedzie raczej wracac do dawnych nawykow pod wplywem rowiesnikow. Bardziej martwilabym sie rowiesnikami przynoszacymi zabawki elektroniczne do wspolnej zabawy, a to zdarzylo mi sie widziec. Przy czym u nas w domu reguly sa jasne - dzieci-goscie bawia sie "tradycyjnie", ew. idziemy do parku, na basen, plac zabaw, do zoo ect., a film jest od swieta i to raczej przy okazji typu przedluzajaca sie do godzin poznonocnych impreza i koniecznosc spacyfikowania towarzystwa, zeby sasiedzi sie nie skarzyli.
  • 03.08.17, 15:42
    Dzięki za podpowiedź. Czyli jednak elektronika mówisz? To może być prawda. Dzieci które sa tu głównymi bohaterami wlasnie pertraktuja z rodzicami wydanie zaskórniakow np z prezentów komunijnych na nowsze modele telefonów bo te które maja nue sa wystarczająco dobre. Domyślam sie ze chodzi im o takie z przesyłem danych. Ale ze sie skubance male tak orientuja tez o czymś świadczy. Ty kiedy planujesz dać swojemu tel? Ptaka otoczenia pewnie jest wśród dzieci.
  • 03.08.17, 15:47
    Persja nie ptaka
  • 03.08.17, 15:48
    Presja nie persja. Uff. Do 3 razy sztuka.
  • 03.08.17, 16:03
    My jestesmy zwolennikami wczesnego dostepu do elektroniki, bo to w koncu czesc naszego zycia, nauki, pracy, takze odpoczynku - ale w sposob umiarkowany. Synek ma swojego tableta - tzn. to jego urzadzenie, zeby nie korzystal z naszych (drozszych), ale nie ma do niego niereglamentowanego dostepu. Zazwyczaj moze ogladac bajki po zlobku, przez ok 30-40 min. Korzystamy tez z tabletu podczas dlugich podrozy samochodem, w samolocie juz w zasadzie nie, bo bardziej interesuja go filmy, ktore sa wgrane w indywidualne ekrany. Czasami slucha z nami czegos czy oglada cos na naszych telefonach, ale nie ma jakiejs fiksacji na tym punkcie - woli bawic sie klockami, pociagami czy isc z tata na rower. Nie mamy w domu tv i nie zamierzamy nabyc, wiec odpada problem "gadajacego pudla w tle".
  • 04.08.17, 11:04
    >Ty kiedy planu
    > jesz dać swojemu tel? Ptaka otoczenia pewnie jest wśród dzieci.

    moj dostal na gwiazdke w ubeiglym roku (mial 8 lat - mlody, nie telefon). Dostal, zeby moc utrzymac kontakt z kolegami z klasy w DE. Bylismy przez 4 miesiace w RPA i nie chialem, zeby nie mial kontaktu.
    Ma jednak zablokowane przegladarki i internet. Nie ma na nim gier. Slucha czasem na nim muzyki.
    Z internetu moze korzystac tylko w domu (wifi). Ale widac, ze powoli mu zaczyna odbijac. Jacys koledzy ciagle przysylaja mu durne fotki i jakies obrazki. SPrawdza co 10 minut czy cos przyszlo. Czasem kolega zadzwoni i potrafia tak gadac z pol godziny na video czacie. Internet ma tak ustwaiony, ze o 20.00 sie wylacza.



    --
    Dziecko w podrozy. Grupa na Facebooku.
    ___________________________________________

    www.facebook.com/groups/129829233757830
  • 03.08.17, 20:40
    Oczywiście mam NA SZCZĘŚCIE inne doświadczenia, nie wiem czemu napisało mi się niestetywink Ale może to kwestia tego, że moje dziecko ma liczną dziatwę kuzyńską w okolicach swojego wieku? Może te dzieci, o których piszesz były po prostu za duże, żeby jakoś Ci zająć półtoraroczniaka? A może my pamiętamy nasze dzieciństwo inaczej, a jak zapytamy rodziców czy cioci i wujków, to się okaże, że też były momenty, że "wisieliśmy" wiecznie na nich? Jest też taka faza "mamo nudzę się" u większych dzieci. Najpierw widziałam to u moich bratanków i byłam zdegustowana nimi. Po tym zaczęłam to zauważać u wielu dzieci od 7 wzwyż, czy przyklejonych do ekranów, czy nie i mam wrażenie, że to jednak rozwojowewink Trzeba się ponudzić, zanim się coś wymyśli i wtedy dziecko się tak obija o rodziców. U mojego trzylatka na szczęście to jeszcze nie występuję, choć "ja siem tu nudziem" słyszę za każdym razem, jak wchodzimy do miejsca dla "dorosłych", typu poczta czy komisariat (niestety na muzea podobna jest reakcjawink choć kiedyś uwielbiał i uderzał w płacz, jak wychodziliśmy z jakichś galeriismile
    Nie wiem, to tylko takie hipotezy. Trop elektroniki wydaje mi się ważny, to robi takie "dzieci zombie". Ten świat, który mają tam w tych telefonach jest jednak tak fascynujący, że trudno z nim konkurować. Wiem, bo sama nie gram w gry od jakichś 15 lat, widząc jaki wpływ miały na mniewink Równie dobrze mogłabym herę czy kokę zażywaćwink We Francji jest taka zasada 3/6/9/12, którą się bardzo promuje: zero ekranów przed 3 rokiem życia (nic dziecku dobrego nie dadzą wtedy), zero konsoli przed 6 rokiem życia, internet nie przed 9 rokiem życia, internet sam nie przed 12 rokiem życia.
  • 03.08.17, 22:24
    Ja jestem uzależniona od tv, tak statoswiecko strasznie. Ale wlasnie macierzyństwo wyciągnęło mnie mocno z nalogu (nie tylko tego) bo przy dziecku nie dawało sie w spokoju oglądać wiec oglądam bardzo malo i to glownie jak młode spi. Aczkolwiek pierwsze zero przed 3 rokiem życia już skisilam. Sprobuje z nastepnymi.
    Wiesz co moze faktycznie przesadziłam z oczekiwaniem ze mi dziecko zabawia ale na zasadzie takiej maskotki miało szanse zaskoczyć. Czasem działa. No i rozczarowaniem bylo to ze sobie pomnozylam robote o wymyślanie zabaw dla nich, jednocześnie nie zaniedbujac własnego. Tu hitem okazało sie wyciągnięcie wora z czapkami, kapeluszami, szalikami i rękawiczkami i pstrykanie zdjec wystylizowanym dzieciakom. Nawet mój sie zaangazowal.
    Wracając do mediów to chyba jednak bliższe jest mi nastawienie ashraf zeby nie robic z elektroniki zakazanego obiektu pożądania. Owszem możesz ale nie długo żebyś sie nie zamienił w zombiaka.
    No z tym "nudzę sie" to mi masakrycznie działa na nerwy. Jak wchodzi do mnie siostra i rozmawiamy dwie minuty a jej córeczka oświadcza ze już sie nudzi. Noszsz. Ma lat 8.
    Moze faktycznie rozwojowe. I pewnie troche zakrzywiam przeszłość (bo nie idealizuje, niektóre sprawy wspominam wyraźnie zle) ale tez będąc maluchami nie mielibyśmy takiej czelnosci zeby stawać w centrum spotkania dorosłych i obwieszczac komunikat nt własnego samopoczucia. Wiedzieliśmy ze nie należy truć dupy pie...mi bo jeszcze można ochrzan za to dostać. Znow wracam do bezczelnosci dzisiejszych dzieci. Ech ta dzisiejsza młodzież tongue_out
  • 04.08.17, 10:13
    8 lat ? No właśnie to zazwyczaj w tym wieku widzę to "nuuudzę się" mamo, dokładnie tak jak opisujesz. Oczywiście kiedy wspominam siebie ośmiolatkę nie pamiętam nic takiego, widzę raczej samodzielną i bardzo kreatywną osobęwink
    Ja też nie jestem za robieniem "zakazanego owocu" z elektroniki, choć w życiu nie dałabym małemu dziecku jego własnego tableta. Mój syn nie oglądał nic do 2,5 roku życia, a potem odkrył, że te piosenki, które mama mu puszcza ruszają sięwink Na 3 lata babcia mu pokazała, że nie tylko są teledyski ale też różne bajki. Ogląda z namiętnością, która mnie przerażawink Ale mamy zasady 3 bajek (w praktyce, bo bajki są różnej długości ogląda nie dłużej niż 20-25 minut), przed ostatnią bajką przypominam, że to ostatnia i pytam czy sam wyłączy - zazwyczaj wyłącza (bo też na pewnym etapie musiałam mu wyraźnie dać do zrozumienia, że jeśli zawsze po końcu bajek będą awantury, to nie będziemy ich w ogóle oglądać, skoro mają taki destrukcyjny wpływ). Inną zasadą jest, że nie ma oglądania bajek od rana, trzeba wstać, zjeść śniadanie, pobawić się trochę i poczytać (w dni gdy nie ma przedszkola oczywiście) i dopiero potem bajki. Kolejne zasady: oglądamy tylko po polsku (ostatnio też po angielsku), nie po francusku i nigdy przed snem. I nie jest to zabijaczem nudy - w pociągu, poczekalni u doktora, podróży - używamy książeczki i różne zabawy. Dzięki temu, póki co, granice są jasne.
    A co do bezczelności dzieci, hm... Ja nie zauważyłam też takich zachowań, ale to nie znaczy, że nie masz racji. Mój synek też mi mówi "bezczelne rzeczy", typu (kiedy próbowałam mu wytłumaczyć, że nie musi chodzić cały dzień w kasku jeśli nie bierzemy rowerka czy innych): "Mamo dlaczego tak długo mówisz? Ja już przecież zdecydowałem"! wink Ale z drugiej strony też go proszę żeby nie przerywał nigdy nie starszym, nie monopolizował rozmowy przy stole, nie mówił innym niemiłych rzeczy itp (a właściwie, żeby poczekał aż skończę mówić, dał innym się wypowiedzieć, i mówił miłe rzeczy, bo komunikaty pozytywne zdecydowanie lepiej dochodzą do niego). Ale jeśli nie będzie się bał dorosłych i będzie się do nich zwracał asertywnie (ale z szacunkiem) to uznam to tylko za swój sukces.
  • 04.08.17, 11:06
    A co jest zlego w kupieniu tableta dla dziecka? Ja nie chcialam, zeby syn korzystal z naszych komputerow, bo to drogie urzadzenia, mamy tam dane, ktorych nie chcemy stracic, no i z tanim tabletem nie bedzie szkody jak spadnie/zgubi sie - zreszta pierwszego tableta zgubilismy dziecku my sami wink "Wlasny" tablet nie polega na tym, ze dziecko moze po niego siegac kiedy chce i bez ograniczen, tylko na tym, ze nikt poza nim z tego urzadzenia nie korzysta.
  • 04.08.17, 11:12
    mysle, ze zagrozenie jest w tym, ze tablet jest duzo atrakcyjniejszy niz zwykle gry. Wiele dzeici dostaje swira na punkcie gier na tablecie, bo sa kolorowe, cos sie ruiszy, mryga, swieci..a zwyke planszowki sa nuuuuuudne..... Nigdy nie wiadomo jak zareaguje dziecko.

    Moje ma 9 lat (prawie) i moglby godzinymi na talbecie siedziec. Moze okolo 30 mint dziennie. Ale ostatnio przyszedl do domu i powiedzial, ze u dziadka to jest na poziomie 10, a w domu na 6... Wiec wyszlo na to, ze idac do dziadka... po prstu potrafi te dwie godziny non stop przegrac. Mimo, ze prosilem, zeby mu nie dawali tableta....
    takze im pozniej, tym lepiej.

    Na szczescie woli ciagle wyjsc pograc w pilke, pojezdzic na desce ..o ile ma z kim.


  • 04.08.17, 11:16
    Nie wiem, moje dziecko woli gry planszowe niz tablet, ale tez na razie nie zainstalowalismy mu zadnych gier na tablecie (i nie zamierzamy), oglada tylko bajki wybrane przez nas. Gra planszowa to zajecie dla dwojga lub wiecej osob, a moje dziecko jest towarzyskie, wiec chyba o to chodzi smile
  • 04.08.17, 11:24
    mlody tez mial jedna gre, ale kolega z klasy pokazal mu kilka innych i tez jeczal zeby mu zainstalowac. Sam nie moze.

    W planszowe gramy - w magie i miecz, szachy i chinczyka.
    Natomiast razem gramy w Heroes M&M VII smile)
  • 04.08.17, 08:22
    Ej no przeciez nawet ja mialam dostep do internetu "sama" przed 12 rz, a to bylo lata swietlne temu wink Troche to wszystko nierealnie wyglada - zero internetu przed 9 rz? Nie wierze... Owszem, gry jak najpozniej i trzeba limitowac, tu sie zgadzam, ale sam internet jest przeciez neutralny, mozna z niego korzystac w rozny sposob. Podobnie jak z innymi rzeczami, wg mnie warto pokazac dziecku jak go uzywac w madry sposob. No, chyba ze dziecko oglada na codzien np. tate, ktory spedza godzine czy wiecej grajac w gry sieciowe, wtedy przyklad jest dosyc slaby - a widzialam i takie przypadki...
  • 04.08.17, 10:18
    Haha, chyba nie takie świetlne. Kiedy ja miałam 12 lat, przeżyłam jakąś apoteozę, bo dostałam komputer "IBM", a najbardziej szałową aplikacją jaką tam miałam, to była ta do nauki bezwzrokowego pisania na klawiaturze. O internecie jeszcze nikt nie słyszałwink
    Te liczby to jest tylko zasada, więc nie ma co wierzyć czy nie, każdy wybiera czy się do tego dostosuje i na ile. Uczulają one jednak rodziców, że dzieci trzeba uczyć korzystania z internetu (każda zasada jest rozwinięta, np zanim dziecko zacznie korzystać z internetu, musi wiedzieć, że wszystko co tam zamieści zostanie na zawsze - myślę że to zero internetu to chodzi bardziej o media społecznościowe). Od 12 roku życia "internet samemu" oznacza, że możemy zwolnić trochę nadzorowanie, ale też muszą być jakieś ramy korzystania.
  • 04.08.17, 11:07
    Ja pamietam jeszcze modemy telefoniczne i szalowa predkosc przesylu danych, ktore oferowaly wink
  • 04.08.17, 10:55
    internet nie jest neutralny. Od internetu mozna sie szybko uzaleznic. Szczegolnie jezeli siedzi sie godzinami i oglada kotysmile Zreszta internet jest dosc niebezpiecznym miejscem dla dzieci. Pomijam ze mozna napitkac na roznego rodzaju pedofilow, al emozna przezyc tez szok zycia smile Pamietam jakis wpis na forum - chyba z UK. Mama opisala przygode jej 9latki. Mala wpisala w wyszukiwarke daddy bear - szukala cos na temat niedziewidzi chyba.. i dostala sporo zdjec z golymi, owlosionymi facetami w roznych pozycjach..razem i osobno wink

    Drugie dosiwadczenie zrobil program dla dzieci w DE. W klasie, ktora czesto korzysta z komputerow, poproszono, zeby dzieci wyszukaly cos na tema jezy... Dzieci zaczely ambitnie, a skonczylo sie na zabawie i smiechu, bo ktos znalazl smieszne zdjecie, a potem dalej i dalej...

    Dlatego uwazam, ze dziecko powinno miec dostep do sieci pod kontrola rodzicow - szczegolnie mniejsze. No i jednak rodzice powinni byc przykladem. Nie powinni przy dzeicku siedziec non stop w sieci i wyszukiwac jakichs bzdur lub grzebac po FB. Dziecko ma potem problem, czemu ono nie moze, a rodzice przesiaduja non stop.

    Fajnie jest razem z dzieckiem wyszukiwac odpowiedzi na tematy, ktore je interesuja. No i w miare mozliwosci mozna zainstalowac jakies ograniczenia do przegladarek. Na iPadzie mozna ustawic ograniczenie tak, zeby dziecko nie moglo korzystac ze strn ktore zawieraja pornografie, brutalne obrazki itd...

  • 04.08.17, 11:14
    Internet jest neutralny w tym sensie, ze mozna go uzywac w dobry lub zly sposob. Oczywiscie, ze mozna sie od niego uzaleznic, pewnie, ze trzeba kontrolowac ile czasu dziecko w nim spedza, po co, instalowac oprogramowane, ktore blokuje dostep do niebezpiecznych stron. No i dawac samemu dobry przyklad smile Ale nie ma tez co robic z internetu straszaka. Najwazniejsze to duzo i szczerze z dzieckiem rozmawiac, nie bac sie dyskusji o roznych niebezpieczenstwach, ktore czekaja na dziecko w sieci. Szczerosc dotyczy zreszta wg mnie nie tylko tego tematu, ale i innych wspolczesnych zagrozen... Wydaje mi sie, ze nie wolno zwlekac. Moj czterolatek odkryl ostatnio w RPA istnienie prezerwatyw, ktore sa dostepne za darmo w toaletach w wiekszosci restauracji. Wytlumaczylam mu o co chodzi (uswiadomiony byl juz wczesniej), porozmawialismy troche o STD - ile zrozumial, to zrozumial, ale temat zostal poruszony i wole tak, niz gdyby mial sie za kilka lat dowiedziec bzdur od rowiesnikow czy wlasnie z glupich stron internetowych.
  • 04.08.17, 11:21
    no wlasnie dlatego warto ustawic opcje, zeby wyszukiwarka nie pokazywala stron nieprzeznaczonych dla dzieci. Moj w RPA odkryl co to sa blue bottles smile, tick i jeszcze innych kilka rzeczy, ktore trzeba bylo wyjasniac. Lacznie z nacpana mama na ulicy z niemowlakiem...

    i warto dziecku pokazywac jak korzystac z internetu. zreszat nie uwazam, zeby to bylo malym dzieciom wogole potrzebne. Mysle, ze dzieci spokojnie obyly by sie bez jakiejkolwiek elektorniki do 12-14 roku zycia... Gdyby nie nacisk kolegow, znajomych, mediow itd... Mlody jako jedyny z grupy kolegow w szkoe nie ma konsoli do gier... i zyje...
  • 04.08.17, 11:37
    Elektronika to znak naszych czasow. Za mojego dziecinstwa modne byly kolorowe telewizory i ogladalam wiecej bajek, niz pozwolilabym dzis mojemu dziecku wink Dzis za to w ogole nie mam tv i nie odczuwam zadnych brakow smile Co do RPA, to mlodego duzo bardziej zszokowala Langa (mielismy wycieczke z lokalnym przewodnikiem), ale on w Szwajcarii zyje troche w rozowej bance i nie mial do tej pory za bardzo pojecia co to jest bieda.
  • 04.08.17, 12:40
    my mieszkamy w DE, wiec tez w dobrobycie..a tam okazalo sie, ze poznal dzieci, ktore sa milionerami, jezdza z wlasnym szoferem, rodzice maja maserati, ferrari..i bog wie co jeszcze. Nawet zapytal czy jestesmy bidni bo nie mamy wypasionego auta smile)))

    W slumsach nie bylismy, uwazam, nie chce zeby dziecko ogladalo biednych ludzi, jak malpki w zoo.. mielismy sporo bezdomnych dzieci wokol naszego domu... wystarczylo...

    auta tez sa oznaka naszych czawsow, a jednak na prawo jazdy trzeba czekac do 16-18 roku zycia. A przeciez nawet 12 latek potrafilby autem jezdzic.. smile)) Mysle, ze da sie obyc bez elektroniki non stop. Jestem za rozsadnym dawkowaniem. Mlody ma swoj tablet, ktory moze uzywac okolo 30 minut dziennie (grac). Ma swoj telefon do komunikowania sie z kolegami i sluchania muzyki. Komputera nie ma. Moze bedzie mial jak skonczy 12 lat. uczy sie programowania na moim.
  • 07.08.17, 11:27
    Nie odnioslam sie jeszcze do townshipow - mysle, ze masz bledne pojecie co do celu i organizacji takich wycieczek. To nie sa spedy ludzi, jedzie sie w kilka osob i zaczyna przede wszystkim od muzeum apartheidu i wyjasnienia historii townshipow. Przewodnik ma naprawde duza wiedze na ten temat i unika stereotypow "czarny-bialy", czy tez przypisywania jednej stronie wszystkich win czy zaslug. Opowiada o szansach, jakie stoja przed tymi ludzmi, akcjach podejmowanych przez rzad, postepie, ale tez o problemach i przeszkodach. Sam township zwiedza sie z lokalnym przewodnikiem, ktory tam sie urodzil i wychowal. Nie oglada sie biednych "jak malpki w zoo", to raczej mozliwosc poznania swiata z innej strony - przeciez tam ludzie tez rozwijaja biznesy, prowadza zycie towarzyskie, ciesza sie zyciem. To nie tylko brud i bieda! Poza tym uczestnicy wycieczki maja szanse kupic produkowane lokalnie pamiatki i inne drobiazgi, niektorzy decyduja sie tez np. na wsparcie finansowe konkretnej rodziny czy szkoly. Sa organizowane wycieczki do lokalnego "browaru", restauracji, noclegi, warsztaty - na tym wszystkim zarabiaja ludzie tam mieszkajacy.
  • 07.08.17, 12:42
    polecam wypad na plaze w Muizenberg 2 stycznia smile))
  • 07.08.17, 13:01
    Dzieki, ale znajac zycie pewnie juz sie nie wybierzemy do RPA, z zasady nie podrozujemy dwa razy do tego samego (dalekiego) kraju. Gdzies tam jest jeszcze pomysl na Namibie, Botswane - ale to bez dziecka, ew. Serengeti+Zanzibar.
  • 07.08.17, 14:02
    czemu bez dziecka?

    w Botswanie bylem z 2latkiem - kolezanka z 4latkiem
    Namibie zwiedzialismy kiedy mlody mial 4 lata.
  • 07.08.17, 14:10
    Nasi znajomi prowadzili 12 logdow i safari w Botswanie i odradzaja nam wycieczke z malym dzieckiem, ze wzgledow bezpieczenstwa - mam na mysli game drive, bo to nas glownie interesuje w tej czesci swiata. I to mnie przekonuje. Co innego Namibia i tu nie mam specjalnych watpliwosci.
  • 07.08.17, 14:25
    kurcze dziwne... bo wlasnie tam czulem sie duzo bezpieczniej niz w RPA... ludzie byly bardzo pomocnii sympatyczni.


    Ale pecha pewnei mozna miec wszedzie...
  • 07.08.17, 14:58
    Nie chodzilo im o zagrozenia "kryminalne", bo z tym faktycznie nie ma wg nich wiekszego problemu w Botswanie, tylko o bezpieczenstwo samego game drive - jedziesz caly czas off road, przez rzeki, przemierzasuz duze odleglosi bez cywilizacji i w razie wypadku/naglej choroby dotarcie do szpitala moze dlugo trwac.
  • 07.08.17, 21:05
    ..o takim mowisz..no tak, drog to tam malo. My tez na skorty jezdzilismy.. przez busz big_grin
  • 04.08.17, 13:02
    ashraf napisała:

    > Elektronika to znak naszych czasow. Za mojego dziecinstwa modne byly kolorowe t
    > elewizory i ogladalam wiecej bajek, niz pozwolilabym dzis mojemu dziecku wink

    O, to, to. Ja oglądałam sporo i na dodatek bardzo, bardzo kiepskie bajki (pamiętam taki kanał Polonia 1, gdzie leciały japońskie animacje, które dziś budziłyby mój niesmak). I tak sobie myślę, że mnie nie skrzywiły, to może moje dzieciaki mogą pooglądać Peppę wink

    Co do komputerów: moje nie używają tabletu (nie mamy), ani naszych komputerów (absolutny zakaz, to dobry i niezbędny do pracy sprzęt). Bajki puszczamy na wolnostojącym monitorze przez Chromecasta, więc maluchy nie mogą nic kliknąć. Też przerobiliśmy ze Starszą etap awantur po każdym wyłączeniu i konieczny był kilkumiesięczny "odwyk". Natomiast ogólnie jestem zwolenniczką zaznajamiania z technologiami, zwłaszcza nauki programowania. Ale fakt, na etapie 3-5 lat to jeszcze są raczej zabawy na planszy niż na ekranie wink
  • 04.08.17, 14:14
    Ja usłyszałam o intrenecie w klasie maturalnej. Pod koniec studiów kupiłam sobie komputer za własne pieniądze. I wiecie co? Dzis zyje z pracy informatyka. Także nie trzeba chyba programować od kołyski zeby cos w tej dziedzinie czaić. I czytając wasze wypowiedzi chyba przekonuje sie do strategii opóźniania wprowadzenia w życie dziecka elektroniki. Mniej kłopotu niż z kontrolowaniem, ograniczaniem itp Im dziecko starsze tym mniejsza krzywdę można mu chyba wyrządzić. Mysle tu tez o takich sprawach jak hejt w mediach spolecznosciowych nie koniecznie treści dla dorosłych bo te wlasnie chyba łatwiej wyfiltrowac.
  • 04.08.17, 16:55
    no wlasnie....

    ja co prawda dostalem pierwszy komputer w wieku 12 lat..ale byl to jakis commodore 16, a jego cena byla rowna 12 rocznym pensjom w Pl... Natomiast nromalny smile dostalem kolo 19...Amige 500 i wtedy poznalem programy graficzne... Do tej pory zyje z pracy grafika smile

    Ale jestem be i wysylam dzeicko na nauke programowania..czemu? Zeby zobaczyl, ze gry nie powstaja same i zeby przynajmniej mial pojecie jak powstaja - przynajmniej jakies taki blade pojecie zeby mmial. Ucza sie tylko scratcha... We werzsniu beda programowali roboty... Uwazam, ze to duzo bardziej sensowne niz granie lub grzebaie w internecie )
  • 04.08.17, 17:41
    Oczywiście, że można się nauczyć w dorosłości, ale programowanie to świetna zabawa! Ja na snowboardzie pierwszy raz pojechałam na studiach, ale może jakbym zaczęła jako dziecko, to bym miała jeszcze więcej dobrych wspomnień ze stoku wink Normalne, że pokazujemy dzieciom to, co lubimy i uważamy za ciekawe.
    Plus, w "naszych" czasach wszyscy zaczynali późno, bo komputery były mało dostępne (a Logo czy Basica trzeba było się uczyć z podręcznika wink ). Teraz są powszechne, razem ze świetnymi narzędziami do nauki i zabawy.
  • 04.08.17, 17:48
    ja niestety nie opanowalem snowboardu nigdy... narty tak..ale snoboard to jakas magia dla mnie. Za to dziecko (9lat) swietnie surfuje na falach smile i mu tego zazdroszcze jak nie wiem co.

    Chyba duzy problem z komputerami jest taki, ze rodzice kupuja je dzieciom i...to by bylo na tyle. Niby fajna rzecz, ale poza internetem i mailami rodzicie nie bardzo potrafia z komputerem cos zrobic. Mysle, ze to dotyczy wiekszosci. Pewnie nielicznie potrafia pokazac dzeicko, ze komputer to nei tylko gry i internet ale tez fajne, kreatywne narzedzie...

    Chociaz jak to mawia znajoma...z wrobla orla nie bedzie.. Jak dzeicko nie bedzie przejawialo zainteresowania to nic mu nie pomoze smile)
  • 04.08.17, 21:15
    >Oczywiście, że można się nauczyć w dorosłości, ale programowanie to świetna zabawa! Ja na snowboardzie pierwszy raz >pojechałam na studiach, ale może jakbym zaczęła jako dziecko, to bym miała jeszcze więcej dobrych wspomnień ze stoku >wink Normalne, że pokazujemy dzieciom to, co lubimy i uważamy za ciekawe.
    Za każdym razem trochę mnie śmieszy na tym forum, że rozmowa o elektronice schodzi na naukę programowania. Akurat nasze trzylatki oglądają świnkę peppę, a nie piszą programywink No chyba, że na tym forum! Ale w realu widzę raczej dzieci (starsze wprawdzie) całymi dniami pykające w angry birds, a nie programujące je, to samo na lotniskach, czy w pociągach. Analogia ze snowboardem jest moim zdaniem średnio trafiona, bo akurat sport jest dla dzieci ważny i potrzebny i nie wpływa na działanie mózgu w podobnie negatywny sposób. Oczywiście np, że super jest lampka wina do wieczornej kolacji (czy dwie), mimo wszystko większość z tym dłuugo poczeka, zanim zaproponuje dzieckuwink Ja np mam super wspomnienia z czasów kiedy grałam w Cywilizację (to było wtedy na topie), to była zajawka życia. A że zawalałam noce, znajomi niemówiący o cywilizacji zaczęli mnie nudzić, mój związek zaczął się sypać, a studia przestały mnie interesować, to inna sprawa. Na szczęście byłam dorosła i udało mi się z tym szybko skończyć, jednak dzieci mają trochę mniej możliwości. Nie wiem jak Wy, ale ja nawet widzę jak internet zmienił mój mózg, mój sposób czytania np. Tak więc programowanie super - ale nie czarujmy się, to nie jest to co jest najbardziej potrzebne czterolatkowi, który ma tak wiele do opanowania w "realnego życia". Z drugiej strony to oczywiste, że nie da się żyć jak Amisze (czy większość z nas nie chce i nie dałaby radywink i nie odgrodzimy dzieci od elektroniki. Jednak jakiś ostrożny sceptycyzm wydaje mi się bardziej na miejscu niż hurraoptymizm, bo przecież wszyscy zrobimy z dzieci programistów.
  • 04.08.17, 22:55
    Pierwsze narzędzia do nauki programowania _na elektronice_ są dla pięciolatków (Scratch Jr.). Może dlatego trzylatki oglądają Peppę. Co nie zmienia faktu, że można z trzy- czterolatkiem bawić się w proste zabawy pseudoalgorytmiczne. Ale oczywiście nie jest to na liście podstawowych zajęć, jest raczej równie potrzebne jak puzzle z mapą świata, czy klocki z cyferkami. Można, ale nie trzeba.

    Ja może jestem dziwna, bo w życiu nie grałam w żadną grę na komputerze poza Pasjansem i Saperem, a miałam komputer "jak na tamte czasy" bardzo wcześnie (mogłam mieć z 10 lat). Miałam też bardzo wcześnie internet i poza tym, że piszę na forum, zamiast spać, to chyba nigdy nie zdołałam się za specjalnie uzależnić wink

    I ja tu żadnych hurrapotymistów nie widzę, tylko większych sceptyków i mniejszych sceptyków i bardzo ostrożne podejście ze ścisłym (nawet jeśli różnym) limitem elektroniki.
  • 07.08.17, 10:10
    Mój syn ogląda Peppę i innych, bo uwielbia historie. Gdybym mu zaproponowała "programowanie dla 3 latków" na pewno by w końcu zażądał Peppywink
    Zazdroszczę braku skłonności do uzależnień (ja nawet w pasjansa grałam godzinami, zamiast odrabiać lekcjewink i zdaję sobie sprawę, że piszę to z pozycji osoby trochę bardziej podatnej i bezbronnej wobec takich mechanizmów. Niestety dzieci też są trochę bardziej narażone na takie ryzyko. Zresztą nie tylko takie. Ale jeśli się zgadzamy w swoim sceptycyzmie i ostrożnym podejściem, to raczej nasze dzieci są w dobrych rękachwink
  • 07.08.17, 11:20
    Osobiste doswiadczenia bardzo rzutuja na nasze podejscie do rodzicielstwa smile Ale i mnie wydaje sie, ze wszyscy wychodza z podobnego zalozenia - elektronika tak, ale w umiarkowanej ilosci, pod kontrola i z nauka rozsadnego korzystania. Aaa, i my juz wyroslismy z Peppy, co za ulga big_grin Myslimy o drugim dziecku i maz co chwile mowi "tylko nie znowu Teletubisie i Peppa" wink
  • 07.08.17, 16:09
    big_grin Teletubisie udało się na ominąć. A co do Peppy.. od czasu ostatniej wycieczki do Anglii synek zgodził się oglądać po angielsku i jakoś mnie ta Peppa mniej denerwuje dzięki temu, nie wiem, te angielskie głosy są mniej drażniące od naszych (ktoś mi też to mówił, kto ogląda po francusku). Mój mąż woli puszczać dziecku Maszę i niedźwiedzia, ale jak dla mnie to tam prawie nic nie mówią i na dodatek obrazy są bardzo dynamiczne więc w ogóle odpada. Nasze bajki z dzieciństwa typu Uszatki w ogóle nie chwytają za to u mojego synkawink
  • 08.08.17, 08:16
    Dla mnie Peppa jest troche oglupiajaca - mamusia, ktora siedzi w domu i "pracuje na komputerze", ale nikt tego nie bierze na powaznie, przyglupi ojciec. Jedynie pani krolik jest kobieta pracujaca i zadnej pracy sie nie boi wink Taka Masza ma przynajmniej cojones. Moje bajki z dziecinstwa chwytaja roznie, Uszatek tak, Baltazar Gabka tez, gorzej z Gumisiami. Teraz szukam Jetsonow i Flinstonow, ktorych jako dziecko zawsze ogladalam w soboty smile A w ogole to moje dziecko obecnie zaczytuje sie w lekturach, ktore ja uwielbialam jako dziecko - Nils Paluszek i inne basni Astrid Lindgren, bajki skandynawskie, Basnie z dalekich wysp i ladow czy Muminki. Dla urozmaicenia czytamy ksiazki "pod klucz", ostatnio krociotka "Kosmonautke". Moja mama jest prezeska banku i tata nazywa ja rekinem - i inne fajne teksty wink
  • 08.08.17, 09:26
    Też uwielbiałam Flinstonów big_grin Masz ma cojones, fakt, ale jako że jestem jedynym źródłem polskiego dla synka ja jednak stawiam na dialogi. U Maszy to trzy zdania na krzyż w sześć minut. Co do peppy, to wydaje mi się, że dla dorosłego jest denerwująca, no i artystycznie niskich lotów. Ale nie wiem czy jest taka ogłupiająca, bo są różne odcinki, a w niektórych widzę, że tam są jakieś ciągłe konflikty, które dzieci muszą rozwiązać między sobą, jakieś małe smuteczki i rodzice, którzy zawsze są gotowi chlapać się z dziećmi w kałużach i padać na podłogę ze śmiechu. Może dlatego nasze dzieciaki tak tę Peppę uwielbiają?
    Ale bajki to tylko kwadrans, 20 minut, dużo więcej czytam więc też pocieszam się lekturami. Też czytamy "vintage", ale z radością odkrywam masę współczesnych pięknych polskich i francuskich książek i albumów. A niektóre, typu pan Pierdziołka, toż to powrót do dzięciecej subkulturywink Uwielbiam też książki humorystyczne, ostatnio wypożyczyliśmy po francusku Instrukcję obsługi siusiaka i siusiaczki, zaśmiewamy się całą rodzinąwink
  • 08.08.17, 09:36
    Synek oglada Masze w oryginale, bo uwielbia rosyjski (ma to po babci) i chce sie zaczac uczyc - mam nadzieje, ze starczy mu zapalu wink Ale fakt faktem, tekstu tam praktycznie nie ma. Z nowych ksiazek bardzo lubie propozycje Zakamarkow, np. Filipa i mame, ktora zapomniala, Igora i lalki, ksiazki o Nusi czy Zlatance - choc w Polsce pewnie Zlatanka niedlugo zostanie zakazana, bo porusza temat pary gejow, ktorzy nie koncza na stosie. Fizjologia tez jest na topie, szczegolnie ksiazka o kupie wink A lubicie tip toia? U nas sprawdza sie, kiedy nie moge czytac, a synek ma ochote na ksiazke. No i cwiczy jezyk.
  • 09.08.17, 08:46
    A kiedy poszliście pierwszy raz z dzieckiem do kina bo już sie doczekać nie mogę?
  • 09.08.17, 09:14
    Ja chodziłam na seanse dla rodziców, kiedy mały był naprawdę mały. A pierwszy raz się wybieramy w te wakacje, na jakąś 20 minutową bajkę od trzech lat.
  • 09.08.17, 09:15
    My jeszcze nie bylismy, nie bylo okazji. Ale pewnie w tym roku sie wybierzemy.
  • 09.08.17, 14:20
    Nie znam tip toia, co masz na myśli konkretnie bo widzę, że trochę tego jest. Sprawdzę te książki o których piszesz. Ja z ostatnich odkryć zachwyciłam się Panem Kuleczką i Wesołym Ryjkiem Wojciecha Widłaka (media rodzina). Polecam serdecznie!
  • 09.08.17, 14:26
    My mamy z Tip Toia ksiazki ze specjalnym "pisakiem", ktory po dotknieciu poszczegolnych miejsc na obrazkach "czyta" teksty, spiewa piosenki, zadaje zadania. Mamy na razie atlas zwierzat i rycerzy. Dla nas to dobra pomoc naukowa do jezyka smile Pan Kuleczka jakos nie do konca synkowi podchodzi, Wesolego Ryjka wyprobuje, bede skladac zamowienie na arosie, wiec wskazowki jak najbardziej mile widziane wink
  • 07.08.17, 21:44
    A ja myślałam ze tylko dziewczynki lubią peppe. Miałam taka nadzieje, bo drażni mnie jej debilny chichocik. Moze to tylko w polskiej wersji jest.
  • 08.08.17, 08:45
    bijout napisał(a):

    > A ja myślałam ze tylko dziewczynki lubią peppe.

    Niestety chłopcy też. Nawet jakąś Shimer & Shine, czy jakoś tak. wink
  • 07.08.17, 10:29
    fakt.. z tym programowaniem to przesada. Wiekszosc ludzi w zyciu tego nie opanuje. Do tego trzeba miec predyspozycje.
  • 04.08.17, 17:50
    No ja też żałuję, że nie wytrzymaliśmy jakoś dłużej z ekranami, widząc, jakie to ma uzależniające działanie na moje dziecko. Widzę też jak mu trudno potem "wrócić do rzeczywistości", znaczy już teraz coraz łatwiej, ale wcześniej wiedziałam, że po oglądaniu nawet ten kwadrans, będzie zmęczony i czeka mnie jakaś histeria czy inny atak złości. Wątpię, że go to "skrzywi" czy zrobi inną krzywdę, ale widzę niekoniecznie fajne efekty. Znam też badania, które mówią, że dzieci, które nie oglądają telewizji (do ekranów pewnie też to się odnosi) są bardziej kreatywne niż dzieci, które tę telewizję oglądają. Co do dalszego użytkowania elektroniki, w tym aplikacje "edukacyjne", to myślę, że będę decydować z czasem, widząc jego zachowanie czy gotowość, czy też presję społeczną. Ale pamiętając o zasadach i o działaniu na mózgu, bez jakichś racjonalizacji.
    A tableta małemu dziecku bym po prostu nie kupiła, bo nie widzę potrzeby, żeby trzylatek posiadał swój. Jakiś "domowy" tablet, bez danych, który może ewentualnie upaść - może tak. Jakiś produkt kolorowy marketingowo skierowany do dzieci i uproszczony - nie. Moje dziecko ogląda bajki na moim komputerze, albo na tablecie, jak muszę w tym czasie coś zrobić na kompie. Jest nauczony, żeby go nie dotykać i nic nie niszczyć, więc nie mamy problemu.
  • 04.08.17, 17:57
    3 latkow tez bym nie kupil...
  • 04.08.17, 21:00
    A nie, takiego kolorowego badziewia dla dzieci, z grami i innymi bajerami tez bym nie kupila. To po prostu dosyc tanie urzadzenie, bez bajerow. Synek chyba zreszta nawet nie ma swiadomosci, ze to jest jego, w przeciwienstwie do cyfrowki, ktora dostal od chrzestnego. To swietna rzecz - robi dziesiatki zdjec, kreci filmy, potem dodaje efekty, obrabia.
  • 04.08.17, 20:32
    Ale myślisz, że to wina elektroniki? Czy rodziców za dużo zabawiających dzieci


    To jest w dużej mierze wy gó...arz ze dziekco to trzba ciagle zabawić, dać mu towarzystwo, ciagle uczyć, pokazywać świat.
    Nawet camel współczuje mojemu dziecku,
    Któremu ja daje przestrzeń, na dziecięce sprawy, pozwalam byc dzieckiem, rysować jak chce, bawić sie jak chce.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 04.08.17, 22:42
    mysle, ze to nie jest wina rodzica za duzo zabawiajacych dzieci..raczej wina rodzice, ze nie ppokazuje dziecku alternatywy
  • 07.08.17, 22:52
    Nie ma reguły. Ja za młodu nienawidziłam zabawy z innymi dziećmi, wolałam siedzieć cicho w kącie i marzyć lub czytać książki. Zabawa z rówieśnikami na rozkaz pani to była kara. Za co? Nie byłam jedynaczką. Dla odmiany moja jedynaczka jest doskonale zsocjalizowana, pobawi się z każdym dzieckiem i to pomimo deficytów mowy. Za granicą bawiła się z Arabami, Francuzami, Niemcami, Anglikami, były też dzieci z Belgii. Z Polski zero. Taki charakter.

    --
    "Odwal się od moich kóz i pomidorów, ja to mam od dawna zaplanowane w szczegółach." (c)mathiola
  • 01.08.17, 13:27
    Wiem, że dzieci są różne, zresztą my też nie włączyliśmy "zabawiania" sami z siebie, bez powodu. Była to odpowiedź na realne potrzeby córki. Ale sztuką jest odpowiedzieć na te potrzeby i nie przesadzić z nadgorliwością wink I serio, moja córka jak zaczęła (z konieczności, pojawił się brat) sama się sobą zajmować, stała się znacznie spokojniejsza i bardziej pewna siebie. Oczywiście, to mogło być niezależne i wynikać po prostu z większej dojrzałości, ale moja intuicja podpowiada mi, że jednak zdjęcie ciaglej uwagi pomogło.
    A co do dołączenia córki do zabawy z moją pomocą - po pierwsze, nie lubię wchodzić w dziecięcy świat (który tam pięknie kwitł), bo jestem tam intruzem. Po drugie, uznałam, że i dla córki i dla "ekipy" będzie lepiej, jeśli integracja nastąpi bez ingerencji mamy.
    A wracając do postu camela - mnie po prostu nieco mierzi ocenianie całego rodzicielstwa przez pryzmat jednej obserwacji. Może rodzice byli zmęczeni. Może dziewczynka nie czuła się gotowa dołączyć do rówieśników, ale np. następnego dnia już się to zmieniło. Dajmy spokój, nie każdy dzień musi być "optymalny". Nuda i frustracja też są lekcją.
  • 01.08.17, 20:41
    Ja już parę razy to napisałam - wiem, że te wypociny camela zawsze zachęcają do polemiki, choćby na zasadzie przekory. Ale bez przesady, jakaś równowaga musi być, na razie mam wrażenie, że on napisał że dziecko smutne, to Wy - nie, nie, po prostu za dużo wymagające od biednych zmęczonych rodziców, bo czterolatek to powinien przecież na basenie dołączyć do ekipy i dać starym spokój. Albo jeszcze lepiej: wytrawni pedagodzy, uczą dziecko samodzielności. Trochę absurd, abstrahując już od napiętnującego podejścia camela.
    I to też jest jakiś mit, że dla tak malutkich dzieci dorośli to intruzi w ich zabawach. Dorośli to intruzi jeśli są smutni i przychodzą zabawą kierować. Jeśli są entuzjastyczni i otwarci na dziecięce pomysły to akurat tak małe dzieci z radością się na nich otwierają. To się oczywiście później, w ramach rozwoju zmienia.
  • 01.08.17, 21:22
    Może to efekt tego, że mam jeszcze dwulatka, ale nie patrzę na moją córkę jako na malutkie dziecko. A ekipa była 3,5-9 i ewidentnie mieli swój świat bez dorosłych z własnymi regułami, zabawami i wewnętrznymi żartami. Mówię ze szczerym zachwytem. Nie chciałam tam wkraczać bez konieczności. Może gdybym nie wierzyła w powodzenie córki, to bym ją "wprowadziła w towarzystwo", ale uznałam, że dam jej czas.
  • 01.08.17, 22:11
    a ekipa mowila po poslku czy kompletnie innym jezykiem?
  • 01.08.17, 22:24
    Ekipa mówiła po polsku w całości smile
  • 01.08.17, 22:40
    no..a ta basenowa nie mowila wogole po polsku..i tu jest TA NIEWIELKA roznica...




    --
    Dziecko w podrozy. Grupa na Facebooku.
    ___________________________________________

    www.facebook.com/groups/129829233757830
  • 01.08.17, 22:03
    > bo czterolatek to
    > powinien przecież na basenie dołączyć do ekipy i dać starym spokój.

    sama dolacz na basenie do innych ludzie, nie znajac ich jezyka..a w dodatku ini sa w grupach mowiacych swoim jezykiem...

    jak miala dolaczyc, skoro nie mogaby sie dogadac, a na dodatek dzieci bawily sie juz z innymi?
  • 02.08.17, 09:08
    Przeczytałeś cały mój post, człowieku? Nie wyrywaj mi więc zdań z kontekstu, bo to akurat było ironiczne. Jak już trollujesz, rób to przynajmniej inteligentnie.
  • 02.08.17, 12:55
    a ty zaraz z trolami..bo jakie smatki poczuly sie obrazone
  • 03.08.17, 09:10
    Piszę o trollingu nie dlatego, że ktoś miał by się poczuć urażony, tylko dlatego że dla mnie ewidentnie kreujesz posty, by wywoływać polemikę. Tylko potem odpowiadać automatycznie nie czytając całego wątku i przeinaczając intencje, oskarżając przy tym innych o brak czytania ze zrozumieniem, to trochę słabo.
  • 03.08.17, 10:13
    ewidentnie to pisze to co widze i co uwazam, ze warte opisania. Moze ktos przeczyta i glowa ruszy...

  • 07.08.17, 22:53
    Też mi się tak wydaje. Moje dziecko lubi zabawę z rówieśnikami, ale to nie znaczy, że ja jestem niepotrzebna. Niedawno skończyła 5 lat i dopiero teraz odkrywam uroki czytania na ławce, a i to niezbyt długo.

    --
    "Odwal się od moich kóz i pomidorów, ja to mam od dawna zaplanowane w szczegółach." (c)mathiola
  • 01.08.17, 22:00
    > Może dzie
    > wczynka nie czuła się gotowa dołączyć do rówieśników, ale np. następnego dnia j
    > uż się to zmieniło.

    jak miala dolaczyc, skoro ona mowila tylko po polsku, a inne dzeici tylko "po ichniemu"?
  • 01.08.17, 22:33
    Hm, moje doświadczenia z dziecięcą integracją międzynarodową są skromne, ale w tym wieku to chyba jeszcze nie ma silnej bariery językowej? Serio nie wiem, więc gdybam. Moja córa rok temu z małymi Włochami się "dogadała" (czyt. ganiała po placu zabaw razem z grupą) dość szybko, ale fakt, im młodsze dzieci tym łatwiej wink
  • 01.08.17, 22:43
    bariery jako takiej nie ma... jest tylko wtedy kiedy inne dzieci sa starsze lub bawia sie juz w grupach ze "swoimi"... wtedy jest bariera i to duza.. Widzie po moim dziekcu.. potrafil sie bawic z dzicmi, z ktorymi nie mowil wspolnym jezykiem, ale jezeli byly same. Wtedy nie bylo problemu. Jezeli juz bawily sie w grupie, rozmawialy.td.. wtedy byly bariera i koniec...

    pewnie gdyby na basenia byly jakies inne "samotne" 4 latki to moze by sie jakos udalo..ale tam byla same grupki lub rodzenstwa..
  • 01.08.17, 23:00
    No tak, sytuacja była trudna. Nowe dzieci + nowy język + bariera wiekowa + ustalone ekipy to już za dużo wyzwań naraz. Ale podtrzymuję: krytykowanie całokształtu wychowania po jednym dniu to przegięcie. Każdy miewa złe dni, rodzice też.
  • 01.08.17, 23:47
    no i wlasnie dlatego uwazam, ze przynajmniej w ytm przypadku rodzice powinni sie toche ruszyc. Mysle, ze dziecko cieszyloby sie gdyby mama lub tata przynajmneij 20 minut z nia poplywali. A tak, to na koniec zostala jeszcze ukarana, bo sie nie potrafi "sama soba zajac"...

  • 01.08.17, 21:31
    problem bylby jakby ona jedny mowila tylko po poslku, a reszta nie...sad wtedy latwo by nie bylo... tak jak w tym przypadku.

    Moej dzeicko niestety tez z tych, ktore nie potrafi sie soba zajac..nigdy nie potrafil. ZAWSZE musial miec towarzystwo. Al eniektore tak maja, inne nie.. Za to kiedy w okolicy nei ma potencjalnych dzieci do zabawy.. to jest problem... Wted y neistety do akcji co jakis czas wkraczam ja..
  • 01.08.17, 21:34
    "W hotelowym.. basenie, sporo dzieci, glowie niemeicki, francuskie, hiszpanskie... i jedna mala Polka, ktory nie zna zandego z tych jezykow."

    inne dzieci nie mowily PO POLSKU... wiec jak sie miala intergrowac???
  • 02.08.17, 09:19
    >Może to efekt tego, że mam jeszcze dwulatka, ale nie patrzę na moją córkę jako na malutkie dziecko.
    To trochę pułapka, bo możesz mieć i miesięczniaka na stanie, to zmieni faktu, że Twoja córka ma tylko 4 latawink I z punktu widzenia rozwoju dziecka, jest ono malutkie, nawet jeśli dawno przekroczyło metr i je pięknie nożem i widelcem. Ale wiesz, ja nie oceniam Waszej sytuacji, bo wiem, że jesteś myślącą osobą, dbającą o dzieci. Osobiście było by mi żal tych trzech dni na aklimatyzację dziecka (chyba że byłaby to adaptacja do przedszkolawink, gdybym wiedziała, że mogę go mu pomóc przełamać lody, ale tak jak mówię, nie było mnie z Wami, a Ty znasz swoją córkę najlepiej.
    Za to na basenie, nie ignorowałabym tak dziecka, rodzice też mogą się przecież zmieniać jak są zmęczeni. A dla dzieci różnojęzycznych fajnie się sprawdza np gra w piłkę, można tak byłoby wciągnąć swoje do zabawy z innymi, gdyby tamte były receptywne.
  • 02.08.17, 10:36
    Żeby było sprawiedliwie, dwulatka też nie postrzegam jako "malutkiego" wink
    Moja córka - w przeciwieństwie do tej dziewczynki z basenu - ma stałą opcję zabawową z bratem. Więc nie jest tak, że trzy dni się męczyła z dorosłymi, po prostu musiała się przełamać, żeby dołączyć do grupy, która jej się podobała.
  • 02.08.17, 12:57
    > można tak byłoby wciągnąć swoje do zabawy z innymi, gdyby tamte był
    > y receptywne.

    no..pytanie czy rodzice znali jakis jezyk smile)) i czy tamte dzieci chcialby sie bawic. Zreszta w tym basenie to raczej w pilke nie pograsz. Woda ma od 1.1 m do 1.9 m wiec raczej tylko do plywania.



    --
    Dziecko w podrozy. Grupa na Facebooku.
    ___________________________________________

    www.facebook.com/groups/129829233757830
  • 02.08.17, 15:16
    To nie zazdroszczę dziecku wakacjiwink
  • 02.08.17, 18:16
    amiralka napisał(a):

    > To nie zazdroszczę dziecku wakacjiwink


    no wlasnie...w tym cale problem... ze mialo przechlapane...

    --
    Dziecko w podrozy. Grupa na Facebooku.
    ___________________________________________

    www.facebook.com/groups/129829233757830
  • 02.08.17, 13:17
    Hmm, ja mam jedno, ale nie postrzegam 4-latka jako malutkie dziecko smile Male tak, malutkie nie. Malutkie to piersiowe, noszone/wozone w wozku, malo samodzielne, a czterolatki to przeciez niezalezne i odwazne istoty smile I wydaje mi sie, ze "oddzidziusiowanie", pokazanie dziecku, ze w naszych oczach jest duze, radzace sobie, gotowe do podejmowania wyzwan na roznych plaszczyznach bardzo pomaga mu w odkrywaniu swiata na wlasna reke.
  • 02.08.17, 15:16
    Ale przecież nikt nie napisał, że czterolatek musi być na piersi i noszony i niesamodzielny big_grin Mój trzylatek świetnie wybrnąłby z takich dyskusji, bo on o sobie mówi: jestem trochę mały, a trochę duzy, taki ŚLEDNI !
  • 02.08.17, 15:34
    No nie musi, chodzilo mi tylko o okreslenie "malutki" - no dziwnie mi to brzmi w kontekscie czterolatka. Ale moze to dlatego, ze jego ciagnie do starszych dzieci, a w gronie rowiesnikow najwieksza obelga jest bycie "baby" wink

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.