Dodaj do ulubionych

Trudne życie z trzylatkiem ;)

08.08.17, 22:03
Właściwie to piszę bardziej, żeby się wygadać niż uzyskać konkretną poradę. Mam bardzo kochanego, ale wrażliwego synka, który właśnie przechodzi ostrą fazę testowania mojej cierpliwości. Absolutnie wszystko jest na "nie", reakcją na wszelkie problemy (typu mama postawiła nieświadomie kubek nie w tym miejscu, co trzeba tongue_out) jest wściekłość i histeria. Ma wszelkie prawo przechodzić trudny okres: ukochany tata wyjechał na kilkanaście tygodni do pracy, wyprowadziliśmy się z wynajętego mieszkania do babci, mama ma w brzuchu dzidzię (co jest ciekawe, ale też niepokojące) a do tego od września nowy etap życiowy: przedszkole. Każdy miałby problem. Niemniej chociaż teorię znam (i nawet próbuję stosować, mówić "tak, żeby dzieci słuchały", stosować komunikaty ja i tak dalej), to w obecnym stanie słabo u mnie z cierpliwością. Babcia pomaga, na ile może (pracuje i opiekuje się prababcią, więc nie może dużo), byliśmy u teściów i młody jedzie do nich jeszcze pod koniec sierpnia na kilka dni, siostra przychodzi w weekendy. Ale co z tego, skoro i tak zostaję z młodym sama, cierpliwość kończy mi się dość szybko i zdarza mi się albo krzyknąć, albo wyjść z pokoju (żeby się na chwilę odizolować i uspokoić). Reakcją są łzy, tulenie i wzywanie mamy, jakby dziecko się bało, że ja też wyjadę (mam oczywiście natychmiastowe wyrzuty sumienia). A okazji do konfliktu jest sporo, bo młody wszedł w fazę niebezpiecznych pomysłów (wspinanie się na meble, dotykanie wszystkiego w kuchni nie bacząc, że to może być wrzątek - a dosięga już niemal wszędzie, walenie z całej siły w lustro, takie tam) i testowania nowych, ciekawych rzeczy (które mogą skończyć się uszkodzeniem trudno naprawialnych sprzętów w domu tongue_out). Moje propozycje różnych zabaw często odrzuca, próbuje zaznaczyć swoje granice, gdzie się da. Niby staram się spokojnie tłumaczyć, czasem brać na sposób, obracać w żart, ale chyba brakuje mi energii i spokoju. Nie czuję się najlepszą matką na świecie, szczerze mówiąc.

Uff, wygadałam się tongue_out Zastanawiam się, skąd brać cierpliwość w takich trudnych okresach. Pewnie niektóre mamy po prostu ją mają, a ja zawsze byłam nerwowa, bardzo nerwowi rodzice mnie wychowywali i to cholera, wychodzi sad
Edytor zaawansowany
  • 08.08.17, 23:03
    Miałam tak jak Ty, z nerwowymi rodzicami, ciążą, zbuntowaną trzylatką (która zaczęła przedszkole, liczne infekcje i bunt trzylatka w tym samym czasie). Jeśli Cię pocieszy - ja byłam z pewnością okropniejszą matką, druga ciąża to były stale nerwy, nieludzkie zmęczenie i niestety brak pomocy rodziny oraz mąż w pracy i delegacjach. Do teraz mi głupio, bo zanim urodziłam dzieci obiecywałam sobie, że nie będę jak moja matka. Pocieszające jest na pewno to, że ten okropny okres minie kiedyś.
    Co do dotykania gorącego - ja zrobiłam rzecz kontrowersyjną: pozwoliłam raz dotknąć gorącego kubka z herbatą. Od tej pory ostrzeżenie "gorące" zaczeło działać
  • 09.08.17, 21:22
    U mnie ta kontrowersyjna rzecz zrobiła się sama - postawiłam kubek z wrzątkiem naprawdę daleko na blacie, ale mały paluszek jednak dosięgnął tongue_out Mam podejrzenia, że młody wspiął się na uchwyt od szuflady. W każdym razie mam nadzieję, że po płaczu i trzymaniu paluszka pod zimną wodą więcej nie spróbuje...
  • 08.08.17, 23:59
    Tez mielismy taki etap tyle ze bez wyjezdzajacego taty i ciazy. Wiec madz duzo trudniej. Ale jesli masz dziecko podobne do mojego (a mpze i masz bo reakcja na moje wychodzenie podobna) to polecam wam duzo ruchu i czadu na dworze i regularny tryb zycia - jedzenie, spanie. I to wkrotce minie.

    PS: lepiej wyjsc niz krzyczec
  • 09.08.17, 01:26
    Biedny mały tyle zmian w krotkim czasie.
    Wiesz co mi położna powiedziała , ze lepiej wyjsc do drugiego pokoju i odizolować sie od dziecka , niz krzyczeć szarpnąć czy bic.
    Oczywiście nie tyczy sie to ciebie. Taka poradę mi dała. Dobra rzecz.
    Staraj sie nauczyć sie i nie zaczynac zdania od "nie" ok zrobimy ale po śniadaniu, spróbuj małego angażować w zycie daj mu kubek mu kubek on stawia.
    Daj mu potrzymać cos dosc ciepłego pod kontrola nich zda sobie sprawę ze cos jest gorące .
    Reaguj wtedy kiedy jest to konieczne, czyli w niebezpieczny sytuacjach.
    Jak rozwala zabawki nic nie mow, jak sie uspokoi choć sprzątamy. Ale z twoja minimalna pomocą. Jak nie, sama sprztanie i schowaj zabawki.
    Moj młody tak sie nauczył sprztac. Nie chesz sprztac z pomocą. Ok. Raz wystrczyło.
    Musisz byc wyrozumiała ale tez stawiać granice.
    Zeby wyjazd taty i duza ilośc zmian nie spowodowało ze małemu wszystko wolno.
    Dzieci potrzebują barier i granic czuja sie wtedy zaopiekowane i bezpieczne.
    Nie daj sie tez terroryzować i poddawać terrorowi bo to niebezpieczna pułapka.
    Znam chłopca którego mama pytała czy moze isc siku, jak on jej nie pozwalał nie szła, az w koncu biegła bo juz dłuzej nie mogła, wtedy on dopadł do drzwi i tłukł pięściami i kopał w drzwi az matka nie wyszła. A ta wychodziła i go przepraszała ze musiała siku.wiec ostrożnie.
    Łagodnie ,tul całuj słuchaj daj czasem sie wykrzyczeć, nie próbuj zagadywać czy odwracać uwagi bo to wkurza jeszcze bardziej.
    Myśl zawsze tak, jak ja bym sie czuła ... chwila na oddech i reakcje.
    Odpuszczaj w mało ważnych sprawach, w ważnych trzymaj sie zasad.
    I pamiętaj wszystko mija nawet najbliższa żmija.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 09.08.17, 21:33
    Ruch to nie problem, chociaż młody będzie się nakręcał, aż się przemęczy, a potem jest gorzej. No i ostatnio byliśmy przeziębieni, co źle wpłynęło i na ilość ruchu (zostało głównie podwórko) i na nastrój sad
  • 09.08.17, 10:35
    Z cierpliwością tak jest, że to zasób limitowany i nie tak łatwo go odbudować...

    Jeśli tylko się da, to bym wygrzebała choć chwilę na naładowanie akumulatorów - może skoro mieszkacie z babcią, to możesz wyjść na spacer/fitness/wino bezalkoholowe z koleżanką gdy Młody zaśnie wieczorem? Albo podczas drzemki, jeśli ma? Albo chociaż z pół godziny napić się spokojnie kawy w jakiejś kawiarni z kącikiem zabaw?

    Co do rozładowania emocji syna: zgadzam się z zabką (powyżej): dużo ruchu i świeże potwietrze Wam pomoże. Jak dziecko jest wrażliwe, to może nawet lepiej nie iść na plac zabaw, ale np. do lasu, do parku, na łąkę. Aczkolwiek tu już dopasuj do Waszych potrzeb - trzylatki zazwyczaj ciągną do innych dzieci. Plus rutyna - jakkolwiek nudna by była dla dorosłych, dzieciom pomaga się wyciszyć. A taki drobiazg mi przyszedł do głowy: jak wychodzisz do pokoju, żeby nikogo nie zamordować (to niezły pomysł), to mówisz synowi o tym, że wychodzisz na chwilę się uspokoić? Bo może on płacze, bo nie wie, gdzie poszłaś? A może zanim wyjdziesz spróbuj odetchnąć głęboko kilka razy i wyjście okaże się niepotrzebne?

    Co do wrzątku i tym podobnych kwestii: trzylatek to już całkiem rozumne dziecię. Zamiast odstawiać ten wrzątek pod sufit zrobiłabym rzecz przeciwną - postawiła szklankę (nóż, blachę z piekarnika itp.) przed delikwentem, przesadnie akcentując ostrożność w ruchach, i pozwoliła przetestować z pomocą dotknięcia, że to naprawdę gorące (albo ostre). Moje dzieci "od zawsze" są mile widziane przy blacie roboczym w kuchni, ale od niemowlęcia pokazywałam im, że noże, gorące patelnie, blendery itp. są tyleż ciekawe, co wymagające ostrożności. Ze wspinaniem/waleniem - można przekierować gdzieś, gdzie może to robić bezpiecznie np. walić w materac albo wspinać się na kanapę (czy inny stabliny mebel, nie znam Waszego mieszkania). Chyba, że wspina się w konkretnym celu (np. żeby coś sięgnąć), to możecie wspólnie zastanowić się, jak to zrobić, żeby było dostatecznie bezpiecznie (stabliny stołek do własnego użytku? asekuracja mamy?).
  • 09.08.17, 10:55
    Z gorącymi płynami bym nie ryzykowała z demonstrowaniem temperatury. Płyn może się rozlać, chlapnąć. Ciężko to kontrolować. Raczej powierzchnia gorąca (w granicach rozsądku), ale sucha.
  • 09.08.17, 21:47
    Fakt, staram się mówić, dlaczego wychodzę, ale przyznaję, że nie zawsze to robię. Może trzeba nad tym popracować. Ruchu mamy dużo i mały, częściowo dzięki długiej i żmudnej pracy rodziców (wtedy miałam więcej cierpliwości) lgnie do dzieci, których jeszcze nie tak dawno się bał. Jak są dzieciaki na placu zabaw, to może siedzieć i kilka godzin. Wspina się na drabinki, biega, wymienia rowerkami z innymi, bierze udział w zabawach. Teraz chwilę nas nie było i wygląda na to, że dzieciaki powyjeżdżały i powracały już do przedszkola, place zabaw dość puste. W naszej okolicy jest sporo domków i ludzie wolą np. po pracy wypuścić dzieci na podwórko, a nie wychodzić gdzieś z nimi. Pod tym względem lepiej było u teściów na blokowisku - tam jak tylko zelżał upał, plac zabaw zapełniał się dzieciakami wink

    Mama pomaga i zabiera dziecko choć na chwilę (młody dawno już nie śpi w dzień niestety), a ja wtedy cóż, idę spać big_grin Jednak potrzebuję tej drzemki w ciągu dnia, nocami męczy mnie katar (alergia, a teraz przeziębienie), organizm jakoś szybko wyczerpuje baterie i drzemka to jest to.

    Niby dziecię rozumne, ale w fazie testowania granic. Jeszcze do niedawna w wielu sprawach mogłam mu ufać, teraz muszę pilnować jak rocznego brzdąca. Wspina się chyba z ciekawości oraz dlatego, że mama zabrania a czuje potrzebę podkreślenia swojej odrębności. On doskonale wie, że jak potrzebuje w coś uderzyć to jest kanapa, poduszka albo bębenek, że bicie w lustro jest niebezpieczne, że na krzesło może wejść, żeby gdzieś sięgnąć, ale już wchodzenie na giętką poręcz fotela z Ikei jest to zły pomysł. Od dawna pomaga mi w kuchni i do niedawna wiedziałam, że jest ostrożny a teraz tej pewności nie mam. Nie wiem, może za dużo tych zakazów, a on chce być bardzo samodzielny. Może rozładowuje złość łamiąc te zakazy. Co ciekawe robi to w domu - na zewnątrz (póki co) wie, że np. nie wybiegamy na ulicę, w newralgicznych miejscach trzymamy mamę za rękę, że jadąc chodnikiem na rowerku zatrzymujemy się przed ulicą i czekamy na mamę. I przestrzega tego.
  • 09.08.17, 14:13
    Skąd brać cierpliwość? Mi pomaga, to co kiedyś Alicja napisała na matai - że dzieci nie mają nawet forów internetowych, na których mogą się wygadaćwink "Słuchajcie, moja matka przechodzi dziwną fazę, w brzuchu rośnie jej jakaś dzidzia, trochę to fascynujące, ale jednak nie sądzicie, że to przesada, po co jej dzidzia, skoro ma mnie? Na dodatek nie ma taty i mama jest totalnie przemęczona swoim stanem i opieką nade mną, już nie daje rady". I odpowiedź "drogi Bartusiu, bądź cierpliwy dla mamy, przechodzi trudny okres, ale jej to przejdzie" wink Byłoby im może łatwiej?
    Ale przede wszystkim, chciałam napisać, że dużo od siebie wymagasz. Nawet najcierpliwsze matki dochodzą do momentu, kiedy wrzasną, bo dziecko przesadza. Nie mówię, że to super, ale. "Bunt trzylatka" jest bardzo trudny, u nas bez wszystkich tych czynników, które są u Ciebie było bardzo trudno. Ja nawet zamknęłam dziecko same w pokoju, bo u nas problem było bicie mnie po twarzy i bicie w ogóle w przypadkach złości (a złość była o wszystko). I raz jak byłam chora, to nie wytrzymałam, choć jestem przeciwnikiem wszelkich kar i metod typu time-out, wyniosłam spokojnie syna do jego pokoju i powiedziałam, że zostawiam go, żeby się tu uspokoił, bo ja leżę w łóżku i muszę się odseparować od kogoś kto mi robi krzywdę. Położyłam się z powrotem z poczuciem totalnej porażki wychowawczej i sprzeniewierzenia się wszystkim moim zasadom i oczekując na koniec światawink Mały złośliwie biegał, tupał i skakał sąsiadom na głowę (normalnie wie, że skacze tylko po materacu), ale po chwili, o cudzie, zawołał - mamusiu już się uspokoiłem, chodźmy ukochajmy się! wink Oczywiście już tak nie robię, a i synek się uspokoił, ale teraz wie, że kiedy uderzy - ja wychodzę. Mówię mu spokojnie choć nie bez emocji (bo mi się zawsze chce głupio śmiać wtedy więc wychodzi taki płaczliwy głoswink że nie będę się bawić czy nawet rozmawiać z kimś kto robi krzywdę i że może do mnie przyjść przytulić się, jak będzie gotowy. Uspokaja się w minute i szczerze przeprasza.
    Masz prawo stracić cierpliwość i wybuchnąć, jeśli tylko przepraszacie się nawzajem po tym. Jeśli synek próbuje sprawdzić - jakie teraz zasady obowiązują kiedy nie ma taty, mieszkamy u babci, a rodzeństwo w drodze, to Twoja stanowcza konsekwencja i nawet zdenerwowanie dadzą mu tylko znak, że jest ok, wszystko się zmienia ale bezpieczne ramy zakazów i funkcjonowania zostają na miejscu. I wróci do formy. Ja też dużo tłumaczę synkowi, że nawet kiedy się kłócimy, kiedy jestem wściekła na jego zachowanie, nawet kiedy wychodzę to bardzo go kocham. Pamiętaj, że to jest okres i on minie. Tak samo z wybuchami złości i trudnymi emocjami synka, powtarzam sobie "każda emocja ma początek i koniec" i to mi pomaga, i nie daję się "empatycznym mózgiem" wciągnąć w to rozemocjonowanie. Też mi się wydawało w okolicach trzech lat (4 m-ce temu), że nie starczy mi cierpliwości i że może to jakaś klęska wychowawcza ale teraz mój synek wrócił do równowagi i widzę, że cierpliwość i konsekwencja zadziałały. I rozmowy. Ostatnio wrócił z placu zabaw i powiedział :Arsen mnie zbił! A jak myślisz, dlaczego? Bo Arsen był zły, a jeszcze chyba nie umie radzić sobie z emocjamiwink
    Powodzenia!
  • 09.08.17, 22:10
    O, czytałam ten wpis! Fakt, dobrze go sobie czasem przypomnieć smile

    Przepraszamy się. Ogólnie staram się rozmawiać o uczuciach, szczególnie głębszych problemach (np. tęsknota za tatą). W ogóle całkiem niezły pomysł z tym testowaniem zakazów. Nie pomyślałam o tym. Może rzeczywiście coś w tym jest.
  • 09.08.17, 22:26
    Dzięki za słowa wsparcia smile Myślę, że duży problem stanowi moje zmęczenie - upały mnie dobijają, a teraz doszło przeziębienie. Młody szybko przechorował, on ogólnie ma dobrą odporność a ja cóż, wciąż siedzę nieżywa i z zatkanym nosem sad Pewnie gdyby się to nie nałożyło na jego bunt i odreagowywanie wszystkich problemów, to byłoby nam łatwiej. Może jak w przyszłym tygodniu teściowie zabiorą synka na parę dni do siebie, to odżyję. A potem jak wejdzie w przedszkolną rutynę i wróci tata, to wszystko trochę się uspokoi. Ale jeszcze trochę poczekamy.

    Problem jest chyba taki, że mały chce być bardzo samodzielny i wszystko robić sam, a nie wszystko mu wychodzi i łatwo wpada w złość. Ciężko mu wytłumaczyć, że ok, może pomóc rozpakować zakupy, ale robimy to razem, współpracując, bo jak wywala wszystko z siatki na podłogę i wrzeszczy, kiedy próbuję podnieść, to nie jest to zbyt pomocne tongue_out Jest wrażliwy na zmęczenie i upały, ale prawda jest taka, że z jego złością jeszcze sobie najczęściej radzę, mam to opracowane - co najwyżej mówię, że muszę teraz na chwilę wyjść, bo zaraz się sama zdenerwuję, a nie chcę tego. Najczęściej mówię, że rozumiem, że jest zły, ale np. nie zgadzam się na kopanie mnie, bo to boli, można wykorzystać inny sposób, potupać sobie albo walnąć w poduszkę. Natomiast najgorsze jest mękolenie - ciągłe wołanie mamo to, mamo tamto, płacz z powodu rozwiązanego sznureczka od spodni. Ma trudny czas, dużą potrzebę bycia ze mną, ale męczący jest ten brak zdecydowania - mam z nim budować domek, ale nie wolno mi dotykać klocków, mam przyjść, mam sobie iść, buuuu! Powinnam do tego podejść spokojnie, ale nie idzie mi ostatnio i jestem na siebie o to zła - co oczywiście jeszcze eskaluje problem. No i koszmarnie męczące jest to, że o wszystkim trzeba mówić po sto razy, codziennie tłumaczyć, że trzeba umyć zęby (a synek zrobił się elokwentny i tłumaczy mi, że on nie chce, on jak będzie dorosły to nie będzie tego robił, on chce, żeby zęby się zepsuły i bolały itd), założyć majtki, umyć ręce. Czasami znajduję jakąś elokwentną odpowiedź, czasami nie bardzo - może jak wyzdrowieję do końca i przestanie mnie boleć gardło, to tłumaczenie do znudzenia nie będzie tak uciążliwe. Bo do tego dochodzą różne słowne prowokacje typu "chcę zjeść dzieci z placu zabaw", "chcę pociągnąć kota za ogon, żeby go bolało" - to wszystko są tylko słowa, bo on np. dla kotka jest bardzo opiekuńczy, ale muszę na te słowa znaleźć odpowiedź, przegadać, albo chociaż obrócić w żart, jakoś mądrze zignorować i zmienić temat, żeby też tych zachowań nie wzmacniać, a pod koniec dnia już zazwyczaj nie bardzo mam siłę wink
  • 09.08.17, 23:19
    Ogromnie się starasz być dobrą mamą, super, ale daj sobie prawo do popełniania błędów. Na chwilę obecną chyba za bardzo wszystko analizujesz i ciągle wystawiasz sobie oceny. Dziecko, jak to dziecko, wiele zachowań samo minie. Natomiast ty na pewno zyskasz jeśli będziesz mniej starała się być idealną. Szczególnie przy 2 dzieciach bolesne bywa to zderzenie z rzeczywistością, bo czasem po prostu nie da się znaleźć na wszystko dobrej reakcji.

    "chcę zjeść dzieci z placu zabaw" - tu bym pożartowała, które wygląda na najsmaczniejsze, od kogo zacznie?

    "chcę pociągnąć kota za ogon, żeby go bolało" - tu bym podpytała, czy on lubi, jak go coś boli? I po 1-2 zdaniach dała rozmowie samoistnie wygasnąć, bez prawienia dłuższych morałów. Obserwujesz dziecko, widzisz, że nikogo nie krzywdzi. Za dużo gadania też nie jest dobre. Czasem lepiej mądrze pomilczeć. Czyli jak nie wiesz, co powiedzieć, zawsze masz alternatywę w postaci milczenia.

    Jeśli chodzi o zęby, to nie rozmowa, a obrazki, zdjęcia próchnicy butelkowej w grafice google dobrze wpływają na chęć mycia zębów.
  • 10.08.17, 14:52
    Ja bym też dopowiedziała: on dobrze wie, czemu trzeba być zęby, ręce, założyć majtki. Dwulatkom może trzeba takie rzeczy tłumaczyć, a te wyszczekane trzylatki świetnie zdają sobie sprawę. Tu się sprawdza (i mniej męczy mamę i jej gardłowink) metoda zdartej płyty, krótki komunikat: Myjemy zęby! - Nie, bo... - Zęby. - Chcę mieć zepsute - Zęby. itp. Moim zdaniem nie trzeba elokwentnych odpowiedzi, ani tłumaczyć, tylko życzliwą stanowczość, żeby dziecko czuło się bezpieczne.
    Co do "psychopatycznych fantazji" to też mieliśmy to w trakcie buntu trzylatka. "Jak będę duży i będę prowadził samochód, to chcę żeby ludzie się położyli na drodze, a ja ich wszystkich będę rozjeżdżał, hahah!". Mówił też do wszystkich "idź stąd", albo gorzej "wychyl się przez okno" (w sensie i wypadnijwink Trochę to było przerażające, zwłaszcza przy obcych. Ja też nie starałam się znaleźć tu żadnych mądrych reakcji, tylko pytałam coś w stylu jak rulsanka napisała, albo tylko z przerysowanym przerażeniem pytałam - ojej, naprawdę tak byś robił? Dodam, że synek też nie przejawiał agresji wobec innych przy tym (oprócz mnie i czasem tatywink To też minęło.
  • 10.08.17, 15:24
    I jeszcze jedno, nie przegap tego wpisu na matai: mataja.pl/2017/07/4-strategie-ktore-pomagaja-poradzic-sobie-z-trudnym-zachowaniem-dziecka/ Część "Bądź jak pracownik Mcdrive" może się odnosić do "niezdecydowania" Twojego dziecka, może mogłabyś powiedzieć coś w stylu "aha, mam budować domek, ale nie mogę dotykać klocków tak? Czy chcesz żebym patrzyła jak ty sam je ustawiasz"? Z moim dzieckiem działa też zawsze surrealizm, typu "aha, to może mam je dmuchać, żeby się przesuwały? Albo je ustawiać siłą woli - to poczekaj, włączę moją specjalną moc poruszania klocków oczyma". A swoją drogą ostatnio coś powiedziałam synkowi męczliwym głosem: ale wcześniej chciałeś jabłko, a teraz banana, dlaczego tak zmieniasz zdanie? A on mi na to ze zdziwieniem: mamusiu, przecież jestem dzieckiem, dzieci zmieniają czasem zdanie! Rozwaliło mnie to.
    I też tak pomyślałam: w Polsce teraz ta fala upałów, oboje czujecie się wyczerpani, może to też nasila ta zachowania? Spokojnie, fala, jak każda fala przejdzie, jeśli pomyślisz tak o tym, że Twoje wysiłki i tłumaczenia DZISIAJ nie przynoszą efektów, bo jest jak jest i czujecie się jak się czujecie., ale to się SKOŃCZY i przyjdzie, szybciej niż myślisz, czas zbierania owoców.
  • 12.08.17, 20:49
    U nas niezłą metodę wymyślił mąż. Były straszne problemy z namówieniem młodego, żeby się wieczorem rozebrał i łaskawie pozwolił umyć. Więc tata zaczął mu mówić: "nie wolno ci się rozbierać! Zabraniam!". Na początku synek się denerwował, ale szybko podłapał zabawę i teraz wieczorem zawsze muszę mu zabronić się rozbierać i wchodzić do wanny. Efekt gwarantowany, problemów z myciem już nie miewam.
  • 12.08.17, 21:18
    Haha, wypróbuje bo u nas znowu przekora sie odzywa. Tylko wypróbować muszę ją, bo tata noc dziecku nie może powiedzieć od razu jest burza.
  • 10.08.17, 19:29
    Fajne rady podalyscie dziewczyny. Do autorki postu - wrzuc na luz, czasami powiedz "mama chce byc teraz sama i odpoczac". Jak juz dojdziesz do siebie po przeziebieniu to jeszcze ci poradze - nie przesypiaj swojego wolnego czasu, tylko idz do ludzi, na drinka z kolezanka czy s9acer. Poczujesz sie lepiej.
  • 10.08.17, 20:01
    Na początku tego roku byłam w podobnej sytuacji. Co prawda mąż był na miejscu, ale dość mocno zapracowany więc w domu bywał rzadko. Syn na etapie buntu 3-latka (zachowania bardzo podobne do Twojego), bez przerwy chory (pierwszy rok przedszkola) i ja w 8/9 miesiącu ciąży. Było mi ciężko fizycznie, psychicznie, a emocjonalnie to w ogóle rozsypka 😉 Pod koniec ciąży chyba co drugi dzień płakałam. Nie wiem czy było coś co mi szczególnie pomagało. Chyba najbardziej ładowanie akumulatorów ☺ Kiedy syn był w przedszkolu lub u dziadków ja starałam się odpocząć i zrelaksować. I tej cierpliwości zawsze było wtedy trochę więcej. W temacie radzenia sobie z zachowaniem syna dziewczyny już chyba wszystko napisały. Ja zapewniam że ten etap mija 🙂 powodzenia!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.