Dodaj do ulubionych

nauka jazdy na rowerze...

17.09.17, 18:04
taka scene dzis widzialem.

Tata uczyl dzicko..jakies 3 - 3,5 roku - jezdzic na rowerze. Na dwoch kolkach, bez bocznych.
Trzymal jedna reka za kierwownice, druga za siodelko. Dziecko caly czas patrzylo na swoje nogi.

Tak caly czas mowil, ze ma trzymac rownowage, ze ma sie tak nie bujac, zeby trzymal kierownice prosto.

Tak sie zastanawiam jak by sie cam czul, gdyby ktos mu trzylam kierownice i siodelko.. z pewnoscia czulby sie swobodnie smile))






--
Dziecko w podrozy. Grupa na Facebooku.
___________________________________________

www.facebook.com/groups/129829233757830
Edytor zaawansowany
  • 18.09.17, 09:11
    Ja nauczyłam młodszego jeździć jak miał 2,8. Trzymałam go za ramiona, potem coraz lżej. 1 dzień nam to zajęło.
  • 18.09.17, 09:52
    Ni ale trzymanie za kierownice, zeby dziecko trzymalo rownowage jest dosc dziwne smile))
  • 18.09.17, 10:11
    No bez sensu, powinien był poczytać forum małe dziecko.
  • 18.09.17, 13:26
    "No bez sensu, powinien był poczytać forum małe dziecko. " - Rulsanka, oficjalnie wyznaję ci uwielbienie big_grinbig_grin

    A w sumie, Camel, podszedłeś do pana i zwróciłeś uwagę, doradziłeś, czy tylko na forum się refleksjami dzielisz? (tak, wiemy, zapewne jechałeś samochodem i pana widziałeś daleko/pan nie mówił w języku, który znasz/dopisz dowolny powód, dla którego Camel nie porozmawiał z wymyślonym panem z sytuacji wymyślonej, by forum się kręciło).
  • 18.09.17, 15:54
    nie..po diabla. gralem z mlodym w pilke. smile Jedno dzeicko na rowerze kolo niego jezdzilo, wiec pewnie predzej czy pozniej sie nauczy big_grin
  • 18.09.17, 09:47
    Pf. Ja kiedyś widziałam dzieciaka na rowerku biegowym z dorobionymi bocznymi kolkami. Co rodzic, to pomysł big_grin
  • 18.09.17, 09:51
    Może dziecko miało jakieś zaburzenia równowagi, takie dzieci też chcą jeździć.
  • 18.09.17, 12:09
    No, na to w sumie nie wpadłam smile
  • 18.09.17, 10:14
    W przyszłym roku będzie miał 5 lat i zapewne będzie za duży na fotelik, to poćwiczymy naukę jazdy na rowerze. tongue_out
    Zobaczymy jak nam pójdzie i czy będziemy się z siebie śmiać.
  • 18.09.17, 11:57
    ile?

    --
    Tak walczę ze złem
    A zło rośnie we mnie z każdym dniem
  • 18.09.17, 12:03
    pięć lat i nauka jazdy na rowerze? ty tak serio??? wozisz jeszcze dzieciaka na foteliku?
  • 18.09.17, 13:12
    Of course. Jeździmy po 50-80 km i dziecko 4-letnie na małym rowerku miałoby niby dać tyle rady?!
    Po górach chodzi do 30 km, ale tyle godzin pedałowania, to jeszcze trochę za dużo dla niego. Dlatego przeraża mnie kolejny rok z tą jego jazdą na rowerze. Parę kilometrów i koniec. sad
  • 18.09.17, 13:31
    A, z ciekawości zapytam, bo rozważałam temat - dziecko wam nie zasypia w foteliku? Moja po godzinie jazdy odpływała, niby fotelik z odginanym oparciem do pozycji półleżącej, ale ciężko się jechało ze śpiącym dzieckiem, nie mówiąc o cudowaniu typu przywiązywanie kasku do oparcia chustą, aby głowa nie latała smile.

    A, na pocieszenie, bo wiem, jak bolą krótkie wycieczki rowerowe - moja 5,5-latka spokojnie jedzie w tej chwili do 15 km na rowerze 16". Dłuższe wycieczki nie przetestowane jeszcze niestety, ale w tym roku od września codziennie jeździ do zerówki 6km, czego nawet nie zauważa, więc żywię nadzieję, że w przyszłym roku będzie sprawniej robić i 30, a to już spora wycieczka smile. No i zawsze jest jeszcze Trail Gator smile
  • 18.09.17, 14:26
    Mały chodzi nieodpowiedzialnie za rękę po chodniku. Jest dziki, szalony i z nadmiarem energii. Obserwując znajomych i ich dzieci, w tym wieku dzieci nie są gotowe samodzielnie jeździć w bardziej uczęszczanych chodnikach i ścieżkach rowerowych. Co innego park czy las. Ale do nich daleko.
    Tak, myślimy o tym drążku holowniczym do roweru, ale to grubszy temat, bo mąż ma dość skomplikowaną konstrukcję roweru z amortyzatorem.
  • 18.09.17, 21:50
    W ogóle z jeżdżeniem nawet ze starszym dzieckiem (np. 6-latkiem) po mieście jest kicha trochę. Na ścieżce nie wolno, poza tym i tak bym nie pozwoliła, bo niebezpiecznie; z kolei na chodniku ludzie mają pretensje (mimo, że akurat dziecko w tym wieku z rodzicem na chodniku jest jak najbardziej przepisowe). Zostaje, tak jak piszesz, las. Tylko że to jest ewentualnie wycieczka rekreacyjna, a my musimy dojechać do szkoły, jeśli kawałek zrobi się lasem to reszta trasy jest szosą (jeszcze gorzej) - więc nadkładamy drogi, by jechać chodnikiem. ZAWSZE ktoś się przyczepi, zawsze.
  • 18.09.17, 22:23
    w Niemczech dziecku do 8 lat, w zasadzie po sciezce rowerowej nie wolno jezdzic (w meiscie). Do 12 moze po chodniku.

    Ja tam wogole po ulicy nie jezdze. CHybam ze jest sciezka. Jezeli nie ma to nikt mnie tam sila nie wciagnie. Mowie o duzych ulicach.
  • 19.09.17, 10:01
    W Szwajcarii wolno po chodniku do 7 rz, potem tylko ulica, ale tutaj jest bezpiecznie - no i dziecko musi byc w tym wieku w towarzystwie rodzica.
  • 18.09.17, 13:32
    E tam wink Moj synek zaczal jezdzic w sumie pozno, krotko przed 4 urodzinami, za to od poczatku nie dostawal taryfy ulgowej i teraz (po kilku mies) bez problemu robi 30 km i wiecej. To sa juz duze dzieci, a 30 km na rowerze jest latwiejsze niz 30 km po gorach.
  • 18.09.17, 20:17
    corka 2 lata 8 miesiecy, kupic biegowy czy od razu zwykly rowerek?


    --
    Dyplomata - człowiek, który potrafi powiedzieć spie...j w taki sposób, że poczujesz dreszczyk emocji na myśl o czekającej cię wyprawie.
  • 18.09.17, 21:25
    Biegowy koniecznie. Zwykły może być użytkowany dodatkowo. Ale tak czy inaczej na początku musi być laufrad.
  • 18.09.17, 22:26
    Mlody dostal na 3 urodziny zwykly... ale mial mozliwosc zrobienia z niego biegowego, gdyby jeszcze za wczensie bylo. Nie wiem czy te rowerki jeszcze produkuja.

    https://images-na.ssl-images-amazon.com/images/I/61LhicHgvEL._SX355_.jpg

    http://www.familybike.eu/wp-content/uploads/wpsg_produktbilder/11/rennrad-cool-products_2.jpg
  • 18.09.17, 20:45
    ashraf napisała:

    > (...) Moj synek zaczal jezdzic w sumie pozno, krotko przed 4 urodzinami (...)

    Czy tylko ja żyję w świecie, w którym 4-latek na dwukołowym rowerze to NIE jest późno? Drogie mamy, kiedy Wy zaczęłyście jeździć na dwóch kółkach? Ja miałam chyba z 6 lat i byłam w normie. Ba! Do dziś potrafię jeździć (serio, serio). Córka zaczęła faktycznie na kilka miesięcy przed 4. urodzinami - rowerki biegowe robią cuda - ale na podwórku była zdaje się pierwsza i najmłodsza.

    A wyżej szok, że PIĘCIOLATEK (łomatko!) jeździ w foteliku... Patologia po prostu big_grin
  • 18.09.17, 22:03
    "Czy tylko ja żyję w świecie, w którym 4-latek na dwukołowym rowerze to NIE jest późno? Drogie mamy, kiedy Wy zaczęłyście jeździć na dwóch kółkach? Ja miałam chyba z 6 lat i byłam w normie. Ba! Do dziś potrafię jeździć (serio, serio). Córka zaczęła faktycznie na kilka miesięcy przed 4. urodzinami - rowerki biegowe robią cuda - ale na podwórku była zdaje się pierwsza i najmłodsza."

    Moja zaczęła w wieku 3,5, na forum dowiedziałam się, że to strasznie późno wink. Jeździła rowerem do przedszkola, na początku to było jakieś 1,5km - WSZYSCY rodzice byli zdruzgotani z jednej strony (że męczę dziecko i taki kawał każę maleństwu pedałować), z drugiej strony JAK TO BEZ KÓŁEK DODATKOWYCH. Była pierwsza w przedszkolu i tak, najmłodsza. Poza nią na wsi prawie wszystkie dzieci jeździły z kółkami, nawet jak miały biegowy to z niego, tadaaam, przesiadały się na wypaśny za duży rowerek 16" z kółkami bocznymi, który tatuś pchał na kiju. Wyjatek stanowiła dwójka maluchów popylających bez kółek też jakoś bardzo wcześnie, ale ta rodzina przyjechała z Holandii, zaopatrzona w zylion rowerów rozmaitych, w tym rowery cargo, tandemy i inne.

    W tym momencie sytuacja się powtarza, tylko w zerówce szkolnej - ludzie są zszokowani, że córka codziennie dojeżdża AŻ 6km. No więc nie, nie jest to powszechne, że małe dziecko lat 4 jeździ na 2 kółkach, jak również to, że robi wycieczki na 30km. To są raczej wyjątki, a nie "już duże dzieci", jak to ktoś wyżej napisał.
  • 18.09.17, 22:43
    Moja też pierwsza w grupie przedszkolnej, ale nie myślę, że inni rodzice coś przegapili wink Ot, nie mieli równie małego sprzętu z pedałami i tyle (na 16" ciężko zacząć, a 12" nie każdy chce kupić, mając w tym rozmiarze biegowy). Za dwa lata nie będzie widać, kto pierwszy zaczął, podobnie jak wśród trzylatków nie widać, który zaczął chodzić w wieku 10, a który w wieku 16 miesięcy.

    Fakt, że mi jako rodzicowi jest wygodniej, jak mogę się z dzieckiem przemieszczać w przyzwoitym tempie (docieranie do przedszkola zrobiło się znacznie przyjemniejsze), ale wygodnie mi było też z biegowym, a czasem wygodnie mi wsadzić dziecię do fotelika. A jak ktoś woli na nogach, to spoko, na rower na pewno przyjdzie jeszcze czas.

    A 6 km codziennie na rowerze to więcej niż niejeden dorosły, więc szczerze gratuluję smile
  • 19.09.17, 13:36
    "Ot, nie mieli równie małego sprzętu z pedałami i tyle (na 16" ciężko zacząć, a 12" nie każdy chce kupić, mając w tym rozmiarze biegowy). "

    No oczywiście. Szczególnie, że porządne rowerki 12" są drogie, starczają na jakiś rok może i ludziom zwyczajnie się nie opłaca kupować, zwłaszcza, że za chwilę trzeba kupić 16".
    Nię mówiąc też o tym, że ciężko jest kupić LEKKI rowerek 16" za przyzwoitą cenę, my mamy maksymalnie odchudzoną używkę Meridy, zdjęte jest wszystko, co tylko może dodać choćby kilkadziesiąt gramów, bo to wbrew pozorom ma wielkie znaczenie (no więc dziecko nie ma wypasionego koszyczka, bagażnika, osłony na łańcuch, zmieniliśmy chwyty kierownicy na lżejsze, wymontowaliśmy ręczny hamulec - i tak używa tylko torpedo itd.).

    6km to w jedną stronę jest. Przy czym trasa całkiem przyjemna. I też nie uwazam, ze każdy musi tak robić. Kazdy niech robi jak lubi i jak mu wygodnie. Mi tez czasem jest wygodniej dziecko wsadzić w samochód, bo np. pogoda bardziej paskudna i nie mam parcia, aby wyrobiło te swoje 12km dziennie. To nie jest bój o złote kalesony, a na forum czasem takie odnoszę wrażenie. "Moje dziecko jeździło samo w wieku 3" - "uu, a moje jak miało 2 i 8 miesięcy" - "moje już na roczek dostało biegówkę i przesiadło się na zwykły w wieku 2". NO I CO Z TEGO, rany.

    Mnie trochę bawi, jak ktoś mówi, że och, och, taki lajcik, dziecko jedzie 15km i przecież to NORMALNE. Nie, to nie jest normalne, tak, jak napisano już - to jest też kwestia tego, jak się traktuje transport rowerowy; i umówmy się - w PL brak infrastruktury i kultury jazdy, i ok, to nie jest problem, ludzie. W PL dość często rowerek dziecięcy jest traktowany jako sprzęt do "wychodzenia na" (w sensie: idziemy na rowerek), a nie jako środek transportu, ale to nie dziwne, bo w większości przypadków nie ma bezpiecznej drogi transportowania się przez 3-latka rowerem do sklepu, do przedszkola czy gdziekolwiek, jak pisałam wyżej.
    Więc porównywanie dzieci polskich do holenderskich czy dzieci z jakiegokolwiek kraju, gdzie jest więcej infrastruktury rowerowej, niż sumarycznie wszystkich innych, to takie trochę słabe jest. To jakby porównać te holenderskie dzieci do dzieci z jakiegoś plemienia, które biega po 20 kilometrów dziennie od najmłodszych lat. No czemu te holenderskie nie biegają? Przecież takie bieganie jest całkiem normalne i niewyjątkowe!

    I to, że ja i mąż mój w tym roku pojechaliśmy rowerami z Wawy do Gdańska, z dziennym najazdem rzędu 100km i dodatkowym obciążeniem pt. bagaż i namiot, to nie znaczy, że to jest "normalne" i "dla każdego" - i nawet nie próbuję nikogo przekonywać, że to norma. Bo nie jest. Większość ludzi jako długą wycieczkę traktuje jazdę rzędu 30km i ok, to jest jak najbardziej ok, to nie sa wyścigi, ja w ogóle nie kumam tych wszystkich licytacji. Chodzi o to, by mieć fun i zabawę oraz możliwość transportowania się na dalsze odległości. I tyle.
  • 19.09.17, 10:00
    Widzisz, sama przyznalas, ze to kwestia kultury sportu w danym kraju: liczby i jakosci tras rowerowych, bezpieczenstwa rowerzystow w ruchu ulicznym, uczenia dzieci zasad ruchu w szkole (w specjalnie do tego celu zbudowanych parkach ze swiatlami, drogami podporzadkowanymi, przejsciami itd.), popularnosci rozwiazan typu przyczepka, tandem, zaczep na rower dziecka. Jakos Szwajcarow czy Holendrow jezdzace na rowerze male dzieci nie szokuja... Tutaj np. nie wolno podwozic dzieci pod przedszkole/szkole, wyjatek stanowia international schools, do ktorych rodzice nieraz przywoza dzieci z innych miejscowosci. Wszystkie dzieci ida do placowki piechota, jada na hulajnodze, w zaleznosci od placowki czasem tez na rowerze. Moje dziecko wyjatkiem nie jest, w weekendy jezdzi z tata i innymi ojcami i dziecmi w podobnym wieku na dlugie wycieczki rowerowe.
  • 19.09.17, 14:24
    "Jakos Szwajcarow czy Holendrow jezdzace na rowerze male dzieci nie szokuja.."

    No. Ale jakoś holenderska rodzina u nas częściej wozi dzieci w koszach cargo w mieście, niż te dzieci same pedałują - bo nie jest bezpiecznie.

    Nota bene bardzo nie podoba mi się narzucony odgórnie przepis, JAK mam transportować dziecko do przedszkola/szkoły. Wolałabym, aby tę decyzję jednak pozostawiono rodzicowi.
  • 19.09.17, 15:42
    Rozumiem, ale ja odnosze sie do realiow kraju, w ktorym mieszkam i tutaj to pozno. W Polsce w miescie tez nie pozwolilabym jezdzic po ulicy. A przepis dotyczacy drogi do szkoly jedt bardzo madry, bo tutaj dzieci chodza do przedszkoli i szkol rejonowych, niedaleko domu (dot. miast), pokonanie pieszo trasy ponizej kilometra chyba jest do zrobienia dla dziecka 4+?
  • 19.09.17, 15:48
    No oczywiście, że jest do pokonania. Ale ja nie o tym, czy dziecko jest w stanie czy nie, bo to nie ma nic do rzeczy. Ja mówię o kontroli. Narzuconej. Co mi się nie podoba, bo zakłada, że rodzic jest idiotą, a Dobre I Bogate Opiekuńcze Państwo wie lepiej, czego trzeba jego dziecku.
  • 19.09.17, 21:05
    Owszem, panstwo wie, ze dziecku potrzeba ruchu i zdrowego odyzwiania, dlatego - o zgrozo - ingeruje tez w sklad drugich sniadan i przedszkolanka ma prawo wyrzucic slodycze czy inne syfy. Oczywiscie mozna sie oburzac, ale Szwajcarzy wychodza z zalozenia, ze lepiej zapobiegac niz leczyc, czego efekty widac chocby na ulicach - ze swieca szukac grubego dziecka.
  • 20.09.17, 09:27
    Co kto lubi. Jedni lubią swobodę i traktowanie z szacunkiem, inni lubią, jak ich władza za ryj bierze i jeszcze twierdzi, że to dla ich dobra.
  • 20.09.17, 14:02
    Za ryj to chyba w Polsce bierze jak na razie i to na spolke z kosciolem, ale to temat na inny watek. Tutaj panuje poczucie odpowiedzialnosci spolecznej i szacunek dla regul, przy czym sa to w wiekszosci reguly madre i sluzace dobru spoleczenstwa, a nie utrudnianiu zycia. Naprawde uwazasz, ze oczekiwanie, ze dzieci pojda piechota do rejonowego przedszkola, a na sniadanie nie przyniosa batonika i coli to "branie za ryj"?? uncertain
  • 20.09.17, 23:18
    Nie no fajny kraj ta Szwajcaria - po 3 miejscach matka ma porzucić niemowlę i wrócić do roboty, ale za to potem państwo zadba zeby jej dziecko nie bylo tłuste.
  • 21.09.17, 08:28
    Na szczescie nikt was nie zmusza do zycia w tym okropnym, zamordystycznym kraju (ktory dziwnym trafem od lat przoduje w statystykach najlepszych miesc do zycia). I nie, nie podoba mi sie tak krotki urlop macierzynski i brak ojcowskiego, ale swiete oburzenie na malym dziecku tylko dlatego, ze nie wolno podwozic dziecka autem 500 m od domu i zapychac go paczkiem jest troche smieszne wink a w teorii wszyscy tu gotuja bez bez bez i spedzaja pol dnia na spacerach wink
  • 21.09.17, 14:17
    Ja niewiele wiem o Szwajcarii, w zasadzie tyle co od ciebie. smile I mialam chyba wlasnie bardziej wyidealizowany obraz zycia w tym kraju. A tu widac jednak nie wszystko jest idealne. Nie pisalam nic o zamordyzmie ale podobnie jak mama_kotula cenie sobie swobode decydowania o sobie i swoim dziecku, zarowno w pie...ch typu kiedy dam mu paczka jak i w sprawach waznych. W Polsce tej swobody rowniez nie ma. Dowodzi tego chocby ostatnio naglosniony incydent ograniczenia praw rodzicielskich rodzicom noworodka, ktorzy nie zgodzili sie na wykonanie pewnych czynnosci po porodzie. Nie wiem czy slyszalas. Jest do wygooglania.
    Takze wolnosci trzeba byloby szukac jeszcze gdzies indziej i na szczescie mamy dzis wieksza swobode wyboru miejsca zamieszkania. Aczkolwiek musze przyznac ze razi mnie i sprawia przykrosc kiedy polski emigrant wysmiewa Polske i Polakow ze zasciankowi katole i pozbawieni kultury i oglady. Troche to takie "sranie do wlasnego gniazda".
  • 21.09.17, 14:35
    Czy gdzies pisalam o zasciankowych katolach pozbawionych kultury i oglady? Odnioslam sie wylacznie do rzekomej wolnosci w Polsce i zaangazowania kk w brak tejze - niestety dla mnie wazniejsze niz dac dziecku paczka do szkoly jest moc kupic tabletke po bez recepty i bez dochodzenia, czy lekarz ma "sumienie", nie wspominajac juz o innych atrakcjach ostatnich lat.
    Co do samej Szwajcarii, to pewnie, ze nie jest idealnie i dalej sa pewne rzeczy i zjawiska, ktore mnie denerwuja, ale jednak dobrze, spokojnie i bezpiecznie nam sie tu zyje i nie mamy zamiaru wracac do Polski smile
  • 21.09.17, 16:54
    ... to sie zrobilo
  • 21.09.17, 17:36
    A to sorry panie kierowniku. Rozumiem ze wyliczanie iloma sportami para sie potomek jest na temat nauki jazdy na rowerze. tongue_out
  • 19.09.17, 07:56
    My z siostrą zaczęłyśmy jeździć na rowerze w wieku 7-8 lat.
    A latem widziałam wiele dzieci dostało na komunię rowery, więc to jakieś 9 lat i wiele z nich nie umiało jeździć. tongue_out

    Jeśli fotelik jest ok, wagowo i wymiarowo, to czemu dziecko w wieku powyżej 3-4 lat, nie może jeździć z rodzicem?! tongue_out
  • 19.09.17, 13:59
    "Jeśli fotelik jest ok, wagowo i wymiarowo, to czemu dziecko w wieku powyżej 3-4 lat, nie może jeździć z rodzicem?! tongue_out"

    No jak to czemu. Bo to jest "hodowanie kaleki" wg tego forum. Tak jak wożenie wózkiem do żłobka, aby było szybciej i sprawniej.

    (wożenie własnej dupy samochodem do pracy absolutnie nie jest naganne, no skąd)
  • 19.09.17, 23:15
    Pewnie ze tak. Kiedys nie bylo biegowek, a to dzieki nim wysokie 2.5 latki sa w stanie zalapac nauke jazdy na normalnym rowerze. I nie bylo malutkich rowerow.

    Nie chodzi tu o licytacje kto wczesniej. Ale moze jedna czy deuga osoba sie zastanowi i zdecyduje na rower wczesniej. Bo nasze dzieciaki naprawde umieja wiecej niz nam sie wydaje. I jazda rowerem moze im sprawic frajde.

    Tak jest u mojej corki. Wiedzialam ze trafilismy w cos co sprawia jej przyjemnosc, gdy przy jezdzie rowerem zaczela spiewac sobie radosnie piosenki.
  • 19.09.17, 08:42
    6 lat ? Twoi rodzice więc nie czytali tego forum i tak paskudnie zaprzepaścili Twoje szanse rozwoju. A moi rodzice to już patologia totalna - nauczyłam się bez ich wiedzy, jak miałam 8 lat. A wcześniej jeździłam... uwaga uwaga z doczepionymi kółkami. To dopiero obciach wink
  • 19.09.17, 13:41
    big_grin :d :d
    Gorzej! tongue_out wink
    Jak rodzice nas wychowywali, to nie tylko tego forum nie było, ale nawet internetu w Polsce nie było. tongue_out
  • 19.09.17, 09:54
    Mieszkam w Szwajcarii i tutaj dzieci wczesnie jezdza na rowerze, nartach, plywaja. Ja wychodze z zalozenia, ze im wczesniej, tym lepiej, oczywiscie nie kazde dziecko jest gotowe w tym samym wieku, ale wokol widze sporo jezdzacych na dwoch kolkach przedszkolakow smile
  • 19.09.17, 14:33
    Trochę się zgadzam, a trochę nie. Im wcześniej, tym lepiej - jeśli dziecko chce. Jeśli nie, to bez spiny. Ja swojej córy na narty nie ciągnę (mimo, iż bym chciała, żeby wcześnie zaczęła), bo wiem, że na razie ma niską tolerancję na prędkość i możliwość upadku, ale jestem pewna, że do tego dorośnie. Rower sama chciała i nie ukrywam, że bardzo mnie to cieszy.
    Myślę, że to trochę jak z nauką czytania - jest wiele plusów z wczesnego opanowania tej umiejętności (potwierdzam własnym doświadczeniem), ale trochę trzeba podążać za dzieckiem. Myślę, że lepiej czytać później z własnej woli niż wcześniej z woli mamy wink
  • 19.09.17, 18:10
    Mnie tam rybka kto czego i kiedy uczy swoje dziecko, ale smieszy mnie ta spina na forum - "jak mozesz pieciolatka wozic" itp...
  • 20.09.17, 09:11
    amiralka napisał(a):

    > Mnie tam rybka kto czego i kiedy uczy swoje dziecko, ale smieszy mnie ta spina
    > na forum - "jak mozesz pieciolatka wozic" itp...

    Nie ma się co przejmować ocenami innych. Co innego wymiana doświadczeń, a ocenianie podejścia innych jest poniżej krytyki.
  • 19.09.17, 21:27
    Ja tez uwazam, ze im wczesniej tym lepiej. Z roznych ppowodow.

    Nauke jazdy na rowerze mlody opanowal majac 3 lata i 3 tygodnie
    narty: 4 lata i 2 miesiace
    plywanie 3 lata i 9 miesiecy.
    SUB - 5 lat
    Surfing na desce jakos po 6 roku.
    Teraz ma prawie 9 i na plazy na Fuerte byl jedynym z profesjonalna deska.

    Za dwa tygodnie idzie na kursy windsurfungu, dzien wczesniej na probny trening do sekcji gokartowej...

    W tym wieku dzieciom po prostu latwiej sie roznych rezczy nauczyc, jezeli si enie boja rodzice pomoga, asekuruja itd...

    Ja nie doganiam nawet mlodego na nartach. Jak mial 7 lat to juz jezdzil duzo lepiej niz ja. Czekal na mnie najczesciej na dole stoku. big_grin

    Ale nie nalezy nic na sile. Jezeli dziecko sie broni nogami i rekami lub nie ma predyspozycji to sie nei da. Bo mozna albo zniechecic, albo doprowadzic do wypadku.

  • 19.09.17, 21:46
    Ja też się nauczyłam jeździć na rowerze jak miałam 9 lat, a na nartach, zgroza, do dzisiaj nie umiem wink Znam jednego trzylatka który jeździ na rowerze z pedałami (w sensie nie biegowym) i rzeczywiście dobrze mu idzie. Mój dostanie taki na czwarte urodziny i jakoś bym nie pomyślała, że to późno.
  • 19.09.17, 21:57
    no to wlansie na takim rpwerze jezdzil mlody majac 3 lata i 3 tyg.

    ja sie nauczylem jak mialem chyba z 7, a plywac kolo 10...

    latem mlody bedzie mnie surfowania uczyl smile
  • 20.09.17, 09:12
    Sporo tych zajęć. My tylko nauka pływania na basenie w sobotę i w poniedziałek piłka nożna. smile
  • 20.09.17, 13:59
    Ej, no przeciez chyba nikt dziecka nie zmusza, jesli nie chce smile Chodzi o to, zeby mu to umozliwic, pokazac, zachecic, a jesli to za wczesnie lub jesli nie lubi danej aktywnosci - odczekac lub dac sobie spokoj. Mlodszym dzieciom naprawde latwiej i bez strachu przychodza narty czy plywanie, o ile oczywiscie odbywa sie to bez spiny i przymusu, w atmosferze zabawy, najlepiej w grupie.
  • 20.09.17, 21:01
    Umożliwić tak, tylko trzeba jeszcze wygospodarować czas. I kasę wink

    Z surfiwaniem w sumie fajna sprawa, ale dla mnie najważniejsze będą te aktywności, w których będziemy mogli uczestniczyć razem. Pływanie (to z tatą, bo ja nie lubię), rower.
  • 20.09.17, 21:14
    No surfowanie faktcznie fajne. Ale wadomo dosc ograniczone. U nas nie za bardzo sie da. Dlatego tez chce windsurfung sprobowac.

    A ja zawsze chcielm sie surfowac nauczyc, wiec mam motywacje smile
  • 20.09.17, 21:16
    ashraf napisała:

    > Ej, no przeciez chyba nikt dziecka nie zmusza, jesli nie chce smile Chodzi o to, z
    > eby mu to umozliwic, pokazac, zachecic,

    dokladnie. DZieci lubia wogole sport i podchodza do niego inaczej niz my. Nawet jak sie przewroci na nartach to raz sie si enei polamie, a dwa ze ma niedaleko do ziemi smile Nie to co my.... Ja jezdze ostroznie, bo nie jezdcze jakos wybitnie. Za to mlody juz jako 4 latek zjechal z czerwonego szlaku.. a ja nie moglem go dogonic smile))

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.