Dodaj do ulubionych

Duży problem z adaptacją. Psycholog pomoże?

06.10.17, 11:29
Niestety kolejny wątek o adaptacji, ale jestem już naprawdę zdesperowana. Syn prawie 3 lata, w lutym była próba posłania go przedszkola, nieudana bardzo, wypisaliśmy go po miesiącu. Teraz próba druga, posłaliśmy go do klubu malucha, 2 x w tygodniu na 4 godziny. Problem jest przy rozstaniu, bo jest płacz, kilka razy udało mi się wyjść, dzisiaj była prawie histeria i musiałam zostać. Najbardziej martwi mnie to, że on nie uczestniczy w żadnych zabawach, praktycznie tylko siedzi ze swoją przytulanką i patrzy na dzieci, jak pani usiłuje go zachęcić to mówi, że nie chce i nie lubi się bawić. Nie wiem co mam zrobić z tym dzieckiem, to wygląda jakby on tam był za karę, nie chce go tam zostawiać na siłę, bo uważam, że będzie jeszcze gorzej. Mogę go stamtąd zabrać ale chciałam żeby się zaczął trochę uspołeczniać, przecież kiedyś w końcu pójdzie do zerówki, potem do szkoły. Zastanawiam się nad wizytą u psychologa dziecięcego, może jest jakiś problem którego ja nie dostrzegam.
A druga sprawa to zastanawiam się czy w przedszkolach zawsze to wygląda tak, że panie tak strofują dzieci. Co chwila słyszę : nie bierz tego, zostaw to, teraz jest taka zabawa a nie inna więc rób to co inne dzieci itp. A przy śniadaniu : siedź ładnie i jedz wszystko. Średnio mi się to podoba, szczerze mówiąc, mam trochę inne podejście ale może to jest norma, wiadomo, że panie muszą ogarnąć kilkoro dzieci i jakoś sobie z nimi dać radę, ale zgrzyta mi to bardzo i nie wiem czy to jest dobre miejsce.
Edytor zaawansowany
  • 06.10.17, 12:07
    Cos jest nie tak z tym klubikiem, a nie z dzieckiem. U nas nie ma strofowania - jest np. Jesli chcesz sie bawic pociagiem, to posprzataj te puzzle. Albo - kto chce wyjsc na dwor a kto chce malowac? Przy jedzeniu - nie chcesz z sosem? Moze mala lyzka na sprobowanie? A jak nie to nie.

    Poszukaj czegos innego.

    Dla twojego malucha powinna byc porzadna adaptacja. Z przydzielona mu pania i chodzeniem najpierw z toba. Zeby sie bawil z innymi to moze to potrwac. Ale chodzi o to by zaufal "swojej" pani, by mogla go ona pocieszyc i przytulic gdy placze gdy ty wychodzisz.

    I ja bym jednal takie dziecko wysylala na 5 dni, bo z przerwami moze byc mu trudniej.
  • 06.10.17, 12:08
    Twoj synek nie ma jeszcze 3 lat-moze rzeczywiscie nie byc gotowy na przedszkole. Niektore dzieci dopiero jako 4 latkowie ida do placowki, i jest to jak najbardziej OK. Poza tym wydaje mi sie, ze 2 razy w tygodniu to troche za rzadko zeby dziecko sie zaadaptowalo...od kiedy tam chodzi?
  • 06.10.17, 12:13
    Mogę napisać, jako mama obecnie 6latka, który posłany do klubiku w wieku 2,9 na 4 godziny przez 4 miesiące nie był w stanie puścić za rękę swojego opiekuna (Babci lub Taty). To minie. Moje dziecko było jako 2 a potem 3 latek nie gotowe na przedszkole. Teraz jest OK. Drugiego Synka nie próbowałam socjalizować na siłę - bo wypada, żeby gdzieś chodził. Poszedł dopiero do przedszkola jako 3,5-latek i jest OK. Oczywiście wymagało to poświęceń ze strony Rodziny, finansowych i organizacyjnych, ale było warto.
  • 06.10.17, 12:11
    W przedszkolach do których chodziły moje dzieci nie bylo takiego ciągłego strofowania. Panie zwracały czasem dzieciom uwagę ale to sporadycznie było potrzebne.
    Tez mi ten klubik zgrzyta pod tym względem.
    Co do gotowości do przedszkola- moze jeszcze nie jest gotowy? A ma jakiś kontakt z dziecmi? Na placu zabaw bawi się z innymi? A w domu był z toba czy zostawal z nianią /babcią czy kimkolwiek?
  • 06.10.17, 12:36
    Kontakt z dziećmi ma, odkąd skończył 10 mcy chodziliśmy na różne zajęcia, poza tym place zabaw, spotkania z innymi mamami z dziećmi, w rodzinie są dzieci, lubi się z nimi bawić. Wydaje mi się, że synek ma jakiegoś rodzaju nadwrażliwość słuchową, boi się hałasów, nie lubi jak inne dzieci krzyczą czy płaczą, ogólnie jest dosyć wrażliwy, ale nie jest tak, że jest ciągle uczepiony mojej spódnicy, bez problemów zostaje z babciami na kilka godzin, moja mama go usypia i zostaje wieczorem jak chcemy gdzieś wyjść. Do tego klubu malucha chodziliśmy wcześniej, grupa jest mała, max 10 dzieci więc wydawało mi się, że to dobry pomysł. Ale teraz jestem naprawdę w kropce. Poza tym ja naprawdę chciałabym żeby on poszedł do jakiegoś przedszkola czy klubu bo siedzę z nim w domu i mam wrażenie, że niedługo oszaleję, potrzebuję tego dla własnego zdrowia psychicznego.
    Nie wiem też co będzie dla niego lepsze, zostawić go jeszcze tutaj i zobaczyć czy się zaadaptuje mimo, że mu się średnio podoba a i ja nie jestem przekonana czy szukać kolejnego miejsca, aż do skutku, aż znajdę takie miejsce do którego będzie chciał chodzić. Czy takie ciągle zmiany też nie będą miały jakiegoś negatywnego wpływu na niego.
  • 06.10.17, 14:02
    A moze pokombinuj z drugiej strony? Mnie bardzo pomogło jak poszłam na 4 godz do pracy.
  • 06.10.17, 14:23
    Ale co zrobię z synkiem jak pójdę do pracy? Mam dwie babcie chętne do zostawania z nim raz na jakiś czas ale na pewno nie codziennie, każda z nich ma swoje obowiązki i swoje życie, nie chcę ich obarczać codzienną opieką.
  • 06.10.17, 14:40
    Ja tez nie mam babć. Za zarobione pieniądze opłaciłam nianie. Na szczęście zarabiam trochę wiecej niż ona bo miałabym poczucie lekkiego bezsensu. Chociaż wyrwanie sie tez jest wartością.
  • 06.10.17, 14:42
    Wiesz moze jak zostanie w domu to mu rozstanie z toba łatwiej przyjdzie. Socjalizacja nie zając.
  • 06.10.17, 12:56
    Nie wiem jak długo już tam chodzicie, ale to mnie to co napisałaś jest niepokojace. Właśnie jestem w trakcie adaptacji synka i trochę czasu spędziłam w naszym przedszkolu. Absolutnie nie ma strofowania, oczywiście że są uwagi ale wszystko jest łagodnym tonem, delikatna interwencja, ja takiej cierpliwości w domu na pewno nie mam jak panie w przedszkolu. Dzieci nie są zmuszane ani do siedzenia przy posilku, ani do jedzenia, ani do uczestniczenia w zabawach w których nie chcą brać udziału. Patrząc na mojego synka to moim zdaniem najważniejsze jest to że polubił i zaufał pani przedszkolance.
  • 06.10.17, 14:35
    3 tygodnie dopiero chodzi, ale ja na całych zajęciach siedziałam pierwszy raz. Małemu nie podobały się zabawy przy piosenkach, tańczenie, pokazywanie itp. Pani go zachęcała, brała za rękę a on tylko chodził z nią w kółko. Potem było czytanie, to się rozruszał, wybierał książki i opowiadał, podobało mu się też malowanie. Ale właśnie przy tych pracach plastycznych co chwilę słyszałam: nie maluj po stole (mieli położoną ceratę), nie wkładaj rąk w farby, zobacz co zrobiłaś, pobrudziłaś ręce itp. Przykro się tego słuchało 🙁 I dlatego nie wiem co robić, szukać kolejnego miejsca czy odpuścić na kilka miesięcy. Poważnie też się zastanawiam nad wizytą u psychologa, może ktoś będzie w stanie dać mi jakieś wskazówki i powiedzieć czy dobrze robię bo czuje się totalnie zagubiona. Mamy dużo książek o przedszkolu, rozmawiamy o emocjach, że rozumiem, że jest mu smutno jak mnie nie ma, ale ma swoje przytulanki i zawsze po niego przychodzę ale on tylko powtarza, że chce do domu, nie lubi się tam bawić i nic mu się nie podoba 🙁
  • 09.10.17, 09:52
    Poszukałabym innego miejsca. Ciągłe upominanie dziecka przeszkadza mu się skupić na rozwoju. To nie koszary.
    Czytałaś "Akcję: adaptację" Stein?
  • 06.10.17, 21:42
    Strofowanie moim zdaniem nie jest ok. U nas co prawda nie było adaptacji (niestety), ale byłam na zajęciach integracyjnych z młodym, poza tym dużo mi opowiada. I jedyne, co usłyszałam, to że pani prosi, albo że mówi, żeby nie hałasować jak dzieci śpią, a jak on hałasuje to mówi dalej albo znów prosi. Jeść wszystkiego nie trzeba, ładnie chyba też nie, bo zawsze brudny od zupy wychodzi tongue_out A już żadnego przymuszania do zabawy - panie podkreślały, że dzieci mają jeszcze czas, że nowe zabawki je absorbują, że mogą się włączać albo nie, nawet w trakcie zajęć językowych.

    Dziewczyny pisały, że dziecko może być nie gotowe i ja się z tym zgodzę. Sporo tu ostatnio postów o problemach z adaptacją a ja sobie pozwolę zauważyć, że większość dotyczy dzieci niespełna trzyletnich. To jest jeszcze bardzo małe dziecko, które niekoniecznie potrzebuje funkcjonowania w grupie - to staje się ważne między trzecim a czwartym rokiem życia, czasem nawet później. Sama mam nadwrażliwe dziecko, które nie lubi hałasów i długo bało się dzieci. U nas rozwiązaniem był kontakt na placu zabaw (gdzie można się bawić "obok") i zajęcia dla dzieci, w których uczestniczyli rodzice. Dzieci uczyły się być z rówieśnikami, były różne zabawy w kółku, piosenki, zabawy plastyczne, a jednocześnie rodzic był, robił to samo, można było siedzieć u mamy na kolanach i chodzić w kółku z mamą za rękę. Chodziliśmy na takie zajęcia najpierw w Irlandii (tamte były typowo muzyczne), potem w Polsce. Plus oczywiście książeczki o przedszkolu i takie w których dzieci bawią się razem. I w pewnym momencie, mając coś ponad trzy lata, młody zaczął nagle bardzo interesować się innymi dziećmi i szukać ich towarzystwa. Nadal bawi się trochę obok, ale wdaje się też w rozmowy, pyta, czy dzieci będą na placu zabaw, chce z nimi biegać i robić to, co one. Ale to naprawdę był długi i czasochłonny proces.

    Jeśli chodzi o przedszkole, to wydaje mi się, że warto próbować, ale są dzieci, które nigdy się nie przyzwyczają. Tak jak są dorośli, którzy nigdy nie polubią bycia w tłumie i w hałasie, męczy ich to. Moja siostra nigdy nie polubiła przedszkola, a chodziła od maluchów do zerówki. Ja za to uwielbiałam. Mój synek w przedszkolu chętnie bawi się z dziećmi, panie go chwalą, ale rozstania są trudne i często powtarza, że nie lubi i nie chce tam chodzić (teraz długo chorował, więc pewnie w ogóle będzie dramat z powrotem). Na razie nie planuję go stamtąd zabrać (bo wychodzi zadowolony, rozgadany i widać, że dobrze się bawił), ale biorę pod uwagę, że się nie przyzwyczai i będziemy szukać innych rozwiązań (może mniejsze przedszkole np. integracyjne).
  • 06.10.17, 22:52
    W sierpniu posyłałam dzieci do żłobka: starsza córka 2,5 roku, młodsza 1,5 roku. Starsza po 3 dniach nie płakała, młodsza pewnie poniewaz niewiele zrozumiała z tłumaczeń o co chodzi w chodzeniu do żłobka dopiero po 2 tyg. zaakceptowała żłobek.

    1. Najpierw zanim w ogóle pierwszy raz poszły tłumaczyłam im DLACZEGO muszą iść do żłobka. Jak dorosły ma zrobić coś w czym nie czuje się pewnie i nie wie czy by chciał to zawsze wie dlaczego mimo wszytsko trzeba! Dziecko też potrzebuje powodu smile Że mama musi iść do pracy zarobić pieniażki żeby można było kupić chleb, pójść na basen albo kupić zabawki. Że mama nie może ich zabrac do pracy ze sobą, a nie mogą zostać w domu bez mamy i taty. I że to normalne że rano dzieci idą do żłobka/przedszkola/szkoły a rodzice do pracy, ale potem ZAWSZE rodzice przychodza po swoje dzieci i cały czas o nich myślą.
    Poza pogadanką polecam literaturę przygotowawczą np. "Kicia Kocia idzie do przedszkola" lub inna z serii dziecięcych o pobycie w przedszkolu. Dodatkowo u nas bardzo podziałała książeczka "Uśmiech dla żabki", nie jest o przedszkolu ale o przeżywaniu tęsknoty za mamą.

    2. Pierwszy dzień w żłobku spędziłyśmy razem, żeby dziewczynki poznały żłobek. Potem zostawialiśmy dzieci najpierw ma 1 godzinę np. przez 3 dni, potem na 1,5 godziny itd. Stopniowo wydłużaliśmy czas pobytu. Myślę, że jeśli Twój synek jest wrażliwy zostawienie go na 4 godziny od razu to trochę za długo.

    3. Gdy zostawiasz dziecko w przedszkolu musisz sprzedać dziecku przekonanie o tym, że uwazasz ze przedszkole jest dobrym miejscem dla niego. Zostaw go w przedszkolu tak jak zostawiasz np. u Babci. tzn. buzi powiedzieć kiedy wrócisz z uśmiechem i ODWRÓĆ SIĘ I WYJDŹ!!!! Nie przedłużaj pożegnania, nie zawracaj jak zacznie płakać, nie pocieszaj. Takim zachowaniem budujesz przekonanie że jest powód żeby było Ci dziecka żal, że czujesz że robisz źle zostawiając go w przedszkolu i że przedszkole jest złe.

    3. ZAWSZE mówiliśmy o żłobku pozytywnie bez negatywnych emocji, ale też bez fałszywych zachwytów i kłamstw. Zwracaliśmy uwagę dzieci na plusy np. dziewczynkom bardzo spodobała się żłobkowa zjeżdżalnia, więc mówiliśmy "ciekawe czy dzisiaj panie wyjmą zjeżdżalnie?". Starsza opowiadała z przejęciem, ze w żłobku jest mała umywalka, więc pytaliśmy "bedziesz dzisiaj myła rączki w specjalnej małej umywalce dla dzieci?". Również dzieciom podobają się piosenki w żłobku i wierszyki tym też je zachęcaliśmy.

    4. To normalne że synek nie chce się bawić i siedzi w kącie z przytulanką bo na początku musi sobie przedszkole "oswoić". Nie każdy dorosły i nie każde dziecko czują się swobodnie w nowym towarzystwie i w nowym miejscu. Każda onieśmielona osoba jest obserwatorem, dopiero jak się oswoi zaczyna się udzielać. Daj synkowi czas, sam wyjdzie w koncu z kąta i zacvznie się bawić. Można też skomponowac mały zestaw ulubionych zabawek które dziecko weźmie ze sobą i będzie się w tym "kącie" bawić. U nas ta metoda się sprawdziła, żeby młodsza córeczka wreszcie się przełamała.

    5. Zmień przedszkole czy klubik bo takie strofowanie o byle co na pewno nie buduje zaufania dziecka i poczucia bezpieczeństwa.

    Wszytskie rady powyżej sprawdziły się u mnie, mam nadzieję że Ci choć trochę pomogąsmile

    POWODZENIA!!!!
  • 06.10.17, 23:28
    Twoja intuicja i obserwacje oraz reakcje dziecka są jednoznaczne - uciekaj stamtąd. Naprawdę są dobre przedszkola, potrafiące zapewnić poczucie bezpieczeństwa.
    Twój synek jest akurat w takim granicznym wieku, pomiędzy wiekiem żłobkowym a przedszkolnym. Do żłobka już nie warto, bo na krótko. A na przedszkole może być niewystarczająco dojrzały.
    Na pewno ważne jest, by nie wdrukowywać mu tych złych doświadczeń, jakie są jego udziałem obecnie. Panie nie powinny strofować w ten sposób.
    Mój młodszy syn był przez godzinę w złym przedszkolu, ze mną, na moich kolanach. I mam wrażenie, że to złe doświadczenie wpłynęło źle na jego cały pierwszy rok w innym przedszkolu (pani psychopatka). W drugim przedszkolu, fajnym, przyjaznym, przez rok nie odezwał się do nikogo. Choć wcześniej, w żłobku, normalnie bawił się z dziećmi. Jakoś się zablokował. Może kwestia wieku, miał 3 lata bez 2 miesięcy. A może kwestia tego, że widział panią, która krzyczała i dawała kary za normalne zachowanie.
  • 07.10.17, 02:23
    Masz braki w wychowywaniu dzieci. 2 zmien przedszkole na australijskie. Spora roznica.

    --
    Cogito ergo zum [mysle, wiec jezdem]
  • 07.10.17, 07:46
    Mój syn tez ma prawie 3 latka ( w listopadzie).

    U nas przedszkole jest publiczne, grupa duża bo 30 os, panie ciepłe i zaangażowane, ale strofowanie i dyscyplina są obecne.

    Poza oczywistościami czyli przygotowanie przez opowiadanie, ciagle budowanie poczucia pewności siebie u dziecka, zapewnianie ze mama i tata go kochają nawet jak śpi i jest w przedszkolu zadziałały 2 rzeczy: 1) sparowanie ze starsza dziewczynka ktora codziennie na niego czeka przy wejściu ( niechętnie dawał sie przekazywać pani, ale mała koleżanka to co innego wink 2) system pn-wt przedszkole do 13, drzemka w domu, środa przerwa od przedszkola( odpoczynek, wyciszenie.popoludnie w lesie itd) czw-pt znowu przedszkole do 13.

    Szczerze powiem, że moje dziecko ma już gotowość przedszkolną,ale nie na cały dzień. Koło południa zaczyna sie rozklejać i wtedy tez jest odbierany. Do tej pory z wyjątkiem zajęć z angielskiego był zawsze z nami w domu ( bez opiekunki. bez żłobka, bez babć itd)

  • 07.10.17, 14:43
    Nie można za bardzo roztkliwiać się nad maluchem, bo potem gdzie znajdziesz świat , do którego będzie pasowało Twoje dziecko, po prostu musi się nauczyć jak żyć w tej rzeczywistości w której jest ! jak pójdzie do szkoły , to nie będziesz co chwilę zmieniać klasy, szkoły bo dziecku coś nie pasuje !!!
  • 07.10.17, 15:53
    może go nie posyłać a po prostu zaprowadzić , pójść razem z nim i pokazać , że jest tam wspaniale, można nawet wziąć dzien dwa urlopu ale dla dziecka warto
  • 08.10.17, 19:56
    Cześć. Najlepiej zapisz dziecko do dobrego przedszkola Montessori. Poczytaj sobie o tej metodzie i poszukaj takiego w swoim mieście. Ja jestem z Łodzi i moje dzieci chodziły do Montesorri na ul. Astronautów. Jest inaczej niż w normalnym przedszkolu publicznym. Przede wszystkim zwraca się dużą uwagę na spokój w grupie, nie ma zabawek 'walecznych', nie ma krzyków, do dzieci podchodzi się indywidualnie, są bardzo dobrze określone zasady, które dzieci respektują. Przede wszystkim są grupy integracyjne czyli dzieci od 3-6 lat. Staarsze opiekują się młodszymi, pokazują im właściwą drogę w sposób dziecięcy pod nadzorem nauczycieli, są opiekuńcze i kochające. Uwielbiają pomagać, bo one kiedyś miale starsze koleżanki i kolegów. są włączane do wspólnych zabaw a jak dziecko nie ma na nic ochoty i potrzebuje czasu to też go dostaje. Aklimatyzacja nie jest łatwa, ale dużo zależy od rodziców, wspólnym rozmów, pozytywnych o przedszkolu - co i kogo tam spotka, co będzie robił, w co się będzie bawił. Na razie psychologa bym sobie odpuściła, Ty mamo obserwuj go w domu i na spacerze bądź jego psychologiem! Powodzenia życzę i wszystkiego najlepszego!!!
  • 08.10.17, 20:12
    Szukaj innego przedszkola, serio. Nie miesci mi sie w glowie takie zachowanie. Moja mlodsza corka poszla do przedszkola majac dwa lata i miesiac, na zajeciach plastycznych dzieci maluja czym chca, raz byl nawet dzien w ktorym malowaly stopami big_grin Oczywiscie ze panie nauczycielki pilnuja porzadku, bezpieczenstwa itd itp, ale nie w taki sposo jak Ty opisujesz. A kiedy planujesz powrot do pracy?

    --
    Dyplomata - człowiek, który potrafi powiedzieć spie...j w taki sposób, że poczujesz dreszczyk emocji na myśl o czekającej cię wyprawie.
  • 08.10.17, 20:24
    Ja bylam taka. Balam sie ludzi.
    Po pierwsze nie zachecac na siel. Niech siedzi. Oswoi sie to zacnie sie bawic.
    Po drugie, kazde dziecko jest inne: sa roczniaki lgnace do kazdego kto sie do nich usmiechnie i pieciolatki kulace sie przezd kazdym spojrzeniem. Trzylatek to male dziecko i jesli boi sie grupy, a nie musi do niej chodzic to niech oswaja sie z jednym -dwjgiem dzieci na raz.
    Mnie przszlo w wieku 6 lat. Szkole uwielbialam. Ale mam ucznia ktory ma tak silna fobie, ze traci zdolnosc mowy w obecnosci obcej osoby. Jednak on jest wyjatkiem. Pomaga nie zwracanie uwagi i traktowanie normalnie. Im wiecej problemu sie z tym robi tym bardziej problem sie nasila.
  • 09.10.17, 11:36
    >Po pierwsze nie zachecac na siel. Niech siedzi. Oswoi sie to zacnie sie bawic.
    To troche bardziej skomplikowane. Ja miałam tak, że moja mama była zachwycona moim rozwojem w przedszkolu. Przez pol roku przychodziłam do domu recytowałam wierszyki, tańczyłam, robiłam lekcje lalkom tego czego się nauczyłam, opowiadałam o innych dzieciach i jak to się z nimi super bawię. I rodzice byli pewni, że mają prawdziwą gwiazdę. Po pół roku moja mama podziękowała przedszkolankom, że tak mi pomogły się zaadaptować, choć córeczka taka nieśmiała i że tyle mnie nauczyły. Paniom szczęki opadły i powiedziały mamie, że od pół roku nie wzięłam nigdy udziału w żadnych zajęciach i tańcach, że cały czas siedzę w kąciku, ściskam misia i buduję wieżę z klocków i jeszcze się nie odezwałam do żadnego dziecka. I że one stwierdziły, że to taki temperament i mnie w tym kąciku zostawiły... Po tamtej rozmowie zaczęły mnie trochę bardziej zachęcać i dopiero wtedy okazało się, że po prostu czekałam na jakiejś wyraźniejsze zaproszenie i zachętę, żeby się otworzyć.
    Tak że ten tego. Do każdego dziecka trzeba znaleźć kluczyk (i może nie czekać pół roku...)
  • 08.10.17, 23:06
    Moi obaj synowie tez tak mieli. Dlatego... nie wysylalam ich. u nich ot byl problem z rozlaka. Strasznie plakali i dlatego zdecydowalam, ze zostanie z nimi w domu, dopoki nie pojda do szkoly. W wieku 6 lat bez ani jednej lzy pomaszerowali do szkoly - od pierwszego dnia ja polubili. Bo dorosli emocjonalnie. Kazde dziecko rozwija sie w roznym tempie, kazde ma inne potrzeby emocjonalne i co innego jest placz, bo dziecko ''chce cukierka'', a co innego placz, gdy dziecko boi sie zostac samo w przedszkolu. Po co na sile dziecko wypychac do klubow malucha, jesli ono tego nie lubi? Ja tez nie zawsze mam ochote byc w towarzystwie innych, brac udzial w dyskusji, w tancach czy degustacjach... Ja moge odmowic, dziecko? Wszyscy ciagle pytaja czemu sie nie bawi,czemu nie spiewa, czemu nie chce rysowac - moze po prostu nie lubi? Moje dzieci, teraz juz 9 i 11-latki nie cierpia wystepow szkolnych, piosenek, konkrsow plastycznych. za to uwielbiaja lamiglowki matematyczne i gre w noge. I dlatego do szkoly chodza z radoscia, bo na szczescie piosenki spiewaja nie codziennie....
  • 08.10.17, 23:13
    a co do drugiej czesci, czyli klimatow panujacych w przedszkolu, to dokladnie to samo mialam ze swietlica: dzieci ''musialy'' uczestniczyc w zajeciach plastycznych. efekt byl taki, ze moje chlopaki nie chcialy chodzic do swietlicy, bo oni chcieli sie poruszac, a nie znow siedziec. powiedzialam im, ze po szkole NIC nie musza. to samo powiedzialam pani ze swietlicy: po szkole to jest czas wolny i jesli dziecko odpoczywa rysujac czy wycinajac, to ok, ale jesli tego nienawidzi, to niech to nie bedzie kolejnym obowiazkiem. Podobnie z jedzneniem - spytalam, czy jak pani nie jest gloda, to tez wciaska w siebie talerz zupy. Nie. No wlasnie, wiec jesli moje dziecko nie jest glodne to tez juz nie musi jesc. To byla swietlica. Ale uwazam, ze w przedszkole to nie szkola i dzieci tez powinny miec troche wyboru co do spedzania czasu.
  • 09.10.17, 15:45
    koniecznie psycholog i wysmaruj mu jeszcze dupe maslem
  • 09.10.17, 18:29
    Dzięki za wszystkie (sensowne 😉) odpowiedzi, trollom nie dziękuję. Jakby mój psychiczny dół nie był wystarczająco duży to miałam jeszcze rozmowę ze znajomą, która pracuje w przedszkolu, ale nie jest przedszkolanką. Ona generalnie uważa, że jedno dziecko na sto się nie adaptuje, reszta owszem płacze, ale to normalne i trzeba czekać aż się przyzwyczają. Oczywiście połowa rodziców uważa, że ich dziecko jest bardzo wrażliwe, a tak naprawdę dzieci są mądre i manipulują rodzicami i wymuszają. Powinnam wejść, dać buziaka i wyjść, nieważne, że dziecko płacze czy wypada w histerię, przejdzie mu 😐 Przy czym sama przyznała, że jej córka i później jej wnuczka przedszkola nie lubiły.
    Ogólnie nie wiem co mam zrobić, mamy opłacone jeszcze kilka zajęć w tym klubie, myślę że jeszcze pójdziemy i zobaczę czy synek miał gorszy dzień czy znowu będę musiała z nim zostać. A, dzisiaj rano jak się obudził to się zapytał czy idzie do klubu bo on tam lubi chodzić. Zwariować można.
  • 09.10.17, 21:33
    masz zdrowo myślące dziecko; zachowuje się w pełni normalnie i racjonalnie;
    wspaniale, że chce isć do klubiku, jest ciekawa ale nie ma żadnego powodu by był pewien jak tam będzie, czy będą sami OBCY czy przyjaźni jacyś ludzie, po drugie nie wie czy tam dzieci sa grzeczne itd itd.
    dorosły gdy idzie do pracy ma milion niepokojów, choć nie jest mały i nie jest ubezwłasnowolniony jak dziecko!
    trzeba iść z dzieckiem i posiedzieć z nim tam tak długo, aż zacznie się bawić; kiedy zacznie się bawić trzeba proponować idziemy do domu, i zgadzać sie gdy prosi, ze jeszcze zostaniecie, to może trwać kilka dni i w końcu dziecko samo zaczyna mieć w głowie, że chce zostać bo tu jest ciekawie; warto na poczatek wychodzić wcześniej, nie dopuszczać by dziecko wpadło w przerażenie, ze mamy nie ma i porzuciła je na zawsze; tak małe dzieci nie znają poczucia czasu, wszystko jest na zawsze, mam jest albo NIE MA, mama kocha albo porzuciła, itd itd - dziecko w porównaniu z dorosłym uczy się bardzo szybko, ale pamięta też doskonale ; dziecko które przestraszy się, ze mama zniknęła na ZAWSZE - bardzo trudno dziecku rozumieć co tzn że mama znika na trochę tzn cały dzień = wieczność, czy na godzinę - kto nie rozumie, bierze zegarek i patrzy na niego przez godzinę - tak dziecko potwornie długo czeka ; kto chce spróbować zrozumieć, może sobie przypomnieć dzieci płaczące z przerażenia, gdy mama wchodzi do wc - do czasu gdy nie pozna pewności, że mama wróci; dzieci potrafią czekać ale najpierw muszą wyczuć, doświadczalnie to ogarnąć co tj to rozstawanie na trochę;
    ważna zasada - nigdy nie okłamujemy, nie oszukujemy dziecka, nigdy nie wymykamy się w tajemnicy - NIGDY!
    a tak poza tym - czy mały bawił się kilka razy każdego tygodnia z dziećmi, czy do waszego domu przychodziły dzieci i bawiły się bez wtrącania dorosłych, miały zorganizowaną zabawę ale chciały się bawić się ze sobą nie z mamą?
    przy okazji jeszcze jedno - nigdy nie straszcie/przestrzegajcie dziecka przed obcymi - zanim cos podobnego powiecie pomyślcie jak to działa i czy dziecko może przestać się bać wszytskich ludzi;
    małego dziecka nie zostawia sie samego i pilnuje się, strzeże przed potworami smile

  • 09.10.17, 21:52
    to dość poważne ale pokazuje jak powstają lęki separacyjne i deprywacja
    dziecko zaczyna rozumieć, czuć ze zasługuje na miłość i to najważniejszy posag na całe życie
    www.youtube.com/watch?v=-PQipH4uLME warto próbować słuchać, rozumieć jak budujemy szczęście człowieka dorosłego od samego początku
  • 10.10.17, 08:34
    Mam taka propozycję: weź chusteczkę higieniczną, pomaluj usta mocno pomadką, błyszczykiem (czym lubisz ale tak, aby usta były MOCNO umalowane) i odciśnij silnego "całusa" na tej chusteczce (najlepiej wewnątrz złożenia). Takiego "przenośnego" całusa zapakuj Malcowi do kieszonki z informacją, że jak mu się zrobi smutno czy też zatęskni za Tobą to może sobie wyjąć i "ucałować". U nas pomysł się sprawdził. Mało tego: pomysł sprzedałam już wielu znajomym (mój syn ma dzisiaj 19 lat) i wszyscy, jak jeden mąż, byli bardzo zadowoleni, a maluszkom ułatwił on rozstanie.

    --
    Wrażliwy facet, który gada, to mityczne stworzenie...
  • 10.10.17, 08:39
    Mój syn też był bardzo wrażliwy. Również uczęszczaliśmy do klubików, na place zabaw, w przedszkolu był okres adaptacyjny. Proszę pamiętać, że było to ponad 15 lat temu - inne czasy wink. Na domiar złego miał nadwrażliwy słuch - niedostrojone pianino doprowadzało go do histerii. Ponadto potrzebowaliśmy przedszkola, które będzie akceptowało indywidualne (silne alergie pokarmowe) żywienie - dowożone i przygotowywane przeze mnie. Udało nam się wyselekcjonować odpowiednią placówkę, którą po dziś dzień syn dobrze wspomina. Zwłaszcza Panią, która nie była wychowawczynią, a "jedynie" pomocą dla wychowawcy. Złota Kobieta. Dla wszystkich maluszków.

    --
    Wrażliwy facet, który gada, to mityczne stworzenie...
  • 10.10.17, 10:42
    bo chyba nie dla 3 letniego dzeicka.
    Zakladam, ze w domu zachowywal sie normalnie. Przyczyn takich problemow moze byc duzo.
    Od faktyzcnie problemow, ktore wymagalyby pomocy psychologa dzieciecego.. ale bardziej dla rodzicow. Od problemow, wynikajacych z tego , ze dziecko bylo kiszonka domowa i przez caly okrec 3 lat spedzalo glownie z mama. Zadko zajmowal sie nim ktos inny, mialo sporadyczny kontakt z ibcymi osobami (lub innymi osobami) sam na sam. Nie zostawalo nidgzie samo na dluzej..np na kilka godzin z innymi osobami. Itd itd.

    No i dzieko w przedszkolu mus jednak uczyc sie przestrzegania zasad. Nie wiem jak to na prawde wyglada w tym przedszkolu, ale przypuszczalnie wiekszosc dzieci przyszla do przedszkola teraz i nie bardzo potrafia sie zachowac..wiec opiekunki musza im wprowadzic reguly. Inaczej bedzie masakra...

    W kazdym badz razie ja nie jestme fanem np rzucania dzeicka na gleboga wode, zostawiania w przedszkolu i wychodzenia... jak w wielu przedszkolach sie odbywa.
  • 19.10.17, 11:34
    Mały update: zrezygnowaliśmy z tamtego klubu, znalazłam inny. Panie mają zupełnie inne podejście do dzieci, nie ma ciągłych nakazów i zakazów. A ja tym razem nie zostawiam synka tylko siedzę całe zajęcia w sali obok, oczywiście przyłazi do mnie co chwila ale myślę, że tak lepiej się zaadaptuje. W planie mam wyjście na chwilę, potem na dłuższą i w końcu może uda mi się go zostawić na całe zajęcia, ale muszę poczekać aż będzie na to gotowy. Dzięki wszystkim za rady.
  • 19.10.17, 18:56
    Brawo! Jaka mądra mama smile Tak właśnie powinna wyglądać adaptacja.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.