Dodaj do ulubionych

samodzielna zabawa 3 latki

07.11.17, 10:00
Witamsmile
chciałam zapytać tak orientacyjnie czy Wasze dzieci potrafią się dłuższą chwilę bawić same? Moja 3-latka wytrzymuje sama kilka minut i zaraz ciągnie mnie czy tatę do zabawy. To pewnie trochę nasza wina bo od początku prawie ciągle ktoś się nią zajmował. Teraz jest tak, że wymyśla sporo zabaw ale potrzebuje do nich towarzystwa. Jak ma jakiegoś rówieśnika to jest super, moglibyśmy nie istnieć ale żeby tak sama to zupełnie nie. No więc leczymy te misie, układamy klocki itp ale chyba pora na trochę samodzielności.
Jak to jest u Was?
Edytor zaawansowany
  • 07.11.17, 11:05
    U nas też ciężko. Często bawi się ze starszym bratem zamiast z nami, ale samodzielna zabawa jest zwykle bardzo krótka. Od dłuższego czasu najchętniej bawi się w "mamę i tatę", i jeszcze obowiązkowo to ona musi być mamą. Ja najczęściej mam być tatą albo starszym bratem smile
  • 07.11.17, 12:00
    Nie znamy tego problemu. To nasze pierwsze i jedyne dziecko, ale nigdy nam nim nadmiernie nie wisieliśmy czy wisimy. Niemniej i on sam tego nie wymagał z drugiej strony. Obecnie ma blisko 4,5 roku, ale już od bardzo dawna potrafi wsiąknąć na kilka godzin w swoim pokoju i bawić się różnymi zabawkami, klockami, pociągami, samochodami, prowadzić dialogi i wymyślne sytuacje z udziałem strażaków, policjantów czy innych figurek. Przeglądać książeczki itp. Z drugiej strony potrafi układać z tatą puzzle całymi godzinami lub porysować kredkami 5 minut i się znudzić.
  • 07.11.17, 13:10
    Nie chcę cię martwić, ale trzylatek, który w ogóle nie bawi się sam, znajduje się bardziej w normie niż trzylatek, który "potrafi wsiąknąć na kilka godzin w swoim pokoju"
  • 07.11.17, 15:39
    Ha, a juz myslalam ze moje dziecko odstaje - ma 4 lata i potrafi sie sam pobawic z 10min. Absolutnie nie wsiaknie w zabawe na wiele godzin.
  • 08.11.17, 08:50
    Nie powiem Ci, gdzie mam te tzw. normy. wink
  • 08.11.17, 09:59
    Ale normy coś pokazują. Czasem granica normy to jeszcze normalność, ale czasem bywa to sygnał ostrzegawczy. Człowiek jest zwierzęciem społecznym i niepokojące jest to, gdy małe dziecko tak długo potrafi spędzać czas poza stadem.
  • 08.11.17, 11:05
    A tak z ciekawości podpytam: o jakich normach mówisz?
  • 08.11.17, 11:25
    W tym przypadku o tak zwanych normach zdroworozsądkowych.
  • 08.11.17, 21:46
    Myślałam, że masz na myśli "poważniejsze" normy, jakichś psychologów czy coś w tym stylu. Normy zdroworozsądkowe dla każdego mogą być inne. Ja nie widzę nic dziwnego w tym że małe dziecko bawi się samo bo ja sama taka byłam i w zasadzie dalej jestem introwertyczką lubię być sama ze sobą, nie przepadam za hałasem, po prostu taki mam charakter i widzę, że mój syn jest do mnie podobny. Chyba nie ma sensu straszyć że czyjeś dziecko odstaje od normy. Akurat mja-15 się tym nie przejęła ale inna matka mogłaby się przestraszyć i dopatrywac nie wiadomo czego.
  • 09.11.17, 10:57
    Są dwie możliwości, albo mja przesadziła z długością czasu spędzonego przez dziecko w samotności, albo jest powód do niepokoju. Kilka godzin to jest co najmniej 2-3 godziny! Nie mówimy o samodzielnej zabawie jako takiej, ale samodzielnej WIELOGODZINNEJ zabawie.
  • 09.11.17, 11:28
    Sobą się niepokój lepiej, bo nie umiesz czytać. Nie rozumiesz i z fragmentarycznych wypowiedzi wyciągasz bzdurne wnioski. Kilka godzin to i 2 i 3 godziny, a nie 12. tongue_out
  • 08.11.17, 13:23
    Wyciągasz zbyt daleko idące wnioski z krótkiej wypowiedzi i faktu, że tak małe dziecko potrafi od czasu do czasu pobawić się samo, a nie wisi 24 godziny na nodze rodzica, bo nie potrafi być kreatywne, albo ma takie właśnie potrzeby lub charakter.
  • 08.11.17, 15:27
    Pomiędzy "potrafi od czasu do czasu pobawić się samo" a "od bardzo dawna potrafi wsiąknąć na kilka godzin w swoim pokoju" jest spora różnica. I to ty sama musisz ocenić, w której sytuacji napisałaś prawdę.
  • 09.11.17, 09:29
    Czepiasz się słówek. Nie napisałam planu dnia, każdego miesiąca. To, że potrafi wsiąkać na kilka godzin i się bawić, to nie znaczy, że codziennie siedzi sam i sam się bawi na przykład 6 godzin i nie wychodzi z pokoju.
    Opisana przeze mnie powyżej sytuacja miała na celu pokazanie, że są dzieci, które nie absorbują rodziców przez każdą sekundę, gdy nie śpią i potrafią bawić się samodzielnie, bez udziału rodziców.
  • 09.11.17, 11:03
    "Opisana przeze mnie powyżej sytuacja miała na celu pokazanie, że są dzieci, które nie absorbują rodziców przez każdą sekundę, gdy nie śpią i potrafią bawić się samodzielnie, bez udziału rodziców."

    Opisana przez ciebie sytuacja miała na celu przechwalanie się, bo kilkugodzinna samotna zabawa to jest jakieś ekstremum. I jak sama piszesz, są to sytuacje wyjątkowe. Pewnie zdarzyły się gdy dziecko dostało jakiś wyjątkowo ciekawy prezent.
    Dzieci są różne, jedne są bardziej, drugie mniej absorbujące. Wpływ wychowania wbrew pozorom nie jest aż tak znaczący. Masz jedno dziecko, więc brakuje ci porównania.
  • 09.11.17, 16:27
    Tez tak myśle. Szczególnie w tym wieku. Oczywiscie są wyjątki ale są pewne zachowania ktore dzieci powielaja w okreslonym wieku. Takie sachowanie jak opsiane "przesiadywanie godzinami i samotna zabawa" to raczej normalne dla 7 latka. Ale ja patrze na to przez pryzmat autystyka w rodzinie. Tez rodzice wrecz puchli z dumy ze ich dziecko od małego potrafiło sie samo sobą zając, potem sie okazało ze wrecz woli byc sam.
  • 10.11.17, 08:50
    Zdolność samodzielnej zabawy przez jakiś czas nie oznacza, że dziecko ciągiem siedzi samo 7 godzin w swoim pokoju i się bawi. Tylko, że potrafi się bawić samodzielnie czy to u siebie czy w salonie obok rodziców, bez konieczności aktywnego trzymania go za rękę przez rodzica.
    A z drugiej strony, posiada społeczną zdolność zabawy w grupie, zarządzania nią i podporządkowywania sobie. Już w żłobku miał przejawy tworzenia gangu "rządzicieli" wraz z kolegą i dwoma koleżankami. Teraz w przedszkolu też jest tak aktywny w grupie, że znają go prawie wszystkie dzieci.
  • 10.11.17, 09:07
    "Zdolność samodzielnej zabawy przez jakiś czas nie oznacza że dziecko ciągiem siedzi samo 7 godzin w swoim pokoju i się bawi"

    Sama napisałaś o wielogodzinnej zabawie.

    "zdolność zabawy w grupie zabawy w grupie, zarządzania nią i podporządkowywania sobie." "Już w żłobku miał przejawy tworzenia gangu "rządzicieli" wraz z kolegą i dwoma koleżankami."

    Koszmar... Współczuję jego kolegom. Bycie w grupie, wspólna zabawa, NIE POLEGA NA PODPORZĄDKOWYWANIU nikogo! A jeszcze mamusia taka dumna z małego dyktatorka.
  • 10.11.17, 09:34
    Skoro dzieci lubią tego "dyktatora", to chyba źle im się nie dzieje. Przecież nożem czy bronią dzieci nie zastrasza w przedszkolu i nie trzyma pod butem.
    To, że jest "wampirem energetycznym, co nas też wykańcza, to chyba lepszy taki egzemplarz niż taka "ci..." siedząca w kącie i bojąca się wszystkiego, którą może życie zje w przyszłości.
  • 10.11.17, 10:07
    "lepszy taki egzemplarz niż taka "ci..." siedząca w kącie i bojąca się wszystkiego, którą może życie zje w przyszłości."

    Czemu krytykujesz inne dzieci?! W dodatku w taki chamski i okrutny sposób!
    Wiesz kto spowoduje, że "życie zje te ci... siedzące w kącie"?, takie mamuśki jak ty, które twierdzą, że słabszy jest gorszy.
  • 11.11.17, 13:29
    Nie, dyktator i wampir energetyczny to paskudny zestaw. "Ci..." siedząca w kącie, czyli introwertyk, przynajmniej nikogo nie krzywdzi.
  • 10.11.17, 08:55
    Odnoszę wrażenie, że niektóre osoby tutaj szukają usprawiedliwienia dla małego rzepa, które wisi na nim, może tylko nie wtedy, gdy śpi.
    A jak ktoś śmie powiedzieć, że jego dziecko i potrafi się samodzielnie bawić, od czasu do czasu przecież, i nie wymaga 100% przez cały czas aktywnego uczestnictwa rodziców, którzy nie mogą odejść na krok i być aktywnym i otwartym w grupie rówieśników.
    Rzepy i bluszcze dziecięce to jest "norma". Bawi się samo - odstaje od normy.
  • 10.11.17, 09:03
    Ale sie uczepila Ciebie ta madka. Nie moze Ci chyba darowac, ze nie dalas sie zastraszyc, a Twoje wypowiedzi od pierwszego komentarza sa spokojne i rozsadne. Ja nie widze w ktorym momencie mialabys sie przechwalac. Skoro juz jedziemy po niskich motywacjach, to moze po porstu ona jest raczej zazdrosna, bo pewnie ma typowo polskie dziecko do poznego wieku przyzwyczajone ze swiat kreci sie tylko wokol niego i potrzebuje nieustannej uwagi. Dobrze ze sie nie przejmujesz madralinskimi "ekspertkami" dzieciecej psychologii i peditrii, ktore nie sa w stanie nawet wskazac na konkretne badania naukowe. A ten zdrowy rozsadek to chyba troche za malo, bo zdaje sie ze w czasach naszego dziecinstwa rodzice nie robili w wiekszosci przypadkow pepkow swiata ze swoich dzieci i raczej od wczesngo dziecinstwa jak sie nie mialo rodzenstwa albo znajomych z piaskownicy to dorosli raczej nie zawracali sobie glowy wymyslaniem wyszukanych zabaw swoim pociechom tylko bawily sie same. I jakos nie roslo pokolenie autystykow jak w tych czasach. A jesli chodzi o bardziej naukowe spojrzenie na sprawe, to czytalam kiedys artykul specjalisty, niestety bylo to dawno i nie jestem w stanie go odnalezc, ze wlasnie wskazana jest umiarkowana samotnosc nawet u malych dzieci, poniewaz daje im to szanse uruchomic wyobraznie i przetrawic samemu wiedze i bodzce ktore do nich docieraja. Autor zasugerowal nawet ze jest to wskazane ze wzgledu na lepszy rozwoj ineligencji u dziecka, nie mowiac juz o samodzielnosci. No ale niestety Polska to nie jest kraj dla normalnych matek bo zawsze jakas sie do czegos doczepi, zeby nie bylo ci za dobrze wink
  • 10.11.17, 09:36
    positivesdenken napisała:

    No ale niestety Polska to nie jest kraj dla normalnych matek bo zawsze jakas sie do czegos
    > doczepi, zeby nie bylo ci za dobrze wink

    W imieniu wszystkich nienormalnych, polskich matek dziekuje Ci, ze zaszczycilas nas swoja obecnoscia.
  • 10.11.17, 10:03
    Do uslug
  • 11.11.17, 05:57
    Ale wiesz ze to forum nie mieści sie na terenie RP i polowa matek jest równie światowa jak ty?
  • 10.11.17, 11:39
    To, że Ciebie Twoi rodzice nie zrobili pępkiem swojego świata, to niestety aż bije z Twojego posta. Współczuję. Myślę, że jednak dzieci, które są pępkiem świata ich rodziców nie leją tyle bezinteresownego jadu, a już z pewnością nie muszą sobie wymyślać nicka positives Denken, bo one po prostu denken positiv o wszystkich smile
  • 10.11.17, 12:13
    Dziekuje za wspolczucie, nie jestem pewna czy jest mi rzeczywiscie potrzebne, ale skoro ty tak twierdzisz to moze tak jest. Jak chcialas sie skupic raczej na cietym jezyku mojego posta a nie zauwazac merytorycznych argumentow w nim zawartych, ktorych moim nieskromnym zdaniem wielkiego pepka swiata tez jest troche, no to Twoja sprawa. Ale moze jak je zauwazysz i porownasz ze swoim komentarzem ktory wlasciwie nic nie wnosi sensownego do dyskusji poza ocena mojej osoby, do ktorej oczywiscie masz prawo, sama w tym rozliczeniu mozesz okazac sie jeszcze mniej "positiv". P.S. zdradze Ci w sekrecie, ze nie "musialam wymyslac sobie nicka", bo jest calkiem przypadkowy, ale widze po Twojej wypowiedzi ze to byl chyba kolosalny blad z mojej strony. W starciu z niektorymi tutaj nawet niewiny nick moze sie okazac straszna bronia w rekach tych tak pozytywnie myslacych o wszystkich i "argumentem" nie do obalenia.
  • 13.11.17, 14:43
    bo faktycznie zdenerwowałam się dziwnymi i bezpodstawnymi analizami i użyłam nieco pejoratywnych zwrotów, jak i ambiwalentnych. Choć akurat określenia "rzep" nie uznałabym osobiście za zwrot obraźliwy, a raczej o zabarwieniu humorystycznym. Niemniej, może rodzicom dzieci wymagających więcej bliskości, mogło nie być do śmiechu.

  • 13.11.17, 15:19
    Czy słowo ci.. (o nieśmiałym dziecku) również uważasz za nieobraźliwe i humorystyczne?
  • 07.11.17, 20:42
    Pół godziny da radę, przebiegnie o cos spyta i wroci do siebie. Potem cos razem a potem znowu sama.

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/relgt5odpew4ev0j.png
  • 07.11.17, 21:07
    Synek za parę dni kończy 3 lata. Potrafi się bawić sam ok 30-40 minut, ale w zasadzie tylko autkami, jeździ nimi, prowadzi dialogi 😉 itp. Ewentualnie porysuje sam parę minut. Ale bywają dni kiedy ma gorszy humor i wtedy chce się bawić tylko z kimś. Myślę, że dużo zależy od charakteru dziecka, mój jest typem outsidera i obserwatora, wszyscy mówią, że jest bardzo spokojny, od małego lubił np oglądać książeczki i potrafił się skupić na dłuższy czas. A znam dzieci, które są totalnym przeciwieństwem mojego synka, takie typy co wszędzie ich pełno 😉 i wydaje mi się, że takie dzieci bardziej potrzebują towarzystwa do zabawy. Ale to są oczywiście tylko moje luźne spostrzeżenia.
  • 08.11.17, 11:14
    Mój ma 2,5 roku i teoretycznie potrafi, tzn. zdarza mu się to. Ale nie w takiej sytuacji kiedy ja chcę coś zrobić i proszę żeby się sam pobawił tylko np. jak chce go położyć na drzemke i idę do sypialnii a on nie chce iść spać, wtedy nawet godzinę może się bawić sam, a do mnie nie przyjdzie (bo będę go próbowała namówić na spanie).
  • 08.11.17, 14:10
    A czy dziecko chodzi do przedszkola?

    Bo moze jak juz jest z rodzicami w domu to chce sie z nimi pobawic?

    Moja corka 3 lata 8 miesiecy bawi sie sama i wybiera sobie sama zabawe i umie sie na niej skupic. W przedszkolu nieraz mowiono mi ze to niezwkle dojrzale na jej wiek i to oznacza ze rozwija sie bardzo dobrze.

    Ale jak juz jestesmz w domu razem to czesto do nas przychodzi i wkreca nas w zabawe. Teraz duzo bawi sie w role play, wiec do tego naturalnie potrzebny zwykle jest jakis towarzysz zabawy. W przedszkolu o to latwo. W domu roznie bo musze czasem cos ugotowac czy chce tez odpoczac.

    Moja rada jest jedna - znajdz czas bz sie z dzieckiem pobawic pol godziny czy ile mozesz. Potem cos dziecku zaproponuj i probuj sie wycofac.
  • 08.11.17, 14:18
    Córka chodzi do przedszkola, jest tam z tego co mówią panie bardzo aktywna i dobrze sobie radzi. Typ "wszędzie jej pełno" i generalnie nie usiedzi zbyt długo w jednym miejscu. Generalnie ja bardzo lubię się z nią bawić i nie mamy z tym specjalnych problemów. No poza tym, że oczywiście 16-sty raz odśpiewanie sto lat misiowi może zmęczyćsmile Tak tylko chciałam podpytać jak to wygląda w tym wiekuwink dziękuję Wam bardzo za odpowiedzismile
  • 08.11.17, 14:29
    Doceniaj i ciesz się z tych chwil, nawet jeśli masz już dość po raz setny bawić się w spacer z lalkami itd. Mi często się nie chciało, bawiłam się trochę z musi, potem przyszedł okropny regres rozwoju i diagnoza autyzm. Teraz oddalabym wszystko, żeby dawne zabawy wróciły.
  • 08.11.17, 14:35
    Mysle ze czasami my, rodzice, boimy sie piwiedziec dziecku "nie". Unikamy konfliktow. Ale przeciez ty mozesz corci powiedziec, ze teraz nie chcesz sie bawic.

    Inny pomysl to zajecie sie czyms rownolegle, np.ty czytasz swoja ksiazke, a corka swoja. Ty robisz plan w swoim kalendarzu, corka tez. Tzn.takie pokazanie ze mozna sie czyms samemu zajac.
  • 08.11.17, 21:57
    To jest normalne, dlatego myśmy od razu 'wyprodukowali' rodzeństwo, żeby nie mieć tego problemusmile
  • 09.11.17, 07:33
    U trzylatka zachodzi intensywnie rozwój społeczny. Uczy się chętnie pracy i zabaw w grupie, w towarzystwie innych osób. To jak najbardziej prawidłowe.
  • 09.11.17, 21:39
    moje nigdy nie lubilo sie bawic samo..
    ma teraz 9 i wciaz 20 minut samodzielnej zabawy to sukces. Potrzebuje towarzyszy i koniec.

    Moze jak wstanie wczesniej w weened a ja spie to sobie cos porobi..ale tak.. nic z tego.
  • 10.11.17, 08:32
    W pewnej mierze jest to na pewno związane z wiekiem, wiadomo im mniejsze dziecko tym więcej czasu spędza z rodzicami. Jednak muszę powiedzieć że z moich obserwacji wynika że rodzice sami sobie szykują taki los od małego zabawiając dzieci. Kiedyś dzieci bawiły się z dziećmi i to było dla nich zdrowe, teraz inne dzieci zostały zastąpione przez rodziców czy innych dorosłych co zdrowe dla dzieci nie jest. Obserwuję to na placu zabaw, ale nie tylko, często widzę rodziców i opiekunki zabawiające dziecko przebywając non stop przy nim. Chodzi o wiek nawet do 3 lat. Niestety prowadzi to do tego że dziecko nie potrafi się bawić samo. Ja osobiście nie bawię się z dzieckiem. Co nie znaczy że nie spędzamy razem czasu. Spędzamy go na spacerach, przy załatwianiu spraw codziennych czy na basenie, w domu syn raczej z ciekawością towarzyszy mi w wykonywaniu czynności domowych np. Robienie prania, wieszanie, sprzątanie za stołu, przy gotowaniu jeszcze nie ale wtedy często bawi się jakaś "maszyna" np. niepodłączonym blenderem, czy garnkami. Dzięki temu uczy się przez naśladownictwo co jest typowe dla tego wieku 20 miesięcy. Czytam mu też bajki czy układamy puzzle, ale już np. Autkami czy klockami bawi się sam, tak samo innymi rzeczami, które sobie wymyśli. Staram się też stworzyć mu możliwość aby miał jak najwięcej kontaktu z dziećmi, które z resztą bardzo lubi i jest kontaktowy, dlatego na placu zabaw chodzi tam gdzie chce i nawiązuje relacje. Innymi dziećmi a teraz w sezonie jesiennym chodzę z nim na zajęcia dla dzieci. Najbardziej wartościową rzeczą jaką można zrobić dla dziecka to pozwolić mu odkrywać świat samemu a nie pokazywać jak coś działa, jak się bawić. Dziecko powinno samo odkrywać jak działają pewne rzeczy, dzięki temu wzmacnia się ich poczucie sprawczosci, kreatywność, chęć poznawania świata. Takie dziecko nie będzie się później nigdzie nudziło bo zawsze coś je zainteresuje zawsze coś jest do zabawy. Takie dziecko bez problemu wejdzie w świat innych dzieci, a rodzice w tym czasie mogą przebywać w swoim dorosłym towarzystwie.
  • 10.11.17, 08:45
    I właśnie o to chodzi. Też stosujemy podobne podejście. Z tym, że mały chodził do żłobka, a teraz do przedszkola. Jest ogromnie otwartą osobą, uwielbia towarzystwo, odnoszę wrażenie po zachowaniu innych dzieci, że jest wręcz uwielbiany. Żartujemy sobie z mężem, co on (syn) wyprawia z tymi dziećmi, że na jego widok wykrzykują jego imię, otaczają go radośnie i zagadują. Jakiś "przywódca" chyba nam rośnie. wink
    I od małego jest cyganem. Jak jest u babci, zawsze nas wyrzuca z jej domu - no już idźcie sobie rodzice. I u szwagierki to samo. Tak dobrze bawi się z kuzynem, że nawet nie zauważa, że przyjechaliśmy. I zarządza swoim starszym kuzynem i kuzynem jego kuzyna.
  • 10.11.17, 09:15
    Po prostu masz takie dziecko, a nie inne. Ale przechwalasz się tak, jakby był ósmym cudem świata, a ty wzorem matki. Dlatego mnie to wkurza, bo swoimi wypowiedziami dajesz do zrozumienia, że inne matki mają mniej udane dzieci i je gorzej wychowują. Nie widzisz tego, krynico mądrości?
  • 10.11.17, 09:30
    Dałam się wciągnąć w niepotrzebne tłumaczenia, po napaści, że dziecko odstaje od normy jakiejś tam, że może autystyk. A czym tu się przechwalać?! Ewka-1978 zapytała jak bawią się dzieci, to mnie zaatakowano, że coś z nim jest nie tak, skoro ma 4,5 roku i od czasu do czasu sam się bawi.

    Różowo nie ma, bo głoduje lub prawie głoduje w przedszkolu, a w domu z jedzeniem też przechodzimy gehennę. Takim cudem świata to nie jest. Na szczęście. smile
  • 10.11.17, 09:34
    Wiesz co, ja tak nie odbieram jej (mja-15) wypowiedzi. Pisze jak jest u niej i tyle. A jest faktycznie dosc wyjatkowo. Kazda z nas jest dumna ze swojego dziecka i uwaza je za superowe. I jest tez troche tak, jak slusznie wytlumaczylyscie mi tu na forum, ze mamy tendencje do przeceniania swojego udzialu w ksztaltowaniu zachowan dzieci. Dopiero matki kilkorga widza jasno ze te same metody wychowawcze moga rezultowac w zupelnie innych postawach zyciowych, bo mali ludzie maja juz swoje charaktery i osobowosci.
  • 10.11.17, 10:11
    Napisała chociażby tak:
    "To nasze pierwsze i jedyne dziecko, ale nigdy nam nim nadmiernie nie wisieliśmy czy wisimy. "

    Inne osoby, mogą zrozumieć, że skoro ich dziecko nie jest takie samodzielne w zabawie, to wynika z tego, że rodzic na nim wisiał.

    No i wisienka na torcie:

    "lepszy taki egzemplarz niż taka "ci..." siedząca w kącie i bojąca się wszystkiego, którą może życie zje w przyszłości."

    Ja po prostu rozszyfrowałam podejście mja do innych ludzi i jej poczucie wyższości już na samym początku.
  • 10.11.17, 10:26
    Ale z Ciebie Sherlock, ze potrafisz juz po pierwszym wpisie tak rozszyfrowac ludzi. Dziewczyna po prostu wypowiedziala sie na temat watku, pisala jak to jest u niej i przez pierwsze komentarze nie wypowiadala sie czy jest to lepsze podejscie czy gorsze, pisala po porstu ze tak u niej jest i juz. Ale wiesz po Twoich histerycznych chyba 10 komentarzach atakujacych jej podejscie do sprawy i zastraszaniu jej tez przez inne internautki to raczej nikt by nie wytrzymal i jest zrozumiale ze stracila cierpliwosc i odpowiada atakiem na atak. Ostatnie jej komentarze rzeczywiscie sa juz mniej wywazone, ale mimo wszystko stara sie dojsc do jakiejs ugody i przyznaje ze tez ma swoje problemy z dzieckiem, tyle ze akurat nie takie, ktore Ty ubzduralas sobie ze ma i z uporem maniaka starasz sie to udowodnic calemu swiatu. Nigdy nie odpuszczasz?
  • 10.11.17, 10:54
    Nie ma po co z tą kobietą dyskutować. Ubzdurała coś sobie i się uparła i wkręca innych, odbiegając od głównego tematu.
    Tu jest miejsce na dyskusję i wymianę poglądów, a nie ocenianie i wyciąganie daleko idących wniosków na podstawie paru słów.
  • 10.11.17, 16:32
    "Tu jest miejsce na dyskusję i wymianę poglądów, a nie ocenianie i wyciąganie daleko idących wniosków na podstawie paru słów."

    No właśnie, a ty piszesz takie urocze kąski:

    "Odnoszę wrażenie, że niektóre osoby tutaj szukają usprawiedliwienia dla małego rzepa, które wisi na nim, może tylko nie wtedy, gdy śpi."
  • 10.11.17, 13:26
    Obrzydliwie się wypowiadasz. I powiadasz że autystycy od wychowania typowo polskiego się nimi stają?
  • 10.11.17, 13:46
    To bylo skierowane do pani pozytywne myslenie
  • 10.11.17, 17:32
    Przeczytalam jeszcze raz swoja wypowiedz o autystykach starajac sie znalezc miejsce w ktorym ktos moglby wyciagnac wniosek ze oskarzam polskich rodzicow o powodowanie autyzmu u swoich dzieci. No i znalazlam fragment ktory przy duzej dawce zlej woli ze strony czytelnika od biedy mozna tak zinterpretowac. Staram sie zwykle byc dosc precyzyjna, ale moglam zastosowac zbyt duzy skrot myslowy, ktory rzeczywiscie mozna wykorzystac na moja niekorzysc. No to poprawiam dla tych ktorzy z tych badz innych wzgledu przyjeli najgorsza z mozliwych interpetacje moich slow. ....cytuje : "....dorosli raczej nie zawracali sobie glowy wymyslaniem wyszukanych zabaw swoim pociechom tylko bawily sie same. I jakos nie roslo pokolenie autystykow jak w tych czasach". "roslo" w znaczeniu nikt by nie wpadl na pomysl sugerowania autyzmu dzieciom ktore potrafily dobrze bawic sie same, poniewaz w ten sposob wiekszosc dzieci wsrod naszych rowiesnikow uznane byloby za dzieci chore. Teraz jak widze takie poglady sa wrecz norma, wiec rosnie pokolenie autystykow, diagnozowanych przez matki na internecie. Do "obrzydliwosci" moich wypowiedzi sie nie odniose, bo to Twoje subiektywne odczucie, ktore szczerze mowiac mnie srednio interesuje, a na konkretne zarzuty "pani pozytywne myslenie" stara sie odpowiadac.
  • 10.11.17, 17:51
    Makurokurosek??? Nie wierzę własnym oczom! smile)))
  • 10.11.17, 20:40
    Przeproaszam Cie za slowo "obrzydliwości" bo mocno mnie poniosło.
    Nie miałam jednak złej woli (bo niby dlaczego miałabym miec),, i po prostu uważam, że o dzieciach, które rózne problemy maja (lub tak uwazaja ich mamy), lub nawet mają nie-forumowa diagnozy, takie określenia mogą byc przykre. Chyba chodzi o użycie słowa "autystyk"? Dla mnie - a jak podkreślasz to owszem, moja subiektywna opinia - w kontekscie w jakim uzyłaś tego słowa, zabrzmiało to bardzo przykro. Wyboraz sobie, że jestes mama dziecka wykazujacego powyższe cechy, nie odebralabys swoje wypowiedzi inaczej?
    Tak naprawdę, fatalnie zabrzmiał także wypowiedzi mja - "lepszy taki egzemplarz niż taka "ci..." siedząca w kącie i bojąca się wszystkiego, którą może życie zje w przyszłości." - o ile ktoś to może odebrac jako troskęoto, aby dziecko sobie dało radę i było silne, asertywne i pewne siebie, co jest absolutnie pożądane i chyba każda mam chciałaby dla swojego dziecka tego, to w tym zdaniu zaszyta jest postawa zupełnie pozbawiona empatii, a za to gardząca tymi słabszymi. Znowu, gdyby wasze dziecko zostało tak określone, to byłoby ok?

    Kwestii diagnozowania/niediagnozowanie przez internet - tu oczywiscie należy zachować ostrożnosć, dokształcać się, chodzić do zaufanego lekarza, ale chyba każdy ma rozum i wie że przez internet dziecka nikt nie zdiagnozuje.

    A co do poprzednich czasów: moja koleżanka ma już w tej chwili dorosłego syna z ZA. Kiedy był mały, nie było tak rozszerzonej diagnostyki, świadomości etc, i tylko jej upór obserwacja dziecka, szukanie specjalistów spowodowało, że chłopak świetnie funkcjonuje. Nigdy nie dawała mu "forów ale wiedziała, czego może bardziej lub mniej ptrzbować. Zmierzam do tego, że nie wiadomo ile było osób ze spektrum kiedyś, bo diagnstyka,wiedza, świadomość także były inne - nie wiadomo, czy mniej, więcej, tyle samo.

  • 11.11.17, 08:55
    Ok, uscislajac moja opinie bralam pod uwage nie tylko to ze ty tak zinterpetowalas moje slowa, ale pomyslam, ze rzeczywiscie matki chorych dzieci, maja pelne prawo byc nieco bardziej przewrazliwione i brac pewne rzeczy nadmiernie do siebie. I jak taka matka bedzie miala na dodatek zly dzien i przeczyta to co napisalam, to przyznaje ze istnieje mozliwosc ze moze zrobic sie jej przykro, stad uznalam ze moze warto to wyjasnic.

    Nie podejmuje sie natomiast tumaczenia sie za wszystkie slowa internautki od ktorej zaczela sie ta dyskusja. Bronie jej poczatkowych wypowiedzi, bo dla mnie byly wywazone i spokojne, natomiast "dobre" rady i "zyczliwe" sugestie innych matek ze ma nienormalne dziecko, mimo ze nie ma nawet moim zdaniem podstaw zeby wysuwac takie wnisoki nie swiadcza raczej o dobroci ich serca i szczerej checi niesienia pomocy. Mnie sie to bardzo nie spodobalo, a te komentarze nie dotyczyly nawet mojego dziecka, wiec biore pod uwage ze ona sama mogla sie bardzo niefajnie poczuc i byc moze stracila cierpliwosc i zaczela pisac agresywniej w ramach obrony. Ale nie wiem czy tak jest na pewno, wiec nie komentuje jej ostatnich wpisow i nie usprawiedliwiam ich zupelnie.

    Tak, przyznaje ze sporo osob z czasow naszego dziecinstwa moglo byc niezdiagnozowanych bo nie bylo ku temu odpowiedniej wiedzy. Z tym, ze mi nie chodzilo o statystyki i dane ze tych dzieci jest teraz wiecej, raczej o to ze troche poszlo to za daleko w druga strone i nawet samotne zabawy dziecka staja sie czyms nienormalnym , wyjasnilam to szerzej w komentarzu do melancho_lia. Akurat przewija sie czasem u nas kolezanka, ktora w realu co drugiej osobie diagnozuje Aspargera, na szczescie tylko u doroslych, nie u dzieci. Ale mimo wszystko jest jednak nieco irytujace ze kazde zachowanie ktore odbiega nieco od normy badz po prostu ona uznaje a dziwne podciaga pod to schorzenie. Nie jestem pewna czy nawet matkom rzeczywiscie chorych dzieci podobalo by sie robienie z powaznego medycznego problemu sposobu na dowalenie komus z kim sie nie zgadza.
  • 11.11.17, 11:25
    Dziewczyny, po co te klotnie? Czy nie bardziej produktywnie mozna byloby sie podzielic radami jak.mozna dziecko zachecic do samodzielnej zabawy? Lub sposoby na takie zabawy, gdy mama lezy i sie baw. To jest moj absolutny hit: mataja.pl/2015/07/w-co-sie-bawic-gdy-padasz-z-nog-6-zawodowych-pomyslow-na-zabawy-z-kilkulatkiem/

    Ja wychowuje swoje dziecko do samodzielnosci, stad wazne jest dla mnie by dziecko moglo i bawic sie samo. Na ile jest to mozliwe to zalezy od rozwoju dziecka, ale tez troche od rodzicow. Czasami im bardziej bronimy sie od wspolnej zabawy, tym bardziej dziecko bedzie ja o nas upominac.
  • 11.11.17, 15:54
    Czasami im bardziej bronimy sie od wspolnej zabawy, tym bardziej dziecko bedzie ja o nas upominac.

    Zgadzam się w 100%
  • 10.11.17, 13:04
    Znowu pyskówka... Eh baby...
    Dzieci sa różne. Jedne potrzebują towarzystwa do zabawy, inne potrafią zająć się czymś same na krótszy czy dłuższy czas. Moj najstarszy tak wisiał na rodzicach, średnia juz mniej bo miała towarzystwo brata, najmłodszy ma dwa lata i bywa ze zajmie się sam przez 15-30 minut.

    Ja tez nie odebrałam posta mja jako przechwałek. Odpowiedziała na pytanie autorki. A dostała sugestie o zaburzeniach dziecka itp i od słowa do słowa jest awantura.

  • 10.11.17, 13:34
    Bo matki to bardzo przemęczone istoty są ... stad tyle frustracji się regularnie pojawia na forum niemowlę i małe dziecko...
  • 10.11.17, 13:45
    Ale nie dostala sugestii o zzaburzeniach, tylko sprostowanie, ze podana przez nia sytuacja tez nie jest standardem. W dodatku sposob w jaki to napisala, I zlekcewazenie dla opinii innych osob, na mnie tez zrobily zle wrazenie, ale moze to kwestia osobnicza.
    Tak, dzieci sa rozne I to jest wspaniale.
    I jeszcze wstretne nazywanie innnych dzieci, ktore to nie maja tak samo jak jej dziecko, "rzepami" czy "bluszczami". Gratuluje wrazliwosci. I szacunku do innosci.
    A pani od "typowo polskiego" czegos tam, proponuje porozmawiac np z mama autystyka I opowiadac takie rzeczy, na pewno docenia tak ciekawe spostrzezenia I diagnozy.
  • 10.11.17, 13:48
    Ja nie wyczułam takiego tonu w pierwszym poście. Ton postów positiv mi tez nie odpowiada.
  • 10.11.17, 14:41
    Widzisz ja doskonale rozumiem ze ton moich wypowiedzi moze sie Tobie czy innym nie podobac, lagodny nie jest, przyznaje, ale przynajmniej nie robie sie na matke terese i pod pozorem "troski" o dziecko jakiejs obcej internautki i na podstawie jednego jej wpisu wmawiam jej ze ma problem z dzieckiem, a nawet sugeruje autyzm czy nie wiadomo jeszcze co. Nie sadze zeby nawet specjalista byl w stanie na podstawie kilku komentarzy w internecie postawic diagnoze ze cos jest z dzieckiem nie w porzadku, wiec bardzo dobrze ze ona nie traktuje takich wypowiedzi powaznie i sie nimi nie przejmuje. Moim zdaniem sytuacja troche stanela na glowie. Zgadzam sie z Toba ze dzieci sa rozne i zawsze tak bylo. Byl typ tzw "przylepy" wymagajacy duzej uwagi rodzicow i typ bardziej indywidualisty i z tym tez jest wszystko ok. Ale kazde dziecko mozna popsuc i zaingerowac w jego nature i to co kiedys bylo normalne, tzn ze wiele dzieci nie mialo problemu z zajeciem sie soba przez jakis czas, to teraz zrobilo sie jakims wybrykiem natury swiadczacym tylko i wylacznie o zaburzeniach dziecka. A moze wlasnie jest odwrotnie ? Moze proporcje zostaly zaburzone i wspolczesne metody wychowawcze polskich rodzicow ktorzy sa od poczatku na kazde zawolanie dziecka i przyzwyczajaja je do swojej nieustannej uwagi niosa po prostu konsekwencje takiego postepowania? I to juz nie jest do konca kwestia charakteru dziecka, bo nie sadze ze nagle w naszym pokoleniu urodzily sie same tzw "przylepy" a tylko jedna tu dziewczyna na forum ma indywidualiste. A wiekszosc matek jednym glosem mowi: ze to na pewno nie jest normalne. A moze wlasnie nienormalna jest przewaga dzieci z roszczeniowa postawa co do wiecznego towarzystwa rodzicow?
    Nie wiem czy slusznie uwazam, ale wypowiedz aga.aga22 tez chyba sie tyczy sie mnie, bo to zdaje sie ja jestem ta pani od "typowo polskiego". Nie jestem pewna czy dobrze zrozumialam, ale chyba sugerujesz mi ze swoja wypowiedzia i pogladami w ktoryms momencie obrazam matki czy tez same autystyczne dzieci, jesli to mialas na mysli to chetnie sie dowiem w ktorym miejscu to robie, skoro Twoim zdaniem opowiadam "takie rzeczy", ktorych powinnam sie wstydzic wypowiadac przy matkach chorych dzieci. Tzn jakie? O "typowo polskim czymstam" tez jestem w stanie dyskutowac, pewnie znow nie bedzie slodko, ale mam nadzieje ze chociaz rzeczowo.
  • 10.11.17, 14:25
    Wow, aż nie wiem, czy w taką zadymkę coś swojego dokładać. Ja też zawsze chciałam być taką mamą, która sobie daje i dziecku dużo przestrzeni i NIE zabawia. A okazało się, że od 3 miesiąca spędzałam wszelkie wolne chwile na podłodze na jego wysokości, bo mały panicz jedynak potrzebuje dużo uwagi i pozytywnego zamieszania wokół siebie, a samotność to to zdecydowanie nie jego żywioł. Teraz ma 3,5 roku i to jest ciągła sinusoida, zdarzają się okresy, że bawi się pięknie sam, opowiada takie historie, że aż miło słuchać. A potem przychodzi okres, że muszę się z nim bawić cały czas, jak tylko wezmę książkę, to przychodzi ze swoją i mnie trąca itp...
    Więc też uważam, że to mit absolutny te opinie, które się tu pojawiają, że wszystko zależy od wychowania (swoją drogą, gdyby ludzie trochę więcej wiedzieli o genach i temperamencie wrodzonym, to trochę mniej by androny pletli o tym "wychowaniu"), bo jako matka nie-helikopter jestem czasem najlepszym kompanem do zabaw nawet na placu zabaw i tyle. A czasem mogę nie istniećwink
    Poza tym jestem ogromną fanką zabaw dorosłych z dziećmi, nawet w większej grupce dzieci są zachwycone jak przyjdę je trochę poanimować, choć dają radę. Dzieci po prostu uwielbiają zabawę, czy to z młodszymi, czy z dorosłymi nie dyskryminują. A dorośli mogą w zabawie też pomóc dzieciom przepracować ich lęki i blokady, wystarczy obserwować jak dzieciaki to super robią.
    I jeszcze jedno, trochę jako wskazówka: zauważyłam, że synek jest dużo bardziej gotowy do samodzielnych aktywności, jak wybawi się w przedszkolu, kiedy ja nie jestem myślami gdzieś indziej i kiedy na wstępie "napełnię mu jego wiaderko" czyli u nas - poszalejemy razem, najlepiej jakieś fizyczne siłowe zabawy, koniecznie z łaskotkami i całusami. I też - jeśli najpierw zbada mnie, a ja dam z siebie 100 procent jako "chory", to potem pójdzie organizować szpital dla misiów i lalek. A jeśli ta zabawa się nie kończy, a ja mam dość, to po prostu mówię (i to samo sugeruję innym opiekunom, babci i babysitter), że już jestem zmęczona, że po tej ostatniej zajmę się już sobą i negocjuję mu jakąś fajną aktywność, albo bajki do oglądania jeśli nie było już, albo do słuchania, albo piosenki, albo wyjmuję mu z dna szafy "specjane zabawki" (np paskudny plastikowy ogromny zamek), o których zapomniał.
  • 10.11.17, 17:36
    O, to ja tu przyklasnę.

    Ja jestem zdecydowanie typem "niewiszącym" na dziecku. Z własnej woli nie zabawiałam, ba, optymistycznie liczyłam na to, że dziecko się samo sobą zajmie. Moja starsza córka niestety te oczekiwania miała gdzieś, przynajmniej tak do 3. roku życia wink Mama miała być i choćby patrzeć na ręce. Zaczęła się sama bawić dopiero z konieczności i małymi kroczkami. Teraz (4 z haczkiem) potrafi się bawić sama, ale nadal najchętniej w towarzystwie - na szczęście teraz brata i koleżanek.

    Młodszy - przeciwnie - jako maluch wręcz nie lubił, jak dorosły mu się wtryniał w jego samodzielną zabawę. Teraz się robi bardziej towarzyski, więc chętniej kogoś angażuje, ale na szczęście siostra na ogół jest pod ręką wink

    Bawi mnie niezłomna wiara wielu rodziców w swój wszechpotężny wpływ na dziecko wink
  • 10.11.17, 19:30
    Myślę, że kolejną ważną kwestią jest tutaj sprawa rodzeństwa. Nie można porównywać jedynaka z dzieckiem, które ma rodzeństwo. Pierwsze jeśli będzie potrzebowało towarzystwa pójdzie do rodzica, drugie do brata, siostry. Znak czasów jest taki, że teraz jest coraz więcej jedynaków i trochę się nie dziwię, że chcą się one bawić z rodzicami. Ale to już wybór rodziców.
  • 10.11.17, 21:55
    Tak i nie. Tzn. to, że dziecko ma rodzeństwo sprawia, że ma do kogo pójść, jeśli potrzebuje towarzystwa. Ale zupełnie inną sprawą jest to, czy (lub: ile) tego towarzystwa potrzebuje. Moja starsza córa to taka przylepa, że jak się budzi pierwsza, to nie pójdzie się bawić do salonu, dopóki brat nie wstanie - nawet jeśli alternatywą jest nudzenie się i walanie w pościeli (łóżka rodziców oczywiście wink ). A młodszy to typ, który lubi być sam ze sobą i, choć nie pogardzi towarzystwem, to rzadko uważa je za niezbędne. Jak zostaje w domu bez siostry to na ogół nie ma problemu ze znalezieniem sobie zajęcia (choć, jak wspomniałam wyżej, powoli zaczyna doceniać towarzystwo w trakcie zabawy).
  • 10.11.17, 22:18
    Oczywiście, kwestie indywidualne dziecka są tutaj jak najbardziej istotne. Jednak myślę że dzieci, które wybierają samotną zabawę są w mniejszości. Ludzie to z natury istoty społeczne, większość lubi przebywać w towarzystwie.
  • 11.11.17, 06:10
    Ale z drugiej strony jedynacy uczą sie bawić sami. Dzieci mające rodzeństwo troche bardziej moze uzależniają sie od towarzystwa. Nic naukowego oczywiscie wink Tylko luźna obserwacja.
  • 11.11.17, 22:04
    Ja dużo słyszę taką idealizację rodzeństwa, a jednak znam dzieciaki, które jak widzę bardzo często wiszą na dorosłych zamiast się bawić z bratem czy siostrą. Ale to też luźna obserwacjawink
  • 11.11.17, 22:53
    No własnie taka jest moja młodsza, najpierw proponuje zabawę mi, a jak ja się wykręcam czymś co uznaje za ważne typu obiad/praca to przystaje na propozycję zabawy z Siostrą.. No, chyba, że mają ze sobą na pieńku..

    --
    Drobnostka, Mama Natki i Ali
  • 13.11.17, 19:33
    Moze troche tak jest, ze zaklinamy rzeczywistosc swoim wishful thinking kiedy staramy sie o kolejne dziecko, ze wprawdzie roboty będzie wiecej, ale za to bawić beda sie razem wink Mamamil nie pękaj, wiemy , ze oczekujesz. Ja uwielbiałam bawić sie z bratem. Jest niecałe dwa lata starszy. Do tej pory mój najlepszy przyjaciel.
  • 13.11.17, 21:07
    Kto zaklina ten zaklina, ja raczej bylabym wielce zdziwiona, gdyby moj prawie 5-latek bawil sie dluzej niz kilka min z bratem/siostra w drodze wink) ale faktem jest, ze przy roznicy wieku do 2
    lat szansa na wspolna zabawe i odciazenie w ten sposob rodzicow jest duza. W moim otoczeniu jest za to sporo rodzicow z roznica wieku miedzy dziecmi rzedu 5-8 lat i wszyscy sobie taki uklad chwala, starsze dziecko duzo juz rozumie, jest samodzielne, samoobslugowe, stanowi "odskocznie" od zajmowania sie niemowlakiem - bo granie w gry planszowe, czytanie ksiazek (o przewadze tekstu nad obrazkami) czy zwykla rozmowa jest ciekawsza niz guganie z maluchem. No i zawodowo latwiej tak niz z dziecmi rok po roku, o finansach juz nie wspominajac, przy dwojce ponizej 4-5 rz wyskakuje sie z 4-6 tys frankow miesiecznie na zlobek, dziekuje za taki interes wink wszystko ma swoje plusy i minusy.
  • 14.11.17, 10:07
    Pytanie kiedy ta wspólna zabawa rodzeństwa się zaczyna? Moja przyjaciółka ma dwu i półlatkę i półroczniaka, póki co wszelkie "zabawy" jej starszej z młodszą przyprawiają dorosłych o dreszcze, bo wiadomo że maluchy chcą testować różne rzeczy na niemowlakach. Pocieszam ją, że ponoć będzie coraz lepiej ale póki co, hm... koleżanka działa bardzo antykoncepcyjnie na naswink
  • 14.11.17, 10:23
    Z mojej obserwacji po ok roku - poltora. Jak juz mlodsze chodzi, cokolwiek mowi i rozumie. Ale wczesniej jest sajgon i na mnie tez dzialalo to bardzo antykoncepcyjnie wink Tylko ze ja jestem z natury malo cierpliwa, wiec dwojka maluszkow raczej nie poprawilaby sytuacji. Poza tym chcialam, zeby starsze dziecko moglo swiadomie przezywac pojawienie sie rodzenstwa, bez poczucia krzywdy i zazdrosci (troche i tak bedzie, ale inaczej niz gdyby mial rok czy dwa). Na razie synek wywleka z piwnicy wszystkie mozliwe "dzidziusiowe" zabawki, przeglada albumy z plodami i planuje ostre szkolenie nowego big_grinD No i prowadzi dlugie rozmowy z brzuchem, to mnie najbardziej rozczula smile
  • 14.11.17, 11:14
    U nas też jest wyciągnie ubranek i plany nauki. I jeszcze młody ćwiczy pchanie wózka big_grin
  • 14.11.17, 14:36
    Gratulacje smile Kiedy planujesz sie rozdwoic? wink
  • 14.11.17, 16:15
    Dzięki smile W drugiej połowie grudnia, więc już niedługo big_grin
  • 14.11.17, 18:15
    Wow, to już naprawdę zaraz, trzymam kciuki!
  • 14.11.17, 12:51
    Ashraf, znaczy można gratulować smile ?

    Bardzo różnie bywa z różnicą wieku. Sześciolatek w rodzinie bardzo źle przeżył rodzeństwo, naprawdę nie można go było spuścić z oczu, bo chciał zrobić krzywdę młodszemu. Bardzo długo mówił, że nie chce brata i niech rodzice go oddadzą.
  • 14.11.17, 13:32
    Dziekuje smile A z dziecmi oczywiscie roznie bywa, ale to, co opisujesz widzialam tylko raz i dotyczylo to jedynaka, ktorego rodzice traktowali jak osmy cud swiata, we wszystkim wyreczali, dawali mu 100% swojej uwagi na kazde zawolanie, wiec nic dziwnego, ze poczul sie "zdradzony". Wsrod znanych mi rodzin przewazala jednak ciekawosc nowego brata/siostry, moze troche walka o uwage, ale do pogodzenia - np. planszowka kolo malucha cwiczacego obroty z boku na bok. Moj synek cieszy sie tez juz na przybycie niani, bo w dni, w ktore przebywa w popoludniowej placowce, bedzie wtedy szybciej odbierany i bedzie mogl sie bawic w domu/parku itd. Wszyscy tez liczymy na nianie z talentem kulinarnym big_grin big_grin
  • 14.11.17, 16:24
    Ja też gratuluję smile Między mną i siostrą jest ponad 6 lat różnicy i w sumie zazdrość była, ale bardziej ciekawość. W sumie były okresy, kiedy ta różnica jednak nad bardzo oddalała, ale ogólnie miałyśmy zawsze dobry kontakt.
  • 15.11.17, 09:52
    Asraf, a Ty kiedy i jaka wyjdzie różnica smile ? To była sytuacja u męża w rodzinie, a poznałam tego chłopca w sumie niedługo przed narodzinami brata i nie wiem jak było wcześniej. Mój starszy bardzo dobrze zniósł rodzeństwo, za to jest dość zazdrosny o siostrzeńca, mimo, że go jeszcze ma oczy nie widział. Głównie chodzi o uwagę dziadków, choć gdy dzielili ją na dwóch wnuków, to nie było problemu. Nie pokazuję mu też zdjęć, gdzie są jakieś rzeczy po moich dzieciach, bo już starszy sobie ubzdurał, że chce z powrotem wanienkę czy karuzelę. No nie zgadniesz z tymi dziećmi wink
  • 15.11.17, 10:11
    Ja gdzies w maju, nie mam jeszcze terminu cc wiec nie wiem. Takze bedzie ponad 5 lat roznicy. Teraz czekam jeszcze tylko na plec, zeby wiedziec czy wszystko zostawiac, czy wyrzucac chlopiece ciuchy. W ogole jak pomysle o przekopywaniu tej tony gratow w garazu to mi slabo, dobrze tylko, ze teraz nie bedziemy juz pakowac w wory i pudla, tylko sukcesywnie sprzedawac/oddawac smile
  • 15.11.17, 16:54
    No wlasnie to jest jeden z minusow większej różnicy w wieku, ze trzeba latami graty składować.
  • 15.11.17, 19:04
    Wow, dziewczyny ja też bardzo gratuluję i zazdroszczę! Chciałabym mieć odwagę podjąć tę decyzję czy mieć przeczucie, że to dobry moment. Myślałam, że tak trudno zdecydować się jest tylko na pierwsze dziecko, tymczasem w moim przypadku przy drugim jest jeszcze trudniej! Może dlatego, że przed pierwszym miałam tylko przypuszczenia i lęki, jak i co będzie. Przed drugim za to już wiem co i jak będzie, hehe.
  • 15.11.17, 22:13
    A tam wiesz wink) A serio, to jeśli masz wątpliwości i lęki, to nie ten moment po prostu. Nic na siłę. Dzieci warto mieć tylko wtedy, kiedy się ich bardzo chce, wtedy na wszelkie strachy głowa sama znajduje rozwiązanie. Jak miałam 3-latka, to byłam przekonana, że już żadnego dziecka nie urodzę i nawet przekonałam męża. Po czym pewnego grudniowego poranka obudziłam się z myślą, że jednak chcę. Zrobiłam plan - jak się przygotować zdrowotnie, zawodowo, gdzie chcemy wcześniej pojechać na fajne wakacje, kiedy zajść żeby nie rodzić znowu w zimie itd. No i jakoś te miesiące zleciały, nie robiłam sobie specjalnego ciśnienia i udało się bez problemu smile Teraz oczywiście mam pewne wątpliwości, to przecież normalne, ale czuję też pewien spokój, bo to była moja własna, przepracowana decyzja, bez nacisków z jakiejkolwiek strony.
  • 16.11.17, 00:26
    Dokładnie tak Ashraf smile Mi wystarczyło tylko wrócić do pracy, wyspać się i po miesiącu wysypiania się byłam znów w ciąży. Na starszego bardzo długo namawiał mnie mąż, sama bym prędko się nie zdecydowała (miałam mieć dzieci dopiero po trzydziestce, a okazuje się, że po trzydziestce to powoli wyłażę z pieluch smile ). Za to młodszy to była moja inicjatywa i od początku przemyślana decyzja. O wiele lepiej znosiłam ciążę psychicznie, ze starszym bardzo długo nie mogłam się pogodzić, że ciąża wywróciła moje życie do góry nogami. Fizycznie było ciężej, bo jednak maluch na stanie, ale jakoś daliśmy radę. No i młodszy urodził się na wiosnę (starszy w zimie), był lajtowy, to i ja bardzo dobrze wspominam niemowlęctwo młodszego. W przeciwieństwie do starszego big_grin
  • 16.11.17, 07:37
    Coś w tym jest, bo ja też zaszłam wtedy, kiedy przestałam się przejmować, czy zajdę tongue_out To miał być ostatni miesiąc prób, a potem przerwa, tak z rok żeby znaleźć pracę i nie rzucać jej od razu tongue_out Ale przyznam, że zazdroszczę Ashraf spokojnego podejścia. Ja jednak miałam "aaa starzeje się!" Z tyłu głowy, a bardzo mi zależało, żeby młody miał rodzeństwo. Teraz sobie myślę, że to jednak było bez sensu wink No, ale przeszłam też problemy z jedną ciążą i u mnie to wpłynęło na postrzeganie tego tematu.
  • 16.11.17, 15:52
    >A tam wiesz wink) A serio, to jeśli masz wątpliwości i lęki, to nie ten moment po prostu
    Tak serio, to może są ludzie, którzy zawsze będą mieli lęki i wątpliwościwink Gdybym z synem czekała na tzw "dobry moment" to nie wiem czy by już istniał na świecie. Mam wrażenie, że moment zawsze jest niedobry, zawsze są jeszcze plany do zrealizowania (bezdzietne), praca do podjęcia (w której nie ma szans na wpisanie macierzyństwa, albo odbywa się to kosztem jednego czy drugiego) itp i itd.
    Jeszcze przed urodzeniem dziecka, mogłam sobie wmawiać, że jakoś "ograniczymy straty", że będzie tak i tak, teraz już wiem, na jakie kompromisy jako matka mogę pójść, a na jakie absolutnie nie. Więc straciłam złudzeniawink Wiem też już, że przy takiej kombinacji temperamentów jakie mamy z mężem, małe są szanse na spokojne i lajtowe dziecko, raczej będzie mocno emocjonalne, zażarte i wybuchowe jak to pierwsze... big_grin tak że wiem, na co się nastawiać. Wiem też że na pierwsze samotne wakacje czekaliśmy 3,5 roku itd itd. No i mąż mi już nie wmówi, że na pewno zmieni tryb pracy i będzie kończył o 17 zamiast o 20, ha ha. Mimo to, nie potrafię też jeszcze zdecydować się na koniec produkcji więc tak czy tak bardzo Wam zazdroszczę dziewczyny i będę kibicować Wam i Waszym maleństwom.
  • 16.11.17, 16:22
    Ludzie sa rozni, to prawda. Sa jednak momenty, kiedy pragnienie dziecka jest silniejsze niz inne niedogodnosci - to mialam na mysli. Ja z kolei wierze mocno, ze "straty da sie ograniczyc". Jakims kosztem, jasne, ale widze nie tylko po sobie (bo coz znaczy jednostkowe doswiadczenie), ale i po wielu parach przyjaciol dokol, ze da sie wiele, choc oczywiscie nie wszystko. Zakladajac oczywiscie, ze dziecko jest zdrowe - bo na to nie mamy wplywu. Przed pierwsza ciaza o wiele bardziej martwilam sie jak bede godzic rodzine i prace, teraz mamy juz dzialajacy system (maz poranki/przedpoludnia, ja popoludnia i wieczory), sprawdzone rozwiazania z opieka, babysitterki itd. Wiem tez, ze pracuje chetnie i jest mi to potrzebne, zeby byc dobra matka. Wiem, ze z dziecmi da sie podrozowac (logistyka), prowadzic zycie towarzyskie (niech zyja znajomi z duza liczba dzieci!), ze dalej da sie wygospodarowac troche czasu na wlasne zajecia, sport czy po prostu chwile z ksiazka. Ale co najwazniejsze, nauczylam sie tez wiele rzeczy odpuszczac. Wole pocwiczyc, niz gotowac na drugi dzien, bo wiem, ze lunch w restauracji moze byc tak samo zdrowy, a o swoje zdrowie moge zadbac tylko ja. Nie mam tez juz cisnienia na mega kreatywne zabawy z dzieckiem inspirowane blogami, robienie zabawek sensorycznych czy przesypywanie kaszy z miski do miski, skoro szczerze tego nie lubie... przeczytalismy za to cale mnostwo ksiazek, gramy w wiele gier i spedzamy czas tak, zeby obojgu bylo nam przyjemnie. W ogole mam takie odczucie, ze wiele matek (tych zaangazowanych) stawia sobie dzisiaj nierealne wrecz oczekiwania i zadrecza sie, kiedy nie moze lub nie chce ich realizowac.
  • 14.11.17, 11:15
    U nas zabawy się zaczęły, gdy Młody zaczął raczkować. A mówiąc uczciwie, nigdy zabawy Starszej z niemowlakiem nie przyprawiały mnie o dreszcze - robiła Młodemu 'akuku', podawała grzechotki... Raz tylko próbowała poczęstować brata malinami, jak miał ze 3 miesiące, ale Młody odruchowo wypchnął językiem poczęstunek. Poza tym naprawdę spoko, żadnych zagrożeń. Dwulatka tak czy siak trzeba dyskretnie pilnować, czy z rodzeństwem czy bez wink
  • 14.11.17, 12:53
    U mnie dreszcze są teraz, gdy młodszy naśladuje starszego, a jeszcze nie jest tak sprawny jak starszy. Albo starszy prowokuje młodszego do różnych psot i głupot.
  • 14.11.17, 16:56
    O to to... Jak razem zaczynają się wspinać po meblach, murkach i drzewach to stres jest. Ale za to tak sobie fajnie przy tym pomagają, że aż szkoda ich gonić wink
  • 14.11.17, 17:59
    Woow dziewczyny gratuluję! No az milo dzis tu zajrzeć. smile Z różnica wieku sa oczywiscie dwie szkoły - otwocka i falenicka wink Ja mam brata starszego o 2 lata i siostrę o 5. Z siostra zlapalysmy kontakt dopiero w okolicach 20. Do tego czasu wydawala nam sie stara. Zazdrości nie bylo nigdy żadnej. Gdzieś czytałam ze to zresztą tak wlasnie jest przy 3 bo sie rozmywa konkurencja. Także zachęcam. smile
  • 14.11.17, 18:16
    O rany, trójka to już ponad nasze możliwości. Po tym zamykamy warsztacik wink
  • 14.11.17, 18:25
    Wszyscy tak mówią wink
  • 14.11.17, 18:31
    Wîem, totez umowilam sie z lekarzem na definitywne rozwiazanie tej kwestii przy okazji cc. Oboje jestesmy z mezem zdecydowani a tutaj to legalna praktyka.
  • 14.11.17, 21:17
    Loj, az sie boje spytać co to skoro gdzieś indziej nielegalna. A czemu nie mąż? Zawsze popierasz równouprawnienie.
  • 14.11.17, 21:32
    Gdybym chciala rodzic sn, to wyslalabym meza, u mezczyzn to mniej inwazyjna procedura. Poniewaz zdecydowalam sie na cc, to wiekszy sens ma zabieg u mnie, bo brzuch i tak bede miec otwarty, a roboty na 3 min smile a w Polsce sterylizacja kobiet chyba dalej jest nielegalna?
  • 14.11.17, 21:38
    Nie mam pojęcia. Sterylizacja brzmi troche strasznie sad i nieodwracalnie. Myślałam o jakimś podwiazaniu jajowodow. Nie to żebym sie znala. Nadmiar płodności nigdy nie był moim problemem.
  • 14.11.17, 21:45
    No ale to wlasnie polega na podwiazaniu jajowodow. I zgodze sie, ze moze brzmiec strasznie, jesli ktos ma dalsze plany prokreacyjne. My nie mamy, a nie chcemy do mojej menopauzy gimnastykowac sie z anty. I tak, sterylizacja kobieca dalej jest w Polsce nielegalna, po co dawac glupim babom prawo do decydowania o wlasnym ciele uncertain
  • 14.11.17, 22:01
    Co do legalności to zdania są chyba podzielone. Obowiązuje prawo bodajże z lat 30, że nie wolno w sposób trwały pozbawiać nikogo płodności, ale że salpingektomia jest odwracalna w jakimś tam odsetku przypadków to są tacy co uważają, że nielegalna nie jest. Ale z tego co wiem wykonujący raczej się głośno nie przyznają na wszelki wypadek, wszystko dzieje się nieoficjalnie. Z wazektomią jest łatwiej, co mnie akurat nie dziwi. Przez niektórych decydowanie o własnej płodności przez kobiety jest postrzegane jako fanaberia i zło ostateczne tongue_out
  • 14.11.17, 22:06
    Ja slyszalam tylko, ze niektorym kobietom po kilku cc proponuje sie taki zabieg uzasadniajac go medycznie. A reszta platna pod stolem, po znajomosci albo w Czechach uncertain odracalnosc zabiegu jest znikoma, przy czym trudno to nazwac "trwalym ubezplodnieniem", skoro takie in vitro dalej jest mozliwe. Ale pewnie chodzi o to, ze in vitro tez jest be.
  • 14.11.17, 08:27
    Ja nie muszę zaklinać bo po prostu wiem że będą się bawić. Sama jestem młodsza o dwa lata siostrą. Całe dzieciństwo bawiłam się z siostrą. Podobnie jej dzieci, chłopiec i dziewczynka różnica dwa lata całe dzieciństwo bawili się razem, teraz trochę się zmienia kiedy jedno staje się nastolatkiem. U mnie będzie też 2 lata różnicy a ostatnio się dowiedziałam że będą dwaj chłopcy. Jestem pewna że będą mieli podobne zainteresowania!
  • 14.11.17, 18:23
    Hihi. Z tymi zaintersowaniami to chyba cie jednak poniosło.
  • 14.11.17, 07:12
    Patrząc przez pryzmat moich dzieci nie do końca tak jest. Młodszy od początku sam się sobą zajmował, a teraz jeśli potrzebuje towarzystwa, to wybiera rodzica (powiedzmy, że z racji rodzeństwa ma mniej czas dla siebie z rodzicami niż gdyby był jedynakiem). Starszy jęczy, że mu się nudzi, a gdy mówię, że nie mogę się teraz bawić, to albo od biedy zajmie się sobą sam albo zdecydowanie częściej angażuje młodszego w swoje psoty. Zabawami tego jeszcze nie nazwę wink
  • 12.11.17, 14:23
    U nas jest tak samo: po przedszkolu musi być 100% mamy, pełna uwaga, a do tego przytulanie, łaskotanie itd. Potem młody zazwyczaj ma potrzebę pobawić się sam, bez żadnych dzieci, z którymi trzeba się dzielić zabawkami i bez pań, których trzeba słuchać tongue_out Zazwyczaj tak to działa.
  • 11.11.17, 20:52
    Starszy czterolatek praktycznie nie potrafi bawić się sam, od urodzenia jest absorbujący. Młodszy prawie dwulatek od urodzenia wręcz przeciwnie, bardzo lubi samotną zabawę, jeśli nie ma kompana w pobliżu.
  • 12.11.17, 15:02
    Mój jest w stanie samodzielnie bawić się ciągiem od 30min do godziny, ale do niedawna standard wynosił 20-30min maksymalnie. Lepiej bawi się sam odkąd zabawy są bardziej "fabularne" - cośtam śpiewa, ludziki duplo ze sobą rozmawiają, autka jadą na kolację itd. Do niedawna najlepsze było robienie "parkingu" - jeżdżenie autkami z pokoju do salonu (każde osobno, a trochę ich ma tongue_out). To mu potrafiło chwilę zająć. No i zabawa na placu zabaw, ale wtedy najlepsi byli (i nadal są) rówieśnicy - jak są dzieci to mama może nie istnieć, jak dzieci nie ma, to trochę pobawi się sam, powłazi na drabinki, ale ogólnie zaczepia mnie ciągle i nie ma siedzenia na ławce i obserwowania pociechy znad książki tongue_out Samodzielna zabawa najchętniej w pokoju, w którym przebywają rodzice, ale jest.

    Ja też raczej zachęcam do samodzielności, ale uważam, że charakter i temperament dziecka są tu decydujące. Dość długo synek w ogóle nie chciał bawić się sam i mogłam sobie zachęcać, ile chciałam tongue_out Zazwyczaj po prostu "łapałam" momenty, kiedy się w coś zaangażował i po prostu nie przeszkadzałam, tylko łapałam książkę i tylko zerkałam, czy wszystko ok przez te 5min wink Myślę, że pomógł tu kontakt z rówieśnikami (a raczej fakt, że dziecko na początku tego roku przestało się bać rówieśników, a zaczęło interesować zabawą z nimi), pójście do przedszkola no i po prostu pewna dojrzałość. Sądzę, że każde dziecko w końcu zacznie się bawić samo, ale czas tej zabawy i wiek, w którym to się stanie będzie różny i nic na to nie poradzimy.

    Z trzylatkiem warto rozmawiać o potrzebach, również naszych (o tym, że mama teraz musi zrobić obiad albo poodkurzać, albo że po prostu ma teraz chwilę dla siebie po wspólnej zabawie i chce poczytać). Warto też podczas zabawy poświęcać dziecku 100% uwagi, żeby je "naładować". Ale nie mam pewności, że ta recepta zawsze się sprawdzi smile
  • 13.11.17, 11:04
    Nasza 3latka - w zaleznosci od dnia i nastroju - potrafi super bawic sie sama. Jak wpadnie w trans, to bawi sie sama i godzinę. Ale są i takie dni gdy się na nas uwiesza i potrzebuje uwagi. Nie widze w tym zadnej swojej zaslugi - taki ma charakter, że akurat nie ma problemu ze skupieniem się.
  • 15.11.17, 00:43
    U mnie Tosia często bawi się sama, jest chorowita (chyba po mnie) i częściej zostaje w domu niż chodzi do przedszkola, ja już wróciłam do pracy, za to mąż pracuje w domu, ale często znajduję jej zajęcia, żeby móc spokojnie pokończyć projekty. Ciągle kupuje jej nowe zabawki, ostatnio dorobił sobie problemu big_grin Kupił jej zestaw do pizzy zabawkowyadres.pl/masa-plastyczna/571-magiczna-masa-plastyczna-pizzeria-4894008010842.html Parę godzin jej nie było to prawda, ale finalnie musiał z nią siedzieć i smakować jej wyrobów ;D
  • 15.11.17, 17:40
    U nas podobnie - córka (3,5r.) po prostu lubi towarzystwo w zabawie, lubi z kimś porozmawiać, pośmiać się. Ale ma też zabawy, którą ją zajmują i sama przy nich siedzi - m.in. klocki, rysowanie, zabawy domkiem dla lalek... Mamy też taką matę elektroniczną Chicco - Gra w Klasy i nią również córka bawi się sama (choć także nas zaprasza do zabawy, jednak nie protestuje gdy po 2-3 rundach odchodzimy od zabawy). Są dźwięki, oklaski, zmieniające się kolory do skakania - także mała naprawdę się nie nudzi smile https://images82.fotosik.pl/847/1e22c95f5401a1ffmed.jpg
  • 21.11.17, 23:24
    Ja mam trochę młodsze dziecko, ale podobne problemy, też nie za bardzo umie i chce bawić się sama. Najchętniej całe dnie spędzałaby ze mną, a jak ja jestem zajęta to chodzi za starszym bratem i chce robić wszystko to co on. Mam nadzieję, że to taka faza i że nauczy się też trochę skupiać się na samej sobie. Jedyną rzeczą która ją zajmuje na dłuższy czas jest malowanie. Kartka, albo kredą na tablicy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.