Dodaj do ulubionych

DDA rodzicem

26.12.17, 08:34
Wiecie cos na ten temat? Moze cos czytałyście a moze ktoś był na terapii? Sprawa całkiem indywidualna czy moze jednak sa jakieś cechy wspolne?
Jeśli cos wiecie, to sie podzielcie.
Chętnie bym jakas książkę przeczytala. Zawsze to łatwiejsze niż spotkania.
Edytor zaawansowany
  • 27.12.17, 08:59
    Nikt nic? To zaczne na zachete cytatem z forum dda. Zaczelam zastanawiać się w tym kontekście czy role jakie przyjlismy w dzieciństwie maja wpływ na nasze postawy rodzicielskie.
    "Wiadomo, że DDA grają w rodzinie różne
    role. Fachowcy je zdefiniowali i wyróżnili 4 typy: a) bohater rodzinny, b)
    kozioł ofiarny, c) zagubione dziecko i d) maskotka. Pewnie wiecie, czym się
    one charakteryzują, ale jeśli nie, to przypomnę:
    a) - tę rolę grajączęsto najstarsze lub jedyne dzieci. To rodzinne "gwiazdy",
    zachowują się wzorowo i przynoszą chlubę rodzinie dzięki osiągnięciom
    szkolnym, a także zbierają pochwały podejmując się "dorosłych" zadań, jak
    przygotowywanie posiłków i opieka nad młodszym rodzeństwem. Bohaterowie są
    zdolni, utalentowani i dodają rodzinie blasku. Dzieci grające tę rolę są
    przedsiębiorcze i działają niezwykle skutecznie. Sprawiają wrażenie
    dojrzałych i odpowiedzialnych. Płacą one jednak cenę, którą są często
    samotność i strach, a także wyrażony lub ukryty gniew. Jako "bohaterowie"
    zawsze muszą czegoś dokonać.
    b) Sprawiają bezustanne kłopoty. Tę rolę przybierają często kolejne młodsze
    dzieci. Łamią prawo, zachodzą w ciążę (lub sprawiają, że ktoś inny zachodzi),
    przyjaźnią się z podejrzanymi osobami, także wcześnie zaczynają przyjmować
    narkotyki i alkohol. Kozły ofiarne poszukują potwierdzenia własnej wartości
    poza kręgiem rodzinnym. Jeśli przybrałeś tę rolę, prawdopodobnie trudno było
    cię zrozumieć i narzucić ci dyscyplinę. Najprawdopodobniej rzadko słuchałeś
    innych. Sprawiając kłopoty, odwracałeś ogólną uwagę od alkoholu w rodzinie,
    by skierować ją na siebie. Żądałeś uwagi, choćby negatywnej, gdyż zaspokajała
    ona twoje życiowe potrzeby.
    c) W ramach samoobrony izoluje się od rzeczywistości. Często żyje w świecie
    fantazji, jest spokojne, marzycielskie i eteryczne. Większość zagubionych
    dzieci, pragnąc za wszelką cenę spokoju, staje się ugodowa i ustępliwa. Jeśli
    byłeś zagubionym dzieckiem, broniąc się szukałeś bezpieczeństwa w samotności.
    A co znalazłeś?
    d) Rozśmieszają innych i sprawiają, że jest wesoło. Wciąż grają, bawiąc
    wszstkich i rozładowując napięcie, jakie wytwarza wokół siebie alkoholik.
    Kiedy uwaga skupia się na błahostkach, problemy zdają się znikać. Jeśli byłeś
    rodzinną maskotką, grałeś główną rolę w domowym jednoosobowym przedstawieniu.
    Byłeś wystraszony i samotny, lecz przedstawienie musiało trwać bez chwili
    przerwy."
  • 27.12.17, 09:24
    Moja siostra była najstarsza. Klon mamy i jej podpora w organizacji zycia domu a potem w jego utrzymaniu. Bohater, który jednak nie udzwignal ciężaru roli przez cale zycie i swój heroizm okupil zdrowiem fizycznym i psychicznym. Jaka jest matka? Nerwowa, glosna, niezorganizowana.
    Kolejny był brat, koziol ofiarny, zawalal szkole, upijal się na wycieczkach. Dzis jakby przez zaprzeczenie, odpowiedzialny ojciec z niewyczerpanym pokladem cierpliwości. Empatyczny i trochę zbyt ulegly wobec zachcianek dzieci.
    Ja, najmlodsza, jak zeznaje rodzina – dziecko bezobsługowe, prawie jakby go nie było: zachowanie wzorowe, oceny idealne, w ramach hobby kolko matematyczne i chor kościelny.
    Mimo to, a może wlasnie dlatego nosze w sobie kilka smutnych wspomnień. Jak np. to kiedy dorobiłam się zapalenia uszu. Rodzice uznali, ze symuluje (mimo ze z uszu ciekla mi brunatna ropa), ale przez kilka dni pozwolili zostać w domu. Potem jednak musiałam wrocic do szkoły, bo ile można się walkonic. Pamietam, ze dużo wysiłku wkladalam w to żeby w szkole nikt nie poznal jak wiele nie rozumiem z tego co się do mnie mowi. Na szczęście po jakims czasie sluch zaczal powracać, choć ubytek mam do dziś. Mialam wtedy 8 lat.
    Jaka dziś jestem matka? Ciezko o obiektywizm. Maz i niania twierdza ze nadopiekuncza i zbyt ulegla.
  • 28.12.17, 22:51
    To może ja napiszę. DDA nie jestem, ale na pewno DDD. Tyle ze moja rodzina była następująca: ojciecwojskowy, mama nauczycielka. Dużo wymagań, mama wycofana, dość surowa, za to jej mama a moja babcia to w ogole. Tata zmienny, nie było przemocy doslownie, ale było obrazanie się, co dla dziecka,nastolatki tez było bardzo trudne. Bylam pierwszym dzieckiem, mam dwa lata mlodszego brata. Mylse że mam w sobie takie "ratownictwo" ale jedoczesnie wyoracowalam sobie role ofary, zeby skompensowac sobie ten cięzar emocjonalny bycia podpora.
    Moj brat: kozioł ofiarny?
    Dodatkowo, w moim dorosloym zyciu i malżnestwie niestety mocno to wyszło i zaszkodziło sad
    Teraz mam dwulatka, jestem bardzo czułą, nadopiekunczą mama, i w zasadzie boje sie, zeby przez moje problemy on sam nie zaczal pełnic nieswiadomie takiej roli..
  • 29.12.17, 08:48
    Oj, wojskowo-nauczycielski dryl, nie do pozazdroszczenia. Dobrze ze chociaż babcia zapewniala jakas rownowage w przyrodzie, bo nie wiedzialabys ze może być inaczej. Obrazali sie na siebie i dzieci? Obawiasz sie ze ktora role moze przejac twoje dziecko w efekcie twojej nadopiekunczosci?
    Moj maz, nota bene tez DDA, byl z kolei rodzinna maskotka i w sumie do teraz pelni role duszy towarzystwa na kazdym spotkaniu, czy prywatnym, czy pracowym. Synka kocha nad zycie, gdy ten jest grzeczny. Cierpliwosc konczy sie przy pierwszym kweknieciu malego. Mysle, ze ma zakodowane ze dziecko ma byc radosne i grzeczne. Jak takie nie jest to trzeba je natychmiast spacyfikowac. Nie chce zalozyc rekawiczek, to trzeba mu je wcisnac na sile. Wszelkie pertraktacje to rozpuszczanie. To jest nasz glowny konflikt. Bo ja wlasnie wymyslam sposoby jak małego do tych rekawiczek przekonac (ze mama zaklada i króliś zaklada) a jak mi sie nie udaje to odpuszczam z tekstem: "I zobaczysz jak ci lapki zmarzna." W przekonaniu meza wychowam rzecz jasna Januszka, który będzie po mnie skakal. A no i wg meza przez to synek zawsze wybiera mnie, bo wie, ze u mnie będzie latwiej wszystko ugrac. I on, ojciec na tym traci.
  • 29.12.17, 14:49
    Wedlug mnie nie mozna przeginac w zadna strone. Przekonywanie i szukanie pokojowego rozwiazania tak, nie jestem zwolenniczka rozwiazan silowych, ale dziecko musi wiedziec, ze sa kwestie, w ktorych rodzic ma decydujacy glos. Dziecko moze zdecydowac jakie rekawiczki ubierze, ale na mroz ma byc odpowiednie ubranie - i rola rodzica jest to wyegzekwowac - nawet jesli czasami bedzie to wbrew woli dziecka. Odpuszczanie jest czasem potrzebne - bo chcemy wychowac czlowieka, ktory bedzie umial ustapic, byc wyrozumialy. Jezeli jednak odpuszczamy zawsze, to dziecko uczy sie, ze jest w stanie zmusic nas do wszystkiego, jesli bedzie wystarczajaco uparte i nieustepliwe. Mozna byc (tam, gdzie to konieczne) konsekwentnym i wymagajacym, rownoczesnie okazujac dziecku milosc i szacunek. Jasne role daja tez dziecku wieksze poczucie bezpieczenstwa.
  • 29.12.17, 17:45
    Ja w zasadzie ustępuje zawsze jeśli tylko nie jest zagrożone życie, zdrowie lub bezpieczeństwo dziecka. Albo jakieś fundamentalne zasady współżycia. Jak bym myślała ze faktycznie sei z braku tych rękawiczek przeziebi to bym je mu tez wcisnęła.
  • 29.12.17, 21:55
    Ustępowanie to dla mnie bardzo aktualny temat. Od maleńkiego prowadziłam synka w duchu RB, z pełnym poszanowaniem jego autonomii, bez kar, z minimalną liczbą zakazów (np. mógł brać wszystko, co było w zasięgu łapek - tak przeorganizowaliśmy przestrzeń) - taki chyba standard współczesnego, świadomego rodzicielstwa, wiecie co mam na myśli, bo uczyłam się go także na tym forum i czytaliśmy te same książki wink
    Ale synek nie jest typowym dzieckiem, bo ma autyzm. Po diagnozie (oprócz jego terapii) trafiliśmy na konsultacje dla rodziców u bardzo mądrej i doświadczonej psycholożki. Nauczyła mnie być bardziej stanowczą mamą i to daje wspaniałe rezultaty. Co prawda i wcześniej synek nie sprawiał nam jakichś wielkich problemów "wychowawczych", choć oczywiście problemów przeróżnych mamy z nim całą masę. Ale nie było agresji, jakiegoś szczególnego nieposłuszeństwa, histerii. Była za to między nami bardzo mocna więź (to zostało) i moje skrajne wyczerpanie/wypalenie... Teraz nauczyłam się odmawiać synkowi i im częściej to robię (albo stanowczo coś egzekwuję), tym lepiej, naturalniej mi to wychodzi, i tym lepiej on to znosi. Uczymy się tego oboje. Oczywiście synek i tak zdecydowanie częściej słyszy moje "tak", no i nie odmawiam "dla sztuki", tylko w zgodzie ze sobą. Taki przykład - jemy z mężem coś słodkiego, wpada synek i od razu żąda swojej części. Nie mam już problemu z tym, żeby mu odmówić i dalej jeść sama (bo wiem, że jest wieczór, on dostanie głupawki od cukru itp.). Nie muszę tłumaczyć, umiem teraz powiedzieć zwyczajnie - nie dam ci, masz tu jabłko. I on bierze! Czasem nawet bez marudzenia wink Tak samo z egzekwowaniem np. odpowiedniego stroju - synek tak nie cierpi zmian, że słuchanie jego zdania byłoby udręką. Teraz wie, że z mamą nie ma dyskusji i jego protesty się wyciszyły. Wszyscy są szczęśliwsi, on również, bo nie musi się nakręcać. Wiadomo, że dzieci ze spektrum autyzmu wychowuje się inaczej, ale nieco stanowczości każdemu się przyda.
  • 29.12.17, 22:18
    Dzięki za ten wpis. Staram się coś takiego wprowadzać. Czyli właśnie oprócz tej przemożnej chęcibycia blisko, czule dla dziecka, jedncześnie stanwoczo i z uśmiechem mówić nie gdy trzeba. I co najciekawsze (dla mniesmile wydaje mi się ze z calej rodziny ja sobie z tym najlpeij radze. Mo rodzice zawsze mówia : on odmówił jedzenia, on nie pozwolil zalozyc rekawiczek, itp itd, oczywiscie z ogromnym rozczuleniem i uśmiechem dla wnusia. Przeginaja w druga strone, bo ze mna tacy łagodni nie byliwink Z kapiela - mały siedzi w wannie, nie chce wyjsc (tak jak i ie chcial wejsc), po prostu, z przekory, bo się przy tym chichra, wszyscy odpuszczaja, i kapiel ciagnie sie dlugo. Ze mna jest chwila protestu i juz dalej nie ma. Mam wrazenie ze dziecko potrzebuje tego "nie".
  • 29.12.17, 23:37
    Ofrelko, ogolnie sie oczywiscie zgadzam, tynko dwie rzeczy. Akurat odmawianie dziexku slodkiego kiedy sami jemy nie wydaje mi sie fair. Ja nie jem deserow przy synku, jesli go nie chce uczyc ze kazdy posilek sie konczy slodkim czy wieczorem, tak jak ty, zeby nie dostal przyplywu energii. No i to rb- moze to tylko tak brzmi ale to co napisalas sprawia wrazenie, ze rb (plus forum i te same ksiazki) zrobily cie bardziej uleglą. Czesto spotykam sie z tym argumentem i zawsze mnie szokuje, bo akurat RB to przede wszystkim Jesper Juul i jego "nie z milosci". Zresztą w kazdej z ksiazek swoich uczy wlasnie ze ta stanowczosc i swiadomosc wlasnych granic to podstawa RB.
  • 30.12.17, 11:29
    A czemu wlasciwie ustepujesz? Nie mowie o mowieniu "nie bo nie", ale jednak dziecinstwo przygotowuje do dalszego zycia, w ktorym nie jest obecne i trzeba umiec sobie z nim radzic, takze z emocjami towarzyszacymi odmowie czy decyzja nie po mysli dziecka. Poza tym dziecko powinno wiedziec, ze rodzic decyduje - co nie znaczy, ze nie mozna dyskutowac, szukac argumentow, przekonywac. Poza tym uwazalabym bardzo na dwuglos rodzicow - dziecku potrzebna jest swiadomosc, ze jeden rodzic nie podwaza decyzji drugiego. Inaczej biega od taty do mamy szukajac tego, u ktorego wiecej ugra. To nie jest ani wychowawcze, ani nie wplywa dobrze na relacje z "ostrzejszym" rodzicem. Watpliwosci mozna i trzeba omowic we dwoje, jak i kiedy ustepujemy, ale przy dziecku warto miec wspolny front - jesli jedno mowi nie, to drugie nie powinno podkopywac jego autorytetu i wysylac dziecku sprzecznych sygnalow.
  • 29.12.17, 21:34
    U nas bylo obrażanie sie na dzieci, tyle ze ja to ogarniałam poprzez staranie się jeszcze bardziej (w pewnym momencie jednak poczulam ze juz nie mamjak sie starac bo te obrazania sie byly idiotyczne i absurdalne), za to moj brat bardziej znikal z domu. Dodatkowo u mnie w domu byl problem zebym ja okazywala zlość, normalnie sie pokłociła - moj tata jakby psychicznie nie dawal sobie z tym rady. Jako osoba dorosla sama nie znosze jak ktos jest na mnie zly, obrazony, nie potrafie sie odciac emocjonalnie, nie znosze czyjegos mileczenia, uwazam je za najgorsza kare. Nie przyswoilam sobie ufnosci i zaleznosci w sama siebie. Z wymienionych przez Cebie typow najblizej mi do A. z mieszanką D.
    Boje sie ze moje dziecko jakos to przejmie, albo ze ja niechcacy "osacze " go emocjonalnie. Chcialabym umiec madrze kochac. Na razie byc moze jestem nieco nadopiekuncza, ale pilnuje,zebymojemu dziecku na wszystkie emocje pozwalac, zeby ne bylo zemoj nastroj jest zalezny od tego czy jest akurat chory, wesoly etc. A i o ile w westiach typu : musimy wychodzic, musi wesjc do wozka, musi zalozyc czapke, to po prostu oznajmiam i robie swoje, to wszystkie inne rzeczy - jak nie chce, nie zmuszam. Dziecko powinno uczyc sie asertywnosci i ze jego "nie" jest wazne i sprawcze. Przy okazji zawsze ucze ze nie wolno komus przeszkadzac, krzywdzic, urazic - ja sama mam to we krwi, ze az za bardzo przejmuje sie innymi. Staram sie to wyposrodkowac..

  • 29.12.17, 20:23
    cześć mam starszą siostrę która zawsze była i jest tym idealnym mądrym dzieckiem ja byłam zawsze tylko tą młodszą "głupszą" . Od dzieciństwa cała rodzina zawsze ją stawiała na pierwszym planie, mnie zaczęto dostrzegać jak skończyłam szkołę średnią poszłam na studia, praca, samochów wyremontowałam dom tak konkretnie ja sama bez faceta i wtedy zwrócono też na mnie uwagę nawet ludzie z mojej miejscowości bo mieszkam na wsi. W dzieciństwie nigdy nie sprawiałam problemów zawsze robiłam co powinnam żeby nie rzucać się w oczy itp. Nie miałam jakiegoś trudnego dzieciństwa jestem raczej ddd moja mama ma schizofrenie, brakowało mi miłości , obecności mamy , rozmowy i wytłumaczenia mi wszystkich najprostrzych rzeczy. Mama była oziębła nigdy nie odczułam żeby jakoś nas porównywała , wiem że nas kocha tak samo, starała się żeby zapewnić nam najlepszy byt, ale psychika nie wytrzymała i zachorowała, z tata teraz mamy poprawny kontakt , ale w dzieciństwie się nami nie interesował... Teraz sama jestem matką i boję się żeby sytuacja się nie powtórzyła. Staram się być dobrą mamą myśle że jestem , nie idealną bo chyba takie nie istnieją , czasem wybucham krzyczę nie mam cierpliwości wiem że to niewłaściwe próbuję z tym walczyć.
  • 29.12.17, 13:09
    ..
  • 29.12.17, 13:26
    Dorosłe dziecko alkoholika
  • 29.12.17, 20:32
    n coz..peweni duzo od dziecka zalezy... od tego czego sie napatrzylo, czego sie nauczylo, co przejelo - przeciez nie musi byc od razu alkoholikiem. Ma niewatpliwie ciezsza droge do pokonania. ALe dla chcacego..





    --
    Dziecko w podrozy. Grupa na Facebooku.
    ___________________________________________

    www.facebook.com/groups/129829233757830
  • 29.12.17, 23:09
    Dziecko alkoholika nie musi byc od razu alkoholikiem? Serio??? No to mi ulżyło. 😀
  • 29.12.17, 23:14
    Nie "od razu"wink Niestety problem nalogu wraca czesto w kolejnym pokoleniu wlasnie, przeskakujac jedna generacje.
  • 30.12.17, 00:09
    nalogi biora sie czesto z bezradnosci, frustracji..itd...
    a nie z genetyki...

    moj dziadek pil jak najety, duzo i regularnie.
    moj ojciec prawie wogole..
    ja nie pije wogole...
  • 30.12.17, 01:04
    A czy ja pisalam o genetyce?
  • 30.12.17, 16:45
    nie..o generacji...


    --
    Dziecko w podrozy. Grupa na Facebooku.
    ___________________________________________

    www.facebook.com/groups/129829233757830
  • 31.12.17, 14:22
    A bo w "generacji" jest "gen", faktwink
  • 31.12.17, 16:26
    Camel, nie trzeba się wypowiadać w każdym wątku, wiesz?
  • 29.12.17, 23:12
    Omg ależ temat 😁 Nie lubie tej etykietki aeu nasse przyjela i chyba jest uzyteczna. Ja po latach terapii nie czuje sie DDA juz i nie mam tez wrazenia jakoby ten problem mnie determinowal w jakims typue rodzicielstwa (sorry jesli to nie po polsku).
    W domu bylam tzw niewidzialnym dzieckiem ale tez dzieckiem maskotką często, w zaleznosci od potrzeb. Moje dziecko ma juz normalne dzecinstwo. Nie jestem ani nadopiekuncza, ani ulegla, ani nietolerująca emocji. Dziecko nie musi spelniac moich potrzeb (nie musi byc aniolkiem czy super zdolniachą), nie musi mi matkować (zawsze mu tlumacze moje emocje i ich zrodlo, oglednie, ale zeby wiedzial ze to ani jego wina, ani kego problem). Staram sie nie klocic z mezem przy nim, ajak glupio wybuchne, to potem tlumacze i przepraszam. Mialam.natomiast pewien problem z oddzieleniem.mnie od siebie, wydawalo mi sie np ze przedszkole bedzie taka traumą dla niego jak dla mnir, na szczescie to przepracowalam, obserwuje sie i ucze od niego duzo. Staram sie pamietac, zeby zawsze go widziec jako odrębną ode mnie istotę, do ktorej pochodze z pelną ciekawości zyczliwością. Ale przede wszystkim - zawsze go WiDZIEC.
    Czasem sie tylko martwie czy mozna mowic tak czesto komus ze sie go kochawink I staram sie przygotowac na to, ze w moim domu jest on tylko gosciem i ze z kazdym rokiem bede coraz mniej pierwszoplanowa i idealizowana, haha. Wylot potomka z gniazda to czesto najtrudniejsze dla mam, ktore same mialy kiepskie dziecinstwo i zrobily wszystko, zeby ich dziecko mialo lepiej.
  • 30.12.17, 16:47
    LINK DO POCZYTANIA
  • 31.12.17, 14:39
    Bijout, pytalas o ksiazke. Dla wszystkich, którzy zastanawiają się nad swoim rodzicielstwem, polecam Swiadome rodzicielstwo, Daniela Siegela i Mary Hartzman. Jednym otworzy oczy, drugich moze zacheci do pracy nad sobą. A drugą książką jest Dramat udanego dziecka, Alice Miller.
    PS Bijout, kiedys probowalam przekonwertowac ci moje ibooki ale moj ipad, jedynka, totalnie nie wspolpracuke ze mna, przepraszam.
  • 06.01.18, 08:15
    Czytałam " świadome rodzcielstwo". Sklania ono do refleksji głównie nad przyczyna zachowań agresywnych, z tego co pamiętam. Zeby sie rodzic zastsnowil czemu akurat pewien typ sytuacji czy zachowań dziecka powoduje u rodzica utratę cierpliwości. Sek w tym, ze ja raczej za miekka jestem. Moze chcac wynagrodzić dziecku brak uwagi którego sama doświadczyłam oseskiem będąc. Maz mowi ze gdybym dla niego miała choc polowe tej cierpliwości to nasze małżeństwo byłby duzo szczesliwsze. Niestety absolutnie nie gramy jednej drużynie jeśli chodzi o metody wychowawcze. Jego wydają mi sie zawsze zbyt agresywne lub powiedzmy: Stanowcze.
    Zapisałam temat i tak sie zrobiło ze nie mam chwili zeby podyskutowac. Buu.
  • 06.01.18, 23:32
    "Sek w tym, ze ja raczej za miekka jestem. Moze chcac wynagrodzić dziecku brak uwagi którego sama doświadczyłam oseskiem będąc" Tu nie rozumiem. Jeśli chcesz "wynagrodzić" brak uwagi, robisz to byciem "miekką" czy poświęcaniem uwagi? Sama uważasz, że jesteś za miękka, czy to zdanie męża? Przepraszam ale agresywne i stanowcze to nie są synonimy. Być "za miękkim" rozumiem jako nieumiejętność zniesienia trudnych dla rodziców emocji dziecka z czym się wiąże niemożliwość zapewnienia dziecku bezpiecznych ram funkcjonowania - czyli np dam ci zjesc paczke tych cukierkow, bo jak mowie nie to krzczysz i placzesz, a tego nie zniose. To jest Twoj problem?
    DDA są od dzieciństwa wycwiczone w odbieraniu sygnalow niewerbalnych i mają często bardzo rozwiniętą empatię. Dzięki temu mogą być bardzo nastawione na potrzeby dziecka i ich zaspokajanie. To jest pozytywny aspekt. Negatywny to nie do końca poczucie własnych granic, ryzyko "zlewania" się z dzieckiem i niedawania sobie prawa na powiedzenie "nie".
    Z tego co pisalas wcześniej, wybierasz pozytywną dyscyplinę i kreatywność. Dla mnie to nie jest bycie "miękkim", choc wiele ludzi tak to ocenia. Mi zawsze kazdy mowi, ze mam anielską cierpliwosc do dziecka, bo nie wymuszam i nie wrzeszczę, nie karam. Mimo to jestem wobec synka najbardziej stanowcza ze wszystkich i jest wobc mnie bardziej posluszny niz wbec innych bliskich. Odpuszczam duzo i ustępuje ( tez nigdy nie wciskalam rękawiczek, teraz sam nie wychodzi bez nich z domuwink ale jak juz cos powiem, to synek wie, ze trzeba to zrobic. Moj maz bedzie np sie awanturowal 20 min o sprzatanie zabawek, ja wymysle zabawe w wyscigi kto szybciej zapelni swoje pudelko i sprawa zalatwiona bez proby sil. Jak mowie koniec bajek, a slysze jeszcze jedna - tez ustepuje i mam to wpisane w te negocjacje. Przy tym nie uwazam sie za uległą czy miekką.
  • 09.01.18, 22:30
    Podpowiecie jakaś dobrą lekturę nt stawiania granic?

    Bo ja podobno też uległa jestem ale zawsze mam na to jakieś uzasadnienie. Mój dwulatek dużo rozumie ale sie nie słucha..
  • 11.01.18, 08:06
    "Nie" z milosci, Jesper Juul

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.