Dodaj do ulubionych

trudno opanować emocje rodzicowi 2,5latka

26.03.18, 19:25
Nie wiem jak mam postępować. Mój mąż, ojciec dwójki dzieci w kółko ostatnio do 2,5l: „nie płacz, uspokój się (oschłym tonem nie znoszącym sprzeciwu), jak nie odłożysz (nie przestaniesz /nie sprzątniesz etc) to wyrzucę”.., a synek na to cedzi „przytul mnie”. Rozumiem męża, bo też mam takie momenty, ale staram się ugryźć w język. Wiem, że po narodzinach młodszej córki która ma rok, nasz starszy urósł w oczach, ale to jeszcze dziecko. Ja sie staram zrozumieć, zapytam synka, tłumacze jego emocje, często negocjuje, odwracam uwagę, zagaduje jak histeria, a czasem po prostu towarzysze w tych trudnych emocjach. Jestem nieustępliwa tylko w kwestiach bezpieczeństwa i zdrowia, no już naprawde w ostateczności i jak czuję, że sama jestem zła to mówie że coś schowam/wyrzuce - jak nie sprząta a wręcz rozrzuca zabawki. Przechodzimy chyba drugi rzut buntu dwulatka. Trudniej mi z tatą porozmawiac, staram się też nie kwestionować przy dziecku taty zdania,ale ciężko. Kiedy i jak o tym rozmawiać. Sto razy to robiłam.
Edytor zaawansowany
  • leni6 26.03.18, 20:25
    U mnie jest bardzo podobnie. Nie żeby udało mi się jakoś to rozwiązac, ciągle się z mężem spieramy, ale napiszę Ci co robię. Tłumacze że płacz to reakcja fizjologiczna, że dziecko nie decyduje o tym czy płacze i nie przestanie na zawołanie. I w tym temacie nie odpuszczam. Jeśli chodzi o wyrzucanie zabawek, to proszę żeby mówił że schowa i był konsekwentny, w to w jakich sytuacjach stosuje taka karę staram się nie wtrącać (sama też stosuje jeśli jest problem z posprzataniem). Ostatnio mąż przeszedł na "póki nie posprzatasz nie będę się z tobą bawil" i w ten sposób zyskuje trochę wolnego czasu (o który przy dwójce maluchów trudno).
  • tanja8 27.03.18, 16:04
    Wygląda to bardzo podobnie...
  • baba_za_kolkiem 27.03.18, 10:20
    Może zapytaj męża, czy pamięta czy jako dwulatek sprzątał zabawki i jak wpłynęło to na jego dorosłe życie (czy znacząco zaburzyło to jego psychikę, dbałość o przedmioty, poczucie i potrzebę porządku...). Przepraszam za ton, ale może takie pytanie pomoże mu zrozumieć, że to małe dziecko które należy UCZYĆ a nie tylko wymagać. I że to, że dziecko teraz nie sprząta zabawek na zawołanie, nie wpływa jeszcze na to, kim i jakim człowiekiem będzie w dorosłości smile
  • haus.frau 27.03.18, 11:07
    Może niekiedy mężczyznom trudno to zrozumiec, w końcu to raczej matki czytają nowoczesne książki o rozwoju dziecka na tony smile.

    Ja ostatnio mało z krzesła nie spadlam, jak mój mąż w reakcji na histeryczne zachowanie córki (język, plucie i wierzganie w reakcji na jakąś jego uwagę) nabzdyczyl się i zaczął jakąś nie znoszącą sprzeciwu przemowę zaczynając się od "natychmiast przestań" a kończącą się czymś o konieczności "szacunku do rodzica". Do niespełna 4-latki. Tłumaczę mu abstrakcyjnych tego podejścia, że tylko dorzuca do pieca gdy emocji i tak jest za dużo, ale chyba nie dociera :\.
  • baba_za_kolkiem 27.03.18, 12:51
    Może nie tylko mężczyznom, ja sama także łapię się non stop na myśleniu "no nie, tak nie może być", by dopiero po chwili krótszej lub dłuższej zapaliła mi się lampka "no i co, wielkie mi co". Każdy ma jakies tam swoje wyobrażenia swojego dziecka, czy siebie jako rodzica, tylko czasem trzeba nagiąć te wyobrażenia, zamiast na siłę naginać rzeczywistość. Mnie wiele dało zrozumienie, że dziecka wszystkiego, ale to wszystkiego trzeba nauczyć. A czesto łapałam się na tym, że oczekiwałam, że dziecko w pewnym wieku juz to POTRAFI. Nie, nie potrafi jeśli się go tego nie nauczy. Przynajmniej jeśli mówimy o sprawach niefizjologicznych. Fizjologię zostawiam naturze.
  • tanja8 27.03.18, 16:03
    Dzieki za wpisy, bo to chyba kluczowe - nauczyć, a nie wymagać nagłego nabycia tej umiejętności smile sama też się na tym łapie, ale powściągam emocje.
  • rb_111222333 28.03.18, 13:20
    Moja córcia bardzo mnie "przećwiczyła" pod kątem cierpliwosci, jestem o wiele bardziej cierpliwa niż wcześniej, ale mimo wszystko zdarzają mi się zachowania, z których nie jestem dumna. Mi pomaga przemyślenie tego na spokojnie, zastanowienie się co mogłam zrobić w takiej sytuacji, bo sytuacja się pewnie powtórzy. Może u Was też mogło by sprawdzić się takie "terapeutyczne" podejście, żeby mąż się wczuł w rolę Waszego dziecka w tamtym momencie, zastanowił się nad jego emocjami, wyobraził sobie jak chciałby żeby wobec niego się zachowali by się rodzice, jeśli on byłby dzieckiem. Ja też mam postawione cele długofalowe, tzn co chciałabym żeby dziecko wyniosło z dzieciństwa, jakie podwaliny pod jego przyszłość mogę mu dać. Ja np mam założenie, że chcę żeby moje dziecko czuło się przeze mnie kochane, pewne siebie, bezpiecznie i żeby było szczęśliwe. I można się zastanowić czy moje zachowanie przybliża mnie czy oddala od postawionych celów.
    No i generalnie - moim zdaniem - chodzi o to, żeby nie kłócić się z dzieckiem o pierdoły, bo to zawsze stawia nas na przegranej pozycji smile
  • amiralka 28.03.18, 14:37
    2,5 latek nie sprząta, a rozrzuca zabawki? Serio? Chyba faktycznie Wam się coś pomieszało, po urodzeniu młodszego dziecka. Przecież 2,5 latek to jest maleństwo, nie wiem ile ma córka, ale powinniście się przyzwyczaić do myśli, że macie praktycznie bliźniaki. Macie zdecydowanie za duże oczekiwania i za mało cierpliwości dla synka. Wyrzucanie jako kara za nieodkładanie? W tym wieku wydaje mi się to grubą przesadą, ale jak już ojciec tak grozi, to niech przynajmniej będzie konsekwentny. Naprawdę coś kiedyś wyrzuciliście? Bo jeśli nie, to po prostu sami strzelacie sobie w pięty. Zresztą ja jak byłam już kiedyś dużym dzieckiem, spotkałam się z taką karą - było zapowiedziane, że wszystko co nie w pudełkach idzie do kosza, tak poleciały moje ukochane puzzle, bo nie zdążyłam wytłumaczyć, że one zawsze były w woreczku, nigdy nie miały pudełka. To nie jest miłe wspomnienie i nauczyło mnie tylko, że rodzice mogą być krótkowzroczni w swoich ocenach.
    Z maleństwem to robi się inaczej - sprząta z nim, upraszcza proces, uczy że każda rzecz ma swoje miejsce i po użyciu odkładamy. Najlepiej ograniczyć do maksimum te zabawki i sprzątać razem z nim po każdej aktywności.
    Ale to sprzątanie to chyba jakiś drugorzędny problem. Musisz chyba poważnie porozmawiać z mężem na temat tego "nie płacz, uspokój się". Może popytaj jak on był wychowywany, co mu się nie podobało u rodziców. Polecam jakieś współczesne książki o mózgu dzieci (choćby Grzeczne dziecko Daniela Siegela), żebyś miała wsparcie. Wytłumacz mu dlaczego NIKT prawie nie może się uspokoić na hasło "uspokój się", a co dopiero dziecko. Sama czytaj nt. pozytywnej dyscypliny i edukuj małżonka. To na pewno będzie długi proces. Jeśli naprawdę nic nie dochodzi do niego, to bym zaproponowała jakieś spotkania z psychologiem czy inną mediację. A jeśli nie widzisz szansy na nic z jego strony, to cóż, zostaje Ci tylko praca nad sobą, żeby nie powielać błędów męża i rozmowy z dzieckiem na temat jego emocji, po takim starciu z tatą. Jeśli jeden rodzic jest oschły i niesprawiedliwy, ale dziecko ma wsparcie i zrozumienie w drugim rodzicu, to jest mu łatwiej. Dla mnie to jakiś mit, że rodzice powinni stanowić jeden front zawsze i wszędzie.
  • megg76 09.04.18, 17:10
    amiralka kocham Cię mądra kobieto!
  • rulsanka 29.03.18, 00:24
    Szczerze? Ja uważam, że gdy ojciec robi ewidentnie złe rzeczy, to bronię dziecka i nie dbam o to, by rodzice mieli wspólny front. Bo jest to wspólny front silnych przeciwko słabszemu. Dla matki dziecko jest najważniejsze i uważam, że gdy widzisz, że dzieje się krzywda, to działaj i protestuj. Osobiście bym działała na twoim miejscu, uważam że twój mąż ostro przegina.

    2,5 latek to maleństwo. Sprząta się razem z nim, sprząta się samemu, nie wymusza się sprzątania, tylko świeci przykładem. W sumie cały wiek przedszkolny to sprzątanie razem z dzieckiem i za dziecko.

    Grożenie wyrzuceniem zabawek jest podłe, bo narusza poczucie bezpieczeństwa dziecka. Dla małego dziecka zabawki to rodzaj żywych istot, przyjaciół. Poza tym jest to jedyna własność malucha. Chyba lepiej już byłoby dać klapsa, dziecko szybko zapomni (nie żebym radziła, wręcz przeciwnie!). Dziecko odczuwa wielki stres związany z informacją - twoje uczucia, twoje rzeczy są nieważne, liczy się mój rozkaz, porządek musi być. Zagrozić wyrzuceniem można ewentualnie dziecku szkolnemu, jeśli ma totalny chlew i nie współpracuje.

    --
    Pomoc dla Zuzi
  • leni6 29.03.18, 09:02
    U mnie w domu rodzinnym było takie "świecenie przykładem", czyli sprzątanie za dziecko, zachecanie, ale nie wymaganie. Problemy zaczęły się w szkole podstawowej kiedy przestało mi odpowiadać to że mama za mnie sprząta ("nie ruszaj moich rzeczy!"), a sama sprzątać nie umiałam. Jak byłam nastolatka to były już regularne awantury o sprzatanie z płaczem i trzaskaniem drzwiami, które trwały do czasu mojej wyprowadzki z domu w wieku 22 lat. Jak tylko się wyprowadziłam nauczyłam się sprzątać (nie z dnia na dzień, ale ciągu kilku miesięcy) i aktualnie mam w domu porządek, który moja matkę zadziwial przez wiele lat. Ja nie zamierzam takiego podejścia powielać z moimi dziećmi, wymagam pewnych rzeczy od mojego trzylatka w tym temacie, oczywiście adekwatnie do wieku (moim zdaniem).
  • rulsanka 29.03.18, 09:17
    Skoro nauczyłaś się sprzątać, kiedy to było potrzebne, to znaczy że nie ma powodu by niszczyć dziecku psychikę groźbami. Będzie miało prawdziwą motywację, to zacznie sprzątać. W szkole z wieloma dziećmi jest problem ze sprzątaniem i wytresowanie w wieku przedszkolnym niekoniecznie da jakiś efekt. Bo dzieci się buntują, przechodzą różne fazy.

    --
    Pomoc dla Zuzi
  • leni6 29.03.18, 10:00
    Ja się z tobą zupełnie nie zgadzam. Dziecko żeby czuć się bezpiecznie potrzebuje zasad, przynajmniej moje dziecko w ten sposób najlepiej funkcjonuje, każde odstępstwo to jest dla niego chaos i stres. Co nie znaczy że dziecko musi akurat sprzątać zabawki, kazdy rodzic ma swoje wymagania.
  • gvalchca 29.03.18, 10:39
    Ja też wymagam sprzątania zabawek, również od niespełna 3-latka. Oczywiście, staram się ujmować to w sposób pozytywny, czyli "każdy dba o porządek w domu, chciałabym, żebyście Wy dbali o swoje zabawki", ale zdarzyło mi się po kilku(nastu) prośbach rzucić groźbą, że jeśli dzieci o zabawki nie dbają, to ja je przejmuję i wyrzucę lub odłożę do swojej szafy (i tę groźbę zrealizować). Oczywiście, jak jest opór, to staram się pomóc, ewentualnie uzgodnić, że posprzątają to za 5 minut, ale czasem dzieci mają akurat nastrój na testowanie granic i nie są skłonne współpracować lub negocjować, mimo moich najlepszych starań. U nas zasada jest taka, że własność się łączy z odpowiedzialnością i w drugą stronę.
  • szonik1 29.03.18, 12:56
    Ja widzę, że sprzątanie zabawek sobie a muzom, żeby był porządek (po co to dziecku? porządek jest dla rodzica) do mojej córki kompletnie nie trafiał, egzekwowanie szło nam średnio, z reguły my sprzątaliśmy. Odkąd jednak zaprasza koleżanki na wspólną zabawę (ma zaraz 6 lat), sama już wie, że trzeba posprzątać, żeby mieć więcej przestrzeni. Sama więc porządkuje, szykuje podwieczorek. Gdy przychodzą goście typu babcia też wymagam jako takiego ogarnięcia. Ale poza tym: jej pokój, jej bałagan. U mnie w domu rodzinnym mama miała podejście takie, że gdy już bałagan wylewał się z mojego pokoju, zamykała po prostu drzwi. W pewnym momencie zaczynało mi to przeszkadzać i zabierałam się do sprzątania. Teraz jest osobą raczej porządną, ale bez przesadysmile
    A 2,5 latek to mega maluch!
  • gvalchca 29.03.18, 13:21
    U mnie dzieci bawią się w salonie i te zabawki leżą mi pod nogami (nieraz się potknęłam/poślizgnęłam). Mają swój pokój, ale wolą się bawić we wspólnej przestrzeni i to mnie nie dziwi. Ale przestrzeń jest wspólna i zakładam, że wspólnie o nią dbamy. Więc argument "wasz pokój, wasz bałagan" nie działa wink Zresztą, do bałaganu w ich pokoju mam mniej restrykcyjny stosunek, właśnie dlatego, że mogę tam nie zachodzić.
    2,5-latek to może i maluch, ale sprzątnąć swoje samochody na półkę umie.
  • amiralka 29.03.18, 15:49
    Ja też "wymagam porządku" od 4 latka i odkładania swoich zabawek, od zawsze. Po prostu chodzi o wyrabianie prostego nawyku - wszystko ma swoje miejsce, wszystko po użyciu potrzebuje na to miejsce wrócić. Zasada była prosta - kończymy jedną zabawę, czy przechodzimy do innego pokoju - sprzątamy zabawki (oczywiście to ogólna zasada a nie jakiś dogmat, zabawy nie raz się przenikają itd). Dotyczy to każdej przestrzeni. Bo porządek jest dobry, wtedy się dobrze czujemy, mamy miejsce na nową zabawę, niczego nie zgubimy itp. Ale przy dwulatku - to ja sprzątałam, on pomagał, teraz to czasem on sprząta, a ja pomagam. Najczęściej synek prosi, żeby sprzątać z nim. Wydaje mi się, że sprzątanie samemu jest trudne dla dziecka, dla mnie do dzisiaj jest trudne, dla mojego męża taka koncepcja chyba w ogóle nie istniejewink (sam z siebie myje naczynia i odwiesza swoje garnitury, reszty jakoś nie widzi, trzeba wydawać komendy szczegółowewink). Nie stosowałam nigdy wobec dziecka gróźb, mówiłam tylko, że jeśli nie sprzątamy zabawek, to one się gubią, czy ktoś je może zdeptać i wtedy jesteśmy smutni. Albo - wyjdziemy do parku, oglądniemy bajkę (czy coś innego na czym dziecku zależy), jak tylko posprzątasz. Jak dziecko ma etap buntu, to sama sprzątam te zabawki, ewentualnie bardzo chwaląc jak wrzucić choćby jeden klocek do pudełka. Czasem wymyślam gry, jak to pudełko jest basenem i wszystkie klocki czy misie chcą tam wskoczyć, albo kto wrzuci najwięcej i najszybciej.
    W przedszkolu też widzę, że dzieci sprzątają, jak jest dzwonek, każda zabawka/materiał do aktywności ma swoje miejsce z podpisem i rysunkiem.
    Ja osobiście potrzebuję ładu, w bałaganie czuję się coraz bardziej spięta i smutna. Ale też bez przesady - nauka sprzątania to proces i ja też tego nauczyłam się dopiero mieszkając "na swoim", jako nastolatka, moja matka mogła się była pieklić i wyrzucać moje rzeczy, ale pamiętam, że nienawidziłam porządkowania i chyba nawet nie wiedziałam jak mam to robić. Dwu i półlatek może i powinien jak najbardziej się tego uczyć, ale sankcje i groźby w tym wieku wydają mi się grubą przesadą.
  • ashraf 10.04.18, 22:20
    U nas w sumie podobnie. Z malym dzieckiem sprzatalam wspolnie, z pieciolatkiem w zasadzie tez, tylko zmienila sie proporcja tego ile robie ja, a ile on. Nie dopuszczamy do zabalaganienia pokoju zabawkami, bo tez i dziecku duzo latwiej ogarnac np. tylko klocki czy tylko pociagi lub puzzle niz tygodniowy bajzel. Od nadmiaru przedmiotow kazdemu opada motywacja do porzadkowania... Staram sie pokazywac pozytywna strone odkladania rzeczy na miejsce - nie tracimy duzo czasu na sprzatanie, szybko mozemy znalezc kazda rzecz, przyjemnie sie mieszka itd. Kolejna zabawa rozpoczyna sie dopiero po posprzataniu po poprzedniej. Wyjatkiem sa wizyty innych dzieci, ale i wtedy na koniec staram sie urzadzic wspolne sprzatanie, lub ogarniam wieksza czesc po wyjsciu gosci, bo wiem, ze synkowi trudno byloby samemu przebic sie przez tornado. Nie dziele domu na strefy "moj pokoj, moj balagan", w calym ma panowac lad i porzadek, natomiast egzekwuje zakaz zabaw w salonie przy gosciach - synek i inne dzieci (mam na mysli wizyty doroslych z dziecmi) maja do dyspozycji dwa pokoje i tylko tam moze byc balagan i halas, dorosli maja miec spokoj do rozmowy. Staramy sie tez z mezem na biezaco angazowac synka w codzienne prace: pieczenie ciasta, panierowanie miesa czy obieranie warzyw to hit smile ale tez majsterkowanie, naprawy czy segregacje prania. Staramy sie zawsze zauwazac i dziekowac za wysilek i pomoc.
  • megg76 09.04.18, 17:08
    Z jakim Tatą? Twoim? O smutku..... Daj chłopu w łeb, a później sobie. 2,5 latek to bardzo małe dziecko, ono potrzebuje tyle samo uwagi co młodsza siostra.
  • camel_3d 09.04.18, 17:45
    kogo slucha sie bardziej ?

    ciebie z pertraktacjami czy taty z konkretnym poleceniem?

    nie rozumiem pertraktowanie z 2,5 latkiem. sa sytuacje kiedy ma zrobic to co sie od niegoy oczekuje i tyle.


  • rulsanka 09.04.18, 20:27
    Właśnie z dwulatkiem doskonale się pertraktuje, bo zmusić siłą oznacza płacz, histerię i jeszcze większy bunt. A przekonać dwulatka jest łatwo (jak już się trafi na właściwy sposób). Co innego dziecko starsze, ono nie da się przekonać argumentem, że miś myje ząbki to i ja umyję. Albo, że jak nie umyję, to w buzi bakterie zbudują wielki zamek, a żeby to zrobić, zabiorą cegiełki z zębów i w zębach będą dziury. Ja np dwulatka przekonywałam do tego, by nie kruszył jedzeniem, opowiadając, że okruszki przyciągną stado mrówek, które będą chodzić po wszystkim i strasznie łaskotać. Działa. Dwulatki, trzylatki, żyją w świecie wyobraźni i my też możemy w ten świat wejść, żeby się dogadać.
    Poza tym sorry, ale cienki bolek jest z kolesia, który do tego stopnia nie potrafi sobie poradzić z dwulatkiem, że podstawową metodą jest dla niego zmuszanie (rozumiem, że czasem trzeba zmusić, ale to raczej wynik niekorzystnego splotu okoliczności).


    --
    Pomoc dla Zuzi
  • gajmal 10.04.18, 12:38
    Mój kolega uczył dzieci sprzątać zabawki właśnie w taki sposób, że je im wyrzucał jak nie były poukładane w danym momencie. Efekt jest następujący - dzieci, już w tej chwili dorosłe, nigdy nie przywiązywały się, ani nie szanowały żadnej swojej rzeczy, bo tak było im łatwiej. Zabawki, a potem inne sprzęty (elektronika, później samochody) były niszczone w trybie ekspresowym, a jak kiedyś spytałam czemu nie szanujesz tego co masz to słyszałam - Po co? Przecież tata i tak znajdzie pretekst, żeby to wyrzucić.....
  • camel_3d 10.04.18, 12:51
    to ze sie nie przywiazaly nie jest rezulatem wyrzucania tylko rezultatem, ze mialy duzo za duzo.
    Tak mial kuzyn kolegi z klasy. Mial sporo zabawek, jak sie jakas popsule to mowil: mama kupi nowa. I wywalal. Inaczej dbasz o cos cos sama kupilas a inaczej o cos co dostalas w nadmiarze.

    niestety to sprzatanie w pokojach dzieci i ten balagan wynika wlasnie z ilosci posiadanych rzeczy. Mnie przeraza jak widze ile moje dziecko ma dupereli. Przez 9 lat nazbieral wiecje niz ja przez cale zycie (zabawek) mialem smile POza kilkoma zabawkami - autka, reszta ma male znaczenie i byla wynikiem jakiejs zachcianki... albo bacia zaraz kupila, albo sobie z kieszonkowego kupil.
  • gajmal 10.04.18, 13:26
    Nie zgadzam się, bo akurat w tej rodzinie było biednie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.