Dodaj do ulubionych

Jak przestać "skakać" wokół dziecka

12.06.18, 23:50
Tak mnie wieczorową porą naszło po trudnym dniu z dzieciem... Mamy jedynaczkę, 4 lata. W planach kolejne berbecie, ale na razie jeszcze nie ma, i ta nasza jedynaczka trochę nam daje w kość.

Może że względu na to, że zawsze była dzieckiem wrażliwym, wrzaskliwym i emocjonalnym, "ogarnianie" jej emocji bylo zawsze absorbujące i priorytetowe - najpierw wycie kilkutygodniowego niemowlecia, które potem plynnie przeszło w marudzenie, płacze i humory "o coś". Ze nuda, że coś chce, że czegoś nie chce, że boli, że swędzi, że nie ten plac zabaw, że nie chce/nie chce do sklepu, że ktoś krzywo popatrzył, że zmęczona, że piciu, że przekąska, itd...

Zawsze było to męczące, no ale kto nie pomoże dziecku przejść przez "trudne" emocje? smile Naczytalam się Juuli I innych "poradnikowców", i trudziłam się żeby emocje zrozumieć, nawiązać kontakt, wesprzeć, wytłumaczyć - ale, szczerze, mam już momentami dość.

Bo tak to się kulało parę lat, ale teraz tak porównuję czasem córkę z innymi dziećmi i stwierdzam, że chętnie bym jakoś stonowała tą jej emocjonalność. Bo strasznie "celebruje" każdą emocję, która się napatoczy.

Póki ma towarzystwo i coś do roboty, to się po prostu bawi i cześć. Poleceń słucha, czasem trzeba powtórzyć albo huknąć, normalne. Ale już gdy np. idziemy do restauracji, przychodzą goście bez dzieci, albo trzeba chwilę posiedzieć (np kwadrans na spotkaniu czy w autobusie) to po chwili dziecko się robi nie do opanowania - wyglupy, bieganie, zaczepianie, wycie że chce już iść, włażenie gdzie popadnie - koniecznie musi mieć publiczność i nie ma przy niej spokoju.

Wiem że się nudzi. Ale wiem też, że dzieci nawet w tym wieku potrafią wysiedziec kwadrans, majtając nogami i nie angażując rodziców tak, że na niczym poza dzieckiem nie mogą się skupić.

Można by powiedzieć, że "rozbestwiliśmy" dziecko, ale staraliśmy się stawiać granice i pod kątem posłuszeństwa córka jest w miarę ok. Jest też super mądrym i kochanym dzieckiem, tylko to ciągle powracające marudzenie o "coś", te nieopanowane emocje i absorbowanie uwagi są dla mnie trudne do przyjęcia.

Nie chodzi mi o to, żeby 4-latka przez pół dnia zajmowała się sobą i liczyła w myślach drzewa w parku nie wydając dźwięku. Ale chciałabym móc spokojnie porozmawiać chwilę ze znajomymi czy w spokoju wypić kawę, a bywa z tym trudno.

Jakieś rady?! Bo nie wiem czy to my i nasze metody, czy jednak taki wiek, czy może charakter? smile
Edytor zaawansowany
  • rulsanka 13.06.18, 08:35
    Taki wiek, charakter. Siedzenia spokojnie w restauracji wśród obcych ludzi nie oczekiwałabym.

    A swoją drogą w tych wszystkich mądrych książkach pojawia się zawsze aspekt uczuć rodzica. Najważniejsze to nie robić nic, co jest sprzeczne z twoim wewnętrznym głosem. Masz prawo czasem być zniecierpliwiona czy też rozdrażniona i masz prawo okazać to dziecku.

    --
    Pomoc dla Zuzi
  • leni6 13.06.18, 09:44
    Ja bym raczej spokojnego siedzenia w restauracji czy innym miejscu gdzie dziecko się nudzi nie oczekiwala. I raczej nie obserwuje tego u dzieci w tym wieku, raczej siedzą spokojnie, ale z nosem w tablecie/telefonie. Natomiast nad tym żeby w domu potrafiła się sama trochę pobawić to bym pracowała.
  • rulsanka 13.06.18, 10:36
    Są takie dzieci, które nie potrafią się same bawić i owszem, można zachęcać, ale i tak zawsze będą chciały towarzystwa. Mój starszak taki był, odmieniło mu się dopiero w szkole. A młodszy potrafił się pięknie bawić w samotności... z kolei teraz na mnie wisi, marudzi, nie chce się sam bawić.... Męczące to jest. Ma 5,5 roku.

    --
    Pomoc dla Zuzi
  • kanna 19.06.18, 21:01
    www.empik.com/w-paryzu-dzieci-nie-grymasza-druckerman-pamela,p1063660277,ksiazka-p
    Polecam dla inspiracji smile
    --
    Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy.
    Pół wieku poezji
  • haus.frau 20.06.18, 09:00
    Uśmiechnęłam się czytając Twój post, bo znam, czytałam, jeszcze w ciąży... A potem przyszło życie... smile
  • kanna 20.06.18, 19:01
    He, he big_grin
    Ja przeczytałam teraz, mam nastolatki.
    Bardzo byłam z siebie dumna, że od zawsze posyłałam je do pokoju wieczorami.

    Czytanie książek PRZED dziećmi się nie sprawdza, trzeba mieć obiekt do ćwiczeń.

    --
    Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy.
    Pół wieku poezji
  • haus.frau 28.06.18, 20:27
    Wiesz co, w sumie racja. Wyciągnęłam ją z czelusci biblioteczki i stwierdzam, że warto było wrócić do niej po tych kilku latach. Niby nic odkrywczego, ale trochę naprostowuje zbyt "dzieciocentryczne" podejście smile
  • gvalchca 20.06.18, 11:55
    Ja też czytałam Juula i też niedokładnie. Bo chodzi o to, żeby nie tylko zadbać o potrzeby dziecka, ale i o swoje. Potrzeba 10 minut spokoju na wypicie kawy to zupełnie poważna i ważna potrzeba. Także tłumacz to dziecku. U mnie się sprawdzało wspólne znajdowanie rozwiązań: słuchaj, chcę mieć 10 minut na kawę, potem pójdziemy układać klocki/rysować/whatever. Czy masz ochotę w tym czasie pooglądać książkę?
    Efektów nie będzie natychmiast, ale będą.
  • hanusinamama 20.06.18, 13:56
    Ja dla moje miałam zawze "zabawiacza" zaleznie od zainteresowan (ksiazeczki do ogladana, ksiazeczki do wyszukiwania, labirynty, kolorwanki, teraz czytanki)...moze warto miectakie "zajmowacze czasu". Ale nauczyc ze sama sie ma tym zajac.
  • stara-a-naiwna 23.06.18, 18:40
    cześć

    mój syn też z tych upierdliwych raczej (zaqwsze był z tych absorbujących, lubiących uwage i na dodatek bywa histeryczny)

    na nudę nie poradze bo ja mam dwójkę rok po roku i oni już między sobą się bawią i jakoś mają zajęcie (zawsze większe niż jak by mieli siedzieć sami)

    A co do trudnych emocji i ogólnego dzielenia sie nimi z otoczeniem - my na nerwy i złość dziecka mówimy "wróc do nas jak się uspokoisz" (bo potrafił nas tak zirytować, że bylismy agresywni i rozdrażnieni a nie o to chodzi)
    I dajemy komunikaty "że teraz nie mogę się z tobą bawić / patrzec / iśc / Ci pomóc bo...: robię obiad, sprzątam, musze dokończyć coś do pracy"


    i to wyjście na kawę... ja się zmoją dwójką nie wiem czy bym odwazyła wyjśc w miejsce publiczne i siedzieć dłużej niż 15 minut - tyle ile oni by jedli ciastko (chyba za chiny ludowe by nie wytrzymali i zorbili mi masę wstydu albo inną katastrofę)

  • zabka141 26.06.18, 20:11
    My tez mowimy "teraz nie moge, gotuje zupe" albo "teraz rozmawiam z ciocia, mozesz mi za chwile powiedziec... po 2 minutach - co chcialas mi powiedziec". Itd. Trzeba jednak stawiac te granice.

    A w restauracji - moje dziecko z tych siedzacych i super zachowanie w samolotach i w ogoole, ale do restauracji mimo tego mam rzeczy w stylu malowanki, albo prosze obsluge. Zaczynamy z nia cos czasami malowac, jesli sama od siebie nie moze sie wkrecic. Potem jakos idzie. Generalnie jakk idziemy do restauacji to traktujemy ja jak przyjaciol czy rodzine z ktorymi sie spotykamy - jest czescia rozmowy, spotkania.
  • amiralka 26.06.18, 13:27
    Jak przestać skakać - nie skakać już więcej?wink Co do restauracji i nudy, najlepsza rada - nigdy nie porównuj z innymi dziećmiwink Ogólnie, ja myślę, że to taki wiek, charakter i może też wasze metody, trudno powiedzieć, nie znając was. Co do emocjonalności - trudno to "stonować", raczej ten typ tak ma. Jedyne co możesz robić to uczyć radzić sobie z emocjami, to chyba najważniejsze, co można dać dzieciom. I to nie ma nic wspólnego ze "skakaniem nad dzieckiem". Ale uwaga: "nuda, że coś chce, że czegoś nie chce, że boli, że swędzi, że nie ten plac zabaw, że nie chce/nie chce do sklepu, że ktoś krzywo popatrzył, że zmęczona, że piciu, że przekąska" - nie, to nie zawsze chodzi o emocje, w których trzeba pomagać. Raczej o wyregulowanie systemu nerwowego. Takie oczywistości, że trzeba zapobiegać głodowi, zmęczeniu, pragnieniu, to jasne. Nad drobnym marudzeniem nie za bardzo się pochylać. Silniejsze emocje traktować serio, ale też pokazywać delikatnie inną perspektywę, Juul piszę o tym "mam nadzieję, że za chwilę Ci przejdzie". Co do restauracji - jak chcesz kwadrans, kup dziecku wieeelkie lody smile Nawiązując do komentarza Kanny - akurat mieszkam we Francji i cóż, rodzice tych niegrymaszących dzieci, nie przepadają jakoś dziwnie za zabieraniem ich do restauracji, a jeśli już to robią, to jest to norma, że większość dzieci jak się znudzi jedzeniem, to zaczynają się spacery/szaleństwa/krzyki/zabawy i po prostu dzieci trzeba ewakuować. "Majtające nogami" zdarzają się, ale z moich obserwacji to jest najczęściej związane z temperamentem.
    Co do spotkań ze znajomymi bezdzietnymi - rodzice niegrymaszących dzieci radzą sobie tak, że nie zabierają swoich jedynaków na takiewink Jeśli trzeba to znów - dajesz dziecku kolorowankę, zabawkę, jak nic nie daje to bajki na telefonie. Za to ja bezwzględnie uczę synka czterolatka, że nie przerywa się dorosłym - jak chce coś powiedzieć, to ma położyć dłoń na mojej, poczekać i jak skończę zdanie czy słuchanie to na chwilę daję mu absolutną uwagę. Uczę go też, że dorośli chcą być chwilę bez dzieci i żeby na chwilę bawił się w swoim pokoju - zadaję mu zadanie typu zbuduj najpiękniejsze miasto, koniecznie do tego z torami kolejowymi i dworcamiwink Zadania go na tym etapie świetnie angażują. Jak słyszę "nudzę się, nie wiem co teraz zrobić" - mówię, że to super i że na pewno zaraz coś wymyśli, jestem ciekawa co.
    To wszystko trochę działa, ale ogólnie też czuję że zawsze miałam emocjonalne dziecko i performera i że pewnie taki już będziewink
    PS Mój syn zasypia akurat o 23 i oszalelibyśmy z braku czasu dla siebie, czy gości gdyby nie jeden trik - słuchowiska. Potrafi nawet wieczorem 2h leżeć i słuchać (czy w praktyce turlać się po łóżku i jakieś zabawy urządzać pod kołdrą), a my zjeść w tym czasie proszoną kolację.
  • baba_za_kolkiem 27.06.18, 10:18
    Haus.frau, mam od dawna i nadal i wciąż ten sam problem co ty. Nazywa się to nadmierne skupienie na dobru dziecka, z minimalnym skupieniem na sobie. Niestety. Walczę z tym od dawna, i pomału mi się udaje.
    Po pierwsze, zrozum że zachowanie twojej córki to nie jej wina. To nie jej zamysł, rozmyślne działanie. Ona po prostu jeszcze inaczej NIE UMIE. Żadne dziecko nie nudzi się i nie dostaje małpiego rozumu, bo chce, bo chce zrobić mamie na złość, tylko dlatego, że póki co nie ma umiejętności radzić sobie w takiej sytuacji, zająć sobie głowę i ręce czymś, zdawać sobie sprawę z upływu czasu, planować co dalej.
    Po drugie zrozum, że to jak zachowuje się twoja córka to też nie twoja wina. Nie jesteś tu niczemu winna i nie bierz za to pełnej odpowiedzialności. Tzn za życie i zdrowie córki owszem, rodzic jest odpowiedzialny, ale chodzi mi o to, żebyś nie szukała winy w sobie. Robisz co się da, szukasz sposobów, ale jesteś tylko człowiekiem.
    Po trzecie, potrzeby dziecka da się zaspokoić. Jeśli nie może wysiedzieć, pospaceruj. Jeśli nie może wysiedzieć w poczekalni, pospacerujcie po korytarzu. Jeśli wiesz, że będzie kolejka, weź ze sobą coś, co pozwoli jej przetrwać. Zajmij ją czyms. Poczytajcie ulotki o bebiko. Pogadajcie z współczekającymi. Niech ci posprząta w torebce.
    Jeśli nudzi się wdomu, zrób jej koło aktywności - koło dzielisz na kawałki jak tort, kręcicie jak kołem fortuny i losuje się zajęcie. Pokaż jej zegarek. Angażuj w domowe zajęcia.
    I po czwarte - pamiętaj o sobie, że ty jesteś też tu ważna. W samolocie procedura awaryjna jest taka, że matka nakłada maskę sobie a dopiero potem dziecku. To z czegoś wynika. Ty też nie pomożesz dziecku, jeśli sama będziesz sfrustrowana, zajechana, zmęczona. Pamiętaj, że masz prawo powiedzieć dziecku "daj mi 5 minut na odpoczynek, naładuję baterię", daj mi wypić kawę, potem się pobawimy. Itd. Jak nie nauczysz dziecka, że każdy ma swoje potrzeby to ona się o tym nie dowie. Powiedz jej, że jej potrzeby są bardzo ważne ale twoje też. I pokazuj to na co dzień. U nas trwa to cały czas ale powoli widzę efekty. Dziecko musi zrozumieć, że jest tak samo ważne jak ty.
  • haus.frau 28.06.18, 10:37
    Coś w tym na pewno jest, mam z tym problem w ogóle (wszystko ma być zrobione i wszyscy zadowoleni, a ja mogę paść "na pysk" smile ), więc pewnie rozciąga się to i na dziecko.
    Dziękuję Ci za mądre slowa. Chyba muszę jakoś popracować nad zdrowym egocentryzmem trochę smile.
  • princesswhitewolf 27.06.18, 11:57

    chodzi do przedszkola? Nie? wyslac to sie Odpepowi
  • haus.frau 28.06.18, 10:28
    Chodzi chodzi, od zeszłego roku. W przedszkolu niemalże wzór cnót i posłuszeństwa, nawet się zastanawiałam czy te domowe jęki nie są odreagowanien na "zbytnią" ugodowość w przedszkolu...
  • gvalchca 28.06.18, 11:08
    To ja mam to samo. Dobra, teraz już raczej "miałam", choć nadal odreagowywanie się zdarza częściej niż bym chciała.
    Podpowiem jeszcze: u nas ograniczenie skakania wokół dziecka naprawdę pomogło nie tylko na moje samopoczucie, ale i na zachowanie dziecka. Ciągła uwaga rodzica to jednak jest obciążenie...
  • amiralka 28.06.18, 11:27
    Mój syn tez jest za bardzo posluszny w przedszkolu i odreagowuje na mnie. Nawet panie jak widza nas na zew. to mowia ze go nie poznają. Teraz to juz sie troche unormowało od września, staralam sie to brać na klate, szanując jednak swoje granice.
  • ela.dzi 29.06.18, 12:40
    Mam bardzo podobne dziecię. Różnica jest taka, że ma rodzeństwo i to sprawia, że już mnie to nie wzrusza, bo się nie rozdwoję i muszę mieć też czas dla siebie. Słyszę, że niemal non stop chce uwagi i mówi, że się nim nie zajmuję, a tak naprawdę poświęcam mu dużo więcej uwagi niż młodszemu, który od urodzenia radzi sobie sam i to ja czuję, że młodszy jest pokrzywdzony. Wyluzuj i tłumacz, że nie jest dzidziusiem, który potrzebuje pomocy i uwagi z byle pierdołą.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.