Dodaj do ulubionych

Co robicie, jeśli...

10.07.18, 10:31
Mamy 3 i 4 latków, co robicie jeśli
- dziecko w złości bije mamę i nie bardzo umie/chce się uspokoić?
- dziecko w psotach dokucza innym dzieciom na placu zabaw?
Zakładamy, że tłumaczenia nie doprowadzają do przerwania danej aktywności, albo ją potęgują wręcz.
Edytor zaawansowany
  • baba_za_kolkiem 10.07.18, 10:41
    1. Na gorąco trzymam rękę albo odsuwam się, żeby mnie nie bił. Na dłuższą metę uczę innego wyrażania złości.
    2. Na gorąco odprowadzam z placu zabaw, na dłuższą metę uczę innego inicjowania zabaw.
    No i tłumaczę, pokazuję filmiki, pytam o co chodzi, czego dziecko chce, jeśli spodziewam się, że będzie umiało po swojemu wytłumaczyć.
  • amiralka 10.07.18, 18:27
    Ad. 1 Załóżmy że ani przytrzymywanie, ani odsuwanie się też już nie działawink
  • gvalchca 10.07.18, 20:24
    Ale jak nie działa? Nie znam trzylatka, który byłby silniejszy niż dorosły przytrzymujący jego rękę albo przed którym dorosły nie byłby w stanie się odsunąć. I tak, miałam wyjątkowo "trudny" egzemplarz.
    Odpowiadając na pierwotne pytanie: to samo, co baba_za_kolkiem. Nigdy nie odsyłałam w odosobnienie, bo u mojej córki powodowało to tylko narastanie histerii do rozmiarów niebotycznych, a syn nie wymagał "zaawansowanych" środków wychowawczych.
  • leni6 10.07.18, 21:47
    U nas właśnie takie trzymanie rąk napędza straszliwa histerie.
  • rulsanka 11.07.18, 19:36
    Przytrzymywanie jest o tyle problematyczne, że przytrzymane dziecko może zrobić krzywdę samo sobie. Moi chłopcy potrafili się tak wić, że bałam się o ich stawy, no i o głowę, żeby w coś nie uderzyli. Sporadycznie, ale były takie sytuacje.
    Nie mówimy o lekkim machaniu rączką przez dziecko tylko jakiejś mega histerii.

    --
    Pomoc dla Zuzi
  • amiralka 12.07.18, 18:49
    Hm, no u mnie nie działało za bardzo. Przytrzymywałam jedną ręką, to dostawałam drugą... albołą łapka się wymykała i już wczepiona była w moją fryzuręwink Jasne, że jestem silniejsza, ale jakoś tej siły w pełni używać nie chciałam, a tego sytuacja wymagała.
  • mja-15 10.07.18, 11:18
    1. Zostawiam w pokoju samego, aby nie miał widowni do swoich cyrków lub odwracam uwagę innym atrakcyjnym zajęciem.
    2. Zabieram z placu zabaw lub kieruję na inną część placu.
  • ela.dzi 10.07.18, 13:14
    W obu przypadkach wysyłam dziecko do odosobnienia w postaci innego pokoju czy wózka w przypadku młodszego. Gdybym na placu była z jednym dzieckiem, to rozważyłabym opuszczenie go.
  • melancho_lia 10.07.18, 16:05
    1. Przytrzymuje rękę, mówię że nie wolno. Jeśli nadal bije odsuwam się, albo odsylam (zanoszę) do innego pokoju.
    2. Wychodzę z placu zabaw tłumacząc dlaczego.
  • rulsanka 11.07.18, 19:33
    Starszak w takich okolicznościach dostał klapsa, pomogło. Wcześniej ostrzegłam go, że jeśli będzie mnie bił to też go uderzę. Miał 3 lata. Wcześniej próbowałam przytrzymywać mu rękę, zamykać się lub jego w innym pomieszczeniu. Nie działało, nakręcał się jeszcze bardziej. Starszaka nigdy nie uspokajało bycie w samotności. W towarzystwie się uspokajał, ale akurat nie wtedy.
    Z perspektywy myślę, że tamten klaps był do uniknięcia, bo np. młodszego syna nigdy nie uderzyłam i starszaka więcej też nie. Tak więc na pewno można. Na pewno na tamtym etapie uratowało to moje nerwy, bo syn bardzo burzliwie przechodził skok rozwojowy trzylatka, a byliśmy akurat na samotnym wyjeździe.
    Młodszy był dużo bardziej chętny do bicia od starszaka, u starszego syna w zasadzie tylko w wieku 3 lat było takie agresywne bicie. Młodszemu łapka latała z byle powodu i o ile zatrzymywanie rączki nie działało a histeria się nasilała, to mówiłam, że nie będę z nim rozmawiać, bo nie rozmawiam z osobami które mnie biją. Wtedy histeria narastała, ale po chwili syn się uspokajał, przytulaliśmy się i było ok. Kilka razy zdarzyło się, że nadal mnie próbował uderzyć, kopnąć, wtedy albo ja wychodziłam do innego pokoju, albo jego zanosiłam do pokoju i przytrzymywałam drzwi. Syn wtedy trochę sobie powrzeszczał, a potem się cudownie uspokajał. Samotność pozwalała mu na ułożenie sobie spokojnie emocji, nie była to kara, widać było, że jest mu potrzebna chwila odosobnienia. Obecnie jak się zdenerwuje potrafi sam trzasnąć drzwiami, zamknąć się w pokoju, a po chwili jest jak nowo narodzony.
    Na dokuczanie innym dzieciom teoretycznie najlepsze jest zabranie dziecka z placu zabaw. Nie wypróbowywałam, moi nigdy nie dokuczali.

    --
    Pomoc dla Zuzi
  • amiralka 13.07.18, 09:42
    Klapsa powiadasz? Nie oceniam, bo sama raz przyłożyłam synkowi i to w twarz, dokładnie tak samo jak on mi. Nie powiem, że jestem z tego dumna, ale o ile sobie przypominam, od tamtej pory nie dostałam w twarzwink Ale metody nie polecam. U nas najlepsza metoda to zaniesienie do swojego pokoju, też tak synek najlepiej się uspokajał, teraz jak się wkurzy sam tam idzie i się zamyka. Też nie przedstawiam tego jako karę, tylko mówię, że tam to jest miejsce do skakania, przytulania się do maskotek i uspokojenia, aż chętka do bicia przejdzie.
  • milva24 11.07.18, 23:56
    Czterolatka mnie nie bije. Gdy była młodsza mówiłam bardzo zezłoszczonym głosem: nie chcę, żebyś mnie biła, ja cię nie biję. Jeśli dokucza dzieciom wychodzimy z placu zabaw, jeśli nie chce wyjść sama wychodzę.
  • milva24 11.07.18, 23:56
    *wynoszę
  • amiralka 13.07.18, 09:48
    Dzięki za podzielenie się Waszym doświadczeniem. Widzę, że radzimy sobie podobnie. Jedynie ja nie zawsze mam ochotę wyjść z parku, gdzie też odpoczywam po pracy w miłym towarzystwie i wracać karnie do domu więc synka zapraszam (ekhm... przytrzymuję) na ławeczce obok siebie i puszczam do zabawy dopiero jak jest gotowy przestać dokuczać dzieciakom.
    Mam jeszcze jedno pytanie - w pewnym momencie Rulsanka napisała, że wysyłała do pokoju, ale nie w ramach kary. Właśnie to mnie skłoniło do założenia wątku: jestem zwolenniczką wychowywania bez kar i nagród (sama tak byłam wychowywana i wiem, że np. w trakcie adolescencji kiedy wszystkie dzieciaki nic sobie nie robiły z groźby kar i szlabanów, mnie do nierobienia głupot wystarczała wizja zawiedzenia moich rodziców) i naturalnych konsekwencji. Ale... wysyłanie do pokoju, czy zmuszanie do posiedzenia z mamą na ławce to nie jest naturalna konsekwencjawink To jest konsekwencja, którą wyznaczam ja sama, kiedy tłumaczenie nie działa (czy trzymanie za ręce, czy łażenie krok w krok po piaskownicy za delikwentem). Co Wy o tym myślicie? Kara czy nie?
  • gvalchca 13.07.18, 16:23
    To nie jest najbardziej naturalna konsekwencja, ale jest jednak konsekwencja. Jeśli dziecko dokucza innym, to odizolowanie od "ofiary" nie jest karą, tylko chronieniem innego dziecka.
    Jeszcze o jednej rzeczy pomyślałam w kontekście tego dokuczania. Prawdę mówiąc, przy dwulatkach i ich prostackim "dokuczaniu" innym dwulatkom typu sypanie piachem to dziecko (po kilku prośbach) usadzalam, ale jeśli chodzi o rozgrywki społeczne między czterolatkami, to najczęściej... nie robię nic, może poza ewentualnym coachingiem typu "hmm, Kasi jest chyba przykro, jak tak mówisz". Traktuję to jako drobne eksperymenty dziecięce, podczas których poznają one wagę swoich słów i normy społeczne. I żeby nie było, gryzę się w język również gdy inne dzieci "dokuczają" moim. Oczywiście, mówimy o drobnych rzeczach.
  • amiralka 16.07.18, 19:52
    Hm... no mój czterolatek ma czasem diabełka w oczach i tak jakby sam się nakręcał jedną psotą na drugą. No niestety, już od drugiej połowy pierwszego roku wszyscy widzieli, że ten diabełek za skórą jest. Poza tym, czasem odzywa się w nim jakiś trybalizm jak jest z zaprzyjaźnionymi dziećmi i wtedy po prostu nie mogę tolerować jego brzydkiego zachowania wobec innych dzieci. I niestety jest karna ławeczka, choć przedstawiam to jako chwilowe posiedzenie z ukochaną mamusiąwink W rozgrywki między przyjaciółmi też nie ingeruję, tak jak ty.
  • zabka141 15.07.18, 10:33
    To jest konsekwencja - jesli przytrzymanie reki nie dziala by dziecko przestalo bic to musze sie od dziecka odizolowac. Tak samo na placu - jesli moje tlumaczenie, przytrzymanie nie dziala.

  • klaudiabloguje 23.07.18, 11:05
    W sytuacjach, jakie opisujesz, nie polecam klapsów, karania ani zostawiania dziecka. Polecam natomiast zmianę podejścia do dziecka i do napadów złości. Złość jest naturalną emocją - wszyscy ją od czasu do czasu odczuwamy i powinniśmy ją wyrażać, tyle, że w asertywny sposób. Dzieci silniej przeżywają złość i frustrację - całym swoim ciałem, ponieważ nie mają jeszcze rozwiniętej umiejętności samokontroli. Dzieci często biją innych, bo tak rozładowują silne negatywne emocje, z którymi nie umieją sobie w inny sposób poradzić. Przede wszystkim należy uznać napady złości u małych dzieci za coś normalnego, typowego dla tego etapu rozwoju. W takich momentach najlepiej jest zachować spokój. Wiem, łatwo powiedzieć... Ale już sam nasz spokój pomoże uspokoić się dziecku.

    Gdy dziecko się złości, dobrze jest okazać mu zrozumienie dla jego uczuć i pozwolić mu je wyrazić. Jeśli nas bije - nie pozwalamy na to, tzn. chronimy siebie, odsuwamy się na bezpieczną odległość. Jednak przez cały czas jesteśmy przy dziecku, okazujemy spokój i empatię. Dajemy dziecku czas, by rozładowało frustrację i dbamy o bezpieczeństwo swoje i jego. W razie konieczności, możemy zabrać go z danego miejsca, ale robimy to ze spokojem i empatią, po to, by chronić innych, nie w złości, by go ukarać. Chodzi o to, żeby pozwolić dziecku na rozładowanie energii złości, nie zgadzać się tylko na agresywne zachowanie.

    Polecam artykuł na temat tego, jak radzić sobie z napadami złości u dziecka:
    www.klaudiabloguje.pl/napady-zlosci-u-dziecka/

    Polecam również książkę "Dialog zamiast kar" - o tym jak rozmawiać z dzieckiem, jak do niego dotrzeć, jak rozwiązywać konflikty między dziećmi
    www.klaudiabloguje.pl/dialog-zamiast-kar-recenzja/





    --
    www.klaudiabloguje.pl
  • ela.dzi 23.07.18, 13:19
    Z praktycznie wszystkim się zgodzę, naprawdę mądry tekst. Ale wiadomo, że równie bywa w życiu, a rodzic też ma prawo być zmęczony czy nawet sfrustrowany. Jesli dziecko nie chce się uspokoić, a obiektywnie krzywda mu się nie dzieje, to nic się nie stanie, kiedy zostanie na chwilę odizolowane, a rodzic ochłonie w samotności. Nawet 30 sekund, a rodzicowi naprawdę wiele daje.

    Druga sprawa, że czasem mi się zdarzyło, że dziecko biło mnie z furią, nie pomagało przytrzymanie rąk, bo obrywałam nogami itp. Jak odeszłam na bezpieczną odległość, to dziecko leciało za mną, żeby mnie uderzyć i dla własnego bezpieczeństwa najlepszym wyjściem było odizolowanie. Znowu chwila przerwy i można wdrażać Twoje rady w życie.
  • klaudiabloguje 24.07.18, 13:00
    Tak, masz rację. Rodzice mają prawo do swoich uczuć i emocji i mają prawo odczuwać złość. W końcu jesteśmy ludźmi a nie robotami. Rodzic jak najbardziej może wyjść np. do łazienki, żeby ochłonąć, kiedy czuje, że zaraz wybuchnie. To jest nawet wskazane - dać sobie chwilę na oddech, uspokoić się, żeby nie dać się ponieść nerwom. Rodzic może też wyjść, żeby chronić siebie, jeśli dziecko bije z furią. Chodzi o to, żeby nie zostawiać dziecka samego w celu ukarania go. Ono po prostu nie umie kontrolować złości, dopiero się uczy samoregulacji i w takich momentach potrzebuje pomocy rodzica.

    --
    www.klaudiabloguje.pl
  • rosynanta 25.07.18, 13:25
    klaudiabloguje napisała:

    > Chodzi o to, żeby nie zostawiać dziecka samego w celu ukarania go. Ono po
    > prostu nie umie kontrolować złości, dopiero się uczy samoregulacji i w takich
    > momentach potrzebuje pomocy rodzica.

    Obawiam się, że dwulatek nie wie, w jakim celu został zostawiony sam w pokoju i czy rodzic wróci za 30 sekund, jak ochłonie, czy za 10 minut, a może nigdy.
  • rosynanta 25.07.18, 13:29
    rosynanta napisał(a):

    > klaudiabloguje napisała:
    >
    > > Chodzi o to, żeby nie zostawiać dziecka samego w celu ukarania go. Ono po
    > > prostu nie umie kontrolować złości, dopiero się uczy samoregulacji i w t
    > akich
    > > momentach potrzebuje pomocy rodzica.
    >
    > Obawiam się, że dwulatek nie wie, w jakim celu został zostawiony sam w pokoju i
    > czy rodzic wróci za 30 sekund, jak ochłonie, czy za 10 minut, a może nigdy.

    (Za wcześnie kliknęłam).
    Nie żebym była przeciwniczką takiego postępowania - sama tak czasem robię, moje dwuletnie szczęście ma dość wybuchowy temperament, który nie wziął się znikąd wink Po prostu uważam, że dzielenie time outów na te "dobre" (niebędące karą) i "złe" (będące karą), bo z punktu widzenia dziecka to jest to samo. Nawet jeśli poinformujemy rozwrzeszczanego stworka o tym, że wychodzimy na chwilę, żeby się uspokoić, to on raczej nie przyswoi sobie tej informacji...
  • klaudiabloguje 27.07.18, 20:10
    Rozumiem, co masz na myśli. Chodzi Ci o to, że takie małe dziecko nie rozumie koncepcji czasu, co oczywiście jest prawdą. To co napisałam wcześniej dotyczy sytuacji ekstremalnych, gdy rodzic czuje, że za chwilę straci panowanie nad sobą. Myślę, że lepiej wtedy wyjść na chwilkę i ochłonąć, niż zrobić coś w nerwach, czego później będziemy żałowali, np. damy dziecku klapsa.
    Poza tym uważam, że dziecko pojmuje więcej niż nam się wydaje. Oczywiście nie rozumie na poziomie racjonalnym, ale wyczuwa przekaz emocjonalny. Dlatego uważam, że intencja rodzica jest ważna. Czym innym jest zostawienie dziecka w nerwach i złości, żeby go ukarać lub odesłanie go za karę do pokoju, a czym innym wyjście rodzica na chwilę, żeby chronić siebie i dziecko. Takie jest moje zdanie smile

    --
    www.klaudiabloguje.pl
  • amiralka 29.07.18, 20:24
    Obawiam się, że dwulatek nie wie, w jakim celu został zostawiony sam w pokoju i
    > czy rodzic wróci za 30 sekund, jak ochłonie, czy za 10 minut, a może nigdy.
    Wybuchy złości dwulatka i jego radzenie sobie z tym, a trzy i pół latka to jednak dwie różne sprawy. Wychodzimy też po to, żeby dziecka nie zeżreć, a nie po to, by przyswoił sobie coś. Co do time outów to ja jestem zdecydowanie przeciwniczką. Jednak, mój syn (dziś już cztero i pół latek) zdecydowanie w chwilach złości potrzebuje ograniczenia bodźców. Dzisiaj sam wychodzi do swojego pokoju się wyżyć, a ja tylko dbam o to, żeby nikt się do niego odzywał zbytecznie i nie zwracał za wielkiej uwagi na niego, bo każda próba czy pocieszenia czy rezonowania doprowadza do eskalacji.
  • ela.dzi 29.07.18, 21:13
    No właśnie, a każdy, kto się z tym nie spotkał będzie gadał jak to nieludzka matka separuje dziecko. Nie mówimy o dwulatku, który jeszcze ma prawo nie kumać, że pewne zachowania nie są ok, a o starszych dzieciach, z których pewnie większość już nie pokazuje tego typu zachowań. Mój starszy sam nie pójdzie do pokoju, trzeba go zaprowadzić, czasem nawet na siłę, ale ta chwila odosobnienia jest niezbędna dla dobra wszystkich. Krzywda mu się nie dzieje, po chwili możemy się wyprzutulać i porozmawiać. Z kolei młodszy wychodzi sam, gdy mówię, żeby wyszedł z pokoju. Druga sprawa, że on w furii chce zostać sam albo w pewnej odległości, absolutnie nie toleruje zbliżania się ani postronnych osób.
  • rosynanta 30.07.18, 10:51
    amiralka napisał(a):

    > Obawiam się, że dwulatek nie wie, w jakim celu został zostawiony sam w pokoju i
    > > czy rodzic wróci za 30 sekund, jak ochłonie, czy za 10 minut, a może nigd
    > y.
    > Wybuchy złości dwulatka i jego radzenie sobie z tym, a trzy i pół latka to jedn
    > ak dwie różne sprawy. Wychodzimy też po to, żeby dziecka nie zeżreć, a nie po t
    > o, by przyswoił sobie coś. Co do time outów to ja jestem zdecydowanie przeciwni
    > czką.

    No ale właśnie zostawianie dziecka samego to jest time out. Niezależnie od tego, czy robisz to, żeby dziecka nie zeżreć, czy żeby się uspokoiło w samotności. Ja jestem przeciwniczką time outu jako kary (karny jeżyk, karne odesłanie do pokoju, karna poduszka, karne cokolwiek, niektóre mamy wsadzają dziecko do łóżeczka albo kojca i tam zostawiają - to jest jedno i to samo), natomiast wskazuję tylko na kwestię rozgraniczenia, które stosujemy my, rodzice, a dziecko niekoniecznie to musi łapać. Jasne, im starsze, tym łapie lepiej. Jeżeli dziecko protestuje przed zostawieniem go gdzieś "do uspokojenia", to dla mnie jednak to jest karny time out.

    > Jednak, mój syn (dziś już cztero i pół latek) zdecydowanie w chwilach zło
    > ści potrzebuje ograniczenia bodźców.

    No ale to jest co innego smile Szczególnie jak sam wychodzi. Ja też tak wychodzę i to nie jest nic złego smile

    > Dzisiaj sam wychodzi do swojego pokoju si
    > ę wyżyć, a ja tylko dbam o to, żeby nikt się do niego odzywał zbytecznie i nie
    > zwracał za wielkiej uwagi na niego, bo każda próba czy pocieszenia czy rezonowa
    > nia doprowadza do eskalacji.

    O rety, tak, chyba większość dzieci jak się wkurza, to potrzebuje tego, a często 10 osób dookoła coś próbuje "pomóc", czym tylko dodatkowo wkurza dziecko i pogarsza sytuację.
  • ela.dzi 30.07.18, 11:00
    A co jak nie chce wyjść i specjalnie idzie za Tobą, gdy Ty chcesz wyjść ochłonąć i jeszcze specjalnie 'pogarsza' swoje zachowanie, żeby zwrócić na siebie uwagę ?
  • amiralka 30.07.18, 18:43
    >No ale właśnie zostawianie dziecka samego to jest time out. Niezależnie od tego, czy robisz to, żeby dziecka nie zeżreć, czy żeby się uspokoiło w samotności
    Time out to jest time out from positive reinforcement wink Jeśli chcesz dziecko pokrajać, bo Twoja cierpliwość się skończyła, to tak czy tak dziecko nie dostanie żadnego "pozytywnego wzmocnienia". Naprawdę nie jestem zwolenniczką behawioryzmu, wręcz przeciwnie, ale nawet Agnieszka Stein, która w Polsce jest chyba główną przeciwniczką zostawiania dzieci z emocjami im samym, pisze, że zostawianie dzieci na chwilę w sytuacji kryzysu jest dopuszczalne. Ja mówiłam synkowi, że bycie z kimś, kto mnie bije jest dla mnie niebezpieczne. W swoim pokoju miał prawo się rzucać, ciskać przedmiotami, tupać, a ja czekałam na progu i mówiłam mu, że czekam aż będzie gotowy żeby porozmawiać/przytulić się czy w inny sposób dać mu pomóc. Nie miał prawa tylko przyjść i walić we mnie dalej.
    >A co jak nie chce wyjść i specjalnie idzie za Tobą, gdy Ty chcesz wyjść ochłonąć i jeszcze specjalnie 'pogarsza' swoje zachowanie, żeby zwrócić na siebie uwagę ?
    Ela, jak dziecko chce zwrócić na siebie uwagę, to zawsze lepiej mu tę uwagę dać. Ja w takich chwilach mówiłam, że jestem, wychodzę tylko, żeby być bezpieczna ale w każdej chwili mogę go przytulić kiedy będzie gotowy. Nie zawsze pomagało od razu, oczywiście. To też zależy dlaczego dziecko się źle zachowuje i w jakim jest stanie, czy przemęczony, czy głodny itp. U nas to jest nauka frustracji, tzn atak złości może wywołać zamknięty plac zabaw, czy choćby fakt, że to tata nacisnął przycisk przywoływania windy... Synkowi pomaga wtedy empatia - po prostu mówienie, że rozumiem, że mu tak zależało na tej windzie. Ale najczęściej wtedy i tak winna jestem jawink Mam nadzieję, że droga do brania odpowiedzialność za swoją złość wiedzie właśnie przez to walenie w nas, czy psychiczne czy fizyczne, w końcu wiadomo, że kto inny, jak nie matka, wszystko zniesiewink
  • klaudiabloguje 01.08.18, 18:05
    Poszperałam trochę w internecie odnośnie time-out`ów. W tym artykule, mniej więcej od połowy, napisane jest czym time out nie jest:

    "Zrozumienie czym jest time-out, a czym zdecydowanie nie jest..."

    bycblizej.pl/2015/10/26/time-out-karny-jezyk/



    --
    www.klaudiabloguje.pl
  • amiralka 29.07.18, 20:17
    Dzięki, teorię znam na piątkę może, interesuje mnie natomiast jak radzą sobie z tym "prawdziwe" mamywink
  • klaudiabloguje 01.08.18, 19:52
    Ja jestem prawdziwą mamą smile
    Teoria, którą przedstawiłam w moim komentarzu, pomogła mi radzić sobie z dzieckiem, które jest dość wybuchowe i uparte i ma tendencję do agresywnego zachowania. Dzięki temu, że okazuję spokój i empatię, szybciej się uspokaja. Jeśli ma bardzo intensywny atak histerii, wiem, że nie chodzi tylko o samą złość na coś, tylko pod tym leży jakaś głębsza przyczyna. Najczęściej jest po prostu przemęczony, przestymulowany, miał pełen wrażeń dzień w przedszkolu, itp. Jeśli mnie bije, mówię mu, że nie bijemy i jak chce się rozładować, to może uderzać w kanapę, i pokazuję mu jak.
    Różne są przyczyny złości. Najlepiej jest spróbować odkryć tą przyczynę i na nią zareagować, np. zapewnić dziecku spokój i odpoczynek, jeśli jest zmęczone lub zmienić otoczenie (ja tak robię).
    Jeśli chodzi o dokuczanie innym dzieciom na placach zabaw, moje dziecko raczej tego nie robi. Zauważyłam jednak, jak postępują inne mamy w przypadku ich dzieci (chodzi mi o angielskie mamy - mieszkam w Anglii). Zwyczajnie mówią dziecku, że tak nie robimy, a potem od razu proponują mu inną zabawę. Robią to w formie pytania: Chciałbyś pojeździć na rowerku? albo Chciałbyś pozjeżdżać na zjeżdżalni? Nie wiem, jak ci angielscy rodzice to robią, ale ta metoda w większości przypadków działa. Dziecko zaprzestaje niewłaściwego zachowania i od razu swoją uwagę kieruje na nową zabawę. Myślę, że rodzice po prostu proponują dziecku coś, co jest dla niego bardzo ciekawe i dlatego to działa.
    W Anglii rodzice/opiekunki w przedszkolu zwracają dziecku uwagę, że czegoś nie robimy, w całkowicie neutralny sposób - bez pretensji i bez nacisków. I chyba to jest klucz do tego, że te dzieci słuchają. Czasami nie posłuchają za pierwszym razem, bo potrzeba poeksperymentowania jest zbyt silna, ale po chwili przestają. Dodam jeszcze, że te dzieci mają zapewnione dużo swobody i ich potrzeba zabawy i eksperymentowania jest w dużej mierze zaspokojona. I to też pewnie jest powód, że bardziej słuchają, jak mówi im się, że czegoś nie robimy.
    To tyle w tym temacie z mojej strony. Wiem, że część z tego, co napisałam już wiesz i stosujesz w praktyce.
    Ja napisałam, jak ja sobie radzę plus to, co zaobserwowałam u innych.


    --
    www.klaudiabloguje.pl
  • amiralka 03.08.18, 17:12
    Dzięki Klaudia, o coś takiego osobistego mi chodziło smile W ogóle to miał być tylko dla mnie wpis poglądowy, bo bicie (prawie) już zniknęło, dokuczanie wynika z "ułańskiej fantazji"wink która się w moim synu odzywa. I w sumie bardzo się cieszę, bo po przeczytaniu Waszych komentarzy i obserwacji zaczęłam znowu zastanawiać się nad moim postępowaniem. Ostatnio akurat znowu synek reaguje bardzo gwałtownie na wszystko co mu nie podpasuje, ale zamiast szukać szybkiego sposobu na przerwanie zachowania, które mi nie odpowiada (typu idź poskacz w pokoju, czy posiedź tu sobie ze mną), zaczęłam to bardziej rozgryzać i podchodzić z większą cierpliwością i pedagogią, jeśli mogę tak napisać). I jestem z siebie bardziej zadowolona i widzę, że mamy dobre porozumienie z synkiem (mimo że oczywiście jestem winna wszystkich jego problemówwink Ale wczoraj zrobiło mi się bardzo przykro - moje dziecko się rozzłościło o jakiś drobiazg i stojąc tak i szukając co zrobić, wymyślił: idź teraz do mojego pokoju- krzyknął! A potem dodał - to ja Cię teraz tam będę pchał. Nagle uświadomiłam sobie, że rok- pół roku temu sama go tego nauczyłam... Siedząc sama w pokoju nie z własnego wyboru poczułam się naprawdę fatalnie. Ponieważ oczywiście zaraz do mnie przyszedł, to co gorsze kiedy próbowałam spokojnie zaproponować rozmowę usłyszałam: Już dość. Wystarczy! I to niestety też były moje własne słowa.
    Także odwołuję co pisałam o wysyłaniu do swojego pokoju. Może i działa, jeśli chodzi o uspokojenie się bijącego dziecka, ale przecież w wychowaniu nie chodzi o natychmiastowy efekt, ale przecież raczej o to, co wyrośnie z tego co siejemy.
  • stara-a-naiwna 26.07.18, 21:03
    jak mnie dziecko próbowało udrzyć odstawiałam na bok, odsówałam się i wysyłalam do swojego pokoju / do kąta
    szybko i bardzo stanowczo
    nie słuchał się brałam za ręke i prowadziłam na siłę


    i jak moje dziecko próbuje dokuczac (głównie młodszej siostrze) od razu wkraczam i zabraniam
    groże nieprzyjemnymi konsekwencjami - że np. zaraz zrobię Ci tak samo albo zabiorę zabawki (pomaga)

    gdzieś słyszałam, ze dziecku w szale się nie tłumaczy tylko ucina niewłaściwe zachowanie
    a dwa - oczekiwać, ze dzecko zrozumie samo tłumaczenie (zez interwencji poza werbalnej) jest niedorzeczne - trudno oczekiwać racjonalności i kontroli emocjonalnej do kilkulatka
  • donatienfrancois 31.07.18, 16:03
    Trzy szybkie na tyłek i jest spokój.
  • rulsanka 31.07.18, 23:39
    I w ten sposób dziecko się uczy, że wolno bić, ale słabszego od siebie.

    --
    Pomoc dla Zuzi
  • karolinaa09 01.08.18, 09:03
    donatienfrancois mówisz poważnie? Klapsy to tylko i wyłącznie słabość rodziców.

    --
    Kalendarz rozwoju Twojego dziecka: kidzfriend.com/pl
    Rewolucja w macierzyństwie wink
  • milva24 01.08.18, 18:50
    Naprawdę podżegasz do przestępstwa?
  • camel_3d 05.08.18, 14:41
    1. zastanawiam sie skad sie nauczylo bicia. Czy juz gdzies widzialo lub dostalo klapsa. Jezeli nie. to albo tlumaczylem, albo lapalem za reke.. dosc mocno, zeby wiedzial, ze mi sie to nie podoba.

    2. ciezko powiedziec..nigdy nie dokuczal innym zlosliwie... wiec tu nie poradze

    --
    Dziecko w podrozy. Grupa na Facebooku.
    ___________________________________________

    www.facebook.com/groups/129829233757830

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.