Dodaj do ulubionych

Co robicie, jeśli...

10.07.18, 10:31
Mamy 3 i 4 latków, co robicie jeśli
- dziecko w złości bije mamę i nie bardzo umie/chce się uspokoić?
- dziecko w psotach dokucza innym dzieciom na placu zabaw?
Zakładamy, że tłumaczenia nie doprowadzają do przerwania danej aktywności, albo ją potęgują wręcz.
Edytor zaawansowany
  • baba_za_kolkiem 10.07.18, 10:41
    1. Na gorąco trzymam rękę albo odsuwam się, żeby mnie nie bił. Na dłuższą metę uczę innego wyrażania złości.
    2. Na gorąco odprowadzam z placu zabaw, na dłuższą metę uczę innego inicjowania zabaw.
    No i tłumaczę, pokazuję filmiki, pytam o co chodzi, czego dziecko chce, jeśli spodziewam się, że będzie umiało po swojemu wytłumaczyć.
  • amiralka 10.07.18, 18:27
    Ad. 1 Załóżmy że ani przytrzymywanie, ani odsuwanie się też już nie działawink
  • gvalchca 10.07.18, 20:24
    Ale jak nie działa? Nie znam trzylatka, który byłby silniejszy niż dorosły przytrzymujący jego rękę albo przed którym dorosły nie byłby w stanie się odsunąć. I tak, miałam wyjątkowo "trudny" egzemplarz.
    Odpowiadając na pierwotne pytanie: to samo, co baba_za_kolkiem. Nigdy nie odsyłałam w odosobnienie, bo u mojej córki powodowało to tylko narastanie histerii do rozmiarów niebotycznych, a syn nie wymagał "zaawansowanych" środków wychowawczych.
  • leni6 10.07.18, 21:47
    U nas właśnie takie trzymanie rąk napędza straszliwa histerie.
  • rulsanka 11.07.18, 19:36
    Przytrzymywanie jest o tyle problematyczne, że przytrzymane dziecko może zrobić krzywdę samo sobie. Moi chłopcy potrafili się tak wić, że bałam się o ich stawy, no i o głowę, żeby w coś nie uderzyli. Sporadycznie, ale były takie sytuacje.
    Nie mówimy o lekkim machaniu rączką przez dziecko tylko jakiejś mega histerii.

    --
    Pomoc dla Zuzi
  • amiralka 12.07.18, 18:49
    Hm, no u mnie nie działało za bardzo. Przytrzymywałam jedną ręką, to dostawałam drugą... albołą łapka się wymykała i już wczepiona była w moją fryzuręwink Jasne, że jestem silniejsza, ale jakoś tej siły w pełni używać nie chciałam, a tego sytuacja wymagała.
  • mja-15 10.07.18, 11:18
    1. Zostawiam w pokoju samego, aby nie miał widowni do swoich cyrków lub odwracam uwagę innym atrakcyjnym zajęciem.
    2. Zabieram z placu zabaw lub kieruję na inną część placu.
  • ela.dzi 10.07.18, 13:14
    W obu przypadkach wysyłam dziecko do odosobnienia w postaci innego pokoju czy wózka w przypadku młodszego. Gdybym na placu była z jednym dzieckiem, to rozważyłabym opuszczenie go.
  • melancho_lia 10.07.18, 16:05
    1. Przytrzymuje rękę, mówię że nie wolno. Jeśli nadal bije odsuwam się, albo odsylam (zanoszę) do innego pokoju.
    2. Wychodzę z placu zabaw tłumacząc dlaczego.
  • rulsanka 11.07.18, 19:33
    Starszak w takich okolicznościach dostał klapsa, pomogło. Wcześniej ostrzegłam go, że jeśli będzie mnie bił to też go uderzę. Miał 3 lata. Wcześniej próbowałam przytrzymywać mu rękę, zamykać się lub jego w innym pomieszczeniu. Nie działało, nakręcał się jeszcze bardziej. Starszaka nigdy nie uspokajało bycie w samotności. W towarzystwie się uspokajał, ale akurat nie wtedy.
    Z perspektywy myślę, że tamten klaps był do uniknięcia, bo np. młodszego syna nigdy nie uderzyłam i starszaka więcej też nie. Tak więc na pewno można. Na pewno na tamtym etapie uratowało to moje nerwy, bo syn bardzo burzliwie przechodził skok rozwojowy trzylatka, a byliśmy akurat na samotnym wyjeździe.
    Młodszy był dużo bardziej chętny do bicia od starszaka, u starszego syna w zasadzie tylko w wieku 3 lat było takie agresywne bicie. Młodszemu łapka latała z byle powodu i o ile zatrzymywanie rączki nie działało a histeria się nasilała, to mówiłam, że nie będę z nim rozmawiać, bo nie rozmawiam z osobami które mnie biją. Wtedy histeria narastała, ale po chwili syn się uspokajał, przytulaliśmy się i było ok. Kilka razy zdarzyło się, że nadal mnie próbował uderzyć, kopnąć, wtedy albo ja wychodziłam do innego pokoju, albo jego zanosiłam do pokoju i przytrzymywałam drzwi. Syn wtedy trochę sobie powrzeszczał, a potem się cudownie uspokajał. Samotność pozwalała mu na ułożenie sobie spokojnie emocji, nie była to kara, widać było, że jest mu potrzebna chwila odosobnienia. Obecnie jak się zdenerwuje potrafi sam trzasnąć drzwiami, zamknąć się w pokoju, a po chwili jest jak nowo narodzony.
    Na dokuczanie innym dzieciom teoretycznie najlepsze jest zabranie dziecka z placu zabaw. Nie wypróbowywałam, moi nigdy nie dokuczali.

    --
    Pomoc dla Zuzi
  • amiralka 13.07.18, 09:42
    Klapsa powiadasz? Nie oceniam, bo sama raz przyłożyłam synkowi i to w twarz, dokładnie tak samo jak on mi. Nie powiem, że jestem z tego dumna, ale o ile sobie przypominam, od tamtej pory nie dostałam w twarzwink Ale metody nie polecam. U nas najlepsza metoda to zaniesienie do swojego pokoju, też tak synek najlepiej się uspokajał, teraz jak się wkurzy sam tam idzie i się zamyka. Też nie przedstawiam tego jako karę, tylko mówię, że tam to jest miejsce do skakania, przytulania się do maskotek i uspokojenia, aż chętka do bicia przejdzie.
  • milva24 11.07.18, 23:56
    Czterolatka mnie nie bije. Gdy była młodsza mówiłam bardzo zezłoszczonym głosem: nie chcę, żebyś mnie biła, ja cię nie biję. Jeśli dokucza dzieciom wychodzimy z placu zabaw, jeśli nie chce wyjść sama wychodzę.
  • milva24 11.07.18, 23:56
    *wynoszę
  • amiralka 13.07.18, 09:48
    Dzięki za podzielenie się Waszym doświadczeniem. Widzę, że radzimy sobie podobnie. Jedynie ja nie zawsze mam ochotę wyjść z parku, gdzie też odpoczywam po pracy w miłym towarzystwie i wracać karnie do domu więc synka zapraszam (ekhm... przytrzymuję) na ławeczce obok siebie i puszczam do zabawy dopiero jak jest gotowy przestać dokuczać dzieciakom.
    Mam jeszcze jedno pytanie - w pewnym momencie Rulsanka napisała, że wysyłała do pokoju, ale nie w ramach kary. Właśnie to mnie skłoniło do założenia wątku: jestem zwolenniczką wychowywania bez kar i nagród (sama tak byłam wychowywana i wiem, że np. w trakcie adolescencji kiedy wszystkie dzieciaki nic sobie nie robiły z groźby kar i szlabanów, mnie do nierobienia głupot wystarczała wizja zawiedzenia moich rodziców) i naturalnych konsekwencji. Ale... wysyłanie do pokoju, czy zmuszanie do posiedzenia z mamą na ławce to nie jest naturalna konsekwencjawink To jest konsekwencja, którą wyznaczam ja sama, kiedy tłumaczenie nie działa (czy trzymanie za ręce, czy łażenie krok w krok po piaskownicy za delikwentem). Co Wy o tym myślicie? Kara czy nie?
  • gvalchca 13.07.18, 16:23
    To nie jest najbardziej naturalna konsekwencja, ale jest jednak konsekwencja. Jeśli dziecko dokucza innym, to odizolowanie od "ofiary" nie jest karą, tylko chronieniem innego dziecka.
    Jeszcze o jednej rzeczy pomyślałam w kontekście tego dokuczania. Prawdę mówiąc, przy dwulatkach i ich prostackim "dokuczaniu" innym dwulatkom typu sypanie piachem to dziecko (po kilku prośbach) usadzalam, ale jeśli chodzi o rozgrywki społeczne między czterolatkami, to najczęściej... nie robię nic, może poza ewentualnym coachingiem typu "hmm, Kasi jest chyba przykro, jak tak mówisz". Traktuję to jako drobne eksperymenty dziecięce, podczas których poznają one wagę swoich słów i normy społeczne. I żeby nie było, gryzę się w język również gdy inne dzieci "dokuczają" moim. Oczywiście, mówimy o drobnych rzeczach.
  • amiralka 16.07.18, 19:52
    Hm... no mój czterolatek ma czasem diabełka w oczach i tak jakby sam się nakręcał jedną psotą na drugą. No niestety, już od drugiej połowy pierwszego roku wszyscy widzieli, że ten diabełek za skórą jest. Poza tym, czasem odzywa się w nim jakiś trybalizm jak jest z zaprzyjaźnionymi dziećmi i wtedy po prostu nie mogę tolerować jego brzydkiego zachowania wobec innych dzieci. I niestety jest karna ławeczka, choć przedstawiam to jako chwilowe posiedzenie z ukochaną mamusiąwink W rozgrywki między przyjaciółmi też nie ingeruję, tak jak ty.
  • zabka141 15.07.18, 10:33
    To jest konsekwencja - jesli przytrzymanie reki nie dziala by dziecko przestalo bic to musze sie od dziecka odizolowac. Tak samo na placu - jesli moje tlumaczenie, przytrzymanie nie dziala.

  • lili_psotka 15.07.18, 07:46
    Mam 3 latka, ktory od zawsze zlosc wyrazal poprzez bicie innych i siebie. Metody, jakie stosuje, to
    - przytrzymywanie reki/ nogi i mowienie, zeby mnie nie bil/nie kopal, bo to boli i nie lubie tego
    - jak nie dziala, to odchodze od synka do innego pomieszczenia
    - czasem, w przypadku silnego wzburzenia, wynosze do innego pokoju i prosze aby przemyslal
    - na placu zabaw informuhe, ze nie wolno, a jak to nie pomaga, to mowie, ze jesli dalej bedzie tak robic, to konsekwencje beda rakie, ze opuscimy plac zabaw

    - czasem stosuje metode polecona przez kolezanke- psycholog: informuje, ze to jest pierwsze ostrzezenie i jesli nie przestanie, to nie bede sie do niego odzywac. Ostrzezen jest 3

    Mam wrazenie, ze to wszystko nie dziala. Albo inaczej- moze dziala, ale mozolnie. Duzo tlumaczymy, ale sami z mezem mamy temperament, jestesmy emocjonalni, nerwowi.
    Co tez zauwazylam, to synek jest bardzo nieciepliwy i zwykla gra w rybki, w razie niepowodzenia, sprawia ze przedmioty fruwaja po pokoju.

    --
    Pozdrawiam
  • amiralka 16.07.18, 12:50
    Nie będziesz się odzywać? Serio, psycholog dała taką radę? To trochę przypomina "strzelenie focha". Nawet nie za bardzo widzę to w przypadku wzburzonego 3 latka, który może nawet takiej kary nie zauważyć.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.