Dodaj do ulubionych

czy posłać 2-latkę do żłobka dla towarzystwa?

21.08.18, 09:06
Mam dylemat i chciałabym się Was poradzić.

Moja córka ma teraz 2 lata i 2 miesiące i jest bardzo rezolutnym maluchem - komunikatywnym, samodzielnym, bez pieluchy. Na placach zabaw bardzo garnie się do dzieci, chce się z nimi bawić i widać, że pragnie ich towarzystwa. Ale zaraz przyjdzie chłód, na dworze nie da się za długo posiedzieć, tym bardziej, że pewnie wróci smog (mieszkamy w Warszawie).
Zatem mimo że mamy warunki żeby została w domu, bo babcia się nią chętnie opiekuje, zastanawiamy się, czy nie posłać Małej do żłobka. Byłaby w nim kilka godzin dziennie - od śniadania do obiadu (9-13), na leżakowaniu już by nie zostawała.
Do tej pory córka zostawała sama tylko z najbliższymi: nami, babcią, starszym bratem... Nie chorowała praktycznie wcale (gorączka po szczepieniu, ze 2 katarki).
Oczywiście, żłobek to też koszt, bo do państwowego nie mamy szans się dostać, więc musielibyśmy też za to dosyć słono płacić...

Co sądzicie? Czy posłać ją do żłobka na te 4 godziny dziennie praktycznie tylko po to, by mogła być z dziećmi, uczyć się nowych rzeczy, socjalizować, czy też jest na to jeszcze za mała?
Co byście zrobiły na moim miejscu? Muszę podjąć czas do czwartku do końca dnia, bo tylko do tej pory żłobek trzyma dla nas miejsce na liście.

Będę wdzięczna za Waszą opinię!
Edytor zaawansowany
  • ashraf 21.08.18, 10:15
    Uwazam, ze dwulatka bardzo skorzysta na kilku h w zlobku. Widac duza roznice miedzy dziecmi, ktore ida dopiero do przedszkola, a tymi, ktore juz wczesniej gdzies chodzily - te drugie sa bardziej samodzielne, latwiej nawiazuja kontakty i umieja funkcjonowac w grupie. W tym wieku moj synek nie chcial isc ze zlobka do domu, tak szalal z dziecmi, zal byloby mi go trzymac w domu. Zwlaszcza, ze mowa o przedpoludniu, nie o calych dniach.
  • hanusinamama 30.08.18, 22:53
    Chyba zartujesz...w czym ta róznica? Dziecko do 3 lat potrzebuje głownie opiekuna plus własnie rówiesników ale w wersji zabawa w piaskownicy a nie kilka godzin dziennie. Jezeli ktos musi ok, ale jezeli to ma byc dla "rozrywki dziecka" to głupi pomysł.
  • rulsanka 31.08.18, 10:05
    W wersji zabawa w piaskownicy to moi chłopcy nie nawiązaliby kontaktu w żaden sposób. Wiele małych dzieci boi się obcych małych dzieci, zresztą słusznie, bo małe dzieci są nieprzewidywalne. Moi bardzo zyskali na żłobku, byli wybawieni, chętnie tam chodzili i niechętnie wracali.

    --
    Pomoc dla Zuzi
  • ashraf 01.09.18, 01:48
    Pisalam wyzej w czym jest roznica, widoczna golym okiem. Dzieci nawiazuja relacje, jest grupa, zasady, a nie mama lecaca na kazde skinienie.
  • leni6 21.08.18, 10:45
    Posłać, tylko licz się 2 tym że może sporo chorować.
  • ashraf 21.08.18, 10:58
    Jak nie w zlobku, to bedzie chorowac w przedszkolu, w szkole - tego sie raczej nie da uniknac. A teraz ma idealna sytuacje, bo sa babcie na podoredziu.
  • ela.dzi 21.08.18, 11:59
    No właśnie, ja w żłobku bardzo chorowałam i rodzice mnie zabrali na kilka lat z placówek. Nic to nie dało, chorowałam w zerówce i potem w szkole. To samo przeszłam ze swoimi dziećmi, tylko na szczęście trafiłam na dobrego lekarza i mam nadzieję, że najgorsze mamy już z głowy.
  • delfina77 07.09.18, 00:00
    Niekoniecznie, bo im starszy organizm, tym silniejszy. Moje dzieci nie chodziły do żłobka, w przedszkolu chorowały sporadycznie, a w szkole w ogóle. Małe dzieci są bardziej narażone na zachorowanie, dlatego żłobek to moim zdaniem ostateczność
  • ela.dzi 21.08.18, 11:50
    Ja bym posłała, zwłaszcza, że masz babcię w odwodzie.
  • ela.dzi 21.08.18, 11:54
    Za szybko. Większość dzieci swoje mniej lub bardziej przechoruje na początku placówki. Tu miałabyś ten komfort, że w razie czego babcia zostanie z dzieckiem w razie choroby. Żłobek naprawdę wiele daje w kwestii rozwoju dziecka. Spotkałam się z takimi sytuacjami, że dziecko w żłobku wszystko jadło, w domu nie było takiej opcji. Tak samo z samodzielnym ubieraniem, jedzeniem czy odpieluchowaniem itp. Obecność innych dzieci działa motywująco.
  • delfina77 07.09.18, 00:01
    A jeśli chore dziecko zarazi babcię? Może warto też na to spojrzeć z tej strony?
  • ela.dzi 07.09.18, 07:00
    A jak ktoś inny zarazi babcię ? A jak dziecko złapie infekcję nie będąc w placówce, a pod opieką babci ? Kwestia dogadania się w tej konkretnej rodzinie.
  • juuuu7 21.08.18, 12:54
    Bylam w takiej sytuacji i nie poslalam do zlobka. Nie zaluje.
  • zabka141 21.08.18, 21:32
    Poslac do zlobka - nawet na wiecej godzin. Samej isc do pracy. Obie na tym zyskacie. Staniecie sie bardziej niezalezne.
  • juuuu7 21.08.18, 22:45
    A gdzie wyczytalas, ze mama nie pracuje?
  • zabka141 22.08.18, 12:29
    Do tej pory zostawala tylko z najblizszymi, trudno do ogarniecia przy dwojce pracujacych rodzicow.
  • juuuu7 22.08.18, 21:53
    Przeciez napisala, ze mala zajmuje sie babcia...wiec rozumiem, ze pracuja oboje rodzice.
  • zabka141 24.08.18, 22:49
    Napisala ze zajmuja sie babcie, rodzice. Fajnie jest miec przedszkole, zwlaszcza gdy sa babcie. Nikt wtedy nie czuje sie przeciazony opieka dla dziecka i nie ma stresu co w wypDku chorpby dziecka czy babci.
  • gvalchca 21.08.18, 21:56
    Mnie osobiście argument socjalizacji dla dziecka dwuletniego nie przekonuje, acz oczywiście każde dziecko jest inne. Mój syn podszedł do przedszkola mając 2 lata 4 miesiące, ale nie, żeby się socjalizować, tylko żebym mogła sensownie pracować. Realne potrzeby/umiejętności społeczne pojawiły się u obojga moich dzieci kolo 3. roku życia. Btw, przebywanie z rodzeństwem to też socjalizacja wink
  • klaudiabloguje 21.08.18, 23:06
    Myślę, że ja bym posłała na Twoim miejscu córkę do żłobka, tym bardziej, że bardzo lubi dzieci. Prawdopodobnie będzie chorować (ale to jest normalne, musi się zahartować) i pewnie będzie potrzebowała trochę czasu na adaptację (to też jest normalne). Spróbuj, zobaczysz, czy będzie się jej podobać. Osobiście uważam, że to fajny pomysł.

    --
    www.klaudiabloguje.pl
  • anku1982 21.08.18, 23:37
    A ja bym szczególną uwagę zwróciła na to jak przeprowadzana jest adaptacja w tym żłobku, jeśli jest zorganizowana i dziecko ma szansę z rodzicem lub innym opiekunem na początku poznać panie, otoczenie, dzieci, to bym zapisała. Jeśli placówka stosuje metodę zamkniętych drzwi, czyli szybko żegnamy się w szatni i mimo płaczów zostawiamy dziecko na np. godzinę na początek, to jest to dla mnie placówka nienowoczesna i skostniała i do takiej dziecka bym nie zapisała. Drugą istotną kwestią jest temperament. Jeśli córka garnie się do dzieci, wspólnych zabaw, jest samodzielna to jest większa szansa że jest to dla niej odpowiednie miejsce. W przypadku malucha wycofanego i głównie obserwującego... poczekałabym do nawet 4 urodzin.
  • julita165 22.08.18, 12:01
    Myślę że to dobry pomysł. Dziecko w tym wieku spokojnie nie tylko da sobie radę ale wiele wyniesie z takiego pobytu. Oczywiście pod pewnymi warunkami. Pierwszy już spełniasz bo piszesz że miałby to być pobyt tylko 4h. I to jest ok, pobyty po 8-9h tak małych dzieci w placówkach to jednak pomyłka i tylko kompletny brak alternatywy może uzasadnić taka decyzję. Po drugie - wiem że to koszt ale dla małych dzieci prywatne placówki są o niebo lepsze. Maluch nie potrzebuje 25 kolegów, wystarczy mu do zabawy kilku. Kameralna atmosfera, akceptacja okresu adaptacyjnego wg potrzeb dziecka, mniejszą liczbą dzieci na opiekuna to same plusy. W przedszkolach mieszają się jednak funkcje opiekuńcze z wychowawczymi i edukacyjnymi a w przypadku młodszych dzieci te pierwsze przeważają. Mam porównanie. Trzy pierwsze lata syn chodził do malutkiego ( ok 15 dzieci ) prywatnego przedszkola, przyjmowali tam już 2 latki. Każde dziecko początkowo przechodziło adaptacje z rodzicem, było to czasem kilka dni, a czasem miesiąc. Był chłopiec który chyba przez kilka tygodni odmawiał wejścia do sali, stawiali mu stoliczek w korytarzu, tam siedział z tatą i zawsze z jakąś panią, po troszeczku, po godzinie,2,3. I codziennie ten stoliczek był bliżej sali. I udało się, został szczęśliwym przedszkolakom bez histerii, traumy, itp. Przez 3 lata nie zdarzyło się żeby jakieś dziecko zostało zabrane bo nie dało rady się zaaklimatyzować. A płacze w szatni słyszałam może z pięć razy przez 3 lata i to nie jakieś histerię a ciche chlipanie. Do zerówki syn poszedł już do normalnej dużej placówki ale napatrzyłam się tam na histerie maluchów. We wrześniu wrzaski niosły się po całym osiedlu. Nigdy nie zapomnę dziewczynki która ojciec trzymał na rękach a ona darła się jak opętana i wierzgala nogami kopiąc go po klatce piersiowej. Ja bym takiej "adaptacji" dziecku nie zafundowała. Takze warto dowiedzieć się jak w wybranej placówce widzą proces adaptacji. Przede wszystkim nic na siłę. Absolutnie nie wierzę w podejście typu popłaczę i się przyzwyczai. 9 się przyzwyczai a na 1 to się odbije poważniej. Psychika małego dziecka to jednak delikatna konstrukcja. Znam chłopca który poszedł do przedszkola mając 3,5 roku. Wszyscy spodziewali się, że pójdzie gładko. Raz że z tych starszych maluchów, dwa od dawna odpieluchowany, w miarę samodzielny, bardzo ładnie i duzo mowiacy. W rodzinie dużo troszkę starszych kuzynów, z którymi spędzał dużo czasu więc przyzwyczajony do dzieci. Przedszkole polecane, zachwalane a tu zonk....tak się przejmował, stresował że aż zaczął się jąkać. To jąkanie nadal leczą a ma już 6 lat !
  • modalna 22.08.18, 15:42
    Bardzo Wam dziękuję za wszystkie opinie i rady! Widzę, że przeważają te na "tak". smile

    Ja już dawno wróciłam do pracy, ledwo Mała skończyła roczek. W ciągu dnia zajmuje się nią tata (pracuje zdalnie) + mieszkająca tuż obok babcia. Co do socjalizacji z rodzeństwem, to nasz przypadek jest nieco inny - starszy brat chodzi już do liceum i należy zdecydowanie bardziej do świata dorosłych. wink

    W tym żłobku przyszły tydzień jest czasem zaplanowanym na adaptację - przez dwa pierwsze dni zajęcia mają trwać 2h i dorosły może być z dzieckiem, trzeciego dnia dorosły czeka na korytarzu, a jak dobrze pójdzie to czwartego zostawia się dziecko samo na ten krótki czas. Od września dzieci mają już zostawać normalnie.

    Natomiast mimo że jest to przedszkole prywatne i jego koszt moim zdaniem jest wysoki, to na grupę najmłodszych dwanaściorga dzieci przypadają zaledwie 2 panie i to pracujące w systemie zmianowym (czyli będą się tylko zazębiać - jedna będzie z dziećmi rano, a druga po południu). Dodatkowo jedno dziecko w grupie ma zespół Downa.
    Czy 1-2 Panie na taką grupę 2-3 latków to nie jest zbyt mało? Przecież takim maluchom właściwie we wszystkim na początku trzeba pomagać. Czy są jakieś przepisy na ten temat?
  • anku1982 22.08.18, 16:02
    Nie wiem czy są przepisy, ale nasz 2,5 latek idzie od października do prywatnego przedszkola na zasadzie żłobka (syn rocznik 2016) i na grupę maksymalnie 24 osobowa są na stałe 4 panie, w czasie gdy są zajęcia dydaktyczne, przedszkole na stałe wspomaga się także studentkami pedagogiki na godziny poranne i późno popołudniowe. Również na wyjścia dalsze przewidziana jest dodatkowa opieka...pytanie co zrobi pani nauczycielka, gdy dwojka z dwunastki będzie chciała kupę? Zostawił resztę grupy? Czy dzieci już muszą ogarnąć temat podcierania samodzielnie i nikt im w toalecie nie asystuje...ja bym zapytała bo wydaje się że obsada jest niewystarczająca...to nie samodzielne 5-6 latki jednak.
  • rb_111222333 22.08.18, 16:11
    Wydaje mi się, że dwie panie na 12 dzieci będące stale na miejscu, to byłby luksus, 1 opiekunka na 12 maluchów to, moim zdaniem zdecydowanie za mało, ja bym nie posłała dziecka do takiego żłobka. Wydaje mi się, że standardem jest dwóch opiekunów jednocześnie na 18 dzieci. Poza tym, czym innym jest to, czy dziecko chętnie garnie się do ludzi, a czym innym jest to, czy zostanie bez znanej sobie osoby w obcym miejscu, ale to akurat moglibyście sprawdzić w praktyce. Nie wiem, z której części Warszawy jesteś, na bemowie działa bezpłatna świetlica, gdzie można przyprowadzić dziecko i pod okiem swojego opiekuna może się ono bawić z innymi dziećmi
  • julita165 22.08.18, 16:34
    modalna napisał:

    > Czy 1-2 Panie na taką grupę 2-3 latków to nie jest zbyt mało? Przecież takim ma
    > luchom właściwie we wszystkim na początku trzeba pomagać. Czy są jakieś przepis
    > y na ten temat?

    Ja co prawda nie mam doświadczeń że żłobkami ale w przedszkolu do którego uczęszczał syn w grupie maluchów ( też 10-12 dzieci ) było zawsze 2-4 dwulatków, kilkoro 3-4 Latków i panie też dwie. Niby na zmiany ale to tylko z pozoru tak wygląda. Przedszkole jest otwarte 7-18 ale faktycznie 95% maluchów to była w godzinach 8.30-14.30 albo nawet krócej. A w tym czasie to zawsze te dwie panie były razem. Jedna pracowała 7-15, a druga 9-17. Po 17 to już była tylko właścicielka ale tylko jeden chłopiec był zabierany 17-17.15. Faktycznie kiedy pani była jedną ( plus pani od starszakow jakby coś się działo też mogła pomóc, plus od 15 jeszcze wlascicielka ) to w całym przedszkolu w obu grupach było 1-3 dzieci, z maluchów czasem nikogo.
  • rulsanka 22.08.18, 22:56
    Moim zdaniem grupa jest za duża, a pań za mało. Grupa powinna być mała, żeby dzieci czuły się bezpiecznie i znały się wzajemnie. Moje dzieci chodziły do żłobka, w którym były 2 grupy po 5-6 dzieci. Jedna grupa to były dzieci w wieku rok-dwa, a druga 2-3latki. Do opieki były 2-3 panie przypadające na te 2 grupy. Dzięki temu maluszki były wyprzytulane i czuły się prawie jak w domu.
    W takim żłobku dzieci się socjalizowały, bo się znały. Mój starszak nawet się ożenił smile Poza tym w zasadzie nie było chorób, bo choroby biorą się w dużej mierze ze stresu.

    W większej grupie małe dzieci są zestresowane i zagubione. Połowa choruje, więc jest ciągła rotacja i nie mogą się ze sobą dobrze poznać i zaprzyjaźnić.
    Oczywiście mówiąc o wielkości grupy mam na myśli dzieci w wieku do lat 3. Potem grupa 12-15 osób jest idealna.
    Jak moje dzieci chodziły do żłobka (kilka lat temu), to właścicielka żłobka mówiła o tym, że te 5 osób w grupie wynikają z przepisów.
    Osobiście byłam bardzo zadowolona ze żłobka, natomiast do takiego jak opisujesz, nie posłałabym dziecka.

    --
    Pomoc dla Zuzi
  • anku1982 23.08.18, 16:37
    Ruslanko, a to było/jest zagranicą?
  • rulsanka 23.08.18, 16:52
    Nie, w Polsce, pod Warszawą.

    --
    Pomoc dla Zuzi
  • anku1982 23.08.18, 17:25
    To zazdroszczę, my z północnej Polski i tutaj małe grupy w żłobkach czy przedszkolach zwykle wynikają z ograniczeń metrażu w placówce, a nie tych o których piszesz.
  • leni6 24.08.18, 05:56
    Ja mieszkam w Warszawie i żłobki o tak małych grupach jak postuluje ruslanka to naprawdę rzadkość. Chyba że to są takie mini punkty w mieszkaniach (po 5 osób wtedy). Tym że panie nie są caly dzień to bym się nie przyjmowała, jak będą dzieci to będą musiały być panie, u nas jak rano jest jedna pani to zwykle jest 1-2 dzieci.
  • anku1982 24.08.18, 07:13
    No właśnie trudno wyrokować o tej strukturze, syn chodził do przedszkola gdzie od 6:30 była tylko opiekunka nawet nie jedna z nauczycielek, ale znakomita większość dzieci schodziła się po 8:00. Syn też chodził tylko na 5 godzin i większość dzieci w placówce była maksymalnie do 15:00, do 16:00 zostawali kilkoro dzieci, a po 16:00 mimo że miejsce czynne do 17:00 nikogo już nie było i panie szły do domu....główny nauczyciel był między 9:00 a 14:00, miał też do pomocy dwie młode pomoce nauczyciela, a w określonych godzinach przychodziły pomagać jeszcze dwie współwłaścicielki. W porywach więc bylo 5 pań na 20 dzieci, a conajmniej 3...
  • rulsanka 24.08.18, 08:24
    U nas to był domek z ogrodem. Ale taki mini punkt, jeżeli jest prowadzony przez sensowną osobę, to prawdziwy skarb, którego warto szukać, bo łączy zalety żłobka/przedszkola i niani, a w zasadzie jest pozbawiony wad.

    --
    Pomoc dla Zuzi
  • juuuu7 24.08.18, 09:23
    Nie wiem czy taki mini punkt to taka super sprawa. Ktos tu kiedys pisal, ze na 5ro dzieci byla stale tylko jedna pani. Dla mnie to za malo-kazdy musi wyjsc do toalety i dzieci sa wtedy bez nadzoru, ta pani jeszcze podawala jedzenie...zreszta z reka na sercu, ale kto z nas podjalby sie samodzielnej opieki na 5ka zlobkowiczow?
  • rulsanka 24.08.18, 09:45
    U nas były 2 panie zawsze, czasem 3. Taka ilość opiekunek przypadała na 10 dzieci, w razie potrzeby grupy były łączone. Jedna opiekunka nie może być, bo np. dzieci idą na dwór i kto ma zaprowadzić dziecko do toalety?

    --
    Pomoc dla Zuzi
  • juuuu7 24.08.18, 09:58
    2 panie ok. Ale ja slyszalam o takim mini punkcie gdzie jedna opiekunka zajmowala sie 5dzieci. Absolutnie w takie miejsce nie poslalabym dziecka. Nie sadze zeby te dzieci w ogole wychodzily na dwor...bo jedna osoba tego nie ogarnie.
  • zabka141 24.08.18, 22:47
    U nas w grupie 1-3 lat bylo 12 dzieci, trzy przedszkolanki, jedna uczaca sie osoba. Oczywiscie z samego rana i poznym popoludniem bylo mniej personelu, bo bylo mniej dzieci.

    Grupa 12 os sie u nas sprawdzila super. Przy czym tylko czesc dzieci nowa. Obowiazkowo dluga adaptacja (4 tyg).

    Nie widzialam nic zlego w takiej wielkosci grupie, dzieci chorowaly 3-4 razy w roku tak uogolniajac w pierwszym roku.
  • rulsanka 25.08.18, 11:24
    A czy dzieci bawiły się ze sobą w sposób spontaniczny?

    --
    Pomoc dla Zuzi
  • zabka141 25.08.18, 21:10
    Nie wiem czy rozumiem do konca twoje pytanie ruslanko. Generalnie dzieci 1-3 lat, te najmniejsze, dopiero co dolaczajace kazdema jedna przeznaczona opiekunke, ktora nosi,przytula, itd. W dzien po sniadaniu zwykle robia cos razem, w mniejszych grupach, np. plastelina i sport - dzieci wybieraja same w ktorym pokoju i co chca robic. Zaobserwowalam tez ze przynosza np. pani ksiazke i pani zaczyna czytac i wiecej dzieci podchodzi i tez slucha. Albo nasz kochany pan opiekun ustawia im materace i na nich sie turlaja, bawia w mniejszej grupce. Albo same sobie cos znajduja (moga same wyjmowac zabawki z szuflad, itd.). Wiec jest mix zabawy z opiekunami, samemu, z drugim dzieckiem. Te mlodsze bawia sie obok siebie, te wieksze bardziej ze soba.To tak z moich obserwacji, ale nigdy nie spedzialam tam calego pelnego dnia. Ale nigdy nie mialam wrazenia ze ta grupa jest za duza.
  • rulsanka 25.08.18, 22:31
    Nie wiesz o co chodzi, bo być może te zabawy społeczne (czyli polegające na zabawie dziecka z dzieckiem, a nie dzieci obok siebie) nie występują. W moim żłobku, w przypadku obu synów, dzieci bawiły się ZE sobą, a nie obok siebie. I moim zdaniem (również zdaniem szefowej żłobka) była to zasługa malutkich grup. Dzieci się doskonale znały i czuły potrzebę integracji, rozmowy. Np. starszak zapytany, z kim tańczył na balu odpowiedział, że z Natalką. Dlaczego? Bo z nią rozmawiam. Miał wtedy jakieś 2,5 roku.
    Widziałam jak młodszy syn, w wieku 13m rozmawiał z rówieśniczką w sposób ożywiony, z wielką gestykulacją. Wydawało się, że rozumieją się doskonale, był to prawdziwy dialog. Jedno coś mówiło, drugie odpowiadało. Na koniec pomachali sobie papa i poszli. Wyglądało to genialnie. A dzieci rozmawiały w języku blablabla.
    U nas dzieci się do siebie przytulały, razem psociły, wygłupiały. Wyglądało to niesamowicie.

    --
    Pomoc dla Zuzi
  • zabka141 25.08.18, 23:01
    Nie ruslanka, troche to nie w porzadku z twoojej strony pisac o czyms , o czym nie wiesz. Jestes przekonana do grup 5 osobowych, bo sama taka mialas i inne nie wchodza w gre. Oczywiscie ze dzeici w tym wieku sie ze soba komunikuja Ale w tym wieku duzo tez bawia sie obok siebie, np. nasladujac swoje zabawy. W tym wieku sa tez zawierane pierwsze przyjaznie, wiem, bo corka wciaz przyjazni sie z ta swoja banda (teraz sa juz w starszej grupie). Pamietam tez pierwsze spanie corki w przedszkolu - chlopiec spiacy obok podal jej reke do usypiania. Oczywiscie ze dzieci sie zegnaja ze soba, witaja, ciesza na swoj widok, itd. Uwierz mi ze tak dzieje sie nie tylko w 5 osobowych grupach.
  • rulsanka 26.08.18, 22:46
    Nie wątpię, że u ciebie dzieci są dobrze zaopiekowane i że nawiązują jakieś relacje.

    Natomiast mam trochę obserwacji grup żłobkowych i dzieci w wieku żłobkowym w przedszkolach, bo moi chłopcy byli w sumie w 3 przedszkolach i mogłam sobie porównać ze żłobkiem.
    Mój młodszy syn poszedł do naprawdę wspaniałego przedszkola mając 2 lata i 10 miesięcy, czyli prawie 3. I w grupie 15 osób w ogóle się nie zaaklimatyzował przez kilka miesięcy. Nie było winy przedszkola (cudowne), ani pań (ciepłe, pomocne, przytulające), ani dzieci. Po prostu młody był niedojrzały niestety do takiej grupy. Z towarzyskiego rozrabiaki zrobiło się dziecko ciche i wycofane. Panie nawet nie wiedziały, że on mówić umie. W domu gaduła. Do przedszkola chodził chętnie. Jedyne wytłumaczenie dla mnie, to że grupa była za duża. Po roku był wreszcie sobą, a po 2 latach jest duszą towarzystwa.
    Nie twierdzę, że dzieciom w większych grupach dzieje się jakaś krzywda. Po prostu nie jest to rozwiązanie optymalne. Na pewno część dzieci sobie radzi, a te co sobie nie radzą, po prostu często rezygnują, albo czas mija i zaczynają sobie radzić. Mój młodszy syn ewidentnie by sobie w większej grupie nie poradził w wieku 2 lata.
  • anku1982 27.08.18, 15:18
    Tylko pytanie, jak sobie radzić, gdy w okolicy nie ma przedszkola z małą grupą, a mama wraca do pracy (nawet na początku na część etatu, ale potrzebuje już wrócić). Gdy poszukiwania nani nie przyniosły efektu - serio szukaliśmy wśród znajomych, rodziny, sąsiadów, a nawet przez ogłoszenie, ale trafiały się przy tym ostatnim osoby roszczeniowe, albo niepoważne, albo niegodne zaufania. Tu autorka ma wybór, pracuje, ma gotowych dziadków do pomocy...czy takie przedszkole jak piszesz dobre, z empatyczną kadrą ale dużą grupą rówieśnicza może aż tak dużo namieszać w rozwoju emocjonalnym dziecka? Jak to oceniasz?
  • rulsanka 27.08.18, 18:14
    Myślę, że warto spróbować i sama też bym próbowała. Niezależnie od wielkości grupy warto być czujnym i obserwować dziecko. Dzieci też mają swoje lepsze i gorsze okresy. Bardziej lękowe i bardziej samodzielne momenty. My mieliśmy w pierwszym żłobku poważny falstart, syn miał długo uraz. Dlatego potem byłam bardzo ostrożna przy wyborze następnych.
    A z jednego przedszkola wynieśliśmy się w trybie natychmiastowym, po tym co zobaczyłam na adaptacjach.

    --
    Pomoc dla Zuzi
  • anku1982 27.08.18, 21:20
    Dzięki za opinię 😊
  • ela.dzi 24.08.18, 08:06
    Nie pamiętam jakie są dokładne wytyczne, ale u nas przypadają 2 panie na mniej więcej 12 dzieci w grupie, są 2 grupy. Rano i po południu, kiedy jest mniej dzieci obsada też jest mniejsza. Zobaczysz, że mała szybko zacznie naśladować inne dzieci w jedzeniu, ubieraniu czy toalecie i frajdą będzie pochwała za samodzielność czy widok, że się ubrało najszybciej wink Nie zauważyłam, żeby dzieci były w jakiś sposób zaniedbane. Wręcz przeciwnie, np. odpieluchowanie to była inicjatywa żłobka i tylko tam to stosunkowo idzie. Tak samo jak wychodzą na ogródek, to wszystkie dzieci trzymają się węża. Ja jednego dziecka nie jestem w stanie utrzymać za rękę.
  • ela.dzi 24.08.18, 08:08
    'Na jednego opiekuna nie może przypadać więcej niż 8 dzieci, a gdy w grupie są dzieci niepełnosprawne lub takie, które nie ukończyły pierwszego roku życia, maksimum 5 dzieci.' parenting.pl/ustawa-zlobkowa
  • melancho_lia 24.08.18, 09:52
    W państwowym żłobku grupa 19 dzieci (najmłodsza), 4 panie na zmiany (czyli co najmniej 3 na raz) W praktyce dzieci obecnych 9-10.
    W prywatnym w maluchach było 15 dzieci i trzy panie.
  • camel_3d 22.08.18, 23:54
    .
  • stara-a-naiwna 31.08.18, 20:00
    TAK!

    babcia nie jest w stanie tyle zrobić z dzieckiem co panie w żłobku które mają do tego przygotowanie i pomysły na zbawy tematyczne.
    No i kontakt z rówieśnikami - jako nauka relacji społecznych = bezcenne!
  • delfina77 06.09.18, 23:57
    Po co? Szkoda pieniędzy moim zdaniem. Przecież niedługo pójdzie do przedszkola, tam się będzie socjalizować na całego. Zimą babcia może z małą chodzić do sal zabaw i tam też spotka jakieś dzieci, zresztą w tym roku jesień ma być długa i ciepła, więc może będzie można wychodzić dłużej i częściej na zewnątrz niż myślisz. Ja bym nie posyłała
  • leni6 07.09.18, 08:14
    U nas na salach zabaw i placach zabaw jest pustka, wszystkie dzieci 2+ w zlobkach/przedszkolach, ale to może specyfika dużego miasta. Z tego powodu posłałam swojego do przedszkola jak miał 2,5 roku, nie byłam w stanie zapewnić mu towarzystwa rówieśników.
  • ela.dzi 07.09.18, 09:45
    Nawet w małej miejscowości nie widziałam dzieci na placu zabaw do południa w ciągu roku szkolnego, po południu może jedno czy dwoje dzieci.
  • minkat 07.09.18, 11:05
    definitywnie tak.
  • student_zebrak 07.09.18, 14:03
    wyslij
    dziadek dwojga opiekujacy sie raz w tygodniu

    --
    Ludzie, jeśli tylko im się na to pozwoli, chcą żyć na cudzy koszt.
    F Bastiat

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.