Dodaj do ulubionych

4-latka pyta o śmierć i rozwód

15.09.18, 15:40
Ostatnio 4latka ciągle rozmyśla o rzeczach nieodwracalnych. Pyta się, co się dzieje, jak ktoś umrze, czym się to różni snu... Mam wrażenie, że ma obsesję na tym punkcie, bo trwa to już chyba miesiąc. Poza zadawaniem ogólnych pytań, zaczyna jakby... próbować obchodzić żałobę? Wymyśliła, że kiedyś musiał istnieć pradziadek i zaczęła płakać, że nie może go przytulić. Zmyśliła też śmierć swojego dziadka (cytuję: "Dziś się nie będę uśmiechała, bo mój dziadek nie żyje").
Tak samo przeżywa rozwód swoich dziadków który odbył się dłuuuugo przed jej narodzinami). Potrafi się popłakać, jak narysuje babcię i dziadka obok siebie (nikt jej nie kazał - sama wymyśliła że to narysuje), dopytywać, czy babcia i dziadek jeszcze się kochają.

Temat śmierci prawdopodobnie pierwszy raz wypłynął, jak dziecko dowiedziało się, że dinozaury wyginęły. Skąd pomysł przeżywania dawnego rozwodu - chyba to odległe pokłosie tego, że nie da się zaprosić jednocześnie do domu babci i dziadka. Jednakże już tak dawno odpłynęła od pierwotnych przyczyn (jakiekolwiek by nie były) swoich pytań, że nie mam pomysłu jak postępować. Płakanie z powodu wydarzeń, w których nie uczestniczyła, w dorosłym świecie się nie zdarza...

Co zrobić, żeby poczuła, że zapoznała się wystarczająco z tematami i te tematy przestały ją gnębić/doprowadzać do łez?
Edytor zaawansowany
  • amiralka 16.09.18, 20:57
    Może zaakceptować, że przyswajając sobie pojęcie śmierci (to jeszcze potrwa parę lat) robi to w taki "żałobny" sposób? Cztery lata to akurat czas, kiedy dzieci ten fenomen zaczyna interesować. Nie wiem jaki jest Twój pogląd na świat, ale dobrze jest mówić dzieciom, że ludzie którzy odeszli, tak naprawdę nie umierają, póki o nich pamiętamy czy coś innego zgodnego z Twoją filozofią. Jeśli masz zdjęcia tego pradziadka, możesz np je wyciągnąć i porozmawiać o nim, możecie nawet razem wymyślić jakieś anegdoty z jego dzieciństwa, jeśli go słabo znałaś i pokazać jej, że dzięki Wam on ciągle istnieje. Jeśli jesteś religijna to masz jeszcze inny arsenał środków. Należy dzieciom przedstawiać śmierć jako normalną kolej losu, smutną, ale pokazywać jakby dalszy ciąg. Pozwolić na smutek, ale pokazywać też inne sposoby wspominania zmarłych.
    Co do rozwodu, wiele dzieci jak już zrozumie ten koncept, przeżywa to mocno, choćby jako lęk, że kłótnia rodziców może doprowadzić do ich separacji czyli straty. To jest trochę podobny temat. Można tłumaczyć, że choć dziadek i babcia dzisiaj się nie rozumieją i nie chcą być nawet chwilowo obok siebie, to jednak ich związek był sukcesem, bo mieli ciebie (czy męża) i dzięki ich miłości przyszła na świat Twoja córka.
    Zastanowiłabym się też na Twoim miejscu nad Twoim stosunkiem do tych tematów. Czy nie masz w sobie jakichś traum czy nieprzerobionych emocji w tym rejonie. Dzieci często jakoś to wyczuwają i robią wszystko, żeby dotknąć takiego bolącego miejsca. Warto sobie to przemyśleć, żeby móc dzieci spokojnie przez trudniejsze tematy przeprowadzić.
  • rulsanka 16.09.18, 22:40
    Mój starszak w tym wieku powiedział, że nie będzie spał, żeby nie urosnąć i nie być dorosłym, starym (mówiłam mu wcześniej, że jak się śpi, to się rośnie). A jak miał 3 lata opowiadał, że miałam wypadek, leżałam na drodze, zabita. Wyobraźnia dzieci to nie tylko słodkie obrazy.
    A młodszy miał swoją Zosię, ze świata marzeń. Ile razy ta Zosia umierała...
    Na początku byłam w szoku, jak Zosia umarła. Ale za którymś razem zdałam sobie sprawę, że on w ten sposób oswaja temat śmierci, pożegnań.

    --
    Pomoc dla Zuzi
  • camel_3d 17.09.18, 10:44
    dzieci maja dziwne przemyslenia.

    Moj opowiadal, jak stal w kolejce dzieci, ktore maja sie urodzic i przepuszczal inne dzieci. Czekal az bedzie moja kolej i wtedy sie zdecydowal, zeby sie urodzic...

    Tez duzo pytal o smierc i jak to jest jak sie jest doroslym...
  • backup_lady 17.09.18, 13:48
    To z tą kolejką dzieci to w sumie fajne przemyślenie, daje do myślenia.
  • camel_3d 17.09.18, 14:59
    no fajnie. Zastanawiam sie skad mu to do glowy przyszlo..

  • backup_lady 18.09.18, 12:40
    Logika i przemyślenia dziecka czasami wywalają z kapci, moja 4-latka jak czasami coś powie, to niby oczywista logika i myślenie, a jednak żaden dorosły by tak nie pomyślał / powiedział. Ona teraz na etapie słowotwórstwa, ostatnio np. że coś może się rozlać i rozbłocić smile
  • quba 22.09.18, 18:04
    camel_3d napisał:

    > no fajnie. Zastanawiam sie skad mu to do glowy przyszlo..

    Pewnie tak było. wink

    --
    Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę. Niech nikt kiełka małego z dębem nie przymierza. Tradycja naszych dziejów jest warownym murem, to jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza... To jest ludu śpiewanie, to jest ojców mowa, to jest nasza historia, której się nie zmieni. A to co dookoła powstaje, od nowa, to jest nasza codzienność, w której my żyjemy.
  • eowen 17.09.18, 13:50
    Wytłumaczyć, że ludzie umierają. Moja córka jakiś wcześnie zaczęła dopytywać się o moją mamę. Ta umarła, gdy byłam nastolatką. Opowiedziałam, pokazałam zdjęcia, szczerze mówiąc myślałam, że temat mam na dłuższy czas zamknięty. Okazało się, że dla niej to z jednej strony coś oczywistego (np.bawi się zabawkami, z których jedna tłumaczy drugiej, że mama jej mamy umarła, bo była bardzo chora), z drugiej jednak musi to jakiś oswoić, bo ciągle do tematu wraca.

    Rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać, tłumaczyć, pokazywać. Moja mała ostatnio w ciężkim stanie trafiła do szpitala i to też pomogło jej pewne rzeczy sobie poukładać. Akurat tego nie życzę nikomu, ale starać się oswajać z tematem.
  • juuuu7 18.09.18, 22:27
    A co sie stalo coreczce? Przepraszam, ze dopytuje ale kojarze Twoje posty od paru lat i az mnie zmrozilo...
  • eowen 19.09.18, 11:43
    Na szczęście wszystko jest już w porządku. Najpierw trafiłyśmy do szpitala z powodu drgawek gorączkowych ( mała bez kontaktu i jak po udarze była przez 20 minut) , ale poza gorączka wszystko byłoby w normie, diagnoza - wirus. Wyszłyśmy po kilku dniach, ale córce się nie poprawiało, cały czas gorączka 38-40 stopni. Lekarka zleciła ponownie badania i po kilku godzinach dostałam telefon, że wszystko wyniki i objawy wskazują na sepsę i mamy natychmiast jechać do szpitala. Na szczęście okazało się, że to 'tylko' ciężkie zapalenie płuc. Ale po 2 tygodniach jesteśmy w domu.
  • bastille 21.09.18, 10:53
    Obsesja? To normalne i rozwojowe. Moje dziecko ma jedna babcia. I w trakcie rozmow o smierci czesto pociaga nosem, ze teskni za druga babcia (nigdy nie poznana), za dziadkami, prababciami i wylicza drzewo genealogiczne tyle ile ogarnia. Na poczatku bylam przerazona lekko, teraz z usmiechem na ustach odpowiadam na jej pytanie. Jak placze, to rozmawiamy, nie kwestionuje jej zalu za zmarlymi, ktorych nie znala. Uwazam, ze to normalne. Probuje ogarnac smierc, probuje odnalezc siebie w tym wszystkim. Pyta tez, kiedy my, rodzice umrzemy i czy umrzemy. Rozmowy o smierci trwaja juz ponad rok. Sa coraz rzadsze, ale coraz bardziej wymagajace od nas. Nie mamy mozliwosci ani checi zakrywania sie boziami, aniolkami, niebiem i pieklem. Wiec od smierci docieramy czesto do powstania ziemi, do pierwszych ludzi, zwierzat... Bardzo jest to rozwijajace dla obu stron: nas rodzicow i dziecka smile

    --
    "Wybaczmy praworęcznym, bo nie wiedzą, co czynią"
    <ggigus>
    :o)
  • echt_poznaniara 21.09.18, 17:28
    Muszę powiedzieć, że twój post mnie rozczulił. Zawsze mnie rozkłada taka reakcja dzieci na pierwsze trudne sprawy. Pamiętam, że ja jakoś łatwo przyjęłam do wiadomości fakt, że chodzimy z babcią na cmentarz do dziadka, bo zmarł przed moim urodzeniem, mój syn natomiast zapoznał się z tematem po raz pierwszy przy okazji śmierci naszego psa, który umarł w naszej obecności, de facto na moich rękach, dziecko przy tym było - dzisiaj myślę, że dobrze się stało, bo ułatwiło nam to rozmowę o śmierci; pies był bardzo chory i przygotowywaliśmy małego na to, co nastąpi, więc kiedy weszliśmy do pokoju i zobaczyliśmy gasnące zwierze, młody sam się zorientował, że to już. Na szczęście pies umierał łagodnie, bez żadnej wstrząsającej agonii, to ułatwiło sprawę.
    A potem było jakoś tak:
    - Mamo, Fikus umarł, i babcia umarła, ale czy ty umrzesz?
    - Tak, kochanie, wszyscy umrzemy. Ale mam nadzieję, że stanie się to dopiero wtedy, kiedy ty już będziesz dorosły [nie mówić, że "duży"! Dla pięciolatka "duży" oznacza np. ośmiolatka z sąsiedztwa] i będziesz miał żonę, dzieci, może nawet wnuki, a ja będę z wami tak długo, jak się da. Ale każdy musi umrzeć.
    - A dlaczego?
    - Bo zobacz, jak wiele ludzi żyje na świecie. Gdyby nie umierali, nie byłoby miejsca dla nowych.
    - A moje dzieci też umrą?
    - Tak, ale to będzie za wiele, wiele lat.

    Rok potem umarła córeczka naszych przyjaciół, na raka uncertain Tu już miałam większy problem, bo co prawda nie zapewniałam, że umierają tylko starzy ludzie, zaznaczałam, że "mam nadzieję", że kiedy umrę, będę już bardzo stara - ale jednak jakiś tam bastion bezpieczeństwa mojego dziecka się rozpadł. Tu już była potrzebna dłuższa rozmowa, z wyraźnym zaznaczeniem, że niestety zdarza się, że umierają także dzieci, że czasem nie można na to nic poradzić, ale że trzeba wierzyć i mieć nadzieję, że nas to nie spotka.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.