Dodaj do ulubionych

Wpraszanie się obcego dziecka do naszego domu

20.08.19, 13:51
2 lata temu poznaliśmy na placu zabaw 6-letniego chłopca. Przychodził na dwór sam. To już wtedy było dziwne, ale fajnie bawił się z naszymi (5 i 3 lata obecnie). Tego roku przychodzi już ze swoim 5-letnim bratem, sami. Pałętają się po osiedlu od rana do zmierzchu. Nawet jak lekko pada deszcz. Gdy nas widzą, zawsze podchodzą, przyłączają się do zabawy. Ostatnio ten starszy zaczął się do nas wpraszać do domu. Nie wiem, w którym bloku mieszka, nie znam jego rodziców. Podobno ich mama pracowała jako pomoc w naszym przedszkolu, do którego chodzą nasze dzieci, ale ja jej nie znam, nie wiem która to jest. Zresztą jak słyszę "pomoc"" to kojarzy mi się praca interwencyjnauncertain Teraz podobno gdzieś "sprząta". Ci chłopcy widać, że są opuszczeni przez rodziców, bo całymi dniami włóczą się po osiedlu. Dla mnie jest nie do pomyślenia, aby 5 -6 latek całymi dniami SAM łaził po osiedlu godzinami. No i wracając do tematu, chłopaki ostatnio zaczęli się do nas wpraszać. Na początku im odmawialiśmy, bo dla mnie to zwyczajnie dziwne, że obce, małe w sumie dzieci brać do siebie, pod moją odpowiedzialność. No ale mąż w końcu uległ i kilka razy chłopaki u nas byli. I mam trochę rozdwojone myśli jeśli chodzi o tę sytuację. Z jednej strony czuję przypływ czułości, troski współczucia dla tych dzieci, a z drugiej czuję się poirytowana, bo czuję presję, bo mam naruszoną własną przestrzeń życiową. Czuję, że te dzieci pojawiły się na mojej drodze, więc czuję się zobowiązana nimi zająć, przygarnąć, pokazać normalny dom, nakarmić. I z jednej strony jest mi ich żal, bo wszystkie dzieci nasze są, a z drugiej po prostu denerwuje mnie, że jacyś dwoje dorosłych obcych mi ludzi olewa swoje dzieci i przerzuca na mnie presję, aby dać coś tym dzieciom. Starszy przychodzi pod nasz blok i pyta czy może przyjść. Ostatnio wręcz nachodzi nas. Zapraszam na godzinę 15, dzwoni do domofonu już o 14. Odsyłam, więc wraca o 14.20, podczas gdy moje młodsze dziecko śpi. Odsyłam dalej, przychodzi o 14.50. Zapraszam do środka i od razu rzuca się na wszelkie słodycze (byli u nas do godz. 19). Na drugi dzień znów dzwonek do domofonu. Czy wyjdziemy na dwór? Nie. A to mogę przyjść do was? Nie, jest pora obiadu. A macie jeszcze babeczki? No i teraz pytanie, czy ja jestem nieczuła, bo zamiast sympatii do tego dziecka, zaczynam czuć irytację. Kiedy mówię, że koniec zabawy i czas do domu, zachęcam aby zabrał sobie coś na drogę. To garściami. Podaję worek i mówię weź sobie po dwa ciasteczka z każdego rodzaju, ładuje garściami. Ok, nie ma w domu, szkoda, ale IRYTUJE MNIE to. Nie żałuję mu, tylko irytuje, że czuje się zmuszona do poczucia czegoś za obce dziecko. 8 letni chłopiec, obcy, łapie mnie na ulicy za rękę. Nie mam potrzeby takiej bliskości z obcym dzieckiem, narusza mi moją przestrzeń. Tak, wiem, że to tylko dziecko, a ja jestem pewnie bez serca. Po prostu mi się narzuca. Jak się spotkamy na placu zabaw, to ok, fajnie, że dzieci mają kolegów, lubię jak się bawią, przyłączam się do zabawy, rozmawiam z nim, jestem miła. To mi pasuje. Ale nachodzenie mnie w domu to już trochę przesada. W niedzielę o 14 spotyka nas pod naszym blokiem i pyta czy może z nami iść do nas. No litości. Pora obiadowa, wracaliśmy do domu na obiad. Już nawet się nie zastanawiam, dlaczego 8 i 5– latek sam pałęta się w niedzielną porę obiadową po osiedlu i wprasza do obcych ludzi. W niedzielne popołudnie mam ochotę poświęcić 100% czasu swoim dzieciom a nie słuchać krzyków, śmiechów i zabaw obcych dzieci, gdy nie mam na to ochoty. Mało tego. Kiedyś podczas zabawy w chowanego wszedł bez pytania do naszej sypialni i schował się w pościeli. Wszedł do łóżka i nakrył się kołdrą. Słabo mi się zrobiło jak to zobaczyłam, bo gdy przyszedł do nas do domu zdążyłam zapoznać się ze stanem jego skarpet uncertain po całodziennej zabawie na placu zabaw wiadomo jak jest z ubraniami, czy skarpetami właśnie. Mąż na mnie krzywo patrzy, bo to dziecko, bo widać, że opuszczony, bo co mi przeszkadza, niech się pobawi, w domu nie ma zabawek, słodyczy, jest miły i grzeczny. Wiem, ale są granice. Wiem, że nic nie muszę, wiem, że pewnie to ja mam za mało empatii, ale chciałabym od Was usłyszeć opinię, czy ja jestem bez serca, czy może ogólnie to wszystko jest dziwne.
Edytor zaawansowany
  • amiralka 20.08.19, 17:58
    Moim zdaniem dalaś sobie wejść na głowę sama siebie szantażując tym, ze dziecko "bez opieki, w domu nie ma...". Dzieci się tak zachowują, niektóre, nawet swietnirme zaopiekowane. Mam tak z córką przyjaciółki, ktora ciagle chce przyjść do nas się bawic (moj syn jej nie lubi, tylko jej brata), rzuca sie podwieczorek mojego syna jakby jedzenia nie widziala, chce ciagle "nosic" moje niemowlę... I ja tak ciagle przy jej rodzicach muszę mowic "nie, nie, nie". Gdybym jej nie powiedziala: jedno ciasteczko, tylko jedna garstka rodzynek, to by dla mojego synka i jej brata nic nie zostalo (potrafi sobie z koszulki taki koszyczek zrobic i gromadzic na pozniej). Musze synkowi mowic, jk kest cos do dzielenia, ze to on ma prawo dzielic, a nie pod pozorem, ze jej jest latwiej cos otworzyc, to ona sie "rządzi" i dzieli miedzy dziecmi.
    Tez mnie to irytuje ale to piękna lekcja dla takich jak my (pewnie tez masz problem z asertywnością?) stawiania granic.
    Mowisz po prostu: nie, dzis nie mozesz do nas przyjsc. Z usmiechem. Jak zapyta: dlaczego, po prostu odpowiadasz: bo nie, dzis nie chcę. Moze następnym razem (jesli czujesz ze moze nastepnym razem bedziesz miec ochote). Jak juz przyjdzie, to ustalasz zasady: bawisz sie tylko w pokoju dzieci. Sypialnia rodzicow to strefa swięta. Jak sie rzuca na slodycze, prosta sprawa: dajesz mu tylko te dwa, ktore chcesz. Nie liczysz, ze sie sam ograniczy. Mozesz mu tez powiedziec: nie, prosze nie przychodz juz do nas, bedziemy sie spotykac tylko na placu zabaw. Z uśmiechem. Bo tak chcemy. Jak Cie lapie za rękę, mozesz uścisnąć, a potem powiedziec zartobliwie: a teraz muszę odzyskac moją dłoń, przepraszam, potrzebuję jej.
    Nie jestes bez serca, ale grasz w znany trojkąt: wybawca, ofiara, kat. Najpierw "ratujesz" "biedne" dziecko, w sumie tez jakas korzysc jest, bo towarzystwo dla synka, ale dajesz z siebie wiecej niz chcesz, wiec czujesz sie ofiarą tej sytuacji i wściekasz na "ratowanego".
    Nie jesteś ofiarą. Matka tych dzieci nie wywiera zadnej presji. Ty jestes dorosla, nie oczekuj od dziecka ze samo sie ograniczy i "wyczuje" Twoje potrzeby. On nawet nie wie, ze ma brudne skarpety ktore Cie brzydza w twojej poscieli, w sumie skąd ma wiedziec. Nikt za Ciebie jak widac nie opowie mu Twoich granic wiec zrob to sama, z życzliwością i wyrozumiałością.
    A jak chcesz zrobic wiecej, to zainteresuj sie tą rodziną, jesli Cie niepokoi co wiecej niz wlazenie na głowę. Mozesz nawet porozmawiac z jego mamą czy tatą, w koncu kiedys wraca do domu, mozesz zaproponowac ze go odprowadzisz raz.
    Ale to dla mnie drugi problem. Pierwszy to Twoja asertywnosc.
  • kanna 21.08.19, 10:28
    Dzieci na maxa zaradne, muszą sobie do początku radzić same i robią, co potrafią smile
    Lepiej być w porze obiadowej u jakiś ludzi, niż samemu się pętać po podwórku, nie?

    WYUCZYŁY się, co się im opłaca. Bo się zaniedbane, emocjonalnie i fizycznie, moim zdaniem to jest do zgłoszenia do opieki społecznej.

    Ich prawem jest się wpraszać, Twoim - dawać odpór. To Twój dom, ty ustalasz zasady. Ćwicz, jak się zacznie szkoła, to zaczną u was bywać tabuny dzieci. jak na wejściu nie ustalisz zasad (typu: do mojej sypialni nie włazimy, do jezdnia są tosty, w domu chodzimy bez butów itp. ) to zginiesz.

    Ja mam starsze dzieci i generalnie potrafię ogarniać ich znajomych (lata praktyki wink ) ale ostatnio na wyjeździe spotkałam dziewczynkę podobną do tych z twojego podwórka. Ciągle z nami łaziła, zagadywała, potem zaczęła przychodzić do pokoju. Siedziała z nim przy posiłkach. Dla mnie - na zewnątrz spoko, ale z pokoju wypraszałam.

    Potem mnie kompletnie zaskoczyła - pyta, czy może iść z nami nad morze.
    Mówię "Nie, takie decyzje podejmują rodzice, ja się nie mogę zgodzić".
    Za 10 minut - pukanie do drzwi, dziewczynka stoi z mamą, która mówi, że chciałam z nią rozmawiać, to jest. Mama pracowała w tym ośrodku.

    Mówię o tym morzu, a tamta matka "nie ma sprawy, oczywiście może iść"
    Zamurowało mnie na moment. A potem mówię, że JA nie mam gotowości, żeby wziąć odpowiedzialność za dziecko na plaży.
    A tamta mama "Ona jest samodzielna"

    I wtedy już poszłam w zdarta płytę , czyli powtarzałam w kółko "Nie, dziewczynka nie może iść z nami."

    Tez mi było żal małej - bo ona nie bywała nad tym morzem, ale nie strzeliłabym sobie samobója. Mam się opiekować moim dzieckiem, nie biednymi dziewczynkami.

    --
    Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy.
    Pół wieku poezji
  • kanna 21.08.19, 10:31
    > Zapraszam na godzinę 15,

    Ale masz świadomość, ze 6-o latki nie czują czasu?

    --
    Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy.
    Pół wieku poezji
  • gosiaczek1182 21.08.19, 12:47
    8 latek obecnie. 2 lata temu go poznaliśmy na placu zabaw i miał wtedy 6 lat.
  • gosiaczek1182 21.08.19, 12:47
    Dzięki Wam za odpowiedzi, są bardzo rzeczowe.
  • ela.dzi 22.08.19, 13:03
    Ja bym to zgłosiła do MOPS.
  • mika_p 24.08.19, 13:29
    Trochę podobny wątek był niedawno na ematce:
    forum.gazeta.pl/forum/w,567,168545612,168545612,4_latka_sama_pod_blokiem_.html

    --
    Jeśli estry są pochodnymi węglowodorów, to czy węglowodory są całkami z estrów? (za bash.org)
  • rb_111222333 24.08.19, 21:12
    Podstawowe pytanie: czy twoje dzieci go lubią? Jeśli tak i jeśli to miły i fajny chłopak, to ja bym go radykalnie nie przeganiała. Oczywiście wyznaczyłabym granice, typu bawimy się tylko w pokoju dzieci, do poczęstowania dawałabym tylko ilość, którą może zjeść, itd. Relacje społeczne też są ważne dla twoich synów i - moim zdaniem - warto im dawać szansę na ich rozwój.
  • gosiaczek1182 26.08.19, 06:40
    Tym pytaniem uświadomiłaś mi, że ten chłopiec 8-letni (bo jego młodszy 5-letni brat rzadziej się kręci) przychodzi do nas dla zabawek i słodyczy, bo faktycznie moje dzieci i on nie bardzo bawią się jakoś razem. 8 -letni chłopiec i 5 -letnia dziewczynka? nie do końca faktycznie mają wspólne pole do zabawy. Niby jest jakaś interakcja, ale to nie jest taki fun i wspólna zabawa. On przychodzi bo zabawki, bo słodycze, a na dworze zabawki do piaskownicy i hulajnogi. Przemyślałam przez ten czas i faktycznie muszę to ukrócić, bo dziecko jest zwyczajnie cwane. Dzięki dziewczyny ! A wątek z 4-latką, może i podobny, z tym że dla mnie to już ewidentnie patologia żeby tak małe dziecko tyle godzin biegało samo.
  • seba.orlik 27.08.19, 08:43
    Daj znać, jak się sprawa potoczyła. Jak dzieci to zniosły.
  • gajmal 28.08.19, 15:15
    Ja bym się tu obawiała czegoś innego. Co się stanie jeśli tym dzieciom coś złego przydarzy się w Twoim domu?. Żebyś czasem nie usłyszała, że porwałaś dzieci, albo co najmniej miałaś je w domu bez pozwolenia mamy i że musisz zapłacić jej odszkodowanie.
  • gosiaczek1182 30.08.19, 09:55
    wiesz co, moje dzieci nie dopominają się o towarzystwo tych chłopców. Czyli samo się klaruje, wielkiej przyjaźni nie było, a tamci po prostu korzystali z zabawek, przekąsek.
  • vermieter 29.08.19, 16:17
    Ośmiolatek nie chodzi do szkoły?
    Dlaczego przez dwa lata nie poznałaś rodziców i nie wiesz gdzie mieszkają?
    Wszystko to dziwne, obce dzieci i ty też.
    P.S. Za rok możesz zorganizować przyjęcie komunijne! big_grin
  • gosiaczek1182 30.08.19, 08:48
    Dlaczego uważasz, że jestem dziwna? chodzi do szkoły, ale zauważ są (jeszcze) wakacje. Dlatego, że nie miałam ochoty poznawać jego rodziców. No wiem, że dziwne to jest, bo ja nie wyobrażam sobie, żeby moje dzieci latały po obcych domach, dlatego nie chcę uczestniczyć w tym w drugą stronę. Dlatego ukróciłam to i już nie zapraszam.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka