• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

angielski dla rocznych dzieci ma sens??? Dodaj do ulubionych

  • 20.08.06, 21:23
    Witam, ostatnio znajoma zapytała mnie czy moje dziecko (rok i dwa miesiące)
    chodzi na zajęcia z języka angielskiego. Zrobiłam taaaakie oczy, no poprostu
    mnie zatkało. Jej dziecko chodzi (ma niecały rok). Powiem szczerze ze nie
    zapytałam nawet jak takie zajęcia wygladają w takim byłam osłupieniu. Ale
    może jestem tak strasznie zacofana. Co o tym sadzicie? Dla mnie nie ma to
    najmniejszego sensu, a wręcz jest to kolejny sposób na wyłudzenie kasy
    od "walniętych na punkcie swojej pociechy rodziców". A może ktoś chodzi z
    dzieckiem na takie zajęcia i napisze jakieś plusy.
    --
    Brygidka
    Mały Wędrowniczek
    Edytor zaawansowany
    • 20.08.06, 21:28
      mój syn zaczoł chodzic na helen dorn...kiedy skończył 2 lata....i w jego
      przypadku nie jestem do końca pewna czy ma to sens....ale w przypadku jego
      kolegi równolatka to MA SENS !!!
      zresztą moje dziecko często mnie zaskakuje, więc mysle ze łapie....
      ale kolega....ma fenomenalna pamięc...to raz więc prakrtycznie bardzo szybko
      łapie...

      osobiście uważam ,że 1 rok to jeszcze za wcześnie....pani która prowadzi nasze
      zajęcia...powiedziała nam tak kiedy zjawilismy sie tam z 1,5 rocznym
      marcelem....a przeciez mogła nas zapisac bo to jej kasasmile)
      jednak wolała 2 latka...smile
    • 20.08.06, 21:37
      plus jeste jeden- spedzanie czasu z dzieckiem. jesli zajecia sa fajnie
      prowadzone- jest to w dodatku czas spedzony kreatywnie.

      zadluzac sie na ten cel nei warto, natomiast jesli ktos ma luzne pare stowek i
      brak pomyslu co z nimi zrobic- to moze byc.
      --
      opsesyjna.blox.pl/html

      gosklec@poczta.onet.pl
    • 20.08.06, 21:48
      Moim zdaniem to nie ma sensu,przecież roczne dziecko jeszcze nie mówi,sama mam
      roczną córke ,więc uważam że moncenie jej w głowie jeszcze angielskim to by
      była przesada.Co innego dziecko które już dobrze mówi.
    • 20.08.06, 21:50
      jeszzce troche i beda wmawiac ze najlepiej uczyc obcego jezyka juz w zyciu
      plodowym. W zwiazku z czym pojawia sie kursy angielskiego dla ciezarnychtongue_outtongue_out
      Ale moze to i dobrze. Nie tylko dzieci skorzystajatongue_out
      --
      Nic tak nie psuje ślubnej ceremonii jak wzwód u księdza
      Coco: tiny.pl/g5v6
    • 20.08.06, 21:52
      To nie jest "nauka" języka, ponieważ w tym wieku dziecko jeszcze się nie uczy,
      tylko przyswaja język.
      Żeby takie chodzenie na zajęcia miało sens, powinny być spełnione dwa warunki:
      jeden, dziecko powinno już zaczynać mówić w ojczystym języku, dwa, nie przerywać
      nauki. Tylko co robic przez wakacje?

      --
      Zamknięte. Nie pukać!

      A tak w ogóle, to wstań, jak do mnie piszesz!
      • 20.08.06, 21:54
        kiedys moja znajoma do kotrej chodzilam na angielski powiedziala ze nauka
        jezyka ma sens dopiero kolo 7-8 roku zycia. Ale to jej zdanie a ja sie nei znam
        --
        Nic tak nie psuje ślubnej ceremonii jak wzwód u księdza
        Coco: tiny.pl/g5v6
        • 21.08.06, 16:00
          oxygen100 napisała:

          > kiedys moja znajoma do kotrej chodzilam na angielski powiedziala ze nauka
          > jezyka ma sens dopiero kolo 7-8 roku zycia. Ale to jej zdanie a ja sie nei znam

          Oxygen, miała rację - ja się znam wink
          Wcześniej dziecko nie jest w stanie uczyć się świadomie - i język obcy przyswaja
          tak jak ojczysty. To duża różnica.

          --
          Zamknięte. Nie pukać!

          A tak w ogóle, to wstań, jak do mnie piszesz!
          • 21.08.06, 17:32
            je kiedyś słyszałam opinie, że najlepszy wiek na naukę obcego języka to 5 lat.
            Więc pewnie każdy ma swoją teorię i sposób, jak to już ktoś określił, na
            wyciągnięcie kasy.
            --
            Ta droga jest bez końca, pozornie bez znaczenia. Mniemam, że mam powody by drogi
            swej nie zmieniać!
            Jestem sobie Kacper Bumba - moja żona Kunegunda
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=38510361
    • 20.08.06, 21:56
      zajmuje sie jezykoznawstwem kognitywnym i min second language acquisition nie
      pociese najlepiej oswajac dzieci z obcym jezykiem juz ok 6 mies zycia (tylko do
      roku ucza sie one wszelkich dzwiekow obcego jezyka, ktorych my dorosli nie
      jestesmy w stanie uslyszec) zapoznawac to puszczac piosenki ewentualnie programy
      w danym jezyku uczyc dobiero jak pozna podstawy oujczystego pozdrawiam
      • 21.08.06, 16:02
        annas82 napisała:

        > zajmuje sie jezykoznawstwem kognitywnym i min second language acquisition nie
        > pociese najlepiej oswajac dzieci z obcym jezykiem juz ok 6 mies zycia (tylko do
        > roku ucza sie one wszelkich dzwiekow obcego jezyka, ktorych my dorosli nie
        > jestesmy w stanie uslyszec) zapoznawac to puszczac piosenki ewentualnie program
        > y
        > w danym jezyku uczyc dobiero jak pozna podstawy oujczystego pozdrawiam

        Coś mi ciężko uwierzyć w to, że się zajmujesz językoznawstwem kognitywnym, skoro
        mieszasz pojęcia przyswajania (acquisition) i uczenia się (learning).
        Pozdrowienia od lingwistki wink

        --
        Zamknięte. Nie pukać!

        A tak w ogóle, to wstań, jak do mnie piszesz!
        • 21.08.06, 20:33
          Owszem odrozniam i tak to jest okreslane przez czesc srodowiska jak chcesz moge
          uzyczyc literaturysmile
          • 23.08.06, 20:54
            annas82 napisała:

            > Owszem odrozniam i tak to jest okreslane przez czesc srodowiska jak chcesz moge
            > uzyczyc literaturysmile

            Tiaaa. Jeszcze uwierzę. Pewnie przez tę samą część, która mówi "wziąść".

            --
            Zamknięte. Nie pukać!

            A tak w ogóle, to wstań, jak do mnie piszesz!
        • 23.08.06, 02:22
          anna-pia napisała:

          > miała rację - ja się znam wink

          > Coś mi ciężko uwierzyć w to, że się zajmujesz językoznawstwem kognitywnym,
          skoro> mieszasz pojęcia przyswajania (acquisition) i uczenia się (learning).
          > Pozdrowienia od lingwistki wink

          > A tak w ogóle, to wstań, jak do mnie piszesz!

          jak dobże rze nasz kraj ma chociarz trochem wyksztłaconych i skromnych ludzi
    • 20.08.06, 22:03
      Tak się zastanawiam co jeszcze wymyślą rodzice którzy sami niewiele w życiu
      osiągnęli i chcą realizować niespełnione ambicje za pomocą własnych dzieci.......
      • 21.08.06, 12:37
        Myślę, że zawodowo osiągnęłam całkiem sporo, ale chciałabym, aby mój syn
        osiągnął więcej niż ja. A jeśli chodzi o naukę angielskiego, który bardzo mu
        się w życiu przydaje, to było tak.
        Może wielu z Was trudno to sobie wyobrazić, ale w okresie, gdy moje dziecko
        miało 1-2-3 lata nie było ani stu kanałów telewizyjnych, ani video. Nie było
        także kursów językowych takich do wyboru do koloru, a nauczyciele mieli takie
        sobie kwalifikacje.
        Poprosiłam więc przyjaciół mieszkających w Stanach o kasety do nauki języka dla
        dorosłych. Przysłali dla mnie i całą masę dla dziecka. Fantastyczne nagrania,
        bajki, dialogi, piosenki a do tego kolorowe książeczki, o których ponad
        lat temu w Polsce nikt nie słyszał.
        Moje dziecko prawie stale słuchało bajek, śpierwało piosenki, niejednokrotnie
        przy jedzeniu, przed snem.
        I "zaskoczyło", ta wiedza zaprocentowała w przyswajaniu angielskiego w szkole,
        na studiach , w czasie licznych wyjazdów.
        Tak więc moim zdaniem warto inwestować w naukę jak najwcześniej i nie jest to
        ani snobizm ani strata pieniędzy.
        • 21.08.06, 12:55
          dodam jeszcze, że dzieci, które bardzo wcześnie uczą się (osłuchują) jęz.
          obcego, mogą się później pochwalić bardzo poprawą wymową. Nauka w wieku 10 lat
          często nie przynosi już takich efektów.
    • 20.08.06, 22:15
      Moi znajomi mieszkają w Niemczech (od dziecka), ich dzieci wogóle nie znają
      polskiego. Są moimi sąsiadami to znaczy kupili tu mieszkanie na wakacje, a ich
      córeczka jest w wieku mojego synka, do niej mówią po niemiecku, a miedzy sobą po
      polsku. Na pytanie dlaczego, odpowiadają, że dzieci dwujęzyczne mają kłooty w
      przedszkolu/szkole, tak przynajmniej obserwują u swoich znajomych, którzy mylą
      oba języki, zaczynają zdanie po polsku, kończą po niemiecku lub odwrotnie...
      • 21.08.06, 06:11
        wspolczuje dziecku durnych rodzicow.
      • 21.08.06, 11:43
        mamkaantka napisała:

        > (...) dzieci dwujęzyczne mają kłooty w
        > przedszkolu/szkole, tak przynajmniej obserwują u swoich znajomych, którzy mylą
        > oba języki, zaczynają zdanie po polsku, kończą po niemiecku lub odwrotnie...

        czuję się w obowiązku stanowczo to dementować
        jako matka trojga dwujęzycznych dzieci, która oprócz swoich zna też inne...


        wiem, że taka jest panująca urzędowa opinia w Niemczech, (dużo można o tym
        czytać zwłaszcza w kontekście dzieci mieszanych małżeństw po rozwodzie), ale
        prawdą to nie jest ani trochę

        pozdrawiam
        Judyta
        • 21.08.06, 12:21
          > wiem, że taka jest panująca urzędowa opinia w Niemczech, (dużo można o tym
          > czytać zwłaszcza w kontekście dzieci mieszanych małżeństw po rozwodzie), ale
          > prawdą to nie jest ani trochę
          >
          A ja musze zdementowac powyzszy opinie. Mieszkam w Niemczech, moje dziecko
          chodzi tu do przedszkola. Juz na pierwszym zebraniu zachecano rodzicow dzieci
          nie-niemieckojezycznych aby w domu pielegnowac jezyk ojczysty. Proszono aby
          konsekwentnie rozmawiac z dzieckiem np. po polsku w domu. W przedszkolu
          wychowawczynie rozmawiaja z dziecmi po niemiecku, ale umieja w kazdym jezyku w
          ktorym maja podopiecznych zrozumiec najwazniejsze slowa (pic, jesc, boli,
          siusiu itp). My stosujemy sie do tych zalecen. Nasze dzeicko (2,5) miesza
          oczywisci polski i niemiecki ale to jest norma - dopiero ok 4-go roku zycia
          dziecko powinno juz rozruzniac jezyki.
          Jeszcze nigdy (mieszkam w Niemczech 20 lat) nie slaszalam aby w Niemczech
          zabroniono dziecia mowic w ojczystam jezyku.
          • 21.08.06, 12:46
            Nie tyle jej bronią, co mówią do niej po niemiecku, bo tak wybrali. Dziwi mnie
            jednak jak dziecko na polskim podwórku, gdzie spędza wakacje - ma problem z
            porozumieniem sie z rówieśnikami po polsku np. moim synkiem. Meszkam nad morzem
            tuz przy niemieckiej granicy i na moim osiedlu mnóstwo Niemców polskiego
            pochodzenia kupiło mieszkania na wakacje. Zapewniam cię, że częściej na podwórku
            rozmawiają ze sobą po niemiecku ...
            --
            Łukaszek 7 lat
            Bartuś 5,5 lat
    • 20.08.06, 22:15
      amerykanizacja procesu wychowania. Uczenie niemowlat czytania, rocznych dzieci
      jezyka obcego, posylanie przedszkolakow na 20 zajec dodatkowych jednoczesnie,
      zeby wspierac ich naturalny rozwoj... Bozzze. Czy dzieci nie moga juz byc PO
      PROSTU dziecmi? Przynajmniej w wieku 1 roku? Czy my, nasze pokolenie naprawde
      jestesmy takie stracone, niedouczone, niedorozwiniete intelektualnie? Bo
      naszego rozwoju nie wspierano w tak drastyczny sposob z tego co mi sie wydaje.
      Przynajmniej ja swoje dziecinstwo spedzilam na drzewie. I szkoly pokonczylam i
      nawet dosc inteligentna jestem...
      • 20.08.06, 22:19
        ale z językami to u nas "cieniutko", nie sądzisz? Tak naprawdę wśród 30-40
        latków mały procent posługuje się biegle jakimkolwiek językiem obcym sad
        --
        Łukaszek 7 lat
        Bartuś 5,5 lat
        • 21.08.06, 01:11
          Moja córeczka zaczęła słuchać angielskego w domu plus zajęcia HD w wieku
          niecałych 3 lat. Po 2 semestrach skończylismy HD z powodów finansowych i
          dlatego, że mała nic nowego tam się nie uczyła bo w domu miała spory kontakt z
          językiem (bajki, książki, kasety z piosenkami). Efekt: mała płynnie mówi,
          śpiewa i rozumie prawie wszystko. Brakuje jej czasem pojedynczych słów kiedy
          rozmawia z dzieckiem, którego angielski jest językiem ojczystym ale i tak sobie
          radzi lub mnie pyta. Kontakt z angielskim był zawsze dla niej dużą fradą nie
          nauką. Nauka dopiero się zacznie w szkole (ma teraz 6 lat)kiedy pozna pisownię
          i będzie się uczyć gramatyki, którą teraz intuicyjnie świetnie stosuje. Ja też
          kiedyś myślałam, że nie ma co wprowadzać języka obcego przed 6 rokiem życia ale
          to duży błąd i właściwie w pewnym sensie nie do odrobienia. Tyle, że
          rzeczywiście to codzienny obowiązek dla rodzica i raczej wieloletni. Mnie nudzą
          śmiertelnie piosenki dziecinne w samochodzie a mała się ich domaga. Gdybym
          miała roczne dziecko posłałabym je do HD ale nie oczekiwałabym widocznych
          efektów. Bez dodatkowej "nauki",osłuchania, zabawy w tym języku maluch będzie
          robił bardzo wolniutkie postępy ale na pewno ułatwi to naukę angielskiego
          później w szkole. Ja zastanawiam się nad stopniowym wprowadzeniem podstaw
          niemieckiego córce bo jej brat będzie w 4 klasie w tym roku zaczynał naukę
          niemieckiego właśnie. Ale strasznie trudno znależć dobrego nauczyciela dla
          małych dzieci, szkoda, że nie ma HD po niemiecku lub hiszpańsku.
        • 21.08.06, 11:59
          zgadzam sie. I to jest jedyna rzecz ktora zamierzam zmienic w kwestii wychowaia
          moich dzieci. Bo cala reszta bedzie taka jak wtedy kiedy ja bylam dzieckiem. A
          moje dzieci oczywiscie beda uczyly sie jezykow kiedy przyjdzie na to czas, a
          nie wtedy kiedy skoncza rok (dobrze by bylo, zeby najpierw przynajmniej zaczely
          uczyc sie jezyka ojczystego)
    • 21.08.06, 07:53
      Mały poszedł na HD prawie jako 2-latek
      dla nas była to bardziej forma wprowadzenia spotkań z dziećmi w sali - jako
      przedsionek przedszkola

      Mały proste słówka zna
      lubi język
      ma sąsiada 4 latka, potrafi kilka słów z nim zamienić


      --
      Gdy przyjdzie godzina, miłość sama
      wejdzie do domu, życia, serca.
    • 21.08.06, 07:55
      sensu to nie ma żadnego
      nie pomaga nie zaszkodzi
      a skoro ludzie to kupują, to nic złego nie ma w tym, że ktoś sprzedaje...

      pozdrawiam
      Judyta
    • 21.08.06, 09:57
      sens ma z metodycznego punktu widzenia, kilka teorii na poparcie, język dziecko
      faktycznie przyswaja, a nie uczy się (chyba ze w znaczeniu kolokwialnym).
      raczej posłałabymm 2 latka lub nawet 3, wszystko zależy od dziecka. Efekty nie
      koniecznie bedą widoczne, ale beda.
      Nie chce mi się podpinać pod kilka postów więc..
      -przykład z niemieckim - głupota totalna moim zdaniem
      -ktos napisał, że podstawy polskiego musio miec i musi mówić - otoz nie musi,
      chodzi raczej o zrozumienie własnego jezyka np wie co znaczy stój, podaj itp
      -zaczynanie pozniej np w wieku 7 lat nie bedzie tragine w skutkach, ale
      zanikną naturalne zdolnosci i dziecko bedzie sie juz musiało faktyczie uczyć
      nie bedzie procesu acquisition,
      -zreszta nauka jezyka im dalej w las tym trudnie, z wiekiem nie na
      przyswajania, inne procesy, mózg juz nie jest tabula raza, i rzeczywiscie
      potrzebuje duzo wiecej czasu i wysiłku na przyswojenie nowych wiadomości
      -cos jeszcze było o podstawach gramatyki..tez nie prawda, dzieci instynktownie
      na zasadzie prob i błedów, testowania beda wiedziały która froma jest poprawna,
      przykład wsrod anglistów popularny...wujostwo/dziadostwo
      no ale o tym można rzeke słów napisać
      Nie panikować, ale jesli sie chce zeby dziecko kiedys posługiwało sie jezykiem
      płynnie, możliwie nie do odróżnienia, bez naleciałości itp, to zacząć jak
      najwcześniej a jednoczesnie rozsadnie...
      -dla dziecki ta 'nauka' to zadna katorga, bo czy np nie pociągają je wszystkie
      rzeczy które dla nas sa np obowiazdkiem jak prasowaie, mycie czy obieranie
      ziemniaków...
      -szkoda, że nie mamy systemu jak w Danii, w podstawówce swiergocza juz kilkoma
      jezykami, a potem bez zenady w Europe, bez krepacji, lepsza praca itp dla nich
      rzeczywiscie Europa ie ma granic.
      - no chyba juz z grubsza wszysko wszystko......
      PS . do mamy która szuka dla dziecka niemieckiego- jeśli dziecko uczy się
      angielskiego to nie wprowadzac niemieckiego! to jezyk z tej samej grupy
      jezykowej bardzo podobny, namiesza sie jej w obu i efekty opłakane, za to jak
      najbadziej każdy inny np francuski, wloski, hiszpański...niemiecki ewentualnie
      jak ang bedzie juz w miare perfekt, ale tez bedzie ciezej niz z kazdym innym.
    • 21.08.06, 10:01
      właśie zapomniałam, dla roczych, dwu letnich itd są super zabawki np Fisher P
      ma takie. Taka np tablica, wyjmuje dziecko jabluszko i jest dzwiek - jabluszko,
      wkłada je i mowi czerwone, czerwone jabłuszko...jest tez gruszka, konik ,
      kotek, samochodzik.... na zasadzie powtórzeń to działa
    • 21.08.06, 12:04
      Snobizm totalny.
      Najlepiej wogole zacząć zaraz po porodzie, żeby dziecię nie miało kompleksów w stosunku do rówieśników z USA i UK...
      --
      Ευτυχώς που ξέχασα
      να μεγαλώσω... smile.
      • 21.08.06, 14:40
        to juz wole zeb sie matki snobowaly na wiedze i znajomosc jezykow u dzieci niz
        na bzdurne zabawki i ciuchy od najmlodszych lat. Dla niektorych to nie snobizm,
        tylko naturalna potrzeba. Ojciec mojego dziecka jest Anglikiem,mieszkamy w UK,
        ale z Polska zamierzamy byc w scislym kontakcie- i jak tu cholera stwierdzic,
        ktory jezyk jest obcy??? Ja zamierzam wprowadzac oba rownoczesnie i jakos nie
        mam obaw, ze Edkowi namace w glowie...Zreszta sa badania, ktore pokazuja, ze
        juz w zyciu plodowym dziecko rozroznia rozne jezyki jezeli matka i otoczenie
        sie nimi posluguja i jest to dla takiego bobasa zupelnie naturalna sprawa a nie
        jakas katorga. Mam czasami wrazenie, ze takie uprzedzenia do ;przyswajania
        wiedzy maja osoby, ktore same do szkoly mialy "pod gorke" ;-D
        • 21.08.06, 16:23
          Nie zrozumiałyśmy się.

          Sytuacja kiedy mówimy o małżeństwie mieszanym czy dziecku mieszkającym nie w Polsce jest zupełnie inna, takie dzieci sa po prostu dwujęzyczne,trudno żeby było inaczej. Zresztą jeśli mieszka się na emigracji to jest raczej kwestia odwrotna - jak nauczyć pociechę polskiego.....Więc nie wiem czemu się tak uniosłaś. Natomiast mamusie modnie prowadzające roczne !!! dziecko do szkółek jezykowych to dla mnie idiotyzm, zważywszy na rodzime realia. Mamusia sama mówi po polskiemu a dziecko ekhem, ekhem english...kocham cie baby...no opad szczeny.

          Ale ja głupia jestem i prymitywna i do szkoły miałam 5 kilometrów z hakiem, pod górkę i za zakrętem dodatkowo....
          --
          Ευτυχώς που ξέχασα
          να μεγαλώσω... smile.
          • 21.08.06, 18:21
            ale i tak wole snobizm i opad szczeny na nauke jezykow, niz na kupowanie
            dziecku game-boya czy innego szajsuwink)) Pozdr.
    • 21.08.06, 12:40
      Temat bardzo aktualny, gdyż właśnie zamierzam zapisać córkę ( 2 lata i 3
      miesiące) na zajęcia HD. I zrobię to z pełną premedytacją, bo mała juz bardzo
      dobrze mówi i łapie takze pojedyncze angielskie słówka, których uczymy jej w
      domu. Nie będzie to jednak forma leczenia własnych kompleksów, jak sugeruje
      jedna z dziewczyn wypowidających sie wcześniej, tylko chęć oswojenia dziecka z
      obcym jezykiem.
      Natomiast od ubuegłego roku chodzimy na zajęcia Szkraby i Muzyka, które są
      świetną formą zabawy ( uczenie sie piosenek, tańce, granie na instrumentach-
      bębenki, cymbałki, dzwonki, zabawy plastyczne), mimo że córcia wykonuje
      wszytsko dosyć nieporadnie to swietnie się tam czuje i dopytuje kiedy znowu
      pójdziemy do szkoły. Oczywiscie jest to forma sympatycznego i kreatywnego
      spędzenia popołudnia, a nie nauka gry na instrumentach. Taki przedsionek
      przedszkola.
      • 21.08.06, 15:59
        raczej nie mam kompleksów pod tym względem - znam angielski bardzo dobrze, tak
        samo mąż, w ogóle jest to nasza wspólna pasja stąd chęć wprowadzenia w inną
        trochę kulturę, język naszego dziecka, jednego i drugiego (syn zaczynał sporo
        później i dużo mniej intensywnie i efekty nie są tak oszołamiające)
        Zajęcia HD na które chodziłam przez jakis czas z dziećmi były i dla dzieci i
        dla mnie wielką frajdą, wolałam je od bawienia się w sklep z córeczką choć i to
        z nią czasem robię. Po prostu miły sposób spędzania czasu z dziećmi i tyle.
        Mała nie chodziła jeszcze wtedy do przedszkola i bardzo zależało mi na
        oswojeniu jej z grupą dzieci i nauce samodzielności. Dla nas te zajęcia pod
        każdym względem były korzystne.
    • 21.08.06, 16:50
      do 3 roku zycia dzieci najlepiej ucza sie jezykow obcych,narazie tylko puszczam
      ang kolysanki,ale u nas w domu mowic sie bedzie po polsku,natomiast bajki w
      tv,ksiazeczki i piosenki beda Igorkowi podsowane tylko po angielsku,potem
      zlobek i przdszkole tylko w ang jezyku,troche zmusza nas do tego sytuacja bo
      mieszkamy w anglii,ale wiem ze dla Igo0rka bedzie to dobry kapital gdy wrocimy
      do polski.
      zapomnialam dodac,mam nadzieje ze Igor bedzie chcial uczyc sie angielskiego-nic
      na sile smile
    • 22.08.06, 22:40
      tak tak wszystko ma sens i angielski od kołyski i joga dla psasmile ja zaczęłam się
      uczyć angielskiego mając 15 lat z kursu korespondencyjnego od podstaw. po 3
      latach zdałam FC i dostałam się na filologię angielską, dziś na brak pracy nie
      narzekam. widocznie nie ma to tak wielkiego znaczenia kiedy zaczniemy, jeśli
      chcemy się nauczyć to zawsze damy radę. drodzy rodzice, choć sama uczę
      angielskiego i być może odbieram sobie chleb od ust błagam nie zabierajcie
      dzieciom dzieciństwa nim jeszacze zdążą go doświadczyć!
      • 22.08.06, 23:29
        'po 3 latach zdałam FC i dostałam się na filologię angielską, dziś....'
        na egzaminie FC nikt nie sprawdza wymowy, wiedzy na temat teorii nauczania itp.
        testy jezykowe nie są wykładnią czy nadajesz sie na nauczyciela i czy masz do
        tego przygotowanie.
        bede dociekiliwa - dostałaś się? gdzie dokładnie? dostałaś sugeruje, że nie
        skończyłaś jeszcze? nie zaczełaś? zaczynasz od października? a jaki kierunek
        jeśli można wiedzieć? bo to może być np literatura angielska lub amerykańska, a
        nie metodyka. I na takim kierunku nie ma się zajęc ani z metodyki, ani z
        psychopedagogiki, ani z teorii metodyki, ani psychopedagogiki, okrojone są też
        gramatyka opisowa czy fonetyka.
        Fakt angielskiego można uczyć przecież żaden rodzic nie spyta co Pani wie o
        teoriach nauczania? co to jest i+1 i która metoda jest Pani zdaniem
        najskuteczniejsza? Panie wie kto to Krashen, albo GTM?
        'jeśli chcemy się nauczyć to zawsze damy radę' - nie zrozumiałaś, nie chcemy
        się nauczyć....chcemy przyswoić, zakładam znasz rożnice pomiędzy tymi procesami?
        ale fakt nauczyś sie mozna nawet ok 60.
        'widocznie nie ma to tak wielkiego znaczenia kiedy zaczniemy' - a to na
        podstawie której z teorii???

        Ja niestety też miałam w LO nauczycielke która szczyciła się mgr z j.ang ale
        pojęcia nie miała o dobrej wymowie. Dla niej spead a, czy długie a czy shua to
        było to samo!
        • 23.08.06, 07:45
          i bardzo dobrze, że nikt nie sprawdza wiedzy na temat teorii nauczania na
          egzaminie FC-chyba nie to jest jego celem- jeśli zarzucasz mi brak wiedzy to
          sama powinnaś się nią wykazać. jeśli już jesteś taka dociekliwa to muszę się
          chyba wytłumaczyć. mam skończone studia dwustopniowe- Nauczycielskie Kolegium
          Języków Obcych(specj.-metodyka) oraz UMCS specj. literatura angielska. mam
          siedmioletnie doświadczenie w nauczaniu języka obcego( głównie LO, ale również
          trzylatki)wiem co to GTM i kto to Krashen, znam różnicę między wspomnianymi
          procesami. wiem jak przyswajają dzieci a jak dorośli ale chyba mogę mieć własne
          zdanie na temat angielskiego dla maluchów. moja dwulatka ogląda Teletubbies i
          słucha piosenek w języku angielskim ale pozwalam na to bo jej się spodobały i
          nie zamierzam uczestniczyć w jakimś chorym wyścigu szczurów od kołyski. język
          przyswoi później. może w wieku 5 lat nie będzie na to za stara i nie będzie
          miała kompleksu że mamusia nie zaczęła wcześniej. jeśli ma się pewne
          predyspozycje do języków obcych to nie rzutuje to tak bardzo na wymowę. znam
          osoby które późno zaczęły naukę języka i mają perfekcyjną wymowę. mamuśki ja
          chciałam powiedzieć abyście się tak nie spinały, że wasze dziecko też coś musi
          bo inni już zadbali o przyszłość własnego dziecka fundując mu angielski w
          12miesiącu życia. przecież to jakaś paranoja!!!
          • 23.08.06, 08:59
            'jeśli zarzucasz mi brak wiedzy to sama powinnaś się nią wykazać'

            dzieki, wykazałam się juz kilkakrotnie na tym forum, nie wiem bo jestes tu od
            wczoraj
            ale chyba same pytania powinny być w pewnym stopniu potwierdzeniem wiedzy, bo
            przecież nie pytałam o budowe pantofelka?

            'wiem co to GTM i kto to Krashen, znam różnicę między wspomnianymi
            procesami. wiem jak przyswajają dzieci a jak dorośli '
            - wiem , to tak łatwo powiedzieć, a wystarczyło rozwinnąc skrót
            -wiesz, ale zle uzywasz? jak mamy które nie wiedzą co to znaczy...

            'moja dwulatka ogląda Teletubbies i
            > słucha piosenek w języku angielskim ale pozwalam na to bo jej się spodobały i
            > nie zamierzam uczestniczyć w jakimś chorym wyścigu szczurów '

            -najpierw absolutnie nie, a potem moja dwu latak...jednak słucha. Dziewczyny
            nie mają raczej na mysli posyłania rocziaka do szkoły w ławeczki i odpytywania
            ze słówek, tylko formy oswajania, co Ty z jednej strony odradzasz, a z drugiej
            własnej corce fundujesz
            'jeśli ma się pewne predyspozycje do języków obcych to nie rzutuje to tak
            bardzo na wymowę'
            a to polecam gramatyke opisową i fonetyke, budowa organu mowy...ciewkawe co
            piszesz, nigdzie tego nie ma, to opinia wśród laików raczej

            ' mam siedmioletnie doświadczenie w nauczaniu języka obcego( głównie LO, ale
            również trzylatki),
            a to mnie zawsze rozwala...tyle lat?? czasem własnych utrwalonych błędów...no
            ale tyle lat...
            ...tłumaczenie starego nauczyciela, który od np 20 lat nie miał styczności z
            nowymi metodami, niedokształcał się nigdy bo raz się nauczył i jest nieomylny
            tez jest takie samo...
            zresztą szkoda gadać...według Ciebie jak dziecko ma predyspozycje to się zawsze
            nadaje, jak nie ma to co? szkoda czasu?
            zgadzam się z noddy i igge (posty niżej)

      • 23.08.06, 00:03
        Chciałabym usłyszeć jak wymawiasz dzwięki th
        jeśli zaczęłaś się uczyć w wieku 15 lat smile
      • 23.08.06, 00:23

        > narzekam. widocznie nie ma to tak wielkiego znaczenia kiedy zaczniemy, jeśli
        > chcemy się nauczyć to zawsze damy radę. drodzy rodzice, choć sama uczę
        > angielskiego i być może odbieram sobie chleb od ust błagam nie zabierajcie
        > dzieciom dzieciństwa nim jeszacze zdążą go doświadczyć!

        Ma znaczenie kiedy zaczniemy i jeśli miałaś choć trochę
        metodyki na studiach to powinnaś widzieć coś o L2 acquisition
        i o 'uczeniu' dzieci.
        Jesli dziecko pierwszy kontakt z językiem będzie miało dopiero w szkole
        to (piszę tu o j. angielskim) ma małe szanse na perfekcyjną wymowę
        (jeśli mi nie wierzysz poszperaj w podręcznikach o fonetyce).

        Rodzicom posyłającym małe dzieci na zajęcia z angielskiego
        radzę sprawdzać jakość tych zajęć. W przedszkolach często
        uczą studenci po kilku latach nauki. Ważne jest aby dziecko miało
        kontakt z prawdziwym angielskim (kasety, płyty itp.).
        • 23.08.06, 08:29
          noddy napisała:

          > Jesli dziecko pierwszy kontakt z językiem będzie miało dopiero w szkole
          > to (piszę tu o j. angielskim) ma małe szanse na perfekcyjną wymowę

          ale po pół godz/tygodniowo w wieku 12 mies opanują ją perfekcyjniewinkwinkwink

          > Ważne jest aby dziecko miało
          > kontakt z prawdziwym angielskim (kasety, płyty itp.).

          Po warunkiem, że ma odpowiednie predyspozycje językowe. Chyba nie sugerujesz, że
          dzieciak mało zdolny słuchając kaset w wieku kilkunastu miesięcy (no nawet
          codziennie, ile da rady pół - jedną godz?), przebywając w polskim środowisku
          będzie miał na stare lata perfekcyjną wymowę niczym rodowity Anglik.
          • 23.08.06, 10:42
            właśnie! zgadzam się, ale chyba nie powinnyśmy zabierać głosu na nie bo
            zostaniemy zlinczowane
        • 23.08.06, 15:00
          > Jesli dziecko pierwszy kontakt z językiem będzie miało dopiero w szkole
          > to (piszę tu o j. angielskim) ma małe szanse na perfekcyjną wymowę
          > (jeśli mi nie wierzysz poszperaj w podręcznikach o fonetyce).

          Czy możesz mi wyjaśnić, na jakiego diabła człowiekowi dobrze władającemu
          językiem obcym "perfekcyjna" wymowa? Nie spotkałam jeszcze cudzoziemca, któremu
          w życiu zawodowym lub prywatnym przeszkadzałby brak >>perfekcyjnej<< wymowy
          polskich głosek. Myślisz, że ma to znaczenie dla Polaków mówiących w innych
          językach?
      • 23.08.06, 01:59
        kiepsko na tej filologii z metodyką nauczania skoro nazywasz uczenie małych
        dzieci zabieraniem dzieciom dzieciństwa wink)))
        mój mąż też zaczął się uczyć angielskiego w państwowym liceum i po 4 latach bez
        żadnych dodatkowych lekcji prywatnych zdał z łatwością na anglistykę (świetne i
        przyjemne studia no i ...dzięki nim poznałam go, tak ślicznie się we mnie
        wpatrywał na fonologii...) Właśnie dlatego, że wiem ile pracy kosztuje świetne
        nauczenie się języka zaczynałabym wcześnie, potem moje dziecko będzie miało
        więcej czasu na inne zajęcia. Poza tym zaryzykowałabym stwierdzenie, że moje
        dzieci będą znały angielski na dużo lepszym poziomie niż ten po anglistyce.
    • 23.08.06, 09:06
      Dopóki zajęcia są w formie zabawy i dziecku się podoba nie ma w tym nic złego.
      Jedni chodzą z niemowlakami na basen (a teorię, że basen w niemolęctwie ułatwia
      późniejszą naukę pływania odesłano już do lamusa), inni na angielski.

      Nieprawdą jest, że dziecko powinno uczyć sie obcego języka dopiero gdy mówi we
      własnym, przykład dzieci dwujęzycznych to podważa. Owszem dzieci dwujęzyczne
      przechodzą przez etap mieszania obu języków, ale on mija. Mało tego okazuje
      się, że dość szybko dzieci dwujęzyczne lepiej sobie radzą z jednym i drugim
      językiem w stosunku do jednojęzycznych rówieśników.

      --

      DLACZEGO
    • 23.08.06, 12:03
      Uważam, że język obcy dla dziecka jak najbardziej tak ale dopiero po załapaniu
      swojego (pomijam tu sytuację rodzin dwujęzycznych - w takim przypadku oba
      języki są "swoje"). Znam kilka języków i jestem przekonana, że gdybym zaczęła
      je przyswajać jako dwu-trzylatka, miałabym lepszą wymowę bo głównie o to chodzi
      we wczesnej nauce.
      Za to na dodatkowe zajęcia agielskiego syna nie zapisałam. Przede wszystkim
      dlatego, że chcieli żebym w nich czynnie uczestniczyła (ręce do góry, w dół,
      obracamy się i robimy samoloty) a miały być chwilą wytchnienia dla matki w
      drugiej ciąży smile) Poza tym uznałam, że taka nauka z doskoku niewiele da a
      ćwiczyć w domu nie bardzo chciałam.
      Teraz syn uczy się angielskiego w przedszkolu - ma zajęcia, języka używa się
      tam również w praktyce w ciągu dnia i taka nauka jest bardzo OK - dzieci w
      naturalny sposób utrwalają to czego się nauczyły.
      • 23.08.06, 12:27
        nie ma bladego pojecia. Niestety w Polsce osoby po filologii angielkiej uwazaja
        sie za jak najbardziej przygotowane do nauki jezyka, co iecej czesto "ucza"
        dzieci- bo sa tansze niz doswiadczony metodyk i niestety bledow zasianych na
        wczesnym etapie nauki czasami nigdy nie da sie wykorzenic. Ja akurat angielski
        tylko od strony uczacego sie, ale moja siostra jest po lingwistyce stosowanej
        na UW, wiec wie pewnie troche wiecej, ale z pewnoscia mniej od "mamma mia" wink
        Wlos na glowie jezatez ogloszenia o korepetycjach z angielkiego udzielanych
        przez studentow "legitymujacych sie" FCE- zgrozaaa
        • 23.08.06, 13:34
          Hm...
          Skończyłam filologię angielską ale najpierw Kolegium Języków Obcych UG. Uczę w
          liceum.
          Moje dzieci chodziły do szkoły Helen Doron, którą polecam choć niekoniecznie
          dla dzieci rocznych. Uczenie dzieci poprzez zabawę to sztuka i nie każdy się do
          tego nadaje.
          Mało osób w Polsce dobrze mówi po angielsku i warto posyłać dzieci tam gdzie
          ucza sie w formie zabawy.
        • 23.08.06, 14:35
          kraxa napisała:

          > nie ma bladego pojecia.

          o czym?

          >Niestety w Polsce osoby po filologii angielkiej uwazaja
          > sie za jak najbardziej przygotowane do nauki jezyka, co iecej czesto "ucza"
          > dzieci- bo sa tansze niz doswiadczony metodyk

          Sugerujesz, że osoby po filologii angielskiej nie powinny uczyć w szkole? Dla
          "dobra" ludzkości powinnaś więc do kuratorium z taką tezą wystapić wink

          A jakie kwalifikacje ma mieć "doświadczony metodyk"?


          > Ja akurat angielski
          > tylko od strony uczacego sie,

          uff, odetchnęłam, myslałam, ze to ów "doswiadczony metodyk" się wypowiada

          >ale moja siostra jest po lingwistyce stosowanej
          > na UW, wiec wie pewnie troche wiecej,

          od Ciebie? (wydaje się to oczywiste)

          • 23.08.06, 14:41
            No, właśnie też się zastanawiałam kto, jeśli nie filolog, powinien uczyć
            języka?
            • 23.08.06, 21:01
              Tto chyba sczyt snobizmu i sadyzmu nad wlasnym dzieckiem
    • 23.08.06, 13:59
      czesto mowie do synka po angielsku ale to dlatego iz chce by od najmlodszych
      lat oswajal sie z jezykiem, rozumial poszczegolny zwroty.
      Czesto na minimini puszczam mu "Sezame Englisch" - oglada z duzym
      zainteresowaniem.
      Mysle, ze lekcje angielskiego czy jakiekolwiek inne zajecia sa nieodpowiednie
      dla tak malych dzieci, roczniak to przeciez ledwo mowi..a juz na pewno nie
      potrafi skupic uwagi na dluzej niz 5 minut.

      Dla mnie to glupota - taka lekcja same w sobie
      Choc pomysl z uczeniem jezyka od najmlodszych lat wcale nie jest glupi - ale
      chodzi mi tu bardziej a nauke polaczana z zabawa.
      • 23.08.06, 15:00
        o 3 dziewczynkach (podstawówka)
        Dwie od maleńkości "uczyły" się języka: bajki, piosenki, kasety, potem
        komputer, zajęcia indywidualne. Tej mało zdolnej po roku nauki w szkole zupełnie
        wyleciały z głowy ( a raczej języka) niuanse angielskiej wymowy i nauczone
        wcześniej wierszyki, piosenki. Kaleczy strasznie i za nic nie wyłapuje z kaset/
        płyt poszczególnych słów, dźwieków czy znaczenia znaczenia wypowiedzi. Ta
        zdolna całkiem dobrze sobie radzi, przewyższa rówieśników, wiele rozumie, ładnie
        mówi. Trzecia dziewczynka - bardzo zdolna - zaczęła uczyć sie w wieku 9 lat. Po
        roku nauki i osłuchiwania się była na zdecydowanie wyższym poziomie od tej mało
        zdolnej, ale uczącej się od maleńkości i ale jednak na niższym od tej zdolnej
        uczącej sie od małego. Sądzę, że dalsze losy (poprawność wymowy, rozumienie) 2
        zdolnych zależą od ich pracy; trudno wyrokować, która osiągnie wyższy poziom,
        choć z pewnościa ta która zaczęła uczyc sie później musi poczatkowo włozyć
        wiecej pracy (przyjemności?). Tej mało zdolnej wczesne rozpoczęcie nauki
        angielkiego pozwoliło jedynie czuć sie na luzie przez pierwsze miesiące
        obowiązkowej nauki w szkole, potem została już w tyle.

        Miałam stycznośc z dwójka dzieci z mieszanych rodzin, gdzie kultywowało sie na
        obczyźnie polskie tradycje jezykowe. Mimo to od razu było słychać, że nie
        mieszkają w Polsce, przy czym u jednego mowa polska do płynnych nie należała.

        Przy okazji zapytam judytak: jak oceniaja brzmienie (nie komunikatywność)
        węgierskiego Twoich dzieci dziadkowie czy znajomi zamieszkali na stałe na Węgrzech?
        • 23.08.06, 15:57
          Moja siostra mieszka od wielu lat w Anglii. Jej mąż jest obcokrajowcem mówiącym
          po angielsku. Jej dzieci są w Polsce raz lub dwa razy w roku. Czasem pojedzie
          do nich babcia na dwa tygodnie.
          Siostra mówi do dzieci TYLKO po polsku. Uczy ich polskiej pisowni. Dzieci z
          tatą mówią po angielsku i chodzą do szkoły w Anglii.
          Ale mimo ogromnej wręcz determinacji mojej siostry w nauczeniu dzieci
          polskiego, słychać w ich polskim obcy akcent.
          To nic, ważne że chcą mówic po polsku. Jak są w Polsce, nie chcą tu mówić po
          angielsku.
          • 23.08.06, 18:44
            zuzanna56 napisała:

            > Ale mimo ogromnej wręcz determinacji mojej siostry w nauczeniu dzieci
            > polskiego, słychać w ich polskim obcy akcent.

            Potwierdza to moje obserwacje: ludzi, którym dane są takie zdolności, że są w
            stanie perfekcyjnie, bez jakichkolwiek naleciałosci posługiwać się kilkoma
            językami jest tak naprawdę niewiele. Ale jeżeli, ktoś się łudzi, że wystarczy
            każdemu maluchowi puszczać po godzinie dziennie kasetę i już mamy prawie native
            speakera, to jego sprawa. Aczkolwiek na pewno w jakiś sposób wczesny, CIĄGŁY
            kontak z językiem obcym procentuje.
    • 23.08.06, 16:35
      Czytając niektóre wątki, nie sposób zauważyć, że niektóre mamy mają problemy z
      językiem polskim.Z uwagi na to, że dzieci uczą się języka ojczystego w domu, a
      tam nie zawsze mówi się poprawnie, apeluję o utworzenie szkoły języka polskiego
      dla niemowląt i dzieci starszych, na zasadach HD.
      Odnośnie HD,odnoszę wrażenie, że rodzice dzieci,które uczą się
      angielskiego,poświęcają temu językowi więcej czasu niż polskiemu..Bo jak czas na
      baję,książeczkę,płytę,zabawę,zabawkę to po angielsku..
      To taka moja niewinna dygresja.Nie chciałam nikogo urazić.
      • 23.08.06, 16:38
        jopiec napisała:

        > Czytając niektóre wątki, nie sposób zauważyć, że niektóre mamy mają problemy

        Heheheh,ale obciach-oczywiście miało być -"nie sposób nie zauważyć"!!!
      • 23.08.06, 17:30
        tyż racja....


        ale tu historyjka sprzed lat . miejsce SP, moja Pai od Polskiego z krzykiem na
        mnie -,wez sie za polski z angielskiego zyc nie bedziesz!,
        było to świeżo po wynikach testu , a że chodziłam do grupy z jej synem, który
        ledwo co zdał...
        no coż z angielskiego...niestety(dla tej Pani) żyje ...

        a co do polskiego...święte słowa, czasem tyle byków fasole, że aż wstyd!
    • 23.08.06, 22:08
      z punktu widzenia logopedii angielski dla roczniakow moze im namieszac. a to ze
      wzgledu na roznice w wymowie glosek (inaczej uklada sie aparat mowy przy
      angielskim, a zupelnie inaczej przy polskim). poza tym moze opozniac rozwoj
      mowy w ogole. jesli dziecko ma problemy logopedycze - zdecydowanie
      odradzalabym. ale jak to sprawdzic u roczniakow?
      • 26.08.06, 18:58
        Oczywiscie , ze ma sens. Moja mala obecnie ma 3,5 roku. TV ogladamy prawie
        wylacznie po niemiecku . Efekt taki , ze mala obecnie mowipelnymi zdaniami i
        niemieckim akcentem lepiej odemnie.(mieszkamy w PL)
    • 26.08.06, 20:05
      IMHO, a jestem anglistą, ma sens w kontekście uspołeczniania co najwyżej, chyba
      ze znajdziesz SUPER lektora, a tych w metodzie HD, o której zapewne mowa, jest
      niewielu....
      Z reguły jest to stadko niemowlaczków wrzeszczących jedno przez drugie,
      miotająca się między nimi pani, która usiłuje coś zapodać z magnetofonu...

      Można próbować coś samemu ćwierkać do dziecka, skołowac pioseneczki po ang.,
      jest troszkę w ofercie płyt do słuchania czy bajek albo nawet multimediów i to
      będzie o wiele lepsze osłuchanie w domowym zaciszu z językiem. Moja własna Duża
      odczekała do wieku 2-2.5 i zaczęła chodzić na Storytelling do British Council
      (raz w m-cu) a w domu zaglądać na stronki bbc.co.uk/cbeebies plus czasem ją
      czegoś poduczyłam. Teraz się raczej nie zgubi. Przedstawi się po ang, poda wiek,
      kraj, adres i poinformuje co by zjadła i wypiła (odpowiadając na konkretne
      pytania). Ma 4.5 roku.
      --
      Chuderlawa Dziewczynka Tatiana
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.