Dodaj do ulubionych

Odmowa pomocy lekarskiej dziecku przey lekarke

31.12.07, 16:57
Witam
Wlasnie wrocilam ze szpitala w ktorym pediatra odmowila zbadania mojego
dziecka. Moj synek od 3 dni goraczkuje , nie ma ani kaszlu ani kataru,
udalismy sie do przychodni jednak ta byla zamknieta, po czym udalismy sie do
szpitala, jednak izba przyjec byla zamknieta i poszlismy na oddzial . Wesylam
do gabinetu pani doktor i powiedzialam o co chodzi a ona mi na to ze nas nie
przyjmie i zebysmy poczekali 2 godziny az otworza izbe przyjec . Cyz to nie
jest karygodne zeby dziecku odmowic zbadania. Co bzscie z tym zrobily.
Edytor zaawansowany
  • arioso1 31.12.07, 17:22
    ja bym nie jechala tylko wezwala do domu pogotowie-zawsze ci odmówią
    przyjazdu ale jak powiesz ze goraczki nie mozesz zbic to przyjadą.
    po drugie jeżeli już kiedys musialam jechać to zawsze jechalam na
    pogotowie w kazdej dzielnicy jest czynne od 18 do 7 rano a w świeta
    calodobowo,dwa to na twoim miejscu bedac w szpitalu już
    narobilabym rabanu bo lekarz zaniedbuje obowiązki-niestety ale tak
    jest a skąd ona moze wiedzieć czy twoje dziecko nie kona ci na
    rekach? ze dwie godziny to bardzo dlugo jest? dlatego narobilabym
    takiej awantury ze hej- niestety lekarze i pielegniarki potrafia
    tylko strajkowac i wyludzać pieniadze od państwa a leczyc nie kazdy
    umie
    --
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=47309&w=61721065
    nowy tata , nowy mąż
  • arioso1 31.12.07, 17:24
    ja przepisalam sie do scanmedu i nie mam problemów ani z wizyta w
    domu ani z przyjeciem do lekarza o każdej poże dnia i nocy- bez
    łaski
    --
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=47309&w=61721065
    nowy tata , nowy mąż
  • aniaopilka 06.01.08, 20:56
    kiedy moja mala miala niespelna 5 miesiecy, wysoko goraczkowala - 40 st! miala
    przy tym wielka chrype i kaszlala. Zadzwonilam na pogotowie, bo trwalo to juz 4
    dzien. Kazali mi dzwonic pod inny numer!!!! Bo to "inna gmina". To byl Halinow,
    a ja zadzwonilam na 999!!!!!!! Wiec dzwonie pod ten inny numer... i co?
    powiedziano mi, ze sama mam przyjechac z dzieckiem, bo w karetkach nie jezdza
    pediatrzy!!! Jechac z dzieckiem z 40 st. goraczka!!!!! wezwalam lekarza, ktory
    przyjechal prywatnie. ale musialam na niego czekac kilka godzin, zanim nie
    skonczyl pracy w przychodni ( do ktorej nie chciano mnie przyjac, bo nie jestem
    z Halinowa).
  • joakal 31.12.07, 17:31
    nie mogłaś pojechać na ostry dyżur???
    skoro przez trzy dni nie przejmowałaś się gorączką dziecka to te dwie godziny by cię nie zbawiły
    lekarz na oddziale ma do obsługi pacjentów z własnego podwórka, dlaczego miałby rzucać swoją pracę (jest to dodatkowo niezgodne z prawem - lekarz nie może zostawić pacjentów bez opieki)
    zastanów się jakbyś się czuła leżąc w szpitalu, gdybyś się źle poczuła i dowiedziała się że lekarz zszedł z odcinka i gdzieś sobie poszedł
    po to są ostre dyżury żeby można było na nie pojechać w razie potrzeby (wystarczy zadzwonić i spytać się który szpital ma właśnie dyżur)
  • xx2004 31.12.07, 17:38
    Wasnie bylam na ostrym dyzurze., ktory jest czynny dopiero o 18 i dlatego tez
    udalam sie na oddzial A lekarka ktora mi odmowila siedziala w pokoiku i
    wypelniala jakies papierki, wiec nie byla zbytnio
    zajeta swoimi podworkowymi pacjetami jesli o to chodzi a wydaje mi sie ze pomocy
    nikomu sie nie odmawiac tzm bardziej 20 miesiecznemu dziecku.
  • joakal 31.12.07, 18:35
    nadal nie wiwdzę powodu dla jakiego lekarz miał porzucić swoje obowiązki, sama piszesz że pojechałaś na ostry dużur którego nie było, trzeba było najpierw zadzwonić i się spytać zamiast wozić gorączkujące dziecko nie wiadomo po co
    skoro twierdzisz że pomocy się nie odmawia to może przyjedź do mnie i posprzątaj mi mieszkanie, bo ja muszę się zajmować swoim dzieckiem i nie mam na to czasu...
  • bj32 31.12.07, 19:13
    Ja Ci przątam... Tylko prasować mi nie każ, bo mi się nie chce.
    Pomożesz mi w prasowaniu w rewanżu?
    wink
    --
    Pierwsza pomoc od moderatora:
    "Kochać Cię to za mało. Pragnąć Cię to za mało. Tęsknić za Tobą, to
    jak biegać boso po porannej rosie."
  • bj32 02.01.08, 06:28
    Posprzątam* miało byćsmile Dopiero teraz zobaczyłamsmile Vista to fajny
    program, ale sztuczki nieraz robibig_grinDD
    --
    Pierwsza pomoc od moderatora:
    "Kochać Cię to za mało. Pragnąć Cię to za mało. Tęsknić za Tobą, to
    jak biegać boso po porannej rosie."
  • bj32 31.12.07, 17:38
    Siedzisz z gorączkującym dzieckiem 3 dni, a wnerwia Cię poczekanie 2
    godziny?
    Jeśli dziecku nic w sumie nie dolega, tylko ma stan podgorączkowy
    [zakładam, że to nie było 40 z kreskami, czy nawet 39...], latasz z
    nim po rozmaitrych przychodniach w poszukiwaniu kogoś, kto się
    zdecyduje dziecko zbadać, a teraz masz problem, bo wstrętna pani
    doktor każe Ci poczekać aż otworzą izbę przyjęć, to chyba coś nie
    teges.
    Rozumiem, że jesteś zdenerwowana, ale z boku patrząc, to trochę bez
    sensu...
    --
    Pierwsza pomoc od moderatora:
    "Kochać Cię to za mało. Pragnąć Cię to za mało. Tęsknić za Tobą, to
    jak biegać boso po porannej rosie."
  • xx2004 31.12.07, 17:43
    Z tego co wiadomo wlasnie jak temperatura nie mija 3 dni to nalezy udac sie do
    lekarza!!!I wlasnien wzobraz sobie mialo prawie 39!!!!!!!!!!!!!!!Nie chodzi o to
    ze musze poczekac tzlko chodzi o sam fakt odmowy, przeciez ona nie wie w jakim
    stanie jest moje dziecko !!!!
  • bj32 31.12.07, 18:24
    Och, rozumiem, nie ma potrzeby wrzeszczeć. Też mam dziecko i jeśli
    mnie coś u niego niepokoi, to gnam do lekarza niemal natychmiast.
    Jeśli gorączka jest powyżej 38 to idę do lekarza. Jeśli wygląda na
    infekcje, którą Ania sama zwalczy, to nie idę, tylko daje jej coś na
    zbicie temperatury i cześć. Nigdy nie słyszałam zasady, ze trzeba
    czekać trzy dni.
    Lekarka faktycznie nie wie, w jakim stanie jest Twoje dziecko, ale
    logika podpowiada, że skoro czekałaś a potem nie wezwałaś pogotowia,
    to nie jest obłożnie chore i w ciagu dwóch godzin raczej nie grożą
    mu drgawki i katatonia...
    --
    Pierwsza pomoc od moderatora:
    "Kochać Cię to za mało. Pragnąć Cię to za mało. Tęsknić za Tobą, to
    jak biegać boso po porannej rosie."
  • tuberosa77 06.01.08, 12:20
    Dzięki Bogu ze nie jesteś lekarzem Pani wszystko wiedząca...
  • zuzia_ny 06.01.08, 16:14
    tuberosa77, czy to odpowiedz na moj post?
  • zuzia_ny 07.01.08, 05:18
    ok, mieszam troche. wypowiedz tuberosy przez chwile pojawiala sie
    pod moja .stad reakcja.
  • bj32 08.01.08, 07:09
    No, dzięki. Bo jeszcze by sie okazało, ze mam racje... A tak to
    tylko mam dziwnym trafem dziecko zdrowe jak koń smile))
    --
    Pierwsza pomoc od moderatora:
    "Kochać Cię to za mało. Pragnąć Cię to za mało. Tęsknić za Tobą, to
    jak biegać boso po porannej rosie."
  • zuzia_ny 08.01.08, 06:40
    no i po co sie odzywacie takim tonem? toz autorka watku nie jest dla
    was gowniarzem.
  • bj32 08.01.08, 07:12
    Nie jest. Jest matką, tak jak my, toteż sie nieco zdumiewamy po
    prostu... Jakim tonem?
    --
    Pierwsza pomoc od moderatora:
    "Kochać Cię to za mało. Pragnąć Cię to za mało. Tęsknić za Tobą, to
    jak biegać boso po porannej rosie."
  • zuzia_ny 08.01.08, 15:26
    zjechalyscie autorke watku mentorskim tonem. kobieta mogla sie
    podlamac, ze jest fatalna matka a prawdopodobnie nie jest.
  • malgosiek2 31.12.07, 18:08
    A w jakim wieku jest Twój synek?
    Całkiem możliwe,że to zwykła trzydniówka jesli nie ma innych objawów.
    Ale ja robie tak,że jeśli po dobie ew.dwóch temp.nie obniża się mimo
    podawania środków p/gorączkowych udaje się do lekarza.
    No cóż myślę,że warto było zaczekać.
    Od 18 był dyżur,a Ty przyszłaś wcześniej przed rozpoczęciem pracy IP
    z tego wynika.
    U mnie w przychodni ludzie już czekają od 7:30 rano albo i
    wcześniej,a przyjmujemy od 8:00 i czekają.
    A papiery wbrew pozorom są bardzo ważne i istotne,bo jeśli się
    czegoś nie wypełni NFZ się przyczepia.
    Pzdr.Gośka
    --
    Maksio ma
  • protozoa 01.01.08, 10:48
    Co bym z tym zrobiła? Ano 3 razy zastanowiła sie nad napisaniem
    takiego postu jak Twój i.... przeprosiła lekarkę.
    1. Nigdzie nie jest powiedziane, że w sytuacji, gdy nie jest
    narazone życie pacjenta ma on miec udzielona porade NATYCHMIAST.
    Niestety, czasem trzeba poczekac i to nie 2 godziny a 5 lub więcej.
    A gdy nie chce się czekac mozna udać się do lekarza prywatnie.
    Przyjmie natychmiast i zainkasuje właściwe honorarium.
    2. W czasie gdy Izba Przyjęc nie pracuje nikt nie ma obowiązku
    schodzic i konsultować pacjentów. Tak jak sklep pracuje w
    okreslonych godzinach, bank, urząd itd.
    3. Oddział szpitalny nie jest miejscem do konsultacji pacjentów "z
    ulicy". Lekarka miała tam do wykonania swoja pracę ( nawet jesli
    była to tzw. papierkowa robota. Wbrew pozorom tez wazna, bo mogły
    byc to zlecenia dotyczace postępowania w leżącymi na oddziale
    chorymi. Równie pilne a nawet pilniejsze.
    4. Lekarka mogła w tym czasie odpoczywac przed zejściem do Izby
    Przyjęć. I jest to jej czas na wypoczynek. Czy chciałabyś, aby Twoje
    dziecko konsultował skrajnie zmęczony lekarz? Czy zdajesz sobie
    sprawę, ze zmęczenie może generowac tragiczne w skutkach pomyłki, a
    co za tym idzie narażenie życia kolejnego pacjenta ( a może to byc
    własnie Twój synek).
    5. Gorączka utrzymująca się od trzech dni nie jest stanem nagłym,
    ale wymaga obejrzenia przez lekarza. I dziwię się dlaczego nie
    zrobiłas tego gdy czynne były przychodnie.
    Tak więc zamiast wieszac psy na lekarce zastanów się nad sobą.
  • grzalka 01.01.08, 14:09
    chciałam się wypowiedzieć, ale widzę, ze nie muszę, bo koleżanki już
    wszystko to, co myślę, napisały

    w każdym razie kompletnie nie masz racji i nie masz podstaw do
    żadnych pretensji

    pozdrawiam noworocznie
    --
    Prawo Katza - ludzie i narody będą działać racjonalnie wtedy i tylko
    wtedy, gdy wyczerpią już wszystkie inne możliwości
  • phantomka 01.01.08, 22:31
    Ja tylko dodam, ze to wypelnianie glupich papierkow, to niestety
    smutny obowiazek lekarzy, taki sam jak zajmowanie sie pacjentami, bo
    niestety z tego sa rozliczani.
    A w ogole, jezeli ostry dyzur czynny jest od 18, to oznacza, ze w
    Twoim miescie dziala jakas przychodnia calodobowa albo przynajmniej
    przyjmujaca od czasu zamkniecia przychodni, do czasu otwarcia
    ostrego dyzuru. Tak przynajmniej dzieje sie w kilku znanych mi
    miejscowosciach.
    --
    Maryjka
  • mama_kotula 02.01.08, 08:48
    phantomka napisała:

    > Ja tylko dodam, ze to wypelnianie glupich papierkow, to niestety
    > smutny obowiazek lekarzy, taki sam jak zajmowanie sie pacjentami, bo niestety z tego sa rozliczani.

    Dodam jeszcze, że "wypełnianie głupich papierków" w ostatnich dniach polegało głównie na sporządzaniu symulacji grafików pracy personelu oddziałowego po wejściu nowych przepisów unijnych.
    Mnie zrobienie 4 takich symulacji w zależności od ilości pracowników zajęło 4 noce, robione na gwałt, aby nie wstrzymać pracy oddziału. A poprawki zajmą 4 następne.
    Ale to przecież tylko "głupie papierki"...

    Na temat podejścia autorki wątku nic nie napiszę bo primo, wszystko zostało już powiedziane, a secundo, mam PMS i obawiam się, że w takim nastroju mogłabym popluć zupełnie nieobiektywną żółcią wink

    --
    Zidiocenie Selektywne, mode: on.
  • tuberosa77 06.01.08, 12:24
    Moja mama też jest lekarzem, też ma papierkową robotę, ale jeszcze
    NIGDY nie odmówiła pomocy pacjentowi. Jeśli też jesteś lekarzem to
    chyba nie z powołania. Takich niestety coraz więcej.
  • mama_kotula 07.01.08, 11:23
    tuberosa77 napisała:

    > Moja mama też jest lekarzem, też ma papierkową robotę, ale jeszcze
    > NIGDY nie odmówiła pomocy pacjentowi.

    Patrz, a moja mama też jest lekarzem i odmawiała tejże pomocy. Jak np. pacjent
    dzwonił o północy i ŻĄDAŁ przyjazdu na wizytę lekarską, bo niunia gorączkuje.
    Albo jak miała już zaplanowany wieczór. Albo jak była w pracy i miała inne
    obowiązki związane z oddziałem, a nie izbą przyjęć.

    > Jeśli też jesteś lekarzem to
    > chyba nie z powołania.

    Lekarz to zawód, a nie powołanie. Będę to wbijać wszystkim do głów do śmierci
    własnej chyba... ;PPPP

    --
    Zidiocenie Selektywne, mode: on.
  • tuberosa77 08.01.08, 10:12
    Dla Ciebie zawód dla mnie powołanie. Oby takich jak ja i moja mama
    było więcej.
  • protozoa 08.01.08, 14:06
    Powołaniem zapłacisz czynsz? Za powołanie kupisz dzieciom buty?
    Nie, za pieniądze!!!
  • zuzia_ny 08.01.08, 14:53
    tak, jak ktos cie prosi bys nie wyrzucila chorego dziecka ( nie
    kazdego chorego pacjenta ale niespalna dwuletniego dziecka) ,
    nazarza cie na biede. a ci mali pacjenci tak czesto sie zjawiaja ,ze
    nalezy odganiac sie, wrecz.
  • mama_kotula 09.01.08, 10:11
    zuzia_ny napisała:

    > tak, jak ktos cie prosi bys nie wyrzucila chorego dziecka ( nie
    > kazdego chorego pacjenta ale niespalna dwuletniego dziecka)

    Zuziu, a teraz obiektywnie na to spójrz.
    Zakładamy, że pani doktor, w drodze wyjątku, przyjmie to niespełna dwuletnie dziecko, ponieważ "niespełna dwuletniego dziecka się nie wyrzuca". Po czym siedząca i czekająca na rozpoczęcie pracy izby przyjęć matka dziecka 4-letniego może słusznie się poczuć oburzona - dlaczego bowiem to dziecko niespełna dwuletnie bardziej zasługuje na pomoc, niż jej 4-letnia pociecha, która ma takie same objawy, a matka tak samo się martwi o jej zdrowie?
    A zatem przyjmujemy i czterolatka. Jak ma być sprawiedliwie, to niech będzie.
    A potem oburzy się matka 8-latki, bo dlaczego 4-latek ma mieć większe przywileje niż jej ukochana córka? A przecież zbadanie to tylko 10 minut...
    I tak dalej, aż dojdziemy do 80-letniej babci.

    Uwaga: nie mówię tu o sytuacjach zagrożenia życia (np. w przypadku biegunki u niemowlęcia, grożącej natychmiastowym odwodnieniem w tempie błyskawicznym - ta sama biegunka u czterolatka życiu nie zagraża)

    --
    Juuuż mi niosą suknię z weloooneeeeem... wink
  • zuzia_ny 10.01.08, 04:09
    tak, tak. tam prawdopodobnie sznurek matek z dziecmi juz czekal.
    wiec nalezalo odeslac ta matke.
  • mama_kotula 10.01.08, 08:51
    zuzia_ny napisała:

    > tak, tak. tam prawdopodobnie sznurek matek z dziecmi juz czekal.
    > wiec nalezalo odeslac ta matke.

    Zuziu, byłaś kiedyś na izbie przyjęć?

    --
    Na drodze do piekła. Coraz bliżej tego piekła... tongue_out
  • zuzia_ny 16.01.08, 04:33
    mamo_kotula, nie moge sie z toba spierac. ty dziecka nie
    przyjmiesz. juz to powiedzialas i uzasadnilas. inny lekarz sie
    wypowiedzial przychylniej i tez to uzasadnil. jest nas na swiecie
    piec miliardow (w sumie nie wiem ile nas jest), kazdy jest inny. i
    dziekowac bogu, ze nie wszyscy jestesmy tacy sami. ot co.
    weszlam w ta dyskusje glownie dlatego, ze po kilku reakcjach matka
    tego dziecka mogla sie poczuc zla matka. czesto zauwazam ,ze reakcje
    sa zbyc ocenieajce matke. zagladanie po odpowiedz to masochizm.
  • tuberosa77 08.01.08, 17:33
    Chyba nie zrozumiałaś mojej wypowiedzi. Nie mówię ze lekarze muszą
    pracować za darmo, oczywiście że powołaniem nie zapłacisz za czynsz.
    Ale wierz mi że lekarzom z powołaniem lepiej się powodzi niż tym
    bez, poprostu mają więcej pacjentów. Czy mam rozumieć ze gdyby
    matka wcisnęła lekarce 100 zł w kieszeń ta powinna przyjąć dziecko??
    Chyba taka jest logika Twojej wypowiedzi. Po co mieszasz do
    wszystkiego pieniądze, wycz€wam w tonie Twoich wypowiedzi złość i
    rozżalenie. Wiem, że sytuacja lekarzy w Polsce nie jest kolorowa. Ja
    myślę ze w każdym zawodzie powołanie jest potrzebne a szczególnie w
    zawodzie lekarza. Jeśli się ze mną niezgadzasz a jesteś lekarzem to
    mam nadzieję ze nigdy nie będę musiała być Twoją pacjentką. I nie
    obrażaj się na mnie. To tylko moje osobiste zdanie. Pozdrawiam.
  • protozoa 09.01.08, 13:20
    Tak, o niczym innym nie marzę, aby na Izbie Przyjęć skonsultowac (
    za te same pieniądze) więcej pacjentów. To spowoduje, ze będe
    niewatpliwie miała większy komfort zycia ( zwłaszcza, że nie dane mi
    będzie zrobic siusiu, ani napic się herbaty).
    Tak, znacznie lepiej powodzi sie lekarzowi, który daje sobie wejść
    na głowę ( bo chyba to jest dla Ciebie powolaniem) i pracuje
    kilkanaście godzin na dobę. Nie odmawia nikomu, jest natychmiast.
    Tak się złozyło, ze jestem z lekarskiej rodziny o wielopokoleniowej
    tradycji. Moja matka i babka są pediatrami. Matka jeszcze pracuje.
    Z dzieciństwa pamiętam dziesiątki Wigilii, kiedy wybiegały zza stołu
    zeby jechac do dziecka ze stanem podgorączkowym, z bólem brzucha.
    Powołanie? Nie! Głupota.
    Nocne telefony? Do lekarza jak najbardziej! Do hydraulika - juz nie.
    Bo obudzenie lekarskiego dziecka posrodku nocy jest czyms normalnym,
    a dziecko hydraulika , choc leje mi się woda, musi spac spokojnym
    snem. Tak????
    Dla jasności - jestem przeciwniczką łapówek. Potrafie byc bardzo
    ostra gdy usiłuja wcisnąc mi kopertę np. za przyjęcie do szpitala
    czy przed operacją.
    Natomiast uważam, że gdyby owa matka to samo 100 złotych zapłaciła w
    kasie spółdzielni czy w gabinecie prywatnym ( a nie wierzę, żeby nie
    miała do nich dostepu), miałaby prawo wymagac natychmiastowego
    zbadania dziecka.
    Niestety, tu i teraz, są ograniczenia , kolejki i czasem trzeba
    czekać.
    Nie zabiore do domu wypisów, dlatego, ze w czasie przeznaczonym na
    wypisy ktos chciał abym konsultowała go na Izbie.
    Nie opuszcze ( juz) wywiadowki, dlatego, ze rodzina łapie mnie za
    rękaw i chce , abym po pracy opowiadała im o krewnym. Juz nie te
    czasy. Kiedys, gdy byłam w wieku większości forumowiczek, dawałam
    się łapac za rękaw i ... cierpiały na tym moje dzieci.
    Kiedys spieszylam się na wywiadowkę. Przedtem chciałam cos zjeść.
    Byłam po pracy a tu przychdzi jejmość, która chciałaby się
    dowiedzieć co z jej mężem. Mówie o wywiadowce, a ona o męzu. Ja o
    tym, że jestem PO pracy, ona, ze tylko słowko. Ja , że się spiesze,
    ona, że to tylko 10 minut. Ja, ze nie zdążę, ona swoje. Ja, ze dla
    mnie jednak wazniesze są moje dzieci, a mąż jest pod opieką lekarza
    dyżurnego. Ona, że lekarz dyżurny niewiele wie, ja, że zapraszam
    jutro. No i jejmość ze złości urwała mi pasek od torebki. A ja
    wezwałam ochronę. Nie było sympatycznie.
    Czy w ramach "powołania" miałam zrezygnowac z pójścia na wywiadówkę?
  • kura17 09.01.08, 13:31
    protozoa napisała:


    > Czy w ramach "powołania" miałam zrezygnowac z pójścia na
    > wywiadówkę?

    w czasie, gdy szamotalas sie z jejmoscia, zdazylabys jej o mezu opowidziec i nie
    spoznic sie na wywiadowke...
    ... bo nie spoznilas sie, prawda?...

    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    piskle: 07.09.07 (21:21)
  • mama_kotula 09.01.08, 13:41
    kura17 napisała:

    > protozoa napisała:
    >
    >
    > > Czy w ramach "powołania" miałam zrezygnowac z pójścia na
    > > wywiadówkę?
    >
    > w czasie, gdy szamotalas sie z jejmoscia, zdazylabys jej o mezu opowidziec i nie spoznic sie na wywiadowke...

    Kurko kochana, udzielenie informacji na temat chorego przebywającego w szpitalu - chodzi mi o RZETELNĄ informację, z przedstawieniem obecnego stanu, wyników, rokowań - nie jest tylko "słówkiem", jak twierdziła "jejmość". Wymaga np. zajrzenia w dokumentację, w wyniki konsultacji i tak dalej. Żaden lekarz, chcąc udzielić rzetelnej informacji, nie udziela jej "od ręki" - zwłaszcza, jeśli ma na oddziale pod opieką 30 pacjentów i siłą rzeczy nie spamięta wszystkiego. Wymaga to czasu. A protozoa tego czasu nie miała, co więcej - miała prawo go nie mieć, ponieważ była PO pracy.


    --
    Na drodze do piekła. Coraz bliżej tego piekła... tongue_out
  • protozoa 09.01.08, 15:07
    Kurko, drobne sprostowanie - to nie ja szamotałam sie z jejmościa, a
    ona naruszyła moja nietykalność cielesną.
    Po drugie - mam zwyczaj udzielania dokładnych informacji o chorym.
    Oczywiście mogłam 'olac" i powiedzieć cokolwiek, ale nigdy tego nie
    robię.
    Musiałabym
    a/ wejść do pokoju
    b/ rozebrac się
    c/ udać sie do punktu pielęgniarek po historie choroby
    d/ zajrzec do niej
    e/wytłumaczyc w sposób przystepny jejmości co się dzieje z mężem
    f/jejmość nigdy nie zadawala sie odpowiedzią i pyta ( pytania często
    są dość dziwne i trzeba się zastanowic co ma na mysli)
    g/ odpowiedziec na pytanie jejmości ( dobrze jesli będzie to tylko
    jedno - najczęściej bywa ich kilka - no przyjmijmy, ze 3 i 3
    odpowiedzi)- czyli h, i,j,k,l,ł,
    m/ odmieść historie choroby do punktu pielegniarek
    n/ ubrac się i wyjśc z pokoju zamykając go
    Czyli rozowa z zona pacjenta wymagałaby od mnie 15 dodatkowych
    czynności. Załóżmy średnio, że każda czynnośc zajmuje mi 3 minuty (
    oczywiście wejście do pokoju nie zajmuje dłuzej niz minute, ale
    opowiadanie o chorym, jego stanie zdrowia i rokowaniu juz może 10
    minut, więc zostańmy przy sredniej). I.......oznacza to, że 45 minut
    miałabym w placy. No, niech będzie pół godziny. Nauczycielka na
    wywiadówce nie zostanie o te 30 minut dłuzej dlatego, ze ja PO PRACY
    zostałam na życzenie rodziny chorego. Czy wyraziłam sie jasno?
    Mama Kotula też to wyjasniła.
  • fizia-kulawa 09.01.08, 15:51
    protozoa napisała:
    "Nocne telefony? Do lekarza jak najbardziej! Do hydraulika - juz
    nie. Bo obudzenie lekarskiego dziecka posrodku nocy jest czyms
    normalnym, a dziecko hydraulika , choc leje mi się woda, musi spac
    spokojnym snem. Tak????

    Protozoa rozumiem Twoje wszystkie argumenty, oprócz tych, w których
    porównujesz alarmujący stan zdrowia dziecka z zepsutą rurką w
    zlewie. Przy zepsutej rurce masz tylko kałużę wody w łazience, a
    przy niepokojącym stanie dziecka masz nawet zagrożenie życia.
    Jakoś mi się dziwnie czyta te wszystkie argumenty o lepszych
    samochodach, o tokarzach bez powołania itp.itd. Na miłość boską. Nie
    ma nic ważniejszego od zdrowia i życia bliskich.
  • mama_kotula 09.01.08, 16:01
    fizia-kulawa napisała:
    Na miłość boską. Nie
    > ma nic ważniejszego od zdrowia i życia bliskich.

    Fiziu. Oczywiście, że nie ma nic ważniejszego od zdrowia i życia bliskich.
    I po to stworzone są oddziały opieki całodobowej takie jak pogotowie, czy
    całodobowa przychodnia, ewentualnie lekarz prywatny GODZĄCY się na takie
    praktyki, gdzie JEST ktoś, kto ŚWIADOMIE godzi się zrezygnować z nocnego snu i
    wypoczynku, właśnie po to, aby ratować życie i zdrowie.

    Zresztą ja już kiedyś podobny wątek podjęłam, na emamie bodajże. Dzwonienie w
    środku nocy do lekarza do domu (!!) jest po prostu - nazwijmy rzecz po imieniu
    i to eufemistycznie - niekulturalne.

    --
    Zidiocenie Selektywne, mode: on.
  • fizia-kulawa 09.01.08, 16:31
    "Na miłość boską. Nie
    > ma nic ważniejszego od zdrowia i życia bliskich.

    Fiziu. Oczywiście, że nie ma nic ważniejszego od zdrowia i życia
    bliskich.
    I po to stworzone są oddziały opieki całodobowej takie jak
    pogotowie, czy
    całodobowa przychodnia, ewentualnie lekarz prywatny GODZĄCY się na
    takie
    praktyki, gdzie JEST ktoś, kto ŚWIADOMIE godzi się zrezygnować z
    nocnego snu i
    wypoczynku, właśnie po to, aby ratować życie i zdrowie."

    No i ok. Zgadzam się z każdym słowem. To, co napisałam, czyli: "Na
    miłość boską. Nie ma nic ważniejszego od zdrowia i życia bliskich."
    napisałam w proteście do porównywania sytuacji chorych ludzi i ich
    prób szukania pomocy do przeciekającej rury w zlewie, w proteście do
    porównywania samochodów do zabiegów ratujących często życie. I tylko
    o to mi chodzi.
    Uważam, że bycie lekarzem jest czymś więcej niż bycie hydraulikiem.
    Z tego wynikają inne moralne obowiązki. I żaden lekarz nie powinien
    usprawiedliwiać swojej znieczulicy spowodowanej słusznymi skądinąd
    pobudkami - przyrównywaniem swojego zawodu do "każdego innego".
    I nigdy nie miałam pretensji do lekarza, który mi wytłumaczył, że
    pracuje 20 godzinę, jest zmęczony i za chwilę ma wywiadówkę dziecka,
    ale mi pomoże za dwa dni, albo pomoże mi ktoś inny, a mam o tego
    kogoś innego zapytać tu czy tam. Mam pretensję do lekarzy, którzy na
    mój widok robią zniecierpliwioną minę i zaczynają pokrzykiwać "o
    nie, nie, nie przyjmę pani, bo nie ma już numerków". A takie
    zachowania nie są rzadkie. Mi chodzi tylko o podejście, o tok
    rozumowania, o taktowną argumentację i może o to "powołanie" właśnie.
    Do końca życia nie zapomnę, jak poszłam wysłuchać diagnozy, czy moje
    dziecko ma białaczkę czy nie. I lekarz coś tam odpowiedział, czego
    nie dosłyszałam. Powtórzyłam więc jego zdanie, pytając się czy
    dobrze zrozumiałam. Zamiast mi odpowiedzieć popatrzył na mnie i
    stwierdził "pani się czepia słówek". I zostawił mnie w niewiedzy na
    całe dwie godziny, kiedy świat mi się kończył. Mi się kończył świat,
    a on pewnie był wkurzony, że nie ma kiedy zjeść śniadania. I nie
    chodzi mi o zabieranie mu tego śniadania. Chodzi mi o szacunek do
    pacjenta i zwykłą delikatność.
  • protozoa 10.01.08, 07:32
    Przykład świeży jak bułeczki z wczoraj. Wysiadła mi instalacja
    elektryczna. Tj. są spięcia gdy włączam coś więcej niz oswietlenie
    górne ( pralka, zmywarka, żelazko, czajnik elektryczny, telefony
    bezprzewodowe, boczne światło itd) powodują, że coś się dzieje.
    Uciążliwe? Jak cholera. Niebezpieczne? Równiez - spięcie moze
    prowadzić do pożaru.
    Chcę zaprosic do domu elektryka. Sprawa pilna ( byc może nawet
    pilniejsza niz stan podgorączkowy u dziecka) i co słyszę? Po
    niedzieli. Dodam, że pan elektryk zainkasowałby całkiem duże
    honorarium, bo wiadomo, że już samo naciśnięcie klamki kosztuje ok
    50 PLN.
    Na dobrych kilka dni jestem pozbawiona 3/4 prądu w mieszkaniu no i
    żyje w poczuciu zagrożenia pożarem,
    Gdzie etyka? Gdzie powołanie? Gdzie poczucie misji czy czegos tam
    więcej?
    Dodam, że nie wymyśliłam tego. Gdzie mam anonimowo poskarzyć sie na
    elektryka? W internecie? Wywiesic ogłoszenie na słupie?
    Przeciez jego zachowanie moze spowodowac potencjalne zagrożenie
    życia mojej 4 osobowej rodziny i sąsiadów. Przez jego opieszałośc
    może dojść do pożaru, w którym będą ofiary śmiertelne.
  • fizia-kulawa 10.01.08, 10:47
    protozoa napisała:
    "Chcę zaprosic do domu elektryka. Sprawa pilna ( byc może nawet
    pilniejsza niz stan podgorączkowy u dziecka)"

    A może lepiej tak:
    "Chcę zaprosić do domu elektryka. Sprawa pilna, ale nie tak pilna
    jak możliwość sepsy, zapalenia płuc u dziecka.

    Ja jestem wciąż w szoku, że porównujemsz Protozoa pracę elektryka do
    lekarza. Jak często efektem czekania na elektryka jest śmierć
    człowieka? A jak często efektem nieleczenia jest śmierć człowieka?
    Piszesz tak, jakby skutki były takie same.
    Wątek zaczął się od trzydniowej gorączki i niepokojącego stanu
    dziecka na trzeci dzień a kończy widzę na "stanie podgorączkowym u
    dziecka". Zdaję sobie sprawę, że są ludzie, co żądają lekarza na
    zawołanie przy stanie podgorączkowym, ale tu w wątku chyba tego nikt
    nie wymaga.
  • protozoa 09.01.08, 16:07
    Kałużę wody, zalanego sąsiada, który domaga się odszkodowania
    wielokrotnie przewyższającego lekarska pensję.
    Jesli dochodzi do stanu zagrożenia życia czy zdrowia po prostu wzywa
    się pogotowie - czyli dyzurne słuzby.
  • hipopotamama 19.01.08, 10:30
    protozoa napisała:
    > Jesli dochodzi do stanu zagrożenia życia czy zdrowia po prostu wzywa
    > się pogotowie - czyli dyzurne słuzby.

    Np. pogotowie energetyczne lub wodno-kanalizacyjne?

    --
    Gdybyśmy naprawdę kochali nasze dzieci, na świecie nie byłoby wojen.
    Jiddu Krishnamurti
  • fizia-kulawa 09.01.08, 16:13
    Bycie lekarzem nie jest zwykłym zawodem! Lekarze ratują życie
    ludzkie, dają nadzieję lub ją zabierają. Potrafią uskrzydlić,
    potrafią też pogrążyć w beznadziei. Potrafią udupić w strachu
    zostawiając pacjenta bez odpowiedzi, traktując go z wyższąścią pod
    hałem "i tak nie zrozumiesz, więc nie będę na ciebie tracił czasu.
    Potrafią też sprawić, że życie wraca na właściwe tory, mimo
    nieszczęścia, mimo ciężkiej choroby. Przeżyłam już wiele chwil, w
    których wpatrywałam się wyczekująco w lekarza, w jego każdy ruch
    powieką, wsłuchiwałam się w każde słowo w obawie, że już zamilknie,
    bo nie ma czasu, jest zniecierpliwiony moimi pytaniami, albo ma za
    chwilę wywiadówkę. I nikomu nie życzę bycia w sytuacji, kiedy w
    strachu o zdrowie i życie własnego dziecka decydujące znaczenie ma
    rozżalony na swoją sytuację zawodową lekarz. Nie ja jestem winna tej
    sytuacji, nie ja się proszę o choroby dziecka. Wiem też, że lekarz
    nie jest cyborgiem, ale powinien mieć dużo taktu i zrozumienia dla
    przerażenia zwykłego pacjenta, który często umiera ze strachu o
    życie własnego dziecka. Przyrównywanie takiego stanu przerażenia,
    niewiedzy, zagubienia z lejącą się wodą z dziurawej rury
    hydraulicznej to szczyt szczytów po prostu.
  • protozoa 10.01.08, 07:37
    Przczytaj mój post o elektryku. Nie chcę się powtarzać. Nie prosiłam
    sie o awarię.
    A jesli nasz zawód to misja, jesli nie uprawiamy zwykłego zawodu, to
    zarabiajmy n razy więcej niz przedstawiciele tych zawodów, w których
    mozna pozwolic sobie na zmęczenie, zniechęcenie, lenistwo,
    niedbalstwo.
    Dobrze wynagrodzony pracownik to uprzejmy pracownik. Wolny od trosk
    typu czy będzie mnie stac na czynsz, wakacje itd.
    A co mówią pacjenci? Raz jestesmy zawodem nadzwyczajnym ( gdy trzeba
    pracowac ponad siły, poswięcac swój czas, swoje zdrowie, swój
    wypoczynek), ale gdy przychodzi dowynagrodzeń to "lekarze maja
    żądania ....inni tez zarabiają mało".
  • kzet69 25.02.08, 00:06
    droga fiziu skończ medycynę, zrób 2 specjalizacje, popracuj przez 15
    lat po 400 godzin w miesiącu to wtedy możesz napisac jeszcze raz ten
    post a teraz idź poogladaj serial albo posłuchaj ipoda i nie pouczaj
    doktorów bo piszesz o czumś co znasz jedynie z kretyńskich seriali w
    rodzaju lesnej góry pzdr
  • fizia-kulawa 26.02.08, 19:29
    kzet69 z wieloma mało miłymi lekarzami miałam do czynienia ale takie
    poczucie wyższości i takie epatowanie pogardą wobec "mamusiek" to
    przysięgam pierwszy raz widzę.
    Piękne po prostu te twoje zdania:
    "nieudolna matka targała hajcujące dziecko"
    "mamuśka wykombinowała sprytnie że przygwałci lekarkę"
    "a teraz idź poogladaj serial albo posłuchaj ipoda i nie pouczaj
    doktorów"
    "nie mam ochoty na kolejną pyskowkę z taką co to jej
    aniołek czubkiem świata "

    POKŁONY PANIE WYŻSZA RASO ŚLĘ. Uniżone pokłony. A teraz idę oglądać
    ostry dyżur, bo wolę patrzeć na zaangażowanych lekarzy niż czytać
    wypociny nadczłowieka.
  • kzet69 11.03.08, 16:48
    no właśnie twoja znajomosc rzeczywistości ogranicza się do ostrego
    dyzuru i leśnej góry... ot. wszystko, daruj sobie dalsze komentarze
  • zuzia_ny 10.01.08, 04:14
    bez powolania tez mozesz zbadac dziecko. jesli jestes lekarzem.
  • zuzia_ny 07.01.08, 05:38
    odeslalabys niespelna dwuletnie dziecko z temperatura? ile sie bada
    w takiej sytuacji dziecko? 10 minut? i jak czesto masz takie
    przypadki ,ze trafia do ciebie matka z takim dzieckiem zamiast dwie
    godziny pozniej do innego lekarza? zdrowego dziecka nikt by do
    ciebie tam nie przyprowadzil, przeciez.mozna tak dziecko zostawic ?
    pytam z moralnego punktu. ale nie odpisuj smile lepiej nie.
  • kzet69 25.02.08, 00:14
    > odeslalabys niespelna dwuletnie dziecko z temperatura?
    tak, temperatura od 3 dni nie jest stanem zagrożenia życia
    ile sie bada
    > w takiej sytuacji dziecko? 10 minut?
    zależy od przypadku przy ostrej krtani można wcale bo słychac z
    odległości 10 m , są przypadki, że badanie , wywiad, analiza zajmuje
    i godzinę
    i jak czesto masz takie
    > przypadki ,ze trafia do ciebie matka z takim dzieckiem zamiast
    dwie
    > godziny pozniej do innego lekarza?
    jestem pediatrą mam nieszczęście pracowac w szpitalu w centrum
    miasta więc na dyżurach jakieś 10-15 dziennie, przy epidemii
    wirusówek do 50, a szpital nie ma kontraktu na POZ
    zdrowego dziecka nikt by do
    > ciebie tam nie przyprowadzil
    no tu juz przesadziłaś przyprowadza moja siostra, szwagierka i
    trochę przyjaciół ja swoje do nich też... i uznaje że mam takie
    zbójeckie prawo byc ze swoim dzieckiem a nie ganiac do gorączek po
    mieście
    mozna tak dziecko zostawic ?
    tak, ponieważ są godziny pracy i godziny odpoczynku w każdym
    zawodzie, zresztą od wielu lat mam dwie komórki, tę drugą wyłączam
    gdy kończe pracę
    > pytam z moralnego punktu.
    czy mogę zostawic swoje dziecko ktoremu obiecano spacer albo cyrk,
    pytam tak z moralnego punktu, lepiej nie odpowiadaj
  • deela 07.01.08, 00:26
    wyjelas mi to z ust
    chyle czola
    --
    Zaczynam się tam gdzie inni się kończą....
    ***
    Tak, wiem, wspułczujesz moim dziecią....
  • bomba001 02.01.08, 08:24
    szczerze, panikara i awanturnica jstes. przed pojsciem do szpitala
    na ostrry dyzur (z goraczkujacym dzieckiem???? a dlaczego nie do
    dyzurnej przychodxni???)dzwonie i pytam czy jest otwarty, czy mnie
    przyjma etc. jakjest zamkniety to nie oczekuja cudow...
    inna sprawa, ze z tego co wiem nie wolno ci chodzic z chorym
    dzieckiem na oddzial, a jak to choroba zakazna (cholera...) i
    dziecko zarazi wszystkich bo powinno byc w izolatce??
    na pogotowie bym tez nie dzwonila, oni tylko do szpitala woza, u
    nas nie jezdzi pediatra. po za tym nie jest to sytuacja ratujaca
    zycie, wstyd zajmowac pogotowie takim rzeczami. mam nadzieje, ze
    nikomu nie zabraklo karetki jak do waszego dziecka z temp 39
    jechalo...
    mozesz tez wezwac pediatre z przychodni dyzurujacej dlugo sie
    czeka, ale przyjezda. mozesz tez wezwac prywatnego, jak sytuacja
    byla tak palaca...
    dziecko z goraczka to nie wymaga ratowania zycia, nauczmy sie
    korzystac z tej pomocy ktora mamay a nie idalizyjmy i przesadzajmy:
    odmowa pomocy lekarskij...
    --
    tak mi sie nie chce....
  • mayra3 02.01.08, 08:48
    Szczerze mówiac, nie rozumiem tutaj jednego... Autorka postu
    wróciła z tego szpitala i usiadła do komputera, zeby podzielic sie
    swoim żalem do publicznej słuzby zdrowia - nigdzie nie doczytałam,
    co robiła dalej??? Sorry, ale w kazdym miescie istnieje prywatne
    centrum medyczne i na Twoim miejscu od razu bym się tam udała,
    biorąc pod uwagę datę ( 31.12) i w perspektywie następny wolny
    dzien. Mając tak małe dziecko, nie ryzykowałabym zbadania i
    postawienia diagnozy przez przypadkowego lekarza, który widzi Cię
    pierwszy i ostatni raz w zyciu

    <<marianna>>
  • bj32 02.01.08, 09:42
    "szczerze, panikara i awanturnica jstes."
    Szczerze mówiąc bez względu na wszystko inwektywy nie są konieczne...
    --
    Pierwsza pomoc od moderatora:
  • kinn26 02.01.08, 15:58
    A ja rozumiem rozżalenie autorki wątku bo samam mam 1,5 roczne
    dziecko i ono jest dla mnie najważniejsze. Mało to się słyszy o
    róznych choróbskach od których dzieci umierają ?? Jeżeli z moim
    dzieckiem działoby się coś co moim zdaniem wymagałoby konsultacji
    lekarsiej też oczekiwałabym on lekarki troche zrozumienia i
    zainteresowania.Kilka razy byłam świadkiem jak lekarz ignoruje
    potrzebującego pomocy tłumacząc się jakimiś zasadami.
    A jesli chodzi o wizyty prywatne to nie każdego na nie stac i mimo
    wszelkich sarań nie zawsze znajdzie się nagle w portfelu 50 zł by
    zapłacic za wizyte.
  • zebra211 02.01.08, 16:14
    Zgadzam się i z Tobą i z autorkami poprzednich postów, ale zważ, że ta lekarka
    nie odmówiła pomocy w ogóle i wyrzuciła dziecko na bruk, tylko kazała 2 godziny
    poczekać, aż zjawią się właściwi lekarze, którzy zajmą się dzieckiem. Kolejne 2
    godziny po minionych 3 dniach czekania niczego nagle nie zmienią. A autorka
    głównego postu zanim zacznie rościć, niech się trochę nad sobą zastanowi.
  • zuzia_ny 08.01.08, 04:27
    zostawil bez pomocy.
  • krwawakornelia 02.01.08, 21:45
    tylko dlatego ze ma 3 dni goraczke bez innych objawow. To sie dzieciom
    zdarza.
  • ocochodzi28 04.01.08, 11:15
    domyślam się że próbowałaś zbić goraczkę przez te trzy dni, ale gdy
    się nie udało zaczęłaś myśleć że być może w twoim dziecku rozwija
    sie jakaś choroba.rozumiem twoje rozżalenie , niestety często
    własnie w takich przypadkach poznaje się czy lekarz jest z
    powołania. jedyne co usprawiedliwia taką lekarkę to wielkie
    zmęczenie, przez ktore moglaby się pomylić badając twoje dziecko,
    czy wypisując receptę.
  • kzet69 25.02.08, 00:20
    z powołania to jest ksiądz albo zakonnica! Lekarz ma byc
    PROFESJONALISTĄ! Szczerze? dla mnie i dla żadnego pediatry 3 dniowy
    hajc to nie larum żeby wszystko rzucac, mamuśkę na IP i najwyżej
    telefon by pielęgniarka o ile już była dała coś przeciwgorączkowego,
    skoro matka była nieudolna i zamiast obniżyc temperaturę to targała
    po mieście hajcujące dziecko pzdr
  • novembre 04.01.08, 22:23
    Dlaczego czekalas z wizyta u lekarza do sylwestra po poludniu?
    Bylo isc rano do przychodni, skoro goraczka trzymala trzecia dobe.
    Albo wezwac prywatnie lekarza, nie slyszalam jeszcze, zeby ktorys odmowil
    przyjazdu za jedyne 50/70 zaleznie od miasta PLN.

    Pozdrawiam,
    novembre
  • alkara 05.01.08, 00:08
    Dokładnie.Jeżeli gorączka trwała 3 dni to trzeba było udać sie do
    przychodni rano a nie czekać do 15, tym bardziej że chyba każdy wie
    że w dzień 31 grudnia może być pewien problem z uzyskaniem porady
    lekarskiej po pewnych godzinach.
    Lekarz też człowiek i jak każdy ma prawo do przerwy i do wykonywania
    swojej pracy, którą niestety nie jest tylko badanie pacjentów. Sama
    byłam świadkiem jak na ostry dyżur o 2 w nocy przyszła mamusia po
    recepte na wit D3, bo jak to nazwała, i tak nie mogła spać.

    Zamiast wkurzać się na lekarkę lepiej wkurzyć się na siebie że nie
    pojechało się do lekarza wcześniej, i lepiej już było poczekać na
    ten ostry dyżur niż tracić czas na pisanie tego postu - to raczej
    dziecku nie pomoże a Ciebie chyba też nie uspokoi.
    --
    Madzia jest już z nami od Mikołajek 2006 smile))
  • kzet69 25.02.08, 00:24
    ja Ci odpowiem przed nowym rokiem w całej polsce był wysyp wirusówek
    z wysokim hajcem, i w poradniach przy zmniejszonej obsadzie kolejki,
    więc mamuśka wykombinowała sprytnie że przygwałci lekarkę ze
    szpitalnego oddziału, taka dziwna prawidłowośc na dyżurach: początek
    dyżuru i wysyp mamuś z gorączkującymi dziecmi i kazda twierdzi że
    choroba zaczęła się 2,3,5 godzin temu a nad płucami 3 dniowe
    rzężenia... ale łatwiej gadac o powołaniu
  • moni_23 05.01.08, 22:21
    Miałam podobną przygodę. W nocy z niedzieli na poniedziałek (23-24 XII ok 23.30)
    moje dziecko (2 lata 11 mies.) dostało 39.6 miało sine usta, kaszlało i miało
    kłopoty z oddychaniem. Pojechałam do szpitala dziecięcego. Tam spisywali dane
    bardzo długo potem kazali iść do gabinetu. Przyszła lekarka i dwie pielęgniarki.
    Lekarka powiedziała, że jak będzie 36.6 to wypisujemy. Na co pielęgniarka
    powiedziała jest 36.6 i... poszła. Nie widziałam jak była mierzona temperatura i
    nie widziałam wskazania termometru. Lekarka nie zbadała dziecka i kazała mi
    wyjść. Zapytałam się co ja mam zrobić, odpowiedziała "Może sobie pani robić co
    chce, jak rano przyniesie pani skierowanie to przyjmę dziecko do szpitala"
    Zadzwoniłam pod 112 policja skontaktowała mnie z pogotowiem, lekarka sie
    uśmiechała. Dziecko zbadano w innym miejscu, leki miałam podać od razu bo rano
    "może być już za późno" Po powrocie do domu dziecko miało 38.7 pół godziny
    później 38.4. Pomimo podawania leków obniżających temperaturę 37 stopni pojawiło
    się dopiero tydzień później. Mam jeszcze jedno dziecko (5 mies.) nie wiedziałam
    czy choroba starszego dziecka jest zaraźliwa i, fakt, wystraszyłam się, że mi
    dziecko leciało przez ręce i mówiło od rzeczy. W czwartek po Świętach do tego
    szpitala trafiło kolejne dziecko z sepsą...
  • novembre 06.01.08, 23:57
    Moni_23, Ty mialas zupelnie inna przygode.
    Twoje dziecko nagle dostalo goraczki, u autorki postu dziecko goraczkowalo
    trzeci dzien a matka zreflektowala sie w sylwestra po poludniu, ze moze by tak
    do lekarza isc.
    No, podobienstwo jesli chodzi o lekarke, aczkolwiek z nowu - u autorki postu, ja
    bym stanela mimo wszystko po stronie lekarki, u Ciebie - po Twojej wink.
    nov.
  • zuzia_ny 06.01.08, 05:18
    piszac ten watek uzyc mozesz imienia i nazwiska danego pediatry.
    mysle ,ze lekarz nie powinien odmowic zbadania dziecka. te dwie
    godziny czekania..... bez komentarza.
    po trzech dniach goraczki nalezy juz nie ignorowac sytuacji.
    lekarze sami nas uspokajaja ,ze dzieci czesto i wysoko goraczkuja
    czasami zwykly katar moze to wywolac. czasem zabkowanie. ale jak to
    trwa dlugo to trzeba zobaczyc sie z lekarzem. no i jak juz sie
    wybralas do lekarza to nie powinien lekarz posadzic cie z dzieckiem
    goraczkujacym na dwie godziny!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! sa w polsce jakies
    miejsca gdzie mozna podac nazwisko lekarza i opisywac sytuacje?
    ludzie sobie wybiraja lekarzy, prawda? wiec jakies opinie o nich
    mozna gdzies pisac?
  • zuzia_ny 06.01.08, 05:41
    chcialam jeszcze po wszystkich tych wpisach dodac, ze skupilyscie
    sie na matce . ja chcialam skupic sie na lekarzu. jesli matka
    popelnila jakis blad i zwlekala ( waszym zdaniem) to nie zwalnia to
    lekarza od zbadania dziecka i sadzania matki z dzieckiem na dwie
    godziny. lekarz mial zbadac dziecko, bo moze sytuacja byla bardzo
    zla. moze dziecko nie powinno sie dodatkowych godzin meczyc.moze
    umieralo, he?niby po co tam matka pojechala? dla rozrywki?
    poprzegladac katalogi? a skoro nie pojechala w inne miejsce to w
    tym miejscu niech zbadaja i poucza jak na przyszlosc ma sie
    zachowac.
  • bj32 06.01.08, 14:26
    "piszac ten watek uzyc mozesz imienia i nazwiska danego pediatry."
    Owszem. Oraz swojego. Bo to jest po prostu czepialstwo. Chyba
    niedokładnie przeczytałaś wszystkie posty. Jeśli dziewczyna najpierw
    czekała sobie 3 dni z gorączkujacym dzieckiem, któremu nic poza tym
    nie było, potem pobiegała z tymże dzieckiem po rozmaitych miejscach,
    a na koniec się wnerwiła, ze musi jeszcze 2 godziny poczekać, to coś
    tu chyba jest nie teges. Nie lekarki to wina, ze jakaś matka ma
    teorią o czekaniu 3 dni. Ja też mam dziecko i powtórzę: jeśli jest
    jekiś tam stan podgorączkowy czy niewysoka gorączka i pomaga panadol
    na przykład, to nie idę do lekarza. Jesli dzieje sie coś
    niepokojącego idę *natychmiast* a nie czekam, co z tego wyniknie.
    Żaden lekarz nie bedzie naginał przepisów, bo jakaś młoda matka
    wymyśliła sobe, ze z panikowaniem należy poczekać 72 godziny, a
    potem od razu rozpetać piekło.
    --
    Pierwsza pomoc od moderatora:
    "Kochać Cię to za mało. Pragnąć Cię to za mało. Tęsknić za Tobą, to
    jak biegać boso po porannej rosie."
  • zuzia_ny 06.01.08, 16:12
    dlaczego zakladasz ,ze nie zrozumialam tego co czytam? lub ,ze nie
    czytam dokladnie? nie przekonalas mnie swoim uzasadnieniem, bo
    nadal uwazam ,ze lekarz mogl dziecko zbadac. w ogole w polsce
    drazni mnie "spychologia". w stanach tego nie doswiadczam. babka,
    mogla zbadac dziecko i sie upewnic ,ze nie ma infekcji lub czegos
    co prowadzi do komplikcji. nie wyobrazam sobie ,ze to chore dziecko
    mialo siedziec dwie godziny w poczekalni jak nie musialo. stad moj
    zal do pediatry. papiery papierami. tak ,uwazam ze to tez praca.
    mialam analogiczna sytuacje jak bylam dzieckiem. rodzice musieli
    ze mna isc pare kilometrow w sniegu do innego miejsca gdzie dostane
    zastrzyk, bo lekarka wlsnie skonczyla dyzur (piec minut sie
    spoznilam)a ja mialam angine. zero uprzejmosci i zrozumienia.
    spychologia.wyslali nas na pogotowie. fakt, moi rodzice nie powinni
    byli sie spoznic a autorka watku moze powinna dotrzec gdzies
    indziecj ale czasami wychodzi inaczej i lekarz lub pielegniarka
    zdaja egzamin z ich " sluzby " zdrowiu.przy okazji zaznaczam, ze
    nie uwazam, ze maja sie poswiecac i robic z siebie cierpietnikow i
    swietych ludzi.przyjac male chore , biedne dziecko z nich takimi
    jeszcze nie czyni.
  • zebra211 06.01.08, 21:21
    Jeśli nie pracuje się w trybie ostrego dyżuru, żaden lekarz nie ma obowiązku
    przyjąć pacjenta teraz i natychmiast. Ma natomiast obowiązki, wynikające z
    pracy, którą ma do wykonania i z której jest rozliczany. Oczywiście wszystkim
    rodzicom się wydaje, że jak staną w drzwiach gabinetu z chorym dzieckiem, to
    lekarz ma rzucić wszystko i się nimi zająć. To jest reguła na oddziałach
    pediatrycznych i takich pacjentów z gorączką od x dni pojawia się dziennie
    kilkunastu. Gdyby lekarz miał rzucać wszystko i najpierw zająć się nimi (mimo,
    że wcale nie musi), to zaniedbał by swoje podstawowe obowiązki i długo by w tym
    zakładzie pracy nie popracował. Albo musiałby swoje podstawowe obowiązki
    wypełniać po godzinach. Znam to z autopsji, bo przez takie matki często pracuję
    po godzinach za darmo. Jeśli staje w drzwiach rodzic z dzieckiem w ciężkim
    stanie, żaden lekarz nie odmówi pomocy. Natomiast dla wszystkich pozostałych nie
    hospitalizowanych jest POZ: Inaczej nie dałoby się pracować. To tak jak ja
    miałabym urządzać awantury w urzędzie, że muszę czekać zanim pani urzędniczka
    łaskawie mnie poprosi, bo teraz robi co innego. Praca to praca.
  • zuzia_ny 07.01.08, 01:54
    taaaaa. powinnas zostac prawnikiem a nie lekarzemsmile
    absolutnie !
  • protozoa 07.01.08, 07:46
    Czy nie rozumiesz, że lekarka nie miała OBOWIĄZKU rzucania
    wszystkiego i zajmowania się dzieckiem z gorączką?
    "Papierkowa" robota to np. zlecenia, wypisy ( rodzice dziecka, które
    nie miałoby NATYCHMIAST wypisu tez zrobiliby karczemna awanturę).
    Czy zdajesz sobie sprawe co mogłoby się stac z leżącym na oddziale
    dzieckiem, gdyby na czas nie dostało leków, bo nie byłoby ich w
    zleceniach ( czyli owych "papierkach")?
    Staje po stronie mojej koleżanki po fachu. A to, że pacjenci a
    zwłaszcza rodzice mają roszczeniowy stosunek do lekarzy mnie juz nie
    dziwi. I robie swoje nie zweażając na awantury.
  • zuzia_ny 07.01.08, 05:09
    to ze lekarz odstawil niespelna dwuletnie dziecko zeby sobie
    czekalo dwie godziny ( z regoly duzo dluzej) drazni mnie. obsluga
    medyczna w nowym jorku mnie rozpiescila. ot co.( zaznaczam ,ze nie
    mam dobrych ubezpieczen)
    a lekarz nie musiala zbadac ale mogla. nie zrobila tego jednak.
    dzieki temu nie pracowala nadgodzin ( ile czasu bada sie dziecko?
    10 minut?) zalatwila swoja papierkowa robote i dobrze.co sobie
    bedzie jakims bachorem z wysoka temperatura glowe zawracala jak ma
    papierkowa robote. no coz. chyle czola ameryce. szkoda.
  • protozoa 07.01.08, 07:49
    Teraz to sobie już robisz jaja!!! "Obsługa medyca w Nowym Jorku cię
    rozpieściła"...hi,hi,hi. Tam nie mając naprawdę bardzo dobrego ( i
    wysokopłatnego) ubezpieczenia nikt by nie ruszył się do
    gorączkującego dziecka!!! A 2 godzinne oczekiwanie uznane by zostało
    za luksus.
    Oczywiście płacac wysokie ubezpieczenie masz pomoc od ręki w ciągu
    5 minut. W Polsce majac złota kartę czy abonament w prywatnej
    słuzbie zdrowia możesz spodziewac sie pomocy od ręki.
    A składki NFZ-owskie sa odpowiednikiem najpodlejszego ubezpieczenia
    w Stanach.
  • zuzia_ny 07.01.08, 15:48
    o nie, kochana, tu jest inna mentalnosc. zupelnie odwrotna.
    dlatego latwiej sie tu zyje. i dlatego lekarzom nie trzeba wsadzac
    w lape pieniedzy .
    lekarz, policjant, strazak, to honorowe zawody. tak sa traktowane
    i tak amerykanie sa traktowani. rodzilam po ludzku i mam ludzkie
    warunki opieki medycznej, zyczliwe. lekarze swoim zachowaniem
    sprawili, ze czuje sie w bezpiecznych rekach.w polsce aby sie tak
    czuc moja matka wsadzala lekarzow w lape swoja cala wyplate.. teraz
    pisze wylacznie o swoich doswiadczeniach. dodatkowo dyskusja z
    rodakami to jakis koszmar.
  • budyniowatowe 07.01.08, 17:33
    zuzia_ny napisała:

    > o nie, kochana, tu jest inna mentalnosc. zupelnie odwrotna.
    > dlatego latwiej sie tu zyje. i dlatego lekarzom nie trzeba
    wsadzac
    > w lape pieniedzy .
    > lekarz, policjant, strazak, to honorowe zawody. tak sa
    traktowane
    > i tak amerykanie sa traktowani. rodzilam po ludzku i mam ludzkie
    > warunki opieki medycznej, zyczliwe. lekarze swoim zachowaniem
    > sprawili, ze czuje sie w bezpiecznych rekach.w polsce aby sie
    tak
    > czuc moja matka wsadzala lekarzow w lape swoja cala wyplate..
    teraz
    > pisze wylacznie o swoich doswiadczeniach. dodatkowo dyskusja z
    > rodakami to jakis koszmar.

    Poczytaj sobie statystyki ile srednio sie czeka na emergency w NY, i
    nie pisz, ze przyjmuja od reki.

    Na tym forum jest sporo ludzi co mieszka w Ameryce i wie jak wyglada
    tam sluzba zdrowia.
  • zuzia_ny 07.01.08, 19:04
    gdzie w stanach dziecko na emergency nie zostaje przyjete przez
    lekarza a innego lekarza w tym czasie na tym terytorium nie ma ?
    wiesz jak to wyglada? jak sie pojawiasz to pielegniarka zajmuje sie
    dzieckiem poki lekarz nie przyjdzie do dziecka. mierzy mu
    temperature i robi inne badania jesli oczywiscie lekarz zleci bo
    chce je miec zanim zajmie sie dzieckiem. adres, ubezpieczenie i inne
    formalnosci uzupelniane sa jak juz dziecko zostanie przyjete.
  • protozoa 08.01.08, 07:38
    Chyba tak się dzieje wyłącznie w Twojej główce! Mniemam, że nie
    mieszkasz w Stanach, a opowieści snujesz na podstawie tego co Ci się
    wydaje.
    Opieka medyczna w USA jest dobra, ale tylko i wyłącznie dla tych,
    którzy PŁACĄ WYSOKIE UBEZPIECZENIA. pozostali, korzystający z
    ubezpieczenia społecznego, socjalnego ( odpowiednika tego, które
    opłacane jest w Polsce - NFZ) są traktowani jak.... śmieci.
    Tam czekanie na lekarza ( pielegniarke zresztą też) kilku godzin
    jest NORMĄ, a lekarz nie tknie pacjenta nie sprawdziwszy jego
    ubezpieczenia.
    O procedurach wysokospecjalistycznych ( typu laparoskopia, inwazyjne
    metody leczenia świeżego zawału) człowiek mający ubezpieczenie
    społeczne może zapomniec. I nawet sie nie upomina, bo by został
    wyśmiany.
    Honorowe zawody???? Dobre sobie. Ubawiłas mnie.O ile wiem wszędzie
    na swiecie, a w Stanach szczególnie bardziej niz tzw. honor liczy
    się to co jest na koncie i zawartość karty płatniczej. A środkiem
    płatności w Ameryce Północnej sa dolary a nie honor. W Polsce
    płacimy tez złotówkami a nie "honorkami".
  • tuberosa77 08.01.08, 10:23
    Opieka medyczna w USA jest dobra, ale tylko i wyłącznie dla tych,
    > którzy PŁACĄ WYSOKIE UBEZPIECZENIA.

    No u nas dla tych którzy płacą wysokie łapówki chyba

    Tam czekanie na lekarza ( pielegniarke zresztą też) kilku godzin
    > jest NORMĄ, a lekarz nie tknie pacjenta nie sprawdziwszy jego
    > ubezpieczenia.

    U nas też do tego dojdzie
    O procedurach wysokospecjalistycznych ( typu laparoskopia, inwazyjne
    > metody leczenia świeżego zawału) człowiek mający ubezpieczenie
    > społeczne może zapomniec. I nawet sie nie upomina, bo by został
    > wyśmiany.

    A Ty to pochwalasz?

    Honorowe zawody???? Dobre sobie. Ubawiłas mnie.O ile wiem wszędzie
    > na swiecie, a w Stanach szczególnie bardziej niz tzw. honor liczy
    > się to co jest na koncie i zawartość karty płatniczej. A środkiem
    > płatności w Ameryce Północnej sa dolary a nie honor. W Polsce
    > płacimy tez złotówkami a nie "honorkami".

    Pieniądze pieniądze pieniądze. A ja się będę upierała ze zawód
    lekarza musi być połączony z powołaniem i znam wielu takich lekarzy.
    Niestety coraz częściej zysk przesłania wszystko nawet honor i
    zasady etyczne.Amen.


  • protozoa 08.01.08, 14:11
    Tak samo jak nie rozdaje się za darmo mieszkań, samochodów, jedzenia
    tak samo drogich i wysokospecjalistycznych procedur!
    Niestety, nie każdego stać na mieszkanie w apartamentowcu, mercedea
    i inwazyjne leczenie zawału.
    Taka jest brutalna prawda.
    I powtarzam po raz kolejny: powołanie nie jest środkiem płatniczym,
    a lekarz jak każdy człowiek musi kupić ubranie, zapłacić
    świadczenia, kupic książki ( dokształcanie się), chce wyjechać na
    urlop. A nikt mu tego za darmo nie da, dlatego, że jest lekarzem z
    powołania. Musi wyjąć kasę. I dlatego pieniądze są tak istotne. Dla
    wszystkich.
    Ludzie maja kasę na kupno samochodów, na ubezpieczenie ich, a na
    leczenie nie. Więc może zamiast samochodu wyższej klasy wykupic
    ubezpieczenie gwarantujące lepsze leczenie?????????
  • zuzia_ny 08.01.08, 14:58
    ja nigdy nie powiedzialam ,ze opieka medyczna w usa jest dobra dla
    wszystkich. powiedzialam, ze dzieckiem sie zajmuja nalezycie.
    dziecko ma dobra opieke oraz matka w ciazy.
  • zuzia_ny 08.01.08, 15:36
    malemu dziecku pomocy sie nie odmowia i kobiecie w ciazy. ja nie
    pisze o wszystkich pacjentach. oraz tak, sa to honorowe zawody.
    policjant otrzymuje od spoleczenstwa szacunek i lapowki nie
    przyjmuje. no ale to nie jest juz na temat. sama jestem po czesci
    temu winna, ze temat odbiegl.
  • lorenai 11.01.08, 22:22
    >policjant otrzymuje od spoleczenstwa szacunek i lapowki nie
    przyjmuje

    jaaasne, że nie. Dream on. Możesz też obejrzeć "Strażnika Teksasu", bo już
    "Policjanci z Miami" zburzyliby twój światopogląd.
  • zuzia_ny 16.01.08, 04:05
    lorenai, mysle ,ze niesprawiedliwie to oceniasz. mieszkam tu,mam
    szanse ocenic. nie ma tutaj kawalow o "glupich" policjanatach.w
    polsce ja jako szary czlowiek bez problemu wsadze lapowke
    policjantowi a tutaj bym sie bala. zupelnie inna postawa
    spoleczenstwa. no ale bez sensu zebym tutaj bronila swojego
    stanowiska, bo to nie na temat . ja nie uwazam ,ze sluzba zdrowia
    jest tutaj sprawna. co czwarty mieszkaniec ameryki nie ma
    ubezpieczenia, bo co piaty albo szosty to jest nielegalny emigrant.
    ale zaznaczylam ,ze jest tutaj dobre traktowanie dziecka oraz
    kobiety w ciazy. wiesz, ja wcale nie jestem przekonana ,ze ameryka
    to jakis mega fajny kraj a polska beee. to nie tak. natomiast w tej
    kwestii mam takie samopoczucie, ze mnie z temperatura by odeslali
    ale dziecka juz nie.inna sprawa, ze nie weszlabym tam latwo.
  • protozoa 16.01.08, 07:41
    Piszę po raz kolejny - jeżeli rodzice dziecka mieliby dobre(sic!)
    ubezpieczenie to dziecko miałoby NATYCHMIASTOWĄ pomoc. Jeżeli byliby
    bez ubezpieczenia to nikt(!) nie ruszyłby się biegiem do IP i byc
    może po kilku(nastu) godzinach oczekiwania dziecko zostałoby
    skonsultowane.
    Błagam Cie nie wypisuj nieprawdy. We wszystkich stanach jest
    dokładna zależność między jakością i koszykiem świadczeń a
    wysokością ubezpieczenia zdrowotnego.
    Chcesz wykazać wyższość ochrony zdrowia w USA nad tą w Polsce - tak,
    są większe nakłady ( dla dobrze ubezpieczonych), są lepiej
    wyposażone kliniki( dla lepiej ubezpieczonych), zgoda. Ale osoba
    nieubezpieczona - czyli ponad 1/4 społeczeństwa + nielegalni
    imigranci - także spora grupa są traktowani jak śmieci. Tak jakby
    nie potraktował ich żaden lekarz w tej złej Polsce.
  • zuzia_ny 16.01.08, 14:59
    protozoa,male dziecko jesli nie ma prywatnego ubezpieczenia od
    rodzicow to ma fundowane ubezpieczenie od miasta. calkiem niezle.
    i w swoich wypowiedziach nie wykazuje wyzszosci opieki
    amerykanskiej nad polska. w powyzszych ( lub ponizszych, juz nie
    wiem) wypwiedziach czesto zaznaczalam ,ze chodzi mi jednynie o
    stosunek do malego dziecka i matki. a jeszcze odnosnie postu na
    ktory teraz ci odpisuje to nawet wspomnialam, ze co czwarty
    mieszkaniec nie ma ubezpieczenia.zupelnie nie rozumiem do czego
    chcesz mnie przekonac. przekonaj mnie ,ze matka w ciazy i male
    dziecko nie ma tu dobrze jesli chcesz obalac to co pisze.
  • budyniowatowe 07.01.08, 19:13
    zuzia_ny napisała:

    > o nie, kochana, tu jest inna mentalnosc. zupelnie odwrotna.
    > dlatego latwiej sie tu zyje. i dlatego lekarzom nie trzeba
    wsadzac
    > w lape pieniedzy .

    W USA zarobki lekarzy to tak gdzies od 150tys. dolarow rocznie w
    zwyz.
    W lape nikt nie daje, bo po kazdej wizycie lekarz wystawia
    odpowiedni rachunek.

  • protozoa 08.01.08, 07:39
    Tak, tylko zuzia_ny ( żeby nikt nie miał wątpliwości) ma jakies
    mgliste wyobrażenie o zyciu.
  • zuzia_ny 08.01.08, 15:47
    bo uwaza, ze mozna bylo nie odstawic dziecka na dwie godziny
    czekania a w perspektywie moglo byc jeszcze kolejne piec godzin o
    czym lekarz prawdopodobnie wiedzial.
  • kzet69 25.02.08, 00:39
    zuzia ma wyobrażenie o tamtejszej ER na podstawie "Ostrego dyżuru"
    tak jak nasze mamusie na podstawie leśnej góry...
    ps. czemu w tej leśnej górze mając na wózku pacjenta
    zabezpieczonego, zaintubowanego biegną z tym wózkiem jak wariaci?
    jogging? wyścigi? czy cwiczą jak najłatwiej rozintubowac pacjenta
    podrzucając go na wózku?
  • zuzia_ny 22.03.08, 04:39
    kzet69 napisał:

    > zuzia ma wyobrażenie o tamtejszej ER na podstawie "Ostrego dyżuru"
    > tak jak nasze mamusie na podstawie leśnej góry...
    > ps. czemu w tej leśnej górze mając na wózku pacjenta
    > zabezpieczonego, zaintubowanego biegną z tym wózkiem jak wariaci?
    > jogging? wyścigi? czy cwiczą jak najłatwiej rozintubowac pacjenta
    > podrzucając go na wózku?

    zuzia ma wyobrazenie... lalalala ( a dlaczego ma nie miec?). pani
    doktor ma nos wysoko zadarty. rece opadaja.i reszta juz bez
    komentarza.
  • mama_kotula 07.01.08, 10:55
    zuzia_ny napisała:
    > a lekarz nie musiala zbadac ale mogla.

    No tak, pisząc posty na forum też nie musisz myśleć, ale mogłabyś... ;>

    > nie zrobila tego jednak. dzieki temu nie pracowala nadgodzin ( ile czasu bada sie dziecko? 10 minut?) zalatwila swoja papierkowa robote i dobrze.

    Oczywiście, że dobrze.
    Zbadanie tego dziecka NIE należało do jej obowiązków w czasie pracy. Nie ma czegoś takiego jak "wypadałoby zbadać". Co więcej, nie ma czegoś takiego jak POWOŁANIE do zawodu lekarza, jak słyszę "powołanie" to mam odruch wymiotny, bo dla 99% społeczeństwa owo powołanie jest tożsame z "rzucam wszystko i pracuję 24h na dobę, a najlepiej za darmo".
    BTW, dziecka się nie bada 10 minut. Samo rozebranie dziecka i zebranie wywiadu tyle zajmuje.
    W każdym razie - nie widzę nic zdrożnego w tym, że lekarz chciał wypełniać swoje obowiązki, aby uniknąć nadgodzin. Lekarz to z.a.w.ó.d, a nie powołanie.
    Lekarz jest człowiekiem, ma rodzinę i swoje życie. Ciekawe, czy byłabyś zadowolona, jakby codziennie po pracy twój mąż będący lekarzem codziennie znosił stertę wypisów do zrobienia tłumacząc się "kochanie, przyszło pięcioro dzieci z gorączką i wypadało mi je przyjąć, tak, że nie miałem czasu zrobić tego i tego".

    --
    Juuuż mi niosą suknię z weloooneeeeem... wink
  • zuzia_ny 07.01.08, 15:59
    nie doroslas do tej roli. moze dlatego masz odruchy wymiotne jak o
    tym myslisz.
  • raxa.avra 11.01.08, 16:39
    wybacz, ale o jakiej roli piszesz??? O roli posiadaczki powołania?
    Nie wiem czy wiesz ale do tego się nie dorasta.. ha ha, Twoje posty jak i cała Twoja postawa "proamerykańska" szczerze mnie rozbawiają smile
  • zuzia_ny 16.01.08, 05:27
    udajesz ,ze nie zrozumialas ze chodzi o role lekarza, czy to
    faktycznie trudne dla ciebie i nie zrozumialas?
  • raxa.avra 19.01.08, 15:11
    nie, to Ty nie zrozumiałaś małej aluzji --> myśl zanim napiszesz, bo wychodzą Ci straszne głupoty. A może po prostu lubisz zabawiać tłumy..?
  • zuzia_ny 07.01.08, 19:07
    dla mnie te prowniania sa bez sensu. probujesz mi wmowic ,ze nie
    mysle , bo nie mysle podobnie?
  • zebra211 07.01.08, 17:24
    Piszesz tak, bo nie rozumiesz (jak każdy, kto nie pracuje w służbie zdrowia),
    że praca lekarza to taka sama praca, jak każda inna, ma swoje prawa i swoje
    obowiązki. W niektórych szpitalach w ogóle nie ma procedur pozwalających na
    badanie pacjentów przychodzących z miasta tak po prostu. To tak jak ja poszłabym
    czy do urzędu czy np do sądu, bo widziałam niesprawiedliwość i wymagam, by ktoś
    się tym problem zajął. Napisałam już, że takich pacjentów przychodzących z
    ulicy, bo boli paluszek, bo wzrosła temp. itp jest mnóstwo. Ja na dyżurze takich
    pacjentów badam, bo mamy umowy, które nam na to pozwalają. W tamtej placówce być
    może pracują inaczej, dlatego pacjentów odsyła się na ostry dyżur. Zawsze gdzieś
    w mieście działa przychodnia lub inna placówka, która pomoc zapewnia, wystarczy
    zadzwonić przed przyjazdem i zapytać, gdzie się udać. Czemu wydaje ci się, że
    pacjent musi mieć lekarza do dyspozycji teraz i natychmiast i do tego w tej
    akurat placówce medycznej, do której się uda? Łatwo jest żądać i wymagać.
    Podobnie rości się od nauczycieli, by wychowywali dzieci, i takie przykłady
    można mnożyć. Wiadomo, że w NY są inne realia, inny kraj, inne zwyczaje, inne
    przepisy i zasady pracy. Co tu porównywać?
  • novembre 07.01.08, 20:44
    A czy w NY pacjentow z ulicy bada lekarz majacy dyzur w szpitalu? Pakuja mu sie
    na oddzial i lekarz teraz juz natychmiast bada pacjenta? Czy moze odzyla do
    lekarza z ER? Bo cos mi sie nie wydaje...

    ...aczkolwiek oczywiscie moge sie mylic wink

    nov.
  • zuzia_ny 08.01.08, 02:27
    groch o sciane. dzizas! ja rozmawiam o malym dziecku z temperatura
    i o tym, ze mialo czekac dwie godziny na innego lekarza a potem byc
    moze kolejne piec godzin. i ze lekarz jesli nie mial obowiazku to
    mogl byc uprzejmiejszy a wy skaczecie do gardla ,ze nie mogl byc
    uprzejmiejszy. novemeber, nie znam odpowiedzi na twoje pytanie ale
    juz moj pediatra podpowiedziala odpowiedz.
  • novembre 08.01.08, 07:44
    Uwazam, ze nic nie zwalnia matki od myslenia.
    Dobrze, ze nie zaczekala na pokaz fajerwerkow, z tym lekarzem.
    Tez uwazam, ze lekarzowi by korona z glowy nie spadla, gdyby zbadal dziecko.
    O ile by mial taka mozliwosc.
    Ale nie mial obowiazku i nie mamy prawa sie do niego o nic przyczepic.
    Mamusia mogla sie zreflektowac wczesniej niz w sylwestra po poludniu, no ale
    wygodniej jest jechac do pierwszego lepszego szpitala i musza mnie przyjac,
    zrobic awanture ze jak tak mozna, skandal, za moje pieniadze itp.
    Poza tym autorka postu nie pisze nic o klopotach z transportem do lekarza z
    glebokiej wsi, zakladam wiec, ze albo prywatne centrum medyczne, albo prywatnych
    lekarzy mogla jednak w swoim miescie w internecie znalezc.
    Kazdy medal ma dwa kije, czy jakos tak smile
    pozdrawiam,
    novembre
  • kzet69 25.02.08, 00:32
    w 100% procentach Cię Zebra popieram ostatnio podczas dyżuru na
    Oddziale 2 świeże cukrzyce i sterydooporna nerczyca z oligurią a ja
    na izbie 20 mamuś co nie potrafiły znalezc drogi do ambulatorium w
    pogotowiu, z tym że czasami zbadanie i spławienie kolejnej
    weirusówki trwa krócej niż przekonanie matki gdzie powinna się udac,
    a czasami nie mam ochoty na kolejną pyskowkę z taką co to jej
    aniołek czubkiem świata ( a na Oddzile 30 takich aniołków, i
    sterowanie pompami telefonicznie, bo nie ma czasu, szczęście że
    akurat mądra pielęgniarka, której można zaufac, że nie zgubi
    przecinka na programatorze pompy)i się łamie i załatwiam masówkę na
    IP pzdr
  • bj32 07.01.08, 00:10
    Nie powiedziałam, ze nie zrozumiałaś. Ale i mi się zdarza, że nie
    zgłębię dokładnie wszystkich postów. Nie chciałam Cię w żaden sposób
    urazić.
    Jak wygląda w Polsce ogólnie służba zdrowia, szczególnie zać
    publiczna - każdy widzi. I nie jest to miód. Ale jeśli ktoś czeka 3
    dni, żeby potem robić dym o dwie godziny, to coś nie teges.
    Dziecka z infekcja nie wlecze się na oddział. Nawet dziecka z
    podejrzeniem infekcji. Jeśli dziecko ma podwyższoną temperaturę, ale
    żadnych innych objawów, to nie widzę powodów, dla których nie moze
    poczekać dwie godziny. Gdyby, nie wiem, miało drgawki, wymiotowało,
    miało ostrą biegunkę - cokolwiek! - należałoby wezwać pogotowie. Nie
    uważam, że lekarka popełniła jakikolwiek błąd. I tyle.
    --
    Pierwsza pomoc od moderatora:
    "Kochać Cię to za mało. Pragnąć Cię to za mało. Tęsknić za Tobą, to
    jak biegać boso po porannej rosie."
  • zuzia_ny 08.01.08, 04:45
    postawa matki to jedno a postawa lekarza to drugie. skupilam sie na
    postawie lekarza a teraz jak sie mam skupic na postawie matki to nie
    mam zamiaru jej rozgrzeszac, chociaz autorka watku przyznala ,ze
    zostala pouczona ze wysoka goraczka przez trzy dni nie wymaga
    paniki. ale jak sie przedluza to juz konieczna jest interwencja
    lekarza. przedluzylo sie i byla przestraszona.
  • zuzia_ny 07.01.08, 05:12
    swojego nie musi.
  • bj32 07.01.08, 06:50
    Lekarza też nie. Lekarka nie zrobiła nic, co by autorkę upoważniało,
    do publikowania jej danych z informacją, ze złamała zasady etyki
    lekarskiej, popełniła przestępstwo czy coś. Jeśli w takiej sytuacji
    podałaby dane lekarki, powinna podać również swoje, żeby zajrzawszy
    tutaj lekarka ewentualnie wiedziała, przed czyimi zarzutami ma sie
    bronić. Takich pacjentek ma pewnie conajmniej kilka dziennie...
    --
    Pierwsza pomoc od moderatora:
    "Kochać Cię to za mało. Pragnąć Cię to za mało. Tęsknić za Tobą, to
    jak biegać boso po porannej rosie."
  • zuzia_ny 07.01.08, 17:24
    owszem, mozna. opisujac sytuacje.
  • zuzia_ny 19.01.08, 18:33
    takich pacjentek ma kilka dziennie?
    a informacja dla matek z dziecmi bardzo istotna . no dla mnie tak.
    ja na ten przyklad nie chcialabym miec pediatry do ktorego nie
    mozna przedzwonic jak nie ma dyzuru i zawsze ladowac na
    pogotowiu.ja w ogole nie chcialabym wyladowac na pogotowiu ani w
    polsce ani w stanach. mozna tego uniknac.ale ta sprawa wyglada
    troche inaczej. kobieta zglosila sie z dzieckiem na ostry dyzur z
    pilna dla niej sprawa.ostrego dyzuru jeszcze nie bylo( dwie godziny)
    w tym budynku byl lekarz, ktory mogl dziecko zobaczyc. odmowil. i
    teraz pytanie ( na ktore znamy odpowiedz wiekszosci osob, ze lekarz
    nie powinien zbadac dziecka) - sprawdzic stan dziecka czy nie? no
    wiec przy wyborze lekarza chcialabym wiedziec jakie sa reakcje
    mojego lekarza w takich sytuacjach. a lekarz chyba nie odebralby
    tego sobie jako ujme skoro nie zlamal prawa a wrecz wobec wiekszosci
    wykazal sie ,ze jest rzeczowy i asrtywny . chyba nie ma wyrzutow
    sumienia skoro tak sie zachowal , bo uwaza ,ze tak powinien sie
    zachowac. tak samo chcialabym miec mozliwosc zadzwonienia do lekarza
    jak nie ma dyzuru. niechby odbierala osoba majaca dyzur i
    konsulotowala czy sprawa godna zawracania glowy ale to juz jakies
    zabezpieczenie. nei chce ladowac na pogotowiu. a pacjenci moga
    sluzyc sobie opinia na temat uslug lekarskich. to jest pomocne.
    jesli wybieramy sobie lekarza to musimy miec o nim informacje. no
    niesty lekarz musi sie z tym liczyc ,ze jest osoba publiczna.
  • kzet69 25.02.08, 00:44
    zuziu krótko: BREDZISZ
  • mama_kotula 07.01.08, 10:58
    zuzia_ny napisała:

    > swojego nie musi.

    Taaa. Przypomniało mi się, jak jedna z pacjentek obsmarowała w gazecie lokalnej panią doktor, która ponoć nie dopełniła obowiązków.
    W artykule wymienione były pacjentka A.K. i lekarz <imię><nazwisko>.
    Gdy lekarka złożyła skargę do redakcji - jako, że stawiane jej zarzuty były bezpodstawne i godziły w jej dobre imię - redakcja wymówiła się ochroną danych osobowych pacjentki tongue_outPPP i tak dalej.

    --
    Juuuż mi niosą suknię z weloooneeeeem... wink
  • kamila19842 07.01.08, 14:20
    moje dziecko też kiedyś miało gorączkę, ale ja w pierwszy dzień
    pojechałam do przychodni i lekarka stwierdziła że dziecku nic nie
    jest a gorączkę mam zbijać, następnego dnia znów z nim jechałam
    (prawie 40 km bo mieszkamy na wsi) tym razem przepisała jakiś
    antybiotyk. następnego dnia kiedy temperatura dochodziła już prawie
    do 40 st. pojechaliśmy do szpitala ale to była już ostateczność
    szukałam lekarza prywatnie ale w tej miejscowości gdzie mieszkam
    niestety nie było zbyt wielu możliwośi. w szpitalu okazało się że
    dziecko ma obustronne zapalenie płuc i na szczęście lekarka która
    akurat miała dyżur na oddziale zgodziła się zbadać moje dziecko bo
    mogło być z nim kiepsko. Dlatego nie piszcie mi że lekarz to jest
    tylko ZAWÓD bo to od lekarza zależy czy uratuje życie czy nie.a
    jeżeli ktoś chce przepracować swoje 8 godzin to powinien wybrac jako
    kierunek studiów ekonomię a nie składać przysięgę Hipokratesa a
    potem i tak jej nie wypełniać
  • protozoa 07.01.08, 14:36
    Zastanawiam się czy jestem az lekarzem czy tylko lekarzem. Bo jesli
    chodzi o nasze pensje to "lekarz jest takim samym zawodem jak każdy
    inny", ale jesli chodzi o wymagania nam stawiane to "lekarz nie
    jest takim zawodem jak każdy inny".
    A tak na marginesie - nikt z nas nie składa przysiegi Hipokratesa -
    i to od niepamietnych czasów. Składamy przyrzeczenie lekarskie, w
    którym ani słóweńka nie ma tym, że mamy być o każdej porze dnia i
    nocy NATYCHMIAST i na ŻĄDANIE pacjentów.
  • kamila19842 07.01.08, 14:47
    ja nie mówię że lekarz ma rezygnować ze swojego życia i tylko leczyć
    ale nie porównuj pracy lekarza do pracy np. urzędnika. I przecież
    nie na żądanie tylko kiedy matka ma chore dziecko to nie wierzę że
    żąda od lekarza żeby je zbadał tylko o to prosi bo jest bardzo
    wystraszona i martwi sie o swoje dziecko. co do zarobków, przecież
    nikt was nie prosi żebyście leczyli za darmo, a co do wymagań
    stawianych lekarzom, cóż jest to zawód bardzo odpowiedzialny i
    wybierając go chyba się z tym liczyłaś, prawda?
  • kzet69 25.02.08, 00:48
    > ale nie porównuj pracy lekarza do pracy np. urzędnika

    nie porównuję, urzędniczka w NFZ ma pensję 2 x wyższą od mojej
  • kzet69 25.02.08, 00:47
    kamilo dziecko przysięga hipokratesa to jest historyczny tekst,
    gdzie się przysięga na Apollina i innych greckich bogów ŻADEN lekarz
    nie tej przysięgi
  • kzet69 25.02.08, 00:49
    > nie tej przysięgi

    nie składa tej przysięgi sorki
  • zuzia_ny 07.01.08, 15:54
    niestety, lekarz poniekad jest osoba publiczna. pacjent nie.
    trzeba miec szanse zglaszac zazalenia. ale ok, wcofuje sie z tej
    dyskusji.bo po obu stronach sa argumenty i za i przeciw i nie bedzie
    to mialo konca.
  • zuzia_ny 07.01.08, 16:13
    na koniec chcialam sie pochwalic ,ze zadzwonilam do swojej pani
    doktor bo potrzebowalam by przefaksowala cos do apteki i przy
    okazji zapytalam czy moge tez zadac prywatne pytanie. szybko , w
    skrocie opowiedzialm sytuacje. odpowiedz: jesli w tym miejscu o tej
    godzinie nikt inny nie mogl dziecka zbadac powinna byla to zrobic. i
    uszla mi para.
  • budyniowatowe 07.01.08, 19:10
    zuzia_ny napisała:

    > na koniec chcialam sie pochwalic ,ze zadzwonilam do swojej pani
    > doktor bo potrzebowalam by przefaksowala cos do apteki

    I razem z faxem do apteki, pani doktor wyslala drugi fax z
    rachunkiem do ubezpieczalni.

    i przy
    > okazji zapytalam czy moge tez zadac prywatne pytanie. szybko , w
    > skrocie opowiedzialm sytuacje. odpowiedz: jesli w tym miejscu o
    tej
    > godzinie nikt inny nie mogl dziecka zbadac powinna byla to zrobic.
    i
    > uszla mi para.

    I po zbadaniu dziecka pani doktor wysyla odpowiedni rachunek do
    ubezpieczyciela.
    A jak przyjdzie taki biedny nieubezpieczony Meksykanin to pani
    doktor odesli go do miejskiego szpitala, gdzie sobie posiedzi z 10
    godzin w poczekalni az sie nim ktos zajmie.
  • myelegans 07.01.08, 19:35
    Polecam najnowszy film Michaeal Moore'a "Sicko" dla otworzenia oczu
    na amerykanska sluzbe zdrowia.
  • zuzia_ny 07.01.08, 19:47
    to jest o mafii farmaceutycznej.
  • zuzia_ny 07.01.08, 19:43
    no wiec szybko ci odpisze. taki biedny meksykanin jest na miejskim
    ubezpieczeniu. tak jak i moje dziecko. a tutejsze dzieci oraz matki
    w ciazy maja dobra opieke. mam miejskie ubezpieczenie. wybieralam
    sobie sama szpital w ktorym che rodzic oczywiscie rodzilam w
    bardzo dobrej klinice. klinika nigdy nie zaplacilam dolara.. tam
    byla prowadzona moja ciaza. tam sie mna zaopiekowali. nie wiem ile
    miasto im za to placi. moj pediatra moze nawet nie wie, ze mam
    miejskie ubezpieczenie. sekretarka sie tym zajmuje.oczywiscie nie
    musi respektowac miejskich ubezpieczen. jest to przychodnia
    prywatna. ale respektuje. nie mialam problemu ze znalezieniem
    dobrego lekarza.
  • protozoa 08.01.08, 07:45
    Taka sama prawda jak ta, że wczoraj umówiłam się na kolację z małymi
    zielonymi ludzikami, którzy przylecieli z kosmosu. Opowiedzieli duzo
    ciekawych rzeczy między innymi o tym, jak wspaniale funkcjonuje
    ochrona zdrowia poza ziemska galaktyką.
    Zuziu- NY, nie osmieszaj się, nie konfabuluj! Jakj wygląda ochorona
    zdrowia ludzi byle jak ubezpieczonych na terenie Stanów
    Zjednoczonych wie każdy przedszkolak!
  • zuzia_ny 08.01.08, 15:57
    piszemy o tym jak traktuja dziecko, tak? czy sie myle?
  • myelegans 07.01.08, 19:33
    Zuzia, z szacunkiem, ale amerykanska sluzbe zdrowia znam od
    podszewki, i mam on niej takie sobie zdanie, a mam bardzo dobre
    ubezpieczenie. Zapraszam do jakiegokolwiek ER, bylam kilka razy, z
    goraczkujacym dzieckiem poczekasz sobie kilka godzin, bo
    pierwszenstwo maja Ci z atami serca i ranami postrzalowymi.
    Pogotowie do goraczkujacego dziecka Ci nie przyjedzie, zreszta i tak
    nie bedziesz dzwonic, chyba, ze Ci dziecko przestanie oddychac, bo
    za duzo Ci to $$$ bedzie kosztowac, zreszta nie wiem, czy dispatcher
    po zrobieniu wywiadu przyslalby pogotowie do goraczkujacego dziecka,
    ktore nie ma innych objawow.
    Spedzilam kiedys 5 (sic!) godzin na ER z ostrym zapaleniem pecherza
    moczowego, bo to byl "low priority" case, juz chcialam sobie noz w
    noge wbic zeby krew zobaczyli i bylo to w MGH. Nie mowiac juz o tym,
    ze szpital moze odmowic przyjecia Ciebie, czy dziecka jezeli np.
    jestes w "out of network".
    Ma licencje na CPR i First Aid, i wg PRAWA, lekarz NIE MA obowiazku
    zbadac pacjenta jak jest to poza godzinami pracy, lub poza jego
    bezposrednimi obowiazkami, wiec zapewniam Cie, ze tutaj p. doktor
    BARDZO GRZECZNIE powiedzialaby CI, zeby zglosic sie na ER.
    Dla mnie w Polsce wezwanie lekarza na wizyte domowa jest ogromnym
    LUKSUSEM, i obecnosc LEKARZA w pogotowiu jest LUKSUSEM.
  • zuzia_ny 07.01.08, 19:46
    jesli masz dobre ubezpieczenie, to nie ladujesz w tym miejscu a jak
    ladujesz to i twoj lekarz laduje. tez z zycia wziete. smile
  • zuzia_ny 07.01.08, 19:54
    pogotowia sa zaladowane, fakt. wez pod uwage ,ze tutaj jest tybet
    kuturowy i sporo awantur. oczywiscie wypadki to numer jeden. w
    takiej sytuacji czekasz. i ty wlasnie masz to doswiadczenie. ale
    jesli jestes z dzieckiem i lekarz nie zajmuje sie pacjentami a
    innego lekarza jeszcze nie ma to odmowi ci? hmm. mozesz wieszac psy
    na amerykanskiej sluzbie zdrowia ale dzieckiem i matka w ciazy
    zajmuje sie dobrze.
  • myelegans 07.01.08, 20:07
    Film nie jest o mafii farmaceutycznej.
    No to sie przygotuj, ze na to "miejskie" ubezpieczenie bedziesz
    musiala niedlugo zaplacic. A ile placisz za lekarstwa?
    Nie laduje w takim miejscu, MGH jest w czolowce amerykanskich
    szpitali FYI i to tam bylam na pogotowiu jako matka karmiaca, z
    dzieckiem przy piersi z rozcietym lukiem brwiowym, zlamanym nosem,
    skrajnie odwodniona. Zostalam przyjeta w trybie przyspieszonym...
    czekalam tylko godzine, polozona zostalam na korytarzu pod
    kroplowka, przesuwali mnie co jakis czas, na przeciwko w kabinie
    lezala .... przykuta kajdankami do lozka kobieta ze straznikiem
    wieziennym. I nie bylo to w zadnym intercity. Rachunek za cala
    przyjemnosc kosztowal mnie.....a raczej moje ubezpieczenie....
    8,000USD, zalozenie 4(sic!) szwow to bylo 1000 USD, ale ja mam
    dobrze ubezpiecznie (!!!!).
    Zycze CI, zeby nie przytrafila Cie sie ani Tobie, ani Twojemu
    dziecku zadna powazniejsza choroba, operacja czy hospitalizacja,
    wtedy zobaczysz jakie cudowne sa "miejskie' ubezpieczenia
  • zuzia_ny 07.01.08, 20:18
    bylam na emergency. a analizujac twoje doswiadczenie i odniesienie
    do sytacji w polsce. nie zbadalabys dziecka i kazalabys czekac dwie
    gdziny? jesli to tak moze wygladac? ( po tych dwoch godzinach
    czekania siadasz obok ofiar wypadkow i czekasz kolejne
    piec...........lekarz o tym chyba wie.
  • zuzia_ny 07.01.08, 20:24
    tu cie zaskocze. zrezygnowalam z ubezpieczenia z meza pracy, bo
    miejskie ma dla naszego dziecka na najblizesze piec lat lepszy
    program.potem zapisze sie na ubezpieczenie meza lub bede miala
    swoje w pracy.dziekuje, ze mi nie zyczysz zle. ale juz dawno
    odbieglysmy od tematu.
  • zuzia_ny 08.01.08, 02:22
    nie place za lekarstwa.smile
    widze ze jadnak dobrej orientscji nie masz.
  • protozoa 08.01.08, 07:50
    Zuziu, błagam, to forum a nie miejsce opowiadania bajek.
    Moja kuzynka jest stomatologiem w NY. Druga - ginekologiem. Obie
    nostryfikowały polskie dyplomy i...... wiedza od podszewki jak
    funkcjonuje tu i tam ochrona zdrowia.
    I nie wiem czy wiesz, ale lekarz dentysta ma np. ograniczone
    mozliwości ordynowania leków - wyłącznie na te, które są przydatne w
    stomatologii.
    Z bolącym zebem albo idziesz prywatnie i płacisz całkiem duzo
    $$$$$$$$$, albo czekasz na ekstrakcje.....kilkanaście godzin. I to
    pod warunkeim posiadania jakiegokolwiek ubezpieczenia.
  • zuzia_ny 08.01.08, 16:04
    skad wniosek ,ze opowadam bajki?kuzynka stomatolog ci powiedziala,
    ze dziecko nie ma tutaj dobrej opieki?
  • zuzia_ny 09.01.08, 00:26
    masz racje. pomylilam film. tego nie ogladalam.
  • bj32 07.01.08, 23:47
    A wiesz, ja sie też pochwalę.
    Ja też nieraz dzwonię do mojej pani doktor, jak mi trzeba czegoś na
    receptę, co ona wie, że któreś z nas bierze. Albo idę w ogóle bez
    rejestrowania się, jak jest awaria i jeszcze się nie trafiło, żeby
    odmówiła. A jak był jeszcze w tej samej przychodni porzedni pan
    doktor, to jak mi się córka urodziła w październiku, to przyjechał,
    coby ją obadać. I na kasę to wszystko. *Na* nie *za*. I jak mi
    skierowanie jakieś potrzebne i jest uzasadnione, to zawsze dostanę.
    I słucha, co jej mówię o dziecku. Ba! Mogę jej zadać choćby
    najgłupsze pytanie [czy to prawda, że jak się do wózka od główki
    podejdzie, to dziecko dostanie zeza?wink] i zawsze mi wszystko
    dokładnie wyjaśni... Od lekarza zależy nie od calego systemu.

    I dalej bedę sie upierać, ze jeśli dziecku nic oprócz gorączki nie
    było, to lekarka poza dyżurem i na oddziale nie musiała dziecka
    badać. Zwłaszcza, ze jakby to była prowokacja sanepidu, to by panią
    doktor za tyłek pewnie złapali, że się tak wyrażę...
    A podawanie danych lekarki publicznie może być naruszeniem jej
    czegośtam... Szkalowanie jakieś, albo co...?
    --
    Pierwsza pomoc od moderatora:
    "Kochać Cię to za mało. Pragnąć Cię to za mało. Tęsknić za Tobą, to
    jak biegać boso po porannej rosie."
  • zuzia_ny 08.01.08, 02:35
    tak, biedny lekarz.
  • bj32 08.01.08, 07:18
    Nie chodzi o to, ze biedny lekarz, tylko łatwo stwierdzić "a doktor
    Malinowska to świnia". Ale podpisać sie pod tym, żeby doktor
    Malinowska mogła wytoczyć proces o zniesławienie to już niełaska...

    Również możnaby stwierdzić "biedna pacjentka..."
    --
    Pierwsza pomoc od moderatora:
    "Kochać Cię to za mało. Pragnąć Cię to za mało. Tęsknić za Tobą, to
    jak biegać boso po porannej rosie."
  • zuzia_ny 09.01.08, 05:32
    dlatego sie pytam czy sa jakies miejsca gdzie mozna opisac
    zachowanie lekarza i podac nazwisko.czy jest stworzona jakas
    strona?tam osoba dla opini publicznej jest anonimowa a pani doktor
    od administratora moze brac namiary. trudne? pacjenci moga chciec
    miec wglad do opini publicznej na danego lekarza zanim sobie go
    wybiora.dlatego nie nagany ale i superlatywy sie wpisuje. akurat w
    tym przypadku lekarz skarzy sie w sadzie na forum . dlatego w
    interesie forum jest pilnowac takich spraw.
  • bj32 13.01.08, 13:51
    www.google.pl/search?hl=pl&rlz=1T4SKPB_enPL247PL248&q=informacja+o+lekarzach&btnG=Szukaj&l
    r=lang_pl
    Przypuszczam, ze jak dobrze poszukasz to znajdziesz. Zaniedbanie
    zgłasza sie u przełożonego danego lekarza albo w NFZ. A robienie
    zdymy na forum, bo lekarz nie zbadał "natychmiast" i podawanie
    danych to chyba nie jest dobry pomysł...
    --
    Pierwsza pomoc od moderatora:
    "Kochać Cię to za mało. Pragnąć Cię to za mało. Tęsknić za Tobą, to
    jak biegać boso po porannej rosie."
  • mim288 07.01.08, 20:39
    To co robię w takich sytuacjach to telefon do pediatry (prywatnei),
    który albo udziela informacji telefonicznie (bezpłatnie) albo
    przyjeżdza do dziecka (i jak ktos powyżej napisał inkasuje
    honorarium). Natomiast wkurza mnie to, że lekarze z NFZ
    też "inkasują" ode mnie honorarium ( w formie składki, czyli
    podatku, od którego nie mogę "uciec"), a potem sie okazuje,
    że "trzeba poczekać i 5 godzin", bo komus z przeproszeniem się
    czterech liter podnieść nie chce. lekarze chcą wiecej zarabiać, ale
    myslę, że cóż "jaka praca taka płaca".
    Zbadać dziecko z gorączką to chyba nie heroiczny wyczyn, osobiście
    uprzejmie poinformowałabym, że albo nie wyjdę z gabinetu, albo
    poproszę o pisemne oświadczenie, że pani dortór odmawia zbadania
    dziecka z gorączką taka i taką.
  • zuzia_ny 07.01.08, 20:42
    ufff.

    ok, drogie panie. mam nadzieje, ze nie reagowalam zbyt emocjonalnie
    ( oczywiscie , ze reagowalam)i nikogo nie obrazalam. jesli tak to
    przepraszam. teraz zmykam do dziecka, bo mi sie wykolei jak ja bede
    spedzala czas na forum. ide sie z nim bawic. milego wieczoru smile (u
    nas srodek dnia i sloneczny dzien)
  • protozoa 08.01.08, 07:52
    Miłego dnia. Opowiedz dziecku bajkę o dobrych lekarzach w Ameryce i
    okropnych w Polsce. Znajdziesz wdzięcznego słuchacza. No i poprawisz
    swój warsztat bajkopisarski.
  • bj32 08.01.08, 12:57
    Zbędna złośliwość... Jakkolwiek mnie upór koleżanki również nieco
    irytujesmile
    --
    Pierwsza pomoc od moderatora:
    "Kochać Cię to za mało. Pragnąć Cię to za mało. Tęsknić za Tobą, to
    jak biegać boso po porannej rosie."
  • tuberosa77 08.01.08, 13:34
    Piszę do wszystkich koleżanek wypowiadających się w tym wątku.
    Przeczytałam bardzo uwaznie i takie refleksje mi się nasuwają.
    Trudno powiedzieć czy założycielka wątku miała uzasadnienie prosząc
    lekarza o zbadanie dziecka. To mógłby określić tylko lekarz który by
    to dziecko zbadał. Przeciętny człowiek nie jest wstanie określić czy
    stan jest na tyle poważny ze należy szybko działać czy jeszcze można
    poczekać np 2 godziny. Przestraszona matka , której wyobraźnia
    pracuje może zobaczyć to czego nie ma. Same to wiecie bo jesteście
    matkami. Zgadzam się ze lekarz też człowiek i nie jest w stanie
    pracować 24 h na dobę. Przeraża mnie jednak podejście niektórych
    koleżanek w stylu: praca papierkowa też jest ważna, lekarka nie
    miała obowiązku..., praca lekarza to nie powołanie itd. Przeraża tym
    bardziej że wypowiadają te słowa sami lekarze. Ja się będę upierała
    przy tym powołaniu. I przy tym że pieniądze nie są najważniejsze. I
    że są sytuacje kiedy praca ppapierkowa musi lub powinna poczekać.
    Żdrowie i zycie ludzkie jest wartością nadrzedną. Lekarz bez
    powołania to zwykły rzemiślnik który bezdusznie wykonuje zalecane
    procedury. Ja bym jednak nie odmówiła i zbadała to dziecko.
  • protozoa 08.01.08, 14:27
    Czy wiesz na czym polega "praca papierkowa" na oddziale?
    Podejrzewam, że nie.
    1. Może lekarka pisała zamówienie na krew, która musiała być podana
    NATYCHMIAST, bo zwłoka była niebezpieczna dla zycia innego pacjenta.
    To "tylko" papierki.
    2. Może pisała zlecenia dla nowo przyjętego chorego, któremu trzeba
    podać leki i natychmiast zacząć leczenie. Opieszałośc może być ceną
    życia. To też "tylko" papierki.
    3. Może wypisywała skierowanie na badania ( j.w)
    4. Może robiła przepis do innego szpitala, do którego miał byc
    transportowany pacjent w stanie zagrożenia życia. Brak "papierków"
    to brak wiedzy o tym pacjencie i potencjalne zagrożenie zycia.
    5. A może po prostu musiała uzupełnic bardzo dużą dokumentację
    medyczną ( obserwacje, epikryzy, papierki do NFZ, papierki do
    statystyki, wypisy). To tez sa obowiązki lekarza, które musi wykonac
    w pracy.
    6. Moze pisała pilna konsultację koledze z innego oddziału i od tej
    konsultacji zależało dalsze postępowanie z dzieckiem.
    7. Mogło się tez tak zdarzyć, że robila tzw. "śmiertelne papiery" po
    zgonie pacjenta. I na te "papierki" czekała zestresowana,
    zdenerowana rodzina zmarłego.
    Nic, żaden ten "papierek" nie może czekać. Jest pilny
    Bo raczej lekarka nie rozwiązywała krzyżówek, nie pisała listu
    miłosnego do kolegi z sąsiedniego oddziału.
    Wiem, że każdy chciałby juz i natychmiast, bo jest przestraszony,
    zdenerwowany, spieszy się, jest zmęczony , nie lubi czekać.
    Niestety, tak nie jest. Publiczna słuzba zdrowia nie gwarantuje
    konsultacji już i natychmiast. Czasem trzeba poczekać. Tak jest
    wszędzie i pod każdą szerokościa geograficzną.
    Czy jest na to rada? Tak! Koszyk gwarantowanych usług+ dodatkowe
    ubezpieczenia. Jesli ktos wykupi ubezpieczenie A ( umownie -
    najdroższe) to może wezwac lekarza do domu gdy dziecko na 36.8.
    Przyjedzie, zbada, uspokoi matkę. Za ubezpieczenie B ( tańsze)
    pacjent ma prawo do szybkiej konsultacji w wybranych placówkach.
    Tzw. szybka ścieżka. No i są tacy, którzy nie chcą lub nie stać ich
    na wykupienie dodatkowych ubezpieczeń - ci, trudno, musza czekać.
    Czasem długo, czasem niekomfortowo itd. Nie ma równych? Nie ma. Mnie
    także nie stać na BMW, Alfa Romeo czy Mercedesa. Choć sa one
    bezpieczniejsze niz Fiat Punto , którym jeżdżę.
  • tuberosa77 08.01.08, 17:46
    Moze Cię zadziwię ale wiem na czym polega. Zgadzam się z Twoją
    wypowiedzią. Niepotrzebnie mnie atakujesz bo ja wcale nie mówię ze
    lekarka MUSIAŁA zbadać dziecko autorki wątku. Poprostu przeraża mnie
    Twój pragmatyzm i to że cały czas piszesz o pieniądzach a przecież
    nie one są tematem wątku. Już wiem ze Ty bronisz się przed tym
    powołaniem jak przed ogniem, choć ja nie mogę zrozumieć takiego
    podejścia . Mówię tylko że JA zbadałabym to dziecko, TY nie, ale JA
    tak.
  • protozoa 09.01.08, 07:41
    Przestań opowiadac o "powołaniu". "Powołanie" ma miec ksiądz,
    zakonnica - nie lekarz, policjant itd. Tak samo jak nikt rozsądny
    nie mówi o "powołaniu" bankowca, pracownika urzędu skarbowego,
    polityka, inzyniera, kierowcy, sędziego, notariusza.
    Ktos kto powtarza jak mantrę ( a Ty to robisz) frazes o "powołaniu"
    nie ma pojęcia o czym mówi.
    C
  • tuberosa77 09.01.08, 10:08
    To chyba raczej Ty nie wiesz o czym mówię bo tego powołania właśnie
    Ci brakuje. A jaką djagnozę wydasz komuś kto jak mantrę powtarza o
    pieniądzach...
  • protozoa 09.01.08, 13:01
    Powołanie nie istnieje!!!! Jeśli przez powołanie rozumiesz to, że
    lekarz ma dac sobie wejść na głowe to rzeczywiście się nie
    zrozumiemy.
    A jaka postawię diagnoze komus kto mówi o pieniądzach? Ano taką, że
    nic nie ma za darmo.
    Że lekarz tak jak każdy człowiek ma prawo do godnego zarobku i
    uszami wychodza mu slogany o "powołaniu".
    Znajdx mi szklarza z powołaniem, albo tapicera. Sa mi pilnie
    potrzebni, a jakos zaden się nie kwapi, aby przyjechac.
  • tuberosa77 09.01.08, 13:48
    Powiem Ci że dzięki Tobie rozgorzała ostra dyskusja w mojej rodzinie
    a mam tu 4 lekarzy , pokazałam Twoje posty i spytałam czy
    rzeczywiście przesadzam z tym powołaniem. I wiesz co wszyscy mi
    powiedzieli ze powołanie w pracy lekarza jest potrzebne. A że nic
    nie ma za darmo to właśnie dzięki takim ludziom jak Ty. Może my
    jesteśmy z innej epoki ale w naszym mniemaniu jednak są rzeczy,
    których nie można kupić i jeśli trzeba coś zrobić za darmo to się to
    robi i już. I tu nikt nie odbiera nam prawa do godnego zarobku i nie
    przeczy że lekarz też człowiek i odpocząć musi. Poprostu chodzi o
    podejście a Twoje mnie przeraża i nie tylko mnie. W kilku postach
    wyżej dałaś porównanie specjalistycznych procedur stosowanych
    podczas zawału do posiadania mercedea lub mniej bezpiecznego modelu.
    Moim zdaniem porównanie nietrafne a sposób myślenia zatrważający.
    Procedury ratujące życie powinny być takie same dla wszystkich
    niezależnie od zasobności portfela.
    Podejrzewam że jesteśmy z tego samego pokolenia gdzie konsumpcja i
    pieniądze jest guru. Ale ja się tego wstydze, wolałabym się urodzić
    w innej epoce niż dążyć do "ideału" amerykańskiej służby zdrowia,
    gdzie lekarz nie udzieli pomocy umierającemu na podłodze pacjentowi
    zanim nie sprawdzi czy ten ma ubezpieczenie.
    Znam tapicera zpowołaniem, sama korzystałam z usłóg takiego, jeśli
    jesteś z Krakowa chętnie podam namiary.
  • protozoa 09.01.08, 16:03
    Zacznę od końca - nie jestem z Krakowa, więc nie skorzystam, ale
    dziekuję.
    I druga sprawa - jestem z pokolenia czterdziestolatków -
    tych "mniejszych", ale jednak urodzonych w latach sześćdziesiątych
    ubiegłego stulecia smile
    W poprzednim ustroju, który niewątpliwie miał swoje dobre i złe
    strony, wszyscy mielismy po równo... czyli niewiele.
    Czasy jednak sie zmieniły i nie sposób od jednych wymagac pracy za
    przysłowiowa szklanke ryzu, a od innych nie.
    Procedury wysokospecjalistyczne kosztuja i sa niesłychanie drogie.
    Wszędzie na świecie ludzie o wyższym ubezpieczeniu maja do nich
    dostep, a jeśli posiadaja niższe to są leczeni inaczej ( czasem
    mniej skutecznie) lub sami opłacaja je w 100%.
    Jesli przyjmiemy załozenie, ze wszystkim "sie należy" to w końcu nie
    będzie tych procedur dla nikogo lub........będą tak deficytowe, ze
    beda sprzyjac korupcji. w związku z tym jestem zwolenniczka jasnych
    i przejrzystych zasad - koszyka gwarantowanych usług medycznych (
    niewielkiego) i szeregu ubezpieczeń. w zaleznosci od woli,
    zasobnosci portfela, wieku mozna wykupic dowolne ubezpieczenie i
    miec dostep do rozszerzonego koszyka. I to nic nowego, wszędzie na
    swiecie sa takie praktyki i nikogo to nie dziwi.
    Lekarz zyje ze swojego zawodu ( no chyba, ze ma zamoznego
    współmałzonka, ale to rzadkość). Musi opłacic czynsz, kupic ubranie,
    jedzenie, książki. Ma taka fantazje, zeby raz w roku pojechac na
    urlop, pójśc do teatru. I to Cie chyba nie dziwi.
    Składając przyrzeczenie lekrskie ( nie przysiegę Hipokratesa), które
    zobaczysz na końcu prawa wykonywania zawodu ( niebieska książeczka,
    poproś lekarzy w rodzinie) nikt z nas nie przyrzekał , ze będzie
    biedakiem, że rezygnuje z zycia rodzinnego, towqarzyskiego,
    wypoczynku. Mamy do tego prawo.
    Od 1 stycznia obowiązuje nas taki sam Kodeks Pracy jak pozostałych
    pracownikow. Jak zwykle wszystkich mocno zaskoczył fakt, ze dotyczy
    on tez lekarzy. W społeczństwie panuje niezdrowe pojęcie
    o "powołaniu", które Ty tak eksponujesz. Gdybysmy chcieli byc
    bezwzględnymi s...synami i trzymalibysmy sie sztywno reguł i
    egzekwowali to co nam sie nalezy, w moim szpitalu byłby równy krach.
    Pacjenci po prostu zostaliby od jutra, poniedziałku BEZ
    SPECJALISTYCZNEJ OPIEKI. Miedzy innymi - na Izbie Przyjęc - nie
    dyżurowałabym ja - chirurg z II stopniem, a stazysta bez LEP-u
    lub......nikt. A jednak tego nie robimy. Powołanie? Nie! Reszta
    cierpliwosci i wiara w to, ze będzie lepiej. A takze poczucie
    odpowiedzialnosci. Ale domagamy sie, aby takze i pacjenci zdjęli
    klapki z oczu i nie domagali sie rzeczy niemozliwych -
    natychmiastowej konsultacji, pełnej dyspozycyjności, szanowali
    prywatny czas lekarza.
    Daj i ten post do przeczytania Twoim krewnym, a moim kolegom po
    fachu. Mysle, ze sie zgodzą.
    Mysle tez, ze podziela mój pogląd w sprawie pilnych "papierków" (
    chocby konsultacji na innnym oddziale - w tym OIOMIE,
    zapotrzebowania na krew, zlecenia pilnych badań itd.
    I jeszcze jedno. Kiedyś wypisałam szybciej "śmiertelne papiery", aby
    rodzina zmarłego mogła rozpocząć załatwianie przykrych formalności,
    pacjent z rozbitą głowa ( do szycia) zaczekał a przy okazji
    wytrzeźwiał.
  • kzet69 25.02.08, 00:57
    tuberosa... realsocjalizm skończył się 19 lat temu zauważ to....
  • zuzia_ny 08.01.08, 14:49
    po ile mamy lat, 15? no wybacz ale ta wypowiedz........ zacznijmy
    sie jeszcze przezywac wink
  • malgosiek2 08.01.08, 15:39
    Może nieco obok tematu,ale też w klimacie sł.zdr.
    Pracuję w przychodni jako pielęgniarka praktyki i jako położna
    również.
    I powiem szczerze przeraża mnie napastliwość,wymuszanie np.pisania
    od ręki recepty-patrz natychmiast- czy skierowania,bo "tylko
    recepta"ale nie ważne,ze blokuję komputer,kolejkę.
    Muszę wyciagnąć kartę choroby wpisać do
    systemu,"wklapać"receptę,wydrukować i wpisać prawidłowo do
    hist.choroby.
    Kolejka oczekujących rośnie i ich zniecierpliwenie też,a potem już
    się wszystko ładnie rozkręca w stronę awantur,bo ktoś juz aż 5
    min.czeka pod zabiegowym ne zastrzyk,pomiar glukozy etc.
    Wierzcie albo nie,bo o siusianiu czy wypiciu ciepłej herbaty często
    mogę pomarzyć nie wspominając o zjedzeniu czegokolwiek.
    Telefon dzwoniący prawie non stop,a potem w słuchawce słyszę
    oburzenie,ze nie można sie dodzwonić.
    Jak ja mam długaśny ogonek przy rejestracji.
    A nas jest z reguły dwie rano,popołudniu jedna.
    Ale pacjenci MUSZĄ mieć wszystko NATYCHMIAST i na już.
    Bo inaczej na nas krzyczą i od razu postawa roszczeniowa.
    Więc niech trochę pokory i zrozumienia będzie z obydwu stron,a
    wszyskim będzie sie żyło sie lepiej.
    Wiem nie powinnam narzekać,bo taką mam pracę,ale zcasami mam ochotę
    wykrzyczeć LITOŚCI i ZROZUMIENIA!!!!
    Pzdr.Gośka
    --
    Maksio ma
  • malgosiek2 08.01.08, 16:20
    Acha,a wypisując receptę muszę uważać na nazwę leku,ilość opakowań
    czy jest na "P"czyli przewlekłe choroby,antydepresanty i nasenne
    drukować osobno dopisując słownie ilość tabl. jak i te na "P"również
    osobno.
    No i ma sie rozumieć ta recepta ma być od ręki wypisana.
    A to "tylko papierkowa robota"i nic więcejsmile)))
    Także z jednej strony nie dziwię się lekarzom.
    Pzdr.Gośka
    --
    Maksio ma
  • malgosiek2 08.01.08, 16:42
    Chciałam jeszcz dodać,ze dla mnie bez mała karygodne było
    wtargnięcie z chorym dzieckiem na oddział,gdzie mogły leżeć
    np.dzieci białaczkowe,które mają bardzo obniżoną odporność i każdy
    kontakt z chorym moze skończyć sie nie najlepiej.
    A autorki dziecko miałoby np.ospę,która wykluwa sie długo i
    najbardziej jest zaraźliwa przed wystąpieniem wykwitów/wysypki.
    To może potencjalnie zarazić któreś dziecko na oddziale.
    Co wtedy?
    Kto za to odpowie?
    Lekarz oczywiscie,bo przyjął dziecko na oddziale.
    Pzdr.Gośka
    --
    <a href="http://b2.lilypie.com/QbyAp1.png">Maksio ma</
  • zuzia_ny 08.01.08, 16:52
    szpital, bo matka z dzieckiem nie domyslila sie tego ( ja tez bym o
    tym nie myslala) . dlatego nie powinno sie latwo wchodzic skoro
    jest taka sytuacja. a okazuje sie ze kazdy z ulicy moze wejsc.
  • zuzia_ny 08.01.08, 17:09
    wobec powyzszego argumentu a mianowicie narazanie na zdrowie
    pacjentow o obnizonej odpornosci - dziecko oczywiscie moglo wniesc
    na oddzial wirusa, zamykam sie. ale nikt z wyzej dyskutujacych nie
    mial na mysli tego argumentu. wymiana zdac dotyczyla tego, czy
    obowiazki wypelniania papierkowej roboty mogly na chwile zostac
    przerwane czy nie oraz ,ze zawraca sie niepotrzebnie lekarzowi glowe.
    i niech
  • myelegans 08.01.08, 18:17
    Dla mnie szokujace jest, ze mozna tak po prostu od razu, od reki, z
    korytarza wejsc do lekarza. Znaczy ta mentalnosc mnie szokuje.
    W tym oslawionym USA zanim dojde do lekarza telefonicznie, musze
    przejsc przez co najmniej 2 screenings: recepcji i pielegniarki,
    czasami do lekarza nawet nie dochodze, bo pielegniarka na pytanie
    odpowie. Wchodzac do przychodni nawet nie wiem, gdzie jest gabinet
    lekarski, bo oni we wlasnych nei przyjmuja, tylko w pokojach do
    badan. Do GLOWY by mi nie przyszlo, zeby ot tak wejsc sobie do
    lekarza w szpitalu (!!!!) i poprosic o obsluge z dzieckiem ze stanem
    podgoraczkowym. Gdyby chodzilo o sytuacje zagrazajaca zyciu, to
    pewnie caly szpital by mnie slyszal, ale tylko w takich
    okolicznosciach przyrody.
  • slonko1335 08.01.08, 18:20
    Zuzia piszesz, że obowiązki lekarza zostałyby na chwilę przerwane,
    tak dla tego jednego dziecka na chwilę ale teraz pomyśl ile matek
    dziennie mogłoby takie obowiązki przerywać gdyby lekarz zawsze
    starał się pomóc, ile kobiet dziennie przyszłoby do tej lekarki, czy
    gdyby pani doktor, bardzo miło i szybko zajęła się dzieckiem to
    matka nie przyjechałaby ponownie z jakąś pierdołą? to dziecko nie
    wymagało natychmiastowej pomocy, nie było po wypadku, z krwotokiem,
    utratą przytomności ani nic z tych rzeczy. W każdej miejscowości
    jest zapewniona jakaś opieka medyczna przez całą dobę na nfz,
    bezpłatnie, skoro izba przyjęć w tym szpitalu była zamknięta jeszce
    dwie godziny widocznie była inna placówka która w tym czasie
    przyjmowała chorych, miała dyżur. A pani doktor była na miejscu
    swojej pracy, tam gdzie być powinna, i choćby piła tylko herbatę,
    miała do tego prawo, może był to akurat czas gdy czekała na telefon
    żeby skonsultować jakiś przypadek, może akurat był czas gdy można
    było dostać informację o zdrowiu bliskich. Moja córka bardzo często
    jest w szpitalach, lekarz ma wyznaczoną godzinę w której udziela
    rodzicom wszelkich nformacji o stanie zdrowia dziecka, jak taki
    rodzic nie przyjdzie to może wypić herbatę ale jakbym ja np zwolniła
    się z pracy i jechała w podanej godzinie a lekarki by nie było bo
    zajmowałaby się kompletnie czymś czym nie powinna nie byłabym
    zachwycona. To tylko jeden z przykładów, mnóstwo innych podała
    Protaza i inne forumowiczki.
    --
    Alunia...
  • zuzia_ny 09.01.08, 00:16
    slonko1335, zgadza sie ,ze lekarz ma prawo na wypoczynek , ma
    obowiazki. ja nie neguje tego , i nie uwazam ze forumowiczki bajki
    wypisuja ( chociaz mi sie to wmawia). ja nie uwazam ,ze lekarka
    miala przyjac pijanego pana kowalskiego, ktory pobil sie z panem
    wackiem i leci mu krew. uwazam ,ze lekarz to czlowiek wiec wydaje
    mi sie ,ze nie przesadzam jesli spodziewam sie od niego "ludzkiego"
    odruchu.
    nieludzkie jest sadzanie dwudzistomiesiecznego malucha z wysoka
    temperatura do poczekalni gdzie moze dalej sobie jeszcze siedziec
    pol nocy albo wrocic do domu niezbadany, bo malo ktora matka posadzi
    swoje dziecko w te warunki.
    jak czesto takie dziecko prace przerywa?
  • kzet69 25.02.08, 01:02
    pediatrze bardzo często bo widzisz pediatrzy leczą dzieci a 90 %
    pacjentów to niemowlaki i dzieci w wieku wczesnoprzedszkolnym
  • fizia-kulawa 08.01.08, 23:33
    Przeczytałam wstrząśnięta cały wątek i mam ogromną prośbę do
    lekarzy, dziewczyn orientujących się w temacie o
    wyłożenie "właściwej procedury działania" czyli odpowiedzi na
    pytanie: "w jaki sposób i gdzie szukać pomocy" w teoretycznym
    przypadku, który opiszę poniżej (teoretycznie pytam, ale założenia
    są jak najbardziej z rzeczywistości)
    ZAŁOŻENIA:
    1. jestem laikiem, moja wiedza medyczna opiera się na konsultacjach
    z lekarzami, lekturze artykułów w dostępnych mi periodykach,
    oglądaniu TV;
    2. Mam dziecko, które jest alergikiem, często mi choruje, często ma
    gorączki, z dwa razy do roku choruje poważnie i jest krótko
    hospitalizowane;
    3. moja "sąsiadka" straciła dziecko. Trzy dni dziewczynka TYLKO
    gorączkowała. Na trzeci dzień była u lekarza w przychodni, który
    kazał dawać nadal leki przeciwgorączkowe. Na wieczór temperatura
    dziewczynce nadal nie spadała. Matka nie jechała już nawet do
    przychodni (jak autorka wątku) tylko od razu do najbliższego
    szpitala z oddziałem pediatrycznym (w tej samej miejscowości, ale
    nie było tu ostrego dyżuru). Mimo, iż pediatra ze szpitala od razu
    obejrzała dziecko (chwała za to), dziecko zmarło (po wielu
    perypetiach, które tu nie mają znaczenia. Tak czy siak przypadek
    autentyczny, były o nim programy w TV nawet, z morałem "nie
    lekceważyć temperatury u dziecka, bez żadnych innych objawów".
    4. ostatnie założenie: takie samo jak u autorki wątku, czyli
    temperatura od trzech dni, czyli w sobotę, niedzielę i poniedziałek
    31 grudnia 2007r.
    PRZYPADEK - czyli PROBLEM teoretyczny o który pytam:
    ----dziecko ma od soboty temperaturę. Jest 31 stycznia. Temperatura
    jednak nie spada. Wcześniej nie byłam u lekarza, bo był tylko dyżur
    przychodni(w sobotę i niedzielę) na którym pediatry nie było. Poza
    tym myślałam, że to jak zwykle nic poważnego, bo żadnych innych
    objawów nie ma, a zdarzało się tak wcześniej. Myślałam, że zbiję
    temperaturę zwykłymi lekami i zwykłym postępowaniem. W sobotę
    jeszcze nie było zbyt wysokiej temperatury. W niedzielę też. W
    poniedziałek zaczęło się robić groźnie po południu. Jadę do
    przychodni, ale ta zamknięta
    PYTANIE WŁAŚCIWE
    co mam robić?
    "w jaki sposób i gdzie szukać pomocy?"
  • zuzia_ny 09.01.08, 00:31
    moze odczytane to bedzie jako wypowiedz zlosliwa. mi sie nasuwa
    odpowiedz taka ,ze zawsze miej przy sobie duzo pieniedzy.
  • mama_kotula 09.01.08, 08:47
    zuzia_ny napisała:

    > moze odczytane to bedzie jako wypowiedz zlosliwa. mi sie nasuwa
    > odpowiedz taka ,ze zawsze miej przy sobie duzo pieniedzy.

    Ech, Zuziu, ja ci dużo szczęścia w życiu życzę.
    I co, sądzisz, że przyjdziesz z ulicy do szpitala, wparujesz na oddział pediatryczny, triumfalnie wręczysz pani doktor kopertę, a pani doktor natychmiast w dyrdy na izbę przyjęć poleci badać twoje dziecię? wink))
    Optymistka.

    Chociaż w sumie możesz mieć rację. Jak masz przy sobie pieniądze, możesz iść na prywatną wizytę. Chciałam tylko jeszcze zauważyć, że do prywatnych gabinetów również bywają kolejki tongue_outPPP


    --
    Zidiocenie Selektywne, mode: on.
  • zuzia_ny 10.01.08, 04:00
    skoro skladamy sobie zyczenia to sie dolacze.
    Eh, Mamo_kotula, ja ci zycze bys nigdy nie byla w sytuacji ze
    twojemu dziecku cos zagraza zdrowiu lub zyciu a ty bedziesz
    przestraszona i ci odmowia pomoc. nie tylko lekarska. w ogole.

    a z ta koperta, to ty nie badz optymistka taka. wielu przyjmie.
  • mama_kotula 10.01.08, 08:58
    zuzia_ny napisała:
    > Eh, Mamo_kotula, ja ci zycze bys nigdy nie byla w sytuacji ze
    > twojemu dziecku cos zagraza zdrowiu lub zyciu a ty bedziesz
    > przestraszona i ci odmowia pomoc. nie tylko lekarska. w ogole.

    Widzisz, Zuziu, cały wic w tym, że ja nie bywam przestraszona, kiedy moim dzieciom coś zagraża. Albo inaczej - nie panikuję. Tylko jadę w stosowne miejsce.

    Przyznaję, że teraz mi łatwiej, ponieważ moja mama jest pediatrą, natomiast mieszkałam w innym mieście i korzystałam z opieki lekarskiej na takich zasadach, jak inni. Co więcej, nie było mnie stać na prywatną opiekę lekarską, więc nie raz i nie dwa zdarzało mi się czekać na izbie przyjęć czy w przychodni.



    --
    Zidiocenie Selektywne, mode: on.
  • zuzia_ny 10.01.08, 15:11
    widzisz mamo kotula, mozesz potrzebowac czasem i innej pomocy. nie
    tylko lekarskiej. i obys nigdy nie byla wystraszona o dzieci.
  • slonko1335 09.01.08, 06:53
    Fizia raz jeszce napiszę to samo.....każdy pacjent ma zagwarantowaną
    całodobową opiekę medyczną, jeżeli przychodnia jest zamknieta, musi
    być otwarta jakaś dyżurna, tylko trzeba się za wczasu dowiedzieć
    gdzie taka jest albo po prostu zadzwonić na pogotowie czy informację
    medyczną a tam Ci dokładnie powiedzą do jakiej placówki masz się
    udać, korzystałam z tego wiele razy i zawsze dostałam dokładne
    informacje gdzie i w jakich godzinach mam jechać z danym
    przypadkiem, zawsze było to na nfz, więc kupy kasy nie
    potrzebowałam. Kolejna sprawa to ta ogromna gorączka, ludzie to
    było tylko 39 stopni, dopiero od 38,5 dziecku się obniża temperaturę
    nie wcześniej, więc nie popadajmy w jakąś paranoję, choć rozumiem,
    ze matka dziecka mogła być tym zaniepokojona no ale cóż przyjechała
    za wcześnie trzeba było poczekać albo udać się do przyjmującej w
    danych godzinach jednostki medycznej. Jak idziesz do sklepu i jest
    zamknięty przez najbliższe dwie godziny to idziesz do drugiego jeśli
    czegoś bardzo potrzebujesz a który jest czynny, logiczne i proste
    jak drut....
    A jeśli chodzi o te dwie godziny czekania, to nawet jakby izba była
    czynna mogła czekać w kolejce na przyjęcie i dłużej, czekałam kiedyś
    w szpitalu 4 godziny z półtoraroczną córką i jakoś wielkiej sprawy z
    tego nie zrobiłam, ot była kolejka po prostu i inni bardziej
    wymagający pomocy pacjenci niż moje dziecko, choć oczywiście nie
    miałabym nic przeciwko temu żeby ktoś nas obsłużył od ręki.....co z
    tego że w międzyczasie mogłoby to kogoś innego kosztować zdrowie czy
    życie...

    --
    Alunia...
  • tuberosa77 09.01.08, 13:56
    Powiem Ci czego lepiej nie robić a mianowicie nie udawaj się po
    konsultacje do Protazy, bo u niej nie znajdziesz zrozumienia ani tym
    bardziej pomocy, prwdopodobnie będzie zajęta wypełnianiem papierów
    lub robieniem grafiku na najbliższy miesiąc albo ważną konsultacją
    dla kolegi z oddziału obok a wiedz że są to rzeczy o niebo
    ważniejsze niż zdrowie i życie ludzkie. No chyba że masz wysokie
    ubezpieczenie lub dużo pieniędzy w portfelu.
  • protozoa 09.01.08, 15:14
    Demonizujesz i do tego jesteś niesprawiedliwa, zeby nie powiedzieć
    ostrzej.
    A wyobraź sobie, ze kolega z interny moze miec podejrzenie ostrego
    zapalenia wyrostka robaczkowego u swojego chorego z np. choroba
    wieńcowa. Zdarza się. Potwierdzic to moze tylko i wyłącznie chirurg
    w ramach konsultacji. I jest to pilna konsultacja, bo opieszałość
    moze doprowadzic do perforacji wyrostka i smierci tego pacjenta.
    Moge tez wypełniac paierki zamawiając krew, dla chorego który
    własnie "chlusnął". Bez "papierka" nie dostanie krwi i moze nie
    przeżyć.
    A grafik.....czy mam go robic w domu informujac męża, ze nie
    dostanie kolacji, bo ja am do zrobienia to czego nie uczyniłam w
    pracy? Aha, mąż tez nie zrobi kolacji, bo będzie własnie wystukiwał
    na komputerze wypisy ( takze "papierkowa" robota, której nie mógł
    uczynic, bo konsultował własnie innego pacjenta).
  • tuberosa77 09.01.08, 16:01
    A mnie się wydaje ze to Ty demonizujesz żeby nie powiedzieć ostrzej.
    Masz niesamowitą wyobraźnie, poprostu w chwili prośby o konsultację
    umiera Ci cały oddział pacjentów, wszyscy proszą o Twoją djagnozę i
    jeszcze MUSISZ ułożyć grafik.Oczywiście różne sytuacje się zdarzają
    ale ja nie mówię o takich oczywistych przypadkach kiedy poprost NIE
    DA się przerwać pracy tylko o całym Twoim podejściu które
    prezentujesz w swoich postach. Celowo przejaskrawiłam tą sytuację.
    Jestem pewna że sama udzieliłabyś pomocy i zbadała to dziecko. Coś
    Cię musiało skłonić do wyboru studiów medycznych np chęć pomagania
    ludziom i to przyjemne uczucie kiedy leczenie się powiodło lub kiedy
    uratowałaś komuś życie. To mam na myśli mówiąc o powołaniu a nie to
    ze z pochyloną głową i za darmo trzeba orać przez 24 h/dobę. Myślę
    ze dlatego się nie zrozumiałyśmy ze nie możemy porozmawiać twarzą w
    twarz a literki w poście czasem przekłamują pewne rzeczy. Dziękuje
    Ci jednak za wysoki poziom dyskusji. Napisałam kilka postów wyżej co
    o tym wszystkim myślę. Szanuje ze ktoś może mieć inne zdanie ale
    czasem trudno mi się z takim pragmatyzmem pogodzić. Ja się sama
    wychowałam w domu gdzie mama do dziś wypełnia kartoteki pacjentów i
    pisze papiery bo nie zdążyła taki miała natłok pacjentów, podobnie
    jest w moim domu. Poprostu tacy już jesteśmy. I czasem kolacja jest
    później. Przeczytaj sobie artykół na googlach o Judymce Janosikowej,
    to moja znajoma i mój wzór niedościgniony, niestety nie umiałabym
    taka być. Ale tacy ludzie mi uświadamiają co jest w życiu
    najważniejsze i daje prawdziwą radość i bynajmniej nie są to
    pieniądze. Pozdrawiam serdecznie i przepraszam jeśli mnie poniosło.
  • protozoa 09.01.08, 16:18
    Tuberoso , mimo odmiennego podejścia do wielu spraw i tez emocji (
    za które przepraszam) z przyjemnościa wymieniam z Tobą posty. Chyba
    wiem , o która Janosikowa chodzi ( w googlach przeczytam). Jest to
    lekarka, która wypisywała bezpłatne leki dla biednych fałuszując w
    ten sposob dokumentacje medyczną?
    Można to róznie oceniać. Ja bym tego nie zrobila i nie napisała leku
    na inwalidę wojennego ( w tym przypadku mojego dziadka) i dała komus
    ubogiemu.
    Natomiast raz jeden, jedyny w życiu, wypisałam lek znizkowy na
    siebie, wykupiłam go w aptece za własne pieniądze i dałam koleżance
    moich synów dla chorej babci. Bylam swiadoma, ze nie wykupi
    antybiotyku, a wiedziałam, ze jest on niezbędny. Ale więcej tego nie
    zrobię z kilku powodów ( troche mnie juz znasz, więc ich nie
    wymienie).
    Żałuje, ze nie mieszkamy w tym samym mieście, bo dyskusja twarzą w
    twarz pewnie by była dośc interesująca.
  • tuberosa77 09.01.08, 16:39
    Jeszce tylko słowo sprostowania na temat Judymki, bo z pewnością nie
    można o nie mówić tylko z perspektywy tych leków wypisywanych na
    IWB, nie znając jej można to rzeczywiście różnie interpretować.. Ja
    znam ją od lat i jest moim wzorem jako człowiek i jako lekarz. Ona
    całe swoje życie poświęca ludziom, zupełnie bezinteresownie i z
    całkowitym oddaniem biednym, chorym, alkoholikom, poprost nikomu nie
    umie odmówić. Ale jak się na nią patzry i z nią rozmawia to jest coś
    niesamowitego czego ja we wspólczesnym zyciu nie doświdczyłam. Ona
    jest taka spokojna i szcześliwa. Ja też uważam ze czasami trzeba
    nagiąć regóły a może i prawo jeśli to ma komuś uratować życie lub
    zdrowie ( w tym przypadku wielokrotnie tak bywało, Judymka
    początkowo kupowała leki za własne pieniądze, później na kredyt aż
    wyczerpała wszystkie możliwości).
  • protozoa 10.01.08, 07:43
    Generalnie nie jestem zwolenniczką "naginania" prawa ( kiedys
    uzywało się fajnego terminu "falandyzacja"). Nie lubię fałszerstwa.
    Ktoś za to płaci. Może Judymowa jest szczęśliwa, może ma coś w
    sobie, ale czy cel uświęca środki?
  • protozoa 10.01.08, 13:03
    Przeczytałam artykuł o Judymce. I , szczerze mówiąc, nie jest ona
    dla mnie wzorem.
    1. Zafundowała swojej własnej córce ( a więc osobie wobec, której w
    pierwszej kolejności ma obowiązki) biedę i nędzę. Do tego stopnia,
    że dziewczyna od niej uciekła. Miała dość matki i zmarnowanego
    dzieciństwa.
    2. Zachowała się mało lojalnie wobec własnego ojca, mówiąc
    delikatnie nadużywając JEGO uprawnień.
    3. Naciągnęła NFZ na niemałe pieniądze. Bo przeciez nie wypisywała
    lekow za 3,60 a znacznie droższe. NFZ dofinansowując leki
    nieuprawnionym nie dofinansował innych procedur ( np. zabrakło na
    zakontraktowanie iluś tam dializ) a to mogło kogos kosztowac życie.
    4. Złamała prawo, bo poświadczyła nieprawdę w dokumentach
    5. Dała wspaniały argument do ręki wszystkim tym, którzy chca
    odebrać bezpłatne leki inwalidom wojennym. Wielu z nich znajduje się
    w dramatycznej sytuacji finansowej. Jak Judymka spojrzy im w oczy,
    gdy zabierze im się to uprawnienie i nie będą mieli za co wykupic
    leków? Komu zaproponuje zabrać?
    6. Jest to taka sama kradziez jak każda inna. Czy Judymka włamałaby
    się do spozywczego, zeby wynieść jedzenie dla głodnych? Czy
    ukradłaby ubranie w sklepie , aby jej pacjenci mieli buty czy ciepła
    kurtkę?
    A czy Judymka pomyslała co by było gdyby każdy według swoich
    kryteriów dobierał tych, którym warto pomóc i stosował metody
    Janosika?
    Idąc dalej tym rozumowaniem elektryk powinien na dziko podłączyć się
    do cudzej instalacji i zabrać prąd dla biednych ( odłączyli im bo
    nie mieli czym zapłacić, a elektryczność- wiadomo jest b.
    potrzebna), bankowiec zrobiłby "drobny" przekręt i przelał niewielka
    sumke na ich konto. Z konta dużej firmy, pewnie nie zobaczą, a nawet
    to jest to mały promil ich dochodów. O sklepach juz wspomniałam itd.
    itp.
    Jesli ktos czuje w sobie nieposkromiona chęć niesuienia pomocy innym
    to przecież może zorganizowac to inaczej, legalnie, na własny koszt,
    znaleźc sponsorów.
    Nie! postawa Judymki , choć wynika zapewne z najszczerszych chęci
    pomocy, nie znajduje u mnie akceptacji.
  • tuberosa77 10.01.08, 13:25
    Niestety nie mogę komentować postawy Judymki wobec jej córki, nie
    czuję się upoważniona, szczególnie że znam ją osobiście. Jednak jak
    w większości artykułów i tu znalazły się przekłamania. Niestety
    jeśli ktoś decyduje się poświęcić swoje życie dla innych musi
    ponieść ofiary. Ja cenie Judymkę za całokształt i za absolutną
    bezinteresowność. Rozumiem że trudno jest poznać ją poprzez
    przeczytanie jednego artykułu, który prezentuje jedynie skromny
    wycinek jej działalności ( i nie mam tu na myśli działalności
    związanej z łamaniem prawa). Ja znam tę osobę od dzieciństwa i choć
    nie zawsze zgadzam się ze wszystkimi jej decyzjami i czasami
    postąpiłabym inaczej wiem ze tacy ludzie są potrzebni.
  • protozoa 10.01.08, 14:00
    Oczywiście, w większości prasowych publikacji tego typu są
    niedopowiedzenia i przekłamania. Ja opieram się tylko na tym co było
    w gazecie. Nie wiem, które zachowania zostały przejaskrawione co
    niedopowiedziane, a co przedstawione niezgodnie ze stanem
    faktycznym. Ty tę wiedze posiadasz, wiec masz szerszy obraz Judymki,
    tym bardziej, ze widziałas ja w innych niz opisane sytuacjach.
    Ale ad rem . Bez względu na to czy wiem więcej czy mniej uważam, że
    Judymka trochę się zagalopowała. W jaki stopniu - ci, co znają ja
    osobiście wiedza lepiej.
    Czy tacy ludzie sa potrzebni? Kwestia punktu widzenia. Wyobraź
    sobie, ze wszyscy(sic!) lekarze fałszuja recepty i każdemu
    potrzebującemu wypisują je na inwalidę wojennego lub zabierają ze
    szpitala.
    Wyobraź sobie, że wszyscy elektrycy robia machlojki z pradem,
    bankowcy - z przelewami, kucharze - wynoszą część jedzenia z
    restauracji, sprzedawcy zabiora ze sklepu parę butów, ciepła kurtkę.
    Pracownicy pralni nie oddadzą komus jednej zmiany pościeli itd. NIE
    ZROBIA TEGO DLA SIEBIE, A DLA POTRZEBUJĄCYCH i....nie, nie, wole nie
    myślec. Nie chciałabym, aby na moim koncie bankowym nie znalały się
    zarobione przeze mnie pieniądze. Choc tę sama lub inna kwotę być
    może ( gdybym uznała to za stosowne) przeznaczyłabym dla
    potrzebującego.
    I jeszcze jedno - co czuje córka Judymki? Czy nie cierpi? Czy
    Judymka nie zmarnowała jej dzieciństwa? Dlaczego musiała, z woli
    matki, zawsze byc biedna?
  • tuberosa77 10.01.08, 17:17
    Nie sposób się z Tobą nie zgodzić. Ja poprostu oceniam całą postawę
    Judymki, patrząc z perspektywy całej jej działalności a nie tylko
    tego konkretnego przypadku. A co do jej córki, to nigdy nie zaznała
    biedy a wręcz przeciwnie miała wszystko o czym dzieci mogły tylko
    zamarzyć. Ja osobiście jako dziecko przychodząc się z nią bawić
    otwierałam oczy ze zdumienia. Nie wiem skąd się znalazła w tym
    artykule wzmianka o jej "biedzie", to zwykłe przekłamanie.
  • malgosiek2 10.01.08, 23:33
    Tuberosa moze i sznujesz,ale to co robiła jak napisała protoza
    (przepraszam jeśli przekeręciłam nick)to łamanie prawa.
    Wiesz sama jestem położna i "uprawiam"wolontariat w schronisku dla
    rodzin.
    Z reguły sa to rodziny w bardzo trudnej sytuacji prawno-materialno-
    socjalnej,gdzie często nad dziecmi jest kurator,a w rodzinie
    przemoc fizyczna,alkohol czy narkotyki.
    Chodzę do dzieci i kobiet.
    Sciągam szwy,wenflony,podpowiadam jak poradzić sobie z
    przeziębieniem co robić,jak pielęgnować,gdzie sie udac do jakiego
    lekarza.
    Kupuję za SWOJE pieniądze np.Nutriton-subst.zageszczajaca mleko-czy
    wykupuje leki z recepty,nieraz proszę lekarzy o próbki leków jakie
    dostają od firm farmaceutycznych.
    Ale NIE łamię prawa,NIE naciągam nas podatników na większe koszta.
    Bo za to co robi Judymka płacimy my wszyscy czyli całe
    społeczeństwo,które płaci składki zdrowotne,podatki etc.
    A potem lament,że podnoszone sa składki na ubezpieczenie,że limit do
    specjalisty x wyczerpany,że leki drożeją itd.,itp.
    Po drugie istnieją instytucje jak MOPR,MOPOS i to one ubezpieczają
    osoby w trudnych sytuacjach życiowych-płacą składki zdrowotne na NFZ.
    Mopr dofinansowuje leki przepisane-recepty- przez lekarzy czyli
    leczenie.
    Także osoby,które chcą to szukają pomocy.
    A bezdomni nie idą do takich instytucji,ba nawet unikają
    schronisk,bo tam jest zakaz spożywania alkoholu,a to jest ważniejsze
    niż ciepły talerz zupy i łóżko do spania.
    No i uwierz,ze czasami tacy ludzie często bardzo dobrze potrafią
    wręcz wykorzystywać taką osobę ile i jak sie da.Cwaniactwo jest
    spore niestetyuncertain
    Bo skoro się daje i mozna to czemu nie skorzystać.
    Pzdr.Gośka
    --
    Maksio ma
  • mala242 11.01.08, 13:49
    Kochana Mamusiu,jeśli tak bardzo jesteś oburzona,że nie zostałaś
    przyjęta przez lekarza,to pytam o jedno GDZIE BYLAS WCZESNIEJ-SAMA NA
    [PISALAS,ZE DZIECKO GORACZKOWALO OD 3 DNI.
    I przypominam,ze temperatura to nie jest stan zagrozenia zycia!!!!
  • zuzia_ny 11.01.08, 15:38
    kochana mala242, wszystkie twoje pytania zostaly wyzej wyjasnione.
    zaczynamy od poczatku?
    i dzieki za info o tym czym jest a czym nie jest temperatura.
  • gabrysia5 16.01.08, 23:12
    Życze ci droga mala242 żebyś nigdy nie trafiła z dzieckiem na
    lekarza któremu brak czasu lub chęci(to różnie bywa) i żebyś nie
    musiała czuć tego co czuła mama zuzia_ny .A temperatura jest bardzo
    groźnym objawem , bo u małego dziecka zkończyc sie może np drgawkami
    gorączkowymi a poza tym jest objawem niekiedy bardzo ciężkich
    chorób.Życze zdrówka twojemu maleństwu , bo rozumiem , że posiadasz?
  • zuzia_ny 17.01.08, 20:09
    gabrysia, dzieki za ewentualne wsparcie. nie ja jestem owa mamusia
    ale zsolidaryzowalam sie i z uporem maniaka odpisywalam na
    ataki.rozumiem ,ze myslalas, ze to o moje dziecko chodzi. a tak na
    marginesie nie reakcja lekarza ( chociaz wyrazilam swoje zdanie ) a
    reakcja matek na tym forum najbardziej mnie poruszyla. nie
    trescia a forma potraktowano ja jak dzieciaka.hmm.a jak sie odzywamy
    do ludzi ich tonem to jestesmy zlosliwi i jadowiciwink.no tak.
  • gabrysia5 17.01.08, 23:20
    Nie rozumiem własciwie po co zabierać negatywny głos.Przecież mama
    pisząc treść tego postu oczekiwała jakiegoś wsparcia , a co
    otrzymała serie ciosów i jadu.Wstydźcie sie jadowite mamuśki i
    dobrego zdrowia wam i waszym maluchom życzę
  • protozoa 18.01.08, 07:57
    Czy uważasz, że byłoby ok, gdyby wszscy rzucili sie na lekarkę? Czy
    to byłoby wsparciem dla załozycielki wątku?
    Wiele z nas, znających specyfike pracy w służbie zdrowia wie, że
    czasem trzeba poczekac, że nic nie dzieje sie natychmiast, że IP,
    przychodnie pracują w okreslonych godzinach i w postępowaniu lekarki
    nie było nic nagannego.
    Potraficie wieszać psy na lekarzach - tu biora górę emocje, ale gdy
    ktos z nas poswięca swój wolny czas, zostaje po godzinach za darmo -
    a jest to bardzo częste zjawisko, to nie usłyszymi nawet
    grzecznościowego "dziękuję". Bo "sienalezy". Już tylko chwilkę.
  • zuzia_ny 18.01.08, 16:37

    protozoa,zaznaczylam, ze nie trescia a forma. mozesz wyrazic swoje
    zdanie nie obrazajac autora watku?
    nie bede przytaczala wpisu kiedy do mnie wyrazilas sie jak bym
    byla dla ciebie jakims gowniarzem.z takimi wpisami nie ma dyskusji.
    bez sensu.
  • agata35.2 11.01.08, 23:14
    u mne rok temu było podobnie,synek gorączkował dwa dni,byłam u
    lekarza,nic mu nie było,na drugi dzień wieczorem doszedł kaszel i
    wymioty,pozostało mi wezwać pogotowie.miła pani gdy tylko usłyszała
    że dziecko ma niespełna 1,5 roku natychmiast wysłała
    karetke.dosłownie po paru minutach juz dziecko zabierane było do
    szpitala.lekarka która przyjechała bała sie podejmować leczenia bo
    nie była pediatrą,na izbie przyjęć czekaliśmy z godzinke czasu bo
    było dużo przyjęć,miałam żal dlaczego tak długo,ale każde dziecko
    wymagało konsultacji i każde było przyjmowane na oddział.było to już
    grubo po północy,zaczynał sie sylwester ,a lekarz wytłumaczył że nie
    chce być odpowiedzialny za życie któregoś z dzieci,jeśli wyśle je do
    domu bo mama ma bilety na bal wykupione.sylwestra spędziliśmy w
    szpitalu i nawet było wesoło,teraz dziękuję temu lekarzowi że nie
    odesłał nas do domu,bo jak sie okazało po badaniach synek miał
    zwykłą niestrawność,a 3 dni spędzone w szpitalu, pomimo całego
    stresu,wspominam dobrze dzięki miłemu personelowi na oddziele
    dziecięcym.pozdrawiam.
  • kzet69 25.02.08, 01:12
    nawet tego nie opisuj dramat... ale cóż specjalistów brakuje
    dyżurują patałachy i boid...
    a lekarz wytłumaczył że nie
    > chce być odpowiedzialny za życie któregoś z dzieci,jeśli wyśle je
    do
    > domu bo mama ma bilety na bal wykupione
    to kompromituje lekarza a nie postawa lekarki, bohaterki wątku

    LEKARZ MA BYC PROFESJONALISTĄ
  • mala242 15.01.08, 23:21
    Droga zuziu-ny,nie wiem skąd w Tobie tyle jadu i złości,każdy ma
    prawo zadać pytanie,a ja szczerze mówiąc nie miałam czasu na to zeby
    przeczytać wszystkie posty.A dla twojej wiadomości jestem jedną z
    tych głupich lekarek i napewno gdyby ktoś do mnie trafił w
    okolicznościach wyżej opisanych pofrunął by na izbe przyjęć. Poza
    tym moja droga pani dokor tylko wuypełniajaca jakies papierki z
    pewnościa nadrabiala zaleglości papierkowe z calego dnia,a trzeba ci
    wiedziec nasza madralinska,ze niestety papiery zajmuja lekarzowi
    kupe czasu.
  • zuzia_ny 16.01.08, 02:52
    jadu i zlosci? przeczytaj swoj post do autorki . poza tym
    prowokujesz nieprzyjemna wymiane zdan. nie dam ci sie w to
    wciagnac. pozdrawiam.
  • zuzia_ny 16.01.08, 03:40
    ach i "trzeba ci wiedziec", ze w odpowiedzi na twoj pierwszy post
    przybralam twoj ton smile . zycze milego dnia.
  • reni_78 26.02.08, 13:37
    przeczytałam uważnie cały wątek
    i rozumiem zdanie lekarzy – co do godzin pracy, własnego życia,
    wypisywania dokumentów, pacjentów pod tytułem ‘ja, święta krowa’… -
    widzę, jak lekarze z mojej przychodni zostają po godzinach tylko po
    to by ‘tylko recepta’, ‘tylko skierowanie’, a wszystkie ‘tylko’ do
    kilku rejestrów trzeba wpisać /te ‘tylko’ niepilne odbiera się w
    rejestracji na następny dzień/


    mój Syn miał około dwóch lat
    dostałam telefon ze żłobka, że z dzieckiem coś złego się dzieje,
    wygląda na biegunkę
    to była pierwsza biegunka mojego pierwszego dziecka, więc znana mi
    tylko z teorii
    akurat tak się złożyło, że byłam na sąsiedniej ulicy od szpitala
    dziecięcego
    pomyślałam, że nic nie zaszkodzi zajść i się spytać co robić
    wchodzę, pusto, mówię do dyżurnej:
    ‘przepraszam, byłam w pobliżu, pediatra w naszej przychodni pracuje
    dziś po południu, moje dziecko ma dwa lata i biegunkę, co powinnam
    prewencyjnie zrobić, żeby doczekać na wizytę u pediatry’
    ona mnie w ochrzan, że co można bez dziecka orzec i żeby przyjść z
    dzieckiem - byłam trochę zdziwiona, ale cóż – lekarz wie lepiej

    od szpitala do domu mam 10min pieszo,
    żłobek prawie że w budynku obok domu - dziecko niewyraźne, z
    pieluchą /wtedy już nieużywaliśmy/, ubrania z zapasu
    poszłam do domu, wyciągnęłam wózek, wyciągnęłam niedobitki pieluch
    zanim doszliśmy z domu do szpitala, kilka razy przewijałam dziecko
    na izbie, dokładnie ta sama lekarka powiedziała mi,
    cytat ‘pierdołami się nie zajmujemy’
    i w tym momencie dziecko po raz kolejny zwymiotowało

    po drodze do domu zaszłam do czterech gabinetów prywatnych
    /taka ta moja okolica szpitalno-przychodniana/
    nigdzie nie chciano mi zbadać dziecka – pieniądze miałam, kartę też
    wszędzie mi sugerowano, żebym zmieniła swojego pediatrę na ich
    pediatrę, moją przychodnię na ich przychodnie...
    albo, że wolny termin dopiero za dwie godziny
    tylko w jednej z tych przychodni widziałam pacjentów
    reszta była kawkowo-rozrywkowa
    a dwie godziny, to przepraszam, mogłam iść do swojej pediatry

    dziecko mdlało coraz bardziej, ja roztrzęsiona i prawie popłakana
    dziecko poci się i leci z niego na dwie strony
    w autobusie ludzie dziwnie patrzą i komentują – raz: smród wokół
    zemdlonego, prawie nieprzytomnego już dziecka, dwa: moją wycieczkową
    postawę w stronę inną niż szpital /czym dalej od szpitala tym typ
    komentarza drugiego przycichał/

    w przychodni, pielęgniarka doskoczyła do nas od ręki poza kolejnością
    pyta o marchwiankę, a ja oczy jak pięć złoty
    pyta o smectę, a ja oczy jak pięć złoty
    ‘jak nie pomoże, to przynajmniej nie zaszkodzi’
    poszłam do apteki, w socjalnym pielęgniarka rozrobiła smektę, zanim
    przyjechała pediatra /tego dnia akurat przyszła do pracy na pół
    godziny przed czasem/, sytuacja była ustabilizowana – od pediatry
    też mi się dostało ‘mieszka pani tuż przy szpitalu, trudno było
    zajść? po co dziecko w takim stanie dodatkowo męczyć?’

    mam pytanie:
    czy nikt z tych ludzi nie mógł mi nic powiedzieć o smekcie ???
    może to się komuś w głowie nie mieści,
    ale naprawdę nie miałam pojęcia o jej istnieniu…
    nigdy nikt z nas nie miał biegunki !!!

    dziecko męczyło się fizycznie i psychicznie
    ja męczyłam się psychicznie w mej bezradności i niewiedzy
    a wystarczyło jedno zdanie:
    ‘podać smectę i czekać spokojnie na pediatrę’
    to zdanie można było rzucić nawet w tonie:
    ‘ty głupia babo, śpieszę się’

    nikomu nie życzę takiej sytuacji !!!

    bardzo żałuję, że nie przedzwoniłam wtedy na komórkę naszej pediatry,
    te dwie minuty by jej nie zbawiły, a ja zamiast latać jak dziki
    osioł z jęzorem na brodzie i ciągać za sobą chore dziecko, spokojnie
    posiedziałabym w domu, wyciszyła siebie, dziecku podała lek, po
    którym w miarę spokojnie by przysnęło

    tak więc proszę o trochę zrozumienia dla mam laików

    --
    oddzielajmy ludzi od problemów

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka