Dodaj do ulubionych

Co robi kilkulatek, gdy jest sam w domu?

27.02.09, 12:56
Pytanie kieruję do mam, które zostawiają z ważnych powodów dzieci same w domu:

Co Wasze dzieci robią, gdy są same?
Jak długo potrafią zająć się tą czynnością?
Jakich zachowań uczycie dzieci na wypadek, gdy muszą posiedzieć same w domu?
Kiedy po raz pierwszy Wasze dziecko zostało samo i na jak długo?

Pytam, bo sama usycham z niepokoju, gdy muszę wyjść z różnych względów. Niby
dzieciak rozsądny, zwykle w tym czasie ogląda po cichu bajkę i nie wolno mu
się odzywać, ale z dziećmi to nigdy nie wiadomo. Najdłużej został sam na
godzinę i spisał się bardzo dzielnie.

--
Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko... - Słownik języka dziecięcego
Edytor zaawansowany
  • hellious 27.02.09, 13:12
    a dlaczego nie wolno mu sie odzywac?? Zaciekawilo mnie to tongue_out
    --
    http://images49.fotosik.pl/33/c0194fb46e7b99ff.jpg
  • jagabaga92 27.02.09, 13:19
    > a dlaczego nie wolno mu sie odzywac?? Zaciekawilo mnie to tongue_out

    żeby nikt nie dowiedział się, że dziecko jest samo w domu. "Źli" dorośli maja
    różne metody, by nakłonić dziecko, żeby otworzyło drzwi.
    Na klucz też małego nie zamykam, bo w razie wypadku losowego miał możliwość wyjścia.

    --
    Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko... - Słownik języka dziecięcego
  • quick-share 27.02.09, 13:25
    a ile Twoje dziecko ma lat?
  • jagabaga92 27.02.09, 13:30
    > a ile Twoje dziecko ma lat?

    kilka

    --
    Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko... - Słownik języka dziecięcego
  • quick-share 27.02.09, 13:35
    ale kilka to moze być 3 jak i 9
    rozumiem ze nie chcesz odpowiedziec na to pytanie?
  • jagabaga92 27.02.09, 13:39
    "Małe dziecko" to forum dla rodziców dzieci w wieku 1-6 lat. Skoro wiek
    kilkulatka rozpoczynasz od 3, to wskazuje to, iż wiek mojego dziecka mieści się
    w przedziale 3-6 lat.

    Dodam jeszcze, że temat wątku nie dotyczy wieku mojego dziecka.

    --
    Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko... - Słownik języka dziecięcego
  • quick-share 27.02.09, 13:52
    ale to ze nie dotyczy to znaczy ze nie moge o to spytać?

    rozumiem ze skoro nie chcesz napisac wprost np "zostawiam moje 5-
    letnie dziecko samo w domu" to sama czujesz ze źle robisz?
    nie boisz sie? przeciez takiemu maluchowi mogą przyjsc różne rzeczy
    do głowy, moze sobie zrobić krzywde, moze ktos wejsc do mieszkania
    (skoro nie zamykasz drzwi)
    nie masz wyobraźni?? ciekawi mnie co to za ważny powód każe Ci
    zostawić takiego malucha samego bez opieki nawet na godzine
    ale pewnie mi nie odpiszesz bo to tez nie jest temat Twojego wątku..
  • jagabaga92 27.02.09, 14:01
    tak jak napisałam w pierwszym poście, pytania kieruję do mam, które ZOSTAWIAJĄ
    dziecko w domu.

    Wyobraźnię mam, aż za bujną, ale sytuacje w życiu bywają różne: np. pójście z
    chorą matką do lekarza (wystarczający powód?)

    A to, że nie zamykam drzwi, to nie znaczy, że zostawiam je otwarte na oścież -
    chociaż tego nie napisałam, to chyba nietrudno się domyslić, że dziecko samo
    zamyka od środka.

    Matki, grzmijcie dalej, bo JA WYRODNA JESTEM, ale nie uwierzę, że żadna inna nie
    zostawiła nigdy dziecka samego w domu. Wolę zostawić w domu dziecko, po którym
    wiem, czego moge się spodziewać, niż dziecko w wózku przed sklepem!

    --
    Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko... - Słownik języka dziecięcego
  • alika77 27.02.09, 14:07
    > sytuacje w życiu bywają różne: np. pójście z
    > chorą matką do lekarza (wystarczający powód?)

    a dlaczego nie można zabrać ze sobą kilkulatka? przecież na czas
    badania można z nim po prostu wyjść z gabinetu albo poprosić o
    przypilnowanie panią z recepcji lub inną matkę, to chyba da się
    jakoś zorganizować. albo jak już zostawiać w domu to poprosić
    sąsiadkę o przypilnowanie.

    > nie uwierzę, że żadna inna nie
    > zostawiła nigdy dziecka samego w domu.

    NIGDY nie zostawiłam dziecka samego w domu, jak również w wózku
    przed sklepem ani w żadnym innym miejscu.

  • quick-share 27.02.09, 14:13
    nie uważam zeby to był wystarczający powód, wogóle nie moge sobie
    takiego powodu wyobrazic

    poza tym z Twojego pytania mozna wywnioskowac ze częściej zostawiasz
    dziecko samo w domu..

    moja znajoma kiedys zostawiła 6-letnią córcie samą w domu tylko na
    pół godziny, dziecko wydawało sie byc bardzo rozsądne, grzeczne i
    przewidywalne wiec sie nie obawiała a była w pobliżu bloku
    mała wpadła na pomysł ze zrobi rodzicom niespodzianke i przygotuje
    kolacje, zrobiła kanapki i chciała stworzyc nastrój wiec wzięła
    świeczki, postawiła je na oknie
    mamusia wracając do domu spojrzała na okna bo zauważyła ze w jednym
    widać ze coś sie pali, jakies było jej przerażenie gdy okazało sie
    ze te firanki to u niej w domu!!
    na szczęście nic sie nikomu nie stało ale to taka mała przestroga,
    moze zastanowisz sie troche nad swoim zachowaniem uncertain

    małe dzieci jak grzeczne by nie były są całkowicie nieprzewidywalne!!
  • deela 27.02.09, 21:11
    > kolacje, zrobiła kanapki i chciała stworzyc nastrój wiec wzięła
    > świeczki, postawiła je na oknie
    czyli jednak durne dziecko

    --
    Gry małżeńskie
  • quick-share 28.02.09, 11:40
    chyba Ty jestes durna skoro tak piszesz..

    chodzi o to ze kilkulatek jak rozsądny by sie nie wydawał, moze
    wpasc na tego typu pomysł i wcale nie robic tego w złej wierze

  • deela 28.02.09, 11:55
    ja jakos zostawalam w domu w wieku 6 lat i zyje i mam sie dobrze,
    ze szkoly podstawowej juz wracalam sama (spory kawal i nie przez osiedle a
    duuuzo dalej) sama tez do szkoly wychodzilam bo nie mial mnie kto odprowadzic
    ani odebrac
    zyje i mam sie dobrze - mialam absolutny zakaz dotykania sie do: urzadzen
    elektrycznych, gazu, ognia itp a takze nie wolno mi bylo wychodzic na dwor poki
    rodzice nie wroca
    zyje i mam sie dobrze
    widocznie mozna dziecku naklasc rozumu do glowy a inne beda zwyczajnie durne i
    niereformowalne
    --
    Gry małżeńskie
  • quick-share 28.02.09, 13:35
    ale kiedys były troche inne czasy, nie było tylu zagrożeń

    kiedys (np jak my byłysmy małe) to mysle ze na porządku dziennym
    było zostawianie dziecka np przed domem śpiącego w wózku
    a teraz nikt rozsądny tego nie robi..
  • deela 28.02.09, 13:43
    > ale kiedys były troche inne czasy, nie było tylu zagrożeń
    podpalic mieszkanie albo wysadzic dom w powietrze tez mozna bylo wtedy wiec nie
    wiem co to za porownanie
    --
    Tak,wiem,wspułczujesz moim dziecią...
  • artjoasia 28.02.09, 14:22
    Cytatpodpalic mieszkanie albo wysadzic dom w powietrze tez mozna bylo wtedy wiec nie
    > wiem co to za porownanie


    Dokładnie!
    W dodatku powiedzmy 30 lat temu nie było żadnych zabezpieczeń antydzieciowych, a w większości mieszkań straszyły starego typu instalacje elektryczne czy gazowe.
  • quick-share 28.02.09, 23:27
    chodziło mi raczej o te samodzielne wracanie do domu

    a uważacie ze dobrze robili nasi rodzice/dziadkowie zostawiając tak
    małe dzieci? uwazacie ze skoro nic sie nie stało to było to
    odpowiedzialne? to tak samo jak zostawic dziecko obok przepaści,
    jest duża szansa ze pójdzie w drugą strone i nic sie nie stanie ale
    jest tez opcja ze podejdzie i spadnie..
  • deela 28.02.09, 23:39
    uwazasz ze 7 latek to male dziecko?
    --
    Kapłan nie z tej ziemi
  • quick-share 01.03.09, 08:38
    tak uważam, rozumiem ze Ty uwazasz 7-latka juz za dorosłą,
    odpowiedzialną osobe??
  • artjoasia 01.03.09, 10:47
    No to odwrotnie.
    Czy uważasz za dorosłą, odpowiedzialną osobę 18-latka, który właśnie dostał
    dowód osobisty i prawo jazdy? Bo moim zdaniem im dziecko młodsze, tym mniejsze
    ma możliwości zrobienia sobie krzywdy.
  • quick-share 01.03.09, 12:40
    18-latek nie wdrapie sie gdzies wysoko i nie spadnie, nie poparzy
    sie wrzątkiem, nie wsadzi do buzi czegos co nie powinien itp..

    nie, nie uważam ze 18-latek to dorosła, odpowiedzialna osoba (choć
    pewnie w wielu przypadkach tak jest)

    ale nie widzisz różnicy między porównywaniem dorosłości i
    odpowiedzialnosci 4-latka i 18-latka??
  • mimartami 03.03.09, 22:46
    buahaha, funniest thing I've ever heard..
    znałam 18-latka, który wsadził do buzi coś, czego nie powinien był, po czym
    wdrapał się gdzieś wysoko i spadł i już nie wstał, a jego organami usłużni
    lekarze uratowali życie kilku innym, także 18-latkom.
    Znałam tez takiego, co poparzył się wrzącym olejem, również po wsadzeniu do buzi
    czegoś, czego nie powinien był.
    Czy Ty kobieto, nie byłaś nigdy nastoletnia i nie wiesz, że małe dzieci, to tak
    naprawdę MAŁY kłopot?
    Czy po prostu naciągać będziesz rzeczywistość tak, żeby wyszło na Twoje?

    Ja wiem, że będą kilkulatkiem, włączyłam do prądu jakąś niedużą rzecz, jeden z
    bolców wtyczki trzymając w paluchach, i aż do czasu, kiedy zostałam
    kilkunastolatkiem nie zbliżałam się do tego rogu pokoju, w którym czai się zło.
  • mama_anuszy 01.03.09, 19:03
    artjoasia napisała:
    Bo moim zdaniem im dziecko młodsze, tym mniejsze
    > ma możliwości zrobienia sobie krzywdy.

    co za niedorzeczność! Cały ten wątek nadaje się na forum Ośla ławka!
  • artjoasia 01.03.09, 20:07
    Dlaczego niedorzeczność???
    Do roku spokojnie zostawiałam ją w kojcu i nikt mi nie wmówi, że to zbrodnia.
    Mam w głębokim poważaniu argumenty, że mógł być pożar, powódź czy wybuch wojny
    atomowej. Panikarskie brednie.
    Teraz w wieku ponad 2 lat nie umie jeszcze otwierać okien, nie wpadła na pomysł
    ustawiania piramidy z mebli, nie umie się dobierać do szafek czy pomieszczeń
    zamkniętych na klucz. Może najwyżej spaść z krzesła czy z kanapy - no wybacz,
    ale jakoś nie napawa mnie to specjalnym przerażeniem.
    Za rok czy dwa na pewno będzie gorzej.
    Ale chyba jeszcze trudniej byłoby zostawić powiedzmy 15-latkę na cały dzień.
  • mama_anuszy 01.03.09, 21:32
    artjoasia napisała:
    > Mam w głębokim poważaniu argumenty, że mógł być pożar, powódź czy
    wybuch wojny
    > atomowej. Panikarskie brednie.

    idź się leczyć.
  • artjoasia 02.03.09, 10:43
    Cytat> idź się leczyć.

    Ooooo, jaka Ty miła jesteś! Mam nadzieję, że to nie jest zaraźliwe...?
  • dlania 02.03.09, 11:36
    artjoasia napisała:

    > Cytat> idź się leczyć.
    >
    > Ooooo, jaka Ty miła jesteś! Mam nadzieję, że to nie jest zaraźliwe...?

    Nie jest zarazliwe, spoko, udziela sie tylko tym matkom, którym sie pepowina na
    głowę rzuciła.
    --
    …*…
    http://www.gify.org/bazagif/krowy/bovi021.gif
  • artjoasia 04.03.09, 00:46
    Przybij piątkę! Jak dobrze pójdzie, to może nawet razem zgnijemy w kryminale. big_grin
  • artjoasia 01.03.09, 11:52
    ... zastanawiam się, co za dureń zostawia zapałki w zasięgu łap dziecka, które najwyraźniej nie zostało nauczone podstawowych zasad bezpieczeństwa???
  • jakw 06.03.09, 23:15
    artjoasia napisała:

    > ... zastanawiam się, co za dureń zostawia zapałki w zasięgu łap
    dziecka,
    Nie licz nigdy na to, że coś będzie poza zasięgiem łapek dziecka.
    Dzieci są sprytne i potrafią stawiać konstrukcje.
  • srebrnarybka 06.03.09, 23:25
    poza zasięgiem tzn. zamknięte na klucz, przechowywany w miejscu,
    którego dziecko nie zna. Dzieci są sprytne i konstrukcję mogą
    postawić także wtedy, gdy rodzic siedzi w toalecie.
  • jakw 07.03.09, 00:10
    srebrnarybka napisała:

    > poza zasięgiem tzn. zamknięte na klucz, przechowywany w miejscu,
    > którego dziecko nie zna.
    Ja tam proponuję sejf na zamek z szyfrem. A otwieranie sejfu tylko
    wtedy gdy dziecko w drugim pokoju. Albo klucz, który rodzic ma
    zawsze przy sobie, także siedząc na sedesie.
  • artjoasia 07.03.09, 01:57
    CytatJa tam proponuję sejf na zamek z szyfrem. A otwieranie sejfu tylko
    > wtedy gdy dziecko w drugim pokoju. Albo klucz, który rodzic ma
    > zawsze przy sobie, także siedząc na sedesie.


    big_grin big_grin big_grin
    Klucz nie, lepiej na odcisk palca. Rodzica oczywiście!

    No tak, łatwo sprowadzić to do absurdu. Jednak istoty rzeczy to nie zmienia: albo uczymy bezpiecznego posługiwania się różnymi przedmiotami, albo fundujemy sobie sejf na całą ścianę. Albo nie uczymy i nie fundujemy, za to po fakcie płaczemy na forum, że taki straszny wypadek się zdarzył...
    Ja dwulatce pozwoliłam wrzucać ryż na wrzątek, dokładać do pieca i wpinać szpilki. Jeśli już jest czymś naprawdę zafascynowana, to prędzej czy później i tak się do tego dobierze - więc z dwojga złego wolę, żeby robiła to pod kontrolą, właśnie ucząc się.

    PS. Ona jeszcze nie umie stawiać konstrukcji, więc na ten temat się nie wypowiadam. U mnie na razie wystarczą górne szafki i zamykana łazienka.
  • srebrnarybka 07.03.09, 09:37
    Też nie sprowadzajmy rzeczy do absurdu. Masz zapewne w domu
    przedmioty, do których nie chcesz, by dziecko się dobrało nie ze
    względu na jego bezpieczeństwo, ale nie chcesz, by je zniszczyło?
    Biżuteria, obrączka po mamie, medalik od chrztu, paszport, dyplom,
    listy miłosne od aktualnego męża/p.o.męża/nieaktualnego
    (niepotrzebne skreślić), pamiątkowe zdjęcia etc. I z pewnością te
    rzeczy są skutecznie zamknięte przed dzieckiem. To niby dlaczego nie
    może być termometr?
  • jakw 12.03.09, 14:57
    Srebrnarybko, problem w tym, że np. takiego termometru w domu z
    małym dzieckiem używa się w innym trybie (częściej i z nagła) niż
    tych przedmiotów, o których piszesz. W związku z tym wolałabym mieć
    termometr bardziej pod ręką niż np. listy od byłego kochanka wink.
    Jeszcze gorzej ma się sprawa z zapałkami, których, jeśli się używa,
    to zwykle kilka razy dziennie. Mam je za każdym razem wygrzebywać
    z baardzo tajnego schowka? Raczej niewykonalne. Za którymś razem
    położę je tak, żeby były pod ręką i "młodzież" je dorwie. Cały
    problem polega na określeniu, kiedy dzieciak jest na tyle rozsądny,
    żeby zostawić go sam na sam np. z zapałkami i nie będzie próbował
    robić z nich użytku, bo będzie miał wbite do głowy, że do zapałek
    dotykają się tylko starsi. Imho przedszkolaki tego warunku
    zasadniczo nie spełniają. Argument typu dzieciak może podpalić dom
    nawet jak rodzic siedzi w toalecie niespecjalnie do mnie przemawia.
    Przy moim niewielkim mieszkaniu nawet z ciężką biegunką
    prawdopodobnie byłabym w stanie interweniować zanim pożar się nie
    rozprzestrzenił, w najgorszym wypadku zdołałabym pewnie zwiać z
    dziećmi z mieszkania i wezwać straż. Natomiast młodsza córka,
    pozostawiona sama w domu, nawet jakby nie dorwała się do zapałek, to
    wymyśliłaby coś innego, przy czym byłaby w stanie zrobić sobie
    krzywdę.
    Dawniej dzieci były skuteczniej uczone bezpiecznych zachowań? Było
    mniej wypadków z udziałem dzieci? Nie jestem pewna. Z dzieciństwa
    pamiętam czytankę czy wiersz o bohaterskiej nauczycielce, która
    uratowała 4 dzieci z płonącego domu, sama ponosząc przy tym śmierć.
    I wcale nie jestem pewna czy tego pożaru nie spowodowały same dzieci
    bawiąc się zapałkami. A potem się chyba schowały pod łóżka. Pamiętam
    też z dzieciństwa ostrzeżenia pt. "dziecko+zapałki=pożar"
    bądź "pilnuj dzieci podczas prac polowych". Widocznie jednak i wtedy
    zapałki w obecności dzieci czy młockarnia w ich pobliżu stwarzały
    jednak pewne niebezpieczeństwo - tak samo jak i teraz. Oraz pamiętam
    opowieści o tym, jak mój stryjek mając lat z 10 o mało co nie
    wysadził rodzinki w powietrze (niewybuchów było pełno w okolicy).
    Równocześnie mój tata w wieku lat 7 odbył sam podróż z Wwy pod
    Radom - w Wwie w autobus wsadziła go jakaś ciotka, powierzając
    współpasażerom wysadzenie go na odpowiednim przystanku, z przystanku
    te 2 czy 3 kilometry sam trafił do domu. Czy dzisiaj któryś rodzic
    puściłby dzieciaka w taką podróż samego, nawet wyposażonego w
    komórkę? Być może kiedyś była ciut inna mentalność rodziców, może
    nie mieli innego wyjścia, może dzieci ciut wcześniej psychicznie
    dojrzewały. Ale jestem pewna, że wypadki z udziałem dzieci
    pozostawionych samopas były także. Może to nie było wypadnięcie z 12
    piętra tylko wpadnięcie do studni ; może to nie było porażenie
    prądem wskutek eksperymentów małolatów tylko wybuch niewypałów
    wskutek eksperymentów także. Może panowała mniejsza znieczulica
    społeczna - być może dzieciak mógł liczyc na bezinteresowną pomoc
    starszych, może były mniej nagłośnione wypadki, może było mniej
    róźnych psycholi (albo ich czyny były mniej nagłośnione). Ale nie
    jestem wcale przekonana, że kiedyś dzieci były bardziej bezpieczne,
    i to wskutek większej samodzielności czy dojrzałości.
    Pzdr
  • srebrnarybka 12.03.09, 15:19
    Srebrnarybko, problem w tym, że np. takiego termometru w domu z
    > małym dzieckiem używa się w innym trybie (częściej i z nagła) niż
    > tych przedmiotów, o których piszesz. W związku z tym wolałabym
    mieć
    > termometr bardziej pod ręką niż np. listy od byłego kochanka wink.
    > Jeszcze gorzej ma się sprawa z zapałkami, których, jeśli się
    używa,
    > to zwykle kilka razy dziennie. Mam je za każdym razem wygrzebywać
    > z baardzo tajnego schowka? Raczej niewykonalne. Za którymś razem
    > położę je tak, żeby były pod ręką i "młodzież" je dorwie.

    - otóż dla mnie nie ma usprawiedliwienia dla zostawiania zapałek lub
    termometru w zasięgu rąk dziecka nawet wtedy, kiedy rodzice są
    obecni, chyba, że dzieci są na tyle dojrzałe, że wiadomo, że tego
    nie dotkną. I wcale nie uważam, żeby sianie zapałkami po domu było
    wygodniejsze, niż chowanie ich w bezpieczne miejsce. Bo jeśli
    zapałki i termometry fruwają po domu, to rzeczywiście nie można
    dziecka na chwile spuścić z oka, jeśli mieszkania jest
    przystosowane, rodzic ma trochę wiecej luzu i ten drugi sposób
    postępowania uważam za wygodniejszy dla rodzica.

    Pamiętam
    > też z dzieciństwa ostrzeżenia pt. "dziecko+zapałki=pożar"

    - i dlatego każdy wiedział, że zapałki nie powinny być w zasięgu rąk
    dziecka i dlatego wypadków było mniej. A dzisiaj panuje w tym
    względzie kompletna beztroska. I nie tylko trzeba wbijać do głowy
    dzieciom, by nie ruszały zapałek, ale i rodzicom, by je przed
    dziećmi zabezpieczali.

    Co do prac polowych - i kiedyś i teraz byłó dużo wypadków, bo
    niestety na wsi lekceważy się zasady bhp, a poza tym ludzie cieżko
    pracują i nie mają siły pilnować dzieci. Jest to oczywiście bardzo
    negatywne zjawisko.

    Natomiast w normalnych, miejskich warunkach panował znacznie
    mniejszy strach, a znacznie więcej rozsądku w systematycznym
    przygotowywaniu dzieci do samodzielności. I jeśli dzieci wcześniej
    dojrzewały, to była w tym zasługa rodziców.
    No i jeszcze jedno - wtedy uczenie dzieci bezpiecznych zachowań
    wymuszało życie, bo zagrożeń było dużo więcej niż dziś i dzieci
    nieuczone bezpiecznych zachowań nie miałyby szans przetrwać. Dzisiaj
    dzieci rzadko mają okazję otworzyć np. piec węglowy służący do
    ogrzewania mieszkania albo przewrócić balię z wrzątkiem.
    Wiersza o Ludwice Wawrzyńskiej uczyłam się jak każdy w tamtym
    czasie - ten pożar wybuchł w baraku, w izdebce opalanej bodaj kozą.
    W takim pomieszczenie nie potrzeba czwórki dzieci, by wybuchł pożar,
    i dzisiaj mało kto mieszka w takich warunkach. Dyskutujemy o
    zachowaniu dzieci w bloku ogrzewanym kaloryferami.
    Poza tym przypominam, że nikogo nie zachęcałam do przedwczesnego
    zostawiania dzieci samych. Większość dzieci dzisiaj jest do tego
    gotowa dość późno i nie chcę mieć na sumieniu żadnego dziecka
    pozostawionego w domu sam na sam z zapałkami i termometrem, bo
    srebrnarybka napisała, że dzieci można zostawiać. Srebrnarybka
    niczego takiego nie napisała.
  • jakw 12.03.09, 16:58
    >jeśli mieszkania jest
    > przystosowane, rodzic ma trochę wiecej luzu i ten drugi sposób
    > postępowania uważam za wygodniejszy dla rodzica.
    To oczywiste, zapałki trzymam w miejscu dość bezpiecznym, co nie
    znaczy, że młoda, pozostawiona sama w domu np. na pół godziny, nie
    dobrałaby się do nich. Dlatego jednak jeszcze przez kilka lat w domu
    sama nie zostanie.

    > - i dlatego każdy wiedział, że zapałki nie powinny być w zasięgu
    rąk
    > dziecka i dlatego wypadków było mniej.
    Hm, ale teraz nie ma raczej dużo wypadków spowodowanych przez
    nieletnich połączonych z zapałkami. Kuchnie elektryczne, zapalniczki
    elektryczne , mikrofale i większa powszechność telefonów (żeby
    szybko wezwać straż pożarną) pewnie mają coś z tym wspólnego. Mniej
    wypadków w zestawie dzieci+kuchnia węglowa pewnie w największym
    stopniu wynika z tego, że zdecydowanie mniej jest tych kuchni
    węglowych. Podejrzewam za to, że teraz jest stosunkowo więcej
    wypadków samochodowych (no cóż, chodzenie do szkoły poboczem drogi,
    którą jeżdżą wozy konne to jednak co innego niż chodzenie poboczem
    drogi, którą zasuwają samochody 100km/h) czy choćby wypadnięć z okna
    (więcej ludzi mieszka w blokach czy kamienicach) niż kilkadziesiąt
    lat temu.

    > I jeśli dzieci wcześniej
    > dojrzewały, to była w tym zasługa rodziców.
    Wiesz, wspominając opowieści mojej mamy - typu jeżdżenie do szkoły
    na łyżwach trzymając się tylnego zderzaka autobusu - mam pewne
    wątpliwości co do dojrzałości i rozsądku mojej rodzicielki w wieku
    lat nastu wink. Fakt, że mniej samochodów wtedy było. Tak czy siak
    moja starsza córka na coś takiego raczej by nie wpadła. To trochę od
    charakteru chyba też zależy.Tak grzebiąc w mojej własnej pamięci
    pewne etapy samodzielności ja i moja starsza osiągałyśmy w podobnym
    wieku i, patrząc po jej koleżankach, nie wydaje mi się, żeby
    dzisiejsza młodzież była jakoś drastycznie w tym opóźniona w
    stosunku do mojego pokolenia. Dzisiejsze dzieci przeniesione
    kilkadziesiąt lat wstecz bez odpowiedniego przeszkolenia pewnie
    zostałyby kopnięte przez konia, a ówczesne, przeniesione w czasy
    dzisiejsze, miałyby spore szanse wpaść pod samochód na pierwszym
    skrzyżowaniu.

    > Poza tym przypominam, że nikogo nie zachęcałam do przedwczesnego
    > zostawiania dzieci samych
    Ależ ja nic takiego nie twierdzę. Śmiem tylko polemizować z tezą, że
    dzieci kiedyś szybciej dojrzewały. Nie jestem o tym jakoś specjalnie
    przekonana. Za to wydaje mi się, że dzieci kiedyś także robiły
    mnóstwo głupich rzeczy.
  • srebrnarybka 12.03.09, 17:46
    To oczywiste, zapałki trzymam w miejscu dość bezpiecznym, co nie
    > znaczy, że młoda, pozostawiona sama w domu np. na pół godziny, nie
    > dobrałaby się do nich. Dlatego jednak jeszcze przez kilka lat w
    domu
    > sama nie zostanie.

    - nie wiem, w jakim wieku jest młoda, ale nie trzymałabym zapałek w
    takim miejscu. Poza tym, jeśli już się wychodzi (do czego oczywiście
    nie namawiam) zapałki można schować lepiej albo zabrać ze sobą.

    Kuchnie elektryczne, zapalniczki
    > elektryczne , mikrofale i większa powszechność telefonów (żeby
    > szybko wezwać straż pożarną) pewnie mają coś z tym wspólnego.
    Mniej
    > wypadków w zestawie dzieci+kuchnia węglowa pewnie w największym
    > stopniu wynika z tego, że zdecydowanie mniej jest tych kuchni
    > węglowych.

    przecież o tym piszę cały czas, że kiedyś było więcej zagrożeń i
    dzieci musiały być uczone zasad bezpieczeństwa. Dzisiaj ich się nie
    uczy, bo zasadniczo w bloku zagrożeń nie ma, osłabia to czujność
    rodziców i potem mamy np. wypadki z termometrami.

    Podejrzewam za to, że teraz jest stosunkowo więcej
    > wypadków samochodowych (no cóż, chodzenie do szkoły poboczem
    drogi,
    > którą jeżdżą wozy konne to jednak co innego niż chodzenie poboczem
    > drogi, którą zasuwają samochody 100km/h) czy choćby wypadnięć z
    okna
    > (więcej ludzi mieszka w blokach czy kamienicach) niż kilkadziesiąt
    > lat temu.

    Koń może kopnać, a wypadki samochodowe zdarzały się i za mojego
    dzieciństwa. Ale prawdopodobieństwo, że wypadek się zdarzy, jest
    mniejsze wtedy, kiedy dziecko zna zasady ruchu drogowego i idzie
    chodnikiem, a nie jezdnią. I powinno je znać wtedy, gdy się je
    puszcza samo na ulicę, a wcześniej powinno się przećwiczyć na
    mniejszych i bezpieczniejszych trasach. Kiedyś tego rodzice uczyli,
    dzisiaj wolą wozić dzieci samochodami do szkoły. Oczywiście zawsze
    pirat może wjechać na chodnik, ale wtedy i obecność rodziców nie
    pomoże. Taki pirat może i rodzica zabić.

    choćby wypadnięć z okna
    > (więcej ludzi mieszka w blokach czy kamienicach) niż kilkadziesiąt
    > lat temu.

    - żeby wypaść z okna, trzeba się przez nie wychylić. Jako dziecko
    długie godziny spędzałam sama w pokoju na II piętrze, bywałam też u
    dzieci znajomych, mieszkających na piętrach i nikt nas stale nie
    niańczył, od czasu do czasu ktoś zaglądał do pokoju. Tyle, że
    mieliśmy dużo innych ciekawych zajęć niż otwieranie okien i
    wychylanie się przez nie. Bo mieliśmy zabawę zorganizowaną. A poza
    tym chyba jednak trochę się baliśmy okien.

    Śmiem tylko polemizować z tezą, że
    > dzieci kiedyś szybciej dojrzewały.

    To była Twoja interpretacja. Ja nie twierdzę, że dzieci wcześiej
    dojrzewały, tylko, że były tak wychowywane, że wcześniej stawały się
    samodzielne i odpowiedzialne.

    Nie jestem o tym jakoś specjalnie
    > przekonana. Za to wydaje mi się, że dzieci kiedyś także robiły
    > mnóstwo głupich rzeczy.

    I dobrze, że robiły głupie rzeczy. Mają przynajmniej co wspominać.
  • deela 01.03.09, 12:42
    > tak uważam, rozumiem ze Ty uwazasz 7-latka juz za dorosłą,
    > odpowiedzialną osobe??
    uwazam ze 7 latek powinien bezwzglednie byc nauczony podstawowych zasad
    bezpieczenstwa, powinien dokladnie znac granice co mu wolno a czego nie itd itp
    uwazam ze 7 latek moze spokojnie zostac w domu sam nawet na 2-3 h i nie powinien
    mu strzelic do glowy pomysl typu wysadzenie chaty w powietrze
    uwazam ze 7 latek ktorego nie mozna spokojnie na 2-3 h zostawic w domu jest
    zwyczajni tępy, albo ma nieudolnych wychowawczo rodzicow
    --
    Tak,wiem,wspułczujesz moim dziecią...
  • e_r_i_n 01.03.09, 20:49
    Widać niektórzy mieli rodziców wydolnych wychowawczo, ale nieuczących kultury.
    Siedmiolatek siedmiolatkowi nierówny. I niekoniecznie nie zostaje ze względu na
    to, że mu głupota do głowy przyjedzie (a te przychodzą do głowy nawet
    dziesięciolatkowi). Czasami po prostu nie jest gotowy na pobyt w domu
    samodzielnie. I nie ma tu nic do głowy tępota i inne takie.
    --
    (Przy)biegli rewidenci
    Bliżej niż dalej
  • deela 03.03.09, 20:39
    > to, że mu głupota do głowy przyjedzie (a te przychodzą do głowy nawet
    > dziesięciolatkowi)
    a wiesz jakie pomysly maja tacy 15 latkowie?
    --
    Tak,wiem,wspułczujesz moim dziecią...
  • titta 05.03.09, 22:27
    Tylko jak ma byc gotowy, gdy rodzice trzymaja go pod kloszem?
    Przeciz nie powiesz, ze kiedys dzieci byly inteligentniejsze? Bo
    bardziej dojrzale to byly. dojzalosc przychodzi wraz z
    doswiadczeniem.
  • bri 05.03.09, 17:10
    Nauczysz ale tylko tych zasad bezpieczeństwa, które przyjdą Ci do
    głowy. Ja mając 6 lat chciałam zmierzyć temperaturę gotującej się
    zupy. Wiedziałam, że gorąca zupa jest niebezpieczna i może poparzyć
    i zrobiłam to bardzo ostrożnie. Włożyłam do zupy tylko koniuszek
    termometru. Lekarskiego. Termometr oczywiście pękł, rtęć wlała się
    do zupy. Ja się przestraszyłam bo termometr to była rzecz cenna i
    trudno dostępna, jak prawie wszystko w tamtych czasach. Więc nic nie
    powiedziałam, resztki szkła ukryłam i cała rodzina zjadła zupę z
    rtęcią. Mamy nie było pewnie tylko parę minut, wyszła do ogródka po
    koperek czy coś w tym stylu.

    W tym czasie sama na piechotę chodziłam do zerówki oddalonej o
    półtora kilometra, obok stawu, normalnego ruchu samochodowego,
    pałętających się po wsi psów itd.

    Jasne, że w tym wieku trzeba już zacząć dziecku pozwalać na pewną
    samodzielność, ale 100% pewna tego, że samo w domu będzie bezpieczne
    bym nie była.
  • srebrnarybka 05.03.09, 20:01
    Po pierwsze 7 latek powinien wiedzieć, że rtęć jest trucizną, po
    drugie termometr nie powinien być w zasięgu rąk dziecka, nawet 7
    latka, bo 7 latek nie mierzy temperatury codziennie. Ja z pewnością
    wcześniej, niż mając 7 lat, wiedziałam, że rtęć jest trująca i
    mierząc temperaturę bardzo dbałam, by nie stłuc termometru, bo mogę
    się otruć rtęcią. Więc do głowy nie przyszłoby mi dotykać bez
    potrzeby tak niebezpiecznego przedmiotu, nawet, gdyby on był na
    wierzchu. Nie mówiąc o tym, że bałabym się też pokaleczyć szkłem.
  • deela 05.03.09, 20:11
    mnie tez rodzice tego nauczyli :o
    zreszta mamie kiedys termometr sie stlukl i wyraznie nam objasnila ze te
    kuleczki to jest wlasnie rtec, ze ona teraz ja bardzo dokladnie sprzatnie a nam
    nie wolno nigdy w zadnym wypadku tego robic bo to straszna trucizna (na wypadek
    gdyby jakims cudem termometr dostal sie w nasze lapy i sie stlukl)
    --
    Tak,wiem,wspułczujesz moim dziecią...
  • srebrnarybka 05.03.09, 20:32
    ja nie jestem entuzjastką zostawiania małych dzieci samych i proszę
    nie traktować tego, co piszę, jako zachęty. Ale jest prawdą, że
    kiedyś zostawiało się dzieci częściej w domu, ale też były one
    lepiej do tego przygotowane. I to dlatego, że kiedyś było więcej, a
    nie mniej, zagrożeń: piece w mieszkaniach, czasem kominki,
    mieszkania na wsi niezelektryikowane, czyli oświetlane świecami albo
    lampami naftowymi, gotowanie na kuchni węglowej, brak rozmaitych
    zabiezpieczeń na zamki okienne, zaślepek do kontaktów etc. etc. I
    dlatego dzieci uczyło się bezpiecznych zachowań, bo inaczej mogłyby
    sobie coś zrobić także w obecności rodziców, bo nikt by przecież nie
    był w stanie dopilnować. Poza tym rodzice pilnowali, żeby
    niebezpiecznych przedmiotów nie zostawiać w zasięgu rąk dziecka. A
    teraz czytam o dzieciach, które wypiły chemikalia albo stłukły
    termometr, nawet w obecności rodziców - mnie się to w głowie nie
    mieści. I dlatego to nie jest kwestia wieku, ale przygotowania
    dziecka. Po prostu uważam, że dziecko uczone od małego zasad bhp
    jest bezpieczniejsze w ogóle i dziecko w mieszkaniu, w którym nie ma
    pod ręką rzeczy niebezpiecznych, też jest bezpieczniejsze w ogóle. A
    że jak takie dziecko trzeba będzie zostawić samo, też będzie
    bezpieczniejsze, to inna sprawa. Chociaż oczywiście zostawiania
    dziecka samego nie zalecam.
  • titta 05.03.09, 22:35
    Ja temperature zupy "zmierzylam" majac 9 albo 10 lat. Absolutnie
    wiedzialam, ze rtec jest trujaca, ze sie rozszerza i ze temp. zupy
    przewyzsza wielokrotnie mozliwosci termometru. Nie perzewidzialam
    tylko, ze go tak szybko rozsadzi. Tyle, ze ja sie przyznalam (wizja
    zjedzenia resztek jednak przewazyla nad wstydem).
    Czy przed 9 latkiem termometr tez nalezy chowac? (ciekawe jak, skoro
    juz dobrze wie gdzie jest).
    Czy z tego powodu nie mozna go spuszczac z oka?
    Ja jako 18 latka chyba nic glupiego nie zrobilam, ale niektorzy
    rowiesnicy az za wiele. Czy to znaczy, ze ich tez nie mozna sposcic
    z oka?
  • srebrnarybka 05.03.09, 23:45
    Skoro przyznałaś się i wizja zjedzenia resztek przeważyła nad
    wstydem, to znaczy, że termometru nie trzeba było chować, a Ciebie
    można było spuścić z oka. Tego rodzaju strata, jak garnka zupy, jest
    wkalkulowana w koszty posiadania dziecka i ostatecznie nic
    strasznego się nie stało. A zachowałaś się rozsądnie, mówiąc
    rodzicom i przemagając wstyd i strach. Nie widzę problemu, a
    sytuacja którą opisałaś, jest nieporówywalna z opisaną w poprzednim
    poście.
    Natomiast młodsze dziecko 1. powinno wiedzieć, że termometrem można
    się otruć i pokaleczyć, więc lepiej trzymać się od niego zdala, 2.
    nie mieć dostępu do termometru, 3. zasadniczo nie powinno zostawać
    samo w domu. Ale, jeżeli będą spełnione warunki 1. i 2., to w
    sytuacji awaryjnej konieczności zostawienia dziecka samego lub
    wtedy, gdy rodzice są zajęci czymś innym, jest spore
    prawdopodobieństwo, że sobie i nam nie zrobi krzywdy termometrem.
  • titta 06.03.09, 00:13
    Ogolnie oczywiscie sie zgadzam. Jednak chodzilo mi o cos innego.
    Nie ma magicznej granicy w ktorej dzieci nabieraja rozsadku. W
    jednym przypadku mniej -wiecej mozna zufac 5 latkowi (niczego bez
    pozwolenia nie dotknie, do wszystkiego sie przyzna), w drugim i 10-
    latek jest baba zegarowa z opoznionym zaplonem. (Nie jestem pewna,
    czy przyznala bym sie, gdybym bala sie rodzicow. W tym czasie nie
    przyznalam sie do ciezkiego poparzenia, pod obecnosc rodzicow, a
    jakze). Osobiscie uwazam, ze granica zostawania samemu jest wlasnie
    gdzies pomiedzy, z odchyleniem w strone 5. Mysle tez, ze im wiecej
    wolnosci i swobody daje sie dziecia, to tym lepiej i szybciej ucza
    sie z niej rozsadnie kozystac.
  • bri 06.03.09, 09:44
    Miałam 6 lat, nie 7 i termometr był w trudno dostępnej apteczce pod
    sufitem. Ale wystarczyło przystawić sobie wysokie krzesło i udało mi
    się go wyjąć. Musiałby chyba być w sejfie zamykanym na klucz, żebym
    go nie dostała. Z tego co pamiętam w tym wieku nie było już dla mnie
    w domu miejsc niedostępnych, poza tymi zamykanymi na klucz, pod
    warunkiem, że nie wiedziałam, gdzie ten klucz był.

    Ja wiedziałam, że rtęć jest trująca. Po prostu nie przyszło mi do
    głowy, że termometr pęknie w zupie. Po wszystkim byłam tak
    przerażona, że bałam się cokolwiek z siebie wykrztusić.

    Naprawdę uczyłyście swoje dzieci "nie wkładaj termometra do
    zupy!!!"? wink

  • srebrnarybka 06.03.09, 11:52
    Ja wiedziałam, że rtęć jest trująca

    Wiedziałaś, ale nie rozumiałaś, co to znaczy. Gdybyś rozumiała, nie
    jadłabyś sama tej zupy, obawiając się o swoje życie, nie mówiąc też
    o życiu rodziców. Skoro nie rozumiałaś, co to znaczy "trucizna", to
    termometr powinien był być pod kluczem, nawet wtedy, gdy rodzice
    byli w domu. Dyskutantka, która zrobiła to samo w wieku 9 czy 10
    lat, najwyraźniej rozumiała, co to znaczy trucizna, skoro się
    przyznała. I oczywiście rodzice, którzy wychowują dziecko, powinni
    wiedzieć, na ile rozumie ono różne niebezpieczeństwa i umie sobie z
    nimi poradzić.
    Oczywiście, że nikt nie uczy dzieci "nie wkładaj termometra do
    zupy", bo w takim razie dziecko włoży do mleka. Dzieci powinno uczyć
    się: "Termometr to bardzo niebezpieczna rzecz, można się otruć i
    skaleczyć i dlatego nie wolno dotykać go samemu. Mogą to robić tylko
    rodzice", a po drugie - jak długo dziecko nie rozumie, co to znaczy
    trucizna, termometr powinien być dla dziecka niedostępny. Poza
    wszystkim nie rozumiem złamania zakazu (? mam nadzieję, że taki był)
    grzebania w apteczce. Cóż, mój ojciec, profesor uniwersytetu miał
    zawsze na biurku porozkładane notatki do pracy i gdybym mu w nich
    pogrzebała jako dziecko, zapewne nie powstałoby parę książek. Ale
    nigdy, przenigdy tego nie zrobiłam i nawet nie próbowałam. Przyznam,
    że nawet nie pamiętam, żeby ktoś mi zakazywał. Po prostu to było
    biurko ojca i na nim się nie ruszało. Zresztą, po co miałam ruszać
    jakieś papiery, skoro zabawki były ciekawsze? I podobnie jest z
    wieloma innymi pomysłami kilkulatków - odnoszę wrażenie, że te
    pomysły biorą się z nieumiejętności samodzielnej zabawy. Dlatego
    dziecko pozostawione samo sobie (obojętnie, czy rodzice są w
    mieszkaniu, czy nie) natychmiast robi coś głupiego, zamiast zająć
    się tym, co lubi.
  • srebrnarybka 06.03.09, 12:01
    I proszę nie odbierać moich postów jako zachęty do zostawiania
    małych dzieci w domu, bo tego nie polecam. Po pierwsze znaczna część
    rodziców obencnie nie przygotowuje dzieci do tego, więc są one
    niegotowe. Raczej chcą usłyszeć, czy można zostawić dziecko już 5
    letnie, 7 letnie czy dopiero 10 letnie. A przecież to nie zależy od
    wyłącznie od wieku, ale od dojrzałości dziecka. Obecnie dzieci
    wychowuje się znacznie mniej samodzielnie niż kiedyś i bez
    zasadniczej zmiany stylu wychowania takie zostawianie rzeczywiście
    jest niebezpieczne. Po drugie - istotnie mogą się zdarzyć
    nieprzewidziane wypadki (poza pożarem czy wybuchem wojny, co mniej
    prawdopodobne, rzeczywiście pęknięcie rury, awaria światła itp.)
    Dlatego, jeśli już dziecko musi zostać, to im krócej to trwa, tym
    lepiej, bo tym mniejsze prawodpodobieństwo, że się zdarzy. Po
    trzecie i to jest najważniejsze - dziecko może się bać. Dlatego też,
    jeśli już, to uczymy dziecko zostawania samego i przygotowujemy do
    tego psychicznie, a nie tak, jak w którymś z postów - zostawiamy
    śpiące dziecko, nieprzygootwane w ogóle na taką sytuację, bo pewnie
    się nie obudzi. 2 razy się nie obudzi, za trzecim razem się obudzi i
    dozna wielkiego urazu. Ale generalnie nie polecam zostawiania małych
    dzieci bez opieki.
    No i jeszcze jedna ważna rzecz: ile razy podjęłyście się np,, że
    zaopiekujecie się też dzieckiem sąsiadki, żęby ona mogła wyjść, a
    następnym razem ona weźmie Wasze i da Wam wolne? Bo brak takiej
    prostej wymiany także powoduje właśnie podobne, opisane tu
    niebezpieczne sytuacje.
  • bri 06.03.09, 13:19
    Z Twoich postów przebija jakaś schizofrenia wink Rodzice nie
    przygotowują małych dzieci do samotnego pozostawania w domu i to
    jest złe, ale w ogóle to małych dzieci nie wolno zostawiać w domu,
    ale jeśli małe dziecko nie wie wszystkiego o wszystkich możliwych
    niebezpieczeństwach albo nawet wie, ale łamie zakazy rodziców, to
    jest porażka wychowawcza, ale jak już zostawiać to jak najkrócej.



  • srebrnarybka 06.03.09, 15:51
    Z Twoich postów przebija jakaś schizofrenia wink

    - nie. Zasada generalna jest taka: dziecko można zostawić w domu
    wtedy, kiedy dom jest bezpieczny (np. pochowane niebezpieczne
    przedmioty), a dziecko jest przygotowane na tyle, że samo nie
    popełni głupstwa (np. nie będzie się wychylało przez okno).
    Twierdzę, że kiedyś, kiedy zagrożeń było znacznie więcej dzieci
    wychowywano dużo bardziej samodzielnie i dlatego zostawianie ich
    wcześniej, niż to się dzisiaj praktykuje, nie było specjalnie
    niebezpieczne (oczywiście zawsze zdarzały się wypadki, ale mogą się
    zdarzyć i pod opieką rodziców). Ponieważ dzisiaj wychowuje się
    dzieci zupełnie inaczej, dlatego nie zalecam zbyt wczesnego ich
    zostawiania w domu, bo znaczna ich część jest do tego
    nieprzygotowana i zbyt pochopne "rozgrzeszenie" rodziców mogłoby ich
    zachęcić do nieprzymyślanego zostawiania dzieci.
    Natomiast uważam, że dzieci uczone bezpiecznych zachowań są
    bezpieczniejsze nie tylko wtedy, gdy zdarzy się coś takiego, że
    rzeczywiście trzeba je zostawić, ale także wtedy, gdy rodzice są w
    domu. Bo nikt nie jest doskonały, nie mówiąc o tym, że rodzice w
    domu także nie zajmują się cały czas dzieckiem, zdarza im się pójść
    do toalety, kąpać się, gotować obiad, jeść, prać, rozmawiać przez
    telefon, czytać gazetę, przewijać drugie dziecko, pomagać babci, nie
    mówiąc już o spaniu czy kochaniu się. Bo termometr można wyjąć z
    szafki nie tylko wtedy, kiedy wyrodna matka wyszła po zakupy, ale
    wtedy, gdy rodzice zajęci są powoływaniem na świat braciszka. No i
    chyba wtedy nikt nie napisze "gdzie byli rodzice?". Znam co najmniej
    dwa wypadki dzieci, które wypadły z okna, gdy rodzice byli w domu.
    Gdyby te dzieci były nauczone nie zbliżać się do okien i bały się
    tego, do tragedii by nie doszło. A że dziecko, które boi się zbliżyć
    do okna i wziąć do ręki termometr, zresztą skutecznie schowany, w
    razie czego jest bezpieczniejsze, jeśli zostawi się je na pół
    godziny samo, to już inna rzecz. Ale proponowałabym zacząć od nauki
    bezpiecznych zachowań, a nie od idei zostawiania samych w domu.
    Wtedy granica, od kiedy można, zarysuje się sama.
  • jakw 06.03.09, 23:43
    srebrnarybka napisała:

    > Twierdzę, że kiedyś, kiedy zagrożeń było znacznie więcej dzieci
    > wychowywano dużo bardziej samodzielnie i dlatego zostawianie ich
    > wcześniej, niż to się dzisiaj praktykuje, nie było specjalnie
    > niebezpieczne (oczywiście zawsze zdarzały się wypadki, ale mogą
    się zdarzyć i pod opieką rodziców).

    Hm, masz może jakieś statystyki na uzasadnienie np faktu, że dawniej
    było mniej wypadków?




    > Gdyby te dzieci były nauczone nie zbliżać się do okien i bały się
    > tego, do tragedii by nie doszło.
    Gdyby na tych oknach założono zabezpieczenia też by pewnie do
    tragedii nie doszło. Ja tam z kolei pamiętam z dzieciństwa, że
    koleżanka z przedszkola zabiła się wypadając przez okno,
    chociaż "dawniej inaczej wychowywano dzieci".

    > A że dziecko, które boi się zbliżyć
    > do okna i wziąć do ręki termometr, zresztą skutecznie schowany, w
    > razie czego jest bezpieczniejsze, jeśli zostawi się je na pół
    > godziny samo, to już inna rzecz. Ale proponowałabym zacząć od
    nauki
    > bezpiecznych zachowań, a nie od idei zostawiania samych w domu.
    A z tym się jak najbardziej zgodzę.
  • srebrnarybka 07.03.09, 00:15
    Hm, masz może jakieś statystyki na uzasadnienie np faktu, że dawniej
    > było mniej wypadków?

    - nie wiem, czy dzisiaj jest tych wypadków tak dużo, czy też
    wszystkie się nagłaśnia.
    Na czym opiera uzasadnienie faktu, że dawniej dzieci były lepiej
    przygotowane do zostawania same w domu? Na doświadczeniu. Nie
    zostawałam sama w domu (sporadycznie, opisałam to), ale regularnie
    zostawałam sama w pokoju, gdy rodzice byli w innych pomieszczeniach
    bardzo rozległego mieszkania, podobnie było u znajomych rodziców,
    gdzie przychodziłam się bawić z ich dziećmi. Jako kilkulatki
    godzinami bawiliśmy się sami zostawiani w pokoju, na balkonie lub na
    podwórzu i nic nigdy nikomu się nie stało. Znajomi mieszkali w domu
    dwurodzinnym, mieli 8 dzieci (uprzedzam ewentualne uwagi o
    prymitywnych dzieciorobach - ojciec tej ósemki był profesorem
    uniwersytetu) i byliśmy puszczani na podwórko. Do podwórka
    przylegała budowa, na placu budowy huczały maszyny, między
    podwórkiem a budową była góra gliny, z której jednej zimy wolno było
    nam nawet zjeżdżać na nartach, ale czasami nie wolno było na glinę
    wchodzić. I wtedy nie wchodziliśmy. Nigdy nikomu z nas nie przyszło
    do głowy pójść na budowę albo wyjść na ulicę, chociaż moglibyśmy to
    zrobić z powodzeniem. Dlaczego? Dlatego, że mieliśmy zorganizowaną
    dostatecznie ciekawą zabawę w bezpiecznej części podwórza, było nam
    dobrze i po grzyba byłoby gdzieś się włóczyć. Nie mówiąc o tym, że
    mama tych dzieci albo moja by się pogniewały.
    Nie napisałam, że wypadków w ogóle nie było, bo były zawsze. Moja
    sąsiadka wypadła z okna i zabiła się, gdy myła okno, by przygotować
    mieszkanie na świętowanie tego, że córka dostała się do liceum. Czy
    ta kobieta zabiła się dlatego, że rodzice jej nie pilnowali?
    Zakładanie zabezpieczeń na oknach popieram całym sercem.
  • bri 06.03.09, 13:09
    Nie rozumiesz złamania zakazu? Moim zdaniem łamanie zakazów przez
    dzieci jest rzeczą zupełnie normalną i należy się tego spodziewać w
    procesie ich rozwoju, momentami nawet w dużym nasileniu i dlatego z
    zakazami nie można przesadzać.

    Nie dziwię się, że nie ruszałaś notatek ojca. Papiery są nudne. Ale
    naprawdę nigdy żadnego zakazu rodziców nie złamałaś?
  • srebrnarybka 06.03.09, 16:00
    Moim zdaniem łamanie zakazów przez
    > dzieci jest rzeczą zupełnie normalną

    - przyznam się, że starałam się nie łamać. Jak łamałam, to rodzice
    się gniewali i było bardzo nieprzyjemnie, a ja przecież wolałam,
    żeby w domu było sympatycznie. Chyba zadowolenie rodziców jest taką
    wartością, dla której opłaca się zrezygnować z czegoś, co się bardzo
    chce.

    Ale w sprawie tych papierów to chyba nawet zakazu nie było. Nigdy
    nie miałam ochoty. Myślę, że ruszyłaś sedno sprawy: papiery są
    nudne. Ale dzieci mojej znajomej z nudów przegrzebały jej biurko i
    schowały czeki, które ona znalazła po paru miesiącach, a wcześniej
    odchodziła od zmysłów, kto jej te czeki ukradł. I myślę, że tu jest
    pies pogrzebany. Czeki i inna papiery mojej znajomej (ona też jest
    naukowcem) były równie nudne, jak notatki mojego ojca. Ale ja się
    jako dziecko nie nudziłam, bo miałam zorganizowaną zabawę, zwykle
    bawiłam się sama, jako jedynaczka, i umiałam się sobą zająć. Po cóż
    miałabym ruszać papiery ojca, skoro klocki (tak, tak, mimo, że byłam
    dziewczynką), domek dla lalek, lalki albo rysowanie były dużo
    ciekawsze? Odnoszę wrażenie, że większość dzieci wypadających z
    okien po prostu nie umie się bawić same, jak mama wychodzi, nie
    wiedzą, co ze sobą zrobić, i dlatego robią głupstwa.
    Ale raz jeszcze podkreślam: przy dzisiejszym sposobie wychowania
    większość przedszkolaków jest nieprzygotowana do zostawania samo w
    domu.
  • bri 06.03.09, 16:08
    Cóż, ja sądzę, że nawet przedszkolaki sprzed 30 lat nie były gotowe,
    żeby zostawać same w domu czy poruszać się poza domem bez opieki.

    No, może tylko takie wyjątkowe jak Ty, przeszkolone jak najlepszy
    behapowiec, karne jak żołnierz na służbie i zainteresowane tylko i
    wyłącznie swoimi zabawkami. Ale szczerze powiedziawszy poza Tobą
    nigdy o takim dziecku nie słyszałam wink
  • srebrnarybka 06.03.09, 16:42
    Byłam przedszkolakiem wiecej (niestety) niz 30 lat temu. Jako
    przedszkolak w domu sama zostałam słownie DWA razy w wieku chyba 5
    lat, gdy mój ojciec był ciężko chory i matka odwiedzała go w
    szpitalu na drugim końcu miasta. Mieszkaliśmy w mieszkaniu typu
    kołochoz, 5 ogromnych pokoi, z których nasza rodzina zajmowała dwa,
    wspólna kuchnia etc., wszystko to razem zajmowało całe piętro. Kiedy
    matka wyszła, zostałam sama nie tylko w mieszkaniu, ale i na
    piętrze, bo lokatorów z sąsiednich pokoi też nie było w domu.
    Oczywiście nie miałam pojęcia, gdzie był termometr, bawiłam się
    lalkami czy czymś tam, miałam zapowiedziane, by nie otwierać nikomu
    etc. Pierwszy raz zniosłam to normalnie, tylko było smutno, ale
    wtedy w ogóle wesoło mi nie było, nawet w obecności mamy. Za drugim
    razem nie wytrzymałam psychicznie samotności, wyszłam na balkon
    (uwaga, drzwi na balkon były otwarte, to było wiosną czy latem) i
    zaczęłam płakać. Nie wychylałam się, bo przez balustradę z pionowymi
    szczeblami było wszystko widać. Balkon był od podwórza, po którym
    kręciła się dozorczyni i jej rodzina i ja wyszłam nie w celu
    zobaczenia, czy mama nie wraca, bo nie wracałaby przez podwórze, ale
    dlatego, że nie wytrzymałam samotności i chciałam być przynajmniej w
    pobliżu dobrze znanej mi dozorczyni. Dozorczyni przysłąła po mnie
    swoją nastoletnią córkę, która się mną zaopiekowała. Mama wezwała w
    trybie alarmowym babcię z sanatorium i więcej już nie zostawiała
    mnie samej. Ja na miejscy mamy bym tego nie zrobiła, zostawiłabym
    mnie chociażby u tej dozorczyni, każdy by to zrozumiał.
    Ale morał z tego następujący: ja przestraszyłam się samotności i
    dlatego zaprotestowałam płacząc, i to mimo, że wiedziałam, dokąd
    mama poszła i że niedługo wróci (poprzednio już wróciła, więc
    wiedziałam, że to nie będzie trwało bardzo długo). Pozostanie samej
    w domu przez parę godzin (pewnie 2,5-3) okazało się ponad moje siły
    psychiczne 5latki. Ale też nic mi się nie stało w sensie zagrożeń i
    nic mi się stać nie mogło. Nie wiedziałam, gdzie był termometr, i
    nie wzięłabym go do ręki, nie miałam zresztą humoru na wymyślanie
    jakiejś nowej niebezpiecznej zabawy. Problemem była świadomość, że
    jestem sama na piętrze.
    Natomiast w tym samym, wielkim mieszkaniu wielokrotnie zostawałam
    sama w pokoju, gdy mama szła do kuchni, to było dość daleko i szło
    się nieopalanym korytarzem, po którym zimą nie wolno mi było chodzić
    bez kurtki, i ja wtedy spokojnie bawiłam się tymi lalkami, klockami,
    albo rysowałam. Latem miałam na balkonie piaskownicę, w której
    bawiłam się godzinami sama i do głowy nie przyszłoby mi wychylać się
    prez balustradę. Po co zresztą, skoro bez wychylania było widać to
    samo? Pewnie się zresztą bałam. Podejrzewam, że niejedno dzisiejsze
    dziecko, wychowane wg dzisieszych zasad, przyzwyczajone do tego, żę
    ktoś stale się z nim bawi i stale na nie patrzy, zmuszone do
    samodzielnej zabawy nie umiałoby się do niej zabrać, a nie byłoby
    pouczone, że do okna zbliżać się nie wolno, rzeczywiście z nudów
    mogłoby przez to okno wypaść. Z tego mieszkania wyprowadziliśmy się,
    gdy miałam 7 lat i uświadamiam sobie, że nie wiem, gdzie był
    przechowywany termometr. Zatem w tym czasie też tego nie wiedziałam.
    Co więcej - moi rodzice, jak na czasy mojego dzieciństwa, byli
    nadopiekuńczy.
  • bri 06.03.09, 16:51
    No więc sama widzisz, nawet niedzisiejsze przedszkolaki nie są
    gotowe, żeby same w domu zostawać.
  • srebrnarybka 06.03.09, 17:39
    Nie musisz mnie przekonywać, bo ja nikogo nie namawiałam do
    zostawiania przedszkolaków samych w domu.
    Natomiast dla porządku wyjaśniam, że:
    1. moim zdaniem najistotniejszą przyczyną jest niezdolność
    psychiczna dziecka, to, że ono może się bać, a nie to, że coś sobie
    zrobie.
    2. nie jest źle, a nawet jest dobrze, jeśli dziecko jest uczone od
    małego bezpiecznych zachowań także pod okiem rodziców, bo w ogóle
    lepiej, żeby dziecko także znało zasady bhp. I że, jeśli już takie
    dziecko zostanie samo w domu, czego nie zalecam, jest
    bezpieczniejsze, niż nieuczone. Jest też bezpieczniejsze, gdy jest
    pod opieką rodziców. W domu, gdzie termometr jest skutecznie
    schowany przed dzieckiem, jest ono zawsze bezpieczniejsze, nawet pod
    opieką rodziców, niż dziecko pod opieką rodziców w domu, gdzie
    termometr jest łatwo dostępny.
    3. Dziecko, które umie się samo sobą zająć, jest bezpieczniejsze,
    także w obecności rodziców, od dziecka, które tego nie umie, bo to,
    które nie umie, zostawione choćby na chwilę przez rodzica, który
    odbiera pilny telefon, może w tym czasie zrobić głupstwo. Dziecko
    umiejące bawić się samodzielnie zajmie się w tym czasie wyuczoną,
    bezpieczną i ciekawą zabawą.
    3. Jest różnica między zostawieniem samodzielnego, uczonego
    bezpiecznych zachowań i samodzielnej zabawy, odpowiedzialnego 5latka
    w zabezpieczonym domu, dużą ilością fajnych zabawek do dyspozycji i
    telefonem (w razie czego wciśnij tę czerwoną kropeczkę) na pół
    godziny a zostawieniem kompletnie nieprzygotowanego na to 3latka w
    domu, gdzie na wierzchu leżą noże, termometr, ostrzałka do noży,
    zapałki, świeczki, gaz jest niezamknięty, gniazdka bez zaślepek,
    okna potwierane, za to bez żadnych zabawek, na 3 godziny.
  • mama_kotula 13.03.09, 13:15
    Cytat
    Odnoszę wrażenie, że większość dzieci wypadających z
    okien po prostu nie umie się bawić same, jak mama wychodzi, nie
    wiedzą, co ze sobą zrobić, i dlatego robią głupstwa.


    A o tym to zdaje się już pisałyśmy.
    I wniosek był taki, że zakładasz, iż dziecko kilkuletnie ZAWSZE będzie postepować racjonalnie i logicznie.
    przypomnę:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=76376706&a=76518850
    --
    Klikanie przyspiesza rozwój smoka
    http://dragcave.net/image/ZJ3m.gifhttp://dragcave.net/image/F08o.gif
  • srebrnarybka 14.03.09, 08:24
    I wniosek był taki, że zakładasz, iż dziecko kilkuletnie ZAWSZE
    będzie postepow
    > ać racjonalnie i logicznie.

    - Cóż, nie wszyscy rodzice postępują racjonalnie i logicznie. Np.
    ci, którzy sieją po mieszkaniu, w którym są małe dzieci, zapałkami,
    termometrami, albo uczą dzieci, że najlepszą rozrywką jest
    wyglądanie przez okno. Tacy rodzice rzeczywiście narażają swoje
    dzieci na niebezpieczeństwo i opóźniają osiągnięcie przez dzieci
    dojrzałości do tego, by zostały same (okno).
    Oczywiście dzieci nie zawsze postępują racjonalnie, ale częściej,
    niż wydaje się rodzicom, którzy traktują dzieci jak małe, bezrozumne
    zwierzątka. Dzieci są istotami myślącymi, tylko mają za mało
    informacji i doświadczenia, by być samodzielne, a rzeczą rodziców
    jest im tych informacji (takżę poprzez ćwiczenie) dostarczać. Nie
    namawiam nikogo do pochopnego, bezmyślnego zostawiania dzieci w
    domu, ale do UCZENIA, jak w postępować w różnych nieprzewidzianych
    sytuacjach przez rozmowę i trening, ale proporcje tego i granice
    bezpieczeństwa muszą być wyważone przez rodziców. Natomiast
    oczywiście bezmyślne zostawianie dzieci nieprzygotowanych na to w
    mieszkaniu pełnym niebezpiecznych przedmiotów jest karygodne.


    Cytat
    > Odnoszę wrażenie, że większość dzieci wypadających z
    > okien po prostu nie umie się bawić same, jak mama wychodzi, nie
    > wiedzą, co ze sobą zrobić, i dlatego robią głupstwa.
    >


    - napisałąm to i powtarzam jeszcze raz. Powszechnie wiadomo, i też
    była o tym mowa na forum, że obecnie dzieci nie umieją się bawić
    same, bo matki bawią się z nimi cały czas, a niebawienie się z
    dzieckiem np. pół godziny i odesłanie go, żeby bawiło się samo,
    zdaniem wielu dyskutantek na tym forum może dziecko wpędzić w uraz
    psychiczny do końca życia. Trudno się dziwić, że wychowywane w ten
    sposób dziecko zostawione nawet na 15 minut wariuje, bo nie jest
    nauczone zajmować się sobą.
  • jakw 06.03.09, 23:33
    srebrnarybka napisała:

    > Wiedziałaś, ale nie rozumiałaś, co to znaczy. Gdybyś rozumiała,
    nie
    > jadłabyś sama tej zupy, obawiając się o swoje życie, nie mówiąc
    też
    > o życiu rodziców. Skoro nie rozumiałaś, co to znaczy "trucizna",
    to
    > termometr powinien był być pod kluczem, nawet wtedy, gdy rodzice
    > byli w domu. Dyskutantka, która zrobiła to samo w wieku 9 czy 10
    > lat, najwyraźniej rozumiała, co to znaczy trucizna, skoro się
    > przyznała.
    No właśnie. To jest ta różnica. Imho większość dzieci 9-letnich może
    spokojnie zostać same w domu na pewien czas. W przypadku dzieci 6-
    letnich nie jest to wcale oczywiste, nawet w przypadku całkiem
    rozsądnych dziewczynek.

    > Dzieci powinno uczyć
    > się: "Termometr to bardzo niebezpieczna rzecz, można się otruć i
    > skaleczyć i dlatego nie wolno dotykać go samemu. Mogą to robić
    tylko rodzice",
    A potem sprobuj tą straszliwie niebezpieczną rzeczą zmierzyć dziecku
    temperaturę...
    Btw niekoniecznie trzeba mieć termometr rtęciowy.
  • srebrnarybka 07.03.09, 00:21
    Ja też sądzę, że większość 9latków może zostać samych w domu, a co
    do 6 latków mam wątpliwości. Ale nie ze względów czysto metrykalnych
    i niewyłącznie metrykalnych, ale ze względu na dojrzałość. I uważam,
    że im bardziej będzie się pracować nad uczeniem dzieci bezpiecznych
    zachowań, tym szybciej tę dojrzałość osiągną. Natomiast wiele
    dyskutantek oczekuje jakiejś sztywnej, zadekreotwanej granicy, typu
    7 lat, 3 miesiące i 21 dni. Takie granicy nie ma.

    Dzieci powinno uczyć
    > > się: "Termometr to bardzo niebezpieczna rzecz, można się otruć i
    > > skaleczyć i dlatego nie wolno dotykać go samemu. Mogą to robić
    > tylko rodzice",
    > A potem sprobuj tą straszliwie niebezpieczną rzeczą zmierzyć
    dziecku
    > temperaturę...

    Bo dziecko powinno wiedzieć, że są niektóre rzeczy tak
    niebezpieczne, że mogą je robić tylko rodzice, czy inni dorośli. Tak
    samo, jak tylko dorośli mogą pić kawę albo alkohol, tylko dorośli
    się żenią, i robią wiele innych rzeczy, których dzieci robić nie
    mogą.
  • artjoasia 07.03.09, 02:52
    CytatJa wiedziałam, że rtęć jest trująca. Po prostu nie przyszło mi do
    > głowy, że termometr pęknie w zupie. Po wszystkim byłam tak
    > przerażona, że bałam się cokolwiek z siebie wykrztusić.


    W wieku 3 czy 4 lat byłam w szpitalu. Pielęgniarka przyniosła mi termometr; miałam zmierzyć temperaturę i potem położyć go na szafce. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że termometr spadł i potłukł się w drobny mak. Nie, nie miałam pojęcia o szkodliwych właściwościach rtęci (dopiero po fakcie matka mi o tym powiedziała w zrozumiały dla mnie sposób). Ale doskonale pamiętałam mrożące krew w żyłach opowieści o stłuczonym szkle, dlatego nie odważyłam się dotknąć, chociaż te malutkie srebrne kuleczki naprawdę mnie fascynowały.
    Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek później termometr w domu musiał być przede mną chowany. Wiedziałam gdzie jest i nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby się nim bawić czy używać w celach eksperymentalnych. Czułam coś w rodzaju bojaźliwego respektu - z drugiej strony termometr nigdy nie stał się potworem pożerającym małe dzieci (jak ktoś dalej napisał) i bez problemów dawałam sobie zmierzyć temperaturę tą straszliwą rzeczą.

    Swoją drogą to się do prokuratury nadaje: w placówce mającej za zadanie bądź co bądź ochronę zdrowia dano kilkuletniemu dziecku do dyspozycji termometr na 2 - 3 godziny...
  • srebrnarybka 07.03.09, 09:24
    Oczywiście, że nie należy przesadzać ze straszeniem dzieci
    niebezpiecznymi przedmiotami, bo sama obawa przed tamkim przedmiotem
    może być gorsza, niż to, co nim można zrobić. Ale dziecko przecież
    wie, że jest mnóstwo czynności, które robią tylko dorośli, bo dla
    dzieci są one zbyt niebezpieczne, albo skomplikowane. Tylko dorośli
    się żenią, chociaż zawarcie małżeństwa jest (na ogół) mnie
    niebezpieczne niż zjedzenie rtęci.
  • artjoasia 07.03.09, 11:24
    Niestety nie pamiętam, co mi wtedy powiedziano, jednak musiało być to coś, co bez trudu pojęłam swoim wówczas 3- czy 4-letnim móżdżkiem. Najwyraźniej działania wychowawcze mojej rodziny polegały na zrozumiałym wyjaśnianiu, a nie na straszeniu.

    Cytatzawarcie małżeństwa jest (na ogół) mnie
    > niebezpieczne niż zjedzenie rtęci.


    Hm, z tym akurat bym polemizowała sad
    Na szczęście dodałaś "na ogół"...
  • srebrnarybka 07.03.09, 11:50
    Niestety nie pamiętam, co mi wtedy powiedziano, jednak musiało być
    to coś, co b
    > ez trudu pojęłam swoim wówczas 3- czy 4-letnim móżdżkiem.
    Najwyraźniej działani
    > a wychowawcze mojej rodziny polegały na zrozumiałym wyjaśnianiu, a
    nie na stra
    > szeniu.

    - ja też nie uważam, że straszenie ma być najistotniejszym elementem
    tej prewencyjnej pedagogiki, a rodzice znający i rozumiejący swoje
    dziecko, czyli tacy, którzy je wychowują, a nie tylko spełniają jego
    zachcianki i bawią się nim, z pewnością potrafią dobrać takie
    argumenty, by trafiły do dziecka i ocenić, co ono z tego rozumie.
    Myślę, że po Twojej szpitalnej przygodzie rzeczywiście nie było
    potrzeby chowania przed Tobą termometru, bo już udowodniłaś, że nie
    postąpisz z nim nieostrożnie. Myślę, że wychowanie i zapewnienia
    bepieczeństwa polega na umiejętnym dobieraniu środków dwojakiego
    rodzau: 1. zabezpieczanie, 2. uczenie dziecka zasad bhp. Jeżeli
    stosuje się obie metody jednocześnie, to nie jest potrzebny
    szyfrowany sejf, bo dziecko wiedzące, że jakiś przedmiot jest
    niebezpieczny i wymaga umiejętnego obchodzenia się z nim przez
    dorosłych nie od razu zdecyduje się na eksperymentowanie z nim,
    jeśli na dodatek przedmiot jest trudno dostępny, to ma trochę czasu
    na przemyślenie swojego zamiaru eksperymentowania, bo od razu go nie
    dostanie, a jeśli już dostanie w swoje łapy, to jest pewna szansa,
    że użyje go bezpiecznie. No, i, wbrew temu, co piszą niektórzy
    dyskutanci - jednak powinno być coś takiego, jak autorytet rodzica,
    oparty oczywiście na zaufaniu i wzajemnej więzi. Więc nie warto
    gniewać mamy otwierając zakazaną szafkę, bo z doświadczenia wiemy,
    że złamanie zakazów mamy źle się kończy (już się poparzyliśmy,
    dotykając tego, czego mama zabroniła dotykać), a poza tym mama się
    wtedy gniewa. A przecież my wollimy, żeby mama się nie gniewała,
    tylko przytuliła i była miła. Poza tym dziecko powinno umieć bawić
    się samo i mieć dostateczną ilość bezpiecznych zabawek, służących do
    fajnej, ciekawej zabawy. Wtedy mimo wszystko mniejsze
    prawdopodobieństwo, że spuszczone na chwilę z oka porzuci ulubioną
    zabawę i zrobi coś głupiego. A wychowanie jest sztuką umiejętnego
    stosowania tych wszystkich środków, powtarzam, umiejętnego. Dlatego
    też dojrzałość swojego dziecka do zostawienia go samego każdy rodzic
    musi ocenić indywidualnie, na podstawie znajomości psychiki swojego
    dziecka, a nieznający dziecka rodzice na forum.
  • e_r_i_n 01.03.09, 20:47
    Tak, to jest jeszcze małe dziecko - w sensie emocjonalno - odpowiedzialnościown.
    --
    (Przy)biegli rewidenci
    Bliżej niż dalej
  • sanna.i 08.03.09, 21:02
    deela napisała:

    > ja jakos zostawalam w domu w wieku 6 lat i zyje i mam sie dobrze,
    > ze szkoly podstawowej juz wracalam sama (spory kawal i nie przez osiedle a
    > duuuzo dalej) sama tez do szkoly wychodzilam bo nie mial mnie kto odprowadzic
    > ani odebrac
    > zyje i mam sie dobrze

    Dziwne rozumowanie.Skoro deeli nic się nie stało,to przecież nikomu innemu też
    nie może uncertain A może po prostu miałaś szczęście? Na świecie żyło wiele
    dzieci,które tego szczęścia nie miały.
  • deela 08.03.09, 22:12
    nie tylko ja tak wychodzilam i wracalam do domu, dziecko z tzw kluczem bylo
    wtedy norma

    --
    Tak,wiem,wspułczujesz moim dziecią...
  • jakw 06.03.09, 23:17
    deela napisała:

    > > kolacje, zrobiła kanapki i chciała stworzyc nastrój wiec wzięła
    > > świeczki, postawiła je na oknie
    > czyli jednak durne dziecko
    Hm, dlaczego durne?
  • osa551 27.02.09, 21:15
    >Matki, grzmijcie dalej, bo JA WYRODNA JESTEM,

    Nie jesteś wyrodna, jesteś po prostu pustogłowem bez wyobraźni.
  • jakw 06.03.09, 23:05
    Sorry, ale mi szczęka opadła.
  • dorek3 08.03.09, 12:29
    szczerze mówić moich 5,5 latków nie zostawiałm nigdy samych w domu (o przepraszam raz musiałam zejść do garażu - zajęłomi to mak 1 min). I nie wyobrażam sobie aby coś mnie do tego zmusiło. Nie oceniam Ciebie ani nikogo ale dla mnie to nieodpowiedzialne.
    --
    pozdrawiam
    Dorota i Kuba&Bartek
  • alika77 27.02.09, 13:55
    nie zostawiłabym dziecka w wieku przedszkolnym czyli do 7 lat samego
    w domu, a i później miałabym spore obawy. musiałabym się znaleźć w
    naprawdę ekstremalnej sytuacji, żeby coś takiego zrobić. uważam, że
    to po prostu nieodpowiedzialne, trzeba albo go wziąć ze sobą, albo
    zapewnić mu opiekę, chociażby jakąś sąsiadkę.
  • kotek15 27.02.09, 13:59
    a dlaczego nie chcesz powiedziec ile dziecko ma lat? to takie tajne?
    ale pewnie dziecko jest blizej dolnej granicy i " boisz " potępienia
    na forum.
    ja mam 4,5 latka który był w domu 1 raz sam 10-15 min jak poszłam do
    sklepu to myslałam tylko o tym co on robi i czy nic mu nie jest,
    wiec pewnie długo tego nie powtórzę. syn należy do tych żywych
    dzieci. w tym czasie miał puszczoną bajke, powiedziane że ma zakaz
    wchodzenia do kuchni i nie otwierania nikomu, był zamkniety na
    zasuwę. nie wyobrażam sobie zostawić go na godz i nie wiem jaki to
    moze być ważny powód żeby go na tyle zostawiać. Jak potrzebujemy
    wyjść bez dziecka na dłużej to zostaje z babcią lub nastoletnią
    sąsiadką.
    pzdr M
  • ik_ecc 27.02.09, 17:48
    jagabaga92 napisała:

    > "Małe dziecko" to forum dla rodziców dzieci w wieku 1-6 lat. Skoro
    wiek
    > kilkulatka rozpoczynasz od 3, to wskazuje to, iż wiek mojego
    dziecka mieści si
    > ę
    > w przedziale 3-6 lat.
    >
    > Dodam jeszcze, że temat wątku nie dotyczy wieku mojego dziecka.

    Ale odpowiedz na pytanie moze zalezec od wieku dziecka. 3-latek
    bedzie robil co innego niz 6-latek.

    Moja corka ma niecale 4 lata, jeszcze nie zdarzyla mi sie sytuacja
    zmuszajaca mnie do zostawienia jej samej w domu, chora matka czy
    nie.
  • hellious 27.02.09, 14:16
    to sadzisz ze jak tylko sie odezwie, to "zlym doroslym" nahgle rentgrn sie w oczach aktywuje i przez drzwi widza ze sam siedzi? Przeciez rownie dobrze moze trozmawiac z kims, np. z toba.
    --
    http://images49.fotosik.pl/33/c0194fb46e7b99ff.jpg
  • artjoasia 27.02.09, 13:55
    2 lata i 3 miesiące.
    Zazwyczaj robi wszystko to, co zakazane: wygrzebuje jedzenie z lodówki lub
    rzeczy z kuchennych szafek, ostatnie hity to wydrapywanie pazurami ziemi z
    doniczek oraz zabawa w zmywanie (pół mieszkania zasypane ziemią lub pozalewane
    wodą). Zakazane czynności zajmują ją naprawdę na długo. Poza tym czasem szaleje
    z psami, czasem obserwuje mnie przez drzwi balkonowe, czasem włącza sobie
    telewizor i coś ogląda.
    Zostawała sama niemal od zawsze, oczywiście w awaryjnych sytuacjach - było to od
    kilku do kilkunastu minut. Raczej nie boję się o jej bezpieczeństwo
    (przynajmniej dopóki nie zaczęła otwierać okien), bardziej o to, jaki sajgon
    zastanę po powrocie...
  • alika77 27.02.09, 13:58
    chcesz powiedzieć, że zostawiasz małe dziecko SAMO z psami i
    wychodzisz z domu??? no to gratuluję wyobraźni, a raczej jej
    braku... tylko proszę nie używaj argumentu, że to bardzo łagodne i
    przyjacielskie ratlerki.
  • artjoasia 27.02.09, 14:05
    Ależ skądże znowu, żadne ratlerki, jeden jest wielkości przeciętnego cielaka.
    Ona nie zostaje SAMA. Zostaje z psami, czyli członkami rodziny. Dla niej to chyba dość istotna różnica.
    A wątków o zostawianiu dzieci samych w domu były już setki. Temat tego wątku jest inny - chyba że czegoś nie zrozumiałam.
  • alika77 27.02.09, 14:09
    Twoje dziecko, Twoje decyzje, ale widziałam już dzieci, w tym moją
    własna bratanicę ugryzioną (na szczeście nie pogryzioną) przez
    własnego, domowego, przyjaznego psa. uważam, że pies to tylko pies i
    nie mam zaufania w tej kwestii, ani do dziecka, ani do zwierzęcia.
  • kanna 27.02.09, 19:50
    O matko... powinnam to zgłosic do sądu rodzinnego, to jest narażenie
    dziecka na niebezpieczeństwo. Masz szczęscie, że nie znam twojego
    adresu i nazwiska sad
    --
    Jak można taką podłą być i mieć tak ładny biust
    USS Phoenix - Where No Man Has Gone Before
  • artjoasia 27.02.09, 20:08
    To forum nie jest aż tak anonimowe, jakby się wydawało. Może przez admina spróbuj? Po moim IP można dojść jak po sznurku!
    A sąd rodzinny i tak akurat przerabiam, więc niech już będzie hurtem.
  • szarsz 27.02.09, 14:07
    Rodzie nie mają prawa pozostawiać dziecka bez opieki do ukończenia przez nie siedmiu lat...

    --
    biuściasty katalog staników
  • krolowanocy 27.02.09, 14:10
    szarsz napisała:

    > Rodzie nie mają prawa pozostawiać dziecka bez opieki do ukończenia
    przez nie siedmiu lat...

    poproszę podstawę prawną do takiego stwierdzenia
    --
    Przygody potworów
    Rośnie sobie w lesie... czyli nudne fotki wink
  • alika77 27.02.09, 14:25

    > > Rodzie nie mają prawa pozostawiać dziecka bez opieki do
    ukończenia
    > przez nie siedmiu lat...
    >
    > poproszę podstawę prawną do takiego stwierdzenia

    Art. 106. Kto, mając obowiązek opieki lub nadzoru nad małoletnim do
    lat 7 albo nad inną osobą niezdolną rozpoznać lub obronić się przed
    niebezpieczeństwem, dopuszcza do jej przebywania w okolicznościach
    niebezpiecznych dla zdrowia człowieka, podlega karze grzywny albo
    karze nagany. - kodeks wykroczeń

    oczywiście kwestia interpretacji, co kto uważa za "okoliczności
    niebezpieczne dla zdrowia"...
  • krolowanocy 27.02.09, 14:53
    alika77 napisała:

    > Art. 106. Kto, mając obowiązek opieki lub nadzoru nad małoletnim >do lat 7 albo nad inną osobą niezdolną rozpoznać lub obronić się >przed niebezpieczeństwem, dopuszcza do jej przebywania w >okolicznościach niebezpiecznych dla zdrowia człowieka, podlega >karze grzywny albo karze nagany. - kodeks wykroczeń
    >
    > oczywiście kwestia interpretacji, co kto uważa za "okoliczności
    > niebezpieczne dla zdrowia"...

    nooo, bardzo, bardzo nieprecyzyjne. dobry adwokat to w każdą stronę dowolnie obróci w razie oskarżenia

    powiem tak, kilkulatek nierówny kilkulatkowi.
    znam kobietę, która czasami zostawała jako 5-latka sama w domu. zasadniczo chodziła do przedszkola, ale dużo chorowała i gdy jej matka już nie mogła się zwolnić z pracy, bo by ją wyrzucili (a w tamtych czasach ojcowie nie mogli brać urlopu na okoliczność opieki nad dzieckiem) to dziewczynka zostawała sama w domu. była spokojna, rozsądna, umiała czytać, miała zostawione naszykowane jedzenie i picie. Ale ona sama gdy miała dziecko pierwszy raz zostawiała je samo gdy miało 7 lub więcej lat - bo każde dziecko jest inne

    jaskrawy przykład:
    www.tvn24.pl/12690,1588202,0,1,siedmiolatek-powiadomil-straz-o-pozarze,wiadomosc.html
    oraz:
    www.tvn24.pl/12690,1583373,0,1,siedmiolatek-zginal-w-pozarze,wiadomosc.html
    w obu wypadkach 7-latek - jeden zadzwonił po straż, na którą czekał z dala od źródła ognia przy uchylonym oknie (nie mógł wyjść, bo był zamknięty na klucz)
    drugi zmarł (aczkolwiek trzeba przyznać że ten drugi został zaskoczony pożarem, bo spał)

    --
    Przygody potworów
    Rośnie sobie w lesie... czyli nudne fotki wink
  • alika77 27.02.09, 15:10
    zgadzam się, że to bardzo nieprecyzyjne określenie, ale dobry
    prokurator obali jakiekolwiek wywody każdego adwokata, bo dla
    każdego zdrowo myślącego człowieka mieszkanie, gdzie jest: 1) gaz,
    2) prąd, 3) narzędzia niebezpiecznme typu noże, 4) okna, przez które
    można wypaść, itp., jest miejscem niebezpiecznym dla zdrowia.
  • artjoasia 27.02.09, 15:29
    ... ale prokurator wkracza dopiero wtedy, kiedy coś się stanie; potencjalne zagrożenia prokuratury nie interesują i przestępstwa niet.
  • krolowanocy 27.02.09, 15:35
    alika77 napisała:

    > zgadzam się, że to bardzo nieprecyzyjne określenie, ale dobry
    > prokurator obali jakiekolwiek wywody każdego adwokata, bo dla
    > każdego zdrowo myślącego człowieka mieszkanie, gdzie jest: 1) gaz,
    > 2) prąd, 3) narzędzia niebezpiecznme typu noże, 4) okna, przez
    które
    > można wypaść, itp., jest miejscem niebezpiecznym dla zdrowia.

    idziesz z dzieckiem po chodniku, a obok jest ulica po której jeżdżą
    samochody - wkazdej chwili pijany kierowca moze wjechać w twoje
    dziecko
    chodzi po ulicach pełno psów, które mogą znienacka ugryźć
    dziecko wchodzi na zjeżdżalnię, może zlecieć z drabinki i złamać
    rękę.
    no hellou, wszędzie moze się coś stać, wymienianie potencjalnych
    zagrożeń do niczego nie prowadzi
    nie podejmuję się stwierdzić gdzie jest bezpieczniej - w domu czy
    poza nim
    okna można mieć zamykane na klucz, a ten chować poza zasięgiem
    dziecka, tak samo noże, chemikalia
    --
    Przygody potworów
    Rośnie sobie w lesie... czyli nudne fotki wink
  • alika77 27.02.09, 17:09
    wydawało mi się, że różnica między sytuacjami losowymi a sytuacjami
    niebezpiecznymi wynikającymi z bezmyślności jest oczywista, ale jak
    widać nie. pozwól więc, że wyjaśnię:
    sytuacja nr 1: idziesz po chodniku i wjeżdża w was pijany kierowca,
    który zabija dziecko = sytuacja losowa, czyli tzw. wypadek, w którym
    zawinił kierowca, nie opiekun dziecka.
    sytuacja nr 2: pozwalasz dziecku bawić się na środku ulicy i na
    dziecko wjeżdża samochód, dziecko ginie = brak wyobraźni i
    odpowiedzialności, winę ponosi opiekun, który pozostawił dziecko w
    sytuacji zagrożenia.

    nie mówimy o sytuacjach, gdzie może się coś stać, bo może
    praktycznie wszędzie i w każdym momencie, mówimy o ŚWIADOMYM
    pozostawieniu dziecka w sytuacji zagrożenia, a dla mnie każda
    sytuacja, gdzie małe dziecko jest pozostawione bez opieki jest
    sytuacją zagrożenia. i nie sądzę, żebym akurat w tym wypadku była
    jakaś przewrażliwiona, uważam, że mając dziecko trzeba mieć
    jednocześnie wyobraźnię większą niż ma owo dziecko i tyle.
  • jagabaga92 27.02.09, 14:11
    > Rodzie nie mają prawa pozostawiać dziecka bez opieki do ukończenia przez nie si
    > edmiu lat...

    a czym sie różni dziecko, które wczoraj skonczyło 7 lat o tego, które dzisiaj
    kończy 7 lat? Nagłym przypływem rozsądku?

    --
    Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko... - Słownik języka dziecięcego
  • mama_kotula 27.02.09, 19:12
    jagabaga92 napisała:

    > > Rodzie nie mają prawa pozostawiać dziecka bez opieki do ukończenia przez
    > nie si
    > > edmiu lat...
    >
    > a czym sie różni dziecko, które wczoraj skonczyło 7 lat o tego, które dzisiaj
    > kończy 7 lat? Nagłym przypływem rozsądku?

    Oczywiście, że niczym się nie różni - ale jakaś granica prawna określona KONKRETNIE musi być. Podobnie jest z ustawowym 16 czy 18 lat do jakichś tam czynności.

    Ja w ogóle nie kumam, Jagabaga, dlaczego na siłę agresywnie chcesz zbijać argumenty osób, które uważają, że zostawienie 4-latka w domu to z lekka nieodpowiedzialne jest. Mam poczucie, że doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że nie powinnaś zostawiać tak małego dziecka i moralniak gryzie cię w rzyć, więc próbujesz sama przed sobą się usprawiedliwić i znaleźć argumenty na to, że twoja decyzja była choć trochę słuszna.

    --
    I'm weird, but I'm not strange!
  • majan2 27.02.09, 14:07
    Nie jstem matka idelaną i b mi d tego daleko, ale nie mogę sobie wyobrazic by
    zaostawic dziecko w przedziale wieuku1-6 samo w domu. kilka razy zdarzyło mi sie
    zostawić trzylatke sama by zjechac na dół do garażu po zakupy i to juz było dla
    mnie trudne.
  • jagabaga92 27.02.09, 14:16
    prawdę powiedziawszy, to dużo większe głupstwa (np. wpuszczenie do domu
    znajomego-nieznajomego pana) może zrobić uczeń biegający z kluczem na szyi,
    aniżeli 4-5 latek, który zostanie sam w domu.

    Ale to zdanie WYRODNEJ MATKI!

    --
    Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko... - Słownik języka dziecięcego
  • kasiachor 27.02.09, 15:25
    Rozumiem że początek wątku miał być tylko prowokacją do dyskusji smile
    Gratuluję,udało się !
  • mama_kotula 27.02.09, 15:36
    jagabaga92 napisała:
    Cytat
    > prawdę powiedziawszy, to dużo większe głupstwa (np. wpuszczenie do domu znajomego-nieznajomego pana) może zrobić uczeń biegający z kluczem na szyi, aniżeli 4-5 latek, który zostanie sam w domu.
    Ale to zdanie WYRODNEJ MATKI!


    Mnie to wygląda raczej na samousprawiedliwianie się, niz na zdanie "wyrodnej" matki, ale może się nie znam tongue_outtongue_out



    --
    karmienie piersia jest fanaberia nierżniętej matki
    a matki rżniete karmia bebikiem
    a te rżniete naprawde dobrze w ogole maja w dupach swoje dzieci
    olaboga tongue_out
    - by Moofka
  • latosie 27.02.09, 15:47
    jagabago92 ...czytam i czytam i nigdzie nie doszukałam się,żeby ktoś
    nazwał Cię wyrodną matką... bez wyobraźni-owszem ... więc nie
    rozumiem czemu siebie tak nazywasz...
  • jakw 07.03.09, 00:06
    Oczywiście, że 13-latek może zabić się na jakiejś motorynce podczas
    gdy rodzice są w pracy. Sęk w tym, że starsze dziecko ma już trochę
    większą wiedzę o świecie. W przypadku pożaru (choćby on sam był
    jego przyczyną) 13-latek prawdopodobnie dojdzie do wniosku, że
    należy wezwać straż pożarną i w miarę możliwości opuścić dom. Pewnie
    nawet będzie znał telefon do tej straży czy na pogotowie. Myślisz,
    że 4-5-latek zadzwoni po straż pożarną? Zadzwoni chociaż do ciebie?
    Bardziej prawdopodobne, że schowa się pod łóżko.
    A skoro nie zamykasz 4/5-latka na klucz na wypadek przypadków
    losowych (w sumie dość słusznie), musisz mieć też świadomość, że
    a) dowolna osoba może wejść do mieszkania
    b) dziecko znudzone pobytem w domu samo sobie gdzieś pójdzie (raz na
    jakiś czas bywają historie typu: kilkulatek w zimową noc szukający
    na ulicy mamy zwrócił uwagę przechodniów, którzy zawiadomili
    policję, policja z kolei zawiadomiła sąd rodzinny).
  • mama_anuszy 28.02.09, 11:40
    Ustawa Kodeks karny z 6 czerwca 1997 r. (Dz.U. z 1997 nr. Nr 88,
    poz. 553 ze zmian.)

    Art. 160.
    § 1. Kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty
    życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu,podlega karze pozbawienia
    wolności do lat 3.
    § 2. Jeżeli na sprawcy ciąży obowiązek opieki nad osobą narażoną na
    niebezpieczeństwo,podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy
    do lat 5.
    § 3. Jeżeli sprawca czynu określonego w § 1 lub 2 działa
    nieumyślnie,podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo
    pozbawienia wolności do roku.
    § 4. Nie podlega karze za przestępstwo określone w § 1-3 sprawca,
    który dobrowolnie uchylił grożące niebezpieczeństwo.
    § 5. Ściganie przestępstwa określonego w § 3 następuje na wniosek
    pokrzywdzonego.

    Art. 162.
    §1. Kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym
    bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego
    uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez
    narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia
    albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu,podlega karze pozbawienia
    wolności do lat 3.
    § 2. Nie popełnia przestępstwa, kto nie udziela pomocy, do której
    jest konieczne poddanie się zabiegowi lekarskiemu albo w warunkach,
    w których możliwa jest niezwłoczna pomoc ze strony instytucji lub
    osoby do tego powołanej.

    Ustawa Kodeks wykroczeń (Dz.U. 2007 nr 109 poz. 756)

    Art. 89.
    Kto, mając obowiązek opieki lub nadzoru nad małoletnim do lat 7,
    dopuszcza do przebywania małoletniego na drodze publicznej lub na
    torach pojazdu szynowego,podlega karze grzywny albo karze nagany.

    Art. 106.
    Kto, mając obowiązek opieki lub nadzoru nad małoletnim do lat 7 albo
    nad inną osobą niezdolną rozpoznać lub obronić się przed
    niebezpieczeństwem, dopuszcza dojej przebywania w okolicznościach
    niebezpiecznych dla zdrowia człowieka, podlega karze grzywny albo
    karze nagany.


    Ustawa Kodeks karny z 6 czerwca 1997 r. (Dz.U. z 1997 nr. Nr 88,
    poz. 553 ze zmian.)


    Art. 210.
    § 1. Kto wbrew obowiązkowi troszczenia się o małoletniego poniżej
    lat 15 albo o osobę nieporadną ze względu na jej stan psychiczny lub
    fizyczny osobę tę porzuca, podlega karze pozbawienia wolności do lat
    3.
    § 2. Jeżeli następstwem czynu jest śmierć osoby określonej w § 1,
    sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.




  • kowalikm 27.02.09, 14:21
    No to ja powiem tak.

    Paraliżuje mnie już sama myśl co mógłby zrobić ...

    W ogóle jak słyszę te wszystkie informacje w TV gdzie matka zostawiła roczniaka
    z psem w drugim pokoju lub zostawiła 3-4 latka wychodząc do sklepu - ciarki mi
    przechodzą.

    Przy okazji zastanawiam się jak moja mama mogła zostawiać mnie samą na noc w
    mieszkaniu...

    Pytałam ją ostatnio czy się nie bała - podobno bała się ogromnie, niestety była
    samotna i pracowała na zmiany, a nie miała mnie z kim zostawić. Miałam wyłożone
    zasady czego robić NIE WOLNO, była również "dyżurna" sąsiadka (która oczywiście
    w życiu by nic nie usłyszała).

    Mama wychodziła przed 22 - ja zasypiałam - miałam 3 misie, w które się wtulałam,
    przychodziła po 6, kiedy ja jeszcze spałam.
    Nie wydarzyło się nic strasznego, ale myślę, że mogło...

    Kiedyś dziadek pochwalił mi się, że mój syn a jego wnuś (2,5 r.)jest bardzo
    inteligentny, bo kiedyś zostali sami - on zamknął drzwi, powiedział żeby nie
    wychodził, dał jakieś zabawki, wytłumaczył, że dziecko ma zostać samo i ...2
    latek zrozumiał!
    Dziadek podobno wrócił za 5-10 min., a moje dziecko wcale nie płakało i
    grzecznie siedziało w tym samym miejscu.
    Bez komentarza. Jak tego słuchałam to zimny pot mnie oblał...
    Nigdy więcej nie zostawię dziecka samego z dziadkiem...

    --
    JAŚ i Mamusia
    http://suwaczki.maluchy.pl/li-26212.png
  • mama-maxa 27.02.09, 14:35
    słyszałam, że dzieci do ok. 7-8 roku życia nie potrafia jeszcze
    zapanowac nad własnymi pomysłami, tzn. coś im wpadnie do głwoy i
    natychmiast to realicują, nie ważne że mama zabroniła, w tym
    momencie zapominają o tym.

    Wg mnie głupota jest zostawianie małego dziecka w domu. Dzieci maja
    naprawde kosmiczne pomysły i wystarczy, że wejdzie ci gdzies na
    krzesło, spadnie, coś połamie... cokolwiek. Życze ci, żeby nic sie
    takiego nie przytrafiło i nie podziwiam cie za odwage, bo to nie
    jest odwaga to jest brak wyobraźni.
    --
    Jedes Kind ist gewissermaßen ein Genie,
    und jedes Genie ist gewissermaßen ein Kind
  • coronella 27.02.09, 14:41
    Nigdy, NIGDY!!!!!!!!!!!!!!!! Nigdy nie zostawiłam swoich dzieci samych w do mu (3,5 i 6)
    jezzzu, aż mi ciarki na tą mysl przeszły...
    i nie zrobie tego jeszcze w przeciagu kilku najbliższych lat.
    Nie ma tak waznego powodu, bym zostawiła dzieci bez opieki.

  • mama_kotula 27.02.09, 14:41
    Podejrzewam, że jakbym zostawiła mojego 6-latka samego w domu, to by nie schodził z krzesła przed komputerem, szczęśliwy, że nikt mu nie marudzi, że już koniec tongue_out.
    No nie, schodziłby, do lodówki, aby sobie nalać soku czy zrobić kanapkę. I do szafki po pestki dyni.
    Generalnie mogłabym go samego zostawić, ale nie zostawiam.

    Jego słodkiej o rok młodszej siosry nie zostawiłabym w życiu, to szatan wcielony i histeryczka pierwszej klasy, diabli wiedzą co by jej do łebka strzeliło tongue_out.

    A obojga razem to nie zostawię pewnie i do 12 roku życia... bo to zestaw pt. "bomba z opóźnionym zapłonem".


    --
    karmienie piersia jest fanaberia nierżniętej matki
    a matki rżniete karmia bebikiem
    a te rżniete naprawde dobrze w ogole maja w dupach swoje dzieci
    olaboga tongue_out
    - by Moofka
  • pestka14 27.02.09, 14:55
    Nie testowałam na moim dziecku, ale wyobraźnia mi podpowiada, że np.:
    * włącza gaz - bo sobie wymyśli, żeby coś ugotować
    * bawi się nożami - bo "musi!" zrobić kanapkę
    * dobiera się do szafki z chemikaliami (wyłażąc po jakiejś
    chybotliwej konstrukcji z kilku krzeseł) - bo akurat mu się coś
    rozlało, zabrudziło i koniecznie, absolutnie natychmiast! musi to
    posprzątać tak jak mama,
    * może też np. próbować dostać się do umieszczonej pod sufitem
    szafki z lekami, bo go akurat bardzo gardło rozbolało i czegoś się
    nażreć...
    * zbiera szkło ze stłuczonej przy nalewaniu picia szklanki i łazi po
    nim boso, bo akurat nie lubi w kapciach
    * albo np. próbuje sobie zalać herbatę i oblewa się wrzątkiem
    * podłącza się do kontaktu przy pomocy nożyczek (zdobytych przy
    pomocy wspomnianej wcześniej konstrukcji), bo wreszcie nikt nie
    patrzy i można spokojnie poeksperymentować

    jeszcze?

    --
    http://b4.lilypie.com/svSmp1.png

    http://bd.lilypie.com/i0cHp1.png
  • aurita 27.02.09, 15:21
    Mialam 6 lat jak moi rodzice sie rozwodzili i zostawalam sama w domu jak mama
    szla do adwokata (albo nie wiem gdzie szla).
    Bylo strasznie, czasami dzwonil telefon i dzwonil i dzwonil.... strasznie sie balam.
    Oprocz tego pomylam wszystkie wlosy lalkom (pozniej trzeba bylo koltuny poobcinac).
    Nie pamietam co wiecej ale pamietam jak czulam sie samotna i opuszczona i smutna....

    Natomiast jak mialam 4 lata matka wyszla wyrzucic smieci ja zalozylam lancuch,
    zdjac go juz nie umialam i matka w podomce i kapciach siedziala kilka godzina na
    klatce a ja wylam w srodku dopoki nie przyszla sasiadka ktora miala nozyce do
    metalu. Matka wiecej niemadrych pomyslow nie miala.

    Pamietam jeszcze jak mialam mniej niz 4 lata, spedzalam wakacje u babci, moja
    babcia szla na targ a mnie zostawiala sama: budzilam sie i bylo dziwnie ale
    przychodzil moj sasiad (maly byl, nie wiem ile mial lat) i podstawial mi drabine
    pod okno: wylazilam przez okno i chodzilismy sie hustac.

    Uwazam ze zostawianie malego dziecka jest nieodpowiedzialne. Sama nie zrobilam
    tego jeszcze nigdy. Wbrew pozorom uwazam ze 6 latek bardziej to przezywa niz 3 latek
  • latosie 27.02.09, 15:41
    ja zostawiłam dziecko w domu na góra 10 minut jak musiałam po coś
    pilnie wylecieć do sklepu , który mam przed blokiem.. dodam,że
    dziecko ma 3 latka... w innym wypadku NIGDY !!!!!!!! bym nie
    zostawiła dziecka w przedziale wiekowym 3-6 lat w domku
    samego...NIGDY !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
  • krolowanocy 27.02.09, 16:15
    latosie napisała:

    > ja zostawiłam dziecko w domu na góra 10 minut jak musiałam po coś
    > pilnie wylecieć do sklepu , który mam przed blokiem.. dodam,że
    > dziecko ma 3 latka... w innym wypadku NIGDY !!!!!!!! bym nie
    > zostawiła dziecka w przedziale wiekowym 3-6 lat w domku
    > samego...NIGDY !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    no i czego tak krzyczysz? tongue_out
    skoro zostawiłaś to już nie "nigdy", tylko zostawiłaś. wyjście do
    skrzynki na listy zajmujące 3 minuty też jest zostawieniem dziecka
    samego w domu
    jak ma się coś stać nagłego - typu prąd dziecko kopnie, to nie ma
    znaczenia czy to będą 3 minuty czy godzina
    --
    Przygody potworów
    Rośnie sobie w lesie... czyli nudne fotki wink
  • latosie 27.02.09, 16:53
    zostawiłam i NIGDY !!!!!!!!!!!!!! więcej tego nie zrobię bo to było
    nieodpowiedzialne ...
  • loola_kr 27.02.09, 16:19
    moja ma 8 lat i jeszcze nie była sama w domu... i w najbliższym czasie nie
    zamierzam jej zostawiać bez opieki...
    Prawo zabrania pozostawiać dziecko bez opieki do 7 lat...
    --
    http://dragcave.net/image/KmsW.gifhttp://dragcave.net/image/MbX5.gif
  • karolciaa23 27.02.09, 16:29
    czy wypuszczacie dzieci 6 letnie same na dwor np. przed blok na ktory macie oko
    np.z okna
    --
    Dla świata możesz być nikim,lecz dla kogoś całym światem
  • wiedzma15 27.02.09, 16:48
    nie wiem, czy mamy które zostawiają dzieci same w domu " z ważnych powodów" zastanawały się kiedyś nad taką kwestią, że nawet jeśli dziecku się nic nie stanie w czasie ich nieobecności, to zawsze im - mamom może się po drodze przytrafić nieszczęśliwy wypadek...?

    nigdy nie zostawiam moich dzieci samych w domu 7,5 i 2 lata, chociaż obie są bardzo rozsądne i doskonale sie bawią a starsza córka wydaje mi się dsyć przewidująca i odpowiedzialna za młodszą

    mieszkam na wsi i nawet kiedy idę karmić podwórkowe psy i stado kotów, czy nanosić drewna do kominka, ubieram dzieci i biorę ze sobą, chyba że oprócz mnie jest ktoś inny dorosły

    na tym punkcie mam fioła i zastrzeliłabym każdą matkę która ma ważniejsze sprawy niż bezpieczeństwo dzieci
    amen

    aha, moja tesciowa zostawiła kiedyś u siebie w domu moją niespełna dwuletnią starszą córkę , bo spała, a ona musiała na drugi koniec wsi pójść po chleb przeceniony dla pieska, bo za 2 godziny jakbym wróciła to już by go nie było... zdyskwalifikowała się jako opiekunka do dzieci
  • budzik11 27.02.09, 17:50
    W USA nie wolno zostawiać bez opieki dziecka < 12rż. Jeśli np. sąsiad zobaczy,
    że takie dziecko samo otwiera sobie kluczem drzwi do domu, to może zadzwonić na
    policje i rodzice mają duuży problem. Szkoda, że u nas nie ma takiego prawa, bo
    widać na rozsądku rodziców polegać nie można.
    Odpowiadając - nie zostawiłabym kilkulatka samego w domu.
  • pitu_finka 27.02.09, 18:18
    No zgadza się, z tym że amerykańskie 12 lat wydaje mi się być przegięciem w
    drugą stronę. Tym bardziej że dzień po przekroczeniu tej magicznej granicy
    dziecko może się zająć zawodowo baby-sittingiem. Dziecko mniejsze niż
    sześcioletnie samo w domu - nigdy. Ja zostawiłam kiedyś śpiącą w łóżeczku roczną
    córkę na 3 minuty, bo musiałam zejść do kuriera na dół (mieszkam w bloku) -
    domofon nie działał. I wracając nie korzystałam z windy bo się bałam że się
    zepsujeindifferent - to tak a propos wpisu ze matkom może zdarzyć się jakiś wypadek.
  • braktalentu 27.02.09, 18:55
    Nie umiem wyborazić sobie powodu, który sprawia, że małe dziecko
    zostaje samo w domu. Gdybym wiedziała, że takie historie mają
    miejsce u moich sąsiadów za pierwszym razem zabrałabym dziecko do
    siebie, a przy kolejnych natychmiast powiadomiłabym policję i
    ośrodek pomocy społecznej.

    Moje dziecko zostaje samo w przydomowym ogrodzie. Samo, tzn, ja
    stoję przy przeszkolonych drzwiach w domu i kontroluję sytuację. Syn
    jest zdyscyplinowanym i rozsądnym trzylatkiem, co nie zmienia faktu,
    że zdarza Mu się utknąć w zaspie i wołać pomocy, zjadać śnieg -
    licząć, że nikt nie widzi-smile. Poza tym jest dzieckiem żywym i
    lubiącym odkrywać świat. Kiedy pomyślę o wypadkach i urazach,
    których doznał podczas mojej obecności w domu (ostatnio rozcięta
    głowa w wyniku poślizgnięcia przy siadaniu do stołu), to dochodzę do
    wniosku, że jeszcze wiele lat nie będzie zostawał w domu sam.


    --
    <"Misiowi sie tatuaze nie podobaja, wiec na razie się wstrzymam">
  • polinezya 27.02.09, 18:56
    Gratuluję braku wyobraźni wszystkim mamusiom, które zostawiają tak małe dzieci
    same w domu!!! Szok. Mam tylko nadzieję, że przez Waszą głupotę nic się tym
    dzieciaczkom nie staniesad
  • wakacyjna_iguana 27.02.09, 19:08
    Sama miałam chorą mamę - nowotwór - i do lekarza ją woziłam, wszędzie dziecko
    zabierałam, bo nie miałam z kim zostawić.
    Post mnie poruszył - jak można zostawić małe dziecko samo w domu? KObiety są bez
    wyobraźni po prostu.
    Nie wiem jaki to niby ważny powód miałby być??? Dziecko jest po prostu
    "przyklejone" do mnie jak muszę gdzieś wyjść, wszędzie ją zabieram, na tym
    polega odpowiedzialność przecież. Nigdy nie zostawiam córeczki samej w domu i
    pewnie nie zostawię jej do 7 roku życia co najmniej.

    --

    http://www.bejbej.nazwa.pl/zasuwaczki/3793.png
  • nupik 27.02.09, 19:08
    nigdy nie zostawiłabym kmilkulatka samego w domu, nawet na 5 minut.
  • mama_anuszy 27.02.09, 19:29
    Do autorki- jeśli coś się dziecku stanie (np spłonie w pożarze)
    Prokurator postawi ci zarzut niedopełnienia obowiązków
    rodzicielskich, zaniedbania czy coś tam jeszcze. Gratuluję totalnej
    głupoty!
  • kaeira 27.02.09, 19:33
    mama_anuszy napisała:
    > Do autorki- jeśli coś się dziecku stanie (np spłonie w pożarze)
    > Prokurator postawi ci zarzut niedopełnienia obowiązków
    > rodzicielskich, zaniedbania czy coś tam jeszcze.

    Wiesz, jak już dziecko spłonie w pożarze (czy zginie wskutek innego wypadku będąc samo w domu), akurat prokurator to już chyba w porównaniu mało istotna przykrość...


    --
    1% podatku dla małej Amelii
    .
    *Nikt nie spodziewa się laktacyjnej inkwizycji*
  • mama_anuszy 27.02.09, 20:54
    kaeira napisała:

    > Wiesz, jak już dziecko spłonie w pożarze (czy zginie wskutek
    innego wypadku będ
    > ąc samo w domu), akurat prokurator to już chyba w porównaniu mało
    istotna przyk
    > rość...

    To fakt- chciałam autorce uzmysłowić że zostawianie dziecka bez
    opieki jest karalne.A ona z takim wątkiem wyjeżdża na forum jakby
    nigdy nic- ot zadała takie "normalne" pytanie.Eeeeee... to chyba
    trol.
  • phantomka 27.02.09, 19:43
    Nie wierze w glupote niektorych rodzicow. Chocby mi noge ucielo w
    domu i musialabym na pogotowie jechac, to corki samej w domu nie
    zostawie. Po prostu Bozia dala mi rozum. I zastanawiam sie, jaki ty
    niby mialas zamysl piszac tego posta? No bo oprocz szukania
    usprawiedliwienia dla siebie, nic innego nie przychodzi mi do glowy.
    --
    Maryjka
  • sonia-3 27.02.09, 21:26
    Droga Mamo. Absolutnie nie zamierzam Cię krytykować, więc nie odbieraj mojej odpowiedzi jako atak na Twoją osobę. Ja pracuję w szpitalu pediatrycznym i bardzo często mam do czynienia z dziećmi pozostawionymi bez opieki z różnych to powodów. I powiem Ci jedno , sporo ryzykujesz, ponieważ dzieci pozbawione są daru przewidywania i wyobraźni. Operujemy dzieci które wypadły z okna,bo na przykład chciały zobaczyć czy Mama już wraca, Zaopatrujemy rany cięte i rąbane rączek i paluszków robimy trepanacje czaszek dzieci przygniecionych przez np telewizor lub komodę itd. Pewnie że niektóre wypadki mogą zdarzyć się również podczas obecności rodziców, ale wtedy rodzic ma możliwość udzielenia dziecku pomocy często w ten sposób ratując mu życie,w przeciwieństwie do sytuacji kiedy to dziecko jest w domu samo. Jeszcze inna sprawa-wychodzisz z domu ,ale nie wiesz ( bo tego nikt nie wie) czy do tego domu wrócisz. Różnie bywa i Tobie może się coś złego przytrafić. Zawsze jak takie dziecko trafia do nas na blok operacyjny to z moimi koleżankami mówimy,że niestety niektórzy dorośli nie mają wyobraźni, bo nie widzą tego co ja widzę i albo im się udaje albo niestety słyszymy o nich w wiadomościach, czego oczywiście Tobie i Twojemu Maluchowi nie życzę. Pozdrawiam
  • pgerek 27.02.09, 23:35
    Skoro założyłaś ten wątek, to wnioskuję, że masz wątpliwości co do swojego postępowania. Nie wkurzaj się i nie obrażaj na te wszystkie "niezbyt miłe" wypowiedzi- bo zostałaś tu jakby nieco "ukamieniowana"- tylko pomyśl o bezpieczeństwie swojego synka i targaj go wszędzie ze sobą po prostu i już.
    Jeśli nie będziesz go już zostawiać, to nie będziesz jak sama to powiedziałaś "wyrodną matką" tylko MĄDRĄ MATKĄ i tego Tobie i Twojemu synkowi życzę.
    Nie zostawiaj go już...naprawdę.

    pozdrawiam!
  • rudy_wyjec 27.02.09, 23:42
    I nie zostawiam dziecka w domu samego.
  • grzalka 28.02.09, 10:47
    Córka sporadycznie zostaje sama w domu na 20- 30 minut odkąd skończyła 7 lat.
    Jest rozsądna, spokojna, można jej zaufać. Sporadycznie tzn. raz na kilka
    miesięcy. Syna (lat 4,5) zostawiłam raz samego na 5 minut- najpierw pogadaliśmy
    o zasadach, co wolno czego nie, wydawało się, ze nic się nie może stać. Jak
    wróciłam to zastałam piramidę z dwóch krzeseł ustawionych na stole i syna na
    szczycie. To było kilka minut. Nigdy więcej takiej głupoty nie zrobię
    --
    Prawo Katza - ludzie i narody będą działać racjonalnie wtedy i tylko wtedy, gdy
    wyczerpią już wszystkie inne możliwości
  • charlircharlie 28.02.09, 11:04
    to nie tylko kompletny brak wyobrazni ale rowniez bezdenna dlupota.
    Tydzien temu czytalam artykul w gazecie. Konieta zostawila bez
    opieki kilkuletnie dziecko bo musiala isc na rozprawe w sadzie.
    zostawila mala w sypialni wlaczyla bajeczke. Jak wrocila dziecko juz
    nie zylo-spiecie w kontakcie i pozar. wiec to nie chodzi tylko co
    dziecko moze zrobic pod twoja nieobecnosc.
  • dlania 28.02.09, 11:39
    Zostawiam 6, prawie 7-latkę samą w domu na 20 minut (może z 2, 3 razy mi sie
    zdarzyło), a 3-latke na 5-8 minut (tyle ile trwa zaprowadzenie starszej do domu
    kultury po drugiej stronie ulicy, jesli nie mogę wziąc młodszej ze sobą).
    Starsza jest bardzo rozsądna, w tym czasie sobie czyta, rysuje. Młodszą sadzam
    przed ulubiona bajką na dvd, też wie o co chodzi, że ma oglądac, a nie broić.

    --
    …*…
    http://www.gify.org/bazagif/krowy/bovi021.gif
  • alika77 28.02.09, 12:29
    > 3-latke na 5-8 minut (tyle ile trwa zaprowadzenie starszej do domu
    > kultury po drugiej stronie ulicy, jesli nie mogę wziąc młodszej ze
    sobą).

    a zastanowiłaś się kiedyś, co będzie, jeśli pewnego dnia jak
    będziesz przechodziła na tę drugą stronę ulicy potrąci Cię samochód
    i nie będziesz mogła wrócić po tych 5-8 minutach? w czym problem,
    żeby wziąć ze sobą 3-latkę?

    > Młodszą sadzam
    > przed ulubiona bajką na dvd, też wie o co chodzi, że ma oglądac, a
    nie broić.

    Rozwala mnie przecenianie, a może niedocenianie swoich dzieci w
    kwestii "ona wie co może/nie może robić".
  • dlania 28.02.09, 12:36
    alika77 napisała:

    > a zastanowiłaś się kiedyś, co będzie, jeśli pewnego dnia jak
    > będziesz przechodziła na tę drugą stronę ulicy potrąci Cię samochód
    > i nie będziesz mogła wrócić po tych 5-8 minutach? w czym problem,
    > żeby wziąć ze sobą 3-latkę?
    >

    No w sumie masz rację... Jak ma mnie szlag trafic na przejściu dla pieszych to
    lepiej żeby razem z dzieckiem niz bez.


    --
    …*…
    http://www.gify.org/bazagif/krowy/bovi021.gif
  • mama_anuszy 28.02.09, 12:53
    § 2. Kto zostawia małoletniego do lat 7 w okolicznościach
    umożliwiających mu wzniecenie pożaru,
    podlega karze grzywny albo karze nagany.[/lex:tb1mtwer][lex:tb1mtwer]
    Art. 106. Kto, mając obowiązek opieki lub nadzoru nad małoletnim do
    lat 7 albo nad inną osobą niezdolną rozpoznać lub obronić się przed
    niebezpieczeństwem, dopuszcza do jej przebywania w okolicznościach
    niebezpiecznych dla zdrowia człowieka,
    podlega karze grzywny albo karze nagany.



    to z kodeksu wykroczeń, ludzie!
  • dlania 28.02.09, 13:06
    A mnie rybka kodeks wykroczeń.
    Skoro ja oceniam, że schodzenie z dwójka dzieci z 4 piętra (jedno na rekach),
    maszerowanie z nimi oblodzonym chodnikiem i takąż jezdnią, wchodzenia na 2
    pięto, i potem powód z jednym ta samą trasa na 4 piętro - jest bardziej
    niebezpieczne niz zostawienie młodszego dziecka na 5 minut w mieszkaniu, zajęte
    bajka, to jest moja decyzja i już. I mało mnie interesuje, że gdyby w pierwszej
    sytuacji coś sie stało dziecku to byłoby ok, bo jest z matką, a w drugim
    poszłabym do więzienia - bo mnie chodzi o dziecko, a nie o puste przepisy.
    I przypominam, że rozmawiamy o sporadycznych sytuacjach, a nie regularnym
    zostawianiu dzieci bez opieki.
    --
    …*…
    http://www.gify.org/bazagif/krowy/bovi021.gif
  • tuberosa77 28.02.09, 13:17
    Skoro ja oceniam, że schodzenie z dwójka dzieci z 4 piętra (jedno na
    rekach),
    > maszerowanie z nimi oblodzonym chodnikiem i takąż jezdnią,
    wchodzenia na 2
    > pięto, i potem powód z jednym ta samą trasa na 4 piętro - jest
    bardziej
    > niebezpieczne niz zostawienie młodszego dziecka na 5 minut w
    mieszkaniu, zajęte
    > bajka, to jest moja decyzja i już.

    No, Twoja decyzja, ale to nie zmienia faktu, ze nieodpowiedzialna.
  • dlania 28.02.09, 13:23
    A kto potrafi obiektywnie ocenić, która decyzja - brac dziecko czy zostawić -
    byłaby bardziej odpowiedzialna?wink ja po lądowaniu na lodzie z dzieckiem na ręku
    stwierdziłam, że jednak przy takich warunkach odpowiedzialniej jest jej nie braćwink
    Przepisy wymyslono dla ludzi, a nie ludzi dla przepisów.
    --
    …*…
    http://www.gify.org/bazagif/krowy/bovi021.gif
  • tuberosa77 28.02.09, 20:43
    Ja nie jestem za ślepym stosowaniem przepisów, niezależnie od
    sytuacji.
    Poprostu tak na "chłopski rozum", lepiej nie zostawiać kilkulatka w
    domu samego nawet na chwilę.
    Pamiętam jak babcia zostawiła mnie w domu na sekundę bo poszła do
    sąsiadki a ja zapaliłam świeczką i wsadziłam ją pod szafę, pewnie
    miałam ok 4 lat.
    To nie dzieci są durne jak pisała, któraś z forumek, to rodzice
    czasem durnie postępują, nie mówię w tej chwili o sytuacji, którą
    opisałaś. Sama pewnie zdahesz sobie sprawę, że zostawianie tak
    małego dziecka samego w domu nie jest całkiem odpowiedzialne.
  • dlania 01.03.09, 10:56
    Sama pewnie zdahesz sobie sprawę, że zostawianie tak
    > małego dziecka samego w domu nie jest całkiem odpowiedzialne.

    Tak, zdaję sobie sprawę i unikam tego jak sie tylko da. Jesli tylko jest
    mozliwośc poproszenia o pomoc babci czy zrezygnowania z wyjścia to tak robię.
    Jesli decyduję się na zostawienie dziecka na chwilę samego to dlatego, że
    wybieram mniejsze zło.

    Mnie rodzice oczywiście zostawiali samą. Jak jechali na godzinę na działkę po
    warzywa to ja natychmiast wybiegałam z domu na podwórko (zostawiając otwarte
    drzwi do mieszkania) i jeździłam rowerkiem po osiedlowej uliczce, wykorzystując
    fakt, że mam mnie nie widzi z balkonu;. I to tez mam na uwadze, zostawiając
    swoje dzieci same nawet na 5 minut.
    --
    …*…
    http://www.gify.org/bazagif/krowy/bovi021.gif
  • srebrnarybka 05.03.09, 20:55
    A dlaczego babcia zostawiła świeczkę i zapałki w zasięgu Twoich rąk?
  • mama_kotula 13.03.09, 13:27
    srebrnarybka napisała:
    > A dlaczego babcia zostawiła świeczkę i zapałki w zasięgu Twoich rąk?


    Świeczka niebezpieczna nie jest sama w sobie. No ok, można nią sobie oko wybić.
    Zapałki faktycznie powinny być poza zasięgiem rak dziecka.

    Natomiast jakby chcieć usuwać z zasięgu rąk dziecka WSZYSTKO, co potencjalnie jest niebezpieczne, w mieszkaniu zostałyby gołe ściany.
    Czyli - zostawiając dziecko samo w domu zostawiamy je w jego pokoju, z którego zostały usunięte meble oraz twarde zabawki, tudzież zabawki z małymi częściami (klocki lego na przykład oraz lalki - może im wypaść takie małe oczko tongue_out), okna zabite na głucho. Kuchnia zamknięta na klucz. Z łazienką... hmm, może być problem. Ale możemy wstawić dziecku do pokoju nocnik i po problemie. Nocnik samoopróżniający się, bo potem dziecko może np. wypić siury i podczas picia się zadławić. Wszystkie pokoje zamknięte na głucho.
    Prąd wyłączony, bo dziecko może wsadzić coś do kontaktu. Chociaż nie, nie może nic wsadzić, bo nic nie ma, wszakże wszystko zostało zabrane.
    Dalej...?

    Nie piszę dalej, bo celowo sprowadziłam to do granic absurdu.

    I właśnie doszłam do wniosku, że prostym testem na to, czy dziecko może zostać samo w domu, czy nie, może być sprawdzenie, czy przed zostawieniem dziecka samego trzeba dokonać miliona różnych "dostosowań". Jeśli tak, oznacza to prosto, że dziecko jest za małe. Amen.

    Zostawiłam ostatnio 6-latka na 10 minut w domu samego, grał właśnie na komputerze - przy kompie zostawiłam mu na wszelki wypadek karton soku i coś do jedzenia (co by do kuchni nie latał). I to była całość przygotowań. Wiedziałam że będzie siedzieć przy kompie i cieszyć się bonusowym czasem, a mimo to srałam w gacie ze strachu, będąc w sklepie.


    --
    http://dragcave.net/image/ZJ3m.gifhttp://dragcave.net/image/F08o.gif
  • srebrnarybka 14.03.09, 08:13
    Zapałki faktycznie powinny być poza zasięgiem rak dziecka.

    - i to zawsze, także wtedy, kiedy rodzice są w domu.

    zabawki z małymi częściami
    > (klocki lego na przykład oraz lalki - może im wypaść takie małe
    oczko

    - może wypaść też w obecności rodziców, a że jest małe, rodzice
    nawet nie zauważą, kiedy dziecko je połknie.

    Nocnik samoopr
    > óżniający się, bo potem dziecko może np. wypić siury i podczas
    picia się zadław
    > ić.

    - w obecności rodziców też może.

    Mieszkanie, w którym mieszka się z dziećmi, powinno być
    przystosowane. Jeśli zostawia się dziecko samo w domu, to NIE MA
    niebepieczeństwa podpalenia czegokolwiek przy pomocy zapałek, bo
    zapałki ZAWSZE powinny być poza zasięgiem rąk dziecka. Są inne
    niebezpieczeństwa, możliwość różnych nieprzeiwdzianych zdarzeń -
    pożar, częściej - zalanie, czy pęknięcie jakiejś rury, przyjście
    sąsiada w nieprzewidzianej sprawie etc. a przede wszystkim -
    niebezpieczeństwo, że dziecko będzie się bało, na co nie należy go
    narażać, i że ze strachu zrobi coś głupiego. Dlatego nie namawiam do
    zbyt wczesnego zostawiaia dziedi w domu, jak mi to wiele dyskutantek
    imputuje, tylko do uczenia dzieci, jak w takich razach postępować,
    by osiągnęły odpowiednią dojrzałość. A dzieci dojrzalsze są
    bezpieczniejsze.
    Zostawiając syna na 10 minut postąpiłaś bardzo mądrze - był to dobry
    trening. I warto go co jakiś czas tak trenować, to wtedy szybciej
    dojrzeje do zostawiania na dłużej. I generalnie będzie dojrzalszy, a
    po to chyba wychowuje się dzieci, by były dojrzałe.
  • mika_p 28.02.09, 13:54
    Trzylatkę na rękach?

    --
    mamy siedem dziurek z przodu i jedna z tylusmile (by travka1)
  • dlania 28.02.09, 14:19
    Tak, na rękach, bo jest wczesniakiem i troche jest opóźniona. Na własnych nogach
    schodzi z tego 4 pietra około 15-20 minutwink
    --
    …*…
    http://www.gify.org/bazagif/krowy/bovi021.gif
  • latosie 28.02.09, 19:34
    a nawet jeśli nie jest wcześniakiem to po co się z tego tłumaczyć...
    chyba twoja sprawa czy nosisz trzylatkę na rękach czy idzie sama...
    nie rozumiem ogóle skąd takie oburzenie...
  • dlania 28.02.09, 19:36
    latosie napisała:

    > a nawet jeśli nie jest wcześniakiem to po co się z tego tłumaczyć...
    > chyba twoja sprawa czy nosisz trzylatkę na rękach czy idzie sama...
    > nie rozumiem ogóle skąd takie oburzenie...

    Matka Polka Idealna nie dopuściłaby do noszenia 3-latki na rekachwink
    Ale masz racje - po co ja sie tłumacze, ot, głupi nawykwink


    --
    …*…
    http://www.gify.org/bazagif/krowy/bovi021.gif
  • mama_anuszy 28.02.09, 19:02
    dlania napisała:
    > I przypominam, że rozmawiamy o sporadycznych sytuacjach, a nie
    regularnym
    > zostawianiu dzieci bez opieki.

    będziesz więc miała cholernego pecha jak w tej "sporadycznej"
    sytuacji zapali się mieszkanie od np instalacji czy czegos tam a z
    nim Twoje dziecko. A Ty w tym czasie będziesz siedzieć w windzie
    między piętrami!!! To jakaś masakra co wypisujesz kobieto!
  • dlania 28.02.09, 19:30
    mama_anuszy napisała:
    > będziesz więc miała cholernego pecha jak w tej "sporadycznej"
    > sytuacji zapali się mieszkanie od np instalacji czy czegos tam a z
    > nim Twoje dziecko. A Ty w tym czasie będziesz siedzieć w windzie
    > między piętrami!!! To jakaś masakra co wypisujesz kobieto!


    Zmasakrowana przez tvn-uwaga i brazylian soap opera to jest Twoja wyobraźnia.

    --
    …*…
    http://www.gify.org/bazagif/krowy/bovi021.gif
  • titta 05.03.09, 23:36
    Dokladnie, jak piszesz, cholernego pecha. Bardziej prawdopodobne
    jest, ze jak zabierzezs je z soba, potraci was samochod.

    Zostawilam dwulatka pod "opieka" pieciolatka, na kilkanascie minut,
    przed telewizorem, z telefonem w lapce i przykazaniem, zeby sie z
    miejsca nie ruszac i dzwonic jakby cokolwiek sie dzialo. Oczywiscie
    dziecko dziecku nie rowne.
    Powod byl banalny: ja musialam isc do pracy, a mama dzieci stala w
    korku (to byla jej decyzja). Nie mam zadnego poczucia, ze bylo to w
    jakis sposob niewlasciwe. Juz wieksze, jak pomysle, ze ich matka
    jezdzi z nimi samochodem, bo trzeba przyznac, ze najlepszym kierowca
    nie jest.
  • alika77 28.02.09, 16:53
    > No w sumie masz rację... Jak ma mnie szlag trafic na przejściu dla
    pieszych to
    > lepiej żeby razem z dzieckiem niz bez.

    ja tam jak przechodze przez ulice z dzieckiem to jestem 10 razy
    bardziej ostrozna niz przechodząc bez niego, a juz na pewno duzo
    bardziej niz wtedy, kiedy bym się spieszyła, bo w domu czeka maluch -
    ale może to tylko ja...
  • jakw 11.03.09, 13:23
    Ja jednak w podobnej sytuacji wolałam ubrać młodą i pójść razem z
    nią po starszą. Być może dlatego, że puszczenie młodszej ulubionej
    bajki na dvd nie daje żadnej gwarancji, że nie bedzie w tym czasie
    np. skakać ze stołu.
  • bomba001 28.02.09, 12:19
    kilka minut to moge sobie wyobrazic z powiedzmy, 6 latkiem. i tak zostawał mój
    syn. ja szlam np na strych po pranie, a jemu sie nie chciało, do sklepu
    odległego o 50 m, i który dobrze widać z okna. robił nie wiem co, nie psocił,
    ani oczywiście nie robił nic niebeziecznego, bo to rozsądne dziecko.
    teraz ma prawie 8 lat i zostanie np na pół godziny, jak ide po jego siostrę do
    przedszkola, a on np zadanie odrabia. uwielbia sam zostawaćsmile na dłużej bym nie
    zostawiła, nie mogę na razie sobie wyobrazić takiej bezwzględnej konieczności.
    ten przyklad z matka chybiony, sa tysiace lepszych rozwiazan.
    Generalnie, nigdy bym nie zostawiła 4,5 latka, w żadnej sytuacji, ani na
    chwilkę. i nie znami NIKOGO, kto to robi. czasem czyta sie o dzieciach z
    patologicznych rodzin, ktore zostaja same. bo to niestety jest PATOLOGIA. niech
    ci głowka popracuje, co sie moze stac. od pożaru, poprzez złych ludzi etc. co za
    trauma dla dziecka- nie odzywaj sie.


    --
    tak mi sie nie chce....
  • tuberosa77 28.02.09, 13:13
    Córka, 2,5 roku jeszcze nigdy nie została sama w domu i pewnie długo
    nie zostanie. Jeśli wychodzę choćby do skrzynki, biorę ją ze sobą,
    do sklepu na 10 min również. Wszędzie mogę ją zabrać ze sobą, do
    lekarza do urzędu i do pracy (mam taką pracę, która pozwala na
    opiekę nad dzieckiem). Mam to przetestowane. W ekstremalnych
    sytuacjach proszę o pomoc sąsiadkę, teściową lub... zabieram ze sobą.
    Dziecko dalszych znajomych w wieku 2 lat było zostawiane w domu na
    ok 2, 3 godziny, bo babcia "nie miała wyjścia" i musiała dorobić do
    emerytury. Jak to usłyszałam to krew mi się ściela ze zgrozy. Gdybym
    znała adres i nazwisko, chętnie zgłosiłabym ten fakt na policji.
    Zostawianie małego dziecka w domu to ogromna nieodpowiedzialność i
    brak wyobraźni. Matki, które tak robią opamiętają się zapewne
    dopiero gdy coś złego się wydarzy, chociaż lepiej żeby nigdy do tego
    nie doszło.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka