Dodaj do ulubionych

Paradoks matki szukającej pracy...

    • ianna Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 13:17
      No to chyba już w ogóle nie powinnam się wypowiadać, żeby nie
      rozpętała się kolejna burza wink bo nie to bylo intencja tego maila.

      Każda z Was napisała swoją ocenę przez pryzmat swoich doświadczeń -
      często chyba dość gorzkich, niewiele z Was ( ale jedank niektóre tak)
      próbowało się postawić w mojej sytuacji. Zastanawiam się tylko jakie
      jesteście w pracy wobec swoich koleżanek, które nie spełniają
      Waszych kryteriów (czyli np. chcą inne godziny pracy - ale
      zachowaniem 8h, niż Wy macie i głośno o tym mówią)

      Wierzę w to, że znajdę jednak pracę gdzie godzina nie będzie jedynym
      wyznacznikiem wartości pracownika i życzę tgo samego (jeśli tego
      chcą) osobom, które wstają o 5, 6 rano i o tej samej porze budzą
      swoje dzieci.
      • tafasola Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 14:31
        Alez nie, bo Ty nie napisałaś, że nie chcesz - po prostu, po ludzku -
        wstawać o 6, tylko, że się nie da, mając dwoje dzieci do
        odstawienia, zaczynac pracy o 8, o ile nie ma sie zaplecza
        babcinego, niańkowego itp.
        To Ci napisałyśmy, że się da, a praca 8h/dz 40/tydz jest
        najnormalniejszym wymiarem czasu pracy w naszym kraju - ani
        szczególnie mało, ani szczególny wyzysk.
        Pytasz, jakim cudem matka ma znaleźć pracę, skoro musi być o 8 w
        pracy i dzieci na 8 i piszesz, że to właściwie nie do ogarnięcia.
        Spokojnie do ogarnięcia, jeśli chcesz. A jeśli nie chcesz, to nie
        wmawiaj, że się nie da. Oczywiście można mieszkać w Błoniu, wozić
        jedno dziecko na Wolę, drugie do Śródmieścia a pracowac na Ursynowie
        i wtedy żadne godziny pracy nie będą dobre, ale Ty chyba nie masz
        takiej sytuacji?
        Ja osobiście w zyciu nie chciałabym chodzić na później, nie mam
        problemów ze wstaniem (wcześnie to jest dla mnie 5 a nie 6:15, jak
        wstaję) a czas dla siebie i rodziny po południu - uwielbiam. Tzw.
        wolne zawody czy nienormowane godziny pracy generują czasem dużo
        większe obciążenie niż "normalny" etat.

        Godziny pracy są w sensownych firmach uregulowane regulaminem pracy
        i obowiązują wszystkich, jeżeli jest czas nienormowany, to tez ma go
        wicej osób niż jedna. Nikt nikomu na ręce nie patrzy, o dziwo w
        mojej obecnej firmie, w której nie ma ścisłej ewidencji czasu pracy,
        punktualnośc i dyscyplina pracy jest przestrzegana przez pracowników
        o wiele mocniej niż w poprzedniej, gdzie elektroniczny system
        ewidencji zaliczał każda minutę. Kwestia kultury firmy.
      • mniemanologia Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 16:26
        ianna napisała:

        > Zastanawiam się tylko jakie
        > jesteście w pracy wobec swoich koleżanek, które nie spełniają
        > Waszych kryteriów (czyli np. chcą inne godziny pracy - ale
        > zachowaniem 8h, niż Wy macie i głośno o tym mówią)

        U mnie w firmie są takie osoby, które przychodzą godzinę wczesniej i
        godzinę wczesniej wychodzą. Ale - są to niektóre osoby w niektórych
        działach (gdzie godziny pracy nie są zalezne od godzin pracy innych
        firm czy osób), a poza tym te osoby najpierw popracowały tu trochę,
        zanim wynegocjowały inne godziny pracy.

        --
        http://www.suwaczki.com/tickers/8uneol2al5abde6h.png
        • kajak75 Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 17:42
          Dokladnie tak, jak napisala Mnimanologia.
          jesli praca niektorych polega np. na wklepaniu do komputera danych, to moga
          pracowac w innych godzinach. Nie ma znaczenia czy robia to od 7 do 15 czy od 9
          do 17. Inni musza byc dyspozycjni w konkretnych godzinach.
      • kali_pso Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 17:04
        osobom, które wstają o 5, 6 rano i o tej samej porze budzą
        > swoje dzieci.


        No wyrodne macochy jedne....Ciebie chyba jeszcze nie dotknął problem
        bezrobocia tak naprawdę skoro wypisujesz takie androny..jakbyś miała
        nóz na gardle to nie rzucałabyś się tak mocno i nie uważała, że
        praca od 8 to zamach na wolność człowiekawink
        --
        "Nihilizm to poza, a nie doktryna. Proszę spróbowac postawic
        świeczkę pod jądrami nihilisty, a przekona się pan, jak prędko
        zobaczy światło egzystencji"

        Andreas Corelli
      • wieczna-gosia Alez moja droga.... 06.11.09, 05:58
        szukaj sobie pracy jakiej chcesz, po prostu czasami praca w godzinach
        8- 16 jest marzeniem a nie przeklenstwem, a ty tak w ogole nie
        naisalas w jakich godzinach chcialabys prace i trudno sie odniesc smile
        --
        opsesyjna.blox.pl/html
        przez pierwsze dwa lata uczysz dzieci chodzić i mówić a przez
        następne szesnaście lat marzysz o tym żeby usiadły spokojnie i się
        zamknęły
          • kali_pso Re: Alez moja droga.... 06.11.09, 17:23

            Marzeniem ludzi, którzy od dawna szukaja pracy i znaleźć nie mogą a
            w domu cięzko z pieniędzmi i to wcale nie na kolejne buty, tylko na
            opłaty, nie zrozumiałaś? Az tak trudno uwierzyc, że sa tacy ludzie?
            --
            "Nihilizm to poza, a nie doktryna. Proszę spróbowac postawic
            świeczkę pod jądrami nihilisty, a przekona się pan, jak prędko
            zobaczy światło egzystencji"

            Andreas Corelli
          • wieczna-gosia Re: Alez moja droga.... 06.11.09, 21:40
            lilka ja rozumiem ze poruszasz sie raczej w swiecie rownoleglym do
            rzeczywistosci wielu ludzi ale tak- jesli czlowiek ma przedszkole
            otwarte od 7 ale do 16 to woli zerwac dziecko o 6 niz siebie zerwac z
            pracy. Ja akurat nie gdzyz ja pracuje od 7 do 21 bez przerwy na lunch
            i dzieci mi zrywa ktos inny. W poniedzalki tak pracuje smile Ty
            oczywiscie NIGDY tak nie musialas a gdybys musiala to nie mialabys
            dziecka to dla mnie oczywiste.
            --
            opsesyjna.blox.pl/html
            przez pierwsze dwa lata uczysz dzieci chodzić i mówić a przez
            następne szesnaście lat marzysz o tym żeby usiadły spokojnie i się
            zamknęły
            • lilka69 wieczna gosiu i kali pso 07.11.09, 07:52
              po co te zlosliwosci o swiecie rowoleglym do rzeczwistogo?

              kazdy i WY TEZ ma swoj swiat , w ktorym ma okreslone obowiazki i wszytsko ustala
              pod SIEBIE a nie aby sasiadce bylo wygodnie.

              ja NIGDY nie musialam wstawac do pracy o 6 a wstawanie o 7 jak ide do pracy na
              9.30-10(roznie) jest moim wyborem a nie koniecznoscia. i nie chcialabym zeby
              bylo inaczej. jak bedzie inaczej( roznie w zyciu bywa) to uznam to za wegetacje
              nie zycie. z tego co slysze wszystkie przedszkola publiczne otwarte sa od 7 do
              17. a nie do 16 jak pisze gosia-to tak przy okazji. opieram sie na warszwawie.
              • wieczna-gosia Re: wieczna gosiu i kali pso 07.11.09, 08:40
                a jak sa otwarte do 17 to jak myslisz o ktorej trzeba wyjsc z pracy?
                a zeby o tej godzinie wyjsc z pracy, to halo- o ktorej nalezy ja
                zaczac?

                wegetacja to wez ja cie prosze, owszem mam swoj swiat, ale jakos
                bardziej osadzony w obowiazujacych prawach fizyki, hej hej halo wy
                ludzie pracujacy od 8- 16 WEGETUJECIE!
                --
                opsesyjna.blox.pl/html
                przez pierwsze dwa lata uczysz dzieci chodzić i mówić a przez
                następne szesnaście lat marzysz o tym żeby usiadły spokojnie i się
                zamknęły
                • kali_pso Re: wieczna gosiu i kali pso 07.11.09, 09:51

                  hehehehe...pojęcie WEGETACJA zyskuje dodatkowy wymiar..to już nie
                  tylko życie za mniej niż 10 tys. na 3-osobowa rodzinę i brak bidetu
                  to praca w godzinach w których pracuje wiekszośc ludzi w urzędach
                  wszelkiej maści..hehehehe...ten świat się kończy albo ze mna
                  gorzej..hehehehe
                  --
                  "Nihilizm to poza, a nie doktryna. Proszę spróbowac postawic
                  świeczkę pod jądrami nihilisty, a przekona się pan, jak prędko
                  zobaczy światło egzystencji"

                  Andreas Corelli
                • lilka69 wieczna gosiu- 07.11.09, 12:16
                  czy sadzisz, ze WSZYSCY , ktorzy pracuja od 8-16 sa z tego zadowoleni? cy nie
                  woleliby pracowac np. od 10 do 16? woleliby , zapewniam cie. a nie moga.
                    • wieczna-gosia Re: wieczna gosiu- 08.11.09, 00:08
                      he he ja tez bym sie nie obrazila, mogliby mi rowniez dac podwyzke.
                      Lila nie wiem co bierzesz ale twoje stany swiadomosci sa zdecydowanie
                      odmiennie.

                      Ale dla porzadkud dodam, ze wolalabym byc piekla mloda i bogada niz
                      stara brzydka i biedna oraz wolalabym sie zastanawiac nad dychotomia
                      dobra i zla niz nad tym co jutro na obiad ale jednak nie uwazam swego
                      zycia za wegetacje smile
                      --
                      opsesyjna.blox.pl/html
                      przez pierwsze dwa lata uczysz dzieci chodzić i mówić a przez
                      następne szesnaście lat marzysz o tym żeby usiadły spokojnie i się
                      zamknęły
                        • wieczna-gosia Re: wieczna gosiu-masz przeszlosc narkomanki? 08.11.09, 22:25
                          No wiesz milosiernie podejrzewalam ze rozdzwiek z rzeczywistoscia ma
                          zwiazek z czynnikami zewnetrznymi, ale skoro nie, to mam nadzieje ze
                          to jednostkowa mutacja nie dziedziczny defekt.....

                          O i lekka paranoja smile
                          nie STALE tylko z rzadka i nie INNYCH tylko ciebie smile Nazywam sie
                          Miilijon? to kochana nie ta opcja Konrad byl mezczyzna.....
                          --
                          opsesyjna.blox.pl/html
                          przez pierwsze dwa lata uczysz dzieci chodzić i mówić a przez
                          następne szesnaście lat marzysz o tym żeby usiadły spokojnie i się
                          zamknęły
              • e_r_i_n Re: wieczna gosiu i kali pso 07.11.09, 10:52
                lilka69 napisała:

                > wstawanie o 7 jak ide do pracy na 9.30-10(roznie)

                No zobacz, ja zaczynając pracę o 8 wstaję tylko 20 minut prze Tobą.
                BTW jak rozumiem mąż też nie wegetuje, tylko pracuje kilka godzin w tygodniu i
                zaczyna nie wcześniej, niż o 9?
                --
                Posiadanie dziecka jest jak tatuaż na twarzy. Trzeba być całkowicie pewnym, nim
                się podejmie ostateczną decyzję.
                MAZURY CUD NATURY - GŁOSUJ!
                Bliżej niż dalej
              • demarta Re: wieczna gosiu i kali pso 08.11.09, 01:05
                > ja NIGDY nie musialam wstawac do pracy o 6 a wstawanie o 7 jak ide
                do pracy na
                > 9.30-10(roznie) jest moim wyborem a nie koniecznoscia.

                uuuuu, to dupiato masz, koleżanko. ja tam budzę się ok. 8.00 i
                dopiero się zastanawam jak i w jakich godzinach ja ten dzień
                przepracuję. wstanę, to i przepracuję, nie wstanę, to odpracuję w
                dogodnych dniach i godzinach, ale zapitalać od 9.30 - 10.00 - powiem
                ci - WEGETACJA! na twoim miejscu wpadłabym w głeboką depresję.
      • jakw Re: Paradoks matki szukającej pracy... 06.11.09, 22:34
        ianna napisała:

        > życzę tgo samego (jeśli tego
        > chcą) osobom, które wstają o 5, 6 rano i o tej samej porze budzą
        > swoje dzieci.
        Ianna, ale żeby wygrzebać się z dziećmi z domu wcale nie musisz ich
        budzić równo z sobą.
      • czar_bajry Re: Paradoks matki szukającej pracy... 07.11.09, 12:17
        Zastanawiam się tylko jakie
        > jesteście w pracy wobec swoich koleżanek, które nie spełniają
        > Waszych kryteriów (czyli np. chcą inne godziny pracy - ale
        > zachowaniem 8h, niż Wy macie i głośno o tym mówią)

        Nie bardzo rozumiem, jeśli podejmujesz pracę to tam już są chyba ustalone godz. w jakich działa firma?
        Jak sobie to wyobrażasz np. sklep otwarty od 11-19 a Ty sobie życzysz żeby był od 10-18 ew. 12-20 i głośno domagasz się aby było tak jak Tobie pasuje, przecież i tak będziesz 8h więc co za różnica w jakim czasietongue_out
        To jak wszyscy mają się dostosować, czy Ty będziesz przychodziła w innych godz? To samo dotyczy biur, szpitali, urzędów, wszyscy pracują wg. ustalonych godz. a osoba ubiegająca się o pracę powinna się dostosować chyba że jesteś tak dobra w swoim zawodzie i firmy wręcz biją się o Ciebie, to wtedy faktycznie można dyktować swoje warunki. Innym rozwiązaniem jest własny biznes- tu także Ty rządziszsmirk
    • morekac Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 16:55
      A jakby praca była 9-17, narzekałabyś, że nie masz jak dzieci odebrać...
      Jeśli praca jest na zastępstwo, powinna być podpisana umowa o zastępstwo - a to
      jest rodzaj umowy o pracę. W niektórych przypadkach nie ma możliwości podpisania
      umowy-zlecenia. Pieniędzy ci od tego nie przybędzie.
      --
      "Po przerwie mróz nie zelżał, a wręcz przeciwnie, wiatr nie osłabł"
      • azile.oli Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 17:56
        A ja się przyczepię do tych wczesnych godzin wstawania. Nawet nie
        pracując i mając dziecko w wieku szkolnym, które zaczyna lekcje o
        ósmej trzeba o siódmej wstać. Jeśli szkoła nie jest pod nosem i
        trzeba tam dojechać, to może i wcześniej. Więc argument o wysypianiu
        się jest nietrafiony.
    • angazetka Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 17:55
      > To ja się pytam (retorycznie rzecz jasna) jakim cudem mam zawieźć
      > dziecko do przedszkola a drugie do szkoły ( w W-wie a mieszkam pod)
      > na 8:00 a potem przejeżdżając przez Warszawę dojechać na ....8:00??

      Zaiste, potworny to problem. Nikt poza Tobą w Polsce nie pracuje od 8.00 do
      16.00 wink
      • kulma.m Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 23:10
        Witam

        To i ja sie wlacze do tej dyskusji.
        U nas godziny pracy sa "plynne" mozna przyjsc na 8 i byc do 16 a
        mozna na 9 i wyjsc o 17 smile Glowna ksiegowa ma daleko i wygodniej jej
        przed korkami na 7 byc. Wynegocjowala to sobie na samym wstepie
        (wczesniej mielismy biuro rachunkowe), a pracuje raptem 6 miesiecy.
        Firma mocno sfeminizowana - na 20 pracownikow biurowych 15 to
        kobiety (mlode, przed 40 stka z czego dwie w ciazy obecnie smile.
        Nie dosc tego istnieja jeszcze firmy w ktorych przez godzine pije
        sie rano kawe smile Ja akurat nie kawosz, ale sniadanko rano jem smile i
        czytam portale plotkarskie do sniadanka.
        Mam 22 miesieczne zlobkowe dziecko smile na 8 za zadne skarby sie nie
        wyrobie z lenistwa smile a zlobek czynny od 6:30 smile przedwczoraj jak
        dobiegalam do pracy o 9:16 (hic) zadzwonila szefowa, jej pierwsze
        pytanie nie brzmialo "Gdzie ty ku... jestes?" lecz "Jestes juz w
        biurze? bo tam sobie dziewczyny nie radza z xxxx wez jak dojdziesz
        zadzwon do xxx bo one sobie kur... nie poradza same smile".
        Pracuje tam juz 4 lata, i fakt ze jak na poczatku dojezdzalam z
        Urysnowa do Ozarowa przez 1 h 40 min to sie spinalam na maxa, ale to
        z checi wykazania sie (heheheh na posadzie sekretarki), tyle ze sie
        oplacilo bo po roku zaszlam w ciaze i wogole nie bylo problemu.
        Ostatni raz w pracy bylam 10.12.2007 (po drodze swieta i bla bla
        bla) a 7 stycznia 2008 urodzilam. Nie poszlam po macierzynskim na
        urlop tylko do pracy na biegu, to tez sie oplacilo... dostalam
        podwyzke i powazny awans (milo bylo zreszta sluchac jak szefowa
        dzwonila i pytala "Kiedy Ty wrocisz? tu sie wszytsko sypie bez
        Ciebie...").
        Moj maz (w temacie samotnych mam) chodzi do pracy na 3:00 rano, wiec
        mamy uklad doskonaly ja rano wioze do zlobka,a on zdazy sie jeszcze
        przespac zeby mala o 15:00 odebrac po drzemce i podwieczorku...
        MOje zdanie jest takie, ze najpierw trzeba sobie zapracowac na
        uznanie, uznanie w kazdej postaci... awansu, podwyzki, godzin pracy.
        Ale nie jest to moje drogie niemozliwe... Wlasnie moja szefowa to
        samotna matka z dwojka dzieci i rozumie nas doskonale, nie mam
        klopotu z tym ze mala chora, ze sie spoznie, ze wyjde wczesniej
        (takich rzeczy nie odrabiamy i nie jest ewidencjonowane jako 3
        godziny urlopu smile
        Prace nalezy szanowac, tylko ze ta godzinka jaka spedzamy przy kawie
        i papierosku w 15 bab plotkujac jest bezcenna... a firma nadal jakos
        funkcjonuje.
        Z przyjemnymi zasadami, z Pania Prezes ktora sama na ta kawe i
        papieroska sie do nas fatyguje smile i na ploty o dzieciach, mezach,
        psach, zakupach...
        • kulma.m Re: Paradoks matki szukającej pracy... 05.11.09, 23:15
          hahahha i najwazniejsze zdazylismy sie przeprowadzic z siedziba,
          wiec juz od 3 lat nie jezdze do Ozarowa, a tylko.... na Okecie
          (dojedzcie rano Marynarska albo prze Poleczki w krocej niz 40
          minut smile!!!!! A wstaje jak wiekszsc mam o ... 6:00 smile i to po to
          zeby wysjc z domu 7:30...
          Ale wyczytalam gdzies ze rano nie mozna sie spieszyc z dzieckiem bo
          to je stresuje przed i tak trudna sytuacja przebywania w grupie smile
          wiec sie nie spieszymy ....
    • mruwa9 Re: Paradoks matki szukającej pracy... 06.11.09, 09:29
      podpinam sie z retorycznym pytaniem: a dzieci tatusia nie maja,
      ktory moze odwozic/odbierac progeniture? (np. na zmiany z mama?).
      Poza tym, sama jestem cienka w sztuce dyplomacji, ale na moj gust,
      jesli juz na interview wyjezdza sie z lista zyczen, to bardzo latwo
      zrazic do siebie potencjalnego pracodawce ("jesli juz podskakuje, to
      co bedzie dalej?")
    • blq Ile tu biednych, upodlonych Kobiet.... 06.11.09, 12:22
      A myślałem że typowe "Matki Polki", to raczej pokolenie naszych rodziców, niż
      moje... a jednak się myliłem. Ludzie urodzeni w latach 70 i 80 też się tak
      upadlają ;/


      "Wstaję rano, za piętnaście trzecia. Latem to już widno.Za piętnaście trzecia
      jestem ogolony, bo golę się wieczorem,śniadanie jadam na kolację,więc tylko
      wstaję i wychodzę.
      -No ubierasz się pan
      -W płaszcz jak pada.Opłaca mi się rozbierać po śniadaniu?
      -Aaaa...fakt.
      -Do PKS mam pięć kilometry.O czwartej za piętnaście jest PKS.
      -I zdanżasz Pan?
      -Nie, ale i tak mam dobrze, bo jest przepełniony i nie zatrzymuje się.
      Przystanek idę do mleczarni, to jest godzinka. Potem szybko wiozą mnie do
      Szymanowa.Mleko, wiesz pan, ma najszybszy transport, inaczej się zsiada. W
      Szymanowie zsiadam, znoszę bańki i łapię EKD. Na Ochocie w elektryczny, do
      Stadionu. A potem to mam już z górki, bo tak:119, przesiadka w trzynastkę,
      przesiadka w 345 i jestem w domu. To znaczy w robocie. I jest za piętnaście
      siódma. To jeszcze mam kwadrans.To jeszcze sobie obiad jem w bufecie.To po
      fajrancie już nie muszę zostawać,żeby jeść, tylko prosto do domu i góra 22.50
      jestem z powrotem. Golę się, jem śniadanie i idę spać."
    • katiko Re: Paradoks matki szukającej pracy... 06.11.09, 15:01
      Ianna,

      mysle ze zamiast zamartwiac sie, ze nie dasz rady powinnas przekonac
      pracodawce, ze dasz rade. I dac rade. Jak? Ano na przyklad
      zatrudniajac kogos do zawiezienia Twojego dziecka do szkoly. Tu, w
      Stanach duzo rodzicow szuka kogos na 1-2godziny rano. Z reguly jest
      to obudzenie dzieciakow, przygotowanie sniadania i zaprowadzenie do
      szkoly. To super praca dla studenta lub osoby na emeryturze.
      Po prostu oszacuj, czy warto wedlug Ciebie wydac te pieniadze.

      Wiem, ze to dodatkowy wydatek ale dla Ciebie to mozliwosc wyrwania
      sie z domu, zapewnienia opieki dziecku i bycie pracownikiem na
      ktorym mozna polegac. I przestanie robienia sobie luki w CV. Tutaj
      wiele kobiet pracuje i zarabia tylko na opiekunke (pelen etat
      opiekunki to srednio 2000usd/miesiac). Ale uwazaja, ze warto bo
      wychodza z domu, zajmuja sie czyms wiecej poza dziecmi i wiedza, ze
      z czasem zaczna zarabiac wiecej a i pomoc opiekunki bedzie mniej
      potrzebna wiec bedzie mozna to pieniadze przeznaczyc na cos innego.


      Szukaj kogos do pomocy i dzwon do potencjalnego pracodawcy, ze nie
      bedzie problemu byc byla w pracy przed 8ma.

      Pozdrawiam.

      • ledzeppelin3 Re: Paradoks matki szukającej pracy... 06.11.09, 15:27
        Absolutnie nie jestem, jak caffe mocca, za zgadzaniem się na kazdy wyzysk, hehe
        Szuka się pracy tak długo, aż się znajdzie taka co odpowiada i dzieci na tym nie
        cierpią (o 7 rano w świetlicy?? Porąbało niektóre mamy)
        Inaczej to nie jest życie, to jest wegetacja
        Z dwoma kredytami na karku i ze świadomością, że MUSZĘ zgodzić się na wszystko,
        bo pracodawca ma 100 na moje miejce?
        To od razu lepiej sobie sznurek kupić
        Nie muszę brać dwóch kredytów,
        A co do 100 osób na miejsce- jakimś dziwnym trafem dostałam pracę w pierwszym
        miejscu, do którego wysłałam CV
        Bez protekcji, bez układów
        Bez wstawania o 5.30 z budzeniem dzieci o 6.00
        Bez przesady, nie mieszkamy w dzikiej Białorusi

        --
        Jesteś pan zbiorem molekuł
        • kawka74 Re: Paradoks matki szukającej pracy... 06.11.09, 17:20
          > Szuka się pracy tak długo, aż się znajdzie taka co odpowiada

          Jeśli ma się ku temu odpowiednie warunki (wykształcenie, doświadczenie) i czas na to. Czasem trzeba wybrać mniejsze zło, a nie największe dobro.
          Zresztą między luksusem a wyzyskiem jest jeszcze kilka innych opcji.
          A na znalezieniu pracy, która rozpoczyna się później, problemy się nie skończą, bo pojawi się kwestia odbierania dzieci ze szkoły/przedszkola; tak, jak większość placówek edukacyjnych otwiera swe podwoje dość wcześnie, tak większość zamyka je między 16 a 17.
          --
          Czy pańska żona się szwenda?
        • kali_pso Re: Paradoks matki szukającej pracy... 06.11.09, 17:21

          Wybrzydzać możesz posiadając partnera, który w razie twojego
          przestoju zawodowego całą rodzinę utrzyma chociażby na jako takim
          poziomie. Jeśli to nie jest nawet jako taki poziom- trzeba brać co
          jest i ewnetualnie szukać dalej, ale mając te pieniądze na czynsz w
          kieszeniwink Kto nigdy nie był w takiej sytuacji, nie zrozumie, bo
          czasem i z jednym kredytem jest ciężko, to tak trudno pojąć?
          --
          "Nihilizm to poza, a nie doktryna. Proszę spróbowac postawic
          świeczkę pod jądrami nihilisty, a przekona się pan, jak prędko
          zobaczy światło egzystencji"

          Andreas Corelli
      • ledzeppelin3 Re: Paradoks matki szukającej pracy... 06.11.09, 15:30

        -- I przestanie robienia sobie luki w CV. Tutaj
        > wiele kobiet pracuje i zarabia tylko na opiekunke (pelen etat
        > opiekunki to srednio 2000usd/miesiac). Ale uwazaja, ze warto bo
        > wychodza z domu, zajmuja sie czyms wiecej poza dziecmi


        Jeżeli ktoś uważa, że wychowywanie dzieci to tylko "luka w CV", powinien leczyć
        się na głowę.
        Nawet tam, w boskich Stanach.
        ---Jesteś pan zbiorem molekuł
    • dominikjandomin Re: Paradoks matki szukającej pracy... 06.11.09, 17:19
      Wyprowadziliście się pod miasto, to cierp smile

      Z małym dzieckiem kłopot, to fakt. Musisz znaleźć przedszkole po drodze. Starsze
      wysłać do miejscowej szkoły i niech samo tam dociera - już masz jedno dziecko mniej.

      A może w twoim osiedlu jest więcej rodziców z przedszkolakami? Może ktoś założy
      mini przedszkole?
      • epistilbit Re: Paradoks matki szukającej pracy... 06.11.09, 19:25
        Ja mam taką pracę, że mogę być płynnie. Czyli zaczynać pomiędzy 7-
        10. Jest jeden minus:koszmarnie mało płacą i nie mam możliwości
        awansu. Ale coś za coś. Co do rannego budzenia dzieci, mój szkodnik
        wstaje o 6, lato zima tydzień weekend whatever także pogodziłam się
        z tym, za to punktualnie o 20 śpi i chrapie. Także rankami to on
        mnie budzi, kaktus jeden.
        --
        http://c.wrzuta.pl/wi17028/08950543002950224a54ed8f/0/bez%
20nazwy%202%20kopia
    • tonik777 żaden paradoks 06.11.09, 19:50
      > MUSZĘ zacząć pracę O 8:00 ( nieważne, że zwykle od 8 do ok 8:30
      > ludzie się schodzą a potem idą na kawę więc praca właściwa zaczyna
      > się ok 9:00) (...)
      Jeśli będziesz zaczynała o 9:00 to cędziesz schodzić się do 9:30,
      potem na kawę i faktyczną pracę zaczniesz o 10:00.Innym powodem może
      być to, że firma pracuje tylko w godzinach 8-16 i nie chcę zostawić
      nowego pracownika samego kiedy inni już pójdą. A jak sobie z tym
      radzą inni? Są przedszkola i szkoły, które zaczynają zajęcia
      wcześniej (np. o 7 czy 7:30).

      > Drugi punkt który mnie zadziwił dotyczy... umowy. (...)
      Nie każdy rodzaj pracy może być wykonywany w oparciu o umowę -
      zlecenie. Widocznie firma, gdzie chcesz się zatrudnić nie lubi
      kombinować by zaoszczędzić parę groszy na składkach ZUS, a potem
      mieć możliwe kłopoty z tego tytułu. To akurat plus i nie rozumiem
      dlaczego Ci to przeszkadza.
    • bolsz Re: Paradoks matki szukającej pracy... 06.11.09, 20:47
      Nasze przedszkole jest czynne od 6.00.Dziadków mamy 200km.stąd,a pracujemy w
      systemie zmianowym.Wygląda na niemożliwe?Nic z tych rzeczy.Da się.Co prawda nie
      Warszawa a Lublin,ale poziom trudności podobny.Są firmy,dla których Twoje dzieci
      nie są przeszkodą.Choć przyznaję,że do pracy marzeń im daleko,oj
      daleko...Trzymam kciuki.Na pewno wkrótce na którąś z nich tafisz.Na tymczasem
      dobre i to.
      --
      www.bewe.blog.onet.pl
    • troll_bagienny Jaja sobie robisz? 06.11.09, 22:13
      Po cholerę prowokujesz i wkur...sz ludzi, którzy zadali sobie wiele trudu, żeby
      zdobyć pracę, a potem ją utrzymać? Jeśli jest prawdą to, co piszesz, to nie
      potrzebujesz żadnej pracy i siedź lepiej na tyłku i niańcz dzieciaka. Sama
      jesteś rozpuszczonym bachorem, który się uważa za pępek świata i myśli, że
      wszyscy dookoła muszą się dostosować do kaprysów księżniczki. Nikt cię nie
      zatrudni, bo już na wstępie wykazujesz postawę roszczeniową, a potencjalnym
      współpracownikom też nie uśmiecha się pewnie współpraca z damulką, która stroi
      fochy, zanim jeszcze cokolwiek zrobi. Pani podziękujemy.
      • leewek Re: Jaja sobie robisz? 13.11.09, 12:24
        cóż... jak myślisz co będzie jeśli wszystkie kobiety pragnące pracy zawodowej
        lub zmuszone przez sytuację życiowa do pracy zamiast "wykazywać postawę
        roszczeniową" pogodzą się z sytuacja i zrezygnują z macierzyństwa? Powiem ci -
        dzieci będzie wychowywać tylko patologia społeczna czekająca na jałmużnę, no i
        oczywiście żony bogatych mężów. Śmiem twierdzić że tych pierwszych będzie
        więcej. No i pomyśl jakie będziemy mieli społeczeństwo? Trzeba myśleć
        perspektywicznie.
    • jakw Re: Paradoks matki szukającej pracy... 06.11.09, 22:52
      ianna napisała:

      > To ja się pytam (retorycznie rzecz jasna) jakim cudem mam zawieźć
      > dziecko do przedszkola a drugie do szkoły ( w W-wie a mieszkam
      pod)
      > na 8:00 a potem przejeżdżając przez Warszawę dojechać na ....8:00??
      Świetlice czy przedszkola są zwykle czynne ciut wcześniej niż o
      8.00. I mnóstwo ludzi w Wwie jeździ do pracy na 8.00, po drodze
      zostawiając dzieci w szkołach czy przedszkolach. Pod warunkiem, że
      nie mieszkasz w Piasecznie, szkoła nie jest na Białołęce,
      przedszkole na Młocinach a twoja praca na Pradze Południe -
      prawdopodobnie do ogarnięcia. Oczywiście jazda spod Wwy zajmie
      troszkę czasu - z 2-giej strony 1 mój kolega, mieszkając bynajmniej
      nie pod Warszawą, jeździ do pracy w 1-1,5 godziny, 2-gi spod
      Warszawy jedzie 40 minut - czyli jakby trochę krócej. Z drugiej
      strony, jeśli zaczniesz pracę o 9, to pewnie skończysz o 17 i
      będziesz musiała przez jeszcze większe korki niż przed 8 rano jechać
      po dzieci do szkoły i przedszkola i też się śpieszyć, bo np.
      przedszkole czynne do 17.30 (o ile nie do 17), a świetlica do 17.45.
      • red.wazari Re: Paradoks matki szukającej pracy... 12.02.10, 21:00
        wasz-dom.com napisała:

        > No proszę.... problemy ze znalezieniem pracy.
        > Ja chętnie zatrudnię matki, na zupełnie nienormowany zależny od
        ich chęci i moż
        > liwości czas pracy.
        > Byle z Bydgoszcy i okolic.
        >
        > Pozdrawiam,


        Jakie to szlachetne. Tak dobre intencje może mieć tylko KTOŚ, kto
        prowadząc swoją firmę dba o swoich wszystkich pracowników, wypłaca
        im wynagrodzenie za pracę i przestrzega wszystkich przepisów...
        Jakie to wspaniałe!smile Tylko pogratulować świetnego samopoczucia i
        tak szlachetnych intencji!!!
    • evee1 Re: Paradoks matki szukającej pracy... 07.11.09, 11:43
      No, kapitalizm przeciez w Polsce ma byc, to co sie dziwic. Aczkolwiek ten
      kapitalizm jeszcze taki nie calkiem wink, bo w innych krajach to dopiero jest
      wyzysk!! Nie ma platnego macierzynskiego, ani tym bardziej trzyletniego
      wychowawczego (max rok urlopu bezplatnego). Matki nie maja zadnych dodatkowych
      przerw na karmienie (niby dlaczego?) i nie dostaja zwolnien na dzieci - to
      znaczy wolne mozna wziac jak dziecko chore, ale odbiera sie je z kilku dni
      "chorobowego", ktore mozna miec w roku. W przypadku dluzszej choroby - urlop
      bezplatny.
      No i zaklada sie, ze pracownik powinien miec przerwe w ciagu dnia i normalne
      godziny pracy to zazwyczaj od 8:30 do 17:30. A czesto pracuje sie dluzej.
      Ale przynajmniej nikt kobiet na rozmowach kwalifikacyjnych nie pyta o plany
      prokreacyjne i generalnie plec nie ma znaczenia w momencie szukania pracy.
      Niestety, ale cos za cos.
      --
      W mózgu kobiety jest taka maleńka komórka, w której mieszczą sie setki par butów.
          • elf1977 Re: Paradoks matki szukającej pracy... 10.11.09, 07:43
            W pracy muszę być na ósmą, mam dość daleko, więc wychodzę za 20
            siódma. Wybrałam przedszkole, które zaczyna pracować o 7. Przeważnie
            córkę zawozi mąż i już 7,20 jest w przedszkolu. Ja ją odbieram.
            Niestety, trzeba się dopasować, nigdy nie było tak, że nasi
            pracodawcy przejmowali się tym, co zrobimy z dziećmi.
            Jeżeli chodzi o rodzaj umowy - na początku, jełi nawet się nie
            sprawdziliśmy, nie za bardzo można dyktować warunki umowy. Po jakimś
            czasie należy egsekwować swoje, szczególnie, jeśli się jest dobrym i
            sprawdzonym pracownikiem. Ja po roku zażyczyłam sobie umowy na czas
            nieokreślony i nikt nie robił mi problemów.
            Druga strona medalu - kiedy dziecko choruje, ja idę do pracy, nie
            koezystam z opieki, do prcay nie chodzę tylko wtedy, kiedy zwala
            mnie z nóg choroba.
    • agamagda Re: Paradoks matki szukającej pracy... 13.11.09, 13:55
      Przeczytałam sobie większość wypowiedzi w tym wątku i tak sobie
      myślę, że my w tym kraju jeszcze bardzo długo będziemy czekać nie
      tylko na politykę prorodzinną, ale na zwykłe ludzkie zrozumienie.
      Uderzające jest to zwłaszcza na tym forum, gdzie piszą zwykle
      kobiety i matki. W Polsce, na porządku dziennym jest zwalnianie
      matek po ciąży, płacenie kobietom nizszych stawek niż mężczyznom,czy
      nie zatrudnianie kobiet w wieku "rozrodczym".
      Czy kogoś to bulwersuje, ze jeśli chce się pracować w innym wymiarze
      godzin, w XXI wieku, kiedy wszyscy mają, lub mogą mieć telefon czy
      internet na ogól nie dostanie się pracy?

      Nie, tu się radzi kobiecie, aby nie marudziła, się zorganizowała.
      Może i słusznie, ale czy adekwatnie?

      Niestety, takie zachowania doprowadzą najzwyczajniej w świecie do
      tego, że w następnych, bliskich pokoleniach, będziemy musieli tak
      jak większość krajów europy zachodniej sprowadzać siłę roboczą z
      innych kręgów cywilizacyjnych i będziemy mieli te same,
      nierozwiązywalne problemy co inne kraje o małym przyroście
      naturalnym.

      • barbaram1 Re: Paradoks matki szukającej pracy... 13.11.09, 15:05
        A ja doskonale rozumiem założycielkę wątku. Musiałam wrócić do pracy
        gdy miałam małe dziecko. Praca od 8.15 do 16.15, ale wiadomo, że
        czasami trzeba zostać dłużej. Dziecko zastawało najpierw w żłobku,
        potem w przedszkolu o 7.20 - zawsze(!!!) było pierwsze. Z miejscem
        do przedszkola trudno, więc ja się pytam - gdzie są te wszystkie
        zarobione mamy???
        Do odbierania zatrudniłam panią, ale zdarzało się (np. jakieś
        szkolenie, które się wcześniej kończyło), że udało mi się być w
        przedszkolu i odebrać dziecko o 16 - 16.30 - moje dziecko ostatnie,
        albo co najwyżej 2-3 dzieci jeszcze była. No gdzie są te zapracowane
        mamy???
        Mąż pracuje w innym mieście, do domu przyjeżdża na weekend, nie mam
        babci, ani nikogo z rodziny kto by pomógł. Jednego dnia w pracy, gdy
        po raz któryś z rzędu musiałam zostać po godzinach po prostu się
        poryczałam.
        Wstawanie codziennie o 6.30 powrót często o 19.00 po prostu mnie
        zdołowały. Dziś mam to szczęście, że pracuję na 3/4 etatu i za żadne
        pieniądze nie zamieniłabym tego na cały. Spełniam się zawodowo i
        spełniam się wreszcie jako matka. Pracodawca bardzo jest zadowolony
        z mojej pracy, a ja codziennie jestem z dzieckiem na podwórku.
        Życzę Ci abyś znalazła pracę w miejscu i czasie dla Ciebie
        odpowiednim. To mpżna osiągnąć jak bardzo się o tym marzy, ale
        przyznaję, że na początku może być ciężko.
        • protozoa Re: Paradoks matki szukającej pracy... 13.11.09, 15:44
          Jeśli do pracy przyjmuje się pracownika to po to, żeby......pracował. To
          "oczywista oczywistość", ale nie dla wszystkich.
          Pracodawce nie musi obchodzić sytuacja rodzinna pracownika. Między 8.00 a 16.00
          pani Zosia w biurze jest księgową a nie mama Piotrusia. Po 16.00 nie rozlicza
          PITów, nie robi bilansów a zajmuje się swoimi prywatnymi sprawami.
          Żądanie od pracodawcy, żeby dostosował godziny pracy pani Zosi do godzin
          funkcjonowania przedszkola jest nieporozumieniem. Pracodawca nie ma obowiązku
          godzić się na to zwłaszcza jesli ma mozliwość zatrudnienia pani Agaty, Marty,
          Doroty czy Wandy bez stawiania warunków.
          Pracodawca ma prawo patrzeć krzywo na absencję pani Zosi i jesli Piotruś duzo
          choruje zrezygnować z jej pracy. Dlaczego bowiem pani Agata ma pracować za panią
          Zosię? Czy dlatego, że jest bezdzietną panną? Dlaczego pani Wanda ma brać do
          domu bilanse, których nie zrobiła pani Zosia ( bo zachorował Piotruś)? Czy
          dlatego, że ma odchowane dzieci?
          I pani Agata i pani Wanda nie muszą pracować za panią Zosię.
          Pracodawcy znając takie panie Zosie robią co mogą, aby ich nie zatrudniać.
          Moja koleżankę-pediatryczkę przez 2 lata brali diabli, bo w ostatniej chwili
          musiała wziąć dyżur za koleżankę, której własnie zachorowało dziecko. Natomiast
          nie było mowy, zeby owa koleżanka została choć 2 godziny w przychodni ( za te
          moją znajomą), bo.... dziecko musi(sic!) byc odebrane z przedszkola o 14.00, nie
          daj Boże o 16.00.
          Nie można miec wszystkiego, z czegoś trzeba zrezygnować.
          Sama jestem matką, moje dzieci są już na studiach. Gdy były małe tak
          zorganizowałam sobie życie, aby nie cierpiał nikt - ani praca ani dom ani
          dzieci. Ucierpiały pieniądze, bo praktycznie cała moja pensja szła na pomoc przy
          dzieciach. Gdy były chore zostawała z nimi pielęgniarka pediatryczna (
          emerytka). Do dziś pamiętam horrendalne stawki. Gdy musiałam zostać w pracy
          dzieci odbierała sąsiadka, potem niepracująca mama jednego z kolegów moich
          synów. W rewanżu ja zajmowałam się chłopcem.
          Ponieważ moja praca wiązała się również z dyżurami gros obowiązków w czasie
          mojej nieobecności brał na siebie mąż. Można? Mozna, trzeba chcieć i mieć trochę
          wyobraźni. Swiat nie kręci się wokół rodzin z dziećmi. Twoje dzieci - Twój
          kłopot a nie pracodawcy, współpracowników, pań w przedszkolu czy świetlicy.
          • agamagda Re: Paradoks matki szukającej pracy... 13.11.09, 16:26
            Droga protozoa, Właśnie tego typu „germinalowski’ wypowiedzi nie
            lubię. 100 lat temu Zola opisywał tego typu dziki kapitalizm we
            Francji – widać, że nic się w Polsce nie ruszyło. To co dla Ciebie
            jest „oczywistą oczywistością” jest nie w zgodzie z najbardziej
            podstawowymi zasadami współżycia społecznego, no i z Kodeksem pracy,
            ale to oczywiście drobiazgi, które się pomija.
            Pracodawcę nie musi obchodzić sytuacja pani Zosi, ale pracodawca ma
            obowiązek dostosować się do pani Zosi jeśli ta chciałaby zmniejszyć
            liczbę godzin spędzanych w pracy, pracodawca ma obowiązek zwolnić
            panią Zosie gdy dziecko choruje, bo to wymika z obowiązującego w tym
            kraju prawa. To nie pani Agata i pani Wanda mają pracować za darmo
            za panią Zosie, ale pracodawca ma im zapłacić za nadgodziny, lub
            zatrudnić na ćwierć etatu dodatkową osobę. Ale tego nie chce
            zaakceptować żaden pracodawca – znacznie łatwiej jest spowodować
            sytuację konfliktową w której jedyną winną jest matka.
            Twoja wypowiedź jest wypowiedzią jest wypowiedzią typu Zapomniał
            pies, jak szczenięciem był’. Dziś po prostu nie masz już tego typu
            problemów, wiec zapominasz jak sama urywałąś się z pracy na
            zebrania, nagłe choroby czy inne nieprzewidziane zdarzenia.
            Pamiętasz panią jedynie Panią Zosię, która się urywała wiecej niż
            Ty, a za któ®ą musiałaś brać dyżury.

            Nie jestem naiwna, wiem jak zachowują sie pracodawcy, ale
            przyzwolenie społeczne na tego typu zachowania jest wg szokujące.

            I jeszcze jedno – żeby było jasne, z przywilejów pracowniczych nie
            korzystam, mam 3 dzieci i wykonuje na własną rękę wolny zawód,
            zatrudniam dwie osoby.
            • protozoa Re: Paradoks matki szukającej pracy... 13.11.09, 18:43
              Chyba jednak nie do końca znasz Kodeks Pracy. Pracownik-matka ma te same prawa i
              obowiązki co samotna stara panna czy ktokolwiek inny. Matce wychowującej dziecko
              do lat 14 przysługują 2 dodatkowe wolne dni na opiekę i , o ile dobrze pamiętam
              prawo do 63 dni zwolnienia lekarskiego na opieke nad chorym dzieckiem. I koniec,
              kropka. Pracodawca nie ma obowiązku dostosowywania godzin pracy firmy/działu do
              przysłowiowej pani Zosi. Spóźnienia pani Zosi traktowane sa tak samo
              rygorystycznie jak pana Kazika. Pracodawcę nie obchodzi, że pani Zosia spóźniła
              się, bo Piotruś nie mógł wstać, a pan Kazik bo nie zapalił mu samochód.
              Zasady współżycia społecznego to także respektowanie praw innych - czyli nie
              obarczanie współpracowników dodatkową pracą z powodu własnych kłopotów/dzieci.
              Pracodawca może zatrudnić panią Zosię na pół etatu, ale nie musi tego robić. Co
              więcej - może zlikwidować stanowisko pani Zosi. Może zwolnić ja dyscyplinarnie
              jesli będzie notorycznie naruszać dyscyplinę pracy ( spóźnienia). Pracodawca nie
              ma obowiązku zatrudniac nikogo na ćwierć etatu bo a nuż pani Zosia nie przyjdzie
              do pracy.
              Osobiście nie dziwię się, choc nie jestem pracodawcą, że matki małych dzieci są
              niechętnie zatrudniane a ich powrót do pracy traktuje sie jako zło konieczne.
              Wbrew temu co myslisz nie zapomniałam jak to było gdy miałam małe dzieci. Do
              pracy wróciłam po pełnym urloopie wychowawczym ( na urlopie jedynie dyżurowałam
              w Pogotowiu tak organizując sobie pracę, że w czasie mojej nieobecności mąż był
              w 100% dyspozycyjny).
              Po powrocie nie domagałam sie jakiejkolwiek taryfy ulgowej. Byłam pracownikiem w
              pracy. Wiedziałam, że muszę dzieciom zapewnić opiekę i że na rodziców nie bardzo
              mogę liczyć ( byli w owym czasie bardzo aktywni zawodowo) więc pracowałam na
              zapewnienie tej opieki. Ciężar utrzymania rodziny de facto na wiele lat wziął na
              siebie mąż.
              Nikt nigdy nie brał za mnie dyżurów- nawet jak miałam chore dzieci ( pamiętam
              jedyną anginę moich synów - oni z gorączka w domu z mężem ja na dyżurze). I
              dlatego rozumiem społeczne przyzwolenie na sekowanie przez pracodawców pracownic
              uważających się za święte krowy.
    • agamagda Re: Paradoks matki szukającej pracy... 13.11.09, 20:23
      Chyba jednak znam lepiej KP niż Ty;-p. Wyobraź sobie, że pracodawca
      ma obowiązek zaakceptować obniżenie czasu matki (w okresie kiedy
      przysługuje jej urlop wychowawczy) i co więcej nie może jej zwolnić
      przez 12 miesięcy.
      Sama zresztą skorzystałaś z urlopu wychowawczego – czyli
      wykorzystałaś poniekąd pracodawcę który liczył na twoją obecność i
      musiał szukać zastępstwa, bo Ty zdecydowałaś się na dzieci.

      3 L A T A NIEOBECNOŚCI !!!!! – dziś prawdopodobnie nie miałabyś do
      czego wrócić. Musiałabyś szukać nowej pracy, albo państwówki - z
      płacą taką jaką tam oferują.

      Mi zresztą nie chodzi o obronę świętych krów – ale o zwykłe
      respektowanie najbardziej podstawowych przepisów chroniących kobietę
      i trochę empatii i ludzkiej tolerancji.
      • protozoa Re: Paradoks matki szukającej pracy... 14.11.09, 10:00
        Na dzieci chodzące do przedszkola/szkoły raczej nie przysługuje już urlop
        wychowawczy. Więc pracownik posiadający dziecko jest takim samym pracownikiem
        jak nie mającym dzieci lub mającym dzieci odchowane.
        Wykorzystałam urlop wychowawczy, pracodawca wiedział, ze w tym czasie mnie nie
        ma, nie brałam za ten okres pieniędzy, zasiłku itd. W rozliczeniu emerytalnym
        liczy się on jako nieskładkowy.
        W dniu, w którym rozpoczęłam pracę nikogo nie obchodziło czy mam dzieci czy nie.
        Wymagano ode mnie tego samego co od innych, a ja sama ze względu na fakt, ze
        jestem kobietą ( pracuję w wybitnie męskim zawodzie) oraz pewne powiązania
        rodzinne musiałam być lepsza, bardziej dyspozycyjna, solidniejsza od kolegów.
        Nie pracuję w firmie prywatnej, w budżetowej z płaca jaka tam oferują. Dziś
        wyższą, wtedy gdy wracałam po urlopie wychowawczym mizerną.
        Chyba jednak chodzi Ci o ochroęe kobiet mająych małe dzieci.
        • chalsia Re: Paradoks matki szukającej pracy... 15.11.09, 02:11
          > Na dzieci chodzące do przedszkola/szkoły raczej nie przysługuje już urlop
          > wychowawczy.

          mylisz się. Urlop wychowawczy można wykorzystać do momentu gdy dziecko skończy 4
          lata. Pracownikowi, który nie korzysta z wychowawczego, przysługuje prawo do
          zmniejszenia etatu (maksymalnie) do połowy etatu. Więc dziecko może mieć np.
          3,5 roku, chodzić do przedszkola a matka ma prawo przejśc w tym czasie na np.
          4/5 etatu albo 7/8 albo maks. 1/2 etatu.
          --
          Większość ludzi to ssaki.
    • ada828 Re: Paradoks matki szukającej pracy... 12.02.10, 22:05
      Pracodawca - co do zasady - nie może pytać kandydata na pracownika o życie
      rodzinne. Każda "wycieczka" w te stronę tegoż kandydata jest zatem żenująca dla
      potencjalnego pracodawcy. Poza tym, każdy wybiera taka pracę jak mu odpowiada. A
      jeśli musi, to do momentu wykazania swojej rzeczywistej pracy, trzeba się
      dostosować (potem można negocjować).
    • bzdzinka-bzdzinka Re: Paradoks matki szukającej pracy... 13.02.10, 00:43
      Jak przeczytałam Twój post, to nie dziwię się, ze byłaś na kolejnej
      rozmowie w sprawie pracy. Pewno czeka Cię jeszcze nie jedna,
      niestety. Powód: roszczeniowa postawa, Uważsz, że tobie należy się
      praca,a ona i wszyscy muszą dostosować się do tego, że masz dwoje
      dzieci. Jeśli nie potrafisz zorganizować swojego życia w taki
      sposób, żeby dotrzeć do pracy na godzinę (normalną) to jak poradzisz
      sobie w pracy?
      Odstrzeliłabym takiego kandydata, nie z powodu dwójki dzieci, ale
      postawy.
      Też mam dwoje dzieci, i pełną logistykę, która sama sobie zapewniam.
      (nie babcia). Pracę dostałam w ciąży ( drugiej).Mój szef nie ma
      pojęcia czy moje dzieci są chore, na którą poszły do przedszkola i
      kto je odebrał lub odprowadził.
      Swiata nie zmienisz, możesz dlaje miec pretensje, że nie masz pracy,
      albo dostosować siebie.
    • katarzynka200 Re: Paradoks matki szukającej pracy... 13.02.10, 08:20
      nie mogę tez naleźć pracy 8-16, bo mi nie ma kto dziecka odbierac.
      Szukam kilka lat z przerwami na zatrudnienie kilku mieiseczne, bo
      sie cos trafilo na krótko. I takie cv mam brzydkie, bo kilk aprac,
      po 1,3 miesiace pracy, nie chcą mnei teraz przyjąc bo mysla ze
      zmieniam prace co minute. A ja nie mialam szans inaczej.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka