Dodaj do ulubionych

życie ze schizofrenikiem?

04.11.09, 21:55
Jesteśmy małżeństwem zaledwie 1,5 roku, a ja już zastanawiam się, czy uda mi
się wytrwać ...Około trzy, cztery miesiące po ślubie mąż zaczął się dziwnie
zachowywać - zaczęło się od bezsenności, potem przyszły lęki i urojenia. Po
kilku tygodniach było już tak źle, że konieczna była hospitalizacja. Dopiero w
szpitalu dowiedziałam się, że to schizofrenia i że to już drugi taki silny
rzut choroby. Byłam załamana, zrozpaczona ale siedziałam przy nim całymi
dniami, z nadzieją, że wszystko się poprawi. Poprawiło się oczywiście, ale mam
wrażenie, że nie jest to już ten sam człowiek, za którego wyszłam. Bierze
silne leki, jest ospały, bez energii i jakiejkolwiek życiowej inicjatywy. O
wszystko muszę się martwić ja i boję się, ze tak będzie przez całe życie.
Chciałabym zapytać, czy ktoś jest w podobnej sytuacji??? Czy któraś z was ma w
rodzinie osobę chorą na schizofrenię i może napisać mi, jak wygląda życie z
taką osobą?
Edytor zaawansowany
  • 04.11.09, 22:08
    Moja kuzynka ma schizofrenie paranoidalną.
    Kuzynka pojechała w wieku 24 lat do Ameryki do rodziny (wuja)
    zarabiać.Po 3 latach jej rodzice odebrali tel, że mają odebrać córkę
    z lotniska bo wraca do Polski, ponieważ dziwnie się zachowuje.
    Kuzynka jest w Polsce już 3 lata, ale do dziś nie wiadomo czego
    choroba się zaczęła.Od roku jest w Anglii, ma męża i córeczkę i
    bierze leki, więc wiem że lęki minęły, ale nie było ciekawie.
    Kuzynka chodziła się kąpać w lodowatej wodzie w ciuchach, strzepywała
    z siebie kurz, każdego napotkanego na ulicy człowieka oskarżała o to,
    że ma romans z jej mężem, swoją matkę, która przyjechała pomóc
    wyzwała od K*** itd, że nie przyjechała pomóc, ale odebrać męża,
    traciła pamięć.Ciotka zgłosiła sprawę a jakiś służbach i kuzynkę
    wzięli na obserwację, ale wtedy udawała, że jest ok i moją ciocię
    oskarżyli o to, że chce ją ubezwłasnowolnić.Ciocia wymusiła na nich
    żeby zostawili kuzynkę na noc. na szczęście kuzynka dostała w nocy
    ataku. Zostawili ją w szpitalu do końca ciąży, ponieważ bali się, że
    coś sobie zrobi a wiadomo, że nie mogła brać leków. Generalnie raz
    jest lepiej raz gorzej, ale najważniejsze by brała leki i miała
    wsparcie rodziny. Trzymaj się.
    Ps; Kuzynka ma rentę do końca życia.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/km
5sdf9hesaqmnaa.png
  • 04.11.09, 22:11
    Nie mogłabym zyc z taka osobą. Niesty - nie jestem swieta meczenniczka
    (aczkolwiek podziwam osoby które porafia i to robia)

    A tak przy okazji - nie masz poczucia ze Twoj maż cie po prostu bezczelnie
    oszukał - zatajajac bardzo powazna i majaca ogromny wpływ na wasze zycie
    chorobę? Bo nie wierze ze nie wiedział o swojej schizofrenii - skoro to był
    "drugi tak silny atak"
    I juz z tego powodu - tego ze mnie oszukano i nie powiedziano prawdy - nie
    moglabym byc z kims takim.
    sad
    --
    __caffe_mocca__
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/jf/yi/h3sg/liOMqnojmlXa7ue2rX.jpg
    made by: kama-msz
  • 04.11.09, 22:28
    Też mi przyszło do głowy, że o takich chorobach należy się informacja
    przed ślubem.
  • 05.11.09, 12:17
    A ślub w oczach prawa kanonicznego jest nieważny.
    --
    "Jeśli nie układa ci się z kochankiem, możesz po prostu wyjść z
    łóżka. Co jednak masz zrobić, jeśli pieprzy cię twój własny kraj?"
    Nancy Mann
    http://trus.m-bit.pl/syg/dziergam.pnghttp://trus.m-bit.pl/syg/gledze.pnghttp://trus.m-bit.pl/syg/pichce.png
  • 05.11.09, 15:06
    chyba nawet nie tylko kanonicznego...?
    --
    blog
  • 06.11.09, 02:01
    Niestety, schizofrenik to jeden z najniebezpieczniejszych chorych
    wsrod zaburzonych psychicznie. Bylam w szpitalu psychiatrycznym i
    widzialam co oni wyprawiaja. Nie zalezy im na higienie wiec roznie
    to bywa z tymi pizamami, czesto brazowe u dolu, jedza jak
    zwierzeta, chowaja smiecie za pazuche i nie daja sobie zabrac bo
    wydaje im sie, ze to np zloto,obnazaja sie , uprawiaja sex gdzie sie
    da i z kim sie da. Jesli dostana silne leki to na odmiane leza bez
    czucia. A do tego wez pod uwage ile zbrodni popelniaja
    schizofrenicy.Nigdy nie bedziesz bezpieczna ani ty ani twoje dzieci.
    ODEJDZ i nie baw sie w samarytanke. On nie nadaje sie do malzenstwa.
  • 04.11.09, 22:11
    Moj dlaszy kuzyn ma schizofrenie. Nie widuje go czesto, takze
    dokladnie nie wiem...wiem jednak, ze jego zona jest jego opiekunka.
    Chlopak bierze silne leki, czesto jest ospaly, apatyczny. Zona mu
    pomaga funkcjonowac. Kiedys tez mialam do czynienia z dziewczynka 6
    lat ze schizofrenia. Jak miala ataki robila sie bardzo agresywna.
    Mimo, ze dziecko male, niejednemu pielegniarzowi niezle potrafila
    przywalic.
    Ciezki to temat.
    Czy maz Ci nie powiedzial o chorobie przed slubem? Wiesz jesli
    nie...no coz chyba spokojnie mialabys prawo sie z tego zwiazku
    wycofac.
    Zycze duzo sily, jakakolwiek decyzje podejmiesz.
    --
    pl.youtube.com/watch?v=DQ9Te3A17LQ
    www.badrap.org/rescue/index.cfm
  • 04.11.09, 22:36
    Mam bardzo blisko przypadek schizofrenika. Przez kilka lat zdążyłam zobaczyć, że
    życie z takim człowiekiem jest bardzo trudne. Kiedy się nie leczył, miał takie
    ataki, że puszczaliśmy psy, aby nie wszedł do swojej teściowej (ciotka
    mieszkająca w tym samym domu) i nie pozabijał swojej rodziny która tam się
    schowała. To, co przeżyła jego rodzina, to koszmar. Od dwóch lat jest bez
    przerwy na lekach i nie jest to już ten sam człowiek. Jest dziwnie zobojętniały,
    jak by zmęczony życiem, ospały, bez energii. Powiem szczerze, że po tym co
    miałam okazję przez lata oglądać, nie zdecydowałabym się świadomie na życie z
    schozofrenikiem. Kiedy nie jest na lekach, jest sobą, ale ma ataki. Kiedy jest
    na lekach, nie jest to już ten sam człowiek. Nie wiem czy schizofrenia jest
    dziedziczna, ale jego ojciec też miewał podobne ataki i od pewnego czasu jest na
    lekach i nie wychodzi z domu.
  • 04.11.09, 22:43
    ja mam osobe blisą chorą na schozofrenię ale jest to najwspanialsza
    i najcudowniejsza osoba na świecie po której niewidać ,ze chora na
    tą chorobę,od wielu lat jakiś 15 nie było "ataku" jest
    leczona,chodzi do lekarza ,leki bierze,jest normalnym człowiekiem w
    życiu na codzień.
    Myślę ,ze to wielka zasługa wsparcia jakie od nas ma,inaczej było by
    jej ciężko.
    --
    Remigiusz 10.04.06
    http://www.suwaczek.pl/cache/77491ddc98.png
    WESOŁE MAMUŚKI-fajne forum
  • 05.11.09, 16:18
    smile
    figurt ty masz fanastyczna opowiesc w kazdym watku tongue_out
    --
    http://images.cafepress.com/image/22999090_100x100.jpg
  • 04.11.09, 22:46
    Współczuję, ale raczej nie mogłabym być z kimś tak chorym. A już na 100% nie,
    gdyby mnie o takiej chorobie nie poinformowłuncertain
    --
    s16.gladiatus.onet.pl/game/c.php?uid=78020


    http://www.suwaczek.pl/cache/3c610c14f5.png
  • 04.11.09, 22:50
    ospałość po lekach to najmniejszy z potencjalnych problemów, wierz mi.
    W otoczeniu zdarzyły mi się 3 przypadki i każdy niósł inne problemy.
    Koleżanka rozwodzi się z mężem schizofrenikiem. Długo było w miarę ok, ale
    ostatnie lata to gehenna. Zrobił jej z życia piekło, nie będę wdawać się w
    szczegóły, całe szczęście że ma rozdzielność majątkową.

    cokolwiek byś nie zdecydowała - zadbaj o zabezpieczenie swoich finansów,
    brutalne to, ale chorzy nie zawsze kontrolują swoje postępowanie i możesz
    znaleźć się w mega kłopotach.
  • 04.11.09, 23:39
    Wiem, że gdybym się uparła to mogłabym unieważnić małżeństwo, ale myślę, że na
    to zawsze będzie jeszcze czas. Chciałabym dać nam szansę, mamy maleńką córeczkę,
    zamierzamy budować dom, choć nad tym to się jeszcze muszę poważnie zastanowić.
    On jest dobrym człowiekiem i bardzo mnie kocha, nie wyobrażam sobie, że mógłby
    być agresywny. Wręcz przeciwnie - jest mi całkowicie podporządkowany i
    cierpliwie znosi moje, ostatnio coraz częstsze, wybuchy irytacji. Bo zaczyna mi
    brakować cierpliwości, gdy każdego dnia muszę mu kilka razy mówić co ma robić.
    Nie chcę przez resztę życia być jego opiekunką, chcę męża, partnera, kogoś na
    kim mogę polegać, kto w trudnej sytuacji powie mi "nie martw się, ja się
    wszystkim zajmę". Obawiam się, że nie mogę na to liczyć. On od ostatniego ataku
    nie pracuje, ja jestem jeszcze na urlopie macierzyńskim, a potem prawdopodobnie
    też stracę pracę i nie wiem, jak sobie poradzimy. Na niego raczej nie mam co
    liczyć, a rozwiązanie w stylu: ja do pracy a on z dzieckiem (które kiedyś
    zasugerowała mi teściowa niby żartem) nie wchodzi w grę, bo na pewno nie
    zostawiłabym mu dziecka pod opieką. Nie wiem, naprawdę nie wiem, co robić.
    Kocham go przecież i chcę, by nam się życie ułożyło, ale jak ma ono wyglądać tak
    jak w tej chwili, to raczej długo nie wytrzymam ....
  • 05.11.09, 10:31
    czarnajagodka_0 napisała:

    > Wiem, że gdybym się uparła to mogłabym unieważnić małżeństwo, ale
    myślę, że na> to zawsze będzie jeszcze czas. Chciałabym dać nam
    szansę, mamy maleńką córeczkę,> zamierzamy budować dom, choć nad tym
    to się jeszcze muszę poważnie zastanowić. > On jest dobrym
    człowiekiem i bardzo mnie kocha, nie wyobrażam sobie, że mógłby
    > być agresywny.

    a myślisz, że któraś z moich znajomych sobie wyobrażała, że chory
    mąż zrobi im piekło? choroba powoduje, że przestaje się być sobą -
    już teraz to widzisz. Przestaje się myśleć racjonalnie, i zachowywać
    racjonalnie.

    to nawet nie o fizyczną agresję chodziło, ale o ciąg zdarzeń i
    kłopotów, które powaliłyby słonia. Jedna omal nie wylądowala z
    dzieckiem na bruku, bo z kochanej żony nagle stała się śmiertelnym
    wrogiem, i facet zaczął ją systematycznie gnębić na każdy sposób,
    drugiej niszczył życie ograniczając jej możliwości pracy - dzwonił
    wszędzie i opowiadał niestworzone historie. Nie dało się go
    ubezwłasnowolnić, narobił kolosalnych długów, uratowała ją
    rozdzielność. Dziecko panicznie się go boi, nie chce go znać. Trzeci
    kolega - popełnił samobójstwo, i to w momencie kiedy wydawało się że
    wychodzi na prostą.

    ta choroba ma bardzo różne oblicza, i nie da się porównać jednego
    przypadku z drugim.
  • 06.11.09, 02:13
    W USA kilka lat temu schizofreniczka Andrea Yates utopila w wannie
    swoich piecioro malych dzieci bo doszla do wniosku ze jest niedobra
    matka. Utopila po czym wyciagala z wanny i kladla pod koldre na
    lozku. Tak zastal swoje dzieci maz jak wrocil z pracy.
  • 07.11.09, 20:13
    ko-fankabeauty napisała:

    > W USA kilka lat temu schizofreniczka Andrea Yates utopila w wannie
    > swoich piecioro malych dzieci bo doszla do wniosku ze jest
    niedobra
    > matka. Utopila po czym wyciagala z wanny i kladla pod koldre na
    > lozku. Tak zastal swoje dzieci maz jak wrocil z pracy.

    Andrea Yates miala postpartum depresion, ktora zreszta Jej maz
    podejrzewal i nie zrobil NIC tylko plodzil Jej nastepne dzieci, wiec
    nie przywoluj tu tragicznego przypadku kobiety zostawionej samej
    sobie bez pomocy ze strony czlowieka, ktory nie tylko, ze Jej nie
    wsparl ale wrecz przyczynil sie do tragedii!
  • 04.11.09, 23:27
    Trudna decyzja. Zwlaszcza jesli planowaliscie dzieci. Schizofrenia jest w okolo
    50% dziedziczna. To jak na chorobe bardzo wysoka korelacja genetyczna
    (generalnie oznacza, ze w przypadku blizniat jednojajowych jezeli jeden jest
    schizofrenikiem u drugiego jest 50% szans na wystapienie schizofrenii, NIE
    oznacza ze polowa potomstwa schizofrenika zachoruje, ale ryzyko przekazania
    choroby jest powazne).
    --
    <*>
    'Our greatest natural resource is the minds of our children' Walt Disney
  • 04.11.09, 23:59
    My już mamy dziecko, byłam w ciąży, kiedy mąż wylądował w szpitalu. Wiem, że to
    dziedziczna choroba ale chyba prawdopodobieństwo jest znacznie mniejsze niż 50%.
    W tej całej sytuacji cieszę się, że zaszłam w ciążę zanim się dowiedziałam o
    jego chorobie, bo świadomie na pewno nie zdecydowałabym się na dziecko i nie
    miałabym teraz takiego słodkiego maleństwa ...
  • 05.11.09, 01:08
    Czarnajagódko.
    Przede wszystkim bardzo wielkie wyrazy współczucia.
    Schizofrenia jest ciężką, nieuleczalną chorobą - ale tylko chorobą,
    a więc czymś, co może dotknąć każdego z nas. Dla mnie choroba nie
    jest powodem, dla którego mogłabym porzucić mojego męża.

    Po pierwsze nie wierz w głupoty, że jest to choroba aż w 50
    procentach dziedziczna. Rzeczywiście jest dziedziczna, ale nie w aż
    takim stopniu. Wiem co mówię, ponieważ moja ciocia ma schizofrenię.
    Zna sprawę na wylot, zawsze bardzo dużo na ten temat czytała,
    spotykała się z różnymi lekarzami, mówiła mi, że "trzeba wiedzieć,
    co nas dotknęło". Jest cudownym, mądrym, wrażliwym człowiekiem,
    bardzo lubianym w swoim środowisku. Zachorowała jeszcze przed
    urodzeniem dzieci, ale już po ślubie z wujkiem.
    Wiem, że na codzień (tzn. gdy nie było regresu) ciocia zachowywała
    się zawsze normalnie, zwyczajnie, wszystkio załatwiała, robiła itd.
    Co kilka lat następował atak, wtedy była brana do szpitala, tam
    przebywała ze dwa miesiące - po czym przez około roku dochodziła do
    siebie. Podczas tego dochodzenia było właśnie tak jak u twego męża:
    otumaniona lekami, niezdolna do załatwiania czegokolwiek, wymagająca
    uwagi, ale też w coraz lepszej formie, z coraz mniejszą dawką leków.
    Stopniowo nastepowało zmniejszanie dawki leków aż do tej minimalnej.
    No i wtedy przez całe lata było zupełnie normalnie, była dawną,
    wesołą, pogodną osobą - aż do następnego ataku.
    Ostatni atak miała 12 lat temu, wcześniej też była przerwa chyba 10
    letnia, a więc jak widzisz przerwy całkiem spore. Myślę, że jest to
    głównie zasługa mojego wujka, który chodził z nią zawsze do lekarzy,
    wypytywał się o wszystko, szukał dobrych leków itd.

    W tej chwili ciocia jest już starszą osobą, kochaną przez wnuki
    babcią. Żadne z jej dzieci nie zachorowało, a są to osoby już po
    czterdziestce.
    Wiem, że to naprawdę ciężka, trudna choroba, z możliwością
    zaleczenia - ale nie pełnego wyleczenia. Trudno jest radzić
    cokolwiek, zresztą pewnie choroba chorobie nierówna.
    Trzymaj się ciepło.


    --
    Jakość zabawy, podobnie jak jakość życia nie zależy od warunków
    materialnych

  • 05.11.09, 09:00
    Zdaje sie, ze bardzo silnie dziedziczna sklonnosc do choroby, co nie jest
    rownoznaczne z jej wystapieniem. Pierwsze objawy zazwyczaj pojawiaja sie w
    okresie dojrzewania, ale moga wystapic pozniej, chyba dopiero kolo 30 r.z. mozna
    odetchnac. Poza tym zdaje sie, ze uzywki, duza trauma, etc. moga wywolac
    wystapienie objawow u osob ze sklonnoscia.

    Mialam kiedys chlopaka, ktorego ojciec mial schizofrenie i ten fakt mial
    olbrzymi wplyw na jego zycie. Naturalnie malo pozytywny, niestety sad
  • 05.11.09, 09:03
    wychowanie do tej listy bym dołozyła, oddziaływania srodowiskowe,
    potencjalne traumy...
    --
    A mnie to Vichy!
  • 05.11.09, 11:01
    u mojej kolezanki choroba objawiła sie , gdy miała 22 lata.
    stało sie w momencie, gdy miała bardzo stresującą sytuacje w pracy,
    przez długi okres czasu.
    miała urojenia, lęki, nie bylo z nią kontaktu.
    trafiała do szpitala, była tam ok 3 miesiecy, potem w jakims trybie
    dziennym jeszcze przez chyba dwa mies (cały dzien w szpitalu, noc w
    domu). długo dochodziła do siebie. pewnie z rok, pótora.
    cały czas jest na lekach, kiedy juz wydawało sie, ze choroba
    ustąpiła i stopniowo zaczela ostawiac leki znowu pojawiły sie leki i
    dziwne zachowanie.
    wrociła do leków, chodzi regularnie do psychiatry.
    od dłuzszego czasu, (ok 8 lat) jest ok. normalnie funkcjonuje, ma
    odpowiedzialną pracę , roziwja się.wydaje się, ze choroba nie ma
    obecnie wpływu na jej zycie. nie ma męża, partnera.
    u niej zdiagnozowano depresję paranoidalną. jej dziadek tez był
    chory.
    bierze leki
    --
    miśki
  • 05.11.09, 10:48
    Jak napisalam nie oznacza to ze polowa potomstwa schizofrenika zachoruje.
    Natomiast korelacje genetyczne bada sie na podstawie blizniat jednojajowych.
    Nizej link do artykulu. Wiecej tez znajdziesz. Akurat studia korelacji
    genetycznej schizofrenii robiono bardzo dokladnie
    www.psychosomaticmedicine.org/cgi/reprint/36/2/186.pdf
    --
    <*>
    'Our greatest natural resource is the minds of our children' Walt Disney
  • 05.11.09, 07:17
    zależnie od przebiegu choroby, przebiegu leczenia, współpracy
    pacjenta, kompetencji lekarza leczącego, osobowości chorego i tysiąca
    innych rzeczy - może być albo supercudnie, albo zwyczajnie, albo
    możesz mieć przerąbane... ciężko wyrokować, bo z jednej strony
    stygmatyzacja chorób psychicznych, nie zawsze uzasadniona, jest i tak
    w PL mocno zaawansowana; z drugiej zaś - ciężko nie stygmatyzować,
    jeśli się widzi, co pacjenci psychiatryczni potrafią nawywijać i jak
    z radością stają się ciężarem dla rodzin żądając w zamian za
    upierdliwość swojego istnienia zaszczytów, głasków, bezwarunkowej
    aprobaty każdego odlotu, manipulują etc - długo możnaby...

    Mnie co innego zastanawia w temacie twojego męża - i to akurat dobrze
    nie rokuje.... Dlaczego zataił przed tobą tak istotny szczegół
    (choćby z genetycznego pkt widzenia, jako że skłonność do chorób
    psychicznych, zwłaszcza schizofrenii i spektrum afektywnych, jest
    dziedziczna ze sporym odsetkiem prawdopodobieństwa, co jest
    dowiedzione naukowo...) i nie powiedział ci przed ślubem o epizodzie
    schizofrenii... na oszustwie nie da się zbudować szczęśliwego
    związku... i tego bym się obawiała.
    Po kolejne i ostatnie - choroba psychiczna nie usprawiedliwia
    bierności.

    --
    A mnie to Vichy!
  • 05.11.09, 22:43
    Jak znam życie to na pewno małżonek twierdzi, że bał się iż narzeczona go
    zostawi, jeśli się dowieuncertain I stąd brak informacji...
    --
    s16.gladiatus.onet.pl/game/c.php?uid=78020


    http://www.suwaczek.pl/cache/3c610c14f5.png
  • 05.11.09, 09:55
    osoba, z mojej rodziny choruje na schizofrenię. Choroba ujawniła
    się, kiedy osoba ta miała już męża i dzieci. Niestety mąż nie
    wytrzymał i wniósł o rozwód. Od tamtego czasu chora osoba mieszka ze
    swoją matką. Teraz funkcjonuje normalnie, nie zdażają się ataki, nie
    ma nawrotów, osoba ta nie jest ospała ani też nadmiernie aktywna.
    Normalna po prostu. Kiedyś bywało różnie. Leki też były inne,
    gorsze. Po zmianie leków jest ok.
    --
    ----
    wiem, że nic nie wiem
  • 05.11.09, 11:09

    Dokladnie! Podstawa to dobre, regularnie przyjmowane leki i DUZE
    wsparcie osoby bliskiej, ktore daje poczucie bezpieczenstwa i
    pozwala wyjsc szybko z choroby.Osoba chora na schizofrenie MUSI sie
    czuc kochana,musie miec wokol siebie same pozytwne emocje.Bedzie
    dobrze!nie poddawaj sie!
    --
    http://dl5.glitter-
graphics.net/pub/814/814385cp6l7e7atf.gif
  • 05.11.09, 11:53
    Dziękuję Wam za słowa wsparcia. Piszecie, że znane wam osoby chore na schizofrenię jakoś sobie radzą i funkcjonują w miarę normalnie. Mam nadzieję, że mojemu mężowi minie ten okres bierności i otępienia i będzie znowu taki jak kiedyś. Przynajmniej na kilka następnych lat. Jeżeli te ataki powtarzałyby się co 10-12 lat i ta przerwa w "normalności" przewidziana na dochodzenie do siebie trwałaby ok roku to jestem w stanie to wytrzymać. Schizofrenicy to podobno osoby bardziej wrażliwe i potrzebujące więcej uczucia i to by się akurat zgadzało. Tylko ja chyba jestem straszną zołzą, bo coraz rzadziej mam ochotę go tulić, całować i powtarzać jak bardzo go kocham w sytuacji, gdy kończą nam się środki do życia a on całymi dniami leży na kanapie, a w nocy swoim głośnym chrapaniem budzi mi dziecko, które przez godzinę usypiałam. To oczywiście tylko jeden przykład,ale takich sytuacji jest bardzo wiele. Czasem puszczają mi nerwy i krzyczę, by wziął się w końcu w garść i zaczął myśleć o rodzinie. Wtedy on zaczyna płakać, że taki chory, że nieszczęśliwy i że ja go na pewno opuszczę a wtedy to on się zabije. Ciężko mi, bo z jednej strony martwię się o przyszłość, a z drugiej mam wyrzuty sumienia, ze jestem dla niego okrutna. Gdyby znalazł jakąś pracę,jakakolwiek nawet za minimalne pieniądze to chyba oboje poczulibyśmy się lepiej. Dla mnie fakt, ze jesteśmy w dużej mierze na utrzymaniu rodziców jest dość wstydliwy i trudno mi prosić o kolejne pieniądze, a mój mąż podchodzi to tego zupełnie lekko - jest chory więc mu się należy. Wystarczy tego narzekania, mam wrażenie że przeistaczam się w starą, zgorzkniałą i wiecznie utyskującą babę. Jakoś to będzie, chyba ...
  • 05.11.09, 12:07
    ja myślę, że masz prawo do tych uczuć, że masz sie prawo czuć
    zrobiona w bambuko, a to co wyczynia aktualnie twój małżonek jest
    poniżej krytyki, z wielu rzeczy których nie znoszę w czołówce jest
    szantaż emocjonalny...

    btw, osobiście mam zdiagnozowane zab. afektywne, mąż też... i
    zupełnie, od zawsze obce jest mi podejście "mnie się należy".
    --
    A mnie to Vichy!
  • 05.11.09, 12:08
    Racjonalnie? Facet będzie dla Ciebie ciężarem nie tylko finansowym
    ale przede wszystkim emocjonalnym. Dziecka z nim nie zostawisz, bo w
    rzucie choroby może być niebezpieczny albo nieodpowiedzialny. Nie
    fundowałabym dziecku dzieciństwa z osobą chorą psychicznie.
  • 05.11.09, 12:18
    > kich sytuacji jest bardzo wiele. Czasem puszczają mi nerwy i
    > krzyczę, by wziął się w końcu w garść i zaczął myśleć o rodzinie.
    > Wtedy on zaczyna płakać, że taki chory, że nieszczęśliwy i że ja
    > go na pewno opuszczę a wtedy to on się zabije


    Cóż, to co napisałaś powyżej + to że mąż nie powiedział Ci przed
    ślubem o swojej chorobie, moim skromnym zdaniem, świadczy o
    manipulacji męża
  • 05.11.09, 12:20
    Wygodny pan. A zabić się i tak może, niezależnie od tego czy ona go
    zostawi czy nie. Pani żona ma zerowy wpływ. Tylko jeśli już to
    lepiej, żeby nie popełniał samobójstwa w obecności dziecka, bo to
    duża trauma.
  • 05.11.09, 12:25
    pewnie, że wygodny. Manipulant cholerny. Żona zrobi w domu, wokół
    domu, poza domem... a on - kocyk, źle się czuję & szantażyk.
    Znałam takie małżeństwo - już go nie ma. On gnije w swojej samotni,
    ona ma fajnego faceta i wspólnie z nim wychowuje córkę z pierwszego
    małżeństwa. Córka traumy wyłącznie po tatusiu odziedziczyła, teraz
    się powolutku bardzo cywilizuje (matka zresztą też).

    to, co pisałam powyżej: osobowość chorego to jeden z kluczy do
    sukcesu. Bo można być chorym, a można być świnią. Jedno z drugim
    wiązać się nie musi, a może. Czyli możliwe są kombinacje: zdrowy
    człowiek, zdrowa świnia, chory człowiek i chora świnia...
    --
    A mnie to Vichy!
  • 05.11.09, 13:02
    Czarnajagódko, a czy Twój mąż nie ma renty? Przepraszam, jeżeli ma,
    a ja czegoś nie doczytałam.
    Wiem, że moja ciocia ma rentę właśnie z powodu tej choroby.
    Wprawdzie ona przedtem pracowała chyba z dziesięć lat, nie wiem jak
    to jest w sytuacji Twojego męża. Absolutnie powinniście/powinnaś
    zacząć to załatwiać, bo nikt za Was tego nie zrobi. Dowiedz się w
    ZUSie jak to jest w Waszej sytuacji.

    Jeżeli mąż dopiero wrócił ze szpitala i bierze silne leki
    psychotropowe, to nie radzę Ci załatwiać mu pracy. On się po prostu
    w tej chwili do tego nie nadaje. Takie leki działają przeważnie
    silnie nasennie, otępiająco itp.
    Choroba to nie pstryczek, nie da jej się tak po prostu po przyjściu
    ze szpitala wyłączyć. Chciałabyś, żeby zachowywał się tak jak wtedy,
    kiedy był zdrowy, ale na razie jest to niemożliwe. Musi upłynąć
    pewien okres czasu, bez tego ani rusz.

    --
    Jakość zabawy, podobnie jak jakość życia nie zależy od warunków
    materialnych

  • 06.11.09, 02:40
    lolinka2 napisała:

    > pewnie, że wygodny. Manipulant cholerny. Żona zrobi w domu, wokół
    > domu, poza domem... a on - kocyk, źle się czuję & szantażyk.
    > Znałam takie małżeństwo - już go nie ma. On gnije w swojej
    samotni,
    > ona ma fajnego faceta i wspólnie z nim wychowuje córkę z
    pierwszego
    > małżeństwa. Córka traumy wyłącznie po tatusiu odziedziczyła, teraz
    > się powolutku bardzo cywilizuje (matka zresztą też).
    >
    > to, co pisałam powyżej: osobowość chorego to jeden z kluczy do
    > sukcesu. Bo można być chorym, a można być świnią. Jedno z drugim
    > wiązać się nie musi, a może. Czyli możliwe są kombinacje: zdrowy
    > człowiek, zdrowa świnia, chory człowiek i chora świnia...


    To jest jego choroba. Taki czlowiek nikogo nie kocha a jedynie kogos
    potrzebuje pozniej juz nawet i to nie. Nie mozna wymagac od niego
    normalnych zachowan bo on nie jest zdolny. Nawet w remisji czasem
    cos odwina, ze nie wiadomo czy sie smiac czy plakac. On ma swoja
    logike ale tylko na wlasny uzytek i jest to glupia logika, na jego
    poziomie.
  • 06.11.09, 02:35
    triss_merigold6 napisała:

    > Wygodny pan. A zabić się i tak może, niezależnie od tego czy ona
    go
    > zostawi czy nie. Pani żona ma zerowy wpływ. Tylko jeśli już to
    > lepiej, żeby nie popełniał samobójstwa w obecności dziecka, bo to
    > duża trauma.


    Zabic moze siebie ale w rownym stopniu moze zabic rodzine. Nie radze
    ci informowac go o swoich zamiarach bo moze sie dla ciebie
    tragicznie skonczyc. Ja cie nie strasze ale widzialam wielu
    schizofrenikow z tej racji, ze bylam 2 miesiace na oddziale
    szpitalnym i to damsko meskim. To co widzialam to zgroza.
    Schizofrenik nie potrafi nikogo kochac bo jest pozbawiony uczuc
    wyzszych. Schizofrenia ZAWSZE postepuje, jest nieuleczalna i wlasnie
    dlatego, ze masz dziecko musisz uciekac.
  • 05.11.09, 12:09
    mam w rodzinie osobę chora na schizofrenię. Niestety prawie od
    trzech lat nie zachowuje się już normalnie, ma okresy lepsze i
    gorsze, z przewagą tych gorszych. Początkowo ataki były co 6-7 lat i
    trwały 2-3 miesiące, teraz przerwy trwają 2-3 miesiące. Ale ona jest
    wybitnie lekooporna, nawet silne dawki leków 2-generacji nie
    działają na nią.
    Ogólnie jest bardzo ciężko, istnieje prawdopodobieństwo, że już z
    tego nie wyjdzie.









    a
    --
    Gosia
  • 05.11.09, 12:13
    a rozmawialas z rodzina meza?
    przeciez oni powinni wiedziec, ze jest chory?
    znam przypadki osob chorych na schizofrenie i jednym wypadku doszlo
    do tego, ze zona przez chorego meza stracila wzrok.
    uderzyl ja kamieniem w twarz, poniewaz widzial w niej demona.

    --
    mój suwaczek
  • 05.11.09, 12:19
    Jeśli zataili (rodzina i mąż) to lepiej pana zostawić, bo zaczął
    związek od poważnego oszustwa.
    Ponieważ odruchowo boję sie osób z zaburzeniami psychicznymi,
    urojeniami, niezrownoważonych etc. to z takiego układu bym
    spieprzała w trybie natychmiastowym.
  • 05.11.09, 12:49
    polecam forum, myślę,że znajdziesz tak wiele osob które na codzień maja problem
    z ta chorobą
    schizofrenia.evot.org/
  • 05.11.09, 12:59
    Niestety nie przeczytałam wszystkich wypowiedzi bo nie dałam rady, połowa z Was ma kuzynów i kuzynki cierpiących na tę chorobę, lub zna znajomego, który ma znajomego. Przez wiele wypowiedzi przemawia zwykłe, stereotypowe postrzeganie schizofreników i lęk przed osobami chorymi.

    Miałam przyjemność pracować w szpitalu psychiatrycznym (studiuję psychologię). Byłam przekonana, że zobaczę zaślinionych ludzi w pełnej psychozie błąkających się po pokojach bez klamek, kiwających się bez sensu i znienacka atakujących niewinnych stażystów.
    A tu niespodzianka - gdybym nie wiedziała, że byli to ludzie chorzy prawdopodobnie bym się nie domyśliła (oczywiście po pewnym czasie dało się zobaczyć ich psychopatologię w zachowaniu, ale przeciętny zjadacz chleba nie odróżnił by tego od zachowania lekko dziwnego czy nawet zwyczajnego człowieka).

    Proponuję Ci Czarnajagodo dowiedzieć się więcej o samej chorobie, ale nie z Internetu tylko od specjalisty. Jeżeli Twój Mąż też przejdzie psychoedukację nauczy się rozpoznawać, że może zaraz przeżyć nawrót choroby i będziecie mogli mu wspólnie zapobiec.
    Być może pomogłaby terapia systemowa - oboje z mężem przychodzilibyście na sesje terapeutyczne, co prawdopodobnie dało by lepszy efekt niż terapia indywidualna każdego z was.

    Z tego co piszesz Mąż właśnie znajduje się w ostatniej fazie choroby w której dominują objawy negatywne (inaczej deficytowe). To że nie ma już halucynacji i wypisano go ze szpitala nie znaczy, że jest całkiem zdrowy. Teraz powoli będzie dochodził do siebie, a to, że starasz się mu pomóc tylko dobrze świadczy o Tobie. Trzymam za Was kciuki - dacie sobie radę.

    Pozdrawiam.
  • 05.11.09, 13:07
    nobliwa, doceniam Twoją postawę, ale czuję w niej zbyt dużo ideałów w
    stosunku do praktyki....
    --
    A mnie to Vichy!
  • 05.11.09, 15:39
    Sorry ale ty czegoś nie widzisz. Po pierwsze - piszesz o ludziach
    LECZONYCH, o chorych w warunkach szpitalnych, a więc
    nieprzystających nijak do sytuacji bycia z taką osobą w domu.

    Nie każdy chory chce się leczyć, a ubezwłasnowolnienie to droga
    przez mękę. Po drugie - to, że chory zachowuje się i wygląda
    normalnie - ma też tę gorszą stronę - mianowicie taka osoba jest
    odbierana jako "normalna" przez otoczenie. Wygląda dobrze,
    funkcjonuje "normalnie" - ot, idzie do banku, zaciąga kredyty,
    sprzedaje samochód - i nikt nie podejrzewa, że do końca normalna nie
    jest. Otoczenie nie widzi tego, co się dzieje za kulisami, trzeba
    mieć wiedzę o tysiącu poczynań, żeby dostrzec to, że gość równo pod
    sufitem nie ma. To są lata manipulacji i szantaży i życia pod
    dyktando choroby "jeśli nie zrobisz jak ja chcę, to się zabiję".

    Ta choroba nie zmienia fajnego męża w śliniącego się idiotę. Ale
    potrafi trwale zmienić osobowość, i nie chodzi o ten moment, kiedy
    chory ma atak - ale o codzienność w okresie "remisji". Nie chodzi o
    wizje demonów, a o trwałą zmianę w mega wrednego osobnika,
    nastawionego na robienie wszelkich możliwych zlośliwości. Przy tym
    jest to wymierzone w konkretne osoby, które chory uznał za wrogie
    sobie. Nic i nikt nie przekona go do brania leków, a podstaw do
    hostpitalizacji nie ma - bo chory funkcjonuje "normalnie", tyle że z
    zaburzonym postrzeganiem rzeczywistości. Ale to jest "niegroźne", i
    nie wystarczy do hospitalizacji.

    naturalnie choroba bardzo różnie się objawia, ale mówienie o tym, że
    leki i ciepło sprawią, że da się z tym nieźle żyć, to jednak
    nieuzasadniony hurraoptymizm
  • 05.11.09, 16:48

    > Miałam przyjemność pracować w szpitalu psychiatrycznym (studiuję
    psychologię).
    > Byłam przekonana, że zobaczę zaślinionych ludzi w pełnej psychozie
    błąkających
    > się po pokojach bez klamek, kiwających się bez sensu i znienacka
    atakujących ni
    > ewinnych stażystów.
    > A tu niespodzianka - gdybym nie wiedziała, że byli to ludzie
    chorzy prawdopodob
    > nie bym się nie domyśliła (oczywiście po pewnym czasie dało się
    zobaczyć ich ps
    > ychopatologię w zachowaniu, ale przeciętny zjadacz chleba nie
    odróżnił by tego
    > od zachowania lekko dziwnego czy nawet zwyczajnego człowieka).




    tacy zaslinieni to moja droga studentko psychologii siedza w
    izolatkach
    na korytarzach masz najczesciej normalnie zachowujacych sie ludzi,
    nawet nie w pizamach (mozna nosic normalne ubranie ), stojacych w
    grupach rozmawiajacych, na papierosie, ogladajacych TV
    sa to chorzy w roznych fazach leczenia, obserwacji

    Ci w psychozie to najczesciej w lozkach spi wiecej niz noworodki bo
    tak sa otumanieni depotami

    Ludzie tacy na ogol zyja i zachowuja sie normalniem ,znam osoby
    ktore przyznaja sie do choroby i nikt im nie wierzy, bo taaaacy
    normalni

    Bo choroba jest w uspieniu i u jednych wraca co chwila, u innych na
    zime ( brak slonca powoduje tez nasilenie objawow depresyjnych ,a
    potem chorobowych ) u innych raz na 10 lat.
    i w tym momencie moze taka osoba glupote zrobic, a ty nawet nie
    bedziesz wiedziala ze on ma nawrot
    tez zalezy od rodzaju schizofrenii

    boze czego was na tej psychologii ucza?
  • 05.11.09, 17:35
    lipcowa? skąd ty masz taką wiedzę? w takim temacie?
    Znaczy, że w ogóle niegłupia jesteś to wiedziałam, ale że solidną
    wiedzą w takiej dziedzinie możesz błysnąć - to pełen szacun...
    --
    A mnie to Vichy!
  • 05.11.09, 17:57
    ROTFL. Może była salową w psychiatryku i stąd ma taką solidną
    wiedzę? wink
  • 05.11.09, 18:02
    bri, ty nie rotfluj, ale to co napisała lipcowa naprawdę in plus
    odbiega od ogólnospołecznej świadomości i percepcji chorób
    psychicznych.
    --
    A mnie to Vichy!
  • 05.11.09, 19:59
    Ze sie slinia w izolatkach? Ja wiem, czy tak odbiega smile
  • 06.11.09, 02:52
    Nobliwa:

    Cos mi sie zdaje, ze p.eprzysz a nie solisz. Ja tez widzialam
    schizofrenikow w szpitalu przez 24 godz na dobe. Nikt z nich nie
    wygladal normalnie bo gdyby tak bylo nie bylby w szpitalu tylko w
    domu. A wiec nie zawracaj glowy bo nie masz pojecia.
  • 05.11.09, 12:59
    Bardzo ci wspolczuje, to okropna sytuacja... Mysle, ze tak naprawde masz trzy
    problemy:
    - jego choroba
    - zatajenie jej
    - jego postawa
    Z tych trzech choroba nie wydaje sie najgorsza - moze miec skutki od lagodnych
    po ciezkie. Bardziej martwilabym sie pozostalymi dwoma.
  • 05.11.09, 13:08
    podpisuję się pod słowami cherry coke.
    --
    A mnie to Vichy!
  • 05.11.09, 13:38
    Tak, to prawda, nie powiedział mi, ze jest chory. Bał się, że go zostawię, że
    odwołam ślub, że zostanie sam. Jego rodzina natomiast miała nadzieję, że skoro
    mnie poznał i jest taki szczęśliwy to choroba już nie wróci i wszystko się
    pięknie ułoży. Dlatego nie powiedzieli mi, że leczył się psychiatrycznie i ponad
    miesiąc spędził w szpitalu. A ja ze swojej strony... no cóż, teraz jak patrzę
    wstecz to dostrzegam rzeczy, których wtedy wolałam nie widzieć. Gdybym była
    bardziej spostrzegawcza to mogłam się domyślić, ze coś jest nie tak. Więc w
    pewnym stopniu sama jestem sobie winna.Byłam głupia i zakochana i chyba trochę
    pozwoliłam się oszukać. Jeśli chodzi o rentę, to mąż na razie jej nie ma.
    Rozmawiałam na ten temat z jego lekarzem, to powiedział mi, że na razie nie ma
    sensu robić z niego inwalidy i należy pozwolić mu wrócić do normalności. Tak
    więc czekam...może będzie lepiej.
  • 05.11.09, 13:41
    Frajerka. Rodzina chciała na Ciebie scedować niewdzięczną role
    pielęgniarki i odpowiedzialnej za gościa. Nie są chyba debilami,
    żeby sądzić, że choroba psychiczna zostanie uleczona siłą miłości.
  • 05.11.09, 14:20
    Jestem w szoku po przeczytaniu Twoich postów, konkretnie chodzi mi o rodzinę
    męża. Nie mieści mi się w głowie, jak można było ukryć przed Tobą jego chorobę?
    To jest po prostu głęboko nieetyczne, trzeba nie mieć uczuć, a przede wszystkim
    rozumu , żeby zrobić coś takiego. Zgadzam się z Triss, że pozbyli się kłopotu ,
    bo jak coś się wydarzy ( a możesz mieć pewność, że tak będzie), to ma przecież
    żonę. Z drugiej strony rozumiem też Ciebie i żal mi, szczerze. Ale litością nic
    nie zdziałasz. Miałam za ścianą sąsiada , chorego na schizofrenię, młodego
    chłopaka, mieszkał tylko z matką i to był koszmar . Normalnie był bardzo
    grzeczny, żadnej agresji, latania z nożami, itp. ale psychicznie niestety,
    szkoda słów. Jego matka była wyczerpana życiem z nim, a szkoda mi było ich
    obojga, na szczęście nie mieszkam już tam, bo ja czuję lęk wobec takich osób,
    uważam, że mam takie prawo. Schizofrenia jest nieuleczalna, Twoja córka może nie
    zachorować, natomiast jej dzieci ( a Twoje wnuki) tak - jak w przypadku owego
    sąsiada, chorowała jego babcia.
    Ciężko coś radzić,jeżeli masz siłę, to obserwuj rozwój sytuacji, ale oby nie
    było za późno na reakcję, bo możesz mieć piekło z życia, nie daj się
    emocjonalnie szantażować choremu człowiekowi , bo Cię zniszczy, a masz przecież
    dziecko.
    Pozdrawiam, życzę dużo siły.
  • 05.11.09, 14:25
    brać d%^& w troki i uciekać...
    bo rodzinka to zdaje się też lepszy model...
    --
    A mnie to Vichy!
  • 05.11.09, 15:12
    Przecież nawet w protokole przedślubnym jest pytanie o choroby
    psychiczne....

    Od siebie dodam, tyle, że pracuję z osobami chorym na schizofrenię.
    Fakt, może znam tylko te gorsze przypadki, ale mimo leków nawroty
    się zdarzająsad Ja osobiście świadomie nigdy bym się nie zdecydowała
    na bycie z taką osobą, na codzień są zupełnie normalnymi "zwykłymi"
    osobami, ale to co im w głowie siedzi jest przerażąjące, wiem, że
    nigdy nie zostanę z taką osobą sam na sam bez strachu.

    I z obserwacji.. jest to choroba bardzo dziedzicznasad
    Dopytaj się, czy w rodzinie Twojego męża były takie przypadki, czy
    też jest to skutkiem urazu (w sensie fizycznego urazu)
    --
    http://supergify.pl/images/stories/Animki/03.gif
  • 05.11.09, 14:06
    Przede wszystkim bardzo Ci współczuję...
    Mam młodszego brata chorego na ta paskudną chorobę. Nie będę się
    zagłębiać w to jak przebiegała choroba u mojego brata, bo u każdego
    chorego przebiega inaczej. Zachorował w 5 klasie technikum.
    Teraz ma 25 lat. Miał 2 epizody. Doskonale Cię rozumiem. Gdy mój
    brat miał pierwszy epizod, był to dla nas, rodziny, prawie koniec
    świata. Zrobiłabym wszystko, żeby mu pomóc. Po lekach był, tak jak
    piszesz ospały itp. Podjął pracę, ale go wyrzucili. Brał leki, które
    nie były zbyt dobrze dobrane. Potem przestał je brac, nie bylismy w
    stanie tego kontrolować. Nadszedł drugi epizod, duzo gorszy...
    Znalazłam mu innego psychiatrę. Bierze leki, w grudniu miną 4 lata
    od czasu ostatniego epizodu. Za rok będzie próba ograniczenia leków.
    Pracuje, uczy się, żyje normalnie, tylko ma kłopot z wyjściem do
    rówieśników, z poznaniem jakiejś dziewczyny... Lata, kiedy powinien
    chodzic na dyskoteki minęły mu na siedzeniu w pokoju...
    W pewnym sensie rozumiem Twojego męża, że Ci nie powiedział. Może
    naprawdę liczył, że choroba minęła, może bał się, wstydził...
    A Jego rodzina? Z punktu widzenia siostry chorego na schizofrenię,
    najlepsze co mogłoby spotkac mojego brata, to osoba, która by go
    pokochała... Choć próbowałabym namówić brata, zeby o swojej chorobie
    jednak powiedział.
    Co do renty, to bym się tez nie spieszyła. Mój brat nie ma renty,
    nie ubiegał się. Jest to jakieś 500zł renty socjalnej, a
    plakietka "wariata" na całe zycie...
    Życzę Ci szczęścia i powodzenia, cokolwiek zadecydujesz.


  • 05.11.09, 15:29
    czarnajagodka_0 napisała:


    > A ja ze swojej strony... no cóż, teraz jak patrzę
    > wstecz to dostrzegam rzeczy, których wtedy wolałam nie widzieć.
    > Gdybym była
    > bardziej spostrzegawcza to mogłam się domyślić, ze coś jest nie
    > tak. Więc w
    > pewnym stopniu sama jestem sobie winna.Byłam głupia i zakochana i > chyba trochę
    > pozwoliłam się oszukać.

    uhm, ale Ty lubisz mieć wyrzuty sumienia, prawda? lubisz brać na siebie
    wszystkie winy tego świata, co nie?

    męczennica...

    szkoda tylko że najbardziej na tym ucierpi dziecko, jak zwykle...
    --
    blog
  • 05.11.09, 15:44
    Bardzo Ci współczuję. Znam 3 osoby chore na schizofrenię, żadna z
    nich nie jest w stanie pracować (dwie z powodu lęków), jedna z nich
    co jakiś czas znajduję sobie jakąś pracę, ale z powodu "jazd" zostaje
    zwolniona lub sama rezygnuje. Wszystkie trzy leczą się od lat. Nie
    mam prawa Ci nic doradzać, ale patrząc na przebieg choroby u tych
    osób, nie podjęłabym się opieki nad schizofrenikiem. Tym bardziej,
    że zataił przed Tobą, że jest chory. Masz dziecko i to ono jest
    najważniejsze.
    Wklejam fragment wywiadu z psychiatrą Andrzejem Cechnickim:

    Ostatnio dużo mówi się o genetycznym podłożu schizofrenii.

    Kiedyś obliczono, że jeśli jedno z rodziców choruje, to statystycznie
    co dziesiąte ich dziecko spotka taki sam los. Jeśli oboje - to co
    drugie. A skoro są rodziny bardziej i mniej dotknięte schizofrenią,
    to musi być gen schizofrenii. I przez cały wiek go szukano. Bez
    skutku. Dziś wiadomo, że żaden gen nie ponosi "jednoosobowej"
    odpowiedzialności. Musi być ich więcej. A wszystkie razem nie są
    jedynymi jej sprawcami. Najlepszy dowód, że jeśli jedno z bliźniąt
    jednojajowych choruje na schizofrenię, to ryzyko wystąpienia jej u
    drugiego wynosi 40 proc. A nie 90-100 proc. jak w przypadku chorób
    genetycznych. Krótko mówiąc, dziedziczy się nie tyle schizofrenię, co
    podatność na nią.

    Co odpowiada za te brakujące 50 proc.? Środowisko?

    Odpowiedzi udzielił Pekka Tienari, fiński psychiatra śledzący losy
    dzieci matek chorych na schizofrenię (wiadomo, że dzieci chorej matki
    obciążone są 10-procentowym ryzykiem). Wpadł na pomysł, by zbadać,
    jak wiele takich dzieci choruje w rodzinach adopcyjnych. Te ostatnie
    podzielił pod kątem cech sprzyjających schizofrenii (agresja, brak
    akceptacji) na zaburzone i niezaburzone. W ten sposób odseparował
    czynnik dziedziczny od środowiskowego. I co stwierdził? W rodzinach
    zaburzonych aż 18 proc. adoptowanych zapadło na schizofrenię. W
    rodzinach niezaburzonych - tylko 2 proc. Średnia to 10 proc. -
    wszystko się zgadza. Wniosek? Schizofrenii nie da się wyjaśnić bez
    genetyki, ale sama genetyka nie wystarcza do jej wyjaśnienia. Wiele
    zależy od środowiska.

    A konkretnie?

    Od wychowania, biedy, głodu, stresu, ale i komplikacji poporodowych,
    infekcji wirusowych, a nawet - zdaniem niektórych - niedoboru
    witaminy D.

  • 05.11.09, 15:53
    Posłuchaj, mój chrzestny ma schizofrenię i poza wszystkimi objawami choroby,
    jest po prostu NIEPRZEWIDYWALNY! Może zrobić krzywdę sobie, Tobie, córce, nie
    wiadomo, na kogo padnie. Mój chrzestny kilkakrotnie próbował popełnić
    samobójstwo, raz znalazł go mój mały wtedy jeszcze brat - nie zyczę najgorszemu
    wrogowi ani Twojej córeczce.
    Wujek jest niepełnosprawny fizycznie, okaleczył się podczas jednej próby.
    Próbował skrzywdzić moją ciotkę, bo uroił sobie, ze ona jest winna wojny w
    Jugosławii.
    Mam też koleżankę, która powiedziała mi, że nigdy nie wybaczą z bratem matce, że
    nie rozwiodła się z ojcem (ten sam przypadek, ojciec ukrył chorobę przed
    ślubem), zamieniła im życie w piekło (tak, właśnie ona, bo mogła ich przed tym
    uchronić).
    Uważam, że chorzy psychicznie mają takie samo prawo do życia jak inni, do
    zakłądania rodziny itepe. Ale, do cholery, za to wielkie kłamstwo nie miałabym
    chyba litości. Rozwód i koniec. Proszę bardzo, kontakty z dzieckiem jak
    najbardziej, ale pod Twoją opieką. Nie wiem, jak jest z finansami, ale renta w
    jego przypadku będą to marne pieniądze, więc finansowo i tak Ci nie pomoże.
    Wyobraź sobie, że rodzina się pozbyła ciezaru, bo będziesz jego niańką do końca
    życia, nawrót może nastąpić w każdym momencie. Także wtedy, kiedy będzie sam z
    córeczką, a Ty wyjdziesz do pracy - pomyśl o tym.
  • 05.11.09, 16:15
    Spokojnie, dajcie jej odetchnac. To ogromny problem NIEMNIEJ schizofrenia
    obejmuje cale spektrum zachowan i ryzyka, nie kazdy chory jest grozny dla
    otoczenia. Bardziej widoczne sa oczywiscie te ostre przypadki.

    Z drugiej strony dwoje dalszych krewnych mojego partnera bylo chorych na
    schizofrenie (owszem, dziedziczenie - i ciesze sie, ze nie ma z nimi "wspolnej
    krwi") w lagodnej formie. On dowiedzial sie o tym dopiero jako dorosly czlowiek
    i byl zaskoczony, osoby te nie mialy wtedy zadnych "napadow" - starsza z nich
    przezyla podobno pojedyncze w mlodosci, mlodszy mial dwa (do czterdziestki),
    oboje nie byli podczas nich agresywni ani szkodliwi dla otoczenia, tylko lezac
    zwinieci w klebek mieli halucynacje i urojenia, ktore przechodzily po fazie
    leczenia (owszem paromiesiecznego, i byli wtedy w proszku). Poza tym normalni
    ludzie. On sie nigdy nie ozenil, takiego dokonal wyboru.

    Oczywiscie to tylko jedna z opcji i od autorki zalezy, czy zechce z mezem
    obserwowac i zwalczac jego chorobe, zwlaszcza w sytuacji gdy ukryto ja przed
    nia. Ale tez nie kazdy schizofrenik od razu podpala dom albo knuje przeciw rodzinie.
  • 05.11.09, 19:55
    we wszystkich przypadkach które znam osoby nie były groźne dla otoczenia, ale to
    co zgotowały najbliższym to było piekło.

    Nie chodziło bynajmniej o opiekę, czy agresję, ale skutki "paranormalnych"
    decyzji, które podejmowali. Wyglądając z boku na osoby zdrowe, tak byli
    odbierani. Takie podejście było wynikiem zmian osobowości, to nie zawsze są
    urojenia typu że widzą w kimś diabła. Wystarczy, że dostrzegą w kimś wroga, tego
    przekonania nie sposób zbić, a zaczynają robić wszystko żeby tę wrogą żonę
    zniszczyć za wszelką cenę. Stawali się wyjątkowo bezwzględni, nie liczyły się
    dzieci, nie liczyła się nawet ich własna przyszłość. To jest znacznie gorsze niż
    agresja, bo bez widocznych objawów choroby nie ma mowy o hospitalizacji czy
    ubezwłasnowolnieniu. Nie każdy chory chce brać leki, jak zmusić go do leczenia,
    jeśli on jest przekonany, że z nim wszystko w porządku, a to żona chce go wykończyć?
  • 05.11.09, 16:12
    Ciężki temat, my możemy sobie poteoretyzować. Gdybym bardzo kochała,
    spróbowałabym być.
  • 05.11.09, 17:01
    Bardzo Ci wspolczuje. Wspolczuje rowniez ze maz zatail przed Toba
    swoja chorobe.
    Bardzo bliska osoba chorowala na schizofrenie, mysle ze osoby ktore
    wypowiadaja sie o chorobie a nie znaja jej 'od podszewki' nie do
    konca wiedza co mowia.
    Fakt jest taki ze jest to choroba nieprzewidywalna, chory bywa
    bardzo agresywny nie tylko dla siebie, nigdy nie wiesz co ile czasu
    bedzie miewac ataki.
    Napisalam, chorowala, bo osoba ta kilkakrotnie probowala popelnic
    samobojstwo az w koncu odebrala sobie zycie...
    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/bd/cg/4gyy/8IDcz80ci31GzjtBYA.jpg
  • 05.11.09, 17:02
    POmijając już nawet fakt, iż mąż może być niebezpieczny dla Ciebie i dziecka (!)
    - to czy jesteś w stanie być z kimś kto tak Cię oszukał? Musiał zrobić to z
    premedytacją - czy wcześniej uwierzyłabyś, że może Cię oszukać w poważnej
    sprawie? Jeśli nie to pomyśl o tym, że teraz też nie wyobrażasz sobie, ze może
    być agresywny. Jesteś w stanie wytrzymać psychicznie lęk o dziecko (wyjdziesz
    tylko po bułki,a dziecko zostanie z ojcem - ale nie wiesz czy akurat wtedy nie
    pojawi się atak i czym on się skończy) i życie w ciągłej niepewności? Może
    będzie ok, może nie - nie wiesz tego. Nie namawiam do unieważnienia małżeństwa,
    ani do pozostania z mężem, ale musisz przemyśleć jak będzie wyglądało Twoje
    życie i to również w tej gorszej opcji, bo ona jest naprawdę możliwa.
    Możesz porozmawiać z rodziną męża, spytać czemy Ci nie powiedzieli o jego
    chorobie i czy wiedzą, że mozesz w każdej chwili unieważnić małżeństwo. Pewnie
    będą Cię namawiac byś z nim została, bagatelizować ataki i chorobę - pewnie
    ucieszyli się z waszego małżeństwa również dlatego, że jesteś rozwiązaniem ich
    kłopotu opieki dla syna. Musisz sobie odpowiedzieć na pytanie czy chcesz by tak
    wyglądało Twoje i Twojego dziecka życie, czy jesteś w stanie wytrzymać możliwe
    scenariusze i do tego być szczęśliwą...
    Każda decyzja będzie dobra i każda jednocześnie zła, ale nie rób nic wbrew
    sobie. Powodzenia
    --
    floproject.wordpress.com/about/maria/
    - E-kobiety: macochy, żony, kochanki, matki.
    - Nie w parze: nowa praca, mieszkanie, mąż i...
  • 05.11.09, 18:49
    Rozumiem twoje rozgoryczenie ale też rozumiem twojego męża. Nie powiedział, bo
    bał się odrzucenia.Schizofreników się potępia bo ludzie niewiele na temat tej
    choroby wiedzą.Mój partner przez lata pracował w szpitalu psychiatrycznym w
    Ząbkach.Zdziwiłabyś się ile wśród nas jest schizofreników, którzy normalnie
    funkcjonują, pracują, osiągają sukcesy, bo co tu dużo mówić to są ludzie ponad
    przeciętni!W tej chwili są bardzo skuteczne leki pomagające walczyć z tą
    chorobą.Nie można jej wyleczyć ale można zaleczyć.Trzeba tylko regularnie
    przyjmować medykamenty.Oczywiście są okresy zaostrzenia choroby często kończące
    się kilkumiesięczną hospitalizacją i na to musisz się przygotować!
    Schizofrenikowi trzeba zorganizować czas.On musi czuć się potrzebny bardziej niż
    zdrowy człowiek!Nie wiem gdzie mieszkacie?W szpitalu w którym pracował mój
    partner (Drewnica w Ząbkach) był oddział dzienny, warsztaty terapii zajęciowej,
    oddział rehabilitacji, terapia rodzinna. To wszystko od 8-15.Chory uczy się żyć
    z chorobą na co dzień pod okiem wykwalifikowanego personelu.W szpitalu czasami
    lecza się całe rodzinysad
    To ciężka choroba ale daj mu szansę!!! Równie dobrze mogła wystąpić za kilka
    lat.Tak jak każda inna choroba psychiczna!Wierz mi choroba psychiczna może
    dotknąć każdego z nas!Trudne do wyobrażenia ale taka jest prawda!
    Wyszukaj w necie historię Zbyszka Lisieckiego, który wygrał batalię o opiekę nad
    malutkim Stasiem.Głośna sprawa sprzed kilku miesięcy.Z powodzeniem go teraz
    wychowuje.Oboje z żoną mają stwierdzoną schizofrenię.Zajrzyj też na to forum:
    schizofrenia.evot.org/Powodzenia!

  • 05.11.09, 19:08
    zapraszam do rozmowy bardziej prywatnej, jesli masz ochote
    kilka lat temu rozwiodlam sie z facetm chorym na schizofrenie

    koszmar to za male slowo, zeby opisac cala sytuacje

    ja nie wytrzymalam

    gg 8771251

    --
    Kobieta, która jęczy w nocy, nie warczy w dzień
  • 05.11.09, 22:16
    Trochę jestem przerażona po przeczytaniu Waszych wypowiedzi. Wiem, że to
    podstępna i nieprzewidywalna choroba, ale mam nadzieję, że te skrajnie agresywne
    zachowania nigdy nas nie dotkną. Bardziej obawiam się tej jego życiowej
    nieudolności, tego, ze będę musiała za niego decydować i myśleć. Przez leki,
    które bierze jest "zakręcony jak wek na zimę wink, brakuje mu refleksu myślowego i
    fizycznego. Prostych spraw nie potrafi załatwić. Na razie muszę nam dać szansę,
    nie chcę go tak od razu skreślać i mam nadzieję,że może nam się uda. Kiedy go
    poznałam był pełnym życia, wesołym człowiekiem, ma w sobie dużo dobroci i
    łagodności - mimo tego, że nie był ze mną do końca szczery to myślę, ze
    zasługuje na to, żeby dać mu szansę. Jeśli chodzi o jego rodzinę to bardzo mi
    pomagają, wiem, ze bardzo chcą, by było dobrze. Twierdzą, ze nie będą mieć do
    mnie żalu, jeśli kiedyś zdecyduję się odejść od męża. Chyba mają wyrzuty
    sumienia ...
  • 06.11.09, 03:12
    czarnajagodka_0 napisała:

    > Trochę jestem przerażona po przeczytaniu Waszych wypowiedzi. Wiem,
    że to
    > podstępna i nieprzewidywalna choroba, ale mam nadzieję, że te
    skrajnie agresywn
    > e
    > zachowania nigdy nas nie dotkną. Bardziej obawiam się tej jego
    życiowej
    > nieudolności, tego, ze będę musiała za niego decydować i myśleć.
    Przez leki,
    > które bierze jest "zakręcony jak wek na zimę wink, brakuje mu
    refleksu myślowego
    > i
    > fizycznego. Prostych spraw nie potrafi załatwić. Na razie muszę
    nam dać szansę,
    > nie chcę go tak od razu skreślać i mam nadzieję,że może nam się
    uda. Kiedy go
    > poznałam był pełnym życia, wesołym człowiekiem, ma w sobie dużo
    dobroci i
    > łagodności - mimo tego, że nie był ze mną do końca szczery to
    myślę, ze
    > zasługuje na to, żeby dać mu szansę. Jeśli chodzi o jego rodzinę
    to bardzo mi
    > pomagają, wiem, ze bardzo chcą, by było dobrze. Twierdzą, ze nie
    będą mieć do
    > mnie żalu, jeśli kiedyś zdecyduję się odejść od męża. Chyba mają
    wyrzuty
    > sumienia ...


    Nie, nie zasluguje na szanse z tego powodu, ze cie oszukal w bardzo
    powaznej zyciowej sprawie . Obarczyl cie swoja choroba i ryzykiem z
    nia zwiazanym.
  • 06.11.09, 09:23
    Fakt zatajenia tak cięzkiej, często dziedzicznej choroby, niefrasobliwe podejście do prokreacji, nie danie Tobie szansy na samodzielną decyzję. Cóz, dla mnie to niedodpowedzialnośc, skrajny egoizm byc moze charakteropatia i cholerne świństwo, krzywda wyrządzona Tobie. Mogłabym zrozumiec jęki teraz, że taki chory, biedny i gdyby nie poprzednie decyzje Twojego męza, pewnie złozyłabym je na karb jego cierpienia, ale z uwagi na to, co uczynił, uważam je za szantaż emocjonalny. Kochana, on Tobą manipuluje od początku i wszystko układa pod siebie, nie zauważając, ze Ty dźwigasz ciężar, który byc może kiedyś Cię przerośnie.
    To ma być miłość? Może jego schizofrenia tak działa, moze to nie tylko schizorfenia, ale fakty sa takie jakie są, a przyszłośc jest nie do przewidzenia.
    Napisałam to z perspektywy osoby chorej na rzadką, mało poznaną, nieuleczalną i b. trudną do zniesienia chorobę, która choc nie śmiertelna, nie psychiczna, najpewniej nie dziedziczna, to zbiera zniowo w postaci samobójstw chorych, rozkładu rodzin.
    Miałam tez okazje oglądac schizoferników-dwoje sąsiadów. pan o mało nie zabił mnie wówczas dzieczynki lat 7 maszynka do mięsa, bo wyszłam na korytarz w nieodpowiedniej chwili, pociął nozem sasiadkę, druga -staruszke chciał chyba zabić. Po ustawieniu lekami, hospitalizacjach zył sobie bardzo spokojnie pilnowany przez zonę. dzieci nie mieli. Lubiłam go bardzo. Pani-starsza sąsiadka po przekroczeniu lat 60ciu wyglądąła na lat 80. Choroba zaczeła się w starszym wieku. Była non stop na lekach, półprzytomna, otumaniona.
    W rodzinie koleżanki pan zabił na oczach trzech córek przy niedzielnym obiedzie swoja zonę. Był dobrym, spokojnym człowiekiem. Od tamtej pory mineło sporo lat, pan na lekach, jakos funkcjonuje, ale już nigdy nie stał sie człowiekiem takim, jakim był. Córki musiały w mig dorosnąc i usamodzielnic się.
    To tylko przykłady, choroba jest tylko choroba, sama przeszłam piekło i wiem, ze niczego tak się w cierpieniu nie potrzebuje, jak miłości najbliżeszej osoby. Niemniej na kłamstwie, manipulacji przy takiej chorobie, jaka ma Twój mąz, nie budowałabym chyba swojego zycia, bo to, co cenię sobie najbardziej, to prawda i moja wolnośc, z czego wynika możliwośc podejmowania samodzielnych decyzji.
    Współczuję i zyczę wszystkiego dobrego!
    --
    jesiennie
  • 06.11.09, 10:36
    Czarnajagodko bardzo madra z Ciebie kobieta. wierze ze Wam sie uda!
    --
    http://dl5.glitter-
graphics.net/pub/814/814385cp6l7e7atf.gif
  • 06.11.09, 21:38
    Podziwiam Cię i szanuje, ze chcesz przy nim być, jednak nie zapominaj o sobie i
    dziecku. Na razie wygląda jak byś miała 2 dzieci, czy jest tam miejsce na Ciebie?
  • 06.11.09, 09:52
    Dobrze dobrane leki to podstawa egzystencji chorego. Osoby chore na schizofrenie sprawuja powazne funkcje, zyja normalnie. Tak pisza, a zycie niejednokrotnie weryfikuje madrosci lekarzy.
    Swiadomie nie angazowalabym sie w zwiazek ze schizofrenikiem.
    To, ze nie zostalas poinformowana przed slubem o chorobie meza to granda. Rozumiem, ze go kochasz, ale kiedys milosc przeminie. Ja bym odeszla.
    --
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=45858
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=37060
  • 06.11.09, 10:40
    Ogólnie rzecz biorąc, poważne choroby psychiczne uważane są za czynnik
    uniemożliwiający stworzenie związku małżeńskiego. Zatajona choroba psychiczna
    jest też czynnikiem, na podstawie którego unieważnia się małżeństwo kościelne.
    Ja bym na to nie poszła, sorry. Mam tylko jedno życie.
    Druga sprawa - jest duża szansa, że dziecko jakie będziesz mieć z tym facetem,
    też będzie chore. Nie zdecydowałabym się świadomie sprowadzić dziecka na świat w
    takiej sytuacji.
    --
    ʎɐqǝ uo pɹɐoqʎǝʞ ɐ ʎnq ı ǝɯıʇ ʇsɐן ǝɥʇ sı sıɥʇ

    Uwielbiam dzieci. Zwłaszcza płci męskiej, między 18 a 40 rokiem życia.
  • 06.11.09, 12:05
    autorka już ma z nim dziecko;
    --
    blog
  • 06.11.09, 18:59
    Piszę jako schizofreniczka, pisywałam na forum pod innym nickiem
    jako matka dwojga dzieci. Zachorowałam po trzydziestce, mimo że w
    rodzinie tej choroby dotąd nie było,leczę się już 6 lat. Biorę leki
    systematycznie, wychowuję dzieci, pracuję często po 12 godzin na
    dobę, awansuję na odpowiedzilnym stanowisku, dbam o dom i
    dzieci.Miewam gorsze okresy w swoim życiu, czasem kiedy musze
    zmienic lek lub zwiekszyc dawkę jestem ospała,ale kto ich nie ma?
    Jesli chcesz o tym pogadasz pisz na moją poczte. Pozdrawiam
  • 06.11.09, 21:25
    Próbuję sie postawić w Twojej sytuacji...Gdyby mój mąż powiedział,
    mi/ujawniła się/wyszło na jaw, jego schizofrenia. Nie potrafiłabym
    go zostawić. Na pewno nie od razu i nie natychmiast...I nie sądzę,
    że byloby/miałoby być to/jeżeli głównym powodem rozstania...Tak mi
    się bynajmniej wydaje...

    Chodziłam do liceum ze schizofrenikiem- szalenie uzdolnionym
    matematykiem - bardzo lubianym. Wiele dziewczyn za nim latało smile Nie
    krył choroby. Moja koleżanka się z nim spotykała i dłuuugo juz po
    tym w nim kochała. Wiedziała, że rodzina i dzieci nie wchodzą w grę.
    Taka drogę wówczas wybrał - choć nie wiem jak teraz wink Chorobę
    przekazała mu matka. Schizofreniczka.Szczęśliwa w małżeństwie od
    już ok 30 lat (wszyscy ŻYJĄ z jej otoczenia i mają się dobrze...),
    ma 2 synów - jeden wspomnainy chory...





    --
    na raz, na dwa
  • 26.01.10, 20:52
    To nie tyle jest kwestia choroby (jesli mąż jest ospały po lekach, byc może są
    nie do końca dobrze dobrane bądź konieczna jest modyfikacja dawek) ile faktu
    nieuczciwości faceta, który zataił poważną chorobę.
    To tak, jakby zataił, że już ma żonę albo nieślubne dziecko
    To poważny, bardzo poważny uszczerbek na jego wizerunku
    A przewlekła choroba- cóż, nie każdy jest w stanie żyć z osobą, która się z nią
    zmaga, i to jest fakt.
    --
    Jesteś pan zbiorem molekuł
  • 07.11.09, 18:24
    Przychylam się do opinii Triss. Obawiam się że zostałaś cynicznie, z
    premedytacją wykorzystana zarówno przez rodzinę męża jak i samego
    męża. Sama we wczesnej młodości przeszłam ostrą akcję, kiedy
    usiłowano mi wmówić że jestem dziewczyną jakiegoś znajomego chłopaka.
    Była to akcja z jego strony i jego rodziny, nie mam prawa spotykać
    się ze znajomymi, iść nigdzie itd. Nie wiedziałam co jest grane, bo z
    gościem spotkałam się raz czy dwa, a tu nagle wyszło, że jestem jego
    własnością i ktoś usiłuje mi ułożyć życie. Zwłaszcza jego mamuśka
    działała ostro. Potem się okazało, że facet jest chory na
    schizofrenię, a rodzina doskonale o tym wiedziała i szukała naiwnej,
    żeby ją wrobić w małżeństwo. Dziewczyno, uciekaj póki czas.
  • 07.11.09, 18:28
    Gdyby mąż zachorował w czasie trwania małżeństwa, inaczej bym do tego
    podchodziła (w chorobie się nie zostawia), ale tu wchodzi w grę
    OSZUSTWO.

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.