Dodaj do ulubionych

problemy z ortografią u 10-latka

13.11.09, 12:52
Moj 10-letni syn ma straszliwe problemy z ortografią. Nie wiem gdzie
mam się zwrócić o pomoc, bo nauczycielka od polskiego nie widzi
jeszcze problemu - może nie chce zaświadczenia z poradni. Ja widzę
problem od trzeciej klasy ale nie mogę porozumieć się z
nauczycielami... Gdzie się teraz zwrócić?
Edytor zaawansowany
  • 13.11.09, 13:04
    Nie wiem, może psycholog lub pedagog szkolny.
  • 13.11.09, 13:14
    Dzięki, o pedagogu nie pomyślała, bo tam częściej bywam z młodszym
    synem, który jest niegrzeczny...
  • 13.11.09, 13:27
    Ja ze swoim 11 latkiem udałam się do poradni pedagogiczno-
    psychologicznej. Tam syn miał zrobione różne "badania, testy" w
    kierunku dyslekcji, bo ją sama podejrzewałam, a nauczyciel miał
    wątpliwości,w rezultacie okazało się, że mamy dyslekcję, dysgrafię i
    dysotrografię. Tak więc warto sprawdzić.
  • 13.11.09, 13:31
    A mój po prostu robi błędy. Z wiekiem coraz mniej, teraz robi stylistyczne,
    interpunkcyjne. Zaczął więcej czytać, więcej pisać, czasem ze mną dyktanda,
    innym razem przy komputerze.
  • 13.11.09, 13:37
    pitahaya1 napisał:

    > A mój po prostu robi błędy. Z wiekiem coraz mniej, teraz robi stylistyczne,
    > interpunkcyjne. Zaczął więcej czytać, więcej pisać, czasem ze mną dyktanda,
    > innym razem przy komputerze.

    wlasnie
    to najlepsza rada
    najprosciej isc po zaswiadczenie do poradni
    i dostac latke dys ktora zwalnia z obowiazku pracy nad soba i jezykiem
    a wg mnie czytac i pisac mozna sie nauczyc tylko czytajac i piszac
    im wiecej tym lepiej


    --
    http://avatars.kards.qip.ru/images/avatar/77/12/4727.gif
  • 13.11.09, 13:53
    Owszem jest tak że bardzo dużo osób idzie na łatwiznę ale niektórzy naprawdę
    mają duży problem. Ja akurat nigdy nie miałam większych problemów z ortografią
    (chociaż nie mówię że byków nie robię) ale pomimo że kiedyś naprawdę bardzo dużo
    czytałam od zawsze mam problemy z końcówkami (ą, om) Dla niektórych to jest
    jasne i oczywiste a ja nigdy nie mogłam tego załapać. Mój brat za to zawsze miał
    bardzo duże problemy z ortografią ale faktem jest że on nigdy nie uczył się za
    dobrze, nie czytał i w ogóle leniwy pod tym względem był ale kiedyś gdy jako
    dzieci robiliśmy sobie dyktando to stwierdziłam że to chyba nie tylko lenistwo
    tylko większy problem bo zamiast szafa on napisał safa i za żadne skarby nie
    potrafił zrozumieć dlaczego po s powinno być jeszcze z. Gdy wymawiał to słowo to
    wyraźnie mówił sz ale on tego nie słyszał twierdził że tam jest s.
  • 13.11.09, 13:51
    psycholog do ortografii to chyba niewiele ma...
    pedagog szkolny jest od "niegrzecznych" a nie tych co piszą "gura"
    i "wszendzie"...
    można iść do poradni psycho-pedagogicznej, rodzic sam decyduje, sam
    tam się zgłasza, poradnia stawia diagnozę, i o wynikach rodzic
    informuje szkołę lub nie,
    można ćwiczyć samemu w domu, polecam wydawnictwo Aksjomat, mają dużo
    pomocy ortograficznych... zeszyty ćwiczeń i rózne ...
    można wreszcie zatrudnić studentkę lub inną "obcą" osobę do pomocy w
    nauce
    pozdrawiam i życzę sukcesów
  • 13.11.09, 14:25
    bez przesady z tym pedagogiem czy psychologiem szkolnym - w
    niektórych szkołach to właśnie oni prowadzą zajęcia z dyslektykami.
    Ewntualnym dyslektykom poza różnymi nudnawymi nieco zeszytami od
    ortografii dobrze robią też inne zajęcia: plastyczne, lepienie,
    rózne gry słowne... Są też programu komputerowe ułatwiające nieco
    walkę z dys... Ale to już zależy od zaleceń psychologa z poradni.
    --
    "Po przerwie mróz nie zelżał, a wręcz przeciwnie, wiatr nie osłabł"
  • 13.11.09, 13:42
    Popieram moofkę. Za moich czasów jakoś sobie nie przypominam, żeby ktoś miał
    jakąś dys... teraz co drugie dziecko. Nie wiem, czy ortografia nam się zmieniła
    czy kie licho.
  • 13.11.09, 13:55
    Tylko chyba nie można generalizować. Poradnia bezpodstawnie nie
    wydaje zaświadczenia. Za moich też nie było, ja nie miałam
    problemów, a moje dziecko ma i ponieważ przyda mu się to
    zaświadczenie (choćby do wydłużonego czasu na egzaminie
    gimnazjalnym) postanowiłam to sprawdzić. Inną sprawą jest, że
    zaśwaidczenie absolutnie nie zwalnia nikogo z pracy z dzieckiem nad
    ortografią. Dlaczego miałabym zostawić dziecko bez orzeczenia jeśli
    na nie niestety zasługuje ????
  • 13.11.09, 14:05
    Idź do poradni pedagogiczno-psychologicznej i poproś o zbadanie
    dziecka pod katem dysortografii. Nie słuchaj rad , ze "idziesz na
    latwiznę", bo to rady typu "nie kupuj dziecku okularow jak nie
    widzi, tylko kaz mu uwazniej patrzeć". dziecko może nie znać
    ortografi - bo za mało czyta, bo nie zna zasad, bo za malo pracuje -
    i wtedy metody pracy z nim sa jasne - niech wiecej czyta,
    przepisuje, pisze dyktanda, nauczy się zasad - będzie OK.
    Natomiast jesli dziecko ma dysortografie, to takimi metodami nie
    pomozesz, a niektore z nich są wręcz szkodliwe - np. dyktanda. W
    domu powoli robi się piekło - kazesz dziecku przepisac "ktory" 100
    razy, przepisuje. Po pietnastu minutach pytasz, jak sie
    pisze "ktory" - odpowiada prawidlowo. Kazesz napisac -
    pisze "ktury", a;bo "kury" , albo cokolwiek - dostajesz szału,
    dziecko placze - tak mozna dlugo.
    Dysortograficy potrzebują nieco innych metod, na dysortografię
    niestety nie ma wplywu czytanie - mam w domu troje dysotrografikow,
    ktorzy czytaja po pare książek tygodniowo - i jak robili błędy, tak
    robią, nie ma tez wpływu znajomość zasad. Potrzeba specjalnej
    terapii i bardzo duzo czasu. Bez zaświadczenie dziecko z
    dysortografia nie ma szans na zdanie egzaminów.
    Doroslym znajomym niemal przesło (z naciskiem na niemal ) po 40-ce.
    I nieprawda, kiedyś tez byli dyslektycy. W szkolach specjalnych, bo
    uznawano, ze jedyna przyczyną, dla ktorej dziecko nie umie nauczyc
    się czytać - jest uposledzenie. Albo ukrywano to w szkole (jak u
    Kuronia, ktorego maturę konisja świadomie zniszczyła).
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • 13.11.09, 14:38
    Popieram - to są zupełnie inne metody, zaś metody polecane przez
    ogół - więcej czytać, więcej pisać i więcej dyktand - są często
    szkodliwe.
    Dziecko dyslektyczne (z kłopotami z czytaniem) - nie będzie czytało
    książek, bo czytanie dla niego to tak ciężka praca, jak dla
    niektórych przerzucenie tony węgla łopatą. Czyta wolno i szybko się
    męczy, albo skupia się na czytaniu tak, że nic już nie jest w stanie
    zrozumieć. Przy pisaniu - tak samo, ręka męczy się straszliwie, a
    kulfony - jak były, tak są nadal. Błędów nie widzi... Nawet jeśli
    nauczy się wreszcie w miarę szybko i sprawnie czytać - nie wpływa to
    znacząco na poprawę ortografii.
    Piszę to jako mama jednej dyslektyczki i jednej niedyslektyczki.
    Dyslektyczka robi błędy- ich ilość zależy w dużej mierze od jej
    samopoczucia, druga błędów ortograficznych niemal nie robi- a nigdy
    nie uczyła się ani zasad ortografii ani wyjątków itp.
    --
    "Po przerwie mróz nie zelżał, a wręcz przeciwnie, wiatr nie osłabł"
  • 13.11.09, 13:58
    wizyta w poradni nie musi być celem zdobycia papierka li tylko, ja
    zdiagnozowałam swoje dziecko, po to między innymi żeby mogło chodzić
    na dodatkowe zajęcia reedukacyjne w szkole (musi być kierowane przez
    poardnię!), na tych zajęciach bardzo nam zależałok, i po to abym
    wiedziala w których kierunkach mamy pracować, w szkole i w domu, nie
    mamy żadnego zaświadczenia o dyscoś tam, mamy zato opisową ocenę
    problemow dziecka....
  • 13.11.09, 14:10
    Pewnie, że celem wizyty nie jest zdobycie papierka, tylko zbadanie
    problemu i uzyskaniu wskazówek. Widocznie Wam nie potrzebne
    zaświadczenie o dyścoś tam i należy tylko się z tego cieszyć, to
    żaden konkurs kto ma ten lepszy. Kiedyś też nie było alergii u
    większości dzieci i wielu innych. Ja osobiście czułabym, że
    pozostawiłam dziecko samo sobie gdybym tego nie sprawdziła. Tak samo
    miałam z problemami z uszami, nie mogłam się doprosić skierowania do
    laryngologa, pediatra uważała, że przesadzam, a gdy dziecko dostało
    się do Kajetan okazało się, że ma b.duzy ubytek słuchu, jest po 3
    operacjach i czeka na kolejną. Tak więc jeśli można trzeba sprawdzić
    i mieć pewność...
  • 13.11.09, 14:27
    katka_tk napisała:

    > Popieram moofkę. Za moich czasów jakoś sobie nie przypominam, żeby
    ktoś miał
    > jakąś dys... teraz co drugie dziecko. Nie wiem, czy ortografia nam
    się zmieniła
    > czy kie licho.
    Co drugie dziecko? To już wiem, dlaczego moje jedno ma, a drugie
    startuje w konkursach ortograficznych...z powodzeniem zresztą.
    --
    "Po przerwie mróz nie zelżał, a wręcz przeciwnie, wiatr nie osłabł"
  • 13.11.09, 20:35
    Moi też wyrabiają limit ponad średnią - na trzech jeden dysgrafik i
    dysortografik, drugi z głeboką dysleksją, dysgrafią i dysortografią, a trzeci za
    mały, żeby diagnozować big_grinbig_grinbig_grin

    A, i jeszcze mój nieślubny - niediagnozowany, bo "kiedyś dysleksji nie było", a
    dys aż żal patrzeć.

    --
    http://tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10750;443/st/20090511/n/Antos/dt/7/k/7c62/s-age.png
  • 13.11.09, 19:52
    mój brat w podstawówce potrafił napisać "rokó" zamiast roku. Obecnie nie robi
    błędów, dużo czytał, oczytał się z pisownią.
    Ja odwrotnie, zawsze wiedziałam "jak to się pisze" ale nie mam wiedzy na temat
    zasad ortografii i interpunkcji.

    Badania psych-pedagog. jak najbardziej wskazane, poza tym właśnie czytanie i
    ćwiczenia w domu mogą pomóc.
  • 13.11.09, 20:57
    Właśnie jestem w trakcie powtórnego diagnozowania moich synów, 9 i 11 lat.
    Opinię o dysleksji rozwojowej dostaliśmy już dwa lata temu, więc nie dla
    papierka jeszcze raz przechodzę całą tę procedurę, tylko po to, żeby im pomóc.

    Dysleksji nie diagnozuje się ot, tak, na zasadzie, że przychodzi leniwy nieuk,
    coś tam naściemnia, i dostaje papierek. W przypadku moich synów to były dwa
    spotkania z pedagogiem, dwa z psychologiem, jedno z logopedą (który badał
    analizator słuchowy), i młodszy syn jeszcze prawdopodobnie raz pójdzie do
    psychologa. Do tego trzeba udokumentować, że dziecko pracuje zaleconą poprzednio
    metodą prof. Bogdanowicz oraz przedstawić zaświadczenie ze szkoły o uczęszczaniu
    na zajęcia korekcyjno-kompensacyjne dla dyslektyków. Od niedawna zaostrzyły się
    kryteria wydawania opinii - musi zostać stwierdzone zaburzenie np. analizatora
    wzrokowego, samo obniżenie funkcji nie wystarczy.

    Dodam jeszcze, że starszy dosłownie pożera książki, niedawno odkrył fantastykę i
    czyta kilkusetstronowe powieści. Młodszy za to nie czyta wcale dla przyjemności,
    tylko to, co absolutnie musi, bo dla niego czytanie to mordęga, a nie
    przyjemność. Opinia z poradni ma nam i szkole podpowiedzieć, jak z nim pracować.

    I naprawdę wpieniają mnie opinie "znafców", którzy g... wiedzą, ale z
    niezachwianą pewnością siebie wygłaszają sądy o tym, jak to wszyscy dyslektycy
    to oszuści i lenie patentowe. Kiedyś to, panie dzieju, się takich na drugi rok
    zostawiało i porządne lanie spuszczało, a teraz smarkaczom się w głowach
    przewraca tongue_out


    --
    http://tickers.TickerFactory.com/ezt/d/2;10750;443/st/20090511/n/Antos/dt/7/k/7c62/s-age.png

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.