-
ciekawi mnie dlaczego nie macie choćby ślubu cywilnego? Wszakże prawo bardziej
chroni żonę niż konkubinę. no i czy nie jest wam przykro, ze tzw partner nie
chce wziąć z wami ślubu tylko woli wolny związek. a tak pytam-nic więcej.
-
Bo zyjemy juz 10 lat ze soba i jest dobrze, to po co zmieniac

Mielismy kiedys
wziac cywilny, ale nam sie odechcialo, jak rodzina zaczela hocki, a dlaczego
tylko obiad weselny, a dlaczego tylko na 40 osob, a dlaczego nie zrobic
weseliska na 120. I do dzis nam sie nie zechcialo z powrotem, moze nam sie
kiedys zechce. Pierscionek nosze i tyle.
-
nie jest mi przykro, bo to ja wolę wolny związek. takie tam anarchistyczne i
antysystemowe zapędy. w razie rozstania nie będę musiała tłumaczyć się przed
dziadem w todze, jak wygląda moje życie seksualne
-
"no i czy nie jest wam przykro, ze tzw partner nie
chce wziąć z wami ślubu tylko woli wolny związek."
???
A kto powieział, że partner nie chce wziać ślubu? Co za ograniczone
myślenie! Tak stwierdziam - nic wiecej.
-
mi też się zwyczajnie nie chce użerać z rodziną (dlaczego cioci stasi nie
chcecie zaprosić, dlaczego nie w kościele itd.). poza tym nie mam czasu na tego
typu bzdety.
-
A skąd pogląd, że jak ktoś nie ma ślubu, to tylko dla tego, że partner nie chciał?
-
nie mamy, bo nie chcemy.
a skoro jest między nami zgodność, że oboje nie chcemy to nikomu nie
jest przykro z tego powodu.
co do kwestii prawnych - czuję się wystarczająco chroniona
-
No dokladnie. Jedna trzygodzinna dyskusje z ciocia juz odbylam:
- A dlaczego nie koscielny?
- Bo my jestesmy oboje niewierzacy, ciociu
- Ale to przeciez nie szkodzi
I pare podobnych o gosciach itp. Ciocia jest fajna, a my wiemy swoje, ale w
wiekszych dawkach to juz by mi sie dyskutowac nie chcialo.
Poza tym tak sobie mysle, ze chyba jednak tu chodzi o niepsucie stanu
istniejacego. Tak naprawde im dluzej jestesmy razem tym lepiej, jeszcze bardziej
sie kochamy i lepiej rozumiemy, co od czasu stwierdzamy oboje z niejakim
zaskoczeniem. Nie wiem, co slub moglby zmienic na lepsze, to po co sie z tym
grzebac? Jesli w razie kryzysu tych dziesiec lat nas nie zwiaze, to tym bardziej
nie pomoze jakis papierek. Zreszta kryzysy byly i przeszly.
-
matsuda napisała:
[quote]i]czy nie jest wam przykro, ze tzw partner nie
> chce wziąć z wami ślubu [/i][/quote]
A czemu zakładasz ze to
partner nie chce???
Nie znasz kobiet które nie chca?
--
-
nie mamy ślubu bo nie chcemy (ani ja, ani mój partner), całe
zamieszanie z przygotowaniami do ślubu wydaje nam się niepotrzebne,
tłumaczenie dlaczego cywilny, a nie kościelny, dlaczego obiad, a nie
wesele itp., itd., żyjemy w wolnym związku od 13 lat, ślub by nic
nie zmienił, mamy roczną córkę, wspólny majatek, a przede wszystkim
jest nam tak dobrze i wygodnie, a papierek nie jest nam do niczego
potrzebny.
-
> Poza tym tak sobie mysle, ze chyba jednak tu chodzi o niepsucie stanu
> istniejacego.
A mnie tylko zastanawia czemu na przykład ślub cywilny miał by coś zepsuć?
Odnośnie samej uroczystości przecież można to zrobić w tajemnicy przed rodziną
--
Gorillaz
-
> A mnie tylko zastanawia czemu na przykład ślub cywilny miał by coś zepsuć?
> Odnośnie samej uroczystości przecież można to zrobić w tajemnicy przed rodziną
>
Nie no moze nie zepsuc, ale co by mial poprawic? Byloby po prostu na pewno duzo
zalatwiania, bo to sprawa "miedzynarodowa", i nie chce nam sie ot tak sobie sie
w to ladowac. Kryc sie przed rodzina tez nie chcemy, bo to nie chodzi o jakas
paranoje

Ale dla rozrywki i integracji to mozna zrobic inna impreze rodzinna.
Innymi slowy - duzo zamieszania, a korzysci jako takich nie widac
-
bo tzw partner nie chce wziac z wami slubu,
ja po szesciu latach w tzw konkubinacie wzielam slub,
zaluje, kilka dni zmarnowanych.
--
-
a ja uwazam ze slub i wesele to jest cos co przezywa sie raz w zyciu
i musi byc tak jak to sobie wymarzylam a skoro mnie na to nie stac a
dobrze jest tak jak jest to po co?nic na sile. czy papierek cos
zmienia? jezeli sie nie ulozy to sie pakujesz wychodzisz a nie
chodzisz po sadach i prosisz o rozwod.
-
Dzięki za odpowiedz

Ciekawość zaspokojona. My też się kiedyś zastanawialiśmy
i mimo że ślub nic niby nie zmienia to prawnie jednak wiele.
--
Gorillaz
-
Bo każdy żyje tak jak chce i nikomu nic do tego.
Kurde znów jakiś test mi kazało rozwiązywać. Trzeba uważać bo znów mnie
zabanują. Uczciwego człowieka banują a różne mendy po forum się szlajają.
--
Wyglądam tak -
oczy wylupiasto wyszly na wierzch z wysilku, sapie jak stary
parowoz, nozdrza jej sie ruszaja jak u konia, serce bije 150 na
minute i spocila sie pod pachami i pachwinami.
-
... bo mamy do siebie na tyle zaufania, że ślubu nie potrzebujemy do wszelakich
formalności, wszystko da się załatwić w razie co u prawnika, tudzież notariusza,
a poddawanie się masowej histerii ślubnej nas nie jara, za to nie uleganie
systemowi jest zabawne... muszę powiedzieć, że wypowiadam się jako była
konkubina od roku żona ( po 9 ciu latach mieszkania ze sobą i trójce dzieci
Mając już porównanie z papierkiem lub bez, uważam, że nie ma różnicy, a cały akt
był bez sensu, choć dość zabawny, czyli chyba o przekonania indywidualne w całej
ożankowej sprawie chodzi i o rożne idea żywota ludzkiego.
--
Adulkowy Blog
"Dlatego nam jeden język i dwie uszy dano, iżby mniej mówiono, a więcej słuchano..."
-
i nie tzw partner tylko PARTNER, bo żeby żyć ze sobą tyle lat z własnej nie
przymuszonej woli i bez obwarowanej aktami prawnymi "umowy" trzeba być
Partnerami, anie tylko się nimi nazywać, jak to w wielu związkach małżeński i
poza bywa.
--
Adulkowy Blog
"Dlatego nam jeden język i dwie uszy dano, iżby mniej mówiono, a więcej słuchano..."
-
no i czy nie jest wam przykro,
ze tzw partner nie
> chce wziąć z wami ślubu tylko woli wolny związek. a tak pytam-nic więcej.
Muszę zapytać mojego niemęża, czy jest jemu przykro, że nie chcę wziąć z nim
ślubu

Nie jest mi przykro absolutnie. Z góry zakładasz, że to partner nie
chce wziąć ślubu ?? Pewnie więcej z nas kobiet nie chce tego ślubu niż mężczyzn.
-
Jestem akurat mężatką, bo tak jakoś, ale kompletnie mnie nie dziwi, że ktoś
wolali wolny związek. Nie rozumiem dlaczego trzeba sobie odpowiadać na pytanie
"dlaczego nie ślub?", tak jakby on był głównym odniesieniem w kontaktach
międzyludzkich.
--
Dlaczego mama ma zawsze rację?
-
> i nie tzw partner tylko PARTNER, bo żeby żyć ze sobą tyle lat z własnej nie
> przymuszonej woli i bez obwarowanej aktami prawnymi "umowy" trzeba być
> Partnerami, anie tylko się nimi nazywać, jak to w wielu związkach małżeński i
> poza bywa.
Strzal w dziesiatke. Chodzi o tresc, a nie o forme. Nie zeby forma nie mogla
miec tresci.
-
-
Ja slub juz bralam, cywilny i koscielny, miedzynarodowy, po 6 latach
wzielismy rownie miedzynarodowy rozwod

Z obecnym partnerem jakos
mi sie nie spieszy, bo slub nic do zwiazku nie wnosi naszym zdaniem,
ale jakby sie jakos romantycznie oswiadczyl, to kto wie

? Ale, ze
partner z bardzo rownouprawnionego kraju, to pewnie liczy, ze to ja
sie oswiadcze (zwlaszcza, ze ogolnie jest czlowiekiem
niezdecydowanym i to ja jestem dominujaca czescia naszego zwiazku).
A moja kobieca polska dusza oswiadczaniu sie mezczyznie mowi
stanowcze "nie". I tak to zyjemy sobie bez slubu i jest nam bardzo
dobrze
--
-
Nie wiem, gdzie mieszkacie, bo w Polsce jakieś korzyści jednak są.
Wspólne rozliczanie się małżonków.
Automatyczne wpisywanie danych w akt urodzenia dziecka - w przypadku związku
wolnego, jeśli się w czasie ciąży nie zgłosi, że tak ma być, rejestrować muszą
obydwoje rodzice, kolega męża zorientował się za późno i ciągał do USC swoją
dziewczynę kilka dni po cesarce.
Decydowanie wzajemne w sprawach medycznych (nie wiem, czy w Polsce istnieje
funkcja pełnomocnika medycznego?).
--
Cierpię, ale jeszcze mam nadzieję,
że przylecą piraci bombowcem
i bogatym zabiorą pieniądze,
a na pięknych założą pokrowce. (Kabaret Potem)
-
Za granica mieszkamy. Moze kiedys formalnosci beda nam potrzebne, na razie nie
sa. Poza tym jest masa zwiazkow "nieurzedowych" i nikt nawet okiem nie mrugnie...
-
To ja nie chce wziac slubu z nim, a nie on ze mna. A poza tym przed
czym konkretnie chroni mnie malzenstwo?
--
Powiedziałabym "Rób jak uważasz, kochanie" z miną "tylko
qrwa spróbuj".
by tris
Wiedzmowo
-
No, rzeczywiście, strasznie mi przykro, że mój partner nie chce
wziąć ze mną ślubu. Przysięgam, codziennie go o to błagam, a on "nie
i już". No już normalnie nie wiem, jakich mam użyć argumentów, on
ciągle swoje. Ja to bym wzięła ślub, jak każda normalna kobieta,
nie? W białej sukni z falbanami, z welonem, z ogromnym weselem na
200 osób, tortem, kwiatami, orkiestrą i takimi tam, fajne są wesela,
uwieeelbiam! Można się we wsi pokazać i w ogóle. A on nie chce się
ze mną żenić, cham i prostak jeden, no.
--
Lepszy cellulit w garści, niż silikon w telewizorze (bash)
-
Do slubu cywilnego potrzeba 5 osób. Dokładnie tyle było u mnie na
slubie.
-
Żona brzmi ładniej nią partnerka czy konkubina

a i prawo po
stronie żony jest.
-
Fantastyczne! Jak mozna było sie spodziewać, partnerzy emam na ślub nalegają, a
one "nie!". ewentualnie dochodza do konsensusu. bo jakże tak? to byłoby mało
postępowe, gdyby ona chciała, a on "nie!", lub "nie wiem..."
Też żyłam w konkubinacie kilka lat. bo nowocześnie było. ale jak zaczęły
pojawiac sie dzieci, przestałam byc nowoczesna. obecnie on jest nowoczesnym
singlem, a ja stara panna z dwójka dzieci
no i czy nie jest wam przykro, ze tzw partner nie
> chce wziąć z wami ślubu tylko woli wolny związek.
czy było mi przykro? bardzo.
--
www.youtube.com/watch?v=xfDZ7SBdYQQ
-
Jakiego cud kota masz w podpisie
-
W PL tak.
Nie kazdy partner nie chce wziac slubu, wiele osob tak wlasnie chce zyc. Nie
kazdemu do szczescia jest potrzebny slub.
-
> Do slubu cywilnego potrzeba 5 osób. Dokładnie tyle było u mnie na
> slubie.
No dobrze, tylko co ten slub daje w ogole? Tak po papierek to mozemy isc sami i
w dzinsach, swiadkow zgarnac z ulicy, tylko wlasnie papierka nam nie trzeba.
-
Wlasnie dla mnie jednym z argumentow przeciw jest to, ze musialabym go
przedstawiac "my husband". A on mnie "my wife". Brrrrr. Polskie nie lepsze
zreszta... jeszcze ten nieszczesny "malz"!
-
-
To było tak apropos tych korowodów rodzinnych ze obiady, że ciocia
Stasia i takie tam.
W Polsce akurat papierek się czasem przydaje
-
W PL? tak realnie?
– z automatu wspólność majątkową, można też wprowadzić sobie umownie inny ustrój,
– ustawowe dziedziczenie w I grupie, zwolnienie z podatku spadkowego - wiem, że
o śmierci się nie myśli, ale jednak,
– możliwość wspólnego rozliczania się z fiskusem,
– domniemanie pochodzenia dziecka od męża matki - skraca papierologię przy
rejestracji noworodka.
No i w gruncie rzeczy, jeśli chodzi o sprawy podstawowe, to tyle.
Z drugiej strony pozostając w wolnym związku z dziećmi mamy:
– możliwość rozliczania się jednego z rodziców z dzieckiem/dziećmi - może się
opłacać bardziej niż wspólne rozliczanie, zwłaszcza przy dużej dysproporcji
dochodów,
– do niedawna jeszcze pierwszeństwo w przyjmowaniu do publicznego żłóbka lub
przedszkola - na wagę złota.
-
a ja stara panna z dwójka dzieci
Moglabys byc rozwodka z dwojka dzieci.
W spoleczenstwie polskim caly czas pokutuje stereotyp, ze slub daje gwarancje
trwalosci zwiazku, a niby dlaczego? Nawet jesli kryzys w malzenstwie doprowadza
juz jedna strone do decyzji o rozwodzie ta druga mowi ''ja ci rozwodu nie dam'',
tyle ze to sad decyduje kierujac sie tym ze jesli jedna strona domaga sie go
bezwzglednie to go udziela, owszem po drodze sa pertraktacje, czas do
przemyslen, komplikacje z powodu dzieci, ale i tak do tego dochodzi.
Inny stereotyp to okreslania ''stara panna'', ''stary kawaler'',
''rozwodnik/a'', konkubent/ina'' i cala masa gotowych opinii i to nie
najlepszych brrrr okropne, pozniej jeszcze dochodza nieslubne dzieci czyli
bekarty i dokuczanie im przez inne dzieci, tyle ze dzieci to przekazniki tego co
wychodzi od ich prawych rodzicow. Koszmar.
A jesli kobiety czuja ze im przykro bo facet nie chce to nie musza z nim byc,
mozna znalesc zobie takiego, ktory slub wezmie.
-
> Wlasnie dla mnie jednym z argumentow przeciw jest to, ze musialabym go
> przedstawiac "my husband". A on mnie "my wife". Brrrrr.
E tam, szukasz dziury w całym

Po angielsku narzeczona za to brzmi świetnie
--
Gorillaz
-
No ale wlasnie ja nie jestem w PL. Ewentualnie ze wspolnego rozliczania podatku
moglibysmy skorzystac, ale akurat aktualnie nic nam to nie daje. Papierologia
wszelaka inna jest mocno ograniczona. Wspolnoty majatkowej i tak pewnie bysmy
nie mieli z innych przyczyn. Swiadczenia na dzieci bez roznicy, wrecz bardziej
sie oplaca byc samotna matka, gdybym chciala/musiala kiedys zyc ze swiadczen.
Jesli cos sie kiedys zmieni, to zawsze w dzinsach mozemy po papierek skoczyc,
ale autorce watku chyba nie o to chodzi, tylko o ceremonialy standardowe.
-
> E tam, szukasz dziury w całym

Po angielsku narzeczona za to brzmi świetnie :
> )
Ja osobiscie zdecydowanie wole... Szczegolnie od "husbanda"
-
No ja też. To nie była ironia
--
Gorillaz
-
No bo wlasnie to zalezy, na czym komu zalezy.
Potwierdzac swojego zwiazku przed soba nawzajem nie musimy, potwierdzamy go
codziennie, mysla slowem i czynem ze tak powiem.
Mozemy wziac slub piecioosobowy dla formalnosci chocby jutro, tylko po co, skoro
nic nam to nie daje.
Mozemy podejsc do tego jako imprezy rodzinno-tradycyjno-integracyjnej, tak dla
przyjemnosci. Tylko jesli wiem, ze musielibysmy ja zorganizowac calkowicie
zdalnie, a rodzina w dodatku zamiast sie cieszyc z okazji do integracji zaczyna
marudzic i wymyslac kontrscenariusze (trzy razy wiecej gosci! a co z muzyka! kto
wam na popoludniowy obiad przyjedzie!) to w sumie tez nie ma po co.
Slub koscielny i weselisko odpada bo tak.
No i tak sie radosnie tarzamy w grzechu
-
Jezeli mialabym wziac slub to tylko koscielny, bo marzy mi sie od
niedawna jakas odjechana suknia slubna-tylko slub mi sie nie marzy
Co do przykrosci, to juz nalezy zapytac mojego partnera, bo to ja
nie chce brac slubu....ale nie wyglada na zmartwionego jakos
szczegolnie.
--
Maryjka
-
A ja po prostu się boję... Moi rodzice po rozwodzie, gdzie sie nie obejrze
ludzie się rozwodzą a ja nie chce się rozwodzic dlatego nie mamy ślubu. 3
miesiace temu urodził się nasz synek i na razie to jest jedyny argument za
slubem w przyszłosci (formalnosci prawno-urzedowe zwiazane z dzieckiem). Powoli
zaczynam się nad tym zastanawiac ale jeszcze nie jestem gotowa.
--
Każdy Polak jest lekarzem i politykiem, nawet bez stosownego ku temu
wykształcenia, ale zawsze wie lepiej i wiecej niz Ci właściwi w tych zawodach.
Moje ŻYCIE zaczęło się 2.11.2009- Marcel (w życiu płodowym zwany Grochem)
-
Spodziewalas sie innych odpowiedzi? bo ja nie.
A smutna prawda jest taka, ze facet nie kwapi sie z pierscionkiem.
Trzeba wiec zrobic dobra mine i udawac, ze sie jest takim
nowoczesnym i wyzwolonym

.
-
A ja mam pierscionek, i co z tego? Ladny jest i tyle.
-
Mamy setki wymówek, mogę kilka przytoczyć: ślub jest drogi, a takie "byle co na 5 osób" w rodzinie nie przejdzie i się obrażą; po co zmieniać cokolwiek skoro jest tak dobrze; jesteśmy fajni i postępowi; walczymy z systemem, evviva la resistance... itd
A prawda jest taka, że on się boi bo w jego rodzinie małżeństwa nie wychodzą, a ja nie umiem skutecznie odseparować się od mamusi...
... hmm to nie brzmi za dobrze

Dlatego na pytanie "dlaczego nie bierzecie ślubu?" odpowiadam "bo miłości nie psuje się małżeństwem tak jak smaku kawy mlekiem".
PS. piję białą
-
> A smutna prawda jest taka, ze facet nie kwapi sie z pierscionkiem.
> Trzeba wiec zrobic dobra mine i udawac, ze sie jest takim
> nowoczesnym i wyzwolonym

.
pierścionek i oświadczyny przyjęłam 4 lata temu. nigdy nie myślałam w kontekście
"o jaka jestem nowoczesna, konkubinaty sa teraz takie trendy" . raczej po prostu
nie chce mi się urządzać wesela.
--
nie lubię pustych głów, pustych słów i pustych butelek
-
Bo mi się nie chce papierów do urzędu zawozić. Nie cierpię urzędów. Samochodu
też nie chce mi się zmieniać, jak pomyślę, że trzeba go zarejestrować ;D I nie
jest mi przykro, że partner nie chce wziąć ze mną ślubu, bo tak nie jest. On
nawet chciał, jak w ciążę zaszłam, ale mi się nie chciało. A teraz oboje nie
chcemy. Jesteśmy ze sobą 16 lat. Wspólne konto, wspólne mieszkanie, wspólny
samochód, wspólne dziecko. Jak do tej pory papierek nie był nam do niczego
potrzebny. Jak będzie, to się pewnie przespacerujemy do USC. Jak nam się będzie
chciało.
--
Życie jest często twarde, od Ciebie zależy,
czy Cię zetrze na proszek, czy wypoleruje.
Nasza Natasza
-
Nie ma 'wolnych' związków - są związki NIEFORMALNE.
A w kwestii przykrości to do mojego nie-męża
--
Uzależnienie
-
no i czy nie jest wam przykro, ze tzw partner nie
> chce wziąć z wami ślubu tylko woli wolny związek.
a moze to partner chce a one nie? a zapytalas faktycznie zupelnie nie
oceniajaco ten dobor slow hę hę
--
opsesyjna.blox.pl/html
przez pierwsze dwa lata uczysz dzieci chodzić i mówić a przez
następne szesnaście lat marzysz o tym żeby usiadły spokojnie i się
zamknęły
-
bo slub bierze sie szybciej niz rozwod...
hehe..
pozyjesz troche to sie sama przekonasz (oby nie!)
ja nie chce przechodzic przez to drugi raz, uwazam, ze ten papierek
wszystko psuje.
ludziom sie wydaje ze po podpisaniu papierka maja wszystko zaklepane
i nie musza sie starac.
no wlasnie...
--
Michalek
12.07.07 godz.10.15
4,04 kg i 61 cm
daje czadu!!!
-
Niestety w tym kraju ślub się przydaje. W wypadku choroby partnera/partnerki w
szpitalu często nie ma tłumaczenia "Jesteśmy ze sobą 10 lat". Nie masz papierka
= jesteś obcy/obca = nie masz dostępu do informacji o stanie zdrowia, leczeniu
itp. Sama jestem teraz w takiej sytuacji i zastanawiam sie, czy nie wziac na
szybko slubu w pięcioosobowym składzie jak wyżej wspomniany, bo niestety nie
wszyscy wierzą na słowo, jak próbuje ściemnić, że jestem żoną
-
Bo się nie chce, tyle załatwiania. 14 lat minęło. Dziecko ma moje nazwisko - X, w szkole do ojca dziecka zwracają się "panie X"

.
Może jak spiszę listę kawałków muzycznych, które chciałabym żeby zabrzmiały na weselu i uzyskam pozwolenie na ich odtwarzanie(żadnych kapel weselnych) i jeszcze kupię suknię, która mi się podoba to może coś pomyślę. Jak widać żadnych poważnych powodów nie ma. A zapisy prawne można zrobić(szpital,spadek, poczta, odbiór wyników itp.) Może luz mój wynika ze zbyt małego przywiązania do tradycji, albo z zupełnego braku lęku, że mój wybrany odejdzie.A jak sobie zechce odejść niech odchodzi - takie życie.
(...)
Jeśli zechcesz odejść - odejdź
Jeśli zechcesz - wróć
Nic się przecież w nas
Nie zmieni przez te dni
Wciąż tak samo serca będzie
Czas tęsknotą truć
Świat jak był zostanie
Zły
(...)
Ten utwór też zamawiam na wesele
-
bo miłość jest nasza a państwu NIC do tego
-
Od ochrony mojej ukochanej jestem ja, a nie prawo.
--
"Jestem tu po to, by przeciwstawić się wstrętnym pederastom." Roman Giertych
-
Bo tak wolimy...i skad wniosek,ze to partner nie chce slubu???Przykre jest
rozumowanie,ze kazda kobieta marzy o slubie.
Prawo stoi po stronie zony???...A co jesli zona/konkubina jest
samodzielna(zarabia dobrze,ma wlasna chalupe itp)???Skad takie przekonania,ze
kobita musi byc zalezna od faceta i brac slub bo inaczej on ja z gola d...
zostawi???
Mysle,ze jak facet jest na pewnym poziomi(po nizej ktorego ja nie zejde) to czy
maz czy nie maz to raczej z torbami nie pusci i na dzieci bedzie lozyl.
A odpowiadajac na pytanie:Bo nic to nie zmieni...ani nie poprawi anie nie
pogorszy.Bo ciarki mam na mysl o przygotowaniach slubno weselnych.Bo nie mam
chrapki na cudza kase...Bo naprawde...szczerze...nie mam potrzeby mowienia o
kims moj maz.Nie zeby mi to przeszkadzalo...rozumiem kobiety ktorym to
odpowiada...mi nie.
-
asia_i_p napisała:
> Nie wiem, gdzie mieszkacie, bo w Polsce jakieś korzyści jednak są.
> Wspólne rozliczanie się małżonków.
> Automatyczne wpisywanie danych w akt urodzenia dziecka - w przypadku związku
> wolnego, jeśli się w czasie ciąży nie zgłosi, że tak ma być, rejestrować muszą
> obydwoje rodzice, kolega męża zorientował się za późno i ciągał do USC swoją
> dziewczynę kilka dni po cesarce.
> Decydowanie wzajemne w sprawach medycznych (nie wiem, czy w Polsce istnieje
> funkcja pełnomocnika medycznego?).
Czy ta wygodniejsza rejestracja dziecka to az tak wazny powod???
wspolne rozliczanie...hmm...to zalezy od zarobkow
decydowanie w sprawach madycznych...kilka zlotych,pare minut i mamy notarjalne
upowaznienia...
wszystko da sie zalatwic...dla jednych to wygoda dla innych nie.
Moze pozwolmy ludziom zyc jak chca.
-
madzior87 napisała:
> Niestety w tym kraju ślub się przydaje. W wypadku choroby partnera/partnerki w
> szpitalu często nie ma tłumaczenia "Jesteśmy ze sobą 10 lat". Nie masz papierka
> = jesteś obcy/obca = nie masz dostępu do informacji o stanie zdrowia, leczeniu
> itp. Sama jestem teraz w takiej sytuacji i zastanawiam sie, czy nie wziac na
> szybko slubu w pięcioosobowym składzie jak wyżej wspomniany, bo niestety nie
> wszyscy wierzą na słowo, jak próbuje ściemnić, że jestem żoną
A ktos ci kazal akt slubu przedstawiac w szpitalu???Kwestia przytomnosci umyslu
...powiedzialam raz ze jestem zona i bez problemu...drugi raz ze siostra i tez
bylo ok.w pl nikt tego nie sprawda...malzonkowie moga miec rozne nazwiska i nikt
im nie kaze aktu slubu przynosic.
I zeby bylo jasne...nie naklaniam do sciemniania...podaje tylko przyklad ze sie da
-
Bo "żona" to jedno z bardziej znanych mi aseksualnych słów
reasumując - never more
--
give me the words / that tell me nothing / give me the words / that tell me everything
-
Niech każdy żyje jak mu wygodnie. I nie ma sensu deprecjonować którąkolwiek z
opcji/wyborów życiowych. Jestem mężatką bo tak chcieliśmy i
wspólnie
zdecydowaliśmy. I nie podoba mi się gdy ktoś kpi z "mojej" białej sukni czy
wesela. Chociaż nie powinnam się przejmować, bo takimi wpisami same wystawiają
sobie świadectwo. To moja sprawa i innym wara od tego.
Szanuję ludzi, którzy żyją bez "papierka". Mam wielu takich znajomych. Są
rewelacyjnymi ludźmi, którzy się kochają. To ich wybór i nic mi do tego dlaczego
nie mają ślubu.
--
Lena 24-02-2009
Szymon 26-07-2004
-
teraz dopiero zauwazylam...Nikt sie nie pyta dlaczego bierzecie slub???Bo to
takie oczywiste...hmm...To dlaczego sa pytania dlaczego nie macie slubu???
Qrde a moze tak troche tolerancji...ja nie mam ale jak kolezanki sa w 7 niebie
bo biora to sie ciesze razem z nimi...Bo szanuje ich poglady...
Dlaczego nikt nie zauwazyl,ze jak nie maja slubu to moze tak chca...bo tak...bez
zbednych tlumaczen.
-
Mam 29 lat, NIGDY nie marzylam o slubie, bialej sukience, welonie i takich tam
bzdetach...
Nie wyobrazam sobie siebie w roli panny mlodej.
Jestem w fajnym zwiazku od 13 lat, mieszkamy razem od 5 lat, jest dobrze

Nie
potrzebuje slubu do szczescia. Szkoda mojej/naszej energii na zalatwianie
jakichs zaproszen, babranie sie w sukienkach, garniturach, szukanie sali. Szkoda
mi kasy, wole pojechac do Indii i Nepalu

Zapewne jak zachce nam sie kiedys
potomka to wezmiemy cywilny by dzieciakowi zycia w Polsce nie komplikowac.
-
Nie mam żadnego parcia na małżeństwo. A daje ono wieksze prawa nie tylko żonom
ale i mężom. Jestem bogatsza od mojego faceta, ślub by pogorszył moją sytuację.
--
Kot zjadł mi sygnaturkę

((
demotywatory.pl/1495/Abstynencja-seksualna
-
Nie pomyślałam o tym,że ma być mi przykro,po prostu nie myślałam o
ślubie.Mój partner był żonaty 12 lat i raczej o ślubie tez nie
mysli.Chyba,że nam po prostu kiedyś wpadnie do głowy wziąć
ślub..Mieszkamy w Hiszpanii,znajomi Polacy wiedzą,że nie jestesmy
małżeństwem,mamy dziecko,itd.Do znajomych Hiszpanów mówię o moim
partnerze-mi marido-po hiszpańsku tak właśnie brzmi ten nieszczęsny
polski mąż...A do papierkowych spraw akt małżeński nie jest
potrzebny,pozdrawiam
-
(formalnosci prawno-urzedowe zwiazane z dzieckiem
A konkretnie to jakie formalnosci?
-
Pewnie chodzi o to, że do USC przy rejestracji muszą się stawić i matka, i
ojciec. A da się to wcześniej jakoś załatwić, żeby tylko ojciec mógł iść i
dziecko zarejestrować?
-
To jest jakis wydumany problem.Na rejestracje jest bodajze 2
tygodnie, nie trwa niewiadomo ile, po prostu sie jedzie/idzie,
rejestruje i po wszystkim.Gdzie tu jakas uciazliwosc jest?
-
nie chodzi o rejestracje bo to juz za nami (wystarcz uzac ojcostwo
nienarodzonego dziecka aby sam ojciec potem rejestrował), ale chodzi o pózniejsz
sprawy, np inne nazwiska moje i dziecka i faceta, potem takie jak wspolnota
majatkowa, wspolne rozliczenia PIT, no i to ze w prawnego punktu widzenia ojciec
mojego dziecka jest dla mnie obca osoba - np nie moze podjac decyzji o mnie jak
ja leze nieprzytomna w szpitalu...
--
Każdy Polak jest lekarzem i politykiem, nawet bez stosownego ku temu
wykształcenia, ale zawsze wie lepiej i wiecej niz Ci właściwi w tych zawodach.
Moje ŻYCIE zaczęło się 2.11.2009- Marcel (w życiu płodowym zwany Grochem)
-
jaka każda, co za uogólnienia, nie marzę o małżeństwie
-
Jak widać, wzięłaś ślub i uważasz się za najmądrzejszą. A nie
przyszła Ci do głowy myśl (?!), że ja nie chcę ślubu, żadnego -
cywilnego ani innego, ponieważ nie mam takiej potrzeby. Tak
odpowiadam.
-
Związek bez ślubu oznacza w/g mnie brak zaufania do siebie.
--
Mundus vult decipi, ergo decipiatur
-
> Związek bez ślubu oznacza w/g mnie brak zaufania do siebie.
Wlasnie oznacza maksymalne zaufanie, bez naciskow z zewnatrz.
-
bo żyjąc jako konkubinat ma się o wiele więcej formalności i papierologii niż
jako małżeństwo, chociażby fakt urodzenia dziecka pozamałżeńskiego to dużo
więcej formalności w USC, nabycie czegoś wspólnie (np. nieruchomości, samochodu)
też jest bardziej skomplikowane niż w przypadku małżeństw, nie można korzystać z
ulg podatkowych czyli traci się pieniądze itp., itd. Dlatego jak jakaś para
żyjąca w wolnym związku się na to powołuje, to wiem że to nieprawda, zwykła
wymówka a prawdziwy powód jest zupełnie inny. Najczęściej taki, że jedna strona
(nieważne czy to facet czy kobieta) jest silniejszy ekonomicznie i nie chce się
dzielić majątkiem w momencie rozstania albo jedno z partnerów nie jest ciągle
pewne czy to już na pewno właściwy człowiek do małżeństwa jest. Wszelkie inne
tłumaczenia typu: urządzanie wesela jest kosztowne i męczące (pobrać się można
bez wesela, wystarczy 20 minut w urzędzie nawet bez żadnych przygotowań albo
naprawdę minimalne typu kupno nowych ubrań), nie mamy czasu (patrz wyżej), ślub
wszystko zepsuje (a skąd to wiecie i dlaczego to takie pewne?), jesteśmy przeciw
biurokracji (czy zeznań podatkowych nie składacie? pracujecie na czarno czy
jednak z umową o pracę? to też biurokracja) są nie warte polemiki bo i tak
wszyscy wiedzą że nie o to chodzi. Mnie osobiście żal osób latami tkwiących w
takich związkach i często jeszcze dostających kopa po latach od partnera, który
zapewniał że kocha i będzie kochać i to jest najważniejsze a oni mu uwierzyli.
Ale też sami sobie są winni, sami być może latami okłamywali się, że są
nowocześni i wyluzowani, że ślub im nie potrzebny a potem dostali po głowie.
Dotyczy to zwłaszcza kobiet, które zestarzały się w konkubinatach i zostają same
z mizernymi szansami na nowego partnera, bo wiek, bo uroda nie ta ... Rozwódce
to wszyscy przynajmniej współczują a z porzuconej konkubiny wszyscy się skrycie
śmieją niestety.
-
bo slub to faktycznie tylko papierek.
Nic wiecej.
a jednak zmienia sposob widzenia swiata.
ja nie chce zmieniac.
papierek niczego nie zalatwia, niczego nie daje i niczego nie wnosi.
to jest cos co robimy dla innych (mama, tata, pani w urzedzie,
ksiadz) nie dla siebie.
robimy to po to by inni wiedzieli ze to my stanowimy te czastke
spoleczenstwa - ulamek rodziny.
taka prawda.
Gloryfikacja malzenstwa - to tez przejaw tlumaczenie sie " dlaczego
tak"
przeciez nie trzeba tlumaczyc...
prawda?
--
Michalek
12.07.07 godz.10.15
4,04 kg i 61 cm
daje czadu!!!
-
Żyliśmy w konkubinacie -naście lat, zanim zdecydowaliśmy się na ślub.
Rzeczywiście ślub wszystko zmienia, jeśli jest co zmienić - na lepsze. Była to
wyraźnie cezura dorosłości w naszym związku, dojrzeliśmy, wzięliśmy wreszcie za
siebie i za "nas" pełną odpowiedzialność. A nie było łatwo, kiedy temat wypłynął
do obojgu nas dotarła waga problemu i zaczęło się trzęsienie ziemi - łącznie z
rozstaniem i wyprowadzkami.
Argumenty typu "papierki, kłopoty" też traktuję z dystansem, być może dlatego,
że kiedyś używałam ich do upadłego.
-
otojatu napisała:
> Związek bez ślubu oznacza w/g mnie brak zaufania do siebie.
a nie pomyslalas ze jest dokladnie na odwrot?
ile trzeba sily by kazdym dniem pokazywac, ze jestem tu poniewaz tego
chce?
odejscie jest bardzo proste.
moge wyjsc i nie wrocic o kazdej porze.
i w dzien i w nocy i nic mnie nie zatrzyma a jednak tego nie robie.
dlaczego? bo chce tu byc, z nim.
proste?
--
Michalek
12.07.07 godz.10.15
4,04 kg i 61 cm
daje czadu!!!
-
Uważam, że po dwóch ślubach, trzeci byłby w moim wieku niestosowny.
Uważam ponadto subiektywnie, że panowie po ślubie się psują i
przestają starać.
Również subiektywnie uważam, że jestem dostatecznie stara aby
pozwolić sobie na konkubinat.
Zabezpieczona finansowo i lokalowo jestem lepiej od aktualnego
partnera więc w żaden sposób na kasie nie stracę.
W razie dzieciątka wg. prawa jestem samotną pracującą matką dwójki
dzieci, co oznacza punkty przy przyjęciu do żłobka i przedszkola,
rozliczać się z podatku mogę z dzieckiem.
-
do tego dochodzą jeszcze kwestie związane z władzą rodzicielską nad wspólnymi
niemałżeńskimi dziećmi, zabezpieczenie przyszłości, dziedziczenie tylko
testamentowe czy jednak papier, stres w szpitalach, itp. Mój kolega żyjący 12
lat w nieformalnym związku miał wypadek drogowy, po którym zapadł w śpiączkę, w
której tkwi już 2 rok. W tym czasie jego rodzice wyrzucili konkubinę z córką z
mieszkania (formalnie należącego do niego, ale spłacanego wspólnie z konkubiną
przez te wspólne 12 lat), bo jej nigdy nie zaakceptowali i przecież to nie żona
- wszystko w majestacie prawa, oni też decydują o terapii, o możliwości
odwiedzin, o pozostałym majątku, oni dostali pieniądze z polisy
ubezpieczeniowej. Mnie taki przypadek przekonuje do tego aby jednak złożyć
podpis pod stosownymi dokumentami i zabezpieczyć kogoś, kogo się kocha przed
takimi zdarzeniami i paradoksalnie - prawem.
-
tangerka napisał:
[..]Mnie osobiście żal osób latami tkwiących w
> takich związkach i często jeszcze dostających kopa po latach od
partnera, który
> zapewniał że kocha i będzie kochać i to jest najważniejsze a oni mu
uwierzyli.
piszesz tak jakbys wierzyla, ze slub zalatwi wszystko.
Ze wystarczy wziasc slub, pobrac sie i juz happy end w zyciu.
przeciez wiesz, ze to nieprawda.
znam co najmniej kilka rodzin ktore rozwiodly sie dokladnie na
starosc - ja tego nie rozumiem, przezyli ze soba 20, 30 lat i ... no
i sie rozeszli.
nie ma przepisu na zycie dla wszystkich.
nie istnieje cos takiego.
jednym pasuje biala suknia i zludzenie, ze to juz : mam swoje
szczescie.
MNie nie pasuje.
ja stracilam te naiwnosc i wiare.
no i tyle
patrze na przygotowania slubne faktycznie jak na robote ktora trzeba
odwalic.
jezeli tak o tym mysle - no to znaczy ze slubu nie bedzie.
bo slub to ma byc przyjemnosc, radosc a nie robota do odwalenia.
i jeszcze tyle kasy tylko po to by 2max 3 dni spedzic w tlumie ludzi,
prawie mi obcych, dawno nie widzianych cioc.
eee...nie wmowisz mi, ze to sa miod
przerabialam to.
nic z tego.
--
Michalek
12.07.07 godz.10.15
4,04 kg i 61 cm
daje czadu!!!
-
co wy z tą rejestracją w USC. Ja 5 lat temu rejestrowałem córkę jak moja druga
połówka dochodziła do siebie po cesarce i żadnych zaświadczeń nie potrzebowałem.
Kornelia ma moje nazwisko bo tak wcześniej ustaliliśmy.
PS. Razem już 12 lat a o ślubie rozmawialiśmy może kilka razy - czysto teoretycznie.
-
> bo slub to faktycznie tylko papierek.
> Nic wiecej.
fakt- papierek jeden a ty, jako konkubina- tych papierkow
musisz zebrac caly stos, bo w razie rozwodu jestes gola i
wesola , zonie to chociaz alimenty przysluguja, jezeli nie ma
wlasnych zrodel utrzymania, jezeli rozwod z orzeczniem o winie- a
ty dostaniesz 300 zl na dziecko
-
Nie chciałam ślubu ja,z facetem byłam 5lat...na początku wszystko
super ale dobrze nam było bez ślubu.Niedawno się wszystko rozwaliło
i co?musiałabym przechodzic przez katusze rozwodu itp.A tak
powiedziałam "dziękuje" i mam spokuj.
Ja tam nie musze mieć papierka dla kogoś,żeby coś udowodnić albo
tylko dlatego że tak wypada bezsensu.
--
fotoforum.gazeta.pl/5,2,sabka22.html
-
matsuda napisała:
> ciekawi mnie dlaczego nie macie choćby ślubu cywilnego?
Bo chcemy założyć rodzinę, kiedy będziemy mogli samodzielnie o nią zadbać.
Pozdrawiam, jestem w związku nieformalnym ósmy rok.
--
II. Należy kochać Bogów, bo to oczyszcza serce. (Herbert)
-
asia_i_p napisała:
> kolega męża zorientował się za późno i ciągał do USC swoją
> dziewczynę kilka dni po cesarce.
Sadysta. Miał na to 14 dni.
--
Nawet dwoje ciekawych ludzi może się nudzić w swoim towarzystwie, jeżeli nie są oni ciekawi siebie.
ich4pory.blogspot.com
-
A jakichż to formalności w USC jest dużo więcej? Pamiętam tylko jedną wizytę przy rejestracji dziecka. Urzędniczka zapytała czyje nazwisko ma nosić dziecko i już, po sprawie. Więc o co chodzi?
A w małżeństwie kobiety się nie starzeją i nie zostają same? A przecież przysięgał. I czemuż to porzucona konkubina zasługuje tylko na skryty śmiech innych a rozwódka na współczucie? Czym różni się ich los? To już nie te czasy. Małżeństwo nie jest jedynym słusznym modelem życia pary. Nie jest tak, że w nieformalnym związku żyją tylko osoby z którymi nikt nie chciał, nie mógł czy co tam jeszcze wziąć ślubu.
-
I wiemy,że ochrona żony w małżeństwie jest czysto teoretyczna. W
praktyce to ona ponosi konsekwencje rozstania i to ona najgorzej
przechodzi sprawy sądowe. Większość kobiet w takiej sytuacji leci na
psychotropach,choć mało która się do tego przyznaje otwarcie.
W dzisiejszych czach małżeństwo formalne tylko może przynosić
korzyści ale chyba tylko w sferze majątkowej/podatkowej. Jeśli
zdecydowałabym się na ślub to tylko nieformalny. Katoliczką nie
jestem, więc zostałoby się zwykłe przyjęcie rodzinne i dla bliższych
znajomych.
Czy na dłuższą metę można żyć bez papierka? Myślę,że można. Obrączka
daje złudne poczucie bezpieczeństwa. Niejedna para się na tym
przejechała.
Poza tym jeszcze jedna uwaga. Jeśli jedno z partnerów chce ślubu,a
drugie kategroycznie nie - to spawa jest poważna. Raz, nie powinno
się wymagać od kogoś gotowości do małżeństwa. Z drugiej strony jeśli
dla jednej ze stron związku tzw. "papier" jest ważny, druga powinna
to w miarę uszanować i szukać kompromisu. Co nie znaczy,że się
zgadzać na wszystko, zaraz po ślubie będzie "zróbmy sobie dziecko" a
potem "zróbmy sobie drugie" i okaże się,że to była pomyłka.
Nic na siłę, kotku. Nie warto spełniać swoich marzeń kosztem
szczęścia partnera.
--
Gangrena się wdaje jak nosisz
drobne w spodniach
i smyrają cię po nodze przez
dziurawą kieszeń
(c)rzeka.chaosu
-
Zyjemy bez slubu, bo:
1. on jest w trakcie rozwodu (juz 2 lata, brawo polski sad);
2. to sie, paradoksalnie, nie oplaca (podatki);
3. ja jestem po rozwodzie i nie bardzo mi sie chce jeszcze raz.
Mamy dziecko, rejestracja syna trwala 15 minut, a kwestia
oswiadczenia przed kierownikiem USC, ze to dziecko jest partnera to
sama przyjemnosc

lepiej tak, niz zaprzeczac ojcostwa dziecka
urodzonego w trwajacym formalnie malzenstwie, a ktore nie bylo jego
(zona ma potomka z kochankiem) - to juz za nami, ma postac przewodu
sadowego, kosztuje 700 zl razem z kosztami za kuratora i jest
masakrycznie malo przyjemne. Sama korzysc z bycia mezem

))
Posiadanie aktu malzenstwa nie wyznacza w zadnym stopniu
odpowiedzialnosci za partnera czy zaangazowania w milosc. Jakby
ludzie po slubie sie nie zdradzali, oszukiwali, kochali i mieli w d.
To po prostu forma umowy spolecznej, nie jest ani dobre ani zle.
Slub oplaca sie w jednym wypadku - ciagle jeszcze zona, jako
niepracujaca, niesutannie ma zadania finansowe i w jakiejs czesci
musza byc spelniane. Nic to, ze zdradzila itd. Takie prawo ;]
A nam jest dobrze. W szpitalu (syn urodzil sie za wczesnie) nikt nie
pytal partnera kim dla mnie jest, niczego nie musial okazywac,
odbieramy nawzajem swoja korespondencje i paczki, te mity o
notariuszach to jakies bzdety ;] reszte zalatwia testament i
rozdzielnosc majatkowa, ktora na szczescie partner uzyskal.
--
I'm trying to stay awake and remember my name
But everybody's changing and I don't feel the same
-
mam 2 dzieci, mój partner również 2. Gdybym umarła wcześniej od niego, on
dziedziczy mój majątek w 1/2 i w 1/2 moich 2 dzieci. Gdybym majątek przekazała
przed ślubem darowizną na rzecz dzieci lub sporządziła testament na rzecz
dzieci, partnerowi przysługuje z mocy prawa zachowek w wysokości 1/4 mojego
majątku, z drobnym ale... Do tego majątku wlicza się wszystkie darowizny
poczynione przed ślubem lub dziedziczenia testamentowe, czyli de facto dalej ma
połowę. Ja już wolę obdarować swoje dzieci, a on niech obdarowuje swoje.
-
"> odejscie jest bardzo proste.
> moge wyjsc i nie wrocic o kazdej porze.
> i w dzien i w nocy i nic mnie nie zatrzyma a jednak tego nie robie."
Sorry ale to co piszesz jest głupie.Małżeństwo porównujesz do aresztu domowego?
To forma jakiegoś szantażu emocjonalnego ?Mogę wyjść a nie wychodzę?
Jak dla mnie to chore.Nie sztuka żyć bez zalegalizowania całe życie...
To jak odrzucenie odpowiedzialności...
--
Mundus vult decipi, ergo decipiatur
-
zenia78 napisała:
>
> Czy ta wygodniejsza rejestracja dziecka to az tak wazny powod???
.....................................................................
..
> Moze pozwolmy ludziom zyc jak chca.
Świetny pomysł, dlatego asia_i_p też ma prawo do swojego zdania. To
działa w obie strony.
-
fakt- papierek
jeden a ty, jako konkubina- tych papierkow
> musisz zebrac caly stos, bo w razie rozwodu jestes
gola i
> wesola , zonie to chociaz alimenty przysluguja, jezeli nie ma
> wlasnych zrodel utrzymania, jezeli rozwod z orzeczniem o winie- a
> ty dostaniesz 300 zl na dziecko
U na wlasciwie wszystko nalezy do mnie, wiec nie przeraza mnie
materialny aspekt rozstania - na pewno nie pogorszylo by to mojego
standardu zycia.
--
Powiedziałabym "Rób jak uważasz, kochanie" z miną "tylko
qrwa spróbuj".
by tris
Wiedzmowo
-
> fakt- papierek jeden a ty, jako konkubina- tych papierkow
> musisz zebrac caly stos, bo w razie rozwodu jestes gola i
> wesola
Dlaczego? Mam pieniadze, nie sepie na partnerze ani on na mnie. Skad zalozenie,
ze to facet przynosi i dzierzy kase? Wiele o tobie mowi.
> zonie to chociaz alimenty przysluguja, jezeli nie ma
> wlasnych zrodel utrzymania, jezeli rozwod z orzeczniem o winie- a
> ty dostaniesz 300 zl na dziecko
Jeszcze trzeba nie miec wlasnych zrodel utrzymania.
-
> Sorry ale to co piszesz jest głupie.Małżeństwo porównujesz do aresztu domowego?
> To forma jakiegoś szantażu emocjonalnego ?Mogę wyjść a nie wychodzę?
>
> Jak dla mnie to chore.Nie sztuka żyć bez zalegalizowania całe życie...
>
> To jak odrzucenie odpowiedzialności...
Chyba cos ci sie pomieszalo. Jestesmy ze soba wlasnie dlatego, ze chcemy i
bierzemy odpowiedzialnosc za nasz zwiazek. Jest to odpowiedzialnosc tylko i
wylacznie nasza, a nie urzedu, Kosciola, rodziny, tradycji. Nie ma bata, a tylko
i wylacznie wlasne zobowiazanie i wolna wola.
-
> U na wlasciwie wszystko nalezy do mnie, wiec nie przeraza mnie
> materialny aspekt rozstania
ty jestes po prostu stroną silniejszą ekonomicznie , w
przypadku kobiet to ewenement
Z reguly to mezczyzni w zwiazku sa silniejsi ekonomicznie i to oni
nie chca sie zenic, a kobiety robia dobra mine do zlej gry
-
> Dlaczego? Mam pieniadze, nie sepie na partnerze ani on na mnie.
Skad zalozenie,
> ze to facet przynosi i dzierzy kase? Wiele o tobie mowi.
chodzi mi o dorobek w trakcie zwiazku- wy konkubenci na
wszystko musicie mie papier- na kazdy zakup. Jezeli na kwicie z
zakupu figuruje nazwisko partnera- w razie roztanie zostajecie w
skarpetach
-
ale po co robić jakiekolwiek przygotowania do ślubu czy wesela, kto każe wam,
dorosłym ludziom, robić coś takie? ja i mój małż raz poświęciliśmy 15 minut na
wizytę w USC celem ustalenia terminu i drugi raz 30 minut na samą ceremonię, po
której poszliśmy we czwórkę z naszymi świadkami na obiad w restauracji, ale
przecież nawet ten obiad nie jest konieczny, wówczas koszt całej operacji pod
tytułem ślub zajmuje wam góra półtorej godziny czasu i 100 (słownie: sto
złotych)! I gdzie tu trudność?
-
Ja też, przynajmniej teraz, jestem stroną silniejszą ekonomicznie
więc konkubinat w niczym mi nie szkodzi.
-
> chodzi mi o dorobek w trakcie zwiazku- wy konkubenci na
> wszystko musicie mie papier- na kazdy zakup. Jezeli na kwicie z
> zakupu figuruje nazwisko partnera- w razie roztanie zostajecie w
> skarpetach
Ale dlaczego na moich zakupach mialoby widniec nazwisko partnera? Na moich
zakupach widnieje moje, a na wspolnych dwa. Nikt nie zostaje w zadnych
skarpetach. Gdzie problem w ogole?