Wypadek w przedszkolu

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Opiszę Wam, co zdarzyło się w przedszkolu mojemu 4-latkowi.
    Dostaję telefon z przedszkola, że popchnięty przez kolegę upadł i
    przygryzł sobie język. Mocno krwawi, prośba (oczywista), żebym
    przyjechała.
    Jadę.
    Odbieram synka. Jedziemy do szpitala - język szyty (4 szwy) w
    krótkotrwałym uśpieniu, RTG główki pokazuje szczelinę
    (prawdopodobnie pęknięcie) na potylicy (upadek był do tyłu).
    Spędzamy 4 doby w szpitalu na obserwacji. Na szczęście nic
    niepokojącego się nie dzieje. Jesteśmy już w domu - tydzień spokoju
    w domku, żeby synek doszedł do siebie.
    Okoliczności zdarzenia:
    1. W grupie jest chłopiec, o którym wciąż słyszę (i inni rodzice) w
    kontekście nieporozumień. Wychowawczyni powiedziała mi, że od
    września to dziecko ma być już nie przyjęte do tego przedszkola.
    2. Dzieci są już na leżakach - syn i ten chłopiec idą do łazienki.
    Są tam tylko we dwóch (!!!) w piżamach i skarpetkach (!!!). Pani
    brak.
    3. Po upadku nie wezwano lekarza, pogotowia - nic. Zero wyobraźni -
    skoro język był mocno przecięty, to logiczne, że uderzenie w głowę
    było silne.
    4. Od momentu wyjścia z przedszkola do dziś nikt z przedszkola nie
    zadzwonił, nie zapytał, czy wszystko w porządku.

    Wybieramy się wkrótce do dyrektorki.

    Co myślicie o całej sytuacji? Jak byście się zachowały wobec
    przedszkola?

    Pozdrawiam.
    • 16.02.10, 19:29 Odpowiedz
      Mozesz zlozyc oficjalna skarge do dyrekcji (na pismie) z wyslaniem
      kopii listu do kuratorium, choc znajac polskie realia sprawa
      zostanie zamieciona pod dywan, a personel pewnie nie wyciagnie ze
      zdarzenia zadnych wnioskow sad , choc moze przynajmiej Tobie ulzy.
      Problemem nie jest ow chlopiec ( zreszta wywalic i pozbyc sie
      probolemu to najprostsze wyjscie sad( ), ale niekompetencja
      personelu, ktora nie zapewnila dzieciom bezpieczenstwa (wiedzac,
      jaki temperament ma ow chlopczyk, sprawca zdarzenia, pani powinna
      przewidziec sytuacje i nie zostawiac dzieci samych w lazience, nie
      mowiac o braku rutyn postepowania w razie zaistnialego wypadku).
      Zglosilas wypadek w firmie ubezpieczeniowej, gdzie dziecko jest
      ubezpieczone ? Zrob to koniecznie.
    • 16.02.10, 19:34 Odpowiedz
      To zupełnie niezrozumiałe, że w gdy zdarza się wypadek, nikt z
      przedszkola nie wzywa pogotowia, tylko czeka się na rodziców. Moja
      córka w przeddzień zakończenia przedszkola spadła z huśtawki raniąc
      się w twarz tuż koło oka (bardzo głębokie otarcie, opuchlizna). I
      nic. Czekano aż przyjadę.

      --
      Kuchnia Psa Kuby - Blog o gotowaniu
      • 16.02.10, 19:46 Odpowiedz
        No a co zrobiłoby pogotowie? Czekałoby na ciebie.
        Przedszkole zawiadamia rodziców o wypadku.
        Poza tym do toalety nauczyciel nie chodzi za dzieckiem bo cały dzień
        spedziłby w toalecie z kolejnym dzieckiem.
        • 17.02.10, 11:07 Odpowiedz
          co zrobiłoby pogotowie? zabrałoby dziecko do szpitala i na początek załżyłoby te
          4 szwy na język. Ponadto zrobiliby od razu prześwietlenie
          --
          Powiedziałabym "Rób jak uważasz, kochanie" z miną "tylko
          qrwa spróbuj" by tris
      • 16.02.10, 19:48 Odpowiedz
        Pogotowie nie może i tak nic zrobić bez zgody rodzica - dlatego
        własnie się czeka
        • 16.02.10, 19:52 Odpowiedz
          > Pogotowie nie może i tak nic zrobić bez zgody rodzica - dlatego
          > własnie się czeka

          a jak coś sie z dzieckiem niedobrego będzie działo a rodzic nie zjawi się w
          mgnieniu oka to też nic nie zrobią?

          Moja córka w pierwszym dniu przedszkola rozbiła głowę, byłam akurat przy wejściu
          jak do mnie zadzwoniono więc zjawiłam się w ciągu kilku sekund ale mogłam być w
          pracy w sąsiednim mieście a stać się mogło coś poważnego....
          --
          Moje Promyczki kochane: ALICJA (15.03.2006) SZYMON (23.09.2008)
          • 16.02.10, 19:53 Odpowiedz
            Niestety: pomocy można udzielić bez zgody rodzica tylko w przypadku
            bezpośredniego zagrożenia życia.
            • 16.02.10, 19:57 Odpowiedz
              kurcze nie wiedziałam...a może taką zgodę ktoś inny udzielić - nie wiem babcia
              upoważniona do odbioru dziecka? albo telefonicznie?
              --
              Moje Promyczki kochane: ALICJA (15.03.2006) SZYMON (23.09.2008)
              • 16.02.10, 20:00 Odpowiedz
                Odbiór dziecka nie ma z tym nic wspólnego.
                Na czas wycieczek podpisuje się, że tę odpowiedzialność przejmuje
                opiekun, ale na co dzień wychowawczyni w przedszkolu nie ma żadnego
                pola manewru
                • 17.02.10, 11:08 Odpowiedz
                  skoro odpowiedzialność przejmuje opiekun, to może on powinien podjąć decyzję o
                  zadzwonieniu na pogotowie
                  --
                  Powiedziałabym "Rób jak uważasz, kochanie" z miną "tylko
                  qrwa spróbuj" by tris
            • 16.02.10, 20:59 Odpowiedz
              hawela napisała:

              > Niestety: pomocy można udzielić bez zgody rodzica tylko w przypadku
              > bezpośredniego zagrożenia życia.

              a kto oceniaczy to zagrożenie istnieje???
              proszę nie pisz bzdur!
            • 16.02.10, 21:02 Odpowiedz
              nie tylko zycia- jak dziecko zlamie reke to pogotowie na rodzica czekac nie bedzie
        • 16.02.10, 20:54 Odpowiedz
          hawela napisała:

          > Pogotowie nie może i tak nic zrobić bez zgody rodzica - dlatego
          > własnie się czeka

          a cóż ty za głupoty wypisujesz? pogotowie na nikogo nie czeka tylko zawozi poszkodowanego do szpitala, w opisanej sytuacji powinno być wezwane, przecież dziecko mogło mieć wstrząs mózgu! rodziców w tej sytuacji informuje się w drugiej kolejności

          wg mnie powinnaś porozmawiać z dyrekcją aby takie sytuacjie nie powtórzyły się w przyszłości
        • 17.02.10, 10:46 Odpowiedz
          hawela napisała:

          > Pogotowie nie może i tak nic zrobić bez zgody rodzica - dlatego
          > własnie się czeka
          A to dziwne co piszesz. Jestem nauczycielka. Dziecko upadlo na
          boisku. Szkola wezwala pogotowie, przyjechalo, pojechalam (jako
          wychowawca klasy) wraz z dzieckiem do szpitala, jednoczesnie
          zawiadomilismy rodzicow i juz w szpitalu czekalismy na ich przyjazd.
          A jak sie okaze, ze trzeba natychmiast dzialac, bo jest zagrozone
          zycie to tez przedszkole czeka na rodzicow? Bzdura jakas. A przy
          upaku nie da sie ocenic, jakie jest zagrozenie, wszystko sie moze
          zdarzyc.
      • 16.02.10, 19:54 Odpowiedz
        Taka jest procedura postępowania w razie wypadku. Naprawdę uważasz,
        że do otarcia (nawet "głębokiego")należało wezwać pogotowie?!
        Pogotowie wzywa się kiedy jest złamanie, dziecko nieprzytomne itp. Z
        krwawiącą raną jedzie się do szpitala/na pogotowie.
        A propos pierwszego postu. Łatwo oskarżać nauczycielkę o
        zaniedbanie. Podczas przebierania dzieci do leżakowania jest taki
        młyn, że naprawdę nie ma sie już czasu na bieganie z każdym
        dzieckiem do toalety: jedne jeszcze kończą jedzenie, niektóre trzeba
        pokarmić, inne wstają, idą do toalety, jeszcze innym trzeba pomóc
        się przebrać. Woźna najczęściej jest jeszcze zajęta zbieraniem
        talerzy... Nie wiem jakie są zwyczaje w grupie, ale mogę sobie
        wyobrazić, że dwóch chłopców wchodzi razem do łazienki i nikt tego
        nie rejestruje. A jeśli nawet- gdyby nauczycielka nie pozwoliła
        Twojemu synowi wejść do łazienki, bo wszedł tam wcześniej TEN
        chłopiec i Twój posikałby się w majtki też robiłabyś aferę?
        • 16.02.10, 20:01 Odpowiedz
          reges napisała:


          > A propos pierwszego postu. Łatwo oskarżać nauczycielkę o
          > zaniedbanie. Podczas przebierania dzieci do leżakowania jest taki
          > młyn, że naprawdę nie ma sie już czasu na bieganie z każdym
          > dzieckiem do toalety:

          Nawet byłoby to niewskazane - bo co prawda ta dwójka dzieci w
          toalecie byłaby dopilnowana, ale pozostałe 23 by się pozabijało
          nawzajem, prawda?
          Niestety, nauczyciel też człowiek, nie rozerwie się
        • 16.02.10, 20:03 Odpowiedz
          U córki w przedszkolu nigdy pani nie chodzi z dzieckiem do toalety,
          musiała by gonić co chwile.
          • 16.02.10, 20:18 Odpowiedz
            Przepraszam, ale zaden protokol na pismie z przebiegiem zdarzenia,
            krokami poczynionymi PO zdarzeniu i przyszlej prewencji nie zostal
            spisany i dany do podpisu rodzicom?
            Co to takie zalatwianie na gebe? A gdyby doszlo do trwalego
            uszkodzenia, wstrzasu mozgu, krwiaka podpajeczynowkowego, to kto za
            to mialby odpowiadac? Czy moze nikt i byloby podciagniete pod
            nieszczesliwy wypadek, i nic w zwiazku z tym nie zrobiono, az do
            nastepnego razu.

            Kazdy guz czy zadrapanie syna byly opisane jako raport, z ktorym
            mialam sie zapoznac, gdzie stalo napisane, jak sie stalo, gdzie sie
            stalo, co zrobiono, kogo zawiadomiono i co zrobi sie na przyszlosc,
            zeby podobnego wypadku uniknac, podpisane przez panie, kierowniczke
            przedszkola, mnie. Mam w domu wszystkie kopie. Sa procedury, a nie
            to co sie paniom wydaje.

            Owszem, u nas panie albo pomoce chodza z dziecmi do toalety. Czyli
            nastepnym razem ten sam chlopiec moze zrobic dokladnie to samo i co?
            Bedzie jezyk szyty znowu?
            • 16.02.10, 20:30 Odpowiedz
              Gdyby sytuacja dotyczyła kazdej osoby ktora nie widzi tutaj problemu
              wypowiedzi byłyby inne.
            • 16.02.10, 20:32 Odpowiedz
              Wiesz, równie dobrze dziecko może się samo poślizgnąć i też rozciąć
              język. W domu tez się zdarzają wypadki. Chciałabyś, żeby
              nauczycielka obiecała, że już nigdy, przenigdy nie dojdzie do
              takiego wypadku, a to niemożliwe. Jak dopilnuje tego rozrabiającego
              chłopca, to syn autorki zderzy się z najgrzeczniejszą dziewczynką w
              przedszkolu i efekt będzie taki sam.
              Protokół ze zdarzenia na pewno jest, choćby po to, żeby dochodzić
              odszkodowania od ubezpieczyciela. Zwykle jednak to rodzic się po
              niego fatyguje, a nie czeka na doręczenie do domu.
              • 16.02.10, 20:53 Odpowiedz
                Protokol ze zdarzenia MA zostac sporzadzony na miejscu i zostac
                przedlozony rodzicowi do wgladu i podpisania jak najszybciej po
                zdarzeniu.

                > Wiesz, równie dobrze dziecko może się samo poślizgnąć i też
                rozciąć
                > język.

                No wiec DLACZEGO sie posliznelo? Mokra podloga, sliska posadzka,
                nieodpowiednie obuwie? I co zrobic, zeby to czy inne dziecko w
                przyszlosci sie nie przewrocilo.
                ZAWSZE nalezy szukac przyczyny i ja likwidowac, niezaleznie od
                natury wypadku.
        • 16.02.10, 20:58 Odpowiedz
          To był upadek z huśtawki na twarz. W takich przypadkach nie można
          stwierdzić, że nic się nie stało. Nie wymagam pogotowia, ale
          pierwszej pomocy już tak. O pogotowiu pisałam w nawiązaniu do
          pierwszej wypowiedzi, może faktycznie wyszło trochę niejasno.

          Tak na marginesie - do poobijanego, pijanego żula na ulicy pogotowie
          przyjeżdża.
          --
          Kuchnia Psa Kuby - Blog o gotowaniu
          • 16.02.10, 21:04 Odpowiedz
            Żul może o sobiue decydować, o przytomnym dziecku decydują rodzice.
            • 16.02.10, 21:09 Odpowiedz
              Przeciwciało, ja to rozumiem, problem w tym, że rodzice potrzebują
              godziny na to, żeby dojechać z pracy, potem muszą zawieźć dziecko do
              lekarza a czas płynie. I o czym ja mogę zadecydować? Przecież nie
              kończyłam medycyny. Naprawdę gdyby przyjechało pogotowie i
              podejrzewanoby u małego pęknięcie czaszki to czekaliby na matkę?
              Jeśli to prawda, to jest to straszne.

              p.


              --
              Kuchnia Psa Kuby - Blog o gotowaniu
        • 18.02.10, 08:21 Odpowiedz
          > zaniedbanie. Podczas przebierania dzieci do leżakowania jest taki
          > młyn, że naprawdę nie ma sie już czasu na bieganie z każdym
          > dzieckiem do toalety: jedne jeszcze kończą jedzenie, niektóre
          trzeba
          > pokarmić, inne wstają, idą do toalety, jeszcze innym trzeba pomóc
          > się przebrać. Woźna najczęściej jest jeszcze zajęta zbieraniem
          > talerzy... Nie wiem jakie są zwyczaje w grupie, ale mogę sobie
          > wyobrazić, że dwóch chłopców wchodzi razem do łazienki i nikt tego
          > nie rejestruje.


          Rzeczywiście nie masz bladego pojęcia o zwyczjach panujących w
          grupie.
          To co opisujesz powyżej to jakaś paranoja...... ten chaos, bałagan,
          dzieci robiące na co mają ochotę bez żadnej kontroli opiekunów.....
          Koszmar jakis.

          W "naszym" przedszkolu dzieci od najmłodszej grupy uczą się rutyny.
          Jest czas na zabawę, toaletę, jedzenie i leżakowanie.
          Nie ma mowy, żeby część dzieci "dojadała" obiad, reszta juz
          przygotowaywana do leżakowania.
          Jeżeli dziecko potrzebuje do toalety to informuje o tym Panią, żadne
          dziecko bez wiedzy Pani nie opuszcza sali zabaw.



          • 18.02.10, 14:10 Odpowiedz
            Może mi powiesz, jak jesteś taka zorientowana, co robią dzieci,
            które pierwsze zjadły obiad? Czekają przy stoliku, aż zje to
            ostatnie, które potrafi siedzieć nad talerzem 40 minut (są takie
            przypadki). Czy też temu "wolnojedzącemu" zabiera się talerz, bo
            wszystkie dzieci na komendę kładą się na leżakach? Jestem bardzo
            ciekawa jak to jest w "waszym" przedszkolu, bo w "moim" jest tak jak
            opisałam. Może się od Was czegoś nauczymy.
            • 18.02.10, 14:25 Odpowiedz
              Przede wszystkim posilki nie trwaja 40 minut, bo przy 4 dziennie,
              nie byloby czasu na zajecia.
              Dzieci siedza przy stolikach, panie czasami nastawiaja minutnik na
              np. 20 min, 5 minut przed koncem daja ostrzezenie "prosze konczyc
              obiad za 5 minut wstajemy", wszyscy sprzataja ze stolow, myja zeby i
              ida po maty do lezakowania. Jak w tym czasie ktos potrzebuje do
              toalety, jak to po obiedzie, pomoc z nimi idzie. U nas tez posilki
              nie trwaja 40 minut, siadamy, jemy, dziekujemy, sprzatamy. NIkt z
              nim nie siedzi godzine, zeby zjadl.
    • 16.02.10, 20:28 Odpowiedz
      Przede wszystkim przedszkole sie nie popisało.
      Krwawiąca rana, upadek i uraz głowy to poważna sprawa. Przedszkole
      powinno wezwać pogotowie, ew. ustalić czy rodzice sami to zrobią gdy
      zostali powiadomieni o wypadku. 4 doby w szpitalu świadczą, że to
      było raczej poważniejsze zdarzenie. Powinien zostać sporządzony
      protokół wypadku, wy jako rodzice macie prawo podać swoje
      zastrzeżenia i dostać kopię protokołu. Przedszkole musi też wydać
      formularze ubezpieczeniowe. Panie nauczycielki w przedszkolu muszą
      mieć ukończone kursy pierwszej pomocy i umieć w takiej sytuacji
      działać. Czy gdyby nie mogły się dodzwonić do Ciebie czy męża
      dziecku nie udzielonoby wcale pomocy? Nie daj się zbyć i
      zbagatelizować tego co się stało.
      Pozdrawiam i życzę zdrowia synkowismile
    • 16.02.10, 20:36 Odpowiedz
      Wzywając pogotowie do przedszkola dyrekcja "naraża się" na wizytę jednocześnie
      policji i prokuratury i pewnie przez to są te durne zapisy.
      Zażądałabym zaświadczenia do wypłaty odszkodowania i złożył skargę do dyrekcji.
      • 16.02.10, 20:43 Odpowiedz
        Dziecko odszkodowanie dostanie.
        Skarga do dyrekcji o co? O to że nauczyciel nie chodzi z kazdym
        dzieckiem do toalety?
        Obowiązkiem przedszkola jest zawiadomic rodziców i spisac protokół.
        I na nikogo nie trzeba się skarżyc aby odszkodowanie dostac.
        Wypadki się zdazaja.
        • 16.02.10, 20:50 Odpowiedz
          Przedszkole ma obowiązek wezwać pogotowie gdy zdarzy się wypadek, a
          tego nie zrobili. Lekarz jest od tego by stwierdzić czy trzeba
          zabrać dziecko czy nie.
          Wypadki się zdarzają - tylko trzeba jeszcze umieć pomóc dziecku w
          takiej sytuacji albo wezwać pogotowie.
        • 16.02.10, 20:50 Odpowiedz
          Owszem,wypadki sie zdarzaja ale jak sie ma w grupie taka "czarna
          owce" to sie powinno miec oczy dookola glowy i myslec dwa razy
          szybciej niz dzieciak zrobi krzywde drugiemu. Zawinila opiekunka
          dzieci i to ewidentnie. Karetka powinna byc wezwana jednoczesnie z
          zawiadomieniem rodzicow(w tym konkretnym przypadku).
          --
          Josh Demolka
          http://www.suwaczek.pl/cache/e37b4b59de.png
          http://www.suwaczek.pl/cache/2299524407.png
          • 16.02.10, 21:01 Odpowiedz
            Do ubikacji dzieci chodzą same, fakt że powinny mieć kapcie na nogach wtedy
            poślizg jest mniejszy.
            Gdyby wezwano pogotowie to dziecko mogło by się jeszcze bardziej zestresować a
            tak panie doszły do wniosku że poczekają najpierw na Ciebie. Język ma to do
            siebie że jest bardzo mocno ukrwiony i dlatego takie duże krwawienie.
            Jedyne do czego można się przyczepić to to iż nikt z przedszkola nie
            zainteresował się jak czuje się Twoje dziecko.
            Zgłoś wypadek do ubezpieczenia.
            • 16.02.10, 21:05 Odpowiedz
              Ale panie to nie lekarze, prawda? Tu czas sie liczy. DZiecko krwawi,
              moze sie krwia zadlawic, moze zaczac wymiotowac, wtedy z lagodna
              sytuacja w minute moze sie przeksztalcic w zagrazajaca zyciu.
              pogotowie powinno byc wezwane, matka dziecka zawiadomiona, dziecku
              powinna towarzyszyc pani z przedszkola.
              I tak i tak wyladowalo w szpitalu. Czas moze tutaj dzialac na
              niekorzysc. Mialabym spore pretensje, gdyby nie wezwano pogotowia,
              gdyby sytuacja przytrafila sie mojemu dziecku.
            • 16.02.10, 21:05 Odpowiedz
              Panie nie są od tego by decydować co dziecko zestresuje tylko
              działać! Należało wezwać pogotowie!
        • 16.02.10, 20:56 Odpowiedz
          Przeciwcialo, owszem wypadki sie zdarzaja, tylko przedszkole powinno
          z kazdego wypadku wyciagnac lekcje i podjac kroki, zeby TEN wypadek
          juz sie nie zdarzyl.
          Moze trzeba wysylac dzieci z asysta do lazienek. U nas tak jest.
          Dzieciom NIE WOLNO samym chodzic do lazienek, musza zglosic i ktos z
          nimi idzie. Takie przepisy.
          • 16.02.10, 21:06 Odpowiedz
            W polskich przedszkolach nie ma asystentek łazienkowych. Dzieci
            chodzą do łazienki same.
            • 16.02.10, 21:10 Odpowiedz
              Sa panie do pomocy, pomoca jest rowniez pilnowanie dzieci.
              Inaczej bys spiewala, gdyby Twoje dziecko nie moglo kilka dni jesc z
              powodu szwow na jezyku i mialo pekniecie kosci czaszki.
              Spokojnie powiedzialabys "ach to przeciez wypadek, kazdemu moze sie
              zdarzyc". Nie przepuscilabym takiego wydarzenia, ani w Polsce anie
              nie w Polsce. Jakie to ma znaczenie?
              • 18.02.10, 01:06 Odpowiedz

                , gdyby Twoje dziecko nie moglo kilka dni jesc z
                > powodu szwow na jezyku i mialo pekniecie kosci czaszki.

                Przeczytaj uważnie zanim postawisz diagnozę.

                RTG główki pokazuje szczelinę
                (prawdopodobnie pęknięcie) na potylicy (upadek był do tyłu).
                Spędzamy 4 doby w szpitalu na obserwacji. Na szczęście nic
                niepokojącego się nie dzieje. Jesteśmy już w domu - tydzień spokoju
                w domku, żeby synek doszedł do siebie.

                Jeśli dziecko miało by pęknięcie kości czaszki to gwarantuję Ci że w szpitalu
                leżało by dłużej niż 4 dni a do przedszkola nie mogło by iść po tygodniu.
                • 18.02.10, 01:33 Odpowiedz
                  Potylica to kosc czaszki. czy sie myle. Na RTG pekniecie = pekniecie
                  kosci czaszki. Czegos nie zrozumialam. Nie bylo wgniecenia, tylko
                  pekniecie, co samo w sobie niebezpieczne nie jest, jezeli nie
                  dochodzi do krwawienia podpajeczynowkowego i obrzeku mozgu w
                  konsekwencji.

                  > Jeśli dziecko miało by pęknięcie kości czaszki to gwarantuję Ci że
                  w szpitalu
                  > leżało by dłużej niż 4 dni a do przedszkola nie mogło by iść po
                  tygodniu.

                  Jak mi zagwarantujesz? Neurologiem jestes? Jezeli bylo
                  niesymptomatyczne i wszystkie funkcje neurologiczne byly OK, nie
                  bylo krwiakow, to dlaczego nie mogl isc do przedszkola po tygodniu
                  nie mogl pojsc?
        • 16.02.10, 20:56 Odpowiedz
          przeciwcialo napisała:
          > Obowiązkiem przedszkola jest zawiadomic rodziców i spisac protokół.

          NIE! obowiązkiem przedszkola jest zapewnić opiekę dziecku a jeżeli dojdzie do wypadku niezwłocznie wezwać lekarza! protokoły to sobie można później wypełniać
          • 16.02.10, 21:08 Odpowiedz
            Kto ci to powiedział? Udzielają pierwszej pomocy i wzywaja rodziców.
            Nieletni nie może byc badany przez lekarza bez zgody rodzica.
            • 16.02.10, 21:12 Odpowiedz
              W momencie gdy dziecko jest w przedszkolu jest pod opieką
              przedszkola. Z tego co piszesz wynika, że w sytuacji poważnego
              wypadku, gdy z rodzicami nie można się skontaktować, albo ich droga
              do przedszkola będzie długo trwać lekarz bedzie czekał a nie
              zajmował się cierpiącym dzieckiem. Bzdury!
            • 16.02.10, 21:13 Odpowiedz
              Bzdury opowiadasz, w przypadku bezposredniego zagrozenia zycia, albo
              chociaz niewielkiego ryzyka, zadne zgody rodzicow nie sa potrzebne,
              w tym przypaku nauczycielka z przedszkola spelnia role opiekuna.
              Moze szybko uzyskac ustna zgode rodzica.. Maja czekac, az dziecko
              sie wykrwawi, zeby przyjechala matka i bumage podpisala?
              W przypadku uderzenia w glowe moze dojsc do krwawienia
              podpajeczynowkowego, obrzeku mozgu i to sie moze stac w kilka minut.
            • 16.02.10, 22:19 Odpowiedz
              No bo: jak dziecko wyjdzie sobie samo na ulicę i zostanie potrącone
              przez samochód - to wina przedszkola.
              Nie wolno go wydać pijanemu opiekunowi, narąbanemu upoważnionemu
              dziadkowi itd - gdyby coś się stało, przedszkole miałoby problemy.
              Na czas pobytu dziecka to wychowawczyni staje się faktycznym
              opiekunem prawnym i tak samo, jak rodzice, ma zapewnić mu pierwszą
              pomoc w razie konieczności = pomoc lekarską !! Nikt nie wymaga od
              rodzica samodzielnego dziergania ran dziecku wink, rodzic ma w takiej
              sytuacji zapewnić pomoc lekarza. Również (a może zwłaszcza) pani
              wychowawczyni nie ma polegać na swojej medycznej intuicji ani czekać
              nie wiadomo ile, aż rodzic zerwie się z pracy i dojedzie z innej
              miejscowości, żeby mógł zawieść dziecko do szpitala...
              Jak dla mnie to absurdalna interpretacja, a przedszkole po prostu
              nie dopełniło obowiązków uncertain

              Nie żebym Cię do czegokolwiek namawiała, Autorko wątku, ale miej
              świadomość, że to niezłe przegięcie i że w sumie taką sprawą być
              może mogłaby się zająć prokuratura. A jeśli pytasz, jak ja bym się
              zachowała: miałabym w/w w pamięci i na końcu języka smile Wypadki się
              zdarzają, brak nadzoru w łazience i rokujący na przyszłość
              koledzy wink również, ale tego braku pomocy medycznej chyba jednak bym
              nie darowała. Złamanie ręki to jedno, silne uderzenie w głowę to
              jednak co innego uncertain
              --
              Gdzie oni są, kiedy ich nie ma ?
              • 17.02.10, 11:37 Odpowiedz
                tez mi sie wydaje ze nie mozna tego tak zostawic,
                popierwsze ja rozumiem ze pan jest zbyt malo aby zawsze chodzily z dziecmi do lazienki ale moze to powinno byc inaczej zorganizowane skoro taki incydent mial miejsce?
                4 dni w szpitalu i podejrzenie pekniecia czaszki to juz powazny problem
                Brak reakcji ze strony przedszkola...
                nie wezwanie karetki (a jezeli rodzic nie moze natychmiast wyjsc?)
                to wszystko nie powinno tak wygladac
    • 17.02.10, 10:33 Odpowiedz
      Po pierwsze: statut przedszkola nie jest aktem powszechnie obowiązującego prawa
      i nie może być z tym prawem sprzeczny.
      Po drugie: Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej i Sportu w sprawie
      bezpieczeństwa i higieny w publicznych i niepublicznych szkołach i placówkach:
      Rozdział 4

      Wypadki osób pozostających pod opieką szkoły i placówki

      § 40. Pracownik szkoły lub placówki, który powziął wiadomość o wypadku,
      niezwłocznie zapewnia poszkodowanemu opiekę, w szczególności sprowadzając
      fachową pomoc medyczną, a w miarę możliwości udzielając poszkodowanemu pierwszej
      pomocy.
    • 17.02.10, 11:53 Odpowiedz
      www.przedszkolaczki.com/content/view/81/93/
      Przedszkole ma chyba jakis regulamin/statut, ktory okresla zasady postepowania
      miedzi innymi gdy nastapi wypadek. Rodzice zapisujac dziecko do przedszkola
      podpisuja jakis kontrakt/umowe i dostaja do zapoznania sie regulamin, oryginal
      lub kopie rodzice/opiekunowie powinni miec w domu, wy sie zastanawiacie co
      robic, kto za co odpwiedzialny itd. no chyba to powinno byc jasne i klarowne.
    • 17.02.10, 14:09 Odpowiedz
      Współczuję zdarzenia.
      W moim przedszkolu panie powiedziały, że mają teraz takie przepisy, że nawet bez
      zgody rodzica nie mogą wezwać karetki! Muszą najpierw zadzwonić do rodzica i
      zapytać czy wezwać karetkę. I mówiły o tym na pierwszym zebraniu, więc o to nie
      miałabym pretensji (Twój punkt 3).
      Poza tym należy się Wam odszkodowanie, przecież PZU płacone było (zapewne).
      To że nikt nie zadzwonił w tym czasie to rozumiem, w końcu czemu aż tak panie
      mają się interesować każdym dzieckiem nieobecnym w przedszkolu. Wiedziały co się
      stało, ugryziony język to nie koniec świata, pewnie gdyby dziecko odjechało z
      przedszkola karetką na sygnale to by się bardziej interesowali. Jak dziecka nie
      ma bo ma zapalenie płuc i jest w szpitalu też nie dzwonią, takich chorób w ciągu
      roku jest sporo. Natomiast co do puszczania syna samego do ubikacji to też
      normalne, tylko po tym zdarzeniu prosiłabym aby jednak syna nie puszczać w
      towarzystwie tamtego chłopca, bo uważacie że jest agresywny i boicie się o
      kolejne zdarzenie. Panie mogły potraktować to zdarzenie jako zwykły wypadek.

      Ja bym zatem jedynie zapytała dyrektorkę o postępowanie by otrzymać
      odszkodowanie od ubezpieczyciela, bo dziecko doznało uszczerbku na zdrowiu
      podczas przebywania w przedszkolu, a potem już bezpośrednio paniom w Twojej
      grupie zwrócić uwagę właśnie na ograniczenie kontaktów sam na sam Waszego syna z
      tamtym chłopcem i tyle.
      • 17.02.10, 14:14 Odpowiedz
        daga_j napisała:

        > W moim przedszkolu panie powiedziały, że mają teraz takie
        przepisy, że nawet be
        > z
        > zgody rodzica nie mogą wezwać karetki! Muszą najpierw zadzwonić do
        rodzica i
        > zapytać czy wezwać karetkę. I mówiły o tym na pierwszym zebraniu,
        więc o to nie
        > miałabym pretensji (Twój punkt 3).

        Dago, czy nie widzisz idiotyzmu zawartego tym "przepisie"? Nie ma
        Ciebie na miejscu, nie jesteś w stanie ocenić co się dzieje z
        dzieckiem a ktoś marnuje cenny czas dzwoniąc i dopytując czy do
        nieprzytomnego Jasia wezwać karetkę czy nie? A jeśli się nie
        dodzwoni to co? Położy się Jasia w kąciku i niech sobie tam leży aż
        przyjdzie mamusia?

        --
        Kuchnia Psa Kuby - Blog o gotowaniu
        • 17.02.10, 14:21 Odpowiedz
          Przecież nie ja wymyśliłam ten przepis, ale przynajmniej nas poinformowano o
          tym, żę taki istnieje. Jesli rodzicom sięto nie podoba to niech zakładają spółkę
          prostestujących cyz jak to nazwać, wysyłają posty do burmistrza czy ministra,
          kto tam jest za to odpowiedzialny, może uzyskają zmianę tego typu przepisów.
          Sądzę, że jak byłby poważny wypadek, np. dziecko wypadłoby z okna w przedszkolu
          i to nie z parteru to jednak najpierw wzywano by karetkę, albo dziecko
          przecięłoby sobie tętnicę udową widelczykiem, ale jak krwawi język to nauczyciel
          wpierw dzwoni do rodzica. Nauczyciel nie zna się na medycynie by przewidzieć, że
          może być stłuczenie mózgu, jeśli dziecko samo wstało i po prostu płacze, że ma
          język przecięty. Jeden telefon do rodzica i już wie czy wzywać karetkę czy
          rodzic woli przyjechać i ocenić sytuację na żywo.
          Nie mnie oceniać sensowność tego przepisu, aczkolwiek gdyby mnie coś przykrego
          spotkało (moje dziecko) to pewnie bym też zaczęła się bulwersować, że nie
          wezwano karetki natychmiast.
          • 17.02.10, 14:29 Odpowiedz
            Daga, a jak rodzic zaocznie, nie widzac dziecka, moze ocenic powage
            sytuacji i zlecic wezwanie pogotowia, albo nie.
            Poza tym krwawienie, krwawieniu nierowne, to nie palec, ktory mozna
            zabandazowac, to jezyk, ktory jest bardzo ukrwiony, dziecko moze sie
            zalknac krwia, nie mowiac o tym, ze to POTWORNIE boli, a bolowi
            mozna pomoc. Jak przeciety/przegryziony jezyk, tzn. ze impakt na
            glowe byl duzy, jak uraz glowy, to nigdy nie ma zartow, trzeba jak
            najszybciej ocenic, jaki to uraz, i czy nie ma wewnetrznego
            krwawienia.
            Przepis, jezeli taki istnieje to jest durny z durniejszych. Na
            miejscu autorki dochodzilabym do sedna problemu.
            Oddajac dzieci do przedszkola/szkoly, kazdy rodzic ma nadzieje, ze
            sa tam bezpieczne, albo przynajmniej pod kompetencyjna opieka, ktora
            potrafi ocenic sytuacje. Lepiej raz na wyrost wezwac pogotowie, niz
            raz za pozno.

            • 17.02.10, 14:37 Odpowiedz
              Właśnie odpowiedziałam niżej dziewczynie, że ja zapewne zleciłabym przez telefon
              przedszkolance jak najszybsze wezwanie karetki, po prostu traktując ten telefon
              jako formalność od pani przedszkolanki, i byłabym w przedszkolu szybciej od
              karetki. Nie bawiłabym się ze zgadywaniem przez telefon co jest mojemu dziecku,
              ale skoro muszą wypełnić formalności i zadzwonić wpierw do mnie to cóż.
              Akurat ugryzienie języka to względna sprawa, mój mąż jako 3 latek nieomal nie
              odgryzł sobie języka i chodził tak ze 2 dni aż się rodzice zdziwili co on tak
              mamle w buzi a to jego język ledwie wiszący na skórce.. Widocznie był odporny na
              ból, pojechali do szpitala, zszyli mu go i jest dobrze. Autentyczna historia.
              • 17.02.10, 14:43 Odpowiedz
                Rodzice nie zawsze sa latwo dostepni pod telefonem, sa rozne
                sytuacji, rozne zawody, nie maja obowiazku posiadania komorki. Czyli
                panie najpierw dbaja o to, zeby formalnosciom stalo sie zadosc, zeby
                wlasne dooopy chronic, niz zeby skupic sie na pomocy dziecku? Gdzie
                tu logika? Po prostu NIE CHCE mi sie wierzyc, ze takie sa przepisy i
                juz.

                Duze krwawienie, ktorego nie da sie opanowac, zwlaszcza w okolicy
                glowy, zawsze jest wskazaniem do wezwania pogotowia, bo domowymi
                sposobomi moze byc trudne do opanowania, poza tym istnieje
                zagrozenie uszkodzenia mozgu, zwlaszcza u malych dzieci.
                • 17.02.10, 14:57 Odpowiedz
                  Cytat myelegans napisała:
                  Gdzie
                  > tu logika? Po prostu NIE CHCE mi sie wierzyc, ze takie sa przepisy
                  i
                  > juz.


                  Wiesz...czytam ten watek i kilka innych o przedszkolach, chorobach,
                  postepowaniu w owych placowkach i coraz bardziej jestem w szoku
                  jakie absurdy rodem z filmow Bareji dzieja sie w polskich zlobkach
                  przedszkolach. A co najbardziej mnie przeraza do bezdenna glupota
                  rodzicow ktorym jak widac lata, zwisa i powiewa ze przepisy sa jakie
                  sa choc wiekszosc zdaje sobie sprawe ze absurdalne i nic z tym nie
                  robi, nie kwestionuje, pokornie jak barany biora to co im daja i
                  tyle.
                  Kurcze ...chyba nawet majac ten durny przepis mozna sie z nim nie
                  zgodzic i obejsc go na wlasne zyczenia piszac oswiadczenie ze sie
                  chce tego i tego, i zeby w razie wypadku wezwano do mojego dziecka
                  pogotowie i ze upowazniam nauczycielke do podjecia za mnie decyzji
                  jesli bedzie to konieczne.

                  Ludzie ...przeciez to chodzi o bezpieczenstwo i zdrowie waszych
                  dzieci, nie wiem na co czekacie.
                  U mnie rodzice zanim dziecko po raz pierwszy trafi do
                  zlobka/przedszkola podpisuja roznego rodzaju oswiadczenia, miedzy
                  innymi wlasnie takie ze zgadzam sie na udzielenie mojemu dziecku
                  pomocy, podanie koniecznych lekarst przeciwbolowych,
                  przeciwgoraczkowych (wiem ze akurat w PL to niemozliwe, choc nie
                  kumam czemu, bo mozna w koncu podac liste na co dziecko uczulone)
                  wezwanie do niego lekarza itd i bez 2 zdan tez jestem za kazdym
                  razem powiadamiana. Juz nie wspomne o banalnych zgodach na wyjscie
                  poza teren przedszkola do parku A czy do parku B (osobne
                  oswiadczenie) + banalne oswiadczenie o robieniu dziecku zdjec i
                  wieszaniu jego wizerunku na tablicy przedszkolnej.
                  • 17.02.10, 15:25 Odpowiedz
                    Hanalui, u nas jest podobnie. Wczoraj sprawdzilam, bo mam ksero
                    wszystkich oswiadczen podpisywanych przy przyjeciu, m.in. zgoda na:
                    udzielenie pierwszej pomocy, wezwanie pogotowia, podaniu dziecku
                    lekarstwa, ktore zleci rodzic, albo lekarz (trzeba przyniesc
                    zlecenie od lekarza), nauczyciel dzwoni nie tylko do rodzica, ale
                    rowniez do pediatry dziecka, ktory moze zlecic przewiezienie
                    dziecka, do szpitala, ktory pediatra zleci, a nie do najblizszego.
                    Zalezy od przypadku, ale pediatra jest zawiadamiany. Nawet zgoda na
                    smarowanie filrem p/slonecznym w lecie jest wymagana.
                    Rodzice, ktorzy pomagaja i towarzysza dzieciom w wycieczkach poza
                    teren przedszkola, musza przejsc sprawdzenie pod wzgledem karalnosci
                    szczegolnie czy nie maja historii molestowania, pedofilii itp., i do
                    tego tez sa potrzebne odpowiednie papiery.
                    Nauczycielki wszystkie maja kursy ratownictwa medycznego, ktore sa
                    odnawiane co roku.
                    A przepisy sa nastawione, zeby chronic dzieci, nie opiekunow. Czy te
                    regulaminy nie sa weryfikowane pod wzgledem prawnym? NIe wierze, po
                    prostu nie wierze, takiej samowolki nikt nie uprawia. NIeudzielenie
                    i nie wezwanie karetki w takiej sytuacji pewnie rownaloby sie ze
                    zwolnieniem nauczycielki. Koniec, kropka.
                    • 17.02.10, 22:14 Odpowiedz
                      myelegans też jesteś spoza Polski, tak jak hanalui? Widocznie TAM jest to lepiej
                      urządzone. Można pozazdrościć.
                      Wspomnę, że w naszym przedszkolu również jeśli chodzi o podawanie leków to panie
                      się od razu asekurowały", że żadnych leków nie wolno im podawać dzieciom i
                      koniec. Ja się nie przeciwstawiam temu zapisowi, bo nie posyłam dziecka, które
                      jest chore i potrzebuje leków, leki przyjmowane przez np. alergików najczęściej
                      podaje się wieczorem (moja córka bierze) więc nie muszę nosić ich do przedszkola
                      a jak dziecko ma powiedzmy astmę to już co innego, nie wiem jak to się robi,
                      pewnie takie dziecko jest już zaznajomione z obsługą swojego wziewu na atak
                      astmy i ma go przy sobie i przedszkolanka to wie. Takie rzeczy pewnie można
                      omówić z dyrektorką i znaleźć dobre rozwiązanie.
                      • 18.02.10, 01:26 Odpowiedz
                        To czy mieszkam w Polsce powinno byc bez znaczenia. Glupkowate,
                        nielogiczne przepisy nie usprawiedliwiaja.

                        Co do podawania lekow, czyli jak sie w przedszkolu czy szkole trafi
                        insulinozalezny diabetyk, to ma zrezygnowac ze przedszkola, bo nikt
                        mu nie pomoze zaaplikowac insuliny i zmierzyc poziomu cukru? Nie w
                        kazdej szkole/przedszkolu jest pielegniarka.
                        Inne choroby przewlekle, wlasnie np. astmatycy nie tylko maja ze
                        soba leki, ale rowniez zestaw anafilaktyczny EpiPen, ktory zapewniam
                        Cie nawet jak dziecko wie do czego sluzy, SAMO sobie nie zaaplikuje
                        bo to gruba igla, ktora trzeba wbic i potrzymac 10sekund, zeby
                        lekarstwo sie uwolnilo. A to moze byc sprawa zycia i smierci, i
                        nawet wzywanie pogotowia moze nie pomoc.

                        • 19.02.10, 13:16 Odpowiedz
                          Ale oczywiście, że uważam iż chore przewlekle dzieci mogą chodzić do
                          przedszkola/szkoły i mieć ze sobą swoje leki i je zażywać, a jeśli jest
                          potrzebna do tego pomoc to wcześniej rodzic powinien omówić tę sprawę z
                          nauczycielem i prawdopodobnie uzyska współpracę.
          • 17.02.10, 14:30 Odpowiedz
            Wiem, że nie Ty. Natomiast gdy coś się stanie, to jedyną
            akceptowalną procedurą jest
            - po pierwsze - wezwanie karetki
            - po drugie - zawiadomienie rodzica,że dziecko miało wypadek i ze
            pomoc jest w drodze a nie pytanie, czy ratować.


            --
            Kuchnia Psa Kuby - Blog o gotowaniu
            • 17.02.10, 14:40 Odpowiedz
              Nie będę się wykręcać, ale dodajmy "Ty też nie" prawda?
              Możesz się nie wiem jak oburzać i być pewna swego ale czy wprost zapytałaś w
              swoim przedszkolu jakie mają procedury? Idź zapytaj, ciekawa jestem jak to w
              innych przedszkolach jest i jeśli Ci odpowiedzą "najpierw dzwonimy do rodzica"
              to zakładaj klub protestujących bo wyjdziesz na dwulicową (oj brakuje mi słowa,
              sorry, ale spieszę się po córkę do przedszkola). Odpowiem innym razem smile
              • 17.02.10, 15:04 Odpowiedz
                Dokładnie, wszyscy chetnie protestuja na forum.
                W przedszkolu zaś grzecznie podpisują regulamin.
                • 17.02.10, 15:08 Odpowiedz
                  Nawet podpisanie idiotycznego regulaminu przez rodziców nie zwalnia przedszkola
                  z odpowiedzialności. Obowiązuje rozporządzenie,reszta to wyssane z palca
                  bzdety.BTW, sprawdziłam,w przedszkolu mojego syna takich durnych zapisów nie ma.
          • 17.02.10, 14:39 Odpowiedz
            daga_j napisała:

            > Przecież nie ja wymyśliłam ten przepis, ale przynajmniej nas poinformowano o
            > tym, żę taki istnieje. Jesli rodzicom sięto nie podoba to niech zakładają spółk
            > ę
            > prostestujących cyz jak to nazwać, wysyłają posty do burmistrza czy ministra,
            > kto tam jest za to odpowiedzialny, może uzyskają zmianę tego typu przepisów.


            DAGO ZROZUM , NIE MA TAKIEGO PRZEPISU,jeżeli ktoś ci coś takiego mówił to po prostu kłamał
            proszę nie powtarzaj tych kłamstw dalej bo jeszcze znajdą się inne idiotki które w to uwierzą i będą miały pretensje, że opiekunki wezwaly karetkę BEZ pytania ich o zgodę
            • 17.02.10, 22:17 Odpowiedz
              Bez "idiotki" proszę. Mój post zaczęłam "w moim przedszkolu", nie mówię, że tak
              jest wszędzie, a tam gdzie jest inaczej to brawo.
              Nie miałam okazji sprawdzać jak przestrzegany jest ten przepis w naszym
              przedszkolu, może to tylko zapis, tak jak często bywa, a robią inaczej. (np.
              jest zapis, że dziecko odbiera tylko osoba pełnoletnia a widzę czasem taką
              nastolatkę co po brata przychodzi choć bezpośrednio nie widziałam jak bierze
              braciszka z sali, ale skoro nie ma z nimi kogoś dorosłego to chyba jednak jej
              tego brata wydają)
          • 17.02.10, 14:56 Odpowiedz
            Rozumiem, ze wypadniecie dziecka w przedszkolu przez okno z parteru to norma i
            nie kwalifikuje sie do niczego, karetke wzywa sie od pierwszego+? Dziecko
            przecina sobie tetnice widelczykiem? Nie no ja chyba snie komedio-horror.
            • 17.02.10, 22:22 Odpowiedz
              Podałam takie tylko przykłady wymyślone, z tym widelczykiem to już był żart,
              chodziło mi o podanie wypadków, które wiadomo od razu w pierwszej sekundzie, że
              są groźne dla życia - wiem, że mnóstwo innych zwyczajnych wydarzeń też może być
              groźna. Myślę, że normalny człowiek - przedszkolanka może mniej więcej ocenić
              czy dziecko jest w stanie bardzo ciężkim, a tych przypadków których nie wykryje
              i stwierdzi, że najpierw zadzwoni do rodzica a potem według jego instrukcji na
              pogotowie - no cóż nie będę oceniać, nie ja to wymyśliłam. Takie przypadki
              trzeba rozpatrywać indywidualnie.
          • 17.02.10, 15:02 Odpowiedz
            daga_j napisała:

            > Przecież nie ja wymyśliłam ten przepis, ale przynajmniej nas poinformowano o
            > tym, żę taki istnieje.

            Ale kto wymyślił ten przepis? W jakim rozporządzeniu/ustawie czy innym akcie
            prawnym się znajduje? Ten przepis jest sprzeczny z PRAWEM, to jakaś totalna
            samowolka i gdyby doszło do sytuacji jak u autorki, można by przedszkole podać
            do sądu. Co więcej, wygrałoby się tę sprawę bez zmrużenia okiem. Przedszkole TO
            NIE JEST PAŃSTWO W PAŃSTWIE.
            • 17.02.10, 15:36 Odpowiedz
              NIe ma takiego przepisu. Tak samo jak nie ma już przepisu, że panie
              nie mogą podawać leków. To bzdura. Co więcej na stronach każdego
              kuratorium są broszury jak postępować z dziećmi przewlekle chorymi w
              przedszkolach szkołach. NIe dajcie sobie wmówić, że jest inaczej.
              • 17.02.10, 22:25 Odpowiedz
                ok - dałam sobie wmówić - nie wiedziałam, nie znam prawa tak dobrze. Tak nam
                mówili na zebraniu i przyjęłam to do wiadomości. Wierzę, że moje dziecko jest
                bezpieczne w moim przedszkolu, że bądź co bądź w razie wypadku udzielą mu
                pomocy, a zarazem wierzę, że nie wydarzy się żaden wypadek.
        • 17.02.10, 14:23 Odpowiedz
          > daga_j napisała:
          >
          >W moim przedszkolu panie powiedziały, że mają teraz takie przepisy, że nawet bez zgody rodzica nie mogą wezwać karetki! Muszą najpierw zadzwonić do rodzica i zapytać czy wezwać karetkę. I mówiły o tym na pierwszym zebraniu, więc o to nie miałabym pretensji (Twój punkt 3).


          ja nie mogę uwierzyć że są matki które ze spokojem i wiarą przyjmują takie bzdury!
          • 17.02.10, 14:33 Odpowiedz
            No cóż, napisałam to pierwsze zdanie z wykrzyknikiem, że jednak nie przyjęłam
            tego z takim spokojem. Nie buntowałam się przeciwko temu bo NIKT tego nie robi
            (może znacie konkretny przypadek?) Jak każdy człowiek wierzę, że mojemu dziecku
            nic się nie stanie w przedszkolu.
            Poza tym to tylko telefon - nie widzę problemu by odebrać telefon, natomiast
            wiele z Was tutaj upiera się, że "ojej jak matka z drugiego końca miasta ma
            przyjechać i ocenić sytuację?" - otóż chodzi o telefon, przyjeżdżać to sobie ona
            może w ile chce czasu, lub nawet zostać w pracy. Ja akurat mieszkam 2 minuty od
            przedszkola, co ja gadam, minutę jak biegiem, także zapewne szybko bym
            zareagowała (choć mam małego synka w domu), zapewne po prostu powiedziałabym
            przez telefon by wzywali karetkę i byłabym w przedszkolu szybciej od tej karetki.
            I jak mówię - podejrzewam na moją ludzką logikę i wiarę, że jednak w poważnych
            przypadkach wzywają karetki do wypadków dzieci w przedszkolu/szkole - ale
            zadrapanie, guz czy trochę krwi mogą poczekać (skoro muszą, bo jest taki przepis).
            • 17.02.10, 14:44 Odpowiedz
              Cytat daga_j napisała:
              > Poza tym to tylko telefon - nie widzę problemu by odebrać telefon,


              Widocznie masz maciupenka wyobraznie lub calymi dniami warujesz przy
              telefonie by go odebrac.
              Jak ruszysz troche glowka to moze wymyslisz tysiace sytuacji w
              ktorych nie mozna odebrac telefonu lub go nawet nie uslyszec.
              • 17.02.10, 14:49 Odpowiedz
                można być poza zasięgiem
                można mieć wyczerpaną baterię
                można wyjść do sklepu/na spacer i nie wziąć telefonu
                można być na spotkaniu w pracy i telefon zostawić na biurku
                można go zgubić
                może zostać ukradziony
                może się zepsuć
                można być w toalecie i nie usłyszeć
                nauczycielka, która dzwoni, może pomylić numer

                ... i pewnie mnóstwo innych powodów, dla których nie warto tracic
                czasu i NAJPIERW zapewnić ratunek dla dziecka, a POTEM zająć się
                informowaniem.

                --
                Kuchnia Psa Kuby - Blog o gotowaniu
              • 17.02.10, 22:26 Odpowiedz
                Zatem podejrzewam, że mózg pani przedszkolanki też nie jest tak maciupeńki, żeby
                w tym wypadku stwierdziła "nie mogę połączyć się z rodzicem, więc przejmuję
                podejmowanie decyzji, to dziecko musi zaraz obejrzeć lekarz, wzywam pogotowie".
                Proste i ludzkie.
            • 17.02.10, 14:51 Odpowiedz
              Ja się nie dziwie, ze panie takie głupoty opowiadają w
              przedszkolach, skoro wszyscy im wierzą. Bo skoro Pani w przedszkolu
              mówi, albo skoro jest taki zapis w jakimś statucie to tak jest.
              Ludzie myślcie trochę!
              Panie nie są od oceny czy dziecko wymaga interwencji poważnej
              lekkiej czy żadnej. Jest wypadek - musi być telefon na pogotowie i
              do rodziców. I taka powinna być kolej rzeczy. Z resztą wyżej osoba
              pracująca w szkole też o tym pisała.
              To, że od lat w przedszkolach powtarza się te same bzudry to efekt
              tego, że nikt tego nie sprawdza i nikt nie wymaga zmian.
              Znajomość przepisów wśród nauczycieli i dyrektorów przedszkoli
              (mówie na przykładzie moje miasta) jest żenująca.
              • 17.02.10, 14:59 Odpowiedz
                Zenujaca to jest calosciowa organizacja przedszkoli, zenujace jest podejscie
                wielu rodzicow do poprostu barku nalezytej opieki nad ich dziecmi, zlego
                informowania lub braku.
                • 17.02.10, 21:34 Odpowiedz
                  W polskim prawie za nieudzielenie pierwszej pomocy grozi odpowiedzialność karna rozumiem że pań z przedszkola to nie dotyczy?

                  Mój syn tez miał wypadek (złamanie). Nie mam zastrzeżeń do opieki pań - było to pechowe zdarzenie, jednak pierwsza pomoc ograniczyła się do telefonu do mnie.

                  Ja zażyczyłam sobie wglądu do protokołu wypadku oraz wystąpiłam do p. dyrektor z wnioskiem o odniesienie się do tego wydarzenia, okoliczności, co mozna zrobić by taka sytuacja sie nie powtórzyła itd.

                  Reakcja przeszła moje oczekiwania - plac zabaw (miejsce wypadku) został praktycznie natychmiast wyremontowany, pani przy której miało to miejsce już nie pracuje (choć okoliczności zwolnienia czy jej rezygnacji nie znam).

                  Atmosfera po tym wydarzeniu między kadrą przedszkolną a mną jest bez zmian. Syn też żadnych "sankcji" nie odczuł.

                  Tak więc zareaguj koniecznie.
            • 17.02.10, 22:11 Odpowiedz
              Oj daga, tez sie podczepie, ze masz mala wyobraznie. Np ja nie siedze w domu 1
              minutke drogi tylko w pracy, po drugie moja praca to prowadzenie zajec z grupa,
              gdzie grzecznosc wymaga odemnie wylaczenia dzwieku telefonu. Standardowo jedne z
              zajec trwaja od 1,5 do 2,5 godziny, kiedy to nawet nie wiem, ze ktos do mnie
              mogl dzwonic. Przewaznie sprawdzam telefon na przerwie, ale jak mam jakiegos
              "pytajnika" w grupie to nawet i przerwy nie mam. W zwiazku z tym sa dni, kiedy
              po telefon siegam dopiero kiedy wyciagam z torebki, aby wlaczyc dzwiek.
              Czyli jakby mojemu dziecku cos sie stalo, to mialoby wykorkowac przez ten czas?
              Oczywiscie u mnie w grupie zarowno nauczycielka jak i pomoc wiedza, ze jakby co,
              to maja najpierw dzwonic do taty. Na poczatku kariery przedszkolen
              wytlumaczylam, ale przeciez czasami jest zastepstwo, jak nauczycielka chora,
              albo jak byly ferie to laczone grupy z innymi nauczycielkami...

              --
              http://cdn.unicreatures.com/pet.php?id=224447http://dragcave.net/image/tRgb.gifhttp://dragcave.net/image/Ji44.gifhttp://dragcave.net/image/s0EC.gifhttp://dragcave.net/image/sCg8.gif
przejdź do: 1-100 101-107
(101-107)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.