No bo: jak dziecko wyjdzie sobie samo na ulicę i zostanie potrącone
przez samochód - to wina przedszkola.
Nie wolno go wydać pijanemu opiekunowi, narąbanemu upoważnionemu
dziadkowi itd - gdyby coś się stało, przedszkole miałoby problemy.
Na czas pobytu dziecka to wychowawczyni staje się faktycznym
opiekunem prawnym i tak samo, jak rodzice, ma zapewnić mu pierwszą
pomoc w razie konieczności = pomoc lekarską !! Nikt nie wymaga od
rodzica samodzielnego dziergania ran dziecku

, rodzic ma w takiej
sytuacji zapewnić pomoc lekarza. Również (a może zwłaszcza) pani
wychowawczyni nie ma polegać na swojej medycznej intuicji ani czekać
nie wiadomo ile, aż rodzic zerwie się z pracy i dojedzie z innej
miejscowości, żeby mógł zawieść dziecko do szpitala...
Jak dla mnie to absurdalna interpretacja, a przedszkole po prostu
nie dopełniło obowiązków
Nie żebym Cię do czegokolwiek namawiała, Autorko wątku, ale miej
świadomość, że to niezłe przegięcie i że w sumie taką sprawą być
może mogłaby się zająć prokuratura. A jeśli pytasz, jak ja bym się
zachowała: miałabym w/w w pamięci i na końcu języka

Wypadki się
zdarzają, brak nadzoru w łazience i rokujący na przyszłość
koledzy

również, ale tego braku pomocy medycznej chyba jednak bym
nie darowała. Złamanie ręki to jedno, silne uderzenie w głowę to
jednak co innego
--
Gdzie oni są, kiedy ich nie ma ?