Dodaj do ulubionych

Wypadek w przedszkolu

16.02.10, 19:10
Opiszę Wam, co zdarzyło się w przedszkolu mojemu 4-latkowi.
Dostaję telefon z przedszkola, że popchnięty przez kolegę upadł i
przygryzł sobie język. Mocno krwawi, prośba (oczywista), żebym
przyjechała.
Jadę.
Odbieram synka. Jedziemy do szpitala - język szyty (4 szwy) w
krótkotrwałym uśpieniu, RTG główki pokazuje szczelinę
(prawdopodobnie pęknięcie) na potylicy (upadek był do tyłu).
Spędzamy 4 doby w szpitalu na obserwacji. Na szczęście nic
niepokojącego się nie dzieje. Jesteśmy już w domu - tydzień spokoju
w domku, żeby synek doszedł do siebie.
Okoliczności zdarzenia:
1. W grupie jest chłopiec, o którym wciąż słyszę (i inni rodzice) w
kontekście nieporozumień. Wychowawczyni powiedziała mi, że od
września to dziecko ma być już nie przyjęte do tego przedszkola.
2. Dzieci są już na leżakach - syn i ten chłopiec idą do łazienki.
Są tam tylko we dwóch (!!!) w piżamach i skarpetkach (!!!). Pani
brak.
3. Po upadku nie wezwano lekarza, pogotowia - nic. Zero wyobraźni -
skoro język był mocno przecięty, to logiczne, że uderzenie w głowę
było silne.
4. Od momentu wyjścia z przedszkola do dziś nikt z przedszkola nie
zadzwonił, nie zapytał, czy wszystko w porządku.

Wybieramy się wkrótce do dyrektorki.

Co myślicie o całej sytuacji? Jak byście się zachowały wobec
przedszkola?

Pozdrawiam.
Edytor zaawansowany
  • 16.02.10, 19:29
    Mozesz zlozyc oficjalna skarge do dyrekcji (na pismie) z wyslaniem
    kopii listu do kuratorium, choc znajac polskie realia sprawa
    zostanie zamieciona pod dywan, a personel pewnie nie wyciagnie ze
    zdarzenia zadnych wnioskow sad , choc moze przynajmiej Tobie ulzy.
    Problemem nie jest ow chlopiec ( zreszta wywalic i pozbyc sie
    probolemu to najprostsze wyjscie sad( ), ale niekompetencja
    personelu, ktora nie zapewnila dzieciom bezpieczenstwa (wiedzac,
    jaki temperament ma ow chlopczyk, sprawca zdarzenia, pani powinna
    przewidziec sytuacje i nie zostawiac dzieci samych w lazience, nie
    mowiac o braku rutyn postepowania w razie zaistnialego wypadku).
    Zglosilas wypadek w firmie ubezpieczeniowej, gdzie dziecko jest
    ubezpieczone ? Zrob to koniecznie.
  • 16.02.10, 19:34
    To zupełnie niezrozumiałe, że w gdy zdarza się wypadek, nikt z
    przedszkola nie wzywa pogotowia, tylko czeka się na rodziców. Moja
    córka w przeddzień zakończenia przedszkola spadła z huśtawki raniąc
    się w twarz tuż koło oka (bardzo głębokie otarcie, opuchlizna). I
    nic. Czekano aż przyjadę.

    --
    Kuchnia Psa Kuby - Blog o gotowaniu
  • 16.02.10, 19:46
    No a co zrobiłoby pogotowie? Czekałoby na ciebie.
    Przedszkole zawiadamia rodziców o wypadku.
    Poza tym do toalety nauczyciel nie chodzi za dzieckiem bo cały dzień
    spedziłby w toalecie z kolejnym dzieckiem.
  • 17.02.10, 11:07
    co zrobiłoby pogotowie? zabrałoby dziecko do szpitala i na początek załżyłoby te
    4 szwy na język. Ponadto zrobiliby od razu prześwietlenie
    --
    Powiedziałabym "Rób jak uważasz, kochanie" z miną "tylko
    qrwa spróbuj" by tris
  • 16.02.10, 19:48
    Pogotowie nie może i tak nic zrobić bez zgody rodzica - dlatego
    własnie się czeka
  • 16.02.10, 19:52
    > Pogotowie nie może i tak nic zrobić bez zgody rodzica - dlatego
    > własnie się czeka

    a jak coś sie z dzieckiem niedobrego będzie działo a rodzic nie zjawi się w
    mgnieniu oka to też nic nie zrobią?

    Moja córka w pierwszym dniu przedszkola rozbiła głowę, byłam akurat przy wejściu
    jak do mnie zadzwoniono więc zjawiłam się w ciągu kilku sekund ale mogłam być w
    pracy w sąsiednim mieście a stać się mogło coś poważnego....
    --
    Moje Promyczki kochane: ALICJA (15.03.2006) SZYMON (23.09.2008)
  • 16.02.10, 19:53
    Niestety: pomocy można udzielić bez zgody rodzica tylko w przypadku
    bezpośredniego zagrożenia życia.
  • 16.02.10, 19:57
    kurcze nie wiedziałam...a może taką zgodę ktoś inny udzielić - nie wiem babcia
    upoważniona do odbioru dziecka? albo telefonicznie?
    --
    Moje Promyczki kochane: ALICJA (15.03.2006) SZYMON (23.09.2008)
  • 16.02.10, 20:00
    Odbiór dziecka nie ma z tym nic wspólnego.
    Na czas wycieczek podpisuje się, że tę odpowiedzialność przejmuje
    opiekun, ale na co dzień wychowawczyni w przedszkolu nie ma żadnego
    pola manewru
  • 17.02.10, 11:08
    skoro odpowiedzialność przejmuje opiekun, to może on powinien podjąć decyzję o
    zadzwonieniu na pogotowie
    --
    Powiedziałabym "Rób jak uważasz, kochanie" z miną "tylko
    qrwa spróbuj" by tris
  • 16.02.10, 20:59
    hawela napisała:

    > Niestety: pomocy można udzielić bez zgody rodzica tylko w przypadku
    > bezpośredniego zagrożenia życia.

    a kto oceniaczy to zagrożenie istnieje???
    proszę nie pisz bzdur!
  • 16.02.10, 21:02
    nie tylko zycia- jak dziecko zlamie reke to pogotowie na rodzica czekac nie bedzie
  • 16.02.10, 20:54
    hawela napisała:

    > Pogotowie nie może i tak nic zrobić bez zgody rodzica - dlatego
    > własnie się czeka

    a cóż ty za głupoty wypisujesz? pogotowie na nikogo nie czeka tylko zawozi poszkodowanego do szpitala, w opisanej sytuacji powinno być wezwane, przecież dziecko mogło mieć wstrząs mózgu! rodziców w tej sytuacji informuje się w drugiej kolejności

    wg mnie powinnaś porozmawiać z dyrekcją aby takie sytuacjie nie powtórzyły się w przyszłości
  • 17.02.10, 10:46
    hawela napisała:

    > Pogotowie nie może i tak nic zrobić bez zgody rodzica - dlatego
    > własnie się czeka
    A to dziwne co piszesz. Jestem nauczycielka. Dziecko upadlo na
    boisku. Szkola wezwala pogotowie, przyjechalo, pojechalam (jako
    wychowawca klasy) wraz z dzieckiem do szpitala, jednoczesnie
    zawiadomilismy rodzicow i juz w szpitalu czekalismy na ich przyjazd.
    A jak sie okaze, ze trzeba natychmiast dzialac, bo jest zagrozone
    zycie to tez przedszkole czeka na rodzicow? Bzdura jakas. A przy
    upaku nie da sie ocenic, jakie jest zagrozenie, wszystko sie moze
    zdarzyc.
  • 17.02.10, 10:49
    odam jeszcze, ze chlopiec byl przytomny, rozmawialam z nim i nic nie
    wskazywalo na to, ze to zagrozenie zycia. Mimo to pogotowie
    wezwalismy i pojechalam z nim. Podobnie bylo, gdy uczennica zaslabla
    na lekcji. Natychmiast pogotowie i jednoczesnie rodzicow.
  • 16.02.10, 19:54
    Taka jest procedura postępowania w razie wypadku. Naprawdę uważasz,
    że do otarcia (nawet "głębokiego")należało wezwać pogotowie?!
    Pogotowie wzywa się kiedy jest złamanie, dziecko nieprzytomne itp. Z
    krwawiącą raną jedzie się do szpitala/na pogotowie.
    A propos pierwszego postu. Łatwo oskarżać nauczycielkę o
    zaniedbanie. Podczas przebierania dzieci do leżakowania jest taki
    młyn, że naprawdę nie ma sie już czasu na bieganie z każdym
    dzieckiem do toalety: jedne jeszcze kończą jedzenie, niektóre trzeba
    pokarmić, inne wstają, idą do toalety, jeszcze innym trzeba pomóc
    się przebrać. Woźna najczęściej jest jeszcze zajęta zbieraniem
    talerzy... Nie wiem jakie są zwyczaje w grupie, ale mogę sobie
    wyobrazić, że dwóch chłopców wchodzi razem do łazienki i nikt tego
    nie rejestruje. A jeśli nawet- gdyby nauczycielka nie pozwoliła
    Twojemu synowi wejść do łazienki, bo wszedł tam wcześniej TEN
    chłopiec i Twój posikałby się w majtki też robiłabyś aferę?
  • 16.02.10, 20:01
    reges napisała:


    > A propos pierwszego postu. Łatwo oskarżać nauczycielkę o
    > zaniedbanie. Podczas przebierania dzieci do leżakowania jest taki
    > młyn, że naprawdę nie ma sie już czasu na bieganie z każdym
    > dzieckiem do toalety:

    Nawet byłoby to niewskazane - bo co prawda ta dwójka dzieci w
    toalecie byłaby dopilnowana, ale pozostałe 23 by się pozabijało
    nawzajem, prawda?
    Niestety, nauczyciel też człowiek, nie rozerwie się
  • 16.02.10, 20:03
    U córki w przedszkolu nigdy pani nie chodzi z dzieckiem do toalety,
    musiała by gonić co chwile.
  • 16.02.10, 20:18
    Przepraszam, ale zaden protokol na pismie z przebiegiem zdarzenia,
    krokami poczynionymi PO zdarzeniu i przyszlej prewencji nie zostal
    spisany i dany do podpisu rodzicom?
    Co to takie zalatwianie na gebe? A gdyby doszlo do trwalego
    uszkodzenia, wstrzasu mozgu, krwiaka podpajeczynowkowego, to kto za
    to mialby odpowiadac? Czy moze nikt i byloby podciagniete pod
    nieszczesliwy wypadek, i nic w zwiazku z tym nie zrobiono, az do
    nastepnego razu.

    Kazdy guz czy zadrapanie syna byly opisane jako raport, z ktorym
    mialam sie zapoznac, gdzie stalo napisane, jak sie stalo, gdzie sie
    stalo, co zrobiono, kogo zawiadomiono i co zrobi sie na przyszlosc,
    zeby podobnego wypadku uniknac, podpisane przez panie, kierowniczke
    przedszkola, mnie. Mam w domu wszystkie kopie. Sa procedury, a nie
    to co sie paniom wydaje.

    Owszem, u nas panie albo pomoce chodza z dziecmi do toalety. Czyli
    nastepnym razem ten sam chlopiec moze zrobic dokladnie to samo i co?
    Bedzie jezyk szyty znowu?
  • 16.02.10, 20:30
    Gdyby sytuacja dotyczyła kazdej osoby ktora nie widzi tutaj problemu
    wypowiedzi byłyby inne.
  • 16.02.10, 20:32
    Wiesz, równie dobrze dziecko może się samo poślizgnąć i też rozciąć
    język. W domu tez się zdarzają wypadki. Chciałabyś, żeby
    nauczycielka obiecała, że już nigdy, przenigdy nie dojdzie do
    takiego wypadku, a to niemożliwe. Jak dopilnuje tego rozrabiającego
    chłopca, to syn autorki zderzy się z najgrzeczniejszą dziewczynką w
    przedszkolu i efekt będzie taki sam.
    Protokół ze zdarzenia na pewno jest, choćby po to, żeby dochodzić
    odszkodowania od ubezpieczyciela. Zwykle jednak to rodzic się po
    niego fatyguje, a nie czeka na doręczenie do domu.
  • 16.02.10, 20:53
    Protokol ze zdarzenia MA zostac sporzadzony na miejscu i zostac
    przedlozony rodzicowi do wgladu i podpisania jak najszybciej po
    zdarzeniu.

    > Wiesz, równie dobrze dziecko może się samo poślizgnąć i też
    rozciąć
    > język.

    No wiec DLACZEGO sie posliznelo? Mokra podloga, sliska posadzka,
    nieodpowiednie obuwie? I co zrobic, zeby to czy inne dziecko w
    przyszlosci sie nie przewrocilo.
    ZAWSZE nalezy szukac przyczyny i ja likwidowac, niezaleznie od
    natury wypadku.
  • 16.02.10, 20:58
    To był upadek z huśtawki na twarz. W takich przypadkach nie można
    stwierdzić, że nic się nie stało. Nie wymagam pogotowia, ale
    pierwszej pomocy już tak. O pogotowiu pisałam w nawiązaniu do
    pierwszej wypowiedzi, może faktycznie wyszło trochę niejasno.

    Tak na marginesie - do poobijanego, pijanego żula na ulicy pogotowie
    przyjeżdża.
    --
    Kuchnia Psa Kuby - Blog o gotowaniu
  • 16.02.10, 21:04
    Żul może o sobiue decydować, o przytomnym dziecku decydują rodzice.
  • 16.02.10, 21:09
    Przeciwciało, ja to rozumiem, problem w tym, że rodzice potrzebują
    godziny na to, żeby dojechać z pracy, potem muszą zawieźć dziecko do
    lekarza a czas płynie. I o czym ja mogę zadecydować? Przecież nie
    kończyłam medycyny. Naprawdę gdyby przyjechało pogotowie i
    podejrzewanoby u małego pęknięcie czaszki to czekaliby na matkę?
    Jeśli to prawda, to jest to straszne.

    p.


    --
    Kuchnia Psa Kuby - Blog o gotowaniu
  • 18.02.10, 08:21
    > zaniedbanie. Podczas przebierania dzieci do leżakowania jest taki
    > młyn, że naprawdę nie ma sie już czasu na bieganie z każdym
    > dzieckiem do toalety: jedne jeszcze kończą jedzenie, niektóre
    trzeba
    > pokarmić, inne wstają, idą do toalety, jeszcze innym trzeba pomóc
    > się przebrać. Woźna najczęściej jest jeszcze zajęta zbieraniem
    > talerzy... Nie wiem jakie są zwyczaje w grupie, ale mogę sobie
    > wyobrazić, że dwóch chłopców wchodzi razem do łazienki i nikt tego
    > nie rejestruje.


    Rzeczywiście nie masz bladego pojęcia o zwyczjach panujących w
    grupie.
    To co opisujesz powyżej to jakaś paranoja...... ten chaos, bałagan,
    dzieci robiące na co mają ochotę bez żadnej kontroli opiekunów.....
    Koszmar jakis.

    W "naszym" przedszkolu dzieci od najmłodszej grupy uczą się rutyny.
    Jest czas na zabawę, toaletę, jedzenie i leżakowanie.
    Nie ma mowy, żeby część dzieci "dojadała" obiad, reszta juz
    przygotowaywana do leżakowania.
    Jeżeli dziecko potrzebuje do toalety to informuje o tym Panią, żadne
    dziecko bez wiedzy Pani nie opuszcza sali zabaw.



  • 18.02.10, 14:10
    Może mi powiesz, jak jesteś taka zorientowana, co robią dzieci,
    które pierwsze zjadły obiad? Czekają przy stoliku, aż zje to
    ostatnie, które potrafi siedzieć nad talerzem 40 minut (są takie
    przypadki). Czy też temu "wolnojedzącemu" zabiera się talerz, bo
    wszystkie dzieci na komendę kładą się na leżakach? Jestem bardzo
    ciekawa jak to jest w "waszym" przedszkolu, bo w "moim" jest tak jak
    opisałam. Może się od Was czegoś nauczymy.
  • 18.02.10, 14:25
    Przede wszystkim posilki nie trwaja 40 minut, bo przy 4 dziennie,
    nie byloby czasu na zajecia.
    Dzieci siedza przy stolikach, panie czasami nastawiaja minutnik na
    np. 20 min, 5 minut przed koncem daja ostrzezenie "prosze konczyc
    obiad za 5 minut wstajemy", wszyscy sprzataja ze stolow, myja zeby i
    ida po maty do lezakowania. Jak w tym czasie ktos potrzebuje do
    toalety, jak to po obiedzie, pomoc z nimi idzie. U nas tez posilki
    nie trwaja 40 minut, siadamy, jemy, dziekujemy, sprzatamy. NIkt z
    nim nie siedzi godzine, zeby zjadl.
  • 16.02.10, 20:28
    Przede wszystkim przedszkole sie nie popisało.
    Krwawiąca rana, upadek i uraz głowy to poważna sprawa. Przedszkole
    powinno wezwać pogotowie, ew. ustalić czy rodzice sami to zrobią gdy
    zostali powiadomieni o wypadku. 4 doby w szpitalu świadczą, że to
    było raczej poważniejsze zdarzenie. Powinien zostać sporządzony
    protokół wypadku, wy jako rodzice macie prawo podać swoje
    zastrzeżenia i dostać kopię protokołu. Przedszkole musi też wydać
    formularze ubezpieczeniowe. Panie nauczycielki w przedszkolu muszą
    mieć ukończone kursy pierwszej pomocy i umieć w takiej sytuacji
    działać. Czy gdyby nie mogły się dodzwonić do Ciebie czy męża
    dziecku nie udzielonoby wcale pomocy? Nie daj się zbyć i
    zbagatelizować tego co się stało.
    Pozdrawiam i życzę zdrowia synkowismile
  • 16.02.10, 20:36
    Wzywając pogotowie do przedszkola dyrekcja "naraża się" na wizytę jednocześnie
    policji i prokuratury i pewnie przez to są te durne zapisy.
    Zażądałabym zaświadczenia do wypłaty odszkodowania i złożył skargę do dyrekcji.
  • 16.02.10, 20:43
    Dziecko odszkodowanie dostanie.
    Skarga do dyrekcji o co? O to że nauczyciel nie chodzi z kazdym
    dzieckiem do toalety?
    Obowiązkiem przedszkola jest zawiadomic rodziców i spisac protokół.
    I na nikogo nie trzeba się skarżyc aby odszkodowanie dostac.
    Wypadki się zdazaja.
  • 16.02.10, 20:50
    Przedszkole ma obowiązek wezwać pogotowie gdy zdarzy się wypadek, a
    tego nie zrobili. Lekarz jest od tego by stwierdzić czy trzeba
    zabrać dziecko czy nie.
    Wypadki się zdarzają - tylko trzeba jeszcze umieć pomóc dziecku w
    takiej sytuacji albo wezwać pogotowie.
  • 16.02.10, 20:50
    Owszem,wypadki sie zdarzaja ale jak sie ma w grupie taka "czarna
    owce" to sie powinno miec oczy dookola glowy i myslec dwa razy
    szybciej niz dzieciak zrobi krzywde drugiemu. Zawinila opiekunka
    dzieci i to ewidentnie. Karetka powinna byc wezwana jednoczesnie z
    zawiadomieniem rodzicow(w tym konkretnym przypadku).
    --
    Josh Demolka
    http://www.suwaczek.pl/cache/e37b4b59de.png
    http://www.suwaczek.pl/cache/2299524407.png
  • 16.02.10, 21:01
    Do ubikacji dzieci chodzą same, fakt że powinny mieć kapcie na nogach wtedy
    poślizg jest mniejszy.
    Gdyby wezwano pogotowie to dziecko mogło by się jeszcze bardziej zestresować a
    tak panie doszły do wniosku że poczekają najpierw na Ciebie. Język ma to do
    siebie że jest bardzo mocno ukrwiony i dlatego takie duże krwawienie.
    Jedyne do czego można się przyczepić to to iż nikt z przedszkola nie
    zainteresował się jak czuje się Twoje dziecko.
    Zgłoś wypadek do ubezpieczenia.
  • 16.02.10, 21:05
    Ale panie to nie lekarze, prawda? Tu czas sie liczy. DZiecko krwawi,
    moze sie krwia zadlawic, moze zaczac wymiotowac, wtedy z lagodna
    sytuacja w minute moze sie przeksztalcic w zagrazajaca zyciu.
    pogotowie powinno byc wezwane, matka dziecka zawiadomiona, dziecku
    powinna towarzyszyc pani z przedszkola.
    I tak i tak wyladowalo w szpitalu. Czas moze tutaj dzialac na
    niekorzysc. Mialabym spore pretensje, gdyby nie wezwano pogotowia,
    gdyby sytuacja przytrafila sie mojemu dziecku.
  • 16.02.10, 21:05
    Panie nie są od tego by decydować co dziecko zestresuje tylko
    działać! Należało wezwać pogotowie!
  • 16.02.10, 20:56
    Przeciwcialo, owszem wypadki sie zdarzaja, tylko przedszkole powinno
    z kazdego wypadku wyciagnac lekcje i podjac kroki, zeby TEN wypadek
    juz sie nie zdarzyl.
    Moze trzeba wysylac dzieci z asysta do lazienek. U nas tak jest.
    Dzieciom NIE WOLNO samym chodzic do lazienek, musza zglosic i ktos z
    nimi idzie. Takie przepisy.
  • 16.02.10, 21:06
    W polskich przedszkolach nie ma asystentek łazienkowych. Dzieci
    chodzą do łazienki same.
  • 16.02.10, 21:10
    Sa panie do pomocy, pomoca jest rowniez pilnowanie dzieci.
    Inaczej bys spiewala, gdyby Twoje dziecko nie moglo kilka dni jesc z
    powodu szwow na jezyku i mialo pekniecie kosci czaszki.
    Spokojnie powiedzialabys "ach to przeciez wypadek, kazdemu moze sie
    zdarzyc". Nie przepuscilabym takiego wydarzenia, ani w Polsce anie
    nie w Polsce. Jakie to ma znaczenie?
  • 18.02.10, 01:06

    , gdyby Twoje dziecko nie moglo kilka dni jesc z
    > powodu szwow na jezyku i mialo pekniecie kosci czaszki.

    Przeczytaj uważnie zanim postawisz diagnozę.

    RTG główki pokazuje szczelinę
    (prawdopodobnie pęknięcie) na potylicy (upadek był do tyłu).
    Spędzamy 4 doby w szpitalu na obserwacji. Na szczęście nic
    niepokojącego się nie dzieje. Jesteśmy już w domu - tydzień spokoju
    w domku, żeby synek doszedł do siebie.

    Jeśli dziecko miało by pęknięcie kości czaszki to gwarantuję Ci że w szpitalu
    leżało by dłużej niż 4 dni a do przedszkola nie mogło by iść po tygodniu.
  • 18.02.10, 01:33
    Potylica to kosc czaszki. czy sie myle. Na RTG pekniecie = pekniecie
    kosci czaszki. Czegos nie zrozumialam. Nie bylo wgniecenia, tylko
    pekniecie, co samo w sobie niebezpieczne nie jest, jezeli nie
    dochodzi do krwawienia podpajeczynowkowego i obrzeku mozgu w
    konsekwencji.

    > Jeśli dziecko miało by pęknięcie kości czaszki to gwarantuję Ci że
    w szpitalu
    > leżało by dłużej niż 4 dni a do przedszkola nie mogło by iść po
    tygodniu.

    Jak mi zagwarantujesz? Neurologiem jestes? Jezeli bylo
    niesymptomatyczne i wszystkie funkcje neurologiczne byly OK, nie
    bylo krwiakow, to dlaczego nie mogl isc do przedszkola po tygodniu
    nie mogl pojsc?
  • 16.02.10, 20:56
    przeciwcialo napisała:
    > Obowiązkiem przedszkola jest zawiadomic rodziców i spisac protokół.

    NIE! obowiązkiem przedszkola jest zapewnić opiekę dziecku a jeżeli dojdzie do wypadku niezwłocznie wezwać lekarza! protokoły to sobie można później wypełniać
  • 16.02.10, 21:08
    Kto ci to powiedział? Udzielają pierwszej pomocy i wzywaja rodziców.
    Nieletni nie może byc badany przez lekarza bez zgody rodzica.
  • 16.02.10, 21:12
    W momencie gdy dziecko jest w przedszkolu jest pod opieką
    przedszkola. Z tego co piszesz wynika, że w sytuacji poważnego
    wypadku, gdy z rodzicami nie można się skontaktować, albo ich droga
    do przedszkola będzie długo trwać lekarz bedzie czekał a nie
    zajmował się cierpiącym dzieckiem. Bzdury!
  • 16.02.10, 21:13
    Bzdury opowiadasz, w przypadku bezposredniego zagrozenia zycia, albo
    chociaz niewielkiego ryzyka, zadne zgody rodzicow nie sa potrzebne,
    w tym przypaku nauczycielka z przedszkola spelnia role opiekuna.
    Moze szybko uzyskac ustna zgode rodzica.. Maja czekac, az dziecko
    sie wykrwawi, zeby przyjechala matka i bumage podpisala?
    W przypadku uderzenia w glowe moze dojsc do krwawienia
    podpajeczynowkowego, obrzeku mozgu i to sie moze stac w kilka minut.
  • 16.02.10, 21:18
    Zadzwoń na pogotowie i zapytaj co zrobiliby w przypadku takiego
    zgłoszenia.
    No ciekawa jestem co ci powiedza.
  • 16.02.10, 21:24
    Ale to chore jakieś, dziecku z dużą raną, ze złamaniem, z
    podejrzeniem wstrząsu mózgu czy w jakiejś innej poważnej sytuacji
    pogotowie nie pomoże, bo nie ma zody rodzica (a rodzic pracuje na
    drugim końcu Warszawy i przyjedzie za godzinę - tak, to na pewno
    dziecku pomoże...).
  • 16.02.10, 21:34
    przeciwcialo napisała:

    > www.p52.wpigulce.pl/?publikacje,przegladanie
    > punkt 29 wyguglane na szybko.


    to guglaj dalej, aż znajdziesz podstawę prawną a nie zapisy w regulaminie przedszkolasmile)
  • 16.02.10, 21:36
    Regulamin przedszkola tworzą na jakiejs podstawie, ktos go akceptuje
    i zna chyba konsekwencje tej akceptacji.
  • 16.02.10, 21:41
    przeciwcialo napisała:

    > Regulamin przedszkola tworzą na jakiejs podstawie,

    owszem, kilku aktów prawnych
    i nie może być z nimi sprzeczny

    ktos go akceptuje
    > i zna chyba konsekwencje tej akceptacji.

    proszę, nie ośmieszj sięsad
  • 16.02.10, 21:43
    Nie jestem prawnikiem.
    Widocznie w przedszkolach tez się na prawie nie znaja.
    Skoro to takie bezprawne to dlaczego funkcjon\uje?
  • 16.02.10, 21:53
    Dlatego, że te regulaminy i statuty w prawie całej Polsce są takie
    same i pisane metodą kopiuj wklej bez większego zastanowienia i nie
    modyfikowane w myśl zmiany przepisów. To samo dotyczy się np.
    przepisów na podstawie których pobierana jest opłata za przedszkole.
    Nikt tego nie czyta nie sprawdza itd.
  • 16.02.10, 21:27
    angazetka napisała:

    > Ale to chore jakieś, dziecku z dużą raną, ze złamaniem, z
    > podejrzeniem wstrząsu mózgu czy w jakiejś innej poważnej sytuacji
    > pogotowie nie pomoże, bo nie ma zody rodzica (a rodzic pracuje na
    > drugim końcu Warszawy i przyjedzie za godzinę - tak, to na pewno
    > dziecku pomoże...).

    to nie jest chore, to po prostu bzdura wymyślona przez przeciwciało
  • 16.02.10, 21:31
    No jasne, wymysliłam sobie a do autorki dziecka pogotowia nie
    wezwali ze złej woli.
  • 16.02.10, 21:35
    przeciwcialo napisała:

    > No jasne, wymysliłam sobie a do autorki dziecka pogotowia nie
    > wezwali ze złej woli.

    nie, ze strachu, głupoty, braku wyobraźni...
  • 16.02.10, 21:37
    A może zgodnie z regulaminem, przedszkola?
    Na początku roku szkolnego dają cos takiego do przeczytania i
    podpisania akceptacji.
  • 16.02.10, 22:29

    to może ty zapoznaj się ze statutem przedszkola i sprawdź czy aby na
    pewno nie ma tam punktu, iż w nagłych wypadkach wzywane jest
    pogotowie z jednoczesnym poinformowaniem rodziców.

    --
    Paweł
    Moje dziecko powiedziało smile

    Przekaż swoj 1%
  • 16.02.10, 21:25
    Za nieudzielenie pomocy art.162 kk - grozi do 3 lat.
  • 16.02.10, 21:29
    tra la, la.
    Nauczyciel ma obowiązek udzielic pierwszej pomocy i zawiadomic
    rodziców.
    Gdy dziecko traci przytomość zgoda rodziców jest domyslna. Wtedy
    pogotowie zabiera dziecko, zawiadamiana jest policja i chyba
    prokuratura, kuratorium.
  • 16.02.10, 21:34
    Rozumiem, że pogotowie czeka (bądź panie w przedszkolu po wypadku)
    aż dziecko straci przytomność lub umrze! Co za głupoty!
  • 16.02.10, 21:30
    No cóż, jeśli to prawda, to większe szanse na zdrowie a nawet życie
    mają dzieci napracujących mam mieszkających tuż przy przedszkolu.
    Jak rodzic przyjedzie za godzinę to w niektórych przypadkach może
    być po ptokach. Ciągle liczę na to, że to nieprawda.
    --
    Kuchnia Psa Kuby - Blog o gotowaniu
  • 16.02.10, 21:35
    To taka sama prawda jak i to, że nauczycielom w przedszkolu nie
    wolno podać leków.
  • 16.02.10, 22:19
    No bo: jak dziecko wyjdzie sobie samo na ulicę i zostanie potrącone
    przez samochód - to wina przedszkola.
    Nie wolno go wydać pijanemu opiekunowi, narąbanemu upoważnionemu
    dziadkowi itd - gdyby coś się stało, przedszkole miałoby problemy.
    Na czas pobytu dziecka to wychowawczyni staje się faktycznym
    opiekunem prawnym i tak samo, jak rodzice, ma zapewnić mu pierwszą
    pomoc w razie konieczności = pomoc lekarską !! Nikt nie wymaga od
    rodzica samodzielnego dziergania ran dziecku wink, rodzic ma w takiej
    sytuacji zapewnić pomoc lekarza. Również (a może zwłaszcza) pani
    wychowawczyni nie ma polegać na swojej medycznej intuicji ani czekać
    nie wiadomo ile, aż rodzic zerwie się z pracy i dojedzie z innej
    miejscowości, żeby mógł zawieść dziecko do szpitala...
    Jak dla mnie to absurdalna interpretacja, a przedszkole po prostu
    nie dopełniło obowiązków uncertain

    Nie żebym Cię do czegokolwiek namawiała, Autorko wątku, ale miej
    świadomość, że to niezłe przegięcie i że w sumie taką sprawą być
    może mogłaby się zająć prokuratura. A jeśli pytasz, jak ja bym się
    zachowała: miałabym w/w w pamięci i na końcu języka smile Wypadki się
    zdarzają, brak nadzoru w łazience i rokujący na przyszłość
    koledzy wink również, ale tego braku pomocy medycznej chyba jednak bym
    nie darowała. Złamanie ręki to jedno, silne uderzenie w głowę to
    jednak co innego uncertain
    --
    Gdzie oni są, kiedy ich nie ma ?
  • 17.02.10, 11:37
    tez mi sie wydaje ze nie mozna tego tak zostawic,
    popierwsze ja rozumiem ze pan jest zbyt malo aby zawsze chodzily z dziecmi do lazienki ale moze to powinno byc inaczej zorganizowane skoro taki incydent mial miejsce?
    4 dni w szpitalu i podejrzenie pekniecia czaszki to juz powazny problem
    Brak reakcji ze strony przedszkola...
    nie wezwanie karetki (a jezeli rodzic nie moze natychmiast wyjsc?)
    to wszystko nie powinno tak wygladac
  • 17.02.10, 10:33
    Po pierwsze: statut przedszkola nie jest aktem powszechnie obowiązującego prawa
    i nie może być z tym prawem sprzeczny.
    Po drugie: Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej i Sportu w sprawie
    bezpieczeństwa i higieny w publicznych i niepublicznych szkołach i placówkach:
    Rozdział 4

    Wypadki osób pozostających pod opieką szkoły i placówki

    § 40. Pracownik szkoły lub placówki, który powziął wiadomość o wypadku,
    niezwłocznie zapewnia poszkodowanemu opiekę, w szczególności sprowadzając
    fachową pomoc medyczną, a w miarę możliwości udzielając poszkodowanemu pierwszej
    pomocy.
  • 17.02.10, 11:53
    www.przedszkolaczki.com/content/view/81/93/
    Przedszkole ma chyba jakis regulamin/statut, ktory okresla zasady postepowania
    miedzi innymi gdy nastapi wypadek. Rodzice zapisujac dziecko do przedszkola
    podpisuja jakis kontrakt/umowe i dostaja do zapoznania sie regulamin, oryginal
    lub kopie rodzice/opiekunowie powinni miec w domu, wy sie zastanawiacie co
    robic, kto za co odpwiedzialny itd. no chyba to powinno byc jasne i klarowne.
  • 17.02.10, 14:09
    Współczuję zdarzenia.
    W moim przedszkolu panie powiedziały, że mają teraz takie przepisy, że nawet bez
    zgody rodzica nie mogą wezwać karetki! Muszą najpierw zadzwonić do rodzica i
    zapytać czy wezwać karetkę. I mówiły o tym na pierwszym zebraniu, więc o to nie
    miałabym pretensji (Twój punkt 3).
    Poza tym należy się Wam odszkodowanie, przecież PZU płacone było (zapewne).
    To że nikt nie zadzwonił w tym czasie to rozumiem, w końcu czemu aż tak panie
    mają się interesować każdym dzieckiem nieobecnym w przedszkolu. Wiedziały co się
    stało, ugryziony język to nie koniec świata, pewnie gdyby dziecko odjechało z
    przedszkola karetką na sygnale to by się bardziej interesowali. Jak dziecka nie
    ma bo ma zapalenie płuc i jest w szpitalu też nie dzwonią, takich chorób w ciągu
    roku jest sporo. Natomiast co do puszczania syna samego do ubikacji to też
    normalne, tylko po tym zdarzeniu prosiłabym aby jednak syna nie puszczać w
    towarzystwie tamtego chłopca, bo uważacie że jest agresywny i boicie się o
    kolejne zdarzenie. Panie mogły potraktować to zdarzenie jako zwykły wypadek.

    Ja bym zatem jedynie zapytała dyrektorkę o postępowanie by otrzymać
    odszkodowanie od ubezpieczyciela, bo dziecko doznało uszczerbku na zdrowiu
    podczas przebywania w przedszkolu, a potem już bezpośrednio paniom w Twojej
    grupie zwrócić uwagę właśnie na ograniczenie kontaktów sam na sam Waszego syna z
    tamtym chłopcem i tyle.
  • 17.02.10, 14:14
    daga_j napisała:

    > W moim przedszkolu panie powiedziały, że mają teraz takie
    przepisy, że nawet be
    > z
    > zgody rodzica nie mogą wezwać karetki! Muszą najpierw zadzwonić do
    rodzica i
    > zapytać czy wezwać karetkę. I mówiły o tym na pierwszym zebraniu,
    więc o to nie
    > miałabym pretensji (Twój punkt 3).

    Dago, czy nie widzisz idiotyzmu zawartego tym "przepisie"? Nie ma
    Ciebie na miejscu, nie jesteś w stanie ocenić co się dzieje z
    dzieckiem a ktoś marnuje cenny czas dzwoniąc i dopytując czy do
    nieprzytomnego Jasia wezwać karetkę czy nie? A jeśli się nie
    dodzwoni to co? Położy się Jasia w kąciku i niech sobie tam leży aż
    przyjdzie mamusia?

    --
    Kuchnia Psa Kuby - Blog o gotowaniu
  • 17.02.10, 14:21
    Przecież nie ja wymyśliłam ten przepis, ale przynajmniej nas poinformowano o
    tym, żę taki istnieje. Jesli rodzicom sięto nie podoba to niech zakładają spółkę
    prostestujących cyz jak to nazwać, wysyłają posty do burmistrza czy ministra,
    kto tam jest za to odpowiedzialny, może uzyskają zmianę tego typu przepisów.
    Sądzę, że jak byłby poważny wypadek, np. dziecko wypadłoby z okna w przedszkolu
    i to nie z parteru to jednak najpierw wzywano by karetkę, albo dziecko
    przecięłoby sobie tętnicę udową widelczykiem, ale jak krwawi język to nauczyciel
    wpierw dzwoni do rodzica. Nauczyciel nie zna się na medycynie by przewidzieć, że
    może być stłuczenie mózgu, jeśli dziecko samo wstało i po prostu płacze, że ma
    język przecięty. Jeden telefon do rodzica i już wie czy wzywać karetkę czy
    rodzic woli przyjechać i ocenić sytuację na żywo.
    Nie mnie oceniać sensowność tego przepisu, aczkolwiek gdyby mnie coś przykrego
    spotkało (moje dziecko) to pewnie bym też zaczęła się bulwersować, że nie
    wezwano karetki natychmiast.
  • 17.02.10, 14:29
    Daga, a jak rodzic zaocznie, nie widzac dziecka, moze ocenic powage
    sytuacji i zlecic wezwanie pogotowia, albo nie.
    Poza tym krwawienie, krwawieniu nierowne, to nie palec, ktory mozna
    zabandazowac, to jezyk, ktory jest bardzo ukrwiony, dziecko moze sie
    zalknac krwia, nie mowiac o tym, ze to POTWORNIE boli, a bolowi
    mozna pomoc. Jak przeciety/przegryziony jezyk, tzn. ze impakt na
    glowe byl duzy, jak uraz glowy, to nigdy nie ma zartow, trzeba jak
    najszybciej ocenic, jaki to uraz, i czy nie ma wewnetrznego
    krwawienia.
    Przepis, jezeli taki istnieje to jest durny z durniejszych. Na
    miejscu autorki dochodzilabym do sedna problemu.
    Oddajac dzieci do przedszkola/szkoly, kazdy rodzic ma nadzieje, ze
    sa tam bezpieczne, albo przynajmniej pod kompetencyjna opieka, ktora
    potrafi ocenic sytuacje. Lepiej raz na wyrost wezwac pogotowie, niz
    raz za pozno.

  • 17.02.10, 14:37
    Właśnie odpowiedziałam niżej dziewczynie, że ja zapewne zleciłabym przez telefon
    przedszkolance jak najszybsze wezwanie karetki, po prostu traktując ten telefon
    jako formalność od pani przedszkolanki, i byłabym w przedszkolu szybciej od
    karetki. Nie bawiłabym się ze zgadywaniem przez telefon co jest mojemu dziecku,
    ale skoro muszą wypełnić formalności i zadzwonić wpierw do mnie to cóż.
    Akurat ugryzienie języka to względna sprawa, mój mąż jako 3 latek nieomal nie
    odgryzł sobie języka i chodził tak ze 2 dni aż się rodzice zdziwili co on tak
    mamle w buzi a to jego język ledwie wiszący na skórce.. Widocznie był odporny na
    ból, pojechali do szpitala, zszyli mu go i jest dobrze. Autentyczna historia.
  • 17.02.10, 14:43
    Rodzice nie zawsze sa latwo dostepni pod telefonem, sa rozne
    sytuacji, rozne zawody, nie maja obowiazku posiadania komorki. Czyli
    panie najpierw dbaja o to, zeby formalnosciom stalo sie zadosc, zeby
    wlasne dooopy chronic, niz zeby skupic sie na pomocy dziecku? Gdzie
    tu logika? Po prostu NIE CHCE mi sie wierzyc, ze takie sa przepisy i
    juz.

    Duze krwawienie, ktorego nie da sie opanowac, zwlaszcza w okolicy
    glowy, zawsze jest wskazaniem do wezwania pogotowia, bo domowymi
    sposobomi moze byc trudne do opanowania, poza tym istnieje
    zagrozenie uszkodzenia mozgu, zwlaszcza u malych dzieci.
  • 17.02.10, 14:57
    Cytat myelegans napisała:
    Gdzie
    > tu logika? Po prostu NIE CHCE mi sie wierzyc, ze takie sa przepisy
    i
    > juz.


    Wiesz...czytam ten watek i kilka innych o przedszkolach, chorobach,
    postepowaniu w owych placowkach i coraz bardziej jestem w szoku
    jakie absurdy rodem z filmow Bareji dzieja sie w polskich zlobkach
    przedszkolach. A co najbardziej mnie przeraza do bezdenna glupota
    rodzicow ktorym jak widac lata, zwisa i powiewa ze przepisy sa jakie
    sa choc wiekszosc zdaje sobie sprawe ze absurdalne i nic z tym nie
    robi, nie kwestionuje, pokornie jak barany biora to co im daja i
    tyle.
    Kurcze ...chyba nawet majac ten durny przepis mozna sie z nim nie
    zgodzic i obejsc go na wlasne zyczenia piszac oswiadczenie ze sie
    chce tego i tego, i zeby w razie wypadku wezwano do mojego dziecka
    pogotowie i ze upowazniam nauczycielke do podjecia za mnie decyzji
    jesli bedzie to konieczne.

    Ludzie ...przeciez to chodzi o bezpieczenstwo i zdrowie waszych
    dzieci, nie wiem na co czekacie.
    U mnie rodzice zanim dziecko po raz pierwszy trafi do
    zlobka/przedszkola podpisuja roznego rodzaju oswiadczenia, miedzy
    innymi wlasnie takie ze zgadzam sie na udzielenie mojemu dziecku
    pomocy, podanie koniecznych lekarst przeciwbolowych,
    przeciwgoraczkowych (wiem ze akurat w PL to niemozliwe, choc nie
    kumam czemu, bo mozna w koncu podac liste na co dziecko uczulone)
    wezwanie do niego lekarza itd i bez 2 zdan tez jestem za kazdym
    razem powiadamiana. Juz nie wspomne o banalnych zgodach na wyjscie
    poza teren przedszkola do parku A czy do parku B (osobne
    oswiadczenie) + banalne oswiadczenie o robieniu dziecku zdjec i
    wieszaniu jego wizerunku na tablicy przedszkolnej.
  • 17.02.10, 15:25
    Hanalui, u nas jest podobnie. Wczoraj sprawdzilam, bo mam ksero
    wszystkich oswiadczen podpisywanych przy przyjeciu, m.in. zgoda na:
    udzielenie pierwszej pomocy, wezwanie pogotowia, podaniu dziecku
    lekarstwa, ktore zleci rodzic, albo lekarz (trzeba przyniesc
    zlecenie od lekarza), nauczyciel dzwoni nie tylko do rodzica, ale
    rowniez do pediatry dziecka, ktory moze zlecic przewiezienie
    dziecka, do szpitala, ktory pediatra zleci, a nie do najblizszego.
    Zalezy od przypadku, ale pediatra jest zawiadamiany. Nawet zgoda na
    smarowanie filrem p/slonecznym w lecie jest wymagana.
    Rodzice, ktorzy pomagaja i towarzysza dzieciom w wycieczkach poza
    teren przedszkola, musza przejsc sprawdzenie pod wzgledem karalnosci
    szczegolnie czy nie maja historii molestowania, pedofilii itp., i do
    tego tez sa potrzebne odpowiednie papiery.
    Nauczycielki wszystkie maja kursy ratownictwa medycznego, ktore sa
    odnawiane co roku.
    A przepisy sa nastawione, zeby chronic dzieci, nie opiekunow. Czy te
    regulaminy nie sa weryfikowane pod wzgledem prawnym? NIe wierze, po
    prostu nie wierze, takiej samowolki nikt nie uprawia. NIeudzielenie
    i nie wezwanie karetki w takiej sytuacji pewnie rownaloby sie ze
    zwolnieniem nauczycielki. Koniec, kropka.
  • 17.02.10, 22:14
    myelegans też jesteś spoza Polski, tak jak hanalui? Widocznie TAM jest to lepiej
    urządzone. Można pozazdrościć.
    Wspomnę, że w naszym przedszkolu również jeśli chodzi o podawanie leków to panie
    się od razu asekurowały", że żadnych leków nie wolno im podawać dzieciom i
    koniec. Ja się nie przeciwstawiam temu zapisowi, bo nie posyłam dziecka, które
    jest chore i potrzebuje leków, leki przyjmowane przez np. alergików najczęściej
    podaje się wieczorem (moja córka bierze) więc nie muszę nosić ich do przedszkola
    a jak dziecko ma powiedzmy astmę to już co innego, nie wiem jak to się robi,
    pewnie takie dziecko jest już zaznajomione z obsługą swojego wziewu na atak
    astmy i ma go przy sobie i przedszkolanka to wie. Takie rzeczy pewnie można
    omówić z dyrektorką i znaleźć dobre rozwiązanie.
  • 18.02.10, 01:26
    To czy mieszkam w Polsce powinno byc bez znaczenia. Glupkowate,
    nielogiczne przepisy nie usprawiedliwiaja.

    Co do podawania lekow, czyli jak sie w przedszkolu czy szkole trafi
    insulinozalezny diabetyk, to ma zrezygnowac ze przedszkola, bo nikt
    mu nie pomoze zaaplikowac insuliny i zmierzyc poziomu cukru? Nie w
    kazdej szkole/przedszkolu jest pielegniarka.
    Inne choroby przewlekle, wlasnie np. astmatycy nie tylko maja ze
    soba leki, ale rowniez zestaw anafilaktyczny EpiPen, ktory zapewniam
    Cie nawet jak dziecko wie do czego sluzy, SAMO sobie nie zaaplikuje
    bo to gruba igla, ktora trzeba wbic i potrzymac 10sekund, zeby
    lekarstwo sie uwolnilo. A to moze byc sprawa zycia i smierci, i
    nawet wzywanie pogotowia moze nie pomoc.

  • 19.02.10, 13:16
    Ale oczywiście, że uważam iż chore przewlekle dzieci mogą chodzić do
    przedszkola/szkoły i mieć ze sobą swoje leki i je zażywać, a jeśli jest
    potrzebna do tego pomoc to wcześniej rodzic powinien omówić tę sprawę z
    nauczycielem i prawdopodobnie uzyska współpracę.
  • 17.02.10, 14:30
    Wiem, że nie Ty. Natomiast gdy coś się stanie, to jedyną
    akceptowalną procedurą jest
    - po pierwsze - wezwanie karetki
    - po drugie - zawiadomienie rodzica,że dziecko miało wypadek i ze
    pomoc jest w drodze a nie pytanie, czy ratować.


    --
    Kuchnia Psa Kuby - Blog o gotowaniu
  • 17.02.10, 14:40
    Nie będę się wykręcać, ale dodajmy "Ty też nie" prawda?
    Możesz się nie wiem jak oburzać i być pewna swego ale czy wprost zapytałaś w
    swoim przedszkolu jakie mają procedury? Idź zapytaj, ciekawa jestem jak to w
    innych przedszkolach jest i jeśli Ci odpowiedzą "najpierw dzwonimy do rodzica"
    to zakładaj klub protestujących bo wyjdziesz na dwulicową (oj brakuje mi słowa,
    sorry, ale spieszę się po córkę do przedszkola). Odpowiem innym razem smile
  • 17.02.10, 15:04
    Dokładnie, wszyscy chetnie protestuja na forum.
    W przedszkolu zaś grzecznie podpisują regulamin.
  • 17.02.10, 15:08
    Nawet podpisanie idiotycznego regulaminu przez rodziców nie zwalnia przedszkola
    z odpowiedzialności. Obowiązuje rozporządzenie,reszta to wyssane z palca
    bzdety.BTW, sprawdziłam,w przedszkolu mojego syna takich durnych zapisów nie ma.
  • 17.02.10, 14:39
    daga_j napisała:

    > Przecież nie ja wymyśliłam ten przepis, ale przynajmniej nas poinformowano o
    > tym, żę taki istnieje. Jesli rodzicom sięto nie podoba to niech zakładają spółk
    > ę
    > prostestujących cyz jak to nazwać, wysyłają posty do burmistrza czy ministra,
    > kto tam jest za to odpowiedzialny, może uzyskają zmianę tego typu przepisów.


    DAGO ZROZUM , NIE MA TAKIEGO PRZEPISU,jeżeli ktoś ci coś takiego mówił to po prostu kłamał
    proszę nie powtarzaj tych kłamstw dalej bo jeszcze znajdą się inne idiotki które w to uwierzą i będą miały pretensje, że opiekunki wezwaly karetkę BEZ pytania ich o zgodę
  • 17.02.10, 22:17
    Bez "idiotki" proszę. Mój post zaczęłam "w moim przedszkolu", nie mówię, że tak
    jest wszędzie, a tam gdzie jest inaczej to brawo.
    Nie miałam okazji sprawdzać jak przestrzegany jest ten przepis w naszym
    przedszkolu, może to tylko zapis, tak jak często bywa, a robią inaczej. (np.
    jest zapis, że dziecko odbiera tylko osoba pełnoletnia a widzę czasem taką
    nastolatkę co po brata przychodzi choć bezpośrednio nie widziałam jak bierze
    braciszka z sali, ale skoro nie ma z nimi kogoś dorosłego to chyba jednak jej
    tego brata wydają)
  • 17.02.10, 14:56
    Rozumiem, ze wypadniecie dziecka w przedszkolu przez okno z parteru to norma i
    nie kwalifikuje sie do niczego, karetke wzywa sie od pierwszego+? Dziecko
    przecina sobie tetnice widelczykiem? Nie no ja chyba snie komedio-horror.
  • 17.02.10, 22:22
    Podałam takie tylko przykłady wymyślone, z tym widelczykiem to już był żart,
    chodziło mi o podanie wypadków, które wiadomo od razu w pierwszej sekundzie, że
    są groźne dla życia - wiem, że mnóstwo innych zwyczajnych wydarzeń też może być
    groźna. Myślę, że normalny człowiek - przedszkolanka może mniej więcej ocenić
    czy dziecko jest w stanie bardzo ciężkim, a tych przypadków których nie wykryje
    i stwierdzi, że najpierw zadzwoni do rodzica a potem według jego instrukcji na
    pogotowie - no cóż nie będę oceniać, nie ja to wymyśliłam. Takie przypadki
    trzeba rozpatrywać indywidualnie.
  • 17.02.10, 15:02
    daga_j napisała:

    > Przecież nie ja wymyśliłam ten przepis, ale przynajmniej nas poinformowano o
    > tym, żę taki istnieje.

    Ale kto wymyślił ten przepis? W jakim rozporządzeniu/ustawie czy innym akcie
    prawnym się znajduje? Ten przepis jest sprzeczny z PRAWEM, to jakaś totalna
    samowolka i gdyby doszło do sytuacji jak u autorki, można by przedszkole podać
    do sądu. Co więcej, wygrałoby się tę sprawę bez zmrużenia okiem. Przedszkole TO
    NIE JEST PAŃSTWO W PAŃSTWIE.
  • 17.02.10, 15:36
    NIe ma takiego przepisu. Tak samo jak nie ma już przepisu, że panie
    nie mogą podawać leków. To bzdura. Co więcej na stronach każdego
    kuratorium są broszury jak postępować z dziećmi przewlekle chorymi w
    przedszkolach szkołach. NIe dajcie sobie wmówić, że jest inaczej.
  • 17.02.10, 22:25
    ok - dałam sobie wmówić - nie wiedziałam, nie znam prawa tak dobrze. Tak nam
    mówili na zebraniu i przyjęłam to do wiadomości. Wierzę, że moje dziecko jest
    bezpieczne w moim przedszkolu, że bądź co bądź w razie wypadku udzielą mu
    pomocy, a zarazem wierzę, że nie wydarzy się żaden wypadek.
  • 17.02.10, 14:23
    > daga_j napisała:
    >
    >W moim przedszkolu panie powiedziały, że mają teraz takie przepisy, że nawet bez zgody rodzica nie mogą wezwać karetki! Muszą najpierw zadzwonić do rodzica i zapytać czy wezwać karetkę. I mówiły o tym na pierwszym zebraniu, więc o to nie miałabym pretensji (Twój punkt 3).


    ja nie mogę uwierzyć że są matki które ze spokojem i wiarą przyjmują takie bzdury!
  • 17.02.10, 14:33
    No cóż, napisałam to pierwsze zdanie z wykrzyknikiem, że jednak nie przyjęłam
    tego z takim spokojem. Nie buntowałam się przeciwko temu bo NIKT tego nie robi
    (może znacie konkretny przypadek?) Jak każdy człowiek wierzę, że mojemu dziecku
    nic się nie stanie w przedszkolu.
    Poza tym to tylko telefon - nie widzę problemu by odebrać telefon, natomiast
    wiele z Was tutaj upiera się, że "ojej jak matka z drugiego końca miasta ma
    przyjechać i ocenić sytuację?" - otóż chodzi o telefon, przyjeżdżać to sobie ona
    może w ile chce czasu, lub nawet zostać w pracy. Ja akurat mieszkam 2 minuty od
    przedszkola, co ja gadam, minutę jak biegiem, także zapewne szybko bym
    zareagowała (choć mam małego synka w domu), zapewne po prostu powiedziałabym
    przez telefon by wzywali karetkę i byłabym w przedszkolu szybciej od tej karetki.
    I jak mówię - podejrzewam na moją ludzką logikę i wiarę, że jednak w poważnych
    przypadkach wzywają karetki do wypadków dzieci w przedszkolu/szkole - ale
    zadrapanie, guz czy trochę krwi mogą poczekać (skoro muszą, bo jest taki przepis).
  • 17.02.10, 14:44
    Cytat daga_j napisała:
    > Poza tym to tylko telefon - nie widzę problemu by odebrać telefon,


    Widocznie masz maciupenka wyobraznie lub calymi dniami warujesz przy
    telefonie by go odebrac.
    Jak ruszysz troche glowka to moze wymyslisz tysiace sytuacji w
    ktorych nie mozna odebrac telefonu lub go nawet nie uslyszec.
  • 17.02.10, 14:49
    można być poza zasięgiem
    można mieć wyczerpaną baterię
    można wyjść do sklepu/na spacer i nie wziąć telefonu
    można być na spotkaniu w pracy i telefon zostawić na biurku
    można go zgubić
    może zostać ukradziony
    może się zepsuć
    można być w toalecie i nie usłyszeć
    nauczycielka, która dzwoni, może pomylić numer

    ... i pewnie mnóstwo innych powodów, dla których nie warto tracic
    czasu i NAJPIERW zapewnić ratunek dla dziecka, a POTEM zająć się
    informowaniem.

    --
    Kuchnia Psa Kuby - Blog o gotowaniu
  • 17.02.10, 22:26
    Zatem podejrzewam, że mózg pani przedszkolanki też nie jest tak maciupeńki, żeby
    w tym wypadku stwierdziła "nie mogę połączyć się z rodzicem, więc przejmuję
    podejmowanie decyzji, to dziecko musi zaraz obejrzeć lekarz, wzywam pogotowie".
    Proste i ludzkie.
  • 17.02.10, 14:51
    Ja się nie dziwie, ze panie takie głupoty opowiadają w
    przedszkolach, skoro wszyscy im wierzą. Bo skoro Pani w przedszkolu
    mówi, albo skoro jest taki zapis w jakimś statucie to tak jest.
    Ludzie myślcie trochę!
    Panie nie są od oceny czy dziecko wymaga interwencji poważnej
    lekkiej czy żadnej. Jest wypadek - musi być telefon na pogotowie i
    do rodziców. I taka powinna być kolej rzeczy. Z resztą wyżej osoba
    pracująca w szkole też o tym pisała.
    To, że od lat w przedszkolach powtarza się te same bzudry to efekt
    tego, że nikt tego nie sprawdza i nikt nie wymaga zmian.
    Znajomość przepisów wśród nauczycieli i dyrektorów przedszkoli
    (mówie na przykładzie moje miasta) jest żenująca.
  • 17.02.10, 14:59
    Zenujaca to jest calosciowa organizacja przedszkoli, zenujace jest podejscie
    wielu rodzicow do poprostu barku nalezytej opieki nad ich dziecmi, zlego
    informowania lub braku.
  • 17.02.10, 21:34
    W polskim prawie za nieudzielenie pierwszej pomocy grozi odpowiedzialność karna rozumiem że pań z przedszkola to nie dotyczy?

    Mój syn tez miał wypadek (złamanie). Nie mam zastrzeżeń do opieki pań - było to pechowe zdarzenie, jednak pierwsza pomoc ograniczyła się do telefonu do mnie.

    Ja zażyczyłam sobie wglądu do protokołu wypadku oraz wystąpiłam do p. dyrektor z wnioskiem o odniesienie się do tego wydarzenia, okoliczności, co mozna zrobić by taka sytuacja sie nie powtórzyła itd.

    Reakcja przeszła moje oczekiwania - plac zabaw (miejsce wypadku) został praktycznie natychmiast wyremontowany, pani przy której miało to miejsce już nie pracuje (choć okoliczności zwolnienia czy jej rezygnacji nie znam).

    Atmosfera po tym wydarzeniu między kadrą przedszkolną a mną jest bez zmian. Syn też żadnych "sankcji" nie odczuł.

    Tak więc zareaguj koniecznie.
  • 17.02.10, 22:11
    Oj daga, tez sie podczepie, ze masz mala wyobraznie. Np ja nie siedze w domu 1
    minutke drogi tylko w pracy, po drugie moja praca to prowadzenie zajec z grupa,
    gdzie grzecznosc wymaga odemnie wylaczenia dzwieku telefonu. Standardowo jedne z
    zajec trwaja od 1,5 do 2,5 godziny, kiedy to nawet nie wiem, ze ktos do mnie
    mogl dzwonic. Przewaznie sprawdzam telefon na przerwie, ale jak mam jakiegos
    "pytajnika" w grupie to nawet i przerwy nie mam. W zwiazku z tym sa dni, kiedy
    po telefon siegam dopiero kiedy wyciagam z torebki, aby wlaczyc dzwiek.
    Czyli jakby mojemu dziecku cos sie stalo, to mialoby wykorkowac przez ten czas?
    Oczywiscie u mnie w grupie zarowno nauczycielka jak i pomoc wiedza, ze jakby co,
    to maja najpierw dzwonic do taty. Na poczatku kariery przedszkolen
    wytlumaczylam, ale przeciez czasami jest zastepstwo, jak nauczycielka chora,
    albo jak byly ferie to laczone grupy z innymi nauczycielkami...

    --
    http://cdn.unicreatures.com/pet.php?id=224447http://dragcave.net/image/tRgb.gifhttp://dragcave.net/image/Ji44.gifhttp://dragcave.net/image/s0EC.gifhttp://dragcave.net/image/sCg8.gif
  • 17.02.10, 22:35
    Tak, toteż już odpowiedziałam wyżej, że sądzę, iż przedszkolanka jak nie może
    połączyć się z rodzicem to jednak wzywa karetkę, a nie głupio czeka. Zawsze może
    się bronić, że próbowała dodzwonić się do któregoś rodzica, gdyby jakiś rodzic
    miał pretensje, że nie zadzwoniono do niego, że dziecko jedzie do szpitala.
    Uważam oczywiście, że to źle by świadczyło o takim rodzicu, w ogóle nie
    wyobrażam sobie, że jakiś rodzic mógłby mieć pretensję, że wezwano pogotowie bez
    jego zgody, dlatego też uważam ten przepis za niepotrzebny i nawet mnie
    przekonałyście, że jest bezprawny. Chyba tylko świadek Jehowy mógłby mieć
    pretensje, że wzięto jego dziecko do szpitala bez jego wiedzy, bo oni mają
    jakieś tam zasady o nieprzetaczaniu krwi, czego też nie pochwalam a wręcz krytykuję.
    Podsumowując cieszę się, że przepis jest bezprawny, natomiast niezadowolona
    jestem, że nasza pani dyrektor widocznie o tym nie wie. Jak również o tym
    niepodawaniu leków dziecku.
    Ale choć dyrektorka jest miłą osobą to jest według mnie niezbyt kompetentna co
    tym bardziej potwierdzam dzisiaj. Ale to nie wątek o krytykowaniu dyrektorek
    przedszkoli.
  • 17.02.10, 23:03
    Jako nauczycielka w pkolu wiem, że każda dyrekcja podchodzi do tego
    inaczej i to jest czynnik decydujący jak się postępuje w sytuacji
    gdy jakiś wypadek zdarzy się. Na Woli np. każdy rodzic musiał
    podpisać zgodę na odjazd dziecka karetką gdyby miał wypadek...
  • 18.02.10, 07:56
    cz.wrona napisała:

    > Jako nauczycielka w pkolu wiem, że każda dyrekcja podchodzi do tego
    > inaczej i to jest czynnik decydujący jak się postępuje w sytuacji
    > gdy jakiś wypadek zdarzy się. Na Woli np. każdy rodzic musiał
    > podpisać zgodę na odjazd dziecka karetką gdyby miał wypadek...

    wrona, przedszkole nie może sobie dowolnie do tego podchodzić ponieważ są w obowiązującym w PL prawie przepisy regulujące tą kwestię, to że biurokratki dyrektorki mnożą papierki do podpisywania i próbują pisać własne zasady nie oznacza, że ich wymysły są obowiązującym prawem w placówce

    proszę nie stosuj tej strategi, ponieważ jest zupełnie błędna i przyznając że ją akceptujesz, wystawiasz sobie nie najlepsze świadectwo (szczególnie że jesteś nauczycielem i powinnaś znać przepisy prawa jakie cię obowiązują)
  • 18.02.10, 03:49
    Mój syn (już teraz 14-letni) w przedszkolu złamał nogę. Nikt nie wezwał karetki. Zadzwonili do mnie do pracy a ja w nerwach z wywieszonym "jęzorem" wzięłam taksówkę, potem dobrze wyglądającego 6-latka na ręce , do taksówki i na pogotowie. Pot (to była zima)leciał mi ciurkiem po plecach.W szpitalu też nikt nie dał mi wózka dla syna tylko go tak nosiłam od lekarza , do rentgena, do gipsowni ... Akurat mąż był na wyjeździe. W szkole sytuacja była podobna. Zadzwonili do pracy, syn czekał na mnie w gabinecie pielęgniarki. Tylko już go na ręce nie brałam tylko kazałam mu kuśtykać na jednej nodze do samochodu (tym razem pomógł mi kolega z pracy i nie musiałam brać taksówki)
  • 18.02.10, 03:50
    Mój syn (już teraz 14-letni) w przedszkolu złamał nogę. Nikt nie wezwał karetki.
    Zadzwonili do mnie do pracy a ja w nerwach z wywieszonym "jęzorem" wzięłam
    taksówkę, potem dobrze wyglądającego 6-latka na ręce , do taksówki i na
    pogotowie. Pot (to była zima)leciał mi ciurkiem po plecach.W szpitalu też nikt
    nie dał mi wózka dla syna tylko go tak nosiłam od lekarza , do rentgena, do
    gipsowni ... Akurat mąż był na wyjeździe. W szkole sytuacja była podobna.
    Zadzwonili do pracy, syn czekał na mnie w gabinecie pielęgniarki. Tylko już go
    na ręce nie brałam tylko kazałam mu kuśtykać na jednej nodze do samochodu (tym
    razem pomógł mi kolega z pracy i nie musiałam brać taksówki)
  • 19.02.10, 23:14
    osobiście złożyłabym skargę gdzie tylko się da. jeśli dzieją się
    takie rzczy tzn,że personel nie radzi sobie z opieką nad dziecmi.
    W kwestii pogotowiam, to gdtby się zjawiło a obok nie ma mamy 4
    letni maluch mógłby się przerazić jeszcze bardziej, po tym co juz go
    spokało.

    iza
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/l22ndf9h6w1vt6qz.png
  • 20.02.10, 13:01
    > W kwestii pogotowiam, to gdtby się zjawiło a obok nie ma mamy 4
    > letni maluch mógłby się przerazić jeszcze bardziej, po tym co juz go
    > spokało.

    Sorry, ale chyba ważniejsze jest życie i zdrowie dziecka, a nie jego
    przerażenie, prawda?

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.