Dodaj do ulubionych

Adopcja cd. - czyli jaka motywacja jest wlasciwa?

14.06.10, 18:43
Przeczytalam watek o adopcji i troche zdziwily mnie komentarze i
stwierdzenia, ktore czesto gesto padaly w stylu "takim jak Ty nie
powinno sie dawac dziecka", albo "mam nadzieje, ze Twoj wniosek
zostanie odrzucony". A byly to komentarze uzasadniane rzekoma ZLA
motywacja pewnej forumki do adopcji dziecka.

No i teraz zastanawiam sie. Jaka jest waszym zdaniem ta dobra,
WLASCIWA motywacja do adopcji? Zawsze wydawalo mi sie, ze motywacja
jest zapewnienie niechcianemu dziecku dobrego domu. Ale podobno
motywacja w stylu "dobra Pani" jest be i, jak to mowia
Anglicy "frowned upon".

No to jaka jest wlasciwa? Podejscie biznesowe, bezuczuciowa
kalkulacja zyskow i strat, a moze masochizm i chec poniesienia
ofiary w trudzie i znoju? Bo jak inaczej wytlumaczyc np. chec
adopcji niepelnosprawnego dziecka, skoro zwyczajna potrzeba serca
jest niewlasciwa motywacja? Naprawde moze istniec tu inna motywacja?


--
---------

A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak
jest patetycznie i lekko mrocznawo.
Edytor zaawansowany
  • cherry.coke 14.06.10, 18:47
    Wydaje (!) mi sie, ze chodzi o to, ze potrzeba pomocy dziecku musi byc polaczona
    z wlasna potrzeba rodzicielska. Bo inaczej to dobroczynnosc, a nie adopcja.
    --
    Glosuj na Cthulhu!
    Po co tracic glos na mniejsze zlo?
  • verdana 14.06.10, 18:53
    Przy adopcji motywacja powinna być taka sama jak przy dziecku
    biologicznym "Chcę mieć dziecko". Wg mojej przyjaciółki, ktora
    pisała prace doktorską o motywacjach adopcji, dwie pozostałe "chcę
    być matką" 9czyli pełnić spoleczną rolę matki, co jest istotne dla
    wielu kobiet) , a przede wszystkim "chcę zrobić dobry uczynek" źle
    wróżą powodzeniu adopcji.
    Inaczej jest wtedy, gdy adoptuje się nie "jakieś dziecko", a
    konkretne dziecko - osierocone dziecko przyjaciół czy rodziny, albo -
    co bywa - dziecko, w ktorym ktos zakochał się "od pierwszego
    wejrzenia", choc np. przyszedł do DD w zupełnie innej sprawie.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • d.o.s.i.a 14.06.10, 19:04
    > Przy adopcji motywacja powinna być taka sama jak przy dziecku
    > biologicznym "Chcę mieć dziecko".

    Nie wiem, nie przekonuje mnie ta motywacja. Bo w domu dziecka to nie
    towar, ktory sie wydaje, bo ktos "chce miec dziecko", prawda?

    Poza tym nie udawajmy przeciez, ze juz sam zamysl adopcji dopuszcza
    pierwiastek dobrego uczynku. Nie wierze, ze czlowiek potrafi isc do
    domu dziecka i ani przez chwile nie pomyslec, ze swoim uczynkiem
    daje dziecku szanse na lepsze zycie. Mysle, ze wiara w to, ze ludzie
    po prostu "chca dziecka" i ani tyci nie czuja satysfakcji z dobrze
    spelnionego uczynku jest zludna.



    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak
    jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • kawka74 14.06.10, 19:09
    Bo w domu dziecka to nie
    > towar, ktory sie wydaje, bo ktos "chce miec dziecko", prawda?

    Wyciągasz wnioski na podstawie wyrażenia 'mieć dziecko', które nie oznacza
    przecież brania dziecka na własność, jak rzeczy.
    Poza tym rodzice adopcyjni muszą spełnić szereg wymagań, nie można sobie wejść z
    ulicy i zażądać.

    Poza tym nie udawajmy przeciez, ze juz sam zamysl adopcji dopuszcza
    > pierwiastek dobrego uczynku

    Nie, nie dopuszcza.
    --
    Człowiek wcale nie pragnie zostać myszą... To staje się samo.
  • kropkacom 14.06.10, 19:09
    Myślę, że tylko przy adopcji niemowlęcia jest samo - "Chcę mieć dziecko".
    --
    "Masz prawo zachować milczenie, chociaż raz z niego skorzystaj"
  • kawka74 14.06.10, 19:16
    Nieprawda.
    --
    Człowiek wcale nie pragnie zostać myszą... To staje się samo.
  • kropkacom 14.06.10, 19:22
    Nie musisz się ze mną zgadzać.
    --
    "Masz prawo zachować milczenie, chociaż raz z niego skorzystaj"
  • kawka74 14.06.10, 19:35
    Odpowiedź była lakoniczna z powodu dziecka na ręku ;p
    Nie zgadzam się, bo pamiętam o własnych i cudzych doświadczeniach.
    --
    Większość normalnych, dojrzałych ludzi popiskuje dwa lub trzy razy dziennie.
  • melmire 14.06.10, 22:07
    Znajoma mamy adoptowala dzieci wlasnie w mix-motywacji "chce byc mama" i "chce
    byc dobra pania".Zeby nie bylo ze jej nie sprawdzono, adoptowala pokatnie, i
    podejrzewam ze byc moze nie za darmo, wtedy adoptant z Ameryki to bylo cos. Ta
    adopcja to horror, a dzieciaki, a wlasciwie mlodych ludzi nazwalabym wrakami,
    gdyby nie to ze pojecie "wrak" zaklada ze sie kiedys bylo w dobrym stanie, a
    dopiero potem popsulo.
    --
    http://squiby.net/view/3132869.pngPogoda
    ucichła za oknem, firanka, która była ozdobą na oknie przestała się chrzamotać.
  • d.o.s.i.a 14.06.10, 18:56
    Czyli, ze dziecko ma sie stac takim prezencikiem dla potrzebujacych
    rodzicow? Zeby mogli realizowac swoje instynkta macierzynskie i
    ojcowskie? Hmmm... No nie wiem.


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak
    jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • croyance 14.06.10, 19:00
    No z takich wlasnie przyczyn wiekszosc osob ma dzieci, a z jakich by
    innych? Instynkt zachowania gatunku. BTW, wydaje mi sie, ze rasa ludzka
    ma nieco wygorowane mniemanie o swojej wyjatkowosci.
    --
    I love my computer, because my friends live in it.
  • d.o.s.i.a 14.06.10, 19:08
    A co z dziecmi niepelnosprawnymi? Ktory rodzic tak po prostu chce
    dziecka niepelnosprawnego? Jak wytlumaczyc motywacje w tym przypadku?


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak
    jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • verdana 14.06.10, 19:08
    Własne dziecko też się ma z egoizmu, dla siebie. I co w tym złego?

    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • echtom 14.06.10, 19:09
    Też mi się tak wydaje. To po prostu opcja dla ludzi z ogromnym, wszechogarniającym instynktem rodzicielskim, którzy nie mogą mieć dzieci albo nie mogą tyle, ile by chcieli. Podobny mechanizm działa w przypadku rodzin zastępczych.

    --
    "Mieliście do wyboru wojnę lub hańbę. Wybraliście hańbę, a wojnę i tak będziecie mieli."
    W. Churchill
  • kawka74 14.06.10, 18:55
    Najlepszą motywacją jest chęć posiadania dziecka.
    Zostało to przez pracowników ośrodka ujęte mniej więcej tak: "chcemy mieć
    dziecko i chcemy, żeby dziecko miało nas".
    Potrzeba ofiarowania swojego serca sierotce kończy się zwykle ciężkim
    rozczarowaniem.
    --
    Większość normalnych, dojrzałych ludzi popiskuje dwa lub trzy razy dziennie.
  • d.o.s.i.a 14.06.10, 19:07
    To ja bede drazyc. Co to jest ta chec posiadania dziecka jesli nie
    chec kochania tego dziecka i ofiarowania mu swojego serca? Czy
    dzieci sie kupuje, hoduje, wystawia w gablotkce? wink

    Dla mnie takie podejscie jest podejrzane moralnie, bo juz narodzone
    dziecko staje sie przedmiotem, prezentem dla potencjalnych rodzicow.


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak
    jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • kawka74 14.06.10, 19:14
    Może jeszcze raz napiszę: 'aby mieć dziecko i aby dziecko miało nas'.
    Mam dziecko biologiczne, chociaż miałam mieć adoptowane. Nie zastanawiałam się
    nad tym, co i jak chcę mu ofiarować, czy ma być prezentem, czy będzie w
    gablotce, po prostu radość sprawia mi samo jego istnienie. W przypadku
    rodzicielstwa adopcyjnego jest tak samo.
    --
    My, psychiatrzy odkryliśmy, że ponad osiem procent ludzkości zawsze składała się
    z myszy. W każdym z nas jest coś z myszy. Ilu z nas nie przyzna, że czasami
    czuje pociąg seksualny do myszy?
  • majenkir 14.06.10, 19:20

    A co w przypadku dzieci chorych/kalekich?
    Wiadomo, ze lepiej miec zdrowe dzieci.
    Czym wiec kieruja sie ludzie bioracy dzieci obciazone?
    Wiadomo - chca POMOC dziecku, ktore ma podwojnie pod gorke.
    Co zlego jest w checiu niesienia pomocy, poprawy zycia, itp.?
    Kupy sie to nie trzyma...


    --
    Charty
    Ola i Wiktor
  • kawka74 14.06.10, 19:22
    Adopcja dziecka ciężko chorego czy niepełnosprawnego jest czymś innym, niż
    adopcja dziecka zdrowego/względnie zdrowego. Nie mieszajmy dwóch różnych spraw.
    --
    My, psychiatrzy odkryliśmy, że ponad osiem procent ludzkości zawsze składała się
    z myszy. W każdym z nas jest coś z myszy. Ilu z nas nie przyzna, że czasami
    czuje pociąg seksualny do myszy?
  • majenkir 14.06.10, 19:24
    IMO to jest to samo. I motywy kierujace ludzmi sa te same.

    --
    Charty
    Ola i Wiktor
  • kawka74 14.06.10, 19:25
    Nie, to nie jest to samo.
    --
    Człowiek wcale nie pragnie zostać myszą... To staje się samo.
  • kiniox 16.06.10, 14:54
    A dlaczego nie? Tzn. chore dziecko WOLNO zaadoptować, bo się jest
    dobrą panią, a zdrowego nie? Bo zdrowe dziecko adoptowane zasługuje
    na bycie kochanym i chcianym za sam fakt istnienia, a chore nie?
    Wytłumacz mi, proszę, bo to nie jest dla mnie jasne.
  • verdana 14.06.10, 19:23
    Moja przyjaciółka wzięła chore dzieci, po prostu dlatego, zę chciała
    mieć dzieci. Widziała dzieci, nie ich chorobę - nie zrobila tego
    dla "biednych sierotek" tylko dla siebie. I choć czasem, jak
    twierdzi, ma ochotę dzieci udusić, jest szczęśliwa, bo te dzieci
    kocha.
    Nie ma cienia poczucia, ze chiała pomóc dzieciom, sobie tylko chiała
    pomóc - i pomogła, bo jak twierdzi, jej życie teeraz ma sens.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • kawka74 14.06.10, 19:30
    Ale dzieci poważnie chore jednak adoptuje się w pewnym stopniu i po to, aby im
    pomóc, dać im szansę na odzyskanie zdrowia czy też poprawienie jakości życia.
    --
    My, psychiatrzy odkryliśmy, że ponad osiem procent ludzkości zawsze składała się
    z myszy. W każdym z nas jest coś z myszy. Ilu z nas nie przyzna, że czasami
    czuje pociąg seksualny do myszy?
  • a.nancy 14.06.10, 19:35
    kawka74 napisała:

    > Ale dzieci poważnie chore jednak adoptuje się w pewnym stopniu i po to, aby im
    > pomóc, dać im szansę na odzyskanie zdrowia czy też poprawienie jakości życia.

    a zdrowym dzieciom nie chce się poprawić jakości życia?
  • kawka74 14.06.10, 19:40
    Każdemu dziecku chce się zapewnić jak najlepsze warunki, to chyba logiczne.
    Jednak nie to jest motywem adopcji.
    --
    Większość normalnych, dojrzałych ludzi popiskuje dwa lub trzy razy dziennie.
  • szyszunia11 14.06.10, 21:09
    kawka74 napisała:

    > Ale dzieci poważnie chore jednak adoptuje się w pewnym stopniu i po to, aby im
    > pomóc, dać im szansę na odzyskanie zdrowia czy też poprawienie jakości życia.

    a czy w takiej motywacji jest coś złego? jak dla mnie to niepotrzebne dzielenie
    włosna na czworo. Pewnie sama podejmując decyzję o dziecku miałam kiepska
    motywację... ale motywacja ludzka nigdy nie jest idealna. Moim zdaniem gdybysmy
    czekali z czynieniem dobra na stan az osiagniemy doskonałą motywację, to nikt
    nigdy nie zrobiłby nic dobrego, za to zamiast skupić się na innych skupialibyśmy
    sie na własnej "doskonałości".



    --
    niedawno stuknął namroczek
  • d.o.s.i.a 14.06.10, 21:56
    > a czy w takiej motywacji jest coś złego? jak dla mnie to niepotrzebne dzielenie
    > włosna na czworo. Pewnie sama podejmując decyzję o dziecku miałam kiepska
    > motywację... ale motywacja ludzka nigdy nie jest idealna. Moim zdaniem gdybysmy
    > czekali z czynieniem dobra na stan az osiagniemy doskonałą motywację, to nikt
    > nigdy nie zrobiłby nic dobrego, za to zamiast skupić się na innych skupialibyśm
    > y
    > sie na własnej "doskonałości".

    Szyszunia. Doskonale to ujelas. Zastanawia mnie od kiedy chec robienia dobra
    przestala byc zaleta, a stala sie wada.

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest
    patetycznie i lekko mrocznawo.
  • cherry.coke 14.06.10, 22:12
    > Szyszunia. Doskonale to ujelas. Zastanawia mnie od kiedy chec robienia dobra
    > przestala byc zaleta, a stala sie wada.

    Nie jest wada - ale sama chec czynienia dobra to jeszcze nie dosc w sprawie tak
    waznej jak przyszlosc i szczescie dziecka. Adopcja to duze wyzwanie na wielu
    polach i jesli jedyna motywacja rodzicow jest motywacja stricte dobroczynna, to
    w starciu z rzeczywistoscia moze sie ona szybko posypac, z ogromna szkoda dla
    dziecka.
    --
    Disclaimer: Nie jestem zwolenniczka PO. Partii, ktora by mnie satysfakcjonowala,
    w Polsce nie ma. Jestem za to zwolenniczka racjonalizmu.
  • d.o.s.i.a 14.06.10, 22:35
    > waznej jak przyszlosc i szczescie dziecka. Adopcja to duze wyzwanie na wielu
    > polach i jesli jedyna motywacja rodzicow jest motywacja stricte dobroczynna, to
    > w starciu z rzeczywistoscia moze sie ona szybko posypac, z ogromna szkoda dla
    > dziecka.


    Wiesz, dla mnie to lepsza motywacja, niz "a bo my chcemy dziecko". Czy Ci,
    ktorzy tylko, a jedynie "chca dziecko" nie posypia sie w starciu z
    rzeczywistoscia? Bo przeciez oni tylko chcieli dziecko, a to dziecko takie
    trudne jakies...

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest
    patetycznie i lekko mrocznawo.
  • cherry.coke 14.06.10, 22:41
    d.o.s.i.a napisała:

    > Wiesz, dla mnie to lepsza motywacja, niz "a bo my chcemy dziecko". Czy Ci,
    > ktorzy tylko, a jedynie "chca dziecko" nie posypia sie w starciu z
    > rzeczywistoscia? Bo przeciez oni tylko chcieli dziecko, a to dziecko takie
    > trudne jakies...

    Ja uwazam, ze wazne sa obie motywacje - chec bycia rodzicem (nie myslic z "chce
    byc mama jak w filmie") i chec pomocy dzieciom tez. Ale ta pierwsza jest
    niezbedna. Z sama druga to mozna byc wolontariuszem w placowkach.
    --
    Glosuj na Cthulhu!
    Po co tracic glos na mniejsze zlo?
  • iwles 14.06.10, 22:20

    Zastanawia mnie od kiedy chec robienia dobra
    > przestala byc zaleta, a stala sie wada.
    >



    a skąd w tobie pewność, że dla tego dziecka twój dom to "lepsze"
    dobro, niż dom dziecka ?



    --
    Paweł
    Moje dziecko powiedziało smile
  • d.o.s.i.a 14.06.10, 22:42
    > a skąd w tobie pewność, że dla tego dziecka twój dom to "lepsze"
    > dobro, niż dom dziecka ?

    Mozna tak powiedziec o kazdym domu, nawet tym z "idealna" motywacja...


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest
    patetycznie i lekko mrocznawo.
  • iwles 14.06.10, 22:50

    dlatego "idealna motywacja" takich wniosków nie zakłada.



    --
    Paweł
    Moje dziecko powiedziało smile
  • aandzia43 16.06.10, 12:38
    Zastanawia mnie od kiedy chec robienia dobra
    > przestala byc zaleta, a stala sie wada.

    Sama w sobie wadą nie jest, oczywiste. Ale chęć czynienia dobra jako
    podstawa czynów z kategorii "niełatwe relacje międzyludzkie" mocno
    trąci pychą. A pycha to podstawowy grzech, z niego cała reszta.
    "Jakiż ze mnie dobry człowiek" - wzrusza się na dnie duszy taki
    człek. I właściwie na wzruszeniach się kończy. Żeby czyn
    przeprowadzony został "sprawnie" i z dobrym skutkiem potrzeba
    organicznej, wewnętrznej, przynoszącej zwyczajną radość potrzeby
    obcowania z obiektem naszych uczynków.


    --
    "To, czego nie włączymy do świadomości, pojawia się w naszym życiu
    jako los"
  • d.o.s.i.a 16.06.10, 13:23

    > człek. I właściwie na wzruszeniach się kończy. Żeby czyn
    > przeprowadzony został "sprawnie" i z dobrym skutkiem potrzeba
    > organicznej, wewnętrznej, przynoszącej zwyczajną radość potrzeby
    > obcowania z obiektem naszych uczynków.
    >


    Juz dawno naukowo udowodniono, ze dobroczynnosc wynika z
    egoistycznej potrzeby i nigdy nie jest altruistyczna. Za kazdym
    razem laczy sie z "nagroda" w postaci zastrzyku dopaminy, czy czego
    tam jeszcze. Ludzie czynia dobro, bo jest to dla nich przyjemne.
    A nad pycha i megalomania trzeba po prostu, tak po chrzescijansku,
    panowac. Bo to pokusa jak kazda inna.

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak
    jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • majenkir 14.06.10, 19:33

    verdana napisała:
    > Nie ma cienia poczucia, ze chiała pomóc dzieciom, sobie tylko
    chiała pomóc - i pomogła, bo jak twierdzi, jej życie teeraz ma sens.


    Taa, jej zycie ma teraz sens, bo poczula sie LEPSZA....
    Czy gdyby adoptowala zdrowe dzieci, to jej zycie nie mialoby sensu?


    --
    Charty
    Ola i Wiktor
  • gaja78 15.06.10, 00:21
    majenkir napisała:

    > Taa, jej zycie ma teraz sens, bo poczula sie LEPSZA....
    > Czy gdyby adoptowala zdrowe dzieci, to jej zycie nie mialoby sensu?

    Nie poczuła się lepsza (od kogo właściwie ? Co najwyżej od dawnej "siebie")
    Poczuła się spełniona.


    --
    Lissie
  • d.o.s.i.a 14.06.10, 21:51
    > Moja przyjaciółka wzięła chore dzieci, po prostu dlatego, zę chciała
    > mieć dzieci. Widziała dzieci, nie ich chorobę - nie zrobila tego
    > dla "biednych sierotek" tylko dla siebie. I choć czasem, jak
    > twierdzi, ma ochotę dzieci udusić, jest szczęśliwa, bo te dzieci
    > kocha.
    > Nie ma cienia poczucia, ze chiała pomóc dzieciom, sobie tylko chiała
    > pomóc - i pomogła, bo jak twierdzi, jej życie teeraz ma sens.

    Mysle Verdano, ze to co piszesz to utopia. W praktyce kazda adopcja wiaze sie
    bardziej, czy mniej z checia dania pomocy, bo tego sie po prostu oddzielic nijak
    nie da. Ta pomoc wyplywa wprost z definicji - bierzemy dziecko z domu dziecka
    vide: bierzemy je do lepszego zycia. No nie da sie inaczej po prostu. Ludzie
    biorac takie dzieci MUSZA sobie zdawac sprawe z tego, ze to konkretny czyn,
    ktory te dzieci tak czy inaczej uszczesliwi. Trzeba by byc cyborgiem zeby
    zamykac sie na taka ewentualnosc, nie widziec jej, nie chciec, nie brac pod
    uwage. Tego sie po prostu nijak nie da oddzielic.

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest
    patetycznie i lekko mrocznawo.
  • verdana 14.06.10, 22:35
    Nie, zdecydowanie to nie jest utopia.
    nie rozumiesz, że mozna po prostu chcieć mieć dziecko, uważać, ze
    życie bez dziecka jest nieudane? I nie sądzić, ze się bedzie dla
    dziecka jakimś blogosławieństwem, bo po dzieci do adopcji czeka
    kolejka i żadnego 'dobra" człowiek biorac je nie czyni. I tak znajdą
    dom. trzeba być bardzo zadufanym, aby sadzić, ze na 100% gorszy.
    Przy takiej motywacji "bierzemy dziecko do lepszego życia" moze się
    okazać, ze dziecko wcale lepszego życia nie doceni. I wtedy całą
    motywację trafia szlag, a dziecko uznane jest za niewdzięcznego
    bachora.
    Mylisz się sądzżać, ze adopcja uszczęśliwia dziecko. Tak naprawdę,
    wiele adoptowanych dzieci ma już zaburzenia wiezi i nie
    uszczęśliwimy ich wcale tak bardzo. A juz na pewno nie, jeśli to
    będzie nasza głóna motywacja, bo trzeba liczyć się, ze dziecko wcale
    nie będzie szczęśliwe...
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • d.o.s.i.a 14.06.10, 22:50
    > nie rozumiesz, że mozna po prostu chcieć mieć dziecko, uważać, ze
    > życie bez dziecka jest nieudane?

    Verdano, to wyjasnij co to znaczy chciec miec dziecko. Po co? W jakim celu?
    Jakie pragnienia ma ono zaspokajac? Tak je miec, zeby bylo, w kacie stalo? Czy
    moze jednak milosc i chec zapewniania cieplego domu to jednak cecha kazdego
    normalnego rodzica?

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest
    patetycznie i lekko mrocznawo.
  • verdana 15.06.10, 14:02
    Chęć posuadania dziecka jest instynktowana. zaspakają chęć
    posiadania dziecka.
    Rodzę dziecko nie dlatego, zeby mu zapewnić dom, naprawdę.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • aandzia43 16.06.10, 12:52
    > Verdano, to wyjasnij co to znaczy chciec miec dziecko. Po co? W
    jakim celu?
    > Jakie pragnienia ma ono zaspokajac? Tak je miec, zeby bylo, w kacie
    stalo? Czy
    > moze jednak milosc i chec zapewniania cieplego domu to jednak cecha
    kazdego
    > normalnego rodzica?

    Ja nie Verdana, ale się postaram. "Chcieć mieć dziecko" to moim
    zdaniem psychiczna potrzeba wejścia w interakcję ze szczenięciem
    ludzkim, jaka dopada w pewnym momencie większość samic rodzaju
    ludzkiego. Wyznanie, poziom cywilizacyjny, krąg kulturowy -
    nieistotne. To potrzeba przytulania, komunikowania się cieleśnie a
    potem werbalnie i ścisłego połączenia swojej drogi życiowej i całego
    swojego jestestwa z tym stworzeniem. Z tym łączy się oczywiście
    potrzeba przychylenia nieba obiektowi westchnień. Ale brutalnie
    powiem: jak ci się w mózgu nie jarzy ośrodek nagrody na kontakt z
    obiektem, to w buty możesz sobie wsadzić tzw. szlachetne intencje
    wobec obiektu. Z tej mąki chleba nie będzie. Nie ta kolejność uczuć;-
    )

    --
    "To, czego nie włączymy do świadomości, pojawia się w naszym życiu
    jako los"
  • a.nancy 14.06.10, 19:32
    majenkir napisała:

    >
    > A co w przypadku dzieci chorych/kalekich?
    > Wiadomo, ze lepiej miec zdrowe dzieci.
    > Czym wiec kieruja sie ludzie bioracy dzieci obciazone?

    może tak:
    "bardzo chcę mieć dziecko, i czuję, że wystarczy mi sił by zaopiekować się
    dzieckiem niepełnosprawnym. skoro już zdecydowałam się na adopcję, chcę również
    dać szansę dziecku, któremu trudniej byłoby znaleźć rodzinę".
    hmmm, zbyt idealistyczne?

    --
    "hankrearden" natym blogu ponizej twierdzi, ze powolaniem kobiety jest uzywanie
    swojego mozgu i to on decyduje na co kobieta ma ochote. Mysle, ze normalny facet
    nie chce miec z taka kobieta nic wspolnego. (z forum)
  • verdana 14.06.10, 19:49
    Nie, przypadkowo znam motywacje w tym przypadku. Koleżanka
    opowiadała mi "Bardzo chcę mieć dziecko. Dziecko, nie zalezy mi na
    zdrowym, tylko na własnym. Akurat do adopcji było chore rodzeństwo -
    pokazali mi je i to były moje dzieci." Tyle.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • a.nancy 14.06.10, 19:54
    no i fajnie
  • verdana 14.06.10, 19:20
    Dziecko byłoby przedmiotem, gdyby wybierało sie konkretne,
    pzychodząc ot tak, z ulicy. Tymczasem trzeba do adopcji się
    przygotować, nie kazdy chcacy dziecko dostanie, nie ma też
    możliwosci wyboru. Mniej-więcej tak, jak w przypadku biologicznego -
    też decyduje się na posiadanie dziecka, a nie na konkretny
    egzemplarz.
    Dziecko bierze się, aby je kochać i wychowywać, a nie mieć - tak
    samo po to sie dziecko rodzi.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • kropkacom 14.06.10, 19:25
    > przygotować, nie kazdy chcacy dziecko dostanie, nie ma też
    > możliwosci wyboru

    Nie wmówisz mi, że nie można chcieć niemowlęcia, dziewczynki albo chłopca.
    --
    "Masz prawo zachować milczenie, chociaż raz z niego skorzystaj"
  • kawka74 14.06.10, 19:31
    Można powiedzieć: chcielibyśmy adoptować dziecko do dwóch lat, względnie zdrowe,
    najchętniej chłopca.
    Tyle że z tych chęci dość często wychodzi trzyletnia dziewczynka, witana przez
    rodzinę adopcyjną z otwartymi ramionami ;p
    --
    Większość normalnych, dojrzałych ludzi popiskuje dwa lub trzy razy dziennie.
  • kropkacom 14.06.10, 19:33
    > rodzinę adopcyjną z otwartymi ramionami ;p

    Albo nie z otwartymi tongue_out
    --
    "Masz prawo zachować milczenie, chociaż raz z niego skorzystaj"
  • kawka74 14.06.10, 19:38
    Z otwartymi, otwartymi.
    Spotkałam się tylko z dwoma przypadkami odmowy, reszta godziła się bez
    zastrzeżeń, chociaż zamiast sześciotygodniowego chłopczyka była roczna dziewczynka.
    --
    Większość normalnych, dojrzałych ludzi popiskuje dwa lub trzy razy dziennie.
  • majenkir 14.06.10, 19:44

    Kazdy z nas ma jakies wyobrazenia i gdy rzeczywistosc sie z nimi
    nie pokrywa, czujemy sie z lekka rozczarowani. Ja chcialam druga
    corke, a urodzil sie chlopak. No i? Kocham go tak samo jakby byl
    dziewczynka tongue_out.


    --
    Charty
    Ola i Wiktor
  • kawka74 14.06.10, 19:46
    I dlaczego rodzice adopcyjni mają myśleć inaczej? smile
    --
    Większość normalnych, dojrzałych ludzi popiskuje dwa lub trzy razy dziennie.
  • majenkir 14.06.10, 19:49
    Tez mowie, ze nie big_grin.
    Dziwi mnie tylko, dlaczego jesli chec adopcji motywuja
    swoim "dobrym sercem" i checia zrobienia "dobrego uczynku", to jest
    zle uncertain
    --
    Charty
    Ola i Wiktor
  • verdana 14.06.10, 19:53
    Bo takie adopcje się nie udają. Nie zawsze, ale często. Rodzice,
    ktorzy chcą pokazać "dobre serce" i "pomóc dziecku" sa zazwyczaj
    znacznie bardziej rozczarowani, gdy dziecko wcale nie okazuje
    wdzięcznosci, gdy pyskuje, gdy mowi (jak wielu nastolatków) "Nie
    lubie was". Branie dziecka z takiej motywacji ma w sobie założenie,
    ze dziecko będzie zadowolone, szczęśliwe, a wychowanie się uda.
    Problem w tym, ze gdy okazuje się, że dziecko wcale nie jest
    szczęśliwe, a rodzice odnoszą (jak wielu innych) porażkę za porazką,
    cały pomysł wzięcia dziecka wydaje się chybiony.
    Tacy rodzice potrafią oddać dziecko, bo słabo się uczy. Bo wagaruje.
    Bo nie jest zadowolone. Bo zamiast poczucia, ze robią coś dobrego,
    mają poczucie, ze się nie udało.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • gaja78 15.06.10, 00:31
    verdana napisała:

    > Bo takie adopcje się nie udają. Nie zawsze, ale często. Rodzice,
    > ktorzy chcą pokazać "dobre serce" i "pomóc dziecku" sa zazwyczaj
    > znacznie bardziej rozczarowani, gdy dziecko wcale nie okazuje
    > wdzięcznosci, gdy pyskuje, gdy mowi (jak wielu nastolatków) "Nie
    > lubie was". Branie dziecka z takiej motywacji ma w sobie założenie,
    > ze dziecko będzie zadowolone, szczęśliwe, a wychowanie się uda.

    Moim zdaniem niewiele się taka sytuacja różni od posiadania dzieci
    biologicznych. Rodzice biologiczni bywają rozczarowani swoimi biologicznymi
    dziećmi, które pyskują, mówią "nie lubie was", robią wszystko
    nie-tak-jak-trzeba. Może być tak, że w przypadku adoptowanych dzieci to
    sprzężenie zwrotne od rodziców jest bardziej agresywne, negatywne, bo "przecież
    cię adoptowałem z dobrego serca i tyle mnie to wysiłku kosztowało". Obiektywnie.
    Ale z punktu widzenia dziecka nie wydaje mi się, żeby to miało bardziej
    destrukcyjną moc niż "przecież tyle dla ciebie zrobiłem, tyle wysiłku mnie
    kosztowałeś" z ust biologicznego rodzica w kierunku biologicznego dziecka.

    > Problem w tym, ze gdy okazuje się, że dziecko wcale nie jest
    > szczęśliwe, a rodzice odnoszą (jak wielu innych) porażkę za porazką,
    > cały pomysł wzięcia dziecka wydaje się chybiony.
    > Tacy rodzice potrafią oddać dziecko, bo słabo się uczy. Bo wagaruje.
    > Bo nie jest zadowolone. Bo zamiast poczucia, ze robią coś dobrego,
    > mają poczucie, ze się nie udało.

    Racja, to jest ta największa, najbardziej hardkorowa różnica między adopcją a
    urodzeniem dziecka: adoptowane można w mniemaniu niektórych po prostu oddać z
    powrotem sad

    --
    Lissie
  • kawka74 14.06.10, 19:55
    Nie chodzi o to, że to jest samo zło. Ba, jest to dość częste. Chodzi o to, że
    taka motywacja nie wróży powodzenia. Powiedz, czy Twojemu dziecku wystarczy
    kucharka, niania, pielęgniarka i nauczycielka, czy raczej potrzebuje osoby,
    która kocha dziecko tylko dlatego, że jest? Dzieci w dd niczym się nie różnią od
    tych w rodzinach biologicznych - nie potrzebują kolejnych opiekunów tym się
    tylko różniących, że indywidualnych, potrzebują rodziców.
    --
    Większość normalnych, dojrzałych ludzi popiskuje dwa lub trzy razy dziennie.
  • iwles 14.06.10, 21:50

    bo chęć zrobienia dobrego uczynku bardzo często wiąże się z
    oczekiwaniami wdzięczności, a tego przy adopcji oczekiwać od dziecka
    absolutnie nie należy, nie można tez dac nigdy dziecku
    odczuć, że wdzięczności za adopcję oczekujemy.


    --
    Paweł
    Moje dziecko powiedziało smile
  • d.o.s.i.a 14.06.10, 22:03
    > bo chęć zrobienia dobrego uczynku bardzo często wiąże się z
    > oczekiwaniami wdzięczności,

    Dla mnie to zupelnie inne rzeczy. A mam wrazenie, ze m.in. Verdana je utozsamia.

    Nie zgadzam sie z takim podejsciem. Mozna miec potrzebe pomocy, a jednoczesnie
    zdawac sobie sprawe z tego, ze adopcja to wyrzeczenie i nie zawsze jest bajka.

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest
    patetycznie i lekko mrocznawo.
  • iwles 14.06.10, 22:13
    > Dla mnie to zupelnie inne rzeczy. A mam wrazenie, ze m.in.
    Verdana je utozsamia


    i ja się z nią zgadzam. Bo tak jest, że kierując się głownie chęcią
    niesienia komuś pomocy - oczekujemy, że ta pomoc zostanie z
    wdzięcznością
    przyjęta, wszak ofiarujemy swoje serce i
    chcielibysmy, aby zostalo to docenione. A z dziećmi tak się nie da -
    dzieci są dziećmi, wystarczająco skrzywdzone przez los, nieufne i to
    my - dorośli - powinnismy byc im wdzięczni, kiedy nas pokochają i
    obdarzą zaufaniem, a nie odwrotnie.






    --
    Paweł
    Moje dziecko powiedziało smile
  • wieczna-gosia 14.06.10, 20:10
    (nie chce adoptowac dziecka)
    ale chcialam miec wlasne. No chcialam po prostu byle byly. I mysle ze
    tak samo czlowiek chce miec dziecko adoptowane.
    Mysle tez ze w przypadku starszych/ chorych dzieci moze zadzialac
    zwykla chemia- moja kolezanka chciala zostac rodzina zastepcza lub
    zalozyc rodzinny dom dziecka, ale weszla kiedys do domu dziecka, z
    ktorym wspolprcowala i zobaczyla swoja coreczke- lysa, ze swierzbem
    na skorze, nie chodzaca, wyjaca. I jak mowi juz wlasnie wiedziala ze
    nie zalozy zadnego domu dziecka bo oto spotkala corke. Teraz po kilku
    latach mloda nie nadrobila tych straconych lat, nie chodzi itd, ale
    naprade widac ze to ich dziecko i ze je kochaja.
    --
    opsesyjna.blox.pl/html
    przez pierwsze dwa lata uczysz dzieci chodzić i mówić a przez
    następne szesnaście lat marzysz o tym żeby usiadły spokojnie i się
    zamknęły
  • d.o.s.i.a 14.06.10, 21:39
    > ktorym wspolprcowala i zobaczyla swoja coreczke- lysa, ze swierzbem
    > na skorze, nie chodzaca, wyjaca. I jak mowi juz wlasnie wiedziala ze
    > nie zalozy zadnego domu dziecka bo oto spotkala corke.

    No wlasnie, bo ta wlasnie dziewczynka wzbudzila w Twojej kolezance najwieksze
    wspolczucie/najwieksza potrzebe opieki itp. itd. Bo wlasnie przy takiej lysej i
    ze swierzbem mogla poczuc sie lepiej, mogla sie poczuc potrzebna i poczula
    potrzebe "uratowania malej sierotki". I przykro mi, tak wlasnie uwazam. Nie
    wierze, ze w tym przypadku byla to zimna kalkulacja, o ktorej mowi Verdana pt.
    "bo ja chce miec dziecko, a moje intencje sa czyste, nie przyszlam tu ani czynic
    dobra, ani zbawiac swiata". I tylko tak przypadkiem wybieram najbiedniejsza
    sierotke...

    I smiem twierdzic, ze tak wlasnie sie dzieje w wiekszosci adopcji. Ludzie CHCA
    dac szanse odrzuconemu dziecku. Dla mnie taka motywacja jest ok.

    Tyle sie mowi o adopcji, tak sie do niej zacheca. A tu nagle sie okazuje, ze
    taka chec jest zla.


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest
    patetycznie i lekko mrocznawo.
  • szyszunia11 14.06.10, 21:46
    d.o.s.i.a napisała:
    Bo wlasnie przy takiej lysej i
    > ze swierzbem mogla poczuc sie lepiej, mogla sie poczuc potrzebna i poczula
    > potrzebe "uratowania malej sierotki". I przykro mi, tak wlasnie uwazam.

    dlaczego przykro? ja się buntuje przeciwko takiemu podejściu. Nie wymagajmy od
    ludzi, żeby byli aniołami, bo są tylko ludźmi, w każdym z nas jest potrzeba
    "nagrody", nikt nie jest doskonale bezinteresowny, ani rodzic biologiczny, ani
    adopcyjny ani w ogóle żaden człowiek. Zreszta "rodzic doskonały" - to by był
    dopiero dramat dla dziecka.
    Ja czasem myślę o adopcji za kilka lat, może jak juz będę miała dwójke
    biologicznych. Myślę, że jestem fajną mamąsmile i szkoda marnować potencjał, w
    ciązy nie lubie być, zwłaszcza, że mam komplikacje a poza tym - o zgrozo - żal
    mi dzieci w domach dziecka i pomyślałam, że moglibyśmy któremuś z nich pomóc.
    Teraz widzę, że moje motywacje mnie dyskwalifikują...


    --
    niedawno stuknął namroczek
  • d.o.s.i.a 14.06.10, 22:00
    > dlaczego przykro? ja się buntuje przeciwko takiemu podejściu.


    Szyszuniu11. Ja sie z Toba w stu procentach zgadzam smile
    Mysle, ze gdyby wiecej ludzi kierowalo sie ta niepozadana motywacja jaka jest
    zwyczajne czynienie dobra i uszczesliwianie innych ludzi, to domow dziecka by
    nie bylo. A czekanie na "rodzicow doskonalych", cyborgow w ludzkiej skorze, jest
    zwyczajnie okrutne.


    --


    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest
    patetycznie i lekko mrocznawo.
  • cherry.coke 14.06.10, 22:18
    d.o.s.i.a napisała:

    > A czekanie na "rodzicow doskonalych", cyborgow w ludzkiej skorze, jes
    > t
    > zwyczajnie okrutne.

    Jakich tam doskonalych, po prostu majacych realistyczne oczekiwania i cos
    realnego do zaoferowania. Piszesz o adopcji w celu uszczesliwiania - a jesli to
    dziecko nie jest i nie bedzie szczesliwe, bo na przyklad za wiele przeszlo? Moga
    je oddac, bo sie nie dalo uszczesliwic?

    Chec pomocy i uszczesliwania jest czynnikiem waznym, ale nie wystarczajacym.
    --
    Glosuj na Cthulhu!
    Po co tracic glos na mniejsze zlo?
  • szyszunia11 14.06.10, 22:31
    cherry.coke napisała:


    > Jakich tam doskonalych, po prostu majacych realistyczne oczekiwania i cos
    > realnego do zaoferowania. Piszesz o adopcji w celu uszczesliwiania - a jesli to
    > dziecko nie jest i nie bedzie szczesliwe, bo na przyklad za wiele przeszlo?

    ale chyba od tego są szkolenia, które rodziny chcace adoptowac przechodzą.
    Uswiadamia im sie fakt, że nie mogą opierać swojej motywacji na chęci otrzmania
    wdzięczności. To jest troche co innego, niz chec pomocy, uszczęsliwienia.


    Mog
    > a
    > je oddac, bo sie nie dalo uszczesliwic?


    chyba wystarczyłoby poczucie odpowiedzialności, które powinno towarzyszyc
    każdemu, kto zakłada rodzinę, ma dzieci. Że sa na zawsze, po prostu. Tak samo te
    biologiczne, jak adopcyjne.
    >
    > Chec pomocy i uszczesliwania jest czynnikiem waznym, ale nie wystarczajacym.

    tak, ale w każdym z nas jest egoizm przeciez, tylko może róznie on się wyraża.
    jeden chce ładne, zdrowe dziecko bo po prostu takie sobie wymarzył, z takim
    będzie mu łatwiej i tyle, inny spełni się pomagając dziecku trudnemu,
    pokrzywdzonemu przez los. Czy którys jest gorszy albo lepszy? To, że ktos "po
    prostu strasznie chce dziecka" tez da się psychologicznie rozłozyc na czynniki
    pierwsze i wtedy wyjdzie jakie potrzeby mu to dziecko ma zaspokoić. A co jesli
    nei zapsokoi?


    --
    niedawno stuknął namroczek
  • cherry.coke 14.06.10, 22:39
    > ale chyba od tego są szkolenia, które rodziny chcace adoptowac przechodzą.
    > Uswiadamia im sie fakt, że nie mogą opierać swojej motywacji na chęci otrzmania
    > wdzięczności. To jest troche co innego, niz chec pomocy, uszczęsliwienia.

    Troche co innego, ale nadal sa to motywacje zewnetrzne, a nie wewnetrzne. Tak
    jak pisza dziewczyny, sa dzieci, ktorym bardzo trudno jest pomoc albo je
    uszczesliwic - czyli podejmuje sie dzialanie z gory skazane na niepowodzenie. A
    to sie moze zle skonczyc. Co jest gorsze dla dziecka - pobyt w domu dziecka czy
    tez zwrocenie do domu dziecka po pobycie w nieudanej rodzinie adopcyjnej?

    > chyba wystarczyłoby poczucie odpowiedzialności, które powinno towarzyszyc
    > każdemu, kto zakłada rodzinę, ma dzieci. Że sa na zawsze, po prostu. Tak samo t
    > e
    > biologiczne, jak adopcyjne.

    I wtedy taka rodzina bedzie sie meczyc z obowiazku i z odpowiedzialnosci. To i
    tak lepiej, niz oddac dziecko, gdy tylko wypali sie motywacja dobroczynna. Ale
    chodzi o to, zeby rodzice adopcyjni mieli szanse dzieci naprawde pokochac, tak
    "dla siebie", a nie tylko dbac o "ich" potrzeby.
    --
    Glosuj na Cthulhu!
    Po co tracic glos na mniejsze zlo?
  • szyszunia11 14.06.10, 22:45
    cherry.coke napisała:


    > chodzi o to, zeby rodzice adopcyjni mieli szanse dzieci naprawde pokochac, tak
    > "dla siebie", a nie tylko dbac o "ich" potrzeby.

    ja się z tym zgadzam. Ale co to znaczy "pokochac dla siebie"? tak konkretnie?
    może to, zeby dziecko nie było tylko problemem ale tez radością? bo każdy
    człowiek ma prawo byc radościa dla innego? jesli tak, to się zgadzam. Ja się
    tylko upieram przy tym, ze chęć pomocy dziecku z domu dziecka (oprócz samej
    chęci dziecka - bo się chce je mieć) nie powinna dyskwalifikowac, bo to utopia.
    Nie zaspakajasz tej potrzeby, to zaspakajasz inną.


    --
    niedawno stuknął namroczek
  • iwles 14.06.10, 22:53

    no ale wlasnie caly czas o tym dyskutujemy, że chęc uszczęsliwienia
    dziecka może byc motywacją, ale nie głowna i nie jedyną.




    --
    Paweł
    Moje dziecko powiedziało smile
  • d.o.s.i.a 14.06.10, 23:05
    > no ale wlasnie caly czas o tym dyskutujemy, że chęc uszczęsliwienia
    > dziecka może byc motywacją, ale nie głowna i nie jedyną.
    >

    O nie, nie. Dyskusja jest o tym, ze taka motywacja dyskwalifikuje. I o ile
    rozumiem sytuacje, gdy przychodzi "pancia" po trojeczke sierotek, bo ona je
    ratowac bedzie laskawie, to nie rozumiem dlaczego normalni ludzi, ktorzy oprocz
    tego, ze pragna dziecka, ujawnia, ze maja nadzieje zapewnic dziecku szczesliwe
    zycie, maja byc przez to zdyskwalifikowani.



    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest
    patetycznie i lekko mrocznawo.
  • d.o.s.i.a 14.06.10, 22:53
    Kurcze, ale przeciez nawet z dobroczynnosci nikt normalny nie wezmie dziecka
    jesli go zwyczajnie NIE CHCE! Ktos kto CHCE miec dziecko, a do tego czuje, ze
    adopcja to wlasnie to, bo przy okazji ma szanse dac nowe zycie komus innemu.


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest
    patetycznie i lekko mrocznawo.
  • szyszunia11 14.06.10, 22:57
    d.o.s.i.a napisała:

    Ktos kto CHCE miec dziecko, a do tego czuje, ze
    > adopcja to wlasnie to, bo przy okazji ma szanse dac nowe zycie komus innemu.
    >
    >
    no własnie. Nie przyszło mi do głowy, że może mysleć o adopcji ktoś, kto nie
    chce dziecka (lub kolejnego dziecka). To jest chyba domyslne, że dziecko taka
    osoba chce mieć, a że przy tym ktoś zamiast domu dziecka będzie miał dom
    rodzinny - to chyba nic złego.

    --
    niedawno stuknął namroczek
  • cherry.coke 14.06.10, 22:57
    d.o.s.i.a napisała:

    > Kurcze, ale przeciez nawet z dobroczynnosci nikt normalny nie wezmie dziecka
    > jesli go zwyczajnie NIE CHCE! Ktos kto CHCE miec dziecko, a do tego czuje, ze
    > adopcja to wlasnie to, bo przy okazji ma szanse dac nowe zycie komus innemu.

    No to przeciez to wlasnie mowie. Tylko ja mowie, ze trzeba chciec byc rodzicem
    oraz pomoc, a ty mowisz, ze trzeba chciec pomoc oraz byc rodzicem. Zgodzisz sie
    chyba, ze sama chec pomocy to nie dosc.
    --
    Glosuj na Cthulhu!
    Po co tracic glos na mniejsze zlo?
  • d.o.s.i.a 14.06.10, 23:07
    > oraz pomoc, a ty mowisz, ze trzeba chciec pomoc oraz byc rodzicem. Zgodzisz sie
    > chyba, ze sama chec pomocy to nie dosc.


    No, ale czesc forumek pisze, ze ta chec pomocy jest dyskwalifikujaca, bo
    motywacja musi byc "czysta".


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest
    patetycznie i lekko mrocznawo.
  • annamariamuff 14.06.10, 22:27
    d.o.s.i.a napisała:

    > > zwyczajne czynienie dobra i uszczesliwianie innych ludzi, to
    domow dziecka by
    > nie bylo. A czekanie na "rodzicow doskonalych", cyborgow w
    ludzkiej skorze, jes
    > t
    > zwyczajnie okrutne.
    Ale dla mnie Ci "rodzice doskonali" "cyborgi w ludzkiej skorze "jak
    to okreslilas to wlasnie Ci rodzice chcacy czynic dobro i
    uszczesliwic biedna sierotke.Zdrowa egoistyczna chec zostania
    rodzicem jest najlepsza bo pozwala pokochac dziecko takim jakim
    jest ,bo to Ty chcialas miec dziecko a nie chcialas uszczesliwisc
    jakas bedna sierotke.Pomijajac wszystkie problemy jakie moze miec
    dziecko adoptowane lacznie z zaburzeniem przywiazania -do tego
    naprawde trzeba duzo pokladow milosci i zwyczajnej zdrowej checi
    zostania rodzicem a nie wybawicielem
    >
    >
  • d.o.s.i.a 14.06.10, 22:46
    > dziecko adoptowane lacznie z zaburzeniem przywiazania -do tego
    > naprawde trzeba duzo pokladow milosci i zwyczajnej zdrowej checi
    > zostania rodzicem a nie wybawicielem

    Nie popadajmy w skrajnosci. Ja nie pisze o wybawicielstwie, tylko zwyklej
    potrzebie przygarniecia, zaopiekowania sie, dania domu i milosci.

    A zdaje sie wlasnie o pokladach milosci napisalas...

    Nie wierze w motywacje posiadania dzieci dla samego posiadania. Bo czymze byloby
    to niby? Posiadam dziecko tak jak posiadam samochod? Dzieci ma sie rowniez po
    to, zeby je kochac. Takze te z domu dziecka.



    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest
    patetycznie i lekko mrocznawo.
  • iwles 14.06.10, 22:07

    to jest pułapka, bo co zrobią rodzice adopcyjni, kiedy dziecko w
    okresie dojrzewania zacznie się buntować i sprawiac klopoty zamiast
    być potulne i wdzięczna ?

    Co w sytuacji, kiedy rodzice "danie szansy" zrozumieją
    jako "realizowanie ich ambicji"? czyli wdzięczne dziecko ma się
    dobrze uczyć, zawsze być posłuszne, bez mrugnięcia okiem sprzątac i
    pomagac rodzicom ? no bo przecież biedna sierotka zostala przez
    rodzicow wybawiona od spędzenia życia w domu dziecka ?

    Co w sytuacji, kiedy dziecko będzie chcialo pójśc swoją wlasną
    drogą - i nie będzie chciało wykorzytsać danej mu szansy ?

    Naprawdę chciałabyć wychowywac się w domu, w ktorym czulabyś, że
    musisz być wdzięczna za miłość rodzicow do ciebie ?
    Milośc rodzicielska musi byc bezinteresowna.



    --
    Paweł
    Moje dziecko powiedziało smile
  • d.o.s.i.a 14.06.10, 22:33
    Iwles. Ale dlaczego sie tak usilnie czepiasz tej wdziecznosci. Ludzie adoptujac
    dziecko WIEDZA, ze nie adoptuja go do realizacji wlasnych ambicji, do bycia
    aniolkiem i chodzacym idealem. Wiedza, ze to dziecko porzucone, z trudna
    przeszloscia. Czy uwazasz, ze kazdy kto kieruje sie taka motywacja to idiota i
    zly czlowiek oczekujacy wdziecznosci?

    "Niesienie dobra" to dla mnie danie dziecku szansy, czegos, czego to dziecko nie
    ma, a co my mamy i chetnie ofiarujemy. Kochajacego domu, fajnych rodzicow. A
    nie "rodzicow jedynie wymagajacych wdziecznosci". Dla mnie to zupelnie inne kwestie.


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest
    patetycznie i lekko mrocznawo.
  • wieczna-gosia 14.06.10, 22:16
    wella jak sie przy takiej malej sierotce nie czujesz lepiej? nie
    sadze byc sie czula lepiej przy wyjacaym kilkuletnim dziecku z ktorym
    nie ma zadnego kontaktu ( a tak na poczatku bylo), ktore robi pod
    siebie i ma niezdiagnozowana ilosc chorob i po paru miesiacach boisz
    sie isc do lekarza bo gdzie nie dotkniesz tam wychodzi cos zlego.

    I przykro mi ale chec zbawiania swiata w konfrontacji z taka
    rzeczywistoscia czesto idzie sie mowiac brutalnie je.bac. I nie
    czujesz sie lepiej tylko wrecz przeciwnie czujesz jakie twoje zycie
    przed bylo piekne i POCO ci to bylo. Nie, patrzac sie na moja
    kolezanke miotajaca sie czasami z rozpaczy i klnaca na czym swiat
    stoi nie powiedzialabym ze czula sie z tym lepiej.
    Ona zas sama mowi ze w zyciu nie wzielaby chorego dziecka i nie ma
    pojecia dlaczego je wziela po prostu czula ze to jej dziecko.

    Dosiu postanawiasz dac sierotce szanse. A sierotka postanawia z tej
    szansy nie skorzystac, klnie, pije i wagaruje oraz puszcza sie na
    lewo i prawo. I twoja motywacja robi papa- ja tak to widze. Czlowiek
    ktory ma dziecko z potrzeby mania dzieci smile idzie sie wyryczec po
    czym nastepnego dnia zaczyna od nowa. Bo chcial to ma. Nie wiem czy
    czlowiek "dajacy sierotce szanse jest w stanie sie cieszyc ze 6 latka
    zasygnalizowala ze chce siusiu. Bo mialo byc idealnie a jest
    codzienny kierat.


    --
    opsesyjna.blox.pl/html
    przez pierwsze dwa lata uczysz dzieci chodzić i mówić a przez
    następne szesnaście lat marzysz o tym żeby usiadły spokojnie i się
    zamknęły
  • d.o.s.i.a 14.06.10, 22:41
    Wieczna-gosiu. NIe rozumiem dlaczego twierdzisz, ze motywacja pt. "czynie dobro"
    zaklada od razu oczekiwanie wdziecznosci. Dla mnie to jest blad logiczny. Dla
    mnie ta motywacja oznacza "chce dac komus szanse na dobre zycie, bo mam w sobie
    duzo milosci i potrzebe przygarniecia dziecka, ale wiem, ze moze byc to
    cholernie trudne i pewnie bedzie trudne, ale jestem gotowa podjac ten trud, bo
    to dziecko, kurcze, zasluguje na lepsze zycie, a noz widelec uda sie".

    Nie wiem skad zalozenie, ze rodzice, ktorzy tylko "chcieli dziecko" nie beda
    rozczarowani, ze taki egzemplarz im sie trafil... Przeciez roznie moze byc.

    Ja uwazam, ze to kwestia bardziej dojrzalosci niz motywacji.


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest
    patetycznie i lekko mrocznawo.
  • cherry.coke 14.06.10, 22:45
    > mnie ta motywacja oznacza "chce dac komus szanse na dobre zycie, bo mam w sobie
    > duzo milosci i potrzebe przygarniecia dziecka, ale wiem, ze moze byc to
    > cholernie trudne i pewnie bedzie trudne, ale jestem gotowa podjac ten trud, bo
    > to dziecko, kurcze, zasluguje na lepsze zycie, a noz widelec uda sie".

    Czyli jest to poswiecenie sie w zamian za szanse na efekt (szczescie, dobre
    zycie dziecka). Tylko czasami efektu nie ma, albo sie go nie dostrzega, albo
    poswiecenie przerasta efekt. I wtedy zonk, bo brakuje motywacji ze srodka.
    --
    Precz z paranoja amatorska!
    www.paranoiamagazine.com/
  • szyszunia11 14.06.10, 22:48
    cherry.coke napisała:


    >
    > Czyli jest to poswiecenie sie w zamian za szanse na efekt (szczescie, dobre
    > zycie dziecka).

    no ja myslę. Ta szansa musi być jak dla mnie. Gdybym wiedziała, że takiej szansy
    nie ma, nie podejmowałabym się tego, bo szkoda zycia na działania bezsensowne i
    z góry skazane na porazkę.

    Tylko czasami efektu nie ma, albo sie go nie dostrzega, albo
    > poswiecenie przerasta efekt.

    zawsze, w każdej relacji jest takie ryzyko.



    --
    niedawno stuknął namroczek
  • cherry.coke 14.06.10, 22:56
    Ale wlasnie chodzi o to, zeby nie bylo poswiecenia na rzecz dziecka (motywacja
    zewnetrzna), tylko chec bycia rodzicem dla tego dziecka (motywacja wewnetrzna).
    Naprawde nie wiem, jak to lepiej wytlumaczyc.
    --
    Precz z paranoja amatorska!
    www.paranoiamagazine.com/
  • szyszunia11 14.06.10, 23:07
    cherry.coke napisała:

    > Ale wlasnie chodzi o to, zeby nie bylo poswiecenia na rzecz dziecka (motywacja
    > zewnetrzna)

    tylko, ze rodzicielstwo niezależnie od formy, łaczy się z poświęceniem. Np. ja
    to przez pierwszy rok zycia małego cholernie mocno odczułam. Za to poświęcenie
    dostajemy różne formy gratyfikacji.

    , tylko chec bycia rodzicem dla tego dziecka (motywacja wewnetrzna).
    > Naprawde nie wiem, jak to lepiej wytlumaczyc.

    nie musisz tłumaczyc, bo rozumiem, co masz na mysli, tylko ja bym sie jednak
    upierała przy rozbiorze tej mitycznej "motywacji wewnętrznej" na czynniki
    pierwsze i pokazaniu, że tak naprawdę funkcjonuje ona na tych samych zasadach.
    ja bym zastosowała takie kryterium: czy naprawde chcesz adoptować dziecko? czy
    moze ma byc to tylko twoja "zasługa w niebie"? wink


    --
    niedawno stuknął namroczek
  • d.o.s.i.a 14.06.10, 23:00
    > poswiecenie przerasta efekt. I wtedy zonk, bo brakuje motywacji ze srodka.

    Aha, bo twierdzisz, ze taka gola, pierwotna i bezosobowa motywacja "bo ja chce
    miec dziecko" bedzie tak zawsze silna? I to wystarczy do happy endu? Dla mnie to
    juz science fiction z pogranicza robotyki. "Tak, Macius co prawda wyrosl na
    przestepce, ale to nic, bo my wlasciwie tylko chcielismy dziecko"...


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest
    patetycznie i lekko mrocznawo.
  • cherry.coke 14.06.10, 23:05
    Nie - to dziala w tandemie.

    Ale sorki, opuszczam watek, bo juz sie ekstremalnie kreci w kolko smile
    --
    Disclaimer: Nie jestem zwolenniczka PO. Partii, ktora by mnie satysfakcjonowala,
    w Polsce nie ma. Jestem za to zwolenniczka racjonalizmu.
  • paszczakowna1 14.06.10, 23:11
    > Aha, bo twierdzisz, ze taka gola, pierwotna i bezosobowa motywacja "bo ja chce
    > miec dziecko" bedzie tak zawsze silna? I to wystarczy do happy endu?

    Ja to widzę tak. A ma motywację 'chcę mieć dziecko'. Adoptuje dziecko. I ma
    dziecko. Sukces - pragnienie zostało zaspokojone. Że dziecko jest z piekła rodem
    i zatruwa życie, to jakby inna sprawa.

    B ma motywację 'chcę uszczęśliwić dziecko'. Adoptuje dziecko. I co? Dziecko
    ewidentnie uszczęśliwione nie jest. Porażka - pragnienie nie zostało
    zaspokojone. A do tego dziecko jest z piekła rodem i zatruwa życie.
  • szyszunia11 14.06.10, 22:54
    d.o.s.i.a napisała:


    > Nie wiem skad zalozenie, ze rodzice, ktorzy tylko "chcieli dziecko" nie beda
    > rozczarowani, ze taki egzemplarz im sie trafil... Przeciez roznie moze byc.

    dokładnie. Nie rozumiem tego idealizowanie "tylko chcenia" - powtarzam - nie ma
    totalnej bezinteresowności, zawsze zaspokajamy jakies potrzeby i zawsze się może
    zdarzyć, że cos stanie na przeszkodzie. No chyba ze to jedynie potrzeba
    przekazania nazwiska - to na pewno się uda, wystarczy papierki podpisać.


    >
    > Ja uwazam, ze to kwestia bardziej dojrzalosci niz motywacji.
    >
    >
    dokładnie. Oczywiście trzeba czuc w sobie te dyspozycję pokochania obcego
    dziecka i bezwzglednie trzeba zdac sobie sprawę, ze nie możemy liczyc na nic
    więcej, niż w przypadku dziecka biologicznego. Nastepnie oszacować, czy nas na
    to emocjonalnie stać.

    --
    niedawno stuknął namroczek
  • szyszunia11 14.06.10, 22:42
    wieczna-gosia napisała:

    mania dzieci smile idzie sie wyryczec po
    > czym nastepnego dnia zaczyna od nowa. Bo chcial to ma.

    ja nie wierzę w idealna motywację. Chciejstwo bezgraniczne tez niczego nei
    gwarantuje, ilez to depresji poporodowych "bo miało być tak pieknie"... Potrzeba
    mania to kompilacja kilku innych potrzeb, np. potrzeba czucia się potrzebym.



    --
    niedawno stuknął namroczek
  • zofijkamyjka 14.06.10, 20:19
    Najlepsza motywacja jest trochę egoistyczna tzn. "bardzo chcemy miec
    dziecko a nie możemy miec biologicznego".

    Oczywiście sa tez ludzie kierujący się innymi pobudkami bardziej
    altruistycznymi, tacy ludzie mają przepracowaną chęć niesienia
    pomocy trudniejszym przypadkom: dzieciom chorym, liczniejszemu
    rodzeństwu, dzieciom po przejściach.
    Niektórzy decyduja się na bycie rodziną zastępczą, rodzinnym domem
    dziecka w zasadzie bez praw do dziecka.

    Są tacy ludzie, ale to są naprawdę szczególne przypadki.Nie jest ich
    dużo.

    Ja np. mam adoptowana córkę, ale na adopcję dziecka chorego nie
    zdecydowałabym się, bałabym się że nie poradze sobie z takim
    ciężarem.
    Dlatego nie lubie jak ktoś mnie podziwia, bo ja nic szczególnego nie
    zrobiłam poza egoistycznym zaspokojeniem swojej ogromnej potrzeby -
    posiadania i kochania dziecka. Jestem szcześliwa, przy okazji jest
    szcześliwe moje dziecko i kilkoro innych ludzi, którym przynosi ona
    radość.
    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko
    sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten
    drugi przyjmuje z miłością.
  • szyszunia11 14.06.10, 23:00
    dodam jeszcze, ze moim zdaniem jesli rodzic adopcyjny za bardzo sobie to
    przybierze do głowy, ze nie wolno mu oczekiwac wdzięczności, to może wpaść w
    niezłą nerwicę i przegiecie w druga stronęwink



    --
    niedawno stuknął namroczek
  • kinas3 14.06.10, 23:08
    Ja adoptowałam bo chciałam być mamą, mieć dziecko, bo jestem
    bezpłodna. Kocham moją córkę do szaleństwa. Nie rozumiem tego
    waszego roztrząsania się nad motywacją adopcji.
    Ludzie nie mogący mieć dzieci patrzą na to z innej strony.

    --
    http://www.suwaczek.pl/cache/76f977d81a.png
  • majenkir 15.06.10, 00:03
    Znam kilka rodzin, ktore adoptowaly dzieci z Chin i Rosji i jedna
    rodzine z dziecmi z Haiti (po trzesieniu ziemi). Wszystkie pary
    mialy juz swoje biologiczne dzieci. Dzieci wzieli, bo chcieli jak
    mowia "podzielic sie swoim szczesciem z potrzebujacym dzieckiem".
    Czyli wedle Waszych kryteriow zadna z tych par nie nadaje sie i nie
    powinni dostac dzieci. A tymczasem "sierotki" maja wspaniale domy i
    kochajace rodziny. Ale z tego, co tu czytam lepiej by bylo, zeby
    dalej siedzialy w jakims przytulku i robily pod siebie, bo starajacy
    sie o nie mieli "niewlasciwa motywacje"... ech....
    --
    Charty
    Ola i Wiktor
  • evee1 15.06.10, 07:43
    Ja tez znam trzy takie rodziny, jedna z nich adoptowala dwojke
    dzieci niepelnosprawnych. Rodzice mieli juz starsze dzieci
    biologiczne, ale zamiast miec kolejne wlasne postanowili adoptowac
    takie, ktore juz na tym swiecie sa. Rodziny sa szczesliwe, dzieci
    rozwijaja sie swietnie, choc oczywiscie na poczatku mieli problemy.
    W przypadku jednego dziecka borykali sie z RAD, ale jest juz coraz
    lepiej. Wszyscy mieli jednak swiadomosc, ze adopcja, to nie jest
    bulka z maslem i byli do tego przygotowani.
    A gdyby nie ta "niesluszna" motywacja polegajaca na checi dzieciom
    pokrzywdzonym przez los, dwojka z tych dzieci prawdopodobnie nadal
    tkwilaby w domach dziecka (jeden chlopczyk czekal na adopcje 6 lat).
    Sorry, ale nikt mi nie wmowi, ze tak byloby lepiej dla tych dzieci.

    I powiem Wam, ze podejscie "adopcja tylko dla bezdzietnych" jest
    dosc specyficzne dla Polski wlasnie, gdzie strasznie podejrzliwie
    patrzy sie na osoby, ktore chca adoptowac, mimo, ze maja wlasne
    dzieci. A jak jeszcze wyrazaja chec adopcji dzieci chorych, to juz
    kompletna klapa.
    --
    "No to po co pani pyta, skoro pani nie wie?!?" - informacja kolejowa
    w BB
  • gaja78 15.06.10, 00:15
    Ta najczęstsza to zapewne "chcę/chcemy mieć dziecko, biologicznie to niemożliwe".

    Jest też ta altruistyczna. Równie dobra. Jestem człowiekiem z mózgiem
    rozwiniętym tak a nie inaczej. Jestem w stanie wygenerować warunki materialne i
    emocjonalne - takie a nie inne. Według jakieś miary na wysokim poziomie
    abstrakcji mój wysiłek to nic w porównaniu z zyskiem, jakie może mieć dziecko
    adoptowane przeze mnie. Czasem chodzi mi po głowie myśl, że na końcu życia może
    mi być wstyd, że się tego nie podjęłam. Tak więc może się jednak kiedyś podejmę,
    choć na chwilę obecną brakuje mi odwagi. Nie tej odwagi "jakie to będzie
    dziecko", ale "czy sobie poradzimy jako rodzina".

    --
    Lissie
  • verdana 15.06.10, 14:08
    Moi dziadkowie adoptowali dziecko, częściowo własnie "z litosci",
    zeby dac osieroconemu dziecku dom. Pewnie, ze lepiej było temu
    dziecku niż w DD, ale nie bylo żadnych watpliwosci, ze nie jest ono
    ich rodzonym dzieckiem. Traktowali go tak samo, jak moją mamę, w
    spadku dostał znacznie więcej, ale ta motywacja byla tak widoczna,
    ze nawet nie wiedzac jeszczeo adopcji, jako dziecko - widziałam, ze
    cos jest nie tak.
    Oni nie chcieli tego dziecka, chcieli być dobrzy. I byli. Ale
    obawiam się, ze moze lepiej byloby temu dziecku u ludzi, którzy nie
    chcieli być dobrzy, tylko mieć dziecko.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • gaja78 15.06.10, 15:08
    verdana napisała:

    > Moi dziadkowie adoptowali dziecko, częściowo własnie "z litosci",
    > zeby dac osieroconemu dziecku dom. Pewnie, ze lepiej było temu
    > dziecku niż w DD, ale nie bylo żadnych watpliwosci, ze nie jest ono
    > ich rodzonym dzieckiem. Traktowali go tak samo, jak moją mamę, w
    > spadku dostał znacznie więcej, ale ta motywacja byla tak widoczna,
    > ze nawet nie wiedzac jeszczeo adopcji, jako dziecko - widziałam, ze
    > cos jest nie tak.

    Widocznie nie poradzili sobie z wychowaniem dziecka, co jest z goła innym
    problemem, niż motywacja prowadząca do adopcji.

    Masa rodziców krzywdzi swoje biologiczne dzieci każdego dnia - brakiem
    wyobraźni, brakiem myślenia, ignorancją. A przecież mają dziecko, bo chcieli
    mieć dziecko. Jeśli twoi dziadkowie dali plamę wychowując dziecko adoptowane,
    skąd wiesz że nie skrzywdziliby tego dziecka, gdyby było ich własne, biologiczne
    ? Nie wierzę, że dla swojego biologicznego dziecka byli świetnymi rodzicami. Już
    sam fakt, że wyróżniali negatywnie dziecko adoptowane, musiało być trudne dla
    twojej mamy. Ale to już jest problem umiejętności wychowawczych twoich dziadków,
    problem ich wyobraźni i wiedzy. Motywacja, która doprowadziła do adopcji, moim
    zdaniem niczemu nie jest tutaj winna. Gdyby taką motywacją kierował się człowiek
    posiadający potrzebę uczenia się rodzicielstwa, a nie tylko chęć posiadania
    dzieci i czynienia dobra, mogłoby być jak w bajce.


    > Oni nie chcieli tego dziecka, chcieli być dobrzy. I byli. Ale
    > obawiam się, ze moze lepiej byloby temu dziecku u ludzi, którzy nie
    > chcieli być dobrzy, tylko mieć dziecko.

    Mogłoby trafić do ludzi, którzy chcieli mieć dziecko, ale w praktyce nie mieliby
    dla niego czasu, nie rozmawialiby z nim, krytykowaliby na każdym kroku,
    stawialiby zbyt wysokie wymagania, etc.

    IMHO motywacja "altruistyczna" adopcji nie implikuje błędów w procesie
    wychowania adoptowanego dziecka. Implikuje je przekonanie, że jak już się jest
    rodzicem, to niczego się w tej materii uczyć nie trzeba, bo przecież rodzicami
    wszyscy potrafią być.

    --
    Lissie
  • verdana 15.06.10, 16:04
    Świetnie sobie poradzili - nie mieli żadnych problemów
    wychowawczych, wujek jest fajnym facetem, skonczył studia, założył
    rodzine, z dziadkami był zżyty aż do konca ich zycia. Tyle, ze go
    nie kochali tak, jak kochali swoje rodzone.
    Moi dziadkowie wżadnen sposób nie wyróżniali mamy. Ani finansowo,
    ani w poswięcaniu czasu czy uwagi - ale cos jednak było widać.
    Obawiam się, ze własnie motywację - oni chcieli byc dla tego dziecka
    bardzo dobrzy, stworzyć mu dom, nieba przychylic - tylko chyba tego
    dziecka nie bardzo chcieli.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • gaja78 15.06.10, 16:36
    verdana napisała:

    > Świetnie sobie poradzili - nie mieli żadnych problemów
    > wychowawczych, wujek jest fajnym facetem, skonczył studia, założył
    > rodzine, z dziadkami był zżyty aż do konca ich zycia. Tyle, ze go
    > nie kochali tak, jak kochali swoje rodzone.

    Skąd możesz to wiedzieć ?

    --
    Lissie
  • verdana 15.06.10, 16:47
    Cóż, stąd np. że statanawiałam sie nad tym, zanim się dowiedzialam,
    że wujek jest adoptowany. Czyli - było widać.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • d.o.s.i.a 15.06.10, 16:39
    Mysle Verdano, ze dzielisz wlos na czworo, albo starasz sie wepchnac
    w ramki rzeczy, ktorych natura jest naprawde zbyt skomplikowana, aby
    zamknac je w dwoch roznych motywacjach "bo oni tylko chca dziecko",
    albo "bo oni chca dziecku pomoc". Nic nie jest czarno-biale i w
    zyciu te motywacje, czy chcesz, czy nie chcesz beda sie przenikac.

    Nie podoba mi sie podejscie, w ktorym na dziecko zasluguja tylko Ci,
    ktorzy jedynie chca miec dziecko. A co jezeli ciutke poczuja, ze
    pomagaja? Jak sie pozbyc tego uczucia? U psychoanalityka? Wyprac w
    pralce? Powiem wiecej, ktos kto bierze dziecko z domu dziecka dla
    wlasnego chciejstwa, a nie przemknie mu przez glowe, ze "transakcja"
    jest jakby dwustronna, bo jakby nie bylo daje temu dziecku dom, jest
    moim zdaniem nienormalny zwyczajnie i nie rokuje jako rodzic.

    Zastanawiam sie jak to sie dzieje, ze istnieja cale kampanie
    spoleczne pt. daj dziecku dom (np. w Anglii), gdzie zacheca sie do
    tworzenia rodzin zastepczych i adopcji. Przeciez te kampanie jak w
    morde strzelil odwoluja sie do motywacji "daj cos z siebie". A u nas
    musi byc to postawione na glowie.

    Mysle, ze gdyby wiecej ludzi dawalo cos z siebie po prostu, to domy
    dziecka swiecilyby pustkami. W momencie kiedy wchodzimy w dywagacje,
    czy aby na pewno ja sie nadaje na rodzica, a zaraz potem dochodzimy
    do wniosku, ze jestem podejrzany i patologia ze mnie, bo mi blyska,
    ze ratuje dziecko, to dla mnie to jakas koszmarna manipulacja.


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak
    jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • verdana 15.06.10, 16:53
    Cóż, dlaczego zatem w badaniach mojej przyjkaciółki zdecydowanie
    gorzej wypadały adopcje z przyczyn altruistycznych? Dlaczego w tych
    rodzinach częściej oceniano adopcje jako nieudane, nie mowiąc już o
    oddawaniu dzieci? Przez przypadek?
    Rodziny zastępcze to nie są rodziny adopcyjne. I niestety, na
    przykład w USA wcale system rodzin zastępczych nie jest taki dobry
    dla dzieci...
    Domy dziecka są zamieszkałe przez dzieci, których nie można
    adoptować, ponieważ mają rodziców nie pozbawionych praw. Moga one
    iść najwyżej do rodzin zastepczych, a co Cie może zdziwić i
    zbulwersować - część starszych dzieci absolutnie tego nie chce.
    malutkie dzieci - tak, one zdecydowanie nie powinny być w DD. Ze
    starszymi bywa różnie. Wiele dzieci po 13 roku życia odmawia
    adopcji - to, zę absolutnie wszystkie chcą adopcji to też mit. Wiele
    chce, ale zdecydowanie nie wszystkie.
    Problem jest w tym, ze dzieci z DD często nie są szczęśliwe. Ci, co
    czują, zę "pomagają", są tym głęboko rozczarowani, ich dobre serce i
    chęci nie zostały docenione. A człowiek nie jest święty - zaczyna
    mieć o to pretensję do dziecka.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • d.o.s.i.a 15.06.10, 17:10
    Widzisz Verdano, nie potrafisz sie wyzbyc przekonania, ze chec
    pomocy rownoznaczna jest z rozczarowaniem. Sa ludzie, ktorzy w
    pierwszym odruchu chca pomoc, w drugim zdaja sobie sprawe, ze to nie
    do konca tak wyglada, bo nie o pomoc chodzi, a adopcja moze byc
    trudna, a w trzecim godza sie, ze i tak chca tego dziecka bez
    wzgledu na to co bedzie. Po to jest proces adopcyjny, zeby to
    wszystko zrozumiec, prawda? Nie sadze, ze ostatecznie, ktorykolwiek
    z rodzicow adopcyjnych mysli, ze dalej to bedzie juz bajka.

    I moze byc odwrotnie. Dajcie nam jakiekolwiek dziecko bo chcemy byc
    rodzicami. A potem sie okazuje, ze jak to, taki diabel wcielony?
    Moje wlasne dziecko pewnie byloby inne i po co mi to bylo. Jak
    moglismy byc tak naiwni.

    Nie wiem dlaczego w badaniach Twojej przyjaciolki wypadly gorzej
    adopcje z przyczyn altruistycznych. Nie wiem w jaki sposob badano
    motywacje. Rozumiem, ze byly to dane sprzed procesu adopcjnego?


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak
    jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • verdana 15.06.10, 18:46
    Nie, nie mogę wyzbyć się przekonania, ze Ci, ktorzy chca pomoc MOGĄ
    się rozczarować. Spore ryzyko, placi cała rodzina, a dziecko w
    szczególnosci.
    Gorzej, znając badania przyjaciółki, ja wiem, że te rozczarowania są
    bardzo częste. W tym "bez względu na to co będzie" razdoku
    uwzglednia się opcję "dziecku nie będzie u nas dobrze" - po prostu.
    Moja znajoma badała rodziny PO adopcji, często wiele lat po.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • d.o.s.i.a 15.06.10, 23:00
    > Moja znajoma badała rodziny PO adopcji, często wiele lat po.

    OK. Ale czy motywacje zebrala, ze tak powiem "na wejsciu", czy po wielu latach.
    Pytam, bo z biegiem lat motywacje moge ulec zmianie, albo ludzie po prostu
    bardziej sklonni sa je zastapic innymi. W stylu: wydawalo mi sie, ze zwyczajnie
    chcialam dziecko, a teraz widze, ze pewnie chcialam je tylko uszczesliwic i
    dlatego nie wyszlo.

    Chodzi mi o to, ze zeby takie badania byly pelne, motywacja musialaby byc
    okreslana b. dokladnie na samym poczatku badania, a wnioski po wielu latach
    obserwacji. Aby nie wpasc w pulapke dorabiania tezy do wyniku. Mam nadzieje, ze
    rozumiesz o co mi chodzi.

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest
    patetycznie i lekko mrocznawo.
  • szyszunia11 15.06.10, 21:24
    verdana napisała:
    Ci, co
    > czują, zę "pomagają", są tym głęboko rozczarowani, ich dobre serce i
    > chęci nie zostały docenione. A człowiek nie jest święty - zaczyna
    > mieć o to pretensję do dziecka.

    ale nasza dyskusja nie dotyczy adopcji wyłacznie z litości dla dziecka. Chodzi o
    to, że np. ja chciałabym miec trójkę, ale to trzeci emogłoby byc adoptowane, bo
    upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu - będę miała dziecko i zrobię coś dobrego
    (jestem przekonana, że wzięcie dziecka z domu dziecka jest czyms dobrym).
    Owszem, człowiek nie jest święty, owszem, jest interesowny, co cały czas
    podkreślam, ale chyba każdy mniej więcej po równo - ten co "po prostu chce" i
    ten, co widzi w tym i nutkę czynienia dobra.
    Reszta to kwestia dojrzałości.
    To nie jest tak, że ta motywacja czynienia dobra musi być koniecznie tak
    fałszywa i wyrachowana, że chodzi tylko o wdzięczność i poklaska dla samego
    siebie a jak nie ma to lipa. Zresztą ludzka pycha potrafi pokonać i tę trudność
    - jak sobie wytłumaczę, że pomagam, nic z tego nie mam, nawet odrobiny
    wdzięczności, satysfakcji, ale mimo wszystko to robię, bo nie dla siebie tylko
    dla dziecka, to ... wink


    --
    niedawno stuknął namroczek
  • d.o.s.i.a 15.06.10, 16:45
    > Obawiam się, ze własnie motywację - oni chcieli byc dla tego
    dziecka
    > bardzo dobrzy, stworzyć mu dom, nieba przychylic - tylko chyba
    tego
    > dziecka nie bardzo chcieli.

    Nawet jesli tak bylo, to co to zmienia? Ja uwazam, ze moi rodzice
    kochaja moja siostre bardziej (wielu ludzi tak mysli o swoim
    rodzenstwie) - czy to znaczy, ze powinni mnie byli oddac do domu
    dziecka? Ze nie zapewnili mi domu, edukacji, rodziny? Ze byloby
    lepiej gdyby mnie oddali?

    A co z dziecmi niechcianymi, wpadkowymi. Czy na wszelki wypadek
    lepiej je oddac? Dla mnie to jest dokladnie taki sam wybor jak
    adopcja dziecka z domu dziecka, ktorego sie chce I ktoremu chce sie
    dac dom.


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak
    jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • verdana 15.06.10, 16:55
    Nie, zupełnie inna. W wypadku biologicznego dziecka włączają się
    hormony. I jeszcze nie spotkałam sie z tym, aby ktos rodził dziecko
    z litosci, aby zapewnić mu dom.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • d.o.s.i.a 15.06.10, 17:18
    > hormony. I jeszcze nie spotkałam sie z tym, aby ktos rodził
    dziecko
    > z litosci, aby zapewnić mu dom.

    Rozumiesz roznice miedzy litoscia, a pragnieniem podzielenia sie
    wlasnym szczesciem?

    Trudno rodzic biologiczne dziecko z litosci, bo trudno czuc litosc
    do kogos kto nie istnieje. Natomiast trudno nie czuc niczego w
    stosunku do dziecko, ktore jest. Nie sa to hormony, ale zwykla
    ludzka zyczliwosc, instynkt opiekunczy chocby, czasem zapewne bedzie
    to i litosc, jesli jest to np. dziecko chore, albo bardzo
    zaniedbane. To sa ludzkie uczucia. Ktos kto nie czuje ich w
    obecnosci dziecka opuszczonego, nie jest chyba czlowiekiem. I nie
    wmowisz mnie, ze takie dziecko mozna traktowac "na zimno" tylko z
    perspektywy wybujalych pragnien rodzicielskich.

    Jesli rodzice adopcyjni nie czuja tej zyczliwosci do dziecka
    adoptowanego, to w jaki sposob maja z siebie wykszesac milosc do
    niego? Skad ta milosc sie bierze?


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak
    jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • kawka74 15.06.10, 17:29
    > Rozumiesz roznice miedzy litoscia, a pragnieniem podzielenia sie
    > wlasnym szczesciem?

    Wyobraź sobie rozczarowanie rodziców, których dziecko nie ma najmniejszego
    zamiaru tego szczęścia z nimi dzielić.

    To sa ludzkie uczucia. Ktos kto nie czuje ich w
    > obecnosci dziecka opuszczonego, nie jest chyba czlowiekiem.

    Uczucia takie są jak najbardziej w porządku, jeśli są wtórne wobec pragnienia
    posiadania dziecka jako zasadniczej motywacji. Źle jest wtedy, kiedy ludzie
    powodowani litością, współczuciem, życzliwością decydują się na adopcję. Pod
    taką motywacją kryje się - mniej lub bardziej uświadomione - oczekiwanie, że
    dziecko z wdzięcznością przyjmie wszystkie dary, którymi rodzice chcą je
    obsypać, że będzie się cieszyło z domu i własnego pokoju, i tak dalej. A gdy
    wdzięczności brak, jest dramat.

    > Jesli rodzice adopcyjni nie czuja tej zyczliwosci do dziecka
    > adoptowanego, to w jaki sposob maja z siebie wykszesac milosc do
    > niego? Skad ta milosc sie bierze?

    Dosiu, a jakie są Twoje motywy posiadania dziecka? Czemu chciałaś/chcesz je mieć?
    --
    My, psychiatrzy odkryliśmy, że ponad osiem procent ludzkości zawsze składała się
    z myszy. W każdym z nas jest coś z myszy. Ilu z nas nie przyzna, że czasami
    czuje pociąg seksualny do myszy?
  • d.o.s.i.a 15.06.10, 18:04
    > Wyobraź sobie rozczarowanie rodziców, których dziecko nie ma
    najmniejszego
    > zamiaru tego szczęścia z nimi dzielić.

    Myslisz, ze rodzice "dobrze umotywowani" nie beda rozczarowani tak
    samo faktem, ze dziecko ich nie kocha? Czy Twoim zdaniem istnieja
    rodzice biologiczni nierozczarowani tym faktem?

    > Dosiu, a jakie są Twoje motywy posiadania dziecka? Czemu
    chciałaś/chcesz je mie
    > ć?

    Chce miec wlasne dzieci, bo pewnie fajnie bedzie je miec, a takze
    dlatego, ze wiem, ze moge im zapewnic "godne" zycie. Ze nie urodza
    sie w patologicznej i biednej rodzinie. Byc moze chcialabym
    adoptowac, ale wlasnie dlatego, zeby pomoc. I nie. Nie oczekuje
    wdziecznosci. Czuje przymus podzielenia sie tym co mam z innym
    czlowiekiem, bo ja mam zwyczajnie, po prostu fajne zycie.
    Ograniczanie adopcji tylko do bezdzietnych jest niemadre. W moim
    mniemaniu to wlasnie bezdzietnosc grozi przelaniem na dziecko zbyt
    silnych uczuc rodzicielskich, nadopiekunczoscia, traktowaniem
    dziecka jako "skarbu" itp. itd. i WIELKIM rozczarowaniem na koniec.

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak
    jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • verdana 15.06.10, 18:50
    Bęą rozczarowani, ale bęą dziecko nadal kochali. Jeżeli głównym
    motywem było samo danie domu sierotce, aby sierotka była szczęśliwa -
    a ona nie jest zadowolona, to być moze, uznają całą adopcję za
    nieudaną. Bo ich cel nie został osiągnięty, satysfakcja jest zerowa.
    A samo dziecko i jego wychowanie nie było żadnym celem, dziecko tak
    naprawdę nie bylo im potrzebne - sądzili, ze oni sa potrzebni
    dziecku.
    Co się dzieje, gdy nie są?
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • kawka74 15.06.10, 19:33
    > Myslisz, ze rodzice "dobrze umotywowani" nie beda rozczarowani tak
    > samo faktem, ze dziecko ich nie kocha?

    Będą, ale nie przestaną kochać dziecka.

    > Chce miec wlasne dzieci, bo pewnie fajnie bedzie je miec, a takze
    > dlatego, ze wiem, ze moge im zapewnic "godne" zycie. Ze nie urodza
    > sie w patologicznej i biednej

    Yhy ;p

    W moim
    > mniemaniu to wlasnie bezdzietnosc grozi przelaniem na dziecko zbyt
    > silnych uczuc rodzicielskich, nadopiekunczoscia, traktowaniem
    > dziecka jako "skarbu"

    Czyli rodzice, którym rodzi się pierwsze dziecko, są z góry skazani na porażkę
    wychowawczą?
    --
    Większość normalnych, dojrzałych ludzi popiskuje dwa lub trzy razy dziennie.
  • d.o.s.i.a 15.06.10, 23:15
    > Będą, ale nie przestaną kochać dziecka.

    Skad ta pewnosc? I skad pewnosc, ze "zle umotywowani" go nie kochaja? I skad
    pewnosc, ze mozna kochac dziecko, ktore nie wzbudza w nas zadnych uczuc ("dobrze
    umotywowani")? Jak rozroznic kto kocha bardziej "na starcie"? Naprawde wydaje Ci
    sie, ze to jest takie czarno-biale? Ze mozna czuc potrzebe opieki nie czujac
    milosci, albo, ze mozna poczuc milosc nie czujac potrzeby opieki? Np. w stosunku
    do dziecka niepelnosprawnego? Ktos przytacza tu przyklad kobiety, ktora
    zobaczyla dziewczynke ze swiezbem i juz wiedziala, ze to bedzie jej dziecko. Coz
    to jest, jak nie nagle uderzenie tkliwosci i potrzeba roztoczenia opieki? Jak
    swiat swiatem ludzie sie "lapia" na takie obrazki, na biedne dzieci z Afryki i
    jak swiat swiatem adoptuja je z powodzeniem. I dobrze!

    > Czyli rodzice, którym rodzi się pierwsze dziecko, są z góry skazani na porażkę
    > wychowawczą?

    Oczywiscie, ze nie. Ale czesto jedynacy, maja... hmmm.. trudno. A jezeli jeszcze
    wiadomo, ze to jest jedyne i ostatnie dziecko, w dodatku "otrzymane" po latach
    staran, bo to MY chcemy byc rodzicami, a nie ze to DZIECKO czegos potrzebuje, to
    coz, moze nie byc takiemu dziecku latwo.

    Jak widzisz, do wszystkiego sie mozna przyczepic. Dla mnie szczesliwa rodzina, w
    ktorej juz sa dzieci i ktora bierze kolejne aby "podzielic sie szczesciem",
    bedzie zdrowsza zdrowsza opcja, po prostu.

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest
    patetycznie i lekko mrocznawo.
  • analist73 16.06.10, 09:05
    Jeżeli motywacją jest pragnienie podzielenia się własnym szczęściem to co będzie
    jeżeli to szczęście się skończy?
  • mama303 15.06.10, 20:39
    verdana napisała:

    > Nie, zupełnie inna. W wypadku biologicznego dziecka włączają się
    > hormony. I jeszcze nie spotkałam sie z tym, aby ktos rodził
    dziecko
    > z litosci, aby zapewnić mu dom.

    Nie ma hormonów miłości.
  • verdana 15.06.10, 23:06
    A klto pisał o hormoanach milosci? Po urodzeniu dziecka matki - w
    wiekszości - zaczynają instynktownie zajmować sie potomstwem,
    przywiązując się do niego. Inaczej wszystkie małe ssaki zmarłyby
    zaraz po urodzeniu.
    Nawet w świecie zwierząt porzucanie młodych jest raczej rzadkie.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • d.o.s.i.a 15.06.10, 23:22
    > A klto pisał o hormoanach milosci? Po urodzeniu dziecka matki - w
    > wiekszości - zaczynają instynktownie zajmować sie potomstwem,
    > przywiązując się do niego. Inaczej wszystkie małe ssaki zmarłyby
    > zaraz po urodzeniu.
    > Nawet w świecie zwierząt porzucanie młodych jest raczej rzadkie.

    Alez ten instynkt to nic innego jak silna potrzeba opieki nad SLABSZYM. Samica
    nie dlatego opiekuje sie malym, bo fajne jest i fajnie marszczy nosek, ale
    dlatego, ze czuje, ze male jej POTRZEBUJE. A instynkt nakazuje jej ta potrzebe
    opieki zrealizowac. Ja uwazam, ze to samo mozna poczuc w stosunku do nieswojego
    dziecka. I wielu ludzi to czuje. Czy to litosc? Czy potrzeba niesienia pomocy,
    czy INSTYNKT wlasnie, to dla mnie jest dokladnie ta sama motywacja.

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest
    patetycznie i lekko mrocznawo.
  • szyszunia11 15.06.10, 23:29
    d.o.s.i.a napisała:

    > Alez ten instynkt to nic innego jak silna potrzeba opieki nad SLABSZYM.

    otóż to!

    Samica
    > nie dlatego opiekuje sie malym, bo fajne jest i fajnie marszczy nosek, ale
    > dlatego, ze czuje, ze male jej POTRZEBUJE. A instynkt nakazuje jej ta potrzebe
    > opieki zrealizowac. Ja uwazam, ze to samo mozna poczuc w stosunku do nieswojego
    > dziecka. I wielu ludzi to czuje. Czy to litosc? Czy potrzeba niesienia pomocy,
    > czy INSTYNKT wlasnie, to dla mnie jest dokladnie ta sama motywacja.
    >


    --
    niedawno stuknął namroczek
  • iwles 16.06.10, 08:36
    > Alez ten instynkt to nic innego jak silna potrzeba opieki nad SLABSZYM. Samica
    > nie dlatego opiekuje sie malym, bo fajne jest i fajnie marszczy nosek, ale
    > dlatego, ze czuje, ze male jej POTRZEBUJE. A instynkt nakazuje jej ta potrzebe
    > opieki zrealizowac.



    z tą małą rożnicą, że dziecko z domu dziecka potrzebuje nie tylko zaopiekowania, ale i poczucia miłości i tego, że jest dla kogoś najwazniejsze. Tak jak dziecko biologiczne - potrzebuje miłości, a miłość rodzicielska jest bezwarunkowa i, tak mi się wydaje, bo tak jest w moim przypadku, rodzic bez wahania oddałby życie za swoje dziecko. I to samo powinien czuć rodzic dziecka adoptowanego.
    To jest wg mnie dzielenie się szczęściem, a nie tylko sam fakt, że dziecko ma do kogo mówić : mamo tato.




    --
    Paweł
    Moje dziecko powiedziało smile
  • d.o.s.i.a 16.06.10, 11:46
    > z tą małą rożnicą, że dziecko z domu dziecka potrzebuje nie tylko
    zaopiekowani> a, ale i poczucia miłości i tego, że jest dla kogoś
    najwazniejsze.


    Juz wytlumaczylam, ze dla mnie ten instynkt oznacza potrzebe opieki
    i milosci w jednym. A to Wy dzielicie wlos na czworo oddzielajac
    potrzebe milosci od instynktownej potrzeby opieki.
    Ja twierdze, ze to uczucie nie jest jedynie zarezerowane dla
    bezdzietnych i takie rozgraniczenia sa w moim mniemaniu sztuczne.
    Zeby powiedziec dosadniej, jakim prawem ktos twierdzi, ze uczucie
    bezdzietnego jest tym czystszym, a kogos kto ma juz dzieci juz nie?
    Bo bezdzietny jest bardziej nieszczesliwy? Skad twierdzenie, ze jak
    ma sie wlasne, to obcego nie pokocha sie w takim samym stopniu?


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak
    jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • iwles 16.06.10, 13:12

    chęć opieki nad kimś nie jest równoznaczna z miłością.


    No to może inaczej:
    czy chciałbyś, aby chęć poślubienia ciebie u twojego męża podyktowana była
    wspólczuciem i uczuciem uczynienia dobra ? Bo ma on warunki, abyś ty prowadziła
    lepszą egzystencję w jego domu ? Bo mąż twój miał silną potrzebę zaopiekowania
    się kimś ?


    czy raczej wolałabyś, aby motywacją męża była potrzeba miłości ?



    --
    Paweł
    Mojedziecko powiedziało smile
  • d.o.s.i.a 16.06.10, 13:30
    > No to może inaczej:
    > czy chciałbyś, aby chęć poślubienia ciebie u twojego męża
    podyktowana była> wspólczuciem i uczuciem uczynienia dobra ? Bo ma
    on warunki, abyś ty prowadziła> lepszą egzystencję w jego domu ? Bo
    mąż twój miał silną potrzebę zaopiekowania> się kimś ?

    Nie mialabym nic przeciwko, jesli ta perspektywa odpowiadala mi
    bardziej, niz ta w ktorej znajduje sie obecnie. Gdyby maz chcial
    mnie przyjac do rodziny ze szczerym sercem i zamiarami, jak
    najbardziej. Ale moze to dlatego, ze ja akurat wierze w zwiazki
    zawierane z rozumu.

    >
    >
    > czy raczej wolałabyś, aby motywacją męża była potrzeba miłości ?

    A jak bys sie czula, gdybys wiedziala, ze maz wzial Ciebie tylko
    dlatego, ze Zoska z podworka obok juz zajeta, a on nie chce byc sam?
    Albo, bo zmarla mu zona, a on chce zapewnic pustke.


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak
    jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • evee1 17.06.10, 08:27
    iwles napisała:
    > chęć opieki nad kimś nie jest równoznaczna z miłością.
    > No to może inaczej:
    > czy chciałbyś, aby chęć poślubienia ciebie u twojego męża
    podyktowana była
    > wspólczuciem i uczuciem uczynienia dobra ? Bo ma on warunki, abyś
    ty prowadziła
    > lepszą egzystencję w jego domu ? Bo mąż twój miał silną potrzebę
    zaopiekowania
    > się kimś ?
    > czy raczej wolałabyś, aby motywacją męża była potrzeba miłości ?
    Ale co to jest ta potrzeba milosci, tak konkretnie?
    I dlaczego te potrzebe milosci do dziecka nie urodzonego przez
    siebie zarezerwowana jest tylko dla bezplodnych. A moze ta "potrzeba
    milosci" to tylko taki konstrukt myslowi i przyjelismy, ze tylko w
    przypadku osob nie mogacych miec dzieci jest ona szczera.

    Zreszta w przypadku adopcji, w odroznieniu od slubu, nie adoptujesz
    dziecka, bo go kochasz, bo go najczesciej w ogole jeszcze nie znasz.
    Rodzicow adopcyjni, szczegolnie dzieci starszych, tez nierzadko
    musza sie tej milosci uczyc.

    I jeszcze jedno. Ktos tu napisal, ze syty glodnego nie zrozumie. Ale
    to tez dziala w druga strone wink. Byc moze osobom, ktore nie moga
    miec dzieci nie miesci sie w glowie, ze mozna chciec adoptowac
    dziecko pomimo, ze mozna miec wlasne. Moze dla kobiet, ktore nie
    maja problemu z zajsciem w ciaze, to czy dziecko sama urodzily, czy
    urodzila je jakas inna kobieta nie jest az tak istotne. Ja swoich
    dzieci nie kocham tylko dlatego, ze to ja je urodzilam.
  • sanna.i 15.06.10, 15:22
    Cytuję:

    Dobrze zdiagnozowana rodzina adopcyjna powinna pragnąć dziecka i chcieć
    wprowadzić je do domu po prostu dlatego, że jest jej źle ze swoją bezdzietnością
    i że odczuwa brak dziecka, jako podstawową przeszkodę do osiągnięcia pełni swego
    życia i pełni swego osobowego rozwoju.25

    Niekorzystnie rokuje dominacja motywów egoistycznych, wyrażających się między
    innymi traktowaniem dziecka jako środka do uzyskania różnych korzyści (opieka na
    starość, dodatkowe ręce do pracy, integrowanie małżeństwa zagrożonego rozwodem,
    podniesienie własnej wartości poprzez sukcesy dziecka,26 traktowanie dziecka
    jako lekarstwa na nerwicę matki ujawnioną po stracie rodzonego dziecka).27

    Rodziny charakteryzujące się takim typem motywacji, pragnące rozwiązać swoje
    problemy osobiste lub rodzinne poprzez przyjęcie dziecka do rodziny, narażone są
    na duże niebezpieczeństwo niepowodzeń wychowawczych.28
  • evee1 16.06.10, 06:03
    Czyli chyba adopcja dziecka umotywowana tym, ze chce sie dac dom
    dziecku bez niego nie kwalifikuje sie jako czysto egoistyczna.
    Adopcja dziecka nie jest w tym przypadku droga do osiagniecia celu,
    ale jest celem samym w sobie.
    --
    "No to po co pani pyta, skoro pani nie wie?!?" - informacja kolejowa
    w BB
  • jkl13 16.06.10, 08:47
    Poczytałam sobie wątek i widzę, że nigdy nie dotknął cię problem niepłodności i
    nigdy też nie rozważałaś na poważnie adopcji. Bo gdybyś choć zetknęła się z tym
    problemem wiedziałabyś, o czym pisze verdana czy kawka i co chcą ci przekazać. I
    nie odczytuj tego jako złośliwości czy zarzutu wobec ciebie, po prostu syty nie
    zrozumie głodnego, a teoretyczne rozważania w przypadku adopcji można sobie w
    d... wsadzić. Dopiero gdy człowiek zetknie się z niepłodnością, powalczy kilka
    lat o dziecko bio. i stanie przed wyborem adopcja albo brak dzieci, wtedy
    zrozumie, że adopcja to chęć posiadania dziecka dla samego "chcenia", bez
    dodatków altruistycznych. Z czysto egoistycznych pobudek, a nie z chęci
    ratowania biednych sierotek przed domem dziecka. I taka adopcja ma największe
    szanse powodzenia, bo niczego od dziecka nie oczekujesz. Po prostu ma być.
    Nieważne jakie, ale ma być.
  • d.o.s.i.a 16.06.10, 11:49
    > ratowania biednych sierotek przed domem dziecka. I taka adopcja ma
    największe
    > szanse powodzenia, bo niczego od dziecka nie oczekujesz. Po prostu
    ma być.
    > Nieważne jakie, ale ma być.


    Co nie znaczy, ze jest to JEDYNA, sluszna motywacja! Co nie znaczy,
    ze ludzie majacy juz swoje dzieci nie sa zdolni pokochac dziecka
    obcego, ze musza miec wobec niego oczekiwania. Uzurpowanie sobie
    takiego prawa przez bezdzietnych jest bardzo nie fair.

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak
    jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • aandzia43 16.06.10, 13:08
    > Co nie znaczy, ze jest to JEDYNA, sluszna motywacja!

    Ale podstawowa, jeśli adopcja ma zakończyć się sukcesem

    Co nie znaczy,
    > ze ludzie majacy juz swoje dzieci nie sa zdolni pokochac dziecka
    > obcego, ze musza miec wobec niego oczekiwania.

    Oczywiście, że są zdolni. Właśnie POKOCHAĆ! A żeby kogoś pokochać,
    musisz czuć do niego miętę. Dziecko, facet, wszystko jedno. Biologia.
    Czy jako kto woli konieczność niezaniedbywania tzw. duchowości
    niższej i nie dopuszczanie do przerostów duchowości wyższej. Zakonnik
    Grunn o tym pisał.


    --
    "To, czego nie włączymy do świadomości, pojawia się w naszym życiu
    jako los"
  • d.o.s.i.a 16.06.10, 13:26
    > Oczywiście, że są zdolni. Właśnie POKOCHAĆ! A żeby kogoś pokochać,
    > musisz czuć do niego miętę.

    No, wiele osob twierdzi tutaj, ze miete czuja tylko i wylacznie
    bezdzietni.
    Ze sie gornolotnie wyraze, dla mnie roztkliwienie na widok dziecka z
    domu dziecka i potrzeba zapewnienia mu domu to wlasnie ta mieta, o
    ktorej piszesz. Instynkt.

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak
    jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • aandzia43 16.06.10, 13:46
    > Ze sie gornolotnie wyraze, dla mnie roztkliwienie na widok dziecka
    z
    > domu dziecka i potrzeba zapewnienia mu domu to wlasnie ta mieta, o
    > ktorej piszesz. Instynkt.

    Ja też odczuwam roztkliwienie i potrzebę, by biec z odsieczą
    krzywdzonym dzieciom. I jest to pewnego rodzaju instynkt - instynkt
    ochrony stworzeń swojego gatunku. Ale nie mam zamiaru wprowadzać tego
    w czyn, bo wiem, że to nie jest Miłość do dziecka, która to Miłość ma
    się opierać na przemożnej potrzebie obcowania z tym dzieckiem za
    wszelką cenę, nawet w obliczu wielkich trudności i braku
    bezpośredniej satysfakcji. Nie tylko na roztkliwieniu i solidarności
    z dziećmi w ogóle.

    --
    "To, czego nie włączymy do świadomości, pojawia się w naszym życiu
    jako los"
  • evee1 17.06.10, 08:01
    > Ja też odczuwam roztkliwienie i potrzebę, by biec z odsieczą
    > krzywdzonym dzieciom. I jest to pewnego rodzaju instynkt -
    instynkt
    > ochrony stworzeń swojego gatunku. Ale nie mam zamiaru wprowadzać
    tego
    > w czyn, bo wiem, że to nie jest Miłość do dziecka, która to Miłość
    ma
    > się opierać na przemożnej potrzebie obcowania z tym dzieckiem za
    > wszelką cenę, nawet w obliczu wielkich trudności i braku
    > bezpośredniej satysfakcji.
    Ale widzisz, niektorzy te potrzbe serca wlasnie wprowadzaja w zycie
    (i cale szczescie!!). Wprowadzaja ja na rozne sposoby. Niektorzy
    zostaja lekarzami i jada leczyc (nie tylko zreszta dzieci) do
    roznych krajow (Médecins Sans Frontières), niektorzy opiekuje sie
    dziecmi pokrzywdzonymi przez wojny czy sytuacje spoleczna (na
    przyklad BobbiBear), a niektorzy adoptuja dzieci, mimo ze moga miec
    wlasne, bo chca im dac dom i rodzine.
    Dzialania sa podytktowane miedzy innymi wewnetrzna potrzeba pomocy
    drugiemu czlowiekowi i za to nie oczekuje sie wdziecznosci (choc byc
    moze niektorym trudno to zrozumiec). Argumenty o "dobrej pani" w
    ogole nie maja tu racji bytu, bo nie to jest tu motywacja.
    --
    "No to po co pani pyta, skoro pani nie wie?!?" - informacja kolejowa
    w BB
  • aandzia43 17.06.10, 17:13
    > Ale widzisz, niektorzy te potrzbe serca wlasnie wprowadzaja w zycie
    > (i cale szczescie!!). Wprowadzaja ja na rozne sposoby. Niektorzy
    > zostaja lekarzami i jada leczyc (nie tylko zreszta dzieci) do
    > roznych krajow (Médecins Sans Frontières), niektorzy opiekuje sie
    > dziecmi pokrzywdzonymi przez wojny czy sytuacje spoleczna (na
    > przyklad BobbiBear), a niektorzy adoptuja dzieci, mimo ze moga miec
    > wlasne, bo chca im dac dom i rodzine.

    Wydaje mi jednak, że adopcja (czyli macierzyństwo), to nie to samo,
    co bycie lekarzem bez granic. Lekarz bez granic jedzie, ryzykuje,
    tyra jak wół, a potem wraca do swojego kraju, życia prywatnego i
    zawodowego. Jego pacjenci, jak bliscy by mu nie byli, to nie jest
    jego rodzina.

    --
    "To, czego nie włączymy do świadomości, pojawia się w naszym życiu
    jako los"
  • selavi2 16.06.10, 11:13
    Moim zdaniem "potrzeba serca" a "chcę dać dziecku dobry dom", to trochę dwie
    różne motywacje.
    Potrzeba serca to jestem szczęśliwa i zadowolona, mamy z męzem w sobie tyle
    miłości, że się nią podzielimy, ono (to dziecko) nas potrzebuje więc zaspokoimy
    jego potrzeby emocjonalne w pierwszej kolejności. Osoby z taką motywacją mają
    potem mniejsze problemy z zaakceptowaniem sytuacji, kiedy dziecko nie spełnia
    ich oczekiwań i zaczynają się problemy.
    www.adtaily.pl/redirect/lxch9rB5X1WpywF
    "Chcę dać dziecku dobry dom", jestem nieszczęśliwa, bo nie mam dziecka,zarabiam
    całkiem nieżle, dam mu opiekę dobre wykształcenie i wreszcie będę miała
    szczęśliwą rodzinę, tylko jak namówię męża jest dla mnie dyskusyjne, bo właśnie
    z pozycji "dobrej Pani", która dzieckiem chce sobie wypełnić pustkę. Osoby z
    takim podejściem, kiedy przychodzą problemy, często czują się oszukane, mają
    podskórną złosc do dziecka i takie tam.
    Nie zapominajmy, że domy dziecka całkiem dobrze i sprawnie zaspokajają potrzeby
    materialne.

    Oczywiście powyższe przykładowe motywacje do posiadania dziecka występują bardzo
    często wśród rodziców biologicznych, ale nie to jest teraz przedmiotem dyskusji.
    --
    Dno jest po to, żeby było sie od czego odbić.
  • selavi2 16.06.10, 11:26
    To sam się wkleił.
    Dlaczego?
    Nie chcę go!
    --
    Dno jest po to, żeby było sie od czego odbić.
  • d.o.s.i.a 16.06.10, 11:41
    > Potrzeba serca to jestem szczęśliwa i zadowolona, mamy z męzem w
    sobie tyle> miłości, że się nią podzielimy, ono (to dziecko) nas
    potrzebuje więc zaspokoimy> jego potrzeby emocjonalne w pierwszej
    kolejności. Osoby z taką motywacją mają potem mniejsze problemy z
    zaakceptowaniem sytuacji, kiedy dziecko nie spełnia> ich oczekiwań i
    zaczynają się problemy.


    O takiej sytuacji mowie.


    > "Chcę dać dziecku dobry dom", jestem nieszczęśliwa, bo nie mam
    dziecka, zarabiam> całkiem nieżle, dam mu opiekę dobre wykształcenie
    i wreszcie będę miała> szczęśliwą rodzinę, tylko jak namówię męża
    jest dla mnie dyskusyjne, bo właśnie> z pozycji "dobrej Pani", która
    dzieckiem chce sobie wypełnić pustkę.

    W tym przykladzie ja widze dwie rozne motywacje. Wypelnienie pustki,
    to motywacja wlasnie wielu bezdzietnych rodzicow. Chca sobie zalatac
    da pustke jakims dzieckiem. Dla mnie niezbyt, a wg. wielu to jest
    wlasnie ta wlasciwa motywacja. Ta druga motywacja to "dobra Pani",
    ktora Ty niepotrzebnie tu mieszasz.


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak
    jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • selavi2 16.06.10, 14:09
    Oj tam zaraz "niepotrzebnie mieszasz"...
    W ogóle baaardzo niezawiły i gramatyczny post napisałam.;-PPP
    --
    Dno jest po to, żeby było się od czego odbić.
  • evee1 17.06.10, 08:04

    --
    "No to po co pani pyta, skoro pani nie wie?!?" - informacja kolejowa
    w BB
  • evee1 17.06.10, 08:07
    O, chyba wyslalam pusty post.
    Chcialam napisac, ze i jedna i druga motywacje moga prezentowac
    rodzice, ktorzy juz posiadaja dzieci biologiczne, jak i Ci, kotrzy
    sa bezdzietni.
    --
    "No to po co pani pyta, skoro pani nie wie?!?" - informacja kolejowa
    w BB

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.