• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

imprezy-mąż - dziecko(!!!) Dodaj do ulubionych

  • 12.03.04, 09:12
    Czesc
    mam pytanie czy w trakcie Waszej ciązy, lub po ur. dziecka Wasi mezowie
    chodza na imprezy z kolegami???Mój sie spotyka czasami i strasznie mnie to
    wkurza, a jeszcze bardziej wkurza mnie fakt, ze juz wydzwaniaja kiedy bedzie
    opijanie dziecka.
    I wogóle mam dzisiaj strasznego doła.....

    pozdrawiam serdecznie
    Zaawansowany formularz
    • 12.03.04, 09:34
      Ale co cie konkretnie wkurza?
      To ze on chodzi a ty nie mozesz?
      Czy ze nie robi tego o co go prosisz tylko wychodzi?
      Ze nie siedzi z toba solidarnie?

      Bo sama piszesz ze spotyka sie czasami- za czesto znaczy?

      Musisz sobie okreslic czego w zasadzie od meza oczekujesz- czy tego ze nie
      bedzie w ogole wychodzil czy tego ze bedzie robil pewne rzeczy przy dziecku itp.
      I pogadaj z nim o tym.
      Moj maz tez wychodzi zawsze wychodzil. Ale najpierw wynegocjowalam ze ierze
      dzieci na spacer i ja mam 2 godzinki dla siebie. Teraz gdy jestem w ciazy przed
      wyjsciem myje mi podloge, czy odkurza czy robi czynnosci ktorych wykonanie juz
      sprawia mi trudnosc. I nie ma problemu- jesli nie mamy innych planow-
      wychodzi wink))
      --
      gosklec@poczta.onet.pl
      • 12.03.04, 09:53
        hey
        Wkurza mnie to ze wiele razy było tak,że miał wyjsc na 2 godz, a konczyło sie
        na całej nocy, jednego z tych kolegów nienawidze, kiedys o mały włos nie
        rozwalił naszego zwiazku..duzo mozna byłoby pisac.
        Wiem, ze nie powinnam byc zła na te wyjscia, tym bardziej ze rzeczywiscie nie
        sa one za czeste, ale jestem i nic na to nie poradze.
        mam chyba depresje przedporodową, boje sie tego co bedzie po urodzeniu dziecka,
        boje sie tego "nowego"......po prostu zdaje sobie sprawe z odpowiedzialnosci
        tego ze zaczyna sie nowy etap w naszym zyciu, i czy sobie z tym wszystkim
        poradze......

        pozdrawiam
        • 12.03.04, 10:01
          Kjasja, ja nie pozwalam, po prostu nie, jeżeli coś się wyjątkowo zdazy i nie
          mam więszego wpływu wtedy pasuję ale mówię, że jeżeli za bardzo
          się"sponiewiera" to niech idzie spać do swoich rodziców - nigdy nie poszedł ale
          też nigdy nie było tak aby przyszedł do domu i hałasował (za bardzo mu zależy
          na dziecku) - idzie grzecznie spać, mimo to jestem przeciw. Znam swojego męża i
          wiem na ile można mu "popuścić".
          Tak naprawdę to wszystko zależy od tego jakiego ma się męża, ale jeżeli mąż
          obiecuje, że wróci za dwie godziny a wraca nad ranem - dla mnie był to sygnał.
          Może jestem za ostra, ale znam swojego męża...

          Pozdrawiam
          Aga
          --
          "W każdym istnieniu dziecka wpisane jest życie dwojga ludzi, nie do wymazania i
          na cale życie"
          • 12.03.04, 10:04
            A ja czesto wychodzi Twoj mąż? I czy oblewał narodziny dzieciatka z kolegami,
            czy pozwoliłas mu?
            Mój wiele razy przesadził z tym wychodzeniem, choc nie jest to czesto, tzn, w
            tym roku wyszedł ze 3 razy, a kiedys 3 razy w tygodniusmile

            pozdrawiam

            • 12.03.04, 14:39
              Teraz prawie w ogóle, ma konika pod tytułem samochód i jeżeli już to
              przesiaduje w garażu. Ostatnio w pracy miał imieniny jakiegoś kolegi, to wypił
              1 piwo i wrócił do domu, bo wiedział, że jak pozwoli sobie na więcej to się
              będę wściekać. Mówi, że mam świra na punkcie alkoholu (prawie w ogóle nie piję).
              Ale mogę cię pocieszyć - jestesmy 5 lat po ślubie i naprawdę musiałam duzo
              popracować nad moim mężem, zjeść trochę"zębów" na nim. Jak przypomnę sobie nasz
              zwiazek w pierwszym, drugim roku - to powiem szczerze nie chciałabym do tego
              wracać - oczywiście były też cudowne chwile, ale jego zachowanie w wielu
              przypadkach było dla mnie nnie OK.
              Oblewanie dziecka było u jego rodziców, co nie znaczy, że było wszystko w
              porządku, zdarzyło się coś co nie powinno mieć miejsca (teściowie nie należą do
              odpowiedzialnych ludzi), ale na szczęście mój mąż sam zrozumiał co złego zrobił.
              Od tamtego czasu minęły ponad dwa lata...Na razie nie mogę narzekać jest OK,
              wszystkie wyjśćia uzgadnia ze mną. Może czasami czuję się jak żandarm, ale nie
              chcę aby kiedykolwiek dziecko straciło szacunek do swojego ojca.

              Pozdrawiam

              Aga

              --
              "W każdym istnieniu dziecka wpisane jest życie dwojga ludzi, nie do wymazania i
              na cale życie"
    • 12.03.04, 11:00
      Ja trafilam na wyjatkowo rozsadny egzemplarz! Dawno juz ustalilismy,ze on moze
      sobie wyjsc na luzie z kumplami(ktorych znam i bardzo lubie)w kazdy piatek.
      Poprostu ma wychodne i i nie zawsze jestem szczesliwa z tego powodu ale nie
      jestem zla. Wiem,ze jesli w ciagu dnia (jeszcze niestety) chce gdzies wyjsc a
      on nie jest w pracy to chetnie z Inka zostanie a kiedy odstawie ja calkiem od
      piersi(za jakies 2-3 tygodnie)to i ja bede mogla wychodzic wieczorem z
      kolezankami. Mamy taki uklad, ktory wielu osobom wydaje sie nienormalny,
      slyszalam nawet kiedys,ze jak go tak puszczam to kiedys dostane za swoje. Ja
      jednak wiem jakim on jest czlowiekiem i ufam mu, jest mi z tym dobrze i nie
      wyobrazam sobie zebysmy mogli sobie nazwajem zabraniac wyjscia z domu bo niby
      dlaczego. Jesli juz na poczatku z malzenstwa robi sie wiezienie to koniec. Sa
      takie pary, ktore poprostu nie chca wychodzic osobno i wtedy ok.Dla mnie
      naturalne jest to,ze czasami trzeba pobyc z innymi ludzmi i zatesknic za mezem.
      Jesli chodzi o ciaze to tez w tej kwestii bylam mniej wyluzowana ale wiem,ze to
      byla wina hormonow. Pozwalama mu wychodzic a jak wracal to bylam naburmuszona,
      pewnie troche zazdrosna i zla,ze ja musze siedziec w domu zmeczona ciaza. Teraz
      jestem matka, chcialam nia byc i dlatego juz sie wkurzam bo takie moje zycie
      poki co. Siedze sobie z corcia w domu i wiem,ze jeszcze troche i sobie
      czesciowo odbije. A i tak pewnie zbyt czest razem wychodzic nie bedziemy. Glowa
      do gory! Jak chce opic dzidzie to niech opije, ile wytrzyma? tydzien nie bedzie
      pil chyba co? Ja tak mysle ale mimo wszystko trzymaj sie mocno i pamietaj,ze
      nie bedziesz siedziec w domu do konca zycia. Pozdrawiam bardzo serdzecznie Magda
      --
      Pozdrawiam Magda mama Inki, 18.05.2003 Inka ma juz 9,5 miesiąca!!!
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=7461919
    • 12.03.04, 15:05
      Mój mąż nigdy nie chodził beze mnie na imprezy ani też z kolegami, a już
      napewno nie po urodzeniu się dziecka. Ja cały tydzień w domu z dzieckiem sama
      bo on w pracy a w weekendy sama bo on z kolegami. O nie!!! Na to bym się nie
      zgodziła.
    • 12.03.04, 16:00
      Mój mąż jest tak zapracowany, że nie w głowie u wszelkie wyjścia z kumplami.
      Jak ma czas to woli spedzic go z nami. A jeżeli sa jakies imprezy planowane
      najczesciej z pewnym wyprzedzeniem, to wychodzimy na nie razem nigdy osobno.
      Tak woli mój mąż. Ja nawet kiedys mu mówiłam zeby się umowil z przyjacielem po
      prostu sam, a nie zawsze robił z tego takie rodzinne posiadówy.
    • 12.03.04, 16:43
      Moj maz duzo pracuje i rzadko ma ochote na jakies wyjscia, ale jesli ma, to
      dlaczego nie? Nie musimy wszedzie chodzic razem, tym bardziej teraz (jestem w
      39 tyg) jak mi troche ciezko! A i ja tez czasmai potrzebuje spotkania sie z
      kolezankami, czy przejscia sie na sport czy po sklepach - wiec dlaczego On nie
      mialby isc gdzies sam????? Nierzadko jest tak, ze sie umawiamy, ze jesli nie
      bedziemy chciali wracac samodzielnie samochodem (alkohol), to zadzwonimy po to
      drugie i sie odbierzemy.
      Na poczatku naszego zwiazku a pozniej malzenstwa widzielismy sie tylko w
      weekendy, w tygodniu nieraz spotykalismy sie ze znajomymi - ja sama tez
      wychodzilam z kolegami (nie z kolezankami, tylko rowniez z kolegami, czasami z
      jednym sam na sam) gdzies na drinka czy cos - ale to jeszcze nie zdrada czy
      powod do afery, zreszta moj maz rowniez sie spotykal ze znajomymi i wzajemnie
      sobie o tych spotkaniach opowiadalismy.
    • 12.03.04, 18:01
      ksaja, jagasz, goniab3 i inne tak samo myślące kobiety - czy tak jest u Was
      naprawdę, jak piszecie, czy tylko chcecie się pochwalic na forum, że Wasz mąż
      jest taki "ułożony"???
      mi się to w głowie nie mieści!!! jak można partnerowi zrobić z domu
      więzienie??? w moim związku to nie do pomyślenia - owszem są wyjścia wspólne,
      ale też każde z nas może się osobno spotykać ze swoimi kolegami/koleżankami bez
      towarzystwa drugiej połówki. nie wyobrażam sobie, żebym miała mężowi zabronić
      wyjścia beze mnie, tylko dlatego, bo ja mam taki kaprys, tak samo jak nie do
      przyjęcia by u nas było żebym to ja nie mogła wyjśc bez niego.
      i absolutnie podczas jego nieobecności w domu nie obgryzam paznokci z nerwów,
      wymyślając sobie cóż to on tam niestworzonego beze mnie wyprawia. ufamy sobie -
      tylko tyle i aż tyle. on wraca stęskniony do domu, gdzie czeka uśmiechnięta,
      równie stęskniona żona (i vice versa - on z kolacją czeka na mnie wink a jego
      kumple zazdroszczą mu, że trafił na kobietę, która kocha, ufa, czeka w domu z
      dobrym słowem, a nie obrażona, naburmuszona, z głupimi wymówkami itp.

      no chyba że Wy po prostu nie macie żadnych koleżanek i dlatego zazdrość Was
      zżera, że mąż się z kimś spotyka, a Wy nic tylko dom i dziecko...

      P.S. jesteśmy razem 2 lata, po ślubie 10 miesięcy, dziecko planujemy w
      przyszłym roku - jakby się ktoś pytał.
      • 12.03.04, 23:43
        marylkaa napisała:

        > chcecie się pochwalic na forum, że Wasz mąż jest taki "ułożony"???

        Dla mnie osobiście nie byłby to powód do chwalenia się, a wręcz przeciwnie.
        I co to w ogóle znaczy "nie pozwalam"???
        Ciekawe, jak poczułby się taki mąż po przeczytaniu czegoś takiego na swój
        temat sad((
        Nie wyobrażam sobie, że mój mąż mógłby mi czegoś zabronić i odwrotnie. Na siłę
        nie zmieni się drugiego człowieka. Wszystko polega na sztuce kompromisu, ale do
        tego dochodzi się latami. Żeby nie było nieporozumień: też kiedyś byłam taką
        wkurzoną żoną smile))
        • 15.03.04, 10:55
          Niby wszystko prawda, mnie też się wydaje że z mężem trzeba jak z człowiekiem :-
          ) ale ....
          Nie byłam zachwycona, gdy zostałam w takiej oto sytuacji: malutka (5,5 m-ca)
          chora, na antybiotykach i marudna (chora od dawna), ja chora i na
          antybiotykach, a mój mąż na koncercie rockowym.
          Ja lulam dzidziusia do nocy, ale sama powinnam leżeć w łóżku.
          Tak wiem, bilety kupił wcześniej. Ale prosilam, zeby zostal, a jednak pojechal.
          Troche moje poglady zaczely ewoluowac w zwiazku z tym. Mam zal.
      • 15.03.04, 11:55
        Ułożony????
        Marylka chyba nie zrozumiałaś mojego postu, skoro tak piszesz. Tu jest zupełnie
        inny problem, który ciebie nie dotyczy i którego przypuszczam nie rozumiesz, bo
        nie masz znim do czynienia. Masz innego męża - its all..
        Ajeżeli chodzi o mnie, to na brak znajomych nie narzekam i chodze do nich razem
        z mężem, czyli sa to automatycznie też znajomi mojego męża.
        Życzę Ci takich samych spostrzeżeń po urodzeniu dziecka.
        Pozdrawiam
        Aga
        --
        "W każdym istnieniu dziecka wpisane jest życie dwojga ludzi, nie do wymazania i
        na cale życie"
        • 15.03.04, 11:57
          jagasz napisała:

          > Ułożony????
          > Marylka chyba nie zrozumiałaś mojego postu, skoro tak piszesz. Tu jest
          zupełnie
          >
          > inny problem, który ciebie nie dotyczy i którego przypuszczam nie rozumiesz,
          bo
          >
          > nie masz znim do czynienia. Masz innego męża - its all..
          > Ajeżeli chodzi o mnie, to na brak znajomych nie narzekam i chodze do nich
          razem
          >
          > z mężem, czyli sa to automatycznie też znajomi mojego męża.
          > Życzę Ci takich samych spostrzeżeń po urodzeniu dziecka.
          > Pozdrawiam
          > Aga


          --
          "W każdym istnieniu dziecka wpisane jest życie dwojga ludzi, nie do wymazania i
          na cale życie"
    • 12.03.04, 20:54
      podpisuje sie pod postem Marylki... nie rozumiem jak mozna mężowi nie pozwalac
      wyjsc??? wychodne??? a jak było przedtem, jak poznałyscie tych mężów byli
      domatorami a potem nagle zapragnęli imprez? to raz a po drugie dlaczego Wy tez
      nie chodzicie????

      szczerze mówiac jak bym była takim mężem siłą uziemionym to bym kombinowała jak
      sie uwolnic za wszelką cenę...
      • 15.03.04, 07:43
        bazylea1 napisała:

        >
        > szczerze mówiac jak bym była takim mężem siłą uziemionym to bym kombinowała
        jak
        >
        > sie uwolnic za wszelką cenę...


        ja również wink
        • 15.03.04, 10:17
          Dlaczego zaraz uwięziony? Mjemu mężowi powiedziałam że jest mi czasami przykro
          jak wychodzi sam, ale niczego nie zakazałam, wręcz przeciwnie. Jednak z
          kolegami nie wychodzi nigdzie, bo jak mi tłumaczy poprostu wie e ja jestem w
          domu sama tylko z dzieckiem, a on sie zabawia, woli ten czas spedzic z nami. Ja
          zreszta tez nie wychodze, bo przykro mi isc jest samej. Jedynie jak byl w pracy
          to wpadlam do kolezanki na kawe a maz jak wracal do domu to mnie odbieral. A
          teraz szybciutko wracam do domku po pracy steskniona do synka i meza i nawet mi
          wq glowie nie jest aby gdzies isc, mezowi tez nie bo przewaznie teraz tylko w
          weekend jestesmy cale dnie razem smile
          Pozdrawiam
          Renata
    • 15.03.04, 11:12
      kjasja napisała:

      > Czesc
      > mam pytanie czy w trakcie Waszej ciązy, lub po ur. dziecka Wasi mezowie
      > chodza na imprezy z kolegami???Mój sie spotyka czasami i strasznie mnie to
      > wkurza, a jeszcze bardziej wkurza mnie fakt, ze juz wydzwaniaja kiedy bedzie
      > opijanie dziecka.
      > I wogóle mam dzisiaj strasznego doła.....
      >
      > pozdrawiam serdecznie

      kjasja - bardzo dużo ojców radość z narodzin dziecka "oblewa" poprostu
      spotykają się z kolegami i dzielą się swoją radością w taki, a nie inny sposób.
      Mój mąż nie oblewał ale nie uważam, że wypicie z okazji narodzin dziecka to coś
      złego, poprostu cieszą się...
      Co do wyjśc z kolegami, to chyba wszystko zależy na Waszym dogadaniu się no i
      słowności Twojego męża. Skoro obiecał,że wróci za 3 godz. to niech wraca.
      Mężczyźni chyba od czasu do czasu potrzebują spotkań z kumplami. Ale mi łatwo
      pisać, ja mam męża, który jest typem domatora, kumpli miał na studiach, teraz
      ma dom i rodzinę , kumpli nie, a uważam,że to też nie jest najlepsze. Dobrze,że
      ma swoje pasje, gra w zespole na basie i uwielbia wędkować, nigdy mu tego nie
      zabraniam smile

      Mam nadzieję, że znajdziecie złoty środek wink
      pozdrawiam serdecznie - lea
    • 15.03.04, 11:54
      kjasja!
      Ja w całym towarzystwie uchodzę za najbardziej liberalną jeśli chodzi o
      partnera.
      Przed urodzeniem dziecka albo chodziliśmy razem, albo jeśli ja nie miałam
      ochoty na imprezę szedł mój "mąż". Nie widziałam powodu dla którego z racji
      mojego złego humoru, mój partner miał się nie bawić tylko siedzieć razem ze mną
      (a jak w ciąży miałam zły humor, to byłam wyjątkową "zołzą"). Po urodzeniu
      szczęśliwy tatuś opijał tzw. "pępkowe", ale odbyło się to wtedy kiedy ja byłam
      jeszcze w szpitalu. A dlaczego nie? Chciał zrobić imprezę (ale nie tylko z
      kolegami, bo zaprosił również moich znajomych i koleżanki, z którymi na co
      dzień nie ma wiele doczynienia) żeby się pochwalić swoim synkiem, żeby uczcić
      ten fakt. To tak jak się obchodzi własne urodziny - ważny dzień w życiu, niech
      się cieszy!!!
      Przez pierwszy miesiąć sam nie wychodził, i nie było mu to w głowie, nawet tego
      nie zasugerował (zresztą ja byłam w fatalnej fizycznej formie po porodzie, więc
      po prostu musiał mi naprwdę pomagać). Ale później się zdarzało. Uważam, żę tak
      samo jak ja mam prawo wyjść raz na 1, 2 miesiące z koleżankami na damskie
      plotki, tak samo on potrzebuje swoich kumpli.
      Teraz o dziwo, prawie w ogóle sam nie wychodzi. Znalazł natomiast inną
      pasję,zrobił kurs żeglarski i jak może to jedzie pływać (po morzu, więc to są
      średnio tygodniowe wypady). Ja mu na to pozwalam i nawet sama go do tego
      namawiam, bo cieszy mnie, że ma jakąś pasję, i może zupełnie oderwać się od
      obowiązków (nalezy mu się).
      Nawet rodzice mojego partnera mówią, że na zbyt wiele mu pozwalam, ale ja sama
      widzę, że to jest słuszne o tyle, że mój "mąż" w pełni to docenia.
      zdarzyło się parę razy, że z imprezy wrócił nad ranem zamiast po trzech
      godzinach, wtedy jestem zła i mu to okazuję. Inaczej, okazuję mu, że jest mi
      przykro i smutno, bo to bardziej działa niż złość i obrażanie się.
      i jeszcze jedno. Zdarza się, że po pracy Robert wpada na chwilę do domu z
      kolegami po to żeby tylko ucałować mnie i synka i idą dalej na "męskie piwo".
      Tych jego dwóch kumpli jest "krótko" trzymanych przez swoje małżonki i proszę
      mnie wtedy żebym przypadkiem się nie wygadała przed ich żonami, że oni poszli
      na piwo, tylko że niby dłużej pracowali itd. Dla mnie jest to śmieszny dowód
      tego, że lepiej pozwalać i wiedzieć co facet robi niż prowokować go do takich
      kłamstw. Najśmieszniejsze jest to, że to nie są gówniarze, którzy mają po 15
      lat, tylko 30 z okładem izdarza im się oszukiwać swoje małżonki, w naprawdę
      błahej sprawie jkaą jest pójście na piwo z kolegami.
      • 15.03.04, 12:08
        Aha napiszę jeszcze jedno, co oczywiście nie jest wyznacznkiem, bo cały czas
        twierdzę, że wszystko zależy od tego jakiego ma się męża.
        Moja koleżanka była bardzo liberalna w stosunku do różnych wyjść swojego męża,
        jego koledzy nie mogli się jej nachwalić jako przykład fajnej zony. Po kilku
        latach małżeństwa ona urodziła dziecko - on nie zrezygnował żadnych wyjść.
        Rozwód. Jako jedno z jego zarzutów było: nie stworzyłaś mi domu, nie czułem się
        jak w domu, nie było czegoś takiego jak rodzinny obiad, wspólne wyjścia jakieś
        zasady.
        --
        "W każdym istnieniu dziecka wpisane jest życie dwojga ludzi, nie do wymazania i
        na cale życie"
        • 15.03.04, 12:28
          Wszystko należy wypośrodkować, fatalnie jest kiedy mąż znika codziennie, ale
          nie widzę powodów dla których nie może raz na tydzień czy dwa, czy nawet
          miesiąć wyskoczyć gdzieś sam. A czy wy same nigdzie nie wychodzicie?????
        • 15.03.04, 13:59
          Po kilku
          > latach małżeństwa ona urodziła dziecko - on nie zrezygnował żadnych wyjść.
          > Rozwód. Jako jedno z jego zarzutów było: nie stworzyłaś mi domu, nie czułem
          się
          >
          > jak w domu, nie było czegoś takiego jak rodzinny obiad, wspólne wyjścia
          jakieś
          > zasady.
          pomijajac sedno dyskusji- jagasz dla mnie taki tekst rozwodzacego sie malzonka
          nie jest zadnym wyznacznikiem ze maz potrzebuje zasad. maz to nie pies-
          przynajmniej wiekszosc nie potrzebuje odgornych zasad od zony hetery.
          Niedzielne obiadki i atmosfere moze tworzyc takze maz a ze wali taki glodny
          kawalek przy rozwodzie to sie nie dziwie- powod jakis musi byc wink

          Teraz co do sedna- jestem 14 lat po slubie z czego conajmniej 10 bylam strona
          bardziej aktywna. To ja wychodzilam, wyjezdzalam na nurkowania, chodzilam na
          imprezy wszelkiej masci. Maz chodzil ze mna sporadycznie. tanczyc nie lubi jak
          tanczylam z kims innym to sie wkurzal i ogolnie upijal sie na smutno wink)) Moj
          maz NIGDY nie powiedzial "nie mozesz isc" nigdy tez nie zasunal argumentu
          ponizej pasa w stylu "jak pojdziesz to mi bedzie przykro". Oczywiscie moje
          wychodzenie bylo ograniczane przez porody, pory karmien itp ale bylo zawsze
          dosyc intensywne.
          Od paru lat moj maz sie uaktywnil- jesli czas pozwala wychodzi 2 razy w
          tygodniu. Chodzi na brydzyka (maja juz czworke wiec to bez sensu zebym z nim
          chodzila) czy do pubu. Chodzi glownie sam, bo to dla nas latwiejsze
          organizacyjnie- nie trzeba opiekunki czy babci. Zawsze mowi mi wczesniej, ja
          zawsze mowie mu czego oczekuje przed jego wyjsciem- na ogol jest to odkurzenie,
          umycie kuchni, dzieci czyli wszstkie czynnosci ktore w ciazy nie sa dla mnie
          komfortowe. jesli chce wyjsc w weekend- caly dzien spedza z dziecmi, zabiera je
          na dlugie spacery zeby zdjac mi je z glowy zanim mi je wlozy na wieczor na
          glowe wink) I jest OK. Ja nie musze mu zadnych regul narzucac ani stwarzac
          atmosferki bo stwarzamy ja razem wink)

          A autorce poradze zeby dokladnie sie zastanowila co konkretnie jej przeszkadza-
          czy to ze facet w ogole wychodzi a ona nie- moze mozna jakos temu zaradzic? Czy
          ze z nia nie wychodzi w ogole- to tez mozna zmienic wink) czy ze za czesto
          wychodzi- z nastepnego listu wynika ze jednak nie wink) czy to jej przeszkadza ze
          rzuca wszystko i wychodzi- mozna sie przeciez umowic zeby zrobil konkretne
          rzeczy przed wyjsciem. i tak dalej. argument w klotni "bo ty wychodzisz a ja
          nie" jest kiepski, frustrujacy i w zasadzie nic nie wnosi- zastanow sie jakie
          rozwiazanie cie satysfakcjonuje i pogadaj z mezem- na pewno cos mozna
          ustalic wink))
          --
          gosklec@poczta.onet.pl
          • 15.03.04, 14:13
            Gosiu - ja napisałam, że przykład tego rozwodu (wiem, ze to był jeden z powodów
            tego rozwodu, jeden z powodów) NIE JEST wyznacznikiem. To jest przykład, jakich
            wiele...
            A zresztą...każdy żyje tak jak chce... nie ma wzorca...
            Pozdrawiam
            Aga
            --
            "W każdym istnieniu dziecka wpisane jest życie dwojga ludzi, nie do wymazania i
            na cale życie"
    • 15.03.04, 12:11
      Czesc,
      oczywiście ze mój maż wychodzi na imprezy z kolegami tak samo jak ja wychodze
      na imprezy z moimi psiapsółami i nie widze nic w tym złego. Mamy taki podział
      ze w jednym tygodniu wychodzi on a ja wnastępnym i wszystko jest bene. Nie ma
      nic gorszego niz zabranianie facetom drobnych wyjść bo wtedy zacznie kręcić
      oszukiwać i będzie bez sensu.Trzeba mieć zaufanie a wtedy wszystko bedzie ok
      Pozdro
      madzik
      • 15.03.04, 19:06
        Witam!
        No cóż, ja też nie lubię, jak mąż wychodzi sam. Do momentu, gdy okazało się, że
        jestem w ciąży zawsze wychodziliśmy razem, to było dla nas naturalne.Prawie
        całą ciążę leżałam, nie mogłam wychodzić, więc mąż też rzadko wychodził - co
        nie znaczy, że wogóle. Trochę czułam dyskomfort - wolałam, żeby zostawał ze
        mną, ale starałam się tego nie dawać mu odczuć.Pewnie gdyby wychodził często,
        to bym się wściekała, ale zdarzało mu się to rzadko więc trudno by mi było
        robić z tego problemy.Raz zdarzyło się, że wyszedł na wieczór kawalerski,
        obiecał, że wróci za dwie godziny, ponieważ nie chce, żebym była
        sama.Oczywiście nie wrócił - znam go, wiedziałam, że na pewno zostanie dłużej,
        choć nie wątpię w szczere chęci. Dzwonił na komórkę i zapowiedział, że wróci
        nocnym autobusem.
        Poszłam spać, obudziłam się gdy było już jasno (7 rano) i stwierdziłam, że go
        jeszcze nie ma. Na komórkę nie mogłam się dodzwonić(włączała się poczta),
        dzwoniłam do kolegi - to samo. Myślałam,że oszaleję z nerwów! Ponieważ mam
        problem natury psychicznej taki, że gdy ktoś bliski znika mi z pola widzenia,
        natychmiast w wyobrażni uruchamiają mi się makabryczne wizje wypadków, pobicia,
        itp. Być może jestem przypadkiem nadającym się do leczenia, ale to temat na
        inny wątek.
        W każdym razie w kontekście tego nietrudno sobie wyobrazić co przeżywałam.
        Oczyma wyopbraźni widziałam męża leżącego w krzakach z nożem w plecach i inne
        tym podobne obrazki.Nie wiedziałam co robić. Kiedy w końcu wrócił, z szerokim
        beztroskim uśmiechem na ustach i zastał mnie - kupkę trzęsącego się
        nieszczęścia, w naszym domu nastała burza z piorunami. Kiedy ja dawałam upust
        swoim frustracjom,
        on nie mógł długo zrozumieć o co mi chodzi.Miał pretensje, że go nie chcę
        puszczać, itd. i nie mogło do niego dotrzeć, że nie o to chodzi - że powinien
        mnie uprzedzić, kiedy wróci, dać znać skoro zmienił plany i starać się mieć
        włączony telefon (rozładował się, a ja wyobrażalam go sobie w rękach
        potencjalnych bandytówsmile).W końcu doszliśmy do porozumienia, zrozumiał
        przyczyny mojej histerii - nie dzwonił, bo nie chciał mnie budzić! Myślał, że
        sobie smacznie śpię! Więcej już mi tego numeru nie wykręcił, raczej stara się
        mnie informować gdzie jest i kiedy wróci.Oczywiście później jeszcze wychodził,
        chociaż rzadko, ale jest człowiekiem tak zapracowanym, że nie bardzo ma kiedy i
        te wolne chwile, które ma, woli spędzić z nami.
        Nie wiem czy ja przesadzam z tymi nerwami? Wydaje mi się, że tak i boję się, że
        w przyszłości nie pozwolę zrobić kroku córce ze strachu o nią. Może kogoś
        natchnie i udzieli mi jakiejś zbawiennej rady? Czy wy też tak macie?
        Pozdrawiam
        Histeryczka
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=10574182&v=2&s=0
        • 16.03.04, 06:13
          > Poszłam spać, obudziłam się gdy było już jasno (7 rano) i stwierdziłam, że go
          > jeszcze nie ma. Na komórkę nie mogłam się dodzwonić(włączała się poczta),
          > dzwoniłam do kolegi - to samo. Myślałam,że oszaleję z nerwów! Ponieważ mam
          > problem natury psychicznej taki, że gdy ktoś bliski znika mi z pola widzenia,
          > natychmiast w wyobrażni uruchamiają mi się makabryczne wizje wypadków,
          pobicia,
          >
          > itp. Być może jestem przypadkiem nadającym się do leczenia, ale to temat na
          > inny wątek.
          > W każdym razie w kontekście tego nietrudno sobie wyobrazić co przeżywałam.
          > Oczyma wyopbraźni widziałam męża leżącego w krzakach z nożem w plecach i inne
          > tym podobne obrazki.Nie wiedziałam co robić. Kiedy w końcu wrócił, z szerokim
          > beztroskim uśmiechem na ustach i zastał mnie - kupkę trzęsącego się
          > nieszczęścia, w naszym domu nastała burza z piorunami. Kiedy ja dawałam upust
          > swoim frustracjom,
          > on nie mógł długo zrozumieć o co mi chodzi.Miał pretensje, że go nie chcę
          > puszczać, itd. i nie mogło do niego dotrzeć, że nie o to chodzi - że powinien
          > mnie uprzedzić, kiedy wróci, dać znać skoro zmienił plany i starać się mieć
          > włączony telefon (rozładował się, a ja wyobrażalam go sobie w rękach
          > potencjalnych bandytówsmile).W końcu doszliśmy do porozumienia, zrozumiał
          > przyczyny mojej histerii - nie dzwonił, bo nie chciał mnie budzić! Myślał, że
          > sobie smacznie śpię! Więcej już mi tego numeru nie wykręcił, raczej stara się
          > mnie informować gdzie jest i kiedy wróci.Oczywiście później jeszcze
          wychodził,
          > chociaż rzadko, ale jest człowiekiem tak zapracowanym, że nie bardzo ma kiedy
          i
          >
          > te wolne chwile, które ma, woli spędzić z nami.
          > Nie wiem czy ja przesadzam z tymi nerwami? Wydaje mi się, że tak i boję się,
          że
          >
          > w przyszłości nie pozwolę zrobić kroku córce ze strachu o nią. Może kogoś
          > natchnie i udzieli mi jakiejś zbawiennej rady? Czy wy też tak macie?
          > Pozdrawiam
          Tak to ja tez mam. Z mezem mam umowe- zadnych nocnych!!! Taksoweczka!! NIGDY
          nie spie gdy go nie ma- chyba ze umowimy sie ze wraca rano a noc spedza u
          kolegi. Dzieci maja dzwonic o kazdej porze zeby je odebrac (no... na szczescie
          jestesmy jeszcze na etapie wracania z urodzin o 22...) i koniec.

          Ale ja prawde mowiac jakis miesiac temu wykrecilam mezowi podobny numer.
          Pojechalam do mamy ktora mieszka poltorej godziny drogi ode mnie. Posiedzialam
          tam. Poszlam do babcie mieszkajacej obok a tam Ola zlala mi sie w majtki.
          Czekalam wiec dosyc dlugo az wyschna jej rajstopy. Zapomnialam komorki, w ogole
          nie pomyslalam o dzwonieniu do meza bo byla jakas 17 dopiero. Zjechalam do domu
          na 19 z mrozonka na obiad dla niego. Otworzylam drzwi i w tym momencie kolo
          glowy swisnela mi moja wlasna komorka oraz zastalam meza w histerii wlasnie
          zastanawiajacego sie gdzie dzwonic w sprawie wypadkow. Okazalo sie bowiem ze
          maz usilowal mnie zlapac od 12. A moja mama zadzwonila do niego nic nie
          powiedziala o tym ze bylam tylko spytala sie gdzie jestem....
          --
          gosklec@poczta.onet.pl
    • 16.03.04, 00:26
      Na początku naszego małżeństwa, jak jeszcze nie byłam w ciąży chodziliśmy z M
      prawie wszedzie razem. Po urodzeniu synka on rozpoczął studia zaocz. i często
      chodził na studenckie imprezy sam. Szlag mnie trafiał, niby ufałam ale byłam
      zazdrosna do nieprzytomności, robiłam mu wyrzuty, płakałam, czasem nawet
      szantażowałam do tego stopnia ze nie pojechał na imprezę kończącą studia. Byłam
      zazdrosna o to że on baluje a ja w domu z dzieckiem sama. Czułam sie brzydka,
      gruba i wyobrażałam sobie że robi pod moją nieobecność niewiadomo co. Teraz po
      czasie wiem że to nie ma sensu, faceta nie można trzymać w klatce, bo sie
      zbuntuje. Tak jak mój. Teraz nasze małżeństwo powoli sie rozpada a ja wiem że
      częściowo spowodowane to jest moim zachowaniem w tamtym okresie.
      kjasja powodzenia i głowa do góry smile
    • 16.03.04, 08:22
      czytam i czytam...i mam jakieś dziwne odczucia...dom-więzienie, brak
      tolerancji,"zrobiłam mu to samo","nie pozwlam","pozwalam"...
      Napiszę krótko - nie mamy przyjemności w "samodzielnym" imprezowaniu...
      Pracujemy i nie widzimy się przecież prawie całymi dniami, dlaczego jeszcze
      dodatkowo "odzwyczajać się od siebie" na osobnych imprezach? Ludzie, którzy sie
      kochają spędzają czas wspólnie...
      Pozdrawiam - prawie 11-letnia mężatka
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.