Komentarze do artykułu

Mąż mnie zdradził

Jak się zachować wobec niewierności męża? podobno jednorazowej i przypadkowej... O komentarz poprosiliśmy naszych czytelników i psychoterapeutkę.

Mąż mnie zdradził Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Problem jest powszechny, więc poruszanie go potrzebne. Ciekawa jest forma
    artykułu. Uwagi czytelników pozwalaja spojrzeć na temat z różnych stron. A
    opinia psychologa, chociaż nieraz dość kontrowersyjna, na pewno pomocna i
    nowatorska.
    • Jestem od 2 lat mężatką, mamy 1.5 rocznego synka.Mój mąż w styczniu się
      wyprowadził, teraz chce wrócić.Skakałabym z radości ale gdy zapytałam go czy
      wraca dlatego że mnie kocha?Odpowiedział że nie wie.Wiem że przez jego wyrko
      przewaliło sie kilka kobiet, niestety nie ma tyle owdagi żeby się
      przyznać.Twierdzi że oddzielamy teraz krechą i zaczynamy od nowa. Czytałam
      Wasze opinie i zaczynam się wachać czy wogóle pozwolić mu wracać.

      Gosia
      • to jest strasznie pogmatwane i nie wiem jaki jest sens tych postów, nie ma
        recepty, każdy związek jest inny. dla mnie najgorsze jest jeśli zdrada (a
        właściwie kiedy jest zdrada? pocałunki to zdrada?) nie jest jednorazowym
        wybrykiem, tylko "przyjaźnią" i to co się wydarzyło podobno "nie ma nic
        wspólnego z nami" i "nigdy z tego nie zrezygnuję"
        po prostu dziewczyny nic nie jest proste w życiu, łatwo jest mówić "zostaw
        drania" jeśli tym draniem nie jest nasz mąż, którego przecież kochamy i miało
        być na zawsze, na dobre i na złe...
      • No ja bym chyba nie pozwoliła mu wrócić.Pozdrawiam .taissa
        --
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=12961131&a=12961131
      • Jesli nie potrafi sie przyznac, to ja bym mu nie pozwolila wracac. Ja z moim
        chlopakiem mialam taka historie, ze w najlepsze prowadzil erotyczne pogawedki
        przez Internet ze swoja byla dziewczyna kiedy juz bylismy razem. Dowiedzialam
        sie o tym, powiedzialam mu, ze wiem i widzialam i powiedzialam, ze to koniec.
        Przyznal sie, ze to robil, ze to przeszlosc, ze juz nie bedzie tego robil i
        rzeczywiscie nie robi. Ale trudno mi sie z tym pogodzic, ze wogole takie cos
        mialo miejsce i wlasnie przezywamy duzy kryzys i najprawdopodobniej zerwiemy.
        Zgadzam sie, po zdradzie nie ma juz zaufania, ktore jest fundamentalne dla
        kazdego zwiazku i wymagania wobec partnera sa wyzsze niz normalnie. Tak
        rozpoadl sie moj wczesniejszy, 6-letni zwiazek, mimo, ze sama uwazalam, ze
        sprawa jest zamknieta.
        Natomiast, wracajac do Ciebie, to uwazam, ze to nie ON powinien decydowac, czy
        oddzielacie gruba krecha przeszlosc, tylko TY. ON podjal decyzje 2 lata temu,
        kiedy braliscie slub, ze zadnych innych kobiet nie bedzie mial. Na takie zycie
        i ekscesy mial czas przed slubem... Od Ciebie zalezy, czy dasz mu szanse, czy
        nie. Jesli dasz, przygotuj sie na podejrzliwosc, sprawdzanie go i ...ewentualne
        kolejne kobiety, w ramionach ktorych bedzie koil swoje ego. Pamietaj, zeby byc
        konsekwentna, jesli pozwolisz mu wrocic: jesli bedzie inna - koniec. I tego sie
        trzymaj. Jest tylu facetow na swiecie, ktorzy marza o kobiecie z dzieckiem, ze
        naprawde, zawsze mozesz sobie kogos znalezc...
        Powodzenia!!
        Agata
        • ...a ja przespałam się z żonatym facetem... Wcześniej bardzo się z nim
          przyjaźniłam i w ostatni weekend na wyjeździe służbowym wypiliśmy za duzo i
          kochaliśmy się. Nie chciałam i nie chce mu nic psuć w małżeństwie, ale stało
          się i już za późno na takie deklaracje. Do tego facet twierdzi, że mnie kocha,
          najlepiej byłoby uciąć wszelkie kontakty i zaprzepaścić lata przyjaźni, bo
          przecież nic juz nie będzie jak wcześniej...
          Tak bardzo nie chciałabym, żeby jego żona dowiedziała sie o tym, bo myślę, że
          on kocha ją i rodzinę, poza tym mówił, że pierwszy raz zdradził żonę...
          ...w sumie to jego problem, bo ja jestem sama, ale mam wyrzuty sumienia, że coś
          niepotrzebnie psuję...
      • Mężatką jestem od września (chociaż mieszkamy ze sobą od 5 lat), w listopadzie
        urodził się mój synek. Rodziłam z moim mężem, który w wigilię oznajmił mi, że
        już mnie chyba nie kocha, że podobają mu się inne kobiety i że przecież dziecko
        można wychować będąc oddzielnie. A na początku stycznia zrzucił z
        siebie "jarzmo" i powiedział że mnie zdradzał, niestety to nie był jednorazowy
        wyskok. To trwało około 3 miesiące. Rozstaliśmy sie. Ufałam mu całkowicie.
        Najgorsze dla mnie było to że cichodajka (dość popularna wśród panów z firmy w
        której obydwoje pracują), która wyciągnęła go do łóżka jest skrajnie
        beznadziejna - i to nie jest tylko moja opinia. To jest praktycznie opinia
        wszystkich którzy ją znają. Najbardziej upokarzające dla mnie było to że mój
        mąż poczuł coś do takiej "nędzy" i że to t r w a ł o jakiś czas. I tłukące
        się pytanie: jak ktoś taki jak On mógł być z kimś takim jak ona?
        On okazał się po prostu głupi... a ją bym najchętniej zabiła (co o mały włos
        sie nie zdarzyło), bo suczydło wiedziało że jestem w ciąży a mój mąż
        wyposzczony. Wszystkie moje idealy legły w gruzach...
        Pod koniec maja mój mąż zmądrzał. Poprosił żebyśmy spróbowali. Jeszcze raz.
        Wiesz co jest najgorsze? Że tak szybko się zgodziłam...
        Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie. Jak masz ochotę, napisz:
        trzydziecha@gazeta.pl
    • No dobrze, ale co zrobić gdy zdradziła żona? Jak ma się wtedy zachować mąż?
    • Zdrada zawsze bardzo boli (a ja wiem coś na ten temat), nie ważne czy to przed
      ślubem czy po, czy było to tydzień, rok czy nawet 10 lat temu. Z biegiem czasu
      nabiera się tylko większego dystansu do całej sprawy. Wyrzucenie drania z domu
      nie rozwiąże problemu a szczera rozmowa z mężem czy chłopakiem na pewno pomoże
      w zrozumieniu tego, dlaczego tak się stało?. Nie ma człowieka bez skazy a
      umiejętność wybaczania to zaleta Boga, więc może powinniśmy nauczyć się
      wybaczać nawet największe przewinienia. Nie każdy człowiek ma jednak w sobie
      dość siły, aby coś takiego wybaczyć, ja znalazłam w sobie tą siłę i nie żałuję,
      choć skłamałabym mówiąc, że odzyskałam zaufanie, w 100%, lecz czego w życiu
      można być tak naprawdę pewnym, chyba tylko tego, że kiedyś umrzemy.
      Monika.


      --
      foto.onet.pl/albumy/album.html?id=22025&q=mykaka&k=2
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=13316780
    • Zgadzam się z opinią, że każdy związek jest inny i takie toeretyczne rozważania
      na niewiele się zdają w krytycznym momencie. Ja też się zapierałam, że zdrada
      jest dla mnie niewybaczalna, a jak przyszło co do czego, to walczyłam o moje
      małżeństwo, jak o własne życie. Bo to było całe moje życie. A nie była to tylko
      fizyczna zdrada, ale jak stwierdził mój mąż: mnie już nie kocha, ale zakochał
      się w innej. I niestaty do siebie wróciliśmy. Niestety, bo dopiero później
      zrozumiałam, że świat nie kończy się na jednym facecie i że ja nie umiem jednak
      sobie z tym poradzić. Tyle, że wtedy już się poczęło nasze maleństwo...
      • Zdrady nie wybaczę już nigdy.Nie to,że nie próbowałam.
        Nie udało się, bowiem wieczne spóżnienia, smsy, telefony zaczęły mnie
        prześladować, tym samym wmawiałam sobie, iż ponownie coś kręci.
        Bezsprzecznie brak zaufania doprowadził do rozstania.Nie potrafię żyć z
        człowiekiem, który w najwspanialszych chwilach spędzonych razem i w tym samym
        dniu pisze "koleżance"- moje małżeństwo to pomyłka i jesteśmy razem ze względu
        na dziecko"

        W rozstaniu nie przeszkodziło mi wspólne dziecko, jego tzw. dobro jak i
        świadomość, że mogę nie mieć co jeść.

        Celowo pomijam chwile załamania, bezradności i wiary we własne siły.
        Było ich wiele ale......zakończyłam ten etap w swoim życiu sukcesem.

        maria_rosa




        --
        Od straszenia to są duchy smile)))
        maria rosa
        mama Qby

        maria_rosa@wp.pl
    • Zdrady nie wybaczę już nigdy.Nie to,że nie próbowałam.
      Nie udało się, bowiem wieczne spóżnienia, smsy, telefony zaczęły mnie
      prześladować, tym samym wmawiałam sobie, iż ponownie coś kręci.
      Bezsprzecznie brak zaufania doprowadził do rozstania.Nie potrafię żyć z
      człowiekiem, który w najwspanialszych chwilach spędzonych razem i w tym samym
      dniu pisze "koleżance"- moje małżeństwo to pomyłka i jesteśmy razem ze względu
      na dziecko"

      W rozstaniu nie przeszkodziło mi wspólne dziecko, jego tzw. dobro jak i
      świadomość, że mogę nie mieć co jeść.

      Celowo pomijam chwile załamania, bezradności i wiary we własne siły.
      Było ich wiele ale......zakończyłam ten etap w swoim życiu sukcesem.

      maria_rosa

      --

      maria_rosa@wp.pl
      • Dopiero dziś trafiłam na ten wątek i chciałabym napisać do Doroty, która się
        boryka z problemem zdrady męża, jak i do wszyskich dziewczyn, które się tu
        wpisały przede mną.
        Mój mąż też mnie zdradził. Stało się to po piętnastu latach naszego małżeństwa.
        Nie mieliśmy żadnego kryzysu, wszystko między nami dobrze się układało.
        Pojechał wiosną do Włoch na narty. Była cała ekipa - i stało się. Dowiedziałam
        się o tym zupełnie przypadkiem półtora roku później. Wiem, że nie powinnam tak
        zrobić, ale kiedyś siedząc u niego w firmie z nudów siadłam przy komputerze a
        miał otwartą skrzynkę mejlową. I tam przeczytałam kilka wiadomości kierowanych
        do jakiejś kobiety i miłych chwilach spędzonych razem, o tym, ze czasem myśli o
        niej itp. Odpowiedzi od niej nie było. To był dla mnie szok. Po powrocie do
        domu przyznałam się, że widziałam jego listy i zapytałam, co było między nimi.
        Przyznał, że był akohol, on miał problemy w swojej firmie, opowiadał jej o tym,
        o żonie i dzieciach! no i stało się - przespali się. Strasznie go to uwierało,
        trudno mu się z tym żyło, ale stwierdził, że postara się tak zrobić, abym nigdy
        o tym się nie dowiedziała. Nie mogłam w to uwierzyć. Mój ukochany i wspaniały
        mąż spał z inną kobietą. Nie myślałam, że to tak boli...
        A on był jak zbity pies. Od tamtego dnia trudno sobie wyobrazić lepszego
        męża... minął już rok od momentu, kiedy się dowiedziałam. Kocham go bardzo i
        raczej nie miałam dylematu - czy chcę z nim być. Bo nadal chcę. Poderwał moje
        zaufanie, ale bardzo tego żałuje. Właściwie to mu wybaczyłam. Ale zapomnieć to
        chyba nie zapomnę nigdy.
        Jest teraz między nami bardzo bardzo dobrze. Od tamtej pory nie rozmawialiśmy o
        tym wszystkim. Razem wychowujemy naszą czwórkę dzieci, a nasz seks jest teraz
        tak wspaniały, jak nigdy przedtem.
        Rozważyłam wszystkie za i przeciw - i wyszło mi na to, że gdybym wyrzuciła go z
        domu, to tak jakbym wyrzuciła cząstkę siebie. Pewnie, że jakiś tam strach czai
        się koło serca, ale też mój mąż od tamtej pory nie daje mi nawet cienia powodu,
        abym go o coś następnego podejrzewała. Każdą wolną chwilę spędza ze mną lub
        dziećmi, jest czuły, dobry - i choć zdarza się, że czasami się pokłócimy, to
        staramy się jak najszybciej ze sobą dogadać.
        Ani chwili nie żałowałam decyzji, że postanowiłam z nim pozostać i myślę, że
        nie będę tego żałowała po latech. A jakie wspaniałe plany robimy sobie na
        czasy, gdy dzieci już będą dorosłe...
        Dlatego, zanim podejmiecie jakąś nieodwracalną decyzję, przemyślcie do
        dokładnie. Życzę takiego szczęścia, jakie mam teraz
    • A mój chłopak, ojciec mojej dwuletniej córki miał romans z koleżanką, koleżanki
      z pracy. Oczywiscie ten jeden raz, ponieważ ona zadzwoniła do tamtej a tamtej
      nie było w pracy i tak jakoś wyszło, że nawet jej nie zna itp.
      Byłam wtedy w drugim miesiącu ciąży i przybiegłam do niego z ciekawą ofertą
      wakacji, którą znalazłam, aby mu przedstawić. Nagle na jego komputerze pojawiła
      się znana wszystkim koperta. Otworzyłam, sądząc, że to jego kuzyn i
      przeczytałam wiadomość "pa pa, idę już do domu itp." Potem oczom moim ukazał
      się ciąg kilkugodzinnych rozmów o łączce, o barankach, o tym, jak ja go nie
      rozumiem i że wieczory spędzam z dzieckiem a nie wychodzę do kina itp.
      Nawet nie miał odwagi mi powiedzieć. Przypadkiem się dowiedziałam.
      Poroniłam w nocy. Następny miesiąc spędziłam na leczeniu.
      A potem wybaczyłam mu. Pojechaliśmy z dzieckiem na wakacje.
      Odkryłam, znowu zupełnie przypadkiem, że ona jest zapisana w jego komórce. A
      przecież on nawet jej nie zna, bo ona zadzwoniła do tamtej a tamtej nie było w
      pracy...
      Po powrocie z wakacji przemyślałam wszystko i odeszłam. Nie chcę go już kochać,
      nie chcę cierpieć i być oszukiwana. Ale jest dziecko, dla niej zostałam z nim i
      spędziłam wakacje. Czy dla niej mogę zmarnować swoje życie z kimś, kto nie jest
      lojalny?
    • a mój mąż pokochał inną... po pieciu latach małżeństwa, na chwilę przed
      urodzinami naszego pierwszego dziecka... zdradził mnie - i co z tego...
      oddałabym dziś wszystko, by jednak wybrał mnie... ale nie wybrał...
      • Czytam te komentarze i tez mam wiele wątpliwości.
        Przeżyłam zdradę męża kilka razy. Po raz pierwszy, mimo że miał z nią dzisecko,
        wybaczyłam mu, potem też.... Niestety nie było już miłości, czułości i mimo,
        że jesteśmy małżeństwem od 19 lat wszystko traci sens. Ja też go zdradziłam,
        bo chciałam się zemścić, ale wcale nie czuję się z tym dobrze. Teraz on chce
        odejść z inną , młodszą o 10 lat a ja cierpię. Nie potrafię odejść i nie
        potrafię żyć bez niego. Im dłuższy staż małżeński, tym jest trudniej podjąć
        decyzję. Każdy musi podjąć ją sam......
        • Ja zdradę przezywałam kilka już azy. Wybaczałąm, starałam się zapomnieć. W maju
          trafiłam do szpitala. Mąż czule się ze mną pożegnał pwnego dnia, po czym
          zaprosił do naszego domu, do naszej sypialni kobietę. Koleżanjke z pracy.
          Tyszien po xniej kiedy wyszłam osłabiona do domu, pozwoliłam mu wyjchac na
          firmowy rajd, żeby mógł po tym szytskim biedaczek odpocząć. A co on zrobił???
          Zdradził praz kolejny. I kolejny, i kolejny. Po tygodniu umarła bliska mi
          osoba, on wyjechał na szkolenie. Kiedy się pakowałam i wyjeżdżałam na pogrzeb,
          na podłodze znalazłam list opisujący to wszytsko. Od niej do niego. Wszystko w
          tym dniu zwaliło mi się na głowę. Wywlókł njintymniejsze szczegóły naszego
          życia, zdradził wilekrotnie fizycznie i psychicznie. Nie umiem z nim dalej zyc,
          tym bardziej, że tłumaczy się, że to tylko seks. Jesteśmy w trakcie rozwodu,
          przechodze piekło. Ale chyba wierzę, ze jeszce zawieci dla mnie słońce..
          • gabciu, jestem pewna że zaświeci SŁYSZYSZ?
            Rozumiem Cię...
          • wiecie dziewczyny, też jestem "trzydziecha"...Powiem wam że jednorazową zdradę
            bym wybaczyła. Bo rodzina to coś więcej...i warto o nią walczyć. Jeśli się
            kocha faceta (mimo wszystko), jeśli tych wspólnych, razem zbudowanych
            rzeczy (materialnych i nie) jest dużo, to myślę że należy dać związkowi szansę.
            Zwłaszcza jeśli są dzieci.
            Ale czasem...czasem nie da się NIC zrobić.
            Mojemu mężowi po prostu cholernie nie chciało się zrobić cczegokolwiek żeby
            naprawić nasz nieco rozhybotany związek...lekceważył mnie przez lata, 3
            miesiące temu zdradził w wyjątkowo nieładny sposób, a wkońcu przeprowadził się
            do nowej dziewczyny.
            I najbardziej zabolała mnie nie zdrada, ale to że mnie zostawił samą z
            dzieckiem, po 10-ciu latach znajomości, po tylu wspólnie przeżytych chwilach,
            wydawało mi się że łączy nas przynajmniej przyjażń.....Ale przyjaciel-tak nie
            postępuje. I tak łatwo, tak szybko mu to poszło.

            Teraz myślę że może...dobrze się stało. Może.
            Od miesiąca uczę się być samotną matką....i jest to czasem gorzka nauka.
            Nagle nie wiem co robić popołudniami...a wieczory, kiedy mój synek już uśnie
            bywają takie smutne...
            Wszyscy dookoła móią że mam sobie kogoś znalezć itd. Ale to nie jest takie
            proste-psychicznie. Czy będę potrafiła znowu komuś zaufać?
            Ale mimo to...po momentach depresji, przepłakanych dniach, nieprzespanych
            nocach (boję się sama w domu!wink)dochodzę do siebie.
            Znów się śmieję....I myślę że może...wolność jest lepsza niż toksyczny związek,
            który gotowa byłam ciągnąć "dla dziecka" "bo przysięgałam" "bo tak trzeba"
            Może to wszystko ma jakiś sens. Może można z takich sytuacji wyciągnąć coś
            dobrego. Choćby wiedzę o tym czego naprawdę się chce.
            Pozdrawiam, i zapewniam, że czas leczy rany.

            Jeśli macie ochotę napiszcie : silk_road@gazeta.pl

            • Jestem mężatką od 17 lat zostałam zdradzona w ochydny sposób dwa lata temu gdy
              byłam z czwartym dzieckie w ciąży (w siudmym niesiącu ). Wybranka była młoda
              ale z opinją pierwszej leprzej znana policji . Domyście się sami. Po miesiącu
              uciekła od męża w polskę . W trakcie tego związku walczyłam żeby ojciec widywał
              się dzieci . Ale to opornie mu szło . Traktował ich jak rzeczy niepotrzebne bo
              stała niędzy nimi ona ale po jej ucieczce raptownie zrobił się cudowny tatuś ,
              po namowach teściowej zeszłam się z mężem przed narodzinami synka wtedy był
              cudowny opiekuńczy z czasem zapomniałam i wybaczyłam ale szczęście krutko
              trwa .Po siedmiu miesiącach przyszedł pozew o uznanie ojcostwa i alimenty ze
              związku był owoc . Sprawa ciągneła się walczyliśmy o to dziecko w sądzie
              (zaznaczam że pierwsze dziecko zostało porzucone przez to dziewczyne w
              szpitalu a drógie było z moim mężem , w tej chwili urodziła bliżniaki to
              domyślacie się jaką opinje ma w naszej miejscowości). Sąd unał że dziecku
              będzie lepiej u rodziny zastępczej i oddało dziecko do adopcji . W tej chwili
              mąż mnie znów zdradził od dwóch niesięcy żyje z inną powtarza się to samo co z
              przed dwóch lat . Dzieci obwiniają się o to nie odwiedza ich . Jest dobrym
              człowiekiem migdy mie nie uderzył po prostu kocham go na swój sposób nie wiem
              czy mam o niego walcztć czy poddać się boje się że jak tym razem mu wybacze to
              za jakiś czas zrobi to samo . Poradcie co mam zrobić wiem że ja sama mam
              zadecydować po prostu ja się
              boje .
              MONIKA
              • Nigdy nie wybaczyć zdrady.
                Nie wiem jak sama bym postąpiła, ale mam nadzieje, że nigdy bym nie wybaczyła i
                nie potrafiła być z tym człowiekiem dłuzej. W przymykaniu oka na kolejne zdrady
                kryje się brak szacunku do samej siebie, strach o jutro.
                Żyj dla siebie, dla dzieci, dla słonecznego dnia i nie pozwól, by do Ciebie
                wrócił. Wcześniej czy pÓźniej znów będzie probował i to może Cię zniszczyć
                bezpowrotnie. Głęboko Ci współczuje i wierzę, że jeszcze ujrzysz radości małe i
                duże. Bądź wsparciem dla dzieci, ale nie zniechęcaj ich do niego. Wcześniej czy
                później mogłoby się to obrócić przeciw Tobie. Trzymaj się mocno.
                ____
                Już w marcu'05 będę mamusią.
          • i co nalezy o tym ze zdradził poinformowac forumowiczki??
            fuj
            obrzydliwe
    • Już wpisywałam się na tym forum, opisując jak doświadczyłam jednorazowej zdrady
      mojego męża. kidy przeczytałam następne wpisy, ktore pojawiły się po moim -
      uznałam, że mam jednak szczęście...
      Poprzez swoją zdradę, a właściwie poprzez fakt, że się o tym dowiedziałam, mój
      mąż uzmysłowił sobie, co mógłby stracić. Rodzinę, dzieci, które bardzo kocha,
      dom, do którego lubi wracać, a przede wszystkim kochającą żonę - czyli mnie.
      Uzmysłowił sobie - i zrozumiał. I myślę, że mogę mu to wybaczyć (choć to jest
      tak trudne, że wydaje się wręcz niemożliwe). W każdym razie tak się stara, że
      aż. I nie daje mi choć cienia powodu, abym pomyślała, że może się to jeszcze
      zdarzyć...
      Wierzę, że była to z jego strony jednorazowa niedojrzała głupota (po 15 latach
      małżeństwa!). Ale zapomnieć tego się nie da i zawsze na dnie serca pozostanie
      strach... Moje zaufanie do niego nie jest już takie bezgraniczne.
      Natomiast nasze małżeństwo przeżywa rozkwit, cieszymy się tym, że jesteśmy
      razem, bardzo dobrze nam ze sobą w łóżku i nie tylko w łóżku.
      A piszę, że mam szczęście, bo jak przeczytałam wpisy o tym, że panowie
      zapraszali małżeńskiego łóżka koleżanki, korzystając z tego, że żona wyjeżdża,
      czy jest w szpitalu, to włosy mi się na głowie zjeżyły.
      W takiej sytuacji, jak opisywane powyżej, to chyba wywaliłabym na zbity pysk -
      nie zważając na dzieci i fakt, że jest to człowiek, z którym spędziłam całe
      moje dorosłe życie!
      Dziewczyny, trzymajcie się - życzę Wam szczęścia i naprawdę kochających, a nie
      oszukujących facetów.
      • myślałam, że już nigdy do tego nie wrócę, nawet kiedy czytałam ten artykuł i
        komentarz pani psycholog - kiedy ja przez to przeszłam nie zgadzałam się z nią,
        bo pisała zazwyczaj, że to to także w dużej mierze wina kobiety - a ja wiem, że
        w tym nie było ani odrobiny mojej winy!!! pewnie ktoś starałby się udowodnić,
        że jest inaczej, ale ja wiem swoje... pisałam o tym przeszło rok temu -
        wywołałam tym chyba spore zamieszanie, bo właśnie starano mi się uzmysłowić, że
        ja też jestem za to odpowiedzialna... wtedy świat się dla mnie zawalił!!!
        zawsze myślałam, że zdrada to koniec związku, koniec małżeństwa - nawet kiedy
        są dzieci... i tak też prawie było... moje łzy, jego łzy... ból nie do
        wyobrażenia... kazałam mu się wyprowadzić, ale to ja powiedziałam 'zostań'
        kiedy pakował walizkę - i został... i dziekuję za to Bogu...
        u nas było i jest tak jak napisała 'bliźniaczka' - mąż wyjechał na narty...
        pozwoliłam, bo był po długimm rejsie, także potrzebował wypoczynku, kochał
        narty, a że nie był już nigdzie od wielu lat, to zgodziłam się... pojechał na
        tydzień, i tyle mu wystarczyło... dowiedziałam się zupełnie przypadkiem - przez
        zapisany w telefonie sms do niej - bardzo dwuznaczny, choć nie mówił
        wszystkiego - wtedy zaprzeczył, ale potem to ja do niej napisałam - niby jako
        on, z jego telefonu 'że tęsknię'... i wtedy się dowiedziałam.. on już nie
        zaprzeczał... to było straszne... płakałam cały czas, do pracy chodziłam jak
        zombi - z podpuchniętymi, czerwonymi od łez oczami... z mojego bezgranicznego
        zaufania nie zostało wtedy nic... ale po tym roku udało mi się choć trochę je
        odbudować... trochę, bo już nigdy takie nie będzie, choć potrafimy do tego
        podejść z pewnej perspektywy... a dobre strony tego co się stało (jeśli można w
        ogóle to rozpatrywać w takich kategoriach)? poczułam, że jestem kobietą,
        atrakcyjną kobietą; zaczęłam kupować sobie super bieliznę, kusić go i w ogóle
        poczułam swój sexapil (jakby to nie nazywać...)... nasz seks też stał się inny;
        początkowo nie raz płakałam kiedy się kochaliśmy (kiedy zamykałam oczy, to
        widziałam ich razem)... skupiłam sie bardziej na swoich potrzebach i
        doznaniach - i co by nie mówić dobrze na tym wyszłam - przynajmniej w
        łóżkusmile... mąż też się zmienił - gdyby nie to, co mam ciągle w swej pamięci, to
        mogłabym powiedzieć, że mam cudownego męża... ale już nigdy nie pozwolę mu
        wyjechać samotnie na żadne wakacje, żaden urlop...
        ja też miałam dużo szcześcia...
        pozdrawiam wszystkich bardzo ciepło, gosiah
    • A co można z tym zrobić? Wybaczyć?
      Znamy się od około 3 lat Gdy go poznałam on zerwał ze swoją dziewczyną Martą.
      Po miesiącu spotkaliśmy się. On mieszkał 200 km ode mnie, nastepne spotkania
      były sporadyczne, ale kiedyś usłyszałam słowo: kocham cię. Ja też go
      pokochalam. Po kilku miesiącach dowiedziałam się, że spotyka się z inną kobietą
      (oczywiście zaprzeczał) Zerwaliśmy kontakt na miesiąc, po tym miesiącu znowu
      zaczął do mnie przyjeżdżać. Były to spotkania bardzo częste bo co 2 tygodnie. W
      weekendy, w których nie widzieliśmy się, on mówił, że wyjeżdża do Niemiec.
      Zaszłam w ciąże, dowiedziałam się o tym w styczniu. On był szczęśliwy, planował
      imię dziecka, ślub, przeprowadzkę do niego. W lutym przeprowadziłam
      się,poroniłam.Kiedyś zobaczyłam zdjęcia z zeszłorocznych wakacji z jego byłą
      dziewczyną Martą. Szok. Tłumaczył, że był wtedy zagubiony, nie wiedział co
      robi, czy w lipcu mógł określić nas jako para (a ponownie spotykaliśmy się od
      maja). I wtedy mu wybaczyłam.W kwietniu był ślub. A dwa dni temu weszłam na
      stronę klubu dyskotekowego, gdzie kiedyś bywał. Tam była galeria zdjęć od
      wczesnia i znowu zobaczyłam, że jest na nich z Martą. Zdjęcia były do grudnia
      2003. Zapytałam czy był z nią do grudnia, powiedział, że tak, że w Sylwestra
      zerwał z nią.
      I jak mam dalej życ??
      Pomimo wszystkiego kocham Artura, ale...
      • Myślę, że jednak Ciebie wybrał, ponieważ "w kwietniu był ślub". I to jest ważne.
        Może Twój mąż nie potrafił jeszcze dokładnie określić swych uczuć, albo fakt,
        że mieszkaliście daleko od siebie miał jakieś znaczenie. Być może gdybyś mogła
        być z nim wtedy na codzień, pewnie razem chodzilibyście do klubu dyskotekowego.
        A wakacje z inną kobietą, hmm.. Trudno Ci pewnie wybaczyć, bo to specyficzny
        czas, który zbliża ludzi. Jednak być może, właśnie pozwoliło mu to zrozumieć,
        że właśnie z Tobą a nie z Martą chce żyć. Lub też ona z nim nie chciała żyć, co
        dla Ciebie wydaje się bardziej korzystne, bo w końcu się odczepi! Ślub to
        bardzo stresujący moment w życiu. Miejmy nadzieję, że twój mąż nauczy się
        wierności i w końcu porzuci te wahania uczuć. Wymagaj wierności, staraj się
        spędzać z nim czas, organizuj wasze wolne dni, wieczory, tak aby nie miał czasu
        zastanawiać się, co robi Marta. Bądź atrakcyjna, aby lubił być z Tobą, tęsknił
        do Ciebie. Ale nie kontroluj jego życia zupełnie, bo będzie czuł się tak
        ograniczony, może unikać Cię lub kłamać. Zostaw mu trochę wolności, a
        przynajmniej rób tak, aby sądził, że tak jest smile
        Zważ jednak, że małżeństwo, to nie cela i bilet w jedną stronę. Możesz robić
        awantury, gdy spostrzeżesz, że coś jest nie tak, ale nie zmienisz zupełnie jego
        natury. Po prostu zawsze może zamienić Cię na inną. Nie ma żadnych gwarancji.
        Niestety.
        Powodzenia!
    • Pamietaj, ze cokolwiek teraz postanowisz, bedzie to decycja na cale zycie. W
      danej chwilii bedziesz uwazac, ze postepujesz slusznie, ale czy tak jest? Bylam
      w podobnej sytuacji i moje malzenstwo nadal isnieje. Maz zawiodl twoje zaufanie
      zdradzajac Cie (pod wplywem alkoholu), ale zdobyl sie na szczerosc i powiedzial
      Tobie o tym. Mogl to ukryc , przemilczec liczac na to, ze nigdy sie o tym nie
      dowiesz, ale tego nie zrobil. Szczerosc w zwiazku pozwala przetrwac. Wlasnie
      szczerosc uratowala moj zwiazek. Mysle, ze skoro powiedzial Tobie o zdradzie,
      ktora (mysle) byla tylko i wylacznie fizyczna zdrada i nie bylo w niej uczuc,
      musi Cie kochac i zalezy mu na waszym malzenstwie. Pewnie z tego co pisze
      pomyslisz, ze bronie twojego meza. Nie bronie, ale mysle, ze mowiac Tobie o
      tym co sie stalo, chcial pokazac, ze zalezy mu na Tobie a nie na tej kobiecie.
      Mysle, ze powinnas dac mu szanse.
      Sylwia
    • Zdrada przekreśla dużo, ale czy wszystko. Po pierwsze należałoby zdefiniować
      pojęcie zdrady. Jeśli nie tkwi w głębi jego osobowości (a może nie tkwić, bo ma
      wyrzuty sumienia), jeśli nie został do gruntu przeżarty chorą wizją świata i
      wypaczonymi wyobrażeniami (o przyjaźni, miłości i uczciwości małżeńskiej), to
      można próbować relacje małżeńskie jeszcze regenerować, chociaż zapewne nic już
      nie będzie takie jak przedtem. Na wszystko, co łączy was padł cień,
      zakwestionowane zostało coś, co stanowi niczym niezastępywalny fundament.
      Zakwestionowano bowiem istnienie "jednego my", czegoś, co jest pierwotne i
      konieczne, aby związek rozwijał się i miał sens. Odrzucono uczciwość i wzajemne
      zaufanie. Od teraz jedna strona (Ty-żona) będzie płacić do końca życia cenę
      ciągłego bycia w niepewności, będzie czuła się jak skopany pies, jak...(zresztą
      sama to czujesz). Ale w tej sytuacji, gdy jądro mężowskiej osobowości nie
      przeżarła jeszcze zdrada, jest jeszcze szansa na wspólne życie - bo więcej
      łączy niż dzieli. Łączą wartości, co prawda sprzeniewierzono się im, ale ciągle
      obowiązuje obopólna zgoda, że istnieją i są ważne dla naszego normalnego
      ludzkiego rozwoju. Gorzej, gdy mąż ma mentalność, notorycznego zdrajcy (na
      przykład wspólnych idełów), wtedy ten jego nikczemny akt jest wyrazem jego
      osobowości i nic już nie da się zrobić. Wtedy Twoje życie może być jedynie
      pasmem bólu i upokorzenia. Musisz rozeznać sama.(Ja wybaczyłbym żonie, bo wiem,
      że jestem słaby i ...mogę się potknąć). Nie możesz mu przecież odpłacić pięknym
      za nadobne. Raz, bo nic by to nie załatwiło, a dwa Ty tak nie potrafisz, bo to
      nie w Twoim stylu. Każ mu lizać Twoje stopy...Pamiętaj, że być może on nie był
      prowokatorm, ale inna kobieta. Grzegorz Kołodziej
      • Gdyby mój mnie zdradził to bym mu łeb urwała. Zresztą on wie,że ze mna nie ma
        zartów. Kobietki, z facetem trzeba jasno i twardo, a jak nie to ścierą przez
        plecy smile
        pozdrawiam
        • Dowiedziałam sie o tym po smierci Mamy(ojciec nie zyje juz prawie sześc lat,
          Mama umarła w zeszłym roku). I co? Gdy idę na grób modlę się tylko za Mamę,
          która pokochała mnie jak własne dziecko... Mimo,że ojciec mnie bardzo kochał
          nie mogę mu tego wybaczyć, że zdradził Mamę (może nie jedyny raz...Ona mu to
          wybaczyła) A tamta pani oddała mnie do domu dziecka skąd potem zabrała mnie
          Mama... Jak z tym życ, gdy nic już nie da się wiecej wyjasnić?
        • Jeszcze dwa miesiące temu też tak myślałm. On mnie zdradział a łeb jest tam
          gdzie był. Gorzej z moją głową, bo on przysięga, że już wszystko przemyślał i
          chce być tylko ze mną. Ale ja też przemyślałam i na początku myslałam, że uda
          mi się wybaczyć, ale teraz wiem, że nie muszę - od wybaczania jest Pan Bóg a
          nie ja. Teraz juz chyba nie chce z nim być. Bo jak zaufać? Do końca życia wić
          się w niepokoju o każdą nie wyjaśnioną minutę nieobecnosci. A na koniec
          paradoks: czuję, że i tak go wciąż kocham. A może tylko tak mi sie wydaje?
    • najgorsze jest to , że gdy facet zdradzi kobietę, przekreśla na stałe miłość. Bo
      już nigdy nie będzie jak dawniej.I to jest fakt, z którym muszą się liczyć obie
      strony.Można zrobić bilans "zysków " i "strat", ale co to da .Mimo wszelkich
      ustaleń zawsze ktoś cierpi(mocniej osoba zdradzona).A co do
      wybaczenia "wyskoku"- z tym jest różnie,to kwestia indywidualna!
    • Mimo, ze mam do meza wielkie (rzec by mozna - calkowite) zaufanie, wiem, ze
      nigdy nie mozna mowic nigdy (i staram sie pamietac, ze to sie odnosi takze do
      mnie!)
      Wiem, ze w poprzednim swoim zwiazku (ktory byl nim tylko z nazwy) zdradzil i to
      nie raz. Ale czuje, ze mnie jak dotad nie. I nie czuje jakoby to byla naiwnosc.
      Obiecalismy sobie tylko jedno (jak na razie na wesolo, ale podtekst byl
      powazny) - ze jesli to sie zdarzy, to sobie o tym powiemy...
      Znam wszystkie za i przeciw takiej szczerosci (jej brak niektorzy uwazaja za
      lepszy dla zwiazku i rozumiem to, ale ja po prostu wole wiedziec a i sama
      musialabym sie tego "pozbyc").
      Dawniej wydawalo mi sie, ze jesli mnie maz zdradzi, to sobie pojde i mnie
      wiecej nie zobaczy... Bylo to jasne jak slonce.
      Teraz (nie wiem dokladnie pod jakim wplywem) czuje, ze to wcale nie jest pewne,
      a nawet - ze co nas nie zabije to nas wzmocni. Obawiam sie jednego: o ile ja
      sama nasz zwiazek cenie tak wysoko, ze naprawde cos wielkiego musialoby sie
      stac, abym to ja zdradzila, i wtedy stracilabym nieodwracalnie to "cos" -
      zaufanie, milosc czy jak to nazwac, nie do odzyskania, to jesli by sie
      zdarzylo, ze to ja zostane zdradzona, poniewac ta wiez niewidoczna juz i tak
      zostanie zszargana i zniszczona, to pomysle sobie: dobrze, wiec ja tez. Z
      zemsty? - byc moze. Dla zakosztowania czegos nowego? - moze...
      Te dwa przykladowe powody nie sa wystarczajace abym zrobila to teraz i zbyt
      wiele bym zniszczyla. Ale w sytuacji, gdy ktos to wszystko i tak zniszczy...
      eeh, takie gdybanie - mam nadzieje ze czysto teoretyczne.
      To pewno dlatego, ze hormony mi szaleja na sama mysl, ze moj maz bedzie mial
      asystentke i ze, wg jego definicji (zupelnie logicznej w sumie...): przy
      rownych kompetencjach, jesli ma sie wybor, to lepiej wybrac kogos, na kim mozna
      oko zawiesic, niz brzydule...

      Pozdrawiam

      --
      le_lutki
      A tu jest moj Grubcio:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=13443973
    • Przeczytalam wszystkie listy w tym temacie.Z wiekszoscia wypowiedzi zgadzam sie.
      Ale mam jeszcze cos do dodania od siebie.
      Bylam zdradzana.Kochalam bardzo, sa dzieci.W pewnym momencie zycia i ja
      zaczelam zdradzac.Znam wiec sprawe z obydwu stron.Znam sytuacje i powody przez
      ktore kochajacy maz potrafi zapomniec o tej ,ktora czeka w domu ,kocha i jest
      wierna i na stare lata bedzie przy nim.Mezczyzni nie powinni miec takiej
      pewnosci!Zawsze gdy choc troche ma watpliwosc ,czy na pewno bedziesz z nim do
      konca zycia, bardziej ciebie pragnie.Nie chodzi tu o zdrade, ze ty pojdziesz z
      innym,.Nie, tu idzie o to, czy zawsze bedziesz wlasnie z nim.
      Mezczyzna jest wiecznym lowca, i albo odczuwa ten dreszczyk w domu,albo
      wychodzi na polowanie poza dom.Nie ma recepty na zapobieganie zdradom.Byly ,sa
      i beda nieodlacznym punktem zycia we dwoje.Moim zdaniem kobieta zdradzana,madra
      kobieta, powinna umiejetnie wynegocjowac dla siebie na cale zycie takie
      warunki, ktore pozwola jej byc bezpieczna,i poczuc sie jednak ta jedyna, a
      przynajmniej najwazniejsza. A jesli facet nie zechce jej tego wynagrodzic,ze ja
      zdradzil, i zgodzic sie na jej warunki, to znak ,ze lepiej sobie z nim dac
      spokoj.
      Zdrada boli, ale to nie koniec swiata.To koniec niewinnosci.
    • nie mam meza, nie wiem jak boli zdrada. wiem tyle, ze mezowie zdradzaja zony z
      roznych przyczyn przewaznie dlatego ze nie ma miedzy nimi bliskosci seksualnej
      i duchowej, ze przestali ze soba rozmawiac odkrywac swoje pasje. uczestniczylam
      i nadal uczestnicze w zdradzie, sypiam z dwoma zonatymi facetami.
      • To gratuluję! A nie uważasz, że najpierw powinni się rozwieść, a później sypiać
        z panienkami na boku? Nie rozbijasz rodziny? Chciałabyś, żeby Twój mąż Ci to
        zrobił?
        • Uważasz, carri, że rozwód stanowi glejt na "sypianie z panienkami na boku"?
          Dlaczego uważasz, że to margaretruda rozbija rodziny? Każda z Was ma takie same
          prawa, jak my, mężczyźni - również w sferze seksu. Więcej obiektywizmu, proszę.
          Żaden z nas nie będzie spał z kobietą, jeśli ona tego nie zechce. I vice versa.
          Taka jest prawda. A poza tym, margaretruda podała konkretne przyczyny "zdrad".
          Po przeczytaniu tych wszystkich opinii widzę, że nie wiele z Was wyciągnęło
          wnioski z zaistniałej sytuacji. Chyba tylko jedna z forumowiczek. Użalacie się
          nad sobą, jakie stałyście się nieszczęśliwe, ale nie zastanawiacie się dlaczego
          do tego doszło. Czy myślicie, że my chcemy mieć w domu tylko "kury domowe"?
          NIE, NIE, NIE. Chcemy mieć też miłe dla oka i ducha kochanki. Wielu z nas nie
          docenia tego co ma, ale też wielu z nas nie jest takimi twardzielami, żeby
          wytrzymać codzienne obcowanie ze swoją "panią" - zaniedbaną i niezadowoloną.
          Mamy też swoje pragnienia i marzenia.
          Nie jest moim celem "wybielanie" mężczyzn, ale sprowokowanie Was (i Nas) do
          wzajemnej rzeczowej dyskusji o wzajemnym współżyciu małżeńskim.
          Pozdrawiam miłe Panie
          • Szanowny Panie smile
            Hmmm... pamiętaj tylko o tym, że i vice versa. I jeszcze tak sobie myślę, że
            przechadzając się ulicami miasta (np. Krakowa)jakoś zuważam o niebo więcej
            (jestem heteroseksualnasmilezadbanych, pachnących i uśmiechniętych kobiet, a
            mężczyźni... Cóż, trzeba baaardzo wzrok wytężać żeby go na którymś zawiesić...wink
            Pozdr.
            Aga
            • Masz rację Aga. Nie chcę tutaj bronić męskiej części, bo nie jest ona bez winy.
              Nie zgadzam się tylko z ogromną stronniczością opinii na forum. Osobiście czuję
              się bardzo dobrze w garniturze, tylko mam niewiele okazji aby założyć go.
              Pracuję w systemie czterobrygadowym, a w firmie nie mam warunków do używania
              garnituru. Po pracy ciągle słyszę, że coś trzeba zrobić, czegoś lub na coś
              brakuje itd. Nie tęsknię za dobrobytem, na codzień potrzebuję choćby chwili
              czułości, przytulenia się w milczeniu. Nie wspomnę już o wspólnym śnie. Od
              czasu urodzenia pierwszego dziecka zostałem eksmitowany ze wspólnego łóżka - i
              trwa to do dziś. Seks - z łaski raz na kwartał. Chcesz więcej? Nieraz miałem
              zdradzieckie myśli. Sam nie wiem jak udało mi się oprzeć pokusom. Dzisiaj jak
              ubiorę się nieco lepiej bez okazji (tylko dla Niej) to rodzi to natychmiast
              stosowne komentarze. Zaczyna mi brakować sił i chęci do dalszej walki o
              trwałość naszego związku (prawie 25 lat). Wszelkie moje starania w kierunku
              poprawy i zmiany istniejącej sytuacji są albo torpedowane, albo puszczane mimo
              uszu. Myślę, że teraz będę lepiej zrozumiany.
              Pozdrowienia
          • Szanowny Panie.
            Jest dla mnie niezwykle cenne ,ze moge poznac poglad mezczyzny na ten temat.
            Mowienie o zdradzie jest trudne.Powodow jej sa setki,a moze i tysiace.Kazdy z
            nas inaczej do tego tematu podchodzi, a najwazniejsze ,ze "punkt widzenia
            zalezy od punktu siedzenia".MOja opinie juz wyrazilam wczesniej,ale jestem
            wdzieczna,ze mialam okazje przeczytac Pana slowa.
            Martwi mnie jednak to ,co mialam okazje przeczytac w innych wypowiedziach.
            Ale mysle ,ze jak w kazdej innej dziedzinie zycia ,do pewnych spraw trzeba
            dojrzec, ale sa osoby, ktore swoim poziomem nigdy nie siegna wiedzy,ktora daje
            spokoj i zrozumienie,jakie wartosci w zyciu sa najistotniejsze.Takie osoby nie
            szanuja siebie i nie szanuja drugiej,odrebnej przeciez osoby,jaka jest partner
            zyciowy, w tym przypadku malzonek. Zwiazek dwojga ludzi polega na wielu
            zlozonych relacjach, nie jest latwy i prosty,ale wzajemny szacunek i
            tolerancja,to jest najistotniejsze.
            Jestem po rozwodzie,ale takiej przyjazni,jaka laczy mnie z mezem, nigdy juz nie
            zaznam,20 lat wspolnie-to cos znaczy,nie odrzuca sie tego jednym gestem,nawet
            jesli byly zdrady.KObiety, dbajcie o siebie i o swoich partnerow.To jest jak z
            butami, sa wygodne dopoki o nie dbamy,nawet najlepsze buty, gdy je zbytnio
            zlekcewazymy,zaczna nam robic odciski.
    • WITAJCIE,
      PRZECZYTAŁAM WSZYSTKIE OPINIE ZAMIESZCZONE POD TYM ARTKUŁEM. Z WIEKSZOŚCIĄ Z
      NICH SIĘ CAŁKOWICIE ZGADZAM.JESTEM 30-LATKĄ,KTORA NIESTETY "WDAŁA SIE" W TAKI
      ROMANS Z ŻONATYM MĘŻCZYZNĄ.NIE POTRAFIĘ SOBIE Z TYM WSZYSTKIM
      PORADZIC.CHODZIŁAM DO PANI PSYCHOLOG,KTÓRA NIEWIELE MI POMOGŁA.MOŻE TYLE,ŻE NIE
      CZUĘ CAŁKOWICIE WINNA,ZA TO CO ROBILAM I NIESTETY NADAL ROBIE.NIE POTRAFIE SIĘ
      Z TEGO "TOKSYCZNEGO" ZWIAZKU UWOLNIĆ.MYŚLAŁAM,ŻE UDA MI SIE CAŁOWICIE ZERWAC Z
      TYM,PO TYM JAK ZADZWONIŁAM DO JEGO ŻONY I JEJ O WSZYSTKIM POWIEDZIAŁAM.NAJPIERW
      ONA GO WYRZUCIŁA Z DOMU,PO CZYM Z OTWARTMI RAMIONAMI PRZYJĘŁAZ POWROTEM.ON
      NADAL ROBI TO CO ROBIŁ WCZESNIEJ.MOZE LEPIEJ SIĘ TYLKO Z TYM UKRYWA.A JA NADAL
      GO KOCHAM,ALE PRAGNĘ JEGO SZCZŚCIA.PRÓBOWAŁAM CAŁKOWICIWE ZERWAC Z NIM
      KONTAKT,ALE ON MI NA TO NIE POZWALA.JA MU CAŁKOWICIE ULEGAM,A TYM SAMYM MAM
      OGROMNE POCZUCIE WINY.I TAK DOOKOŁA.WIEM,ŻE POSTĘPUJĘ ZLE.
      GDY ROZMAWIAM Z NIM,TO OCZYWIŚCIE ON ZAPEWNIA MNIE,ŻE BARDZO MOCNO MNIE
      KOCHA,ALE BARDZO BOI SIE ZACZĄC NOWEGO ŻYCIA.TAM MA USTABILIZOWAN SYTUACJĘ
      MATERIALNĄ ITD.JESTM MLODSZA OD NIEGO O 19 LAT.WIEM,ZE BĘDZIECIE WSZYSTKIE
      (WSZYSCY) ZBULWERSOWANI TYM FAKTEM.SAMA DO TEJ PORY ŚMIAŁAM SIE Z TAKICH PAR,AŻ
      DO MOMENTU KIEDY SIE SAMA NIE ZAKOCHAŁAM W TYM CZLOWIEKU.JESTEM ATRAKCYJNĄ
      KOBIETĄ,I SAMA SOBIE SIE DZIWIE CO W NIM WIDZĘ.KOCHAM GO!!!JESTEM WLAŚCICIELKA
      DUZEJ FIRMY,NIE ZALEŻY MI NA JEGO PIENIĄDZACH,BO SAMA MAM JEJ OGROM.JEMU TEZ
      NIE ZALEŻY,BO ON TE MA SPORE ZASOBY.WIEC NIE POMYSLCIE,ŻE CHODZI TU O
      KASĘ.PROSZĘ ,POMÓŻCIE MI I NIE BADŻCIE NAIWNE,ŻE ZDRADY WASZYCH MEŻOW SIĘ NIE
      POWTÓRZA.NIE UFAJCIE IM BEŻGRANICZNIE
      P.S ŻAL MI CHOLERNIE JEGO ŻONY,BO BARDZO CIERPIAŁA I CIERPI.Z DRUGIEJ STRONY
      DZIWIE SIE,ZE NADAL TO CIAGNIE
      POZDRAWIAM -MAŁGOSIA
    • A ja uważam, że powinnas wybaczyć swojemu mężowi, jeśli go kochasz i po za tym
      jednym faktem tak bardzo ci odpowiada. Wszyscy jestesmy ludźmi i każdy nawet Ty
      moglabyś uledz takiej pokusie jak twój mąż. Ja to wiem, bo prawie jej uległam i
      to tuż przed swoim slubem. Potem zrozumiałam, ze tak nie chce, też powiedzialam
      o tym swojemu narzeczoneemu i on mi wybaczył. Teraz jestem dwa miesiące
      poślubie i jesteśmy szcęśliwi. Myślę, że nawet dobra osoba, wierna ma czasem
      chwile słabośći. I nie można potępić osoby która zrobiła to 1 raz i jeszcze do
      tego miała tak duże poczucie winy, że o wszystkim powiedziała. Czy wolałabyś
      nie wiedzieć, a Twój mąż miałby ukryty romans? Znam takie związki, gdzie tak
      jest. Mimo to, że cię zdradził myślę, że jest uczciwym człowiekiem i już więcej
      tego nie zrobi, bo wie że to było złe.
      • Witam serdecznie, rozumiem wszystkie kobiety które zostały zdradzone przez
        swoich mężów. Ja również doznałam tego uczucia. Powiem wam szczerze że
        strasznie się zamartwiałam, wylewałam tony łez i niepotrzebnie. Postanowiłam że
        zacznę wychodzić z domu nawet do kawiarni, żeby mój mąż widział że jego
        kochająca żona zaczyna wychodzić ze skorupki kury domowej. Powiem szczerze że
        terz on się martwi że straci żonę, mimo że ja nie potrafiłabym póść do łóżka z
        żonatym facetem.
        Kochane dziewczyny zanim zdecydujecie sie pójść do łóżka z facetem zapytajcie
        czy ma rodzinę!!!
        Dlaczego przez jakąś "pannę" ma cierpieć cała rodzina. Jest tylu wolnych
        facetów, sama się o tym przekonałąm po jednym wyjściu do kafejki, bierzcie się
        za nich, oni nie mają zobowiązań. Nigdy nie będę szanowała dziewczyn
        puszczających się z żonatymi facetami, mimo że jestem bardzo tolerancyjna; są
        to dla mnie zwykłe dz...., wiele osób tak uważa.
        Pozdrawiam, mój związek trwa i mąż jest szczery mówi jak coś zrobi i podziwia
        te głupie panny, które lecą tak szybko do łóżka po kilku miłych słowach od
        niego.
    • Ze wstydem stwierdzam, że nie zaglądałam wcześniej na gazeta.pl (poprawię
      się). Chciałam jednak dorzucić kilka swoich spostrzeżń do tematu. Chyba należę
      do grona zdradzonych, bo argumenty są prawie namacalne, ale on się nie
      przyznaje a ja z natury staram się wierzyć ludziom, więc tkwię już rok w takiej
      niepewności.Rok temu wyjechał na kurs trwający 3m-ce. Pojawiał się co 2
      tygodnie, bo odległość była znaczna (600km).Zawsze mu wierzyłam, bo często
      mówił, że mnie kocha, mogłam na niego liczyć. Mamy 15-letni staż
      małżeński.Powroty do domu były podejrzane. Nagle pojawiły się nowe kosmetyki,
      biegał za ciuchami (kupienie mu spodni, czy koszuli wymagało niezliczonych
      próśb do tej pory). Obracałam to w żart, jednak coraz częściej nie mógł się
      doczekać wyjazdu. Napięcie stawało się prawie tak namcalne, że można było je
      kroić. Swoje obawy uważałam za absurdalne, jednak takie rzeczy jak zdrada
      kobieta może wyczuć (jeśli tylko chce). Zaczął się czepiać różnych rzeczy,
      prowokować kłótnie, był niemożliwy do zniesienia. No i wpadłam na trop rachunku
      telefonicznego, wyższego niż zazwyczaj a poza tym zrezygnował z bilingu, który
      zawsze skrupulatnie sprawdzał. To dało mi dużo do myślenia. To przecież jeszcze
      nie dowód.......Pomyślałam naiwnie......!No i nowości w seksie. Nagle
      zaproponował seks analny. Mimo tego że nie stronię od nowinek to jakoś mi to
      nie przypadło do gustu, ale skojarzenie szkolenia z nowinkami łóżkowymi
      nasuwało mi tylko jedno.(Zobaczysz, będzie fajnie- mówił.A skąd on to wie?)
      Męczyłam się psychicznie,bo kobieta to czuje. Z komórką się nie rozstawał,
      siedział w nocy w internecie. Wkurzał się, gdy chciałam go nakryć, z powodu
      insynuacji, podejrzliwości, smutku na mojej twarzy itp.. Poszłam do lekarza,
      dostałam środki na nerwy, popijałam w nocy, żeby zasnąć i nie wyglądać w pracy
      jak Zombi.Któregoś dnia jakby mnie olśniło. Powiedziałam, że jak nie ma nic do
      ukrycia to niech poprosi o przesłanie tych zaległych bilingów i sprawa jasna.
      No i pękł. Sypnął, że kolega poznał dziewczynę na kursie i nie miał komórki
      wieć od niego pożyczał.Dziewczyna miała koleżankę i kilka razy się spotkali.
      Wiecie co, sądzę że to tylko wymyslona historyjka. Trochę prawdopodobna, ale
      taka na przykrywkę.Stracił na tym kursie masę kasy, choć i tak bylismy
      zadłużeni. Jest inteligentym facetem i nie sądzę, że pogubił się w rachunkach,
      bilingach itp. Wyżalam się tutaj, wiem. Ale kto tego nie przeżył to nie
      zrozumie. Minął rok a ja cierpię nadal. Piszę tu o paru szczegółach na które wy
      może nie zwracacie uwagi a warto!Coś się nieodwracalnie zminiło, chociaż on
      zmienił się na lepsze. W Wigilię poprosił o przebaczenie i od tamtego dnia nie
      wracam do tematu, ale ciśnie mi się na ustabig_grinlaczego?
      Nie próbujcie mi sugerować, że jestem może niezbyt atrakcyjna, interesująca,
      zadbana, seksowna. Może nie wszysto naraz i nie zawsze na maxa, ale kto jest
      zawsze na maxa?To tylko wymówki. Kiedyś na plażach w ciepłych krajach opalałam
      się bez stanika. Teraz nie, bo czuję się jak ktoś przegrany, nieatrakcyjny.
      Schowałabym się w mysią dziurę. JA! Taka optymistka, zawsze pełna życia! teraz
      w spódnicy do kostek i butach na płaskim. Próbuję żyć normalnie, ale nie mogę
      jak kiedyś wpaść do sypialni w podwiązkach i sex bieliźnie z uśmiechem na
      ustach. Nie potrafię się na to zdobyć, zapomnieć, oddzielić. Jak ktoś potrafi
      to gratuluję. Może macie jakiś życiowe rady na tą przypadłość?Tak łatwo zepsuć
      to co takie ważne, więc proszę wszystkich o rozsądek.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.