Dodaj do ulubionych

Ile tego o czym piszecie realizujecie....

07.10.10, 15:29
tak naprawdę w realu ?
Przykładowo taka sytuacja.
Zabieracie na stopa młodą osobę (ile z Was tak naprawdę się zatrzyma ?). Ta osoba w drodze opowiada Wam o swoim życiu, które różami usłane nie jest, bo pochodzi z rodziny patologicznej. Czy zdecydowałybyście się na pozostawienie tej osobie swojego numeru telefonu ze słowami "jak będzie bardzo źle, to postaram się pomóc" ? Czy jeśli taka osoba autentycznie będzie potrzebowała pomocy, to czy jej pomożecie, przenocujecie ? Jak daleko byłybyście w stanie się posunąć, gdy obcy człowiek w potrzebie ?
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: Ile tego o czym piszecie realizujecie.... 07.10.10, 15:35
      Nie realizuję, ale też nie piszę, że mam pojemne serduszko i jestem uwrażliwiona na potrzeby bliźnich oraz zwierząt.
      Nie zatrzymałabym się to raz. Nawet gdybym (jakimś cudem) to nie dałabym numeru telefonu.
      Natomiast jeśli deklaruję w przedszkolu/szkole, że mogę przynieść określone pomoce i gadżety, to przynoszę. To samo dotyczy zorganizowania wycieczki do fabryki.
        • bi_scotti Re: Ile tego o czym piszecie realizujecie.... 07.10.10, 15:48
          C'mon, dobroc i zyczliwosc dla drugiego czlowieka nie musi byc rownoznaczna z naiwnoscia i brakiem zdrowego rozsadku. Hitchhikers zabieram tylko w okreslonych miejscach swiata (np. we wschodnich prowincjach Kanady), a rada moge sluzyc bez podawania prywatnych informacji - osobie potrzebujacego wsparcia w opuszczeniu patologicznej rodziny nie jest potrzebny moj telefon tylko kontakt do organizacji, ktora te osobe wesprze kompleksowo. Tak sie sklada, ze z racji profesji, iles takich organizacji moge polecic wiec gdyby mi przyszlo spotkac opisana podrozniczke, raczej dalabym jej liste placowek do kontaktu albo przynajmniej websites, na ktorych znajdzie info (dostep do Internetu jest za darmo w kazdej bibliotece i w wielu innych miejscach tez).
          Tak w ogole to ja mysle, ze naprawde "dobre serce" ma sens wtedy jesli przejawia sie w ofiarowywaniu drugiemu czlowiekowi informacji, na ktorych moze sie oprzec i ktore pomoga mu SAMEMU poprawic swoje zycie. Wiadomo, jak ktos nie ma co na grzebit wlozyc ani co jesc, bo mu wlasnie zalalo dom, to trzeba dzialac doraznie, ale zaraz po doraznym ofiarowaniu swetra i kanapki z serem, nalezy poszkodowanego skierowac do miejsca/organizacji/instytucji, ktora pomoze w calej rozciaglosci.
          Z kolei co innego w rodzinie czy wsrod przyjaciol - najblizszym mozna oddac i "ostatnia koszule" nie oczekujac niczego materialnego w zamian, bo uklady inne ...
          • figrut Re: Ile tego o czym piszecie realizujecie.... 07.10.10, 15:56
            osobie potrzebujacego wsparcia w opuszczeni
            > u patologicznej rodziny nie jest potrzebny moj telefon tylko kontakt do organiz
            > acji, ktora te osobe wesprze kompleksowo.
            Tak jest wygodniej, ale czy podałabyś rękę komuś nieznajomemu tak sama od siebie, nie wysyłając do bezdusznych organizacji z przekonaniem, że świata nie zbawisz, ale jednemu człowiekowi być może pomożesz dużo trwalej i lepiej niż organizacje.
            • bi_scotti Re: Ile tego o czym piszecie realizujecie.... 07.10.10, 16:16
              figrut napisała:

              > Tak jest wygodniej, ale czy podałabyś rękę komuś nieznajomemu tak sama od siebi
              > e, nie wysyłając do bezdusznych organizacji z przekonaniem, że świata nie zbawi
              > sz, ale jednemu człowiekowi być może pomożesz dużo trwalej i lepiej niż organiz
              > acje.

              Przede wszystkim nie zakladam, ze organizacje sa "bezduszne" - w tych, ktore znam, popieram, wspomagam, do ktorych wysylam moich podopiecznych pracuja bardzo "duszni" ludzie, ktorzy wyposazeni w wiedze i praktyczne zawodowe mozliwosci sa w stanie faktycznie komus pomoc a nie tylko pochylic sie ze wspolczuciem. Wiadomo, "dobre slowo" jest bezcenne, ale tzw. praktyczne wsparcie tez nie jest do pogardzenia wink
              Rozni ludzie, rozne sytuacje poruszaja nas "do glebi" - to czesto zalezy od naszego wlasnego reality w danym momencie (np. kobiety w ciazy i matki malych dzieci sa bardziej wrazliwe na krzywde jakiegos dziecka czy matki gdy np. milosnicy zwierzat beda zawsze reagowac bardziej emocjonalnie na krzywde psa czy kota itd.) - mnie sie tez zdarzalo i zdarza zareagowac bardziej emocjonalnie na jakas konkretna historie/osobe/tragedie, bo "cos" we mnie drgie czesto bez zadnego logicznego uzasadnienia. Ludzka rzecz smile Ale jako regule przyjmuje, ze praktyczna pomoc jest drugiemu czlowiekowi bardziej potrzebna niz moje uzalanie sie a praktyczna pomoc musi sie odbywac podobnie jak dobry CPR - zaden ratownik nie przystepuje do ratowania kogokolwiek dopoki nie ma pewnosci, ze sam jest bezpieczny. Takl i w zyciu w innych sytuacjach z ludzmi.
    • marzeka1 Re: Ile tego o czym piszecie realizujecie.... 07.10.10, 15:57
      W życiu nie wzięłabym na stopa kogokolwiek, jadąc sama. Dobroć dobrocią, ale naiwność nie jest fajna. Przypomina mi się koszmarna śmierć matki Listkiewicza, byłego szefa PZPN, też miała dobre serce, pomogła parze z patologicznej rodziny i zastałą przez nich zaszlachtowana. Pamiętam też sprawę dobrej pani doktor z Elbląga, która pomagała takim ludziom, dom prowadziła otwarty, zabił ją i chyba jej matkę lub córkę chłopak, któego z rynsztoka wyciągnęła. Mam dosyć mocno zakorzeniona nieufność do ludzi.
        • marzeka1 Re: Ile tego o czym piszecie realizujecie.... 07.10.10, 16:07
          Też nie, bo u mnie w mieście kilka lat temu miłą, starszą panią, która kupowała bułeczki rano dzieciom z patologicznej rodziny dała, załatwiła nożem dziewczyna lat 13 do spółki z braciszkiem lat 12. Koleżanka, która uczyła te dzieci, mówiła, że wyglądały na małe, zabiedzone. Mam naprawdę dużą dawkę nieufności w stosunku do ludzi i rzadko wzruszają mnie takie historie.
        • grzalka Re: Ile tego o czym piszecie realizujecie.... 07.10.10, 16:09
          Dziewczyny na stopa zabieram. Jeśli chodzi o serce to stać mnie na wysłuchanie żalów. Pomagam też w ramach swojej pracy- zdecydowanie więcej niż muszę. W opisanej sytuacji poza wysłuchaniem nie deklarowałabym wsparcia, tym bardziej nie dzieliłabym się numerem telefonu
          --
          Prawo Katza - ludzie i narody będą działać racjonalnie wtedy i tylko wtedy, gdy wyczerpią już wszystkie inne możliwości
    • georgyporgy Re: Ile tego o czym piszecie realizujecie.... 07.10.10, 16:07
      Ludziom pomagam zawodowo. Zwierzętom z dobroci serca.
      Nie wzięłabym pod swój dach obcego, dorosłego człowieka. Też ze względu na swoją rodzinę - dlaczego moja dobroć ma rzutować na ich komfort?
      Poza tym tak jak pisze bi_scotti, nie o taką pomoc w życiu chodzi.
      Bezdomnemu psu też szukam domu a nie ładuję pod swój dach na zawsze.
      --
      Audemars Piguet watch, Dimples in ya necktie, Hermes briefcase, Cartier top clips, silk lined blazers, diamond creamed facials, VVS cuff links, 6 star pent suites
      • verdana Re: Ile tego o czym piszecie realizujecie.... 07.10.10, 16:37
        Nie piszę.
        Nie realizuję. Pomoc mogę komus, kogo znam, albo kto został mi polecony.
        Nawet talerza na Wigilie nie stawiam, bo wiem, ze obcego bezdomnego wykopię, ew. dając parę groszy, a nie wpuszczę do domu.
        --
        Mops i kot

        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
    • kropkacom Re: Ile tego o czym piszecie realizujecie.... 07.10.10, 16:47
      Zdarzyło mi się kupować jedzenie proszącym o to dzieciom. Nie mam misji pouczania ludzi obcych na mieście big_grin Realizuje w stu procentach. No, może poza sytuacją gdzie weszłam do sklepu powiedzieć pani, że jej dziecko w wózku przed sklepem płacze tongue_out Mój błąd. Kilka razy pomogliśmy znajomym (w sensie nocleg). I nie byli to bliscy znajomi. Nie żałuje. Więcej nie pamiętam teraz big_grin
      --
      Lie Lie Lie
    • magdakingaklara Re: Ile tego o czym piszecie realizujecie.... 07.10.10, 17:00
      Nie daje pieniedzy zebraka na ulicy bo to pijacy jak chce im sie kupic bulke to nie chcasmile
      W instytucje charytatywne polsatu czy tez tvn lub zdarzyc z pomoca rowniez nie wspieram gdyz uwazam ze ich pieniadze sa wydawane (wiem to z autopsji z pracy gdzie pracuje 11 lat). Wspieram na konkretne osoby w moim otoczerniu, WOPS itp.
      Na stopa nie biore bo sie boje a po drugie kumpel mial kiedys wypadek. Stal na stopa z swoim kumplem i dziewczyna. Mieli wypadek, dziewczyna zginela, moj kumpel 2 tyg w spiaczce.
      --
      http://suwaczki.maluchy.pl/li-44826.png
    • nangaparbat3 Re: Ile tego o czym piszecie realizujecie.... 07.10.10, 17:03
      Czasem biorę autostopowiczów. W opisanej przez Ciebie sytuacji na pewno nie dałabym numeru telefonu - raczej doradziła, gdzie może znaleźc pomoc (instytucje).
      W życiu realnym pomagam aktualnie douczając dwie małe dziewczynki (jeżdżę do nich do domów), w dawce która dla nich jest już przydatna, a dla mnie jeszcze nie jest uciążliwa. Bonus dla mnie - poznawanie środowiska, w którym sie wychowują.
      --
      "To jest roztrzęsione społeczeństwo, które łatwo wchodzi w redukcję napięcia".
    • elza78 Re: Ile tego o czym piszecie realizujecie.... 07.10.10, 17:06
      nie zabieram autostopowiczow, boje sie, mam film odkad w trojmiescie byl przypadek ze dwoch gosci zlapalo na stopa malzenstwo, wyciagneli spluwe kazali wjechac w las faceta na oczach zony zastrzelili i zabrali samochod, w tym momencie sie konczy moja dobrodusznosc, jesli ktos nei ma kasy nie podrozuje...


      --
      This world is just illusion
      Always trying to change you
    • kawka74 Re: Ile tego o czym piszecie realizujecie.... 07.10.10, 17:32
      Przedziwny przykład, ale niech będzie. Nie zabieram autostopowiczów, nie pomagam obcym, nie zostawiam numeru telefonu wszystkim jak leci, ba, nie daję numeru nawet wszystkim znajomym.
      Nie przenocuję osoby nieznanej.
      Jak widać, daleko się nie posuwam w pomaganiu ludziom - nie jestem w stanie ocenić, czy ten obcy potrzebuje dachu nad głową, czy też ma potrzebę poderżnąć mi gardło.
      --
      Jeśli mogę wsadzić łeb pod topór dla pańskiej uciechy, prawie wszystkie przyjemności zostały już opodatkowane.
      • kawka74 Re: Ile tego o czym piszecie realizujecie.... 07.10.10, 17:40
        A, jeszcze jedno - jeśli chodzi o dobre serduszka forumowe, to im gorętsze są deklaracje co do własnej dobroci, przyzwoitości i takich tam, tym bardziej jestem pewna, że nie ma to pokrycia w rzeczywistości.
        --
        W tym nieskażonym cywilizacją otoczeniu Ewan McTeagle tworzy swoje wiersze, takie jak "Pożycz funciaka do końca tygodnia."
    • majenkir Re: 07.10.10, 17:43
      Raz dalam jednemu menelowi cale 10 zlotych big_grin.
      Na kartce mial napisane "zbieram na wódke"...
      Uczciwosc powinna byc nagrodzona przeciez wink
      --
      http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
      fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/DFGVvAKpc7hbaVBiqB.jpg
    • triss_merigold6 Re: Ile tego o czym piszecie realizujecie.... 07.10.10, 18:12
      Generalnie to jest duże ryzyko. Przenocować obcą osobę? Nie wiadomo jak długo zechce siedzieć, trzeba by karmić, zapewnić miejsce do spania, dyskomfort dla całej rodziny. Zostawić obcej osobie klucze kiedy wychodzi się do pracy, ryzykując, że obrobi mieszkanie? Skąd ma być wiadomo, że to nie ćpunka albo wariatka? Są schroniska dla bezdomnych, są hostele. Ktoś bez grosza raczej nie będzie chciał poprzestać na jednym noclegu. Tak lokal udpostępnić i utrzymywać dopóki pracy i mieszkania nie znajdzie? No, bez jaj.
    • el_jot Re: Ile tego o czym piszecie realizujecie.... 07.10.10, 18:33
      Podwożę tylko uczniów jak jadę ze szkoły do domusmile Parę miesięcy temu pisałam o tirówce bez majtek, prawie że zlinczowano mnie na forum, że jej nie pomogłam. Ale dwa zwierzaki kotkę i psa przygarnęłam, gdybym mogła brałabym wszystkie bezdomne, które spotykam na drodze.
      • el_jot Re: Ile tego o czym piszecie realizujecie.... 07.10.10, 21:13
        Takiej sytuacji jak opisujesz nie doświadczyłam i nie pomogłabym w ten spsób, ale na drobną pomoc można u mnie liczyć, typu mogę kupić jedzenie, ostatnio podeszła do mnie starowinka i poprosiła o pieniądze na leczenie nogi z powodu cukrzycy, dałam jej, choć z zasady staram się pieniędzy nie dawać. Ale nocleg, długofalowa pomoc obcej osobie nie wchodzi w grę, choćby dlatego, że mnie na to nie stać.
    • nangaparbat3 ale mogę opowiedziec 07.10.10, 18:40
      Dwa lata temu byłam we Lwowie, corka (wtedy 17) obraziła się na mnie, wybiegła z knajpy i zasiadła we framudze piwnicznego okna pochlipując. Wróciła po niespełna kwadransie, teraz już tylko udając wściekłą, "bo w tym mieście nawet sobie spokojnie popłakac nie można, jacyś nienormalni ludzie tu są", dwukrotnie obcy ludzie chcieli się nią zaopiekowac i przenocowac w swoim domu. Oczywiście od razu zaczęłam węszyc handlarzy żywym (i ślicznym) towarem, ona jednak już na spokojnie opowiedziała, że były to dwie pary starych już ludzi, absolutnie budzących zaufanie. (Młoda ma intuicję, można jej wierzyc.)
      Przypomniało mi się, i pomyślałam, że może to z nami coś nie tak - boimy się pomóc, boimy się (ja) gdy ktoś nam pomoc oferuje.
      --
      "To jest roztrzęsione społeczeństwo, które łatwo wchodzi w redukcję napięcia".
      • bi_scotti Re: ale mogę opowiedziec 07.10.10, 19:09
        Nanga, przypomnialas mi rodzinna opowiesc z calkiem nie tak dawna, doslownie tuz po 9/11. Mam kuzyna urodzonego i wychowanego w Stanach, slabo mowi po polsku ale mowi. Pracuje w jednym z najwiekszych amerykanskich miast na lotnisku (jakis tam inzynier od nawierzchni). Samoloty ladowaly z duzym opoznieniem, ludzie w roznych jezykach musieli byc obsluzeni, ogolnie bylo pandemonium. No i byl mlody Polak, ktory ani mru-mru po angielsku, iles godzin w podrozy, nikt jakos sie nie trafial zeby mu pomoc ... Jakas dobra dusza sie zlitowala i wewnetrznym systemem odpytala czy ktos z obslugi nie moglby po polsku, bo tu jest taki podrozny itd. Kuzyn sie zglosil, okazalo sie ze chlopak lecial do rodziny, rodziny nie ma na lotnisku, numer telefonu do rodziny jest w glownym bagazu (!), ktory z powodu zamieszania doleci pewnie nastepnego dnia, facet ma $50.00 i nie ma pojecia co ze soba zrobic. No i kuzyn go wzial do siebie, do swojego wychuchanego, eksluzywnego condo (samotny facet w dobrej kondycji finansowej wink ), nakarmil, piwo polskie dostarczyl, w pokoju goscinnym poscielil, pokazal jak uzyc jacuzzi i ogolnie zaopiekowal sie. Nastepnego dnia faktycznie bagaz byl, telefon do rodziny sie znalazl, rodzina przyjechala, chlopaka w ramiona wziela uszczesliwiona, ze wszystko OK, bo oczywiscie nic nie wiedzieli, na lotnisku nikt nic nie powiedzial itd. - kartki swiateczne przychodza do dzis smile
        Ktos sie chyba nawet kuzyna w rodzinie zapytal czy nie mial obaw brac obcego chlopaka do domu. On tylko wzruszyl ramionami, bo jaka moze byc odpowiedz ...
        Czy ja to pochwalam? Srednio ... ale moja wiare w czlowieka to podnosi znacznie smile
    • jowita771 Re: Ile tego o czym piszecie realizujecie.... 07.10.10, 19:12
      W takiej sytuacji raczej bym nie pomogła, bałabym się. Gdybym trochę znała tę osobę, to bym się mogła zastanowić. Ale raczej w takich sprawach, które by mnie za wiele nie kosztowały.
      --
      homoseksulaizm jest czyms
      niewlasciwym wrecz obrzydliwym [...]
      I prosze mi tu nie wyjezdzac z homofobia
      by vibe-b
    • wieczna-gosia Re: Ile tego o czym piszecie realizujecie.... 07.10.10, 19:46
      figrut, ale czy ty przepraszam wymagasz bym zadeklarowala ze ulegam porywom serca??? tego sie nie da zadeklarowac smile gdyz jak sama nazwa wskazuje im sie ulega. systemowo nie pomagam, ale tez zdarzylo mi sie zabierac na stopa gdyz sama jestem zabierana, zdarzylo mi sie zaprosic nawet autostopowicza na obiad gdyz sama tez doswiadczylam takiej rzeczy. Zdarzylo mi sie zrobic komus zakupy bo poprosil i kupic komus leki- i naprawde nie interesuje mi czy ktos skorzysta czy sprzeda na wodke. Zarzylo mi sie uczyc angieslkiego charytatywnie.

      Ale tez zdarzylo mi sie odmoiwic pomocy, pieniedzy nie daja z zasady, numeru telefonu nie rozdaje.

      nie mam pojecia jak daleko posunelabym sie w pomocy- nie posunelam sie nigdy daleko ale tez nikt ode mnie tego nie oczekiwal.
      --
      opsesyjna.blogspot.com/
      przez pierwsze dwa lata uczysz dzieci chodzić i mówić a przez
      następne szesnaście lat marzysz o tym żeby usiadły spokojnie i się zamknęły
    • fajka7 Re: Ile tego o czym piszecie realizujecie.... 07.10.10, 21:05
      Zdarza mi się pomagać ludziom w różnych sytuacjach, ale przykład, który podajesz jest z mojego punktu widzenia nonsensowny.
      Ja w ogóle nie miewam takich pomysłów jakie przedstawiasz typu "pozostawienie tej osob
      > ie swojego numeru telefonu ze słowami "jak będzie bardzo źle, to postaram się p
      > omóc" "
      W mojej ocenie to kompletnie niezrozumiały gest, a do tej sceny, którą opisujesz, dziwnej zresztą, też ma się nijak.
    • anorektycznazdzira Re: Ile tego o czym piszecie realizujecie.... 07.10.10, 21:22
      Niedaleko. Nie rozdaję swojego numeru telefonu obcym, nie mam ambicji ani zamiaru ratowania i uszczęsliwiania ludzi, o których kompletnie nic nie wiem, nie zabieram na stopa nikogo poza matkami obładowanymi dziećmi kiedy jadę sama, i, bądźmy precyzyjni- nigdzie łącznie z netem nie twierdzę, że jest inaczej tongue_out
    • mathiola Re: Ile tego o czym piszecie realizujecie.... 07.10.10, 22:18
      oj.....
      ciężki temat zapodałaś.
      Ja lubię pomagać ale raczej na odległość.
      Zatrzymałam się na stopa dokładne 3 razy w swoim życiu: raz starszą panią zabrałam, bo po drodze miałam, raz drugą starszą panią i odwiozłam ją w kompletnie innym kierunku niż jechałam, bo taki był upał, a ona stała w tych turbanach i szatach.... Nadrobiłam z własnej woli ok. 30 km, okazało się, że to wariatka, ale i tak dobrze się czułam, że jej pomogłam, bo co z tego, że wariatka, wariaci też odczuwają upał smile
      Trzecim razem młody człowiek i powiem szczerze że to był impuls, jestem nieufna jeśli chodzi o takie sytuacje.....
      --
      Precz z konwenansami
    • echtom Re: Ile tego o czym piszecie realizujecie.... 08.10.10, 08:41
      Figrut, chyba Cię poniosła szlachetna fantazja. Czytuję forum regularnie i nie trafiam masowo na wątki, w których emamy zdają szczegółowe sprawozdania ze swoich działań dobroczynnych. Sama pomagam mało, ale niczego więcej nie deklaruję. Zajmuję się bezdomnymi kotami, jak ktoś mnie poprosi, kupię jedzenie lub lekarstwa, ale nie roztaczam nad tą osobą kompleksowej opieki. Raz przenocowałam przez weekend rodzinę okradzionych turystów z małymi dziećmi. Nie prowadzę samochodu, ale zabrałabym na stopa kobietę samą lub z dzieckiem. Czy kiedykolwiek deklarowałam więcej?

      --
      "Mieliście do wyboru wojnę lub hańbę. Wybraliście hańbę, a wojnę i tak będziecie mieli."
      W. Churchill
    • nowi-jka Re: Ile tego o czym piszecie realizujecie.... 08.10.10, 09:01
      - autostopowiczów zabieram o co non stop tocze wojne z mężem bo on nie pozwala mi zabierać - moze słusznie, i nie zabiera gdy jedziemy razem i go prosze co daje poczatek sprzeczki
      -ludziom daje na ulicy jak mnei zaczepią, takim cicho siedzacym nie, no i wiadomo nie zawsze ale czesciej daje niz nie daje nawet jak wiem ze pójdzie na wóde, on bedzie rzogrzeszony z naciagania a ja z nieodmówienia pomocy
      -naiwnie wierze w ludzi i ludziom
      Staram sie zyc tak zeby mnie nikt nigdy "mendą" nei nazwał, naiwniarą moze smile

      Do swietosci mi jednak brakuje, zwłaszcza na tle emam,
      -nie chodze na fitness,
      -nei segreguje smieci,
      -zakladam dziecku czapke,
      - puszczam bajki
      -a danonkow nie daje bo nie moze nabiału, gdyby mógl w zyciu nei kupiłabym mu naturalnego jogurtu co mi sie tylko z kacem kojarzy tylko jakis pyszny danonek
      -szczepie wbem modzie na nieszczepienie
      -pzyznaje ze czasem nie mam racji albo ze si emysliłam

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka