Dodaj do ulubionych

Ile tego o czym piszecie realizujecie....

    • figrut Re: Ile tego o czym piszecie realizujecie.... 08.10.10, 09:57
      Nie poniosła mnie fantazja.
      Może nie wątków, ale dyskusji opier.... za nie zaoferowanie pomocy komuś potrzebującemu widziałam tu i na innych forach wiele.
      Nie teoretyzuję - sytuacja prawdziwa.
      Dziesięć dni temu zabrałam na stopa młodą dziewczynę. Miałam ją podwieźć tylko. Mieszka w moim miasteczku o czym dowiedziałam się, gdy ją zabrałam. Z rodziny patologicznej - ojciec pije i bije, matka bezsilnie się poddaje losowi. Ona jedna, ta dziewczyna starała się walczyć o normalność. Była w DD z siostrą kawał czasu skąd uciekły, bo mimo wszystko bardzo tęskniły za matką (która też jej koszmar zafundowała prywatnie). Przerwała naukę i teraz jako wczesno pełnoletnia osoba kończy gimnazjum. Nie pamiętam jak zaczęła dyskusję, ale zamiast skręcić do domu gdzie zostały dwie minuty drogi, zatrzymałam się i wysłuchałam jej. Nie wiem co mnie podkusiło, ale po wysłuchaniu jej historii dałam jej mój nr. telefonu ze słowami, że gdyby było naprawdę bardzo źle, postaram się jej pomóc, choć niczego nie obiecuję. Instytucje społeczno sądowo opiekuńcze to codzienność tej rodziny, a jednak nikt tak naprawdę tam nie pomógł po za skrzywdzeniem dzieci (tak, tak, dziewczyny twierdzą, że DD był dla nich karą, a nie pomocą i wspominają DD jako koszmar). Można powiedzieć, że stanęłam twarzą w twarz z moimi przekonaniami, a jednak bardzo się wystraszyłam. Teoretycznie zawsze twierdziłam, że pomogłabym, podałabym pomocną dłoń aby ktoś mógł spróbować wygrzebać się z bagna, a gdy stanęłam przed takim faktem, moja pewność siebie z wielkiej stała się niemal niewidoczna. Wystraszyłam się, że porywam się z motyką na słońce, że nie podołam, zaniedbam rodzinę i wiele gorszych rzeczy, że czym innym jest mieć taki pogląd na sprawę, a czym innym go realizować w życiu. Po pierwszym dniu chciałam stchórzyć i uciekać z piwa którego sobie nawarzyłam, ale pomyślałam, że tak chyba miało być. Dziewczyna zaufała mi całkowicie i dotarła do tej osoby, która się od niej nie odwróciła. Nocowała u mnie dwa razy. Raz gdy ojciec robił awanturę (nie chciała z sińcami pojawić się w szkole) i raz dzisiejszą nockę, gdy w domu rodzinnym był spokój, ale za to ja potrzebowałam pomocy (miałam nie zapowiedzianą dzień wcześniej nockę w pracy). Gdy wróciłam, dzieci były już ubrane, najedzone i gotowe na wyjście do przedszkola i szkoły. Nawet nie myślę co będzie dalej, ale z dnia na dzień coraz bardziej upewniam się, że to co zrobiłam, nie jest wcale złe, głupie i naiwne. Świata nie zbawię, ale coraz bardziej się przekonuję, że małymi kroczkami idę ku dobremu smile
      Nie, nie jestem z siebie dumna, nie chciałam się pochwalić (większość z Was i tak mi napisze, że naiwna jestem), ale chciałam podzielić się tym, jak daleko czasami stoją nasze ideały i przekonania od realnego świata. Taka byłam pewna siebie, że na 100% pomogę komuś w trudnej sytuacji, a jednak jak tylko się w jej środku znalazłam, zwątpiłam w siebie i w swoje przekonania.
      • echtom Re: Ile tego o czym piszecie realizujecie.... 08.10.10, 10:23
        Jestem pod wrażeniem, naprawdę. Ale właśnie - co dalej? Jaką masz wizję kompleksowej pomocy tej dziewczynie w wygrzebaniu się z bagna? Bo opcja, że czasem u Ciebie przenocuje, zje obiad, pouczy się, a w zamian przypilnuje dzieci, jest jak najbardziej ok. Co zamierza robić po gimnazjum? Btw. zawsze wydawało mi się, że największą przeszkodą w wyprowadzaniu ludzi na prostą jest ich emocjonalne przywiązanie do patologicznego środowiska.

        --
        "Mieliście do wyboru wojnę lub hańbę. Wybraliście hańbę, a wojnę i tak będziecie mieli."
        W. Churchill
        • figrut Re: Ile tego o czym piszecie realizujecie.... 08.10.10, 11:01
          Echtom, ja nie mam pojęcia jak to się dalej potoczy. Ja, osoba na co dzień bardzo mizernie zorganizowana (żeby nie powiedzieć absolutnie niezorganizowana) zaczęłam jednak coś robić w tym kierunku. Dziewczyna walczy o miłość matki którą życie tak zszargało, że stała się zgorzkniała i zdaje się nie kochać córki (dziewczynie się tak wydaje, że matka jej nie kocha). Jest na matkę wściekła i sama przed sobą nie chce nawet przyznać, że wściekłością zagłusza w sobie miłość do niej i walkę o tą miłość. Matka chroni ojca którego dziewczyna już raz kiedyś za kratki wsadziła za znęcanie się nad rodziną. Chroni ze strachu, który większości foremek wyda się absurdalny - prędzej czy później gość teraz posadzony, kiedyś na wolność wyjdzie i się zemści.
          Na chwilę obecną staram się uzyskać pomoc prawną i przede wszystkim pozyskać dobrego psychologa dla matki. Nie wiem jak rozmawiać z matką, wiem jak dotrzeć do dziewczyny. Zaczniemy od psychiatry ale obiecałam dziewczynie, że żadnych psychotropów. Nie śpi spokojnie, tylko drży co jakiś czas i płacze we śnie. Ma myśli samobójcze. Boi się, że matka definitywnie ją odrzuci gdy dowie się, że ona znów chce ojca zamknąć swoimi zeznaniami. Wiem, że bardzo jej pomaga gdy jej słucham i rozumiem (a rozumiem doskonale). Dziewczyna trudna, wybuchowa, ale jednocześnie z ogromną miłością i czułością do dzieci i bezbronnych istot. Bardzo inteligentna i wrażliwa. Mam nadzieję, że choć jako dorosła kończy gimnazjum, to jednak pójdzie dalej nie do szkoły zasadniczej zawodowej, a wyżej. Nie chodzi tu o papierek a o to, aby odzyskała wiarę w siebie i wiedziała, że gdy sobie coś postanowi, to jest w stanie tego dokonać.
          Btw. zawsze wydawało mi się,
          > że największą przeszkodą w wyprowadzaniu ludzi na prostą jest ich emocjonalne p
          > rzywiązanie do patologicznego środowiska.
          Tak jest w istocie, gdy zaczynają działać instytucje - masówka, czyli trzeba zaproponować pomoc, bo według prawa się należy. Ja chcę dać wsparcie, a nie działać za tą rodzinę. Chcę zapewnić tą rodzinę, że gdyby postanowili założyć sprawę w sądzie, ja udzielę wsparcia choćby noclegiem w środku nocy i lokum do czasu, aż nie zamkną przemocowca.
    • nisar Re: Ile tego o czym piszecie realizujecie.... 08.10.10, 10:12
      - nigdy nie odmawiam kupienia jedzenia, zwłaszcza jeśli prosi dziecko. Swego czasu byłam dobrze znana w McDonaldzie w podziemiach Dworca Centralnego, ponieważ nader często byłam tam zaczepiana przez rumuńskie dzieci z prośbą o coś do jedzenia.
      - nagminnie pożyczam pieniądze w bliskim otoczeniu i nie zawsze upominam się o zwrot
      - nie sprzedaję niczego np. po swoich dzieciach, jakkolwiek to dobre, często markowe rzeczy, oddaję je gratis i nie oczekuję prezentów w zamian wink
      - nigdy nie odmawiam porady z zakresu mojego zawodu.

      Oprócz tego:
      - nie daję pieniędzy na ulicy, wspieram osoby co do sytuacji których jestem pewna że potrzebują i przeznaczą je na to, na co proszą. To zdarza mi się często i nie jest to symboliczne dziesięć złotych,
      - nie wpuszczam do domu proszących o pomoc,
      - nie zabieram stopa, nie ufam nawet matce z dzieckiem w ulewnym deszczu, niestety.

      W sumie robię to, co mnie samej raczej nie zaboli. Czyli nie odejmuję sobie od ust, żeby pomóc finansowo ani nie siedzę po nocach by zrobić dla kogoś np. analizę proponowanej mu umowy. Nie czuję się dobra. Raczej normalna.
      • echtom Re: Ile tego o czym piszecie realizujecie.... 08.10.10, 10:31
        > W sumie robię to, co mnie samej raczej nie zaboli.

        W sumie jest to rozsądne podejście. Pomagam zwierzętom więcej niż ludziom, bo są mniej problemowe i wymagające. I mam pewność, że nie oszukują wink Nie czuję się dobra, bo robię to głównie z pobudek egoistycznych - uciekam w ten sposób od codziennych obowiązków, które zaczynają mnie coraz bardziej nużyć i męczyć.

        --
        "Mieliście do wyboru wojnę lub hańbę. Wybraliście hańbę, a wojnę i tak będziecie mieli."
        W. Churchill

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka