Dodaj do ulubionych

Filharmonie, opery itp.

01.11.10, 14:51
Zebralo mnie na przemyslenia w temacie. Wiec zapytam: Chodzicie? Lubicie?

Ja dosc rzadko chodze, przyznam, a jesli juz to wybieram troszke lzejszy repertuar. Z ostatnich zaliczonych: nokturny Chopina, Carlos Acosta, a wczoraj muzyka z Bonda w wykonaniu orkiestrowym. Dodatkowo na kompie czeka sciagniety z BBC Ravel i Chopin (zeby nie bylo, jestem rowniez w posiadaniu albumu Lady Gaga!)

I takie mnie naszly spostrzezenia. Czy nie odnosicie wrazenia, ze w Polsce sztuke traktuje sie z jakims wiekszym namaszczeniem niz za granica? Zerknelam z ciekawosci na aktualny repertuar Filharmonii Narodowej, a tam prawie sami powazni mistrzowie. Strach sie bac smile Ciekawie w zestawieniu wyglada repertuar np. Royal Albert Hall w Londynie, w ktorym proponuje sie muzyke b. rozna, lacznie z orkiestrowym wykonaniem muzyki do Wladcy Pierscieni z filmem w tle, wspomniane szlagiery Bonda, czy Broadwayu. I nie wstydza sie tego!

A w Polsce jeszcze w dodatku trzeba isc w stroju wieczorowym, w jakims fraku. Nie chce, zeby wyszlo, ze znowu Polske krytykuje, ale ot takie mnie naszly przemyslenia w temacie odbioru sztuki. Czy to nie jest tak, ze w Polsce wyjscie do filharmonii to jeszcze taki rytual, ktory nakazuje, ze ma byc powaznie, uroczyscie, inteligentnie, taka troche megalomania na pokaz?


--
---------

A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
Edytor zaawansowany
  • majenkir 01.11.10, 14:54
    d.o.s.i.a napisała:
    > A w Polsce jeszcze w dodatku trzeba isc w stroju wieczorowym, w jakims fraku.



    I bardzo dobrze.
    Czy koniecznie musimy rownac w dol?
    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
    fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/DFGVvAKpc7hbaVBiqB.jpg
  • d.o.s.i.a 01.11.10, 15:03
    Dlaczego uwazasz, ze to rownanie w dol? Chodze w Anglii w rozne miejsca. Jest zawsze bardzo kulturalnie, ciekawie, jakos nie widze, zeby "sztuka" doznawala uszczerbku. Wrecz przeciwnie, mam wrazenie, ze ludzie sa bardziej szczerzy w odbiorze. Nie chodza "do opery", zeby sie pokazac we fraku, tylko dlatego, ze lubia. Uwazasz, ze taki Royal Albert Hall, jedna z najlepszych sal koncertowych swiata, to dol, bo ludzie nie chodza we frakach...?

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • gryzelda71 01.11.10, 15:07
    No a jak ten frak założą to w odbiorze sztuki przeszkodzi?
    No naprawdę człowiek nie ma już okazji żeby się wystroić smile
  • przeciwcialo 01.11.10, 15:15
    No ale koniecznie we frak? Dobry garnitur nie wystarczy?
  • gryzelda71 01.11.10, 15:19
    A jak juz ma ten frak to nie może?
  • przeciwcialo 01.11.10, 15:09
    Fraka zwyczajnie mozna nie posiadac wszafie podobnie jak wieczorowej sukni wink
  • majenkir 01.11.10, 17:07
    Ale ten "frak" to chyba bardziej przyslowiowy niz realny?
    Ja to tylko lokajow na filmach we frakach widuje big_grin.
    Teatr, opera, filharonia to nie kino! Jakis dress code powinien jednak obowiazywac.
    My czesto chodzimy na balet i na widowni nigdy nikogo w jeansach nie widzialam.
    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
    fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/DFGVvAKpc7hbaVBiqB.jpg
  • d.o.s.i.a 01.11.10, 17:17
    > My czesto chodzimy na balet i na widowni nigdy nikogo w jeansach nie widzialam.

    Jak pisalam, bylam ostatnio na Carlosie Acosta i owszem dzinsy byly na widowni i chyba nikomu to nie przeszkadzalo.

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • mamitymi 02.11.10, 07:19
    Pierwsze słyszę i nigdy nie widziałam. We frakach to grają muzycy. A że widownia elegancka, to co w tym złego? Widocznie tak się dobrze czują.
  • d.o.s.i.a 02.11.10, 11:29
    Oj, nastepna, ktora nie zrozumiala przenosni.


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • mamitymi 02.11.10, 14:48
    Ależ dosiu, mi to nie wygląda na przenośnie:
    "A w Polsce jeszcze w dodatku trzeba isc w stroju wieczorowym, w jakims fraku. Nie chce, zeby wyszlo, ze znowu Polske krytykuje, ale ot takie mnie naszly przemyslenia w temacie odbioru sztuki."
  • d.o.s.i.a 02.11.10, 15:13
    Wyrazenie "w jakims fraku" jest, Twoim zdaniem, doslowne i wyczerpuje pole do interpretacji w kwestii tego "co autor mial na mysli"??

    Rozumiem, gdybym napisala "we fraku", moznaby sie czepic, ze wymienilam tylko jeden rodzaj okrycia wierzchniego i w dodatku sugeruje, ze jest to jedyny dopuszczalny. Ale wyrazenie "w jakims fraku" oznacza "w czyms w rodzaju fraka", czytaj: w czyms eleganckim, moze nawet ciut bardziej eleganckim, "frakowatym", "ciut napuszonym". Mozna uznac, ze ma rowniez podbarwienie lekko ironizujace i przewrotne. Troche straszno i smutno, ze takie rzeczy trzeba ematkom tlumaczyc.


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • mamitymi 02.11.10, 15:46
    Wiesz, ty chyba naprawde dawno w Polsce nie bylas, bo ja sie tu nie spotkalam z niczym "w rodzaju fraka", niczym "frakowatym", ani nawet czymś "ciut napuszonym" wink
    Ale ok, nie zrozumiałam twojej przenośni.
    Myśle że tendencje ubioru powoli się u nas zmieniają. Choć wciąż spotkasz na koncertach elegancko ubranych ludzi, to i tych w jeansach jest niemało.
  • d.o.s.i.a 02.11.10, 16:29
    > Wiesz, ty chyba naprawde dawno w Polsce nie bylas, bo ja sie tu nie spotkalam z
    > niczym "w rodzaju fraka", niczym "frakowatym", ani nawet czymś "ciut napuszo
    > nym" wink


    No i dlatego spytalam, czy to prawda smile

    > Ale ok, nie zrozumiałam twojej przenośni.

    no problem. wybaczam smile
    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • agusiah 02.11.10, 18:34
    Lokajów i dyrygentówsmileh
  • hanalui 02.11.10, 19:10
    majenkir napisała:
    > My czesto chodzimy na balet i na widowni nigdy nikogo w jeansach nie widzialam.

    A ja mnostwo jeansow widuje smile
  • kawka74 01.11.10, 15:13
    > Zebralo mnie na przemyslenia w temacie. Wiec zapytam: Chodzicie? Lubicie?

    Lubię, czasem chodzę.

    Czy to nie jest tak, ze w Polsce wyjscie do f
    > ilharmonii to jeszcze taki rytual, ktory nakazuje, ze ma byc powaznie, uroczysc
    > ie, inteligentnie, taka troche megalomania na pokaz?

    Nie wiem, co jest bardziej działaniem na pokaz - suknia wieczorowa w Teatrze Wielkim czy słuchanie choćby ścieżki dźwiękowej do 'Władcy pierścieni', byle w Royal Albert Hall.
    --
    Nie twierdzę, że wycieczka do mleczarni panią wyleczy, ale wielu marnie zarabiających robotników nieźle się ubawi.
  • d.o.s.i.a 01.11.10, 15:46
    > Nie wiem, co jest bardziej działaniem na pokaz - suknia wieczorowa w Teatrze Wi
    > elkim czy słuchanie choćby ścieżki dźwiękowej do 'Władcy pierścieni', byle w Ro
    > yal Albert Hall.

    Jak czesto masz okazje posluchania muzyki filmowej w wykonaniu orkiestry na zywo, ze dla Ciebie to jest dzialanie na pokaz?


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • kocianna 01.11.10, 15:59
    Ja chodzę do teatru/opery bardzo bardzo często. W mieście, w którym po prostu wstyd tam nie chodzić. U mnie w pracy informacje o najlepszych spektaklach ma... sprzątaczka, czasem idzie na koncert z jednym czy drugim dyrektorem.
    Stroje tu są pół na pół, ale dżinsów jednak mniej. Dla mnie wyjście do teatru to święto (co z tego, że częste) i wolę się ubrać odświętnie. Przestał mnie jednak już dość dawno razić strój codzienny w takim miejscu.
    --
    On nie jest winny, on jest inny

    Blog o życiu z pięciolatką w Moskwie
  • d.o.s.i.a 01.11.10, 16:17
    Ja tez lubie sie ladnie ubrac. Jakas ladna sukienke zawsze zarzuce, chyba, ze ide prosto z pracy to wtedy jestem ubrana "po biurowemu". Ale nie jest to na pewno stroj galowy, ani nawet bardzo elegancki.


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • hankam 01.11.10, 19:36
    Ale nie przesadzaj, do filharmonii ludzie ubierają się mniej lub bardziej elegancko, ale nie stroją się jakoś specjalnie. Do opery też nie, bez przesady, chyba, że na premierę albo występ jakiejś Kiri, co tak często się nie zdarza.
  • kawka74 01.11.10, 15:59
    Jak często masz okazję do obejrzenia 'Lakme' na żywo, że jest to dla Ciebie działanie na pokaz?
    --
    Protestuję przeciwko ludziom, którzy pochopnie protestują, nie upewniwszy się, czy jest sens protestować.
  • d.o.s.i.a 01.11.10, 16:00
    A w ktorym miejscu napisalam, ze jest to dla mnie na pokaz??

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • kawka74 01.11.10, 16:20
    Czy to nie jest tak, ze w Polsce wyjscie do filharmonii to jeszcze taki rytual, ktory nakazuje, ze ma byc powaznie, uroczyscie, inteligentnie, taka troche megalomania na pokaz?

    Zważywszy na całość Twojego postu wychodzi na to, że słuchanie muzyki cięższego kalibru i w eleganckim stroju to działanie na pokaz. Bo nowoczesny europejski człowiek idzie posłuchać muzyki Monty'ego Normana, i to w dżinsach.
    Zestawiasz dwa zupełnie różne sposoby obcowania z muzyką - tak, jakbyś porównywała naszego 'malucha' z bondowskim Astonem Martinem.
    --
    Nie twierdzę, że wycieczka do mleczarni panią wyleczy, ale wielu marnie zarabiających robotników nieźle się ubawi.
  • d.o.s.i.a 01.11.10, 16:28
    Czyli jednak sugerujesz, ze w polskich filharmoniach gra sie tylko muzyke ciezkiego kalibru? Czy muzyka ciezkiego kalibru "wymaga" wbicie sie we frak i wlozenie, za przeproszeniem, kija w tylek? smile No wlasnie po to zalozylam watek, zeby sie dowiedziec jak to jest, bo ja wlasnie odnosze takie wrazenie, porownujac repeartuary kilku sal koncertowych.

    Co do stroju, to widzialam Panie w sukniach wieczorowych na koncercie Cassandry Wilson. Ogladalam tez ostatnio urywki z konkursu chopinowskiego i wlasnie dlatego odnosze wrazenie, ze w Polsce troche sie przesadza z jednej strony z doborem repertuaru (ma byc ciezko i doniosle), z drugiej strony z doborem stroju ("a fe, kto to widzial w swetrze do opery).

    Natomiast Twoja uwaga jakoby obejrzenie wykonania muzyki filmowej na zywo (dla mnie rozrywka z gatunku latwych i przyjemnych) bylo dzialaniem na pokaz jest, przyznasz, niedorzeczne i zupelnie nie w temacie.
    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • kawka74 01.11.10, 16:40
    > Czyli jednak sugerujesz, ze w polskich filharmoniach gra sie tylko muzyke ciezk
    > iego kalibru?

    Nie.

    Czy muzyka ciezkiego kalibru "wymaga" wbicie sie we frak i wlozen
    > ie, za przeproszeniem, kija w tylek?

    Nie. Po prostu jest to jedna z nielicznych już okazji, żeby założyć coś innego, niż strój codzienny. Kij w tyłek jest nieobowiązkowy, chyba że ma się go na stałe.

    w Polsce troche sie przesadza z jednej strony z dobore
    > m repertuaru (ma byc ciezko i doniosle), z drugiej strony z doborem stroju ("a
    > fe, kto to widzial w swetrze do opery).
    >

    Musi się ostać chociaż jeden niezamerykanizowany, ubrany w coś innego, niż dżinsy, kawałek świata - bez popcornu, nachosów i kopania butem w siedzenie.

    jest, p
    > rzyznasz, niedorzeczne i zupelnie nie w temacie.

    Nie, nie przyznam.
    --
    Protestuję przeciwko ludziom, którzy pochopnie protestują, nie upewniwszy się, czy jest sens protestować.
  • d.o.s.i.a 01.11.10, 16:47
    > Nie, nie przyznam.

    Skoro nie chcesz przyznac, to zdradz wreszcie co takiego jest w tym na pokaz. Blagam!!!


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • lusitania2 01.11.10, 17:18
    d.o.s.i.a napisała:

    > > Nie, nie przyznam.
    >
    > Skoro nie chcesz przyznac, to zdradz wreszcie co takiego jest w tym na pokaz. B
    > lagam!!!
    >


    kawka po prostu goni za swoją sygnaturką.
    Jeszcze 2-3 lata i załapie, o co w niej chodzi, na razie jest po prostu na etapie protestów bez sensu.
  • kawka74 01.11.10, 17:23
    Ojej.
    Jesteś złośliwa, a fe.
    --
    Protestuję przeciwko ludziom, którzy pochopnie protestują, nie upewniwszy się, czy jest sens protestować.
  • d.o.s.i.a 01.11.10, 16:50
    > Nie. Po prostu jest to jedna z nielicznych już okazji, żeby założyć coś innego,
    > niż strój codzienny

    A odpuszczasz, ze mozna miec na sobie stroj codzienny i ladnie wygladac? Dopuszczasz, ze miedzy strojem codziennym i frakiem jest cale morze mozliwosci?

    > Musi się ostać chociaż jeden niezamerykanizowany, ubrany w coś innego, niż dżin
    > sy, kawałek świata - bez popcornu, nachosów i kopania butem w siedzenie.

    Czyli miedzy frakiem a popcornem nie ma juz zadnych dopuszczalnych opcji?

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • kawka74 01.11.10, 17:09
    > A odpuszczasz, ze mozna miec na sobie stroj codzienny i ladnie wygladac? Dopusz
    > czasz, ze miedzy strojem codziennym i frakiem jest cale morze mozliwosci?

    Nie rozumiesz.
    Ludzie po prostu CHCĄ się ubrać w elegancki, wieczorowy, ekskluzywny strój, a jest to jedna z nielicznych okazji ku temu. I nie musi to świadczyć o pociągu do pozerstwa ani o innym defekcie.

    > Czyli miedzy frakiem a popcornem nie ma juz zadnych dopuszczalnych opcji?

    To zależy, dla kogo.
    --
    Protestuję przeciwko ludziom, którzy pochopnie protestują, nie upewniwszy się, czy jest sens protestować.
  • d.o.s.i.a 01.11.10, 17:16
    kawka74 napisała:

    > Nie rozumiesz.
    > Ludzie po prostu CHCĄ się ubrać w elegancki, wieczorowy, ekskluzywny strój, a j
    > est to jedna z nielicznych okazji ku temu. I nie musi to świadczyć o pociągu do
    > pozerstwa ani o innym defekcie.

    OK. Ja nikomu tego nie bronie. O ile nie jest to polaczone z utyskiwaniem, iz ktos inny woli zarzucic na siebie ladna sukienke zamiast sukni wieczorowej. Jedna z forumek napisala, ze lepiej "nie rownac w dol".


    >
    > > Czyli miedzy frakiem a popcornem nie ma juz zadnych dopuszczalnych opcji?
    >
    > To zależy, dla kogo.

    No, sorry, ale Ty napisalas o popcornie, wiec sie teraz nie migaj od odpowiedzi. Podobnie migasz sie w kwestii zarzutu, ktory wysnulas tu na forum jakoby sluchanie muzyki filmowej w wykonaniu orkiestry na zywo bylo na pokaz.

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • kawka74 01.11.10, 17:31
    Dosiu, czy Ty masz ZA?
    Serio pytam.
    Bo nie rozumiesz prostych metafor, przypinasz się do nieistotnych szczegółów, nie jesteś w stanie wyłapać ogólnego sensu wypowiedzi.
    --
    Nie twierdzę, że wycieczka do mleczarni panią wyleczy, ale wielu marnie zarabiających robotników nieźle się ubawi.
  • d.o.s.i.a 01.11.10, 17:36
    A ja serio pytam, co mialas na mysli piszac ponisze zdanie.

    >Nie wiem, co jest bardziej działaniem na pokaz - suknia wieczorowa w Teatrze Wielkim czy słuchanie choćby ścieżki dźwiękowej do 'Władcy pierścieni', byle w Royal Albert Hall.

    Cholera, moze rzeczywiscie nie rozumiem prostych metafor... W takim razie, czy mozesz mi prosze wyjasnic? Poprosilam juz raz, ale odpowiedzialas pytaniem na pytanie, w dodatku zupelnie bez sensu, cos o jakiejs operze. Wiec moze tak po prostu po chlopsku, jak krowie na rowie wytlumacz mi tym razem, ok?


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • kawka74 01.11.10, 17:50
    > >Nie wiem, co jest bardziej działaniem na pokaz - suknia wieczorowa w Teatr
    > ze Wielkim czy słuchanie choćby ścieżki dźwiękowej do 'Władcy pierścieni', byle
    > w Royal Albert Hall.

    Ranga.
    Trudno nie dostrzec różnicy pomiędzy 'Władcą pierścieni' a 'Traviatą' na przykład.
    Moim zdaniem muzyka filmowa jest kompromisem pomiędzy bywaniem przez duże 'B' a koniecznością wysłuchania czegoś innego, niż 'umc umc'. Łatwiej jest przeciętnemu zjadaczowi chleba przełknąć kanapkę z motywem z Bonda (Mamoń się kłania), niż z chórem niewolników z 'Aidy', a przy okazji zjadacz ma poczucie, że BYWA.
    --
    BBC pragnie przeprosić za ten niesmaczny skecz. Nie mamy zwyczaju epatować tanim humorem, z udziałem wyrazów takich jak: "dupa", "majtki", "owsiki" czy "siuśki"...
  • d.o.s.i.a 01.11.10, 18:04
    Ale co to ma do rzeczy?
    Sugerujesz swoja wypowiedzia, ze sluchanie sciezki dzwiekowej do Wladcy pierscieni jest dzialaniem na pokaz. Przynajmniej bardziej niz wbicie sie w suknie wieczorowa. Na pytanie, w skad taka teza, nie potrafisz odpowiedziec. Uwazam, ze taki koncert musi byc super wydarzeniem dla kogos kto bardzo lubi i film i muzyke z filmu. Ja akurat na tym koncercie nie bylam, ale gdyby grali Ostatniego Mohikanina to bym juz stala pod drzwiami filharmonii. Chocby do nowego roku. I wybacz, nie kumam, gdzie tu upatrujesz sie dzialania na pokaz.

    O randze, to Ty mi nie musisz pisac. Gdybys przeczytala uwaznie moj pierwszy post widzialabys, ze to jest wlasnie jego tematem. Nie sadze, aby ktokolwiek idac na koncert muzyki filmowej mial poczucie, ze "bywa". Podejrzewam, ze mierzysz innych swoja miara, inaczej nie przyszloby Ci cos takiego do glowy... W ogole, odnosze wrazenie, ze kategoryzowanie w taki sposob (jakies bywanie przez duze B itp.) jest wlasnie bardzo charakterystyczne dla osob, ktore chadzaja tylko na "wybitne dziela", odfiukowane wdychaja szutke przez duze S. Taka postawa mnie przeogromnie razi. Widac to po Tobie chocby, po tym z jakim lekcewazeniem odnosisz sie do "kanapki z motywem z Bonda". Jakos Royal Albert Hall nie wstydzi sie grac takiej muzyki. Ale Royal Albert to przeciez nie to samo co POLSKA filharmonia!

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • kawka74 01.11.10, 22:50
    Zdenerwowałaś się?
    <życzliwe zainteresowanie>
    --
    Nie twierdzę, że wycieczka do mleczarni panią wyleczy, ale wielu marnie zarabiających robotników nieźle się ubawi.
  • d.o.s.i.a 01.11.10, 22:57
    > Zdenerwowałaś się?

    Wiedzialam, ze nic konkretnego nie napiszesz i ze polecisz jakims kolejnym farmazonem.

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • kawka74 02.11.10, 11:08
    Ja się po prostu grzecznie pytam, bo zrobiłaś wrażenie przejętej bardziej, niż to wszystko warte.
    --
    BBC pragnie przeprosić za ten niesmaczny skecz. Nie mamy zwyczaju epatować tanim humorem, z udziałem wyrazów takich jak: "dupa", "majtki", "owsiki" czy "siuśki"...
  • d.o.s.i.a 02.11.10, 11:26
    Ale ja Cie nie prosze o troske tylko o uzasadnienie Twojej wczesniejszej wypowiedzi, wiec albo skup sie na znajdowaniu argumentow na Twoja teze iz chodzenie na muzyke filmowa to dzialanie na pokaz, albo zakoncz grzecznie dyskusje i przyznaj, ze brak Ci pomyslu na uzasadnienie.


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • nenia1 02.11.10, 12:13
    Ależ kawka ci już wyjaśniła, czego nie rozumiesz?
    Sama twierdzisz, że nie przepadasz za powaznym repertuarem oper
    a zjawisko wbijania się w eleganckie stroje na wyjście określasz mianem magalomanii.

    Tymczasem dla innych słuchanie dużo prostszej w odbiorze muzyki filmowej, jak choćby z wymienionych przez ciebie filmów typu Gladiator czy Władca Pierścieni,
    koniecznie w operze i koniecznie w wykonaniu orkiestry symfonicznej, może być dorabianiem dupie uszu - czyli nadawanie wyższej rangi, lepszej oprawy muzyce dość pospolitej.
    Nobilitowaniem jej i siebie.

    Coś jakby ktoś koniecznie chciał zobaczyć Klan albo Plebanie na deskach teatru Witkacego
    w Zakopanym.
    Taki Rubik np. sprytnie korzystał z takiego właśnie zjawiska - oprawił swoje disco polo łacińskimi nazwami, z tyłu posadził orkiestrę symfoniczną, z przodu rytmicznych klaskaczy
    i już sporo osób nabrało się na pozory czegoś ambitniejszego.

  • d.o.s.i.a 02.11.10, 13:29
    > Ależ kawka ci już wyjaśniła, czego nie rozumiesz?

    Nie, nie wyjasnila. W dalszym ciagu nie rozumiem w jaki sposob mozna twierdzic, ze pojscie na muzyke filmowa do filharmonii to szpanerstwo. To kawka zrobila ten zarzut, gdzie to ja wrecz stwierdzilam, ze jest to wyjscie z kategorii latwych i przyjemnych.

    > Tymczasem dla innych słuchanie dużo prostszej w odbiorze muzyki filmowej, jak c
    > hoćby z wymienionych przez ciebie filmów typu Gladiator czy Władca Pierścieni,
    > koniecznie w operze i koniecznie w wykonaniu orkiestry symfonicznej, może być
    > dorabianiem dupie uszu

    Muzyke filmowa to muzyka dosc pospolita? Leze i kwicze big_grin big_grin Sorry, ale chyba w ogole nie masz pojecia o kompozycji.
    Tak sie zlozylo, ze zdecydowana wiekszosc muzyki filmowej nagrywa sie orkiestra, w dodatku w dobrze naglosnionych salach filharmonii. Odbieranie rangi muzyce filmowej poprzez pejoratywne okreslenia "dorabianie dupie uszu" swiadczy tylko i wylacznie o kompletnym braku znajomosci tematu. Rozumiem, ze sluchanie Pendereckiego w filharmonii tez nazwiesz dorabianiam dupie uszu?
    A wyjazd z Rubikiem tylko potwierdza, ze jestes kompletna ignorantka w temacie.


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • nenia1 02.11.10, 15:37
    d.o.s.i.a napisała:

    > W dalszym ciagu nie rozumiem

    I właśie w tym tkwi problem. Błędnie zakładasz, że ktoś nie wyjaśnia. Tymczasem wyjaśnia, ale ty nie rozumiesz prostego wyjaśnienia. Zasanów się przez chwilę, a nie dopominaj po raz kolejny pisania o tym samym.

    > Muzyke filmowa to muzyka dosc pospolita? Leze i kwicze big_grin big_grin

    Nie napisałam pospolita, tylko prostsza. Prostsza w odbiorze. Generalnie łatwiej wpadająca
    w ucho, nacechowana i ukierunkowana na wywolanie odpowiednich emocji, z klarowną melodyką, skierowana wprost do szerszego kręgu słuchaczy.
    Jej celem jest najlepsze dopełnienie filmu, zilustrowanie go.
    Najczęsciej nie jest to muzyka, która wyrywa się z duszy, tylko muzyka pisana na zamówienie pod konkretny film.

    > Tak sie zlozylo, ze zdecydowana wiekszosc muzyki filmowej nagrywa sie orkiestra
    > , w dodatku w dobrze naglosnionych salach filharmonii.

    To nie ma żadnego znaczenia. To jakby powiedzieć, że ktoś maluje wybitne obrazy, bo
    używa blejtramu, farb olejnych i siedzi przed Rijksmuseum.

  • d.o.s.i.a 02.11.10, 16:21
    > I właśie w tym tkwi problem. Błędnie zakładasz, że ktoś nie wyjaśnia.

    Nie, to wy wyjasniacie, tylko nie to co trzeba smile ja sie pytam Kawki dlaczego ONA uwaza wyjscie na muzyke filmowa za pozerstwo, a nie dlaczego KTOS moze myslec kreowac sie na megalomana bo obejrzal Wladce Pierscieni na zywo (ja uwaza, ze to falszywa zaleznosc). Ona tak powiedziala i ja ciagne za jezyk dlaczego ONA tak mysli. Ona zasugerowala, ze ktos kto idzie sie ROZERWAC na koncert muzyki filmowej to POZER. Uzyla konkretnego zdania, z konkretnym zarzutem i nie chce sie do tego zarzutu ustosunkowac. Chcialabym wiedziec dlaczego tak uwaza i czy sadzi, ze te pare tysiecy ludzi, ktorzy zapewne obejrzalo tego nieszczesnego Wladce Pierscieni, to pozerzy. Prosta odpowiedz mi wystarczy, naprawde. Tylko nie pisz, ze juz padla, bo nie padla.

    Wasze tlumaczenia o randze i o tym, ze ktos dorabia sobie ideologie do muzyki filmowej i uwaza, ze jest megalomanem sa NIE NA TEMAT. Ja pytam o 99% ludzi, ktorzy ida na koncert muzyki filmowej dla czystej przyjemnosci. Kawka uwaza, ze to pozerstwo, bo pozerstwem jest sluchanie muzyki filmowej BYLE w Royal Albert Hall... A ja sie pytam sie: DLACZEGO, bo ja w tym zadnego pozerstwa nie widze. Sedno problemu tkwi w tym: czy jest to pozerstwo z definicji (tak jak uwaza Kawka), czy jedynie istnieja jednostki, ktore beda budowac na tym poze megalomana (nie o to pytam).

    > Nie napisałam pospolita, tylko prostsza. Prostsza w odbiorze.

    No to cytuje:
    >Tymczasem dla innych słuchanie dużo prostszej w odbiorze muzyki filmowej, jak choćby z wymienionych przez ciebie filmów typu Gladiator czy Władca Pierścieni,
    koniecznie w operze i koniecznie w wykonaniu orkiestry symfonicznej, może być dorabianiem dupie uszu - czyli nadawanie wyższej rangi, lepszej oprawy muzyce dość POSPOLITEJ.

    Caly ten wywod byl, przyznasz, bardzo lekcewazacy w wymowie.

    > Jej celem jest najlepsze dopełnienie filmu, zilustrowanie go.
    > Najczęsciej nie jest to muzyka, która wyrywa się z duszy, tylko muzyka pisana n
    > a zamówienie pod konkretny film.

    Po pierwsze muzyka filmowa nie zawsze jest prosta, latwa i przyjemna. Po drugie, nawet jesli jest to nie oznacza, ze jest to GORSZY rodzaj muzyki, niezaslugujacy na granie w filharmonii. To jest muzyka pisana, przypomne, na orkiestre i ma pelne prawo takoz byc wykonywana, bez zarzutu o pozerstwo.

    Nie wspomne ponadto, ze latwo wpadajacy w ucho, prosty i ukierunkowany na wywolania odpowiednich emocji jest chocby Chopin, Ravel, czy Debussy (ktorych lubie wlasnie dla ich prostoty). W ogole muzyki klasycznej latwej i przyjemnej i emocjonalnej jest W CIUL i gra sie ja jak najbardziej w filharmonii.


    > To nie ma żadnego znaczenia. To jakby powiedzieć, że ktoś maluje wybitne obrazy
    > , bo
    > używa blejtramu, farb olejnych i siedzi przed Rijksmuseum.

    Nadal uwazam, ze na muzyce filmowej sie nie znasz smile

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • nenia1 02.11.10, 18:11
    Ależ przecież wypowiedź kawki jest prostą konsekwencją wynikającą z twojej pierwsze wypowiedzi!

    Piszesz:

    > Czy to nie jest tak, ze w Polsce wyjscie do f
    > ilharmonii to jeszcze taki rytual, ktory nakazuje, ze ma byc powaznie, uroczysc
    > ie, inteligentnie, taka troche megalomania na pokaz?

    na co kawka odpowiada

    >Nie wiem, co jest bardziej działaniem na pokaz - suknia wieczorowa w Teatrze Wielkim czy >słuchanie choćby ścieżki dźwiękowej do 'Władcy pierścieni', byle w Royal Albert Hall.

    Nigdzie tu przecież nie ma mowy o tym, że WSZYSCY, którzy idą słuchać w filharmowni
    muzyki filmowej to pozerzy.
    Opisujesz pewne zjawisko sugerując, że jego istota może kryć się w megalomani, kawka odpowiada ci tym samym.
    Nie da się wykluczyć, zarówno w jednym i drugim przypadku, że część osób właśnie z tego powodu ubiera się w przysłowiowe fraki, innych zaś będzie nobilitował pobyt w filharmoni,
    zaś sama muzyka będzie rzeczą wtórną.

    Twoje żądanie odpowiedzi od Kawki czy parę tysięcy ludzi słuchających Władcę to pozerzy
    jest śmieszne, zważywszy na to, że to ty wprowadzasz do dyskusji pojęcie megalomanii, oburzając się potem, że ktoś takie samo zjawisko może obserwować w grupie, do której sama się zaliczasz.

    Kawka nigdzie nie pisze, przynajmniej ja tak rozumiem, że z samej definicji jest to pozerstwo, to ty tak odczytujesz. Kiedy ci się tłumaczy, że źle odczytujesz, ty zaperzasz się jeszcze bardziej i znowu pytasz o to, czego nikt tu nie sugerował.

    > Po pierwsze muzyka filmowa nie zawsze jest prosta, latwa i przyjemna. Po drugie
    > , nawet jesli jest to nie oznacza, ze jest to GORSZY rodzaj muzyki, niezasluguj
    > acy na granie w filharmonii. To jest muzyka pisana, przypomne, na orkiestre i m
    > a pelne prawo takoz byc wykonywana, bez zarzutu o pozerstwo.

    Nie zawsze, to prawda, zazwyczaj jednak jest.
    Nie uważam żeby nie mogła być grana w filharmonii.
    Niby dlaczego nie?
    Tylko należy zwrócić uwagę, że sam fakt grania jakiejkolwiek muzyki w takim a nie innym miejscu nie powoduje, że sama muzyka nabiera wartości sztuki przez duże S.
    Dlatego piszę o trikach Rubika, na które, co tu kryć, jednak część osób się nabiera.

    > Nie wspomne ponadto, ze latwo wpadajacy w ucho, prosty i ukierunkowany na wywol
    > ania odpowiednich emocji jest chocby Chopin, Ravel, czy Debussy (ktorych lubie
    > wlasnie dla ich prostoty). W ogole muzyki klasycznej latwej i przyjemnej i emoc
    > jonalnej jest W CIUL i gra sie ja jak najbardziej w filharmonii.

    Oczywiście, że tak. Mało tego spora część utworów Mozarta, nie mówiąc
    już o Straussach czy Offenbachu.

    Z małą uwagą, nie wiem co masz na myśli, pisząc prosty, ale jeśli chodzi o Chopina,
    to prócz faktów, że jest emocjonalny, to z pewnościa jeden z trudniejszych kompozytorów.
    Zwróc uwagę, że praktycznie bardzo mało grany przez młodych pianistów na zagranicznych konkursach.
    Zdecydowanie bardziej, z muzyki romantycznej preferowany jest choćby Liszt.
    Dzieje się tak głównie z uwagi na wysokie wymagania jakie stawia muzyka Chopina.

    > Nadal uwazam, ze na muzyce filmowej sie nie znasz smile

    No ba, i nie zamierzam, bo jakoś nigdy mnie nie porwała.




  • d.o.s.i.a 02.11.10, 18:30
    > Piszesz:

    Ja zadalam otwarte pytanie. To co innego niz twierdzenie. A Kawka twierdzi. I taka miedzy nami roznica.
    Mniejsza o to. Polemizowac dalej nie ma sensu.

    > Kawka nigdzie nie pisze, przynajmniej ja tak rozumiem, że z samej definicji jes
    > t to pozerstwo, to ty tak odczytujesz.

    Tak, ja to tak odczytuje. Kawka nigdy temu nie zaprzeczyla. Na pytanie, czy w takim razie odwoluje to co powiedziala, napisala, ze nie odwoluje...

    > Nie zawsze, to prawda, zazwyczaj jednak jest.

    Zwlaszcza Penderecki...

    > Tylko należy zwrócić uwagę, że sam fakt grania jakiejkolwiek muzyki w takim a n
    > ie innym miejscu nie powoduje, że sama muzyka nabiera wartości sztuki przez duż
    > e S.

    A co jest Twoim zdaniem sztuka przez duze S...?? To, ze cos jest stare, a kompozytor nie zyje rowniez automatycznie nie oznacza, ze jego dziela sa lepsze od dziel kompozytora wspolczesnego. A mnostwo swietnych wspolczesnych kompozytorow komponuje muzyke filmowa. Chocby Penderecki, Kilar, Preisner (z Polakow), czy zagraniczni (tu sposilkuje sie lista zebys sie mogla sama zapoznac). Dosc powiedziec, ze nawet Prokofiev pisal muzyke filmowa.

    www.digitaldreamdoor.com/pages/movie-pages/movie_composers.html
    Wielu z tych ludzi (oczywiscie lista pelna nie jest) jest wybitnymi kompozytorami. Wiec wypowiadanie sie z takim lekcewazeniem, jak Ty to robisz, swiadczy, niestetety ale o Twojej ogromnej ignorancji i nieznajomosci muzyki wspolczesnej sad Uznawanie, ze tylko muzyka "stara" jest "godna", a jak cos jest w filmie to wymaga doprawiania geby dupie oraz przywolywanie w dyskusji trikow Rubika jeszcze bardziej pograza Cie w dyskusji. Sorry.

    > Oczywiście, że tak. Mało tego spora część utworów Mozarta, nie mówiąc
    > już o Straussach czy Offenbachu.

    Tylko, ze Starussa uznajesz pewnie za sztuke przez duze S, a kompozycje Nymana to juz dupa z geba sad

    > Z małą uwagą, nie wiem co masz na myśli, pisząc prosty, ale jeśli chodzi o Chop
    > ina, > to prócz faktów, że jest emocjonalny, to z pewnościa jeden z trudniejszych komp
    > ozytorów.

    Ja nie pisze o prostocie techniki, a o prostocie odbioru. To wlasnie mam na mysli. Debussego do najlatwiejszych technicznie tez bym raczej nie zaliczyla. W odbiorze uwazam, ze przecietny nastolatek otwieralby gebe z zadziwienia.

    > No ba, i nie zamierzam, bo jakoś nigdy mnie nie porwała.

    I OK. Tylko czasem wypada sie po prostu przyznac, ze ma sie braki w wiedzy, zanim autorytarnie zacznie sie krytykowac, dorabiac "gebe dupie" i przywolywac Rubika w argumentacji. Czasem warto pamietac, ze milczenie jest zlotem.

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • nenia1 02.11.10, 19:27
    d.o.s.i.a napisała:

    > A co jest Twoim zdaniem sztuka przez duze S...??

    Zazwyczaj to taka sztuka, gdzie autor nie myśli, co się sprzeda, a raczej, co się chce poprzez sztukę powiedzieć, przekazać.
    Ma w sobie to coś, czego szukam w sztuce, głębię, niepokój.

    To, ze cos jest stare, a kompo
    > zytor nie zyje rowniez automatycznie nie oznacza, ze jego dziela sa lepsze od d
    > ziel kompozytora wspolczesnego.

    I znowu jakieś twoje własne wnioski, nie mające z moją wypowiedzą nic wspólnego.

    > Dosc powiedziec, ze nawet Prokofiev pisal muzyke filmowa.

    Oczywiście, dlatego miłośnicy muzyki filmowej masowo wykupują Prokofiewa, a on sam lokuje
    się w rankingu 20 TOP muzyki filmowejwink

    > Tylko, ze Starussa uznajesz pewnie za sztuke przez duze S, a kompozycje Nymana
    > to juz dupa z geba sad

    Strauss to typowa komercja, a muzyka Nymana oderwana od filmów to niestety banał - posłuchaj choćby prostych melodyjek z Fortepianu.

    > Uznawanie, ze tylko muzyka "stara" jest "godna", a jak cos jest w filmie to w
    > ymaga doprawiania geby dupie oraz przywolywanie w dyskusji trikow Rubika jeszcz
    > e bardziej pograza Cie w dyskusji. Sorry.

    No i widzisz, zupełnie nie uważam, że jak coś stare to od razu dobre, przeciwnie, wolę bliższą nam czasowo muzykę.
    A triki Rubika przywołuję nie po to, by udowadniać, że muzyka filmowa jest kiepska, tylko po to, by pokazać, jakimi sposobami nobilituje się czasami papkę popkultury.
    Nie jest to jakaś aluzja do ciebie, wyjaśniam, bo mam wrażnie, że bardzo personalnie odbierasz niektóre sformułowania.

    Tymczasem tobie się podoba muzyka filmowa, mnie nie. Chyba mi wolno?

    To, że coś mi się nie podoba, nie oznacza, że jest mi w zupelności nie znane.

    Oczywiście, że nie jest moim hobby, bowiem nie steresuję się dogłębnie rzeczami, które mnie
    zupełnie nie pociągają.
    Jesli ty nie lubisz np. jazzu to chyba też godzinami go nie słuchasz i na koncerty nie biegasz, żeby go mocniej zgłębić?
    To chyba normalne zjawisko.

    Po prostu to co do tej pory słyszałam nigdy mnie nie zachwyciło na tyle, by się w taką muzykę wgryzać. Wymienione przez ciebie kawałki - typu Gladiator czy Ostatni Mohikanin jest dla mnie taką chwytliwą, ckliwą muzyczką.

  • d.o.s.i.a 02.11.10, 20:49
    > Zazwyczaj to taka sztuka, gdzie autor nie myśli, co się sprzeda, a raczej, co s
    > ię chce poprzez sztukę powiedzieć, przekazać.
    > Ma w sobie to coś, czego szukam w sztuce, głębię, niepokój.

    Loj. Jaki banal smile Jest wielu klasykow, ktorym glebi i niepokoju brakuje. A jednak ktos to nazywa sztuka.
    I oczywiscie kolejny banal, ze "artysta" pracuje dla glebi i przekazu, a bron boze dla kasy big_grin O moj Boze big_grin Zapewne, Twoim zdaniem, taki Chopin i Debussy wcale, ale to wcale nie pisali muzyki z mysla o jej "sprzedaniu". Otoz, oswiece Cie, ze wiekszosc klasykow pisala muzyke NA ZAMOWIENIE. I robia to dokladnie do dzisiejszego dnia. Ta egzaltacja, ktora wlasnie zaprezentowalas jest wlasnie wstepem do megalomanii.

    Rozwijajac dalej Twoja mysl zapewne rowniez glebocy klasyczni kompozytorzy przewracaja sie w grobie gdy ICH muzyka jest uzywana w filmach, prawda? A moze wtedy traca "przekaz i glebie" a staja sie dupa z geba?

    > I znowu jakieś twoje własne wnioski, nie mające z moją wypowiedzą nic wspólnego.

    No przepraszam, czy to nie Ty napisalas, ze muzyka filmowa to dupa z geba, czy cos w tym stylu? Aha, przepraszam. Rozumiem, ze uznajesz takze wspolczesnych kompozytorow, dopoki nie tworza dla filmu? Bo jak w filmie to nie moze byc dobre i sztuka?

    > Oczywiście, dlatego miłośnicy muzyki filmowej masowo wykupują Prokofiewa, a on
    > sam lokuje
    > się w rankingu 20 TOP muzyki filmowejwink

    A z jakiej paki wyskakujesz z jakimis rankingami, bo nie kumam? Co to ma do rzeczy?

    > Strauss to typowa komercja, a muzyka Nymana oderwana od filmów to niestety bana
    > ł - posłuchaj choćby prostych melodyjek z Fortepianu.

    No prosze. Laskawa. Strauss to nie sztuka przez prawdziwe S smile Czyli jak ja graja w filharmonii to dorabiaja gebe do dupy, tak? Idzmy dalej: Mozart to nie komercja? A Beethoven? big_grin A moze od razu daj mi odnosnik do oficjalnego wykazu co sie kwalifikuje jako sztuka, a co nie?

    A Nymana wymienilam wlasnie dlatego, ze bylam przekonana, ze napiszesz cos kasliwego na temat "muzyczki" z Fortepianu smile To, oczywiscie, jeszcze bardziej Cie pograza...

    A moze wrzucic Ci pare kawalkow Chopina, ktore JA uwazam za banalne? I zapewniam CIe, ze nie beda to te, ktore pojawily sie w filmach. A moze mi, kurcze, nie wolno krytykowac prawdziwej sztuki...

    > No i widzisz, zupełnie nie uważam, że jak coś stare to od razu dobre, przeciwni
    > e, wolę bliższą nam czasowo muzykę.

    No chwala Bogu. Rozumiem, ze dokonujesz podzialu: co kompozytor skomponowal "normalnie" ma szanse pretendowac do miana sztuki, jak napisal, nie daj Boze do filmu, to automatycznie jest to skreslone? Hmmm... Taki Preisner chyba w ogole odpada, prawda? W ogole dno i pol metra mulu.

    > Tymczasem tobie się podoba muzyka filmowa, mnie nie. Chyba mi wolno?

    Oczywiscie, ze wolno. Ale gadanie glupot w temacie, na ktorym sie nie zna zwyczajnie Neniu nie uchodzi...

    > Jesli ty nie lubisz np. jazzu to chyba też godzinami go nie słuchasz i na konce
    > rty nie biegasz, żeby go mocniej zgłębić?

    A czy jezeli nie lubisz i nie znasz jazzu, to mowisz, ze to nie jest sztuka, a co najwyzej dorabianie geby do dupy?

    > Po prostu to co do tej pory słyszałam nigdy mnie nie zachwyciło na tyle, by się
    > w taką muzykę wgryzać. Wymienione przez ciebie kawałki - typu Gladiator czy Os
    > tatni Mohikanin jest dla mnie taką chwytliwą, ckliwą muzyczką.

    Dla mnie nokturn Chopina Op. 9 No. 2 to umpa umpa um pa pa z udziwnieniami. I w ogole tani i ckliwy kawalek. I co mi zrobisz?


    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • nenia1 02.11.10, 22:41
    No coż, pozwolisz, że odpuszczę, bowiem nudzi mnie i męczy dyskusja
    z osobą, która niewiele rozumie, z tego co się do niej pisze.
    Rzucasz się, obruszasz i starasz się obrazić nie wiadomo po co.

    Podsumowując twój dylemat z pierwszego postu zdradzę ci pewną tajemnicę,
    twoje wnioski na temat strojów i repertuarów filharmonii w Polsce są nieprawdziwe.
    Zapraszam - sama się przekonasz.

    I nie przeżywaj tak bardzo, że wolisz lżejszy repertuar. Jak sama piszesz
    w Royal Albert Hall w Londynie się nie wstydzą.
    I ty się w takim razie nie wstydź. Jak już ci się ta sztuka uda, będziesz
    z pewnością potrafiła rozmawiać na mniej emocjonalnym poziomie.

  • d.o.s.i.a 03.11.10, 00:43
    > No coż, pozwolisz, że odpuszczę, bowiem nudzi mnie i męczy dyskusja
    > z osobą, która niewiele rozumie, z tego co się do niej pisze.

    Gdybys nie napisala, ze muzyka filmowa jest pospolita, a granie jej w filharmonii to dorabianie geby do dupy, to prawdopodobnie tej dyskusji w ogole by nie bylo. Jednak taki poglad wyrazilas i skutecznie w niego brnelas dalej przez sto kolejnych postow.

    Problem Twoj polega na tym, ze wypowiadasz sie na temat, o ktorym nie masz BLADEGO pojecia, a jedynie cos Ci sie wydaje, bo kiedys zobaczylas Rubika i wypowiadasz swoje kategoryczne sady bez cienia refleksji. Liznelas "klasykow", odkrylas Ameryke mowiac, ze muzyka ma poruszac do glebi i wydaje Ci sie, ze czyni to z Ciebie znawczynie tej "prawdziwej" klasyki.

    Gdy wytyka Ci sie bledy i punktuje niekonsekwencje Twojego rozumowania oraz obnaza tak naprawde ignorancje w temacie muzyki klasycznej, odwracasz kota ogonem i oskarzasz mnie o niezrozumienie tego co piszesz. Szkoda, ze zamiast przyznac sie do bledu brniesz w to dalej i teraz, z kolei, postanowilas uciec w protekcjonalny ton. W sumie zalosne.

    Wracajac do muzyki filmowej. Niemal kazda liczaca sie WYZSZA uczelnia muzyczna na swiecie ma katedre muzyki filmowej, podobnie jak i katedre jazzu. Kazdy wybitny tworca muzyki filmowej jest przewaznie w pierwszej kolejnosci klasycznie wyksztalconym kompozytorem. Nie da sie inaczej. Bez znajomosci klasyki nie da sie tworzyc muzyki filmowej. Wspomniany przeze mnie, a wysmiany przez Ciebie Nyman skomponowal na ten przyklad pare oper i to jest jedynie maly przyklad. Przykladow kompozytorow podalam Ci cale multum, co wygodnie zignorowalas. Muzyka filmowa, ktora tworza nie jest bynajmniej banalna ani pospolita. Co najwyzej Twojemu nieobeznanemu uchu sie tak wydaje. Ale czemu sie dziwic, skoro Tobie muzyka filmowa kojarzy sie z Rubikiem, choc zabij mnie, a ni hu hu nie rozumiem dlaczego. OK. Tylko szkoda, ze brniesz w to tak glupio.

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • nenia1 03.11.10, 10:53
    d.o.s.i.a napisała:

    > Gdybys nie napisala, ze muzyka filmowa jest pospolita, a granie jej w filharmon
    > ii to dorabianie geby do dupy, to prawdopodobnie tej dyskusji w ogole by nie by
    > lo.

    Czy ty masz jakiś problem z rozumieniem tego co się do ciebie pisze?
    Bo widzę, ze jestem kolejną osobą w tym wątku, której zupełnie nie rozumiesz.
    Czepisz się mnie zupełnie tak samo jak kawki i słyszysz zupełnie co innego niż się do ciebie mowi.
    Jeszcze raz.
    W filharmonii można grać wszystko, jeśli tylko ktoś chce grać, a ktoś inny słuchać.
    Przecież nie ma tu jakiś ograniczeń.
    Podobnie można grać również muzykę filmową, co w tym miałoby być dziwnego.
    Jednak ty na początku twojego postu pytasz, czy chodzenia do filharmoni na poważny repertuar w galowych strojach nie świadczy o megalomanii i polknięciu kija.
    Na co ja, podobnie zresztą jak kawką, stwierdzam, że tak może być, a nie musi, podobnie jak dla niektórzy mogą nobilitować muzykę filmową z filmów jakie wymieniłaś (typu Gladiator czy Ostatni Mohikanin) poprzez chodzenia na nie do filharmonii, to oprzecież również może być zjawiskiem wynikającym z megalomanii.
    I tak jedni pójdą bo lubią muzykę rozrywkową zagraną w filharmonii, a inni będą chwalić się pobytem w filharmonii, a jedyną strawną dla nich muzyką będzie Ostatni Mohikanin.

    Rozumiesz, czy dalej cię to przerasta?

    Ty na to zaczynasz udowadniać, jaka to muzyka filmowa jest cudowna, wymieniasz Prokofiewa, piszesz o WYŻSZYCH uczelniach.
    Ło matko, dziewczyno wyluzuj, bo w ten sposób wcale nie wykazujesz mojej niewiedzy, tylko własne kompleksy.
    A już pisanie, ze każdy wybitny kompozytor muzyki filmowej jest wykształcony klasycznie z pewnością spowoduje, że ranga tej muzyki wzrośnie.
    Na mnie akurat nazwisko, miejsce, cena sprzedaży, ilość nagród, wyształcenie autora nie robią
    wrażenia - wybitny, niewiadomo jak wykształcony kompozytor też może napisać chałę.
    11 oskarów nie czyni z Titanica filmu mojego życia.
    Gdyby nagle się okazało, że scenariusz do klanu to zaginione dzieło Mrożka do spółki z Gombrowiczem jakoś klan nie zaczałby mnie zachwycać, nawet gdyby go wystawili w Teatrze Scena Stu.

    > Ale czemu sie dziwic, skoro Tobie muzyka fi
    > lmowa kojarzy sie z Rubikiem, choc zabij mnie, a ni hu hu nie rozumiem dlaczego

    I znowu z bardzo prostej przyczyny nie rozumiesz, bo ja nigdzie nie napisałam, że mi się muzyka filmowa kojarzy z Rubikiem. Rubik jesy przykładem w jaki sposób nobilituje się miernotę, a nie przykładem na muzykę filmową.


  • d.o.s.i.a 03.11.10, 11:54
    > Jeszcze raz.
    > W filharmonii można grać wszystko, jeśli tylko ktoś chce grać, a ktoś inny słuc
    > hać. Przecież nie ma tu jakiś ograniczeń.

    Alez ja pisze tak od poczatku watku i nie w tym jest sek tej dyskucji. Wiecej. Mnie to cieszy! I chcialabym, zeby tak bylo! Sek tej dyskusji jest taki, ze dla Ciebie sluchanie muzyki filmowej to dorabianie dupie geby. Ty w dalszym ciagu twierdzisz, ze muzyka filmowa jest pospolita, a ja w dalszym ciagu twierdze, ze sie zwyczajnie nie znasz. I to jest sek tej dyskusji. Ja nie dyskutuje znowu o tym co kto sobie moze myslec, tylko o Twojej konkretnej wypowiedzi w odniesieniu do muzyki filmowej. Powiedzialas, ze jest pospolita i (miedzy wierszami ) nie zasluguje na miano sztuki. Prawda jest taka, ze prawdopodobnie nie bylabys w stanie odroznic jednej od drugiej, gdyby ktos slepo puscil Ci kilka nagran. To, ze kojarzysz Gladiatora i Wladce Pierscieni nie oznacza, ze znasz sie na calej roznorodnosci muzyki filmowej. Skreslanie czegos tylko dlatego, ze nie podpisano tego "klasyka", a nie daj Boze pojawilo sie w filmie swiadczy, sorry, o ignorancji smile I podalam Ci pare przykladow, gdzie musialabys skreslic Chopina, Strawinskiego i wielu wybitnych kompozytorow tylko dlatego, ze pokazali sie w filmie. Nie dotarlo smile

    To nie ja kreuje sytuacje w ktorej widzow dzieli sie na tych co sluchaja sztuki przez prawdziwe S, czyli Ty i Kawka (definicje podalas choc ciut nieprecyzyjna), oraz tych, ktorzy przyszli posluchac muzyki pospolitej. Robisz to Ty dezawuujac muzyke filmowa smile Ty postawilas sztywna granice i wg niej mierzysz wartosc muzyki: muzyka filmowa? to musi byc chlam. Polimofria Pendereckiego w Lsnieniu Kubricka, albo, niedoczekanie, w Egorcyscie? Chlam! Miernota! To nie jest sztuka przez prawdziwe S. A nawet jak graja w filharmonii to dorabiaja gebe do dupy. A juz fakt, ze Credo Penereckiego dostalo Grammy Awards. No fuj. Komercha! Dziwnym trafem, prawdopodobnie gdyby nie byly w filmie i nie dostaly Grammy, Polimorfia i Credo bylyby pretendentami do sztuki przez prawdziwe S. To jest Twoje rozumowanie Neniu smile

    Zmeczylam sie juz podawaniem Ci przykladow, bo widze, ze w dalszym ciagu nie rozumiesz.

    > Ty na to zaczynasz udowadniać, jaka to muzyka filmowa jest cudowna, wymieniasz
    > Prokofiewa, piszesz o WYŻSZYCH uczelniach.

    Nie mowie, ze jest cudowna. Mowie tylko, ze nie jest pospopolita i nie wymaga dorabiania geby do dupy, co Ty sugerujesz. Podaje Ci, jak dziecku, przyklady, przyklady, przyklady. Tlumacze, ze to caly wielki dzial kompozycji, ze czesto trudno oddzielic ta muzyke od wspolczesnej muzyki klasycznej, bo to w istocie jedno i to samo. Po to abys byla w stanie obiektywnie ocenic, ze byc moze sie mylisz. Grochem o sciane. Nie przyjmujesz zadnych argumentow. Masz swoj poglad, muzyka filmowa dla prostakow i koniec. Mnie nie chodzi o przekonanie Ciebie, ze kazda muzyka filmowa jest cudowna, tylko o to, ze nie jest to muzyka pospolita, a rzadzi sie takimi samymi prawami jak muzyka klasyczna. Muzyka filmowa broni sie sama. Tylko zeby to wiedziec trzeba miec ciut pojecie o muzyce.

    Nie musi Ci sie wszystko podobac. Mozesz nie lubic muzyki filmowej, jazzu, bluesa, tancow latynoamerykanskich, ale na Boga, oddaj chociaz sprawiedliwosc i nie pisz, ze to wszystko pospolite!

    > Na co ja, podobnie zresztą jak kawką, stwierdzam, że tak może być, a nie musi,
    > podobnie jak dla niektórzy mogą nobilitować muzykę filmową z filmów jakie wymie
    > niłaś (typu Gladiator czy Ostatni Mohikanin) poprzez chodzenia na nie do filhar
    > monii, to oprzecież również może być zjawiskiem wynikającym z megalomanii.

    Napisalam Ci juz trzy razy. Przedmiotem tej dyskusji nie jest to co kto sobie mysli idac na muzyke filmowa, czy Strawinskiego, czy jest megalomanem, czy nie, tylko to, ze Ty powiedzialas, ze muzyka filmowa jest pospolita, wymaga dorabiania geby do dupy i nie moze byc nazywana sztuka przez duze S. Rozumiesz, czy dalej Cie to przerasta?

    > A już pisanie, ze każdy wybitny kompozytor muzyki filmowej jest wykształcony kl
    > asycznie z pewnością spowoduje, że ranga tej muzyki wzrośnie.

    Alez ona nie musi wzrastac. Ona ma juz swoja range. I Ci ktorzy sie na muzyce znaja o tym wiedza. W przeciwienstwie do Ciebie smile

    > Na mnie akurat nazwisko, miejsce, cena sprzedaży, ilość nagród, wyształcenie au
    > tora nie robią wrażenia - wybitny, niewiadomo jak wykształcony kompozytor też może napisać chałę.

    Ale moze tez napisac dzielo, nawet jesli ukaze sie w filmie. Rozumiesz, czy dalej Cie to przerasta?

    > 11 oskarów nie czyni z Titanica filmu mojego życia.

    I znow. Co to ma do rzeczy ile oskarow dostal Titanic?? Jakie ma znaczenia ile kasy zarobil Chopin na swojej muzyce? Nie kreuj sie pliz, na taka ą i ę co to komerchy nie slucha, bo musialabys przestac sluchac chyba wszystkich klasykow big_grin I ten argument jest po prostu smieszny.

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • nenia1 03.11.10, 16:47
    d.o.s.i.a napisała:

    > Sek tej dyskusji jest taki, ze dla
    > Ciebie sluchanie muzyki filmowej to dorabianie dupie geby.

    Problemem jest to, że sama wprowadzasz do dyskusji pewną problematykę, a potem zupełnie
    o tym zapominasz, przekręcajac słowa innych ludzi.
    Najpierw wkręcałaś kawce coś zupełnie innego niż powiedziała, teraz mnie.
    Przypomnę ci więc twoje wypowiedzi odnośnie tego o jakim rodzaju muzyki filmowej mówimy:

    > Zerknelam z ciekawosci na aktualny repertuar Filharmonii Narodowej, a tam prawie sami
    > powazni mistrzowie. Strach sie bac Ciekawie w zestawieniu wyglada repertuar np. Royal
    > Albert Hall w Londynie, w ktorym proponuje sie muzyke b. rozna, lacznie z orkiestrowym >wykonaniem muzyki do Wladcy Pierscieni z filmem w tle, wspomniane szlagiery Bonda, czy >Broadwayu. I nie wstydza sie tego!

    >Natomiast Twoja uwaga jakoby obejrzenie wykonania muzyki filmowej na zywo (dla mnie >rozrywka z gatunku latwych i przyjemnych)...

    Już te dwa fragmenty wskazują, że SAMA mówisz o lżejszym i łatwym repertuarze z gatunku
    muzyki filmowej, SAMA podajesz pewne tytuły.
    W tej konwencji, wybranej przez ciebie, ja się poruszam.
    I o TAKIM RODZAJU muzyki filmowej piszę. Nie o całej muzyce, ale o tej jego CZĘŚCI
    którą ty sama określasz jako rozrywka z gatunku ŁATWA.
    Po prostu stosuję dyscyplinę w rozmowie, nie skaczę z kawiatka na kwiatek, tylko zwracam uwagę, o czym pisze mój rozmówca.

    Nagle okazuje się, ze nie mówimy o ŁATWEJ MUZYCE Z GATUNKU ROZRYWKOWEJ - tylko mowa o Prokofiewie, Strawińskim i bóg wie jeszcze o kim.

    Ty ciągle dyskutujesz sama ze sobą, bo nie ze mną. Skupiasz się na tym, co samo sobie uroisz.
    Ciagle w koło macieju piszesz jakieś oczywistości, tylko dlatego, że raz mówisz o jednym aspekcie, za chwilę o nim zapominasz, zaperzasz się i koniecznie starasz się polemizować z rzeczami, które wyciągasz z kontekstu, w jakim sama je umieszczasz.

    Przeprowadzasz granicę między muzyką określając (pomijam, że niesłusznie) to co gra się w Polsce mianem "poważnego repertuaru", podkreślając równocześnie ŁATWOŚĆ I PRZYJEMNOŚĆ muzyki rozrywkowej.

    Do tegu sugerujesz megalomanię osobom wybierającym poważniejszy repertuar, którzy przy okazji nieopatrzenie przywdziali strój wieczorowy.

    Ja więc ci odpowiadam, że osoba wybierająca ŁATWA I PRZYJEMNĄ MUZYKĘ FILMOWĄ
    KONIECZNIE w filharmonii, rownież może snobować się na WYJŚCIE DO FILHARMONII.
    Strój i rodzaj muzyki nie ma tu znaczenia, bowiem snobizm jednych i drugich zasadza się
    w czym innym.
    Mianowicie w myśleniu, że skoro umieszczę ŁATWĄ I PROSTĄ muzykę w filharmonii to już
    sam ten fakt czyni ze mnie melomana i nobilituje.
    I to właśnie nazywam dorapianie dupie uszu, a nie jak mi zarzucasz TO, ŻE SIĘ GRA MUZYKĘ FILMOWĄ W FILHARMONII.

    W każdym rodzaju muzyki, także w tej klasycznej, można znależć zarówno muzykę bardzo prostą, nie wymagającą wysiłku, jak również znacznie trudniejszą.

    Ale to ty wskazywałaś SAMA na kontrast w wyborze repertuaru przywołując, nie muzykę filmową w CAŁOŚCI, ale tą jej prostszą, łatwiejszą, rozrywkową części, dla mnie dość banalną, tak jak banalne są dla mnie walce Straussa.
    I skoro taką konwencję wprowadzasz, takie przykłady czynisz, to trzymaj się tego, a nie oczekuj, że ktoś się domyśli, że piszesz o muzyce filmowej w wydaniu Prokofiewa i Strawińskiego, przy okazji zarzucając wybór ciężkiego repartuaru filharmoniom w Polsce.
  • d.o.s.i.a 03.11.10, 17:35
    > Już te dwa fragmenty wskazują, że SAMA mówisz o lżejszym i łatwym repertuarze z
    > gatunku
    > muzyki filmowej, SAMA podajesz pewne tytuły.
    > W tej konwencji, wybranej przez ciebie, ja się poruszam.
    > I o TAKIM RODZAJU muzyki filmowej piszę. Nie o całej muzyce, ale o tej jego CZĘ
    > ŚCI którą ty sama określasz jako rozrywka z gatunku ŁATWA.

    Widze, ze nareszcie zaczynasz rozumiec o co chodzi. Fakt faktem, przyznalas to dopiero po niewczasie, bo jeszcze do niedawna utrzymywalas, ze Ty sie na muzyce filmowej nie znasz, znac nie zamierzasz i ze preferujesz sztuke przez duze S. Dokonalas ogromnego skrotu myslowego. Gdybys od poczatku napisala: sluchaj wypowiadam sie tylko w kwestii Wladcy Pierscieni, ktorego uwazam, ze pospolitego, a nie o muzyce filmowej jako takiej, bo sie na niej nie znam i gdybys na tym oparla swoje analizy w kwestii kto moze czuc sie megalomanem idac na to do filharmonii, to pewnie nie byloby tej dyskusji.

    Nie mozesz mi zarzucac, ze ja sie nie domyslam, ze nie mowisz o calej muzyce filmowej, tylko tej "lekkiej", skoro po podaniu miliona przykladow przeze mnie Ty sie nie domyslilas, ze ja mowie o calej muzyce filmowej. W dodatku, kiedy argumentacje podpierasz Rubikiem, zeby jeszcze lepiej zobrazowac to jak z muzyki filmowej mozna zrobic arcydzielo. Trudno abysmy na forum dyskutowaly o jednym malym wycinku dyskusji i bazowaly tylko na przykladach, ktore padly. Nie na tym polega dyskusja. Dyskutuje sie o zjawisku jako calosci, a przyklady sa po to, aby zjawisko przyblizyc, dookreslic. Wiec skoro 5 razy przyblizalam, dookreslalam, to chyba powinnas sie domyslic o jaka muzyke mi chodzi, zamiast brnac dalej i w koncu pisac teksty: to ze ktos jest dobrym kompozytorem nie znaczy, ze nie pisze czasem chlamu (w domysle muzyki filmowej to dotyczy).

    Poza tym to wcale nie rozwiazuje problemu. Jesli mamy sie, jak sugerujesz, literalnie trzymac przykladu, to czy naprawde w dalszym ciagu sugerujesz, ze Wladca Pierscieni to muzyka pospolita, a kompozytor ktory to napisal (nawet jestli dobrze wyksztalcony), napisal chlam? Skoro mowisz, ze odnosisz sie literalnie do mojego przykladu, to takie twierdzenie samo wysnuwa sie z Twoich wypowiedzi.

    Ja w dalszym ciagu uwazam, ze "czucie" sie megalomanem jest idiotyczne, bez wzgledu na to, czy idzie sie na Wladce Pierscieni, czy na Strawinskiego. Tego rodzaju muzyka to nie jest cos gdzie mozna powiedziec kto jest bardziej, a kto mniej megalomanem, kto sie bardziej zna na sztuce przez duze S. Ludzie, ktorzy naprawde czuja muzyke raczej maja na tyle skromnosci, aby nie budowac wokol tego poczucia wlasnej wartosci. I wytrawny amator Strawinskiego nie bedzie mial problemu przyznac, ze lubi (jesli lubi) obejrzec Wladce Pierscieni na zywo i ze ceni (jesli ceni) Nymana.

    Zeby zsumowac: lekka i przyjemna to nie to samo co pospolita. Lekki i przyjemny, jak juz napisalam, jest takze Chopin w wiekszosci swego repertuaru, co nie czyni go pospolitym. I tylko o to mi chodzi. Lekki i przyjemny nie oznacza zly, niedoskonaly. Czesto doskonalsza jest prostota od wygibasow instrumentalnych.

    Swoja droga podziwiam, ze jestes nieczula na formy banalne i nie wzrusza Cie Gladiator. Ja na Gladiatorze rycze jak bobr. Taka prosta jestem i na takie banalne triki sie lapie smile

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • nenia1 03.11.10, 19:37
    d.o.s.i.a napisała:

    > jeszcze do niedawna utrzymywalas, ze Ty sie na muzyce
    > filmowej nie znasz, znac nie zamierzasz

    Przecież to ty cały czas piszesz, że się nie znamsmile
    Ja tylko stwierdziłam, że nie jest moim hobby, podobnie jak np. blues.
    Dlatego nie biegnę np. na Rawę Blues Festival.
    Czy jak tobie coś się nie podoba to zglębiasz to godzinami, biegasz na koncerty,
    słuchasz bez przerwy. Chyba nie?
    No więc jak robię to samo.
    Co cię tak w tym dziwi?

    > Trudno abysmy na forum dyskutowaly o jednym mal
    > ym wycinku dyskusji i bazowaly tylko na przykladach, ktore padly. Nie na tym po
    > lega dyskusja. Dyskutuje sie o zjawisku jako calosci, a przyklady sa po to, aby
    > zjawisko przyblizyc, dookreslic.

    Litości! Czy ty założyłąś wątek dyskusyjny o muzyce filmowej, czy też o lekkiej, rozrywkowej muzyce filmowej dla luzaków versus poważny repertuar klasyczny dla megalomanów?

    Skoro chciałaś dyskutować o całości trzeba było założyć wątek pt. muzyka filmowa kontra muzyka klasyczna.

    Co do Chopina, raz piszesz o Chopinie:

    >A moze wrzucic Ci pare kawalkow Chopina, ktore JA uwazam za banalne? I zapewniam CIe, >ze nie beda to te, ktore pojawily sie w filmach. A moze mi, kurcze, nie wolno krytykowac >prawdziwej sztuki...

    by po chwili sobie napisać:

    > Zeby zsumowac: lekka i przyjemna to nie to samo co pospolita. Lekki i przyjemny
    > , jak juz napisalam, jest takze Chopin w wiekszosci swego repertuaru, co nie cz
    > yni go pospolitym. I tylko o to mi chodzi.

    A, żeby nie było definicja słownikowa słowa "banalny":

    1. «pozbawiony oryginalności, pospolity»

    > I wytrawny amator Strawinskiego nie bedzie mial proble
    > mu przyznac, ze lubi (jesli lubi) obejrzec Wladce Pierscieni na zywo i ze ceni
    > (jesli ceni) Nymana.

    No to chyba oczywiste.
    Nie bardzo jednak rozumiem, skąd u ciebie podejrzenia magalomanii
    u osób które są amatorami Stawińskiego, ubierają się w stroje wieczorowe
    i nie lubią ani muzyki z Władcy Pierścieni, ani nie cenią Nymana.

    > Swoja droga podziwiam, ze jestes nieczula na formy banalne i nie wzrusza Cie Gl
    > adiator. Ja na Gladiatorze rycze jak bobr. Taka prosta jestem i na takie banaln
    > e triki sie lapie smile

    Nie ma nic do podziwiania. To również dość banalne stwierdzenie, chyba powinnaś
    już odkryć, że ludziom podoba się różna muzyka i różne rzeczy na nich działają.
    Nie ma nic wstydliwego w tym, że ktoś się wzrusza banałem.
    Sa ludzie, którzy płaczą na reklamie kawy Kronung.
    Może twój problem zasadza się na tym, że trudno ci przyjąć, że podobają ci się rzeczy różne, także te banalne. Jak wszystkim ludziom, tylko, że niektórzy potrafią się do tego przyznać, zamiast wyciągać armaty na wróbla.
    Wtedy nie będziesz się przejmować, że ktoś chodzi do filharmonii w galowych strojach na poważny repertuar, a ty nie.
    Ubierzesz się jak będziesz chciała i nie będziesz doszukiwać się w innych megalomanii.




  • d.o.s.i.a 04.11.10, 12:06
    > No więc jak robię to samo.
    > Co cię tak w tym dziwi?

    Nie dziwi mnie, ze nie zglebiasz (co wiele razy juz napisalam) i nawet wyobraz sobie nie przeszkadza mi to ani troche. Tylko, ze przyznajac sie, ze jej nie znasz, wypowiadasz sie w tym temacie tak jakbys sie znala, w dodatku piszac o muzyce filmowej w formie mocno negatywnej.
    Do tej pory przez usta (palce) nie przeszlo Ci przyznanie: tak, przyznaje, mozliwe, ze istnieje dobra, niepospolita muzyka filmowa. Czego sie boisz? Twarzy nie stracisz, nie moj sie.

    > Litości! Czy ty założyłąś wątek dyskusyjny o muzyce filmowej, czy też o lekkiej
    > , rozrywkowej muzyce filmowej dla luzaków versus poważny repertuar klasyczny dl
    > a megalomanów?

    No to jeszcze raz, jak krowie na rowie. Lekka i rozrywkowa to nie to samo co pospolita. Nie dokonalam w zadnym miejscu podzialu na muzyke banalna i niebanalna, a jedynie na lekka (Wladca Pierscieni, jakis Chopin, Ravel), a ciezka (Strawinski, czy cos tam innego). Rozumiesz, czy dalej nie pojmujesz o co chodzi? I czy w nastepnym poscie bede musiala napisac Ci to samo?

    > Co do Chopina, raz piszesz o Chopinie:

    Litosci. Wiesz co to kwantyfikator ogolny, bo zdaje sie masz problem z jego naduzywaniem zarowno we wlasnych wypowiedziach, jak i czytaniu wypowiedzi innych? To jeszcze raz jak krowie na rowie. Chopin pisal muzyke ROZNA. NIEKTORE jego kawalki JA uznaje, za BANALNE, INNE uznaje, za lekkie i przyjemne (co, jak wyjasnilam, nie oznacza pospolite). Jest KILKa takich, ktore zaliczam do kategorii ciezszych, ale jest ich malo. Dlatego wiec, poniewaz jest przewaga tych srodkowych zaliczam Chopina do kategorii latwe i przyjemne (nie banalne).

    > No to chyba oczywiste.

    Dla Ciebie nie oczywiste. W swojej pierwszej wypowiedzi okreslilas muzyke filmowa jako pospolita. Nyman jest banalny, a nawet jak ktos jest dobrym kompozytorem to nie znaczy, ze nie moze napisac chlamu (to wszystko w kontekscie udawadniania dlaczego muzyka filmowa to chlam) i to, ze ktos ma wykszalcenie i nagrody nie oznacza, ze ranga muzyki filmowej automatycznie rosnie. To sa TWOJE slowa.

    > Nie bardzo jednak rozumiem, skąd u ciebie podejrzenia magalomanii
    > u osób które są amatorami Stawińskiego, ubierają się w stroje wieczorowe
    > i nie lubią ani muzyki z Władcy Pierścieni, ani nie cenią Nymana.

    Mozna czegos nie lubic, ale nie cenic czegos co jest klasa sama w sobie to zwyczajnie ignorancja i pokaz megalomanii. Mozna powiedziec, ze sie nie lubi jazzu, ale twierdzenie, ze sie go nie ceni swiadczy tylko i wylacznie o glupocie mowiacego. Ja nie lubie Penderckiego, ale go cenie, bo posiadam na tyle duza (choc wcale nie tak duza) wiedze muzyczna, ze potrafie rozpoznac czyjsc warsztat. Moge nie lubic haftu kaszubskiego, ale umiem rozpoznac w tym czyjs talent. Moge nie lubic baletu, ale go cenie bo wiem na czym polega jego kunszt.

    Byc moze dokonalam skoku myslowego zrownujac ubiory i toalety w operach polskich z megalomania. Moj post zreszta byl dosc lekki, wiec nie wiem skad takie kategoryczne przypisywanie mi winy. Ale czytajac Ciebie coraz bardziej utwierdzam sie w przekonaniu, ze przynajmniej czesc tych wyfiukowanych osobnikow udajacych, ze sluchaja Strawinskiego, a ostentacyjnie pokazujacych jak bardzo nie cenia muzyki innego rodzaju, cierpi na objawy megalomanii.

    > Nie ma nic wstydliwego w tym, że ktoś się wzrusza banałem.

    Oj naprawde? Bo z Twoich wypowiedzi wynikalo, ze to raczej swiadczy o niewyrobieniu gustu, w przeciwienstwie do Ciebie, ktora woli sztuke przez prawdziwe S. W dodatku szuka w niej... nastroju i niepokoju, czyli dokladnie tego samego big_grin
    W dodatku w dalszym ciagu, pozwol, bede sie upierac, ze muzyka z Gladiatora do banalnych nie nalezy. Pozwolisz? Czy znowu bede musiala Ci tlumaczyc zawilosci jej orkiestracji?



    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • nenia1 04.11.10, 18:32
    Droga dosiu, niestety rozmowa z tobą jest bardzo trudna, głównie z tego powodu, że nie rozumiesz co się do ciebie pisze, dyskutujesz z własnymi wyobrażniemi
    przekręcając cudze wypowiedzi, na dodatek jesteś agresywna i wyraźnie widać, ze nie chodzi ci o rozmowę, ale o obrażanie osoby, z którą rozmawiasz.
    W każdym poście jaki do mnie piszesz sugerujesz mi, że zupełnie na muzyce filmowej się nie znam, przytaczam twoje wypowiedzi:

    > wyjazd z Rubikiem tylko potwierdza, ze jestes kompletna ignorantka w temacie.

    >Tylko czasem wypada sie po prostu przyznac, ze ma sie braki w wiedzy, zanim autorytarnie zacznie sie krytykowac,

    >Ale gadanie glupot w temacie, na ktorym sie nie zna zwyczajnie Neniu nie uchodzi...

    >Problem Twoj polega na tym, ze wypowiadasz sie na temat, o ktorym nie masz BLADEGO >pojecia,

    > ja w dalszym ciagu twierdze, ze sie zwyczajnie nie znasz

    itd, itd.

    po czym piszesz

    > Nie dziwi mnie, ze nie zglebiasz (co wiele razy juz napisalam) i nawet wyobraz
    > sobie nie przeszkadza mi to ani troche. Tylko, ze przyznajac sie, ze jej nie zn
    > asz, wypowiadasz sie w tym temacie tak jakbys sie znala,

    Czy ty rozumiesz różnicę pomiędzy pojęciami "czegoś nie zgłębiam" a "bladego pojęcia nie mam".

    Ja nigdzie nie napisałam, że się zupełnie nie znam, napisałam tylko, że to nie moje hobby
    już ci to przecież wyjaśniałam. To ty BEZ PRZERWY piszesz, że ja się nie znam.
    Po czym niby rozumiesz, ale jednak nie rozumiesz, bo znowu piszesz

    > Tylko, ze przyznajac sie, ze jej nie zn
    > asz, wypowiadasz sie w tym temacie tak jakbys sie znala,

    No jak z tobą można rozmawiać? Przecież ja nigdzie tego nie przynaję, że nie znam się na niej w ogóle. Że nic nigdy nie slyszałam. Nie jestem jednak wybitnym znawcą tego gatunku i o tym piszę, w odpowiedzi na twoje ciągłe zaczepki i chamskie dowalanki. Czy to takie trudne do zrozumienia?
    Mam nadzieję, że rozumiesz znaczenie słowa HOBBY, oraz określenie, że coś mnie nie porywa.
    Ale to przecież nie jest jednoznaczne, jak to sugerujesz, jak coś kogoś nie porywa i nie jest hobby to nie oznacza z automatu, że o danym zagadnieniu bladego pojęcia się nie ma i że jest kompletnym ignorantem. Przecież to oczywistość.

    Podobnie dialog o Straussie

    Ty piszesz :
    >W ogole muzyki klasycznej latwej i przyjemnej i emoc
    > jonalnej jest W CIUL

    na co ja
    >Oczywiście, że tak. Mało tego spora część utworów Mozarta, nie mówiąc
    >już o Straussach czy Offenbachu.

    Ty odpowiadasz:
    >Tylko, ze Starussa uznajesz pewnie za sztuke przez duze S,

    Ja:
    > Ja Strauss to typowa komercja

    Ty:
    >No prosze. Laskawa.

    Jak widzisz, nawet gdy zgadzam się z tobą, ty mi wmawiasz, że piszę coś innego o Straussie
    niż piszę, i wyzłośliwiasz się. Ska ci się to bierze?

    > Litosci. Wiesz co to kwantyfikator ogolny, bo zdaje sie masz problem z jego nad
    > uzywaniem zarowno we wlasnych wypowiedziach, jak i czytaniu wypowiedzi innych?
    > To jeszcze raz jak krowie na rowie. Chopin pisal muzyke ROZNA.

    Eureka! Właściwie każdy gatunek muzyki zawiera w sobie różne kategorie, które trudno ustalić
    i przeprowadzić między nimi ostrą, czytelną granicę, dlatego, że określenia, jaka muzyka jest mnie lub bardziej rozrywkowa, jest również odczuciem subiektywnym.
    Co zresztą sama zauważasz na przykładzie Chopina.

    >NIEKTORE jego ka
    > walki JA uznaje, za BANALNE, INNE uznaje, za lekkie i przyjemne (co, jak wyjasn
    > ilam, nie oznacza pospolite). Jest KILKa takich, ktore zaliczam do kategorii ci
    > ezszych, ale jest ich malo. Dlatego wiec, poniewaz jest przewaga tych srodkowyc
    > h zaliczam Chopina do kategorii latwe i przyjemne (nie banalne).

    Pozwolisz, że nie będę oczekiwać od ciebie zgody na stosowanie niektórych przymiotników.
    Dla mnie muzyka pospolita, to nic innego niż muzyka zwyczajna, powszechnie znana.
    Jak widać sama określasz muzykę kategorią "łatwa" - a łatwa to nic innego jak

    (1.1) nie wymagający wysiłku, trudu, nie stawiający przeszkód

    co jest określeniem dużo bardziej pejoratywnym niż pospolita, w moim odczuciu.
    Znaczy ty możesz, ja nie? Dlatego, że na Chopine nie płaczesz, a na Gladiatorze tak?

    > Mozna czegos nie lubic, ale nie cenic czegos co jest klasa sama w sobie to zwyc
    > zajnie ignorancja i pokaz megalomanii.

    I znowu, nie piszę przecież, że nie lubię muzyki filmowej generalnie, znowu coś wymyślasz.
    Czy to, że coś nie jest moim hobby oznacza z automatu nie lubienie?

    Już w pierwszym moim poście, gdybyś uważnie czytała, mogłabyś zauważyć wyraźnie do jakiego rodzaju muzyki filmowej głównie się odwołuję, w odpowiedzi zresztą na twoją kategorię tej muzyki:

    >Tymczasem dla innych słuchanie dużo prostszej w odbiorze muzyki filmowej, jak choćby z >wymienionych przez ciebie filmów typu Gladiator czy Władca Pierścieni,
    >koniecznie w operze i koniecznie w wykonaniu orkiestry symfonicznej, może być dorabianiem >dupie uszu - czyli nadawanie wyższej rangi, lepszej oprawy muzyce dość pospolitej.

    Przecież ja tu wyraźnie wymieniam, o czym piszę. TYTUŁAMI jak wół. Skąd u ciebie przekonanie, że piszę OGÓLNIE o całej istniejącej muzyce filmowej. Tym bardziej, że sama
    przecież tworzysz wątek nie o CAŁEJ muzyce filmowej, ale o dość popularnych (czyli pospolitych właśnie) kawałkach - typu muzyka z Bonda.

    > Ale czytajac Ciebie coraz bardziej utwierdzam s
    > ie w przekonaniu, ze przynajmniej czesc tych wyfiukowanych osobnikow udajacych,
    > ze sluchaja Strawinskiego, a ostentacyjnie pokazujacych jak bardzo nie cenia m
    > uzyki innego rodzaju, cierpi na objawy megalomanii.

    No i widzisz, znowu coś mi sugerujesz i starasz się obrazić, a trafiasz jak kulą w płot. Bowiem ja nie mam ani jednej suknii wieczorowej, nie cierpię i nie mam żakietów,a generalnie noszę się bardzo sportowo i nawet jak idę do filharmonii to jedynie zmieniam styl na sportową elegancję, i nie nie budzi to żadnej sensacji w Polsce, jak starasz się sugerować.
    Widuję w filharmioniach sporo innych osób, również ubranych na luzie, już zresztą pisałam ci, że twoje sugestie z pierwszego postu opierają się na jakiś błędnych wyobrażeniach o Polsce.

    > W dodatku w dalszym ciagu, pozwol, bede sie upierac, ze muzyka z Gladiatora do
    > banalnych nie nalezy. Pozwolisz? Czy znowu bede musiala Ci tlumaczyc zawilosci
    > jej orkiestracji?

    Proszę, wytłumacz mi dlaczego Słowacki wielkim poetą byłsmile
  • d.o.s.i.a 04.11.10, 18:52
    > Ale to przecież nie jest jednoznaczne, jak to sugerujesz, jak coś kogoś nie por
    > ywa i nie jest hobby to nie oznacza z automatu, że o danym zagadnieniu bladego
    > pojęcia się nie ma i że jest kompletnym ignorantem. Przecież to oczywistość.

    Sluchaj. Jesli ktos pisze, ze muzyka filmowa jest pospolita, a potem na wszelkie przyklady, wyciaganie nazwisk, kompozytorow, uczelni wyzszych, polemik, wytykania bledow w rozumowaniu, wylatuje z reflesja: a mnie to nie przekonuje, bo nawet najlepszy kompozytor czasem pisze chlam, to sorry, ale jedyne co sobie moge pomyslec, ze ktos sie zupelnie nie zna na tym co pisze. I nie pisz mi teraz, ze pisalas o Wladcy Pierscieni, bo nawet Nymana zjechalas w pewnym momencie. Zreszta w dalszym ciagu nie odpowiedzialas na pytanie, czy Wladca Pierscieni to chlam, bo skoro o nim mowilas...

    NIGDZIE, w zadnym miejscu nie napisalas: nie klocmy sie, ja tez uwazam, ze muzyka filmowa moze byc dobra, moze w moim mniemaniu nie jest to Wladca Pierscieni, ale nie watpie, ze wsrod kompozytorow muzyki filmowej sa wybitne jednostki.

    NIE, ty mi przez caly czas udowadniasz, ze sztuka przez prawdziwe S to to i smo, ze nie przekonuje Cie, ze uczelnie muzyczne wykladaja kompozycje filmowa, ze dobry kompozytor nie sprawia ze rosnie ranga muzyki filmowej. W zadnym miejscu nie napisalas: sluchaj, oczywiscie, ze muzyka filmowa ma swoja range. Napisalas, ze tej rangi nie ma.

    I stad wioskuje, ze sie po prostu nie znasz. I nie jest to zarzut, a stwierdzenie.


    > Eureka! Właściwie każdy gatunek muzyki zawiera w sobie różne kategorie, które t
    > rudno ustalić
    > i przeprowadzić między nimi ostrą, czytelną granicę, dlatego, że określenia, ja
    > ka muzyka jest mnie lub bardziej rozrywkowa, jest również odczuciem subiektywny
    > m.

    NARESZCIE!!! Na Boga, nie przeczuwalam, ze to wreszcie napiszesz. O TO CHODZI. Muzyka filmowa ma bardzo duzo wspolnego z muzyka klasyczna... bo sie na niej zasadza. To jest ten sam warsztat, te same harmonie, style, orkiestracja. Dlatego moze byc zarowno pospolita jak i genialna. Dokladnie tak jak klasyka. Szkoda tylko, ze wczesniej w zadnym miejscu nie przyznalas tego co ja Ci probuje wytlumaczyc od poczatku.

    > Dla mnie muzyka pospolita, to nic innego niż muzyka zwyczajna, powszechnie znana.

    No widzisz. Slownik jezyka polskiego definiuje to ciut inaczej:

    1. «często się zdarzający, spotykany lub powszechnie znany»
    2. «taki, jakich wiele»
    3. «mający odcień trywialności»

    Moze, gdybys od razu uscislila o co Ci chodzi, to nie byloby tej dyskusji. A moglas uzyc slowa chocby popularna. Wybralas slowo o podbarwieniu perjoratywnym. Nie wspominajac juz o tej gebie do dupy.

    > Czy to, że coś nie jest moim hobby oznacza z automatu nie lubienie?

    To o co Ci w koncu chodzi. Nie lubisz, czy nie cenisz?

    > No i widzisz, znowu coś mi sugerujesz i starasz się obrazić, a trafiasz jak kul
    > ą w płot. Bowiem ja nie mam ani jednej suknii wieczorowej, nie cierpię i nie ma
    > m żakietów,

    Moze odejdzmy od tych zakietow. Rozbudowana megalomania mozna sie charakteryzowac nawet w wytartym sweterku.

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • nenia1 04.11.10, 19:41
    > a mnie to nie przekonuje, bo na
    > wet najlepszy kompozytor czasem pisze chlam, to sorry, ale jedyne co sobie moge
    > pomyslec, ze ktos sie zupelnie nie zna na tym co pisze.

    No i co cię tak dziwi w tym stwierdzeniu, przecież to chyba realne i dość czesto obserwowane
    zjawisko, że nawet wybitny kompozytor może napisać chłam.
    Piszę o tym, że coś jest dla mnie dobre, niezależnie od tego czy skomponował to uznany przez wszystkich kompozytor, czy też dany utwór skomponował nikomu nie znany samouk.
    Dlatego lista z nazwiskami niewiele dla mnie znaczy, jak i to kto, jaką uczelnię skończył.
    Historia sztuki niejednokrotnie pokazuje, że osoby popularne i uznawane 200 lat temu teraz są kompletnie nie znane, a i i odwrotnie się zdarza, ktoś wyśmiawany, zupełnie nie znany, po latach robi furorę i zyskuje wielkie uznanie - przykładem choćby van Gogha czy z innej beczki Salieri.

    > e pisalas o Wladcy Pierscieni, bo nawet Nymana zjechalas w pewnym momencie. Zre
    > szta w dalszym ciagu nie odpowiedzialas na pytanie, czy Wladca Pierscieni to ch
    > lam, bo skoro o nim mowilas...

    Proszę napisz, gdzie piszę, że muzyka z Władcy Pierścieni to chłam?
    Potrafisz rozmawiać w sposób precyzyjny, ścisły? Niestety, wyrywasz słowa z jednego zdania, wprowadzasz je do innego, robisz z tego chaos, a potem jeszcze masz pretensje, że ktoś cię z tego chaosu nie wyrwał.

    Co do Nymana - mnie nie przekonuje, jak widać inni też mają wątpliwości

    wyborcza.pl/1,91947,5493020,Michael_Nyman___geniusz_czy_hochsztapler_.html
    > sadza. To jest ten sam warsztat, te same harmonie, style, orkiestracja. Dlatego
    > moze byc zarowno pospolita jak i genialna. Dokladnie tak jak klasyka.

    W prawie każdym rodzaju muzyki, nie tylko w klasycznej czy filmowej są dzieła
    zarówno pospolite jak i genialne. To oczywiste przecież.
    Podobnie rzeczy się dzieje z każdą inną dziedziną sztuki, muzyka filmowa nie jest wyjątkiem.

    > Szkoda t
    > ylko, ze wczesniej w zadnym miejscu nie przyznalas tego co ja Ci probuje wytlum
    > aczyc od poczatku.

    No właśnie na początku ty sama pisałaś o muzyce filmowej łatwej, lekkiej i przyjemnej typu Bond, co dla mnie jest równoznaczne z muzyką o charakterze dość pospolitym.
    Jak widzę to określenie wstrząsnęło tobą, a ja tymczasem piszę o muzyce bardzo popularnej, powszechnie znanej. No najczęsciej tak się dzieje, że największą popularność zyskują rzeczy dość proste w odbiorze, dlatego np. program typu Pegaz będzie miał mniejszą widownię, niż np. Klan czy Plebania.
    Było to nawiązanie do twojej wypowiedzi jakoby megalomania mogła dotyczyć jedynie muzyki poważnej najwyższych lotów. Tymczasem ja, jak kawka zresztą, chciałam ci zwrócić uwagę, że magalomania może dotyczyć również muzyki lekkiej, łatwej i przyjemnej, jeśli ktoś
    jedynie by napawać się własnym ego oprawi ją w prestiżową salę koncertową np. w Carnegie Hall.
    Megalomania ma różne oblicza, dlaczego chcesz ją widzieć jedynie w repertuarze
    z najwyższej półki, megaloman może objawić się również w lekkim repertuarze, bo będzie szczycił się miejscem w którym się znajduje, a muzyka będzie mieć dla niego drugorzędne
    znaczenie.
    Z czego nie wnoś, że jestem za zakazem grania muzyki filmowej w filharmonii, podobnie jak ja nie wnoszę, że chcesz zakazać grać Strawińskiego

    > Moze odejdzmy od tych zakietow. Rozbudowana megalomania mozna sie charakteryzow
    > ac nawet w wytartym sweterku.

    Dokładnie, podobnie jak może nie mieć nic wspólnego z muzyką z najwyższej półki.
    Dlatego twoje zdanie z pierwszego postu odnośnie tego, że wiąże się ona z poważnym repertuarem jest pozbawione racji bytu.
    Magalomania to stan umysłu, niezależny od rodzaju muzyki czy ubioru.

  • d.o.s.i.a 04.11.10, 23:54
    > No i co cię tak dziwi w tym stwierdzeniu, przecież to chyba realne i dość czest
    > o obserwowane
    > zjawisko, że nawet wybitny kompozytor może napisać chłam.

    Sluchaj. Nie odwracaj teraz wszystkiego ogonem. Dobrze wiesz, ze napisalas to w kontekscie szeroko pojetej muzyki filmowej, po tym jak bezskutecznie probowalam Ci uswiadomic, ze pisza ja wybitni kompozytorzy. Napisalas, ze to, ze ktos jest wybitnym kompozytorem nie podnosi rangi muzyki filmowej i Ciebie generalnie nie przekonuje!

    > Proszę napisz, gdzie piszę, że muzyka z Władcy Pierścieni to chłam?

    Jezeli w dalszym ciagu twierdzisz, ze dyskusja byla o Wladcy Pierscieni, to owszem nazwalas ja pospolita, oraz granie jej w filharmonii dorabianiem geby do dupy. Nie uzylas slowa chlam, ale dla mnie ta geba do dupy to jednak synonim. Jesli nie o Wladcy Pierscieni to bylo, to... o czym?

    > W prawie każdym rodzaju muzyki, nie tylko w klasycznej czy filmowej są dzieła
    > zarówno pospolite jak i genialne. To oczywiste przecież.

    No, do tej pory wcale nie bylo dla Ciebie takie oczywiste. Do tej pory nic Cie nie moglo przekonac do tego, ze muzyka filmowa ma jakakolwiek range, nawet biedny Penderecki, Preisner, Kilar, Kaminski, Chopin razem wzieci. Cieszy mnie ten postep w Twoich wypowiedziach.

    > Podobnie rzeczy się dzieje z każdą inną dziedziną sztuki, muzyka filmowa nie je
    > st wyjątkiem.

    Dziekuje. Potrzeba bylo sto piecdziesiat postow, zebys to wreszcie z siebie wykrzsztusila? Wow. Cieszy mnie, ze chociaz zaliczasz ja juz do dziedzin sztuki (choc nie smiem marzyc o tym, zeby byla to sztuka przez duze S.)

    > Było to nawiązanie do twojej wypowiedzi jakoby megalomania mogła dotyczyć jedyn
    > ie muzyki poważnej najwyższych lotów.

    Nigdy tak nie twierdzilam i nigdy nie bylo to przedmiotem dyskusji z mojej strony, co bezskutecznie probowalam Ci napisac kilka razy.


    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • hanalui 02.11.10, 19:48
    d.o.s.i.a napisała:
    Ja pytam o 99% ludzi, kto
    > rzy ida na koncert muzyki filmowej dla czystej przyjemnosci.

    Odliczylabym jakies 50% lub nawet wiecej od tej liczby to to osoby co maja stale karnet i sa bez wzgledu na to co jest w repertuarze tongue_out


    > Po pierwsze muzyka filmowa nie zawsze jest prosta, latwa i przyjemna. Po drugie
    > , nawet jesli jest to nie oznacza, ze jest to GORSZY rodzaj muzyki, niezasluguj
    > acy na granie w filharmonii. To jest muzyka pisana, przypomne, na orkiestre i m
    > a pelne prawo takoz byc wykonywana, bez zarzutu o pozerstwo.

    Sorry ale to ty sie podniecilas ze na zachodzie taka muzyke graja a w PL same sztywniaki i programy tylko powazne jeno na ktorych bywa sie w kubraczkach frakopodobnych
    Moze naprawde niezbyt czesto bywalas w polskich filharmoniach ale zapewniam cie ze taka muzyke graja i nikt nie myslal o niej w kategoriach - gorsza.

  • hanalui 02.11.10, 19:34
    nenia1 napisała:
    > Nie napisałam pospolita, tylko prostsza. Prostsza w odbiorze. Generalnie łatwie
    > j wpadająca
    > w ucho, nacechowana i ukierunkowana na wywolanie odpowiednich emocji, z klarown
    > ą melodyką, skierowana wprost do szerszego kręgu słuchaczy.

    Dokladnie tak jak piszesz i na koncertach z muzyka filmowa moja filharmonia pekala w szwach, sprzedawano miejsca nawet stojace zeby zadowolic wszystkich chetnych, nie wspomne ze z okolic zjezdzaly sie autobusami "pielgrzymki" megalomanow, ktorym koncert sponsorowal zaklad pracy
  • kawka74 02.11.10, 13:45
    Wyjaśniłam Ci jak krowie na rowie wszystko, czego nie rozumiałaś, chyba nawet dwa razy. Więcej mi się nie chce.
    --
    Nie twierdzę, że wycieczka do mleczarni panią wyleczy, ale wielu marnie zarabiających robotników nieźle się ubawi.
  • d.o.s.i.a 02.11.10, 13:53
    OK. Przyjmuje, ze dla Ciebie wyjscie na muzyke filmowa do filharmonii to szpanerstwo. Coz, dla mnie bylaby to po prostu rozrywka... big_grin Ale ja nie mysle w kategoriach szpan/nie szpan. Moze dlatego, ze nie mam kija w pupie jak Ty i nie traktuje filharmonii jako przybytku dla wtajemniczonych gdzie slucha sie tylko "wielkiej" muzyki, a co za tym idzie szpanowanie tym nie przyszloby mi do glowy smile

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • kawka74 02.11.10, 21:57
    Dosiu,
    przyjmuj, co chcesz.
    W zasadzie nie wiem, po co Ci inni dyskutanci, skoro wystarczy Ci Twoje wewnętrzne cielę.
    --
    Protestuję przeciwko ludziom, którzy pochopnie protestują, nie upewniwszy się, czy jest sens protestować.
  • d.o.s.i.a 02.11.10, 22:08
    > Dosiu,
    > przyjmuj, co chcesz.
    > W zasadzie nie wiem, po co Ci inni dyskutanci, skoro wystarczy Ci Twoje wewnętr
    > zne cielę.

    Dyskutantem to moze byc co najwyzej osoba, ktora dyskutuje. Ktos kto nie odpowiada na pytania dyskutantem niestety nie jest.


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • kawka74 03.11.10, 17:08
    Pomyliła Ci się, Dosiu, dyskusja z przesłuchaniem.
    Stąd niepowodzenie.
    --
    Nie twierdzę, że wycieczka do mleczarni panią wyleczy, ale wielu marnie zarabiających robotników nieźle się ubawi.
  • d.o.s.i.a 03.11.10, 17:38
    Nie lubie pustoslowia, ktorego nawet nie umie sie porzadnie obronic.

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • kawka74 03.11.10, 17:50
    A kim Ty jesteś, żebym musiała się bronić i poddawać przesłuchaniu?
    Napisałam to, co uważam za stosowne i co przeciętnie bystremu człowiekowi wystarczy dla zrozumienia mojego stanowiska, i nie widzę powodu, dla którego miałabym się produkować przed jakąś anonimową yntelektualystką, która nadaje się na łowcę talentów do 'Polskich nagrań', bo tylko przesłuchiwać umie.

    Tak, to 'Psy'.
    --
    Nie twierdzę, że wycieczka do mleczarni panią wyleczy, ale wielu marnie zarabiających robotników nieźle się ubawi.
  • d.o.s.i.a 03.11.10, 17:54
    Jesli prosba o uzasadnienie wlasnego stanowiska Cie przerasta, to moze powinnas przestac pisac na forum?


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • kawka74 03.11.10, 18:13
    Dosiu,
    pokonałaś mnie doświadczeniem.
    --
    BBC pragnie przeprosić za ten niesmaczny skecz. Nie mamy zwyczaju epatować tanim humorem, z udziałem wyrazów takich jak: "dupa", "majtki", "owsiki" czy "siuśki"...
  • d.o.s.i.a 03.11.10, 18:40
    wow. Zabawne jak ktos nie ma nic do powiedzenia, to od razu ucieka sie do tego typu argumentow big_grin


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • kawka74 03.11.10, 18:52
    Nie mam nic do powiedzenia TOBIE.
    Jeśli chcesz mieć ostatnie słowo, to proszę, nie mam nic przeciwko, uznajmy, że wygrałaś, masz rację czy co tam chcesz.
    --
    BBC pragnie przeprosić za ten niesmaczny skecz. Nie mamy zwyczaju epatować tanim humorem, z udziałem wyrazów takich jak: "dupa", "majtki", "owsiki" czy "siuśki"...
  • franczii 01.11.10, 17:42
    Masz racje miedzy frakiem (ktorego nie zaklada sie zazwyczaj na koncerty) a strojem dziennym jest jeszcze smoking/garnitur wieczorowy lub stroj wizytowy.
    Dlatego niekoniecznie trzeba przychodzic w sweterku lub sztruksowej marynarce.
  • d.o.s.i.a 01.11.10, 17:48
    To moze ja jednak zostane przy Royal Albert Hall smile Przynajmniej tam moge przyjsc ubrana zwyczajnie i nie wzbudzam tym sensacji.

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • franczii 01.11.10, 17:58
    Ale przeciez nikt cie nie wygoni chyba jesli przyjdziesz w zwyklym dziennym stroju.
    Sa przeciez ludzie, ktorzy do stroju nie przywiazuja wagi i jakos funkcjonuja. Ci zas co przywiazuja wage do stroju ubieraja sie stosownie do okazji.
    Dziwi mnie tylko tlumaczenie ze ludzie nie chodza bo nie maja fraka. Stad moje wyjasnienie, ze na taka okazje frak nie jest konieczny a stroj jesli nie wieczorowy to chociaz wizytowy chyba kazdy posiada.
  • d.o.s.i.a 01.11.10, 18:06
    > Dziwi mnie tylko tlumaczenie ze ludzie nie chodza bo nie maja fraka. Stad moje
    > wyjasnienie, ze na taka okazje frak nie jest konieczny a stroj jesli nie wieczo
    > rowy to chociaz wizytowy chyba kazdy posiada.

    Dla mnie opera od dziecka byla symbolem "bywania". Dopoki nie zaczelam "bywac" w teatrach i salach koncertowych za granica. Nagle sie okazalo, ze "te" miejsca sa przeznaczone dla zwyklych ludzi i zaczelo mi to sprawiac przyjemnosc. W Polsce nie lubie "bywac", bo moim zdaniem jest nadal sztywno.


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • hanalui 02.11.10, 20:18
    d.o.s.i.a napisała:
    > Dla mnie opera od dziecka byla symbolem "bywania". Dopoki nie zaczelam "bywac"
    > w teatrach i salach koncertowych za granica. Nagle sie okazalo, ze "te" miejsca
    > sa przeznaczone dla zwyklych ludzi i zaczelo mi to sprawiac przyjemnosc. W Pol
    > sce nie lubie "bywac", bo moim zdaniem jest nadal sztywno.

    Moze bywalas od "wiekiego dzwonu" wiec faktycznie mialo to wymiar "bywania" i miejsca dla specjalnych ludzi.
    Ja sie bywa raz czasem 2 razy w tygodniu przez kilkanascie lat z rzedu, zna na dzien dobry lub z widzenia wiekszosc osob spotykanych w foyer podczas przerwy, staje sie to zwyczajna codziennoscia, niczym szczegolny.
  • hankam 01.11.10, 19:42
    d.o.s.i.a napisała:

    > > Nie. Po prostu jest to jedna z nielicznych już okazji, żeby założyć coś i
    > nnego,
    > > niż strój codzienny


    Bylam raz w filharmonii i słowo daję, ani jednego fraka nie widziałam.

    Gdzie ty widziałaś taką wyfraczoną widownię, a może nie wiesz, jak frak wygląda? W Polsce malo kto ma frak, naprawdę. Kiedyś pianiści grali we frakach, takie skrzydla zwisaly im ze stólka z tylu, ale też dawno tego nie widzialam.
    A w ogole, co cię obchodzi, Dosiu, kto w czym bywa w teatrze i jako woli repertuar?
  • d.o.s.i.a 01.11.10, 21:00
    > Gdzie ty widziałaś taką wyfraczoną widownię, a może nie wiesz, jak frak wygląda
    > ?

    O rany, ludzie. Metafore trzeba Wam tlumaczyc? Przeciez wiadomo, ze nie o frak chodzi, a o np. garnitur, krawat, wieczorowa suknie. Bardzo czesto slysze glosy, ze tylko tak "sie godzi" przychodzic do opery. Dziwnym zbiegiem okolicznosci takie twierdzenia slyszalam tylko w Polsce. I dlatego PYTAM na forum, czy to prawda.

    > A w ogole, co cię obchodzi, Dosiu, kto w czym bywa w teatrze i jako woli repert
    > uar?

    A czy ja napisalam cokolwiek na temat tego kto jaki woli repertuar?? No pliiizz, czytaj, nie imputuj!

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • echtom 01.11.10, 21:50
    > Bardzo czesto slysze glosy, ze tylko tak "sie godzi" przychodzic do opery. Dziwnym zbiegiem okolicznosci takie twierdzenia slyszalam tylko w Polsce

    Ja się z tym zgadzam. Jestem abnegatką, do pracy chodzę w dżinsach i T-shircie/sweterku/polarze, ale do opery bym się tak nie ubrała. Niedawno dostałam zaproszenie na kameralny koncert chóru i od razu wyjęłam z szafy eleganckie spodnie i żakiet i nawet włożyłam czółenka na obcasie. W stroju codziennym czułabym się fatalnie - kiedyś nawet na konferencję naukową w pracy w tych dżinsach i sweterku nie poszłam, bo uznałam, że jednak wypada bardziej elegancko się ubrać.

    --
    "Mieliście do wyboru wojnę lub hańbę. Wybraliście hańbę, a wojnę i tak będziecie mieli."
    W. Churchill
  • d.o.s.i.a 01.11.10, 23:00
    > sweterku/polarze, ale do opery bym się tak nie ubrała. Niedawno dostałam zapros
    > zenie na kameralny koncert chóru i od razu wyjęłam z szafy eleganckie spodnie i
    > żakiet i nawet włożyłam czółenka na obcasie.

    No widzisz Echtom. Ja uwazam, ze od spodni, zakietu i czolenek na obcasie (co to w ogole jest?) stokroc elegantsza jest modna sukienka, albo dzinsy i dobra koszula. Zwlaszcza, ze jest to kameralny koncert choru, a nie wizyta u krolowej. Zreszta tak jak to opisalas to bym sie mogla ubrac co najwyzej do pracy, a nie na koncert.


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • franczii 02.11.10, 07:51
    Wszystko zalezy co to jest za sukienka. Elegancka i modna moze byc sukienka biurowa, sukienka koktajlowa, sukienka wizytowa i wieczorowa. Tylko kazda z nich ma swoje przeznaczenie, swoja pore i swoja okazje. Tak strasznie bronisz tego biurowego wizerunku na wieczor. Czyzbys naprawde poza koncertem w filharmonii nie miala innych okazji do ubrania sie wizytowo lub wieczorowo? Chociazby slub, przyjecie swiateczne, impreza w pracy?
    Zreszta przeciez nikt nie zabrania ci chodzic na te koncerty ubranej tak jak chcesz. Ty tez pozwol innym dobierac stroj tak jak uwazaja za stosowne. A moze jednak czujesz sie nie na miejscu w swoim dziennym ubraniu?
  • lusitania2 02.11.10, 07:57
    ale akurat to wcale nie dosia ma problem z jedynie właściwym strojem stosownym do filharmonii.
  • echtom 02.11.10, 08:41
    A ktoś w ogóle ma problem? Większość osób uważa, że do filharmonii powinno się ubrać bardziej elegancko niż na co dzień (inna sprawa, że różną mają wizję tej elegancji), mniejszość uważa, że nie ma to znaczenia, a wręcz przeszkadza w kontemplacji sztuki. To ostatnie pachnie mi buntem nastolatka przeciw mieszczańskim konwenansom wink
  • d.o.s.i.a 02.11.10, 11:36
    > Tak strasznie bronisz tego biurowego wizerunku na wieczor.

    W ktorym miejscu??

    >Czyzbys naprawde poza koncertem w filharmonii nie miala innych okazji do ubrania sie wizytowo lub wieczorowo?

    Do mnie piszesz na pewno? Raczej powinnas to pytanie zadac paniom, ktore na wystep choru stroja sie jak na bal sylwestrowy. Toz ja mam inne okazje na ubranie sie wieczorowo. Wizytowo to bardziej odpowiednie slowo na wizyte w filharmonii. Z tym, ze dla mnie wizytowo to nie spodnie i marynarka i czolenka na obcasie smile

    > A moze
    > jednak czujesz sie nie na miejscu w swoim dziennym ubraniu?

    Toc wlasnie mowie, ze w Polsce wymogi odnosnie ubioru zdaja sie byc wyzsze i byc moze czulabym sie dziwnie w stroju, w ktorym w Anglii czulabym sie doskonale.
    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • franczii 02.11.10, 12:51
    > Z tym, ze dla mnie wizytowo to nie spodnie i marynarka i czolenka na obcasie :
    > )

    Bo wszystko zalezy jakie to sa spodnie i jaka to marynarka. Wizytowy stroj kobiety to nie musi byc sukienka, jak najbardziej uchodzi elegancki komplet , moze byc ze spodniami. Do wizytowego styroju zaklada sie eleganckie buty na obcasie z zakrytymi palcami, najprostsza wersja beda czolenka, dlaczego nie?
    A o biurowym wizerunku chyba gdzies ty pisalas, ze idziesz na koncert tuz po pracy w pracowych ciuchach. No chyba ze zakladasz wizytowe ubranie na codzien do pracy. Ja tam nie wiem, do pracy chodzilam najczesciej w garsonkach, sukienkach ale na wieczor nawet na impreze z pracy bym w tym nie poszla, zbyt dzienne a wyjscie do filharmonii ma dla mnie wieksza range niz firmowa nawet najbardziej uroczysta kolacja. Wedlug mnie do filharmonii minimum to stroj wizytowy a wieczorowy bardzo na miejscu.
    Najlepiej wklej fotke ubrania, ktore zakladasz do filharmonii bo moze cala ta dyskusja sensu nie ma.
  • d.o.s.i.a 02.11.10, 13:42
    > Bo wszystko zalezy jakie to sa spodnie i jaka to marynarka.

    Oczywiscie. Prawie czyni roznice. Jesli to byly czarne spodnie i czarna marynarka, do tego czarne czolenka, to dla mnie jest to stroj do pracy, a nie na koncert.

    > A o biurowym wizerunku chyba gdzies ty pisalas, ze idziesz na koncert tuz po pr
    > acy w pracowych ciuchach.

    Napisalam, ze tak ide, gdy ide np. prosto z pracy, a nie dlatego, ze jestem zwolenniczka, co Ty mi zaimputowalas. Ale ja nawet w pracy nie mam typowego wizerunku biznes woman. Marynarek na ten przyklad nie nosze.

    Dobra, zakonczmy ten temat.

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • hanalui 02.11.10, 20:24
    d.o.s.i.a napisała:
    Bardzo czesto slysze glosy
    > , ze tylko tak "sie godzi" przychodzic do opery. Dziwnym zbiegiem okolicznosci
    > takie twierdzenia slyszalam tylko w Polsce. I dlatego PYTAM na forum, czy to pr
    > awda.

    Ale to by znaczylo ze ty nie masz bladego pojecia w czym ludzie chodzaja do owej filharmonii, opery w PL, a ci ktorzy udzielili ci owej odpowiedzi w czym "sie godzi" podobnie jak ty maja takie pojecie o bywaniu w tych miejsca jak i ty tongue_out
  • mamitymi 02.11.10, 07:36
    d.o.s.i.a napisała:
    Czy muzyka ciezkiego kalibru "wymaga" wbicie sie we frak i wlozen
    > ie, za przeproszeniem, kija w tylek?

    Gdzie i kiedy w Polsce widzialas kogokolwiek we fraku na koncercie?

    Ogladalam tez ostatnio urywki z konkursu chopinowskiego i wlasnie dlat
    > ego odnosze wrazenie, ze w Polsce troche sie przesadza z jednej strony z dobore
    > m repertuaru (ma byc ciezko i doniosle)

    A jakiego repertuaru spodziewasz sie na konkursie chopinowskim? Muzyki filmowej ?? zeby nie bylo za "cieżko i doniośle"
    Dobre big_grin

    Co do repertuaru - mysle ze problem jest w dostepie do nut z opracowaniami tak zwanej muzyki latwej, milej i przyjemnej. Filharmonie przewaznie dysponuja wydaniami klasykow i raczej nie maja pieniedzy na nowosci.
  • d.o.s.i.a 02.11.10, 11:31
    > A jakiego repertuaru spodziewasz sie na konkursie chopinowskim? Muzyki filmowej
    > ?? zeby nie bylo za "cieżko i doniośle"
    > Dobre big_grin


    Czytanie ze zrozumieniem sie klania. Ciezko i doniosle odnosilo sie do calosci repertuaru filharmonicznego, a nie do Chopina!


    > Co do repertuaru - mysle ze problem jest w dostepie do nut z opracowaniami tak
    > zwanej muzyki latwej, milej i przyjemnej. Filharmonie przewaznie dysponuja wyd
    > aniami klasykow i raczej nie maja pieniedzy na nowosci.

    Rzeczywiscie to by co nieco tlumaczylo. Tylko kwestia tego, jak filharmonie maja zdobyc pieniadze na nowosci, skoro nie otwieraja sie na szersza publicznosc.


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • mamitymi 02.11.10, 15:05
    d.o.s.i.a napisała:
    > Czytanie ze zrozumieniem sie klania. Ciezko i doniosle odnosilo sie do calosci
    > repertuaru filharmonicznego, a nie do Chopina!
    >

    Pisanie ze zrozumieniem się kłania wink
    Komentarz dot. ciężkiego i doniosłego repertuaru zamieściłaś w jednym zdaniu o konkursie chopinowskim, dlatego to skomentowałam. Oto co napisałaś:
    "Ogladalam tez ostatnio urywki z konkursu chopinowskiego i wlasnie dlatego odnosze wrazenie, ze w Polsce troche sie przesadza z jednej strony z doborem repertuaru (ma byc ciezko i doniosle), z drugiej strony z doborem stroju ("a fe, kto to widzial w swetrze do opery)."

  • d.o.s.i.a 02.11.10, 15:19
    A jakie zdanie stalo przed tym zdaniem, ktore cytujesz? Zdaje sie napisalam, ze widzialam suknie wieczorowa na koncercie Cassandry Wilson. W tym kontekscie pisalam rowniez o konkursie chopinowskim tylko nie dopisalam, ze chodzilo mi o garnitury, bo liczylam na inteligencje czytajacego, ze skuma o co chodzi.


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • mamitymi 02.11.10, 16:17
    Ty już się sama zakręciłaś w tych swoich wypowiedziach big_grin
    Przeczytaj uważnie co wcześniej napisałaś:

    "Co do stroju, to widzialam Panie w sukniach wieczorowych na koncercie Cassandry Wilson. Ogladalam tez ostatnio urywki z konkursu chopinowskiego i wlasnie dlatego odnosze wrazenie, ze w Polsce troche sie przesadza z jednej strony z doborem repertuaru (ma byc ciezko i doniosle), z drugiej strony z doborem stroju ("a fe, kto to widzial w swetrze do opery). "

    Owszem, masz na myśli dobór stroju, ale nie tylko. Dobór repertuaru także,i dlatego mnie to rozbawiło. Że nie podoba ci się zbyt ciężki repertuar na konkursie chopinowskim. Sorry, ale to zabawne było.
  • d.o.s.i.a 02.11.10, 16:33
    Bo uzylam skrotu myslowego. Repertuar ciezki pojawil sie wczesniej w innym kontekscie. Rzeczywiscie nieszczesnie skonstruowalam to zdanie, tym bardziej, ze akurat Chopina zaliczam do kategorii "latwe i przyjemne".


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • tommama 01.11.10, 15:32
    > A w Polsce jeszcze w dodatku trzeba isc w stroju wieczorowym, w jakims fraku

    A ja od zawsze w dżinsach w filharmonii, dodam że nie jedyna.
  • lusitania2 01.11.10, 15:41
    ja bywam często, bo mam występujące dziecko.
    Sama nie w dżinsach, tylko w małej czarnej, ale potwierdzam, że dżinsów jest sporo.
    W przeciwieństwie do fraków (poza dyrygentem nie zdarzyło mi się innego mężczyzny we fraku spotkać) i wieczorowych, długich sukien.
  • oneway9 01.11.10, 17:30
    wydaje mi sie, ze nie ma sie czym chwalic; tak mozna isc do kina - znojomosc dress code'u jest taka sama znajomoscia jak wiedza o konstrukcji fugi Bacha; prl kilkadziesiat lat tepil wszelkie sfery zycia mu obcego promujac 'klase robotniczochlopska' i jak widac b skutecznie; w jeans'ach mozna isc do filharmoni na otwrte dla publicznosci proby i spektakle przedpoludniowe;
  • tommama 01.11.10, 19:12
    a ja tam wolę ubrać dżinsy i wiedzieć jak się w filharmonii zachować i wiedzieć czego słucham, niż wystroić się jak ta lala i klaskać między częściami symfonii.
  • franczii 01.11.10, 21:51
    A czy odpowiednie zachowanie i odpowiedni ubior w filharmonii sie musza wzajemnie wykluczac?
  • echtom 01.11.10, 21:58
    Widać dla niektórych muszą wink

    --
    "Mieliście do wyboru wojnę lub hańbę. Wybraliście hańbę, a wojnę i tak będziecie mieli."
    W. Churchill
  • tommama 02.11.10, 16:36

    franczii napisała:

    > A czy odpowiednie zachowanie i odpowiedni ubior w filharmonii sie musza wzajemn
    > ie wykluczac?

    nie nie muszą tongue_out
    Ale z mojego doświadczenia (filharmonia jest w małym mieście) wynika, iż kiedy jest przewaga dżinsów nad sukniami wieczorowymi, to jakoś tak kulturalniej ludzie się zachowują. Wynika to chyba z tego, że dżinsy chodzą częściej i mają większe obycie, a suknie to tylko od święta, jak repertuar lżejszy.
    Generalnie to mi wisi kto jak się ubiera do filharmonii. Jak ktoś chce w sukni, czy fraku - proszę bardzo, jak w dżinsach - ok. Nie robię z tego wielkiego tematu big_grin
  • d.o.s.i.a 01.11.10, 16:19
    Mozecie napisac na jakie spektakle chodzicie? Co ostatnio graja ciekawego na co warto sie wybrac?

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • nangaparbat3 01.11.10, 16:27
    Filharmonia to już naprawdę chyba ostatnie miejsce, gdzie ma byc powaznie, uroczysc
    > ie, inteligentnie

    Mnie to pasuje, takie święto, zwłaszcza że do kościoła nie chadzam.
    --
    "To jest roztrzęsione społeczeństwo, które łatwo wchodzi w redukcję napięcia".
  • ira_07 01.11.10, 17:19
    > A w Polsce jeszcze w dodatku trzeba isc w stroju wieczorowym, w jakims fraku.

    Mnie się to bardzo podoba. I jestem pewna, że gdyby było na odwrót, to ktoś założyłby wątek: Polacy to chamy, chodzą do opery i filharmonii w dżinsach i słuchają tam utworów filmowych, ale czego się po chamach spodziewać, przecież nie tego, że będą słuchali Chopina! Ludzie za granicą to mają wyczucie i w trampkach nikt do opery nie przyjdzie.
  • d.o.s.i.a 01.11.10, 17:31
    Tylko dlaczego tak niewielu Polakow w ogole chodzi w takie miejsca? Czy nie jest to troche tak, ze to rozrywka zarezerwowana dla tych "oswieconych", co to i sie znaja i "frak" w szafie maja, a reszta narodu to wrecz boi sie wybrac w taaaakie miejsce, albo boi sie przyznac, zeby nie zostac posadzonym o szpan? Daj Bog, zebym kiedys przez Filharmonia Narodowa zobaczyla taka kolejke ludzi jak przed nokturnami Chopina w Royal Albert. Wiekszosc w normalnych strojach (ja nawet przyjechalam rowerem!). Mnie sie to bardzo podoba, ze muzyka jest tu po prostu dla ludzi.

    Kolejne pytanie. Dlaczego polscy muzycy zarabiaja grosze, podczas gdy za granica to zawod swietnie oplacany? Czy nie jest to przypadkiem skorelowane z oferta filharmonii i otoczka, ktora obrosla muzyka klasyczna w Polsce?


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • hankam 01.11.10, 19:50
    Gdybyś wiedziala, jak trudno jest dostać choćby wejściowki na dobry koncert lub dobrego wykonawcę!
    Spora część biletow rozchodzi się w formie abonamentu i zostają jakieś marne resztki!
  • hanalui 02.11.10, 21:16
    d.o.s.i.a napisała:

    > Tylko dlaczego tak niewielu Polakow w ogole chodzi w takie miejsca? Czy nie jes
    > t to troche tak, ze to rozrywka zarezerwowana dla tych "oswieconych", co to i s
    > ie znaja i "frak" w szafie maja, a reszta narodu to wrecz boi sie wybrac w taaa
    > akie miejsce, albo boi sie przyznac, zeby nie zostac posadzonym o szpan?

    A nie zastanowilo cie ze moze to chodzi o to ze sporo ludzi to nie interesuje, uwaza ze zasneloby na takim koncercie? Nie zauwazylas ze ambitne programy w TV, te z wysokiej polki juz sporo lat temu byly przesuwne na godziny pozniejsze, pozniejsze az w ogle zniknely z ramowek bo nikogo to nie interesowalo, ogladalnosc byla nikla?
    Poza tym chyba zdajesz sobie sprawe ze nie kazdego stac by wywalic kase koncert z wyzszej polki w granicach 70-200, pewnie razy 2 bo z partnerem, o karnetach nie wspomne.

    Daj Bo
    > g, zebym kiedys przez Filharmonia Narodowa zobaczyla taka kolejke ludzi jak prz
    > ed nokturnami Chopina w Royal Albert. Wiekszosc w normalnych strojach (ja nawet
    > przyjechalam rowerem!). Mnie sie to bardzo podoba, ze muzyka jest tu po prostu
    > dla ludzi.

    Wiesz...u nas kolejek moze nie widac, ale i biletow na niektore koncerty nie uswiadczysz, bo rozchodza sie na pniu i przed koncertami mozna co jedynie klamke pocalowac

  • azomim 01.11.10, 17:26
    Ja chodzę często(codziennie), bo to moja pracabig_grin

    Co do stroju, to publiczność raczej elegancka, ale młodzież w jeansach nikogo nie bulwersuje.
    A repertuar baaaardzo różny, wszystko zależy od filharmonii. U nas symfoniczny pól na pół z operetkowym, musicalowym. Na "lżejszym" zawsze więcej ludzi.
  • franczii 01.11.10, 17:33
    Frak zaklada sie na jakas bardzo wazna okazje, uroczyste premiery, wazne bale a nie na zwykly wieczor w filharmonii. Na taki zaklada sie najwyzej smoking lub po prostu wieczorowy garnitur (black tie). Ja bym tam do filharmonii nie poszla w zwyklej dziennej sukience ani sweterku czy popielatej garsonce.
  • solaris31 01.11.10, 18:42
    wieczór w filharmoinii czy operze to wieczór z wyższą kulturą wink i dlatego strój bardziej odświętny jest jak najbardziej pożądany. niekoniecznie musi być to frak i suknia wieczorowa, garnitur i sukienka czy cos w stylu spodnium na przykład - spokojnie wystarczy.

    tego typu muzyka to jest muzyka dla elit, tak było tradycyjnie od zawsze. i dawniej, i dzisiaj do opery przychodzą ludzie dlatego, że tak wypada, a nie z miłosci do muzyki wink nie oszukujmy się.

    co do repertuaru, w polskich filharmoniach także mozna znależć lżejszy repertuar, nie jest to tylko ciężka i trudna klasyka.
  • solaris31 01.11.10, 18:43
    i d
    > awniej, i dzisiaj do opery przychodzą ludzie dlatego, że tak wypada, a nie z
    > miłosci do muzyki wink nie oszukujmy się.


    oczywiscie, poza prawdziwymi melomanami wink
  • d.o.s.i.a 01.11.10, 18:54
    > tego typu muzyka to jest muzyka dla elit, tak było tradycyjnie od zawsze.

    Nieprawda. Muzyka klasyczna byla kiedys muzyka jak najbardziej popularna.

    > awniej, i dzisiaj do opery przychodzą ludzie dlatego, że tak wypada, a nie z
    > miłosci do muzyki wink nie oszukujmy się.

    Juz mialam napisac OMG, ale zobaczylam Twojego kolejnego posta. Wlasnie o tym pisze. Ze w Polsce to w dalszym ciagu miejsce na pokazanie sie we "fraku" smile Dlatego dla jednej forumki wyjscie na przedstawienie muzyki filmowej to sposob na szpan (sic!)

    Za granica jest to rozrywka dla normalnych ludzi. Byc moze wlasnie dzieki temu, ze repertuar jest baaardzo roznorodny i filharmonie nie wstydza sie wystawiac przedstawien dla "ludu". Dzieki temu poziom kultury, smiem twierdzic, jest duzo wyzszy niz w Polsce, MIMO, ze ludzie przychodza do filharmonii takze w dzinsach. Bo to jest po prostu szczere, a nie na pokaz.

    > co do repertuaru, w polskich filharmoniach także mozna znależć lżejszy repertua
    > r, nie jest to tylko ciężka i trudna klasyka.

    To daje mi nadzieje wink
    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • hankam 01.11.10, 19:53
    d.o.s.i.a napisała:

    > > tego typu muzyka to jest muzyka dla elit, tak było tradycyjnie od zawsze.
    >
    >
    > Nieprawda. Muzyka klasyczna byla kiedys muzyka jak najbardziej popularna.

    Nieprawda. Muzyka popularna byla grywana w karczmach.
  • d.o.s.i.a 01.11.10, 21:03
    > Nieprawda. Muzyka popularna byla grywana w karczmach.

    A co bylo grywane poza karczmami?


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • hankam 02.11.10, 16:25
    To, czego słuchasz dzisiaj chodząc do filharmonii.
  • d.o.s.i.a 02.11.10, 16:36
    No wlasnie dokladnie to mowie smile

    Muzyka klasyczna BYLA muzyka popularna. Chopin byl bozyszczem kobiet dokladnie jak w dzisiejszych czasach, nie wiem, Timberlake. Ja nie pisze o karczmach Hankam. Zreszta akurat nie wypowiadam sie w tym temacie, bo tak naprawde to nie wiem co grano (i czy w ogole grano) cos wtedy w karczmach. Moze muzyke ludowa?


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • hankam 02.11.10, 21:49
    Kobiety mdlały, tak jak Izabela w Lalce...
    W karczmach i oberżach grano jak najbardziej muzykę ludową i popularną nie czytalaś, jak maly Frycek się do karczmy zakradal, żeby posluchać oberków i kujawiaków? Czegoż to teraz uczą w szkole !
    Twój problem polega na tym, że nie rozumiesz i nie lubisz muzyki z, jak napisalaś, gornej półki i myślisz, że wszyscy sluchając takowej strasznie się meczą, cierpią katusze, i w ogole robią to ze snobizmu i kija w t....
    A prawda jest tak, ze różne rzeczy sprawiają ludziom przyjemność, niektorzy się relaksują przy Mahlerze albo Strawińskim, co nawet mnie jest trudno zrozumieć.
  • d.o.s.i.a 02.11.10, 21:54
    > Twój problem polega na tym, że nie rozumiesz i nie lubisz muzyki z, jak napisal
    > aś, gornej półki i myślisz, że wszyscy sluchając takowej strasznie się meczą,

    Kolejna, ktora mi cos imputuje. GDZIE ja cos takiego napisalam???


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • hankam 02.11.10, 22:05
    Takie jakieś mam wrażenie, czytając Twoje posty.
    Cóż ja na to poradzę.
    Uwielbiam czytać między wierszami.
  • d.o.s.i.a 02.11.10, 22:09
    To nie czytaj miedzy wierszami, bo mozesz dojsc do blednych wnioskow. Jesli chcesz dyskutowac, trzymaj sie tego co rozmowca powiedzial, a nie tego co Tobie wydaje sie, ze powiedzial.


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • hankam 02.11.10, 22:20
    Dzięki za reprymendę, solennie obiecuję, że od dzisiaj już zawsze będę.
    Postaram się okielznać jakoś moją wrodzoną intuicję, ktora mi podpowiada, że... eh, znowu mnie poniosło. Nie każdy musi sluchać muzyki, ale po co od razu zakladać wątki o wyfraczonych snobach z kijem w de...?
    Nadmieniam, że fraka, ani sukni wieczorowej nie posiadam.
  • kropkacom 01.11.10, 19:11
    Royal Albert Hall to sala koncertowa, gdzie jest miejsce na różne imprezy kulturalne. Tam się gra także pop (w wykonaniu nieco bardziej statecznym może) i organizuje odczyty itd. Także nie jest to jakaś świątynia mega wysokiej kultury smile Z drugiej strony, nie oszukujmy się, nawet dziełom Chopina nie ubędzie nic jeśli na widowni siądą ludzie w dżinsach. big_grin Ot, taka tradycja i potrzeba aby w odświętnej kiecce czy garniturze się lansować big_grin
    --
    Nonsens! Hańba ci!
  • gryzelda71 01.11.10, 19:11
    Kolejny wątek jaka to Polska beznadziejna.
  • kropkacom 01.11.10, 19:20
    Ale z drugiej strony, jak to łatwo niektóre forumki zdenerwować big_grin
    --
    Nonsens! Hańba ci!
  • z_lasu 01.11.10, 23:03
    I to z jakiego powodu beznadziejna! Mianowicie ludzie chadzają tu do filharmonii elegancko ubrani. No nic, tylko siąść i płakać nad tym żałosnym narodem big_grin
  • d.o.s.i.a 01.11.10, 23:09
    I pomyslec ze z zalozycielskiego watku dosc szerokiego w swojej wymowie, gdzie pytalam o repertuar roznych przybytkow kultury, o to czy da sie zauwazyc inne trendy w poszczegolnych panstwach, a takze prosilam o podzielenie sie tym co lubicie ogladac, na czym bylyscie ostatnio itp. wyciagnieto kompletnie od czapy tylko jedno jedyne zdanie i teraz dorabia sie do tego ideologie. Bo Polska zla, bo kaza chodzic we fraku.
    Ech, forum emama schodzi na kompletne psy.

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • gryzelda71 02.11.10, 06:57
    Ech, forum emama schodzi na kompletne psy.

    Są inne.
  • kocianna 02.11.10, 07:53
    Ja o repertuarze, ale nie o Polsce.
    Więc:
    przybytków kultury wysokiej jest tutaj kilkaset. Wiadomo więc, że np. Bolszoj to gra klasykę i ekhm, klasykę współczesną, w sali koncertowej im. Czajkowskiego jest wszystko (Wiedeńscy Filharmonicy, chór Aleksandrowa, laureaci konkursu Chopinowskiego, muzyka filmowa też), teatr im. Sac to teatr muzyczny typowo dla dzieci, a musicale będą grać w Teatrze Operetki (co nie znaczy, że w innych teatrach nie big_grin).

    Co mnie urzeka w tutejszych teatrach to fakt, że one wychowują sobie publiczność. W sensie dosłownym. W każdym z setek teatrów i sal koncertowych w każdy dzień wolny od pracy są co najmniej dwa przedstawienia: wieczorne dla dorosłych i południowe dla dzieci. Nie mówiąc już o tym, że teatrów typowo dziecięcych jest kilkadziesiąt, a opera dla dzieci liczy więcej tytułów, niż "Zaczarowany flet" i "Pan Marimba".

    Więc tutaj chodzenie na spektakle i koncerty muzyki mniej lub bardziej poważnej nie jest snobizmem. Odwrotnie - niechodzenie to wstyd.
    Nie zapominajmy też, że operetka niegdyś była rozrywką dla mas, tak jak dzisiaj kino, a baleriny pełniły często funkcję kurtyzan...
    --
    On nie jest winny, on jest inny

    Blog o życiu z pięciolatką w Moskwie
  • d.o.s.i.a 02.11.10, 11:38
    Dzieki Kocianna. O to mi chodzilo smile

    > Nie zapominajmy też, że operetka niegdyś była rozrywką dla mas, tak jak dzisiaj
    > kino, a baleriny pełniły często funkcję kurtyzan...

    Oj, nie pisz tak. Przeciez wiadomo, ze muzyke popularna gralo sie kiedys w karczmach wink

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • franczii 02.11.10, 14:53
    Wiekszosc form muzycznych ma swoje korzenie w muzyce ludowej.
    Nawet najbardziej zlozone utwory jak sonata czy symfonia moga sie skladac z form muzycznych, ktorych w zamierzchlej przeszlosci glownym odbiorca byl prosty lud.
    Ale jednak lud pracujacy tez potrafil strojem odswietnym na zabawie podkreslic niecodziennosc sytuacji.
    Zas co do baletnic kurtyzan, to mimo ze balet tez sie wywodzi z ludowych zabaw to jednak pierwszym odbiorca baletu jako formy sztuki byly dwory krolewskie i ksiazece, Zreszta gdyby kurtyzany celowaly w gmin to by sie inaczej nazywaly.
  • volta2 01.11.10, 19:16
    w warszawie na operze byłam 2 razy i z raz na balecie, jakoś mi nie po drodze było.
    teraz, na emigracji opera i balet to moje podstawowe rozrywki.

    obejrzałam już w zasadzie całą klasykę operową i baletową.
    czy traktuję taką formę rozrywki jak rytuał? tak, tak jest faktycznie.

    zakładam strój wieczorowy, do tego obowiązkowo zakładam brylanty - bo w sumie na co dzień się w nich chodzić nie dasmile są zbyt wyraziste, zasiadam zawsze w pierwszym rzędzie po lewej stronie, bo taki mam kaprys i dziwactwo.

    czasem chodzę sama, czasem z mężem a naszym sąsiadem w fotelu jest ambasador rosji. co do tego samego miejsca to chyba też ma takie dziwactwo jak ja.

    na początku każdego miesiąca idę do kasy, sprawdzam tam repertuar i kupuję bilety hurtowo z reguły na cały miesiąc na to czego jeszcze nie widziałam.

    dzieci też już zapraszam na takie specjalne, raz w miesiącu im dedykowane przedstawienia. o ile opera słabo im podchodzi to na balecie "calineczka" buzie mieli rozdziawione - tytułową rolę tańczyło naprawdę młode dziewczątko(10 lat?)
    oczywiście byli w koszuli i pod krawatem, choć nie w garniaczkach.

    filharmonię znoszę nieco gorzej, ale w ostatnim miesiącu byłam na koncertach 2 razy. oba w ramach festiwalu jazzowego, więc bardziej było na luzie. ale i tak moje brylanty poszły ze mnąsmile choć suknia wieczorowa została na wieszaku.

    na muzykę lekką, łatwą i przyjemną raczej szkoda by mi było kasy, zwłaszcza że ten pierwszy rząd trochę kosztujesmile
  • ywwy 01.11.10, 19:43
    no pewnie, że lubumy i chodzimy jak tylko jest czas!

    a propos strojów to znajomi muzycy z sekcji instr. dętych taki oto prowadzili dialog podczas wystepu, kiedy pauzowali - " ty zobacz, ta z przodu ma taką suknię, że aż widać rowek!"
    -" ee tam, prawie w każdej sukni widać z przodu rowek"
    - " ale to nie ten z przodu"
    tak więc ubierajcie się odpowiednio, coby muzyków oko nacieszyć, a oni nacieszą wasze ucho wink
    --
    Mała księżniczka
  • bi_scotti 01.11.10, 21:32
    Balet i/czy opere ZALICZAM gdy musze wink Np. nie tak dawno temu zbudowano w moim miescie nowe locum dla opery wiec poszlam zeby sobie wnetrza poogladac a przede wszystkim przekonac sie naocznie/nausznie czy faktycznie nie slychac/nie czuc metra pod spodem. Jak sie mozna domyslic, milosniczka tych akurat form artystycznych (balet i opera) zdecydowanie nie jestem. I nawet perspektywa pokazania sie w sukni bez plecow i z polowa przodu mi nie robi wink Tzw. muzyke klasyczna czyli Bachy, Chopiny, Mozarty, Beethoveny i reszte kompozytorkich tuzow wole sobie sluchac we wlasnym fotelu przy kieliszku wina w wygodnym dresie i patrzac w oczy rownie zasluchanemu takiemu jednemu ... wiec i koncerty nawet wielkich wirtuozow to tez raczej frajda nie dla mnie - bywam, gdy musze a konkretnie gdy maz musi, bo praca wymaga.
    Natomiast lubie skladanki muzyczne (np. dobre soprano spiewajace repertuar popularny, koncerty okazjonalne zawierajace rozne propozycje, wystepy w ciekawych architektonicznie czy turystycznie miejscach itp.) no i jazz - nawet jak jest grany w jakiejs pompatycznej sali filharmonijnej wink
    Co do przyodziewku to jestem kobieta kaprysna i zadnych regul nie przestrzegam - czasem to bedzie nawet jakiej moje wlasne over-dressing do prostej okazji, a kiedy indziej jeans shorts na sztuke Szekspira - jaki akurat mam nastroj, tak ma byc. Bo to mi pomaga sie "wczuc", poczuc i ogolnie "przezyc" co tam jest do przezycia ...
  • kj-78 01.11.10, 21:38
    Ja chodze, bo lubie wlasnie to, co autorka okresla mianem muzyki "ciezszego kalibru". Zawsze myslalam, ze do pubu chodzi sie ubranym w dzinsy napic piwa i pogadac w ogolnie glosnej i tlocznej atmosferze, do Mc Donalda takoz zjesc frytki przy akompaniamencie rodzin z dziecmi i zapachu starego tluszczu, do ekskluzywnej restauracji zjesc wykwintny posilek w odpowiednim stroju i dopasowanej atmosferze, a do filharmonii posluchac muzyki powaznej w atmosferze i dress kodzie przypisanym do tego miejsca.

    Dlaczego panuje taka nagonka na nieliczne miejsca tego typu: z muzyka, ktora nie wszyscy lubia i rozumieja i atmosfera dla niektorych sztywna i "na pokaz". Filharmonia czy opera sa moimi ulubionymi miejscami wlasnie dlatego, ze moge sie ladnie/wieczorowo ubrac (co uwielbiam) i posluchac muzyki powaznej (jedynej jaka lubie). Prosze mi tego nie zabierac! Nie mam zamiaru isc do Royal Albert Hall, zeby w dzinsach posluchac muzyki z Wladcy pierscieni. Koncerty lekkiej muzyki kazdego gatunku sa wszedzie, w codziennym stroju chodzi sie codziennie - zostawmy sobie choc jedno male miejsce, gdzie jest troche inaczej. W Wigilie tez mozna w dzinsach wcinac hamburgera - po co sie meczyc, ubierac i stac godzinami w kuchni, a potem to jesc w sztywnej atmosferze i nie daj Boze przy swiecach...? Moze na Zachodzie prowadza juz kampanie na ten temat? Wigilia dla wszystkich i nie na pokaz!!!
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/ex2bzbmhgahv45ve.png
    Jestem w ciazy - czekamy na styczniowe malenstwo smile
  • d.o.s.i.a 01.11.10, 22:54
    > a lubie). Prosze mi tego nie zabierac! Nie mam zamiaru isc do Royal Albert Hall
    > , zeby w dzinsach posluchac muzyki z Wladcy pierscieni. Koncerty lekkiej muzyki
    > kazdego gatunku sa wszedzie, w codziennym stroju chodzi sie codziennie - zosta
    > wmy sobie choc jedno male miejsce, gdzie jest troche inaczej.

    To ja zwracam sie z podobnym apelem. Pozwolcie mi sluchac Chopina bez garnituru smile Debussiemu tez nie szkodzi wcale to, ze zaloze wygodna sukienke zamiast sukienki wieczorowej. Nie odbierajcie mi tego. Ja nie potrzebuje wprawiac sie w nastroj stojem. Naprawde.


    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • gryzelda71 02.11.10, 07:02
    Czy ciebie choć raz wyproszono z koncertu w związku z nieodpowiednim strojem?
  • lusitania2 02.11.10, 07:50
    gryzelda, retorycznie zapytam bo po operachi filharmoniach takie jak ty spotyka się tylko jak zakład pracy organizuje wyjście na Dzień Kobiet - a ty widziałaś, zeby kogoś wyrzucono, bo był źle ubrany?
    Już nie te czasy szczęśliwie, gdy nawet w byle knajpie szatniarz rządził i bez krawata nie wpuszczano, a do wódki obowiązkowo trzeba było zamówić zakąskę.

    Wyrzucają, tak - za nagrywanie przedstawienia. Nie za to, że ktoś przyjdzie w codziennych dzinsach, flanelowej koszuli w kratę i martensach (tak, to w filharmonii spotykam takie dinozaury z lat 90).
  • gryzelda71 02.11.10, 08:15
    Takie jak ja czyli jakie?
    Pewnie takie co to w operze w sukience wieczorowej zasiądą.Straszny nietakt.Od razu widać ze to z zakładu pracy na obowiązkowej wycieczce.Prawdziwe znawczynie poznać po codziennym stroju.
  • nowi-jka 02.11.10, 14:41
    Ja chodze na koncerty symfoniczne (juz sie kiedys chwaliłam nawet tutaj) 4-5 razy w roku. I mi tez podoba sie to ze tzreba tam sie ubrac nieco inaczej niz do baru na piwo. Nikt nikogo jednak do fraku ani "garsonki" nie przymusza nie ma selekcji na bramce jak w dyskotekach, raczej licza na twoje wyczucie i uafaja ze umiesz ubarc sie stosownie i w jeansach nie pójdziesz. Jesli jednak to zrobisz to cie wpuszcza bez obaw.
    Za to w teatrze byłam chyab z 10 lat temu, wstyd ale za drogie sa bilety poprostu. 50zl x 2 to 100 - troche drogie takie wyjscie. KOncert tylko noworoczny jest drozszy niz 30zł.
    W operze nie byłam nigdy a bardzo chciałabym, nie wiem czy by mi sie podobało ale byc bym chciała
  • echtom 02.11.10, 20:19
    Nikt nikogo jednak do fraku ani "garsonki" nie przymusza nie ma selekcji na bramce jak w dyskotekach, raczej licza na twoje wyczucie i uafaja ze umiesz ubarc sie stosownie i w jeansach nie pójdziesz. Jesli jednak to zrobisz to cie wpuszcza bez obaw.

    Świetnie to ujęłaś.
  • kamelia04.08.2007 02.11.10, 15:41
    ja lubie operę, teraz niestety nie mam mozliwosci chodzenia.

    Do opery nie trzeba isc we fraku, wystarczy schludnie w kostiumie czy spodnie i marynarka, byle tylko nie dzinsy
  • sarah_black38 02.11.10, 16:33
    Uwielbiam zwłaszcza operę i chodzę zdecydowanie za rzadko. Bo najbliższa mi jest w Warszawie. W tym roku jutro będę czwarty raz. Z repertuaru na którym byłam polecam ,,Madame Butterfly" w reżyserii Trelińskiego. Prawdziwy majstersztyk big_grin

    A co do stroju to ubieram się zazwyczaj w białą bluzkę i ciemną spódnicę, lub sukienkę typu szmizjerka. Ludzie generalnie różnie są ubrani ( od dżinsów po stroje wieczorowe). Kilka lat temu byłam na premierze ,,Toski" - panie w pełnej gali i guru polskiej opery p. Kaczyński, oczywiście Bogusław w eleganckim garniturze i nieodłącznej muszce big_grin
    --
    Kryzys na Poddaszu...
  • hanalui 02.11.10, 19:09
    d.o.s.i.a napisała:
    > A w Polsce jeszcze w dodatku trzeba isc w stroju wieczorowym, w jakims fraku. N
    > ie chce, zeby wyszlo, ze znowu Polske krytykuje, ale ot takie mnie naszly przem
    > yslenia w temacie odbioru sztuki. Czy to nie jest tak, ze w Polsce wyjscie do f
    > ilharmonii to jeszcze taki rytual, ktory nakazuje, ze ma byc powaznie, uroczysc
    > ie, inteligentnie, taka troche megalomania na pokaz?

    Pol zycia spedzilam w filharmonii i nie przypomninam sobie czestego widoku frakow wsrod publicznosci, jesli juz to jakies jednostkowe sztuki i to tylko na jakims "specjalnym" koncercie typu sylwestrowy, noworoczny czy jakis "wielki dzwon".
    Na zwyklych, cotygodniowych koncertach ludzie ubrani zwyczajnie, odwaleni z megalomania na pokaz pojawiaja sie ci ktorym zaklad pracy zasponsorowal bilety z funduszy socjalnego w ramach "odchamienia" zakladu, ci ze stalymi karnetami oraz ci ktorzy przychodza bo kochaja tego typu muzyke wygladaja normalnie, nie musieli sie z niczym obnosic.
  • angazetka 02.11.10, 21:21
    > Na zwyklych, cotygodniowych koncertach ludzie ubrani zwyczajnie, odwaleni z meg
    > alomania na pokaz pojawiaja sie ci ktorym zaklad pracy zasponsorowal bilety z f
    > unduszy socjalnego w ramach "odchamienia" zakladu, ci ze stalymi karnetami oraz
    > ci ktorzy przychodza bo kochaja tego typu muzyke wygladaja normalnie, nie musi
    > eli sie z niczym obnosic.

    Do opery nie chadzam (nie czuję potrzeby), ale dopiero z tego wątku dowiedziałam się, że ubierając się do teatru (do którego chodzę pasjami) w strój nieco odmienny od codziennego, z czymś się obnoszę i jestem prymitywem, który nie umie naprawdę obcować ze sztuką...
    --
    "JK na pewno wie, ze u np. Angazetki szanse ma ponizej 0" - Bi_scotti
  • d.o.s.i.a 02.11.10, 21:26
    A ktoz Ci tak powiedzial??

    --
    ---------

    A po co tu jakaś logika, racjonalizm, konkrety? Katolikowi styka jak jest patetycznie i lekko mrocznawo.
  • hanalui 02.11.10, 19:21
    d.o.s.i.a napisała:
    > I takie mnie naszly spostrzezenia. Czy nie odnosicie wrazenia, ze w Polsce sztu
    > ke traktuje sie z jakims wiekszym namaszczeniem niz za granica? Zerknelam z cie
    > kawosci na aktualny repertuar Filharmonii Narodowej, a tam prawie sami powazni
    > mistrzowie. Strach sie bac smile Ciekawie w zestawieniu wyglada repertuar np. Roya
    > l Albert Hall w Londynie, w ktorym proponuje sie muzyke b. rozna, lacznie z ork
    > iestrowym wykonaniem muzyki do Wladcy Pierscieni z filmem w tle, wspomniane szl
    > agiery Bonda, czy Broadwayu. I nie wstydza sie tego!

    Nie wiem gdzie chodzilas w PL na koncerty ale u mnie mnostwo bylo koncertow tematycznych typu wlasnie muzyka filmowa w wykonaniu orkiestrowym, muzyka ze zwierzakami w tle, szlagiery broadway'u, muzyka roznych stron swiata itp, itd. I to wcale nie ostatnio a jeszcze w czasach mojej podstawowki i szkoly sredniej, wiec juz sporo lat temu. Nie wiem czy sie tego ktokolwiek wsytdzil, wiem ze ludzi sie swietnie bawili. Moze po prostu dyrektor kiepski, bo sporo zalezy od dyrektora artystycznego, my mielismy wrecz wysmienitego wiec i repertuar i koncerty byly swietne.
  • lacitadelle 03.11.10, 11:09
    Royal Albert Hall to raczej odpowiednik naszej Sali Kongresowej (kiepski, ale lepszego nie mamy), a tam mało kto chadza w stroju wieczorowym. No i repertuar także bardzo różny.

    Do opery owszem, lubię się wyjątkowo ubrać, ale też nie wszyscy to praktykują - widziałam ludzi w dżinsach i nikt ich nie wytykał palcami. A publiczność londyńskiej opery wygląda na przykład tak:

    www.brisbanetimes.com.au/news/united-kingdom/where-all-the-worlds-a-stage/2008/03/27/1206207294172.html
    a tu Nowy York:

    guestofaguest.com/wp-content/uploads/2010/08/metopera.jpg
    Przyznasz, że raczej wieczorowo? smile



  • franczii 03.11.10, 13:06
    Zdecydowanie wieczorowo, faceci w smokingach.
    Moze to tez nie zwykly spektakl a otwarcie sezonu, wtedy te miejsca pokazane na fotkach kosztuja po pare tysiecy, przynajmniej dziesieciokrotnie wiecej niz na zwykly wieczor.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka